sobota, 7 marca 2015

Ogniomistrz angstu purpurowy, czyli Kuc Wieczny Tułacz, cz. 2/2


Witajcie!

W tym tygodniu wracamy do opka o nieśmiertelnym mrocznym kucu Travisie, który jest wujwieczym, a siłę życiową czerpie z narzekania, że nikt go nie rozumie. Dziś oprócz potworów z uniwersum Tolkiena dostaniemy całkiem nowe; co jedne, to bardziej nie na miejscu. Poza tym będą eksperymenty na kucykach, pożary, w żyłach bohatera popłynie ogórkowa, a Twilight zmieni się w stalkerkę.

Miłego!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Rozdział 6

Travis Ze spokojem wszedł do Ponyville. Spodziewał się że zaczną rzucac w niego kamieniami, albo uciekną, ale wszyscy zachowywali się normalnie. Travis zaczął sie zastanawiać, Czy tamten jednorożec zrozumiał CZYM on jest. Być może nie wiedział że Przybysz nie jest zwyklym kucykiem.
O nie! Nikt nie zauważył jego płatkośniegowej niezwykłości! I co teraz?
Każdy informatyk świata poradziłby, żeby wyjść z miasta i wejść jeszcze raz.

Travis jednak był gotowy do obrony w razie nagłego ataku. Wiedział, że go nie zaakceptują.
A jeśli nawet teraz go akceptują, to tak im się tylko wydaje, podświadomie zapewne nie akceptują go z całych sił.

NIKT go nie zaakceptuje, Nikt.
To brzmi raczej jak mocne postanowienie, niż smutne stwierdzenie faktu.

on nigdy nie będzie normalny.
On się zaraz zacznie nacierać tym brakiem zrozumienia.

Szedł spokojnie ulicą, gdy zobaczył właśnie tamtego jednorożca, on też go zobaczył,
A potem, dla pewności, zobaczył go po raz trzeci.

przestraszył się i zaczął uciekać.,,Czyli wie czym jestem, ale nikomu nie powiedział, dziwne" pomyślał travis, gdy nagle poczuł wstrząsy. Coś tu się zbliżało, i to coś nie było normalne.
Wstrząsy? To może być tylko jedno:
http://stream1.gifsoup.com/view3/3649011/stampede-scene-lion-king-o.gif

"Coś tu się zbliżało, i to coś nie było normalne."
tumblr_njy0c5JSao1r6278vo1_400.gif



Jakiś pegaz zaczął krzyczeć na całe gardło:
- Gobliny!! Gobliny!!! GOBLINY!!!
Hm, a jednak nie.

,,Ani chwili spokoju" pomyślał Travis wyjmując miecze (z dupy chyba...).
No jak z dupy, przecież z tego nieznanego kształtu, który nosił na plecach! Ale muszę się z nim zgodzić, ciągle tylko łupanka & napierdzielanka, fabuły w tym opku tyle co w hack'n'slashu.

Myślał, że da radę, ale wtedy zbaczył liczbę stworów. było ich kilkaset!
A każdy z liczbą, co całkiem przegięło pałę goryczy.

Zrozumiał,że nie da rady. Ale mimo to rzucił się w pierwszą falę potworów.
Och, widzę, że rozgrywka nam się zamieniła w tower defence, też ładnie.

Zdążył zabić zaledwie kilka, kiedy zrozumiał, że prawdziwy on przejmuje kontrolę.
Aaa, to do tej pory narrację prowadził jakiś uzurpator?

Nienawidził tego uczucia. W jego żyłach znow zaczęło płynąć coś innego niż krew,coś gorącego, co paliło każdy mięsień jego ciała.
Kwas solny…?
Zupa ogórkowa? Taka naprawdę pikantna?

Teraz już nie był władcą swego ciała. Teraz był jedynie widzem. Patrzył jak pierwotny on wybija falę po fali goblinów. Nie mógł zliczyć ilu zabił....
Pierwotny? Proszę, nie mówcie mi, że to krzyżówka kuca z wampirem pierwotnym z “Pamiętników wampirów”, bo coś we mnie zgnije.
Ja chcę tylko wiedzieć, co tam robi Wielokropek Smutku i Żałości. W końcu wybicie goblinów to chyba dobra rzecz?

Zrozumiał już, że drugi on wymyka się spod kontroli.Jeżeli stanie sie prawdziwym sobą, mieszkańcy już nigdy mu nie zaufają.
No toż już teraz mu nie ufają i nigdy nie zaufają, tak? Czy w ciągu tych kilku zdań miała miejsca jakaś Zakulisowa Akcja Afirmacyjna Mrocznego Kuca i zaufanie do niego podskoczyło?

Skupił się całym swym umysłem by przejąć nad sobą kontrolę. Wybił pierwsze trzy fale stworów, reszta uciekła głęboko do lasu, lecz on nadal atakował, atakował powietrze pełen niepowstrzymanej furii.
Wyglądało to mniej więcej tak, tylko że z mieczem zamiast łopaty:
https://sociorocketnewsen.files.wordpress.com/2015/03/2015-05-02-sliding-man-original.gif?w=580

Travis Calymi swoimi siłami starał się przejąć nad sobą kontrolę, Próbował kilka minut, dusząc się z wyczerpania. Wreszcie udało mu się. Czuł, że drugi on odchodzi, ale poczuł też całe wyczerpanie z długiej walki, i cały ból z licznych ran. Dał radę ustać chwilkę chwiejąc się, ale wreszcie zmęczenie wygrało, obraz rozmywał mu się przed oczami, resztkami sił zobaczył (ten obraz?) podbiegających do niego kilku kucyków, a wśród nich tego fioletowego jednorożca. Potem widział tylko ciemność.
Brzmi to tak, jakby zarzucili mu worek na głowę.

*****
Travis powoli otworzył oczy. Zobaczył sufit, i usłyszał monotonne pikanie maszyny pokazującej jego stan.
Kucyki mają maszynę robiącą PING!
Maszyna pokazywała, że Travis jest schematycznym, rozegzaltowanym, przepakowanym i nijak niepasującym do swojego uniwersum bohaterem typu "Gary Stu", a jego przygody są równie interesujące co etykieta farby olejnej. Słowem: lekarze nie byli dobrej myśli.

Z trudem obrócił głowe na bok, i dowiedział się że jest w szpitalu.
No bo "maszyny pokazujące jego stan" mogłyby stać też np. u szewca.

-Jak Equestria długa i szeroka! Obudził się! usłyszał czyjś głos.
Ten ktoś najwyraźniej nie znał różnicy między wykrzyknieniami a okolicznikami miejsca.

Po chwili zobaczył kucyka który najwyraźniej był doktorem. spróbował unieść kopyto, i zobaczył liczne opatrunki.
Ten doktor. Ponieważ tak naprawdę był to tylko student medycyny na praktykach, dlatego taki niewydarzony.

-Dziwne że jeszcze żyjesz,Powinieneś być już martwy - powiedział doktor ze źle skrywanym zawodem - Poza tym twój organizm wyjątkowo szybko regeneruje rany. To fascynujące!
Proszę, niech to nie będzie kucowampir, proszę…
http://i.imgur.com/bL90w.gif

-Być może dla ciebie, ale ja wolałbym już iść.
Jestem zbyt zblazowany, żeby leżeć w szpitalu.

-raczej ci się to nie uda, musisz poczeać aż wrócisz do stanu optymalnego, o, widzisz, tu masz na zadzie taką wskazówkę, musi zjechać z czerwonego pola na zielone, zazwyczaj zajęłoby to kilka miesięcy, ale biorąc uwage na twoją regenerację, wyzdrowiejesz w tydzień.
I nie wiem, czemu tak jest, ale nie dam temu ani jednego faka i przejdę nad tym do porządku dziennego.

*****

Po długim tygodniu Przybysz został wreszcie wypuszczony ze szpitala,
Bez przesady, "przybyszem" to on był w pierwszym rozdziale, teraz to już stary ziomek.

I Z trudem chodząc spokojnie, bo nosiło go jakby wciągnął całą hałdę koki, poszedł w drogę do swojego domu. O dziwo nikt go nie potępiał,nie bał się go.
Mieli go potępiać za uratowanie im tyłków? Czy Ponyville to wioska samobójców?
A może za to, że szedł do domu? No chyba że nie miał jak zapłacić rachunków za szpital i zmierzał właśnie do swojego laboratorium do gotowania mety, wtedy pewna doza potępienia byłaby jednak zrozumiała.

Gdy wyszedł ze szpitala, wszyscy zaczęli wiwatować,cieszyć się że żyje.
Bo wyjście ze szpitala o własnych siłach nie było aż takie znowu częste.

Travis czuł się dziwnie, nigdy jeszcze tak go nie traktowano. ,,Uratowałeś miasto!" krzyczeli jedni ,,Jesteś bohaterem" krzyczeli drudzy. Travis jednak nie chciał żeby tak go traktowano.
Psuł mu się od tego imidż i rozmazywał makijaż.
Wolał być niezrozumianym płateczkiem śniegu. Takim czarnym, ponurym.

Czuł się niezręcznie, Nie wiedział co powiedzieć, Nie chciał wyróżniać się z tłumu. Mówil szczerze, że nie chce być tak traktowanym.
- Ale weźcie no, nie uśmiechajcie się tak do mnie! I co to za machanie rękami, koniec świata, do czego to doszło. Pani Matwiejowa, pani zabierze to dziecko!

Postanowił pójść do biblioteki, może tam nie będą go tak wysławiać.
A do domu planował przekraść się pod osłoną nocy, czy od razu zacznie kopać tunel?

Spokojnie otworzył drzwi i czekal go szok - Znów ten fioletowy jednorożec!
http://dash.ponychan.net/chan/files/src/131941357522.gif


Rozdział 7

Travis wpatrywał się w jednorożca ze zdziwieniem.
-O co chodzi? spytał się jednorożec odwracając się. Gdy spojrzał na Travisa wpadł w ten sam szok.
Szok ewidentnie był ten sam, zgadzały się wszystkie znaki szczególne i karta dentystyczna.

Po chwili zebrał myśli i powiedział:
-Ty? czego chcesz?
- Mógłbym zapytac o to samo, ciągle na mnie wpadasz. Nie żebyśmy mieszkali w małym mieście, gdzie zawsze się na kogoś wpadnie - Odparł Travis. - Poza tym zawsze uciekasz jak źrebak, to żałosne.
No bo musiał przecież komuś dosrać, tak go te uśmiechy i wiwaty wyprowadziły z równowagi.
Ciągle ma nadzieję, że znów go zaczną nienawidzić.

- Widziałam co potrafisz, jesteś groźny!
To to jest jednak ta jednorożka?

- Gdybym chciał żebyście byli martwi, już byście nie żyli. Mam inny cel.
- Czyżby? a jaki? Spytał poddenerwowany jednorożec.
- Nie interesuj się tym, ciekawośc to pierwszy stopień do piekła.
*wzdech* Chrześcijaństwo w każdym uniwersum, nawet w Ponyville.

Rzekł Travis kierując się do drzwi. Miał już je popchnąć i wyjść do miasteczka, ale poczul że nie może. Były zablokowane magią. Widac tamten jednorożec naprawdę chce wiedzieć.
Nie, skąd, może po prostu ćwiczy zaklęcia z nudów.

Ale raczej się nie dowie. Zaczął szukać slabego punktu, okna lub osłabionej ściany. Wreszcie znalazł - otwarte okno, na piętrze.
Ale czym on szukał tego punktu? Wysłał pchły na zwiady?

[Jednak nie udaje mu się spierdzielić.]
-Więc chcesz wiedzieć skąd pochodzę? Zaczął -
- Nie, tak naprawdę chcę znać tajny składnik twojej zupy z tajnym składnikiem. Temat pochodzenia rzuciłam tylko dla zmyłki.

Zgoda, ale w zamian za to mie wypuścisz. - Powiedział.
- Zatem opowiadaj.
Travis miał mało czasu, musiał coś zmyślić.
Szybko, szybko, zanim dotrze do niej, że to bez sensu!

- Urodziłem się w Canterlocie. Jednak przez pożar moja rodzina zginęła.
Przyszedł pożar, doniósł komu trzeba i zgarnęło ich gestapo.

Wychowywałem się sam. W skrócie to tyle. Travis wiedział że jednorożec mu ni uwierzy, to była tylko gra, chciał zyskać czas, by zebrac energię.
Noo, to przez tę szalenie długą opowieść to tyle tej energii nazbierał, że ho ho.
Poza tym opowieść tyyyle wyjaśnia, i jest tak wiarygodna, że he he he.

Czuł, że w jego ciele zbiera się siła. Siła mroku. Nie miał jednak zbyt wielkiego wyboru, musiał sie wydostać.
-Łżesz, nie jestem głupia. Odparł jednorożec.
- Widac jesteś. odparł Travis.  - Nananana, pomylone gary - dodał, puentując tę szalenie dorosłą rozmowę. Siła się zebrała w sobie. Cisnął nią w drzwi, których zasłona pekła jak bańka. Zaczął uciekać. Najwyraźniej jednorożec wiedział już, kim on jest. Musiał zniknąć. Przynajmniej na razie.
Był… Mrocznym Wysadzaczem Drzwi?



Rozdział 8


Minęło pięć długich lat. Zapomnieli, mówił Travisowi jeden głos, zabiją cię jeżeli nadejdziesz! mówił drugi.
Niedobrze z tobą, słyszysz głosy, martwił się trzeci.

Ten drugi kłamał, Travis obroniłby się przed przeciwnikiem, nawet jeżeli było by nim całe miasto.
Zwłaszcza że nie jest to miasto jakichś, umówmy się, szczególnych rozpierdalatorów, tylko kucyków w pastelowych kolorkach.
Ty chyba nie widziałaś wkurzonej Fluttershy!

Powolnym krokiem nadszedł.
Dostojnie, złowrogo i w rytm Marszu Imperialnego.

O dziwo nikt nie uciekał. Nikt nie płakał, nikt nie atakował.Widać nie pamiętali.
Nie, skarbie, nikt nie dawał faka, bo to było pięć lat temu. Przykro mi.

Travis miał taką nadzieję. Czuł, że dziś stanie się coś złego. Mimo to parł naprzód. Po chwili zdał sobie sprawę, że idzie wbrew swojej woli.Zastopował.
A nie mógł się na przykład zatrzymać alb przystanąć? Zastopować to można raczej kondukt pogrzebowy.
Albo grę. Może on się czuje bohaterem gry? A ból tyłka wynika stąd, że ma słabą grafikę?

Ktoś był za nim. Sięgnął po miecz, ale było za późno - podmioty w tym akapicie już się popierdzieliły. Ktoś uderzył go od tyłu czymś ciężkim. Travis stracił przytomność.
Well, to by było na tyle w kwestii wzięcia na klatę wszystkich, nawet całego miasta.

* * * * *

Przybysz obudził się.
Na litość, to już od dawna jest Tubysz, a nie żaden Przybysz.

Siedział na fotelu, był przywiązany łańcuchami.
Jak kuc może usiąść w fotelu? W sensie wszystkie nóżki mu tak zwisają?
Tak. To opko do My Little Pony, nie zastanawiamy się nad tym, jak rzeczy działają, bo nam głowy wybuchną.

Nie mógł nawet drgnąć. Po chwili światło zapaliło się. Był w małym pokoiku, koło niego stało dwóch strażników Canterlotu. ,,W co ja się wpakowałem?" myślał Travis, o ucieczce nie było nawet mowy, Ledwie mógł oddychać. Wyższy strażnik nachylił się nad nim i uderzył go w twarz.
Kopytkiem?
Z liścia. Trzymał taki kopytkiem. Z kasztanowca.

Nie przejęło to Travisa, był już przesłuchiwany.
Totalnie, bezskutecznie maglowało go na zmianę CIA, KGB i Mossad, a najgorsi wymiatacze hiszpańskiej inkwizycji dostawali dreszczy na jego widok.

Jednak to nie było przesłuchanie. Dojrzał w głębi trzecią postać, Jednorożca, piszącego coś szybko w notatniku. Jeden ze strażników wyjął miecz, I ciął nim w pierś Travisa. Oboje ze zdziwieniem przygladąli się, gdy po kilku minutach po ranie nie został nawet ślad. Jednorożec w głębi zaczął coś szybko notować. Więc to były testy, sprawdzali czym był. Typowe.
Mógłbyś tego uniknąć, gdybyś im po prostu powiedział. Ale przecież po co.
W ogóle wyjaśni mi ktoś, po co on w ogóle siedzi w tym mieście? Ewidentnie nie ma tam nic do roboty, biadoli, że ludzie go nie lubią, nie robi niczego, żeby go polubili, a gdy już przypadkiem zaczynają go lubić, to biadoli, że go lubią.
Sama sobie odpowiedziałaś - siedzi, żeby móc biadolić.

Drugi strażnik wziął lampę błyskową i przystawił mu do oczu. Po chwili światło znów zgasło. Po kilku sekundach znów zostało zaświecone. Travis patrzył na strażników trzeźwo, mimo że powinien był być oślepiony.
Może to jednak kucowy wiedźmin?
Wiedźmiwampokuc. Tak, to ma sens.

Po kilku podobnych badaniach Jednorożec z tła przesunął się na pierwszy plan podszedł do strażników i rzekł:
- Nie mam pojęcia co to jest, ale regeneruje się piekielnie szybko. Do tego jest odporne na kontrolę umysłu i oślepienie. To coś powinno być wyeliminowane i to natychmiast! Travis zrozumiał, że to najwyraźniej koniec badań. Jednak podczas jego pobytu w Sheogh, nauczył się czegoś ciekawego.
Aha, czyli mamy tu też wtręty z uniwersum Might and Magic. Słodko.

Skupił się, i nagle jego ciało otoczyła czarna mgła. Gdy po kilku sekundach mgła przeminęła, Travisa nie było. Był na zewnątrz, biegł przed siebie chcąc oddalić się jak najdalej od tamtego miejsca.
A nie mógł tego zrobić na samym początku, bo…?
Bo był za bardzo skupiony na jojczeniu.

Po chwili sprintu był już w jakimś lesie.
Pewnie w Brecilian. Albo w Borach Tucholskich, kto go tam wie.
Albo w Birnam.

Dopiero po chwili zrozumiał, że to las Everfree. Po kilku godzinach błądzenia trafił na ścieżkę, prowadzącą do starego, dobrego Ponyville.
Ok - chcę jeden powód, dla którego on tam wraca. Tylko jeden. Nie, "żeby było opko" się nie liczy.
Zostawił pierogi na gazie…?

Był już wczesny ranek, jednak coś w miasteczku było nie tak. Travis jednak nie miał wyboru, popędził w stronę miasta, miejąc nadzieje że gdzieś się ukryje.
No bo lepiej ukryć się w mieście, niż w lesie. O wiele mniejsza szansa, że drzewa na ciebie doniosą.

Po chwili zobaczył jednak, że coś się pali. Podkradł się do miejsca z którego dochodził płomień, i zauważył coś, czego się w sumie spodziewał.
Kulawą konstrukcję gramatyczną? Tak, też ją widzę.

Dwumetrowy Płonący demon pustoszył Ulice, paląc i mordując wszystko co napotkał. ,,Czas się ujawnić" pomyślał i wystąpił przed demona. Ten spojrzał na niego, i już miał zionąć w niego ogniem, jednak nagle przyjrzał się dokładniej małemu stworkowi i zrozumiał.
-Draxis! Jakiż ten świat mały! powiedział demon patrząc na przybysza z irytacją.
- Cóż za zbieg okoliczności, że atakujesz akurat tę wioskę, w której się ukrywam. Czyż to nie ironiczne? Odparł Travis.
Tak, zdecydowanie zgryźliwe, a nawet trochę sarkastyczne.

-Wy półkrwiści musicie się ukrywać co? Może lepiej uciekaj, bo mogę ,,Niechcący" cię spalić!
Ohoho, ależ chłopcy dokazują!
Motyla noga! Ale mu powiedział!

-Czyżby? A ciekawe co powiedział by Władca, gdyby dowiedział się że jesteś poza Sheogh bez jego pozwolenia. My półkrwiści mamy tą zaletę, że nie potrzebujemy pozwoleń. A teraz wynoś się stąd! Wykrzyczał Travis - I nie nazywaj mnie tamtym imieniem. Wiesz ze skończyłem z przeszłością.
-Czyżby? odparł demon powoli znikając - Możesz uciekać przed swoim pochodzeniem, ale ono w końcu cie dorwie! Powiedział demon, I zniknął.
Och, czyli jednak nie wampir, nie wiedźmin - półdemon. Stary, dobry klasyk. Mogło być gorzej.

Rozdział 9

Minęło kilka sekund. gdy kucyki zrozumiały o co chodzi, można było zobaczyć jedynie oddalającą się sylwetkę Travisa. Rainbow Dash, która pierwsza zrozumiała pochodzenie Travisa, popędziła za nim zostawiając za sobą tęczową smugę. Przybysz jednak wiedział, że będą go ścigać. Zebrał energię, miał już wykorzystać ją do teleportacji, gdy nagle znów coś trafiło go w tył głowy.
Dżizas, koleś, weź sobie lusterka wsteczne zamontuj! Który to już raz ktoś cię wali po łbie?
Albo niech choć zacznie nasłuchiwać, co się dookoła niego dzieje, zamiast bóldupić we wszystkie strony świata.

Jednak tym razem Przybysz nie stracił przytomności, padł jednak na ziemię ogłuszony.
No to postęp w stosunku do ostatniego takiego incydentu jest nieprawdopodobny. Jeszcze kilka uderzeń w łeb i Travis będzie już tylko chwiał się i rzygał przez kilka godzin.

[No więc bohatera porywają jacyś szubrawcy, ale on się uwalnia i wszystkich rozpierdala. Prawdopodobnie prowadziło to do jakiejś kolejnej angstodramy z mroczną przeszłością w roli głównej, ale nie miałyśmy już sił ani ochoty żeby sprawdzić.]

39 komentarzy:

Kira Yoake pisze...

Pierwsza! Idę czytać~

Anonimowy pisze...

Super! I o informatyku i inkwizycji!
I o lusterkach!
Wiedźmiwampokuc. Tak, to ma sens.
Taa,pół demon..
Wy to nawet filmem z łopatą potraficie rozśmieszyć.

Chomik

Sha pisze...

Nawet komentarze nie pomogł - to opko było tak żałośnie pozbawione sensu, że nawet nie chciało mi się z niego śmiać. Serio, to takie tofu wśród opek - gdzież mu do smakowitych biszkopcików Snejpa i hacjendy Jacka Haruno...
Czekam na coś w tym stylu!

Nami pisze...

Pierwsza część dużo lepsza. Zarówno materiału do analizy, jak i jej samej. Ta część była tak monotonnie powtarzająca się i pozbawiona jakiegokolwiek, chociażby calkowicie irracjonalnego, sensu, że aż dziw, iż pisalowi chciało się tak smyrać tę klawiaturę xD

Wladimir Mauskiewitz pisze...

"przegięło pałę goryczy"
Oooo...ester egg z Wiedźmina, jaki ładny!

Anonimowy pisze...

Dziwne jakieś to opko. Nie żebym wcześniej tego nie zauważyła, ale ta część mnie tylko utwierdza w tym przekonaniu. I urwało mu chyba od fabuły, dając w zamian naparzankę i bezsensowne angsty. Ale podobał mi się komentarz o informatyku i o trzecim głosie, o! A "Wiedźmiwampokuc" czytam ciągle "WiedźmiwamPOKURCZ".

Tak w ogóle uświadomiłam sobie (i nie tylko za sprawą tego opka) jak bardzo mnie wtrynia większość opkowych przemów nieznanych wcześniej sprzymierzeńców main hiroła po odzyskaniu przez niego przytomności. No kurna chata, czemu, ach czemu, to zawsze brzmi jak żywcem skopiowane z jakiejś pierwszej-lepszej gry?! I jeszcze ta obowiązkowa niezwykła zdolność do regenerejszyna, ech...

Tonks

Anonimowy pisze...

*wzdech* Chrześcijaństwo w każdym uniwersum, nawet w Ponyville.
Czemu? Etymologia słowa piekło – na ile mogę to znaleźć w internecie – wywodzi je nie od bytów chrześcijańskich, od słowa oznaczającego smołę, czyli pasowałoby do dowolnych ognistych zaświatów. Zwłaszcza, że tego słowa używa się nie tylko na określenie bytu chrześcijańskiego, ale też na określenie np. piekieł buddyjskich.

Anonimowy pisze...

Gif z łopatą mnie zabił :D. Samo opko - no cóż, stężenie absurdu zdecydowanie zbyt duże. Tyle razy sobie obiecuję, że nic mnie już nie zaskoczy, a tu zjawia się takież właśnie dzieło i z obietnic nici.

Fadziulka pisze...

Gif z łopatą mnie zmiażdżył... leżę i kwiczę. Opo tragiczne. Jebłam w klawiaturę jak się okazało ze to półkuc półdemon. Really? I jeszcze Sheogh!? Żeby moją ukochaną grę w to wplątywać!? Za to powinna ałtoreczkę dosięgnąć jakaś kara!

Anonimowy pisze...

Najbardziej mnie rozwalił gif z łopatą. XD Nie mogłam przestać się śmiać, kiedy go zobaczyłam, a później przeczytałam, do czego to jest komentarz, wyobraziłam sobie tę scenę i rechotałam dalej. Musiałam pójść po więcej kawy, żeby się uspokoić. XD

Opko natomiast... nudne. Nic się w nim nie dzieje, jakieś tylko naparzanki niewiadomopoco i w pewnym momencie pogubiłam się, kto jest jednorożcem, kto zebrą i czego ci wszyscy kopytni od siebie nawzajem chcą.

Vrolok

Anonimowy pisze...

Łaa, tak mnie zadziwiła ogórkowa wspominana na początku, że przeczytałam później "Twilight zmieni się w salaterkę". :'D

Lien Smoczyca pisze...

Wiem, że to opko. Wiem, że sensu brak. Ale czytam historię o KONIU, a konia nijak nie da się zaatakować od tyłu, ze względu na jego pole widzenia. Tym bardziej dwa razy pod rząd...
Wiedźmiński kucowampidemon? To jakaś Płotka po przejściach?

Tristitia Tenebris pisze...

Ok. Historia o koniu, część 2. Jak miło. Przykre, że nikt nie docenił inności tego kuca, bo najwidoczniej bardzo pragnął, by obrzucili go kamieniami...
"Każdy informatyk świata poradziłby, żeby wyjść z miasta i wejść jeszcze raz." - świetne.
Też uważam, że powinien zmienić ustawienia postrzegania świata. ;)

Dzidka pisze...

Ja czytam wciąż "o kucu Travisie, który jest WUJWIECZNYM". Taka bardzo nazwa fantasy...

karton realista pisze...

Buddyjskie "piekła" częściej nazywamy Narakami. Ale masz rację, piekła są dobrym uproszczonym określeniem na tego typu "wymiary" jak Gehenna czy Naraka. Choć to dosyć wątpliwe, by w uniwersum MLP było jakieś piekło, a z tego, co mi się wydaje, nie ma tam religii ;P

Earl Grey pisze...

,,Po długim tygodniu Przybysz został wreszcie wypuszczony ze szpitala," Mam w klasie kolegę o nazwisku Przybysz. Tylko co on w opku robi to za cholerę nie wiem :D

psoras pisze...

Mają Tartar. Choć robi on raczej za więzienie dla różnych brzydkich stworów niż za miejsce, gdzie niegrzeczne kuce idą po śmierci.

A co do religii czy jej braku w tym uniwersum, w jednym z odcinków widać przez dwie sekundy scenę pogrzebu i kuca z koloratką na szyi. Ale z drugiej strony zamiast "Drogi Boże" mówią "Droga Celestio" (tak się nazywa ich władczyni - to dopiero kult jednostki).

Anonimowy pisze...

Kurza stopa, ja też byłam pewna, że tam zjadło literkę i Travis jest WUJWIECZNYM, w sensie, że żyje już wuj wie jak długo. To by nie było takie głupie, zważywszy, że on ma kilkaset tysięcy lat.

Anonimowy pisze...

@karton realista i psoras: w tym opku są ogniste demony. Założenie, że miejsce, z którego pochodzą, jest tak ogniste i gorące, że zostało nazwane piekłem, nie wydaje mi się szczególnie naciągane :)

Przyjąłbym, że dopóki dane miejsce jest gorące i pomieszkują w nim demony / diabły, to nic nie przeszkadza, aby wewnątrz danego świata nazywano je piekłem :) Zresztą IMHO niebo – podobnie – nie implikuje żadnej formy życia pozagrobowego. (mitologiczny przykład? np. w mitologii tengrystycznej były niebiosa, które zamieszkiwali pospołu niebiescy bogowie i ludzie... przyszli. Ich dusze, dokładniej: takie, które później po końskim włosiu spuszczały się na właściwy świat, aby się narodzić.)

Inna sprawa, że zapewne to nijak nie pasuje do uniwersum MLP :) well... przyjąłbym po prostu, że ta piekielna jama z ogniem była kilkaset kilometrów na wschód od Mordoru. (Znaczy się: po takiej głupocie, jak dostawienie Mordoru to mnie już nijak bardziej nie kłuje.)

Anonimowy pisze...

Co powiecie na analizę tego? http://rei-w-akatsuki.blog.onet.pl/

psoras pisze...

@Anonimowy z 11 marca 2015, 22:06:
Uniwersum MLP ma to do siebie, że kieruje się logiką kreskówkowo-baśniową. A to znaczy, że jest to jedno z najbardziej naciągalnych uniwersów, jakie istnieją, i że pasuje do niego jednocześnie wszystko i nic, bo twórcy wprawdzie zostawiają sobie maksymalnie dużo furtek, opisując w zasadzie niewiele więcej niż potrzeba do opowiedzenia historii, ale jednocześnie wrzucają tu i ówdzie dowcipy będące odniesienami do współczesności, co czasem nawet tworzy dziury logiczne wewnątrz świata przedstawionego :P
Serio, dyskutować o religii i piekle w uniwersum MLP to jak dyskutować, czy Troskliwe Misie wierzą w jakiekolwiek istoty wyższe.

Problemem opka nie jest religia, demony i tak dalej same w sobie - problemem jest to, że zostały wrzucone kompletnie z dupy i bez żadnego związku z czymkolwiek.

Anonimowy pisze...

Kompletnie rozwalają mnie fantazje niektórych blogaskowych autorek, ale zdaję sobie sprawę, że bez tych idiotyzmów nie byłby tak dobrych anali, więc życzę dobrej zabawy przy kolejnej analizie i pozdro. d=~=b

Anonimowy pisze...

Pół-demon, pół-kuc? Jak...? A zresztą, nie chcę wiedzieć. Chcę za to wiedzieć, co palił autor. Świetna analiza, zwłaszcza tekst o informatykach.

Akemi pisze...

Przepraszam, że pozwolę sobie zakłócić spokój kontynuowania... analizy, jednak jestem osobą słowną. Poniżej znajduje się link do tekstu, o którym wspominałam (bodaj) miesiąc temu, może nieco wcześniej. Wybaczcie zatajenie nazwy czasopisma - niekoniecznie chcę czytać komentarze zbulwersowanych czytelników tego bloga.

Chciałabym również, mając okazję, odnieść się do komentarza na moją wiadomość. Dotyczył on tego, że (według autora tamtych słów) popełniłam błąd, pisząc, iż wiersz nie ma określonej struktury. Powodzenia w umieszczaniu rymów w przypadku białych wierszy. Faktycznie, zero reguł. Jednak dla spokojnego serduszka tej osoby, w swoim tekście wzięłam gatunek sonetu za przykład.

http://www.iv.pl/images/15722369006160010264.jpg

Kazik pisze...

Jeszcze co do kwestii kucyka siedzącego w fotelu - w jednym z odcinków MLP jest krótka scena, jak Lyra siedzi na ławce "po ludzku". Stąd chyba wziął się fanon, że ma nieszkodliwego świra na punkcie mitycznej antropologii ;)

A, zresztą, zarzucam linkiem: http://img4.wikia.nocookie.net/__cb20121228055007/mlp/images/archive/b/bb/20130126131634!Lyra_Heartstrings_sitting_on_a_bench_like_a_human_S01E07.png

Z wyrazami szacunku
Kazik

Anonimowy pisze...

Oooch, Akemi naprawdę wróciła! (wyciera samotną łzę wzruszenia)

Jeśli Cię tak razi, że pojawiające się na tych blogach teksty mają miano analiz, to możesz je równie dobrze nazywać budyniem malinowym. A to, że te notki muszą być śmieszne, żeby czytelnicy coś zapamiętali i zaglądali tu co tydzień z chęcią, a nie jak do nudnych podręczników, było powtarzane już tak wiele razy, że nie chce mi się nad tym rozwodzić.
W ogóle nie widzę sensu by dłużej bronić tych blogów, bo Twój artykuł na ich istnienie nie wpłynie, za to ich istnienie wpłynęło i dalej wpływa (w dodatku pozytywnie) na nasz - oraz niektórych blogaskowych autorów - styl pisania.
A tak w ogóle uwielbiam ludzi, którzy mają tego typu problemy. Aż mi się przypomniała moja ciotka, która obraziła się na mnie na pół roku, bo nie chciałam z nią pójść do opery.

Tonks (z pamiętnymi tradycjami!)

Leleth pisze...

Kseniu, zarówno tytuł czasopisma (studenckie, które nie ma nawet numeru ISSN... btw śmiechłam srogo, kiedy ujrzałam, jaka to Uczelnia z Tradycjami), jak i twoje dane da się zguglać w parę minut, zbędny trud, doprawdy.

Dzidka pisze...

Ratunku, częstochowski Długosz to ma być ta Uczelnia Z Tradycjami?! Państwo pozwolą, że sobie kwiknę.
Sam artykuł mnie rozczarował. Spodziewałam się jakiegoś płomienia oburzu, punktowania niesmaku, obrony swoich racji, już mniejsza o to, słusznej czy nie. Dostaliśmy nudny, tępy bełkot, w dodatku niemający wiele wspólnego z tytułem, głównie mielący w kółko, dlaczego analiza nazywa się analizą, choć nie jest analizą :D Minutę po zakończeniu lektury już się nie pamięta, o czym była. Co lepsze teksty z analiz cytuje się latami :)

Anonimowy pisze...

O borze tucholski czy to prawdziwe życie? Czyżby dziennikarka z tradycjami wróciła? Tęskniliśmy (roni kryształową samotną łzę szczęścia)

Anomimowy pisze...

A więc miałem rację, że moja uczelnia ma większego tradycja.

kura z biura pisze...

No dobrze, ale o czym właściwie jest ten tekst?
Najpierw autorka skarży się, że nie może znaleźć, czytając pobieżnie, czegoś tam w recenzji filmu i musi używać Ctrl+f. Okazuje się, że szuka miejsca, w którym kończy się streszczenie akcji, a zaczyna recenzja. W czym jej ma pomóc Ctrl+f - nie mam pojęcia.
Potem odwołuje się do tego artykułu:
http://www.dwutygodnik.com/artykul/3301-pelnomocnictwa-recenzenta.html
który, choć ciekawy, jest jednak zupełnie o czym innym - o tym, kim jest współcześnie (tj. w 20-leciu międzywojennym) recenzent i kto daje mu pełnomocnictwo do oceniania utworów (czytelnicy). Cóż, powołując się na ten dokładnie artykuł można udowodnić, że słuszność jest właśnie po stronie analizatorów: uprawnienia do oceniania tekstów dają im czytelnicy, zaś autorki (opka i artykułu) stoją po tej stronie, co przytaczani w tekście amerykańscy producenci filmowi, usiłujący zabronić publikacji w gazetach nieprzychylnych recenzji ich dzieł.
Wyłowiwszy jednak z tekstu Stempowskiego jedynie informację, że współcześnie grono czytelników jest mocno zróżnicowane, autorka płynnie przechodzi do kwestii, czym jest analiza i dlaczego nasza twórczość blogowa taką nie jest. Co ciekawe, ten wywód zaczyna się od stwierdzenia, że "współcześnie, zwłaszcza w Internecie, trudno jest znaleźć kogoś na tyle kompetentnego, by przedstawił esencję analizy". Hm, czyżby to miało oznaczać, że reguł określających, czym jest "prawdziwa" analiza (tak jak przywoływane z lubością przez autorkę reguły określające budowę sonetu) - nie ma? A zatem nie można ich łamać... Niemniej, wbrew swoje początkowej tezie, autorka stwierdza, że "analiza coraz mniej przypomina samą siebie" i "analiza powinna wyglądać jak analiza... a obecnie nią nie jest". Głównym grzechem analizatorni okazuje się natomiast kopiowanie tekstu, oraz, oczywiście, "złośliwe, niemiarodajne, prześmiewcze komentarze". Co ciekawe, jako przykład podaje fragment, w którym komentarz nie był szczególnie złośliwy... (może dlatego, że te bardziej złośliwe odnosiły się do treści bardziej kontrowersyjnych... a autorka zapewne niekoniecznie chciała zdradzać się przed czytelnikami Uczelnianego Pisma z Tradycjami ze swym upodobaniem do pornoopek w świecie HP).
Autorka zarzuca analizatorom, że kopiując teksty, korzystają z "luki w prawie". Tu oczekiwałabym odniesienia się do zjawiska fanfika i wykorzystywania postaci i świata stworzonych przez kogoś innego. Hę?
Dalej następują narzekania, że analizatorzy są źli i nie przyjmują krytyki, a nawet reagują na nią atakiem i stwierdzeniami, że przecież nie piszą pamiętnika. Oraz autorka się dziwi: "Najdziwniejsze jest dla mnie przekonanie, że jeśli opowiadanie jest słabe i w swej strukturze go nie przypomina, to ich analiza również nie będzie przypominała prawdziwej analizy". Proszę, przypomnijcie mi, kiedy to ostatni raz wypomnieliśmy jakiejś aŁtorce braki w strukturze... Wypomina również to, że analiza nie jest konfrontowana z autorem. Otóż jest, autorzy są zawiadamiani, jeśli tylko istnieje taka możliwość (powiadomienie o Ustawce ukazało się na fejsbukowym fanpejdżu Vergithii) i mają możliwość konfrontacji, czego dowodzi choćby obfita dyskusja w komentarzach pod Ustawką.
Zastanawiam się ponadto, czy czytelnik, który nie ma pojęcia o całej aferze w ogóle zrozumie, o co w tym tekście chodzi, co to są właściwie te analizatornie, jakie opowiadania i co konkretnie wzbudza takie oburzenie autorki. Tekst, generalnie, słaby, ja bym go nie dopuściła do druku bez poważnych poprawek (jak właściwie ma się wstęp - pierwsze dwa akapity - do całej reszty?).
A najśmieszniej się robi, kiedy sobie przypomnimy, O CO ta cała afera i JAKIEGO tekstu autorka broni jak lwica własną piersią...

Anonimowy pisze...

Czy Akemi w ogóle przyjęła do wiadomości, że SU pojawiła się nie tyko an PLUSie?

Anonimowy pisze...

Czy Akemi przyjęła do wiadomości, że nawet sonety mają inne struktury, nie tylko 4,4,3,3?
Obawiam się, że Uczelnia z Tradycjami ukryła przed nią wielką otchłań wiedzy.

jasza

Anonimowy pisze...

Mój Boru, gdybym był uczelnianym wrogiem Akemi, umarłbym ze szczęścia, dostając taki prezent. Wystarczy wejść na podanego linka, zajrzeć do komentarzy i voila! Profil i blogusie Akemi podane na srebrnej tacy.
Dziad z tradycjami

Anonimowy pisze...

*Czyta kmentarze niczym niezmiernie ciekawą opowieść wcinając popcorn niczym w kine na filmie akcji*

Akemi pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Akemi pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Półkuc, półdemon - chciałabym poznać jego rodziców.

Anomimowy pisze...

Półkuc, półdemon, cały pokemon.