sobota, 28 lutego 2015

Kuc Wieczny Tułacz, czyli Śródziemie w Ponyville

Witajcie!
Wiecie, czego jeszcze u nas nie było? Kucyponków. No to dziś są. Jakby samo to było dla was za mało, będzie to crossover Kucyponków z Władcą Pierścieni. Bo przecież czemu nie. Czemu, prawda, nie.
*stłumiony szloch Analizatorek*
Przygotujcie się na nękanego ponurą przeszłością morderczego kucyka, który wyrusza na iście campbellowską wyprawę do własnego wnętrza, by pokonać swe uśpione demony. Oraz kilka trolli. I surfującego goblina.
Przygotujcie się też na zupełnie awangardowy zapis wszystkiego, co tylko da się zapisać.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Tajemniczy Przybysz
Rozdział I

Świt zawitał nad Ponyville. Dzień zapowiadał się jak zwykle,Ale taki nie był. W powietrzu czuć było, Że coś jest nie tak.
To pewnie przez te wielkie litery wyrastające co jak czas w najmniej odpowiednich miejscach.

I wtedy główną drogą przybył tajemniczy podróżnik.
Wtedy kiedy co, konkretnie? W powietrzu czuć było, że coś jest nie tak  dokładnie o 6:37?

Głowę mial pokrytą kapturem,
Kaptur - pleśń z gatunku fragmentum bluzum. Występuje zazwyczaj na postaciach z Assassin’s Creed i miłośnikach muzyki hiphopowej.
A może ten kaptur był jakoś rozsmarowany na głowie?

Peleryna przesłaniała jego plecy, a na plecach coś miał.
Bździągwę.
A miał miał miękkie futerko w czarne łaty.

Jakiś neznany kształt,
Kształt był tak nieznany, że aż przeczył geometrii euklidesowej.

Nieznany przedmiot.
Przepraszam, myliłam się; to nie bździągwa, to tajemne chujstwo.

Kierował się do ratusza.
Ów przedmiot. Wędrowiec nie miał tu wiele do gadania.

Wszyscy spoglądali na niego ze strachem, Zamykali drzwi,zabierali dzieci.
Zamykali szczelnie okna i przechodzili do pełnego zanurzenia.

Ale on do tego przywykł.nie pierwszy raz miał do czynienia z takim traktowaniem. W sumie... To zawsze go tak traktowano,jak wyrzutka, kogoś innego i niestety była to prawda.
W sensie - naprawdę był kimś innym?
Aha. A jakby nie była to prawda, ale oni i tak traktowaliby go jak wyrzutka, to on byłby… mniej wyrzutkowatym wyrzutkiem? Półwyrzutkiem? Oficjalnie wyrzutkiem, ale w sercu swym obywatelem i szanowanym członkiem społeczności?

Szukał kolejnego miejsca do ukrycia sie przed jego prześladowcami, mógł ich pokonać, zniszczyć ich.
Mógł też nie wrzucać pięciu wątków do jednego zdania, ale czemu, przecież fajnie jest.
Patrzcie, morderczy wyrzutek, który potulnie godzi się z losem.

Ale tego nie robił. Wtedy nie różniłby się od innych. Od zwykłych kucyków różniło go wiele rzeczy.
To różnił się w końcu czy nie, bo ja już nie wyrabiam na zakrętach narracji.
Różni się tym, że pozostałe kucyki mordują swoich wrogów. Seems legit.

Nie chodziło o upodobania czy styl, chodziło o coś ważniejszego. O gust kulinarny. Wielu myślało o długość życia.
Inni - o szerokość nosa.

Inni żyli po sto - dwieście lat. On żył kilkaset tysięcy lat. Długich, przepełnionych cierpieniem i nienawiścią lat.
My wciąż mówimy o kucykach, tak?
Ja widzę coś takiego:

http://th05.deviantart.net/fs70/PRE/i/2012/043/0/2/my_little_davros_by_eattoast-d4pgvrg.png
http://eattoast.deviantart.com/art/My-Little-Davros-284642764

Nie tylko wiek różnił go od innych. Różniło go coś jeszcze, coś mrocznego, o czym bał sie nawet myśleć.
Kredyt hipoteczny?

Nie chodziło o jego zachowanie. Chodziło o jego rodowód. Był przeklętym stworem, gdy ktoś się o tym dowiedział natychmiast chciał go zabić.
Bez przesady, na razie tylko chowają przed nim dzieci.
No bo może oni jeszcze nie wiedzą.

Zawsze tak było. Szedł spokojnym krokiem, równo i spokojnie. Falowała od niego jakaś dziwna aura,aura nienawiści.
Ale był spokojny, tak. (Może zabijał samą obecnością? Wtedy rzeczywiście nie musiałby się nawet denerwować.)
Koleś razi nienawiścią na odległość i płakusia, że go inni nie lubią. To ma sens.

Nawet Pinkie nie przyszła go przywitać,Bo on był straszny.
Nie zapominajmy o głowie pokrytej kapturem i bluźnierczym kształcie na plecach!

Przybysz był już kilka metrów od ratusza. Burmistrz bała się,właśnie myślała czy nie zamknąć drzwi, ale było za późno. Przybysz był już w środku.
Pokonał kilka metrów jednym susem!
Podstępnie się teleportował. No i co to zamknięcie miałoby dać? Skoro z niego taki przeklęty przez bogów madafaka, to niby miał się przestraszyć tych zamkniętych drzwi, czy jakoś zasmutkować straszliwie, że go tu nie chcą, i sobie pójść?

Podszedł do burmistrz i powiedział:
-Macie tu wolne działki? O dziwo jego głos był uspokajający
- Bo chciałbym pouprawiać marchewkę. Pasjami uwielbiam marchewkę, wie pani.
Bo, wbrew wszystkiemu, jestem koniem.

-T-T-Tak. Wyjąkała Przerażona pani burmistrz.
Ze strachu okropnie kalecząc zapis dialogu.

Przybysz sięgnął po coś na plecach. Burmistrzyni bała się, że wyjmie miecz albo coś ostrzego ale podróżnik wyjął gruby mieszek złotych monet
Całe szczęście, bo ten miecz musiałby chyba w paszczy dzierżyć. Albo, nie bójmy się tego powiedzieć, w dupie.

-Tyle wystarczy? zapytał z uśmiechem
-Chyba tak odpowiedziała uspokojona pani burmistrz. - pokazć ci twój kawałek ziemi?
-Nie trzeba, trafię. odpowiedzial przybysz
Choć za cholerę nie wiem, gdzie jest.
Zapach popołudnia spędzonego na pieleniu chwastów go doprowadzi.

Burmistrz zatrzymała przybysza, - Musisz wypełnić dokumenty,w razie proby kradzieży działki.
Przybysz westchnął i spytał:
- A jak twoim zdaniem da się ukraść działkę? Wynosi się ją na plecach?
Można nie zapłacić dilerowi i spierdzielić.

-Oby to nie zajeło długo
Burmistrzyni odparła:
-Nie martw się,to tylko kilka pytań
-zatem zaczynaj odparł podróżnik
-Imię?
-Travis
Opko więc traktuje o liczącym tysiące lat i przeżartym nienawiścią potwornym kucyku zwanym Travis.
Gdzieś na świecie ktoś wpadł na ten pomysł i uznał, że to ma potencjał. Zgroza.

-Nazwisko?
-Nie mam
Zatem dokumenty będą miały szaloną moc prawną.

-wiek?
Przybysz zaczął się zastanawiać i po chwili odpowiedział:
-20
I oczywiście nikt tego nie zweryfikuje, bo przecież po co. Znaczy, skoro wychodzi na to, że nikt nie wie, kim on jest i ile ma lat, to z jakiej racji wszyscy się go boją?

-Dobrze,to tyle. odparła pani burmistrz.
Travis rzucił wychodząc:
-do zobaczenia!
I poszedł w stronę swojego nowego mieszkania
To mieszkania, czy działki? Chyba że zamierza mieszkać w szopie na narzędzia.
Zakopie się w stercie liści.

Rozdział II

Travis spojrzał na jego nową działkę
,,Czeka mnie dużo roboty" pomyślał,i miał rację, bo działka nie była w stanie dobrym.Była ona położona na skraju lasu Everfree, gdzie podobno grasowały gobliny,ale travisa to nie obchodziło.Umiał się bronić. Wychowywał się w warunkach, w których las Everfree był spokojnym miasteczkiem.
Wychowywał się bowiem w oparach dużych ilości opium, wywołujących przyjemne halucynacje.

Podróżował po krainach, aż zawitał tu.
Kucyk Wieczny Tułacz.

To było chyba jedyne miejsce, gdzie było tyle tolerancjii.
Ponyville - kraj bez stosów.
Tolerancyjnie o mało co nie zamknięto przed nim drzwi do ratusza, a każdy, kto go zobaczył, tolerancyjnie zamykał się w piwnicy.
Spójrz na to w ten sposób - zawsze mogli zamknąć jego.

(...) Szedł spokojnie ścieżką, zamyślony. Nagle w krzakach dało się usłyszeć szmer.
Jeż Jak Byk?

Travis wyczulony a dźwięki, natychmiast to usłyszał.Jego kopyto powoli Trafiło pod jego pelerynę,łapiąc coś co tam było.
A była to paczka chusteczek i klucze do samochodu.
I miętówka przyklejona do skasowanego biletu tramwajowego.

Nagle z krzaków wyleciało kilka goblinów krzycząc i wymachując poskrecanymi kawałkami żelaza i drewna.
Aha, czyli zaraz nastąpi scena walki pomiędzy mrocznym kucem a gromadą goblińskich złomiarzy? Gdzie mój popcorn.

Przybysz był na to gotowy i jak na komendę wyciągnął zza peleryny miecz.
Ach, czyli ten nieznany kształt na plecach - to był miecz? Łeee, a ja się spodziewałam co najmniej blachy do baby wielkanocnej.
Tak to widzę:
kuc.jpg


Nie taki zwykły, Wykonany z rzadkiego Ciemnego Żelaza.
Pokrytego Tajemną Oksydą Przeznaczenia.
I z Magicznym Rubinkiem Uroku na głowni.

Miał on lekko zakrzywione ostrze, na którym widniały nieznane inskrypcje.
No ale to się przecież rozumie, że zakrzywione. Proste klingi nie są tru już od końca średniowiecza!
A nieznane inskrypcje mówiły: 中國製造

[Wycinamy scenę walki w trosce o swoje i Wasze zdrowie psychiczne. W skrócie: kuc wygrywa.]

Po wszystkim spokojnie schował miecz i wrócił do oceniania stanu budowli.
Tej samej, o której wcześniej nie było ani słowa?
Ta działka naprawdę jest jakaś dziwna.

Po ocenie wrócił do miasteczka po rzeczy potrzebne do budowy. Nie wiedział co go spotka, gdy powróci
Jak to co? Kontrola nadzoru budowlanego!

Rozdział 3

Travis wracał spokojnie z miasta z workiem desek i pudełkiem gwoździ,gdy nagle usłyszał dziwny ryk.Nie słyszał go jeszcze, ale słyszał z opowieści, że to ryk trolla jaskiniowego.
To jedna z tych rzadkich chwil, gdy retrospekcje wyprzedzają bieżącą akcję.

,,no to wpadłem w kłopoty" pomyślał. Wyczuwał wstrząsy ziemi kiedy to troll powoli się do niego zbliżał.
I postanowił nie uciekać, ponieważ exp się same nie zarobią.

Przybysz wyjął miecz i czekał w gotowości.Nagle z zarośli wyszedł trzymetrowy zgarbiony szary stwór i z rykiem rzucił sie na Travisa. Podróżnik odskoczył przed wielką łapą bestii, wskoczył na plecy trolla i już miał wbić mu w głowę miecz, gdy przypomniał sobie, że jest koniem i spadł uderzyła go ręka drugiego trolla.
Jak rozumiem, kolejne levele będą coraz trudniejsze. W końcu fabuła będzie wyglądała O TAK.
To musiałby być crossover nie z Władcą Pierścieni, tylko z Dark Souls.

Podróżnik trafił w skałę i stracił przytomność. Obudził się w jaskini, przy ognisku. nikogo tam nie było. Przybysz zauważył swoje rzeczy i wziął je
Bowiem te gwoździe i deski były bardzo drogie jego sercu.
Co chcesz, taka deska nabita gwoździami może stanowić pyszną broń.

gdy nagle dało się słyszeć przeraźliwy ryk. To trolle wracały. Travis nie mial wyboru i podtoczył się w róg jaskini, modląc się w duchu by trolle go nie wyczuły. Gdy bestie zauważyły brak travisa z rykiem wybiegły z jaskini.
Czy jest coś, co te trolle wykonują bez ryku?

Przybysz miał szczęście, ale i tak czekała go przeprawa przez las w resztkach przytomności.
I przemoczonych spodenkach.
Lepiej w resztkach przytomności, niż w kawałkach, rozszarpanych przez trolle.

Ale nie miał wyboru, wkrótce trolle wrócą a wtedy nie poszczęści mu się drugi raz. Kręciło mu się w głowie, ale z trudem szedł przed siebie. Po kilku minutach drogi,które wydawały mu się godzinami napotkał niewielką chatkę. Gdy zbliżył sie do niej naprzeciw wyszła mu zebra
I, niech zgadnę, dopiero teraz zrobi się dziwnie?

Rozdzial 4

Travis spojrzał na zebrę - Wyglądała w miarę normalnie,lecz jeżeli dłużej jej się przyjrzeć, przypominała jakąś szamankę
A jeśli patrzeć jeszcze dłużej, to zaczynała przypominać helikopter.
Albo przejście dla pieszych.

(Świadczyły o tym ozdoby plemienne)
-Coś tu się stało, tego nie pojmuje, po co taki kucyk do lasu sam galopuje? zapytała zebra.
-No ładnie, tylko świra mi tu brakowało odpowiedział trzeźwo Travis.
-Nie wiesz że życie narażasz,gdy w resztkach sił innego kucyka obrażasz? spytała mądrze zebra.
509f21f6ed8a39b24d25630dc029f618.jpg

Travis po chwili namysłu odpowiedział:
-To mądre słowa, być może nie jesteś jednak szalona.(...) powiedz mi którędy mogę trafić spowrotem do Ponyville?(...)
-Do miasteczka stąd trafić trudno, nawet najprostsza ścieżka może okazac się ułudną, Podążaj na północ młody kucyku, lecz będzie tam dla ciebie przeszkód bez liku, aby wydostać się z tego lasu, ponieważ zajmie ci to dużo czasu, a by wyjść z tego bez demonów,
Bo czepiają się ubrań gorzej niż rzepy, słowo daję.
I wplątują się we włosy gorzej niż nietoperze.

które twoją dusze złem karmiły, serca swego potrzebujesz siły! podążaj za mymi radami, a przetrwasz z rzucanymi ci przez los kłodami! (...)
[Zekora znika.]

Travis zaczął zastanawiac się czy nie miał halucynacjii, ale gdy spojrzał na północ, faktycznie była tam niewielka ścieżka.Była wąska i ledwo zauważalna, ale przybysz wiedział już co ma zrobić. Nie wiedział czemu i jak, w głowie znów i znów słyszał rymowankę Zekory. Nie mysląc wiele z odwagą wkroczył na scieżkę. Już po kilku metrach drogi usłyszał dziwne szmery, ale wiedział że tym razem musi obejść się bez przemocy.
Usilnie zwalczał w sobie chęć spuszczenia im wszystkim srogiego łomotu.

Po chwili z krzaków wypłynął goblin, którego zabił,
Wypłynął? Ale w sensie że na suchego przestwór oceanu, czy tak klasycznie, na desce surfingowej?
Żabką wypłynął.

nadal był krzepki i wściekły, ale coś sie w nim zmieniło.
Bo był, no nie wiem - martwy?

Nie był juz taki sam. Przyjrzał się Travisowi ib rzucił się na niego, Lecz on już nie istniał, to był tylko wymysł travisa, ale czy na pewno? czy na pewon to Travis to wszystko wymyślił? A może zebra miała rację i to wszystko nie było już zwykłą drogą, a tylko jego wewnętrzną walką? walką z demonami, które siały w nim ziarno nienawiści?
Widzę demony chodzące po polu i siejące z koszyków pszenicę, żyto, nienawiść...

Po chwili goblin zniknął a traVis poczuł, Że świat wokół niego wiruje a gdy przestał, był już na ścieżce, widział siebie jak atakował trolla. Miał przy sobie miecze, ógł sobie pomóc, zmienić bieg swojej historii, ale nie zrobił tego. Rozumiał już, że to test, i nawet jeśli udało by mu się zabić drugiego trolla, i tak nic by to nie zmieniło, Rozumiał już, że to wszystko nie dzieje się naprawde, że to wszystko jest tylko mistyfikacją tajemniczej rymującej Zebry, Ale nadal nie wiedział co ma robić. Po chwili Drugi on został ogłuszony i świat znów zawirował.
A kucyk wyglądał tak:
http://33.media.tumblr.com/85e2b22b2d172415dc48d8f080641f20/tumblr_meqhjl0tHZ1r0z1wao1_500.gif

Gdy przestał, był w jaskini, zebrał rzeczy i schował się w wklęsłości ściany, modląc sie by trolle poszły go szukać. Stało się to wszystko tak samo, tak samo jak on to zrobił. Wiedział już, jak zakończyć test. Wiedział już o co chodzi. Powoli wyjął miecz i przebił się nim na wylot.
Tak, zdecydowanie
http://media.giphy.com/media/uSfZr4NskbtbW/giphy.gif

Rozdział 5

[No więc Travis budzi się w swoim domku i widzi, że teraz już inne kucyki traktują go jak swojaka. Nazajutrz…]

Po dwóch godzinach Przybysz wracał już do domu, gdy z zamyśleń wyrwał go krzyk kucyka. Zaczął biec w kierunku krzyków, i po chwili galopu wiedział o co chodzi. To był ON - Nazgul, jeden z dziewięciu.
breaking-bad-wtf-face-o.gif

Tylko co robił w tych stronach? do mordoru było kilka tygodni drogii, to nie był przypadek. Upiór pierścienia Stał w ciszy z mieczem wymierzonym w stronę fioletoego jednorożca z różowo-ciemnofioletową grzywą.
Wydrukuję sobie to zdanie i powieszę na ścianie, bo takiego levelu absurdu nie ogląda się każdego dnia.
Taaa, zaraz się okaże, że Spike to Gollum.

Travis Zrozumiał, Co teraz zrobi - teraz najwyraźniej umrze, Ale jeżeli to zrobi, zabierze Nazgula ze sobą. Wyjął oba miecze i rzucił się na upiora.
Ale jakie dwa, czemu dwa, skąd wziął ten drugi?
Rozkładany miał. W kieszeni.

Upiór jakby wiedział co się stanie, odwrócil się szybko i rozpoczął atak. Przybysz miał dwa miecze, więc mógł szybciej atakowac, ale nie mógł atakowac szybciej, bo narrator w ostatniej chwili zmienił zdanie.
Tak, liczba mieczy wykładniczo przekłada się na szybkość ataku. Trzeci, malutki i trzymany w zębach, zwiększa ją jeszcze bardziej!

- jego ciało odmawiało poszłuszeństwa. Ledwie dawał radę zmusić je do ataków i parowań. Czuł się, jakby stwór w kapturze wysysał z niego energię. Kiedy on stawał się słabszy, Upiór pierścienia atakował z większą zawziętścią.Travis zrozumiał, że to magia Saurona niszczy jego siły. Powoli zaczął popadac w defensywę i zadłużenie , Z trudem blokował kolejne ataki miecza Nazgula.I nagle, Zaczął widzieć niewielkie światełko przed sobą, światełko które się powiększało i powiększało,światełko, które okazało się nadjeżdzającym pociągiem powoli zaczęło go wsysać, światełko, które miało być jego końcem,jego śmercią.Przestał widzieć, ale mimo to nadal parował ciosy nazgula. Na ślepo, bo czemu nie. ,,Nie dzisiaj" powiedział do siebie, i nagle światełko znikło, Travis poczuł, że odzyskuje siły, Magia Saurona pękła, Upiór pierścienia w przerażeniu cofnął się o krok, ale po sekundzie wzniósł gardę i pojedynek rozpocząl się na nowo.
Przebór, Syrio Forel dodał mu sił!

tym razem jednak przybysz miał przewagę, siłe, która płyneła z jego wnętrza. Nie wiedział czemu jest taki silny, silniejszy niż kiedykolwiek. Czuł, że w jego żyłach zamiast krwi, płynie coś innego, coś co paliło go od środka.  Adamantium? Znał ten ból, Prawdziwy on znowu się przebudził.,,I dobrze" pomyślał. Po kilku blokach upiora (oni walczą na blokowisku, którego upiór jest właścicielem…?) wreszcie znalazł luke w jego obronie, i wbł mu miecz w miejsce, gdzie powinna znajdowac się głowa. Niestety, znajdował się tam czajnik. Usłyszał przerażający pisk (woda się zagotowała), i Nazgul zniknął.Spojrzał na kucyka patrzącego na niego z fascynacją.
-Nic ci nie jest? Spytał jednorożca.
-C-Co? nie nic. powiedział kucyk z roztrzepaniem. - Muszę już iść. powiedział ze strachem, po czym pogalopował do miasta.,,I znowu stara reakcja, zamiast odziękowań ucieka w popłochu" pomyślał ze smutkiem travis, Ale wiedział czemu jednorożec uciekł. Stary on, którego ukrywał przez tyle lat, powrócił.


A na koniec, aby zakończyć miłym akcentem, ładna piosenka:

sobota, 21 lutego 2015

Jaskinia Zakazana Dla Małych Dzieci, czyli Thorin Różowe Serduszko, cz. 2

Witajcie!


Wracamy po przerwie, mając nadzieję, że pamiętacie jeszcze opko o okrutnych elfach i Thorinie, który odkrywa w sobie nieskończone pokłady instynktu tacierzyńskiego. W tej części będzie jeszcze więcej tęczowo-pluszowych wzruszeń - ale będą też Jaskinie Zakazane Dla Małych Dzieci, wilki i diamenty, które są stalagmitami.
Miłego!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Aha, zanim zaczniecie czytać - pozwólcie, że ten jeden raz weźmiemy przykład z aŁtoreczek i podrzucimy wam kawałek, którego należy słuchać podczas czytania tej analizy. Z dedykacją dla wszystkich, którzy nie lubią Thranduila! (Właściwie dla tych co lubią też, bo to fajny klip jest.)


[Wycinamy cały rozdział poświęcony na daremne rozmyślania, czy podrzutek powinien zostać adoptowany przez Thorina. Wszyscy wiemy, że zostanie, więc emocji w tym tyle co podczas mieszania zupy.]

Rozdział 3: Urodziny Thorina

Mijały kolejne tygodnie, a Elen zaczęła czuć, że w końcu znalazła dom. Traktowała, Thorina, jak swojego ojca, a jego siostrzeńców, jak swoich braci.
Oj, narrator chyba ma czkawkę.
Albo zadyszkę.

Czuła się w Ereborze doskonale i każdego dnia, chętnie poznawała zarówno wnętrze góry, jak i jej okolice .Poznała też, co to znaczy być rozpieszczaną. Pozwalano jej na wiele rzeczy, a jej pokój w błyskawicznym tempie przemienił się w najcudowniejszy, dziecięcy pokój z kolorową mozaiką i mnóstwem zabawek.
Wszystkie krasnoludy stawały na głowie, żeby jej dogodzić - a to wystrugany jednorożec na biegunach, a to Barbie wykuta z drogocennych kamieni...
A to kolekcja dziecięcych młotów kowalskich, a to mały palnik acetylenowo-tlenowy pomalowany w różowe kwiatki…

Mimo tego wszystkiego, nie zapomniała skąd pochodzi i, jak traktowali ją dawni opiekunowie.
Ok, po prostu udam, że nie widzę tych przecinków, no ileż można.

Wciąż obawiała się odrzucenia i zastanawiała się, czy jej ukochana trójka Durinów, darzy ją tymi samymi uczuciami, co ona ich.
Durinów. Ok, miejmy to za sobą - królem Ereboru jest Thorin, syn Thraina z Rodu Durina, a nie Thorin Thrainowicz Durin.

Za wszelką cenę chciała im udowadniać, że zasługuję na ich uczucia.
Narratorze, jeśli chcesz się wkupić w łaski krasnoludów, zrób to sam, zamiast wysługiwać się dzieckiem.

Choć wcale nie musiała tego robić. Zarówno Thorin, jak i chłopcy, oszaleli na jej punkcie i uwielbiali się nią zajmować.
Nic im nigdy nie sprawiło takiej frajdy, jak zajmowanie się czterolatką, co zadawało kłam wielowiekowej elfiej propagandzie, jakoby krasnoludy uwielbiały tylko złoto i wbijanie sojusznikom noża w plecy.

Nie zawsze jednak robili to odpowiednio, o czym przekonał się Fili, który wszedł do komnaty i zobaczył, że Elen siedzi na kolanach jego brata, obserwując jak Kili czyści broń. Była niebezpiecznie blisko ostrza.
BHP w Ereborze leżało i kwiczało. Zresztą wystarczy rzut oka na ten absolutny brak poręczy
Erebor².jpg
by przyprawić każdego inspektora o atak serca.

- Oszalałeś?! Powinieneś na nią bardziej uważać. Wiesz, co wuj by ci zrobił, gdyby to zobaczył?
- Nie przesadzaj, przecież uważam - odparł młodszy krasnolud i uśmiechnął się do dziewczynki.
- Chcesz, jako prezent urodzinowy, podarować wujowi, krew jego kwiatuszka?
Yyy… no spoko, najlepiej od razu ze słomką i parasolką.
A do tego pasztet z przecinków.

- powiedział starszy brat, celowo używając przydomka, jakiego Thorin często używał w stosunku do dziewczynki.
Elen spojrzała na blondyna i błyskawicznie zeskoczyła na podłogę. Nie przykuła jednak większej uwagi do słów o jej krwi, bardziej zainteresowało ją słowo „urodziny”.
Do niego to przykuła uwagę z wielką starannością, stalowymi gwoździami, jak uczył ją Dwalin.

- Thorin ma urodziny? - zapytała.
- Tak, za pięć dni.
Dziewczynka chwilę analizowała wszystko w swojej głowie, poczym dość zaniepokojona powiedziała:
- Muszę dać mu jakiś prezent.
- Nie martw się, jesteś dzieckiem. Wystarczy, że narysujesz mu coś i Thorin będzie zadowolony - Fili uśmiechnął się mówiąc to i pogłaskał małą po głowie.
Ona jednak odskoczyła na bok z grymasem niezadowolenia na twarzy.
- To za mało, muszę mu dać coś, co naprawdę chciałby dostać.
- Głowę Thranduila z jabłkiem w ustach? - podsunęła Kal.
Bilba, przewiązanego wstążeczką?

- Więc narysuj mu dziki diament. To na pewno chciałby dostać - powiedział Kili, który jak zwykle próbował załagodzić sytuacje.
Noo, trzeba udobruchać małą, bo jak się rozpędzi, to gotowa i Silmarile zorganizować, a po co komu zgraja wściekłych elfów u bram.

- Co to dziki diament?
- Jest bardzo rzadki - zaczął Fili - i trudno go znaleźć. Wygląda jak każdy inny diament, tylko, że jest niesamowicie czerwony, jak krew. Z reguły występuje gdzieś głęboko w jaskiniach.
W jaskiniach? W sensie, nie gdzieś głęboko w skale, tylko tak tam sobie sterczy ze ściany?
Tak. Czyli to po prostu fikuśna nazwa na rodzaj stalaktytu.

- A w Zakazanej jaskini? - zapytała Elen z nadzieją w głosie.
No tam na pewno totalnie tak. Ten wątek, który zaczyna się jak rasowy quest, nie może nie zawierać lokacji "Zakazana jaskinia".
Secret Jaskinia of Doom.

- Tam raczej nie - powiedział Kili.
- A pójdziemy tam i sprawdzimy? - powiedziała i spojrzała na nich błagalnie.
Młodszy krasnolud chciał już coś powiedzieć, ale odezwał się starszy.
- Ta jaskinia, jest zakazana dla takich małych dzieci, jak ty.
Mogą tam wchodzić tylko dzieci powyżej dwunastego roku życia.
BTW nazwa Jaskinia Zakazana Dla Małych Dzieci to coś pięknego.

Przestań już marudzić i idź narysuj coś. Możesz później nam to pokazać, a my powiemy ci, czy spodoba się to wujowi.
Dziewczynka spojrzała na nich jeszcze raz, poczym kiwnęła głową i poszła smutna do swojego pokoju.
- Może powinniśmy ją tam zabrać? Chociaż na chwilę.
Oczywiście! A zaraz potem przeciągniemy ją przez Przełęcz Tysiąca Śmierci, Grotę Obłędu i Dolne Korytarze Przewlekłego Zatwardzenia, wszystkie z certyfikatem Krasnoludzkiego Komitetu Rodzicielskiego "Zimny Wychów".

- Kili, dobrze wiesz, że w tej jaskini roi się od jaskiniowych szczurów, a słyszałem też pogłoski, że ktoś spotkał tam jaskiniowego wilka.
- Ale ona wyglądała na smutną i zawiedzioną.
- ALE KURWA WILKI, KILI, WEŹ SIĘ OGARNIJ.
- PRZYNAJMNIEJ NIE BĘDZIE JUŻ SMUTNA, TYLKO POŻARTA.

- Przejdzie jej.
Brunet nie był jednak przekonany, co do słów brata i chciał się upewnić, że Elen nie będzie zbyt długo smutna. Dlatego kilka godzin później postanowił zabrać ją na przejażdżkę konną. Przed stajnią spotkał swojego znajomego i na chwilę się zatrzymał, ale zniecierpliwiona dziewczynka, postanowiła, jak najszybciej pójść do Mgiełki. Była to dość młoda, siwa klacz, o łagodnym charakterze, która należała do Kiliego. Elen uwielbiała ją rozpieszczać, bo w końcu to na niej najczęściej jeździła.
Ok, czterolatka na koniu. Nie wiem, czy Thorin wiedział, jak to się skończyło dla Bonnie Blue, ale może właśnie wiedział i miał cichą nadzieję.

Niestety nie mogła jej znaleźć. Znane jej konie znajdowały się w zupełnie innych boksach. Dziewczynka stanęła po środku korytarza i rozglądała się na wszystkie strony, gdy nagle przed nią pojawił się bardzo młody krasnolud, w wieku kilkunastu lat.
Jak na krasnoludy to wręcz dziecko, co?
I to małe.

Był od niej wyższy o, co najmniej głowę. Miał półdługie, rude włosy, zielone oczy, w których tkwiły niepokojące iskry.
Widzę to:
blog.jpg

Jego dość duży, piegowaty nos, zmarszczył się na widok dziewczynki, a jego wąskie usta były zaciśnięte i nie wskazywały na przyjazne zamiary.
Oho, zabierze jej grabki.

- Co tu robisz? - warknął mały krasnolud.
- Szukam Mgiełki.
- Po co?!
- Żeby dać jej to - powiedziała i pokazała jabłko na wyciągniętej ręce.
- Żeby ją otruć!
Zatrutym jabłkiem. Oczywiście. W końcu Mgiełka żyła wśród krasnol(udk)ów, z pewnością była księżniczką w przebraniu. W sumie każdy scenariusz wydaje się ciekawszy od tego potoku słodkopierdzenia.

- Nie!
- Elfy nie mają prawa tu wchodzić! - wciąż krzyczał, choć był dość blisko niej.
- Nie jestem elfem - syknęła.
- Jesteś i ja cię stąd wyrzucę!
A skąd miałby się elf wziąć w Ereborze? W dodatku jakiś taki karłowaty?

[Na szczęście Thorin pojawia się, by uratować dzień. Nie pytajcie, co akurat robił w stajni, najwyraźniej królowanie pod Samotną Górą to bardzo lekka fucha.]

- To nie jest elf, to Elen i nie radzę ci, kiedykolwiek na nią krzyczeć.
To mu wszystko wyjaśnił! Chyba że Elen faktycznie jest jakimś osobnym gatunkiem.
Jest tajemnicą państwową.

- Tak, panie - powiedział skruszony, choć w jego oczach dostrzec można było nienawiść.
No dobra, spoko, łapię, krasnoludy nie lubią się z elfami - ale żeby aż tak? Przecież w tym AU zdrada Thranduila nie spowodowała, że krasnoludy straciły swoje państwo na 171 lat. Ominął mnie jakiś wątek elfów porywających krasnoludzkie dzieci i przerabiających je na lembasy?

- Wracaj do swojego ojca.
Terkan odwrócił się na pięcie i pobiegł przed siebie.
- Kto to jest? - zapytała, Elen, kiedy postawił ją na ziemi.
- Nikt ważny, syn kowala, ale nie przejmuj się nim. Co tu robisz?
Noo, "syn kowala" na pewno precyzyjnie określa jego tożsamość w społeczności krasnoludów. Założę się, że pod Górą jest ich najwyżej trzech, a żaden nie jest obdarzany szczególnym poważaniem.

- Kili zabierze mnie na wycieczkę, ale nie mogę znaleźć Mgiełki i wszystkie konie są w innych miejscach.
- Ach tak. To wszystko przez to, że musimy pozmieniać ich rozkład.
Ja nie mogę, ależ oni się muszą nudzić w tym Ereborze!
Zmienianie rozkładu koni to coś jak ze zmianami w rozkładzie PKP, tylko jest mniejszy bałagan na peronach?
I w rezultacie jest coraz mniej dostępnych koni, za to korzystanie z nich kosztuje coraz więcej. Wszystko się zgadza.

Zapewne znów po moich urodzinach przybędzie kilka dodatkowych koni i muszą się one znaleźć w odpowiednich boksach.
Bo dobudowanie nowych byłoby poniżej naszej godności.
Ale oni wiedzą, że zamiana obiektów miejscami nie sprawi, że miejsc zrobi się więcej? (Chyba że mają przy tej okazji zwyczaj gubić konie.)

Na wieść o urodzinach, Elen znów posmutniała.
- Coś się stało?
Dziewczynka kiwnęła przecząco głową, ale Thorin nie dał się zwieść. Pomyślał jednak, że może chodzi o prezenty, których zapewne nigdy nie otrzymywała.
Oczywiście, że elfy nie wierzyły w prezenty urodzinowe! Wierzyły wyłącznie w rózgę, dyscyplinę i wyrywanie paznokci rozżarzonymi szczypcami.

Postanowił, że w jej następne urodziny dostanie ich mnóstwo, ale najpierw musiał wiedzieć, kiedy one będą.
- Ciekawe, kiedy ty, masz urodziny?
- Już miałam.
- Kiedy?
- W dzień, kiedy mnie elfy wyrzuciły.
Założę się, że czekały cały rok na to, by wyrzucić ją akurat w dniu urodzin. A potem przybiły sobie piąteczkę i poszły deptać przebiśniegi.
I wyrywać skrzydełka takim małym żółtym kaczuszkom.

- Co?! To były twoje urodziny, maleńka?
Elen kiwnęła głową, a on uklęknął przy niej i pogłaskał ją po policzku.
- Nie przejmuj się, twoje następne urodziny będą wspaniałe.

[Wycinamy kolejne dłuugie akapity słodkopierdzącego migdalenia. Poważnie, oni głaszczą tę małą po głowie z takim zapałem, że powinna już dawno wyłysieć.]

Przez kolejne trzy dni, trwały przygotowania do przyjęcia urodzinowego, a dziewczynka wciąż myślała o prezencie dla Thorina.(...) Myśli te nie dawały jej spokoju, a kiedy nadszedł dzień urodzin króla krasnoludów, wpadła w panikę. Wtedy do jej główki wpadł bardzo szalony pomysł, który nie trudno było zrealizować biorąc pod uwagę to, że wszyscy byli bardzo zajęci przygotowywaniem wieczornej uczty. (...) Dziewczynka ruszyła przed siebie, pewna tego, co robi. Zamierzała wejść do Zakazanej jaskini i poszukać dzikiego diamentu.
No przecież oczywiście, że zamierzała. Kij z tym, że powiedziano jej, że tam go nie ma.
Nie oczekujmy od czterolatki zbyt wiele.

[No więc oczywiście tam lezie, oczywiście się gubi i atakują ją szczury, przed którymi broni się torbą wypchaną kamieniami. A potem oczywiście gubi się jeszcze bardziej i OCZYWIŚCIE w ostatniej chwili Thorin przybywa na ratunek, ratując ją przed jakimś strasznym szujstwem. Po powrocie...]

Wszyscy [czyli Kili i Fili] zaczęli się śmiać, a po chwili stwierdzili, że czas dołączyć do uczty i wtedy Elen przypomniała sobie o rysunkach w torbie.
- O nie - jęknęła - Te kamienie wybrudziły rysunki.
Kili spojrzał bacznie na kamienie, wyrzucone na podłogę. Krasnoludy miały wręcz szósty instynkt do wyczuwania drogocennych rzeczy. Podniósł jeden z kamieni i krzyknął:
- To nie kamienie, to dzikie diamenty!
Czyli że te diamenty, tak bardzo ojacięjakierzadkie, że król krasnoludów - come on, krasnoludów - like, Król Pod Górą - like, Erebor -
b0050805_54a53edf5f1dc.png
no więc są takie rzadkie, że Thorin ledwie chciałby mieć taki - i one sobie w tej zaplutej jaskini leżą na ziemi, starczy przyjść i brać?
3fa93b9d85b8368106c93f031c93f7bd.jpg
Może ktoś je tam wcześniej po prostu zgubił? Jakiś np. Super Wyszkolony Poszukiwacz Dzikich Diamentów?

Są po prostu brudne, ale to one! Spójrz Fili!
Kiedy umyli „kamienie” w ciepłej wodzie, zobaczyli niesamowicie piękne diamenty o krwistym kolorze.
Oczywiście, kolor był widoczny jeszcze przed szlifem i polerowaniem! Co tam, pewnie jeszcze melodyjkę wygrywały.
W końcu są dzikie; muszą się różnić od tych oswojonych diamentów.

Aż ich zatkało, ale po chwili ogarnęli się i udali na przyjęcie, wraz z niezwykłym prezentem. Dziewczynka jednak zatrzymała się tuż przed potężnymi drzwiami, za którymi odbywała się wesoła uczta. Słychać było skoczną muzykę, głośne rozmowy i donośny śmiech.
(...) Wrzawa trochę ucichła, kiedy pojawili się w środku, ale nikt nie wydawał się zły na dziewczynkę.
Nie to co elfy, prawda, one pewnie za takie zachowanie zamknęły by ją w spiżowym byku.

Thorin uśmiechnął się do niej szeroko i z zaciekawieniem spojrzał na to, co niosła.
- To prezent, dla ciebie - powiedziała i podała mu skrzyneczkę.
Kiedy ją otworzył, w sali zapanowała cisza, a wszyscy oniemieli. Najbardziej zaskoczony był, Thorin, gdy zobaczył swój prezent. Król podał szkatułkę Balinowi, a sam podszedł do Elen.
- Niesamowite! Czy ty zawsze musisz postawić na swoim? - zapytał i uniósł dziewczynkę wysoko.
Wszyscy znów zaczęli się śmiać i nawet kierowca autobusu zaczął klaskać z zachwytem patrzyli na diamenty. Później wysłano górników do „Zakazanej jaskini”, ale nigdy nie znaleziono tam więcej dzikich diamentów
OCZYWIŚCIE.

, a Thorin zmienił ich nazwę na „Serce Elen”, z czego ona zawsze była dumna.
http://www.olechkadesign.com/OlechkaDesign/Grumpy_Cat_Tastes_the_Rainbow_files/grumpy-cat-tastes-the-rainbow.jpg
http://www.olechkadesign.com/OlechkaDesign/Grumpy_Cat_Tastes_the_Rainbow.html