sobota, 22 listopada 2014

Ustawmy wojska w szyku dziobaka, czyli Bitwa o Obronę Piaskownicy



Witajcie!

Macie ochotę na odrobinę krwawego napierdalania i narratora, który opętuje bohaterów? To dobrze, bo dziś czeka was opis epickiej bitwy, w której księżyc będzie walczył z chmurami i zorzą polarną, a drzewa zaleją się łzami. W tle będą wyły wilkołaki, a pewna nastolatka będzie schodzić na śniadanie, na które przyrządzi sobie płatki z ciepłym mlekiem.
Jeśli to was nie wystraszyło - zapraszamy do lektury!


Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

Rozdział I - Zaczęło się to od…


Prolog
Rozdział zaczął się od prologu! Ech, te ponowoczesne zabawy z formą.

Ciemne chmury zakryły niebo, kiedy armia ludzi stanęła naprzeciwko wojska humanoidów.
Zazwyczaj w eposach pojawia się motyw deszczu strzał, jaki zakrył niebo. Ci mają zwykłe chmury - cóż, dobre i to.
Może to były chmury gazu pieprzowego.

Ich miejscem spotkania (tych chmur) były spalone ziemie na wzgórzach, które wcześniej były pokryte zieloną trawą i rozmaitymi gatunkami kwiatów.
A także zamieszkane przez pewną ilość zwierząt.
A ten opis jest istotny, ponieważ? Rozumiem, że ziemię spalili z okazji bitwy, żeby walczący się o te kwiatki nie potykali/żeby było odpowiednio mrocznie?
Albo specjalnie się umówili akurat tutaj, bo tu i tak większego sajgonu nie narobią. Ktoś ogarnięty organizował tę bitwę.

Nieopodal ocalało kilka drzew, które wyglądały tak jak w czasie zimy: wyschnięte i spragnione. Patrzyły smutnie na wojowników.
I ukradkiem ocierały łzy, jak również układały kostki Rubika, bo przecież skoro już mają oczy, to czemu nie.

Wiedziały, że ta wojna będzie krwawa.
W przeciwieństwie do wszystkich innych, pokojowych i łagodnych wojen, podczas których wojownicy walczą na pluszowe misie i zabierają sobie klocki Lego.

W powietrzu czuć było zapach siarki oraz delikatnej i przyjemnej mżawki. Jedyne głosy jakie można było usłyszeć to nerwowe tupanie koni (tupały z zimna, bo im kopytka marzły) oraz mrożące krew w żyłach warczenie wilkołaków.
Konie nerwowo emitowały paszczą rytmiczne "tup tup tup". Nie miało to większego sensu, ale skoro narrator się uparł, to co poradzisz.

Do piechoty należeli młodsi jak i starsi mężczyźni.
A nie należeli starcy oraz niemowlęta. Narratorze, powiesz mi wreszcie coś, czego nie wiem?

Każdy bał się tej wojny, ale dowódca starał się podnosić wszystkich na duchu.
Czy oni w tym momencie nie powinni raczej bać się bitwy?

Na ich czele stał czarnowłosy młodzik ubrany w ciemnozielony płaszcz.
Ale na czele każdego czy wszystkich? Bo to kluczowe.
Mam nadzieję, że młodzik nie był dowódcą. Chyba że to Dzielnicowa Bitwa o Obronę Piaskownicy.

Był to syn znanego na całej Planecie generała Gerarda.
Znany był w całej sieci sklepów monopolowych jako wyjątkowo twardy zawodnik.

Chłopak na plecach nosił olbrzymi i legendarny Miecz Tytanów. Dumnie siedział na swoim białym i lekko nakrapianym koniu.
Na obu naraz, miał bowiem wyjątkowo duży tyłek.
Nie no, koń był do połowy biały, a od połowy nakrapiany. To logiczne.

Był bardzo odważny, ponieważ to on zachęcił ludzi do walki, to on przebył wędrówkę, by stworzyć Tunel Dusz.
...ok. Gdy już narrator przestaje mówić oczywiste oczywistości, to zaraz przegina w drugą stronę.

Wierzył, że znajdzie spokój, pokonując Boga Śmierci. Na szyi nosi kryształ, który otrzymał od swojej siostry. Miecz jego był wyrobiony z granatowego diamentu.
Póki co sprawdzał się głównie w oślepianiu wroga i zwabianiu całych stad srok, ale chłopak wierzył, że jeszcze wszystko przed nim.

Był to najtwardszy i najostrzejszy miecz jaki udało mu się znaleźć w składziku Klubu Teatralnego. Obok dowódcy stała Kapłanka na kasztanowym rumaku.
Kapłanka bogini Woltyżerki, odziana w ceremonialny trykot.

Ludzie mieli nadzieje, że dzięki niej pokonają Samuela. Szanse na wygraną były nikłe, ponieważ przeciwników było kilka razy więcej.
Może się zagapią na babę-cyrkówkę i będzie można ich w tym czasie wybić?

Dowódca wymyślił bardzo niezwykły szyk bojowy.
Oglądany z lotu ptaka w dzień letniego przesilenia wyglądał zupełnie jak niewiadomo co.
Ale jak się mocno zmrużyło oczy, to przypominał trochę dziobaka.

Podzielił armię na trzy grupy
Dochodzeniową, uderzeniową i prewencję.

i ustawił je w kilkunastu rzędach, tworząc kwadraty. Bokami figury byli rycerze odziani w zbroje i ciężkie, żelazne miecze.
W przeddzień bitwy rozgorzał spór, czy miecze należy zakładać tak, by mieć jelec na głowie, czy może między nogami. Konsensusu nie osiągnięto.
Wyobraziłam sobie spódniczkę z mieczy. Wiecie, taką jak się robi z liści palmowych, tylko że ta byłaby z mieczy.
Włosy na udach już nigdy nie byłyby problemem.

Wewnątrz niej stali wieśniacy.
Odziani w cepy?
I snopki słomy, tak.

Każdy z nich trzymał tarcze oraz lekką broń.
Ustawienie tarczowników wewnątrz szyku zaiste jest niezwykłym posunięciem.
Może tarczami mają popychać do boju tych z zewnątrz, w razie jakby chcieli spierdzielać?

Na twarzach ich malował się strach. Wilkołaki to bezlitosne i krwiożercze bestie. Miały tak ostre zęby, że potrafiły przebić każdy metal, a ich zręczność była olbrzymia.
2k14 i to nie licząc modyfikatorów!
(Ale dowiemy się, co miało na celu tak kijowe rozstawienie wojska, prawda? Bo narrator wyraźnie ucieka myślami gdzie indziej.)
Przeciwnik miał umrzeć ze śmiechu, to chyba oczywiste!

Do ich wrogów należeli też Jaszczury, o obślizgłych i złotych ślepiach.
Raz, odmiana czasownika. Dwa, przecinek. Trzy - obślizgłe ślepia?
Załzawione. Bardzo. I nieprzecierane tak długo, że aż stężało.

Doskonale posługiwały się ostrymi włóczniami oraz swoimi ogonami.
A ludzie byli mistrzami we władaniu mieczami oraz rękami i nogami.

W razie potrzeby używały też małych, ale ostrych zębów. Ich pyski przepełnione były jadem Osoba ugryziona przez Jaszczura umierała na skutek spalenia od środka.
Znaczy co, jad ulegał rozgorzeniu po kontakcie z układem krwionośnym?
Może to kwas był, jak u Obcego.

Nagle księżyc zakrył słońce oraz nastąpił gwałtowny przeskok narracji. Żółty blask zamienił się w gęste i srebrzyste promienie.
Promienie były tak gęste, że aż utrudniały chodzenie, przez co walczyć trzeba było w cieniu. Chmur z pierwszego akapitu opowiadania spozierały z daleka, obrażone.

Wyglądało to jak mgła o wiosennym poranku.
Promienie wyglądały jak mgła. Ciekawe, jak wygląda sama mgła, pewnie przypomina tęczę.

Nie można dostrzec ani jednej gwiazdy, na niebie widniała wielka i mieniąca się Zorza Polarna.
Widziana podczas zaćmienia słońca. Oczywiście. Oraz w co drugi piątek między 14:10 a 14:45.

Wiał silny i zimny wiatr. Nadszedł Dzień Oświecony, w którym moc Bogów wzrasta do maksimum.
Bo zazwyczaj bogowie są słabowici i ani trochę nie wszechmocni.
Jak nadszedł dzień, skoro jest noc?

Ludzie mieli nadzieje, że towarzyszy im Sheron.
Nie wiem, o co cho, ale też mogę mieć nadzieję, co mi tam.

Niedługo miała się rozpocząć bitwa.
Co prawda obie armie stały już naprzeciw siebie w szyku bojowym,ale nie wszyscy zdążyli jeszcze zaczekować się na fejsiku, więc czekano.

Dowódca ostatni raz spojrzał na swoich towarzyszy.
Wiedział już, że wszyscy zginą, ale było to poświęcenie, na które był gotów.
Może miał nadzieję, że tylko on zginie. Chyba chcę w to wierzyć.

W jego ciemnozielonych oczach można było zobaczyć smutek, ból, ale i nadzieje .
Jedną na zwycięstwo, drugą na placki ziemniaczane w domu, trzecią - na zlikwidowanie tej spacji sprzed kropki.

Chłopak wyciągnął miecz z pochwy i skierował ostrze w kierunku wroga:
W tych trudnych chwilach,
gdy tańczysz w wodewilach
gdy ciemność spowija nas,
a recenzenci biorą nas w nawias
wystarczy jedno światło,
aby nas w ziemię wgniotło
by rozpocząć starcie,
i znów tańczyć za żarcie
razem przejdziemy,
i na Broadway się dostaniemy
przez most nad otchłanią,
a nawet dach nad plebanią
demony nie wezmą nas w swoje ręce,
Ukryjemy się w Białołęce!
gdyż walecznych serc nie da się zgnieść!
Te bardziej strachliwe można zjeść!

- Arriba jarriba, łohohoho - zawtórowali żołnierze, kołysząc się i klaszcząc do rytmu.

Zabłyśnij, Sheronie!
Zagraj na puzonie
Niech twój blask odgoni ból i smutek,
I niech się cieszy każdy wyrzutek
Ochroń nas, Sheronie!
Daj każdemu po żonie
Razem, damy ukojenie planecie,
Nawet jeśli połowę poniesiemy na bagnecie

Płomienie pochodni falowały w powietrzu. Kilku najbogatszych rycerzy miało  nawet prawdziwe woskowe świece.

Do ostatnich sił walczyć będziemy,
Za skórę wam zaleziemy
Spokój rodzinom przyniesiemy,
Bo dzielnią tą trzęsiemy
Dziecięce koszmary odejdą,
aż szwy im się w majtach rozejdą
i szczęśliwe wrócą chwile,
- Zwrotka nienajgorsza, tylko rymu nie ma - wciął się pięknym barytonem sołtys Mysich Kiszek.
- Przecież robię co mogę! - sapnęła Pigmejka i szturchnęła sołtysa dzidą.

Za tych co odeszli,
i za tych, co podeszli
i za wygnane przez nas smoki,
I za pszczół odwłoki
Trzymać się będziemy razem,
pokonamy ich żelazem
Tylko tak pokonamy niemiłosiernego Samuela!
A ja już nie rymuję, bo rozpacz we mnie wzbiera!

Wspomóż, Sheronie!
Razem przezwyciężymy cierpienie,
Płoń, Sheronie!
Niech modły nasze zostaną wysłuchane,
Zabłyśnij, Sheronie!
Niech twój blask odgoni ból i smutek,
Ochroń nas, Sheronie!

Razem, damy ukojenie planecie!

Śpiewali wojenna pieśń rycerze i wojownicy, trzymając się za ręce i kołysząc.
https://38.media.tumblr.com/56ffff4431f8c7194be736309f9674ca/tumblr_ne2qb749qB1ry5ojao1_500.gif

Gdy dobiegła końca, pewien giermek zaintonował "Płonie ognisko w lesie", ale prędko gu uciszono. Chór niskich głosów roznosił się echem po spalonym polu. Przypominała ona im za co walczą. Wiedzieli, że większość z nich nie zobaczy nigdy więcej swojego przytulnego domu, gdzie czekać będzie rodzina. I się zaczęło, ale nie było to tak ważne, by zasługiwało na osobny akapit: wilkołaki pobiegły na swoich silnych i umięśnionych łapach, a konie po drugiej stronie rozpoczęły koncert, dudniąc kopytami.
Rozpoczęły klasycznie, od "Tańców węgierskich", ale w planie były jeszcze standardy jazzowe i Wagner.
Na bisy przewidziano “Orfeusza w piekle” Offenbacha. Proszę sobie wyobrazić kankana w wykonaniu koni!

Ludzie nadal śpiewali i krzyczeli, idąc w kierunku wroga. Nikt nie mógł przewidzieć jak ta wojna się skończy.
Ja chyba mogę…
Ale w sensie czy ochrypną czy nie?

W mieście Athos zostały tylko dzieci, kobiety i garść mężczyzn. Nie wiedzieli do kogo zwrócić modły, ponieważ nie od Bogów zależało, jak zakończy się wojna.
Trzeźwe podejście do sprawy, pochwalam.
(Ale zaraz, to nie mają żadnego boga wojny? Well, może jest jednym z tych, którzy nie dają faka.)

Wielki władca siedział na swoim krześle na balkonie i z nadzieją spogląda w dal.
Ku chromolącym się czasom narracji i wizji, w której dadzą mu jakiś lepszy mebel.

Widać było domy z drewna, kilka tawern i barów oraz wielki kamienny mur. Od wieków uważano, że ochroni on przed ciemnościom.
Panie, daj mi litość.
Tylko siły nie dawaj.

Pewien wędrowny grajek mówił, że mur powstał po to, by ludzie wiedzieli, gdzie mogą się skryć.
No przecież. Pierwsze, o czym myślę, jak widzę mur, to “O, tu się schowam!”
Czyli że najpierw był mur, a potem wewnątrz zbudowano miasto? Nowatorsko.

Za miastem była nieżyzna gleba, na której nic nie rosło. Nazywano ten teren Wieczną Pustynią. Można, by pomyśleć, że władca oglądał przebieg walki. Tak naprawdę podziwiał on konsekwentne popierdolenie akapitów (a raczej ich brak) w tej narracji. Nagle obok władcy stanął chłopak z ciemnobrązowymi włosami. Miał około siedemnaście lat. Był chudy i wysoki. Na prawym ramieniu miał znak klątwy.
A na lewej miecz obosieczny ostry i znak zakazu wyprzedzania.

Oparł się rękoma o obręcz cyrkową i oglądał srebrzysty krajobraz oraz piękną Zorzę Polarną.
Pewnie, patrz póki możesz, jak zaściele się trupami to już nie będzie taki ładny.
Ale kiedy ten krajobraz się zrobił srebrzysty? Przecież wszystko było wypalone.

- Dlaczego nie poszedłeś z nimi walczyć? – Zapytał niski głosem król. Zwrócił oczy w kierunku chłopaka.
- Ja… nie mogłem – odpowiedział i spojrzał w dół. - Jestem pacyfistą!
- Dlaczego? – Zdziwiony młodzik spojrzał na króla. Wiedział, że nie powinien wypowiadać się dwa razy pod rząd, a jeśli nawet, to nie tak, by podkradać królowi kwestie patrzeć władcy prosto w oczy, ale jak sam mówił, zasady trzeba łamać:
- Boje się… co jeśli nie powstrzymam potwora, który siedzi wewnątrz mnie? - Spojrzał na swoje buty.
A one naprawdę były potworne.

Władca wiedział, że ten chłopak był kiedyś przestępcą, ale w głębi duszy można było zobaczyć w nim dobro.
No tak, w krwawej bitwie przecież nie potrzebujemy wściekłych, niebezpieczych morderców, skąd. (Może naprawdę będą napieprzać się pluszakami?)

Lubił tego chłopaka, sam nie wiedział czemu. Może dlatego, że mu go przypominał jak był w jego wieku.
Czyli że gdy chłopak był w wieku króla, to go przypominał. A był w tym wieku w każdą środę.

- Grzechem nie jest bać się. Każdy z nas czuje strach, ale przy przyjaciołach nie masz się czego obawiać. Nie możesz uciekać od niego. Musisz go ujarzmić... - Powiedział król. - Czekają na ciebie. Tak, więc idź, każda pomoc się przyda. – Chłopak, ze zdziwieniem spojrzał w oczy pana, którego są przepełnione dobrocią i niegramatycznością sprawiedliwością. Młody mężczyzna wiedział, o czym myśli monarcha.
- Porozmawiaj z Gerardem. - rzekł król.
- Tak jest, Wasza Wysokość – Ukłonił się i wybiegł z pokoju. 
 Jakiego pokoju, przecież na balkonie byli.

Z korytarza dobiegało nawoływanie generała. Władca ostatni raz spojrzał w dal i zaczął się modlić za całą planetę Galaxy i za galaktykę Universe  inne wymiary. Po jego zmarszczonym i bladym policzku spłynęła słona i piekąca łza.
To logiczne: bohaterki płaszczą kryształowymi, a bohaterowie pieprzowymi, samotnymi łzami.

Czy ludzie dotrwają jutrzejszego dnia?
Ludzie jak ludzie, pomyślcie o analizatorkach.


Rozdział 1
              Przez wiele lat brązowowłosa Sylwia czekała na ten dzień. Wreszcie mogła się spotkać z ojcem, który mieszkał w Londynie. Jej rodzice rozwiedli się, kiedy miała 7 lat. Pamięta tylko, jak po nocach nie mogłam spać, ponieważ słyszała ich krzyki i płacz.
Kolejny typ narratora: Narratorka Wcinająca Się W Zdanie!

Kłócili się o wiele rzeczy. W końcu ojciec nie wytrzymał i wrócił do Anglii, do ojczyzny. Sylwia mieszka z mamą – Rebeką i siostrą – Leną. Jest o 3 lat starsza od niej.
Zagwozdka - od mamy czy siostry?

Żyła w małej mieścinie niedaleko Poznania.
W wolnych chwilach lubiła się bawić czasami w narracji.

Było im dobrze w małym, białym domku. Okolica była spokojna, wszyscy się tam znali. Mama Sylwii pracowała całymi dniami, więc to ona zajmowałam się domem, sprzątała i gotowała. Niestety jej potrawy nie były zbyt dobre ,często je przypalała.
Oburzające, jak dziecko śmie źle gotować.

Sylwia to szczupła, zielonooka licealistka. Od dziecka na prawym ramieniu miała dość dużą bliznę w kształcie litery ,,S''.
Cudzysłów otwierający, wielkie s, apostrof, apostrof. Przeznaczenie pojechało po bandzie.

Matka opowiadała jej, że w wieku 6 lat miała wypadek i dlatego nie pamięta nic co się stało przed tym wydarzeniem oraz miała ranę, która zabliźniła się.    
Cholerka, jeśli moje rany też się zabliźniają, to znaczy, że miałam wypadek jako sześciolatka?
Bankowo.
 
              Tego dnia, czyli 1 lipca, obudziły dziewczynę ostre promienie słońca. Nawet przy zamkniętych oczach ją raziły.
Powieki, robicie coś źle. (Może to nie słońce, tylko supernowa?)

Położyła dłoń na swojej twarzy.
Przez chwilę myślała, czy nie położyć dłoni na twarzy sąsiadki, ale uznała, że mogłoby to zostać źle zrozumiane.

Nie miała ochoty wstawać. Łóżko było takie mięciutkie i cieplutkie. Gdy przypomniała sobie jaki był dzień, wyskoczyła jak porażona. Spojrzała kątem oka na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą. Była zbyt podekscytowana, by znów zasnąć. Szybko przebrała się w dżinsy i białą bluzkę z czarnym kotkiem
Ciekawy kostium na halloween!

i pobiegła po schodach na dół, by zjeść śniadanie.
Oczywiście. Mały biały domek musiał być piętrowy, by można było schodzić na śniadanie.

Podgrzała mleko i wsypała do niego swoje ulubione płatki. Zrobiła sobie jeszcze czekoladowe cappuccino w swoim różowym kubku z misiami.
Tu ze zdaniem jest wszystko w porządku, ale mój boru, ciepłe mleko. To chyba gorsze niż zła ortografia.

Dostała go od koleżanki z podstawówki. Wyjechała ona do Szczecina, do babci. Od tamtego czasu straciły kontakt, którego bardzo jej brakuje. Po zjedzeniu śniadania oparła łokieć na stole, ozdobionym czerwonym obrusem.
Szanuję to. Ten łokieć.
(Ale stół ozdobiony obrusem brzmi jak podłoga ozdobiona dywanem.)

Kuchnia była dość mała, ale wystarczało miejsca dla trzech osób. W kącie stała lodówka, która nie była połączona z zamrażalką, przez co rodzina nigdy nie miała w domu lodów.
http://replygif.net/i/311.gif

Następnie w rzędzie stał brudny i lekko zepsuty piec,
Truł mieszkańców czadem tylko od czasu do czasu.

zlew i na końcu, przy drzwiach była lada, gdzie można było przygotować jakąś potrawę. Po drugiej stronie przy ścianie było okno i parapet, na którym w doniczkach rosły białe oraz fioletowe fiołki. Sylwia siedziała obok okna na drewnianym krześle. Pijąc w spokoju kawę myślała o wyjeździe:
-Co ja mam zabrać? Nigdy na tak długo nie wyjeżdżałam – zadała sobie pytanie, odeszłam od stołu i pobiegłam do swojego małego pokoju.
To brzmi, jakby bohaterkę opętał duch narratora.

Ściany jego były koloru niebieskiego jak poranne niebo. W rogu przy oknie stało łóżko, które nie wyglądało na nowe przez kilka plam od soku pomarańczowego oraz sosu spaghetti.
A łóżka nie można było odczyścić, bo nie. Vanish jest dla słabych.

Naprzeciwko stało biurko, na którym był bałagan i duża, zapchana ciuchami szafa. Niedaleko wejścia do pokoju umieszczone były drzwi do przytulnej łazienki. Miała tam prysznic, umywalkę, szafkę. Ściany były pokryte kafelkami, a na podłodze leżał błękitny dywan.
Przepraszam, to opko pisał dekorator wnętrz? IKEA-entuzjasta?

58 komentarzy:

Szara Woda pisze...

Co wy macie do płatków z ciepłym mlekiem? :| Przecież dobre są.

Nessha pisze...

Nie doczytałam nawet do 3/4 by stwierdzić, że to jest tak.... słabe by w połowie ziewnąć z nudy. Tylko o Wasze komentarze czytanie tego ma sens, chyba że ktoś chce usnąć z nudów i żenady x]

psoras pisze...

He, urechotałem się setnie. Niezłe jaja z tą formacją wojskową w kształcie dziobaka. A opisy zaćmienia i zorzy powinny się znaleźć w jakimś podręczniku. Jako przykłady negatywne, oczywiście.

PS. Też uwielbiam płatki z cieplym mlekiem. [profanacja mode on] Najlepsze są, jak się już moczyły przez jakiś czas i są takie miękkie i rozciapciane, MUAHAHAHAHA!!! [profanacja mode off]

Anonimowy pisze...

Poemat Pigmejki rozwala <3 tekst fatalny, analiza przecudna ^^
Wntrbrn

kiciputek pisze...

Ja również wyrażam oburzenie, płatki z ciepłym mlekiem to jedyna słuszna opcja i są pyszne.

Anonimowy pisze...

k14? To istnieje taka kość? xD

Ryszard Mikke pisze...

Stojąca na biurku duża, zapchana ciuchami szafa zduszonym śmiechem skwitowała fakt niewykrycia jej przez analizatorki.

Sunawani pisze...

>Przepraszam, to opko pisał dekorator wnętrz? IKEA-entuzjasta?

Sądzę po prostu, że ałtoreczka wiernie opisała własne lokum. Te wzmianki o "zamrażalce" i plamach po spaghetti są zbyt specyficzne, nie wspominając już o schizofrenicznej narracji. Wiem, bo ja też kiedyś bawiłam się w przeraźliwie drobiazgowe opisy własnego otoczenia w opkach, w których byłam oczywiście główną herołiną. Jak miałam dziewięć lat.

Anonimowy pisze...

Ja nie wiem jakim trzeba być skrzywionym człowiekiem, żeby jeść płatki z zimnym mlekiem. Ohyda, porzygać się można.

Anonimowy pisze...

Wy się nie znacie, są płatki, które należy jeść z zimnym mlekiem, i takie, do których pasuje tylko ciepłe. Oczywiście istnieją też typy pośrednie, pyszne i z ciepłym, i zimnym.

Pollala pisze...

Wasz wierszy jest chyba w całej ten analizie najlepszy. Dosłownie poryczałam się ze śmiechu. :'D

Leleth pisze...

Najbardziej z blogaska podobał mi się ten post: http://fantasy-lovestory.blogspot.com/2013/03/tymczasowe-zamkniecie-bloga.html#comment-form <3 (teraz nie wiem, czy to nie kopanie kotka, bo dziewczyna brzmi jak głęboka podstawówka, aż słodkie jest to naiwne wyobrażenie o świecie)

Anonimowy pisze...

A jakie płatki pasują do jakiego mleka? Bo mnie to zaciekawiło :D

Anonimowy pisze...

Jedna mała uwaga (chyba do Kalevatar): z rzędu, nie pod rząd.

Anonimowy pisze...

Wypchana ciuchami szafa na biurku. Wiedziałam, że coś zrobiłam nie tak przy meblowaniu pokoju, całiem bez pomysłu moją postawiłam na podłodze... :(

Angel Rebels pisze...

Opko fatalne analiza świetna najbardziej podobał mi się poemat Pigmejki

Malcadicta pisze...

Ja wiem, skąd te meble! Wizualizując sobie dom bohaterki, urządziła pokoje w programie IKEI, nie umiała się nim posługiwać, stąd brak zamrażarki i szafa na biurku! Dobrze, że nie ma dokładnego opisu szafy, bo teraz można projektować ich wnętrze ;)

A ciepłe mleko to wynalazek szatana (chyba, że w formie spienionej do kawy lub do kakao). Do płatków tylko zimne. A najlepiej z lodówki.

Anonimowy pisze...

Buu, skończyłyście akurat w najciekawszym momencie. ;) Bitwa była koszmarnie nudna (chociaż pieśń przewspaniała :D), ale opis życia bohaterki tak bardzo opkowy, że aż cudowny. <3 I szczerze ciekawi mnie, jak aŁtorka postanowiła połączyć te dwa światy. ;p

Anonimowy pisze...

Anonim z 08:38 -> Czekoladowe muszelki do zimnego, Corn Flakesy do ciepłego :D

A co do samego opka i Waszych komentarzy to ubaw był niezły. I rozwalili mnie śpiewający rycerze jako te potworki z Muminków. Tylko ta druga część opka trochę boli, jak w jednym zdaniu mamy narrację w czasie przeszłym, w następnym w teraźniejszym, a w jeszcze następnym w ogóle pierwszoosobową. Ała :(

Będzie następna część?

Tonks

Maciej Smykowski pisze...

http://hardteenslife.blogspot.com/2014/07/rozdzia-i-nowa-szkoa-nowe-zycie.html teraz to ma na tapecie, a to pierwsza klasa liceum. Więc najpewniej to młoda dziewczyna. Wasza recenzja jednak rozbawiła mnie do łez. ;-]

Anonimowy pisze...

Płatki typu Nesquik pasują tylko i wyłącznie do mleka ciepłego, bo muszą "puścić soki". Za to Chocapic jest z nim prawie niejadalny, bo za szybko rozmięka. Podobnie Kangusy, te to już w ogóle, rozmiękną zanim zdążysz mrugnąć. Do płatków "uniwersalnych" zaliczają się Corn Flakesy, Cini Minnis i Cookie Crisp. Chociaż te pierwsze lepiej smakują jednak z ciepłym, im rozmiękanie służy, zwiększają dzięki temu swoją objętość i są pożywniejsze. Podobnie tym drugim bardziej pasuje ciepłe, z tym że zimne im nie szkodzi.

Anonimowy pisze...

Dobrze wiedzieć, o co chodzi z tymi płatkami. Lubię bardzo z ciepłym mlekiem ^^

Świetny gif z Deanem i z potworkami z Muminków, poemat i opisy na końcu. Wnętrze niby biedne, ale szafa pełna ciuchów oczywiście musi być ^^ Czekam z ciekawością na ciąg dalszy.

Rose

Suzue pisze...

Wszystko fajnie, tylko bohaterowie chyba nie płaSZczą? :> to się samo w sobie nadaje do analizy, ocieram łzę XD

Borówka pisze...

Cudowna analiza, samo opko bardzo pocieszne. Rozwaliło mnie kompletnie to zdanie z lodówką i lodami ;)

Alv. pisze...

Wytłumaczcie mi, dlaczego, w linkach jest odnośnik do szkoły autorki?!

I tak, zgadzam się co do płatków. Czekoladowe muszelki z zimnym mlekiem, te "zwykłe" kukurydziane z ciepłym. ;>

Alv.

Anonimowy pisze...

"Wiedziały, że ta wojna będzie krwawa.
W przeciwieństwie do wszystkich innych, pokojowych i łagodnych wojen, podczas których wojownicy walczą na pluszowe misie i zabierają sobie klocki Lego."
Nooo nie przesadzałabym - z tego, co pamiętam z dzieciństwa, to wojny, podczas których miało miejsce zabieranie sobie klocków Lego, na pewno nie zaliczały się ani do pokojowych, ani do łagodnych ;)
"Podgrzała mleko i wsypała do niego swoje ulubione płatki. Zrobiła sobie jeszcze czekoladowe cappuccino w swoim różowym kubku z misiami.
>Tu ze zdaniem jest wszystko w porządku, ale mój boru, ciepłe mleko. To chyba gorsze niż zła ortografia."
Tutaj, tak jak i moi poprzednicy, zaczęłam zachodzić w głowę: co też złego może być w płatkach z ciepłym mlekiem...?
"Tego dnia, czyli 1 lipca, obudziły dziewczynę ostre promienie słońca. Nawet przy zamkniętych oczach ją raziły.
>Powieki, robicie coś źle. (Może to nie słońce, tylko supernowa?)"
Ej, nie to żeby coś, ale tak, w bardzo słoneczny letni dzień słońce rzeczywiście potrafi razić nawet przy zamkniętych powiekach...
Ale analiza wspaniała!

Nami pisze...

Hahaha, borze zielony, co to było. Opko przerażające, analiza pierwszorzędna. Nie chcecie może pocisnąć moim wypocinom? Chciałabym się pośmiać, ale nie zmuszam xD (to w ogóle zdrowe, że tego chcę? Oo)

Hanna Greń pisze...

Płatki z mlekiem (jakie by nie było) to ohyda! Za to analiza cudowna, popłakałam się ze śmiechu. Zainteresowała mnie konstrukcja tego małego białego domku. "Po drugiej stronie przy ścianie było okno..." To dziwne, dotąd byłam pewna,że okno wstawia się w ścianę,tymczasem w tym domku ono stoi sobie luzem koło ściany. Ale co ja tam wiem o budownictwie, ekonomistką jestem.

Anonimowy pisze...

Płatki jem tylko z zimnym mlekiem. W ciepłym zmieniają się w ohydną, miękką, rozlazłą breję. Chłodnym delikatnie nasiąkają ale pozostają chrupkie.
Co do analizy, komentarze Kalevatar były świetne i bardzo celne. :)

Koyomi

Anonimowy pisze...

Dziękuję za świetną analizę,
zastanawiam się, czy dałoby się wykorzystać formację w kształcie dziobaka w jakiejś grze strategicznej ;-)
wierszyk był rewelacyjny,
a co do płatków, ostatnio jadłam z kefirem, mleka nie lubię ;-)
Lothwena

Lien Smoczyca pisze...

Też czasami jem płatki z ciepłym mlekiem, więc tu się akurat autorki bym nie czepiała, ale dywan w łazience?

Anonimowy pisze...

Cudna analiza. Zastanawiam się skąd ten obrazek po genialnej pieśni Pigmejki?

Remia pisze...

A co z platkami owsianymi, jaglanymi i innymi podobnymi? Tych bym nie zjadla z zimnym...
Analiza cudna!

Anonimowy pisze...

Powiem w prost jesteście skończonymi debilami, że opisujecie w ten sposób kogoś pracę. Jeżeli wy nie umiecie napisać sami to nie wyśmiewajcie się sami. Znam dziewczynę która to pisała i włożyła w to więcej niż wam się wydaje. Tak w ogóle to patrzy się na datę debile! Było to pisane dwa lata temu, teraz sposób pisania dziewczyny się zmienił bo wydoroślała. Na koniec dodam że są prawa autorskie i nie macie prawa używać, bez zgody autora więc jeżeli nie wykasujesz tego posta to jestem zmuszona zgłosić to. Więc nie róbcie z siebie debili o sorry wy nimi jesteście. Czasem trzeba patrzeć na uczucia innych, to się nazywa empatia, ale wy nie znacie tego słowa bo po co. Wykasuj lub koniec z twoim blogiem

destrakszyn pisze...

Mamy oburzonego. :)
Analiza przednia, choć tekst tak masakrycznie nudny, że nawet z Waszym komentarzem miałam trudności w przebrnięciem.

Golondrina pisze...

Anonimku, Słońce ty moje najdroższe. A gdzież to jest w tej analizie napisane, że analizatorki są autorkami tego opka, hę? Nie przywłaszczyły sobie praw do tego tForka, więc usiądź spokojnie i oddychaj. I wróć sobie do ustawy o prawach autorskich, bo coś mi się zdaje, że jest coś tam o użyciu cytatów, o recenzjach itp. itd.

Anonimowy pisze...

Koles chyba sie nudzisz w domu i chyba masz przerost formy nad trescia idz zbierac kartofle bucu

Anonimowy pisze...

Ja ci mogę powiedzieć, bo jestem z całą historia na bieżąco, zmiany zaszły ogromne w ogóle jej styl się zmienił, jestem jej przyjaciółka i pomagam jej w tworzeniu fabuły. Nie rozumiem czemu ludzie nabijaja się z innych to takie dziecinne rozumiałabym gdyby te argumenty miały sens ale nasmiewanie się z zwykłego stroju to aż śmiać się chce z inteligencji autora TEGO postu. Tak więc fabuła się zmieniła i te dwa światy połączyły się, ale by opisać ten sposób nie starczyloby miejsca i za dużo byłoby spoilerow. Żal mi ludzi którzy nasmiewaja się z innych by podnieść sobie swoje ego. Pozdrawiam

Alv. pisze...

Po prostu uwielbiam te chwile, gdy jednej ze stron naprawdę brakuje argumentów i zasypuje innych przezwiskami i jakże ciętymi ripostami. To jest po prostu... dorosłe.

Ogólnie przyszłam tu tylko podrzucić link do supernaturalowego opka.
http://prince-in-black-impala.blogspot.com/
Jest tak... urocze, tak bardzo odstaje od kanonu że jacięniepierniczę. Akcja pędzi, wprost gna na złamanie karku. I, och, jeszcze cytat, który po prostu mnie urzekł. <3
"Był przystojny, ale dużo starszy ode mnie, więc poszłam do domu." (moment w którym boCHaterka pierwszy raz widzi Deana)

Alv.

Anonimowy pisze...

Ach, oburz taki piękny, taki blogaskowy.
Polecam nauczyć się odróżniać naśmiewanie od krytyki. Chyba, ze każda krytyka z domieszką ironii automatycznie konfunduje radary oburzotwórców. Bo na to wygląda.
Analiza miodna, opko... no po prostu materiał idealny. Btw, płatki z ciepłym mlekiem, zawsze!

Carly

Tamtaro pisze...

Człowiek chce poczytać o szyku dziobaka, a uczy się jak prawidłowo przygotowywać płatki. Może jakaś prezentacja multimedialna? ;)
A tak poza tym, to zgadzam się z Hanną Greń - płatki z mlekiem to zawsze ohyda (same płatki - to co innego!).

Anonimowy pisze...

Bardzo fajnie się czytało,pierwsza analiza jest świetna.
Ogólnie przyszłam tu tylko podrzucić link do supernaturalowego opka - o,smaczne.Lubimy spnowskie opka!
Widzę,ze wszyscy bardziej się ożywili przy płatkach niż przy kiepskiej literaturze.. :)

Chomik

Anonimowy pisze...

Hatifnaty z Muminkow ^^

Anonimowy pisze...

Ale ze mnie buntownik, platki typu Chocapic to prawie wylacznie z cieplym mlekiem... A swoja droga, to oprocz cudnej analizy, podoba mi sie niezmiernie dyskusja o platkach i mleku, te zazarte opinie, ta walka o jedyny prawdziwy sposob na platki, ach, prawie jak wojna powyzej (te wilkolaki pewnie tak warczaly, bo wola z cieplym, a koniom az kopyta drgaly, jak sobie wyobrazaly te rozmiekle ;)

Anonimowy pisze...

To tym bardziej autorka (ktora z tego, co wiem, jak to tej pory sama nigdzie sie nie wypowiedziala) powinna podejsc do tego z dystansem i przymrozeniem oka. Kazdy ma takie swoje perelki w szufladzie i na pewno ma z nich niezly ubaw. I tym bardziej, jesli opek zostal napisany 2 lata temu i nie zostal skasowany, to nie mozna nic nikomu zarzucic. Jak twierdzisz, ze jej styl sie zmienil, czemu nikt nie przeczy, to spusc powietrze i spojrz na to inaczej, a nie jako krytyke (zwlaszcza, ze nigdy nikomu nie zaszkodzila).
/Derry
PS. Przepraszam za brak polskich znakow, ale trudne warunki, coz.

Anonimowy pisze...

Hahhaa, uśmiałam się :D mam nadzieję, że będzie jeszcze druga część, bo dobrze się bawiłam przy tym opku :) ba, zainteresowało mnie nawet! Chociaż nie jestem pewna, czy to na pewno dobrze.

Jula

Aleksandra Muszka pisze...

Nie wiem co mnie bardziej rozśmieszyło: analiza czy komentarz Oburzonego Anonima.

sowa101 pisze...

Analiza przecudna- uśmiałam się na całego. Zwłaszcza przy opisie domu bohaterki i narratorze opętującym. Będzie ciąg dalszy?

P.S. Dziękuje wszystkim, który wyjaśnili mi zasadę spożywania płatków z ciepłym/zimnym mlekiem. Dzięki Wam moje śniadania nabiorą smaku :)

Anonimowy pisze...

Ze śmiechu spadlam aż z krzesła. .. z głupoty analizatorek. Rozumiem ze musiały sobie znaleźć jakieś hot opki byle jakie by tylko skrytykować. Czytałam kiedyś całego bloga i opowieść super, a ,, komentarze'' analizatorek nie mają sensu i robią żarty z czegoś co nie jest błędem. Pisałam kiedyś z autorką opka i powiedziałam jej o błędach( stwierdziła że to już nie aktualne i nie ma czasu na poprawki) i o kilka wyjaśnień co do fabuły. Kiedy czytałam jej wiadomości to było widać, że tworzy coś naprawdę wielkiego, te wszystkie postacie, relacje między Bogami i bozkami ( wymyśliła religie, która panuje na wymyślone planecie) te wzruszająca przeszłość głównych bohaterów. Z niecierpliwością czekam na ta książkę, nawet jeśli nie napisze najlepiej to i tak ją przeczytam, to młoda dziewczyna dopiero co zaczyna drogie pisarki i prawie zawsze jest tak, że pierwsza książka jest najgorsza. Jeśli autorka opka tu zajrzałam choć raz, chce jej gratulacje fantazji, wytrwałości i życzę jej odporności przed krytyka, a analizatorka życzę znalezienia lepszej zabawy i lepszego nastawienia do życia, pamiętajcie to co robicie zawsze odbije się na was.
Pozdrawiam :)

dudek 7894 pisze...

Płakałem. :D

Nami pisze...

Nie dziwię się, że opowiadanie spodobało się Anonimkowi, który nie potrafi wypowiadać się poprawnie po polsku. Dla kogoś takiego to rzeczywiście musi być arcydzieło :)
Swoją droga, kto powiedział kiedykolwiek, że analizatorki mogą komentować tylko błędy? Czasami chodzi o samą grę słów. O nadanie wpisowi humoru, nie tylko o suche wytykanie błędów, bo to potrafi każda obdarzona inteligencją istota, posiadająca dostęp do słowników...

Magda Świtoń pisze...

Boże święty, nie wiedziałam, że ktoś to w ogóle czyta. Jestem autorka opowiadania i się uśmiałam. Macie racje, pisałam to, gdy chodziłam do gimnazjum, nie znałam jeszcze prawdziwego świata, wszystko było dla mnie idealne: moje życie, mój blog. Błędów narobilam sporo, dziwie się, że aż takie. Heh mogę wam powiedzieć, że nie opisywałam własnego pokoju, życia, nie jestem entuzjastka IKEI :D. Chciałam podkreślić normalność głównej bohaterki. Wasze uwagi na pewno zapamiętam. Miło mi, że są osoby, które bronią mnie, ale nie potrzebnie. To jest stare opowiadanie, dopiero zaczynałam pisać, nie ma sensu wracać do tego. Byłabym zła, gdyby ktoś skrytykował mojego Deviego :3 - moja ulubioną postać.
Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za brak polskich znaków, ale na usprawiedliwienie mam fakt, że piszę z telefonu.
P.S pamiętajcie, że każdy popełnia błędy ;)

Cece TheWitch pisze...

No i co anonimki ? Trochę dystansu tak jak autorka tego opka ? Po co sie rzucać skoro mozna sie pośmiać ze swoich początków szczególnie jezeli teraz juz jest sie lepszym ?

Cece TheWitch pisze...

Zjadlo mi resztę....dobrze ze sie usmialas bo ja jak zobaczyłam to swoje opko kilka lat temu plakalam strasznie.....teraz na szczescie juz tylko ze śmiechu ;)

karton realista pisze...

Prawo cytatu.
I jeśli jedyne co masz do powiedzenia, to "wy debile", to idź stąd. Używasz ataków ad personam i myślisz, że ktoś potraktuje Cię poważnie.

Tasak pisze...

Analiza tak miodna, że chyba ludzie w tramwaju się na mnie patrzeli :'))) W dodatku tradycji stało się zadość i przyszła WspółaŁtorka was pohejtować.

Hasło: niusacc travel
Podróże jakiegoś bezworkowego?

Anonimowy pisze...

Płatki z ciepłym mlekiem jak najbardziej w porządku. Zimnym też. Ale NA ŚNIADANIE? Toż to herezja. Płatki tylko na wieczór.

Alice Murphy pisze...

Nie rozumiem ludzi, którzy lubią płatki z ciepłym mlekiem. Zawsze się dziwiłam: jak można jeść taką paskudną breję? W zimnym mleku tak nie rozmiękają. A w ogóle to najlepiej, podczas filmu, zamiast niezdrowego, tłustego popcornu pochrupywać sobie garściami znacznie zdrowsze, smaczniejsze (i zapewne mniej kaloryczne) płatki kukurydziane, a jak będzie reklama to iść do kuchni, otworzyć lodówkę i napić się mleka prosto z kartonu. Mniam!
A co do opka, to było tak masakrycznie nudne...zieeeew...