piątek, 22 sierpnia 2014

To nie jest analiza, której szukacie

Witajcie!

Dzięki za odzew pod ostatnią analizą. Cieszymy się, że gdy coś jest nie tak, możemy liczyć na Wasze szczere opinie. Zgadzamy się z Wami - faktycznie przyda nam się przerwa od złej literatury.

Wrócimy w październiku, wypoczęte i świeże jako pierwiosnki. Ale tradycja to tradycja - macie więc  tu na pocieszenie słodkie zwierzątko.


Do zobaczenia!
Kalevatar i Pigmejka.

240 komentarzy:

1 – 200 z 240   Nowsze›   Najnowsze»
Oretavia pisze...

Do zobaczenia w październiku! :D

Anonimowy pisze...

Czekamy z niecierpliwością. A póki co, wypoczywajcie.



Osa

Mikolaj Lapa pisze...

Niniejszym idę do kąta by oddać się cichemu łkaniu.

Mikolaj Lapa pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
The_Who pisze...

Dwie rzeczy. Po pierwsze:
http://media.tumblr.com/tumblr_m96y3pfN4U1rtm8kk.gif
...i po drugie:
http://4.bp.blogspot.com/-82E6iBwap2o/UPKe4qpv5NI/AAAAAAAAF9A/cyY3w3CAGOI/s1600/darth-vader-no.jpg

Anonimowy pisze...

Hał słiiit zwierząąąątkoooo! ^.^
Lecz w piersi mej wzbiera łkanie, gdy słyszę o przerwie... Ale jak będą co tydzień zwierzątka, to przeżyję!
Tymczasem udam się do emo kącika rozpaczać.

Kociara, robiąca użytek z emo kącika

Anonimowy pisze...

No ale... Ja tu już w czwartek zniecierpliwiona patrzę, czy jest coś nowego, a tu przerwa...? Idę ryczeć ;c

Anonimowy pisze...

Do zobaczenia, już tęsknię :*
Nanni

Anonimowy pisze...

Wprawdzie liczyłam na dalszy ciąg opka ze smokiem, ale cieszę się, że w końcu wypoczniecie - każdemu należą się wakacje :)
Mam nadzieję, że nabierzecie nowej energii!
Goma

Anonimowy pisze...

Wakacje należą się Wam jak łotewskiemu chłopu zimniok - odpoczywajcie więc, ciesząc się urokami lata.

PS
Łapcie małe myszki (wiem, że źle wykadrowane, ale te małe pchełki nie mogą usiedzieć w miejscu): https://imagizer.imageshack.us/v2/584x438q90/31/1zsz.JPG
https://imagizer.imageshack.us/v2/584x438q90/585/75w5.jpg

Inga

troll paskudnik pisze...

Ech, zły był tylko dobór materiału do ostatniej analizy. Opko było po prostu nudne - pojechały do silent hill bo im się nudziło i nic się nie dzieje tylko jest och tak strasznie. Głupie i nudne opko jest głupie i nudne ale nie ma lolcontentu - żadnych z dupy wziętych mocy, gwałtu na gramatyce, sytuacji które porażają absurdem dlatego że autorki mają po 12 lat i nie wiedzą jak wygląda tzw everyday life, kosmicznych pairingów, kanap w namiotach etc. Z pustego to i Salomon nie naleje. Trzymajcie się dziewczyny, miłych wakacji :)

Anonimowy pisze...

http://story-of-uchiha-girl.blog.onet.pl/2008/10/09/rozdzial-2-sny/
To zryje psychę...

Remmy pisze...

Do zobaczenia więc w październiku. Odpocznijcie sobie, ale nie zapominajcie o nas :D Fajnie by było choć zobaczyć tradycyjne słodkie zwierzątko co piątek na dowód, że pamiętacie i zbieracie mentalne siły!
Pozdrawiam
Remmy

Lenn pisze...

FUUUUU!!!! Ja wiedziałam, że tak będzie, i mam wyrzuty sumienia, że sama przyłożyłam to tego rękę, bo wolę analizę średnią od całkowitego braku analizy. ;(
Ale tak, rozumiem, przerwa każdemu się należy. Odpocznijcie i wracajcie w pełni sił, tu już stęksnione ludzie na Was czekają. :)

Serenity pisze...

Odpoczywajcie, odpoczywajcie, nabierzcie sił i razem polećmy po raz kolejny do Ferrinu... A nie, sorry, tam akurat to bym nie chciała wracać, nawet uzbrojona w ciętą ripostę i hektolitry alkoholu, nawet w waszym towarzystwie :D
Smutno będzie, aczkolwiek mam nadzieję na jakąś fajną analizę może jakiegoś klasyka - coś potterowskiego albo jakiś autorski setting fantazy. A może jakieś opko Avengersowe/Marvelowe?

Anonimowy pisze...

Będę za Wami tęsknić!


Chomik

Barbara Swadzyniak pisze...

Nie.
ZMROZIŁO MNIE.
I co ja bez was pocznę?? No nic, pozostaje mi czekać z niecierpliwością na wielki powrót, a na razie miłego odpoczynku!!!

Anonimowy pisze...

Za długa przerwa, za długa.... T___T

Anonimowy pisze...

Do zobaczenia!
A tak jak już będziecie chciały wrócić, super by było, jakby pod wasz ostry nóż analizatorski poszło opko o wdzięcznym tytule: "Harry Potter i mroczna magia". c:

Anonimowy pisze...

Niech drżą ci, który pójdą pod wasz nóż po powrocie, kiedy świeże i wypoczęte, nasycone, mniemam, dobrą literaturą dorwiecie pierwszego Pismaka, który was ziryguje choćby nie tą składnią co trzeba... Będą się działy rzeczy straszne! ;)
A poważnie - czekam cierpliwie. Należy wam się chwila odpoczynku od tych wszystkich wypocin. A łączka zapewne za ten czas nieźle obrodzi w materiały analizatorskie, (nie)stety.
Do "zobaczenia" w październiku!
t.

Kira Yoake pisze...

UWAGA, UWAGA, APEL.
Na fejsie nikt się nie zgłaszał, więc apeluję tu.
Chciałabym zrobić coś w stylu TOP 10 najlepszych analiz.
Nominacje możecie wysyłać na mojego mejla (kira.yoake@gmail.com), w tytule wpisując "TA ANALIZA IZ ELAJW" lub pod postem na fb na stronie PLUSA.
Później będzie ankietka i takie tam.
Co Wy na to?

Anonimowy pisze...

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_użytkownika:Tuska117/Historie_z_Berk
Proszę, zanalizujcie tego chujowego bloga. A tak poza tym te analizy są świetne.

Anonimowy pisze...

Tęsknię. I to bardzo.
Chcałam sobie przypomnieć bajkę z dzieciństwa i znalazłam to:

http://winxblogger.cba.pl/forum/viewthread.php?forum_id=29&thread_id=420

Tekst pisze dorosła osoba. Tak. Na sto procent dorosła. I wiem, że forum dla dziewczyn 7-10 ale tu chdzi o te błędy, powalające elementy komiczne i umierającą w kącie logikę. Proszę. Chociaż zerknijcie.
Doszłam do wniosku, że nie warto wracać na strony, na które wchodziłam X czasu temu.

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Dołączam do grona osób tęskniących i czekających na wasz powrót z niecierpliwością!! No bo jak to tak, bez radosnego kwiku nad twórczością ałtoreczek? Bez waszych komentarzy? Idę rozpaczać w ciszy, płacząc kryształowymi łzami. Wracajcie szybciutko!!!
Ps. Podzielam opinię, że to głównie wina złego doboru materiału, nie waszej formy. Oczywiście, przerwa zawsze się przyda, co by wrócić z nowymi siłami i w ogóle! A na przyszłość po prostu starajcie się wybierać opka z nieco bardziej humorystycznym zacięciem i będzie miodzio!

Anonimowy pisze...

Dziewczyny, październik się zbliża, mam nadzieję, że wrócicie bez poślizgu. Usycham z tęsknoty, roniąc samotne kryształowe ślozy.
-Tomek

Anonimowy pisze...

Nastąpiło! Od godziny mamy pażdziernik i wyglądamy nowej analizy!

Anonimowy pisze...

My też! To jest ja i moje zdrowie psychiczne, które potrzebuje odpowiedniej dawki analiz na tydzień!

Mal

Anonimowy pisze...

Mam taką cichą nadzieję, że "wrócimy w październiku" oznacza, że dzisiaj, a nie 31. Dziewczyny, wszyscy tęsknimy!

Tonks

Anonimowy pisze...

Taaak!Tęksnimy!

Chomik

Pirat pisze...

I to tak bardzo, bardzo tęsknimy. Może jakąś ekipę ratunkową powołać i wysłać trzeba? ;_;

Anonimowy pisze...

Wściekły tłum żądny analizy robi się niecierpliwy. Niektóre Paszkiwle już szykują widły! Sam widziałem!

Dobra, kawa na ławę: analiza nastąpi niedługo, czy mamy porzucić wszelką nadzieję? Dziewczyny, prosimy-dajcie jakiś znak!

Anonimowy pisze...

Halo? Żyjecie? *organizuje ekipę ratunkową dla Kalevatar i Pigmejki*
Dobra, ekipa ratunkowa na miejscu. Gdzie mamy szukać? Śródziemie? Hogwart? Silent Hill? Cholera, nawet przez Ankh-Morpork możemy się przeprawić, jeśli będzie trzeba!

Anonimowy pisze...

Hmm, a może biedne analizatorki wracały sobie z wakacji, a tu napadli na nie ci Krzyżacy z NAKW-y, od których podobno się tak roi w lasach :(

Tonks

Anonimowy pisze...

...Ale NIE MA złej fanfikcji z Pratchetta... prawda? PRAWDA?

Anonimowy pisze...

Mam dziwne wrażenie, że analizatorki chyba zaatakował Jeż Jak Byk :D Mama nadzieję, że się nie dałyście i wrócicie z analizą.

Chiro pisze...

Może fochnięte ałtoreczki związały je Kamiennym Jedwabiem i wywiozły do Silent Hill.

Anonimowy pisze...

A może Snape im coś dosypał do pomarańczowego soczku i straciły poczucie czasu.

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że przyjdziecie do nas z tak dobrą analizą, że nam majty pospadają z wrażenia.

Anonimowy pisze...

Przyjść, przyjdą na pewno (kiedyś muszą sobie o nas przypomnieć, prawda?), pytanie brzmi: kiedy? Nie znamy dnia ani godziny...

QWERTA pisze...

Moi szpiedzy w Ankh-Morpork mówią, że Analizatorek tam nie widziano. Kilku miejscowych zostało poproszonych o poszukiwania na Mrokach. Natomiast Legolas stanowczo stwierdza, że Kalevatar i Pigmejki nie było w Śródziemiu juz od dłuższego czasu.

Dziewczyny, co z Wami? Cała zgraja żądnych krwi i analiz ludzi czeka na Wasz powrót. Nie zawiedźcie nas, bo zastosujemy środki przymusu bezpośredniego!

Anonimowy pisze...

Ej, ludzie, a co jeśli serio my tu czekamy, a jedyne co dostaniemy to list z nakazem zapłacenia okupu od zawistnych aŁtoreczek? O Jeżu Jak Byku, chroń nas! D8

w trwodze pozdrawia,
Zelanostopy

Anonimowy pisze...

Proponuję zastosować środki przymusu bezpośredniego już teraz, bo jeszcze dziewczyny wpadną na pomysł całkowitego zawieszenia bloga...

Anonimowy pisze...

^ O, dobrze mówi, polać mu/jej!
Tylko jak? Musimy ogarnąć jakiś sposób kontaktu, bo spamowanie bloga nic nie daje ):

Zelaznostopy

Anonimowy pisze...

Na razie może zostańmy przy spamowaniu. Jak dobijemy do setki i dalej nie będzie odzewu, wymyślimy plan B. Btw, mam nadzieję, że Analizatorki nie wpadną jakimś cudem na moje stare opka, one były naprawdę straszne...

MurasakiAri (wceśniej anonim nad Zelaznostopym)

Anonimowy pisze...

No dobra, jakiś plan to jest. Ale lepiej przyszykować już plan B w zapasie również. Proponuję spamowanie też profilu na Facebooku, chociaż nie wiem czy ktoś już tego nie próbował...
Co do starych opek - chyba wszyscy mają takiego trupa w szafie, hłe hłe. Ale raczej się nie martw, w internecie jest wystarczająco dużo lolcontentu dla naszych Analizatorek. C:

A, i miło cię poznać, Ari. Mogę tak skracać? ^^

Zelaznostopy

QWERTA pisze...

kalevatar7@gmail.com

Jak ktoś chce, to można pospamować na maila, chociaż to byłoby trochę chamskie ;P

Anonimowy pisze...

Ostatecznie możemy uznać spam na Facebooku za plan B. Co do planu C... Może napiszmy wszyscy wspólnymi siłami napiszmy jakiegoś paskudnie złego opka?
Mi również miło poznać i tak, możesz nazywać mnie Ari ^^
(spamujemy tutaj dalej czy kontynuujemy rozmowę np. na GG?)

Anonimowy pisze...

QWERTA, czy mogę uznać twój pomysł za plan D? Wprawdzie to byłoby chamskie, ale dziewczyny nie dają znaku życia, więc chyba jesteśmy usprawiedliwieni?

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

Usprawiedliwieni, zgadzam się! W końcu należy nam się nieco rozrywki, prawda?
(A tak serio, jakbyśmy tylko wysłali maila z zapytaniem, a nie spamowali, to nie byłoby w tym nic złego (: )
Ale pomysł z mega złym opkiem (takim wiecie, aż ZUYM) też jest dobry. : D
To co ludzie, trzeba zacząć stosować!

@Ari - sorry, nie mam GG :P ale Skype'a może masz?

Zelaznostopy

Anonimowy pisze...

Wbrew pozorom napisanie zuego opka nie jest taką prostą sprawą. Trza mieć spory talent, żeby pisać źle z premedytacją.
Tylko jak to zrobić? Pod względem logistycznym? Trza by jakąś stronkę zorganizować, zbiorowe opko w komentarzach raczej nie przejdzie.

Do niedawna milczący- Wldimir Mauskiewitz

QWERTA pisze...

Widzę, że koncepcja się klaruje, oby tak dalej ;p Osobiście proponuję zbiorowe opko z postaciami z różnych analiz (dużo córek Voldemorta, Piękny Czerwony koń Legolasa... I Avengersi. Avangersów nigdy dość).
Co do maila, to zostawmy to jako Plan D Z Aspiracjami Do Planu C.
Jak ktoś ma Facebooka, to chyba najlepiej trochę pospamować, tak dla zasady. Ja nie mam, więc nie mogę ;@

Anonimowy pisze...

@QWERTA - ja proponuję wątek yaoistyczny, w którym uke przejdzie na gejowską stronę mocy po całowaniu/obmacywaniu się z seme :P A, no i błędy ortograficzne wszędzie, gdzie się tylko da. Jakiś bucowaty Gary Stu też by się przydał.
@Zelaznostopy - Skype mi się buntuje :< Na razie może zostawię tu mojego maila: MurasakiAri@hotmail.com

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

Łoboru, to opko zaczyna brzmieć całkiem klarownie i trochę przerażająco. : D
Ale Wladimir ma rację - może być ciężko. To co ludzie, może połączymy siły? ;D

Zelaznostopy

QWERTA pisze...

@MursakiAri - zgadzam się całą mocą swojego istnienia. Dodałabym jeszcze scenę zUych seksów. Aha, shipping oczywiście fandomowy. Jakieś... no nie wiem, chociażby Kapitan Ameryka x Loki (zUy randomowy przykład dla zobrazowania całości). Trochę języka pokemonów też by się przydało ;)

Anonimowy pisze...

@UP - ooo, to chyba jak przejrzymy co niektóre analizy to tam takie opka były że możemy bez problemu tę Mroczną Mowę opanować : D

Zel

Anonimowy pisze...

Jeśli ktoś umie robić strony internetowe i ma czas na wsparcie grupy robiącej podróbki złej fanfikcji, to niech się zgłosi. Jeśli nie ma tu takowego ...cóż, na filwebie jest mnóstwo opuszczonych for, zawsze można jakieś zaanektować...

http://www.filmweb.pl/film/Bio+Woman-1980-224687
Chociażby to. Puste, film całkowicie nieznany, nikt tu nie będzie przeszkadzał.

Wladimir Mauskiewitz

QWERTA pisze...

@UP - Jeśli nikt nie będzie przesz kadzał, to spoko, tylko żeby się nam tam czasem się ktoś nie wtrynił ;p
Jak nie Filmweb, to możnaby spróbować ogarnąć jakąś stronkę, np. tutaj: http://pl.manifo.com
Albo możemy założyć forum na http://www.forumotion.com.

WttyFool pisze...

O zgrozo! Dalej brak nowych analiz? :(

Anonimowy pisze...

:( Ponad tydzień od obiecanego powrotu... Tracę nadzieję :(
Tamtaro

Anonimowy pisze...

Tak pomyślałam, że można by też pospamować na adres e-mailowy PLUSa (przyczajona.logika@gmail.com). O ile dziewczyny w ogóle go sprawdzają.
Tamtaro

Nietykalna pisze...

Czyżby miał być kolejny czwartek bez analizy? Smuteczeek

Anonimowy pisze...

@Nietykalna - na PLUSie analizy już od dość długiego czasu są w piątki :)

Procella pisze...

A czemu mi to się opublikowało jako anonim?

Anonimowy pisze...

Oj tam, kiedyś były czwartki, mogło się koleżance pomylić ;) A na NAKWie kiedy są? Nie w czwartki przypadkiem? Niech mnie ktoś oświeci, bo na NAKWę wchodzę zbyt rzadko, żeby się zorientować...

Chiro pisze...

Co do intrygi napisania zUego opka, to mam koncepcję na fabułę:
Jest sobie ciamajdowata, fochnięta na życie, ale super wykokszona posiadająca tak zajebiste super moce, że wszyscy bohaterowie Marvela i DC razem wzięci mogą się schować. Nie ważne jakie to są moce, ważne by wspomnieć że są tak zajebiste, że przez to cały świat jej nie rozumie, chociaż nikt o tych mocach nie wie. I nagle pojawia się jakiś podły, straszliwy i taki naprawdę mroooohczny antagonista, który mieszka w zamku na najwyższym wzgórzu w mieście, ale nikt nic o nim nie wie, mimo że go widać (ten zamek oczywiście) i on chce porwać naszą Mary Sue, bo oczywiście jest taki zUy i chce zdobyć jej ultra zajebiste super moce, bo chce dzięki nim zapanować nad Wszechświatem. Oczywiście nasza Mary Sue w momencie gdy pojawia się Ten ZUy, to nie używa swoich super mocy, tylko ucieka, a gdy antagonista zapędza ją w ślepą uliczkę i chce jej zrobić krzywdę, to Mary Sue zaczyna płakać i biadolić że jest w dupie i nikt jej nie uratuje, bo cały świat jej nienawidzi, co oczywiście sobie wmówiła, bo to Mary Sue i musi być zajebista. W tym momencie pojawia się zajebiście przystojny wampiro-smok, który w świetle słonecznym zamiast sparklić, albo spalić się na tym słońcu, to zmienia się w smoka. A poza tym nie umie nic. Ważne, żeby był maczo i przystojny. No i on ratuje Mary Sue, ta się w nim zakochuje, ale z niewiadomych przyczyn nie mogą być razem, bo tak, i się ciągnie ta telenowela przez cały blogasek, a nasz antagonista po cichu snuje plany podbicia świata.
Koniec.

Anonimowy pisze...

Pomysł całkiem dobry :) Ale wypadałoby dodać jeszcze parę wątków. Mimo to nadal martwię się o Analizatorki. Chyba rzeczywiście porwały je jakieś aŁtoreczki.

Klestofka

Anonimowy pisze...

No opko całkiem fajne może być (znaczy, ten... "fajne"), ale za mało yaoica i elfów, trzeba wszystko co najbardziej wyeksploatowane dodać. I w ogóle niech to będzie fanfik do Pottera to totalnie wykończymy całośc : D
(chociaż motyw ze zmienianiem się w smoka za dnia jest całkiem niezły, że tak rzeknę ._.)

Zel

Anonimowy pisze...

No opko całkiem fajne może być (znaczy, ten... "fajne"), ale za mało yaoica i elfów, trzeba wszystko co najbardziej wyeksploatowane dodać. I w ogóle niech to będzie fanfik do Pottera to totalnie wykończymy całośc : D
(chociaż motyw ze zmienianiem się w smoka za dnia jest całkiem niezły, że tak rzeknę ._. )

Zel

Anonimowy pisze...

A może zrobimy crossover w stylu opka o kotoczołgu?

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

Napięcie sięgnęło szczytu,fani szaleją,szkoda,ze państwo tego nie widzą..
Jeż krzyżuje się ze Snapem,owinęli się jedwabiem,co to będzie,Mary Sue wchodzi z prawej,,goool!!!!


Chomik

Anonimowy pisze...

Na maila nie odpowiadają ):
Ej, ludzie... a co jeśli naprawdę stało się coś złego?

Zel

Chiro pisze...

W sumie motyw ze smokiem też nie jest za typowo blogaskowy... O! To niech będzie tak, że zUy i mrohczny antagonista niech się kocha w naszym zajebiście przystojnym wampiro-smoku, to będziemy mieć yaoica. A Mary Sue może chodzić do magicznej tajnej szkoły dla elfów-czarodziejów gdzie dyrektorem będzie syn Legolasa i Hermiony, a Snape będzie kucharzem w szkolnej stołówce i będzie serwował biszkopciki i pomarańczowy soczek. A szkoła będzie obok lasu w którym będą straszyć grzybowi Templariusze i Jeże Jak Byki. Na domiar złego nasz antagonista będzie latał Kotoczołgiem.

Anonimowy pisze...

Co do planowanego opka: niech Tru Loff będzie zwampirzonym elfem (przez to nie wie co robić na słońcu, więc zmienia się w smoka). Żeby było dramatyczniej, niech trulawer będzie w związku z antagonistą (przy okazji będzie można dorzucić tony angstu, bo on nie chce się seksić z tym zUym i sceny koszmarnie opisanego seksu). Później się okaże, że nawet jak już będzie z Mary Sue, to z nią nie będzie, bo jako potomek Magów w Samofalujących, Kamiennojedwabnych Pelerynach nie może się związać z dziedziczką Mocarnego Soku Pomarańczowego i Biszkopta.

Anonimowy pisze...

A ja weszłam tylko sprawdzić, czy jest w komentarzach data nowej analizy. ;D

Postuluję, zainspirowana Czarną Walkirią, by Mary Sue była do tego wszystkiego córką Snape'a i Harry'ego. ;D

Adria

Anonimowy pisze...

Wasze pomysły są tak piękne ; _ ;. Od siebie dorzucę tylko tyle, że to rzeczywiście mógłby Hogwart, ale ten z gry - wiecie, zrzynanie mechaniki rozgrywki itd. To zawsze było pocieszne :D

Chiro pisze...

Anonimowy z 10 października 20:29 - tak bardzo piękne! No i mamy zamysł naprawdę zUego opka. Pytanie tylko kto chce je przelać na "nocie".

Anonimowy pisze...

Kalevatar, Pigmejko, czy Wy żyjecie? Po kolejnym ciężkim tygodniu czekałam na analizę, a analizy znowu brak. Czuję się porzucona :<

Anonimowy pisze...

^ Dołącz więc do naszego super-hiper-duper planu przywołania Analizatorek za pomocą Ultimate Zuego Opka C:

Serio, ej, to może zacznijmy je po prostu pisać tutaj, zdanie po zdaniu? Np. uważam że trzeba każdego porządnego blogaska zacząc od jakiejś sławetnej myśli Paulo Ceolho zupełnie niezwiązanej z treścią - to na start może być:

"Nie marnuj swego czasu na wyjaśnienia, ludzie usłyszą tylko to, co chcą usłyszeć."

Prawda że cudne? Dobry start do yaoicowego fanfika do Pottera!

Z

Chiro pisze...

To napiszmy w ogóle kilka fanficów w jednym, to wyjdzie jeden wielki zUy fanfic. To ja może zacznę pierwszy akapit, skoro magiczną filozoficzną myśl już mamy :"D

Być dość późny ranek, a może wczesne popołudnie. Przez okno wpadały oślepiające, jasne promienie słońca. Mary, niezdarna ale bardzo wrażliwa dziewczyna o morskich oczach i złotych niczym pola pszenicy włosach leżała na łóżku zasłaniając twarz poduszką. Po cudownym weekendzie, który spędziła w domu, znów musiała iść do szkoły. Nienawidziła tego miejsca, ponieważ wszyscy jej nienawidzili. Na myśl o tych wszystkich szyderstwach, ciąganiu za włosy i zabieraniu jej lunchu, co wieczór wypłakiwała się w poduszkę roniąc kryształowe łzy.

Anonimowy pisze...

Wredny budzik przerwał sen Mary. Pszenicowłosa ze wściekłością rzuciła przedmiotem o ścianę. Rozpadł się on na miliony malusieńkich kawalątków, ale ona się tym nie przejęła. Miała nadzianych rodziców, więc kto bogatemu zabroni? Po dziesięciu minutach postanowiła wstać. Zeszła z nieziemską gracją ze swojego wspaniałego łoża, które zajmowało pół pokoju i poszła do swej prywatnej łazienki. Wszystkie przedmioty w łazience były wykonane z 24-karatowego złota i ozdobione brylantami, które były tak wielkie jak nienawiść całego świata do niej. Spojrzała w lustro i ujrzała dziewczynę z morskimi oczami, pięknymi, długimi aż do pięt złotymi niczym pola pszenicy włosami i o zniewalającej, seksownej figurze, która była tak seksowna i zniewalająca, że nawet Fotoszop nie mógłby znaleźć niczego do poprawienia. Ubrała się w swoje markowe ubrania warte 895728356786 milionów euro, nałożyła letki makijaż i zeszła krokiem bogini na śniadanie.

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

*Jest akapit. MurasakiAri-chan.

Anonimowy pisze...

O, jest dobrze, tak ma lecieć, Chiro :)
To do następnego fragmentu mamy listę do odhaczenia: letki makijaż, naramki i schodzenie na śniadanie (ofc!).

Ktoś chętny? Dawajcie, musimy współpracować! ^^

Z

Anonimowy pisze...

Kurde, nie wyświetlił mi się twój post, Ari, sorry za gafę D:

Z

Anonimowy pisze...

^ Nie szkodzi :) Tak właśnie myślałam, czy wspomnieć o naramkach, telepatia? :P

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

Zeszewszy na śniadanie, nałożyła sobie płatków z mlekiem, zalała je jogurtem i zjadła śniadanie. Po skończonym posiłku dokładnie wylizała łyrzkę i pżejrzała się w swoim jakże pociongającym odbiciu.
Jako że poniedziałek był, musiała powoli wychodzić do szkoły. Ubrała seledynowy płaszcz i różowe podkute buty na wysokim obacaśe.
Wszła do gararza i chwyciłała najnowszy model wyścigowej miotły Korsasz 2015. Wyleciała jak szczała z gararzu i poszybowała pod niebo. Leciała śrut chmur i samolotów i w końcu doleciała do Szkoły Magji i Czarostwa w Bźodachach Małych. Szkoļa była sprytnie ukryta w lesie. Było to wielkie i posępne zamczysko, na szczęście nik nie zwracał na nie mieszkańców z uwagi. Stanęła przed machoniowymi drzwiami. Wtem zauważyła, że obok nich stoi na wózku inwalidzkim profesor Xawier...

Wladimir Mauskiewitz

Anonimowy pisze...

Xawier był dosyć nietypowym dyrektorem, nawet jeśli nie brało się pod uwagę niepełnosprawności. W swej najwyższej komnacie, w najwyższej wieży rozdawał Wybrańcom rutynowe questy ratowania co i rusz nowego uniwersum, planował szkolenia dla wybrańcowatych wybrańców i magicznych mieszańców oraz knuł, jak zagarnąć uczniowskie becikowe. W knuciu tym osiągnął już taką perfekcję, że topografia zamku i zagięcia czasoprzestrzeni ustawiały się w kolejkę by zostać wykorzystanymi w jego chytrych planach. Chodziły słuchy, że dyrektor pragnie powtórzyć rekord sprzed kilkunastu lat, kiedy to wszystkie bez wyjątku uczennice, nauczycielki i skrzatki domowe zaszły w ciążę z jednym z uczniów.

Anonimowy pisze...

- Pżepraszam, czy moge panu jakoś pomuc? - spytała młoda dziefczyna.
- Owszem, powiesz mi, gdzie jezd pokuj dyre... - zaczął profesor Xawier.
- Zmieniłam zdanie, rzegnaj staróchu - Mary zaśmiała się letko ze swojego genialnego żartu i rzwawym krokiem poszedła w stronę klasy, w kturej miała mieć zajencia. Gdy do niej weszła, ujżała Draco, na jego kolanach siedział Harry. Seksili się oni w najlepsze, ale fszyscy mieli ich gdzieś. Mary tagrze zignorowała widowisko i usiadła w swojej ławce.
- Hej, ty, dawaj całom kase, jakom masz. - syknoł w jej kierunku Asz Keczup. Zanim zdąrzyła odpowiedzieć, Asz zabrał jej pieniondze, lancz, pociongnoł ją za włosy i nazwał "bezmuzgom dzifkom". Fszyscy uczniowie zaczęli bić brawo Aszowi. Mary wybiegła zapłakana z klasy i zamknęła się w damskim kiblu. W tym momencie do środka wszedł Snejp...

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.
(Wladimir, wybacz, że porzuciłam profesora, ale w przeciwieństwie do ałtoreczek wolę nie brać się za postacie, których nie znam ^^")

Anonimowy pisze...

(Anonimie z 20:25, możemy uznać, że Mary jeszcze nie wie, kto jest dyrektorem w jej szkole, a sam dyrektor ma sklerozę i zapomina, gdzie jest jego gabinet czy coś? ^^"
MurasakiAri)

Anonimowy pisze...

Też się nie znam na xmenach :)

Snejp spojrzał na Marry w sposub nie jedno znaczny. W jego oczach było widać żondze. Rzycił na Nią zaklencie całkowitego bezwładności, a na sam siebie urzył Erektus Mksimus. Zdjoł sfilojom szatę i jyż zaczynał dobierać się dodi Mery się, wtem z ubikacji wyszedł facet w stroju nietoperza. Chwycił Snejpa za szatę i rzucił nim o umywalkę. Kilka razy walnoł jego głowom o lustro i na koniec przycisnił go do siciany.
-Czy boisz się boga?!- krzyknoł szeptem
-Nie, bardziej boję się Elizabeth- pofiedział Snejp, po czym znikonł w niebieskim wyrwie. Batman spojrzał się na Merry i zaczął zdejmować spodnie...

Wladimr Mauskiwitz, planujący mega crossower

Anonimowy pisze...

- RATÓNKU!!111! NIECH MI KTOŚ POMORZE!111!ONEONE! - kszyknęła kszykiem pełnym rospaczy Mary. Gdy Batman stał w odległosci dfuch centymetruf od przenicowłosej, pszez okno wskoczył wampir. Miał długie, aksamitnosatynowe kroczoczarne włosy do pasa, sparklującą skurę z kamiennego jedwabiu, yaoi hendsy, oczy koloru szamragdozielonoseledynowego, sweetaśne, dłógie żęsy i zajedwabiste ubrania projektu Siera Puhantomhajfa.
- StUuj, NnetOPerKu! OnA JEsT MoJAa! - wrzasnoł do Batmana wampir.

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.

Anonimowy pisze...

@MurasakiAri- oczywiście że tak! Chociaż to by było nawet w blogaskowym stylu nieczytania co było akapit wyżej:D
Ewentualnie przez ciągłe zmiany układu korytarzy Xavier nigdy nie może trafić nawet do własnego gabinetu;)
Ejżja (Anonim z 20:25)

Amy Gryffin pisze...

Na widok pszepienknego wampira wskaźnik heteroseksualnosci, ktury znajdował się na czole Batmana, natychmiast spadł w duł (za to coś innego się uniosło, hihi).
Batman przysunom się do kruczowłosego chłopaka z uśmiechem. Wampir westhną i jednom renkom poprawił gżywkę, a drugą wyrzócił Batmana przez okno.
W tej hwili czar żócony na Mery pszestał działać. Dziewczyna otwoszyła buzię, rzeby podziękować sfojemu wybawcy, ale on pszyłoszył palec do ust, szepnoł ciiiii i zniknom.

(Mam nadzieję, że ide w dobrym kierunku :D)

Kadah pisze...

O rany, kcem wjencyj!!!!

Anonimowy pisze...

Mery poztanowiła odnaleść swojego wybafcę. Pżeszukała karzdy zakamarek szkoły w tym celu. Po tygodniu poszókiwań znalazła go. Podbiegła do niego i już miała żucić się na niego z piskiem triómfu, ale w tym momencie z nikond pojawił się Mhrrrroczny Antagonista. Mhrrrroczny Antagonista szypko pżyłorzył hustkę z hloroformem do nosa i jamy gębowej wampira, pszes co wampir zemdlał.
- Kim ty jesteś?! - krzyknęła Mery.
- Zwą mnie Mhrrrrocznym Antagonistą! Imperatyw Blogaskowy nakazuje mi porwać tego młodzieńca i przez gwałty nawrócić na Jedyną Słuszną Orientację, czyli homoseksualizm, i przy okazji zgwałcić psychicznie czytelników! A teraz żegnam, sypialnia czeka! - krzyknoł Mhrrrroczny Antagonista, owinoł się swojom Pelerynom Zaguady i zniknoł tak szypko, jak się pojawił.

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.

Anonimowy pisze...

* zniknoł z wampirem w ramjonach tak szypko, jak się pojawił.

MórasakiAri

Nietykalna pisze...

Po policzku Mary spłynęła kryształowa łza, i pobiegła do domu ciąć się żyletką, w domu w jej pokoju, ściany były czarne gdyż jej magiczny pokój reagował na jej zmienne nastroje zmianą wystroju, teraz był gotycki i mroczny ponieważ, Mary wpadła w depresję, bo jej wybawca został porwany pewnie z jej, powodu, nie mogła już tego znieść utraciła szansę na przyjaźń i miłość jej nagła nadzieja była zdruzgotana szuflada otworzyła się w środku była żyletka, Mary zaczęła robić krechy słuchając one direction.

****

Tymczasem.....

****

Wampira obudził gwałtowny pocałunek w usta...


Jest nocia - 不可侵の (Fukashin no) - sama

Anonimowy pisze...

O BOSHE, KOCHANI TO OPCIO JEST PRZEKAŁAIŚNE, CHCĘ WIĘCEJ <333 I nie pszejmujcie się krytakami, oni są zwyczajnie zazdrośni o wasz talent :///

Nietykalna pisze...

To co, teraz wypadałoby opisać zue seksy :P

Anonimowy pisze...

Po chwili poczuł, jak jego otwór gębowy zaczyna penetrować złowieszczy pędzel Poussina. "A, tuś mi bratku!" pomyślał wampir, zaczynając przy tym ssać jak nówka sztuka nieśmigany odkurzacz marki Zelmer.

Jest początek wyjątkowo złego opisu
Anonim-chan

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Francus uśmiechnoł siem. Głupi wampir dał się nabrać na parówkę przymocowaną do manekina. Po pietnastu minuttach bezborznego grzmocenia fantoma, PoussinPoussin postanowił namalować tą wspaniałom scenę. Szedło mi to naet dobpsze, ale wtedy urwała się klapa w systemie wentylacyjnym. Malarz zignorował to, ale w tym momeńcze świeczki w pokoju zaczły gasnąć. Pussin wyleciał przez okno, a Tajemnicza Postać z Mhroku zabrała siem do roboty. Wampir nawet nie zauwarzył, kiedy paruwka została zastompiona elementem nie będącym substytutem. W niwiadomym czasie oboje byli już rozrbtanymy i po ciemku oddawali się rosloszy poo ciemku. S kluczowym momencie drzwi otworzył profesor Dumbledor, krzykną "lumos maksima" i zobaczył na swym łużku nagich wampira z batmanem(wciąż w masce).
Dambledor zrzucił szlafrok

Anonimowy pisze...

Zrzucił Tiarę Przydziału i gumofilce, i z dwuznacznym uśmiechem na swojej twarzy zapytał:
-Powiedzcie mi, panowie, kto ma nietoperze w głowie?
Po czym wskoczył na bombę do łóżka, aby pomóc Batmanowi wsadzić wtyczkę do kontaktu. Poussin, niczym tresowany chochlik uwieczniał to plakatówkami na fresku. Wreszcie postanowił pomóc kolegom w ich podróży po erotycznej drodze szybkiego ruchu i razem jęczeli aż do rana.
Anonim-chan

Anonimowy pisze...

W tym czasie biedna Mary rozpaczała nad swoim życiem. Nie wiedziała czemu nikt jej nie rozumie i czemu jeszcze nie ma chłopaka. A przecież każdy powinien się zabijać o jej bursztynowe włosy i oczy w kolorze morza.Jednak jakaś nieodparta siła kazała jej wyjść w środku nocy z domu. Mary oczywiście jej posłuchała i udała się w kierunku ogromnej puszczy mieszczącej się w samym środku miasta. Księżyc w pełni świecił nad jej głową i rzucał srebrzyste blaski na jej piękne włosy. Nagle usłyszała jakiś szelest...

Klestofka

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Rano Marry obudziła się z podkrążonymi oczmi i rozmytym mkijarzem. Na prawej rence wycięła sobie wyraz "supercalifragilisticexpialidocious", w celu podkreślenja ironji jak sie czuje. Rozejrzała się po pokoju, ściany były w mrocznym kolorze mroku. W standardowy sposób wyszykowała się do szkoły. W klasie jak zwykle panował harmider, Harry rżnoł Malfoja, a w kszakach dało się usłyszeć charakterystyczny szelest...
Do katedry podzszedł Tygrysek i kszonknoł. Kiedy cała klasa zwróciła na niego uwagę powiedział:
-Drogie dzieci, dziś zastempujem profesora Kubuśa, bo miau do załatwienia małe co-nie-co z Uszatkiem.
-A jakie conieco? -Spytał Jack Szparow
-Nie mówił, ale aale to chyba jakiś związek z wycieczką przedszkola do lasu...nie nasza sprawa, dzieciaczki! Dzisiaj nauczymy się brykać!
Na te słowa Harry troszeczkę zwolnił. Bardzo lubił zajęcia w grupach.

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Ojej! Wybacz, Klestofko! Nie zauważyłem Twego kawałka! Chociaż na upartego nawet trzyma się kupy, zawsze może iść do lasu drugi raz! :D

Anonimowy pisze...

Mary wyszedła z klasy, bo według jej kodeksó bryka się tylko z Tró Loffami. Nikt oczywiście nie zauwarzył jej wyjścia. Dziefczyna poszła na dach bódynkó. Ujżała tam Hanibala Lektera siedzoncego przy szfeckim stole z Szerlokiem Holmsem i ośmioma curkami Voldemorta (były one ośmioraczkami). Fszyscy jedli oni radośnie objat.
- Dołonczysz do nas, pienkna? - zapytał uwodzicielsko Lekter...

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.

Acnologia pisze...

To opko jest genialne. Po prostu genialne. :'D

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Marry zawachała się, następnie skinęła głową i uśadła pomiędzy szustom i śudmom vurkom Voldemorta. Letcer zapytał Szerloka:
-A gdzie Twuj pszyjaciel Wotson?
-niestety, coś mu wypadło-odpowiedział, w głowie przywracajonc sobie obraz jego przyjaciela wylayującego przez drzwi samolota.
-Mam nadzieję, że szypko do nas dołonczy.
-Jakoś wontpiem. Na kogo jeszcze czekamy?
-Dart wejder siem spuźna.
-A Dżoker?
-Podobno go zamkneli. Przykra sprawa, szesnaście stalowych płytek w katce pierśowej...
-cudownie! Powiedz więcej!
W tym momencie toś chrzonknoł. Wszyscy odwrócili się w stronę krawędzi. Stała tam krulowa Elsa z Ardellnele.

Anonimowy pisze...

Niech analizatorzy szybko wracają bo to opko co się tu rodzi jest zueeee!

Amy Gryffin pisze...

(Anonimowy siem niezna, nasza powieść jezd wspaniaua!!!!11oneone!!!)


- Co tu się dzieje - zapytała Elza kładomc rence na bjodrah.
Mery nie lubiła jej bo Elsa była ladna nie tak ładna jak Mery ale jednak. Nie odpowiedziała wjęc, tylko skszyszował rence na bjuscie.
Lektrer zaczol tłumaczyć Elzie: - Postanowiliśmy połobczyc nasze siły i przejąć władzem w tej szkole, bo Ksawier i Dambeldor są zajenci ukrywaniem swojego romansu i polowaniem na becikowe, zamiast obronom uczniuf. Chcesz nam pomuc?
- Jasne - wykszyknęła Elsa.
- Zaczniemy od znalezienia pewnego wampira - pofieciał Szerlok.
Mery było nie dobrze. On na pewno mufił o jej fybawcy.
- Jak morzesz!!!!!! - kszyknęła, a po jej policzku spłynęła jej kryształowa łza.

Anonimowy pisze...

(Zgadzam siem, Amy Gryffin! Zanim zacznie nas hejcic, niech najpierf sam coś napisze!!!11oneone!)

- Pżykro mi, Mary, ale tfojego fybawfcy nie morzna jurz ocalić. Teraz na pefno pżeszedł jurz na Jedynom Słósznom Orientacje... - Voldemort, ktury pojafił się znikond pszytulił Mary pocieszajonco.
- NJE!!!!11! TO NIE MORZE BYĆ PRAFDA!111ONEONE!1 - kszyknęła cichutkim szeptem dziefczyna. Całkowicie utraciła kontrol nad krzyrztałofymi łzami. W tym momencie na dach weszedła rodzicielka bochaterki.
- Co tu siem wyprafia??????????? - spojżała wzrokiem ostrym jak tempa brzytfa na zbiorofisko.

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.

Anonimowy pisze...

Postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze i stworzyć najgorsze zło jakie przyszło mi do głowy: http://life-is-wery-brutal-and-sad.blogspot.com/

Doceńcie moje starania, już niedługo gejowskie seksy, tru laff, snape gwałciciel i inne blogaskowe wymysły ;-;

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Przez komin wyszedł Klint Istwud i spytau:
-Du ju fil laky, pank? Po czym strzelił mamie Mery w łep. Kiedy wyleciał już Jej muzk, to zapadneła w śpionczke.
Facet nad facetami skoczył z dachu i odleciał na plecaku ze śmigłami.
-To idziemy po tego wąpierza? Spytau letker.
-Tylko gdzie on morze być? Spytał Elsa.
-Muj zmysł detukcyji podpowiada mi, rze jest w gabinecie Snejpa. Za sekretnymi drzwiami som schidy prowadzonce do sekretnej sypialni Dambeldora.
-Skont to wiesz?
Szerloka zmroziło. Nie mukł przecież powiedzieć skont to wie
-Przecież to elementarne. Wolsedmirt ma na rękawie trochem sadzy. I wszyski jassne! Do lohuf!

Anonimowy pisze...

Mary zaniepokoiła się możliwością straty ukochanego, więc postanowiła powstrzymać zagrożenie. Szybko rzuciła oczami po pomieszczeniu i dostrzegła łuk ukryty pod stołem. Zaczęła podązać w jego kierunku, a gdy go juz trzymala w dłoniach, poczuła jak przez jej ciało przechodzi krystaliczna elfia moc.
- jesteś dzieciem elfów - powiedział łuk. - Zabij ich.
Mary chwyciła łuk i chociaz nie miala strzal, postanowiła użyc nog od krzeseł. Połamała je i korzystają z zamieszania przelala na nie swoja zajebiszcza moc. Nie mogla jednak strzelic prosto w osoby, ktore grozily jej ukochanemu, wiec wycelowala siedmioma strzalami w belke nad ich glowami. Powietrze przeszyla taka ilosc strzal, ze zakrolo caly sufit. Strzaly trafiły w belke, a sufit runoł na wrogie jednostki, przygniatając je do mosiężnego drewna.

Jego fragment, Anonimek-san

Anonimowy pisze...

Kiepscy z was Ałtorzy! A gdzie bokserki??? Tyle seksów a ani razu nie było o nich mowy!

Akari

Anonimowy pisze...

- DLACZEGO TO ZROBIŁAŚ???!!?? - kszyknął pszepienkny wąpierz, po czym podeszedł do uwienzionych wrogich jednostek i szypko je ówolnił.
- Co ty robisz?????? - spytała zszokowana Mary.
- Ratujem ich, ty bszydka jendzo! - warknoł do niej.
- Ale dlaczego???? - spytała pionta curka Voldemorcia.
- Bo j-ja i-i-ich k-k-kocham! - wampir nagle zaczoł siem jonkać, a ne jego pszepienknym licó pojafił siem bórak. Mary upadła na kolana i zaczeła ronić wiencej krzyrztałofych łez. W tym czasie jeden z uwolnionych wrogów zaczoł ściongać bokserki wąpierza...

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.

Anonimowy pisze...

Mary bartzo sie zaniepokoila, starua pojedyncza lze ktore przemierzala jej krysztalowe lico, by w koncu rozbic sie na jej blekitnym sweterku, a potem wstala i zaczela uciekac. łók powiedzial jej, ze juz czas, by poznala prawde o swoim pochdzeniu. Zgodnie z instrukcjom, zaczela podazac biegiem w kierunku lasu. Po drodze mijała sarny o jedwabnej niezmaconej bliznami siersci o oczach jak dwa szmaragdy w kolorze ciemnego odcieniu onyksu. Biegła ile sil w nogach, az wpadla na drzewo, ktore przemowilo.
- poliż moją mokre, by przybrac swoja prowdziwa forme. Powiedzialo drzewo, bo narrator poszet się odlać.
Mary klenknęła przed drzewem i czujnie odserwowała jego sterczące w cały wszechświat gałęzie pokryte liscmi rownie zlocisto-przesznicznymi jak jej genste kosmyki. Kiedy uslyszala odglosy z tylu, zaczeła się odwracać i ujżała biegnącego Voldzia z wampirem i duchem jej matki. Szybko polizała korę i zmieniła się w krystalicznego pegaza i czterech złotych rogach.

Jest nocia. Anonimek-san

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Wrogom jednostkom okazał suem.(oczywiście) Batman. Wąpierz nie interwjeńował, a nafet pomukł trochę. Nie miau jusz sfoich bokserkóf, i był już w stanie stosunkowo stosownym do stosunku. Mary poczeła kłać jeszcze bardziej, podłoga wypełniała się krsztalikami.Elsa zamarzła wyjście i uciekła na górę. Wtedy z niebieskiej wyrwy wyleciau Snejp i posenpny facet w kamizelce i ze splufą. Za nim z gracją wyszła młoda dziewczyna w błękitnej spódnicy i białej koszuli z chustką. Miała przerażone oczy.
-Panie DeWitt? To chyba nie jest paryż...

Amy Gryffin pisze...

Kurde, nie nadążam z pisaniem...
Tak tylko zaproponuję, żeby Mery była ćwierć elfem, ćwierć człowiekiem, ćwierć jednorożcem, w jednej ósmej tosterem, a reszty przodków nie znamy :D

Anonimowy pisze...

Ale jako, rze Mary była pegazwm, rozwineła swoje białe jak wyprane w nowym perwolu skrzydla i wzniosla sie ku górze, by uciec. Z gory zaczela strzelac z pozostalych nog od krzesel przemienonych w strzaly w wrogie jednostki. Zaczarowala swoj łok na +5 do szybkosci strzelania i trafiła w sterczący konar wąpierza, ktory zawył jak przeszyty włócznią.
- AaaAAAaAaAAaAaA!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął cicho.
Mary żuciła na nich czar niewidzialności i kiedy uznala juz, rze dzieki temu ich nie widzi, to stwierdzila, ze problem zniknoł. Było jej przukro, ze stracila najlepszych przyjaciol, wiec zalala sie pojedynczymi lzami, ktore rowniez zalaly sie lzami i odleciala w kierunku Riwendejl.

Jest nocia. Anonimek-san

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Tak swoją drogą, trochę się lenkam, że jakaś inna analizatornia się weźmie za ten tfur. Nieźle nam idzie, narracja się miesza-czyli jest jak trza!

Możnaby jeszcze wplątać w to jakąś gwiazdeczkę, ale nie znam się na tym. Może nieśmiertelny Biber?

Anonimowy pisze...

I bardzo ważna jest jeszcze Sakura! Nie zapomnijcie!

Anonimowy pisze...

A może bądźmy hipsterami i dorzućmy jeszcze jakieś yuri?

MurasakiAri

Wladimir Mauskiewitz pisze...

A co tam! Wrzucamy co komu na myśl popadnie! Tylko napisz ktoś coś, bo jakoś nie mam pomysła na Rivendel(or whatever). Znaczy, mam pomysł, ale jest on kmpletnie z końcowego odcinka układu pokarmowego ...

QWERTA pisze...

Po pszybyciu do Rifendel rozejrzała się wokuł siebie. Piękne czerwone słońce piękne rozscielało swojom piękną czerwonośc na czerwonym niebie. Mary rozejrzała się i rozglądając się wokuł siebie poszła szukać jakiegoś śniadania do zejścia na nie.

***
W tym samym czasie w komnatach Rifendel działy się rzeczy, jakich jeszcze nawet czerwone słońce nie widziało...

Anonimowy pisze...

No, tylko piszcie szypko, bo się uzależniłem od waszego opcia :****

Pogromca Kaczek (ten od Andżeliki i Nickolasa)

Anonimowy pisze...

Mary wylondowała na dachu sypialni króla Elrąda i zapukała w przejrzyste, idealnie wymyte szyby okien jego sypialni. Otworzyl jej i wpuścil pegaza ktorym wciaz byla do srodka swojego pokoju. Podloge mial wyzlacaną zlotem o duzej zawartosci karatow.
- Co cie do mnie sprowadza. Spytal Elrond
- Przyszlam sie schronic w twojej izdepce. Powiedziala Mary.
- A zatem poznaj moją rzone.
Elrond wskazał gestem swojej reki na postac, ktora siedziala przy toalecie i poprawiala lekki makijaz. Wlasnie nanosila srebrno-czerwony tusz do żęs, ktory podkreslal kolor jej zielono-szmaragdowych tenczówek.
- to sakura. żekł elrond i pocalowal zone.
- witaj. - powiedziala sakura, zaplatajac swoje dlugie rozowe wlosy w gruby warkocz.
- siema - odpowiedziala Mary. - może zejdziemy na śniadanie?

Anonimowy pisze...

Ałtorką powyższej części jest Kala-chan ^^
Jest fragmęcior!

Amy Gryffin pisze...

Elrąd obserfofał, jak Sakura i Mery zgodnie schodzął na duł na śniadanie. Widok pegaza zgrabnie zeskakującego ze shodka na shodek był bardzo pszyjemny.
Kiedy jusz byli wszyscy na dole i siedzieli pszy stole (Mery zamieniła siem spofrotem w człowieka), Elrąd spytał
- Co cie do nas sprowadza.
- Muj Tru Loff jest gejem - wysnała Mery. - I seksi się z Mhrrrrrocznym Antagonistą.
- oh! - kszykneła Sakura - to strażne!
- No fjem. A tak poza tym to Voldek i spułka prubjuą pszejońć władzem nad szkołom, ale mój chłopak jest waszniejszy
Elrąd i Sakura skwapliwie przytaknęli.

Jest nocia. Krótka, bo krótka, ale jest.

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Zeszli na sianadnie do sali śniadannej. Na sali było od groma orkuf, elfów (po czenści gwałconych przez orki) i dam Ełard Kenwej, wraz ewraz swoimi kumplem: szalonym Kalelusznikem. W okolicy był też Marcowy Zając( ten akurat gwałcił orka. Wall-ie mu pomagał)

Mary podeszła do Edłarda i usiadła pszy stole wraz ze sfoim gospodażem. W gmieniu oka Krzyżacy złapani w polskich lasach podali zacną strawęc. Najlepsze udźce wprost z MagDonalda. Ponoć tak naprawdę była to knajpa gmGandalfa... kapela zaczęła przygrywać szanty. Za mikrofonrm stał sam Riddick, perkusista był wprost z Rajmstajna.
Mary łaskawie zjadła strawę i poczła jom trawić. Kenwej spytał:
-Jak siem nazywasz?
-Merry
-Znałem kiedyś jedną Merry
-I co z niom?
-Nie żyje.
Kapelusznik wciongnął kreskę prochu strzelniczego, a nad nim pszeleciał widelec z nadzianym okiem.

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Ej, dziewczyny! My się tu powoli rozkręcamy! W tydzień spokojnie dotrzemy do 500 komciów!

Anonimowy pisze...

Mary pogawendziła chwile z nowymi znajomymi, a potem postanowiła omuwić ważną sprawe dla ktorej sie tu znalazla z Elrądem.
- Cesarzu, musisz mi pomuc. Powiedziala
- Alez w czym?
Elrąd przeżuł wielkiego końskiego włosa, wolajac slurzbe, by podali deser.
- Wąpierz mnie zdradzil i Voldzio i duch mojej matki i reszta wrogich jednostek. I musze ich zabić. I ty musisz ulepszyc moj lók. Strzelam juz dobrze i mam czary, ale potrzebuje, zebys zaklnoł go troche w obrone, zebym mogla sie bronic jak beda mnie atakowac.
- Zgoda moja droga. Elrąd skinal w kierunku Sakury, ktore rozumiejac co sie swienci, udała się do komnaty obok, gdzie znajdowala sie stajnia w ktorej ukrywali obecnie najwiekszy skarb tego swiata.
- Ale najpierw - mowil Elrąd. - ty musisz nam pomóc.
Sakura przyniosla zloty pierscien, ktory byl wielkosci takiej, ze pasowal na palce ludzkie i podal go Mary.
- Musisz zniszczyc oko Saurona palonc ten pierscien w gorze przeznaczenia. Dzieki swoim pegazowym mocom dokonasz tego szybciej niz nasze elfie jednostki,

Jest nocia. Anonimek-san

Anonimowy pisze...

- Sakura bedzie ci towarzyszyc by twoje zsdanie zakonczylo sie szybciej. Jest bardzo silna i pochodzi z Konohy, gdzie nauczyli jej sztuki ninja. Konoha to nasza kolonia elfich najsilniejszych wosjk - powiedziala Elrąd.
Sakura udala sie na gore, by spakowac wszystko co potrzebne do wycieczki. Wziela pudroworozowa torebke wielkosci kartonu soku dwulitrowego i wpakowala do niej pare kosmetykow, dwie sukienki i prostownice a potem zaczela podazac schodami na dol z powrotem na sniadanie.
Mary przemienila sie z powrotem w pegaza i juz czekala.
Sakura skinela glowa i pozegnala sie z mezem namietnym czulym i delikatnym pocalunkiem w genitalia. Elrąd zachichotał głośno i poszedl pod prysznic, by wykonac poranna toalete. A orki zaczely sprzatac ze stolu... a raczej stol wraz z talerzami zjedli.
Sakura dosiadla pegaza ktorym byla Mery i ruszyly w kierunku oceanu - najkrutszej drogi. Niestety, obswialy sie piratow z piekla rodem.

Jest fragmęcior. Kala-chan

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Piraty zaciongneły je na pokład za pomocom promienia ściongajoncego. Zostały pszfinsane do maszta. Wtem pszypłynoł Edłard keneej i zabordarzył statek. Zwionzał wszystkich poza kapitanem (a był to dżak szparow) i rzucił ich na zgwałcenie do swej załogi złorzonek z gumisi. Dżaka wzioł na pokład, a statek podpalił, nie uwalnjajonc Merry. Sakura bapręrzyła muskuły u liny penkły. Odleciała na mery od płonincego statka, wybuchnoł.

Anonimowy pisze...

Kiedy dolecialy nad ocean, w ktorym zyla pewna ilosc zwierzat, wyladowaly na kawalku drewna, ktory unosil sie na powierzchni fal. Mary byla zmeczona wiec musiala odetchnac. W tym celu zamienila sie w swoja czlowieczka postac i schowala swoj łók do torebki Sakury. Nie zauwazyly jednak ze podplynal do nich okret piracki, a zaloga niepostrzezenie wciagnela je na poklad.
-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! - krzyczaly bezglosnie, bo mialy zasuniete kawalkiem papieru usta.
- tak to one. powiedziala snejp, ktory wyrosl spod pokladu. Wraz z nim do dziewczyn podszedl kapitan, ktory charakteryzowal sie pirackimi kozakami i kruczo-czarnymi wlosami i onyksowymi oczami jak dwie czarne dziury. Sasuke zauwazyl, ze Sakura zaokrąglila sie bardzo przez wakacje.
- ale sie zaokrąglilas - powiedzial Sasuke do Sakury, ktorej figura byla zaokraglona.
Snejp oblizal obie wargi widzac przestraszona Mary.
- Spotka cie kara!!!!! Rzekl

Jest nocia, Anonimek-san

Anonimowy pisze...

Wybacz, spóźniłam się.

Anonimek-san

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Niekonieczne. Przecież mogły spotkać piratów dwa razy, tak jest nawet lepiej ;)

Anonimowy pisze...

Snejp przeżucił sobje Mery przes ramje i zawlukł do sfojej kajóty. Żucił jom na łurzko i zaczoł rozbierać. W tym momencie do środku weszedła nieznana Mary kobjeta. Była prafie tak samo pienkna jak Mery i miała tylko odrobinke mniej seksownom figóre. Wyglondała jak wojowniczka. Miała włosy do ramjon o pieknej barwie polnyh makuw i błyszczonce zimnym metalem rubinowe oczy. Miała szablę, katanę, szpadę, miecz i wyrzutnię póhatych kjujików. Szypko pokonała Snejpa i wyżuciła go pszes okienko w kajócie.
- Nic ci nie jest, Potomkinio Jednorożcoelfów? - zapytała sfym powabnym, aksamitnoniskim głosem.

Jezd akapit. MórasakiAri-czan.

Anonimowy pisze...

- Gdzie kupilas tom bluzke? Spytala Mary, ktora podniosla sie z oblesnego lozka snejpa.
- Czwartkowe promocje w lidlu. nie slyszalas?
Nieznajoma mowic to schowala swoj miecz dwureczny z trzema ostrzami na drazku do pochwy (ekhem...) i podala jej dlom. Po chwili w kajucie pojawila sie tez Sakura.
Mary ponownie przyjzala sie nieznajomej i postanowila troche obrzydzic jej oblicze, poniewaz byla ona za ladna.
- skad wiesz kim jestes? - spytala w nawiazaniu do swoich mysli.
- Nazywam sie Grutelda, jestem corka demonicznego jezdzcy. Moj ojciec byl jednym z apostolow.

Jest akapit. Kiyoko-sama

Anonimowy pisze...

Kiedy Merry planowała zaglade nowej znajomej, wyszly na poklad chcac sie pozegnac z kapitanem. jednak sasuke akurat szczytowal z legolasem, ktory przylecial im na pomoc, korzystajac ze swojego czerwonego konia, ktorego doslownie kochal calym swoim stojącym drągiem. przycmila go jednak uroda saskacza i postanowil wziac go sila, co jemu sie podobalo, bo w dziecinstwie bokserek zawsze pozbawial go jego brat - itachi, ktory obecnie byl gwiazda rocka.
- tu jestescie - powiedzial legolas, ktory spuscil sie wlasnie w sasuke, ktory byl zachwycony. - musimy ruszac.
- to koniec. powiedzial marry. dalej nie mozecie udac sie ze mna. ta misja nalezy tylko do mnie.
Mary zamienila sie w pegaza i nie czekajac na reakcje przyjaznej grupy znajomych probowala zaczac podazac w gore.

Nie ma noci, jest fragment. Kala-chan

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Merry odleciała od statka legolasa i sasike i polećała w gure nie oglondajonc sie za śebie. Jednak na chwilę siem odwruciła zobaczyła rze statek jest abordowany przez gumisiowych pratuf kenweja.
Zignorowała to i leciaua dalej f strone mordora. Zatrzymała śe obok czarnej bramy . Obok była knajpa z sieci knajp magdonald. Wszła do środka by coś zjeść. Zjadła coś wyszła zknajpy. Pszeleciała (hihi) czarnom bramem i wylondiwała za niom. Dalej postanowiła iść zbuta.

Anonimowy pisze...

Idonc, dalej padal deszcze. Piknie! - Pomyślała merry. - Teras bende miała mokro grzyfke, na co rozdzwonil si jej iPhone 6 bez, plusa bo te sie gnoł.
-Hejka tu, Marlena!
- Czego znowu warknela - wsciekla Merry - ???
- Bieżemy zbilem slup. Biesz sfojego trulofa, i fpadajcie.
Nate slow Marru zrobilosie bardzo pszykrro i cienszko na serduszku. Co ona ma teras zrobic???????

Jest nocia^^
-Tomek

Anonimowy pisze...

Oj! Byłbym zapomniał!

A po policzku spłynęłaby jej samotna kryształowa lza gdyby, nieto ze zniknela, w zalewie brudnobrunadnuch kropel deszczu.

-Tomek

Anonimowy pisze...

Mary szła i ocierala łzy gdy dotarła do wioski orkow. Orkowie zajmowali się tu uprawa roli i handlem i mieli karczmy i kowala. Mary się bała bo mogli ją rozpoznać więc postanowiła udawać konia.
- i haha - powiedział gdy jakiś urughai przeszedł obok niej.
Szybko dostrzegł ją zarządca stajni i przyprowadził do siebie. Marry była teraz wśród innych koni gdzie jeden największy o najczarniejszym futrze wyraźnie na nią leciał i parę razy slina wyleciała mu z hrap na znak miłości. Niczego sobie pomyślała mary.

Jest nocia. Anonimek-san

Anonimowy pisze...

Sakóra zaczęła narzekać na bul stopy prawej ale mary

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Zrobiło siem Jej smutno i szła Ona dalej. Roniła powoli kryształowe łzy, a one delikatnie dzwoniły upadając lettko na podłogę mordoru. Szła posępnie, a orki jej nie zwracsły uwagi na niom. Po jakimś czaśe wpadła na dzifnom parę. Był to baławan z chmurkom nad głowom i rudołosa panienka w zwiewnej sukni balowej z durzymi oczamy i niewiarygodną figurą(lecz Mery nadal miaua lepszejejszom).
Kim jesteś, i czemu idzieś sama przes ten piekny kraj-spytuała dziewczyna.
-Iczemu z oczu ci lecom pigułki gwałtu-dodau bałwan
-Mam questa, że muszem dać ten pierscien do tej durzej gury, gdzie jest to oko.
-I idziesz tam zupełnie sama?
-No tak, to oczywiste! Kim jesteś'e?
-Jestem olaf, i mam zamiar cię zgwałcić gironcym nosem!-powiedział bałwan
-A ja hestem annnn....-dziewczyna distała fajerbalem w korpus i zaczeua siem palić i wszedzczeć. Bałwan postanowił siem oszy nie ogrzać, a merry zaczeua biec, rzeby muc uciecuciec.

Anonimowy pisze...

Sakóra natomias wsiadnela na konia co sie zwał szadoł i pomknęla w stronem zahodsoncego slonca a bałwana śmiał sie radosnie. Kszyczonc ze zgwałci wszystkie przenicowlose dziewczyny w tym wszechświecie i zasmial sie mroczno pod nosem z marchefky

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Czy tylko mi ciuchtki głosik w głowie ciągle powtarza: "czas zacząć się leczyć"?

Anonimowy pisze...

Na szczenscie szafirowe teczowki Mery ktore, niemorzebnie fspamiale fspulgrauy z plomieniami igrajscymi z jej cialem doszczegly w niedalekiej oddali Asza Keczama ktory to mial ze soba Skuirtla, i mugl ugasic porzar na jej smuklym powabnym i pszepeiknym ciele ktury byl ruwniesz wspaniala alegoria rzaru milosci ktora, czóua do nikogo, innego tylko do jagrze, by inaczej jedynego Truloffa.
-Skłirdl, Skłordl! - zawyl Skłirdl i ógasil ogień ktury trafil cialo i dusze Mary.

Anonimowy pisze...

^
-Tomek

Anonimowy pisze...

- dzie jest pykaczu? - zapytała Mery. - chcem zobaczyc twego pykaczu. Wtem Asz wycionhlnol swojego pykaczu spod spudnicy i Marry zemdlała. Nadeszła jom spionczka opkowa z kturej mogl jom wybawić tylko pocałunek w pempek od jusytna biebera.

Anonimowy pisze...

Hwilowo niedyspozycje naszej bochaterki wykożystuje Golem ktury, zawsze bendzie czai sie na pirscionek scennego króżca. Jednak nie udalo mu sie opszedź czarowi szmaragdowych ok Mery i cauje ja namiętnie i czóle i wogule w pempek co powoduje terminacje narkolepsji z której obudzila sie Mary (jagby ktos byl nie kumaty to Golem to jest biber, i to zmalej litery zeby potkresli ze go nie nawidze).
-Tomek

Halley Rey pisze...

Mary popatrzyła dokoła. Dokoła były tylko obłoki i banany. Było w tym coś tajemniczego. Z sekretnego dymu wyłonił się kuc Z durzymj skrzydłami i długim rogiem.
-Jam księżniczka Molestia, królowa bananow i seksownych tyłeczkóf moich uczennic. Zdobądź dla mnie 99 niewinnych tyłeczkóf, a otrzymasz moc 20% mocniejszą od tej, którą posiadasz. Mary obudziła się w swoim kwaśnym łóżku w szkole.

Anonimowy pisze...

-Heh - pomyślała Mery.
Czas na letki makijarz! Wiec Mery poszla do swojej wlasnej łazienki i korzystajac z prywatnosci wlasnej toalety zrobila sobie letki makijarz co zajeło jej ok. 26 minut. Na początku nalozyla letki flujid potem obsydianowoczarny wspaniale podlreslajacy avadzią zieleń jej źrenic cien do powiek a, nastempnie czany jak noc pelni księżyca tusz do żes, wykańczajac całosc swego własnego dziela ajlajnerem o odcieniu sadyseakcjonujaco zbliżonym do barwy bakczarbiejszej dzióry. Wniebo wzieta wsojim lookiem ubrala koszulkę na naramkach i rurki i trałpki i zeszla do WS na śniadanie.
-Tomek

Anonimowy pisze...

W jej prywatnej jadalni zasiadły konie ze stajni w kturej była kiedy była w orkowej wiosce. Nagle przypomniaal sobie wszystko i zdała sobie sprawę rze, to nie był sen, tylko została omamiona tajemniczym mega czarnym czarem, który kazał jej zapomnieć ale czar nie wiedział rze ona ma siłę i rze ona, będzie w stanie go zwyciężyć.
Mary więc przybrała postać pegaza i wraz z zakochanym w niej rumakiem ruszyły klusowo przez las, by dobiec do polany która znajdowała, się na samym środku lasów.

Anonimowy pisze...

Na miejscu jej źrenice sposzczegly wielką mahine oblężniczą pod postacią kapatulty. Mezczyzna pewien stal przy niej.
- Witaj Mery! - Rzekl Boromir bo tak mu bylo na imię.
- Przyslal mnie Elrąd - rzekl ciemnobląd mężczyzna, by pomoc Ci w Twym kłeście.
-Muj geńalny plan pozwoli Ci natychmiast unicestfić pierścionek. - stfierdzil blondyn.
-Musisz wsiońść na kapatutle a ja Cie wysczele i dolecisz od razu do WP (Wzguże Pszeznaczenia) co Ci pierścionek zniszczyć pozwoli.
-Dobra, powiedziała Mery i tak tez uczynila.
Wysczelona leciała i leciała az doleciala do WP (Wzgurze Przesnaczenia) po mrorzoncej lref w rzyuah walce pokonala Golema Dzastina i wrzucila pierścionek do ogniska na WP (Wzgurze Pszeznaczenia) a caly Mordor zapadl sie pod ziemie.
-Tomek

Amy Gryffin pisze...

Wszyscy dzienkowali Mery i nosili jom na renkach i uwielbiali, to bylo barco mile bo wczesniej wszyscy jej nie nawidzili, teraz wreszcie miala to na co zasłurzyła.
Kiedy śfientowali jej zwyciemstfo nagle ten pienkny kruczoczarny rumak co to byl w niej zakohany zamienił siem w jej ukohanego wampira!!!!
- Mery tfoja miłoźdź do mnie mnie uzdrofiła, nie moge być dłuszej gejem chociaż bym chciał - wyznał. Mery odrzuciła swoje pszenicozłote włosy do tyłu nie dbałym gestem.
- bicz pliz, teraz to ja cie jusz nie potszebuje - zasmiała sie.

QWERTA pisze...

Wampir był więc bardzo zasmucony tak gszeczną odmową wienc poszedł sb (sobie -przyp. aut.) cionć rzyły. Mery spojrzala na niego z wyższością swymi (swoimi - przyp. aut.) tęczówkami, odrzuciła z wyższościom swom piękną grzywę (włosy xd - przyp.aut.) i odeszła w stronę czerwonie zachodzącego słońca, i tak szła, szła, aż wszyscy, zaczęli ją błagać, arzeby z nimi została, ale Mery powiedziała.
-ZostaW cie mnie w spokoju durny plebsie. Zacząłeś mnie uffielbiać, wienc teraz już ciem nie potrzebujem! Wrucem, jka zbudujecie mi kilka 10000-karatowych pomnikóf! Jolo!
po czym Mery z godnościom poszła na naleśniki do pierogarni.

Wladimir Mauskiewitz pisze...

W Pierogarni za barem stał Świenty Mikołajow. Powolnie szorował kufle brudnom szmatom. Przy baże siedziau jakiś blondyn. Miau zuamamom renkem i popijau wiski w grzewkach. Marry usiadua obok niego.
-Co podać? Żucił brodaty barman
-Czystom z kawiorem-prysknełua merry.
Mikołaj wziou kufel, nasypau do ńego kafioru, i nalau wody z colom i wudkom.
-Kto ciem tak urzondził?-spytau świenty
-eypaduem z samolota, kiedym leciau na spotkanie na dachu szkouy w bźodachach.-powiedzau obolauy wotson..
Marry paleua go kuflem w głowem, nastempnie zabrała cały kesz xd z kasy i podpaliła tą budę.

Anonimowy pisze...

Pytanie mam: dlaczego jeszcze tu się TARDIS i Doktor nie pojawili?! To by pasowało tak do tej zupy...(Doktor oczywiście Tennant, bo prszeciesz inni som be a on taki pienkny!)
Rysia

Anonimowy pisze...

Mery zdaneła se sprawę ze jest jest juz najbogaczom i najsilniejszom istotom na wszechświecie, ale nadal jej czegoś brakowało tak wewnencznie. Niby przeszla wieki quest i óratowala świat i wogle jom każdy wielbil, ale czuła ze w głembi duszy jej brakuje tego CZEGOŚ. Mary popadła w depreszyn.

QWERTA pisze...

Nagle obok niej pojawił się Kapitan Ameryka. Mery z niesmakiem spojżała na niego, poniewarz uwarzała, że Tony Stark jest od niego ładniejszy.
-musisz nam pomuc ocalic New Jork! Loki-która-była-kobietą sieje tam spustoszenie i zagładę!
-phi, co mi tam Nowy York, - powiedziala Mery - Nie będę znoffu ratować świata, mam depresjem i idę siem cionć!
Na to Kapitan Ameryka bardzo siem zasmócił i powiedział
-jak nam pomożesz to weźmiemy cie to Ankh-Morpork i wyczarujom ci tam bonusową duszę która magicznie odmieni Twoje życie i pozwoli ci zdobyć nowego prawdziwego truloffa!
Mery ucieszyła siem z takiej propozycji i poszła za kapitanem Ameryką, i myślała sobie rze juz wkrótce jej dusza będzie pełna czerwonego blasku truloffizmu.

/To wpływa na psychikę. Bardzo. No, ale JestNocia!/

Anonimowy pisze...

Parco bjenkpne oboffffiatankooo!!!!!!!!!!1111oneone!! Pirzdzie takk daleyy!!!!!!!oneone1111!!
POsDrOFfIoNkA!!!oneOnE11
KOćArA

Borówkowa Borówkowax pisze...

ludzie,kocham was. kocham.
parę razy miałam ochotę przywalić głową w ścianę. co w zasadzie świadczy o tym, ze to opko jest opkiem.ryje psyche czyli jest takie jak być powinno.
PS czemu jeszcze nie ma nic z SPN? :3

Amy Gryffin pisze...

@Borówkowa twoje życzenie jest dla mnie rozkazem :3

Mery szła sobje bok Kapitana Ameryki, szczensliwa rze je pomoże, kiedy nagle na jej drdze staneuo dwuch menszczyzn: jeden był blondynem o szmaragowych oczach, a drugi bardzo wysokim brunetem.
- Co do... - zapytał blondyn, rozglonadajon się do koła - Sam, gdzie my jesteśmy, do cholery?
Ten drugi menszczyzna nie odpowiedział, tylko wyjom pistolet i wycelował do Mery, chconc po raz kolejny uratować śfjat.
Ftedy obok niej pojafiła siem niebieska budka policyjna i ktoś wciongnoł jom do środka budki.

(Nie mogłam, po prostu nie mogłam, zgwałcić Winchesterów. Sorry.)

Anonimowy pisze...

-Doktorze, nie chcę martwić, ale to chyba nie jest Dalek - powiedziała blondynka w koszulce z brytyjską flagą. Mery zamrugała w zdziwieniu błękitnymi tęczówkami. Wyraźnie czuła obecność mejn karaktera. Więc co tu robi ta blondynka?! Przecież naruszanie TEGO prawa Imperatywu mogło doprowadzić do implozji Wszechświata!
-Spokojnie, Rose. Może jest nieszkodliwym gatunkiem?
-Nieszkodliwym jak te typy z Raxacoricofalapatorius czy jak anioł Stefan?
-Masz rację, wyrzucimy ją przy pierwszym Szmaragdowym Grodzie jaki spotkamy - zgodził się dziwny mężczyzna w garniturze i trampkach. Mery nic nie mówiła, bo fakt, że ktokolwiek może jej nie pragnąć, wprawiła ją w stupor.
Po chwili blondynka otworzyła drzwi, za którymi wśród łąk wił się trakt z żółtej cegły, przy którym stały naprzemiennie strachy na wróble i jakieś roboty z siekierami.
-Idź drogą prosto, a jak spotkasz Białego Królika, to skręć w stronę Narnii - poradził facet w trampkach.
-Chodźmy już Doktorze, ta armia Cybermanów-drwali jest trochę straszna - ponagliła Rose.
-Trzymaj się mała! I pamiętaj: fezy są cool!!
I budka zniknęła. Wśród hałasu jaki wydawała, Mery dosłyszała tylko "ciekawe czy przedstawiciel Rodziny też tu jest".
Podjęła więc wędrówkę w kierunku Hogsmid (sorry, nie chce mi się sprawdzać XD) bo nie spotkała Królika.
Sorry za bledy, ale szybko piszę.
Jest nocia
Anonim-chan

Anonimowy pisze...

Kiedy Mary przechodził przez jakąś wioskę z jakiegoś dachu skoczył nagle facet w łopoczącym, białym płaszczu i wciongnąm do stogu siana jakiegoś faceta. Dziewczyna skoczyła tam i eyciongneła ze stogu asasyna.-kim jesteś?
-jestem Edzio Auditore da firenze!

Amy Gryffin pisze...

Po drodze Mery snuf spotkała ksieęrzniczke Molestje.
- Nie zdobyłaś mi słodkih tyłeczkuf! - kszyknęła ksienrzniczka. Kopnęła Mery w głowem i zacongneła w kszaki aby jom tam zgwałcić.
Ftedy z kszakuf wyskoczył Jesz jak Byk.
- To muj teren!!!!1111oneone!! - kszyknoł i zaatakował jednoroszca. Korzystajonc stego, że zweirzetna sie biły Mery uciekła.
Biegła i biegła i biegła tom rzułtą drogom asz dotarła do Sajlent Hill. Dookoła biegało mnustffo potforuw, ale na widok Mery wszystkie on euciekły. Dziefczyna usnała rze to jej uroda musiała, je odstraszyć.

Anonimowy pisze...

Ale mary się zaniepokoił rze morze ma coś na buzi i rze jest brudny więc szukała w torebka losterka ale trafiła na lok który dostała, od elrada i przypomniała sobie rze, meszczyzna obiecała jej dopieszczenie jej broni w obronę rzeby, mógł pokonać wrogie jednostki wienc mary znowu pzemienila się w pegaza i ruszyła do riwendejl aby się z nim spotkać bo już wypełniła misje.

Jest nocia. Kala-chan

Anonimowy pisze...

Doszliśmy już do Silent Hill, więc może zwiastować to będzie rychły powrót Matek Analizatorek? Tak czy siak ómrą, jak zobaczą, co im tu zafundowaliśmy ^^
-Tomek

Wladimir Mauskiewitz pisze...

Tomku, coś czujem, że wszyscy mamy po ryju, jak już wrócą...

Merry szła dalej pszes las, by dotszeć do Rifendel, lecz spotkała ona po drodze kaczora Donalda idącego pod ramie z samym Carem Wladimirem Putinem. Putin spojrzał na merry wzrokiem księdza wchodzinccego do przebieralni przedszkola pszed wefem i skinoł renkom. Wtem z kszakuf wyskoczyła brygada kgb i zwionzaua merry.
Kaczor Donald spojżau na swego kochanka i zakwaczau mu coś po sfojemu. Agenci rozwionzali merry i podzedli sobie. Putin s kaczorem tesz.
Zza drzewa wyskoczył Barak obama i zaczou ich gonić ſpiewajonc pszy tym: waj cant wi bib frjends?

Chiro pisze...

Zdezorientowana Mary nie wiedząc co się dzieje usiadła pod dżewem i zaczęła płakać. Łzy spływały po jej rumianych policzkach i kapały jej na ziemię. Myślała o tym wszystkim co ją spotkało i jak jej z tym ciężko. Nie wie czy da radę wypełnić questa i czy znów zobaczy swojego ukochanego wąpira. Wtem coś zaszeleściło w kszakach. Mary wstała i cofnęła się do tyłu, ale potknęła się i upadła na ziemię. Z kszakuw wyskoczyło bractwo Grzybowych Templariuszy. Byli tak grzybowi, że zupa grzybowa była niczym w porównaniu z nimi.







To jest takie piENkne ;___; Ale że nie dałam rady wszystkiego przeczytać, to jeśli coś się w moim fragmencie powtórzy, to przepraszam. Ale z resztą skoro to blogasek, to wszystko jest możliwe. :3

Anonimowy pisze...

Na czele brykady stał archaniol gabriel ktoru właśnie wraz z brykada kierowała się do burdelu bo musieli jeszcze rekrutowac nowe anioły a tam były najlepsze do tego ludzie. Mary zamieniła z nimi kilka zdanek i ruszył dalej przez nieskończoną las i kierowała się na sam środek tego lasa. Kiedy była już w 3/4 lasu ktury nie miał końca to dostrzegła na środku tych 3/4 lasu jakąś stodnie w kturej, pływał złota rypka. Mary podeszdl blirzej.

Jest nocia. Anonimek-san

Chiro pisze...

- Pojedź do dziedzko mnie. - rzekła złota rypka.
- Ty mówisz! - krzyknęła zadziwiona Mary.
- Tak, mówię ja. Mogę zpełnić twoje 1 rzyczenie. Więc myśl mądrze. - rzekła znów rybka złota.
Mary długo się zastanawiała nad życzeniem. Zajęło jej to dosłownie chwilę. Tak bardzo chciała znów być ze swoim ukochanym, jednak sama tak naprawdę nie wiedziała czy go kocha. Nagle z drzewa zeskoczył ktoś. Był to assassyn i wyłowił złotą rybkę po czym ją utopił.
Mary zrobiła zdziwioną minę.
- Kim ty jesteś?! - krzyknęła.
Assassyn spojrzał na nią spod kaptura groźnym spojrzeniem po czym rzekł.
- Jestem Ezionnor. Assassyn z Doliny Dolin.
- Ale... c-co tu r-robisz? - zapytała pszenicowłosa. Coś było niepokojącego, ale jednocześnie pociągającego w tym tajemniczym człowieku.
- Ta ryba była tak naprawdę złym czarnoksiężnikiem Templariuszem, który chciał ci zrobić krzywdę i musiałem go zabić. - odpowiedział Ezionnor. Był to Ezionnor.

Anonimowy pisze...

Wtem rozleg sie pisk okropne piszczenie i Mery boalo w uszach, ale była dzielna, aezionnor pad na podłoge i wyzionol ducha. A pszed Mery wyszedl brunet w brudnym plaszczu i powiedzial
czesc jestem aniol Castiel ale masz mi muwić Cas. Widziałaś Deana?

Anonimowy pisze...

Mary popatrzala na asasina i pomyslal rze jest, bardzo przystojny.
- jestes przystojny - powiedziala Mary
Asasin uklonil sie jej pod ziemia i poszet w swoja strone. Mary bylo smutno rze, asasin nie dostrzegł jej órody i rze sie w niej nie zakochał i rze nie wezma slubu w tej 3/4 lasu i rze zostanie starym panna wiec uronila lze ktora upadla, na ziemie i az zatrzensla sie ziemia bo lza na nia upadla i Mary sie zachciala i jej pszeniczne wlosy zafalowaly. Mary posyanowila wiencej nie plakac i ruszuyla dalej do Riwendejl bo potrzebowala tych dodatkowych póniktów w obrone swojego łuku.

Jest nocia. Anonimek-san

Amy Gryffin pisze...

Nawiążę do tego, co wcześniej pisał Wladimir Mauskiewitz: jak patrzę, w jaki sposób to opko się rozwija, to zaczynam się martwić o zdrowie psychiczne reakcji Kal i Pigmejki (i bać ich reakcji na ten tfur).

Anonimowy pisze...

Bo sie okazalo ze piszczenie nie zabilo asasyna, tylko zaslab. A jak poszed to Meri skamala ze widziala Dena bo chciala isc do Riwendejl z Castleme ktorym miał piekne czy.

Anonimowy pisze...

Mery szls przez las i na samym srodku polanki w srodku lasu zobaczyla namioty cyganuw wienc postanowila do nich pujsc i sie do nich odezwac bo dawno juz nie zeszla na sniadanie i byla glodna i zjadla by troche kawioru. Cyganie zaprowadzili ja do swojego wodza ktory, siedzial w namiocie ktory ten namiot stal pod wielkom brzozom gdzie na ktorej rosly jabułka. Mary zobaczyla rze to indianski, namiot. wienc zapukala i weszla do srodka i zobaczyla snejpa ktory jako cyganin siedzial na srodku i pil biszkopty i jadl sok pomaranczowy.
- siema sjenp. powiedzial Mary
- kim jestes. spytal snejp ktory stracil pamiec.
- ja..... powiedziala meri.


Jest akapit. Kala-chan

Anonimowy pisze...

Oczami Harego:
-Malfoy, kotku, smoku! Wyjmij sprzęt z mych óst! - powiedzialem niebeztrudu.
-Cosie stao?
-Dżwi od łazienki są zamkniete;( - powiedzialem bez tródu (bo Drago wyjoł sprzent z mych ust)
-Podac śróbokret?
-Nie. Fsadzic. - Odparlem namiętnie.
I tak jeczelismy arz do rana.

-Tomek

Anonimowy pisze...

Ludu kochany, stwierdzam, że udało nam się stworzyć naprawdę opkowate opko - pogubiłam się w fabule po tym, jak Mary odleciała ze statku, na którym trwał abordaż i nic już nie rozumiem ;_____;

MurasakiAri

Anonimowy pisze...

Merry patrzyla chwile na Sneipa ktury przygladal sie jej z zaciekawieniem i poczestowal ja biszkoptem a potem Merry wyjadla mu wszystko co mial bo byla glodna
- czy masz lóstro - spytala snejpa - muszem poprawic letki makijarz
snejp powiedziala ze nie ma wiec merry ruszyla w dalsza podruż bez letkiego makijarzu. kiedy przeszla dokladnie 13 krokow to zawolala ja snejp z namiotu indian i powiedzial ze ona jej da czolg by sie szybcej dostala do rivendajl. Merry skorzystal z propozycji.

Anonimowy pisze...

*Meri's poł*
# namiot indianiński

- Ja... Ja jestem Twojom curką. Nir pamietasz mnie?
- nie, ale wiem, że nie miałam nigdy córki. ;p
- miałeś - powiessziała Meri. Miała dobry plan, żeby wykożustać eliksiry snejpa do zdobycia tych dóp dla krulowej czy jak ona tam miała na ime.
- potrzebuje jednej kobiety.
- dlaczego?
- co ci do tego - powiedziała przenicowłosa - potrzebuje i już.
- masz tom kobiete. - powiedział Snejp wskazujonc, na bardzo piękną, indianke która siedziała obok niego.
Meri ,pomyślała że kobieta jest piekna. Nagle zapomniała o wamporze ukochanym i bardzo się podniecoła.
- pieprz sie ze mno xD - powiedziała do Pokahonty, bo tak miala na imie.
- dovrze.
Poszly nad żeke. Tam w jasnym blasku slonca e pełni Meri zdjela jej bluzke. Piersi dzieewczyny byly piekne. Meri chciala ich dotknac i poczuc ich chropowaty dotyk. Zrobjla to. Okaz,alo sie ze piersi byly mielkie i delikatbne. Zaczela ssac ich wzgorki.

Kira

Anonimowy pisze...

Meri stwierszila ze czolg jedzie za wolno wiec wysiadla z czolga i wziela go na swoje pegazowe plecy i pofrónela bo nie chcial zostawiac prezenta od snejpa ktury stracil pamiec i wiec byl mily. Meri zrobila sovie postoj we Wrocuwaiu bo chciala cos zjesc i przy okazji zabrala ze soba fajny zespul ktory byl atakowany muf finami. zespul byl dziwny ale padnie songali wiec meri milo spedzila czas bo tak bedzie myslala w przyszlosci. w koncu dotarla do rifendajl a tam...

Anonimowy pisze...

WTEM rozleg sie szlest zkrzaków i Mari puscila Pokehonte.
Kto tam -kszyknela.

Anonimowy pisze...

z za krzakuf w rifendajl wyszedla jakas postaci ubrana w czarne ubranie o onyksowo-nocnym poblysku w czarnych mosieznych butach i czarnych rekawiczkach z czarnej owczej skory. na twarzy mialo maske podobna do maski ktura mery widziala w swoich najgorszych koszmarach.
- jestes duchem twojej reinkarnacji. zjadlem elrąda. strzerz sie!!!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

Wtem okazalo sie ze czolg nie byl zwykłym czolgiem ani nawet nie malym czolgiem pułkownika Grubera. To byl legendarny Latajoncy Kotoczoug!
Latajoncy Kotoczoug sczelil z dziala pociskiem batalistycznym i laserami z oczó i Dóch Twojej Reinkarnacji polamal sie na miliardy bluszczacych szczątków. Naszczescie nie zdarzyl pszetrafic Elrąda wiec, ten (Elrąd - przyp. aut.) wypadł z jego wnetrznosci zanim zostal razem z nim (Duchem Twojej Reinkarcacji - przyp. aut.) anihilowany (fajne slufko nie?).
-Kirwa mac! Zaklol na powitanie rozradowany elf (Elrąd - przyp. aut.).
-O! Elrądzie! O! Dawaj kłesta bo misie śpierzy! Zgasila ironicznie Mery Elrąda.

Anonimowy pisze...

^
-Tomek

Anonimowy pisze...

Wtedy Mery zdała se sprawę ze fabuła rozjechała sie jak ruski pociąg za sprawa tego ze pod jej nieuwagę Mhroczny Antagonista wlal jej do kakałka eliksir rozdwojenia jaźni. Nie wiedziała co jest prawda a co wymyślone? Czołg od snejpa czy roochanie Pokachonty. Musze sie dowiedzieć Prawdu Ostatecznej tylko jak? Pomyślała. Jak odróżnić co jest wizjom po narko z kAkała a co prawdom? Wtedy wpadła na pomysł..

Anonimowy pisze...

Ajka wpadła na pomysł, to zrobiła Eliksir Przywoływania Aniołów. Anioły przyleciały i powiedziały nie martw sie Mery, zaraz ogarniemy favułe

Anonimowy pisze...

ale kiedy aniąły probowaly ogarnac fabule to ta sie jeszcze raplatala jak ruski makaron i aniąły nie byly w stanie sie dowiedziec co sie dzieje i zamkneli je w tforkach a meri razem z nimi.

Anonimowy pisze...

w Tworkach Mary spedzila tydzien bo po tych 5 dniach inni mieszkancy tworkow i lekarze w trowkach zdolali oszalec gdy Mary opowiedziala im po krutce swoje przygody. kiedy szpital splonął to Mary wyfrónełA PRZEZ okno. Ósiadla na pobliskim drzewie i zaczeła sie zastanawiac co teraz jom czeka.

Jest nocia. Anonimek-san

Anonimowy pisze...

Ostatnia deska (płaska byla, hehe;);)) ratunku mogla okazać sie Sajlor Mun. Znaly sie od podstawówki kiedy to Mery chadzala do tokijskiej szkoły dla czarodziejek. Okazalo sie jednak ze jej moce są zbyt zajebiste i musiała sie przenieść do szkoły magi w Hogwardzie. Teras jednak Sajlor Mun mogla jej sie przydać. Co prawda Czarodziejka Sksierzyca umiala tylko rzucac frizbi ale ta jednostajnoźdź mogla byc zbawienna dla obu Mary i Mery. A pozatym Sajlor Mun byla brzytsza od Mery i plasksza od Mary.
-To lece powiedziala - Mery i dosiadla Latającego Kotoczolgu, zmieniając sie w malutka kropke na lińji choryzontu rozswietlonego czerwonymi iskierkami zachodzacego slomca w pelnii.

Anonimowy pisze...

^

-Tomek

Ootori-chan (Anika6) pisze...

Gty tak leicala, na sfym kotoczolgu, zboku wpadl nza niom, latajoncy słoń, latał on pży pomovy sfoich uszu, i mialnaimie Dambo.
-Co ty robisz??????????????????????????????????????????????-wrzasneła, z zapatym, tvhem ze strachu, Mary
-Ja przechodiłem.-rzekł słoni
-Aha.-powiedziała Mery. Miała juz sie yastanawiac cyemu na nia wpad, ale yajela sie wpatrzwaniem wswoje odbicie, w wodyie y jeyiora, nad ktorym leciala. Jej przeniczne włosy wiały cudownie na wietrze, jak łony zborza.

Ootori-chan (Anika6) pisze...

(Przeczytałam na raz całe to opko... to jest ZUE. Tworki tak blisko...)

Anonimowy pisze...

Gdy pokonala juz ten akfen wodny doleciala do Tokjo. Na miejscu okazalo sie ze Sajlor Mun jest zajęta walka z nie jaką Galantią. Pomagaly jej (Sailor Num -przyp. aut.) inne Czarodziejki razem z Gwiazdami z Kosmosu Na czele z Aniom G. Walka byla bardzo widowiskowa i szkoda, ze nie możecie jej zobaczyć własnymi tenczufkami bo jest za prawde epicka jednak Galantia nie daje sie pokonac.
- Galantio! Spadaj gdzie piepsz rosnie przemowila Mery a ta zamknela sie w sobie od majestatu tru zajebistosci Mary i znalazla mala farme w poblizu Fuckuszimy i spedzila pozostala wiwcznosc na chodowli piepszu.
-Och! Ryknęły huralnie czarodziejki w extazie. Dzieki Ci Wielka Mary. Niech blask Twej zajebistosci powsze czasy rozświetla mrok galaktyki! Zawyly óradowane.

-Tomek

Anonimowy pisze...

A potem jeczaly aż do rana. If ju noł łot aj min.

-Tomek

Anonimowy pisze...

A Meri poleciala do sanFransisko by czarodziejki Haliwell ztamąd pomogly jej wkońcu sie polapać, co jest z tymi wizjamu, o anioły sie spaliły w tworkach zamiast pomuc.

Anonimowy pisze...

A w San Fransisko niestety wciaz bylo ściernisko, bo ogórki kiszone sa w istocie wytworem fantazji producentów turbosprezarek. (© Moda na Suknie)

Dość na dziś, mózg mi ómar.
- Tomek

Anonimowy pisze...

Przeczytałam to wszystko za jednym zamachem... Cudem mnie uratowali, bo przez chwilę byłam w stanie śmierci klinicznej xD To opko jest niebezpieczne! Co do Supernatural - a Crowley gdzie? :D

Zwykle niepodpisująca się Miv

«Najstarsze ‹Starsze   1 – 200 z 240   Nowsze› Najnowsze»