niedziela, 22 marca 2015

Broda inna niż oczy, czyli alibi Dereka Hale'a

Witajcie!

Tak bardzo wciągnęło nas analizowanie opowiadań z fandomu Teen Wolf, że postanowiłyśmy wziąć na warsztat jeszcze jedno opko. Tym razem będziemy mieć do czynienia z wariacją na temat Czerwonego Kapturka, w której to Kapturek ma problemy z właściwym wnioskowaniem, ale bardzo próbuje udowodnić, że jest inaczej. Nie wydarzy się właściwie nic istotnego, ale będą tajemniczy nieznajomi z czerwonymi oczami, mroczny las i broda inna niż oczy.
Indżojcie!

Adres blogaska: http://teen-wolf-opowiadanie.blog.pl/
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

[Jest sobie Cynthia, prawdopodobnie spokrewniona z Argentami,  która pewnego razu przybywa do Beacon Hills i od razu zaprzyjaźnia się z Allison i Lydią. Wszystkie są strasznie zaniepokojone, że niejaka Eric'a (O.O) zaokrągliła się przez wakacje i teraz wszyscy na nią lecą. Pewnego razu, po powrocie z pogaduszek…]

Gdy samochód odjeżdżał postanowiłam ruszyć w głąb lasu ponieważ coś przykuło moją uwagę. Już wcześniej chciałam to sprawdzić, słyszałam o opuszczonym a zarazem spalonym budynku, który znacząco mnie zaintrygował.
Dziwiło ją to, że mieszkańcy opuścili spalony budynek? Czy może intrygował ją sam fakt koniunkcji sytuacyjnej?
Intrygujący jest tu wyjątkowo zły dobór synonimu do "bardzo".

Las był ciemny i ponury ale ja byłam przygotowana na ewentualną obronę.
Bo w słonecznym, ładnym lesie lazłaby na oślep, nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo.
Nie no, ona zamierzała bronić się na wypadek, gdyby ciemność i ponurość chciały jej spaść na łeb. Uzbroiła się w latarkę i małe kotki.

Idąc i rozglądając się bacznie szukałam tego miejsca ale na marne, czułam że obrałam zły kierunek, postanowiłam zawrócić gdy nagle coś usłyszałam. Powiewał cichy wiatr w przeciwieństwie do tego hałaśliwego, który po prostu wieje ale ja czułam że coś jest nie tak, skryłam się za drzewem i nasłuchiwałam dźwięku, który usłyszałam.
Dźwięków, których nie słyszałam, nie nasłuchiwałam, co swoją drogą jest logiczne, no ale jakoś trzeba nabić objętość opka, prawda.

Dźwięk się powtórzył, ktoś szedł a przynajmniej tak mi się zdawało, postanowiłam to sprawdzić.
Bo przecież ktoś mógł na przykład tańczyć krakowiaka.
Nocą przez las. Normalna sprawa.

Zanim zdecydowałam zataić przed wujkiem wyprawę do lasu i wybrać się do Allison wzięłam ze sobą plecak w którym miałam potrzebne mi rzeczy takie jak kompas, mapa miasteczka i dwa sztylety do obrony.
Ja tam bym wzięła raczej mapę lasu, ale co ja tam wiem… (Oraz: ten akapit wnosi tyle, że…?
Sztylety do obrony? Kiedy w Stanach zniesiono prawo do noszenia ze sobą broni palnej?

Dźwięk znów się powtórzył więc postanowiłam działać, wyskoczyłam zza drzewa gotowa do walki w obronie ludu pracującego ale spostrzegłam, że nikogo nie ma, wtedy z nienacka odezwał się męski głos. – Czego tutaj szukasz ?
Ninja-duch, czy co?
Głos z nienacka, daleki kuzyn wywiadu z puszki.

***
Milczałam jak zaklęta w głaz ze strachu
Brawurowo plącząc dwa związki frazeologiczne.

lecz postanowiłam się odwrócić. Wtedy dostrzegłam postać mężczyzny, był wysoki i wyglądał na silnie zbudowanego,
Ale tak naprawdę to był tylko bardzo gruby sweter?
Albo zbudowano go przy użyciu wielkiej siły. Być może był AI pilotującą trzymetrowego mecha.

widać było że lubił dużo ćwiczyć,
Atakuje cię obcy chujwiekto, a ty podziwiasz jego umięśnienie. Potem giniesz, ale za to szczęśliwa.
Jest też opcja, że koleś sypał dookoła ulotkami z pobliskiej siłowni, stąd wniosek.

miał krótkie czarne włosy lekki zarost na twarzy a także zielone oczy, które były zupełnie inne,
Inne niż zarost? No ja myślę!
A może po prostu inne. Obce. Trójkątne.

jego spojrzenie było dzikie spoglądał na mnie jak by czegoś oczekiwał,
Ekhem.
http://www.hollywoodreporter.com/sites/default/files/imagecache/675x380/2014/12/into_the_woods_johnny_depp_h_2014.jpg
Biorąc pod uwagę to, że zadał ci pytanie, można chyba założyć, że oczekiwał na twoją odpowiedź. Albo za chwilę miała nadejść jego tura w Międzygalaktycznym Turnieju Podwodnych Zapasów Przez Płotki.

wtedy przypomniałam sobie, że zadał mi pytanie więc postanowiłam mu odpowiedzieć.
Grzeczna dziewczynka.
Ach, no właśnie. Uprzejmość przede wszystkim.

- Przepraszam, chyba się zgubiłam lepiej już sobie pójdę – odpowiedziałam po czym odwróciłam się by szybko ruszyć przed siebie lecz nim się odwróciłam On stał tuż przede mną choć w niewielkim odstępie.
Więc ona chciała cię odwrócić, ale zanim zdążyła to zrobić, on stał przed nią. Czyli… nie ruszył się z miejsca. Wow, co za zwrot akcji.

- Nie sądzę byś się zgubiła. – stwierdził marszcząc brwi spoglądając na mnie z przymrużonymi oczami  – Szukałaś czegoś.
Zaraz jej pewnie zaproponuje zrywanie fioletowych kwiatków.

Patrzyłam mu prosto w oczy szukając w myślach odpowiedzi na jego pytanie by móc jak najszybciej wrócić do domu zanim przydarzy mi się coś znacznie gorszego od szlabanu, który i tak mnie czekał.
Naprawdę sądzisz, że szlaban to teraz twój największy problem…?

Nagle usłyszałam pojazd, który się zbliżał postanowiłam się odwrócić i wtedy dostrzegłam mercedes wujka.
Wujek-telepata? Wujek-Imperatyw?
Wujek-właściciel latynoskiej niewolnicy Mercedes.

Gdy wujek szedł w moją stronę odwróciłam się z powrotem do mojego rozmówcy ale spostrzegłam, że jego już nie było,
Dlatego z radości odwróciłam się jeszcze ze trzy razy. Nigdy nie lubiłam się ograniczać.

zauważyłam jednak coś dziwnego parę czerwonych oczu które nie należały raczej do człowieka,
Raczej. To, że były czerwone i że świeciły w ciemnościach nie było wystarczającymi przesłankami.

patrzących na mnie w oddali, przeraziło mnie to więc pobiegłam ku wujkowi. Przytuliłam go mocno do siebie milcząc, wujek jednak odpowiedział.
Był w tym zdeterminowany. Tak bardzo chciał komuś odpowiedzieć, że nie obchodziło go, czy ten ktoś wcześniej cokolwiek powiedział.

- Zdajesz sobie sprawę, że jesteś uziemiona do końca miesiąca ? – powiedział.
Spojrzałam mu w jego błękitne oczy i pokiwałam głową.
- Martwiłem się o Ciebie, Pan Argent dzwonił do mnie, że Cię odwiezie do domu, nie powiedziałaś mu gdzie mieszkasz ? – Zapytał.
- Chciałam się przejść, miałam zupełnie nie-daleko – odpowiedziałam
Dlatego poleciłam ojcu koleżanki odwieźć się pod zły adres, zanim po prostu powiedzieć, że wrócę pieszo. W ten sposób gdyby cokolwiek mi się stało, szanse, że wujek się o tym dowie na czas, znacząco spadły!

- To nie jest wytłumaczenie Cynthia, nie zauważyłaś że jest dosyć późno na spacery ? – powiedział gniewnie wujek.
- Przepraszam – powiedziałam patrząc wprost w swoje nowe jesienne kozaczki, które kupiłam w sklepie na wystawie.
Ja zazwyczaj kupuję rzeczy przy kasie, ale może nie jestem jeszcze na tym levelu, żeby zgarniać fanty bezpośrednio z wystawy.
Może to był taki sklep typu “budka w przejściu” i wszystko stało niejako na wystawie…?

Wujek pokręcił tylko głową po czym zaprowadził mnie do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy, jednak wujek John zapytał.
Ta da daaaaam. Sam fakt zadania pytania był dla bohaterki niczym cios w serce.

- Widziałem Cię jak próbowałaś czegoś szukać w lesie. – odpowiedział. – czego tam szukałaś ?
Malin, psiamać, żeby Kirkora wyrwać i zaliczyć na stole. Co oni wszyscy mają z tym szukaniem w lesie? Jakieś tabu na to nałożono? Podatek specjalny?

- Niczego, zdaje Ci się. – skłamałam.
Specjalnie użyłam wielkiej litery, żeby go oszołomić i rozproszyć.

- Jesteś taka podobna do swojej matki Clariss’y. – Uśmiechnął się w zamyśleniu widząc, jak apostrof z dupy nurkuje pomiędzy litery i mości się wygodnie -  Zawsze lubiła wyznaczać sobie własną drogę, uwielbiała przygodę z odrobiną adrenaliny. – przyznał.
Znaczy - też szwendała się po lesie nocą?
Tak, i stawała na pęknięciach płyt chodnikowych.

Moi rodzice zawsze podróżowali razem, uwielbiali przyrodę i to co ich otaczało a moja matka w szczególności. Byli wspaniałymi rodzicami, choć zawsze zastanawiało mnie po co moi rodzice zawsze chcieli bym uczyła się walki w obronie własnej, twierdzili że to dla mojego dobra a poza tym kiedyś mi się to przyda.
Co brzmiało trochę, jakby planowali nasłać na nią asasynów, ale starała się odegnać tę myśl.

Przez dłuższą jazdę z wujkiem zastanawiałam się nad tym, gdy nagle wujek wyrywając mnie z zamyślenia oświadczył, że jesteśmy już w domu.
Mnie za to zastanawiają te regularne wtrącenia tak bardzo z dupy. Jakby bohaterka miała spore problemy ze skupieniem; coś jak ta niebieska rybka z “Gdzie jest Nemo”.

- Pójdę do siebie na górę. – odpowiedziałam.
Wujek pokiwał głową i poszedł do swojego pokoju na dole. Idąc myślałam o tym mężczyźnie, który pojawił się znikąd i o tych czerwonych nie ludzkich oczach, które patrzyły na mnie w ciemnościach. Położyłam się na łóżku zastanawiając się kim był ten facet po czym zasnęłam.
Ok, jednak nie rybka - to raczej rozwielitka.

Następnego dnia obudził mnie budzik, postanowiłam więc szybko wstać.
Jestem pod wrażeniem błyskotliwości jej procesów myślowych.

Ubrałam się w falbaniastą spódniczkę wraz z białą bluzeczką na ramiączkach i sweterkiem ponieważ zapowiadało się na ciepłą jesień ponad dwadzieścia dwa stopnie Celsjusza.
Bo jesteśmy w Stanach, prawda, gdzie nagminnie używają skali Celsjusza.

Zeszłam na dół by przygotować sobie śniadanie do szkoły, Wujek jednak mnie ubiegł ponieważ krzątał się po kuchni przyrządzając sobie śniadanie.
http://31.media.tumblr.com/1a94dd3f8928c38f2768e4ed4b8baeb4/tumblr_mm5xepOfTM1r5xzspo1_500.gif

- Proszę słoneczko. – odpowiedział uśmiechając się do mnie.
- Dziękuję wujku jesteś naprawdę kochany. – odpowiedziałam również się uśmiechając.
- Nie myśl jednak, że nie obejdzie się bez szlabanu, który Cię czeka. – odpowiedział. – Zmywasz naczynia, wracasz od razu po szkolę do domu i jeszcze jedno, od dziś zaczynamy naukę treningu. – powiedział.
Nauka treningu to coś jak eksperymentalna próba?

- W porządku ale o jakim treningu mowa ? – spytałam.
- Dowiesz się gdy wrócisz ze szkoły i poważnie chcę Cię widzieć po szkolę w domu i bez żadnego gadania. – odpowiedział wujek.
Gadanie zostaw w szafce.

- Wujku .. – Zaczęłam. – Wiem, że się o mnie martwisz ale nie możesz mnie odcinać od wszystkiego, ludzi, znajomych, potrafię o siebie zadbać jestem duża. – odpowiedziałam patrząc na niego.
On cię nie odcina od wszystkiego, on tylko chce, żebyś wróciła do domu po szkole. Znajomych możesz zabrać ze sobą!
- Masz szlaban.
- Ok. Ale nie możesz mnie odcinać od znajomych.
- Ach, racja. Już nie masz szlabanu.

Ja tylko wzruszyłam ramionami po czym ruszyłam ku drzwiom by zdążyć do szkoły.
- Miłego dnia. – powiedział wujek John.
- Dzięki. – powiedziałam, po czym poszłam w stronę swojego samochodu, który dostałam rok temu od wujka na szesnaste urodziny, był to przepiękny czerwony chevrolet malibu. Gdy wsiadłam do auta zauważyłam go, stał po drugiej stronie lasu.
Ten chevrolet. A mimo to do niego wsiadłaś. Czaaaary.

Widziałam tego mężczyznę zeszłej nocy, przyglądał mi się bacznie jak zawsze z przymrużonymi zielonymi oczami,
Bo widziałam go wcześniej cały jeden raz, a wtedy akurat tak patrzył. Byłam więc zupełnie uprawniona do używania wielkich kwantyfikatorów.

postanowiłam włączyć silnik samochodu i ruszyć.
Odważna decyzja. Mogła przecież do niego podejść, co złego może się stać.

[Na parkingu spotyka Lydię i Allison, gdy nagle…]
zmierzałam w ich kierunku gdy nagle czyjaś dłoń dotknęła mojego ramienia. Postanowiłam odwrócić się w stronę rozmówcy.
Dotknięcie dłonią to rozmowa? To na pewno są ludzie…? Mają jakiś dziwny sposób komunikacji.

- Ty jesteś Cynthia ? – odpowiedziała Erica.
Na pytanie, które zadał jej narrator. Telepatycznie. W innym opku.
Nigdy nie dowiemy się, jak brzmiało.

- Tak, o co chodzi ? – spytałam.
Erica miała kręcone blond loki i duże brązowe okrągłe niczym spodki oczy,
Co odróżniało ją od reszty mieszkańców, którzy oczy mieli romboidalne bądź nie mieli ich wcale. Chyba  że porównanie do spodków miało podkreślić wielkość źrenic, sugerując, że Erica jest zrobiona aż miło.

była nieco wyższa ode mnie ale nie na tyle bym nie mogła dosięgnąć jej wzroku.
Czyli nie dosięgała pułapu pięciu kilometrów i nie blokowała ruchu lotniczego nad całym hrabstwem. To miło z jej strony.
Chyba że to nasza bohaterka ma z 15 centymetrów wzrostu. Tak też może być.

- Słuchaj jestem kiepska z algebry a słyszałam że ty jesteś w tym dobra, pouczyła byś się ze mną ? – Spytała.
- Bardzo chętnie. – odpowiedziałam – Ale mam szlaban i muszę wrócić po szkole do domu. – wzruszyłam ramionami po czym ruszyłam w stronę Allison i Lydii.
Rozmowę z plebsem uznawszy za zakończoną i niech teraz plebs z tym handluje.

Erica jednak mnie ubiegła i przywarłszy kurczowo do moich kolan, szorując brzuchem po ziemi, gdy parłam wytrwale w kierunku koleżanek, spytała. – To może u Ciebie w przyszłym tygodniu? – spytała, przyglądając mi się bacznie. – Zadzwonię do Ciebie. – powiedziała.
- W porządku. – odpowiedziałam, bezradna wobec podwójnej siły podwójnego pytania.
- W takim razie jesteśmy umówione. – powiedziała mrużąc oczy w dzikim uśmiechu, po czym ruszyła ku szkole.
Dziki uśmiech? Taki?
http://www.undp.org.fj/gifs/wp-content/uploads/2015/02/NIusM.gif

Pokiwałam niepewnie głową po czym ruszyłam w stronę moich przyjaciółek, miałam wrażenie, że Erica coś kombinuje prosząc mnie o pomoc w nauce ponieważ miała do dyspozycji mnóstwo innych chętnych uczniów, którzy z chęcią zaoferowali by się jej w pomocy przy nauce ale ona akurat musiała wybrać mnie jako ofiarę.
A ja przecież nie mogłam jej odmówić! Nie dość, że nie zaliczyłabym questa, to jeszcze spadłaby mi reputacja!

- Co chciała od Ciebie Erica ? – spytała Allison.
- Poprosiła bym pomogła jej w nauce z algebry. – odpowiedziałam.
- Z algebry ? – spytała Lydia. – Ona jest przecież niezła z algebry.
- Może ma jakieś zaległości ? – spytałam.
- Nie sądzę. – odpowiedziała Lydia. – może szukała pretekstu by lepiej Cię poznać jak myślisz Allison ?
Allison zmarszczyła brwi po czym odezwała się do mnie cicho.
- Zapominasz o używaniu przecinków.
- Uważaj na siebie, po szkole pogadamy. – odpowiedziała lekko uśmiechając się do mnie.
Taak, takie uczenie się algebry może być groźne. Weź snajperkę.

Ja również lekko się uśmiechnęłam po czym wszystkie trzy ruszyłyśmy w stronę szkoły na zajęcia, które nas czekały.
***

Lekcje minęły znacznie szybko, gdy zadzwonił dzwonek pokaźnie głośno ogłaszający koniec lekcji wszyscy uczniowie wybiegli się w stronę parkingu.
I nie oglądali się za siebie, dopóki szkoła nie zniknęła we wstecznym lusterku. Tak było bezpieczniej.

[Bohaterka poznaje nowych enpeców, Scotta i Stylesa.]
Scott był chłopakiem Allison, uważałam że piękna z nich para. Przyglądałam się jak Stiles rozmawiał z Lydi’ą więc postanowiłam spytać.
- Lydia chodzi ze Stiles’em ?
Apostrofy opadały jak jastrzębie na bezbronne nazwy własne.

Allison uśmiechnęła się do mnie po czym powiedziała.
- Widzisz Cynthia .. Stiles jest bardzo fajnym chłopakiem ale Lydia chyba go nie dostrzega – odpowiedziała po czym uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
Po czym, dla pewności, uśmiechnęła się trzeci raz. I odpowiedziała.

- To z kim chodzi Lydia ? – spytałam.
Ala ma kota, a Lydia musi mieć chłopaka. Taki imperatyw.

- Wcześniej chodziła z Jackson’em ale się rozstali. – odpowiedziała.
- Rozumiem. – powiedziałam.
(...)
Postanowiłam się szybko pożegnać z Allison i Lydi’ą wraz z chłopakami ponieważ obiecałam wujkowi punktualny powrót do domu.
A oni się żegnali, bo pokonała ich zła składnia.

Jadąc znów myślałam o wczorajszym dniu o budynku, który został spalony z powodu pożaru,
Wybaczcie suchar, ale on aż wyje, żeby go tu zostawić.
peopledie.jpg
Stwierdzam zgon bo umar.

moja fascynacja narastała z coraz to większą siłą (jeszcze trochę, a jej mózg wybuchnie), musiałam tam pójść i go sprawdzić ale przypomniałam sobie tego faceta, zastanawiałam się czy on niema coś z tym wszystkim wspólnego skoro pojawił się akurat w lesie tamtej nocy.
Oczywiście. Należał do służb porządkowych, broniących przykładnych obywateli przed szumowinami szukającymi czegoś w lesie.

(...) Po zjedzeniu pizzy z wujkiem, powiedziałam że pójdę do siebie odrobić lekcje czym zyskałam parę minut na sprawdzenie informacji na temat spalonego domu, który przyciągnął moją uwagę. Zamykając za sobą drzwi weszłam na laptopa
Suchy trzask łamanej matrycy obwieszczał, że chodzenie po laptopach nie było najlepszym sposobem działania.
Za to wyszukiwarki nagminnie wyrzucają multum informacji o spalonych domach w lesie, tak tak.

by dowiedzieć się czegoś, o tym wszystkim, gdy wpisałam konkretne słowa w Internet, wyskoczyły istotne dla mnie informacje,
Ojacię, nie spotkałam jeszcze osoby poniżej pięćdziesiątki, która "wpisywałaby coś w Internet".

w których pisało,
W tych informacjach. Między bitami to wyczytała, w dryfujących fragmentach starożytnego kodu.

że dom faktycznie spłonął w pożarze z niewiadomych przyczyn,
Faktycznie, zagadka. Zazwyczaj w pożarach nic nie płonie, a jedynie powleka się aromatyczną warstwą gorgonzoli. Hmm.
W sumie… może to była właśnie fabryka sera? Tego nie wiemy.

jednak jak ustaliła policja ktoś podpalił dom w którym spłonęła rodzina
Ach, więc najpierw spalono ludków, a potem podpalono dom, a ten z niewiadomych przyczyn spłonął. No, mamy jakiś konkret. Jeszcze tylko rozwikłać, czym jest Heideggerowskie Dasein i jedziemy z tym koksem.
A jeszcze inny dom został opuszczony przez mieszkańców, jak było wspomniane na początku, tak.

i wtedy wypisane było imię wraz z nazwiskiem mężczyzny na zdjęciu, którego widziałam zeszłej nocy w lesie.
Kolejne ważne dane! Bohaterka nie spotkała wczoraj człowieka, tylko zdjęcia, a jego nazwisko wypisało się magicznie na podpalonym domu. Intryga się zagęszcza, mózg zwija się w trąbkę, ale nie zwalniamy.

Nazywał się Hale, Derek Hale, policja przesłuchała go gdyż podejrzenia były skierowane na niego iż on był sprawcą pożaru, jednak Derek Hale miał alibi więc policja postanowiła go wypuścić.
On był sprawcą pożaru, ale miał alibi…?
Ano. Pocinał w Team Fortress 2 całą noc, miał na to pięciuset świadków i logi z serwera. Policja była bezsilna.

[No więc bohaterka ma sny o tym spalonym domu, ale nic to, zostawi to na później, albowiem trening.]

Ubrałam się w dres i szybko zbiegłam po schodach, wujek już czekał na mnie.
- Na rozgrzewkę przebiegniemy się przez las. – powiedział.
- Jasne. – odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
Czy mi się zdaje, czy ona się jakoś zbyt często na wszystko dość bezmyślnie zgadza…?

- W lesie przygotowałem dla Ciebie małą niespodziankę. – powiedział wujek John.
- Ciekawa jestem jaką. – odpowiedziałam, zadziornie uśmiechając się do wujka.
Do lasu dotarliśmy bez trudu, zauważyłam strzałki które wskazywały kierunek w którym należało biegnąć.
Checkpointy i autosave'y śmigały aż miło.
Może po prostu biegną jakimś szlakiem turystycznym…?

Gdy dotarliśmy na miejsce w samym środku lasu zauważyłam Allison wraz ze swoim tatą, Panem Argent’em.
Dłubiącym w zębach apostrofem.

[Bohaterka bierze Allison na stronę.]
- Powiem wprost, wiesz coś o tym spalonym budynku, w którym spłonęła jakaś rodzina niedaleko w tym lesie ? – spytałam.
Allison zmarszczyła brwi po czym odpowiedziała.
- Pewnie słyszałaś już o tym jak ktoś postanowił podpalić rodzinę Hale’ów ? – zapytała.
Brzmi to trochę tak, jakby temu komuś się nie udało...

Zastanowiłam się nad pytaniem, które mi zadała więc odpowiedziałam.
A jakby się nie zastanowiła, to by siedziała i śliniła się bezmyślnie.

- Czytałam w Internecie, że ktoś podpalił ten dom i że spłonęła w nim jakaś rodzina, policja szukała sprawcy i sądzili że to nie jaki Derek Hale. – odpowiedziałam. – Allison, powiedz mi czy to jego rodzina wtedy spłonęła ? – zapytałam.
Nuuu, coś ty, przypadkowa zbieżność nazwisk. Bardzo to popularne w takich małych miejscowościach jak nasza.
Właśnie dlatego spalił im dom. Bo uważał, że tylko on ma prawo nosić to nazwisko.

- Tak – odpowiedziała Allison – Ale stwierdzono, że to nie Derek Hale.
- Więc kto ? – spytałam.
- Tego nie wiadomo,(...) – stwierdziła Allison. – Wiesz w ogóle w jakim celu nasi opiekunowie się tu spotkali i po co nam te treningi ? – spytała.
- Wiem jedynie, że treningi są do walki w obronie własnej. – odpowiedziałam.
Przyczepia się te treningi do walki za pomocą specjalnych zaczepów; bardzo przydatne.

- Zgadza się ale walka w obronie własnej ma nam służyć nie tylko do obrony przed zwykłymi napastnikami. – powiedziała.
- Jak to ? – spytałam, ponieważ zdziwiłam się informacjami, które Allison mi wyjawiła.
A nie dla zwykłego podtrzymania rozmowy. Trzeba to zaznaczyć.
Bohaterka po prostu usilnie próbuje udowodnić, że zachodzą jej w czaszce jakieś procesy myślowe.

- Obrona ma nam służyć także do walki z drapieżnikami. – powiedziała Allison.
Będziemy im stawiać zbrojny odpór! Wszystkim szopom, kunom i łasicom.

- Drapieżnikami ?! – szepnęłam zaskoczona. – O czym ty mówisz ?
- Mówię o wilkołakach choć jestem temu w pewnym stopniu przeciwna ponieważ mój chłopak jest .. – urwała nie chcąc dokańczać.
Postanowiłam za nią dokończyć.
- Wilkołakiem ? – szepnęłam.
Allison pokiwała głową.
- Wow. – stwierdziłam. – A ja myślałam, że to tylko mit z likantropi.
Mit z likantropii to mit włochaty i szczególnie niebezpieczny raz na miesiąc.
Wygląda trochę jak mit z filcu, ale jest mniej mechaty.

Allison uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Wiesz, odkąd tu przyjechałam miewam pewien sen. – powiedziałam.
- Śni mi się właśnie ten spalony budynek, wszystko zaczyna być realistyczne, widzę rodzinę, która płonie w pożarze i pewną postać w zakapturzonym płaszczu,
Zakapturzony płaszcz to jakaś potężna awangarda modowa. Znaczy - kaptur narzucony ca cały płaszcz chyba musi utrudniać poruszanie się...

która podpala dom po czym ucieka w las a na samym końcu .. – powiedziałam zamyślając się o Dereku
Jakoś się nie dziwię.
http://images4.fanpop.com/image/photos/24100000/Derek-derek-hale-24126988-500-282.gif

13 komentarzy:

Piolun pisze...

Pierszy!

Anonimowy pisze...

Analiza genialna! Mrohny Kuc Travis i ostatnie opko trochę mnie męczyły, ale to wprost cud miód i orzeszki. Dzięki zwłaszcza za szukanie malin w celu wyrwania Kirkora i pocinanie w Team Fortress 2. Wyłam ze śmiechu pomimo chorego gardła ;-)
Miętówka

Anonimowy pisze...

Kuc z Nazgulem był genialny..Tu nie znam kanonu,ale opko urocze.Opisy,kto był w co ubrany,banalne dialogi.
Brakowało tylko : Nieznajomy w lesie,czemu masz takie wielkie oczy?


Chomik

Anonimowy pisze...

Kurna, co aŁtorka ma z tym "odpowiedział"?! A to już w ogóle combo: "Jechaliśmy w ciszy, jednak wujek John zapytał. - Widziałem Cię jak próbowałaś czegoś szukać w lesie. – odpowiedział."
Słuchajcie, a może te czerwone oczy to był Jeż Jak Byk? Bo się dawno chłopak nie pojawiał...

Tonks

Anonimowy pisze...

Pizza z wujkiem to jakiś nowatorski przepis, Hannibal by pewnie zaaprobował.

No i nie ma się co czepiać że mieszkańcy opuścili dom. Opuścili go wszak, radykalnie, powiedziałabym.

Alla

Babatunde Wolaka pisze...

"Las był ciemny i ponury ale ja byłam przygotowana na ewentualną obronę."
Pracy magisterskiej na kierunku leśniczym, jak sądzę.

"Jechaliśmy w ciszy, jednak wujek John zapytał."
Przypomina mi się cytat z ocierającego się o kanion lektur literata z Miasta z Tradycjami: "Posłusznie melduje panie poruczniku, że nazywam się."

"Zeszłam na dół by przygotować sobie śniadanie do szkoły, Wujek jednak mnie ubiegł ponieważ krzątał się po kuchni przyrządzając sobie śniadanie."
Ale jakie przełamanie konwencji! Mary Hsu schodzi na śniadanie, a tam wujek!

"Po zjedzeniu pizzy z wujkiem, powiedziałam że pójdę do siebie odrobić lekcje..."
Jedni wolą pizzę z pomidorami, a drudzy z wujkiem.

"zauważyłam Allison wraz ze swoim tatą, Panem Argent’em."
Argent 'em all!

Mit z likantropii mnie ukwikł. Kocowilk approves.

"Ach, więc najpierw spalono ludków, a potem podpalono dom, a ten z niewiadomych przyczyn spłonął. No, mamy jakiś konkret."
To mi wygląda na mortus operandi Elfiego Łucznika.

Olga Pawlak pisze...

Wszelakie MarySue powinny pobierać nauki od tej całej Cynthi i jej "falbaniastej" spódniczki.
"Jechaliśmy w ciszy, jednak wujek John zapytał. - Widziałem Cię jak próbowałaś czegoś szukać w lesie. – odpowiedział."
Ten fragment sprawił iż mój mózg rozbryzł się na ścianie. Biedna ścianie...
Mam dla was opko do przeczytania! Powinno wam się spodobać gdyż jego aŁtorka jest waszą wielką fanką.
hogwart-szkola-na-wesolo.blogspot.com

Mała Kudłata pisze...

Może ten zakapturzony płaszcz to coś w stylu tego, co studenci na Cambridge (w Oxfordzie chyba też... anyway) mają narzucone na togę? O: http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/02656/cambridge_2656253b.jpg

Analiza miodna, fandomu kompletnie nie kojarzę więc nie boli mnie to zbytnio, acz wydaje mi się że to jedno z tych opek do których znajomość tegoż fandomu absolutnie nie jest potrzebna, bo sensu dalej w tym brak... Byle dalej <3

Anonimowy pisze...

"Jadąc znów myślałam o wczorajszym dniu o budynku, który został spalony z powodu pożaru"
Tak mi się skojarzyło:
http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/fb/6f/1a/fb6f1a853c0489d686f10a37ca05d451.jpg

@Babatunde, "Argent 'em all!" tak idealnie pasuje do Papy Argenta, że aż mam ochotę podziękować aŁtorce za inspirację.

Uwielbiam analizy z tego fandomu, jakimś cudem materiał zawsze jest niesamowicie ucieszny ^^. Mam nadzieję, że to nie koniec TW na Waszym blogu.

Pozdrawiam :)

Carly

Anonimowy pisze...

Polecam :)
pinkpoison-by-genowefa.blogspot.com

Yorika pisze...

Och, wróciły opka, w których schodzi sie na śniadanie. Jak kanonicznie!

Anonimowy pisze...

Mam wrażenie, że ałtoreczka obejrzała 1x01 TW i zamiast Scotta umieściła tam siebie... znaczy Cynthię [czy też, stosując się do maniery ałtoreczki, Cynth'ię]. Las pasuje, mhroczny Derek pasuje (tyle że kanoniczny Derek woli Stilesa od Scotta i wszystkich kobiet^^), sny z kolei pasują do Jacksona. Czyżby Cynthi'a była zagubioną Hale'ówną i przejęła rolę Cory? ;p

Sama analiza świetna, uśmiałam się na Kirkorze, bo uwielbiam "Balladynę".

Adria ;)

Pirat pisze...

@Adria
Wyczuwam siostrę z fandomu Stereka? :D