sobota, 29 listopada 2014

Nie kupujcie butów w Londynie, czyli Bitwa o Obronę Piaskownicy cz. 2/2

Witajcie!
Dziś krótko, bo w analizowanym opku stężenie nudy osiągnęło dość zabójczy poziom. Nasza boCHaterka zjawia się w Londynie, a tam, jak wiadomo, może ją spotkać tylko jedna rzecz - wyprawa do sieciówki na zakupy! Oraz atak magicznego chujstwa, bo w końcu jesteśmy w opku fantasy.
Przygotujcie się na Michała Wiśniewskiego z ewidentnymi problemami dermatologicznymi, pioruny uderzające pod dachem oraz boCHaterkę, która nawet wisząc na jednej ręce na krawędzi dachu ma czas kontemplować kolor oczu Tru Lofa.
Miłego!



Widziała już w myślach swój nowy obrazek : Ona, w wielkim Londynie. Mama jej opowiadała, że jest on ogromny i łatwo się tam zgubić.
Bo przecież nie istnieją mapy, GPS w telefonie i ludzie na ulicy, których można spytać o drogę.
Ale można w swym hipsterstwie nie korzystać z tych możliwości.

Zabrała jeszcze odtwarzacz mp3 i mogła wyjeżdżać. Nie pamiętała ojca. A budyń śmietankowy wyjątkowo dobrze smakował z piernikami. Bała się, że go nie pozna. Pamiętała tylko tyle, że nazywa się Rayne River.
Internet i mail, przez który można wysyłać zdjęcia też najwyraźniej nie istnieją.

Powiedział, że będzie na nią czekał na lotnisku w Londynie.
To szalenie precyzyjne. A powiedział chociaż na którym?

- Sylwia spokojnie, przecież nie masz aż takiej złej orientacji w terenie - Pomyślała. Usiadła na łóżko. Położyła się i patrzyła na sufit. Nagle usłyszała stukania pazurów o podłogę. Od razu wiedziała kto to.
Człowiek-Pazur?
Velociraptory z Parku Jurajskiego znowu wlazły do kuchni.

Nagle wskoczył przede nią rudawo-biały kocur. (...) Był wierny jak pies.
Powiedzieć o kocie “wierny jak pies” - naprawdę, co za brak szacunku.

Chodził wszędzie za Sylwią, spał z nią i czuwał przy niej, gdy była chora. Zaczęła płakać, więc Hunter wylizał jej twarz.
3e8.jpg
(Może to naprawdę jest pies?)

[Dziewczyna żegna się z kotem, mamą i młodszą siostrą, po czym wsiada do taksówki.]

Po pewnym czasie byłam na lotnisku. Nie było ono zbyt duże. Stało tam kilka samolotów, które latały tylko po Europie.
Stały tam sobie znudzone, jak autobusy na dworcu.

Sylwia zapłaciła taksówkarzowi i zabrała swój bagaż. Było bardzo tłoczno. Musiała się przeciskać, ciężko było cokolwiek zobaczyć. Miała już zakupiony bilet.
No way. To biletów na samolot nie kupuje się już na pokładzie, bezpośrednio u pilota?
Małe lotnisko, a taki tłok? Ona jest pewna, że nie trafiła niechcący na targ?

Podeszła do bramek, gdzie sprawdzono jej bagaż i dokumenty. Po odprawie usłyszała:
- Za 10 minut odlatuje samolot do Londynu. – Mówił głos kobiety z głośnika.
Linie lotnicze postanowiły strollować pasażerów i nie zamykać odprawy, mimo że do odlotu zostało 10 minut.

- To mój! – Wykrzyknęła Sylwia.
Zaczęła biec jak struś pędziwiatr. Przepychała się byle tylko zdążyć. W ostatniej chwili weszła na schody prowadzące do samolotu. Usiadła na ogonie samolotu i zaczęła się zastanawiać, czy w tych samolotach zawsze tak zimno, wieje i trudno się utrzymać na miejscu wyciągnęła swój dziennik i rozpoczęła rysować swój dom i rodzinę.
Po kilku godzinach wylądowała.
Był to rejs do Londynu przez Bangkok.
Nie, po prostu jakimś cudem był to kurs obsługiwany przez PKP, więc przez dwie godziny stał w polu.

(...) Wyszła z lotniska i zaczęła rozglądać się po ulicy.
Lol, to ten tatuś nawet się na lotnisko nie pofatygował?

- Sylwia, tutaj! – Dziewczyna usłyszała niski głos. Podążyła za nim. Okazało się, że wołał ją mężczyzna .
Bo po niskich głosach zazwyczaj rozpoznaje się kobiety, prawda. Also, spacja przed kropką.
Przecież mógł ją wołać, na ten przykład, krasnolud.

Był wysoki i miał czarne włosy i zielone oczy.
- Dawno się nie widzieliśmy - uścisnął córkę.
Wow, kolego, niezły eufemizm na osiem lat.

-Wyrosłaś na piękną szatynkę. – Od razu zarzucił komplement.
W komplement złapały się dwie staruszki, trzy gołębie i uliczny grajek.
“Ale blondynka to z ciebie paskudna” dodał w myślach.

Twarz dziewczyny zmieniła kolor na czerwony. Nie wiedziała co odpowiedzieć i jak się zachować. Zabrał walizkę i pojechali samochodem. (...) Z zaciekawieniem zaczęła podziwiać każdy kąt Londynu.
Tatusiowi najwyraźniej nie spieszyło się do domu. Albo miał wyjątkowo złośliwego GPS-a.
Zrobił jej wycieczkę objazdową, to miło z jego strony.

(...)Rayne mieszkał na ulicy Oxford Street, gdzie była olbrzymia ilość sklepów, ale i korków ulicznych. Znajdował się też tam H&M!
Doprawdy, powiew luksusu.
Korki uliczne wisiały na każdej latarni i panoszyły się na parapetach okien. Nocami chowały się do studzienek.

Sylwia zaczęła rozmyślać nad tym co by sobie mogła kupić. Po chwili dotarli na miejsce. Nastolatka niepewnie wyszła z samochodu. Trzymała przy sobie swoją torebkę z drobiazgami. Ojciec wyciągnął walizki.
- Co ty tam masz? Kamienie czy co? – Zażartował. Uśmiechnięty spojrzał na córkę.
- Nie wiedziałam co mam zabrać, to wzięłam wszystko co mam – odpowiedziała najszybciej jak potrafiła, by tata nie zauważył jej zakłopotania.
A matka nie mogła jej w tym pomóc, ponieważ była koniem.

[Opis nowego domu, ciach. Dziewczyna rozpakowuje się i poznaje Dianę, przyjaciółkę ojca. Oczywiście idą razem na zakupy.]

Następnie poszły kupić buty w H&M. Diana kłóciła się ze sprzedawczynią. Sylwię interesowały sandały na wysokim i grubym obcasie. Były koloru fioletowego i granatowego. Spojrzała przez okno. Zobaczyła czarne niebo. Zaczął padać deszcz, chociaż, że nie było chmur ani poprawnej polszczyzny.
Deszcz w Londynie, co za niespodzianka.
Deszcz bez chmur i do tego czarne niebo to jednak rzeczywiście pewne zaskoczenie.

Niepokoiło to dziewczynę. Nagle tuż przed nią trzasnął piorun.
Znaczy, w tym sklepie?
No, Thor kiepsko wycelował.

Podskoczyła ze strachu.
- Spokojnie, to tylko burza. – Uspokajała Diana, ignorując rozzłoszczoną sprzedawczynie. - Tu w Londynie tak mamy, że nam pioruny napieprzają pod dachem.
- Nie jestem tego pewna. – Nastolatka powiedziała do siebie.
To chyba jednak apokalipsa!

W pewnym momencie wszystkie okna roztrzaskały się. Dziewczyna zasłoniła oczy rękoma. Po sekundzie starała się zobaczył, co się stało.
Pigmejka też starała się zobaczyć, o co chodzi w tym zdaniu, ale nie szło jej to szczególnie niesamowicie.

Ta chwila zmieniła na zawsze jej życie. Jej oczom ukazało się bardzo dziwne zwierze, czarno metaliczne, przypominało jaszczura połączonego z lwicą.
Czyli że robochimera? Tylko taka wyleniała?

Miało wysokie nogi i przerażający pysk z wielką blizną przy oku. Jego ogon był ozdobiony kilkoma kolcami stojących w szeregu żołnierzy. Było wysokości konia i szerokości ananasa. Ludzie zaczęli krzyczeć. Nastolatka usłyszała jak ktoś dzwonił po policję. Niektórzy uciekali przez okna, a inni wyciągali kawałki szkła ze swojego ciała:
-Co to…Magda uciekaj! - Sylwia usłyszała jak Diana woła, ale nie mogła się ruszyć.
Kim, u licha, jest Magda?

Strach ją sparaliżował. Modliła się, by to był sen, koszmar, który zaraz minie. Jej nogi całe się trzęsły. Co to ma być za zwierzę? Jego oczy były przerażające, pełne niepohamowanej złości i rządne krwi. Dziewczyna miała wrażenie, że zaraz ją pochłoną. Bestia energicznie uderzała ogonem o podłogę, niszcząc ją. Jego kolce potrafiły z łatwością zabić człowieka.
Jego? (Hm, rozumiem, że cechy płciowe też były widoczne wyraźnie, i zapewne równie mroczne i przerażające.)
Albo chodzi o kolce tego ogona.

Nastolatka z trudem połykała ślinę. W pewnym momencie nie mogła już ustać na nogach. Upadła na kolana z głośnym hukiem.
Ponieważ kolana miała z granitu.

Potwór spojrzał na nią. Zaczął węszyć i po kilku sekundach oblizał się. (...) Po chwili potwór zaczął biec w jej stronę i skoczył, przewracając ją. Pysk miał kilka centymetrów od twarzy dziewczyny. Jego odór z paszczy był okropny. Sylwia słyszała głośne i lekko ochrypłe warczenie, przypominające furczenie lwa.
Nie wiem, czym lew może furczeć, ale mam dość śmieszne skojarzenia.

Kilka kropel kleistej śliny spływało po jej głowie. Łapy stworzenia przytrzymywały ją. Nagle paszcza potwora otworzyła się. Był gotowy zaatakować!
Toż już zaatakował, narratorze, ogarnij się.

Nastolatka zamknęła oczy i marzyła, że jak ma już umrzeć, to żeby szybko to minęło.
Tak, długie oczekiwanie na respawn jest upierdliwe, mówię wam. Podobno niektórzy czekają nawet i trzy dni!

- Zostaw ją! - Wyłapała jakiś dźwięk. Był to głos mężczyzny. Bestia zatrzymała się. Dziewczyna czuła końcówki kłów na czole. Na szczęście nie zraniła ją.
Ta końcówka. Albo ta kła.
Albo ta gramatyka.

Zwierzę odwróciło głowę do tylu, nadal warcząc.
- Mamy przynieść ją żywą.- odezwał się znów mężczyzna. Bestia popatrzyła na nią i z frustracją wypuściła z uścisku.
Mamrocząc pod nosem o głupich rozkazach, głupich ludziach i braku czasu na higienę jamy ustnej.

Oparła się na łokciach i zobaczyła młodego chłopaka. Ta bestia zobaczyła. Jego czerwone włosy zakrywały uszy. Grzywka zasłaniała kąciki zielonych oczy.
A kilka kosmyków zasłaniało poprawną ortografię.

Do tego miał oliwkową cerę. Ubrany był w czarne, sportowe buty, spodnie tego samego koloru, czerwoną bluzkę i czarną kurtkę z pomarańczowymi płomieniami na rękawach i przy suwaku. Sylwia zauważyła, że nosił na szyi czarny krzyż.
http://ocdn.eu/images/pulscms/Y2M7MDQsMCw0YywxYzIsZmQ7MDYsMTFkLGEw/8d893379b183f976e76c7f12c230251e.jpg
Jak to jest, że boCHaterki potrafią w ułamku sekundy ogarnąć wszystkie te kolory i dodatki? Jeszcze w takich okolicznościach?

Potwór stał teraz za mężczyzną , ale nadal na nią patrzył. Czasami powarkiwał. Chłopak miał skrzyżowanie ręce i przyglądał się, jak ze zdania na zdanie starzeje się i młodnieje o dziesięć lat. Usiadła z wyprostowanymi nogami i czekała. Nagle mężczyzna powiedział:
- Czy to jest Kapłanka?
- Myślę, że tak, skoro Pan nas tu wysłał - powiedział jaszczur. Zaraz, to on umie mówić!? Jego głos przypominał mówienie mężczyzny, głuche, ochrypłe i niskie.
Bohaterko, naprawdę właśnie to cię zaskakuje? W środku Londynu zmaterializowało się złe chujstwo i Michał Wiśniewski, a ty się przejęłaś dopiero, jak się okazało, że chujstwo gada?

- Tu było pełno osób, skąd możemy mieć pewność, że to właśnie ona?
- Ziemianie nie mają tak wysokiego Ryin. To musi być galaxianka. - odpowiedział potwór.
O czym oni mówią?! Nastolatka próbowała wstać, ale cała się trzęsła. Musiała wykorzystać sytuację , kiedy oni ze sobą rozmawiali. Okręciła się peleryną z czerwonym podbiciem i zaczęła pełznąć w stronę okna. Wszystkie mięśnie ją bolały. Musiała czołgać się na rękach po podłodze.
A nie na uszach? Byłoby szybciej.

Szkło niemiłosiernie kuło jej skórę.
Jak tylko kuło, zamiast przecinać i rozdrapywać, to i tak nie tak źle.
To zależy, czy kuło na zimno, czy na gorąco.
(A mięśnie właściwie bolą ją, bo…?)
(Nagły atak magicznej grypy?)

Nagle ktoś złapał ją za rękę i przewrócił na plecy. Był to ten czerwonowłosy chłopak. Złapał jej bluzkę i podniósł tak, że nie dotykała podłogi. Ta bluzka. No, bo się brudzi przecież i kto to będzie prał. Nie było to przyjemne uczucie. Kręciła się na wszystkie sposoby, by uwolnić się z ucisku.
Prawoskrętnie, lewoskrętnie, jak gówno w przeręblu - nic nie pomagało.

Jego oczy były pełne okrucieństwa, mściwości i tajemniczości:
Zwłaszcza tajemniczości. Objawiła się jako znaki zapytania zamiast źrenic.

- Czemu uciekasz? Nawet nic nie poczujesz - uśmiechnął się szyderczo. Nagle jeden z jego paznokci z drugiej ręki się wydłużył i zmienił kolor na ciemnoczerwony.
BoCHaterka mimochodem odnotowała, że miał nienagannie poprzycinane skórki.

Był bardzo cienki i ostry. Przyłożył ,,pazur" do szyi dziewczyny. Czuła jak jej tętnica szyjna pulsuje coraz mocniej. Sercem jej uderzało jak szalone.
Ciekawe co uderzało jej sercem i jak wlazło do klatki piersiowej.

Cała zesztywniała, patrzyła prosto w oczy chłopaka. Nagle odsunął pazur i wypuścił ją. Upadła na podłogę z hukiem. Popatrzyła z irytacją na niego.
“Co za impertynent! Jakby nie mógł mnie ładnie postawić na ziemi! Zły, całkiem niedobry i niemiły obcy!”

On patrzył na nią i nad czymś myślał. Nie odwracając wzroku powiedział:
- Dlaczego właściwie mamy ją zabić?
Kolego, ogarnij się, przed chwilą mówiłeś, że macie przynieść ją żywą.

- Bestia szybko skoczyła przed chłopakiem i brzuchem przy ziemi warknął:
Bestia-brzuchomówca?!

- Co ty mówisz! Przecież nasz Pan tego chciał, to jest Kapłanka trzeba ją zabić!
- A on nie może tego sam zrobić?
- Wiesz, że nie może przemieszczać się do innych wymiarów.
-Jeżeli ona zginie, to ja nie będę mógł władać wszystkimi światami.
- Czyli o to ci chodzi, chcesz sprzeciwić się Panu? Nie uda ci się to.
- Oczywiście, że tak. Wystarczy, że wykorzystamy Kapłankę.
Ten władca to chyba jakaś dupa wołowa, skoro wysyła na taką misję gościa, który jest jego potencjalnym rywalem. Tak tylko mówię.

- Nie pozwolę ci na to.
W tym momencie potwór zręcznie skoczył i złapał Sylwię w swoje kły. Wyskoczył przez okno.
- Nie, zostaw mnie! Ja nic nie wiem, proszę!- Zamknęła oczy. Słyszała jak ciężkie łapy uderzają w podłogę oraz ostre, pełne gniewu nawoływania mężczyzny.
Łapy uderzające w nawoływania - ta bestia jest naprawdę dziwna!

Oplotła ręce wokół szyi potwora najmocniej jak potrafiła.
Jasne, po co byś się miała próbować uwolnić!

Podniosła jedną powiekę i zobaczyła jak pędzili w ścianę. Zaraz mieli się zderzyć, gdy nagle bestia skoczyła na nią i zaczęła się wspinać. Dziewczyna widziała jak zwinnie wbija grube pazury, wchodząc coraz wyżej. Kiedy potwór wdrapał się na dach, spotkali się znów z tym samym chłopakiem. Energicznie zwierze obróciło się i skoczyło na sąsiedni budynek. Sylwia poczuła wiatr we włosach oraz obrzydliwy zapach bestii. Miała już dosyć, chciała odpocząć od tego biegu.
Noo, bo to takie nużące i można dostać choroby lokomocyjnej.
Dopiero teraz miała dosyć? Twarda jest.

Po kilku skokach została uwolniona z paszczy, ale gad przytrzymał ją swoją potężną łapą.(...)
- Teraz muszę zanieść cię do Pana. Nie chcę byś uciekała, więc odgryzę ci nogi - Kiedy otworzył paszczę, dziewczyna zamknęła oczy.
Dobrze się złożyło, że nie zdążyłam kupić tych butów, pomyślała.

- Stój! - Sylwia podniosła powieki, by zobaczyć kto jest źródłem głosu. Był to ten sam mężczyzna. Jego paznokcie znów się wydłużyły. Gad złapał nastolatkę w paszczę. Z każdym krokiem chłopaka w przód, potwór się cofał. Byliśmy coraz bliżej krawędzi.
Donosi narrator z pierwszej linii frontu.
A potwór nie może jej zabić teraz, bo…?

W oczach chłopaka zobaczyć można było gniew, ale i rozbawienie. W pewnym momencie bestia się zatrzymała. Dziewczyna widziała jak jej łapy się trzęsą ze strachu.
Poznała, że to strach, bo bestia dzwoniła też zębami z przerażenia.

Puścił ją i skoczył wprost na chłopaka. On uśmiechnął się i jednym płynnym ruchem przeciął brzuch potwora. Zwierze od ataku wpadło na Sylwię.
I troszkę zakrzywiło przestrzeń, skoro wylądowało w tym samym miejscu, z którego skoczyło.

Ona straciła grunt pod nogami i spadała z dachu.
Ale zaraz odbijała się od asfaltu jak kauczukowa piłeczka, wracała na dach i spadała znowu.
Chyba powinnyśmy się cieszyć, że nie została tu użyta typowa opkowa forma “po czym zaczęła spadać”.

Widziała jak w szybkim tempie oddala się od krawędzi. Znów zamknęła oczy, zastanawiając się, co właściwie się stało przez ostatnią godziną.
I tak się zastanawiała, zastanawiała, i spadała, i ziewała w międzyczasie...

Nagle coś złapało ją za nadgarstek. Gdy spojrzała w górę zobaczyła twarz tego samego mężczyzny.
- Dziękuję. – Powiedziała cichutko. Nie odpowiedział, tylko podciągną ją i mogła już spokojnie usiąść na dachu.
Znaczy - to całe spadanie to było tylko powolne zsuwanie się z dachu?

-Nie wiedziałam, że on ma takie pięknie oczy - pomyślała. Jego oczy dodawały mu wiele tajemniczości oraz wydawały mi się bardzo urocze.
https://p.gr-assets.com/540x540/fit/hostedimages/1380358524/709727.gif
Tak, bo było to w tej chwili absolutnie najważniejsze.

- O czym ja myślę w takiej sytuacji ?! - Popatrzyła na jego ręce, ale nie widziała już długich pazurów. Oczy skierowała na ulicę. Bestia leżała w kałuży krwi, która się powiększała. Była pewna, że nie żyje.
Kałuża, oczywiście.
Albo ulica, trudno stwierdzić.

Po chwili ciało potwora rozsypało się w górkę popiołu i rozwiał go wiatr. Nagle przeszedł ją przyjemny i ciepły dreszcz na ręce. Chłopak trzymał ją za nadgarstek i przyglądał się.
On poraża prądem przez dotyk? Cool.

Zarumieniła się, spoglądając to na niego to na swoje buty.
- Hmm… Skąd mogę mieć pewność, że jesteś Kapłanką? - powiedział.
- Ja nie jestem żadną Kapłanką - została zignorowana.
- Mam pomysł! Pójdziemy do Opiekunki Niebios – szybkim ruchem klasnął pięścią w wewnętrzną stronę dłoni. Sylwia uznała to za gest oświecenia.
W moich stronach jest to raczej gest spuszczenia komuś wpierdolu, no ale.
Może to Oświecony Kibol.

- Kim jest ta Opiekunka Niebios? – Znów zadała pytanie, na które nikt jej nie odpowiedział.

23 komentarze:

Anonimowy pisze...

Fragment z ananasem mnie rozwalił. ;) Aż mąż zapytał, z czego tak pokwikuję. Dzięki za kolejną analizę!
Marta

Hanna Greń pisze...

Skąd wy bierzecie te teksty? tak się śmiałam, że omal nie utopiłam się w herbacie!
To jest po prostu boskie. Zauważyłam zadziwiające zjawiska. U nas na Podbeskidziu na ogół nie zmieniamy co chwilę płci: "Bestia szybko skoczyła przed chłopakiem i brzuchem przy ziemi warknął." Widocznie w Londynie jest inaczej, w końcu oni "być wielki świat". Zastanawia mnie też, w ilu osobach istniał czerwonowłosy Thor. "Nie odpowiedział, tylko podciągną ją". Podciągną ją, czyli co najmniej się rozdwoił, a może nawet rozpięciorzył. Też bym tak chciała!
Dziękuję za próbę utopienia w herbacie! Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

To mi trochę wygląda na crossover Sailor moon i FMA (a przynajmniej chimery były pożyczone: http://nas.unixmanga.co/onlinereading/Full%20Metal%20Alchemist/Full%20Metal%20Alchemist%20c001/fma-01-47.png ). Analiza cudna, opko uroczo... opkowe :)
Anna

Anonimowy pisze...

"A matka nie mogła jej w tym pomóc, ponieważ była koniem." - cudne!

Melomanka

Nami pisze...

Takie pytanie. Co jest nie tak z konstrukcją "po czym zaczęła spadać"? Chodzi o łaskę, jaką bochaterki robią grawitacji, czy sama konstrukcja pozbawiona bezokolicznika jest niepoprawna? Czy może tylko nadużywana? Byłabym wdzięczna za odpowiedź :-P

Anonimowy pisze...

Od siebie dodam tylko, że bestia musiała mieć chyba wklęsły pysk, skoro trzymana w tymże pysku boCHaterka mogła jednocześnie obejmować gada za szyję ;)

Analiza świetna!

Ejżja

Anonimowy pisze...

Lot do Londynu z dwugodzinnym postojem w polu ..:D Kocham ten blog :D

Angel Rebels pisze...

Tekst o postoju w polu i besti-brzuchomówcy mnie rozwalił. Analiza boska

Borówka pisze...

Analiza może krótka, ale nadrabia jakością waszych komentarzy. Uśmiałam się :)

Opko samo w sobie nie jest takie złe. Fajnie, że autorka z dystansem podeszła do analizy :)

Ija Ijewna pisze...

Problem z "zaczęła spadać" jest podobny do problemu z "rozpędzona kula zaczęła się wbijać w jej ciało" albo "szklanka zleciała na granitową posadzkę i zaczęła się roztrzaskiwać". W skrócie: o rzeczach dziejących się nieomal natychmiast nie ma sensu pisać, że się zaczęły (i trwały, trwaały, trwaaaały).
"Zaczęła spadać" ma sens przy spadaniu z Giewontu albo z samolotu.

Dzidka pisze...

"Nie chcę byś uciekała, więc odgryzę ci nogi" - ómarłam!!! :D 

Anonimowy pisze...

Analiza krótka, ale i tak się uśmiałam. Najlepsze chyba: "Dobrze się złożyło, że nie zdążyłam kupić tych butów, pomyślała." :D

Z tego co widzę to opko już porzucacie, więc zapytam z czystej ciekawości - łączy się to potem w jakiś rozsądny sposób z tą bitwą z poprzedniej części?

Nami -> Ija Ijewna już odpowiedziała na Twoje pytanie, ale dodam, że tak jak podejrzewasz jest to też nadużywane, głównie przy klasycznym "zaczął podążać" :p

Tonks

Anonimowy pisze...

OMG czy ja właśnie widziałam gif z Legendy Korry *.* Uwielbiam ten serial chociaż wolę Legendę Aanga xd też kiedyś oglądałyście czy może przypadkowy zbieg okoliczności? Bo rzeczywiście ten gif idealnie odzwierciedlił zlizywanie łez hah Tak poza tym uwielbiam was i wasze kwikaśnie analizy :)

Silver

Kitsune pisze...

Bardziej niż w Sailorki strzelałabym w coś w stylu 12 Kingdoms.

Analiza boska, moje ulubione kawałki to te o PKP, Thorze, respawnie i butach :)

Tak trzymać, dziewczyny!

Anonimowy pisze...

http://oliviasnapecorkamistrza.blogspot.com/?m=1
Polecam do analizy. Naprawdę ciekawe.

karton realista pisze...

Bohaterko, naprawdę właśnie to cię zaskakuje? W środku Londynu zmaterializowało się złe chujstwo i Michał Wiśniewski, a ty się przejęłaś dopiero, jak się okazało, że chujstwo gada?
Ptsd i te inne sprawy, no wiecie...

W zasadzie nie wiem, co powiedzieć. Mógłbym czytać to opko jako bajkę na dobranoc, może byłoby nawet bardziej skuteczne niż dziennik ustaw.
Może wybierzcie na następną analizę coś choć trochę ciekawszego lub zajmującego. I to najlepiej coś poziomu twórczości Jestnoci Miyako-chan, bo tęsknię za takim prostym absurdem i duszeniem się ze śmiechu po przeczytaniu 2-3 zdań z danego tfforu.

Anonimowy pisze...

Ło mujborze. W pierwszej chwili mój mózg podzielił nazwę tego bloga w następujący sposób: Oliviasna pecorka mistrza. WTF is pecorka i to jeszcze oliviasna?!Przebóg, powiało Lewisem Carrollem. Na szczęście drugi rzut oka pozwolił mi właściwie odczytać tytuł.

Anonimowy pisze...

"Nie chcę byś uciekała, więc odgryzę ci nogi" -no,niech jeszcze mieczem świetlnym przyżega (?),żeby się nie wykrwawiła...

Anonimowy pisze...

Noo.., Blog jest tak pokręcony, że i jego nazwa samorzutnie się przekręca.

karton realista pisze...

Jak spadniesz z Giewontu, to najpewniej zatrzymasz się na jakiejś skale i dalej się nie ruszysz. W końcu to nie pionowy blok. ;P
Peace.

Anonimowy pisze...

trzymacie poziom, dziewczyny, uśmiałam się do łez :D ! choć tak tylko nieśmiało wtrącę, że w Londynie MOŻNA się zgubić mając przed sobą mapę, włączony GPS i pytając co najmniej 5 ludzi o drogę. Uwierzcie - naprawdę można.

Anonimowy pisze...

"No way. To biletów na samolot nie kupuje się już na pokładzie, bezpośrednio u pilota?"

Ja zrozumiałam, że kupiła bilet wcześniej niż przyjechała na lotnisko, ale ok.

"Małe lotnisko, a taki tłok? Ona jest pewna, że nie trafiła niechcący na targ?"

Na małym lotnisku nie trudno o tłok. Małe nie oznacza mało popularnego.

"Ta chwila zmieniła na zawsze jej życie. Jej oczom ukazało się bardzo dziwne zwierze, czarno metaliczne, przypominało jaszczura połączonego z lwicą."

W ogóle zauważcie, że nie z LWEM. Z LWICĄ, czyli jak nic powinna być ONA! Przynajmniej tak sądzę. :P

Pojawienie się Magdy w środku opka - rozwaliło mnie totalnie. Uwielbiam to, jak czasem się tfurcy mylą. :D

I ten błąd z "musimy ją przynieść żywą", a później "musimy ją zabić". Jak w ogóle można taki błąd zrobić? Bo ja nie ogarniam.

"Jasne, po co byś się miała próbować uwolnić!"

Z całym szacunkiem, ale ja też bym się nie próbowała uwolnić. Jakby bestia wypuściła mnie z paszczy, jak nic wpadłabym pod łapska tego czegoś i jeszcze by mnie to stratowało. Zdecydowanie wolałabym się czegoś chwycić. Tylko niekoniecznie szyi, bo bym się chyba musiała zgiąć w precel. xP

"A potwór nie może jej zabić teraz, bo…?"

Lepsze pytanie brzmi: "A potwór nie mógł jej zabić od razu, zamiast uciekać z nią w swojej paszczy, bo...?". ;)

W ogóle śmieszne jest to, jak boCHaterki są w stanie w takich sytuacjach cokolwiek odpowiadać. Jak np. "Ja nie jestem żadną Kapłanką". Normalnie to chyba się ryczy, drze, trzęsie ze strachu i topi we własnych smarkach. I zdecydowanie nie dziękuje się typkom, którzy chcieli nas zabić. Nawet, jeśli nas w ostatniej chwili złapali, a my wiemy, że zrobił to tylko dla własnych korzyści (o czym boCHaterka powinna wiedzieć, skoro słyszała wcześniejszą rozmowę). Musk mnie boli od wyobrażania sobie, jak by ta historia wyglądała, jakby choć w małym stopniu była napisana logicznie... Chyba się starzeję.

Pozdrawiam was serdecznie i czekam na kolejną dawkę śmieszności. ;)

Alice Murphy pisze...

Dobry gif z Tomem Hiddlestonem nie jest zły. Pożyczam.
A kauczukowa piłeczka i narrator donoszący z pierwszej linii frontu mnie uśmiały :D