piątek, 9 stycznia 2015

Pupuś, do nogi!, czyli jak przestałem się bać i pokochałem Voldka (Sylwestrowa Ustawka 1/3)

Szanowni Czytelnicy Obydwu Analizatorni!
Staropolskim dziś zwyczajem… zapraszamy na pierwszą odsłonę Tradycyjnej Sylwestrowej Ustawki NAKW-y oraz PLUS-a. Na tę okazję wybraliśmy dla Was bardzo durne opko rodem ze starego, dobrego Hogwartu. Tyle że Hogwart Hogwartem, ale wszystko jest zupełnie inaczej. Zdziwieni? Ależ skąd :)
Dowiecie się między innymi tego, jak ważny jest dobór papieru toaletowego oraz dieta warzywno-owocowa w szóstej klasie. Znajdziecie wskazówki, co robić, gdy wasz przyjaciel lub chłopak nagle zakumpluje się z najbardziej potężnym, znienawidzonym i wzbudzającym grozę czarnoksiężnikiem wszechczasów. Oraz co ten czarnoksiężnik robi w wannie i pod prysznicem.
Coś jeszcze? Ach tak: będą seksy. Beznadziejnie opisane oraz - oczywiście i jakżeby inaczej - będą to gejowskie seksy (ale jeszcze nie w tej części).
… a najgorsze w tym opku jest to, że jego aŁtorka jest przekonana, że jest ono strasznie dowcipne.
Uśmiejecie się po pachy normalnie! Jako i my się uśmialiśmy…

Ustawka Sylwestrowa, NAKWowo - PLUSowa
zaraz się zacznie, zaraz się zacznie.
Koty za płoty, kto nie ma ochoty,
już nie czekamy, już zaczynamy,
start, start, start!

Zębami zgrzytają: Kura, Jasza, Gaba, Dzidka, Pigmejka, Kalevatar i Babatunde Wolaka.



Rozdział 1.

Ponure. Tak można było określić to miejsce. Nie było tam kwiatów, nie świeciło słońce. Ściany były pokryte czarną tapetą.
Nie stać nas na marmury. Nie stać nas nawet na czarny dąb. Oszczędzamy, żeby szybciej przejąć władzę nad światem!
I na czarnych tapetach nie widać brudu.
A przyklejono je czarnym klejem.

Wszyscy mężczyźni zgromadzeni w sali mieli kaptury.
Po prostu - stado hiphopowców.
Jołvada Kedavra!
Ale  sensie - same tylko kaptury? I gdzie właściwie je mieli: przyczepione do nosów, trzymali je w dłoniach, czy jak?
Na twarzy. W opku zawsze ma się kaptur na twarzy.

  • Jak tam wasze anioły? – Mężczyzna siedzący na podwyższeniu bawił się kieliszkiem wina.
I szpilką z czarną główką, na której tłoczyły się anioły.
Niestety ciągle wracał do liczenia ich.

  • Większość z nas – tu odpowiadający spojrzał na postać w fioletowym płaszczu. – Już zabiła wspomniane obiekty.
Kończąc tym samym swoją krótką przygodę z programowaniem.

  • A ty, mój drogi? Jak ci idzie eksperyment? – spojrzał na postać.
  • Bardzo dobrze. Jak dotychczas mam pełną kontrolę nad aniołem.
  • A co z młodzieżowymi hormonami? – zwątpił jeden z zebranych.
  • Mój drogi, porządne lanie i kary potrafią zdziałać cuda. Oczywiście, jak anioł będzie próbował przysporzyć kłopotów, sprowadzę go tutaj, opętamy go i zabijemy obu naraz.
Cenna porada dla rodziców nastolatków, które wkraczają właśnie w fazę buntu. Jak tylko odpysknie albo co gorsza wróci do domu z kolczykiem w nosie - natychmiast go porządnie zlej i zabierz mu laptopa na dwa miesiące!
A jak nie pomoże - opętaj i zabij.


Roześmiali się nieprzyjemnie. Zaczęli omawiać śmierć kolejnej wytypowanej osoby z protektorem.
Śmierć osoby z protektorem to dodatkowe utrudnienie.
I tak dobrze, że z protektorem, a nie np. osoby z protektoratem. Wyobrażacie sobie, jak trudno byłoby znaleźć kogoś takiego?
Z prorektorem jeszcze trudniej.
Gdy protektor podeszwy jest zbyt zjechany, to można wyświrgnąć takiego aniołka, że grabiami z chodnika zbierać nie warto.
***

Znudzony rozejrzał się po budynkach. Ta wioska mugoli była niewielka. Za to bogata.
Konie stały po stajniach, bydło po obórkach, nie mówiąc o świniakach w chlewach. Na Lipce napadli, czy co?

Jego śmierciożercy już wpadli do wszystkich budynków. Niedaleko niego siedział młody chłopak i obserwował pożar i zniszczenia. Podszedł do niego spokojnie.
  • Twoi ludzie sprawiają mi wielką frajdę, wiesz? – mugol nie zaszczycił go spojrzeniem.
  • Ach tak? – usiadł koło niego, wiedziony ciekawością.
  • Nienawidzę ich. Zamienili mi życie w piekło. Zasługują na śmierć. – spojrzał na wioskę z gniewem.
  • A co ci zrobili? – zachichotał.
Zapędzili do pomocy przy żniwach.

  • Cóż, obroniłem swoją kuzynkę przed pedofilem. Niemal mnie za to nie zlinczowali. Ten pedofil był kimś ważnym i wioska płaciła karę za atak na niego.
Co? Koleś zaatakował jakiegoś ważnego typa i cała wioska poniosła za to zbiorową odpowiedzialność? W jakim kraju, a przede wszystkim - w jakich czasach to się dzieje?
W sumie to pasuje do pierwszej z brzegu wojny gdziekolwiek i kiedykolwiek.
No ale to chyba w czasach pokoju, jedyną rozpierduchę robi Voldek.

Straciłem wszystko i zostałem bezdomnym. A draniowi się upiekło. – spojrzał na niego ciekawie. – Wyświadcz mi przysługę i zabij też tego drania.
  • Nie mam zwyczaju wyświadczać przysług. – Voldemort już miał go zabić.
  • Dupek. Tchórzysz przed zdobyciem nowego sojusznika? On lubi oglądać śmierć, mógłby typować ci ciekawsze ofiary.
Voldemort zamrugał. No tak, przeklęty Potter. Znów grzebie mu w umyśle. Ale pomysł był kuszący.
Taaak. Potter podpowiadający Voldkowi, jak skuteczniej mordować. R.I.P., kanonie.
Wygląda na to, że to także Wszechwiedzący Potter. Chyba że wywróżył to z kryształowej kuli.
A to Voldkowi już fantazji nie starcza, żeby samemu decydować, kogo ma ochotę zabić?
Minister Magii ostrzega: czarna magia może prowadzić do degeneracji wyobraźni.

  • Ale dla ciebie chyba zrobię wyjątek. – dokończył lekko.
  • To dobrze. Nienawidzę ludzi za to, co zrobili. A co mianowicie? Będzie fajna zabawa.
Uśmiechnął się. Chłopak był mniej więcej w wieku Pottera. Może uda mu się nauczyć go magii? Czuł potencjał. Sowa mogła go nie odnaleźć, ale jakie to ma znaczenie. Nawet jeśli to szlama, przyda mu się zabawka. Będzie wymyślał tortury dla wrogów i nieposłusznych sług.
Jedni malują, inni haftują, inni jeszcze torturują.
Wydawało mi się, że “szlama jako zabawka” w rozumieniu Voldka to raczej ktoś, kogo się torturuje, a nie, kto wymyśla tortury dla innych…
Tak jakby te dwie opcje się wykluczały.
Wymyślaj tortury, bo będę cię torturował!
Biedny Voldi, ewidentnie cierpi już na syndrom wypalenia.

Wkrótce podeszli śmierciożercy. Spojrzeli na chłopaka.
  • Zabrać go do kwatery. – Voldemort podniósł się. – Mam dla ciebie zajęcie.
  • Nie ma sprawy. Byle zapłata była krwawa i widowiskowa.
Wysadzanie wiaderek z czerniną.
Pełna kolekcja filmów Tarantino.
Albo

http://media.giphy.com/media/aCqPSxHc4XDWM/giphy.gif
http://media.giphy.com/media/aCqPSxHc4XDWM/giphy.gif

Obaj zachichotali. Bellatriks złapała go w pasie i przenieśli się do kwatery. Jedna z postaci obserwowała chłopaka niespokojnie.
Ale kto był tą postacią, zostanie tajemnicą.
Jakiś tam statysta.

***

Dumbledore przygryzł wargę.
  • Możesz to powtórzyć, Severusie? – zasugerował łagodnie.
  • Voldemort zabrał do kwatery mugola. Wyglądało na to, że zawarli jakąś umowę.
Dumbledore pokiwał głową. Tak, to dawało do myślenia. Voldek zawierający umowy z mugolami… prawdopodobnie nie był Voldkiem! Kto go zastąpił i co knuje uzurpator?

Snape napił się herbaty. I zagryzł ciasteczkiem. Odbywało się właśnie spotkanie Zakonu. Wszyscy byli zaskoczeni tym wydarzeniem.
Spotkania Zakonu były rzadkością, jakiej najstarsi czarodzieje nie pamiętali.
To brzmi raczej, jakby byli zaskoczeni, że Snape pije herbatę. W pełni to rozumiem, w końcu na co dzień pewnie poi się łzami swoich uczniów.

  • Co zrobił z tym nietypowym gościem? – Lupin podrapał się po nosie.
Takie rzeczy z nim zrobił, że słów brak. Wyobraź sobie - zrobił origami!

  • Dał mu domek ogrodnika i umieścił tam mugolski sprzęt, zaczarowany tak, by działał przy magii. – Severus potarł skronie. – Wszyscy byli zaskoczeni. On coś kombinuje.
  • Oby nie skończył kombinowania przed rozpoczęciem roku szkolnego. – Molly spojrzała na sufit.
Dumbledore przygryzł wargę. Snape napił się herbaty. Lupin podrapał się po nosie. Severus potarł skronie. Molly spojrzała na sufit. Potter poczochrał włosy. Łupież poleciał na sweter.
Po podłodze, wierny konwencji, przetoczył się suchy pustynny krzak.

Rozumieli jej niepokój. Na szczęście jej rodzina, oraz Harry Potter byli już w kwaterze głównej. A już jutro mieli jechać do szkoły. Wprawdzie szkoła miała się zacząć dopiero za półtora miesiąca, ale to było życzenie Pottera na urodziny. Chciał się uczyć podczas wakacji.
Coś knuje. Z całą pewnością! Gdyby to była Hermiona, uwierzyłabym w chęć uczenia się podczas wakacji, ale Harry?
I zgodnie z życzeniem Pottera cała kadra Hogwartu zostanie wezwana do pracy półtora miesiąca wcześniej? Bo z książek mógłby się jednak uczyć na miejscu...

Lupin zgodził się wrócić wraz z nim i pilnować go. Mężczyzna otrząsnął się z rozmyślań [jak zawsze z wielu], gdy członkowie Zakonu zaczęli się podnosić. Dumbledore machnął mu i został zbesztany za machanie na ludzi bez powodu. Albus poczekał, aż reszta wyjdzie i zagadnął.
  • Na pewno chcesz tego? – zapytał.
  • Albusie. Harry jest tutaj otoczony wspomnieniami o Syriuszu. Niby minął już rok, ale wciąż to go boli. Nawet ze mną mało co rozmawiał. Pomyśl co czuje po tym, jak w czerwcu niemal nie zginąłeś. Gdyby nie jego tarcza ochronna…
  • Wiem, zdaje sobie z tego sprawę. Do tego jego umiejętności w eliksirach są lepsze niż Severusa.
Wcale nie są, tylko do tej pory widać nie przyznał się, że korzystał z podpowiedzi Księcia Półkrwi.

Obaj spojrzeli na dłoń dyrektora. Teraz była już zdrowa. To Potter stworzył eliksir na tę klątwę. Snape zaciskał wargi, ale musiał dać mu Wybitny. Było to dosyć sporym zaskoczeniem dla całej szkoły, ale nie dla chłopaka. Ten wzruszył tylko ramionami.
Był zbyt dobry na tę szkołę. On to wiedział, my to wiemy, tylko do reszty bohaterów jeszcze to nie trafiło.

Do tego Severus zawdzięczał mu życie. To Potter zasugerował, że Voldemort mógł opętać Snape’a i to go oszczędziło od kary za próbę morderstwa. Jednocześnie uraziło Albusa, który zamierzał właśnie wówczas zginąć i tym samym zmusić Harry’ego do zabicia Voldemorta.
Takie ładne samobójstwo sobie przygotowałem, a ty wszystko zepsułeś! Foch!
Co kogo uratuje od śmierci, to ten strzela focha. No nie wiem, ja bym chyba z tego wyciągnęła jakieś wnioski.

Dyrektor westchnął i podniósł się. Poszli razem na drugie piętro. Harry kończył się pakować i spojrzał na nich z uśmiechem.
Na dyrektora, swoją osobę i swój majestat. Było trochę ciasno.

  • Pomyślałem, że będziesz chciał zabrać przyjaciół.
Ron zaraz poderwał się i rzucił do pakowania z radosnym Jupi.
Kim jest Jupi i czemu towarzyszy Ronowi?
Ktoś chyba wypełnił niszę po Parszywku.

Hermiona wstała niechętnie. Zauważyła, że Harry ostatnio ma napady humoru i chodząc po zamku, wybucha znienacka przeraźliwym śmiechem i opowiada czerstwe dowcipy Krwawemu Baronowi wcale nie uśmiechało się jej to. Dyrektor obrzucił ją karcącym spojrzeniem.
Jak śmiesz być niegrzeczna i nieposłuszna wobec Chłopca, Który Przeżył! Pamiętaj, że jesteś jego własnością przyjaciółką!
A znoszenie fochów i humorów jest twoim świętym obowiązkiem. Pamiętaj, on jest po przejściach!

Harry zaś obrzucił takim spojrzeniem jego.
Wszyscy obrzucali się spojrzeniami, aż zapomnieli, po co to komu.
Gdyby zamiast spojrzeń używali tortów, przynajmniej coś by się działo.

Wyszedł za dyrektorem.
  • Muszą? – zapytał ponuro.
Chciał się zawczasu odgrodzić od tego kanonicznego barachła, ale Albus rzucał mu kłody pod nogi, zawistny dziad.

  • Oczywiście. Przecież to twoi przyjaciele. Czuliby się pominięci. – dyrektor uśmiechnął się ciepło.
  • Szkoda, że nie pomyślał pan o tym pominięciu podczas poprzedniego miesiąca.
A co, cierpiał na księżycową chorobę i nikt mu nie pomógł?

Harry wrócił wściekły do pokoju. Jakby mało mu było marudzenia i kontroli.
Sam jest marudą jakich mało.

  • To chyba moja wina. – skruszony Lupin usiadł na łóżku i szepnął mu na ucho.
  • Tak? – Harry spojrzał uważnie.
  • Nie chciał się zgodzić, więc wspomniałem, że ty tu wariujesz bo masz złe wspomnienia. Chyba uznał, że potrzeba ci towarzystwa.
  • Dupek. – Harry uśmiechnął się do Lupina.
Najbardziej właśnie lubił jego i Hermionę. Wiedział, że ta wyczuła jego zły humor i nie chciała jechać. Za to ich kochał.
Hermiona nie chce, Harry nie chce, ale będzie tak, jak mówi Dumbel. Bo przecież nie jest tak, że to są wolni ludzie, a nie kukiełki, hm...

***

Harry położył się na łóżku. Niedawno się rozpakował. Ron już poleciał po Hermionę, by szli na kolację. Nienawidził regularnych pór posiłków. I nienawidził tego jedzenia.
I nienawidził świata jako takiego. Nienawidził również samego nienawidzenia, osiągając (nienawistnie) poziom turbometanienawiści i odblokowując achievement "the grand master of teenage angst".

Może im to smakowało, mu nie.
  • Harry, rusz się. – Ron zajrzał do środka. – Kolacja!
  • Nie chce mi się jeść! Idźcie sami. – Potter odwrócił się na bok.
  • Ależ Harry. Nic nie jadłeś na obiad!
  • Której części zdania nie chce mi się jeść nie zrozumiałeś?! Nie każdy myśli tylko o żarciu tak jak ty! Zostaw mnie w spokoju.
Przyzwyczajajcie się, tak już będzie - w tym opku Harry prezentuje nastoletni angst w całej krasie (przynajmniej dopóki ktoś nie wyleczy jego fochów per rectum).
Oni tam jedzą części zdania? Podmiot w galarecie, pieczeń z dopełnienia? Cóż, magia...

Rozdział 2.

Harry z ulgą zamknął drzwi. Kochana Hermiona. Uspokoiła kretyna. Inaczej dyrektor znów by się czepiał. I tak pewnie zastanawiają się, co kombinuje Tom. On czasem to widział, ale teraz nie chciało mu się zaglądać. Miał wspaniałe plany na ten miesiąc i znów mu je zepsuto.
Mam świetny pomysł! Powybijaj ich i upozoruj wypadek! Ty będziesz zadowolony, Riddle będzie zadowolony, twoi przyjaciele… cóż, już nigdy nie będą NIEzadowoleni.

Dumbledore wiedział, że Remus nie będzie go cały czas kontrolował. To dlatego zaprosił również te dwójkę. Tak więc zero szwendania się i wybryków. I to go złościło.
  • Ile razy jeszcze będą mnie podcinali?! – warknął.
Zawsze myślałam, że Hermiona i Ron radośnie uczestniczyli w szwendaniu się i wybrykach Harry’ego, ale widać po szóstym roku coś się zmieniło.
Odnoszę wrażenie, że w fanfikach potterowych szósty rok zawsze jest przełomem.
Ach, Harry jako mroczna gotycka paprotka, którą złośliwie podcina wredny Dumbel z nożycami!

Przecież miał swoje życie. A był niemal niewolnikiem. Od narodzin miał wyznaczoną rolę. Ale dyrektor umieścił go u krewnych i to go zniewoliło.
Ciotka Petunia nigdy mnie nie rozumiała! Nie pozwalała rozwinąć się mojej artystycznej duszy! - załkał.
Wujaszek też go podcinał. A Duduś miał tak zniewalające spojrzenie...

Potem trafił do Hogwartu, gdzie każdy oczekiwał od niego zbawienia świata. Był pewny, że to również robota dyrektora. A on głupi to robił.
W pierwszej klasie przyjął pokłon pasterzy, potem rozmnożył trochę chleba, uzdrowił paru chorych i przespacerował się w tę i z powrotem po jeziorze. Nabrał również zwyczaju wygłaszania kazań, szczególnie na wzgórzach i pagórkach.
No kto to widział, żeby biec na ratunek siostrze przyjaciela porwanej przez strasznego potwora. Tylko frajerzy tak robią.
Ale jakiego przyjaciela, proszę Cię, przecież Harry nie ma przyjaciół, tylko nasłanych przez dyra szpiegów.
Poza tym albo mi się wydaje, albo w wielu wypadkach jego ratowanie świata wynikało z dość beztroskiego pakowania się w kłopoty. Ale co ja tam wiem.

Jak zaczął się buntował w czwartej klasie, to wrócił ON. I całą piątą był prześladowany.
Ten ON?

Co za ludzie… tu też była wina dyrektora.
No w sumie fakt, kierownik odpowiada za wszystko, co dzieje się w jednostce.
Szkoda tylko, że prześladowało go głównie Ministerstwo i podległe mu media.
I śnieg przez niego padał.
I grzyby do pierogów podrożały...

Specjalnie unikał go i zostawił na pastwę czarodziejów. By wiedział, co go czeka jak się będzie buntował.
Ok, nie licząc Umbridge - co takiego złego zrobili mu pozostali czarodzieje?
Noo, Voldemort próbował wejść mu do głowy.
Wielu też kazało się uczyć.

A w poprzednim roku szkolnym bił go podczas prywatnych zajęć.
AAAAAAAAAAAAAA!!!
(ejno, zaraz - i dlatego Harry uzdrowił jego rękę? Żeby Dumbel mógł go mocniej bić??? To niech nie jojczy, tylko przyzna się, że to lubi!)
Nie no, pewnie też go zmusili. Albo wyprali mu mózg. Te klimaty.

Warknął bezgłośnie, po czym usiadł.
Wykonałam eksperyment. Bezgłośne warknięcie to po prostu powiedzenie szeptem “wrrr”.
Dobrze przynajmniej, że nie warknął ironicznie.

Złapał za pergamin i zestaw do pisania, po czym zszedł do pokoju wspólnego. Usiadł i zaczął pisać.

Życie jest do dupy. Tak samo jak papier toaletowy mella. Każdy każdego w dupę rypie i wygląda to jak naturalna symbioza. Ale co ma powiedzieć na to ten, kto nikogo nie rypie, a rypią wciąż jego? Dla przykładu ja? Nikt mi nie pomoże, nikt mnie nie uwolni.
No cóż. Jesteś w yaoicu, a dziś mamy dzień specjalny - Kura pogrzebała w kieszeni, wyciągnęła zmiętą kartkę i odczytała z namaszczeniem: “Multi-pairing centered around Potter”. Przywyknij, a najlepiej - polub.

Miałem nadzieje na fajne wakacje, a wepchali mi szpiegów, by siedzieli na odwłoku i pilnowali. Nic, tylko wziąć przykład z Emo Martynki i się wiecznie ciąć, AjĆ. Ale nie, czarodzieje nie wiedzą, co to emo Martynka.
On za to dostał ataku prekognicji i wie, choć Emo Martynka zacznie tworzyć dopiero za jakieś 12 lat, w obcym kraju, obcym języku i w medium niedostępnym czarodziejom.
Ciesz się, że Harry nie chodzi na zajęcia z języka polskiego i na historii nie uczy się o Mieszku I.
Harry wie tu najwyraźniej wszystko, więc ja bym nie przesądzała.

Swoją drogą, to strasznie głupie pisać jak PoKeMoN. Jak ona wypełni podanie o prace, jak pisze wiecznie ajć lub, że się tnie. Doświadczenie zawodowe? Tamowanie krwi. Ale, ale, nie miałem współczuć jej, tylko sobie. Albo i nie, mnie nie można współczuć. Tylko posmarować zad wazeliną i lecimy, jak każdy na tym świecie.
Jestem pełna podziwu. Normalnie hogwarcki Najder nam się tu ulungł.

Harry zaśmiał się i przeczytał jeszcze raz kartkę. Miał dosyć ponure poczucie humorku.
Dzieeee?
No fakt, ja na przykład jestem dość przygnębiona po przeczytaniu tego akapitu.
Ponure ono jest z punktu widzenia otoczenia.

Ale nikt o tym nie wiedział. Złożył kartkę i rzucił w płomienie. Te, zamiast spalić ją, stały się czarne i kartka zniknęła. Potter zamarł.
  • Ja to zawsze mam szczęście. – zamamrotał.
Nawet żywioł ognia jest przeciwko Harry’emu.
Musi jest nieczysty, skoro żywioły nie chcą go przyjąć.
A w sumie to o co mu chodzi? Wrzucił kartkę do ognia, kartka zniknęła. Co mu się nie podoba? Co innego, gdyby uparcie wylatywała z powrotem, nietknięta płomieniem.

Wkrótce do pokoju wróciła reszta. Usiedli na kanapie niedaleko niego. Hermiona zajęła się czytaniem i odrabianiem pracy wakacyjnej. Przez prawie godzinę nie zamienili ze sobą słowa. Ron już miał coś powiedzieć, gdy rozbłysły czarne płomienie
Przez godzinę w kominku paliło się na czarno?

i koperta wylądowała pod stopami Harry’ego. Ten podniósł ją i odwrócił. Nadawcy nie było, za to podpisane było „do papieru Mella”. Zaczął śmiać się jak wariat. Rozerwał kopertę i wyjął kartkę i plik naklejek.

Kotku.

Wbrew pozorom Mella to luksus. Ostatecznie zawsze idzie podcierać sobie dupę papierem Pupuś. Nie masz więc jeszcze tak źle. Szpiegów olej, jak są mądrzy, to ci dadzą spokój. Jak nie, to uduś lub upiecz na rożnie. Co do emo Martynki nie znam, to ci nie poradzę. Pisma tego też nie znam. Kto w ogóle wymyślił by tak pisać? Nie mów, że ona bo ją od razu zabiję. Chcesz, by ci lecieć na wazelinie? Kotku, nie znamy się aż tak dobrze, by się spoufalać.
A teraz na poważnie. Jakim cudem udało ci się mnie niemal nie utopić, tego nie zrozumiem. Siedziałem sobie w wannie, funkcja hydromasażu pieściła mi delikatnie ciało… a tu nagle z kominka wyleciała kartka i wbiła się narożnikiem prosto w nos.
Po raz kolejny skląłem projektanta, który uparł się, by umieścić kominek w łazience.
Spojler: i już wiemy, dlaczego Voldemort zredukował swój nos.
Łazienka ta była jednym z projektów wykonanych przez uczniów Bezdennie Głupiego Johnsona.
A może było odwrotnie? Może Voldemort trzymał wannę w salonie?

Na szczęście była dosyć wesoła. Opracowałem więc naklejki. Jak będziemy je stosować, to listy zawsze dotrą do nas. Tylko łap je uważnie, by nie podkradli.
Wydajesz się być… młody. Bardzo młody. Albo się uczysz, albo dopiero skończyłeś szkołę. Masz kłopoty sercowe? Zabij ukochaną. Dyrektor cię meczy? Podpal mu te fioletowe gacie. A tak w ogóle opisz mi siebie.
No wiesz, kolor oczu, włosów, wzrost i inne wymiary.
I co masz na sobie?
A w ogóle, dołącz focię, najlepiej nago.

Harry odwrócił kartkę, ale nic tam nie było. Nawet się nie podpisał. Dopiero po chwili Potter zareagował. Następne, co pamiętał, to fakt, że wije się na dywanie ze śmiechu.
Ale… dlaczego?... *rozgląda sie bezradnie*
Kartka była nasączona podtlenkiem azotu.

  • Harry, w porządku? – Hermiona wyrwała mu list. – Ojej.
  • Dokładnie. Ojej. To jest boskie! – Potter krztusił się i przez to zaczął kaszleć.
Ron klepał go po plecach. Potem zagonili go do łazienki, gdzie jeszcze bardziej zaczął się śmiać. Hermiona też zachichotała.
  • Znalazłeś nowego kolegę? – zapytała się cicho, jak Ron poszedł po jego przybory do kąpieli.
Nigdzie nie mógł znaleźć żółtej kaczki.
Za to zdziwił się trochę, kiedy znalazł tę:


  • On jest boski. – Harry oparł się o ściankę.
  • Uważaj, jak traktujesz Rona. On jest całym sercem przy dyrektorze. – ostrzegła.
  • Wiem. Dzięki za pomoc. – odparł.
Oho, Hermiona już wie, z której strony wiatr wieje.
To na pewno jest Hermiona? Ta sama, która zawsze krzyczała “nie używaj tej książki, nie wiesz, do kogo należała!” albo “nie stosuj tego zaklęcia, nie wiesz, jakie będą jego skutki”?

***

Harry ziewnął. Potarł oczy i spojrzał w bok. Ron jeszcze spał. Chłopak wstał i umknął pod prysznic. Umył się dokładnie, wciąż chichocząc na wspomnienie listu.
Ale czekajcie, on NAPRAWDĘ uznał to za takie obłąkańczo śmieszne? Ale naprawdę?...
Może to był metadowcip, w którym śmiech miała wzbudzać sama idea, że ktoś mógłby uznać coś podobnego za śmieszne…
Zamierzam w to uwierzyć, będę szczęśliwsza.

Wczoraj Ron męczył go ponad dwie godziny, zanim dał sobie spokój. Nie rozumiał go. To jego list, co go to obchodzi? Chyba, że naprawdę ma go szpiegować. I on się na to zgodził?! Co z niego za przyjaciel?! Za dwa tygodnie miał mieć urodziny, a ten mu to psuje.
Co za wstrętny psuj! Nie dostanie torciku!

Na szczęście miał nowego kolegę. Na pewno starszego, ale nie szkodziło. Póki nie dowie się, z kim pisze. Wówczas będzie źle. Ten słynny Harry Potter. Zacznie się marudzenie i tak dalej.
Z tego wynika, że Harry NIE WIE, z kim koresponduje, prawda? I spodziewa się, że ten drugi też nie ma pojęcia?
Nazywam się Wojtek i też mam 12 lat.
Nope. Zwłaszcza ten drugi nie miał jak się zorientować - te kawałki o ratowaniu świata, Dursleyach i dyrektorze były takie enigmatyczne...

  • Tak w ogóle, macie jakiś sposób na dostarczanie sobie listów? – Hermiona spojrzała na niego. – Mogą się łatwo zgubić. Wyobrażasz sobie minę dyrektora, jak dostanie taki list od ciebie?
  • O tak. Rozerwałoby mnie ze śmiechu. A na poważnie to mamy naklejki. Naklejamy je na kopertę i wtedy się nie gubią. – Harry zaśmiał się.
Poczto Polska, słyszysz?
Już daj spokój Poczcie Polskiej, od dawna nie gubi listów.
I naklejki też ma, “znaczki” się nazywają ;)

  • Wiesz, że to zaawansowana magia? – Hermiona obejrzała uważnie naklejki.
  • Wiem. Nawet wiem, kto pisze ze mną. Tego pisma nie idzie pomylić. – Harry zakleił kopertę z listem i nakleił naklejkę.
Nie bardzo rozumiem ten patent z “naklejkami”. Komunikacja magiczna działa od wieków bezbłędnie, czy to poprzez sowy, czy pogawędki przez palenisko, czy inne gadżety przenoszące informacje. Skąd w ogóle nagle pomysł, że listy mogą “łatwo się zgubić”, i w jaki sposób naklejka je przed tym chroni?
No ale to by trzeba jakoś logicznie wyjaśnić, a tak wystarczy… wyjąć naklejkę z dupy, wrzucić ją do opka i już.
Nie do końca, ostatecznie Harry wrzucił list do kominka na ślepo, bez podania adresu. Gdyby tak samo zrobił z kolejnym listem, ten pewnie trafiłby w inne losowe miejsce. Pozostaje pytanie, jak Voldemort określił, skąd go wysłano, no ale zaawansowana magia, niech będzie.
Nadal nie wiem, jak naklejka chroni listy przed “zgubieniem”.
Pewnie kominek sczytuje ukryty w niej kod kreskowy z adresem odbiorcy. ;)

Wrzucił ją w płomienie, które znów stały się czarne.
  • To z kim piszesz? – Hermiona wróciła do pracy domowej.
  • Z Voldemortem. – powiedział spokojnie.
No to rzeczywiście “starszy kolega”... Nawet sporo starszy. Niemniej, skoro Harry od samego początku poznał pismo, to skąd te rozważania akapit wcześniej?
Dyskusja z Voldemortem o papierze toaletowym. Japierdziu.
Spokojnie, Kal, bierz przykład z Hermiony, ona już wie, że doktor kazał przytakiwać.

Rozdział 3.

Voldemort nalał wody do miseczki Nagini.
I dosypał ziarenek.
A potem zmienił jej żwirek w kuwecie.
Wszystko wymieszał. Powstałą papkę nałożył na włosy, by były puszyste i lśniące.

Ponownie spojrzał na kominek. Od wczorajszego wieczora siedział niemal całą noc i czekał na to. Na list od nieznanego mu papieru Mella, jak go nazywał.
Czekając, wzdychał i rysował serduszka na zaparowanej szybie. Toaletowe motywy zawsze go rozrzewniały.

Ten list był miłym zakończeniem dnia. Najpierw zabijał, torturował i znęcał się nad ludźmi i sługami.
Sługi to nie ludzie?

A potem w kąpieli dostał w nos. I to dostał w nos dość ponurym listem.
Ach, więc ten “nos” w liście nie był próbą zmylenia czytelnika i ukrycia swej tożsamości...
Mówiłam, to żaden Voldek.
Oj no bo to jest Tom. Chyba nie sądzisz, że Harry poszedłby do łóżka z Voldemortem z ostatniego tomu?
Spojlerujesz! :P
Przprszm. Ty też :-P

images

uu9vDlhL.jpeg


Przez który niemal nie utopił się ze śmiechu.
Starcze zdziecinnienie atakuje znienacka…

Teraz usiadł i wziął ponownie do ręki list. Ktokolwiek go pisał, miał humor. Potem raptem podniósł się i ruszył do domku ogrodnika, gdzie zainstalował mugola.
Wersję 2015.0.
Powinien pamiętać o aktualizacjach, bo jeszcze mu się mugol zawiesi i nici z planu.

  • Hey. – powitał go, segregując kartki. – Masz listę dosyć wpływowych i bogatych mugoli.
  • Jeśli odgadniesz, dlaczego tam wszyscy ze wszystkimi to cię wypuszczę.



  • Dobrze. Mam dla ciebie małe zadanie. – pokazał mu kartkę.
Chłopak wziął list i przeczytał.
  • Niezła ironia. – zauważył.
Gdzieeeee?
Tam, gdzie sens tego opka.

  • Tak. Co to jest emo Martynka?
  • To.
Chłopak odpalił blog i Voldemort niemal nie zwymiotował.
Jakie toto wrażliwe, myślałby kto.

  • Myślałem, że mugole nie mogą bardziej zgłupieć.
Do Harry’ego nie dotarła, niestety, wiadomość, że emo-Martynka to fake…
Nigdy nie był szczególnie dobry z mugoloznawstwa.

Wyszedł do wtóru śmiechu chłopaka. Spojrzał na listę. Było kilka nazwisk bogatych kobiet i mężczyzn.
Których Voldemort kojarzył, gdyż regularnie śledził listy Forbesa.

Można się obłowić i pozabijać co nieco.
Obłowić? Czym?
Może liczy na biżuterię i futra w szafach milionerek? Dobry diament zawsze w cenie.

Zamknął drzwi od pokoju i niemal w tej samej chwili zaszumiał kominek. Spojrzał na czarne płomienie. Kiedy zgasły, rozejrzał się. Koperta leżała pod komodą. Podszedł i sięgnął po nią, sycząc, gdy ugryzł go pająk.
W kwaterze pana V. są pająki?!
Muszą być. Kto inny robiłby mroczne pajęczyny u powały?
We dworze pana V. są powały?!
Na twarzy pana V. jest nos. A w takim razie wszystko możliwe.

  • Nienawidzę robali. - Warknął.
Pająki to nie robale. Tomie Riddle, wróć do szkoły.
Standardowe pająki, nie będące akromantulami, nie są stworzeniami magicznymi, dlatego czarodzieje się o nich nie uczą.

Podszedł i spojrzał na kopertę. Rozerwał ją.

Hey, Pupuś.
Pupuś. Kurwa. Pupuś.
Pupuś, do nogi!
(czy Wy też widzicie to?)


Dobra, schowaj różdżkę, Tom.
I zapnij rozporek.

Przyznaje, jak tylko ta kartka zniknęła zamiast spłonąć, pomyślałem: znając moje palnięte szczęście, trafi prosto w twój zad.
Kaj rzyć, kaj nos, Potterku.

Niewiele się pomyliłem, dotarła do ciebie. Nawet taka korespondencja będzie lepsza. Tym bardziej, że jest coś, o czym chyba musimy porozmawiać. Chodzi mi o połączenie umysłów. Możesz mi wyjaśnić, jak mam to wyłączyć?
Nie udawaj niewiniątka. Ciebie to denerwuje, mnie też.
Siedzę teraz do końca wakacji w Hogwarcie. Do tego niestety nie sam. Dumbledore wsadził mi szpiega do kontroli. Wcześniej Ron był fajnym przyjacielem, ale teraz strasznie mnie pilnuje. Nie idzie się uwolnić. Przydałoby się poznać hasło do twojego konta na twitterze domu. Wiem, jest ponury i zimny, ale on tam nie wejdzie. Chociaż drops podałby mu hasło. Zabij dropsa, będę miał spokój. Kończę, bo słyszę dupka. Wstał i trzeba będzie zawlec się na to paskudne śniadanie.
Paskudne? Pewnie skrzaty wkurzyły się, że muszą pracować w wakacje przez jakiegoś jaśnie panicza, i podają wyłącznie przypaloną owsiankę.
Ten opkowy Harry Potter jest megapalantem.

Do usłyszenia, Motyl.
Motyl??? Durniejszej ksywki już nie mógł sobie wymyślić???
“Pupuś” zarezerwował dla LORDA VOLDEMORTA. Też widzicie, jak wygląda to zdanie? Też macie mindfucka?...
Ja już nic nie mam. Mózg odpełzł kilka stron wcześniej, teraz kuli się gdzieś w kącie i wypływa z niego coś zielonego.
Avada mentala?

Ps. Nie zabijaj dzisiaj nikogo, głowa mnie boli, więc miej to na uwadze. Fajny mugolak w twoim posiadaniu.
Nie bądź sknera, pożycz go na trochę, też chcę się zabawić!

Voldemort złożył kartkę na pół. Motyl? Dobrze, że nie podpisał się aniołek albo złoty chłopczyk.
Ojtam, naprawdę, niewielka różnica.
Z tego, co jest wyżej napisane, wynika, iż Voldi sarkastycznie “cieszy się”, że kartki nie podpisał (jakiś) aniołek ani (jakiś) złoty chłopczyk.
A może z Motylem chodzi o to?

http://img.photobucket.com/albums/v475/k155_me/ButterflyPic.jpg
[http://img.photobucket.com/albums/v475/k155_me/ButterflyPic.jpg]

Usiadł w fotelu i potarł palcami skronie. Taka mała bzdura, dwie kartki. A wykazała bardzo dużo. Po pierwsze nie znał Pottera. Świadomość, że chłopak już po jednym liście go rozszyfrował – a przecież zmienił pismo i styl i pisał lewą ręką przy pełni księżyca na rozstaju dróg – była jakoś niepokojąca. I miał rację. Coś było nie tak. Przecież blokował go i to połączenie. A mimo to chłopak wciąż szpera mu w mózgu. No i jego życie prywatne. Dlaczego mu się zwierzył? Może to również z powodu tego połączenia? Nie obawia się, bo to tak, jakby mówił to do samego siebie?
Na zajęciach z mugoloznawstwa powinni im kazać czytać “Doktora Jekylla i Mr Hyde’a”.

Voldemort nalał sobie wina do kieliszka i napił się. Jakby nie patrzeć, właśnie zrozumiał kawałek układanki. Potter w pierwszej klasie, gdy niemal go nie namówił, a potem niespodziewanie chłopak czegoś się wystraszył. Czwarta klasa, gdy uciekł… Piąta, gdy uparcie stał przy dyrektorze...
Pierwsza, szósta, trzecia, piąta,
ktoś mi wszystko dziś poplątał,
A do siódmej klasy tylu uczniów chodzi!
Gdyby zrobić jakieś czary,
gdyby był tu ze mną Harry,
Niech tu stanie, stanie mu!

I teraz też go wyleczył. Przecież nawet on i Severus nie umieli stworzyć leku na tę klątwę. Więc chłopak jest jakby w niewoli. Dyrektor ma na niego haka i ten nie potrafi uciec. Boi się.
I z tego strachu tworzy zaawansowane zaklęcia, jakich nie umieli stworzyć o wiele starsi i doświadczeńsi czarodzieje. Słyszeliście, korporacyjni spece od motywacji?
Może tą drugą ręką Dumbel mocniej bił?

Zabicie Albusa to najlepsza sprawa dla chłopaka. Zamrugał. Naraz wyjaśniła się kolejna zagadka. Zastanawiał się nad nią, jak tylko odkrył to połączenie z Potterem. Miał pewność, że chłopak został przez niego połączony w chwili ataku na niego i stworzeniu przesławnej blizny. Dlaczego więc nie powiedział dyrektorowi, że się odradza?
Zdaje się, że alternatywna historia sięgnęła tutaj dość daleko w przeszłość - przecież po odrodzeniu Voldemorta pod koniec czwartej klasy Potter opowiadał o tym każdemu, kto chciał i nie chciał, zarabiając przy tym na opinię paranoicznego wariata. A potem to nawet nie musiał opowiadać, skoro Voldek sam się ujawnił.
Ja tam nie wiem, pogubiłam się w zaimkach.

Miał przesłanki, że on go wyczuwa nawet Severus poświadczył mu, że Potter ma częste wizje o nim. Więc dlatego nie wydał go. Potter POZWOLIŁ mu się odrodzić. I teraz wiedział dlaczego. Żeby pokonać dyrektora i uwolnić go od niego.
A przy okazji zostać współodpowiedzialnym za śmierć dziesiątek mugoli i rozpętanie wojny. Cóż, nikt nie twierdził, że Potter jest bystrym chłopcem.
Może jest bystry, ale zwyczajnie nie daje faka?
Najważniejsze jest pokonanie Jednostki Specjalnej “Dyrektor”.


  • Panie Potter, pan jest za bardzo cwany. – powiedział.
  • A co, ja mam sobie brudzić ręce? Przecież każdy utożsamia mnie ze zbawcą świata. Wcale się o to nie prosiłem. To Albus rozgłosił takie bzdety.
Ostatnio trochę się zaniepokoiłem, bo przestał prosić mnie o rozmnażanie chleba, a za to przywlókł skądś dwie belki i kazał mi zmierzyć je wyciągniętymi rękami… O co mu chodzi, jak sądzisz?

  • Cóż, bywa. Zobaczy się, a teraz won z mojej głowy.
Usłyszał jeszcze chichot i napór znikł. Uśmiechnął się lekko. Co za uparty szpieg. Cofnij, żaden szpieg. Nigdy nie zdradził wszystkiego. Tylko zostały ujawnione te wizje, które zagrażały jego znajomym.
No widzisz, Voldek, tak łatwo spacyfikować Pottera: odchromol się tylko od jego krewnych i znajomych, a zobaczysz, że w obronie obcych ludzi nawet palcem nie kiwnie!

Wypił do końca wino i złapał za pergamin.

Potter.

Osobiście cię zabiję za tego Pupusia! Co do połączenia, nie wiem, jak je wyłączyć. Jak na razie nic nie skutkuje. Rona zabić, czy Dumbledore’a?
Najlepiej obu, roboty tyle samo, a przyjemność podwójna.
Z rozpędu utłucz jeszcze tego beznadziejnego kucharza, może Harry zje wtedy wreszcie coś porządnego.

Zresztą, nieważne. Nie ma sensu wiać do pokoju ślizgonów, dyrek poda mu hasło. Ciesz się wakacjami. Wkrótce wyjdziecie na Pokątną po książki. No i wioska, i błonia. Ciesz się życiem.
Nie spełniam próśb. Jeszcze dzisiaj dodatkowo będę zabijać. Rozumiesz, nie zdążyłem wyrobić normy i muszę to odpracować w weekend. Bynajmniej [tak, tak…] wyślą cię po leki. Dorzucam ci coś na urodziny. To zaczarowane magicznie MP3. Wprawdzie muzyka mroczna, ale jakoś to wytrzymasz. Lepsze klimaty metalu, niż szpieg. Zresztą, ludzie zakonu wieją od tego. Będziesz miał spokój.
Wszystko się zgadza, tylko zakony mu się pomyliły.

Tom.

Podpisał się swoim imieniem. Skoro chłopak ma szpiega, to lepiej nie męczyć go kłopotliwym listem. Chociaż i tak mogą podejrzewać go o to. Może powinien zmienić podpis? Ale nie, rozszyfrują magię i będą się pytali. Lepiej wysłać tak, jak jest teraz.
Skoro Harry ma szpiega, to trzeba wysłać mu list, w którym otwartym tekstem napisane jest o zabiciu Dumbla, z pewnością nikt nie znajdzie w nim nic podejrzanego. Brawo, Voldek, stara, dobra szkoła Stirlitza!


Rozdział 4.

Harry odwrócił się od okna w chwili, gdy Ron zszedł na dół.
  • Mogłeś powiedzieć, że już wstałeś.
  • Nie jestem twoim niewolnikiem, by ci się meldować. – Harry spojrzał na niego zimno.
Ron, daj sobie spokój. Jest tylu fajniejszych chłopaków w Hogwarcie, z którymi możesz się zaprzyjaźnić...

Potem ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Hermiona zachichotała w duszy.
Trudno powiedzieć, z czego, ale doceńmy, że choć ktoś nie foszy się z samego rana.
Może włączył się jej wisielczy humor. Albo zaczyna tracić zmysły.

Ron ruszył za nim wściekle, powiewając, tupiąc i furkocząc, a ona zauważyła czarne płomienie. Szybko złapała kopertę, skrobnęła przeprosiny, że Harry wyszedł i odesłała kartkę, naklejając nalepkę.
Powiedzcie mi, że Hermiona nie uwierzyła w korespondencję z Voldkiem… Powiedzcie, że uznała to tyko za wygłupy Harry’ego…
*milczenie*

Po wykonaniu tego pobiegła za nimi. Akurat kłócili się piętro niżej.
  • To, że jesteś pieprzonym zbawicielem nie znaczy, że masz być chamem dla mnie! – Weasley był zdenerwowany.
  • A to, że jesteś szpiegiem liżącym dupę dyrektora nie znaczy, że ci powiem o każdej swojej myśli. – Harry wściekł się jeszcze bardziej.
  • Każdy się o ciebie martwi, a ty masz to w nosie! To niepokój, nie szpiegostwo!
  • Oczywiście! Nie potrzebowałem tu nikogo, ale was wepchnął. Tylko mi popsułeś szyki w planach na naukę.
Mugoloznawstwo na lewej flance, doborowe hufce Wróżbiarstwa na prawej, a środkiem chciałem puścić oddziały OPCM-u.

Będę musiał siedzieć w książkach zamiast ćwiczyć. Och, wielki mi przyjaciel!
Przypominam, że to był pomysł Albusa, nie Rona. A jeśli nie byłeś dość łaskawy, by wtajemniczyć kolegę w swoje chytre plany, to do siebie tylko miej pretensje, że ci je psuje.

Raczej wsadzający wszędzie wścibski nos, głupi rudzielec.
Hermiona jęknęła. Więc o to chodziło. Podejrzewała to od samego początku. Przeszkadzali koledze w nauce. Na pewno chciał się uczyć jak zwalczać czarną magię.
Hermiona wygląda mi na zakochaną w Harrym - taką miłością, co to wszystko zniesie, wszystko przetrzyma, wybaczy każdą bucerę i jeszcze uzna, że była urocza.
Znów, nie mógł oczywiście ćwiczyć w Kwaterze, pod okiem doświadczonych czarodziejów.
A weź, tam jeszcze ktoś mógłby mu pomóc w razie jakiegoś wypadku. Zupełnie bez sensu.
A tak miał dla siebie cały Hogwart, od piwnic po wieżę astronomiczną.

Ron prychnął i poszedł na dół. Zasiedli w Wielkiej Sali i nie odezwali się do siebie nawet słowem. Potter niemrawo ciapał widelcem to coś. On wolałby owoce, ale nie mógł tego dostać. Jak zawsze zresztą.
W jakimś zapomnianym zakątku mózgu błysnęła mu myśl, że może gdyby nie popisywał się chamstwem również przy Zgredku, ten, jak dawniej, z radością przyniósłby mu owoce i każdą przekąskę, jakiej “Harry Potter sir” by sobie życzył… ale szybko zgasła. Przecież to wszystko i tak spisek dyrektora!

Naprzeciwko niego siedział Ron i warczał na niego obraźliwe słowa.
  • Jak masz coś do mnie to powiedz mi to w twarz i spierdalaj! – wstał od stołu, odrzucając jedzenie na jego talerz.
A to "naprzeciwko" jest nie dość "w twarz"? Miał mu usiąść na kolanach?
Cóż, yaoi wielopairingowe zobowiązuje.
Dlaczego odrzucił jedzenie na talerz Rona? Czyżby Ron warcząc wypluwał nie tylko przekleństwa, ale i kawałki potrawy?

Remus spojrzał niepewnie na Pottera. Również zostawił posiłek i pobiegł za nim.
Uparcie czytam “zwrócił” i nic nie mogę na to poradzić.
Voldemort prawie zwrócił, do czemu by nie Remus?

Hermiona spojrzała na Rona, powiedziała mu, że jest dupkiem a nie przyjacielem i pobiegła za nimi.
Po chwili Wielka Sala spojrzała po sobie i pobiegła za całą trójką.
Irytek poczuł się w swoim żywiole.

Wtedy do Rona podszedł dyrektor. Usiadł naprzeciwko.
  • Coś się stało, Ron? Harry jest jakiś nerwowy. – zapytał niepewnie.
Och, bo to dobrostan Harry'ego jest najważniejszy w każdej sytuacji.
  • Ten cholerny dupek? Oczywiście, że się stało.
Ron zagłębił się w opowieść o tym, co się działo aż do tej pory. Albus zmarszczył brwi.

***

Dumbledore wzywa Harry’ego na “rozmowę” do swego gabinetu.

Zaczęło się. Pierwsze uderzenie, drugie, dziesiąte. Wkrótce stracił rachubę czasu i razów. Zasłonił się tylko pokrwawionymi rękoma. Drżał. Tak, tak wyglądała „dobroć” profesora Dumbledore’a. W końcu przestał cokolwiek czuć.
Jakie to jest… żałosne.

  • Wynoś się! Jeszcze raz się dowiem o nieposłuszeństwie, to nie będę nad sobą panował.

79ouo.jpg
[https://i.imgflip.com/79ouo.jpg]

Wybiegł pędem z gabinetu.
Pędem? A jeszcze przed chwilą był tak pobity, że “przestał cokolwiek czuć”.
No właśnie - nie czuje, że go boli, więc leci, krwawi, gubi zęby…
Jelita zostają za nim, bo zahaczyły o zbroję Pizdryka Bulwiastego?
A z tyłu radośnie drepce posiwiały, trzęsący się Tezeusz, który zgubił się tu wieeeeeele lat wcześniej.

Na korytarzu ukrył się w pierwszej lepszej klasie. Dotknął wybitego ramienia.
  • Dupek. – zamruczał.
Powlekł się do salonu. Hermiona nic nie powiedziała na widok ran. Posadziła go tylko na krześle, zdjęła ubranie i zaczęła opatrywać.
  • Nienawidzę go. – warknął Potter.
  • Harry, on nie wiedział. – cicho powiedziała Hermiona.
Kto nie wiedział, o czym? Dumbel, że nie wolno bić uczniów?
Może nie wiedział, że bije? Osobowość wieloraka?...
Albo myślał, że tak tylko macha ręką, a Potter się sam podstawia.

***

Harry spojrzał na nią gniewnie.
  • Nie, nie wiedział?! Zasrany szpieg poleciał na skargę i mnie pobito! Zobacz jak ja wyglądam?!
Noo, raczej nie wiedział, że Dyrektor bije uczniów. Bo, znów, nie raczyłeś go w to wtajemniczyć. Ja wiem, że to Hogwart, ale nie wszyscy tu czytają w myślach.
Aaaa, Ron nie wiedział. Paczciepaństwo, byłam pewna, że “nienawidzę go” odnosi się przede wszystkim do tego, kto go pobił.

Harry przeszedł do dormitorium. Hermiona obejrzała się na wejście i zobaczyła Rona. Ten wpatrywał się w szoku na jej splamione krwią ręce.
Krwią zarżniętej gramatyki.
“Wszystkie wonności Arabii nie zmyją krwi z tej białej ręki”

  • Zadowolony? – zasyczała, podchodząc do niego. – Cieszysz się, że Harry został pobity przez twoje plotki?
A już myśleliśmy, że przez Dumbledore’a…

  • Nie… kto?…
  • Nie twój interes. – warknęła. – Chyba miał rację. Nie zasługujesz na tytuł przyjaciela!
Pierwsze słyszę, żeby “przyjaciel” był tytułem, który się nadaje.

  • Przyjaciele nie lecą z donosami i nie skazują przyjaciół na cierpienie.
Nope, przyjaciele bez słowa znoszą randomowe napady wulgaryzmów, oszczerstw i agresji oh wait.
Dlatego właśnie na miano przyjaciela zasługuje Tom Riddle, który jeszcze nigdy nikogo nie skrzywdził oh wait...

Przywaliła mu w twarz zakrwawioną dłonią. Spakowała się i ruszyła do pokoju. Tam napisała krótką notatkę do Voldemorta i poczekała, aż Ron pójdzie spać. Wysłała ją i również położyła się.
Kura także poszła spać, a kiedy wstała rano, stwierdziła, że Hermiona pisząca karteczki do Voldemorta musiała być koszmarnym snem, niczym więcej.

Rozdział 5.

Lucjusz przezornie skulił się. Od tygodnia jego mistrz chodził wściekły. Na szczęście tym razem minął go bez słowa i zatrzasnął drzwi. Voldemort oparł się o nie. Przekręcił klucz w zamku.
Przez chwilę dyszał ciężko i wsłuchiwał się w przerażony łomot serca.
-Śmierciożercy… śmierciożercy wszędzie! - wychrypiał i otarł pot z czoła drżącą dłonią.
Powinien jeszcze osunąć się na podłogę i zapłakać.
I dramatycznie upuścić filiżankę.

Potem odepchnął się i ruszył do łazienki. Wszedł pod prysznic i obmył ciało.
  • Gdzie do cholery podział się Potter?! – warknął.
Spodziewał się go pod prysznicem?
Tak. Jako zatyczkę do odpływu.
Hm, jako zatyczka lepiej nie, to by się mogło skończyć w ten sposób.
Och, był bardzo rozczarowany, że nie czeka tam, zmysłowo rozsmarowując żel na ciele.
Ciele Snape'a, ofkors.

Skończył kąpiel i szybko wytarł się ręcznikiem. Potem założył jedwabną piżamę i rzucił się na łóżko.
KFI, Voldzio w jedwabnej piżamce… Pewnie zielonej, ze srebrnymi wyłogami?
Albo takiej:

y.jpg

(BTW literówka przy guglaniu: “Slutherin” to chyba efekt analizowania tego opka.)

Z urazą spojrzał na ostatnią kartkę. Zaschnięte plamy krwi doprowadzały go do szału.
Raziły jego wysublimowane poczucie estetyki.

ON teraz nie jest w stanie pisać. Nie wiem, kiedy się odezwie. Zależy jak rany się zgoją. Większość opatrzyłam, ale nie daje gwarancji, że szybko powrócicie do rozmów. Z wyrwanym językiem może być problem, tu Szkiele-Wzro nie zadziała. Nie odpisuj – nie wpędzaj go w jeszcze większe kłopoty. Odpisze jak będzie mógł.

Hermiona.

List ten – bardziej notkę – dostał osiem dni temu. Osiem długich dni temu.
I przez cały ten czas chce szukać*) Harry’ego pod prysznicem?
*) Braci Czechów prosimy o odrzucenie włochatych myśli i nieskromnych skojarzeń.
Szukać męża na zachodzie?
Tym bardziej, że wie, że Potter jest w Hogwarcie. Więc jeśli jego wrażliwe serduszko się martwi - czemu nie poleci na ratunek?

I mimo tego, że wmawiał sobie, iż nie obchodzi go to, coś jednak nie dawało mu spokoju. Potter nie kontaktował się z nim ani listownie, ani umysłem. I to go martwiło. Zaraz, martwiło?! Nie, po prostu niepokoiło. Cichy wróg, to groźny wróg. Obrócił się na brzuch i przypomniał sobie swoje rozważania. A jeśli nic nie planuje? Jeśli dyrektor go skrzywdził?
  • Spóźniłem się z zabiciem go? – warknął.
  • Nie sądzę. – Nagini wślizgnęła się na łóżko.
  • Gdzieś ty była przez pięć dni!
  • W Hogwarcie. Sprawdzałam, co się dzieje. Harry jest chory. Z tego co opowiadały sobie skrzaty, dyrektor pobił go „tym razem bardziej, niż zawsze”.
Och tak, a na wakacjach Durleyowie przypalają go pogrzebaczem.
No, w alternatywnym świecie ktoś musi bić Pottera, obowiązkowo i nie ma przeproś. Najwyraźniej tutaj Dursleyowie się zbuntowali, więc zadanie przejął Dumbel.
Wyobrażam sobie, jak na początku każdego opka bohaterowie ciągną słomki o to, kto tym razem będzie dręczył Harry'ego.

  • Więc to jest powód, dla którego chce się go pozbyć.
Voldemort wstał i założył szlafrok. Zszedł na dół i zrobił sobie kawę. Jak mógł być tak głupi, by zakładać, że oni żyją jak kochany ojciec i syn?! Przecież ojciec bije dziecko, jak coś mu nie pasuje.

watwatwat.jpg

Harry leży w śpiączce osiem dni, przez ten czas Voldemort szaleje z wściekłości - jakoby dlatego, że poprzez połączenie ich umysłów, jeśli jeden umrze, drugi też może. Wreszcie Snape robi eliksir uzdrawiający. Tymczasem Voldek wysyła do Hogwartu Bellatrix - ma zamieszkać w kwaterze Snape’a, ukrywać się pod peleryną-niewidką i pilnować Harry’ego.




Rozdział 6.

Harry wyszedł spod prysznica, nie zaszczyciwszy Rona ani jednym spojrzeniem.
E? ja rozumiem, że Dumbel kazał Ronowi śledzić Harry’ego, ale… pod prysznicem?! A w ubikacji też mu towarzyszy?!
W tej wersji świata czarodziejów najwyraźniej w dobrym tonie jest branie prysznica w duecie.

Ubrał się w świeże ubrania i zszedł do pokoju wspólnego. Złapał za pergamin.

Hey, kotku.

Chyba spanikowałeś. Inaczej Snape nie przyszedłby mnie leczyć. Dziękuję. Na razie mam zawroty głowy, to nie pogadamy w myślach. Nie wiem, co mi było. Severus mówił coś o zablokowaniu umysłu i utknięciu. Nie odzywam się do Rona. To on doniósł dyrektorowi i oberwałem. Hermiona mówiła mi, że cię uprzedziła. Dziękuję też za to, że się dostosowałeś. Gdyby znaleźli list… aż się trzęsę.
A tak w ogóle, co cię napadło? Niepokój o mnie, czy kłopoty z tą więzią? Chyba raczej to drugie.
No coś ty, to Imperatyw Yaoico… znaczy, tego, Prawdziwa Miłość.
Prawdziwy Imperatyw Yaoicowy, powiedzmy to wprost.

Kończę, bo jakaś sowa dobija się w okno.
I nie umie w gramatykę.
Motyl.

Szybko wysłał kartkę i wpuścił sowę. Zaraz za nią wleciało kilka innych. Wszystkie usiadły na jego fotelu. Uwolnił je od paczek i zamrugał. Żadna nie odleciała. Zaczął rozpakowywać paczki. Wszędzie było coś słodkiego i liściki od ślizgonów (zauważcie - wyłącznie  od Ślizgonów!) z pytaniem, jak się czuje.
Voldek zarządził ogólnoślizgońską akcję pisania liścików do chorego Harry’ego. Trochę się zdziwił, kiedy po kilku latach ogromna sowa śnieżna, ledwie dysząc z wysiłku, zrzuciła na jego biurko wielką pakę papierów. Na wierzchu był list następującej treści:


(na podstawie autentycznego łańcuszka - o historii “ciężko chorego chłopca” można przeczytać tu - warto, zwłaszcza historię jego mutacji. Łańcuszka, nie chłopca. I te cudowne nazwiska ludzi, którzy wysłali/nie wysłali go dalej! :D )

Odpisywał, że dochodzi do siebie i sowy odlatywały. Na końcu została sowa Malfoya. Wziął list. Na paczkę zerknął tylko przelotnie. Zawierała jakieś eliksiry.

Harry odpisuje Malfoyowi, umawiając się z nim na Pokątnej, gdy będą kupować książki.


Przywiązał kartkę do nóżki i odesłał ją.
W ramach modernizacji Hogwartu, sowy zostały zastąpione przez latające nóżki.

hermes-sandal.jpg

A teraz zagadka - kto do kogo mówi, kto kogo wita?

Potem zszedł na dół i od razu trafił na dyrektora.
  • Dzień dobry. – przywitał go.
  • Przenoszę się do innej szkoły, więc się goń. Tak rzekł Dumbledore do Harry’ego?
 – Potter minął go i ruszył do sali.
  • Chyba stroisz sobie żarty. – Albus groźnie zwęził oczy.
  • W dupie mam szkołę, gdzie mnie katują do śpiączki. Skoro umiałeś mnie niemal zabić, to sam sobie zbawiaj świat, dupku.
Przepraszam, ale skoro Albus jest takim zwiędłym chujkiem, jak nam go tu aŁtorka przedstawia, wymuszającym posłuch biciem, to CO powstrzymuje go w tej chwili przed tym, by potraktować Pottera jakimś naprawdę paskudnym zaklęciem?
Kuro, czy oczekujesz *gasp!* konsekwencji w budowaniu postaci?

Wyrwał mu się i wszedł do sali. Usiadł przy stole i zaczął jeść. Hermiona dosiadła się do niego.
  • Nerwusku, nie odchodź. – podała mu kopertę.
  • Nie mam zamiaru poddawać się znów jego kontroli. – warknął, otwierając list.
Chwilę potem zamrugał zaskoczony, zaczerwienił się i zachichotał.
Gdyby tylko Albus wiedział, że by obłaskawić Pottera, trzeba ledwie garści kloacznych żartów...

  • Dobra, zostaję. – powiedział jej.
Albus usłyszał to i odetchnął z ulgą. Ktokolwiek napisał, ułagodził chłopaka.
  • Same z nim kłopoty. – westchnął.
  • Nie trzeba było go bić. – Snape spoważniał. – Traktując go w ten sposób sprawisz, że w końcu ucieknie.
A odkryta właśnie Ameryka zamajaczyła na horyzoncie.

Opanuj się.
  • Nie ucieknie, za bardzo się boi. – pewnie powiedział Albus.
  • Teraz też niemal nie uciekł, bo się ciebie boi?

Harry wraz z Malfoyem przenoszą się na Pokątną, żeby kupić podręczniki.

  • Nie wiem, co chcę robić w życiu. Mam sporo pieniędzy po Syriuszu i rodzicach.
  • To może najpierw zajdziemy do Neo? To taki mag, który pomaga wybrać drogę edukacji. Masz swoje SUM-y?
Pokazał mu je i ruszyli na Nokturn.
Pokazał mu swoje standardowe umiejętności magiczne? Tak o, na Pokątnej?
Może akurat była pusta uliczka...

***

W sumie nie było tak źle. Neo okazał się facetem z dość sporym bicepsem.
Spory biceps daje +100 do kompetencji w wyborze drogi edukacji dla młodych czarodziejów.
Na pewno dzięki temu potrafi być bardziej przekonujący.

justin-bieber-adidas-neo-ubrania2.jpg


Długo przeglądał jego oceny. Potem dał mu ankietę. I kwadrans rozmawiali. W końcu wyprostował się.
  • Masz listę książek?
  • Draco ma. Mnie chcieli wsadzić na aurora, więc nawet nie dostałem jej do ręki.
Aurora?! Ucznia siódmego roku? “Wsadzić” na aurora?
A jak miał na imię ten auror?
A zaprosił go chociaż na kawę?
Albo do kina?

  • Aurora?! Broń się przed tym. Nie masz na to zadatków. Coś, co się robi z przymusu nie może dać satysfakcji.
Już ty się nie martw, jak nie ma zadatków, na pewno nie zostanie aurorem. Długo zresztą by nim nie pobył…
Aha, a ten po 15 minutach rozmowy powie mu, na co ma zadatki?

  • To co mam robić? – Harry wziął listę od kolegi i pokazał mu ją.
Nie wiem, czy czarodzieje mają stanowisko jakiegoś Wielkiego Arcydupka, ale jeśli nie, Harry powinien wypełnić tę niszę.

  • Wybierz te przedmioty. – wypisał mu podręczniki. – Masz czas do pięciu dni po otrzymaniu książek na zmianę podania. Zmień to dzisiaj.
Harry wziął spis i przejrzał. Uśmiechnął się lekko.
  • Możesz się postarać o stypendium. – mężczyzna napisał za niego podanie i wysłał. – Gotowe, dzisiaj wieczorem przyjdzie do ciebie komisja.
Dumbledore decyduje o czymś za niego - złooooo, zostawcie mnie w spokoju, nie mówcie mi, co mam robić! Jakiś obcy typek decyduje o czymś za niego - świetnie, to jest właśnie to, o czym całe życie marzyłem!
Ale na wuj mu to stypendium? Ma przecież dość pieniędzy.
Pieniędzy nigdy nie ma się za dużo.

Btw, cóż to za piękny świat, w którym komisja egzaminacyjna przychodzi do ucznia, w terminie, jaki JEMU pasuje…
A jak będzie nieprzygotowany, każe im przyjść w innym terminie ;)


---

Dyrektor obserwował chłopaka w ciszy. Obecnie pisał coś, otoczony komisją. Jego wcześniejsze dwie prace były oglądane. W końcu oderwał pióro od pergaminu. Siedem zwoi. Nieźle się rozpisał. Teraz siedział przy Hermionie i Malfoyu, i czekał na ocenę. Komisja naradzała się prawie dwie godziny.
Matko droga, krócej chyba trwają obrady przysięgłych w sądzie.

W końcu przewodniczący zawołał go przed stół nauczycieli.
  • Chłopcze, gdzieś ty chował swój talent?
  • Nie wiem. Nie sądziłem, że tego można się uczyć. – Harry zarumienił się.
  • Witamy wśród stypendystów. Już posłałem po magiczny sprzęt dla ciebie. Zamierzasz ciągnąć poprzednie przedmioty, które nie podpasują ci pod nowy plan?
Serio, ta komisja mu nawet plan ułożyła? Może jeszcze wyniosła brudne ciuchy do prania?
No co, boCHaterki opek dostają nawet plan zajęć na studiach ułożony osobiście przez dziekana tak, by nie kolidowały one z pracą rzeczniczki prasowej skoczków austriackich lub psychologa Lecha Poznań ;)

  • Nie. Nie będą mi potrzebne. – Potter niemal nie podskakiwał.
Niemal. Tak mu tylko trochę dziwnie drgały nogi, ale w sumie można to było wziąć za skurcze spowodowane brakiem magnezu.

Wkrótce dostał spory kufer pięciozamkowy. Zamierzał zanieść go do pokoju, jak komisja zatrzymała go.
AŁtorko, naucz Ty się może, że istnieją też takie spójniki jak “kiedy”...
“Ale” też nie byłoby od rzeczy. Tyle niewykorzystanych możliwości...

  • Ale, ale. Zgodnie z zasadą stypendium, zmieniasz miejsce zamieszkania. Twój pokój będzie znajdował się w jednym z od wieków przystosowanych pomieszczeń.
Harry obejrzał wszystkie pomieszczenia i wybrał jedno z nich.
  • Wolałbym, by nikt nie wiedział, gdzie mam ten pokój.
Jeszcze się tu zacznie złazić jakieś pospólstwo i domagać interakcji z majestatem.

  • Nikt się nie dowie. Posiada on bowiem własnego skrzata oraz cały sprzęt. – egzaminator odesłał sprzęt do pokoju. – Wejdzie tam tylko ten, kto ma ten medalik.
Harry założył medalik i uśmiechnął się.
Medalik!!! Ze Świętym Antonim zapewne, wskazującym, gdzie szukać pokoju :D
Gdyby miał szukać rozumu, potrzebny byłby medalik ze św. Judą Tadeuszem, patronem od spraw beznadziejnych.

  • A moje stare rzeczy? – zapytał niepewnie.
  • Wszystko zostaje właśnie przeniesione przez skrzata. Ani dyrektor szkoły, ani nauczyciele nie mają do ciebie dostępu.
Bezterminowe więzienie izolacyjne, bez prawa do odwiedzin i korespondencji. Brawo!
A, że tak spytam, czemu? I niby po co uczniowi przedmiotów artystycznych jest potrzebna taka izolacja? Żeby nic mu natchnienia nie zakłócało?
Żeby siedział na dupie i pisał, a nie: a to Hogsmeade, a to zajęcia, a to kremowe z kolegami.

  • A tu masz plan zajęć. Zajęcia odbywają się w Ministerstwie Magii, poza zaklęciami, które są tutaj. Kominek masz podłączony do sieci Fiuu. Hasło poda ci skrzat.
Nowy, Lepszy Harry będzie miał Nową, Lepszą Kwaterę (lepszą nawet niż słynny Pokój Prefektów) i zacznie Nowe, Lepsze Zajęcia z Nowymi, Lepszymi Nauczycielami. A wy zazdrośćcie, pupilki Dumbla, nigdy nie dostaniecie mugolskiego sprzętu zaczarowanego tak, żeby działał w Hogwarcie, będziecie wciąż musieli pisać tymi obciachowymi piórami na obciachowym pergaminie!

Pożegnali się z nim i wyszli. Harry zaraz napisał podanie o kontynuację zaklęć. Opiekunka przyjęła je niepewnie. Już nie mogli nic zrobić.
  • Myślałam, że chcesz zostać aurorem. – powiedziała smutno.
  • Chciałem, dopóki ktoś nie pobił mnie bez powodu. Niech teraz sam sobie radzi. Nie spełnię tego polecenia i aurorem nie zostanę.
To w końcu on sam chciał, czy to był wyłącznie wymysł Dumbledore'a? Ktoś nadąża?
Przecież “wsadzili go na aurora”. Ciekawe, czy się szarpał.
Auror bardzo wierzgał i próbował zrzucić Harry’ego, ale ten porządnie ścisnął go piętami.
Może wsadzili go na Aurorę? Bez skojarzeń, mam na myśli krążownik!
Sądząc po zachowaniu, raczej spuścili ze schodów odeskich.

– Chłopak pobiegł z Hermioną i Draco.
  • Uprzedzałem cię, że jak go zdenerwujesz, to się zbuntuje. – Snape wyszedł.
A foch jego wstrząśnie ziemią i zatrwoży narody!

***

Harry sięgnął po pergamin.

Pupuś!

Mam stypendium literackie! Zmieniłem przedmioty nauczania, niemal nie doprowadzając dyrektora do szału. Za to opłaciło się. Mam własny pokój i zaczarowany sprzęt mugolski. Własnego skrzata i do tego nikt nie wie, gdzie mieszkam! Super. Dzięki, że wysłałeś Draco, on mnie przekonał do spróbowania sił.

Motyl
Ech, ta fspułczesna młądzierz… Nijak toto nie potrafi sobie wyobrazić życia bez “mugolskiego sprzętu”, więc oczywiście niech się kanon idzie bujać z tymi wszystkimi ograniczeniami typu “mugolska technika nie działa w świecie magicznym”, wszystko da się zaczarować, żeby działało.
(Dobra, tu namieszała sama Rowling, bo rzeczywiście - skoro w magicznym świecie działają samochody i radio, czemu nie miałyby odtwarzacze i komputery?
Może te konkretne egzemplarze samochodowo-radiowe zostały przerobione, by działać w magicznym świecie, tak jak samochód pana Weasleya? Tylko - po co w opku? W końcu czarodzieje po to mają miotły, smoki i proszek Fiuuu, żeby nie musieć korzystać z wynalazków mugolskich!
Problemem jest rzeczywiście to, że młądzierz nie wyobraża sobie egzystencji bez komputera i komórki)

Nakleił naklejkę i wysłał kartkę. Po chwili poczuł uraz Toma na słowo Pupuś.
A było to jak cios w żołądek, od którego zwinął się cały, stracił oddech, zzieleniał i zwrócił śniadanie… Powiedzcie mi, że tak było!
Obawiam się, że niestety raczej łaskotanie. Nie chcesz wiedzieć, gdzie.

Przeszedł przez salonik do łazienki. Pokój… to było zdecydowanie złe określenie. To było mieszkanko. Własna kuchnia, łazienka, dwie sypialnie, pokoik skrzata, warsztat malarski, pracownia, salonik.
Zieeeeew.
Rozumiem, że wszystko w jednym pokoju? Czyli była to bardzo duża kawalerka?

Pomachał uprzejmie Melli. Miał całkiem uroczą skrzatkę. Wbił się pod prysznic i po szybkiej kąpieli rozłożył się spać. Rano zjadł śniadanie i zszedł do Wielkiej Sali.
Uuuu, dramatycznie zerwał z kanonem!

[Draco] Zamrugał, po czym obejrzał się. Harry również to zrobił. Przed nim wylądował koszyczek czarnych róż z liścikiem. Sowa usiadła na ramieniu Pottera. Chłopak powąchał kwiaty.
  • Są wspaniałe. – zauważył.
  • Do tego z naszego ogrodu. Ktoś ci się podlizuje?
  • Tom.
Voldek… wysłał… mu… różyczki… *zwisa na oparciu krzesła w pozie umierającego łabędzia*

– Harry zamrugał.
Sięgnął po kartkę.
Zauważyliście, jak często jest podkreślone, że boCHaterowie mrugają? Może w powietrzu jest dużo pyłu?
Równie często jest podkreślane, że myją się, kąpią, biorą prysznic… Faktycznie, musi być tam sporo kurzu.


Crucio, małpo!

A na poważnie, gratuluje ci stypendium. Jeśli wybrałeś pokój na trzecim piętrze o Haśle symfonia nieba, to masz pokój po mnie. Tam jest skrzatka, Mella, pasuje ci. (Wtem - prekognicja!) Przesyłam ci róże. Tak dla żartu i powkurzania Albusa. Literatura to dosyć wesoły przedmiot, masz go?

Tom.

Harry zakwiczał i spadł z krzesła.
OK, to ja poproszę o wskazanie mi zabawnych miejsc w tym liście. Paluszkiem, bo ja nie wiem.
Eeee… w ostatnim zdaniu jest słowo “wesoły”?
Zakwiczał z bólu, bo oberwał korespondencyjnym cruciatusem.
A wiecie, że ja się naprawdę aż skręcam z zażenowania, kiedy to czytam? Te niby “śmieszne” listy, i to, że Harry czytając je “zakwiczał i spadł z krzesła”?... :(
Nie chcę spoilerować, ale dalej będzie gorzej.


Rozdział 7.

Harry wyszedł z mugolskiej kwiaciarni. Kupił trzy czerwone różyczki. Kwiaciarka zrobiła mu przesłodzony bukiecik. Zanurzyła różyczki w lukrze i posypała całość cukrem pudrem. Podpięła też czerwone serduszka. Zapłacił drogo, ale miał pewność, że się spodoba. Cóż, [je]mu się podobał.
A mocą Imperatorskiego Dekretu jego gust jest gustem wszystkich.

Wrócił kominkiem do pokoju i Hermiona zaczęła się śmiać. Odwzajemnił uśmiech.
  • Udusi cię. – zauważyła.
  • Nieprawda. – włożył kwiaty do wazoniku.
Ja kwiaty wkładam do wazonikA. Ale w Hogwarcie jest pewnie inaczej.
To ta czarodziejska technika, ona wszystko zmienia, nawet odmianę.

Potem wziął pergamin i usiadł koło niej. Oparła głowę na jego ramieniu.
  • A tak w ogóle, Ron wyjechał. – zauważyła.
  • Tak? – zamarł przed pisaniem.
  • Tak. Nie wytrzymał oskarżeń. Odjechał do domu. To chyba dobrze.
  • Troszkę smutne. Wielkie trio się rozpadło. – zaśmiał się.
Oj tam, zmieniono je przecież na nowe, lepsze trio. Takie, w którym żaden z członków nie jest biedny.

Teraz już na spokojnie zanurzył pióro w kałamarzu.


Dzień dobry, Anno.

Tak wiem, pisze do ciebie, Tom. To Hermiona to wymyśliła, tłumacząc list innym.
I po konspirze. Chyba że szpiedzy Dumbla czytają tylko nagłówki?

Po prostu nazwała cię moją dziewczyną. Tak więc stałeś się transseksualny. Nic nie szkodzi. Zrób sobie zdjęcie w mini i staniku wypchanym watą. [Tak, to tu jest ten moment, kiedy masz zakwiczeć i spaść z krzesła.] W każdym razie, dziękuję za kwiaty. Bardzo mnie zaskoczyły. Rewanżuje się tym samym. Tylko zapamiętaj sobie, takie chwasty lubią dziewczynki. Bez zaklęć na mnie.
(...)
Masz ochotkę na spotkanie? Będę jutro na Pokątnej, po zestaw dodatkowych książek. O dwunastej w lodziarni Floriana Fortescue?

Harry.
Już nie “Motyl”?
Motyl się przepoczwarzył.
W poczwarę.

Harry rozmawia z Dumblem w gabinecie McGonagall.

  • Nie mamy o czym rozmawiać, profesorze. Szansę na dogadanie się stracił pan w chwili, gdy mnie uderzył.
McGonagall zassała powietrze.
Z głośnym “Ślurp!”.
Ale że całe z pomieszczenia? To tam już chyba nie powinno być żywych, gadających ludzi...

  • Co to znaczy uderzył?! – podniosła się wściekle.
  • Pan dyrektor nasłuchał się kłamstw Rona, który twierdził, że uczę się zaklęć czarnej magii i uderzył mnie gdy zaprzeczyłem. – wyjaśnił spokojnie chłopak.
  • Dlatego byłeś chory? Czekałeś aż ślad zniknie? – opiekunka dalej dyszała wściekle.
  • Wiem, poniosło mnie. Ale Harry nie daje się przeprosić. – Albus posmutniał.
Posyłam mu róże, czekoladki, karteczki ze słodkimi szczeniaczkami… i nic! - załkał.

  • Nic dziwnego. Uderzając go złamałeś jego świat, Albusie. To zrozumiałe, że po czymś takim poddał się i zmienił przedmioty, byle jak najdalej od walki i przemocy.
A któryż to “normalny” przedmiot wymagał od niego takiej bojowości? Chyba tylko Obrona przed Czarną Magią.
Aha, to po pobiciu zmienia się przedmioty, a nie szkołę?

Usiadła i spojrzała na Pottera.
  • Ale pomożesz pokonać Voldemorta?
  • Tak, to się nie zmieniło.
Mam nawet nowy, świetny plan - wykończę go durnymi liścikami i bukiecikami różyczek. Zabije się własnym facepalmem!

Ale chce jak najbardziej ograniczyć kontakty z Zakonem. Teraz im nie ufam. Lupin mi pomagał w nauce, ale został odesłany po kłamstwach Weasleya. A Ron grzebał w moich rzeczach! Szpiegował mnie, a ja miałem go za przyjaciela. W tej chwili nie ufam większości członków Zakonu.
  • To zrozumiałe. Ale… oni robią dla ciebie imprezę urodzinową. Znaczy Molly. I inne członki. Jutro wieczorem. – powiedziała niepewnie.
  • Przyjdę. – westchnął. – Nie ma sensu skreślać całej rodziny przez jednego dupka.
Och, łaskawco.

W Norze:

  • Zapomniałem, MAM STYPENDIUM! – ryknął.
Pokazał papier zaskoczonemu Arturowi. Ten usiadł i przeczytał dokument.
  • Literackie? To najważniejsze w całej Europie? – uśmiechnął się.
Tja, noblowskie od razu.

  • Tak, miałem trzy zadania. Napisać wiersz, narysować scenę pod melodię oraz napisać prolog opowiadania.
To jest ubieganie się o superprestiżowe stypendium czy udział w konkursie literackim klas IV-VI?
Może czarodzieje mają po prostu nieco inne standardy…?
A mnie to wygląda na coś w podobie chińskiego egzaminu urzędniczego.

  • Napisałem o tym, jak pewna uboga rodzina znajduje chłopca i opiekują się nim. RUDOWŁOSA rodzina, jak można podpowiedzieć. – zaśmiał się.
  • Och… my? – Molly postawiła im kawę.
  • Tak, opisałem nasze wakacje po prostu. – westchnął. – Do teraz wszystko było w porządku.
  • Harry? – Ginny wpadła. – Wiedziałam, że kłamał, że się zabezpiecza.

***

Rudowłosa rozglądała się ciekawie.
  • Czekamy na kogoś? – zapytała po tym, jak Harry po raz setny spojrzał na zegarek.
  • Obiecaj mi na więzy rodzinne, że nikomu nie wydasz.
  • Przysięgam na krew mamy, taty i wszystkich braci, poza Percy’m i Ronem.
  • To Voldemort rozkazał mnie wyleczyć. – wyszeptał. – Chodzi o więź między naszymi umysłami. Jeśli mi coś się dzieje, to samo dzieje się z nim.
No to Voldemort dostał ostre baty.
A to dziwne, jakoś wcześniej się nie skarżył.
Twardy jest. Nie tylko na ciele.
Jak Roman Bratny.

Dziewczyna spojrzał na niego w szoku.
  • A teraz najlepsze. On i ja zamierzamy zablokować tę więź.
Voldemort jednak nie jest masochistą.

Dlatego umówiliśmy się tutaj.
Oboje podskoczyli, ale nikogo nie było widać.
  • Zaklęcie niewidzialności, dzieci.
Krzesło odsunęło się i coś usiadło na nim. Harry zachichotał.
  • Pupuś, naprawdę przyszedłeś.
  • Chcesz pocałunek Cruciatusa?
Pac. Harry pomasował skroń.
  • Auć. Wyszedłeś z wprawy?
  • Dostałeś sakiewką w głowę. A te kwiatki były słodkie. Kim jest ta młoda dama?
  • Ginny. Moja prawie młodsza siostrzyczka. Mam do niej zaufanie.
Ach, znam ją… - rozpromienił się Voldek. - Prawie ją zabiłem pięć lat temu!
Ach, nostalgia, takie miłe wspomnienia...

  • Chodźmy stąd. Nie cierpię słońca i zaklęć niewidzialności.
Harry zapłacił za lody. Najpierw zaszyli się w pokoju w Dziurawym Kotle. Tam Voldemort zdjął zaklęcie i odłożył różdżkę.
  • Na znak, że was nie zaatakuje. – wzruszył ramionami i usiadł. – Twoja blizna.
  • No? Znalazłeś coś? – Harry oparł się o Ginny.
  • Nie. – Voldemort potarł palcami skroń. – Wciąż szukam, ale kręcimy się w kółko. Nie wiemy na jakiej zasadzie jest to połączenie.
  • Może jakieś badanie was obu? – rudowłosa bawiła się włosami Pottera.
To było dla niej najważniejsze. Furda tam, że obok niej zmaterializował się Voldemort.
Weś, pani, w tym opku najwyraźniej nikt się go nie boi i wszyscy traktują jak starego kumpla. Może trzeba było jednak pozostać przy wersji łysej i beznosej?
Proponuję wrzucić ich obu do Wielkiego Zderzacza Hadronów, świat skorzysta bez względu na to, co pokażą wyniki.

  • Też nad tym myślałem. Sprawdzam teraz różnych uzdrowicieli. Ale będzie potrzebna mi twoja zgoda. I to na piśmie, złożona dobrowolnie. In blanco.
  • Nie ma sprawy. A i mała prośba, dzisiaj…
  • Nie zabijać, bo masz urodziny i imprezę u przybranej rodziny. Słyszałem przez więź. Załatwione. Dzisiaj i tak zaplanowałem sporo spotkań.
Ale pamiętaj, dzisiaj mogę odpuścić, ale jutro i tak będę musiał to nadrobić!

  • Jakie książki zamówiłeś?
Rozmowa zeszła na sprawy szkolne i Ginny zachichotała.
-A Hagrid dalej u was uczy? Ech, pamiętam, jak wywinąłem mu ten numer z potworem z Komnaty Tajemnic, kupa śmiechu była!


Rozdział 8.

Harry był wściekły. Hedwiga została uwięziona, a jego list spalony. Zaklęcia otaczały zamek i nie mógł nawet powiadomić Toma. Ten czuł jego irytację. Ale nie pisał, bo to nie miało sensu. Jedyne, co im zostało, to dawne komunikacje kominkiem. Ale w nich urzędowe pisma się spalały.
Voldek i Harry prowadzili urzędową korespondencję?! Z pieczątkami, liczbą dziennika i tym wszystkim?

Wstał teraz z łóżka, przywitał skrzatkę i wziął prysznic. Wyszedł po zjedzeniu śniadania. Przez pół godziny włóczył się wściekły przy jeziorze, aż znalazła go Hermiona. Siłą posadziła go na trawie.
  • Co się stało? Kłopot z Anną? – usiadła naprzeciwko.
  • Pewna zgniła mumia zablokowała zamek.
Ekhm… Czyż ludzi nie mumifikuje się właśnie po to, żeby nie gnili?
Może ta została felernie zmumifikowana.
I właśnie dlatego zablokowała. Fetor był taki, że nikt nie mógł przedrzeć się przez ścianę smrodu.

Nie mam jak z nią rozmawiać. – Harry kopnął kamień i syknął.
Jednak Hermiona, jak zwykle, znajduje rozwiązanie:

  • Podłączymy Annę pod Internet. Jak Albus to zablokuje, zapłaci karę.

Wyobraziłem sobie Dumbledore’a biegającego po dachu i przecinającego kable sekatorem.

Anno.

Spotkajmy się dzisiaj w nocy o jedenastej we Wrzeszczącej Chacie. Jest problem.

Motyl.

Wysłał wiadomość, na odpowiedź długo nie musiał czekać.

Harry,

Domyślam się kłopotów. Nie odpisujesz, nie kontaktujesz się umysłem. Szpieg mi wszystko wyjaśnił – zaklęcia Albusa. On musi wiedzieć, jak blokować tę więź. Przyjdę. Mam nadzieję, że masz pomysł, bo ja nie mam żadnego.

Anna.

Ps. To imię jest głupie.

Eeee… czy ja przed chwilą nie czytałam “zaklęcia otaczały zamek i nie mógł nawet powiadomić Toma”?!
No i do cholery, obaj od początku trują dupę, że “trzeba zablokować tę więź”, a jak została zablokowana, to im się nagle odmieniło i jednak chcą się kontaktować?
Cóż, wiek nastoletni, okres buntu, hormony buzują, to czasem człowiek zmienia zdanie…
Oj, przecież musieli mieć jakiś pretekst do spotkań. Teraz nie mają.

Harry szuka agenta literackiego dla swojej nieukończonej jeszcze powieści. Oczywiście, pierwsza agentka do jakiej trafił jest nad wyraz zainteresowana.

  • Dlaczego ta tematyka? – zapytała niespodziewanie.
  • W sumie… temat jest mi dość bliski. Coś w rodzaju fascynacji aniołami. Moja mugolska rodzina wyganiała mnie do kościoła, by wyplenić magiczne zdolności. – spojrzał niepewnie.
Na drzwiach komórki rysowali mu dziwne znaki poświęconą kredą, ciotka Petunia gotowała zupy na wodzie z Lourdes i soliła wszystko poświęconą solą.

  • Powiem wprost. Jak usłyszałam, że to ty, byłam zdołowana. Pomyślałam, kolejna powieść o tym, jak fajne życie ma auror. Ale mus to mus. Zagłębiłam się w czytaniu, a tu… upadłe anioły, walka o przetrwanie, romans w tle i zero aurorów.
Bójcie się… Już wiecie, co Was czeka w drugiej części? Mwahahaaaaha!


***

Harry skończył rozmowę z Anną. Teraz miał dwie Anny – Toma i agentkę. Bardzo ubawiła ją anegdota, że nazwał kiedyś tym imieniem Voldemorta przy śmierciożercach. Anna nie bała się wymawiać tego imienia.
Czyli imienia “Anna”? Też się nie boję go wymawiać.
Dzielna kobieta.

Ogólnie, bardzo się polubili. Dała mu pełno wskazówek jak pisać i poprawić pracę.

Niestety, kiedy Harry wraca do Hogwartu, czeka go nieprzyjemna niespodzianka.

  • Dumbledore odrzucił twój wniosek o rezygnację. Masz mieć te wszystkie zajęcia. Nie wiedziałeś? – zachichotała.
  • Przecież nie będę mógł chodzić równocześnie w dwóch miejscach. – zaśmiał się. Najwyżej zmienię całkiem szkołę.
Harry pisze podanie o przeniesienie i zanosi je do McGonagall.

  • Dobrze. Zgłoszę to Radzie Nadzorczej szkoły. Poczekaj na odpowiedź pięć dni.
  • Poczekam. Ale to zaszło za daleko. Nie jestem jego niewolnikiem. Jak tak dalej pójdzie odejdę i guzik będzie mnie obchodziło, czy pokonacie Voldemorta.


Wstał i wyszedł. Minerva ruszyła wściekle do kominka, by podnieść wszystkim ciśnienie.
Co ma zamiar zrobić z tym kominkiem, wysadzić go w powietrze?

Bla bla bla, w kolejnym rozdziale Harry opisuje swoje nieszczęścia kolejnym słuchaczom - tym razem Radzie Nadzorczej Hogwartu, Rada Nadzorcza robi Dumblowi “niu niu niu, żeby mi to było przedostatni raz”, oraz wszyscy są pod głębokim wrażeniem tego, że Harry pisze powieść i odnoszą się z głębokim szacunkiem do młodego geniusza literackiego, gdyż “szkoła uznaje wyższość uczniów stypendialnych”.



Harry,

Skończyliśmy. Czekamy we Wrzeszczącej Chacie.

Hermiona.

Harry podszedł do skrzatki i zjadł obiad.
O nie. Zeżarł skrzatkę, okrutnik.

Potem przeszedł się spokojnie do przejścia i pobiegł do nich. Wszedł do salonu.
  • Co macie dla mnie? – usiadł między nimi? O, Narrator Niczego Nieświadomy!
  • Komunikator.
Wziął go do ręki i wysłuchał instrukcji.
Wziął do ręki GG? Jak mniemam, były to te mugolskie wynalazki działające w świecie magii.
Może to taki Star Trekowy?

20090704-1971_StarTrekTOSCommunicatorReplica.jpg

---

Voldemort spojrzał na zegarek. Już za minutę minie okres zaklęcia, które miało ich nastawić na odbiór komunikatora.
  • Nagini, a jeśli go skrzywdzi?
  • Co skrzywdzi? – wąż przestał pić wodę.
  • Ten komunikator. – westchnął, pokazując jej pudełko.
  • To sprawdź, marudzisz już dobre pięć minut. – Nagini zwinęła się i zasnęła.
Nawet ona go olewa… Skończyłeś się, Voldek.

Voldemort zamrugał, po czym spojrzał na zegarek. Miała rację. Włączył więc urządzenie i zamknął oczy. W ten sposób mógł widzieć co on robi.
Czy komunikatory nie działają z kamerą?
Nie, niekoniecznie.


Spodziewał się zobaczyć go jak sprawdza urządzenie. Ale nie, on sobie siedział w wannie. Urządzenie musiał włączyć już dawno temu
  • Potter!
Harry otworzył oczy. Rozejrzał się.
  • Co jest?
  • Dupku, miałeś nie włączać wcześniej komunikatora! – rozległ się ponownie ten głos.
  • A, to ty. – zachichotał. – Kąpię się.
  • Widzę. – usłyszał.
  • Zboczeniec.
Uhm, tak, specjalnie wleź do wanny na czas umówionej rozmowy, a potem wyzywaj tego, kto cię PRZYPADKOWO zobaczył od zboczeńców.

Jakby na przekór słowom przeciągnął się, odkrywając ciało spod piany.
  • No wiesz? – Voldemort lekko uśmiechnął się. – Jak już chcesz paradować, to idź na plaże nudystów.
  • Kilka plaż naraz? Byłoby ciężko.
  • Zazdrosny? – Harry uniósł nogę i umył ją zmysłowym ruchem.
Jednym? Chyba miał jakiś gigantyczny jęzor, jak kot-wielkolud.
Harry jako mistrz potrafi wylizać sobie to i owo jak Kot.

  • Hormony ci do łba szczeliły bardziej niż zazwyczaj?
I szczelinę zostawiły większą niż po strzale z glocka?

  • Nie, ale jak znikniesz, to będę mógł wstać z wanny.
Nie wnikajmy, dlaczego.



Rozdział 10.

Harry dowiaduje się, że cała rodzina Weasleyów, oprócz Ginny i bliźniaków, została “przekabacona przez dyrektora przeciwko niemu”. Dumbledore ma Plan: jeśli Harry poczuje się osamotniony, znów będzie mu posłuszny (nie bardzo rozumiem, dlaczego, ale niech mu będzie). Spod peleryny niewidki Potter przysłuchuje się zebraniu Zakonu, by wkroczyć w strategicznym momencie:


  • Albusie? – Tonks wstała.
  • Nie trzeba, Tonks. – Harry podszedł do kominka. – Skoro nie chcecie, bym was wspierał w walce, wasz problem.
Hohoo, myślał by kto, że Harry już tylu tych Śmierciożerców pozabijał, że mu się różdżka przegrzewa.

Tylko potem nie miejcie żalu, że was pozabija,
Jak ich pozabija, nie będą mieli żalu, bo będą martwi. Ale jak stwierdzono wcześniej, Harry nie był bystrym chłopcem.

skoro wolicie wierzyć zgredowi, który mnie pobił i jeszcze próbuje skłócić z każdym, na kim mi zależy.
No i, jak widać, udaje mu się to doskonale.

Oddał zegarek Weasleyom.
  • Byłaś dla mnie jak matka, a okazałaś się szmatą. Tylko w przeciwieństwie do was, ja nie umiem znienawidzić kogoś, kogo kochałem.
Wiedz o tym, szmato.

Wrócił do pokoju. Zaraz poczuł nacisk w głowie.
  • Ty to umiesz przywalić z grubej rury.
  • Tomuś, daj spokój. Pewnie będziesz szpiegował, jak będę pisał.
  • Oczywiście. Podpiszesz mi książkę, jak ją kupię?
  • Nie.
Roześmiali się i Harry zaczął pisać. Voldemort zawzięcie czytał i miało to swoją dobrą stronę. Wyłapywał literówki i bardziej rażące błędy.
Mieszkańcy Londynu nigdy się nie dowiedzieli, że ten deszcz meteorytów, który spadł nagle z bezchmurnego nieba, zabijając więcej ludzi niż naloty w czasie Bitwy o Anglię, był spowodowany tym, że Voldek po raz fafnasty znalazł w tekście “bynajmniej” w znaczeniu “przynajmniej”.


***

Harry przewrócił się na łóżku i zobaczył oczy. Poderwał się wystraszony.
  • To tylko ja. – Nagini wsunęła się na pościel. – Mam coś dla ciebie. Stoi przy kominku.
Harry wstał niepewnie i ruszył do salonu.
Nie bój się Harry, w twojej pościeli chowa się tylko wąż Voldemorta.

  • Dzień dobry, śpiochu… - Voldemort obrócił się i zamarł.
Nie, nie przewidziało mu się. Jego największy wróg stał w drzwiach w koszulce do połowy ud i niczym więcej na sobie. Pocierał zaspane oczy, a włosy sterczały jeszcze bardziej niż zazwyczaj.
  • Obudziliśmy? – zapytał miękko.
Mam wrażenie, że najbardziej kretyński moment tego opka jest właśnie tu - nazywanie w tej scenie Harry’ego “największym wrogiem”.
Antagonisto, wrogu mój oddany,
Obyś przypadkiem nie zapragnął zmiany,
Obyś Ty nagle ze mną się nie rozstał,
Bo dzięki Tobie... jestem... myślę... kocham...

  • Tak.
Harry usiadł w fotelu naprzeciwko kanapy. Voldemort i Nagini ulokowali się naprzeciwko. Potter ziewnął i przeciągnął się, ukazując ciałko od bioder w dół.
CIAŁKO, KUŹWA. CIAŁKO.
Podsumujmy - Potter w samym T-shircie siada sobie naprzeciwko Voldemorta, pokazując radośnie fiuta, i prowadzi luźną pogawędkę. Aha.

  • Potter, opanuj się. – Voldemort zamknął oczy.
  • Co? – chłopak spojrzał na niego.
Złapali za kawy i wspólnie napili się.
Dobrze, że za kawy złapali, a nie z rozpędu za coś innego.

  • Już mi lepiej. A co ty tu robisz?
  • Przywiozłem Rudolfusa i czekam na niego aż wróci. Bella jest z nim pod Wrzeszczącą Chatą. Zawołaj mnie, jakby coś się działo.
Voldemort wziął węża i opuścił pokój, ewidentnie dobierając się do laptopa.
A nie “opuścił pokój i wziął laptopa, ewidentnie dobierając się do węża”?


Harry i Hermiona biegną pod Wrzeszczącą Chatę. W tym samym miejscu Bellatriks spotyka się z mężem. Dumbledore dowiaduje się o śmierciożercach w Hogsmeade...

Nakazał wezwanie Zakonu. To mogło pomóc mu odzyskać kontrolę nad buntownikiem. Jeszcze nigdy nie uciekł mu na tak długo. Jak tak dalej pójdzie, straci nad nim kontrolę. A tego nie chciał, dosyć lubił dzieciaka.
I dlatego lał go, kiedy popadnie.

Kiedy przybyła reszta, ruszyli z odsieczą. Przenieśli się świstoklikiem i zobaczyli straszny widok. Na polance stała Bellatriks z mężem a niedaleko nich, za zwalonym pniem siedział Harry z Hermioną.
Cóż za przerażający widok!
To zależy od tego, co robili.

  • Stać! – Moody wycelował w nich różdżką.
Obejrzeli się. Na widok Zakonu zamrugali zaskoczeni. Za to Potter i Hermiona zeszli na dół.
  • Tom, rusz się, jest kłopot. – wyszeptał w myślach Harry.
  • Lecę.
Usłyszał odpowiedź i skupił się na problemie.
  • Co się dzieje? – zadał uprzejmie pytanie.
  • Nie widzisz, kto tu jest? – Moody wskazał na śmierciożerców.
  • Dwóch śmiercioli, którzy próbują się przespać i spłodzić potomka?
Ale tak na stojąco, w ubraniach i przy ludziach?!
Magia.

– Harry wzruszył ramionami. – Zajęli się sobą, to mnie to nie rusza. Voldemort zakazał mnie atakować.
JA jestem bezpieczny, to najważniejsze, cała reszta niech sobie sama radzi.

  • Uciekałeś przed nimi! – zawołał Ron.
  • Bo nie wiedziałem, co chcą. Teraz już wiem. – wzruszył ramionami.
  • Nie możemy chwilowo cię zabijać, bo Mistrz ma wobec ciebie inne plany. – Bella wzruszyła ramionami. – Skoro Dumbledore umie cię tylko torturować, to on ci da lepszą przyszłość.
Na polankach należy rozmawiać, bezustannie wzruszając ramionami.
W ten sposób strząsają z siebie wątpliwości.

  • Nie jestem zainteresowany.
Harry wrócił za pień. Moody wówczas zaatakował. Od dawna na to czekał. Musieli skonfundować chłopaka i nie wyczuwał zagrożenia. Rudolfus odepchnął Bellę i przyjął zaklęcie na siebie. Upadł martwy. Kobieta zamarła. Nie zauważyła przez to drugiego zaklęcia, ale ktoś złapał ją i aportował się. Harry rozbroił aurora.
  • Morderco! Co oni ci zrobili?! Nikogo nie atakowali! – był zniesmaczony.
Całe zajście było w zdecydowanie złym guście i mierziła go myśl, że będzie łączony z takim towarzyskim nietaktem.

  • To śmierciożercy! – Ron spojrzał na niego jak na wariata.
  • A wy to kto? Gdzie idea drugiej szansy?! Chcieli tylko być razem. To złe? Gdzie wiara w miłość?!
Dobra dobra, wiemy już, że sam marzysz o tym, żeby Voldek ci obciągnął!
On cierpi, bo takie dobre seksy się zmarnowały, ja go rozumiem!

Chłopak odwrócił się i wrócił do zamku. Voldemort zaś zabrał zwłoki z polany równie szybko, jak Bellę.
Pod jedną pachę to żywe, pod drugą to martwe i wio!
Tylko się nie pomyl, jak jedno będziesz upuszczał nad Hogsmeade!

Z Wielkiej Sali pozdrawia korespondencyjnie połączone grono Analizatorów Obojga Analizatorni,
a Maskotek przykleja znaczki i wrzuca listy do kominka… ups! to był prawdziwy kominek, nie magiczny!

276 komentarzy:

1 – 200 z 276   Nowsze›   Najnowsze»
Anonimowy pisze...

Super analiza :D Już myślałam że nie będzie ustawki. Opko jest po prostu genialne (oczywiście z waszymi komentarzami). Nie mogę się doczekać drugiej części.

Anonimowy pisze...

Nie umiem opisać, jak bardzo jestem zażenowana opkiem </3

Anonimowy pisze...

Zobaczyłam to opko - zobaczyłam wszystko, teraz mogę umrzeć. Nie wiarygodne, że można napisać coś takiego...

Analiza cudna, jak zwykle. Chyba powinnam wyjaśnić, że śledzę waszą stronkę od dawna ale komentuje rzadko to opko zmusiło mnie jednak do sklecenia komentarza. Podziwiam, że wam się chciało babrać w czymś tak bezdennie durnym

rose29

Pie Maker pisze...

Myślałam, że nie dotrwam do końca tej analizy... ale dałam radę :D
Ustawka jak najbardziej zacna ^^
Mam tu dla was pewną "perełkę":
http://twilight-mojahistoria.blog.onet.pl/
Skoro miałyście siłę i cierpliwość przebrnąć przez tego blogaska, z tym też sobie poradzicie ;)
I jeszcze coś: http://kulturawplot.pl/2015/01/07/nowy-cien-wladca-pierscieni-kontynuacja/ -widziałyście?

Chiro pisze...

Ja się zastanawiam nad jednym... o uj chodziło w tym opku?! O_o"

Harry i Voldemort piszący do siebie listy jak bJedne emo nastolatki, których nikt nie kocha i nikt nie lubi.

Pupuś wygrał...

Chiro pisze...

Swoją drogą... wytłumaczy mi ktoś skąd się wzięła ta "moda" opkowa na robienie z Dumbledora wielkiego manipulatora i tego, który jest wredny, głupi i ma wszy?

Anonimowy pisze...

Chiro, mogę się mylić, ale moim zdaniem Dumbledore w opkach o HP jest takim trochę odpowiednikiem rodziców w opkach o zwykłych Mary Sue z osiedla (tzn tych rodziców, którzy w ogóle się pojawiają, a nie wyparowali, żeby dziecko miało wygodne życie :D). A niewyparowani rodzice muszą być źli, bo przecież mają nad dzieckiem kontrolę, mogą dać mu szlaban, zabronić pójścia na imprezkę albo kazać się uczyć... Ale, jak mówię, to tylko moja teoria. W sumie równie prawdopodobna jest najprostsza odpowiedź: KTOŚ musi być zły. Dumbledore to tylko jakiś stary dziad, a Voldemort to seksowny mhrok, seksowny mhrok nie może być zły, bo jest seksowny i mhroczny.

Anonimowy pisze...

Blog zgłoszony do usunięcia - brak zgody autorki na wykorzystanie tekstu - wręcz przeciwnie, na stronie wyraźnie pisze, ze nie pozwala na analizy i recenzje

Anonimowy pisze...

RIP Niezatapialna Armada :(
A tak na serio, analiza przecudna, ale potrzebowałam aż dwóch dni na przeczytanie (!). Nie mam siły do takich opek, to się na trzeźwo nie da.
Takie pogwałcenie kanonu powinno być karalne. Moje dzieciństwo ucierpiało najbardziej.

Anonim od pizzy.

TobiMilobi pisze...

Wy dzieci życia nie macie własnego? Wiem, że gówno dzieje się na tym internecie i musicie szukać sensacji dla swoich hormonów, ale smarowani czegoś, co nawet nie przeczytano od początku do końca, jest moralnie nie zgodne z etyką samozachowawczą i powinno być zabronione. Niestety debilizm ciągnie debilizm. Zanim zaczniecie bawić się w analizy dowiedzcie się czy one tak naprawdę jest, bo to co wy wstawiacie to jedynie ośmieszanie bez konkretnej i sensownej treści, a nie na tym polega analiza czyjejś pracy. Dodatkowo bez zgody autora nie macie prawa brać czegokolwiek do analizy, a autorkę znam osobiście od siedmiu lat i ma na swojej stronie podane, że nie zgadza się na takowe zabawy. Blog zgłoszony do usunięcia lub powyższej notki, gdyż nie otrzymano zgody autora na kopiowanie treści tudzież jakiekolwiek zawartości strony.
Moja rada, dorośnijcie i zajmijcie się czymś bardziej konstruktywnym.
Bez poważania i pozdrawiania...

Anonimowy pisze...

Na Armadzie jeszcze nie ma gównoburzy, jestem niepocieszona :(

Anonimowy pisze...

@TobiMilobi - "Moja rada, dorośnijcie i zajmijcie się czymś bardziej konstruktywnym."

To samo można by doradzić twojej koleżance-aŁtoreczce, bo pisać to ona zdecydowanie nie potrafi. Jeden wielki bełkot i WTF, tyle w temacie.

Anonimowy pisze...

... Dzidko, twoja wersja piosenki Eugeniusza Bodo totalnie mnie umarła. Leżę i nie wstaję, a chcę czytać dalej... ;v;

Dżuma

Lunatyczka pisze...

Nigdy się nie nauczą...

autorkę znam osobiście od siedmiu lat i ma na swojej stronie podane, że nie zgadza się na takowe zabawy. Blog zgłoszony do usunięcia lub powyższej notki, gdyż nie otrzymano zgody autora na kopiowanie treści tudzież jakiekolwiek zawartości strony.

Oh noes. Nie zapytałam Sienkiewicza, czy mogę napisać niepochlebną recenzję "Potopu", jestem przestępcą.

A teraz proszę zapoznać się z art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Hyakki_Yakou pisze...

Chiro, moda na pokazanie Dumbledore'a jako manipulatora wzięła się stąd, że nawet kanonicznie jest z niego kawał manipulatora i wiele jego planów jest bliżej niż dalej granicy dobra ze złem (jedna wielka porażka zamiatania problemu pod dywan na piątym roku Harry'ego to najlepszy przykład).

Mode zrobiło się to jako kontrast dla Voldemorta - bo skoro Harry zmienia strony to trzeba zrobić Dumbla gnojem, wtedy Harry nie będzie musiał być zły nawet jak zdradza.

Anonimowy pisze...

Ale właściwie dawno nie było oburzonych aŁtorek (ewentualnie ich oburzonych znajomych), więc chyba można się było tego prędzej czy później spodziewać. A co do analizy to nie wiem jakim cudem dałyście radę to przeczytać bez waszych komentarzy :D.

Akemi pisze...

Lunatyczka - jeśli autor sobie czegoś nie życzy, to z grzeczności należy go uszanować. Każdy ma prawo do autoryzacji swoich tekstów, tak samo jak i zaznaczenie, że nie chce jakichkolwiek analiz. gdyby je chciała, zgłosiłaby się do o ocenialni. W tym momencie autorki tegoż bloga wychodzą na osoby niekompetentne, z brakiem czytania ze zrozumieniem, bo raz, że Vergithia zaznaczyła, iż wszelkie próby analiz należy zgłaszać (nawet jest formularz... Wstydźcie się, że nawet nie chce się Wam czytać, a na tak długie analizy, które nie są zgodne z prawem tej autorki, macie czas), a dwa - kopiując jej treści bez jej pozwolenia jesteście złodziejami. Tyle w temacie.

Chiro pisze...

No tu się zgadzam, że plany Dumbla czasem były absurdalne, a w "Zakonie Feniksa" się rzeczywiście nie popisał. Ale po co robić z niego w fanfickach (tudzież blogaskach) takiego strasznego i w ogóle genJusza zUa. XD
No i tak, logika blogasków - "ciemna strona mocy" jest mhroczna i seksowna, więc Voldemort musi być "tym dobrym", a Dumbel jest głupi i ma wszy. :/

Yaaay! Oburzone aŁtoreczki i ich fanki! <3

Babatunde Wolaka pisze...

1. Jeżeli opko nie jest zamknięte dla czytelników, to znaczy, że każdy może je czytać. Jeżeli może czytać - to znaczy, że może wyrazić swoje zdanie. Niektórzy nazywają to wolnością słowa.
2. Analizatorzy nie są złodziejami, ponieważ nie przypisują sobie autorstwa, a wyraźnie podają, skąd tekst pochodzi. Niektórzy nazywają to prawem cytatu, właściwy artykuł podała Lunatyczka.
3. "Prawo tej autorki"? Osoby prywatne mogą same sobie stanowić prawo, i to takie, które obejmuje innych? Bardzo ciekawe... W takim razie niniejszym wydaję rozporządzenie, że kiedykolwiek przyjadę do Wałbrzycha, każdy z mieszkańców ma obowiązek na wezwanie dać mi co najmniej 100 g chałwy sezamowej.

Akemi pisze...

Drops zawsze był głupi i miał wszy. Kto normalny posyła dziecko do walki z kimś, z kim sam by sobie nie dał rady. A skąd była pewność, że akurat Harry da sobie radę? Dzięki Bogu, że wreszcie ktoś pisze inaczej i Drops jest taki, jaki naprawdę był. Stary zgred.

Anomimowy pisze...

Napisz jeszcze, że Syriusz Black został tylko ranny, a dobił go Dumbledore jako świadka swoich zbrodni, a Lord Voldemort zawsze miał na uwadze świata czarodziejów i nigdy nikogo nie napadł, a Cedryk Diggory został zabity w obronie własnej, bo to był skrytobójca nasłany przez Dumbledore'a.

Anonimowy pisze...

BUL DÓPY AŁTORECZKI. <3 <3 <3 Nie ma nic piękniejszego na obiad. xD

BTW jej notka na stronie powala:

"Kolejna pseudo "analiza" - do analizy jej daleko, raczej to jest próba zaistnienia - bez zgody autorki, wbrew punktowi, więc znów muszę wyciągać konsekwencje prawne."
KONSEKWENCJE PRAWNE!!!111 Uśmiałam się mocno. Halo, policja, proszę przyjechać na PLUSa!
"Niestety ofiarami i to niewinnymi będą czytelnicy. Od tej pory opowiadania są dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników."
Coś jej nie wyszło, bo zarejestrowana nie jestem, a wszystko widzę. :)
"No, chyba że pseudoautorzy z "http://przyczajona-logika.blogspot.com/" usuną analizę i wyjaśnią łaskawie, jakim cudem nie zauważyli tego punktu."
Borze, to jest tak piękne, że kwikam.

Anonimowy pisze...

"Napisane już jest do blogspot o zawieszenie strony i udostępnienie danych w przypadku odmowy usunięcia postu. Poprosiłam ich grzecznie o skasowanie, nie skasują to będzie treba wyciagać konsekwencje. Zasłanianie się ustawą, którą mi pokazali ma sens tylko w chwili, gdy na stronie nie mam treści z punktu 8. Wierz mi, też wolałabym by skasowali niż bym musiała kolejny raz przechodzić całą procedurę z sądem." Jeżujeżujeżu. To jest jeszcze śmieszniejsze niż sama analiza.

Anonimowy pisze...

Im dalej w las...

"Drogi O, tylko te artykuły nie mają tutaj zastosowania, ponieważ one nie zrobiły Analizy tylko podjęły próbę zniesławienia. Przeczytaj, co Tobi napisała o tym, jak wygląda prawdziwa Analiza. Gdyby wykonali analizę poprawnie, poleciłabym ich. W tej sytuacji jednak jestem zmuszona prosić o skasowanie tego a w razie braku reakcji na prośby skierować sprawę do sądu. Miałam już kilka takich spraw i jakoś nikt z prawników nie miał problemu z interpretacją punktu 8."

Oczywiście, bo prawdziwa analiza polega tylko na tym, żeby lizać pupkę jakie to opko jest cudne. Ale i tak ostatnie zdanie z powyższego cytatu to jest miazga na maksa.

Akemi pisze...

Wkurwu można dostać. :)
Analiza, wiecie, co to?
"Analizując treść opowiadania należy zwrócić uwagę na występujące tutaj błędy stylistyczne, takiej jak literówki, powtórzenia, np:.... Warto również zwrócić uwagę na zmianę konwencji historii, która rożni się od oryginału." Rozumiemy się? To, co to jest, to zwykłe zniesławienie, nagonka i pośmianie się z kogoś, bo z siebie publicznie nie wypada, albo wyskoczyłby komunikat o przekroczeniu wymaganej ilości słów w poście. ;]

Co do Syriusza i Cedrica - gdyby Dumbel ruszył dupsko i - po pierwsze zakazał konkursów przez wzgląd na niebezpieczeństwo, a dwa - sam starałaby się o pomoc, nie wykorzystując nastolatka jako broń, byłoby lepiej, no nie?

Sha pisze...

Jeśli w tym opku dojdzie do tego, że nie tylko Hermiona (biedna ofiara licznych potterowskich opek), ale i Lupin (który, pamiętamy, skarcił Harry'ego za wymianę ofiary jego rodziców za "torbę magicznych zabawek" - a czym innym są super-duper gadżety od Voldzia?) przyklaśnie sweet nociom do Tomcia-Pupusia, to dopilnuję, żeby kanoniczna wersja Remusa spotkała się z autorką we Wrzeszczącej Chacie. Podczas pełni księżyca.

Anonimowy pisze...

TEN KOMENTARZ TO APEL DO WŁADZ I SPOŁECZEŃSTWA!
Gdy skończycie Sylwestrową Ustawkę zanalizujcie też inne opka tej ałtoreczki. To było naprawdę mega, jedno z najgłupszych, jakie w życiu widziałam = analiza jedna z najlepszych, jakie tutaj się znajdują. Widzę, że materiału na stronie ma mnoga, po prostu trzeba to wykorzystać. <3

Anonimowy pisze...

Przepraszam najmicniej. Zapomnialam o Przyczajonej Logice.
RIP Niezatapialna Armada & Przyczajona Logika :'(

Anonim od pizzy

Anonimowy pisze...

Wow, szok. Jestem w szok. Na serio! To jest niesamowite! Nigdy czegoś takiego w swoim bogatym w niecodzienne wydarzenia, aczkolwiek krótkim życiu nie widziałam. Musze przyznać, że na bloga trafiłam całkiem przypadkowo. Tu się kliknie, tam przejdzie i BUU! Przyznaje, że była strasznie zaciekawiona. No, bo jak ominąć takiego bloga? Przecież ludzie tutaj tak ładnie innych poniżają, gnoją i pokazuję, że są lepsi! Trzeba w końcu mieć jednak jakieś poczucie moralności, żeby to od razu zamknąć.
Oglądają - dość oględnie - tego upokarzającego bloga do głowy wpadła mi niecodzienna myśl - autorzy tego blogaska przypominają mi Malfoya z pierwszego tomu tej jakże wspaniałej książki. Aroganccy, złośliwie z zepsutym poczuciem humoru. Takich wyszukanych ludzi to ze świeczką szukać albo ciekawym blogiem czy opowiadaniem - to ich na pewno skusi. W końcu trzeba kogoś poniżyć! To jest myśl, nie? Na lepiej jeszcze podstawić nogę na ulicy, żeby inny się z niego śmiali. To robicie teraz, zamiast pomóc, doradzić - jako to pięknie napisaliście - Ałtoreczki poniżają , bo inaczej tego się nazwać nie da, młodych autorów.
W tej chwili brak mi słów. Nie wiem, was to bawi? Naprawdę taka przyjemność sprawia wam poniżanie innych, wyśmiewanie ich? Gdzie w tym sens, jakakolwiek logika? Osobiście mogę dodać, że brzydzę się wami. Dla waszego zachowania nie ma usprawiedliwienia. Wzbudzacie we mnie odrazę. Żegnam.

Chiro pisze...

Syriusz z tego co wiem to był w Zakonie Feniksa z własnej woli i ruszył do Ministerstwa Magii też z WŁASNEJ WOLI. A że tak się nieszczęśliwie stało, że oberwał od Bellatrix i wpadł na tą magiczną zasłonę, co go tepła do świata umarłych to już niczyja wina. Dumbeldore spaprał tu tylko to, że ignorował prośby Harry'ego żeby się z nim skontaktował w wielu sprawach, ale przecież to on kazał Snape'owi uczyć Harry'ego oklumencji.
Co do sprawy z Cedrickiem - chyba nie tylko Dumbeldore podejmował decyzję co do ponownego zorganizowania Turnieju Trójmagicznego. No i kto by przewidział, że Barty Croach Junior będzie się podszywał pod Moody'ego?
Btw, wydaje mi się, że swoisty "hejt" na Dumbledore'a wziął się od rozpaczy Snape'a przez śmierć Lily Potter (bo Snape taki mrohny, szekszowny mrohk). Też uważam, że Dumbledore niezbyt mądrze tu zadziałał, ale bez przesady.

Sha, z przyjemnością ci pomogę w twych niecnych planach. :>

Anonimowy pisze...

Ja pier...
Nie no, to już przesada? Nudzi się Wam? To może jakaś inną rozrywkę sobie znajdziecie? Ale najpierw usuńcie to coś. Bo analizą to tego nazwać nie można. Zresztą kilka komentarzy wyżej ktoś napisał już co to jest analiza. I radze przeczytać to, bo niektórzy wiedzą co piszą. A inni umieją tylko szukać dziury w całym i zniesławiać innych.
Zresztą jak można takie coś napisać bez zgody autorki? To należy jak najszybciej usunąć i mam nadzieję, że autorki zrobią to. Zresztą już zostało zgłoszone do usunięcia...
Szkoda gadać po prostu.

Anonimowy pisze...

Anonimowy z 16:38
"autorzy tego blogaska przypominają mi Malfoya z pierwszego tomu tej jakże wspaniałej książki" Ale przecież Wy wszyscy tak kochacie Malfoya, że nawet czynicie z niego najlepszego przyjaciela (czasem kochanka) Harry'ego, więc co za problem?

Ditene pisze...

Widzę, że Mafia Ałtorki zaatakowała, śmiech na sali, szkoda tylko, że przez nią będziecie mieć bordello w komentarzach.

Anonimowy pisze...

Analizatorzy gotowi stawić się do sądu? :D Może pora pożyczyć adwokata od Deneve?

Sylwia pisze...

Co do wcześniejszych komentarzy o Dumbledorze itp to właśnie sobie pomyślałam, że ałtorki opek strasznie hiberbolizują, prawda? No bo zobaczcie, Dumbledore owszem, święty nie był, ale święty nie jest nikt, zdecydowanie był bardziej dobry niż zły, ale ojeju, raz tam coś namieszał w życiu Pottera, więc zrobimy go tym ZŁYM, który go LEJE. Tak samo Ron. W książka się dwa razy od Harry'ego odwrócił (chociaż raz to nawet nie była do końca jego wina, tylko horkruksa) i już zawsze dla ałtorek pozostanie tym przebrzydłym zdrajcą. Może ałtorki trochę ZA bardzo utożsamiają się z postacią głównego bohatera i dlatego mają taki bul dópy o nawet małe kuku względem Harry'ego... Mniej więcej taki sam bul dópy jak o analizę.

Pigmejka pisze...

Napiszę raz i więcej nie będę:

"Prawo cytatu – prawem dopuszczalna możliwość przytoczenia w tworzonym przez siebie dziele urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości bez zgody ich twórcy i bez uiszczania na jego rzecz wynagrodzenia. Prawo cytatu dotyczy twórczości chronionej majątkowymi prawami autorskimi i stanowi ich ograniczenie na rzecz dozwolonego użytku. Z utworów nie objętych prawami majątkowymi można bowiem korzystać swobodnie, pod warunkiem oznaczenia autora".

Dziękujemy za wszystkie miłe uwagi. Poza tym - od tej chwili proszę o niekarmienie trolli i nie odpisywanie na ich komentarze.

Anonimowy pisze...

Jejciu, jejciu, doczytałam do końca! I to jest przeborskie, perełka po prostu!
No dobrze, link przy tym o prysznicu zniszczył mi psychikę, ale co mi tam, połaziłam po internetach i znów żyję. ^^
*zerka na komentarze, po czym siada sobie z popcornem gdzieś z tyłu*

Dżuma

Anonimowy pisze...

Nie przeczytałam gówno-burzy do końca, no ale i bez tego mogę sie wypowiedzieć. Wobec tego- wstyd PLUS-ie i NAKW-o. Czytałam wasze analizy, śmiałam się z nich, czekałam z utęsknieniem. Byłam wierną fanką. A tu patrzę: taka partacka robota. No bo spójrzmy od choćby na pierwszy komentarz- czego wy się tu właściwie czepiacie? Koloru ścian? Tego, że ktoś użył tapet? To nie jest śmieszne, nawet dla mojego dziwnego poczucia humoru, zabawniejsze były listy bohaterów. Nie lubię też waszego protekcjonalnego podejścia do wszelkiej maści yaoi, ale to moja własna niechęć do wyśmiewania się z tego typu literatury przez kogokolwiek. No ale wracając do rzeczy- na ten blog trafiłam kiedyś i moim zdaniem nie jest wart waszego jakże cennego czasu. Moglibyście pomęczyć coś naprawdę złego. No a na koniec, wyśmiewanie się z odzewu autorki oraz jej czytelników, którym nie spodobało się wasze zachowanie jest strasznie niedojrzałe(są to słowa kierowane głównie do komentatorów). Ktoś tu wspominał o wolności słowa, tak więc fani tych opowiadań maja pełne prawo zareagować i komentarze śmiejące się z ich grzecznej, zaznaczam- grzecznej, reakcji są oznaką bardzo niskiego poziomu waszych czytelników, którzy nie szanują wolności wypowiedzi i każdą osobę z odmiennym zdaniem wyśmiewają. Wstyd, że na to pozwalacie, chociaż jesteście adminami. Analizatornie schodzą na psy...
Srebro

Anonimowy pisze...

Dobra, kusi mnie, ale Pigmejka mówi nie, to nie... *chowa karmę dla trolli za pazuchę*
Cudowna analiza! Najlepsza. Zarówno na PLUSie, jak i NAKWie. Mnóstwo lolcontentu w samych opku, w waszych dopiskach i nawet w komciach. Ach, życzę wam i nam, czytelnikom, takiej passy na cały 2015.
Do zobaczenia w sądzie! *serduszko*
~FrutiPonchi

Anonimowy pisze...

Zgłaszanie bloga do usunięcia to grzeczna reakcja? Tell me more :).

Shitstorm z rana jak śmietana ^^. Życie od razu nabiera barw. Pozdrawiam cieplutko!

Carly

Akemi pisze...

Ouuu, Wikipedia źródłem wiedzy? Wow.
Tak brzmi to prawo:

"1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości."

Przykro mi, ale to nie jest drobny utwór literacki - nimi jest fraszka, wiersz, psalm, poemat. Nie opowiadanie. Sorry, taki mamy klimat. Dwa - zakres uzasadniony analizą krytyczną... Żeby sie ponabijać? Żeby mieć bekę? żeby czytelnicy, niczym wikingowie w barze, klepali się po pleckach, pijąc kufel nienawiści? Analiza ma na celu dydaktyzm, wskazanie błędów i wykazanie odmiennych, podobnych lub odnoszących się do definicji gatunku, konwencji. Krytyka nie równa się krytykowaniu. Jak to mówi mój profesor: To jest dupa, a nie analiza. ;)

Revadac x pisze...

W swej naiwności miałam nadzieję, że ten twór jest prowokacją. Potem przeczytałam komentarze jego obrończyń...
Analiza świetna, komentarze jak najbardziej trafne, a Wasze poczucie humoru do mnie w zupełności trafia.
Przy okazji chciałam prosić Analizatorki o wybaczenie, bo bywam tu od dawna, ale komentarzy po sobie nie zostawiałam. Mam zamiar się poprawić.
Życzę weny i cierpliwości, która z pewnością się przyda przy drugiej części.
Rev

Anonimowy pisze...

Nie martwcie się,Edmund Dantes też był więzieniu i wyszedł na ludzi..Przyślę Wam pilniki,linki i ciastka! (robię dobre ciastka).
A kiedy przyjdą nocą i kolbami w drzwi...

Kochający Was
Chomik

Pink_Unicorn pisze...

"1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości."

"Przykro mi, ale to nie jest drobny utwór literacki - nimi jest fraszka, wiersz, psalm, poemat. Nie opowiadanie."

Czyli rozumiem, że autorzy podręczników do polskiego umieszczając czyjeś opowiadania W CAŁOŚCI (tak, bo opowiadania też są w całości umieszczane w szkolnych podręcznikach) łamią prawo? Tak wynika z twojej wypowiedzi Akemi. No a jeśli tak rozumiesz treść tego punktu, no to analizatorzy nie złamali prawa, ponieważ część tekstu pominęli, czyli wstawili tutaj URYWKI, a nie CAŁOŚĆ.
No wiem, że nie mieliśmy już karmić trolli, ale nie znoszę hipokryzji.

Anonimowy pisze...

Ubawiłam się serdecznie i nie mam tu na myśli tylko analizy ;).

"Gdy protektor podeszwy jest zbyt zjechany, to można wyświrgnąć takiego aniołka, że grabiami z chodnika zbierać nie warto".

A to zwyczajnie rozłożyło mnie na części pierwsze i zamiotło pod dywan.

Pozdrawiam i czekam na więcej,

Osa

Anonimowy pisze...

Wiem,że stare ale muszę to zrobić
Do analizatorek: no i ja się pytam człowieku dumny ty jesteś z siebie zdajesz sobie sprawę z tego co robisz?masz ty wogóle rozum i godnośc człowieka?ja nie wiem ale żałosny typek z ciebie ,chyba nie pomyślałes nawet co robisz i kogo obrażasz ,możesz sobie obrażac tych co na to zasłużyli sobie ale nie naszego papieża polaka naszego rodaka wielką osobę ,i tak wyjątkowa i ważną bo to nie jest ktoś tam taki sobie że możesz go sobie wyśmiać bo tak ci się podoba nie wiem w jakiej ty się wychowałes rodzinie ale chyba ty nie wiem nie rozumiesz co to jest wiara .jeśli myslisz że jestes wspaniały to jestes zwykłym czubkiem którego ktoś nie odizolował jeszcze od społeczeństwa ,nie wiem co w tym jest takie śmieszne ale czepcie się stalina albo hitlera albo innych zwyrodnialców a nie czepiacie się takiej świętej osoby jak papież jan paweł 2 .jak można wogóle publicznie zamieszczac takie zdięcia na forach internetowych?ja się pytam kto powinien za to odpowiedziec bo chyba widac że do koscioła nie chodzi jak jestes nie wiem ateistą albo wierzysz w jakies sekty czy wogóle jestes może ty sługą szatana a nie będziesz z papieża robił takiego ,to ty chyba jestes jakis nie wiem co sie jarasz pomiotami szatana .wez pomyśl sobie ile papież zrobił ,on był kimś a ty kim jestes żeby z niego sobie robić kpiny co? kto dał ci prawo obrażac wogóle papieża naszego ?pomyślałes wogóle nad tym że to nie jest osoba taka sobie że ją wyśmieje i mnie będa wszyscy chwalic? wez dziecko naprawdę jestes jakis psycholek bo w przeciwieństwie do ciebie to papież jest autorytetem dla mnie a ty to nie wiem czyim możesz być autorytetem chyba takich samych jakiś głupków jak ty którzy nie wiedza co to kosciół i religia ,widac że się nie modlisz i nie chodzisz na religie do szkoły ,widac nie szanujesz religii to nie wiem jak chcesz to sobie wez swoje zdięcie wstaw ciekawe czy byś sie odważył .naprawdę wezta się dzieci zastanówcie co wy roicie bo nie macie widac pojęcia o tym kim był papież jan paweł2 jak nie jestescie w pełni rozwinięte umysłowo to się nie zabierajcie za taką osobę jak ojciec swięty bo to świadczy o tym że nie macie chyba w domu krzyża ani jednego obraza świętego nie chodzi tutaj o kosciół mnie ale wogóle ogólnie o zasady wiary żeby mieć jakąs godnosc bo papież nikogo nie obrażał a ty za co go obrażasz co? no powiedz za co obrażasz taką osobę jak ojciec święty ?brak mnie słów ale jakbyś miał pojęcie chociaz i sięgnął po pismo święte i poczytał sobie to może byś się odmienił .nie wiem idz do kościoła bo widac już dawno szatan jest w tobie człowieku ,nie lubisz kościoła to chociaż siedz cicho i nie obrażaj innych ludzi

Anonimowy pisze...

Ludziom trochę odwaliło po tej analizie. Nie przejmujcie się i dalej analizujcie! Jesteście super, a ci, co tak marudzą, mają ból dupy.

Galen Zapomniany pisze...

Chce ktoś ze mną niczym wiking poklepać się po plecach i wypić kufel nienawiści?
Co do analizy, to jest naprawdę genialna.
Pozdrawiam i powodzenia w sądzie ^^

Anonimowy pisze...

Nie dziwi mnie już nic. Ani Harry pokazujący 'ciałko' Voldemortowi, ani Harry na pańskich komnatach, ani Harry ciulburak. Nawet magiczna mp3 (z mhroczną muzyką) mnie nie dziwi!
No, może troszeczkę dziwi mnie, że opko ma fanów.
Cudna, cudna analiza. Nie mogę doczekać sie dalszej części! I analizy seksów, złe seksy zawsze są śmieszne.
A Voldzio z opka ma nos (porządny, z przegrodą) żeby Harrego nie kusiło.

Akemi pisze...

Małe pytanie. Na jakich studiach jesteście, autorzy tego bloga? Nie odbierzcie tego źle, naprawdę. Nie mam złych intencji.
Jeśli ktoś prosi mnie o pomoc z matematyce, najpierw sprawdzam, czy podołam, a potem nabywam potrzebnej wiedzy, bo dane zadania rozwiązać. Tutaj nazywanie tego, jak piszecie, nie można nazwać analizą. Nie sprawdziłyście/liście reguł gatunkowych i wyszło, jak wyszło. Wikipedia to nie jedyne źródło wiedzy, zaręczam. ;)

I do komentujących - zaręczam, że czytelnikom strony, na której są krytykowane tutaj opowiadania, chodzi przede wszystkim o dwie rzeczy:
- niezrozumienie gatunku analizy, co doprowadziło do obecnych nieporozumień. Gdyby autorzy wiedzieli, na czym polega analiza, wiedzieliby, że nie wygląda ona tak: cytat - zgryźliwe (niekiedy[!] śmieszne) uwagi. Model analizy: forma ciągła, której wynikiem jest uzasadnienie (cel analizy). Inaczej mówiąc, prezentowany tutaj język odbiega od kanonu analizy. Jeśli autorzy zabierają się za analizę, powinni być konsekwentni i przede wszystkim powinni pamiętać, że uczą innych. Bo a nuż ktoś też odkryje w sobie analityka i zmarnuje swój talent, błędnie uznając, że to, co robią autorki, to analiza. I w ten sposób autorzy wychodzą na złych nauczycieli - to tak, jakby uczyć młodych pisarzy na kompletnych ignorantów od dawna utartych gatunków, przez co z wiersza wychodzi chała.
- Zwykła, ludzka komunikacja. Jeśli ktoś prosi, by usunąć teksty o nim, powinno się to uszanować. Bądźmy ludźmi. Zwłaszcza, jeśli autorka wcześniej zaznacza, że nie chce, aby analizowano jej teksty - podpisane jej nickiem. To tak, jakby rysunki z wzorem wodnym opatrzyć cenzurą (w miejscu wzoru) i dowolnie krytykować obrazek, dorysowując mu wąsy i zamalowując zęby, zamiast poczynić przejrzyste komentarze do tego, by na przyszłość uważał na anatomię.

Anonimowy pisze...

Mowa nienawiści. Nadajecie się na polityków, drodzy Państwo.
Mnie z kolei nieco dziwi fan fiction tutaj - lubimy śmiać się z kogoś i rechotać na czyjeś błędy, co? :)

Dziwne to, że wasze subiektywne zdania nazywacie analizą. Mnie uczono, aby w analizie używać strony biernej.

Anonimowy pisze...

Na blogu (stronie?) aŁtorki wszelkie nieprzychylne komentarze już zniknęły. Zaprawdę, zacną gunwobórzę nam zafundowaliście, chwała Wam.

Tak bardzo korci, żeby odpowiedzieć na te wszystkie komentarze, ale... z drugiej strony niektóre są tak niedorzeczne, że to aż śmieszne.

Żadne prawo nie stanowi, że w analizie krytycznej nie można posługiwać się luźnym, a nawet sarkastycznym językiem, aby wytknąć błędy. To, że ktoś wykazanych w tenże sposób nieścisłości nie przyjmuje do wiadomości to już jego sprawa. Naprawdę, ta kłótnia o istotę analizy (która notabene poprzedzona była zgłaszaniem bloga do usunięcia i straszeniem sądem - naprawdę dojrzale) jest po prostu komiczna. Ale mówcie dalej, pójdę tylko po popcorn.

Carly

Lunatyczka pisze...

Tak tylko dorzucę, że ani w ustawie o pa i pp, ani w żadnym innym źródle prawa nie podano definicji "drobnego utworu literackiego", a już na pewno nie "analizy krytycznej" - więc jakiekolwiek rozwijanie tych pojęć, nawet przy zastosowaniu dwudziestotomowej encyklopedii na temat, będzie jedynie interpretacją. A interpretacja to nie święta racja.

(czy w tej analizie pojawił się Papież Polak, czy coś przegapiłam? :O)

kura z biura pisze...

>Na jakich studiach jesteście, autorzy tego bloga?

Ja osobiście na żadnych, a co?

>Jeśli ktoś prosi, by usunąć teksty o nim, powinno się to uszanować. Bądźmy ludźmi.

Oczywiście. To jest tekst o Harrym Potterze, Voldemorcie, Hermionie i reszcie ferajny, jeśli ktokolwiek z nich poprosi mnie o usunięcie, zrobię to natychmiast :D

Anonimowy pisze...

Wszyscy tak płaczą o prawie autorskim, a czy autorka fanfika zapytała się pani Rowling czy może wykorzystywać jej twórczość do pisania słabego yaoica, i publicznego gwałcenia kanonu i logiki?

Anonimowy pisze...

Jak dla mnie to Analizatornia w całej tej sprawie wyszła na minus. Lubie czytać analizy, ale z pewnych konkretnych powodów do których zaraz przejdę. Droga Analizatornio, możecie kręcić, wywijać i majtać ogonem ile chcecie, ale nie zmienicie faktu, że to co robicie, robicie dla jaj. By się pośmiać, by wyśmiać. I wszystkie osoby tym zdegustowane maja powód. Mają też możliwość nie wchodzenia na stronę, tak dodam. Sam czytam analizy z prostego faktu, lubię się pośmiać. A czytam je nadal także z prostego powodu: bo "obrońcy" aUtorek (zaczyna mnie wku**iać traktowanie innych jak upośledzonych dzieci) zapominają, że o ile bloga bronią przed analizą, bo sobie twórczyni nie życzy, tak kto broni Rowling? Czy ona sie zgadzała, by z Harrego robić kretyna nadstawiającego tyłek komu popadnie i jeszcze cudownie zachodzącego z nim w ciążę? nie wydaje mi się. Drzazgę w oku bliźniego widzicie, a belki w swoim nie. Daltego nadal czytam analizy, bo pośmianie się z bloga jest w moich tęczówkach mniejszą krzywdą niż to co zrobiono oryginalnemu uniwersum. A trzeba przyznać, że jak ktoś wymyśli swój świat to i hejtu ma mniej.
Co do spraw prawnych. Oczywiści prawo cytatu działa. Jak ktoś chce się kłócić, że to nie "krótki utwór" to proszę niech znajdzie oficjalny fragment kodeksu/ustawy/we który definiuje co jest nim, a co nie. Chętnie się dokształcę. Jak nie znajdzie, to zapewniam, ze sąd powie, iż krótkim utworem jest utwór krótki w treści. Niemniej taki sam myk chroni autorkę. Fakt, ze Rowling nie może jej pozwać na gruby hajs, wynika z faktu, ze nie dość jest ściągnięte i jest to jedynie "utwór inspirowany". I w idealnym świecie idei, autorka może odejść z kwitkiem, sądząc się za "nękanie/nagonkę/zniesławienie(to nawet i normalnie odpada z powodu braku przytyków osobistych chyba)" bo nic takiego nie ma. Jest naśmiewanie się, ale to za mało. Niemniej nie żyjemy w świecie idei, a to nie jest per se analiza. I odpowiedni prawnik wraz z odpowiednio głupim sędzią (a są tacy którym trzeba 2h tłumaczyć co to jest "spacja" TRUE STORY. Inni uznają wzór wędlin na talerzu za dzieło chronione) mogą orzec, że fragmenty użyte są niezgodnie z prawem, w "złych intencjach (był jakiś termin na to...)". I chyba nawet takiemu wynikowi bym kibicował będąc szczerym. Analizatornie siedzą już na tak wysokim koniu, że ziemi dawno nie widzą.
Takie dwa spostrzeżenia ode mnie:
- wtrącenia typu, że jakiś strój "to chyba z lumpeksu". Jak czerwone ściany to "ałtorka chyba tę postać w burdelu umieściła". Serio? Jak rozumiem Analizatorki stroją się w jedwabie, a wszystkie pokoje mają na zrównoważony białokremowy, żeby czegoś nie sugerować?
- w jednym z niedawnych blogów był fragment "Ale trzeba przyznać ałtoreczce, że wyciąga wnioski i wzięła się za poprawę błędów, biorąc sobie uwagi do serca"."Ałtoreczka". Nosz ja pier***. Przypadek jeden na miliard, gdzie młody twórca obarczony robieniem sobie zeń jaj, wziął je dzielnie do siebie i chce się poprawiać i co? "Ałtoreczka". Upośledzone dziecko, co chciałoby już być autorem, ale nie może bo nie. Nie tytułujcie sie wiec analizatorkami, skoro nie rozumiecie terminu "analiza". Albo skończcie z umniejsznaiem innych.

P.S. tak tylko informuję, ze nigdy nie byłem "analizowany", nie mam bloga, a analizy czytam od czasu do czasu.

Szprota pisze...

Analizatorki, strasznie plujecie na tę ałtoreczkę. Czy naprawdę tak bolą was sukcesy jednego z nas, literatów? Dziewczyna być może miała ciężkie życie, walczyła ze spadającymi z każdej strony ciosami. Życie pisarki nie jest łatwe w Polsce, zarówno tej zwanej PRL, jak i III RP. Czy pisanie opek to powód do wstydu?

Chiro pisze...

Kura, zrobiłaś mi dzień. XD

Swoją drogą, bawi mnie to jak niektórzy wielce tu broniący owego blogaska chcą wyjść na mądrych i się wypytują o skończone studia i "popisują" znajomością tematu, którego w rzeczywistości nie znają.

"Jeśli ktoś prosi mnie o pomoc z matematyce, najpierw sprawdzam, czy podołam, a potem nabywam potrzebnej wiedzy, bo dane zadania rozwiązać."
No to sobie twoi koledzy i koleżanki znaleźli wiarygodne źródło informacji jeśli chodzi o matematykę. Ja od trzech lat udzielam korków z matmy i mam różne "zlecenia", że tak to brzydko ujmę, i po prostu jak słyszę prośbę o wytłumaczenie z matmy czegoś, czego nie umiem, to grzecznie odmawiam i nie podejmuję się próby wytłumaczenia czegoś na czym się nie znam. Nawet gdybym "nabyła potrzebną wiedzę" (w twoim przypadku zapewne zerknięcie do internetu albo podręcznika do matmy), to i tak średnio raczej to pomoże, bo definicje (zwłaszcza jeśli chodzi o matematykę) są czasem tak rozmemłane, że wątpię by sam Einstein coś z nich zrozumiał. A tym bardziej przeciętny Kowalski. No a skoro ty nie potrafisz zrozumieć jasno przedstawionych treści w prawie cytatu i ustawie o prawach autorskich, no to wątpię czy potrafisz zrozumieć np. definicję liczby Eulera, znanej szerzej jako podstawa logarytmu naturalnego.
O podstawach gramatyki to już się nie wypowiem: "pomoc z matematyce; bo dane zadania rozwiązać"

Anonimowy pisze...

@Akemi
Hm, przygotować do matury z matematyki od początku pomagał mi jeden jedyny przyjaciel. Przypuszczam, że powinnam mu wtedy odmówić, ponieważ studiuje filologię germańską... Oh wait, zdałam. To tyle jeżeli chodzi o związek kierunku z tym, co się może umieć dodatkowo.
Zabawna rzecz, że do tej pory nikomu ze "stałych" czytelników nie przeszkadzała prześmiewcza forma analizy... Zaczęła się gównoburza i nagle wszyscy uznali, że to jednak nie tak powinno być? Nie mogę w to uwierzyć. Moim zdaniem analiza przezabawna. Keep it going guys!
A do obrońców ałtoreczki (tak ałtoreczki) mogę powiedzieć tylko tyle: Zluzujcie, są w życiu ciekawsze rzeczy niż słabe opka.

Anonimowy pisze...

Ja się właśnie z analiz PLUSa i NAKWy nauczyłam naprawdę wiele.

Xis pisze...

Ta analiza jest wspaniała, tyle powiem. <3

Anonimowy pisze...

Perełka. Sztama Harrego z Voldemortem, robienie z Rona chujka, z Dumbledora sadysty i idioty, debilne liściki- jak dla mnie to najdurniejsze opko potterowskie w historii Homo Sapiens. Ale why, why zalinkowaliście tę historię z sadistica? Jako rzecze captcha: captain etemina- Kapitan Ketamina(?) tylko ona pomoże zapomnieć to co przeczytałem.

Anonimowy pisze...

Nie wierzę, po prostu nie wierzę. XDD
Analiza cudowna, jak zwykle zresztą, a opko bezdennie głupie. Pupuś, no trzymaj mnie ktoś, bo mi się kufel nienawiści przewróci!

Anonimowy pisze...

Nie mam ja rozumu i godności człowieczej, opko radośnie durne, analiza świetna, a ból dupy w komentarzach wyborny.

--
Golemowiec

Anonimowy pisze...

W fandomie siedzę już od jakiegoś czasu. Opowiadanie widziałam wcześniej, a nawet czytałam(!). Już wtedy dziwiłam się, jak ktoś może brać to na poważnie. Voldemort o charakterze trzynastolatki, Harry Potter - biedny emo chłopczyk, Dumbledore - sadystyczny maniak, serio? Wyjątkowo niesmaczne. Jeśli dodać do tego tę całą historię z pisarstwem, aniołami i mugolem - doradcą do spraw tortur, mamy przepis na kicz. Nie doczytałam do końca.
Poczułam się oszukana, wszechobecnym OOC, bo zaczęłam to czytać jedynie ze względu na pełen potencjału pairing. Fic jest tak bardzo typowy, że po drobnych przeróbkach, może być przedstawiony jako parodia, lub poradnik "jak nie pisać".
Co mnie śmieszy w tej analizie?
Odpowiedź fanek opowiadania.
Część z Was kojarzę z komentarzy do naprawdę dobrych opowiadań. Mam jedno pytanie: serio nie widzicie różnicy między dobrymi opowiadaniami (np. tłumaczeniami Panny Mi), a tym czymś?

Anonimowy pisze...

Czytam, czytam wytrwale, ale wtem! A wild shitstorm appears! Przepiękny bulwers mafii ałtoreczkowej, niektóre z tych komentarzy aż się same proszą o analizę *ukradkiem ociera łzy wzruszenia*
Ok, teraz czas wrócić do przedzierania się przez chaszcze tego opka. Może nie zginę.

mirka mirhei

Anonimowy pisze...

Szczerze nie czytałam 99% tego smutku jaki wstawia w komentarzach Ałtoreczka i jej wyznawczynie bo tl;dr i takiego pretensjonalnego i zarazem pełnego pretensji pierdzielenia czytać się po prostu nie da, ale mam nadzieję ze wszystkie zbiorą do kupy swoje zaskórniaki trzymane na gacie od zary z nowej kolekcji i pójdą do jakiegoś prawnika a on im wytłumaczy dlaczego nie złamaliście prawa.. ZA OPŁATĄ :)

--
Pzdr ten sam anonim co zawsze ;)

Anonimowy pisze...

Ustawka zacna, ale opko tak morderczo głupie, że nawet komentarze go nie ratują i wynopowałam z niego, gdy Dumbledore zaczął bić Harry'ego. Nie wspominając o awangardowej formie zapisu dialogów - efekt tego, że dziecko książki na oczy nie widziało, czy nie umie obsługiwać worda? Tak czy inaczej, okropne i żenujące do poziomu, na jakim nie daje się czytać nawet dla śmiechu. Może część druga będzie łatwiejsza do strawienia.
Pozdrawiam zacnych analizatorów i gratuluję cierpliwości dla tej tfu!rczości.
Stała czytelniczka,
Lobo

Anonimowy pisze...

BTW czytaliście "Światełko pod wodą"? Też zły Dumbledore, ale o ile lepiej napisane i przemyślane. A całość wygląda jak o wiele gorsza wersja "Spisane" ("Lettered") autorstwa Dysperdis (korespondencja między Voldemortem i Harrym, zły Dumbledore), a ten fik też nie był najwyższych lotów ;P
Tak mi się przypomniało.
Lobo.

Anonimowy pisze...

Na trzeźwo tego nie zniese...

A tak na poważnie analiza przednia, a zbulwersowany fanki ałtoreczki piękne. Stesknilam się za takim bulem dupy. Oby więcej takich złych i nielogicznych opek. Potterowe opka to jednak klasa sama w sobie, myslalam, że już nic bardziej głupiego i niekanonicznego napisać nie można. Tak to jest jak dziewoja chce napisać sobie gejowskie segzy i udaje, że to ma jakąś fabułę.
Licze na kolejna część ustawki. Mam nadzieję, ze załoga analizatorni nie wyląduje przez to opcio w wiezieniu :(

Malinówka

Nearyh pisze...

*wznosi kufel nienawiści do toastu*

Anonimowy pisze...

Starałam się - naprawdę się starałam - przeczytać to do końca. Ale poległam mniej więcej w połowie, a i tak do tej połowy dochodziłam dwa dni. Tekst jest okropny, analiza w sumie jedna z mniej zabawnych, ale może to kwestia tego, że ten tekst jest taki tragiczny - nie wiem.
Cóż, co do samego faktu analizowania - znacznie lepiej by to wyglądało, gdyby było napisane innym językiem, gdyby były podkreślone błędy z jednoczesnym wyjaśnieniem czemu są błędami i tak dalej. Ale moda na TAKIE właśnie analizy, gdzie sarkastycznie, ironicznie i w sposób ośmieszający analizuje się opowiadania trwa od dawna, cieszy się popularnością wśród ludzi i raczej nie zniknie. Oczywiście w żadnej "oficjalnej" analizie nie znajdziemy takich komentarzy. Nie zmienia to jednak faktu, że skoro takie analizy są zgłaszane do usunięcia, to również opowiadania o takiej treści, z tak zszarganym fandomem, powinny być zgłaszane, bo są obrazą dla twórcy postaci i całego świata przedstawionego - takie są fakty. Nie po to autor nadaje postaciom dane cechy charakteru i pokazuje pewne zasady działania danego świata, żeby ktoś sobie w to wchodził buciorami i wszystko zmieniał na swoją modłę. Jeśli tak chce zrobić, to niech nazwie bohaterów inaczej, wszystko napisze inaczej i zrobi z tego swoją AUTORSKĄ książkę/opowiadanie, a nie podpisuje to do fandomu. Zwłaszcza, że wśród imion i nazw własnych niewiele pozostaje z tego, co było oryginalnie stworzone.
I fakty są takie, że wielu autorów wydanych książek też "nie życzyli sobie analiz", ale nie ma to żadnego znaczenia, tak samo, jak ja mogę sobie nie życzyć, by moja znajoma coś ode mnie spapugowała, a ona i tak ma prawo to zrobić. Wszelkie protesty na tym tle są bezcelowe i pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Na koniec swoich wypocin dodam, że będzie to porażką, jeśli autorki będą zmuszone post usunąć, ale jednocześnie jeśli faktycznie do tego dojdzie, da nam to do myślenia - czy taka forma analizy rzeczywiście jest właściwa i czy powinno się kontynuować taką modę.

Pozdrawiam.

Lunatyczka pisze...

@Anonimowy powyżej - metody analizowania są różne. Możemy oczywiście rozpatrywać je w kategoriach "dobre - złe", "skuteczne - nieskuteczne", ale nie sądzę, byśmy doszli przy tym do jakichś wymiernych wniosków.

Oczywiście, dla większości z nas przyjemniej byłoby stanąć przed taką ekipą recenzencką, która powie: "W twojej pracy znaleźliśmy dużo dobra, ale kreacja postaci jest troszkę niekonsekwentna" niż "Twój Harry jest tak wkurzającą postacią, że w ogóle nie dziwię się, że Dumbledore go bije".

Ale życie ciągle kopie nas po rzyci. A my w związku z tym możemy:
a) załamać się
b) narzekać na ideę kopania
c) wyciągnąć wnioski i nie dać się kopnąć kolejnym razem.

(captcha: siacrud advocate. Teraz pozew nam niestraszny! :D)

Anonimowy pisze...

http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/3753001.stm
A wystarczyło 5 sekund googlowania...

Anonimowy pisze...

Dyskusja nad "poprawnością" analizy jest chyba najzabawniejszym elementem ustawki.

Czy jest to poprawnościowa, szkolna analiza? Nie.

Czy jest to internetowa, fanowska analiza, stanowiąca formę skonwencjonalizowaną, ustabilizowaną i spopularyzowaną do poziomu, w którym doczekała się już słownikowych opracowań? Tak.

Czy znajdujemy się w szkole czy w amorficznej przestrzeni sieciowej, którą cechuje hybrydalność i działanie w paradygmacie kultury "kopiuj-wklej"? Czy analiza fandomowa nie stanowi literackiego odpowiednika videorecenzji w duchu Nostalgia Critica? Czy videorecenzja również nie jest nową, ale nie mniej pełnoprawną formą powstałą w Sieci dzięki nowym możliwościom technologicznym i w pierwszej kolejności nie służy rozrywce, wykorzystując elementy recenzji, analizy i wartościowania? Jasne, do Nowej Fali nie ma odniesienia, tak jak analizowanie fandomowe Dostojewskiego mijałoby się z celem, ale te formy odnoszą się do popkultury i w tym się sprawdzają. Dżisas. Serio tak elementarne rzeczy trzeba ludziom tłumaczyć? Rozumiałabym dyskusje o moralnej ambiwalencji analizatorni w ich funkcji gatekeeperów fandomowych, ale to jest śmieszne.

Pozdrawiam poniedziałkowo,
Lobo.

Anonimowy pisze...

Jakby komuś nie chciało się czytać artykułu z bbc dwa komentarze wyżej to przytoczę najważniejszą myśl:
"He said writers had to ensure that the stories were NOT OBSCENE and were credited to the author and not to JK Rowling."
Więc droga autoreczko opka i jej obrończynie zanim zaczniecie krzyczeć, że nie można tego tekstu analizować bo autorka nie pozwala to pomyślcie, że J.K. Rowling również nie zgodziła się na powstanie tego opka

Anonimowy pisze...

Dodam fragment którego kolega/koleżanka nie dopisała:
He said writers had to ensure that the stories were not obscene and were credited to the author and not to JK Rowling.

He said: "The books may be getting older, but they are still aimed at young children.

"If young children were to stumble on Harry Potter in a an x-rated story, that would be a problem."

- Więc ekhem...

Anonimowy pisze...

Lobo: Ciekawe, że wspominasz o Sieci jako o innym medium i jednocześnie nie rozumiesz różnicy miedzy wykopanym z odmętów blogiem, który wyciągany jest by ludzie mogli się pośmiać, a recenzją ogólnie znanego filmu, o którym większość widzów ma własną opinię. Nie wspominając, że jako przykład podałeś NC, którego osobiście bardzo lubię, bo nawet w kompletnym chłamie postara się znaleźć coś dobrego. Podaje zdanie tych ludzi, którym dany film się podoba. Potrafi 80% czasu filmiku narzekać na twór, śmiać się z niego a na koniec powiedzieć "So was it bad...? I don't think so. It has some flaws obviously but overall...".

Dodaj jeszcze coś po łacinie. Nie wyglądasz dostatecznie jak erudyta.

Kazik pisze...

"Nie wspominając, że jako przykład podałeś NC, którego osobiście bardzo lubię, bo nawet w kompletnym chłamie postara się znaleźć coś dobrego. Podaje zdanie tych ludzi, którym dany film się podoba. Potrafi 80% czasu filmiku narzekać na twór, śmiać się z niego a na koniec powiedzieć "So was it bad...? I don't think so. It has some flaws obviously but overall..."."
Ale potrafi też coś ochrzanić z góry na dół (a choćby plujące na kanon film na podstawie twórczości Dr. Seussa) i nie znaleźć nic dobrego mimo starannych poszukiwań. Nie zdarza się znowu tak rzadko.

"Dodaj jeszcze coś po łacinie. Nie wyglądasz dostatecznie jak erudyta."
Myślę, że Lobo miała na celu wyśmianie ludzi, którzy próbują tu naukowo debatować nad tym, czy to jest PRAWDZIWA analiza, a nie popisywać się erudycją.

"Ciekawe, że wspominasz o Sieci jako o innym medium i jednocześnie nie rozumiesz różnicy miedzy wykopanym z odmętów blogiem, który wyciągany jest by ludzie mogli się pośmiać, a recenzją ogólnie znanego filmu, o którym większość widzów ma własną opinię."
Wielu ludziom umyka fakt, że publiczność przy analizie nie tylko dobrze bawić, ale i uczyć - głównie jak NIE pisać, czego unikać w warsztacie, co ćwiczyć, co brzmi głupio, jak jest odbierane, na jakie popularne błędy językowe uważać (poza płaszczyzną literacką, wielkie brawa dla Niezatapialnej i PLUSa za potępianie przewijającego się w fandomie seksizmu czy lukrowania przemocy emocjonalnej i gwałtów). Wielu autorów zanalizowanych dzieł bierze sobie te uwagi do serca, ba!, nawet dziękuje!
No i z tego, co się orientuję, akurat ten FF jest dość popularny w pewnych kręgach, a nie dawno publikowanym dziełkiem zapomnianym przez Boga i ludzi. W fandomach jest duże przyzwolenie na błędy, kopanie kanonu i krążenie szkodliwych poglądów uznawanych przez tę powszechność za coś normalnego, i chwała analizatorniom, że z tym walczą.

Z wyrazami szacunku
Kazik

Anonimowy pisze...

Wiem, mieliśmy przestać drążyć temat, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem tego komentarza. Sama kiedyś byłam Ałtoreczką. Ja rozumiem, że gdy ktoś czyta wasze opowiadanie, to chcecie słyszeć tylko pozytywne opinie, ale gdy ktoś znajdzie błędy w naszym utworze, musimy to przyjąć na klatę - gdy miałam 11 lub 12 lat dałam linki do blogów z moimi opkami polonistce i dziś zamierzam ją przeprosić przy najbliższej okazji za to, że musiała czytać ten chłam (ostatnio znalazłam na swoim kompuie jeden z rozdziałów jednego z opków - po przeczytaniu dwóch pierwszych zdań usunęłam go). Jestem pewna, że ta biedna kobieta nie chciała mi zrobić przykrości, więc dlatego nie powiedziała mi, jak słabe są te opka. Szkoda, bo gdyby powiedziała swoją szczerą opinię, szybciej bym się ogarnęła i zaczęła pisać lepiej. O ile czasem mam wrażenie, że Analizatorki faktycznie bywają za ostre (ale to bardzo rzadko się zdarza), to nie mam im tego za złe - odwołując się do komentarza Lunatyczki, gdy ktoś powie nam "W twojej pracy znaleźliśmy dużo dobra, ale kreacja postaci jest troszkę niekonsekwentna" możemy nie zrozumieć, co dokładnie musimy poprawić, ale gdy usłyszymy "Twój Harry jest tak wkurzającą postacią, że w ogóle nie dziwię się, że Dumbledore go bije" może zabrzmi to dla nas bardziej boleśnie, ale jasne jest, co robimy źle.

MurasakiAri

Ps. Nie, nie dam wam linków do moich blogów. Nawet, jeśli jesteście skrajnymi masochistami. Gdybym tylko mogła odzyskać hasło do starego e-maila, dawno bym je usunęła...

Anonimowy pisze...

Jestem anonimem, na którego komentarz odpowiedziała Lunatyczka i teraz ja bym chciała odpowiedzieć.

"Oczywiście, dla większości z nas przyjemniej byłoby stanąć przed taką ekipą recenzencką, która powie: "W twojej pracy znaleźliśmy dużo dobra, ale kreacja postaci jest troszkę niekonsekwentna" niż "Twój Harry jest tak wkurzającą postacią, że w ogóle nie dziwię się, że Dumbledore go bije"."

Nie powiedziałam, że zawsze należy znaleźć coś pozytywnego. A zdanie
"Twój Harry jest tak wkurzającą postacią, że w ogóle nie dziwię się, że Dumbledore go bije" odbiega od tego, jakie czasem komentarze są w analizach (swoją drogą można też powiedzieć "Twój Harry jest naprawdę wkurzający, zmień jego zachowanie." bez złośliwego dodatku, że nie dziwisz się, że Dumbledore go bije). Z resztą często trafiam na zupełnie niepotrzebne komentarze bardziej na zasadzie "napiszę wam, z czym mi się to kojarzy, będzie zabawnie" - po co? Dla przykładu można wziąć choćby i pierwsze zdanie z tej analizy. To o ścianach pokrytych czarną tapetą - komentarze do niego nie wytykają żadnego błędu, bo samo zdanie jest zbudowane prawidłowo. Ot, uznano, że czarne ściany są zabawne, a więc trzeba je wykpić. Po co i dlaczego - to pozostanie tajemnicą.

Pozdrawiam.

Lunatyczka pisze...

@anonimowy, który mi odpowiedział (nie no, fajne to się robi xD)

Jak powiedziała MurasakiAri - komentarz ze złośliwym dodatkiem ma większe szanse na dotarcie w przestrzeń pomiędzy uszami danego twórcy i wywołanie jakiegoś skutku.

Jeśli słyszysz, że za drzwiami zamkniętego pomieszczenia ktoś gwałci kanon, to możesz albo zacząć pukać i sugerować, żeby złoczyńca przestał, bo wezwiesz policję; albo wjechać z buta i wytłumaczyć mu osobiście, że źle czyni.

A komentarz dotyczący czarnych ścian jest uzasadniony, jeśli ma się w pamięci przynajmniej kilka opek o tematyce pseudomrocznej, w których podstawą zbudowania złowrogiego nastroju było uczynienie ścian czarnymi. Choć rzadko w tym celu używano tapety.


@Lobo z poniedziałkowymi pozdrowieniami i Kazik - śliczne to było!

W ogóle fajnie tu z Wami, świetna dyskusja <3

karton realista pisze...

Prawo cytatu. Autorka może sobie nie pozwalać, ale nikogo to nie obchodzi.

Inny Anonimowy pisze...

Ja od siebie dodam, że takie 100procentowo poważne analizy, wypełnione zdaniami typu "Twój Harry jest wkurzający, popraw to" byłyby dla większości po prostu nudne. Liczba czytelników analiz gwałtownie by spadła = mniej osób czegoś z analiz by się nauczyło.

Ten Zenon pisze...

W dużym skrócie: tak, nas to bawi.

(a nawet sobie nie wyobrażasz, jak wiele się nauczyłem podczas lektury analiz i jak poprawiłem swój warsztat, gdy ktoś wskazał mi błędy innych)

Ten Zenon pisze...

>blog z yaoicem
>literatura
>wat

justsayin

Ten Zenon pisze...

Ja może wreszcie napiszę jakiś metaforyczny komentarz wreszcie :/

Nie czepiałbym się tego samochodu i radia u Rowling. W prawdziwym świecie od każdej niemal reguły jest kilka wyjątków i tworzenie świata przedstawionego, w którym reguły "działają, ale..." jest dobrym sposobem na nadanie treści pozorów realizmu. (Świat, w którym wszystkie reguły działają bezwarunkowo jest przewidywalny i okrutnie nudny)

ALE! Bardzo istotnym jest, żeby te małe wyjątki nie wpływały na odbiór elementów świata przedstawionego - stary samochód i radio nie rażą tak bardzo w świecie, który w dużej mierze jest stylizowany na koniec XIX/początek XX wieku (Ministerstwo Magii anyone?). Nowoczesny laptop NIE PASUJE do tych realiów, zmienia w znaczącym stopniu odbieranie opisanej przestrzeni.

A sytuacja, w której ktoś wrzuca do narracji niepasujący element i NA DODATEK ROBI Z NIEGO PIEPRZONEGO DEUS EX MACHINA...

(wybaczczie, zapowierzylem się) To jest po prostu kompletna nieumiejętność tworzenia literatury. Ups.

Napisałem oczywistą oczywistość i żegnam się nara.

PS aŁtorka oczywiście dostaje nagrodę za najgłupsze rozwiązanie fabularne 2015 roku. Już. A nie minęła jeszcze połowa stycznia. Gratuluję.

Via Sorrow pisze...

Ciekawa jestem czy Rowling zgodziłaby sie na użycie jej postaci i jej uniwersum do tak beznadziejnego opka...

Anonimowy pisze...

A ja się zastanawiam skąd Harry umiał obsługiwać Internet.
No bo serio. Gdzie wcześniej Harry miałby możliwość skorzystania z netu? Dursleyowie by mu nie pozwolili.
I ja wiem, że korzystanie z netu to niby nic trudnego, ale jak ktoś to robi pierwszy raz w życiu to przecież nie zna nawet Google.
Chociaż w sumie to Harry Sue, on umie wszystko, bo tak.

Anonimowy pisze...

Moze wytłumaczę w imieniu Autorek o co chodzi z tapetami.
Tapety to ogólnie taniocha i nie kojarzą się z luksusem, czarne tapety przez swoją mhhocznosć to kicz i tandeta do kwardatu. Po Przerażającej Twierdzy Potężnego i Wcale Nieubogiego Arcymaga Rządzącego Starymi i Obrzydliwie Bogatymi Magicznymi Rodami mozna by się spodziewać "ciutes" więcej niż obciachowej tandety w kolorze thue mhok.

--
AA

Anonimowy pisze...

Ależ w ogóle po co rozprawiac, czy internet i laptop obsługiwane przez Harry'ego pasują do stylizacji realiów - one PRZEDE WSZYSTKIM nie powinny się tu znaleźć z racji czasów, w jakich dzieje się akcja książki (lata 91-98). Blogi internetowe, emo-Martynka? Przecież to jest tak absurdalnie głupie, że nawet nie ma sensu się nad tym rozwodzić.
AŁtorka nie sporządziła żadnego researchu, nawet nie sprawdziła faktów w samej ksiażce, więc o czym my w ogóle mówimy. To jest opko wyłącznie śmiechowe.

Akemi pisze...

Plujcie, plujcie. Przepraszam, a czym jest zadanie opowiadania? Czy to oznacza, że trzeba się ściśle trzymać oryginały? I don't think so.

Dwa - wypominanie mi jednego błędu gramatycznego budzi Wasze ego? Gratuluję.

Trzy - promotor kazał pozdrowić twórców bloga i wrócić do podstawówki, żeby rozładować tłumioną agresję.

Cztery - bardzo, bardzo mi przykro, ale z prawem prasowym żyję jak z Biblią i, na Boga, je znam. Proszę mi tego nie kwestionować.

Pięć - Gdybym, Waszym tropem, miała poddawać się, gry ktoś poprosi mnie o pomoc, a ja czegoś nie wiem, od razu powinnam rzucić studia, bo po co mi to? Aha - nie jestem laikiem, by problemów matematycznych szukać w internecie. Od tego są podręczniki i podane w nich przykłady. I przy okazji - jeśli czegoś nie wiem, nie znaczy to, że się o tym nie uczyłam - wystarczy sobie przypomnieć.

Sześć - (do piątego) Obecnie dzieci są na tyle leniwe, że zwyczajnie nie chce się im samemu zajrzeć i wysługują się innymi lub piszą chałę. Drugi przypadek odnosi się do właścicieli bloga.

Siedem - zgodnie z Waszym prawem analizy (choć jestem bardziej grzeczna i Was o tym informuję) podejmuję Wasz problem do tego, by go opisać w gazecie, z którą współpracuję. Miejcie litość - o jedno was proszę. Postarajcie się na przyszłość z tymi analizami. Bo luźną konwencję może mieć felieton, a w skrajnych przypadkach nawet recenzja. Analiza to świętość. To jak wiersz - ma określoną strukturę, reguły i zwroty. To jak CV - zmiana formy oznacza, że pracodawca z hukiem wyrzuci ten pomiot do kosza.

Shun Camui pisze...

To twoje jechanie innym od dzieci jest naprawdę słodkie. <3

Anonimowy pisze...

Akemi - wybacz, ale ja też miałem prawo prasowe i mam całkiem przeciwne zdanie niż ty :P

I życzę powodzenia w nakłanianiu gazety do opublikowania artykuły. Jej redaktor byłby skończonym idiotą, zajmując się taką nic nie znaczącą sprawą.

V

PS: Akemi, ciągle nie odpowiedziałaś na mój komentarz na blogu autorki. Taka inteligenta panna, dla której wszyscy wokół to dzieci, pewnie już dawno wpadła na odpowiedź.

Akemi pisze...

Och, wybacz. Nie spojrzałam, naprawdę.
Pisałam już wcześniej, jak wygląda analizowany tekst. Jeśli chcesz, mogę skopiować i wkleić - póki co zabaw się w poszukiwacza. ;) Zresztą nie ja jedna o tym pisałam.

Eee tam, nazywanie dzieckiem zapewne młodej osoby to żadna frajda. Raczej chodziło mi o nutkę sarkazmu, bo widzisz, ten spór wygląda tak:
http://gifsec.com/wp-content/uploads/GIF/2014/02/GIF-Internet-vs.-reality.gif

Co do prawa prasowego - miałam je semestr temu. :P Nie sposób go zapomnieć. :D

I gdy wielu walczy... wiadomo, o co, ja odnoszę się tylko do reguł analizy i choć nie twierdzę, że nie jestem uczestnikiem sporu, musisz przyznać, że kierują mną zupełnie inne pobudki.

Co do artykułu - redaktor jest bardzo inteligentną osobą, która ceni sobie słowo pisane, a już zwłaszcza panujący w nim ład. Dlatego wszelkie uchybienia i odstępstwa są dla niego (i całej redakcji) przyjemnym hejtem na amatorów. ;)

Pryvian pisze...

[offtop]Przepraszam bardzo, ja na dziwnej filologii jestem, wiem, ale... Od kiedy wiersz ma określoną strukturę? Sonet, limeryk, owszem, ale poezja sama w sobie? Nie mamy XIX wieku, żeby za zmianę formy linczować na najbliższym drzewie. [/offtop]

Analiza przecudna, chociaż nie dokończyłam czytania, bo zwyczajnie nie byłam w stanie. Czasem chyba nawet książki Kate M. mają więcej sensu.

Pozdrawiam gorąco i czekam na kolejną analizę (*cichutko* jakiś assasynik może? <3 Nie wierzę, żeby Ezio nie miał zastępu córek w każdym włoskim mieście!)

Anonimowy pisze...

Kwikłem

No widzisz, ja miałem prawo autorskie ze trzy lata temu. Tak więc swoje wiem, dziecko ;)

Jeśli redaktor ceni sobie piękno słowa pisanego to jestem ciekaw co powie na opcio ałtoreczki. Pewnie dołączy do fanów i będzie pisał komentarze na PLUSie.

Jeśli ty - dziecko - jesteś na studiach dziennikarskich i myślisz, że jakiegoś redaktora zainteresuje ten temat... to ja nie wiem co ty tam robisz :P

Karol Yffer pisze...

Tylko nie zapomnij nas poinformować, kiedy ten artykuł się ukaże, bo wielu z nas na pewno kupi! :D

Anonimowy pisze...

"A czym jest zadanie opowiadania?", "bardziej grzeczna", "podejmuję Wasz problem do tego, by go opisać", "budzi Wasze ego"
Po jakiemu to? Te konstrukcje wyglądają jak przepuszczone przez translator internetowy. Faktycznie poziom studentów się obniża.

Lunatyczka pisze...

Ómieram.

Również miałam prawo prasowe, wow. To przecież taka elitarna wiedza. Profesor Sobczak kazał pozdrowić.

I również studiuję dziennikarstwo! I jak zrobię z tej całej afery materiał do telewizji lokalnej, to wtedy dopiero wam wszystkim w pięty pójdzie!!!1

Bardzo proszę o wskazanie prawnego uregulowania dotyczącego jedynej dopuszczalnej formy analizy. Promotor może pomóc. xD

kura z biura pisze...

Analizy to świętość, powiadasz, Akemi?

No paczpani, każdy ma inne świętości. Dla mnie na przykład to jest kanon. A mówiąc ściślej - kanoniczne charaktery bohaterów. Jeżeli dostaję AU, domagam się, żeby to było uzasadnione AU, a nie jakieś z dupy wzięte Dumbledore-taki-zły, Voldek-taki-dobry. Wybacz, ale flaki mi się wywracają na widok najgroźniejszego czarnoksiężnika naszych czasów, który pokornie znosi nazywanie go Pupkiem. Jak również na widok Dumbla, który jest taki wredny, że chyba nie będzie przesadą, jeśli uznamy, że to on wywołał II wojnę światową. Szlag mnie trafia również, jeśli widzę 17-letniego chłopaka opisywanego jak dziecko (co jest zresztą typowe dla yaoiców), będzie tego pełno w drugiej części. W ogóle wielkim poważaniem darzę takie rzeczy jak na przykład wiarygodność psychologiczna postaci... A tu wszystko zszargane i co ja, biedna Kura, mam zrobić? Pociąć się moją emo czarną żyletką?
Tak więc idź, proszę, do tej gazety, z którą współpracujesz i opisz starannie, jak to Twoja koleżanka napisała cudowne opowiadanie o wielkiej miłości, jaka połączyła Pottera i Voldemorta, a jakieś złe ludzie z internetów wyśmiali ją, jeszcze w dodatku bezczelnie nazywając to analizą. Promotora pozdrawiam; mam nadzieję, że w pracach na zaliczenie ani Ty, ani Vergithia nie używacie "bynajmniej" jako "przynamniej".

Anonimowy pisze...

Ej, ale niech sobie pisze o tym w gazecie i niech ją nawet wydają. Patrzcie - będzie tylu nowych czytelników, a całą robotę odwali ktoś inny. Przecież darmowej promocji się nie odmawia, nie? :D

Anonimowy pisze...

W ramach darmowej promocji, jakby co istnieje już definicja analizatorni i analiz, popełniona w ramach "Słownika fandomu i fanfiction" w "Netlorze. Wiedzy cyfrowych tubylców" wydanym w zeszłym roku w Toruniu. Tak tylko mówię, żeby mi cytowalność skoczyła.

Pozdrawiam, rycząc ze śmiechu z komentarzy,
Lobo.

Anonimowy pisze...

Akemi, skoro jesteś tak dojrzała, to myślę, że całą sprawę powinnaś olać, bo jest to typowa internetowa "gównoburza". Jeżeli masz o sobie i swojej wiedzy mniemanie tak wysokie, jak sugeruje twój sposób wypowiedzi, to zniżanie się do wytłumaczeń jest poniżej twojego poziomu.

Analiza super. Pozdrawiam ciepło analizatorów! :)

Sunawani pisze...

Akemi, nic nas nie obchodzi twój promotor, twoje stosunki z prawem prasowym i twój pogląd na to, czym jest rzekomo analiza.

Bardzo za to interesuje mnie, dlaczego masz tak wysokie mniemanie o opku, w którym Harry Potter traktuje swojego najlepszego przyjaciela jak śmiecia, a kobietę, która traktowała go zawsze jak własnego syna nazywa szmatą.

Z wielką chęcią przeczytam też twój oburzony artykuł, gdziekolwiek się ukaże. Ostatnio brakuje w prasie dobrego lolkontentu.

Akemi pisze...

Śmiać mi się z Was chce, naprawdę. ;)

Nikogo nie chcę obrażać (mam nadzieję, że i Wy tak to odbieracie). Nie piszę o tym, że chcę zrobić tekst o tejże (pseudo) analizie do gazety, aby się (no nie wiem) chwalić, czy grozić. Może to kwestia nauczania... i chyba w tym tkwi cały problem. Moja uczelnia ma swoje tradycje. I żeby Wam to dokładnie wytłumaczyć, posłużę się przykładem - gdy mamy napisać reportaż, nie rzucam się do tekstów Szczygła (choć nic do nich nie mam), lecz do Kapuścińskiego. Bo te reportaże podawane są mi za wzór. Nie mówię też, że ktoś daje mi wzór analizy stworzony X lat temu. Tego po prostu mnie nauczono (mówię o strukturze analizy). Ta (pseudo)analiza, którą zrobiły autorki, jest najczęściej stosowana na blogach (przez nastolatków), aby zrobić sobie bekę. I nie mówicie, że tutaj tak nie jest.

V - a to się zdziwisz, bo jest zainteresowany. ;)

Cały czas mnie atakujecie, sprawdzacie błędy. Róbcie za korektorów - fajna praca. ;)

Droga Kuro - wraz z resztą czytających inaczej. Przepraszam w tym miejscu za wersaliki: CHCĘ NAPISAĆ TEKST O TYM, ŻE WSPÓŁCZESNE POJĘCIE ANALIZY ODBIEGA OD TEGO, KTÓRE JEST UŻYWANE DO PRECYZYJNEGO OPISU OMAWIANEGO DZIEŁA LITERACKIEGO. Ktoś zrozumiał? To raz jeszcze - teza: obecnie przez blogi i ogólny dostęp do internetu ludzie piszą jak chcą, mając w D zasady. :) Tylko, tylko teoria - historie sporów, kłótni i sądów obchodzą mnie tyle, co oczoje*ne kolory na tym blogu.

Degausser pisze...

Historia życia Akemi.
Taka interesująca.

Anonimowy pisze...

Moja uczelnia ma większego tradycja.

Anonimowy pisze...

Tradycja ignorowania kontekstu kulturowego jest obecna na większości polskich uczelni, nie tylko tych Robienia Szybkiego Dyplomu Z Niczego.

L.

Lunatyczka pisze...

teza: obecnie przez blogi i ogólny dostęp do internetu ludzie piszą jak chcą, mając w D zasady.

Wiesz, co będzie świetnie ilustrowało Twoją tezę? Opka. Takie, jak te, które analizują analizatornie. Takie, w których Voldemort i Potter najpierw ryćkają kanon, a potem siebie nawzajem. :D

Anonimowy pisze...

A moja uczelnia ma największego tradycja więc się zamknij Anonimie z góry.

kura z biura pisze...

> To raz jeszcze - teza: obecnie przez blogi i ogólny dostęp do internetu ludzie piszą jak chcą, mając w D zasady.

Świnta prawda, pani dobrodziejko. Na przykład zasadę, że twórca fanfika nie powinien gwałcić kanonicznego charakteru postaci oraz stawiać na głowie świata, który został stworzony przez KOGOŚ INNEGO, a on z niego tylko korzysta. A Vergithia to robi.

Na przykład zasadę, że pisarz jako taki powinien dbać o wiarygodność swojej opowieści pod różnymi względami - psychologicznym, rzeczowym itd. Nie mówię tu o wiarygodności w sensie realizmu, tylko o tym, żeby w obrębie świata przedstawionego wszystko trzymało się kupy. A u Vergithii się nie trzyma.

Generalnie, cóż, ludzie w internetach piszą bzdury, my te bzdury analizujemy... Może to dla Ciebie szok, bo młoda jesteś i jeszcze się z tym nie spotkałaś, ale przywykniesz.

Póki co, zapowiadam drugą część, pełną cudów, jakich ludzkie oko nie widziało... ale przygotujcie sobie też woreczki, bo śniadanie może próbować opuścić żołądek. Do piątku!

kura z biura pisze...

Btw, podobną dyskusję na temat "pffff, a cóż to za amatorzy robią jakieś amatorskie podśmiechujki i nazywają to analizą" mieliśmy pod Achają :) Miło powspominać!

http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2012/08/185-eb-jak-bania-czyli-ksiezniczka-w.html

KiciaKocia pisze...

W ogóle ktoś z obrońców czytał to opko zagłębiając się w nie bardziej niż "Łiiiiii! Yaoi! Kawaii!"? Chyba niekoniecznie skoro się broni tego czegoś...

Anonimowy pisze...

Jaki piękny ten Twój pomysł na artykuł, Akemi, zaiste.
Cóż, jaki materiał, taka analiza. Zgodzę się z Tobą w stu procentach, że dzieło literackie można (a nawet należy) analizować w inny sposób. Tyle że, droga Akemi, to coś nawet koło dzieła literackiego nie stało - skoro więc autorka omawianego tekstu nie trzyma się żadnych reguł tworzenia dzieła literackiego, dlaczego analizator miałby analizować jej produkt w jakiś uregulowany sposób?
Tak strasznie się plączesz, dziewczyno, że to aż przykre. Nie wiesz, jak odpowiedzieć, to po prostu odpisujesz, że chce Ci się śmiać, zarzucić jednym czy dwoma pojęciami z Twoich zacnych studiów dziennikarskich i wydaje Ci się, że będziesz tu dla kogoś autorytetem. Skarbie, uświadom sobie jedno: nikt tu nie jest licencjonowanym analizatorem, Vergithia nie jest profesjonalnie wykształconym pisarzem, a Ty nie jesteś dyplomowanym dziennikarzem. Możesz pisać takie rzeczy, nie zarzucam Ci kłamstwa (broń Boże nie chcę, żebyś to tak odbierała), ale chodzi o to, że w tym miejscu to nie ma znaczenia. Jako pierwsza zaczęłaś się bronić swoimi studiami i chwalić, że ubawiłaś analizą (czy tam samym faktem jej nastąpienia) swojego promotora, jakby to miało w kimś wzbudzić podziw albo postrach. Powiedz mi, po co Ci to? Komu chcesz udowodnić, że wiesz lepiej? Spójrzmy prawdzie w oczy, podyskutujesz tu z nami jeszcze trochę, ale przy analizie kolejnego materiału znikniesz i tyle Cię widzieliśmy. Dobrze wiesz, że i tak nigdy się nie dowiemy o tym wielkim tekście o różnicach w pojmowaniu analizy literackiej, który niebawem wyprodukujesz. Więc po co Ci to obiecywanie? Zrozum raz na zawsze, że to nie wygląda mądrze tylko żałośnie.

A teraz czekam na odpowiedź:
a) "Śmiać mi się chce, jak to czytam."
b) >>tu wstaw dowolny elaborat ubarwiony wyrażeniami "promotor kazał pozdrowić", "zabawne","gazeta, z którą współpracuję", "nie rozumiecie, na czym polega analiza", "prawo prasowe, bo miałam je w zeszłym semestrze"<<

Szczere pozdrowienia dla Ciebie, Akemi :). Zrobiłaś mi dzień ^^.

Pryvian pisze...

Akemi, jak już jesteśmy przy tym, kto jakie zajęcia miał na studiach to powiem ci coś z teorii literatury. Ewolucja literatury polegała na tym, że w pewnym momencie ktoś miał w D zasady i tworzył coś nowego, albo zmieniał to, co było znane ;). Idzie do tego przywyknąć, uwierz mi.

"Generalnie, cóż, ludzie w internetach piszą bzdury, my te bzdury analizujemy..."
Amen, kuro, amen!

Chiro pisze...

Typowy tekst, gdy ktoś chce wyjść na mądrego, a niestety treść napisanego tekstu jakoś o tym nie świadczy: "Miałam/miałem to na studiach, studiuję to i to, więc mnie dzieci nie pouczajcie." Zwykle takie teksty są też pisane przez nastolatki, które wciskają że jacyś aktorzy z seriali Disney Channel zapraszają je na randki.

Swoją drogą... czepiasz się nas, że wychwytujemy błędy w twoich komentarzach droga Akemi. Skoro studiujesz dziennikarstwo, to powinnaś chyba sama być doskonale wyczulona na ortografię, interpunkcję, składnię i wszelkie inne zasady pisowni. No chyba że żyjesz jedną ze współczesnych nurtów myślowych (że tak to pozwolę sobie nazwać), że wszelkie błędy w tekście naprawi za ciebie komputer.

Anonimowy pisze...

Do Anonima wyżej, już nie musisz czekać :D
Śmiać mi się chce, jak to czytam. Promotor kazał pozdrowić, zabawne,gazeta, z którą współpracuję, nie rozumiecie, na czym polega analiza, prawo prasowe, bo miałam je w zeszłym semestrze

Chiro pisze...

" No chyba że żyjesz jedną ze współczesnych nurtów myślowych (...)" - przepraszam, tam zamiast "jedną" miało być "jednym".

Pani Anonim z 21:13 - lepiej bym tego wszystkiego nie ujęła. :D

Anonimowy pisze...

@Anonim z 21:30:
I uczelnia z tradycjami, nie zapominaj o tradycjach!

Leleth pisze...

Ja tylko dodam, że rozpieprza mnie totalnie stosowanie argumentu ad promotorum i Uczelnia z Tradycjami. W dzisiejszych czasem to by na mnie mogło zrobić wrażenie, jakby ktoś mi powiedział, że NIE zna nikogo związanego ze środowiskiem akademickim. Brakuje mi tylko ostatecznej miazgi "wiem lepiej, bo znam kogoś, kto zna kogoś, kto był ZA GRANICĄ!".

Anomimowy pisze...

Jedynymi żałosnymi osobami w tym kręgu jesteście wy, komentujący. Nie ma tu miejsc na negatywne komentarze. Akemi stara się zwrócić naszą uwagę na rzeczy, których nie dostrzegamy. To po pierwsze. Po drugie, Akemi jest pierwszą osobą w naszym polskim dziennikarstwie, która nie boi się głośno wypowiedzieć swojego zdania. Jestem przekonany, że wiele ludzi ma takie same poglądy jak Akemi.

Anomimowy pisze...

Aha, byłbym zapomniał: ;)

Anonimowy pisze...

Anonimie z 21:49: to tak na serio, czy osiągnęliśmy już ten pułap ironii, że zaczynam się gubić?

Na wszelki wypadek: ;)

Lunatyczka pisze...

Akemi jest pierwszą osobą w naszym polskim dziennikarstwie, która nie boi się głośno wypowiedzieć swojego zdania.

*rotfl into spaaaaaace*

Anonimowy pisze...

Zauważyliście, że ci, którzy pisali podobnie do Akemi, zgadzając się z tym, że analiza tu nie występuje, zwyczajnie zamilkli? Wyrazili opinie i uznali, że i tak nic więcej do głów wam nie wbiją. I jak dla mnie ona powinna zrobić to samo, bo wy robicie jej dzień, a ona go na was marnuje.
Chyba was ten... no... trochę zasmucę, bo cały czas coś tam mruczycie o prawie cytowania. Może jestem drobiazgowy, aleee...:
" Jeśli chodzi o zakres cytatu to przyjmuje się, że cytat pełni rolę podrzędną w stosunku do całości utworu." Czyli cytat musi zajmować mniej, niż analiza. No to tak: Cytat - wyrazów 6719. Analiza - 5247. Uups... Nie wyszło. :(

Anonimowy pisze...

Anonimie z 21:55 Mi się wydaje, że to już ten poziom ironii (miałem podobną reakcję) ;)

Anonimowy pisze...

Anonimie z 21:58
Nie zasmucasz nikogo, bo nie na tym polega interpretacja takiego założenia. Chodzi wyłącznie o to, że w tekście, w którym użyte są cytaty, ma być widoczny wkład własny. Proporcje nie mają tu nic do rzeczy, dopóki tekst jest utworem samoistnym - a analiza blogowa czymś takim jest. Liczenie wyrazów... Wow. Może jeszcze policzysz znaki ze spacjami?

Anonimowy pisze...

Anonimie z 22:09 analiza ma 77247 znaków. Nie ma za co :D

Anonimowy pisze...

Gwoli ścisłości:
21:13, 21:55, 22:09

Zwykle podpisuję się Carly, z rozpędu zapomniałam, a potem jakoś wyszło. Podpisujcie się chociaż literkami, co ;)? Bo komentarzy jest już powyżej stu i robi się tłoczno. Pozdrawiam.

Carly :)

Anonimowy pisze...

"Oznacza to, że dzieło powstałe z wykorzystaniem cytatu, samo w sobie, bez zastosowania cytatu, musi w większości przypadków stanowić utwór w rozumieniu prawa autorskiego oraz - co więcej - stosunek twórczości własnej do zapożyczonej twórczości cytowanej musi przeważać na korzyść twórczości własnej." - niezbyt przeważa. Większość, to większość.

Soy

Anonimowy pisze...

Akemi - nie mam nic wspólnego z Analizatorniami, ale bardzo chętnie udzielę Ci wywiadu do tego artykułu.
Bardzo.
Bardzo, bardzo.
Jadzia

Anonimowy pisze...

Jeżeli forma analizy jest taką świętością, to dlaczego forma opowiadania nią nie jest?
Jeżeli opowiadnie było by wysokich lotów, to wówczas można się przyczepić do analizy.
A to opko tutaj? Trzeba spojrzeć prwadzie w oczy. To coś o Pupusiu i Motylu (?!) popełnione przez ałtoreczkę, to zwyczajnie paskudny tFUr, który powstał po wrzuceniu wszystkich bohaterów Harrego Pottera do miksera i zmieszaniu ich na najwyższych obrotach. Tutejsza analiza tylko sprawia, że da się to w jakiś sposób przełknąć, bo samo w sobie jest kompletnie nie jadalne.

Pozdrawiam,
Osa

P.S
A tak w ogóle, to psy szczekają, a karawana idzie dalej.
Czekam na piątek z niecierpliwością.

DragoBonita pisze...

Panienko, niezwykle mi przykro ale zmiana formy CV nie sprawi, że pracodawca natychmiast je wyrzuci =( sprawią to jednak błędy stylistyczne tudzież nieodpowiednie użycie języka =3
Teraz zaś aby brzmieć jeszcze bardziej jak erudyta dodam "humano sum. Humani nihil a ame alienum puto". Skoro te twory znane pod nazwą "analizy" cieszą się aż taką popularnością, to chyba coś jest na rzeczy Ow< dołączam się tym samym do zbiorowego aplauzu na cześć gunwoburzy i analizy XD

Via Sorrow pisze...

Bo opko ma po swojej stronie armię Mary Sujek, a jak wszyscy wiemy, kto ma Mary Sue ten wygrywa.

Anonimowy pisze...

Ej, jak to nie ma tu miejsc na negatywne komentarze? Ja np. otwarcie przyznaję, że nie przepadam za analizami, zwłaszcza NAKWy bo bardzo dużo jest tam analizujących, mają specyficzny humor i często nawiązują do rzeczy, których nie znam. Lubię ich pojedyncze analizny - te dotyczące książek i jakiś wybitnych potworków jak nazi opko, bo to się tępić powinno. Z analizami PLUS mam podobnie - często są fanfiki, których nie znam, ale od czasu do czasu lubię tu zajrzeć i poczytać coś co kojarzę, momentami nawet się pośmieję. I nikt z analizujących kwestii nie robi z negatywnych komentarzy dotyczących opinii. PLUS nawet kiedyś zorganizował krótką przerwę po tym jak czytelnicy stwierdzili, że ostatnie analizy były kiepskie. Oczywiście były to opinie uzasadnione i poparte jakimiś argumentami. Więc co innego napisanie rozsądnego negatywnego komentarza, a co innego pisanie pierdół, straszenie prawnikiem czy udawanie autorytetu bo jest się na studiach. Naprawdę ludzie - używajcie czasem mózgów. Może to w "dobie internetów" coś nieprawdopodobnego, ale krytyka to nie hejt. A negatywny komentarz czy opinia może być kulturalna i dobrze wyrażona, a wtedy - wierzcie lub nie - analizatorzy naprawdę miło na to reagują, nawet jeśli napisze się im wprost co nam się nie podoba, zamiast udawać wszechwiedzących bo ma się wujka prawnika/policjanta/dziekana. Litości... Ta dyskusja to jakaś porażka.

Tutaj też słówko do analizatorów - nie karmcie trolli. Wiem, że chcecie by rozmówcy zrozumieli wasze racje, ale tłumaczenie widać do nikogo nie dociera. Po co w takim razie rozmawiać ze ścianą? Szkoda waszych nerwów, bo i tak nie zrozumieją o co chodzi. Taki mamy teraz poziom edukacji - wszyscy wypełniają testy, więc umiejętność czytania ze zrozumieniem to rzadkość.

Pozdrawiam serdecznie!

Gayaruthiel pisze...

E, nie zgodze sie, zawsze warto dyskutowac. Jesli nawet nie da to nic dyskutantowi, moze pomoc trzecim osobom czytajacym dyskusje.

Anonimowy pisze...

Codziennie przychodzę tu tylko po to by czytać komentarze - mam tak nudną pracę, że czytanie tej awantury jest o wiele bardziej zabawne...

Eyenne

Anonimowy pisze...

Tak sobie siedzę i myślę i przykro mi :(
Spłoszyłyście ałtoreczkę, podlce, a ja tak bardzo chciałabym zobaczyć, jak idzie do prawnika (pełen profesjonalizm, garniaczek, ohoho, biurko takie mahoniowe, kancelaria taka z tradycjami, AłtorkaTeam ceni tradycję). I opisuje całą sprawę i daje swoje opko wraz z analizą do przeczytania, bo musiałby się z nim zapoznać.
Chciałabym.
Wy nie?

Liniacz

Anonimowy pisze...

Dawno nie było tu tak ciekawj guwno burzy No dalej dale! Chce zobaczyć ten artykuł w gazecie no i ten pozew do sądu!!!

Anonimowy pisze...

Liniacz:
Chciałabym.
Wy nie?

A w sumie...Teatru nigdy dosyć.
Czekaj, jeszcze będzie druga część...
Wypowiedź Kury o kanonie- I klasa!

Chomik

Anonimowy pisze...

O, czasy! O, obyczaje!

Jestem głęboko zażenowany i zasmucony degradacją analizy w dzisiejszych czasach. Serce pęka mi, gdy widzę tych ludzi, tych pseudoanalizatorów, którzy chlubią się tym, że nie są na studiach, ba pewnie nigdy żadnych nie zaczęli. Nie wstydzicie się tego gwałtu na polskim języku, na polskiej spuściźnie narodowej?

Pan promotor z uczelni z tradycjami.

Anonimowy pisze...

Panie promotorze z uczelni z tradycjami - jeśli naprawdę jest pan promotorem (w co wątpię), nie sądzi pan, że to analizowane opowiadanie gwałci polską spuściznę narodową? Poza tym to, że ktoś nie jest/był na studiach nie znacz, że ten ktoś jest gorszy.

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

Murasaki Ari
Jak możesz nie poważać Pana promotora z uczelni z tradycjami.
(oczywisty troll jest oczywisty) :D

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Jestem prawnikiem, chętnie podejmę się bronienia tego wiekopomnego działa wielkiej pisarki Vergithii. Analizatorki powinnyście się wstydzić, tak haniebnego zachowania, jakim jest plucie na dzieło narodowe.


Prawnik z tradycjami

Anonimowy pisze...

Jako Władca wszechświata jestem oburzony zachowaniem analizatorek i rozkazuje im wyjść z kosmosu.

Władca Wszechświata czytający gazetę z tradycjami

Pan Promotor i Wujek Prawnik pisze...

Założyłem konto i oficjalnie wkroczyłem w przestwór tego diabelskiego wynalazku, jakim jest Internet, albowiem serce mi pęka, a dusza krwawi, kiedy widzę, jak niedouczony lud czerpie uciechę z tych dogłębnie niepoprawnych analizopodobnych utworów. Od dzisiaj będę własną piersią bronił wszelkich przejawów genialnej twórczości naszej polskiej braci z wydziałów dziennikarstwa i innych poważanych, aby sprawiedliwości stało się zadość. Stańcie ze mną w szeregach w tej szlachetnej walce, póki Wasze umysły nie zostaną na zawsze stracone!

(Przy okazji pozdrawiam Pana Promotora z zaprzyjaźnionej Uczelni z Tradycjami - niech się Pan nie obawia, nie Pan jeden poczuł zażenowanie! Promotorzy wszystkich krajów, łączmy się!)

Pan Promotor Uczelni Z Tradycjami Z Wydziału Dziennikastwa i Wujek Prawnik

Pan Promotor i Wujek Prawnik pisze...

Prawniku z Tradycjami i Władco Wszechświata, czy staniecie ramię w ramię ze mną w walce przeciwko złu tego świata (i wszechświata)?

Anonimowy pisze...

Tak nie wygląda analiza! To co zrobiły te pseudo analizatorki to świństwo, kiła, mogiła, cholera i w ogóle dno!
Wstydźcie się "anałizatorki" Jesteście okropne o powinnyście iść na kolanach przeprosić Vergithię, pamiętajcie o worze zgrzebnym...wór zgrzebny zamiast odzienia!


Prawdziwa analizatorka z tradycjami.

Anonimowy pisze...

Panie Promotorze i Wujku Prawniku, ależ oczywiście, że będę razem z tobą i Władcą Wszechświata, bronić takich wybitnych dzieł jak to "zanalizowane" przez te obrzydliwe stwory jakimi są "Analizatorki" Razem uratujemy świat przed zgnilizną i obrzydliwością jaka ostatnimi czasy nawiedziła internet. W Jedności siła! DO DZIEŁA!

Prawnik z tradycjami

Władca Wszechświata pisze...

Drodzy poddani zwołuję krucjatę przeciw bluźniercom obrażającym arcydzieła literatury. Obrońcy piękna i dobra łączcie się.
Panie Promotorze i Wujku Prawniku słuszna twa sprawa, udzielam ci więc mojego poparcia. To zaszczyt iść w bój ramię w ramię z takim zacnym człowiekiem z tradycjami.

Anonimowy pisze...

Tu Anonymous, przejmujemy władzę nad tą stroną ŁAHAHAHAHAHHAHAHAAHAHAH.

get down!

Anonimowy pisze...

"Masz mój topór!" "Masz mój miecz"!

Trzy lata później,chodząc w kółeczko po spacerniaku,ciągle się zastanawiali,gdzie popełnili błąd....
A mówiłam -ciastka do więzienia...

Chomik

Pan Promotor i Wujek Prawnik pisze...

"Masz mój ziemniak!"

Anonimowy pisze...

"Masz mego buraka"

Prawnik z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mój pas cnoty (bo mi niepotrzebny)!"

Kurtyzana z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mój 7,5-kilowy plecak!"

Przeciętny uczeń z mojego (byłego już) gimnazjum z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mojego Pupusia!"

Harry Potter z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mój bukiet czarnych róż!"

Pupuś z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mego Motyla!"

Voldemort z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mojego Robina!"

Batman z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mój Pierścień!"

Sauron z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz mój krzyż!"

Jezus Chrystus z tradycjami.

Anonimowy pisze...

"Masz mojego psa!"

Kot z tradycjami

Den zalogowana na innym koncie pisze...

"Masz moją łopatę!"

Archeolog z tradycjami.

Tris Moszfajka pisze...

Macie świra!

Ale i tak Was uwielbiam. Z tradycjami.

Nearyh pisze...

Masz moje freski!

Historyk sztuki z tradycjami.

Anonimowy pisze...

"Masz moją Bellę!"

Edward wąpir z tradycjami.

Anonimowy pisze...

Masz moje perfecty!

Angielski z tradycjami.

Anonimowy pisze...

Masz mój uuk!

Bibliotekarz z tradycjami.

Anonimowy pisze...

"Masz mojego lokaja!"

Ciel Phantomhive z tradycjami

Anonimowy pisze...

Macie moją laskę!

Nadrektor Ridcully z tradycjami

Anonimowy pisze...

Moją również!

Św. Józef z tradycjami

Anonimowy pisze...

"Masz moje ołówki"

Rysowniczka z tradycjami.

Anonimowy pisze...

"Masz moje refflinki!"

Ator z tradycjami.

Anonimowy pisze...

"MASZ MOJĄ KOSĘ."

Śmierć z tradycjami

Anonimowy pisze...

STAHP @_@

Anonimowy pisze...

I mój kamienny jedwab!

Snape z tradycjami. Moje tradycje są bardziej tradycyjnie tradycyjne niż wasze!

Anonimowy pisze...

I mój lakier do włosów!

Thranduil z tradycyjnymi tradycjami.

Anonimowy pisze...

"Masz moją miksturę celności"

Elf-zabójca z tradycjami

Anonimowy pisze...

Masz moje odznaki!

Trener Pokemą z tradycyjnymi tradycjami tradycji

Anonimowy pisze...

Masz moją dakimakurę!

Otaku z tradycyjnymi tradycjami tradycyjnych tradycji

Anonimowy pisze...

"Masz moje ukryte ostrze!"

Tradycyjny Assassyn z tradycyjnymi tradycjami tradycyjnych tradycji tradycji.

Anonimowy pisze...

Masz mój wąglik!

Mikrobiolog z tradycjami

Anonimowy pisze...

Masz moją gałkę!

Laska z tradycjami maga z tradycjami

Anonimowy pisze...

Masz mojego jeża!

Piosenka z tradycjami.

Tinwerina Miriel pisze...

Masz moją mietłę
Wiedźma z tradycjami

Pryvian pisze...

Tradycyjnie tradycyjne tradycje tradycyjnie tradycyjnych tradycji zrobiły mi dzień <3 Dziękuję wam, jesteście wspaniali!

Anonimowy pisze...

Masz moją Shun!

Mietła z tradycjami

Anonimowy pisze...

Masz mojego Emeralda!


Snape z CW z tradycjami.

Anonimowy pisze...

MASZ MOJE RODOWE DILDO.

MALFOY Z TRADYCJAMI.

Ryszard Rwie Serce pisze...

Tradycja. Piękne imię dla dziewczynki.

Anonimowy pisze...

Masz moje dodatki rodowe!

Harry Potter-Snape-Imożejakiśtamjeszczealeniepamiętam z tradycjami

Anonimowy pisze...

MaSz MoJeGo SłItAśNeGo bLoGa

SłIt TeEn z TrAdYcJaMi

Anonimowy pisze...

Masz moje kalesony!

Kalesenty z tradycjami

Anonimowy pisze...

Masz mój półtalerz!

Półolbrzym z półfiordu z półtradycjami

Anonimowy pisze...

Masz moje majtki zakładane na rajstopy!

Supermen z supertradycjami.

Anonimowy pisze...

Masz mój szal!

Kamiennojedwabny Snape z tradycjami

Anonimowy pisze...

Masz moje trzydzieści srebrników!

Judasz z tradycjami

Shun Camui pisze...

Ej! ;____;

«Najstarsze ‹Starsze   1 – 200 z 276   Nowsze› Najnowsze»