niedziela, 12 lipca 2015

Promień śmiertelnego promienia, czyli Harry jedzie po bandzie, cz. 3

Witajcie!

W tym tygodniu kontynuujemy analizę opka o zwampirzonym, mrocznym Harrym. Trwa szkolenie; Potter uczy się transmutować ogórka w dildo i taleportować z trzaskiem, ma oczy przypominające promień śmiertelnego promienia, nawiązuje gorący romans z nauczycielem - a w międzyczasie czeka na ostateczną przemianę w wąpierza, dzięki której zaokrągli się i bez wakacji. Zyskuje też nowych, lepszych przyjaciół i zaczyna przyrządzać najlepsze eliksiry - jednym słowem: dzieje się!

Opko zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka



Rozdział 5
Nowe znajomości

Po trudnej lekcji z Viki, Harry udał się do jadalni. Usiadł na swoim miejscu i zobaczył, że przybyli nowi uczniowie.

Po lewej stronie siedział wysoki brunet o miodowych oczach. Odwrócił się do Harry’ego i uśmiechnął się przyjaźnie. Włosy sięgały mu ramion. Wyglądał na osobę z poczuciem humoru.
Bowiem we włosy miał wplecione zabawne memy.
Albo siedział z takim wyrazem twarzy:
http://www.reactiongifs.com/r/gddy.gif

Po prawej stronie siedziała dziewczyna o śniadej cerze i zarumienionych policzkach. Włosy miała bardzo kontrastowe. Niebieski kolor raził w oczy.
To musiała faktycznie ten kontrast podkręcić! Zawsze mówię, że lepiej na twarz nakładać makijaż, nie fotoszopa.
Wypraszam sobie, niebieskie włosy to samo dobro! Tylko trzeba je nosić jak Ramona:
http://38.media.tumblr.com/tumblr_lkstxnRijM1qjtesgo1_500.gif

Sięgały jej do ramion.
Oczy?!
A co to, już nie można mieć nawet oczu na szypułkach?

Zwróciła twarz w jego kierunku, a jej usta się lekko poruszyły w geście uśmiechu.
Umiejętność gestykulacji twarzą musi być jakimś szczególnym wampirzym skillem.
Zgaduję, że kły dają +20 do mimiki.

Oczy miała brązowe a rysy twarzy regularne i rytmiczne.

Harry zwrócił wzrok w stronę drzwi. Wszedł przez nie wysoki blondyn o delikatnej cerze. Jego oczy były turkusowe a włosy sięgały mu do szyi. Usiadł obok dziewczyny.

Po obiedzie cała trójka podeszła do Harry’ego.

- Cześć, jestem Lukas - powiedział brunet – to jest Angel i Andy.
[Bla, bla bla.]
(...) Harry skierował się w stronę szatni, ponieważ za chwilę miał mieć zajęcia fizyczne. W czasie, gdy zakładał dresy, usłyszał, że ktoś puka do drzwi. Czym prędzej wciągnął na siebie spodnie i otworzył drzwi. Stał tam Raven. Miał na sobie biały, przylegający do ciała podkoszulek, przez który doskonale było widać jego posturę.
Postura bezwstydnie prześwitywała przez cienką bawełnę.
Oja, czy to znaczy, że było widać, że ma ramiona, brzuch itp.? A to bezwstydnik!

Do tego miał czarne dresy do ćwiczeń, podobne do tych, które miał Harry.

Raven zaprowadził go na błonia za zamkiem.
Bo każdy zamek ma błonie. Obowiązkowo. Nazwa "łąka" została prawnie zakazana.

- Na początek przebiegnij 10 okrążeń wokół zamku – trzeba wspomnieć, że był on dwa razy większy niż Hogwart.
Nie wiedzieć, po jaki wuj, skoro mieszkało na nim raptem kilkanaście osób. No ale ofkors, że był dwa razy większy, pięć razy starszy i stokroć bardziej zajebisty.
Czy rozgrzewka nie powinna zaczynać się od czegoś lżejszego? Choć to wampiry, może u nich na rozgrzewkę podnosi się samochody i takie tam...

Harry zrobił błagalną minę, ale nie pomogło.
Buehehehe. Widać, że pyskatość i ogólne thug life Harry'ego kończy się w momencie, gdy trzeba biegać kółka na wuefie.
Wiesz, mafia nie biega, mafia jeździ czarnymi limuzynami.

Podczas, gdy Harry patrzył na niego, on odwrócił wzrok w inną stronę. Starał się nie patrzeć w te głębokie, zielone oczy przypominające promień śmiertelnego promienia.
Przyprostokątną morderczej przyprostokątnej. Kąt rozwarty zbrodniczego deltoidu.
Obwód zabójczego kółka.

Ale nigdy nie czuł takiego czegoś, jak wtedy, gdy ich tęczówki spotkały się. To było takie pociągające.
A także, prawdopodobnie, trochę niewygodne, o ile nie potrafią wciągać sobie nosów do środka.

Mógł na nie patrzeć godzinami. A gdy się wtedy zarumienił? Ach, to było cudowne.
A gdy mrugnął? Och, no poezja po prostu.
I jakże – mówię – wzrok mam zaspokoić
Widzeniem twojej postaci na jawie
Jeśli w noc głuchą twój cień we śnie stoi
Tak piękny oczom, że aż obcy prawie!
Dzień to noc ślepa, która cię zaćmiła,
Noc to dzień jasny, gdy sen ciebie zsyła!


Stop! Znowu to samo. Muszę z tym skończyć! Harry zrezygnowany zaczął robić zadane mu ćwiczenie. Po 30 minutach biegania padł plackiem na ziemię.(...) Na następnej lekcji dowiedział się wielu przydatnych rzeczy na temat wampirów. Viki tą lekcję przeznaczyła na wprowadzenie. Harry dowiedział się, że przed nim drugi etap przemiany. Wtedy pojawią się kły. Podczas nocy nie będzie normalnie spał.
Od tej pory co noc będzie kompulsywnie szydełkował.
Albo będzie spał całkowicie zwyrolsko i nienaturalnie:
111.jpg


Dlatego dostał zegarek, który poinformuje któregoś z nauczycieli, gdy zacznie się przemiana.
Zegarek? Znaczy smartwatch? Nie łatwiej byłoby dać mu komórkę?
To wampiry, pewno tradycjonaliści.

Ostatni etap nie będzie bolesny. Jego mięśnie się radykalnie zwiększą.
Oj, uważaj, Harry, Bane już się przejechał na łatwym budowaniu masy.

images

Do tego podrośnie.
Założę się, że rozdwojone końcówki też mu poznikają.
A cohones to będzie miał jak melony.

Prawdopodobnie będzie go przeżywał, pod koniec szkolenia, a nawet po szkoleniu.
A nawet jeszcze później, jeśli nikt nie opanuje tych przecinków.

Wampira może unicestwić jedynie ścięcie głowy srebrem, lub skomplikowane zaklęcie. Na szczęście zostało ono zapomniane, ponieważ tylko czarodziej z niebywałą mocą może je rzucić.
A w ogóle nikt nie popełniałby przecież takiego nietaktu, jak pamiętanie jednego z dwóch sposobów na zabicie wampira.

Jednak sam naraża się na charłactwo.
Ale w ramach reinkarnacji, czy tak instant?
Może się wydrenuje z magii? Coś jak pszczoła, która umiera po użądleniu?

Jednak najbardziej zainteresowały go wspomniane przez Viki informacje na temat bratnich dusz. Zastanawiał się jak sprawdzić, czy dana osoba jest jego bratnią duszą.
Zwyczajni, niebędący zajebistymi wampirami śmiertelnicy zwykle używają rozmowy i spędzania wspólnie czasu, ale wampiry pewnie mają w tym celu jakąś specjalną diodę w oczach.
Cóż, psy wąchają sobie tyłki...

Liliana była zachwycona, gdy zobaczyła, że Harry zrobił perfekcyjnie eliksir, przy którym nie trudno o porażkę. Wystarczy jeden raz zamieszać w złą stronę, by ten się nie udał. Harry specjalnie sobie taki wybrał, ponieważ chciał siebie sprawdzić. Znalazł prototyp przepisu w swoim gabinecie u Riddle’a. Z wyniku był bardzo zadowolony(ale o nim będzie później).
Nie mogę się doczekać.

Z bananem na twarzy ruszył do jadalni na kolację. Za nim szła dumna jak paw Liliana.
- Co się stało, że Lili jest taka zadowolona? – zapytała podejrzanie Viki
Scenicznym szeptem zarezerwowanym dla złoczyńców.

- Nic się nie stało, tylko zrobiłem dobrze jeden eliksir. To wszystko.

- Harry, przecież ona nigdy nie była taka dumna, gdy jakiś uczeń zrobił dobrze eliksir. Jaki to był eliksir?

- Oj taki tam. Chyba nie muszę ci się spowiadać z każdej mojej lekcji.
No więc istnieje cienka granica między skromnością a krygowaniem się, a Harry właśnie przejechał po niej buldożerem.
Z napisem “buc pospolity”.
(...)

Po kolacji wrócił do swojego pokoju padnięty. Napełnił wannę gorącą wodą, dodał olejki, które otrzymał od Viki i zanurzył się w rozkoszy.
Też chcę te olejki.

Gdy wyszedł z łazienki, była godzina 11 w nocy, więc położył się na łóżku i po chwili Morfeusz zabrał go do krainy snu…
Następnego ranka obudził go feniks ze ściany.
Ja przepraszam, ale te dwa zdania razem… A na obiad co, zaprowadził go kelner-Dionizos?

Harry niewiadomym wzrokiem popatrzył dookoła.
http://cdn3.sbnation.com/imported_assets/1255103/hjarbaugh.gif

(...) Po niezwykle wyczerpującej lekcji, zielonooki czekał na OPCM z Lily. Nauczył się nowej tarczy, która jest w stanie odbić większość zaklęć.
W trakcie tego czekania, jak rozumiem?

Jednak jest ona bardzo wyczerpująca. Z Rosą ćwiczył taleporację z trzaskiem.
Taleportacja z trzaskiem to przynoszenie talerzy i roztrzaskiwanie ich na podłodze?
Harry jest takim badassem, że pewnie roztrzaskiwał je na głowie.

Jednak za bardzo mu nie wychodziło. Niebiosom dziękował, że ma teraz trochę czasu wolnego. Wyczerpany, ledwo doszedł do jadalni. Po obiedzie, poszedł do szatni, by przebrać się w strój do ćwiczeń. Raven ponownie dał mu ostry wycisk. Viki widząc swojego chrześniaka w takim stanie, dała mu czas wolny, by odpoczął. Po kolacji wczołgał się do swojego pokoju, padając na łóżko. Zasnął od razu.
Myślałam, że to szkoła, a nie obóz survivalowy...

Rozdział 7
Ostatnie dni w mieście wampirów

Harry leżał w łóżku dwa tygodnie. Każdy go odwiedzał. Nauczyciele nie odstępowali go na krok. Był osłabiony.
Ej, umknęło mi coś, czy tak go ścięło po tym wuefie?

Gdy jego przyjaciele przyszli do niego, opowiadali mu o swoim życiu.
O cholera, musiał słuchać o tym, jak prześladowano ich w piaskownicy i jak stracili swój pierwszy mleczy ząb? Przerąbane!
Korzystali z tego, że nie mógł uciec, skubani.

Przy Lukasie nie mógł opanować napadów śmiechu. Dowiedział się, że cała trójka znała się już wcześniej. Przenoszą się do Hogwartu, ponieważ ich szkoła zostaje zamknięta przez ministerstwo. Cała trójka namówiła rodziców, żeby się przenieśli do Anglii. Ich rodzice za bardzo nie protestowali. Sami mieli dosyć rządów tamtego ministra.
Och, więc Harry będzie mieć teraz nowych, lepszych przyjaciół! Cool!
A właśnie, gdzie to się w ogóle dzieje?

Pewnego dnia w jadalni nie zobaczył żadnego ze swoich znajomych. Czyżby przemiana? Wszyscy razem? To niemożliwe. A jednak. Po rozmowie ze swoją matką chrzestną dowiedział się, że gdyby przebywał z nimi tyle samo czasu, co oni, jego organizm by się powoli deformował.
Dodatkowe rączki, nóżki, oczka, te sprawy? Rozumiem, że czasem znajomi mogą mieć na nas zły wpływ, ale ci najwyraźniej są radioaktywni.

Przyzwyczajony organizm zacząłby współżyć (przynamniej po części).
Myślałam, że zazwyczaj to organizm napalony zaczyna współżyć, ale może się myliłam.
Po której części? Bo to, wbrew pozorom, bardzo ważne. *wyciąga zajechane do niemożliwości Schematy Yaojcowego seksu*

Odwiedzał ich w każdej wolnej chwili. Był z nimi tak, jak oni.
A nie, na przykład, w innym wymiarze. Doceńmy.

Rozśmieszał ich, opowiadał po części o swoim życiu i wysłuchiwał ich, gdy tego potrzebowali.
Och, więc wampiry to tak naprawdę kółko towarzyskie?

Po miesiącu już normalnie ćwiczył. Właśnie miał ostatnie lekcje walki wręcz. Ostatnim stylem, którego się uczył było capoire.
To chyba grał w tę grę. Bo przecież nie może chodzić o capoeirę?
Ciekawe, na co mu się to przyda w walce z czarodziejami. Będzie ich kopał w różdżki?

Miesiąc po przemianie Harry zaczął ćwiczyć walkę bronią białą. Na początku posługiwał się drewnianym mieczem. Na początku ciągle lądował na ziemi, bez miecza.
A czasem, wciąż na początku, lądował na odległych planetach, niestety też bez miecza.

Raven go już nie oszczędzał. Opanował już czarną i białą magię, nekromacką i wampirzą.
Co nie dziwiło za bardzo, jako że był nauczycielem i powinien mieć jednak jakieś kompetencje.

Miał niezwykły dar do animagii. Mógł się zmieniać dosłownie w każde zwierzę.
Zwłaszcza w niesporczaka. Z jakiegoś powodu niesporczaki wychodziły mu zajebiście.

Seth mu odpuścił, ponieważ jego blokada jest tak silna, że nie powstydziłby się sam Dumbledore, potrafi przebić się przez mur swojego nauczyciela, a rozmawiać telepatycznie mógłby cały czas, więc Harry miał trochę więcej czasu wolnego.
Nie musi w końcu ruszać paszczą, to na pewno zaoszczędza trochę czasu.

Nim się obejrzał, został tydzień do powrotu do rzeczywistości.
...w której to wszystko okazałoby się mokrym snem nastolatka marzącego o wielkości?
Zauważyłyście, jak ani pół słowa w całym tym wątku nie zostało poświęcone aspektom specyficznie wampirzym? Wszystko to równie dobrze mogłoby dotyczyć instytutu profesora X albo jakiejś burżujskiej prywatnej szkółki dla dzieci zakompleksionych rodziców.

Na ostatnich lekcjach z Ravenem, Harry posługiwał się bronią białą tak, jakby nic innego w życiu nie robił. Właśnie trwała ostatnia lekcja. Harry naprzeciw Ravenowi, który przyprowadził kolegów.
Znaczy… ustawka?
Trudno powiedzieć, bo ktoś zajebał orzeczenie. Niewykluczone, że sam Harry.

Unik. Obrót. Trafiony. Jeszcze pięciu i sam Raven. Po godzinie na polu walki stał wyczerpany, poobijany Harry, kontra wypoczęty, nietknięty Raven.
Co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że oni te walki rozgrywali w jakimś azjatyckim erpegu, najpewniej przeciwko Absolute Virtue. Niemożliwe, żeby normalny pojedynek trwał tak długo.

Walka była zacięta. Po 40 min, co do sekundy, Harry’emu udało się powalić Ravena na podłogę. Po raz pierwszy. Gdy tylko poczuł jego krew na swoim mieczu, na sekundę zdezorientował się. Raven oczywiście to wykorzystał.
Harry’ego zdezorientował zapach krwi innego wampira? Kurczę, walki między nimi muszą być w takim razie bardzo trudne - co któryś zrani wroga, to staje i się zamyśla.

Wywrócił Harry’ego na ziemię. Zielonooki przeturlał się i już leżał na Ravenie. Wpatrywali się nawzajem w oczy jak zahipnotyzowani.
Turlając się, zgnietli zabłąkany zaimek.

Ostatnim razem tak patrzyli na siebie na początku szkolenia. Oczywiście, patrzyli na siebie, ale nie prosto w oczy.
Woleli prosto w uszy.

Nie mogli oderwać od siebie wzroku. Minuty się dłużyły. W końcu zaczęło być naprawdę awkward Raven nie wytrzymał.
Harry był w końcu całkiem ciężki.

Złapał go za włosy i pociągnął do siebie. Ich usta połączyły się w namiętnym, pełnym pożądania pocałunku.
Zza horyzontu nadbiegali już z widłami i pochodniami kuratorzy oświaty.

Po chwili Harry niechętnie odciągnął się od Ravena za pomocą systemu bloczków, by łapczywie złapać powietrze. Znowu chwila dezorientacji Harry’ego i już Raven był na górze.
Dezorientacji? Myślał by kto, że nie całują się, a walczą o miejsce na jedynym kole ratunkowym podczas katastrofy Titanica.

Całował go mocno, ale i delikatnie zarazem. Uważał przy każdym pocałunku.
Na co, żeby mu nie odgryźć języka?

Harry włożył ręce w czerwone włosy, robiąc całkowity nieład na jego głowie. Zielonooki chętnie oddawał każdy pocałunek z taką samą zachłannością.
Znaczy… I to wszystko przed tymi zaproszonymi kolegami?
Może to kolejny etap egzaminu końcowego?

Niestety, to, co dobre, szybko się kończy. Harry niechętnie oderwał się od Ravena. Za pięć minut ma ostatnie lekcje z Viki. Harry miał wracać w sobotę jeszcze przed obiadem. Podarował ukochanemu ostatni pocałunek i pobiegł na lekcje. Raven niechętnie odprowadził go wzrokiem.
Nie dziwię się, też bym patrzyła podejrzliwie na kogoś, kto raptem po kilku pocałunkach nazwałby mnie “ukochaną”.

Następny dzień miał być ostatnim dniem szkolenia. Na jego szczęście miał mieć tylko walkę bronią białą z Ravenem.
No patrz, a kilka akapitów temu "trwała ostatnia lekcja z Ravenem". Taka sytuacja.

Powalczyli trochę wręcz, trochę mieczami. A trochę penisami (przprszm). Przed zakończeniem zajęć, Harry pocałował namiętnie Ravena na pożegnanie. Zaraz miał wyjeżdżać. Ich ciała zaczęły się zbliżać do siebie.
Brzmi to nieuchronnie i nieco geologicznie.

Harry wylądował na ścianie.
Odrzuciła go skumulowana energia niezaspokojonego seksualnego napięcia.
tumblr_inline_nhejl2qwmA1sarj67.gif

Nie mogli się od siebie oderwać. Pożegnanie przedłużyło się z minuty w pół godziny. Wszyscy zaczynali się niepokoić. Na szczęście Harry spakował się dzień wcześniej. W końcu się od siebie oderwali.
- Przyjedź do mnie.
- Nie martw się, spotkamy się szybciej, niż możesz to sobie wyobrazić.
- Co masz na myśli?
- Niedługo się przekonasz.
Takimi słowami Raven pożegnał się z Harry’m.
Na pożegnanie wsadził mu apostrof w imię.

Rozdział 8
Sekret Toma

Gdy Harry dotarł na miejsce, była godzina 5.00. Nie chciało mu się spać, więc otworzył swoją torbę, by wyjąć puste fiolki po eliksirze na kaca. Niezmiernie się zdziwił, gdy zamiast tego, była paczka. Harry zaciekawiony, od kogo to dostał. Otworzył. Ku jego zdziwieniu, było tam jajo. Jajko wielkości pekińczyka leżało sobie spokojnie. Do niego przyczepiona była karteczka:

Oto jajo feniksa tęczowego. To jest w ramach prezentu urodzinowego. Wykluje się za ok. 14 godzin. Opiekuj się nim.
Całuję, Raven <3 span="">
*odhacza obowiązkowe Zajebiste Magiczne Stworzenie*
Ciekawe, czy teraz odda Hedwigę do schroniska, czy od razu do uśpienia.

Harry poczuł, że miód mu się leje na serce. Ciekawe, co miał na myśli, mówiąc, że się spotkamy szybciej, niż mi się wydaje?
Może wyskoczy z jaja jak tancerka z tortu?

Z ukrytego schowka wyciągnął zapomniany eliksir, który uważnie uważył podczas pierwszej lekcji i wlał dokładnie siedem kropel własnego jadu, dzięki temu eliksir zmienił barwę na soczystozielony.
Ciekawe jak sobie ten jad wysączył. Czy wampiry się jakoś doi?
Może mają gdzieś kranik?

Podszedł do regału z książkami w swoim gabinecie i wyciągnął grubą księgę o zastosowaniu magii w życiu codziennym. Zainteresowany, zaczął czytać. Spodobały mu się niektóre fragmenty, więc zaklęciem kopiującym miał wszystkie najbardziej przydatne i interesujące informacje na kilku kartkach. Dalej oglądając tą samą księgę, doszedł do działu od 17 lat (dla dorosłych).
Co tam może być? Jak transmutować ogórka w dildo? Trzy zaklęcia na niezawodny wzwód?
Harry też tak myślał. Ku jego zdumieniu, porady dotyczyły raczej stawek podatkowych, opłat komunalnych i tego, jak dostać pracę.

Dokończył czytanie tej księgi z wielkim bananem na twarzy.
Co dowodziło, że usłyszał gdzieś o ćwiczeniu mięśni Kegla, ale wyciągnął pochopne wnioski.

Po chwili zarumienił się wściekle a w następnej chwili skopiował całą księgę jednym machnięciem różdżki, skleił wszystkie kartki do siebie zaklęciem trwałego przylepca, ponaznaczał najbardziej interesujące akapity, napisał krótką notkę na przedzie książki i wysłał do Ravena, za pomocą bardzo przydatnego zaklęcia.
Znaczy, link do dropboxa mu podrzucił?
Posłał do niego (magicznego) chomika.

Odkładając oryginał książki, postanowił poćwiczyć. Pomyślał o odpowiednim miejscu i wszedł do czarnych drzwi.
Znaczy, wbił się w drewno?

Jego oczom ukazała się sala gimnastyczna, może nie aż tak duża, w jakiej ostatnio ćwiczył, ale była wystarczająca. Do ręki wziął łuk, który dostał od Lili i zaczął strzelać do celu. Za każdym razem strzała trafiała w sam środek. Po udanej rozgrzewce, wyczarował przeciwnika i zaczął z nim walczyć kataną, którą dostał od mistrza Sao, który na prośbę Ravena specjalnie dla niego przebył drogę, by móc z nim powalczyć.
http://media3.onsugar.com/files/2014/03/19/849/n/3019466/b530b60657c734c2_post-27298-lady-gaga-obviously-gif-aIXT.gif.xxxlarge.gif

Oczywiście, później wyczyściliśmy mu pamięć, tak jak każdemu, kto nie jest wampirem a był w mieście.
Narratorze, sam mu czyściłeś tę pamięć?

Po godzinie walki mieczem przerzucił się na walkę wręcz. Ponownie wyczarował sobie przeciwnika, który potrafi się bić i od kick-boxingu (czyli kopania kartonów) zaczynając po capoire kończąc. Po treningu udał się do łazienki i wziął długą kąpiel. Po trzech godzinach moczenia się był już cały pomarszczony wyszedł z wody i ubrał się. Wszedł do sypialni i powiedział Aliquam Anguis wykonując skomplikowany ruch różdżką. Na ścianie pojawiła się ogromna węża.
Ogromna i niegramatyczna była ta węża!

Nie wiedział, co go jeszcze dzisiaj czeka…
Może jakiś Voldemort? W końcu? Tak dla odmiany?

Gdy odświeżony znalazł się w pokoju, na biurku zmaterializował się list

Dziękuję za książkę, na pewno skorzystam. Zobaczymy, kto kogo wykorzysta do zrealizowania tych zaznaczonych akapitów. Niedługo się spotkamy. Obiecuję.
Powodzenia, Raven <3 span="">
PS jeszcze 8 godzin

Gdy tylko skończył czytać list, na jego twarzy pojawił się rumieniec. Zaraz po tym karteczka się spopieliła. Od tego rumieńca? Harry podszedł do jaja, które zostawił w pudełku, wyjął je i położył na biurku. Zaciekawił się na temat feniksów. Nigdy nie słyszał o feniksach tęczowych.
Więc to bardzo rozsądne, kupować mu taki właśnie prezent.

Chwilę przeglądał książki na regale. Nic nie było na ten temat. Wściekły, jak zawsze, gdy Wszechświat automatycznie nie dostosowywał się do jego oczekiwań, podążył do salonu, gdzie rzucił się na kanapę. Miał zamknięte oczy. W pewnym momencie usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Chwilę potem, zamknęły się cicho, a osoba, która weszła, chwilę wpatrywała się w niego, a potem usiadła na wyczarowanym fotelu nie spuszczając wzroku z Harry’ego.

Nie minęła nawet minuta, gdy Harry otworzył oczy i zmienił pozycję na siedzącą.

- Zgadzasz się?

- Na co? – zapytał chłodno

- Zostaniesz Bezimiennym w zamian za prawdę, którą powinieneś znać już dawno temu – czerwonooki starał się na uprzejmy ton – albo nie.
Albo się nie starał? Albo nie za prawdę? Albo nie powinien znać?
Zamęt trwa.

Zostaniesz Czarnym Księciem.
Jeżu Borski, tym księciem z powieści Michalak?!
To już lepiej koniem.
Albo tym panem.
Harry jeszcze chwilę to przemyślał, po czym niepewnie skinął głową na znak zgody.
Dlaczego ja to zrobiłem? Co się ze mną dzieje?
Bo jesteś głupi.

- Świetnie.

- No to zaczynajmy.

Harry podał rękę Czarnemu Panu, którą ten uścisnął.
Aaa, to Voldemort. Welcome back.

- Czy ty, Tomie Marvolo Riddle, przysięgasz powiedzieć mi całą prawdę/gówno prawdę/niepotrzebne skreślić

- Przysięgam.

- Czy przysięgasz ustanowić mnie Czarnym Księciem?
Harry, come on, to rasistowskie. Nie możesz tak po prostu nazwać się czarnym księciem!

- Przysięgam

- Czy przysięgasz mnie nie zabijać?

- Przysięgam

Wokół ich rąk pojawiły się trzy wstęgi, które po złożonej przysiędze zajaśniały i po chwili wtopiły się w ich ręce.

- No to teraz opowiadaj.

- Szesnaście lat temu, moja ukochana, Morgana,
Ukochana Voldemorta. No czemużby nie.

była na wyprawie w zamku Grindewalda, mającej na celu sprawdzenie terenu zamku. Szukała tam jednej książki. Proste zadanie. Było to gdzieś pod koniec lipca. Była w 9 miesiącu ciąży. Na wszelki wypadek zabezpieczyła dziecko magią starożytną, coś podobnego było w twoim przypadku.
W sensie prewencyjnie dała się zabić w jego obronie?

Tak, więc gdy szła w stronę twierdzy, nie zauważyła, że na to miejsce było nałożone zaklęcie alarmujące. Wpadła po uszy. Po chwili aportowała się na miejsce Lily Potter.

Harry zamarł. Co się wtedy stało?

- Tak, więc. Lily też była w ciąży. Morgana walczyła dzielnie. W jednej chwili trafiła Lily w brzuch zaklęciem noży, które działa wewnątrz ciała. Jej dziecko nie przeżyło. Wiedząc, że jej dziecko nie żyje, rzuciła Avadą w Morganę. Zmarła. Lily zdesperowana, rozcięła brzuch Morganie i zabrała dziecko ze sobą. To był chłopiec. Ukryła ciała jej i dziecka. Gdy już dotarła do domu, wszystko opowiedziała James’owi. Nałożyli na ciebie zaklęcie adopcyjne i od tej pory traktowali cię jak ich syna.
Nie mam słów na tę scenę, więc wklejam gifa z szopem, który wie, co robić podczas upałów:
http://33.media.tumblr.com/132efaffa83ca70d60282b39703fd58d/tumblr_nqt8cwXhUm1s02vreo2_250.gif

To ja dorzucę Odciągacz Uwagi Od Idiotycznych Pomysłów:
11350624_1069378333090509_8418360968785279934_n.jpg

34 komentarze:

Katahashi Ijin pisze...

Ostatnia scena... E..... Przepraszam ale nawet zasób słownictwa, którym dysponuje nie jest w stanie opisać tego wielkiego absurdu. A mówiłam sobie: "Jak zaraz mi wyj***ą, że Potter to syn Voldka to chyba jebnę." i ta dam. Jak zwykle świetna robota.

Chiro z tradycjami pisze...

Takie zaklęcie adopcyjne to całkiem niezła sprawa! Zaoszczędziło by tych wszystkich urzędowych pierdół, z którymi muszą się zmagać przyszli rodzice adopcyjni.
W tym opku nic nie ma sensu! Harry uczy się jak być zajebistym, a z wampiryzmu dowiaduje się tylko, że jego ciało napakuje się w jedną noc i bum! Już wie wszystko o byciu wampirem!
I ciekawe, że Harry tak szybko zapomniał o Ronie i Hermionie, którzy w każdej wolnej chwili się za nim tułali po Hogwarcie i narażali swoje własne życie ratując jego egoistyczne dupsko.

Anonimowy pisze...

Pomijając wszystko inne, dawno nie czytałam tak bezpłciowego romansu. W ogóle całe to opko jest napisane jak streszczenie służące tylko temu, by przemycić kolejne wydupiste skille które nigdy nie znajda zastosowania, ale po co by miały, ważne że jest cool.
Czy Harry dostanie jeszcze nowe imię i jakieś tatuaże do tej zwiększonej muskulatury i wzrostu z okazji przemiany?

I.

Anonimowy pisze...

Welcome back, Analizatorki!
Opka potterowe zawsze smaczne i zdrowe, ale to... Czemu fanfiction, z założenia oparte na kanonie, tak często ten kanon brutalnie mordują? Tu na dodatek jakby sama aŁtoreczka nie wiedziała co z tym czymś zrobić - tu mafia, tam wampiry, pod lasem telenowela z Voldim w roli głównej, a w tle yaoi. I wszystko zostaje bez zakończenia, urwane w pół słowa.
Sugerowana przez Was "treść 17+" zrobiła mi wieczór.

Ejżja

Anonimowy pisze...

BTW, zaklęcie adopcyjne staje się chyba jakimś nowym trendem w fanonie. Ma ktoś jakiś logiczny pomysł dlaczego?

Ejżja

Rhan Boleyn pisze...

Nie. No po prostu nie.
Ostatnia scena umarła mnie dokumentnie.
Ale dlaczego nie? Dlaczego Harry miałby NIE być synem Voldka? Przysz w tym opku dzieje się już chyba wszystko, co dziać się nie powinno.
Świetna robota, kobity, w niektórych momentach nie dałam rady i czytałam tylko wasze komentarze, bo jak dotarłam do fragmentu o tarczy, której nie powstydziłby się Dumbel&Harry urodził się z mieczem w ręku to przestało być śmiesznie. Przystało być w ogóle. Mam pytanie, co robicie po analizie takiego opka? Zastanawia mnie wasz sposób na przywrócenie mózgu do normalnego stanu po "czymś takim". Bo ja po lekturze analizy nie tknę fanfików o HP przez najbliższe pięćdziesiąt lat.
Pozdrawiam.

Jula199937 pisze...

Co to do cholery jest zaklęcie adopcyjne, ja się pytam?

Anonimowy pisze...

Odkładając oryginał książki, postanowił poćwiczyć. Pomyślał o odpowiednim miejscu i wszedł do czarnych drzwi.
Znaczy, wbił się w drewno?

Skojarzyło mi się z tym: http://screenshooter.net/102553196/bpgxtvr

Anyway,
Analiza jak zwykle świetna, a ostatnia scena w opku... brak mi słów. Szczęście Geralt przyszedł z pomocą.

BETAbius

Kobalamina pisze...

NIE NO KTO BY SIĘ SPODZIEWAŁ.

Dziękuję, już mi lepiej. :D

Aadrianka pisze...

" Miał niezwykły dar do animagii. Mógł się zmieniać dosłownie w każde zwierzę.
Zwłaszcza w niesporczaka. Z jakiegoś powodu niesporczaki wychodziły mu zajebiście."

Zakwiczałam z ukontentowaniem :)

kittu pisze...

Mnie dobijają te postacie z kartonu. Voldek nawet nie zauważył, że Harry poszedł uskuteczniać wampirzą krav magę, a jak już mu się przypomniało, że jego wróg siedzi we wspaniałym, zielonym apartamencie, to go przyszedł koronować na księciunia. Nauczyciele... żebym ja też miała takich, co mnie wielbią na każdym roku i żyją, by mi służyć. No i ta najprawdziwsza miłość z wuefistą, oprócz spojrzenia w oczy przez dwa lata nie stało się nic, co by sugerowało, że ich uczucie się pogłębia, a po tym jak się spoceni wymiziali na trawie w obecności jurorów, nie zamienili ze sobą ani słowa. Bo lekcje za 5 minut. No błagam. No i już są instant ukochani lovers. Do tego zły Drops, zła Lily, zaraz się okaże, że Filch to dobrotliwy wujek Harry'ego, brat Voldzia, który piecze z Panią Norris ciasteczka w wolnymczasie i nienawidzi wszystkich oprócz Harry'ego..

Anonimowy pisze...

hymm... nie wiem co mnie podkusiło ale weszłam na tego blogaska i przeczytałam całość. I tam dalej jest coś o Ronie i Hermionie.. ale to jest tak straszne, że masakra. I do tego przewidywalne.. Chciałabym przeczytać Wasze komentarze do dalszych rozdziałów :D bo mi słów zabrakło :PP

pozdrawiam:D
AnnS

Sha pisze...

Trzy godziny moczenia się mogłyby raczej oznaczać, że Harry ma problemy z pęcherzem, choć to raczej przypadłość wieku dziecięcego.
Ach, pardon, przecież ten Gangsta!Harry jest na poziomie rozwoju emocjonalnego pięciolatka... czyli moja teoria nie jest inwalidą!

Anonimowy pisze...

"Oczy miała brązowe a rysy twarzy regularne i rytmiczne."

E... Ale co jest nie tak z regularnymi rysami? Normalne, działające w języku określenie.
Uczciwie przyznaję: nie doczytałam analizy do końca, ba, nie dojechałam nawet do połowy. Za bardzo się nudziłam, jakoś tak... komentarzom zabrakło polotu (ot, chociażby to o kontraście i Photoshopie). Nie wiem, może potem się rozkręcacie, ale początki cienkie okrutnie.

Hasz

QWERTA pisze...

Hm, a ja ostatnią scenę przyjęłam jakoś bez szczególnych kwików. Zbyt przewidywalne to było.
Drogie Analizatorki - proszę, wrzucajcie materiały częściej! Ostatnio z braku rzeczy do kwikania zaczęłam sobie analizować różne destielowe fiki, więc jeśli umrę od stężenia złej literatury, to będzie Wasza wina :c
Niesporczak zrobił mi dzień :3

Anonimowy pisze...

Feniksy. Czemu to zawsze są feniksy.

Anonimowy pisze...

Okej, zwracam honor. Doczytałam do końca - rozkręciłyście się. :)

A swoją drogą genialny pomysł, wysyłać na akcję kobiety w zaawansowanej ciąży.

Hasz

Kuba Grom pisze...

Ej - ale coś takiego jak "regularne rysy twarzy" istnieje.

Piotrek Pietruszka pisze...

Cojones sie przez J piszę ;)

Anonimowy pisze...

A czytaliście komentarze pod kolejnymi rozdziałami opka? Stała wielbicielka ma swoją stałą ocenę:
"Witam,
(tu małe streszczenie aktualnego rozdziału)
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie"

Ethlenn pisze...

Bo ałtorka wrzuca każdy pomysł jaki przychodzi jej do głowy, kiedy akurat bierze prysznic, a to że nie ma to związku ani z poprzednim, a do następnego już zapomina co napisała trzy linijki wcześniej, to po prostu wynik zbyt wielkiej ilości weny. You just jelly, people.

Mnie ujęło zaklęcie zapisujące potrzebne notatki. Marzenie obecnych uczniów i studentów - nie musieć używać ani długopisu/ołówka i kartki bo to lamerskie, a dodatkowo należy wysilić ze trzy szare komórki aby streścić coś do jakiejś notki.
Znak czasów.

E.

Annazuz pisze...

To po prostu smutne...
Harry - gangster - wampir jest synem Voldemorta i całuje się ze swoim nauczycielem wuefu. I co jeszcze? Może niech się okaże, że Potter jest ćwierć - demonem od strony ojca a feniks tęczowy to tak naprawdę Raven (który w następnym rozdziale okaże się być bratem Viki) w przebraniu, żeby śledzić tego "zielonookiego" (zauważyłam, że ałtorka bardzo polubiła to słowo) ponieważ tak naprawdę jest agentem Dumbledore ('a? czy może to się nie odmienia? Zbyt dawno czytałam Pottera żeby pamiętać) który próbuje zostać ministrem magii by zalegalizować narkotyki i zaklęcia niewybaczalne żeby móc zabić Voldemorta za to, że bez pytania poślubił jego (Dumbledore'a, nie Voldemorta!) córkę, Morganę? To by bardzo pasowało o tej historii... Chociaż nie, za mało przewidywalne...

Annazuz pisze...

Analiza pomogła mi przeczytać to coś do końca, ale i tak w paru miejscach dodatkowo bym się uczepiła parunastu rzeczy... A konkretnie tego:
1. "Po lewej stronie siedział wysoki brunet o miodowych oczach. Odwrócił się do Harry’ego i uśmiechnął się przyjaźnie."
Oczywiście, ponieważ to pisała AŁtoreczka, brunet o miodowych oczach (przy okazji: epitety są dobre, ale w umiarze... Tak samo jak słowo "się".) dobrze wiedział, że Harry wszedł do sali i od razu się odwrócił żeby powitać Jego Zajebistość.
2. "Włosy miała bardzo kontrastowe. Niebieski kolor raził w oczy."
Obawiam się że nie zrozumiałam. Włosy były kontrastowe do czego? :-(
3. "Harry zwrócił wzrok w stronę drzwi."
Ten wzrok już od śniadania mu leżał na żołądku (właściwie to w żołądku, no ale to język polski, kto go zrozumie?) i zielonooki (czarnowłosy, krótko nosy oraz szerokousty) nawet cieszył się, że go zwrócił... Przepraszam, tak jakoś nie pasuje.
4. "Harry skierował się w stronę szatni, ponieważ za chwilę miał mieć zajęcia fizyczne. W czasie, gdy zakładał dresy, usłyszał, że ktoś puka do drzwi. Czym prędzej wciągnął na siebie spodnie i otworzył drzwi. Stał tam Raven."
Raven stał za drzwiami, pod drzwiami, nad drzwiami, przed drzwiami czy w drzwiach (tu pragnę zwrócić na nadużycie słowa "drzwi")?
5. "Podczas, gdy Harry patrzył na niego, on odwrócił wzrok w inną stronę. Starał się nie patrzeć w te głębokie, zielone oczy przypominające promień śmiertelnego promienia."
Nie skomentuję tego "promienia śmiertelnego promienia", bo analizatorki zrobiły to znakomicie (Brawo, tak trzymać!), tylko wspomnę, że słowo "on" tuż po drugim przecinku wcale nie wyjaśnia, czy to Harry, czy Raven odwrócił wzrok i tylko tam sobie jest i głupio wygląda, bijąc mnie po oczach, oraz że nadmiar epitetów w ostatnim zdaniu mnie powala.
6. "Liliana była zachwycona, gdy zobaczyła, że Harry zrobił perfekcyjnie eliksir, przy którym nie trudno o porażkę."
Och, brawo, Harry, zrobiłeś perfekcyjnie eliksir przy którym nie trudno o porażkę! Zastanawiam się, czy to ten Harry Potter, o którym myślę... Eliksir? Od kiedy Potter jest mistrzem eliksirów!?
7. "Z bananem na twarzy ruszył do jadalni na kolację. Za nim szła dumna jak paw Liliana." Oraz zachwycony minister magii, poruszony Dumbledore oraz oczarowany Donald Tusk. No cały poczet wielbicieli Pottera. Aha, i jeszcze do pierwszego zdania przydałoby się: Próbował go (banana) zdjąć z niej (z twarzy) przez ostatnie pół godziny, ale owoc nie chciał się odkleić. No, czepiam się, bo wiem co to znaczy, a o to chodzi przecież autorom, ale tak jakoś mi się nie podoba ten banan, zwłaszcza w połączeniu z tematyką rozdziału (gejowskie porno? Tak to się nazywa?), oczywiście bez skojarzeń...

Annazuz pisze...

8. "Po kolacji wrócił do swojego pokoju padnięty. Napełnił wannę gorącą wodą, dodał olejki, które otrzymał od Viki i zanurzył się w rozkoszy." Tak, tak, a potem wynurzył z niej i wszedł do szczęścia, a następnie wskoczył z pluskiem do radości... Nie wiem na czym to polega, ale zanurzanie się w rozkoszy i olejki do kąpieli kojarzą mi się bardziej z jakimś bóstwem, pałacem i mnóstwem służących uwijających się, by to rozpieszczone bóstwo się przypadkiem nie rozzłościło.
9. "Po niezwykle wyczerpującej lekcji, zielonooki czekał na OPCM z Lily. Nauczył się nowej tarczy, która jest w stanie odbić większość zaklęć. Jednak jest ona bardzo wyczerpująca. Z Rosą ćwiczył taleporację z trzaskiem."
Nauczył się nowej tarczy, bezpośrednio, bo po co czasownik, taki jak "używać" lub coś podobnego?
Tak, ćwiczył tAleportację z trzaskiem, bo zwykła tEleportacja bez trzasku jest dla lamusów.
10. "Po obiedzie, poszedł do szatni, by przebrać się w strój do ćwiczeń." Był tak zmęczony, że nie zauważył, jak AŁtorka stawia przecinek w złym miejscu...
11. "Pewnego dnia w jadalni nie zobaczył żadnego ze swoich znajomych. Czyżby przemiana? Wszyscy razem? To niemożliwe. A jednak. Po rozmowie ze swoją matką chrzestną dowiedział się, że gdyby przebywał z nimi tyle samo czasu, co oni, jego organizm by się powoli deformował."
Tak. Gdyby przebywał z nimi tyle, co oni sami ze sobą (no sorry, ale tak to brzmi)? Czyli chyba 24/7, skoro tak często z nimi gadał i nie wystarczyło. No i dowiedział się tego po rozmowie, nie podczas niej, bo co jego matka chrzestna może wiedzieć o wampirach?
12. "Miesiąc po przemianie Harry zaczął ćwiczyć walkę bronią białą. Na początku posługiwał się drewnianym mieczem."
Ale kochani ci nauczyciele, pomalowali mu drewniany miecz żeby mógł walczyć bronią białą, a nie brązową ^,^ (tak, wiem że broń biała to właśnie miecz, znaczy metal (stal chyba), ale nie mogłam się powstrzymać...)
13. "Seth mu odpuścił, ponieważ jego blokada jest tak silna, że nie powstydziłby się sam Dumbledore, potrafi przebić się przez mur swojego nauczyciela, a rozmawiać telepatycznie mógłby cały czas, więc Harry miał trochę więcej czasu wolnego."
Ale że Harry czy Seth miał tą silną blokadę i resztę super - duper - mocy?
14. "Walka była zacięta. Po 40 min, Harry’emu udało się powalić Ravena na podłogę. Po raz pierwszy. Gdy tylko poczuł jego krew na swoim mieczu, na sekundę zdezorientował się. Raven oczywiście to wykorzystał.
Wywrócił Harry’ego na ziemię. Zielonooki przeturlał się i już leżał na Ravenie. Wpatrywali się nawzajem w oczy jak zahipnotyzowani.
Ostatnim razem tak patrzyli na siebie na początku szkolenia. Oczywiście, patrzyli na siebie, ale nie prosto w oczy.
Nie mogli oderwać od siebie wzroku. Minuty się dłużyły. W końcu Raven nie wytrzymał.
Złapał go za włosy i pociągnął do siebie. Ich usta połączyły się w namiętnym, pełnym pożądania pocałunku."
Wait, wait, wait! Raven przecież krwawi! I tak po prostu..? Chyba czegoś nie rozumiem, i to wcale nie fizyki kwantowej, tylko tego fragmentu! I jeszcze... Chyba pobili rekord w niemruganiu, skoro gapili się na siebie bez przerwy przez kilka minut.

Annazuz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Annazuz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Annazuz pisze...

14. "Harry włożył ręce w czerwone włosy, robiąc całkowity nieład na jego głowie. Zielonooki chętnie oddawał każdy pocałunek z taką samą zachłannością."
WYDŁUBIĘ TEMU POTTEROWI Z TEGO OPKA TE JEGO GŁĘBOKIE I ZIELONE PROMIENIUJĄCE ŚMIERTELNYM PROMIENIEM OCZY I WEPCHNĘ AŁTORCE DO GARDŁA, ALBO JESZCZE GDZIEŚ INDZIEJ!!! GDYBY ROWLING TO PRZECZYTAŁA (po angielsku, bo po polsku by nie zrozumiała), UMARŁABY Z PRZERAŻENIA A POTEM NAWIEDZAŁA TĄ ZBOCZONĄ PISARECZKĘ JAKO DUCH I NAMAWIAŁA DO SAMOBÓJSTWA!
15. "Harry zaciekawiony, od kogo to dostał."
Harry zaciekawiony, od kogo to dostał. Harry przygłup więc nie umieć używać czasownika.
16. "Spodobały mu się niektóre fragmenty, więc zaklęciem kopiującym miał wszystkie najbardziej przydatne i interesujące informacje na kilku kartkach. Dalej oglądając tą samą księgę, doszedł do działu od 17 lat (dla dorosłych)."
Czy tylko mi się wydaje, że pierwsze zdanie jest bez sensu? Jak można mieć coś zaklęciem kopiującym?
No tak... Konieczny element, czyli dział dla dorosłych... *skreśla z listy obowiązkowych elementów opowiadania autorstwa AŁtoreczki.*
17. "Jego oczom ukazała się sala gimnastyczna, może nie aż tak duża, w jakiej ostatnio ćwiczył, ale była wystarczająca. Do ręki wziął łuk, który dostał od Lili i zaczął strzelać do celu. Za każdym razem strzała trafiała w sam środek."
Środek czego? A może chodzi o środek czystości? Poza tym, jeśli celował do czegoś innego niż do tego, w czego środek trafił, to raczej nie ma powodów do dumy... (np. strzelanie do jabłka wiszącego na drzewie. Jeśli trafiło się w środek owocu, to ok, ale jeśli w środek drzewa...?)
18. "- Zgadzasz się?
- Na co? – zapytał chłodno"
A kto to powiedział!? Bo nie ogarniam!
19. " (Morgana) Szukała tam jednej książki. Proste zadanie. Było to gdzieś pod koniec lipca. Była w 9 miesiącu ciąży. Na wszelki wypadek zabezpieczyła dziecko magią starożytną, coś podobnego było w twoim przypadku."
No dobra... Babka w 9 miesiącu ciąży na wyprawie!? Pogrzało ją!?
Coś podobnego było w przypadku Harry'ego? Z dalszego fragmentu historii Voldemorta wynika, że to było dokładnie to samo.
20. "Lily też była w ciąży. Morgana walczyła dzielnie. W jednej chwili trafiła Lily w brzuch zaklęciem noży, które działa wewnątrz ciała. Jej dziecko nie przeżyło. Wiedząc, że jej dziecko nie żyje, rzuciła Avadą w Morganę. Zmarła."
Ale Lily czy Morgana!? zdecyduj się AŁtoreczko, o której z pań piszesz i nie wspominaj o drugiej, albo lepiej, używaj imion!
Ok... To chyba tyle, jeśli chodzi o moje komentarze, czekam na następną analizę i gratuluję tej tutaj!

Anonimowy pisze...

NO to teraz zmieńmy fandom, bo ten jest nudny.

Phea pisze...

Ja nie wiem czy to kwestia tego, że miałyście przerwę, czy tego, że ja sobie od was trochę odpoczęłam, ale dawno żadna analizka mnie tak nie uchachała. Jest fajnie. I byłoby jeszcze fajniej, gdyby nawet grafomaństwo powymyślało sobie jakieś oryginalne pomysły, bo stare - mimo że wciąż śmieszne - trochę już nudzą. Ale wiadomo - na to już wpływu nie macie.

Anonimowy pisze...

Analiza genialna.... do tej pory zbieram się z podłogi. To opko jest tak durnowate, że aż chcę przeczytać co będzie dalej i zobaczyć jak bardzo ktoś jest zryty. xd Czy aby na pewno jest ze mną wszystko w porządku?

Angelika Anderson pisze...

O Boże, co to było? 😂
Morgana Riddle, Czarna Pani :"))
Ten absurd przerasta ludzkie pojęcie, naprawdę.
Genialna interpretacja.
Pozdrawiam,
Endżi

Daniel Styś pisze...

Nie ma analizy rozdziału szóstego - czyżby nie był aż tak tak zły?

Katarzyna Ewa Cwa pisze...

WHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Ok, dobra, ale któraś ałtorka mogłaby szacownie wyjaśnić czym jest Zaklęcie Adopcyjne. Bo jak rozumiem porwanie dziecka i udawanie że to własne jest za mało wypaśne?

Piękna analiza, klasyka gatunku. Dziękuję za to, bo obśmiałam się jak norka.

Sławomira pisze...

Te apostrofy - 180 i wsadzane w imiona - znaczą tutaj więcej niż się wydaje.