sobota, 8 listopada 2014

Patrzcie, jak Lacan płacze. Borze, jaki żal, czyli "Pamiętnik lesbijki", cz. 1



Witajcie!
Bardzo nas cieszy, gdy podsyłacie linki do różnych złowieszczych opek i ksiopek, czy to w komciach, mailowo czy na fanpejdżu. Wszystko, co tam wrzucacie, przeglądamy i oceniamy pod kątem zdatności do analizy oraz ogólnego poziomu zUa.
Tym większe było nasze zdumienie oraz zamęt grubymi nićmi szyty, gdy na fanpejdżu pojawił się niejaki Pamiętnik lesbijki, który przy użyciu przerażającej ilości emotek  "polecał się do wzajemnego udostępnienia". Już miałyśmy wyjaśnić nieszczęsnemu socjal media ninja, że zalinkowanie na Przyczajonej to ostatnia forma reklamy, na jaką powinien mieć ochotę, ale jeszcze kliknęłyśmy w załączony sznurek. I profesor Lacan zapłakał.

"Trochę na tematy genderowe, szczypta o LGBT, sporo o młodzieży, na wskroś obyczajowo, psychologicznie, dramatycznie. Jest alkohol, miłość, krew, seks i przemoc oraz intelektualizmy przemieszane z wulgaryzmami – słowem, nietuzinkowa powieść o problemach codzienności w języku z pogranicza stylów" - obiecuje blurb. My z kolei dorzucamy półszyby, chuchających analityków symbolicznych znad Missisipi, trudne wyrazy z dużą ilością sylab i boCHaterkę, która jest muzyką większą w środku.

Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.






Rozdział I (Wstęp)
A potem będzie Rozdział II (Posłowie) oraz Rozdział IV (Przedmowa).
A w międzyczasie Księga XII (Kochajmy się, czyli przepis na pomidorową)

Kap, kap, kap…
Zaparowane szyby ociekającego deszczem tramwaju.
Zapocone szkło, przez które sączą się do środka fragmenty rzeczywistości.
„Co dzień ta sama zabawa się zaczyna i przypomina dziecinne moje sny…”[1]  
Combo kursywa + cudzysłów sprawia, że cytat staje się Większym Dwucytatem! (Pozdrowienia dla Czytam Kryształy Czasu pierwszy raz dla akcji.)
Ej, ale piosenka z Metra jest o tym, że szyba nic nie przepuszcza, a tu się coś przesącza… Może to półszyba?

Przyglądanie się ludziom w tramwaju zawsze mnie bawiło.
Ale nie dziś… Tego dnia nic mnie nie jest w stanie rozweselić. Powrócił przygnębiający nastrój jesiennej melancholii.
Dlaczego nie mogę być taka jak wszyscy?
- pyta każda nastolatka ever.

Nieskomplikowana, z niewielkimi wymaganiami, gruboskórna, niezdolna do wzruszeń.
Tak, wszyscy tacy są, tylko ty jedna nie, mój ty wyjątkowy płatku śniegu. *przylepia sobie do twarzy wał nadoczodołowy i zawija się w skórę mamuta* No, mogę czytać dalej.
Pigmej jeść kość bawołu. Pigmej nie rozumieć słowo pisane.

Taka jak ci faceci. Te wredne skurwiele.
- Noo, ci niezdolni do wzruszeń faceci! - przytaknęła Kal znad tomiku Leśmiana. - Sami troglodyci, co do jednego.
Tak, każdy jeden. Co to w ogóle za gatunek jest, bo jestem pewna, że nie homo sapiens.

Chcą tylko jednego od życia: cielesnych doznań, hedonistycznego upojenia w seksualnej orgii, którą mają czelność nazywać miłością.
Taki Katon Starszy chciał też, żeby Kartagina została zniszczona, ale pewnie się przejęzyczył.
Zwłaszcza mnisi w zakonach i osoby aseksualne całymi dniami marzą o hedonistycznych orgiach. A kobiety w tym czasie oddają się wzniosłym i romantycznym marzeniom oraz pracy intelektualnej. Tylko i wyłącznie.

Co właściwie znaczy to tak nadużywane przez wszystkie marne ludzkie egzystencje słowo?
Gdzie konkretnie ludzie z otoczenia narratorki mają egzystencje, w dodatku gadające? Zaczynam podejrzewać, że to relacja z innej planety.
Egzystencje są marne - i cóż, tę marność tu przynajmniej rzeczywiście widać.

Każdy ma własną koncepcję miłości. Za jednym terminem skrywa się mnóstwo pojęć, tworzących wspólnie obszar nieoznaczoności semantycznej.
Semiotyk spojrzał narratorce przez ramię i zapłakał.
Te, narrator, bo jak ci zrobię analizę strukturalistyczną, to ci wszystkie signifiant i signifié do tyłka pouciekają, a parole zrobi ci z langue dyskurs średniowiecza.

Czy tylko ja sama wiem, jak wiele znaczyć może to elementarne pojęcie? Nie, ja też tego nie wiem…
Damn, a byliśmy tak blisko! Teraz ludzkość nigdy się nie dowie.
Słownik PWN: elementarny «najprostszy i zarazem podstawowy»
Szkoda, że narrator nie rozumie znaczeń pojęć, których sam używa.

Co to tak NAPRAWDĘ jest miłość?
tumblr_m5sjbhrva51rqhhsjo1_500.jpg

Ale ja chociaż zdaję sobie sprawę ze złożoności tego zjawiska, a inni?
Oczywiście, że zdajesz! W końcu masz czterdziestkę na karku, za sobą szereg skomplikowanych związków i niepełnosprawne dziecko, oh wait.

Ludzie… Żałosny gatunek.
Zawsze możesz się wypisać. Słyszałam, że zombie prowadzą nabór.
Możesz też uciec do lasu i żyć z wilkami. Może ci być nocami nieco zimno w zadek, ale ty na pewno jesteś ponad takie przyziemne niedogodności?

Wszyscy mówią “kocham cię” i każdy ma na myśli coś innego.
Dlatego zawsze dobrze jest wyrażać się precyzyjnie. Ja na przykład mówię "kocham cię jak stabilne wifi na uczelni" albo "kocham cię jak autosave'a przed ważną rozmową z NPC" i wtedy wszystko jest jasne i klarowne.
A ja, jak mówię “kocham cię” - to tak naprawdę mam na myśli “zrób mi zupę grzybową!”

I nawet nie zauważają, ze się nawzajem nie rozumieją. Kocham cię, kocham cię, a ty? Ty też mnie możesz kochać, tylko że w innym sensie.
Bo ja ten sens już sobie zaklepałam! Idź wybierz własny, semantyczny uzurpatorze ty.

Polisemiczność i wieloaspektowość tego zjawiska przekracza zdolności aprehencyjne tych marnych ludzieńków, których umysły są zbyt ograniczone na to, aby operować wystarczająco skomplikowaną siatką pojęciową do tego, żeby ogarnąć tę wyabstrahowaną z samej siebie abstrakcję, jaką jest miłość.
tumblr_inline_n3jensy1FO1qb75fh.gif
Wow, jakie długie słowa! Tyle sylab! Powinnam być pod wrażeniem, ale nie jestem - ale nie wyłącznie dlatego, że zostały użyte, by ładnie opakować tak subtelną myśl jak "ludzie są za głupi, żeby to zrozumieć". Dlatego, że słowo "aprehencyjne" nie dość, że nie istnieje, to w dodatku jest pozbawionym sensu anglicyzmem utworzonym z błędnie rozumianego "apprehensive", które znaczy raczej "spostrzegawczy", "pojętny". Również dlatego, że wyrażenie "wyabstrahowana z samej siebie abstrakcja" jest semantycznie puste, czyli po prostu nic nie znaczy.
Podsumowując: siadaj, dwa.
Mówiłam, że jej signifiant się do tyłka dobierze. Prorokini ze mnie!

Czy raczej słowo miłość.
Ach, więc według ciebie wieloaspektowe i nieuchwytne jest nie signifié, lecz tylko signifiant? A cóż takiego skomplikowanego jest w słowie? To tylko ciąg znaków graficznych, może być frapującym zagadnieniem dla typografa. You fail at structural semantics, my dear.
230px-Ferdinand_de_Saussure_by_Jullien.png

What is Love? I po co mi te całe studia, skoro muszę żyć pośród semiidiotów, którzy nie są w stanie dostrzec swojej ograniczoności?
Ale to w znaczeniu "półidiota" czy "idiota nieogarniający semiotyki"? Bo jeśli to drugie, to mam już jedną kandydatkę.
Poza tym zawsze możesz iść na MIT, kochanie, tam z pewnością poznają się na twoim geniuszu.

Banda nieczułych troglodytów. Po cóż mam się uczyć tych wszystkich obco brzmiących słów, jak interakcja, autoteliczność, ekwilibrystyka, entymemat…?
Fakt, po coż? Żeby zadawać szyku w opku ksiopku? Bo przecież nie po to, żeby używać ich zgodnie ze znaczeniem. Do tego należałoby najpierw mieć przemyślenia tak złożone, żeby wymagały podjęcia dyskursu akademickiego.
Jak to po co? Żeby obiekt małe a był z ciebie dumny!

Co dzień ta sama zabawa się zaczyna… Chcę rozbić taflę szkła, a ona się ugina. I tam są wszyscy, a naprzeciw… ja”[2].
Dlaczego muszę odczuwać taki dystans? Dlaczego nie potrafię się przebić na zewnątrz do wspólnej dla wszystkich rzeczywistości?
Czyli znajdujesz się gdzieś poza rzeczywistością? Pozdrów ode mnie Wielkich Przedwiecznych.
You're off the edge of the map, mate. Here there be monsters.

Która wprawdzie jest jedynie intersubiektywnym konstruktem ludzkich świadomości, dającym tylko iluzję obiektywności, ale jakże to wiele w porównaniu z moją przeintelektualizowaną alienacją.
Słowem - kluczem twoich problemów jest "przeintelektualizowanie". Oraz "pretensjonalność". Jak również "piętnaście lat" - nawet jeśli nie metrykalne, to z pewnością duchowe.
A ja tak patrzę, patrzę i patrzę - i zaczynam myśleć, że chyba naprawdę wolę kość bawołu niż tę bohaterkę.

Jestem ekscentryczną egocentryczką i sama sobie szkodzę, tworząc wokół siebie świat utkany z marzeń, w który otulam się dla odnalezienia odrobiny spokoju i … Rozkoszy.
Nie będę cię oceniać, partner swoją drogą, ale wszyscy lubimy czasem pofantazjować. ^^
Rozumiem, że chodzi tu o jouissance w znaczeniu lacanowskim?

Spowita we własne ideały przemierzam prawdziwą rzeczywistość wszystkich ludzi.
Prawdziwa rzeczywistość. Ontolodzy zaglądają narratorce przez ramię i płaczą.
Chyba że chodzi o “realne” skontrastowane z symbolicznym i wyobrażeniowym. (Wujcio Lacan zagląda przez ramię i chichocze nerwowo.)

Stykam się w tramwaju z obcymi sobie jestestwami i odczuwam potęgujący się ból wyobcowania.
Ja też się nie lubię stykać z obcymi jestestwami w zbiorkomie, ale nie zawsze uda się trafić na nieprzepełniony autobus.

Na chwilę strumyczki ich osobowości  przecinają się z moją zdekomponowaną, hermetyczną osobowością mizantropki.
Spróbuj przyciszyć sobie telepatię, osobowości powinny się już tylko lekko przesączać. A na zdekomponowaną osobowość rób okłady z psychologii głębi.
Jak czytam takie zdania, z takim ciągiem myślowym, takim wyrażeniem ideologii, to mam ochotę zrobić sobie bransoletkę z napisem WWBD - what would Bachtin do?

Ach, te spotkania mikroświatów… Robię głośniej discmana (hipster much) i zaciskam usta, aby nie wydarł się z nich żaden krzyk… Ani szept.
Najlepiej jednak przyciszyć discmana.
Albo załóż sobie kaganiec.


Liczę minuty, liczę przystanki, ludzi wchodzących do tramwaju. Lubię tramwaje. Przypominają metro.
Noo, tylko są na powierzchni. A znowuż pociągi są jak metro, tylko na długie dystanse. A bryczki…
A samolot to też jak metro, tylko że w powietrzu i nie ma po drodze przystanków.

Ten symbol nowoczesnej cywilizacji.
Hehe, tylko dla Polaków. Na Zachodzie jeździli metrem już w drugiej połowie XIX wieku, więc tyle w tym z nowoczesnej cywilizacji co w silniku parowym.
Cicho, może to ten typ bohaterki, która w fotografii wciąż uznaje tylko dagerotypię.

Powiew Zachodu. Oddech symbolicznych analityków znad Tamizy, Sekwany, Missisipi…
Nie wiem, jacy symboliczny analitycy chuchają na narratorkę znad Missisipi i co mają wspólnego z metrem, ale musi to być naprawdę jadowity wyziew.
Dyszą jej przez ramię i płaczą.

Na tej zmrożonej lodem intelektualnego zastoju polskiej ziemli.
a_560x375.jpg

I nie dziwię się już niczemu, prócz ich zdziwienia.
Tych analityków znad Missisipi?
Ona się tak pięknie dziwi
I ciągle wszystkim zaskoczona
W zdziwieniu swym aż traci siły
Lecz dalej jeszcze jest zdziwiona!

I nie słucham już nikogo, tylko siebie, bo muzyka to ja.
Zgaduję, że panna ma w tym discmanie własne wykonanie IX Symfonii w aranżacji na cymbały (brzmiące).
Aaaaa, to może o niej pisał Jasieński “Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole, przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa…” Nawet to do niej pasuje! Bo wyobraziłam sobie taki klucz wiolinowy popierdalający po ulicy.

(...) Jestem tak nieskończona tu w środku, kiedy spoglądam w głąb siebie. Tak niewyobrażalnie symbolicznie  totipotencjalna.
Możesz się symbolicznie rozwinąć w dowolny rodzaj komórek? A rozważałaś kiedyś, żeby oddać się cała na narządy?
Nieskończona w środku? Ona jest jak TARDIS, tylko bardziej?

A jednak mieszczę się w tym tramwaju i zajmuje nie więcej miejsca niż inni.
A ci inni nie są symbolicznie totipotentni, oczywiście. Oni są ograniczeni i niczyje strumyczki im się nie przesączają.

Z pozoru, jestem pozorna.
A z wyglądu wyglądam jak wyglądam.
Raczej - z pozoru wygląda na coś innego, niż jest w rzeczywistości. Ale weź i zgaduj, kim ona jest w rzeczywistości, skoro padła informacja, że jest muzyką większą w środku.

Taka jak oni. Taka jak wy. Nie… Śmiech – słyszę swój własny stłumiony śmiech, kiedy bodaj pomyślę o tym jak bardzo takie przyrównanie jest mylące.
No gdzieżby, mój ty płateczku śniegu!

Nie wolno przyrównywać, można co najwyżej porównywać. „Każdy inny, wszyscy równi”- czy to nie takimi napisami obwieszają się te głupie brudy?
Narratorko, nie wiem, co ty robisz ze zużytymi gaciami, że ogarnęły już podstawowe prawa człowieka i metody wizualnych ekspresji abstrakcyjnych idei, ale może lepiej byłoby jednak robić pranie nieco częściej.

Jakie to naiwne. Nie jesteśmy równi. Bo gdybyśmy byli, to oznaczałoby to, iż istnieje jakaś sprawiedliwość, a przecież niczego takiego nie ma.
Logik spojrzał narratorce przez ramię. Zaczynało brakować chusteczek.
Nie ma sprawiedliwości. Jest tylko Foucault, zimno i halucynacje z niedożywienia.

Oczywiście mam na myśli zobiektywizowaną sprawiedliwość doczesną, nie zaś transcendentną, bo taka może nawet istnieć, tylko że my tu na naszej Kuli nigdy się tego nie dowiemy. Agnose… Ignoramus et ignorabimus.
latin-exam.png

Tramwaj dociera w końcu na docelowy dla mnie przystanek. W tej poszczególnej chwili zauważam, że coś mnie na krótki moment połączyło z pozostałymi pasażerami.
Błagam, poszczególne to mogły być przystanki mijane po drodze. Chwila była zaledwie szczególna.
Ciekawe co ją połączyło, tęczowy promień miłości?

Ten przystanek dla nich również jest docelowym. To pętla, tramwaj dalej już nie jedzie. A więc wola wszystkich znajdujących się w nim osób, czyli wola każdej z nich z osobna przybiera podobną postać na tę krótką chwilę wysiadania z pojazdu. Wszyscy nagle robią to samo, tak zgodnie, jakby się umówili.
Bo się umówili, moje ty spostrzegawcze i przenikliwe stworzonko. Umowa społeczna zakłada, że gdy środek zbiorkomu dociera na ostatni przystanek, trzeba wysiąść. Magia!
A nie spiseG? Kurczę, a już miałam nadzieję.

Ale się nie umówili. Gdyby spróbowali to zrobić, doszłoby do kłótni. Jak zwykle wśród Polaczków. Żałosny naród.
Ależ kochanie, obecność nieobowiązkowa!
Bo ona to przecież wzór zgodności i tolerancji oh wait...

Wtedy nie wyszliby tak zgodnie z tego tramwaju.
Przestaje o tym myśleć, wysiadając tak, jak inni, i wsłuchując się w muzykę Tatu. Show me love, show me love…[3] One jakby też wiedziały… Że to nie takie proste z miłością. Pokaż mi miłość, skoro mnie kochasz! No dalej, ty skurwielu! Show me love… Aż zapragnę jej naprawdę.
- Ale po co pokazywać miłość osobie, która naprawdę jej nie pragnie? - zaszlochał logik. Ontolodzy poklepali go po plecach. De Saussure wywalczył ostatnią chusteczkę i schował się w kącie.
A Freud zacukał się smutno i zaczął coś mruczeć o zasadzie przyjemności.

Pokazałaś mi coś z tego, kochanie… Droga przyjaciółko. Ty mnie rozumiesz, kiedy tracę pieniądze na zakup oryginalnej płyty Tatu. Ty nie mówisz, że gdybym była normalna, tak jak WSZYSCY, to ściągnęłabym to sobie z netu.
Faceci nie potrafią nas kochać, tak jak my ich.
Oczywiście że nie! Wiadomo, to tylko takie narośle na penisie.
I każą nam ściągać muzykę z torrentów. Dranie.

To niesprawiedliwe… Znowu śmiech. „Sprawiedliwości nie ma, głupi ten, kto jej szuka”- jak rzekł mój profesor od stosunków społecznych. Miłość to też stosunek społeczny, między innymi.
Noo, straż miejska ma nawet na to paragrafy.

Ale to nie wszystko. Miłość to wiele innych aspektów, których socjologia nie uchwyci.
Idę na uczelnie.
Trzy naraz, taka jestem zajebista.
Szukam powiązań między tymi trzema zdaniami, ale nie da się, no nie da.

Czeka na mnie kolejny cotygodniowy zestaw wykładów. Taki set, jakby powiedział któryś z tych pyszałkowatych samców, z którymi muszę się stykać na każdym kroku.
Oczywiście jest to nawiązanie do klasycznej socjolingwistycznej pracy R. Lakoff "Language and Woman's Place" opisującej różnice w posługiwaniu się językiem przez kobiety i mężczyzn. W żadnym razie nie chodzi o prymitywną mizoandrię.

A czas mija, w miarę jak  stawiam kilka, naście, set, tysięcy kroków na przeglądającej się nieustannie w Księżycu Ziemi.
Ja nie wiem, ona idzie na zajęcia czy na Alaskę?

W końcu docieram do budynku uniwersytetu. Przychodzi owłosione coś w wypłowiałym płaszczu, aby poprowadzić wykład.
...Castiel?
John Constantine zamieniony w goryla?

Doktor habilitowana Drudzka. I ona się uważa jeszcze za kobietę.
No nie, skarbie. Taka przenikliwa, taka wyedukowana, taka wyabstrahowana ze społecznych norm - i ty mi tu teraz nakurwiasz z patriarchalnego konstruktu kobiecości opartego na męskim spojrzeniu? Simone de Beauvoir is judging you.
MTE4MDAzNDEwNDk3MjA5ODcw.jpg

Góra pofałdowanego tłuszczu w nie_zadbanej oprawce z kilku niemodnych szmat zwieńczona szczytem brzydoty w postaci owłosionej twarzy z okularami na czymś, co kiedyś było nosem młodej pięknej kobiety.
Och, bo cóż z tego, że ma tytuł doktora! Jest otyła, więc nieatrakcyjna dla mężczyzny, więc jej życie nie ma sensu. Dobrze odgadłam twój tok rozumowania?
Przepraszam, czy ja mogę wziąć i wyjąć ten pannicy głowę z tyłka? A potem wsadzić z powrotem. Do tyłka, powiedzmy, nosorożca.
Daj spokój, co ci nosorożec zawinił.

I po to się żyje? Gdzie jest pani miłość?
Prawdopodobnie w domu, robi obiad, albo wyrabia PKB w jakiejś innej pracy. Albo tkwi w książkach/filmach/malarstwie olejnym. A nie, czekaj, jest gruba, więc niezdolna do miłości, dobrze rozumiem?
Gruba, więc nikt jej nie chciał. Tak, z tego bije taki humanizm, takie czyste oświecenie, taka wrażliwość społeczna!

Gdzie ideały, wrażliwość estetyczna, godność?
Ludzie, których narratorka postrzega jako nieatrakcyjnych fizycznie nie mają godności. Autorzy Konwencji Praw Człowieka zaglądają narratorce przez ramię i dołączają się do stworzonej przez feministki zrzutki na chusteczki.

Ale tam w środku jeszcze tli się życie,
- powiedział Lestat do gnijącego trupa po zatańczeniu z nim walca.
Albo student, patrząc na materac, na jakim przyszło mu spać.

które czasem manifestuje swój bunt jakimś przejawem stłumionej błyskotliwości.
Siadam w ostatnim rzędzie, żeby nie widzieć jej zbyt wyraźnie.
No tak, jeszcze zarazisz się tytułem naukowym!
Ja zrozumiałam, że nie chce widzieć błyskotliwości. No cóż, to jedno jej na pewno nie grozi.

52 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jezu, biegunka słów przy obstrukcji myśli, jak to mówi moja mamusia. ;____;

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że to coś, co pisze te pamiętniki nie deklaruje się jako feministka. D:

Borówka pisze...

Kurka, czegoś takiego to się nie spodziewałam. Gdybym miała przeczytać choćby akapit tego opka bez Waszych komentarzy, to bym zrezygnowała po pierwszym zdaniu :P

Ymel pisze...

Jestem przerażona tym, że to coś zostało wydane. Przerost formy nad treścią, a gdy już treść się skondensuje do cholerstwa zdatnego do zrozumienia to się okazuje, że to jeden wielki bullshit, od którego dostaje się rozstrojenia nerwowego (i być może też żołądkowego...) oraz zaczyna odczuwać niesamowitą chęć mordu na aŁtorce. To coś jest bolesne. D: Bardzo mocno bolesne. Wasze komentarze pomagają przetrwać, ale to coś powinno zostać spalone na stosie razem a aŁtorką. Szkoda biednego papieru, który został na to zużyty...

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Och...czemu takie króciutkie? Uchachałem się już na wstępie!

Anonimowy pisze...

"Bo się umówili, moje ty spostrzegawcze i przenikliwe stworzonko. Umowa społeczna zakłada, że gdy środek zbiorkomu dociera na ostatni przystanek, trzeba wysiąść. Magia!"

Ja raz nie wysiadłam. Tak bardzo buntowniczka ze mnie, ha! ;P

Babatunde Wolaka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Babatunde Wolaka pisze...

Jako motto tego komentarza przytoczę fragment pracy zaliczeniowej kumpla mego: "Absolutyzm i nieskończoność człowieka w pierwszym rzędzie określa się jego rozum jako realną formę ducha absolutnego".

Powiem krótko i na temat: nic nie kumam.

"Combo kursywa + cudzysłów sprawia, że cytat staje się Większym Dwucytatem!"
Większym Ewidentnym Dwucytatem Średnio Około Półczworga.

"Taka jak ci faceci. Te wredne skurwiele.
- Noo, ci niezdolni do wzruszeń faceci! - przytaknęła Kal znad tomiku Leśmiana. - Sami troglodyci, co do jednego.
Tak, każdy jeden. Co to w ogóle za gatunek jest, bo jestem pewna, że nie homo sapiens."
Akurat dziś w "Wysokich Obcasach" materiał o Valerie Solanas (przypadek? nie sądzę), według której mężczyźni to istoty ułomne, bo urwało im od chromosomu.

"Taki Katon Starszy chciał też, żeby Kartagina została zniszczona, ale pewnie się przejęzyczył."
"Kartagina" brzmi jak całkiem zgrabny eufemizm. A w każdym razie daje się łatwo zrymować.

"Polisemiczność i wieloaspektowość tego zjawiska przekracza zdolności aprehencyjne tych marnych ludzieńków, których umysły są zbyt ograniczone na to, aby operować wystarczająco skomplikowaną siatką pojęciową do tego, żeby ogarnąć tę wyabstrahowaną z samej siebie abstrakcję, jaką jest miłość."
To brzmi jak coś pośredniego między Witkacym a przemówieniem największego polityka z mojego hometownu.

"Jak to po co? Żeby obiekt małe a był z ciebie dumny!"
Nie wiem, co to jest obiekt małe a, ale za to wiem, gdzie leży Huta Stara B.

"Dlaczego muszę odczuwać taki dystans? Dlaczego nie potrafię się przebić na zewnątrz do wspólnej dla wszystkich rzeczywistości?"
To Czarny!!! Zawołajcie al'Thora!

"Prawdziwa rzeczywistość. Ontolodzy zaglądają narratorce przez ramię i płaczą."
Buddyści też.

"Nie wiem, jacy symboliczny analitycy chuchają na narratorkę znad Missisipi..."
Tacy jak ten?

"Ignoramus et ignorabimus."
Widłatus gnojatus nakładatus.

Monika pisze...

Jeszu, jak ktos mógł to wudać??? Serce płacze, jednocześnie, gdy czytam waszą analizę rechocze, jak głupie :D Bez alko nie dałoby się tego przetrawić :( Wy, jak zawsze rozwalacie system :)

Anonimowy pisze...

Ojej, za krótko! Kwik radosny, szczególnie przy kawałkach dotyczących teorii literatury i biednego nosorożca. Ciekawe, gdzie się takie wielkie umysły jak ten chowają? Strach się bać, że toto może grasować sobie po ulicach i nienawistnym wzorkiem samotnej marysue mierzyć człowieka w tramwaju...
Zdecydowanie jestem ciekawa, dokąd zagalopuje nasza boHaterka. (Poza krainą bełkotu i marysuizmu, gdzie przebywa od dawna).

I żeby zostało po tym coś konstruktywnego - https://www.fanfiction.net/s/4958673/1/Ksi%C4%99%C5%BCycowe-Po%C5%9Bwi%C4%99cenia Fanfik do Sailor Moon (odświeżamy, w końcu Crystal cały czas na antenie), w którym mamy do czynienia z koszmarną stylizacją, galopują młódki, dziwny zapis oraz brak gramatyki. Sens też momentami umyka. Myślę, że warto rzucić na to analizatorskim okiem.

Anonimowy pisze...

Przybyłam, przeczytałam i... zwątpiłam. Gdyby nie Wagę komentarze juz dawno próbowałabym powiesić się na moich słuchawkach. Analiza świetna. Dziękuję za te dawkę uśmiechu, który dzięki Wam gościł na mojej twarzy. I będzie jeszcze gościł pewnie pół nocy ;)
Pozdrawiam Dziewczyna Z Dziwnym Imieniem.
Ps. Uwielbiam Waszego bloga

Chiro pisze...

Czytając to zastanawiałam się czy aŁtorka rozumie w ogóle znaczenie słów, których użyła w swoim "dziele".
Ponadto wnioskuję, że aŁtorka musi mieć straszny ból dupy do świata i pewnie mieszka w jakiejś jaskini po środku ciemnego lasu i żywi się padliną.

"Robię głośniej discmana" - boCHaterka jest tak zajebista, że nie poszła do pierwszego lepszego sklepu AGD-RTV i nie kupiła sobie już gotowego discmana jak każdy normalny człowiek (bo w końcu uważa ludzi za jakiś niższy gatunek, tylko ona może być zajebista), tylko kupiła, albo lepiej, ZNALAZŁA części w jakimś śmietniku lub złomowisku i "na kolanie" w tramwaju sobie składa tego discmana. Skoro głośno to robi, to pewnie jeszcze używa jakiejś spawarki albo wiertarki.

karton realista pisze...

Wygląda mi to na twór neo-feministyczny, napisany bez zrozumienia ideologii, której miał dotyczyć; główną przesłanką prowadzącą mnie do tego wniosku jest galopująca mizandria i polityczny homoseksualizm.
Szkoda mi aŁtorki, ale z innej strony - pewnie jest tak głupia i nieczuła, że w to wszystko wierzy, więc chyba na to zasługuje.
Jedno z tych opek, które wywołują u mnie straszny ból głowy.

Anonimowy pisze...

Dziękuję Wam za tę analizę. Nie dość, że ubawiłam się setnie, to jeszcze dostałam powtórkę z teorii literatury. Nie ma to jak łączenie przyjemnego z pożytecznym.

Co do treści właściwej, to są takie (po)twory, które każą człowiekowi na nowo określić poziom ludzkiej głupoty. Ten koszmarek nieprędko zostanie pokonany. Nie dość, że styl koszmarny, to to co wypłynęło z treści przyprawia o mdłości.


Jako materiały do przyszłych analiz polecam jedno martwe opko "klasyczne":http://academy-hetalia.blog.onet.pl/ oraz ksioopko "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem" Abigail Gibbs.

Ejżja

Anonimowy pisze...

Boru takie twory muszę z przerwami czytać bo się nie da...
Błagam nie analizujcie tego dalej. Od tego mózg się w budyń zamienia.

Wizualizuję sobie autorkę jak na lekcji polskiego między kolejnymi wysłanymi smsami (w końcu jest tak zajebista że szkoła jej do niczego nie potrzebna, nauczyciele to jej powinni buty lizać, a te dwóje to wina złego systemu nauczania) słyszy jakieś trudne słowo, sprawdza je w googlu, a później wczepia je w opko i śmieje się jak Frankenstein.

Anonimowy pisze...

A to to przypadkiem nie aŁtor napisał? Znaczy się, rodzaju męskiego?

Anonimowy pisze...

Albo autorka ma męskie imię, albo... to jednak facet - niejaki Eryk Edwardsson.
Zbierał(a) na wydanie książki na 'Wspieram to' - https://wspieram.to/2215-pamietnik-lesbijki.html. Całe szczęście zbiórka się nie udała :).

Anonimowy pisze...

Ałtor! Stereotypowość tego opeńka mnie dobija - jak lesbijka to oczywiście wredna zgorzkniała pseudofeministka, która będzie namiętnie słuchać TATU. A to dopiero pierwszy rozdział...

Anonimowy pisze...

http://ask.fm/pamietniklesbijki

"Nati, główna bohaterka, a zarazem niezwykle krytyczny i przenikliwy narrator, to postać uwikłana w sprzeczności. Wzorowa i pilna studentka socjologii, która nocami zanurza się w świat imprez, alkoholu i przygodnych znajomości.
Pomimo niezwykłej inteligencji oraz szerokiej wiedzy, Nati nie potrafi dostosować się do otoczenia. Jej przeintelektualizowany sposób myślenia tworzy wokół niej obronny mur, chroniący ją przed upiorami codzienności. Ceną za to jest wyalienowanie i dojmujące poczucie niedopasowania."

Merysujeczka z gatunku emozbuntowanych jak nic! :D

Anonimowy pisze...

My tu się śmiejemy, a mi to przypomina historię debiutu Doroty Masłowskiej („Wojna polsko-ruska” – jakby ktoś nie teges ;)). Na początku wieszali na niej psy z prawa i z lewa, odżegnywali od czci i wiary, a potem... Łup! Paszport Polityki i nagroda Nike...
Do dzisiaj ludzie się dzielą na tych co jej nienawidzą i uwielbiają, a pośrodku trochę próżnia. Tu może być podobnie – książki jeszcze nie ma w księgarniach, a już z jednej strony wielkie love (fanpage na 30 k fanów), a z drugiej siarczysty hejt :D

Nefariel pisze...

Dobre, ale mało. Z drugiej strony - w większych ilościach nawet pod postacią analizy mogłoby okazać się całkowicie niestrawne.

W odpowiedzi na komentarz Kartona - z feminizmem, nawet najpłycej i najbardziej stereotypowo pojmowanym, ten potworek nie ma nic wspólnego. Mniejsza z tym, że prawdziwy feminizm wyklucza mizoandrię, spójrz na ten obrzydliwy opis babki od zajęć. Poza tym fanpejdż lajkuje masę obrzydliwych stronek typu "Suko, pokaż cycki". Gdybym ja pisała książkę o lesbijkach, starałabym się raczej nawiązać współpracę ze stronami o tematyce LGBT i feministycznej, ale ja w ogóle jestem jakaś dziwna.

I między innymi dlatego sądzę, że aŁtorem jest jednak chłopiec, a nie dziewczynka, która chce być bardziej tró. W oczy rzuciło mi się też napomknięcie o TATU. Trócyniczne lesbijki nimi MROKGARDZĄMROK(C), te normalniejsze, jeśli ten rodzaj muzyki do nich przemawia, na pewno nie traktują ich jako podkładki do pseudofilozoficznych rozważań, tylko jako muzykę rozrywkową.

Anonimowy pisze...

"strumień świadomości" w opisie na blożku, lysie z tym miała coś wspólnego?

Anonimowy pisze...

Weszłam na tego bloga i... CO JA CZYTAM? http://pamietnik-lesbijki.blog.onet.pl/2014/08/25/czy-mezczyzna-moze-byc-lesbijka/

Cece TheWitch pisze...

Ostatnio na łacinie tłumaczyłam zdanie którego sens był mniej wiecej taki "każdy kto pisze książkę znajdzie kogoś kto ja przeczyta"...powiem tak.podchodzilam to tej notki trzy razy i gdyby nie przymus siedzenia w kiblu nie przeczytalabym tego nawet. Waszymi komentarzami

kodama pisze...

Omujeju, jak mnie to zmęczyło!
A potem odwiedziłam blogaska i załamałam się komentarzami oraz ogólną oprawą. Jestem w szoku, że homoseksualizm.org.pl objął toto patronatem. Natomiast w komentarzach autor(ka/ki/zy?) twierdzą, że nie ma podstaw do twierdzenia, iż ten tekst to czysta grafomania.
A ten wstręt do otyłej wykładowczyni to już zupełnie mnie zatkał i załamał.

Jestem pełna podziwu, że wzięłyście to na warsztat i do tego tak merytorycznie. Ja bym się chyba nie podjęła, bo moja przygoda z semiotykami i strukturalistami była bardzo pobieżna. Nie wyłapałabym wszystkich tych tropów.

Natomiast ten wstręt boChaterki do świata można w sumie postrzegać w charakterze abiektu (Julia Kirsteva now and foreva!), można też zahaczyć o koncepcję męskiego spojrzenia Mulvey, tak myślę...

Annorelka pisze...

Zanalizujcie to podlinkowane przez anonima opko z Sailorkami, jest takie OOC, że aż się prosi. :D
Inna rzecz, ze z Sailor Moon trudno znaleźć fanfika, który nie zmienia charakteru postaci, ale inne są przynajmniej lepiej napisane...

Anonimowy pisze...

<Po cóż mam się uczyć tych wszystkich obco brzmiących słów, jak interakcja, autoteliczność, ekwilibrystyka, entymemat…?

...gdy na końcu, na katedrze pojawi się Baba z Brodą?

AŁtorka jest wysublimowanym ekstraktem Polonistycznego Koła Naukowego, ale skoro dojeżdża tramwajem do pętli, a potem dyma pieszo, to pewnie studentka UKSWordu. Nie mylić z Oxfordem.

Tam takich dziwoludków jak szuflą ładować.

Niemand Imnetz pisze...

Tak bardzo musze napisac do tego parodie. Bedzie metro, smierdzacy faceci, ontologiczne popluczyny po Heideggerze i wykladowca-Neandertalczyk. I oczywiscie lacina z Pieselem!

Anonimowy pisze...

Gdyby to nie było wydane drukiem to byłabym pewna, że to jakaś prowokacja. O.o

Anonimowy pisze...

Cóż, prawdziwa mądrość to cienka linia między banałem i bełkotem. Nie każdemu udaje się zmieścić.
Swoją drogą - nie robi wrażenia to, że protagonistka chyba obraża każdego, kogo się da; wrażenie robi ten "mimochód"...

Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

Anonimowy pisze...

To było tak złe, że nie mogę się pozbierać.
Dziękuję wam za analizę, bez niej ta... twórczość byłaby nie do zniesienia.

Dracena pisze...

Kurczę, czy tego nie pisał przypadkiem facet? O: Google mówi o jakimś Eryku Edwardsson'ie...
W każdym razie samobójca z niego, powiadam :D że się reklamować próbował na PLUS'ie xD

A analiza jak zwykle genialna. Dziękuję, że jesteście :)

Anonimowy pisze...

Facet faktycznie, ale jak się czyta to ma się wrażenie że brał lekcje u naszych kochanych autoreczek, tylko ktoś mu ortografię poprawił.

Jeśli zabrać się za czytanie tej analizy bez wgłębiania się w szczegóły jej powstania, to spokojnie można stwierdzić, że jedną z autoreczek mocno poniosła ułańska fantazja. :P

Prz czym miałam podobne odczucie przy analizach tekstów Pani Michalak. Czytając tekst myslałam "o boru szumiący co to dziewcze ma z głową, oh wait... przecież to aUtorka i ktoś takie paskudztwa wydał w wersji papierowej..."



Jestem za Sailor Moonami! :D

Gayaruthiel pisze...

Wincyj, wincyj! Cudownosci :D

Anonimowy pisze...

Skoro deklarujecie, że czytacie każdą propozycjęcję to sprawdźcie to:
http://slender-i-ja.blogspot.com/2013/03/hej-mam-na-imie-eliza-i-od-dawna-pisze.html?m=0
Opko jest niezmiernie głupie, więc będzie się nadawać :)

Pozdrawiam,
Jusle

Anonimowy pisze...

Żesz w pysk testrala... XDDDDDDDDDD

Dobrze wam zrobiła ta przerwa, dziewczyny! Jest pięknie! I jest MOC! :D

Swoją szosą zastanawiam się - może ten bełkot to jakaś prowokacja jest? No bo nie mogę ogarnąć, by ktoś to na serio pisał. Serio. Pojmę elfiego łucznika, pojmę kamienny jedwab Snape'a... tego ni choinki chyba nie pojmę.
Czekam na dalszy ciąg. Od wieków tak się nie uśmiałam. XDDD

thingrodiel

Anonimowy pisze...

Nie będę bawiła się w wyszukane formy i napiszę w krótkich, żołnierskich słowach: mam ochotę sprać aŁtorce/aŁtorowi ryja. Za "Polaczków", za "zgniły naród", za sranie we własne gniazdo, za obrzydliwy seksizm, za ocenianie ludzi wyłącznie po wyglądzie i za obsesję na punkcie wyrażeń, których znaczenia nie rozumie. To tyle, pozdrawiam analizatorki i czytelników.

Inga

Anonimowy pisze...

Franciszek Fiszer zaglada narratorce przez ramie i placze. A potem zadaje pytanie zasadnicze

No dobrze, proszę pani, ale czy chaotyczne kombinacje efemerycznych pryncypów są w stanie zdeterminować neutralną cywitatywę absolutu dobrego i złego, czy nie są w stanie? Bo od tego ostatecznie wszystko zależy....

karton realista pisze...

Ależ ma to wiele wspólnego z neo-feminizmem, czyli panią Watson, Sarkeesian i panem Myers.
I nie ma co się tłumaczyć "to nie prawdziwy feminizm", bo to jest feminizm, tyle, że rozumiany inaczej.
Jeśli ktoś jest zabobonnym konserwatystą i nie wierzy w Boga, to nadal jest ateistą, mimo, że ja jako ateista nie chcę się z nim asocjować.
Mówiłem też o niezrozumieniu ideologii, którą próbuje w jakiś sposób wprowadzić w opko.

Anonimowy pisze...

karton realista:
"Ależ ma to wiele wspólnego z neo-feminizmem"

Nie. Nie wiem, jak reszta tekstu, ale fragment, który przeczytałam powyżej, nie ma z feminizmem ani jednego punktu przecięcia. Owszem, istnieją różne nurty feminizmu, ale ich najbardziej podstawowe założenie to "Chcemy równego traktowania kobiet i mężczyzn", a nie "Nienawidzimy wszystkich, a zwłaszcza mężczyzn i brzydkich kobiet".

"panią Watson, Sarkeesian i panem Myers."

Panem Myersem, to nazwisko się odmienia. A Sarkeesian... to Anita? Nie ogarniam, jak można wymienić ją obok autora/ki tego tekstu. W przeciwieństwie do tego phoebe, ona zna się na tym, o czym mówi, i rzeczywiście grała w te wszystkie gry.

Anonimowy pisze...

Mistrzowsko to panie załatwiliście, ale z drugiej strony, zostawić to cholerstwo i nie czynić tak wybitnie żałosnych rzeczy sławnymi? :P

Deni Len pisze...

Przy czytaniu początku poczułam się jak prymityw, bo za nic nie mogłam zrozumieć słów, których "wielce wszechwiedząca" autorka użyła. D:

Miss Derisive pisze...

Jakieś paręnaście lat temu moja koleżanka otwarła Słownik Trudnych Słów i wypisała kilka z pierwszych stron wraz z opisami. Przez okrągły dzień do każdego zdania wciskałyśmy te słówka. Z tego też powodu większość trudnych słów, jakie wówczas znałam, zaczynała się na A.

Mam bardzo poważne wrażenie, że na podobnej zasadzie aŁtor/ka władował/a maksymalną ilość trudnych słów do tego tekstu, nie troszcząc się o sens całości.

I to zostało wydane?... Już myślałam, że jakaś znudzona studentka językoznawstwa urządziła prowokację w ramach powtórki do sesji...

Anonimowy pisze...

Nawet Slendermana nie oszczędzono... No ale creepypasty od zawsze miały coś wspólnego z opkami... Współczuję slendermanowi, znosić marysujkę... (jeśli to zanalizujecie, zapoznajcie się wcześniej z prawdziwą legendą miejską rodem z something awful)

Annorelka pisze...

Ach, i jeśli zdecydujecie się na Sailor Moon to służę konsultacją. :)

Anonimowy pisze...

Dobra robota, dziewczyny, skopcie dupe nieukowi! I jeszcze sobie gebe wyciera LGBT ...

Croyance

zielony_slon pisze...

Borze, borze, jakie to jest złe ;__;
Zobaczyłam stronę tej "książki", a tam nie dość, że tłum rozentuzjazmowanych komci, to jeszcze patronują tej pomyłce literatury homoseksualizm.org.pl i fabryka równości. Nie wierzę, żeby ktokolwiek stamtąd to przeczytał, (a raczej mam taką nadzieję) no chyba że w trakcie bohaterka przeżywa transformację i przestaje być pretensjonalną i egocentryczną bucką, a fabuła nabiera sensu.

Anonimowy pisze...

"Oczywiście mam na myśli zobiektywizowaną sprawiedliwość doczesną, nie zaś transcendentną, bo taka może nawet istnieć, tylko że my tu na naszej Kuli nigdy się tego nie dowiemy. Agnose… Ignoramus et ignorabimus."
Tak mi się skojarzyło. "Kula" to po chorwacku "wieża". A tutaj przypadek nawet użyty poprawnie został.

Nami pisze...

To coś naprawdę zostało wydane? Oo

Nami pisze...

Oesu. Jak dotąd najbardziej irytowały mnie głupawe opka, pozbawione opisów, czy uczuć, nie wspominając o wyszukanym słownictwie, jednak po lekturze tego czegoś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zmieniłam zdanie. Wolę proste słowa i jakiś zalążek historii, niż zadufaną w sobie laskę, która podnosi sobie samoocenę używając mądrych słów, bo przecież o mądrości i inteligencji świadczy ilość naukowych zwrotów, nie ważne, czy mają one sens. Ważne, że są. Tag.

Naprawdę ktoś to wydał?!

Anonimowy pisze...

To prawda, rzadko można znaleźć pożądną creepypastę. Tymbardziej boli mnie tak bezduszne potraktowanie Slendermana. No cóż, na wojnie z aŁtoreczkami nie ma zwycięzcy, są sami poszkodowani :(

Pozdrawiam,
Jusle

Anonimowy pisze...

MUJBORZE CO ZA GUNWO

To ksioopko to perełka w Waszym zbiorze, porównywalna do NAKWowego opka z SS Tokiohotelwaffe

Mam nadzieję ze autorka (założę się że tylko pseudonim jest męski) wtopiła w tą książkę wszystkie pieniądze i że nikt jej nie kupi ;).