niedziela, 24 stycznia 2016

Dystyngowany atak szału, czyli reptilianka na dworze króla Thranduila, cz. 1

Witajcie po przerwie!


Po raz kolejny - przepraszamy za dłuższą nieobecność. Postaramy się pojawiać w miarę regularnie, na ile pozwolą nam na to czas i różne obowiązki.

https://media.giphy.com/media/VYYVEWEeSdYwo/giphy.gif

Wracamy z opkiem, w którym dzieją się rzeczy dziwne, a jednocześnie nie dzieje się nic (i nie stanie się nic - aż do końca). Ale w międzyczasie poznamy Vallę, tajną agentkę Reptilian dziewczynę wychowaną wśród elfów z Mrocznej Puszczy, której drzwi pokoju otwiera Imperatyw Narracyjny i która czasem zrzuca wylinkę, a czasem ma w głowie zimowy horyzont.

Indżojcie!
https://45.media.tumblr.com/3cd45de664f71639cb0e3e59cc9ccc21/tumblr_nh5wwe4PHZ1svpt0fo1_500.gif

Adres opka: http://mirkwood-story.blogspot.com

Zanalizowały: Kalevatar, Pigmejka i Vatelema.

Przeznaczenie



Na imię mi Valla. Zwą mnie Córą Ludzi, zagubioną w zupełnie obcym świecie; uwięzioną w rzeczywistości, do której z pewnością nie pasuję;
Wow, wołanie jej na obiad musi trwać dłuższą chwilę.
Ze śniadaniem najgorzej; zakładam, że zanim przyjdzie, prawie zawsze zdążą je przypalić.

czuję się rozdarta gdzieś pomiędzy wołaniem serca a donośnym głosem rozsądku.
Czyli gdzieś w okolicach tchawicy?
Jeśli po rozdarciu, to nawet bulgoczącej krwią tchawicy.

Oddycham powietrzem naznaczonym nutą słodkiego zapachu lawendy, a korony szepczących drzew otulają mnie, gdy odwiedzam tajemne zakamarki Mrocznej Puszczy;
Podróżując metodą małp lub bohaterów "Naruto", to jest skacząc z gałęzi na gałąź.
To raczej brzmi, jakby się obściskiwała z entami.
To brzmi, jakby przedawkowała ziele fajkowe (co nie wyklucza obściskiwania entów).

leżąc na miękkiej trawie wznoszę się w snach ku kłębiastym chmurom, obserwując niebiosa w poszukiwaniu śladów mej przeszłości.
W sensie, że spadłaś z nieba czy jesteś tajną agentką reptilian?
Może wychowały ją mewy albo jaskółki?

Każdego dnia z przerażeniem uświadamiam sobie, że to wszystko nie było mi przeznaczone.
Instrukcje od jej mocodawców z Mgławicy Perseusza mówiły tylko o infiltracji istot organicznych i regularnym raportowaniu do statku matki; zapach lawendy i inne takie rozpoetyzowane narośle narracyjne musiały być wynikiem błędu oprogramowania.

O swoim pochodzeniu wiem niewiele. Powiedziano mi zaledwie, iż wrodziłam się w lud mężnych i niezwykle upartych ludzi z północy.
Oprogramowanie maskujące pozwoliło jej doskonale upodobnić się do istot organicznych, które miały stanowić jej przykrywkę podczas tej misji. Niestety, wciąż nie wiemy, kim byli ci fejkowi krewni, bo narrator pomylił "wrodzić się w kogoś" z "urodzić się pośród kogoś".
Albo nasza bohaterka jest jak Dziewiąty Doktor:
Planets_North.gif

Nawet wśród Elfów krążą legendy o ich bohaterskich czynach sprzed wieków.
Ale co w tym dziwnego, że elfy opowiadają o swoich bohaterskich czynach?
Jeśli sprzed wieków, to dla elfów raczej takie leniwe ploteczki z zeszłej środy.
Och, znam kilka takich ploteczek, które mogłyby stać się legendarnymi.

Mimo to, nigdy nie dane było mi odwiedzić żadnej wioski na północy, ani nawet zajrzeć do ksiąg, w których mogłabym natknąć się na jakąkolwiek wzmiankę na temat mych przodków.
Zupełnie, jakby ktoś celowo ukrył przede mną wszelkie znaczące informacje.
SPISEG! Nie żeby jakieś ludzkie wioski na północy dysponowały śródziemskimi odpowiednikami ksiąg parafialnych...

W mojej głowie mimowolnie zrodziło się nieprawdziwe wspomnienie ze srogim obliczem człowieka z północy w roli głównej.
To brzmi trochę jak schizofrenia.
Ale zdaje sobie sprawę, że wspomnienie jest nieprawdziwe. To pierwszy krok do wyleczenia!
Po zapytaniu o obraz człowieka z północy Google pokazują tego pana. Intryga się zagęszcza!


Jego niezwykła twarz zapadła mi głęboko w pamięć po tym, jak Król ukazał mi jeden z zakurzonych obrazów pradziada mych krewnych, zwanego niegdyś Dahramem.
Pradziad moich krewnych nie jest moim pradziadem!

Dahram był postawnym brunetem, który zdawał się wodzić za mną nieskazitelnie niebieskim, przenikliwym wzrokiem.
...ale tak naprawdę wodził za nim wzrokiem mętnym i zielonym?

Jego kwadratową szczękę porastała gęsta, ciemna broda, a krzaczaste zmarszczone brwi nadawały mężczyźnie posępnego wizerunku. Byłam niezmiernie wdzięczna Królowi. Za tę przysługę, oraz tysiące innych drobnych gestów, które pomogły mi zakochać się w elfickim świecie bez pamięci.
Tymczasem interpunkcja uznała, że ona się napraszać nie będzie i niech sobie radzą bez niej.

Dobrze wiem, że nigdy nie zdołam spłacić swych długów. Nigdy nie zdołam odwdzięczyć się za ocalenie mnie przed szponami wygłodniałych orków Władcy Ciemności.
Nie, my też nie wiemy, skąd ten bold, ale opko wygląda dzięki niemu jak wyjątkowo kwiecista notka na Wikipedii.
Może bold, żeby podkreślić mroczność? Jakby było jeszcze większą czcionką, oznaczałoby to Jedynego i Największego Władcę Ciemności?
(A jakby kursywą, to Trochę Przygnębionego Władcę Ciemności?)

               Podczas Bitwy Ostatniego Sojuszu część możnych z północy postanowiła zbiec przed armią Saurona.
Biedacy zostali w domach i dali się powyrzynać.
Ktoś w końcu musiał obsługiwać tych możnych, którzy zostali.

Przemierzyli bardzo długą i wyczerpującą drogę, nim dotarli do granicy złowrogiego lasu. Zaatakowani przez grupę orków, rozpierzchli się w mroku Mirkwood, licząc zapewne na pomoc Elfów zamieszkujących samo serce potężnej puszczy.
Niestety, przepadli w dziurze czasoprzestrzennej i słuch o nich zaginął, jako że Zielony Las przemianowano na Mirkwood tysiąc lat później, gdy zalągł się tam wykurzony z Mordoru Sauron.

Niestety, Elfy nie zjawiły się na czas, przez co moi krewni zginęli niehonorową śmiercią, zmiażdżeni łapą plugawych bestii z odległych ziem.
Doborowe oddziały komandosów z Mordoru gardziły bronią białą, woląc zamiast tego rozprasowywać wrogów za pomocą odnóży olifantów.
Odnóża. Wszak z opka wynika, że to była jedna łapa.
...To był naprawdę wielki olifant.

Tego dnia, w bitwie pod Dagorlad, poległ także ówczesny władca Elfów – Oropher z Wielkiego Zielonego Lasu. Ów dzień zapisał się w historii świata jako wielkie zwycięstwo nad Złym,
Co tylko potwierdza, że elfy z Mrocznej Puszczy są jeszcze wredniejsze niż Sauron.
Nigdy w to nie wątpiłam. Spójrzcie tylko na tego dziwnego ziomka na łosiu.

lecz Elfy przeżywały ten czas w iście żałobnym nastroju, nie mogąc pogodzić się z utratą silnego, wspaniałego władcy.
Poszły w bój z mieczem w jednej i batystową chustką w drugiej dłoni, rażąc wrogów srogim smarkaniem i rzewnymi pieśniami pogrzebowymi.

               Książę Thranduil przemierzał kręte, leśne ścieżki, prowadząc zwycięską armię ku majestatycznemu pałacowi Elfów.
Klucząc z trudem i nadkładając drogi, ilekroć obładowane zwłokami tabory grzęzły w gąszczu zbędnych epitetów.

Gdzieś w oddali rozległo się ciche łkanie maleńkiego dziecka.
its-a-trap-what-happens-when-advertisers-dont-meet-twitters-spending-quotas.jpg

Książę nie usłyszał go jednak, bo kolumna wracającego ze zwycięskiej wojny wojska generuje dość hałasu, by zagłuszyć nawet cały wrzeszczący oddział pediatryczny? skierował swych najbardziej zaufanych żołnierzy w kierunku przedziwnego dźwięku.
W końcu to mogła być pułapka, więc jak już ktoś ma zginąć, niech zginą najlepsi.
Książę miał słuch jak wzorowy ogar myśliwski - i jedną piątą mózgu tegoż.

W tamtej chwili mógł przysiąc, że zmęczenie oraz przytłaczające uczucie przygnębienia płatało mu figle, tworząc w jego głowie niemożliwe do zaakceptowania wizje.
Zaraz jednak przypomniał sobie to opko, w którym jego ulubioną rozrywką było przerzucanie ludzkich dzieci przez okna sąsiadów, więc tylko westchnął i postanowił płynąć z prądem narracji.

Mimo to, brnął przed siebie, uważnie obserwując mięciutkie poszycie lasu na wypadek, gdyby pod nogami wyrósł mu nagle niepotrzebny przecinek.
I pogratulował sobie pomysłu zastąpienia mchu pluszem i pianką poliuretanową.
Ich wadą było niestety to, że zamiast wypatrywanych przezeń maślaków rosły tam tylko zwały kurzu.

Właśnie wtedy ujrzał mnie: bezbronne blade maleństwo, jednocześnie przejawiające niezwykłą odwagę.
Mam wizję oseska wywijającego sztandarem rewolucji… 
- Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze!... - ryknęła zza winkla Pigmejka, po czym zacięła się, nie pamiętając, co było dalej.

Ponoć kiedy wziął mnie w ramiona, uporczywie lustrowałam jego lico szmaragdowym spojrzeniem zmęczonych oczu.
Podkrążonych, przekrwionych, otoczonych siecią drobnych zmarszczek... oh wait.
Niestety, im bardziej bohaterka zaglądała mu w lico, tym bardziej butelki z mlekiem w nim nie było.

Król powiedział mi, że zapłakałam jedynie raz: właśnie wtedy, gdy zostałam przez niego usłyszana.
Nie był to bowiem płacz ludzkiego niemowlęcia, lecz sygnał mający zwabić niczego nieświadome istoty organiczne do jednostki infiltrującej. Just as planned.

Thranduil nieustannie upierał się, że moją wolę życia dostrzegły stare Dęby. Drzewa podpowiedziały mojemu duchowi, że sam potomek króla właśnie przejeżdża pobliską ścieżką, dzięki czemu wydobyłam z siebie cichutki, pojedynczy jęk. Nie wierzę w przypadek – zwykł mawiać. Książę Thranduil ukołysał mnie do snu i ukrył w Leśnym Pałacu na dwadzieścia długich lat.

I oto jestem.
Tak, te nagłe wycentrowane wtręty tak sobie wyskakują od czasu do czasu, zapewne by dodać dramatyzmu narracji.
Pani, to literatura współczesna, takie proste kobiety jak my tego nie ogarną.
A tak zapewne mamy sobie wyobrażać główną bohaterkę. Takich ilustracji będzie tu jeszcze więcej, bo przecież żyjemy w epoce obrazu, a nawet postobrazu, a w ogóle postwszystkiego, i po co w ogóle pisać opka, wklejmy obrazek albo w ogóle nic nie róbmy, bo i tak wszystkich nas pochłonie pustka.

               Jedyny człowiek zamieszkujący Elfi Pałac; jedyna niegodziwa i niebezpiecznie odmienna istota, która  poznała najskrytsze zakątki Królestwa, ku zniesmaczeniu dostojnych elfickich możnych.
Jak to zrobiła, skoro nie opuszczała Leśnego Pałacu przez dwadzieścia lat?
Może miała dostęp do kamer uliczn… leśnych?

Jedyna osoba, którą szczególnie ukochał sobie znamienity i szanowany władca Thranduil, mało tego! Wychował mnie; odkąd pamiętam traktował mnie jak małą bezradną istotkę, którą bezsprzecznie należy obdarzyć bezwzględną miłością oraz bezkarnie zapewnić bezsensowne wsparcie pośród wielu nieprzychylnych spojrzeń.
               Dzieciństwo przemknęło mi przed oczami w ułamku sekundy. Podczas gdy inne dzieci nadal pozostawały uroczymi szkrabami, z uszami zakończonymi spiczastymi wypustkami,
Wut wut wuuut? Thranduil hoduje tam jakieś mutanty?
Pewnie jak zwykle w przedszkolu panuje jakiś wirus.

ja - niczym piorun pośród letniej burzy, pojawiłam się tylko na moment, za to moje prędkie dorastanie było spektakularnie intensywne.
Nie potrzebowała wakacji, żeby się zaokrąglić, wystarczył długi weekend.

Ku mojemu przerażeniu, nadal nie rozumiem zasady, którą rządzi się elfia długowieczność.
Eee… ty - krótko, elfy - długo. Czego tu nie rozumieć?
Może ona to próbuje zrozumieć na poziomie komórkowym…?

Ludzkie jestestwo jest niesamowicie kruche i, w porównaniu do elfickiego, posiada niewielką wartość.
Ty mów za siebie, moje jestestwo jest całkiem niczego sobie i z pewnością nie roztrzaska się, gdy się przypadkiem poślizgnę na chodniku.
Ale za dużo kasy za nie nie dostaniesz, elfy faktycznie są więcej warte.
*liczy* Moje są warte 38 579 zł, jak coś. Nie jest to oszałamiająca kwota, to prawda.

Słyszałam o pewnej prastarej rasie ludzi, których nazwano Dúnedainami z Westernesse. Choć wyglądali na zwykłych przedstawicieli mojego gatunku, długość ich życia znacznie przekraczała tę, która cechuje miejscową ludność.
Miejscową, czyli leśne elfy?

Życie jednak oszczędziło mi romantycznej otoczki i, niestety, nie okazałam się być jedną z tych legendarnych postaci.
Ty siedź cicho, ciebie ocalił i przygarnął elficki król wierzchem na łosiu, ty masz normę romantyzmu wyrobioną na sześć pokoleń w obie strony.
Oj, ona po prostu chciałaby przyoszczędzić na kremie na zmarszczki.

W ciągu ostatnich dwóch lat zdążyłam zaskarbić sobie sympatię tylko jednej, choć wyjątkowo pięknej i oddanej Elfki imieniem Sara.
#jewishelvesconfirmed
No ale była tak piękna i tak oddana, że liczyła się jak dziesięć.

Sara pozostaje zdecydowanie najbliższą mi osobą - taką przybraną siostrą. Potężnym smutkiem napawa mnie myśl, że niedługo ukochana przyjaciółka będzie musiała zmierzyć się z moją starością. Będzie zmuszona stawić czoła nieprzyjemnym obrazom smutnej przemiany.
Gdy wreszcie powłoka skórna złuszczy się i skruszeje, odsłaniając czającego się wewnątrz jaszczura... oh wait.

Moje ciało wkrótce uschnie, a niedługo potem pokryje się głębokimi bruzdami; moje oczy przyozdobią sińce koloru śliwek,
Ale mirabelek czy węgierek? Narratorze, to ważne!
Ja pierdziu, w Zielonym Lesie mają jakiś zwyczaj podbijania oczu staruszkom?!
To brzmi raczej jak przemiana w mumię.

a czarne włosy niespodziewanie posiwieją…
Na moment spuścisz je z oczu i srrru! Po ptakach.

A może, przy odrobinie szczęścia, będą przypominały lśniące, jasne pasma samego Króla?
Serio myślisz, że będziesz tak fabulous jak Thranduil?
tumblr_n334b8nkBv1ts82q3o1_500.gif
Lol.

Pośród nocy


Tamtego dnia czułam na sobie wyjątkowo potężny ciężar odpowiedzialności. Będąc jedynym człowiekiem pośród gromady dostojnych Elfów,
Czemu nie chmary albo watahy? Szajki? Syndykatu? Kolektywu? Tyle synonimów, tyle możliwości…
Ławicy.

nie było mi łatwo choćby wdrożyć się w wykonywanie codziennych obowiązków.
Ciężkie jest życie człowieka wśród gromady korpoelfów.
A już ich plan naprawczy to jakiś żart.

Mój kark bezustannie muskał chłodny wiatr,
Choć wiatr traktował go ozięble, kark się nie poddawał i nie przestawał muskać.

który niósł nieprzychylne szepty gdzieś wysoko ponad koronami majestatycznych drzew.
Elfy miały takiego skilla w obrabianiu dupy za plecami, że ich teatralne szepty niosły się ponad lasem aż do Gondoru, gdzie przyprawiały króla Meneldila o ataki czkawki i przedwczesną siwiznę.

A jednak nadchodzące wielkimi krokami święto wymagało ode mnie pewnej brawurowej postawy, która miała objawiać się poprzez strzelanie obszernych uśmiechów w stronę elfickich dam i poważanych panów z okolicznych wiosek.
Miotacz uśmiechów na pewno był ozdobą każdej elfiej imprezy, zaraz obok harfistów i fontanny z czekoladą. Zastanawia mnie tylko, o jakie wioski chodzi, bo mam dziwne wizje emisariuszy z jakichś osad bartników i smolarzy, przybywających na dwór Thranduila w ramach utrzymywania dobrosąsiedzkich stosunków.

Tego wymagało Królestwo. Tego wymagał Thranduil.
Uśmiechanie się (do tego brawurowo!) obowiązkiem państwowym? O kurczaki, ależ ją muszą boleć policzki.

Późnym popołudniem król podarował mi kolejną suknię, tym razem w kolorze głębokiej zieleni letnich traw. Była niewątpliwie zjawiskowa, lecz w mojej garderobie wisiało już dziesięć innych, równie rozłożystych i uderzająco podobnych kreacji,
Nie wiem, czy wy łapiecie te #problemyTrzeciejEry, ale mnie to wzrusza niezmiernie.

a mimo to wyjątkowo rzadko sięgałam po którąkolwiek z nich. Najlepiej czułam się w niech zgadnę, buntowniczych trampkach i pełnych niezależności koszulach w kratę? zwiewnych tunikach w odcieniach brązu, które zdawały się idealnie podkreślać bladość mojej cery i głębię szmaragdowych oczu.
(Oh. Ok, I didn't see it coming.)
Ale tylko się zdawały, w rzeczywistości jedynie podkreślały kościstość tyłka i szorstką skórę na łokciach.

Nigdy nie uważałam się za piękność, lecz mogłabym przysiąc, że niektóre Elfki piszczały z zazdrości, kiedy przechadzałam się ścieżkami Królewskich Ogrodów w jaśminowej sukni od Thranduila.
Apaszki od Diora wyszły z mody, teraz wszyscy noszą suknie od Thranduila!
Also, z pewnością wszystkie kobiety w pałacu umierały z zazdrości o twoją nieskazitelną urodę. Nic to, że według ich standardów jutro - pojutrze opadną ci cycki i obwisną policzki; na pewno jesteś czymś więcej niż chomiczkiem, który umrze, gdy tylko zdążysz się do niego przywiązać.
Cóż, może według elfów lepiej mieć miseczkę C przez kilkadziesiąt lat niż A przez kilka tysięcy.

Król zatopił się w głębokim fotelu poszytym złotą nicią, z poręczami zdobionymi wymyślnymi wzorami. Jego zmęczony wzrok powędrował w stronę balkonu, gdzie srebrna tarcza rzucała jasny blask na marmurową posadzkę.
Oto potęga elfickiej inżynierii: balkon z widokiem na księżyc w podziemnym zamku!

Chłodne oblicze Thranduila wydawało się tak nieskazitelne, jak zimowy krajobraz, który otula śniegiem pobliskie pola sprawiając, że życie pod grubą warstwą śnieżnej pokrywy pozornie zamiera.
Moment, zgubiłam się: czy narrator sugeruje, że Thranduil cierpi na martwicę mięśni twarzy?
Ja zrozumiałam, że ma taką warstwę podkładu i pudru, że zalęgły się pod nią jakieś żyjątka.

Mimo to, każdy doskonale wie, iż gdzieś pod połami lodowych zasp kryje się prawdziwe ciepło istnienia.
Albo nie, bo jesteśmy akurat w górach i pod śniegiem jest tylko kilka kilometrów skały, ale nie zagłębiajmy się w to, bo ta metafora i tak już ciągnie się zbyt długo.

Uroda Thranduila od zawsze mnie fascynowała, a  jego błękitne oczy wielokrotnie nawiedzały mnie w snach. Na samą myśl, lekki rumieniec zawstydzenia zabarwił moje policzki.

(Odautorskie.)
Po namyśle zdecydowałyśmy się zostawić landszafty, którymi usiane jest to opko - ostatecznie są integralną częścią tekstu, a poza tym wyskakują tak bardzo z dupy, że właściwie same się komentują.

- Proszę cię tylko, abyś nie przejmowała się tak bardzo tymi gburowatymi dostojnikami. - rzekł gładko, po czym na jego twarzy zagościł jeden z tych niebezpiecznie zniewalających uśmiechów. Przez moment patrzył na mnie z ciekawością (ten uśmiech?), zapewne podziwiając koralową suknię, którą przygotowałam specjalnie na zbliżający się wielkimi krokami festyn na cześć powitania lata. Tarnin Austa to w tradycji elfickiej bardzo huczne święto. Mieszkańcy pobliskich wiosek południa i północy co roku zjeżdżają do Pałacu Thranduila,
Jakich wiosek, do jasnej, dowiemy się w końcu? Chodzi o jakieś elfie przysiółki czy faktycznie o okoliczne ludzkie chłopstwo?

urządzając wystawne uczty,
Na potrzeby których król elfów jedynie wydzierżawiał teren, kosząc co roku grubą forsę.

biorąc udział w zbiorowych zaślubinach lub uczestnicząc w tuzinach zabaw wymyślanych przez najmłodsze Elfiątka.
Za mistrzów ceremonii robią tam kilkulatki? To muszą być niezapomniane imprezy...

- Błagam, Valla. Nie zaszczycaj mnie znowu tą swoją... nadąsaną miną – powiedział cicho Thranduil, wytrącając mnie z zamyślenia.
W jego głosie nie było słychać gniewu, jednak nie wyglądał również na wyjątkowo zadowolonego. Mimo, iż zaśmiałam się krótko, przeszyło mnie nagłe poczucie winy. Z zamierającym sercem uświadomiłam sobie, że mój król był także moim przyjacielem, który nie przywykł do obdarzania zaufaniem zbyt wielu istot. W zasadzie byłam jedyną osobą, w którą Thranduil pokładał jakąkolwiek nadzieję.
Własnego syna już dawno temu spisał na straty.
Tak, to całkowicie podobne do lekko maniakalnego nadętego dumnego Thranduila - zaufać nie otaczającym go nieśmiertelnym wojownikom, lecz młodej, niedoświadczonej ludzkiej istocie.

Tak, mój król był niezwykle samotny.

- Przepraszam cię, panie. To się już więcej nie powtórzy - odparłam zmieszana. (...)
               Powoli przechyliłam głowę w stronę balkonu, bezszelestnie otulając ramiona zwiewnym materiałem czerwonej sukni.
Wymagało to nielichej ostrożności, gdyż materiał, utkany przez najlepszych krasnoludzkich tkaczy, podejrzanie przypominał zbroję łuskową.

Czułam nasilający się chłód, który nieustannie towarzyszył narastającej niezręcznej ciszy.
Jeśli coś jeszcze zacznie się powiększać w tej scenie, ucieknę z wrzaskiem.
A było zainstalować kaloryfer.

Przez moment wahałam się, czy nie wyznać przyjacielowi moich obaw. Mianowicie, ostatnimi czasy nagminnie nawiedzał mnie pewien, powtarzający się, koszmar.
Oczywiście, że nawiedzał. Czymże byłaby piękna bohaterka z tajemniczą przeszłością bez nawiedzania?
Nie mów nic nikomu, tylko zacznij panikować, a później przejdź na Ciemną Stronę i zabij wszystkich Jedi. Ale nie daj się później spalić w wulkanie.

               Moje wyziębione ciało snuło się chwiejnie pośród coraz to większych warstw śniegu. Pogrążona w stanie fizycznej niemocy, potknęłam się i upadłam na przetarte kolana.
Prawe przetarło się już na dobre, ale lewe dobry szewc jeszcze dałby radę uratować.
Z czym był ten śnieg, że kolana sobie na nim przetarła? Tam pada tarkami do warzyw?!

Z przerażeniem odkryłam, że moje ciało przestawało reagować na zimno, a zdrowy rozsądek powoli umykał z głowy poza zimowy horyzont, pozostawiając mnie bezbronną wobec nieugiętego losu.
Co?
Wydaje mi się, że bohaterka ma zimowy horyzont w głowie. To musi boleć.
Nie rozumiem - brak reakcji na ból i zimno to przedostatnie stadium hipotermii, ale bełkotanie pojawia się już w drugim...

Próbowałam się skupić, lecz ostatnie fale potężnych dreszczy zakołysały moją suchą sylwetką.
Czy bohaterka właśnie zrzuca wylinkę?
To brzmi trochę jak opis tsunami, trzęsienia ziemi i suszy naraz.
Albo po prostu ktoś wylał na nią wiadro zimnej wody.

Niegdyś piękne, grube włosy rozsypały się kaskadami na tafli zamarzniętej wody, by za chwilę wchłonąć wielkie płaty śniegu.
Ja pierdzielę, ona ma higroskopijne włosy!

Leżałam tak – zupełnie samotna – z twarzą ukrytą pośród skostniałych dłoni.
A na dodatek najwyraźniej tarza się właśnie paszczą w zbiorowym grobie.
Zbiorowym grobie rodziny Pana Rączki z Addamsów na dodatek.

Właśnie wtedy przycisnęłam do policzka jakiś ciemnozielony kamyk; czułam, jak przedmiot naznaczał moją skórę fioletowym sińcem. 
- i patrząąąc jak wszyyystko zostaaaje w tyyyle! - ryknęła zza kotary Maryla Rodowicz.
Miał mały mazaczek i wytrwale malował.

(Odautorskie.)
Fantastyczny ten krajobraz, taki… nieostry.

               Mój wzrok powędrował w stronę starej chaty.
Szedł, póki nie zdarły się mu żelazne trzewiki.
Później zamienił je na siedmiomilowe buty.

Od celu dzieliło mnie jedynie kilka kroków, a mimo to poczułam się całkowicie bezradna. Z moich ust wydostało się długie westchnienie, gdy w drzwiach starej chałupy stanął on... Thanduil.
Kwiii, totalnie widzę Thranduila w progu jakiejś kurnej chaty, z koroną zaplątaną w warkocz zwisającego z powały czosnku.
I kurczakami dziobiącymi mu buty.
I obłędem w oczach. Wait, teraz mogę to sobie wyobrazić.

Jego surowa twarz i bezwzględne, zimne spojrzenie niesłychanie mnie przeraziło.
Były ewidentnie niedogotowane, a w dodatku już wystygły (swoją drogą, mnie bardziej przeraża ta niezgodność podmiotu z orzeczeniem).  

Odziany był w szary, wełniany szal i biały, płócienny płaszcz. Przez chwilę, wraz z nasilającym się niepokojem, dobitnie poczułam jego straszliwą obojętność, bowiem  nie wydawał się być (grr!) zaskoczony widokiem konającej przyjaciółki.
Bardziej dziwiło go, kto go ubrał w wełnę i płótno i jak on po czymś takim odbuduje swoją reputację.

               - Wszystko w porządku, Valla? – spytał szepcząco Thranduil, gwałtowanie podrywając się z fotela.
Ugryzł go w tyłek ten zbędny imiesłów, bez wątpienia.
Tia, a poderwał się zapewne szeleszcząco. I jadł mlaszcząco, a spał chrapająco.

Przemaszerował przez oblaną ciepłym blaskiem świec sypialnię, aby po chwili stanąć tuż przede mną. Przyznaję, iż moje serce zabiło, jak oszalałe,
Zrobiło takie głośne “tudum!”, ale tylko raz, bo potem przestało bić.
To nie serce, to na ziemię upadł ten nadprogramowy przecinek.

kiedy czułam jak badał moją twarz, w poszukiwaniu najmniejszego cienia smutku.
Na szczęście podręczny smutkomierz króla nie zapipczał ani razu.
E tam, miał po prostu aparat z funkcją detekcji uśmiechu i chciał jej zdjęcie zrobić.

- Odrobinę stresuję się przed jutrzejszym balem. – odparłam z uśmiechem, odwracając się na pięcie.
– Nie uważasz, że moja suknia jest nieco... zbyt wyzywająca na tę okazję? Sam rozumiesz... Tarnin Austa to także święto małych Elfów, których rodzice z pewnością nie podzielą twojego zdania na temat piękna odkrytych pleców.
Odkryte plecy! Cóż za wyuzdanie!
Albowiem chrześcijańskie poglądy na grzeszną cielesność w każdym uniwersum!
A skąd wiesz, może u elfów pokazanie pleców to tak jak u nas damskich sutków albo owłosienia łonowego?

- poczułam ogromną ulgę, kiedy w końcu udało mi się uciec przed świdrującym spojrzeniem Thranduila.
4344308_gal.jpg

- Niech tylko spróbują. - jego bladą twarz rozświetlił szeroki, szczery uśmiech.
- Chcę patrzeć na twoje plecy, więc będę - zamruczał Thranduil, a w oczach zabłysły mu incestowe ogniki.

             Przelotne zawstydzenie rozkazało mu postawić maleńki krok do tyłu. Niedługo potem, król począł przyglądać się zawieszonemu wysoko nad krainą księżycowi.
Ten, kto go wieszał, spartolił trochę robotę: widać było kawałek sznurka.

Mimowolnie przywarłam drżące dłonie do zaschniętych ust, aby powstrzymać dyskretny wybuch chichotu.
“Dyskretny wybuch chichotu” brzmi trochę jak “dystyngowany napad szału”.

Ów wyraz radości nie przeszedł niezauważony i w oczach Thranduila zagościły iskierki wesołości.

(Odautorskie.)

Pls, tell me more.
tumblr_nszz6c4Tva1s7fwo7o1_540.jpg

           - Przyjdź do moich komnat o świcie. Pomogę ci dobrać do sukni odpowiedni naszyjnik i obejrzymy moją kolekcję znaczków. – jego niski głos odbił się echem od sypialnianych ścian.
To oni siedzą w jego sypialni? (Nie będę pytać, po co mu taka akustyka w sypialni, każdemu jego porno.)

Zdążyłam jedynie przytaknąć, kiedy długi cień zatańczył na wachlarzowym sklepieniu sufitu. Król wykonał głęboki ukłon w moją stronę. Tuż przed wyjściem, po raz ostatni obdarzył mnie jednym ze swoich zapierających dech w piersiach, przeciągłych, thranduilowych spojrzeń.
Takim?
http://45.media.tumblr.com/9da447b0275be8c1acf273e7b142a957/tumblr_msas4wcg2f1sh28k6o1_400.gif

Maski


Tarnin Austa. Powitanie lata. Według elfickiego kalendarza to jedno z najważniejszych wydarzeń roku. Śpiewy, tańce, zabawy i miłość – właśnie tak należałoby określić to święto w zaledwie kilku prostych słowach. Do Królewskiego Pałacu przybyły setki Elfów – możnych oraz mieszkańców biedniejszych wiosek, aby wspólnie uczcić nadchodzące wielkimi krokami lato, zapominając o podziałach zarówno społecznych, jak i kulturowych.
Ach, czyli możemy jednak wykluczyć delegacje rzeźników i bednarzy, dobrze wiedzieć.
Ale dobrze też wiedzieć, że mają taką demokratyczną politykę pomimo ustroju monarchicznego.

Słońce, wreszcie ukrywszy się za horyzontem, pozwoliło groźnej nocy otoczyć świat gwiaździstą, granatową płachtą.(...)
Niespodziewanie, jakaś nieznana dotąd siła szarpnęła klamką, a drzwi do mej komnaty otwarły się z nagła, skrzypiąc złowrogo.
Cóż to za nieznana siła targa umeblowaniem bohaterki? Konieczność dziejowa? Imperatyw Narracyjny? Niewidzialna ręka rynku?
Ani chybi to Tajemne Chujstwo!

Smukła, piękna Elfka przekroczyła próg sypialni, naraz zastygając bez ruchu.
- Co myślisz o tej? – wyprostowałam się dumnie, ukazując najmniejsze szczegóły ręcznie wyszywanej sukni,
Podetknęłam jej materiał pod same oczy, a potem jeszcze obróciłam się dookoła i stanęłam na głowie, żeby absolutnie nic nie zostało przeoczone.

którą przed laty podarowała mi moja elfia matkaEdowine.
I wytłumaczy mi ktoś, czemu ona się tak prezentuje przed tą nieznaną siłą?

(To też odautorskie.)

Pociągłą twarz Sary rozświetlił szeroki uśmiech. Jej lica oblały piekące, purpurowe rumieńce, które obnażyły nadzwyczajną słabość do ślicznej sukni koloru fiołków, w którą wcisnęłam się z ogromnym trudem.
Czy to jest wstęp do lezseksów? Niech to będzie wstęp do lezseksów, niechże tu się wreszcie zacznie coś dziać.
Niech jej choć cycki wyskoczą z tej przyciasnej sukni, plis.
 
- Nie zgadniesz kto pojawi się na dzisiejszym balu! – wrzasnęła podekscytowana, ignorując moje pytanie. Nie dała mi choćby sekundy na udzielenie odpowiedzi, lecz kontynuowała, pełna prawdziwego podniecenia. – Matka Everolla! – uniosła podbródek ledwie zauważalnym ruchem, najpewniej zastanawiając się, cóż teraz począć.
Zaciekawienie sygnalizowała trzepotaniem nozdrzy, a zniecierpliwienie - łopotaniem uszu.
Nie pytajcie, czym sygnalizowała poczęcie.

- Ta podstępna, nieokrzesana matka twego lubego? – zaśmiałam się w głos, zawiązując ręce na piersi.
Na węzeł skrajny tatrzański.
Ta podstępna, nieokrzesana… elfka?

Przetoczywszy się z kąta w kąt, przystanęłam w końcu w miejscu, pozwalając księżycowi oświetlić swoje rozbawione lico.
Księżyc musiał najpierw okazać masę certyfikatów i zezwoleń, ale było warto.
Mam wizję bohaterki, która toczy się po pokoju w baryłce.
A księżyc goni za nią jak głupi, wymachując tymi certyfikatami.

           - Cóż... – Sara westchnęła głośno, aż z jej ust wydobył się przeciągły świst.
Połknięty przed laty gwizdek od czajnika dawał o sobie znać.

Zaraz potem nachyliła się nade mną z szeroko otwartymi ślepiami.
I strąkiem śliny kołyszącym się u brody.
Po czym zaszczekała radośnie i zamerdała ogonem.

- Mawiają, że jej ciemne oczyska przenikają duszę, a usta wypluwają same kłamstwa... Choć to chyba jednak było o Sauronie. Mawiają też, że jej biała niczym śnieg cera uosabia jej chłodną naturę i wielką niechęć do obcowania ze światem.
No... ze słońcem na pewno.

- Nie mówisz poważnie…
A już na pewno nie mówisz z sensem.
* * *

           - Egoista – rzekłam jednym z najcichszych szeptów, lustrując wzrokiem króla Mrocznej Puszczy. Mimo, iż tego wieczoru Thranduil spojrzał na mnie zaledwie raz, kiedy tylko znalazłam się gdzieś nieopodal jego osoby, ogarniało mnie przyjemne ciepło. Byłam na niego zła, żywiłam do niego żal, a jednak nie umiałam spojrzeć mu w oczy z wyrzutem. W końcu był królem, a ja tylko zwykłą, ludzką dziewką.
Ale dowiemy się, o co dziewczę miotnęło foszkiem?
Dziewką - tak, i chodzisz w drewnianych chodakach i lnianej koszulinie.

(Odautorskie, ale są brwi Thranduila, więc zostaje.)

Jakiś przedziwny, głęboki głos ogarnął niespodziewanie moje wszystkie zmysły.
Dotyk, smak, wyczucie równowagi; można powiedzieć, że poczułam ten głos aż w dupie.
Aż jej jelitkiem zatelepało.

Niskie dźwięki rozbrzmiewały echem w przestrzeni Sali Balowej, jednak przypuszczalnie tylko mi dane było słyszeć to niezwykłe brzmienie drażniącego półszeptu.
I cichy brzęk półtalerzy...

Towarzyszyły mu szydercze spojrzenia elfickich dam i ich naburmuszonych partnerów. Próbowałam wyłapać nieustannie powtarzaną, krótką frazę, lecz rozmywała się ona w bezkresie mentalnego cierpienia.
I zbyt dużej ilości narkotyków.

To ta... Bezwstydnica... Brzydka... Córa ludzi... Kochanica króla...

tumblr_inline_o0q6bvVPqa1qgqjds_500.gif

https://media.giphy.com/media/l41lVPeEzZlDFA2f6/giphy.gif