niedziela, 7 czerwca 2015

Sto osiemdziesiąt apostrofów, czyli Harry jedzie po bandzie

Witajcie!

Czyżbyście chcieli tym razem starego, dobrego blogaska potterowego? To się doskonale składa, bo właśnie taki na Was czeka. Przez "stary, dobry" rozumiemy oczywiście zbuntowanego Harry'ego, który głęboko gardzi dyrektorem, przepraszam, Dropsem, wchodzi w konszachty z Voldemortem, zaprzyjaźnia się z Malfoyem oraz… wstępuje do mafii. Bo przecież czemu nie. Jego czternaście ukończonych lat nie powinno go przecież w żaden sposób ograniczać.
Przygotujcie się więc na ból, angst, bunt i łamanie prawa. I głęboki chaos w Departamencie Interpunkcji.
Miłego!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.






Rozdział 1
Powrót do rzeczywistości

Środa, 10 lipca. Na Privet Drive 4, w najmniejszym pokoju w domu, na łóżku leżał chłopiec. Nie był zwykłym chłopcem. Był czarodziejem. Miał kruczoczarne włosy i oczy koloru Avady.  
Jakie to szczęście, że aŁtorki zazwyczaj opisują tylko te dwa kolory, a nie sięgają jeszcze po cerę, rumieńce, wargi i odcień paznokci. Wyobrażacie sobie, ile pretensjonalnych porównań dałoby się z tego wyciągnąć?
Cera byłaby jasna jak pióra Hedwigi, rumieńce i wargi czerwone czerwienią Gryffindoru, a paznokcie...


Nazywał się Harry Porter.
Jego paczkę znajomych tworzyli Ron Lager i Hermiona Dunkelweizen.
Miał też kuzyna, Henry’ego Portiera.

Miał przesrane życie.
Powiedział Narrator Nieowijający W Bawełnę.

Jego rodzice zginęli, kiedy miał zaledwie rok. Do 11 roku życia był przekonany, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a on sam wyszedł z tego tyko ze zwykłą blizną. Wychowywał się u swojej ciotki. Był traktowany jak śmieć i jakiś wybryk natury. Mieszkał w małej komórce pod schodami, w której było pełno pająków. Dla niego to nie była rodzina. Rodzina tak się nie zachowuje.
O czym, jak każde zaniedbywane dziecko, był głęboko przekonany.
Ale ja się z tym zgadzam. Pająki to nie jest normalna rodzina.

Jego życie zmieniło się o 180’ (sto osiemdziesiąt apostrofów? Oby wszystkie nie powyrastały mu w nazwisku!)  w dniu 11 urodzin, gdy dostał list ze szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Od tej pory miał prawdziwych przyjaciół. A przynajmniej tak mu się wydawało. Ale o tym później. Oho… Co roku przeżywał niesamowite przygody. Na początku musiał zdobyć kamień filozoficzny i pokonać swojego nauczyciela od OPCM-u.
W porównaniu z tym wyczynem, Voldemort stanowił tylko drobną niedogodność.

na drugim roku nauki otworzył komnatę tajemnic i zabił bazyliszka, który sprowadzał chaos w szkole.
Chaos, maryśkę i pirackie różdżki chińskiej produkcji bazyliszek sprowadzał prosto zza Buga. Co przy okazji robił z wielkimi literami z początków zdań, nie wiadomo.

Dowiedział się, że seryjny morderca uciekł z Azkabanu – więzienia dla czarodziejów, i chce go zabić. Okazało się, że to nie prawda a on jest jego ojcem chrzestnym.
A wcześniej sądził, że prawda jest jego ojcem chrzestnym?
Z tego zdania wynika, że bycie ojcem chrzestnym wyklucza bycie mordercą. To jest dopiero alibi!

W czwartej klasie wziął udział w turnieju trójmagicznym i był świadkiem odrodzenia Czarnego Pana, który zabił jego rodziców.
Nie bardzo wiem, jaki jest cel tego wyliczenia. Znającym kanon to nie pomoże, bo oni to wszystko już wiedzą; nieznającym - też nie, bo narrator nie tłumaczy, czym jest OPCM, ani o co chodzi z Voldemortem.
To ma uśpić naszą czujność, zanim wszelki sens i prawdopodobieństwo pójdą sobie w krzaczki.

W ostatnim roku dowiedział się o przepowiedni i wtedy jego ojciec chrzestny wpadł w zasłonę, z której teoretycznie nie ma wyjścia.
Zaplątał się na amen w tyle warstw przykurzonego pluszu, że trzy ekipy ratunkowe prawie umarły z głodu w trakcie poszukiwań.
Albo wpadł w zasłonę dymną.

To go załamało.
Tego ojca.

Ciągle się obwiniał.
A mógł jednak nie robić porządków w Grimmauld Place.
Zawsze to powtarzam: kurz zamiatany zbyt regularnie robi się bardzo mściwy.

Wracając do Harry’ego. Leżał na łóżku, ale nie spał. Wpatrywał się tępo w sufit. Myślał o tym, co się wydarzyło w czerwcu. Dlaczego właśnie Syriusz? To moja wina. Mogłem nauczyć się tej cholernej oklumencji. Dlaczego Drops nie powiedział mi o przepowiedni? Dlaczego mnie okłamywał? Co jeszcze przede mną ukrywa? Nienawidzę go!
Jak zwykle, Bellatrix i Voldemort zostali zwolnieni z całej odpowiedzialności za to niefortunne wydarzenie.
Oni tam tylko sprzątali.

Chciał umrzeć. Jego życie nie miało sensu. Nie miał dla kogo żyć. Jego cała rodzina nie żyje. Był jeszcze Lupin i Tonks. Lubił ich, ale to nie to samo.
Lupin i Tonks co? Lepią pierogi? Zakładają zespół punkowy?

Spojrzał w okno. Ciągle padał deszcz. Ostatnio polubił taką pogodę.
To się nazywa dojrzewanie. Albo, w przypadku Anglików, syndrom sztokholmski.

Mógł spokojnie pomyśleć, wiedząc, że nikt go nie zaczepi, bo każdy siedzi w domu w otoczeniu rodziny. Właśnie, RODZINY.
W dni deszczowe ludzie niemający rodziny przepadali w alternatywnym wymiarze wypełnionym skarpetkami bez pary. Czasem znajdowali stamtąd wyjście, czasem nie. Skarpetki miały mniej szczęścia.

Wyszedł z domu, nie przejmując się niczym. Chodził ciemnymi uliczkami, niezważając na niebezpieczeństwo czyhające z każdej strony.
Nie no, bo przecież okolice Privet Drive wyglądały tak:
tumblr_nojbqmW5eP1rkem6ho9_500.gif
A to i tak były te lepsze dni...

Ciągle myślał o nim. O Syriuszu. O tym, co się wydarzyło w czerwcu. O Dropsie. Deszcz obmywał jego twarz, ale on nie zwracał na to uwagi.
Tak było:
4709480331_be1dca97f4_z.jpg

Usiadł na ławce w parku, która jako jedyna nie była zniszczona przez bandę Wielkiego De – jego kuzyna. Po jego twarzy spływały łzy, które mieszały się z deszczem.
OK, odezwa do narodu - czy możemy wszyscy się zgodzić, że płakać w deszczu mają prawo tylko Dziesiąty Doktor i Roy Batty i nie wracać więcej do tego tematu?

Wpatrywał się w samotną gwiazdę. Dlaczego ty Syriuszu? Brakuje mi ciebie.
Ta samotna gwiazda to chyba jako grafitti na murze, bo przecież deszcz pada.

Nagle usłyszał dźwięk aportacji. Nie przejął tym się specjalnie, ponieważ Drops rozkazał członkom Zakonu Feniksa go pilnować.
Naprawdę zaczynam mieć wizję apodyktycznego cukierka kierującego Hogwartem.

Mogę się dosiąść?- spytał Karmelek mężczyzna w czarnym płaszczu

Jasne, siadaj Lunio- odpowiedział bezbarwnym głosem

Nigdy nie mów do mnie Lunio, słyszysz?- powiedział, czochrając jego mokre włosy, – Dumbledore kazał powiedzieć, że będziesz przeniesiony do kwatery głównej 30 lipca wieczorem.

- Dzięki Luniu

- Brakuje ci go?- bardziej stwierdził niż spytał

Harry nie odpowiedział, tylko zaczął szukać zagubionych kropek przytulił się do byłego nauczyciela od OPCM-u szlochając

- Syriusz nie chciałby, żebyś się obwiniał i płakał z tego powodu.

- Ale ja nie mogę przestać o nim myśleć. Ciągle mi się śni jak wpada w tę cholerną zasłonę!- kolejny wybuch płaczu.

Remus nic nie mówił tyko przytulił Harry’ego i zgniótł kolejną kropkę butem.

Nawet nie wiedzieli, że ktoś ich obserwuje zza krzaków.
[Oczywiście był to szpieg i teraz Voldemort wie, kiedy Harry ma zostać przeniesiony.]



UWAGA, WULGARYZMY!!!

Oh noes!


                            Rozdział 2

Spontaniczna decyzja

Przenieśmy się rok wcześniej…

Harry leżał na łóżku. Miał sińce praktycznie na całym ciele, a z wargi leciała mu krew.
Czy maltretowanie Harry'ego to jakaś moda wśród aŁtoreczek? Psychiczne znęcanie się nie robi takiego wrażenia jak stare, dobre siniaki?

-Ten skurwiel znowu mnie bije - stwierdził w kierunku tych czytelników, którzy sądzili, że siniaki powstają w wyniku wahania wskaźnika PKB Bangladeszu. - Znalazł sobie zabawkę. Pierdolony barbarzyńca. – wyklinał chłopak o kruczoczarnych włosach i jadowicie zielonych oczach.
Zupełnie inny niż ten z poprzedniego rozdziału, dlatego nie używamy jego imienia.
Pewnie, że inny. Tamten miał oczy koloru śmiertelnego zaklęcia, a nie trucizny.

Poobijany i obolały podszedł do swojego kufra. Wyciągnął z niego bandaże i opatrzył sobie większe rany.
Zgodnie z Prawem Mangowej Medycyny, w myśl której wszystko, od otwartego złamania po atak serca, leczy się bandażami i Strategicznym Plastrem Na Twarzy.

Usunął krew z twarzy i przebrał się w czyste ubrania. Założył czarny płaszcz a na to jego pelerynę niewidkę odziedziczoną po ojcu.
Płaszcz odziedziczył po ojcu pelerynę? Czyżbyśmy mieli tu do czynienia z jakimś odzieżowym niewolnictwem?
Ja bym chciała wiedzieć, jak rozmnażają się płaszcze.

Niezauważony przez nikogo wyszedł z domu. Pięć minut później szedł sąsiednią ulicą. Schował niewidkę do torby i zdjął kaptur. Zanim się obejrzał, stał przed nim Błędny Rycerz.

- Witam w …

- Daruj sobie, Stan- burknął

- Dokąd zawieść?

- Do Dziurawego Kotła

- 10 sykli

Gdy zapłacił za przejazd, wszedł do środka. Po 15 min chaotycznej jazdy autobusem, był pod barem. Założył obszerny kaptur na głowę i przeszedł na Pokątną, gdzie poszedł do Gringotta.
Z banku wyszedł z pełną walizką pieniędzy mugolskich.
Które wydano mu bez problemu, mimo że Harry nie miał nawet 15 lat?
Dobrze mu z oczu patrzyło.

Ponownie skorzystał z usług Błędnego Rycerza, którym dojechał do salonu samochodowego. Po 20 min wyjechał nowym Mercedesem,
tumblr_inline_no7ciyZSp01ri1cz7_500.gif
Ale czemu, jak, skąd? Toż on ma 14 lat! Kto mu sprzeda samochód? Gdzie się w ogóle nauczył prowadzić? I czemu, u licha, po prostu nie poleci na miotle?

którym pojechał do najbliższego warsztatu, by dopracować auto.
anigif_enhanced-buzz-17210-1374847738-15.gif
Smarkaty Potter wożący się stuningowanym mercem. Tego jeszcze nie grali.
Mnie oburza co innego: czemu nie dokupił sobie w zestawie szofera?

Wszedł do środka, gdzie spotkał mężczyznę w średnim wieku. Miał brązowe włosy i niebieskie oczy. Miał szerokie ramiona i ostre rysy twarzy. Można by powiedzieć, że w przeszłości był przystojny.
Bo ludzie w średnim wieku to już powinni brać przymiarki do trumny, prawda.
Jakie przymiarki, oni powinni właśnie przeczołgiwać się przez bramy cmentarza.

- W czym mogę pomóc? – spytał chłodno mężczyzna
- Potrzebuję garażu na sprzedaż oraz trochę sprzętu (wędkarskiego? kuchennego?) i paru części samochodowych.
Oraz kilograma kabaczków, szydełka i jakiegoś dobrego skryptu z McLuhana. Macie to wszystko, prawda?

- Hm… rozumiem. Zaraz ktoś do ciebie przyjdzie.
Taak, na pewno. Opieka społeczna.

Po kilku minutach do Harry’ego podszedł blond włosy chłopak
Tradycyjnie, najpierw blond, potem włosy. Blond wciąż jeszcze w tubce perhydrolu.
Po prostu najpierw szła czupryna, a później on.

- Malfoy?
Draco dorabiający sobie jako mechanik samochodowy.
tumblr_inline_no9u1vRcll1ts7txe_500.gif

- Potter, co ty tu robisz?
- Chcę, stuningować brykę.
Podkręcę jej osiągi, wstawiając wszędzie przecinki.

- To cudo jest twoje?
- Nie, starego Dropsa.- powiedział ironicznie.- Trzeba je tylko dopracować.
O ile zakład, że dopracowanie będzie zawierało przynajmniej jednego wielkiego tygrysa na karoserii? I czaszkę, na pewno będą czaszki.
I będzie latać i śpiewać silnikiem przeboje Doorsów.
- Właściciel kazał zaprowadzić cię do odpowiedniego garażu i spytać o listę części. Jak chcesz to mogę ci pomóc. Znam się co nieco w tych sprawach.
- Czy ja się przesłyszałem? Myślałem, że taki arystokrata jak ty, nie bawi się w takie rzeczy.
Nie no, wśród młodych Śmierciożerców to ostatni krzyk mody. Choć co bardziej hipsterscy hipsterzy zaczynają lansować koszenie trawników i pakowanie zakupów w supermarkecie.

- No to się myliłeś. Każdy myśli, że jestem pieprzonym arystokratą, który nie widzi nic, poza czubkiem własnego nosa. Miałem dość siedzenia w domu przez całe wakacje, więc pracuję tu.
Lucjusz na pewno jest wniebowzięty, że jego potomek pracuje u mugoli.
Ktoś się chyba za dużo ostatniego sezonu Pamiętników wampirów naoglądał.

Harry patrzył w szoku na blondyna. Sam myślał, że jest pieprzonym arystokratą, którego nic nie obchodzi.

Przeszli na „ty” idąc do garażu, w którym mieli spędzić całe lato na przerabianiu samochodu.
Ale czemu tak długo? Rozumiem, gdyby musieli go składać ze śrubek i instrukcji z Ikei, ale przecież to nowy samochód.
Może przerabiają go na wagon towarowy?
Albo na spódnicę.

Ale to było rok temu. Od tego pamiętnego dnia życie Harry’ego zmieniło się o 180 stopni.
Niech zgadnę - zaprzyjaźnił się ze Ślizgonami, uznał, że czystość krwi to fajna sprawa, a Voldi ma całkiem sensowną politykę społeczną?

Zielonooki zaprzyjaźnił się z blondynem. Razem chodzili na imprezy do różnych klubów. Pewnego wieczoru weszli do klubu na obrzeżach miasta. Za nim był tor, na którym urządzane były wyścigi. Harry zafascynowany wziął udział w jednym z nich.
CZTERNASTOLETNI Harry. Normalnie za szybki, za wściekły.

Prowadził jak zawodowiec, zgrabnie unikając przeszkód.
Kierowania autem nauczył się, bez wątpienia, od pająków.
Może to były zawody zabawkowych, kierowanych zdalnie samochodzików? Albo gokarty…?

Oczywiście został w nim zwycięzcą.
Ależ nie śmiałabym wątpić.

Akurat wtedy wyścigi oglądał właściciel klubu, zauważając jego zdolności. Dostał pracę. Nie była legalna, ale nie miał czasu się nudzić. Był kierowcą podczas napadów.
Co kurwa.

Jego pracodawca jest szefem mafii.
Tej przerażającej mafii londyńskiej? Czy takiej mniejszej, o zasięgu dzielnicowym?

Harry miał wstęp wolny na mafijne posiadówy i mógł przyprowadzać, kogo chce. Poza tym był tam traktowany jak członek „rodziny”.
Gdzie przyprowadzać? Na te gokarty? Ej, to ja chcę zostać członkiem mafii, jak to daje takie bonusy!
Na twoim miejscu bym się powstrzymała, zabawy w mafię skończyły się dla Aragorna walką nago na noże w publicznej saunie.

Zielonooki zmienił styl ubioru. Zamiast namiotów, które nosił do tej pory, miał nowe ciuchy.
Tym razem nosił tipi lub przyczepy.
A czasem tylko owijał się parawanem plażowym.

Nauczył się samoobrony, by nie być ciągle ofiarą jego opiekuna.
A nie prościej byłoby nasłać na niego kolegów z, że tak powiem, branży…?
Albo użyć, nie wiem, MAGII?

Wszystko było idealnie, dopóki nie zginął Syriusz.
Aha, czyli mimo tych gangsta zapędów fabuła piątego tomu nie uległa zmianie i Harry wciąż grzecznie chodził do szkoły. Ciekawe, gdzie parkował merca, w Wielkiej Sali?

Wtedy się załamał. Tymczasowo przestał pracować, co jego szef zrozumiał.
Szefowie mafii słynął z iście matczynej empatii i wyrozumiałości.

Był dla niego jak ojciec. Nie przestawał chodzić na imprezy, choć nie bawił się na nich, jak kiedyś.
Pił tylko czystą i zawsze upijał się na smutno.
Ja zrozumiałam, że to ten szef chodził na imprezy zamiast niego.

Był 30 lipca obecnego roku. Chłopak właśnie był po imprezie urodzinowej z Draconem. Poznał tam nowych ludzi. Niestety wtedy był tak pijany, że nic nie pamiętał.
Czyli poznał ludzi… na jakieś 30 sekund.

Obudził się w klubie z ogromnym bólem głowy. Na szczęście miał pod ręką eliksir na kaca.. Nawet nieźle mu szło, gdy nie wisiał nad nim Snape. Od jakiegoś czasu chętnie czyta książki.
Znaczy, Snape czyta?
Tak, pomału zaczyna się przekonywać do literek.

W tym także o eliksirach. Pół roku temu zakupił półlegalną książkę z bardzo przydatnymi i zapomnianymi eliksirami.
Co to znaczy półlegalną? Sprzedają ją tylko najbardziej występne księgarnie o szemranej opinii?
Wolno ją czytać tylko co drugi dzień.

To właśnie tam znalazł przepis na zbawienną miksturę na kaca.
Rzeczywiście, przepis z gatunku Tylko Dla Dorosłych, Nie Róbcie Tego w Domu.

Wrócił do domu około południa niezauważony przez nikogo.
Och, więc jesteśmy tacy zbuntowani, wyjęci spod prawa i żyjący na krawędzi, ale pomieszkujemy wciąż u wujowstwa, żeby miał kto pranie robić, tak?

Dziś wieczorem mają go zabrać do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa. Miał mieszane uczucia do tego miejsca. Gdy tam był, wszystko przypominało mu jego ojca chrzestnego. W końcu to jego dom.
I było tam opętańczo dużo zasłon.

Nie chciał też się spotkać z Dropsem. Robi wszystko dla „większego dobra”.
A nie dla zysku, jak jego nowi kumple z mafii, prawda.

To on oddał go do Dursleyów, nie powiedział prawdy. Chciał jednak porozmawiać z przyjaciółmi. Miał zamiar powiedzieć im o przyjaźni z młodym Malfoy’em. Ciekawe, jak zareagują? Hermiona pewnie będzie próbowała zrozumieć. A Ron? Pewnie się wścieknie. Jeżeli jest moim przyjacielem, to musi to zaakceptować.
Oczywiście, że musi. Co więcej, musi też polubić Draco, czy tego chce, czy nie.
W dobrym tonie byłoby też wstąpić do jakiejś mafii… choć może do tej Harry'ego przyjmują tylko z własnym mercem.

Jego rozmyślania przerwał dźwięk aportacji. Przed nim stanęło 3 śmierciożerców.
Zanim zdążył cokolwiek zrobić, już stał w Sali Tronowej przed Voldemortem.
Rany, ludzie, zlitujcie się, jakiej sali tronowej? Może od razu w Komnacie Dziesięciu Tysięcy Płatów Diamentowej Chryzantemy?

- Witaj Harry! – powiedział czerwonooki ...ślimakojad?

- Czego ode mnie chcesz? – warknął, szukając różdżki tak, by Riddle nie zauważył.
Zaklął pod nosem, zdając sobie sprawę, że zostawił ją na biurku.

- Co tak ostro? Ja chcę z tobą tylko porozmawiać. Przejdźmy do mojego gabinetu. – wstał z tronu, pokazując ręką na drzwi za tronem.
A za drzwiami… drugi tron!
Voldemort ostatnio stawiał na stylistykę feudalną.
Gabinet pewnie wyglądał tak:
http://glowart.blox.pl/resource/galerie.jpg

Harry przez chwilę się zastanawiał Hym.. mam jakiś wybór?
Hym nie odpowiedział. Biedak nie wiedział nawet, kim jest! Ja też nie wiem.

Chyba nie, w końcu nie mam różdżki a pięściami ich nie powalę. Trudno zobaczymy, co będzie dalej.
Tym sposobem zapisując się w historii jako bohater o najbardziej giętkim karku, like, ever.
A później zanucił:
Będzie co ma być, już wiem że stąd nie zwieję
Poczekam i popatrzę nie cofnę kijem Wisły...

Przez chwilę szli korytarzem. W prawo, następnie dwa razy w lewo, potem schodami na górę, by dalej skręcać korytarzami. Przy każdym zakręcie było rozwidlenie, więc Harry czuł się jak w labiryncie.

Po dobrych 10 minutach, stał w wielkim gabinecie. Na końcu pokoju stało wielkie, dębowe biurko, przy ścianie za meblem, półka z książkami czarnomagicznymi i słój z przecinkami, a naprzeciwko, czarna, skórzana kanapa. Harry musiał przyznać, że Czarny Pan ma dobry gust.
Dobrze wiedzieć, że chłopak ma jasno określone priorytety. Niech mu jeszcze Voldi pomacha cygarem przed nosem, to dzieciak będzie mu jeść z ręki.

Czarny Pan usiadł za biurkiem a Harry po drugiej stronie.

- Chcę, byś do mnie dołączył…
http://i2.wp.com/paperfury.com/wp-content/uploads/2015/02/41dadeedb2acb8f30001d2dc158f002e-1.gif

43 komentarze:

kodama pisze...

Pierwsza!
Zrobiłyście mi dzień, miodna analiza. Wielkie kudos za Potterowe opko.
Ja nie wiem co jest z tym wątkiem złego Dropsa, to naprawdę można by było dobrze ograć :(

Chiro z tradycjami pisze...

Tu jest tak wszystko pięknie pomieszane, takie wątki z dupy wzięte, że chyba popłaczę się ze wzruszenia... Kochane klasyczne potterowe opko!
Tron Voldemorta mnie ómarł po prostu...

Heza Yuuki pisze...

Draco pracujący u mugoli... *szuka aktu wydziedziczenia i podaje go Lucjuszowi* Mnie zastanawia jak Harry nauczył się kierować samochodem. Zwłaszcza że raczej nie miał dostępu do żadnego auta. Ale to jest blogasek, a przy blogaskach logika idzie w krzaki.

Vatelema pisze...

Nie ma to jak stare, dobre potterowe opko. Ubaw po pachy gwarantowany ;)

Sha pisze...

They see me rollin', they hatin'! Nowe motto Pottera ;P Tyle kanonicznie blogaskowych motywów, że nie wiadomo, od czego zacząć. Mniam, mniam!
Standardowo oczekuję tylko na moment, kiedy nie tylko Hermiona okaże się super frendziarą Draco, a Ron się wypnie, ale również Lupin i Tonks z uśmiechem zaakceptują wybór Harry'ego. Bo co tam trauma przez śmierciożerców, wymordowanie przyjaciół i praca aurora, skoro Potter rzecze, że Voldzio dobry.
Btw, jedyny motyw, który mógłby się sprawdzić, to rozmowa Lupina z Harrym. Tutaj jest napisana przetragicznie, że aż odczuwam secondhand embarrassment na myśl o Harrym smarkającym się jak ostatni lamus (Harry, który wstydził się łez podczas nauki Zaklęcia Patronusa), ale still, w kanonie tego motywu zabrakło, a jednak sądzę, że i Lupin ciężko przeżył śmierć Syriusza. Z drugiej strony, jestem pewna, że w takiej sytuacji zachowałby się jak dobry opiekun i porozmawiał z Harrym jak z dorosłym. W końcu przez cały trzeci tom był dla niego niejako "ojcem chrzestnym" bardziej niż Syriusz... no ale czego ja oczekuję, przecież to Lupin, który nie jest młody, przystojny i nadający się na bad boya w blogasku. Fandom!Harry nie może otaczać się takim towarzystwem bez dozy politowania i okazywania plebsowi łaski!

¢ιηєу ѕραякѕ pisze...

Przeczytałam sobie trzeci rozdział tego dziadostwa. Okazuje się, że Harry jest wampirem...
*idzie się załamać*
Ja rozumiem, że można być tępym i nie umieć pisać, no ale bez przesady. XD

LordTytusMandarynka pisze...

Kim jest ten Drops? Bo jak przeczytałem sześć z siedmiu tomów, tak nie wiem. :D

Anonimowy pisze...

Jedyne dobre ff, w którym Harry jest członkiem mafii to Drugie Oblicze, sns.
Sala Tronowa Voldemorta, co jeszcze? ��

Lily Black pisze...

*tam miały być płaczące emoji, ale mi frajersko usunięto :(*
:D:D

BirkeLaFolle pisze...

Koniecznie kontynuujcie tę analizę. To opko jest wyśmienite. Czytam dalej a tam takie kwiatki:
"CO!? Dlaczego miałbym się zgodzić? Co On sobie myśli? Przecież przez niego zginęli moi rodzice, Cedrik i Syriusz! Co on sobie wyobraża, że teraz przejdę na jego stronę, jak gdyby nigdy nic? Choć z drugiej strony, dlaczego nie? Przecież nie chce być po stronie Dropsa. Zobaczymy, co ma mi do zaproponowania".
"Riddle zaprowadził go do pokoju, zakładając silne czary na drzwi. Harry wszedł do środka i zamarł. Pokój był cudowny! Nie, przepraszam. To był ogromny apartament! Wszedł do salonu w czarno-białej tonacji. Ściany były z białego marmuru. Czarna, skórzana kanapa stała w rogu pomieszczenia Nieopodal niej stał jak wmurowany w podłogę biały stolik. Na czarnej podłodze leżał śnieżnobiały, puchaty dywan. Co zdziwiło niezmiernie zielonookiego, naprzeciwko kanapy stała wieża wraz z ogromnym telewizorem plazmowym. Jednym słowem salon był odjazdowy".
"Harry wstał. Od dawna tak dobrze mu się nie spało. Otworzył oczy i zamarł. Przetarł je jeszcze raz. On widzi! Łii, nie muszę już nosić tych idiotycznych okularów! Pomyślał z ulgą wypisaną na twarzy".

Mała Kudłata pisze...

O matko, rzadko mi się to ostatnio zdarza, gdyż iż ponieważ z analizami przeszłam bardziej do porządku dziennego...? i wybuchy śmiechu nie są tak częste. Dobra zabawa, ale bez histerii... ale tutaj! Mój boże, przy syndromie sztokholmskim i mściwym kurzu po prostu zeszłam byłam w kwiku radosnym :D Tak bardzo zrobiłyście mi dzień ;_; jeszcze fakt, że to Potterowe opko...!
Cud, miód i orzeszki, panie tego <3

Fadziulka pisze...

Ten blogasek mnie ómarł. Tron Voldzia - leżę i nie wstaję. Miałam wizję cukierka na nóżkach, z długą brodą rządzącego Hogwartem. Co raz się zobaczyło już się nie od zobaczy ;_;

Procella pisze...

Mafia, tron... co będzie dalej?

Chiro z tradycjami pisze...

LordTytusMandarynka (masz zajebisty nick xD) - Drops to Dumbledore xD

Natalia SStefania Borucka pisze...

Rozkoszna klasyka opkowa, nawet nie wiedziałam jak bardzo mi czegoś takiego w życiu brakowało! Bardzo dziękuję, dziewczyny!

kura z biura pisze...

Tja... Zbuntowany gangsta Harry nadal nie tylko grzecznie chodzi do szkoły, ale również pozwala, żeby Umbridge nim pomiatała... Cienkie te dzisiejsze mafiozy!

Anubis pisze...

Zastanawiam się, które pairingi w tym opku staną się prawdą (w formie zadania z książek do języków - dopasuj cyferki do literek):

a. Harry/Voldemort
b. Harry/Draco
c. Harry/randomowy Śmierciożerca
d. Harry/Lupin

1. Hermiona/Draco
2. Hermiona/Lucjusz
3. Hermiona/inny randomowy Śmierciożerca
4. Hermiona/Voldemort
5. Hermiona/wskrzeszony Syriusz (bo w istnienie takiego nie wątpię)
6. Hermiona/Ron (bardzo wątpliwe - stawiam moje główne opko, że Ron nie zaakceptuje zbuntowanego Harry'ego)

Chloris pisze...

„Dowiedział się, że seryjny morderca uciekł z Azkabanu – więzienia dla czarodziejów, i chce go zabić. Okazało się, że to nie prawda a on jest jego ojcem chrzestnym.”
W pierwszej chwili zrozumiałam, że to Harry miał niby być ojcem chrzestnym Syriusza xD

Ej dobra, stop. Może mi ktoś wreszcie wytłumaczyć, czemu wszędzie nazywają Dumbledore’a „Dropsem”??

„Spojrzał w okno. Ciągle padał deszcz. Ostatnio polubił taką pogodę.
To się nazywa dojrzewanie. Albo, w przypadku Anglików, syndrom sztokholmski.”
Ej, tez lubię deszcz! Mogę bezkarnie siedzieć przed kompem/TV/książką i nikt mi nie truje, że nawet palcem nie kiwnę :D

„Ciągle myślał o nim. O Syriuszu. O tym, co się wydarzyło w czerwcu. O Dropsie. Deszcz obmywał jego twarz, ale on nie zwracał na to uwagi.”
Dżizas, to brzmi jak kiepski opis kiepskiego, nieszczęśliwego romansu O.o Srsly, trójkącik. Harry lubi Syriusza, Syriusz lubi Harrye’go, tak samo jak Drops. Harry nie może się zdecydować, bo Syriusz to Syriusz, ale z Dropsem są BFF, więc w tajemnicy umawia się z nimi dwoma jednocześnie. Oni się dowiadują i strzelają focha. Harry rozpacza.


Aaach, tak mi brakowało tych potterowskich opek ♥ Mimo wszystko klasyki są najlepsze!
Ale, ale! Chciałabym też zobaczyć wasz komentarz przy tym cudeńku xD
Adara- życie z Obozu Herosów
Gwóźdź programu!

Anonimowy pisze...

Urocza analiza starego dobrego potterowskiego opka !
Ej dobra, stop. Może mi ktoś wreszcie wytłumaczyć, czemu wszędzie nazywają Dumbledore’a „Dropsem”??
Bo on lubił cytrynowe dropsy?
A ten tron może był z mieczy,które Voldi wrogom odebrał i przetopił?!
Czarnego Pana, który zabił jego rodziców.
Potterowie płacą swoje długi...

Pająki,Oni tam tylko sprzątali,opieka społeczna i bazyliszek -to były najlepsze teksty.Świetnie się czytało,dzięki wielki!

Chomik

Babatunde Wolaka pisze...

Tak, tym razem analiza przytrafiła się całkiem kwikalna.

"Jego życie zmieniło się o 180’ (sto osiemdziesiąt apostrofów? Oby wszystkie nie powyrastały mu w nazwisku!)"
O sto osiemdziesiąt minut. Akurat wystarczyłoby na jakiś wstrząsający film.

"Banda Wielkiego De" brzmi jak coś w rodzaju triady.

Draco jako mechanik? W rozchełstanej kraciastej koszuli, granatowej kombinezie i tegoż koloru czapce z daszkiem? Widzę tu niezły potencjał yaoiowy...

"Sam myślał, że jest pieprzonym arystokratą, którego nic nie obchodzi."
Ten zaś jednak był solonym drobnym obszarnikiem, który przejmował się głęboko szeregiem problemów społecznych.

"Poznał tam nowych ludzi. Niestety wtedy był tak pijany, że nic nie pamiętał."
Spadłem z krzesła...

"Hym.. mam jakiś wybór?
Hym nie odpowiedział. Biedak nie wiedział nawet, kim jest! Ja też nie wiem."
Również nie wiem, kim może być Hym. Wiem za to, kto to Nym, ale wątpię, aby znał odpowiedź na to pytanie.

Anonimowy pisze...

Z tego co wyczytałam (czasem naprawdę żałuje że robię sobie takie rzeczy) to Porter nie tylko jest wampirem, ale także bohaterem yaoi, któremu nikt nie moze się oprzeć, telepatycznie porozumiewa się z feniksem, ktory chętnie zostalby jego niewolnikiem gdyby nie fakt, że jest ptakiem, jest synem Voldemorta, ma cudownie umięśnione ciało, ogólnie jest superzajebisty. Tyle wyczytałam, nie chcę wiedzieć co tam jeszcze mozna wynalezc.

Podziwiajaca pracę analizatorow,
Annie.

Anonimowy pisze...

Ach, stary dobry Potter, ee... znaczy Porter. Cudownie i rozkosznie czytało mi się dzisiejszą analizę, zarówno przez wzgląd na materiał (chyba krzywdzenie kanonu potterowego jest już tak powszechne, że nauczyłam się spoglądać na to z dystansem... no, pomijając ostatnią ustawkę, that was waaaay too much), jak i na Wasze bezbłędne komentarze. Więcej takich proszę! ;)

A tak w ogóle, dlaczemu w ogóle nie wspomina się tu o śmierci Cedrika? Skoro cofamy się o rok, żeby prześledzić, jakimż to cudem Porter zbratał się z mafią, to czy nie jesteśmy czasem w momencie, kiedy Harry miał nawracające koszmary, w których nawoływał Cedrika plus zaczynały się jego problemy z połączeniem umysłowym z Voldemortem? Jakim cudem ten, noo, powiedzmy sobie szczerze, niedysponowany psychicznie dzieciak tak bezproblemowo był w stanie ot, tak, zająć się jakimiś mafijnymi konszachtami? Poza tym, HELOOOOŁ!!!, Harry dopiero co widział, jak Lucjusz płaszczy się na cmentarzu przed odrodzonymipiknym Voldziem, HOW IN THE WORLD to jest możliwe, że nagle skumał się bez żadnych pytań i wątpliwości z jego, wszetecznica jego mać, synalkiem? Po prostu... Po prostu... Nie mam słów.

Pozdrawiam serdecznie

Carly

Anonimowy pisze...

Boże... Jak myślę o tym, że podobnie pisałam swego czasu, ciapałam wszystkimi możliwymi akcjami na lewo i prawo, to aż mi przykro. Ale tak, od tego się zaczyna. Prawie zawsze. Co nie zmienia faktu, że analiza prześmieszna i chętnie przeczytałabym jej drugą część, bo im dalej w las, tym więcej drzew.

Okej.... UWAGA SPOJLER!
Doczytałam się w opisach postaci (ryly), kto będzie pierwszą prawdziwą miłością Harry'ego. I zapłakałam tak bardzo, że to koniec. Albowiem będzie to... *chwila ciszy, by stworzyć napięcie* JAKIŚ MŁODY WAMPIR! Randomowy, oczywiście.

Pozdrawiam :P

Anonimowy pisze...

Jak dobrze znowu poczytać stare potterowe opko. Nie zalecam jednak czytania w miejscu publicznym, bo przy tej analizie nie da się nie śmiać. Sama trochę zbłaźniłam się w kolejce śmiejąc się pod nosem do telefonu. Czekam na kolejną część analizy, bo z tego co widzę po komentarzach to w opowiadaniu dzieje się dużo ciekawych rzeczy :D
Alice

Anonimowy pisze...

Okazało się, że to nie prawda a on jest jego ojcem chrzestnym.
Dla mnie to brzmi, jakby Harry był ojcem chrzestnym Syriusza...
Świetna analiza! Pozdrawiam,
L9

Pudlovich pisze...

Jeśli chodzi o płacz w deszczu - Dziesiąty Doktor, Roy Batty i Jan Egeland. Zdecydowanie Jan Egeland.

Anonimowy pisze...

Ja nie wiem, czy jakiekolwiek prośby i propozycje wchodzą w ogóle w grę, ale kiedy skończycie rozjeżdżać to kwikaśne opko, może pochylicie się nad tym?
http://historiatrocheinnanizwszystkie.blogspot.com/

Nami pisze...

Nie lubie Pottwra, nigdy nie lubiłam i lubić nie będę, ale te opka są tak uroczo idiotyczne, że jakoś zniosę, że to Portowr xD

I zgadzam się w 100%. Tylko Dabid Tennant może płakać w deszczu <3 "I'm so so sorry."

Anonimowy pisze...

Hurra, nareszcie analiza tFForu ze starego, dobrego fandomu! Nie ma to jak nie-Harry w te nudne, gorące przedpołudnie. Czytaliście komentarze pod opkiem? Bodaj pod rozdziałem 15 ktoś napisał, że brakuje mu mroczniejszego Harry'ego ( czy to jakaś kretyńska moda, robić z tego miłego, porządnego chłopaka takiego badassa? ) i, uwaga, KANONICZNEGO Voldemorta ( uf, przynajmniej tu nie wszyscy darzą miłością słodkopierdzącego superprzystojnego Toma, a ktoś jeszcze pamięta, jaki Voldzio charakter miał naprawdę ). A analiza miodna i cudna, ukwikałam się przednio. Proszę was, zanalizujcie to cudo do końca, bo materiału dość dużo, a i treść niezgorsza! Char - Lee want more! Pozdrowionka i sił do analizy.
Char - Lee

Anonimowy pisze...

Ach, analizy potterowskie to prawdziwa klasyka dla koneserów :3 czytało się rozkosznie, kwikałam na każdym zdaniu. Mam nadzieję, że będziecie kontynuować.
BTW jeden z facebookowych profili książkowych reklamował "Pamiętnik lesbijki" i chciał z niej zrobić nagrodę w konkursie. Słabo mi się zrobiło i odruchowo odfollowałam. Ale od razu pomyślałam o was :3

wierna czytelniczka,
Lobo

Anonimowy pisze...

Podsumowując opcio... youtube.com/watch?v=-POVAmpM3GU Analiza kwikaśna jak zwykle, a i za fandomem się stęskniłem. Jak już jesteśmy przy opkach potterowych, to co powiecie na stary, (nie)dobry Severitus? archiveofourown.org/works/3678942
Albo na jakieś opko z Supernatural? Pretty please?
G.

Anonimowy pisze...

Poinformował ktoś aŁtorkę? Blogasek wydaje się w miarę świeży. ;)

limotini pisze...

Dzięki! Siedzę przed monitorem i śmieję się w głos :)

Anonimowy pisze...

Wszystko fajnie, obśmialim się. Ale... "wujoWstwa"? Czy to eufemizm pokroju "burew i wujów"?

Cynders Cynders pisze...

To jest to, co lubię - wejść sobie wieczorem w internety i zagłębić w potterowe opko. Dzięki za poprawę humoru! :D
Swoją drogą, muszę jakoś zaktywizować swój mózg, bo strasznie wolno kojarzę. Przez moment byłam pewna, że kolor avedy to jakiś nieznany mi wcześniej odcień zielonego, gdzieś między seledynowym a szmaragdowym... Niestety Ciotka Wikipedia o takowym milczy ;)

Anonimowy pisze...

Cudne to opko, jestem za dalszym analizowaniem :D

I przychylam się do prośby o analizę opka supernaturalnego...

Karmena

Anonimowy pisze...

http://legriel.blog.pl/2013/12/30/legriel-legolas-i-tauriel-opowiadanie-kontynuacja-akcji-hobbiy-pustkowie-smauga/

Bardzo gorąco prosimy o zanalizowanie tego opowiadania. Zastanawialiśmy się przez długi czas i wciąż nie wiemy, gdzie Legolas ma usta - na twarzy, czy raczej w kroczu? Może wy odpowiecie nam na to pytanie.

Nami pisze...

Dajcie dziś analizę, proszę. Nie chce mi się uczyć do egzaminu TT_TT

psoras pisze...

Ałtoreczkowa ksywa Dumbledore'a. Który oczywiście jest ZŁYYYY (chyba że zasypuje dziurę w budżecie szkoły becikowym uczniów).

Ome pisze...

To było tak urzekająco klasyczne i kanoniczne, że aż się rozczuliłam. Sama książka wprawdzie mnie zupełnie nie ruszyła i szału na jej punkcie nigdy nie rozumiałam, ale potterowskie opka - takie opka - to zupełnie inna bajka. Również mam nadzieję, że będziecie kontynuować analizę cudnego tForu o Harrym w mercedesie. W tej części aż mi się cisnęło na usta: kto będzie wielką tru laf Harry'ego? Przez chwilę aż miałam wizję Voldemorta, mówiącego: "Harry, cały ten wypas będzie twój, tylko musimy się bliżej poznać, if you know what I mean".
Żałuję tylko, że Harry nie zszedł na śniadanie. Ale wszystko przed nim, przecież jeszcze nie miał tu szesnastu lat...

Angelika Anderson pisze...

Płaczę... Po prostu płaczę.
To najlepszy blog, czy jak to tam nazwać, na świecie.
Naprawdę.
Takiej dawki humoru nie dostałam od lat.
Dzięki!
-Endżi

Czytelniczka DP pisze...

-Harry, wiesz jest taka sprawa...
-Hym?
-Będziesz kierowcą podczas napadów?
-Okay, tatulku.
O.

Czytelniczka DP pisze...

-Harry, wiesz jest taka sprawa...
-Hym?
-Będziesz kierowcą podczas napadów?
-Okay, tatulku.
O.