piątek, 15 sierpnia 2014

Atmosfera narasta, a głupota wciąż ta sama, czyli z wizytą w Silent Hill

Witajcie!

Dalszy ciąg Smoczego krocza nastąpi za tydzień. Ale nie lękajcie się - dziś mamy dla Was coś równie niedorzecznego, tylko z zupełnie innej bajki. Tu nie będzie różowo i fluffiaście. Tu będzie Silent Hill.
A raczej dwie durne małolaty, które z nieznanych ludzkiemu rozumowi powodów postanowiły wybrać się do tego uroczego kurortu. Bez mapy, bez broni i bez mózgu, rzecz jasna. Ale za to z Impalą z rocznika '67, do której jedna z bohaterek jest przywiązana w sposób interesujący prof. Starowicza.
Brace yourselves, opisy naciskania klamki are coming!
Miłego!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Adres blogaska: http://another-silent-hill.blog.onet.pl/   
Prolog                                       
             Dzień, jak co dzień.
Gdybyście się zastanawiali, jak uzyskano wcięcie w tym akapicie, to tak - za pomocą rozmnożenia spacji.

Ni to ciepło, ni to zimno, ale jednak w sam raz na małą wyprawę.
Powiedz mi więcej, narratorze, to niezwykle zajmujące.
A słońce trochę świeciło, trochę nie, ptaki ćwierkały jakoś tak bez przekonania, i nawet psy szczekały przez zęby.

Widać, wieleu ludzi tak pomyślało, gdyż na ulicach w niektórych miastach były straszne korki, a na jakichś autostradach znacznie więcej aut niż zazwyczaj. Czarnowłosa dziewczyna o dźwięcznym pseudonimie „Kimczak” siedziała właśnie w swoim samochodzie, jakim to był stary Chevrolet Impala z 1967 roku.
Jakim to był. Nie wiem, w jakim stanie ducha trzeba się znajdować, by takie ozdobniczki wydawały się zabawne i świadczące o głębokiej erudycji.
No i.
Dean sobie może popylać swoją Impalą bez większych kłopotów, bo to Stany i paliwo jest tanie, a on i tak przecież robi przekręty na kartach kredytowych, więc wiele za nie nie płaci. Ale w Polsce jeżdżenie zabytkowym samochodem po mieście to finansowe samobójstwo. Impala spala prawie 20 litrów benzyny na 100km, w jeździe po mieście zapewne dwa razy tyle. Przy cenie benzyny na poziomie powyżej 5 zeta możemy wręcz usłyszeć, jak boCHaterce kasa ucieka z portfela. A nie każcie mi nawet zaczynać o kosztach ubezpieczenia i serwisu...

Nie pytajcie,skąd go wynalazła. To jeszcze dłuższa historia, niż ta związana z powstaniem jej oryginalnego pseudonimu. Ale wracając do tematu – jej auto, tak jak każde inne, stało właśnie w dość sporym korku.
*wygląda za okno* Auta sąsiadów nie stoją. Oj, ktoś tu kłamie nieprecyzyjnie stosuje kwantyfikatory ogólne.
Nieważne, skąd pseudonim, ani skąd ma samochód. Ważne, że “wszystkie inne” stoją w korku. Mhm.

Dziewczyna nerwowo wystukiwała palcem rytm utworu „Mama Kin” zespołu Aerosmith. Cała Zielona Góra zapchana była przeróżnymi samochodami!
Wow, dobrze że jest tu to "przeróżne", inaczej byłabym pewna, że miasto zalała fala identycznych zielonych Zaporożców z przerdzewiałymi nadkolami!
Ok, miasto jest zakorkowane. Możemy już przejść, nie wiem, do jakiejś fabuły? Czegokolwiek?

             (...) Minęła godzina, kiedy udało się Kimczakowi wyjechać z miasta.
Gruzińska mafia już miała kontrakt na nerkę, którą boCHaterka musiała sprzedać, żeby zatankować.

Na szczęście w wioskach już nie było takiego ruchu.
Ale wyboiste boczne dróżki czyniły prawdziwe cuda z zawieszeniem zabytkowego auta, projektowanego z myślą o równych, amerykańskich nawierzchniach.

Widząc zbliżający się znak (Tam są samobieżne znaki? Fajnie, łatwo takie przestawiać!) z napisem „Racula” uśmiechnęła się szeroko, gotowa nawet śpiewać z radości, ale ostatecznie się powstrzymała. Skręciła w wąską uliczkę, wjeżdżając na teren różnych domostw.
U Kowalskich sobie do kuchni wjechała, u Matysiaków - na strych..

W końcu zatrzymała się u celu podróży przy dużym, białym domu z czerwonym dachem. Wysiadła z samochodu, tradycyjnie klepiąc go po masce. Z czułością, jakby to był człowiek, po czym skierowała się w stronę bramy, która zagradzała wejście na teren domostwa.
Jeśli ktoś ma pomysł, dlaczego to zdanie zostało podzielone na dwie części, może śmiało zostawić go w komentarzach.
Żeby ta czułość była bardziej wyrazista, nie do przeoczenia!

[Przydługi i rozlazły opis wchodzenia do domu jest przydługi i rozlazły.]
Zauważyła coś, czego właściwie się spodziewała. Może i wcześniej dostrzegła spakowaną torbę to i tak domyślała się, że Atrament będzie musiała zagrać jeszcze w „Silent Hill 2” – aby wczuć się w klimat.
Po dwukrotnym przeczytaniu zdania dochodzę do wniosku, że narratorowi chodziło jednak o "mimo że".

Nawet nie usłyszała, że ktoś wszedł do pokoju. Była zbytnio pochłonięta grą. Kimczak dyskretnie podeszła do niej i od razu zaczęła tarmosić jej blond włosy, śmiejąc się jeszcze głośniej. Atrament wzdrygnęła się i wrzasnęła. Szybko odsunęła się wraz z krzesłem i spojrzała z przerażeniem na przyjaciółkę. Dopiero po chwili na jej twarz wstąpił szeroki uśmiech. Uff, to tylko zwykły Element Komiczny!
- Kurna chata, Kimczak, głupszego pomysłu nie miałaś?! – wykrzyczała, śmiejąc się.
- Miałam w planach delikatnie dotknąć twojego ramienia, ale nie mogłam się powstrzymać – odpowiedziała czarnowłosa, wyszczerzając zęby. – Lepiej się szykuj, bo już dawno powinnyśmy wyjechać.
- Pragnę zauważyć, iż to ty się spóźniłaś – odparła blond dziewczyna dawanym,poważnym tonem.
Zapomniałaś o "zaprawdę". I pamiętajcie, Czytelnicy, by nie ufać nikomu, kto w mowie potocznej używa "iż", to przeciwne naturze.
Dawany ton to taki, którym się można poczęstować?

(...) Przyjaciółki opuściły dom, wsiadły do samochodu i, zajadając się ciastem oraz rozmawiając, wyjechały w podróż w celu odkrycia miasteczka Silent Hill.
W sensie - z Zielonej Góry do Stanów? SAMOCHODEM?! Ale chyba mają jakiegoś szejka, który im opłaci benzynę, przewóz Impali i cło? Bo samochody to się niestety statkiem transportuje i trwa to ze trzy - cztery tygodnie.
Pojadą magicznym tunelem pod oceanem. Tak.
***           
                                   
           
    Jechały już bardzo długo.
Z Polski do Stanów. No shit, Sherlock.

Na szczęście znajdowały się w Stanach Zjednoczonych coraz bliżej celu.
Teraz jeszcze tylko poczekać miesiączek, aż samochód dopłynie i będzie można ruszać!

                (...) Jechały przez gęsty las. Był środek dnia, ale korony drzew rzucały sporo cienia, nadając tym samym mroczny klimat.
Ach, ten mroczny klimat w samo południe!
Może to była Mroczna Puszcza…? (Bo na pewno nie normalny, przeciętny las.)

Wiatr delikatnie poruszał liśćmi. Każdy mógł odnieść wrażenie, że kierują one swoimi ruchami na północ – tam gdzie jechały dziewczyny.
Liście same kierują swoimi ruchami. Dalibór, one jadą przez Las Birnam albo może osadę entów?
A jeszcze zdanie temu narrator twierdził, że to wiatr! Patrzcie, jak kłamie, kanalia jedna.

Droga była opustoszała. Jedynie auto brunetki brnęło w kierunku Silent Hill – tak im się przynajmniej wydawało.
Opustoszałe może być tylko coś, co wcześniej było pełne - a nikt mi nie wmówi, że do niedawna Silent Hill było znanym uzdrowiskiem pękającym w szwach od turystów.
Auto brnęło… w czym? Czyżby Impala rzeczywiście wreszcie zaryła się w błocie czy innym bagnie? Chyba że bohaterkom się WYDAWAŁO, że brną. Bo nie wiem, co w tym zdaniu jest niepewne - że brną, że autem, czy że do Silent Hill.

- Daleko jeszcze? – zapytała blondynka, nie odrywając wzroku od ekranu konsoli.
- Nie wiem. Myślisz, że już tam byłam? Zresztą… To ty miałaś mnie nawigować. Gdzie masz rozłożoną mapę? – odpowiedziała Kimczak.
- Ta nasza jest nieaktualna – mruknęła Atrament.
Wyłączyła PSP i chwyciła mapę. Rozłożyła ją i wzrokiem szukała Silent Hill.
...Teraz?
Tak. Bo sprawdzanie mapy - lub gpsa w telefonie, na litość! - jest dla słabych.

Nigdzie go jednak nie było.
Ani chybi, Ruscy zabrali. To nie tak, że jechały do FIKCYJNEJ miejscowości. A to, że fikcyjnej, wiemy stąd, że jedna z bohaterek grała w SH dwójkę na pececie. Chyba że jesteśmy w uniwersum, gdzie wszystkie lokacje z gier video istnieją naprawdę.
Łoboru, ten świat z Limbo też? :O
W dodatku droga, którą jechały nie istniała na mapie. Dziewczyna spojrzała na stronę z informacjami od wydawnictwa - 1985 rok wydania.  Uśmiechnęła się ironicznie i zerknęła na przyjaciółkę.
- Czy wiesz, że mamy mapę sprzed dwudziestu siedmiu lat?
Te durne cipy naprawdę nie sprawdziły PRZED podróżą do USA, czy wiedzą, dokąd jechać.
hannibal-well-done.gif

- Co proszę?! – prawie wykrzyczała, poirytowana faktem, że nie wiedzą gdzie się obecnie znajdowały.
A wcześniej wiedziały? To SH spontanicznie zniknęło z mapy czy co?

W dodatku dookoła ani żywej duszy – Świetnie, po prostu świetnie.
Blondynka złożyła mapę i ponownie włożyła ją do schowka, gdzie wcześniej przebywała.
Znaczy… bohaterka zamknęła samą siebie w schowku?

Westchnęła i oparła się głową o szybę. Przyglądała się mrocznemu lasowi i myślała nad obecną sytuacją. A co jeśli naprawdę się zgubią i nie będą mogły trafić z powrotem na główną drogę?
To umrą z głodu. Albo zje je głodny ryś. I bardzo dobrze, mam wrażenie, że byle ryś byłby mądrzejszy od nich.
Noo, wiadomo, w stanie Maine specjalnie budują zapętlone drogi, żeby trollować głupie turystki.

Już pogrążała się w pesymistyczne myśli, kiedy dostrzegła jakiś budynek. Zbliżały się do niego.
A on nie uciekał? Wot, dziwy i obraza boska.

W końcu dziewczyna mogła zobaczyć go w pełnej okazałości.
Chatka wiedźmy? Dom szalonego drwala-mordercy? Tyle możliwości!

- Kimczak… Spójrz na tą stację benzynową… Nie przypomina ci ona czegoś? – wymamrotała z lekką nadzieją w głosie. Może jednak to miasteczko istnieje.
Stacja benzynowa w środku lasu, która jest miasteczkiem? Dobrze rozumiem?

Brunetka spojrzała na stację. Delikatnie rozchyliła wargi ze zdziwienia. Wyglądała identycznie jak ta, którą obydwie widziały w filmie „Silent Hill”.
Eee… to gdzie one w końcu szukały tego chędożonego miasta? Bo to filmowe jest w Zachodniej Wirginii, prawie 1000 mil i 15 godzin jazdy na południowy wschód od tego z gry. Ja pierdziu, Izraelici błąkając się przez 40 lat po pustyni byli bardziej ogarnięci niż one.

Dziewczyna włączyła kierunkowskaz i zjechała do niej. Zatrzymała auto i obie wciąż wpatrywały się w budynek. W końcu Atrament wyszła pierwsza, pozostawiając swój sprzęt w plecaku. Zamknęła drzwi i przeciągnęła się. W końcu jechały szmat drogi.
Nie zatrzymując się ani na odpoczynek, ani na toaletę, ani na sprawdzenie mapy. Takie były twarde.

Jej przyjaciółka również nie zwlekała i wysiadła z samochodu. Zamknęła go przekręcając kluczem w stacyjce
Niemożliwe, myślałam, że zamknie go deklamując zaklęcie!
No to gratuluję, ciekawe, czy chociaż okno było otwarte, czy przecisnęła rękę miedzy drzwiami. No i skoro zamyka się go stacyjką, to gdzie się go odpala? W zamku od bagażnika?

i wyprostowała się. Spojrzała na Atramenta. Ta (To ten, czy ta? Odmiana sugeruje osobnika płci męskiej… Narrator robi to nagminnie, odmieniając ksywki obu dziewczyn według rodzaju męskiego. Prawdopodobnie ma to zwiększyć współczynnik hipsterstwa.) kiwnęła głową, na znak by wejść do środka. Obydwie ruszyły żwawym krokiem. Podeszły do drzwi wejściowych, a Kimczak chwyciła klamkę i otworzyła je.
http://hanyoyukirin.free.fr/blog/images/halloween/2011/fascinating.png
A opisy przestawiania najpierw lewej nogi, a potem prawej? No weź, narratorze, bez tego nie wiem, jak one w ogóle chodzą!

Puściła przodem blondynkę, a sama weszła tuż za nią. Rozglądały się na wszystkie strony. Sklep wyglądał jak każdy inny znajdujący się na stacji benzynowej. Niczym nie różnił się od tych z Polski.
Nawet towary były te same!
I ceny w złotówkach.

Dziewczyny, nie zastanawiając się dłużej nad tym co mają zrobić, podeszły do lady, za którą stała sprzedawczyni. (...)
- Przepraszam, wie pani może, jak dojedziemy stąd do Silent Hill? – zapytała się Kimczak swoim perfekcyjnym angielskim.
(...)- Droga do Silent Hill jest zamknięta, wątpię byście się tam dostały.
- Mimo wszystko proszę nam wskazać kierunek – powiedziała stanowczo brunetka.
- Jedźcie cały czas prosto aż do rozwidlenia dróg. Wtedy skręćcie w lewo, a następnie kierujcie się drogowskazem.
- Dziękujemy bardzo – rzekła Atrament. Zostawiła dolara na ladzie i chwyciła mapę – To też weźmiemy. Do widzenia.
A paliwa nie? Samochód jest na baterię słoneczną?
Z toalety gierojki też nie muszą korzystać?
Może mają pojemne wiaderka w samochodzie. Choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę szczegółowość opisów każdej czynności - chyba nie chciałabym czytać o ich wizycie w toalecie.

Blondynka ruszyła w kierunku wyjścia z Kimczakiem u boku. Chwyciła za klamkę od drzwi i otworzyła je. Razem z Kimczakiem udały się do auta i wsiadły do niego.
Borze, niemożliwe. Byłam przekonana, że po drodze założą trupę cyrkową!
Noo, a ten fragment, jak najpierw złapała za klamkę, a potem otworzyła drzwi! Normalnie takie emocje! W życiu bym nie pomyślała, że to w ogóle możliwe.

- Wow… – odezwała się blondynka, dalej będąc w lekkim szoku – Wyobrażasz sobie?! Naprawdę jedziemy do Silent Hill!
- No już tak się nie podniecaj. Zobaczymy co nas tam czeka – oznajmiła przyjaciółka i odpaliła auto.
Aha. Czyli one nawet do końca nie wiedzą, co je tam czeka? I nie wiedzą, po co jadą?
http://i1027.photobucket.com/albums/y336/lears_daughter/gifs/Sterling/veryinteresting.gif
Skoro grały w grę i widziały film, to powinny jednak wiedzieć, co. Ciekawe, czy przynajmniej broń mają.

Ruszyły, zostawiając stację benzynową w tyle. Jechały zgodnie ze wskazówkami sprzedawczyni. 16-latka rozwinęła mapę.
Szesnastolatka. Nie, ja tego nawet nie skomentuję.
Ja też nie.

Na szczęście drogi się zgadzały, ale nie było tam miasteczka, do którego miały się udać. Odłożyła nowo kupioną rzecz i spojrzała na drogę. Z daleka można było dostrzec duży drogowskaz. Gdy podjechały bliżej zauważyły rozwidlenie i dwie strzałki. Jedna wskazywała jakąś miejscowość, druga natomiast informowała o Silent Hill.
Informowała. Recytowała głosem znudzonej biurwy w piątek o 15.50.
Chwila, moment. Dlaczego na mapie z '85 nie było nawet drogi do Silent Hill, a na tej jest? Czy to znaczy, że miasto jest młodsze niż 27 lat? Czy może moja teoria jest prawdziwa i miasto powstało w '99, roku premiery gry? Czy raczej w 2006, razem z premierą filmu?

Brunetka skręciła w lewo i jechała cały czas prosto. Dziewczyny odnosiły wrażenie, że im dalej, tym dziwniejsza atmosfera narastała w około. Tak, jakby dawała do zrozumienia, iż zbliżają się do celu podróży.
Drzewa patrzyły złowieszczo, trawa zrobiła się fioletowa, a czas zaczął biec do tyłu. Był to bardzo mocny trip.
Radio trzeszczało, a dookoła biegali szaleni kultyści.

Podjechały do drewnianego mostu. Brama, która stała przed nim była otwarta.
- No widzisz! Jakby na nas czekali – uznała Kimczak i powoli wjechała na most.
Ok, ale jeśli panny grały, powinny wiedzieć, że Silent Hill przyciąga i zaprasza tylko jednostki wybitnie porąbane. I to nie "porąbane" w typie "smakuje mi śledź z keczupem, taka ze mnie krejzolka", tylko raczej "zabiłem swoją żonę, sfrustrowany jej nieuleczalną chorobą". Nie wiem, czy ta otwarta brama to powód do zadowolenia...

Po kilku minutach w końcu trafiły na ulicę.
Aha, a między mostem a ulicą było co? Portal międzywymiarowy?
Droga wyłożona była rozgotowanym kalafiorem i łzami niewinnych dzieci. Przecież narrator uprzedzał, że atmosfera narastała.

Dojechały do dobrze im znanej tabliczki z napisem „Welcome to Silent Hill”. Obydwóm przeszły ciarki na plecach.
- Możemy się jeszcze wycofać… – mruknęła Atrament.
Zawsze w takich sytuacjach dopadało ją tchórzostwo.
Zawsze? Mam rozumieć, że dziewczyny wcześniej zwiedziły świat Diablo, Don’t Starve i podobnych?
Z ich zdolnościami planowania w Don't Starve nie przetrwałyby nawet kwadransa. Prawdziwa jazda była wtedy, gdy pewnego razu weszły do łazienki przy pełni księżyca i wylądowały w Sigil z Planescape: Torment.

Niestety, nic nie mogła na to poradzić, że urodziła się taka bojaźliwa. Spojrzała na przyjaciółkę, która delikatnie się do niej uśmiechnęła.
- Nie martw się. To, że gra mówiła o potworach, nie musi znaczyć, że są one naprawdę.
http://1.bp.blogspot.com/-_zR5Ms7PId8/Uc9DqjOUqJI/AAAAAAAABIs/l076ZKJp-6Y/s500/target+yeah+right.gif
Aha. Ale to, że gra mówiła o fikcyjnym mieście, jakoś nie znaczyło, że tak naprawdę go tam nie ma. Żelazna logika.

Atrament pokiwała głową i ruszyły dalej. Most zniknął za gęstą mgłą. Spoglądały na otaczającą je nicość. To było niesamowite uczucie.
Nie wątpię. Szłam raz przez gęstą mgłę w środku nocy i dokładnie co pięć minut dostawałam zawału. Super stan!

Czuły się, jakby były postaciami z kolejnej odsłony gry.
Ja tam nie wiem, ale gdybym kiedyś zaczęła czuć się jak postać z SH, nawet Usain Bolt wymiękłby przy prędkości, jaką osiągnęłabym biegnąc w przeciwnym kierunku.

To wszystko na żywo. Atrament nagle zauważyła coś w oddali. Przypominało auto, a raczej to, co zostało z niego po wypadku. Maska była wgnieciona, drzwi wyłamane, pęknięte szyby, a wokół leżały białe kartki.
I to wszystko zobaczyła z oddali w zajebistej mgle. Mhm.

- Kimczak, spójrz na to – wskazała palcem na tą kraksę.
Mam rozumieć, że tkwił przed nimi wypadek samochodowy zapętlony w czasie?
Tak. Pamiętaj: atmosfera narasta.

- O ja… – wydusiła z siebie. Jej umysł nie chciał tego zaakceptować, miała wrażenie, że po prostu śni i zaraz obudzi się w swoim pokoju. Zatrzymała samochód, po czym zatopiła palce we włosach, otwierając szeroko oczy i usta ze zdumienia. – To niemożliwe. To nie może być samochód Harry’ego!
- Przecież jest identyczny, jak w grze. Popatrz, tam nawet leżą kartki, które z pewnością pochodzą z rysownika Cheryl.
Niech mi ktoś wytłumaczy - ok, biorę na klatę istnienie Silent Hill w świecie rzeczywistym, spoko - ale niech mi ktoś w takim razie powie: po ki wuj jechać w miejsce, które jest, no, dość skutecznie mordercze?
Może to jak z tą turystyką dla znudzonych hipsterów, którzy jeżdżą pooglądać sobie Strefę Gazy albo slumsy Meksyku? Tylko sto razy głupsze?

(...) Wypuściła ze świstem powietrze z ust i właśnie w tym samym momencie Atrament wysiadła z samochodu.
Co, koleżanka miała aż taki nieświeży oddech?

- Zaraz! Gdzie idziesz? – krzyknęła brunetką, pochylając się w stronę siedzenia pasażera.
- Idę sprawdzić te kartki… Nic mnie chyba nie zje – odparła, uśmiechając się blado.
Bo przecież mam przy sobie broń, umiem się nią posługiwać i w razie czego się obronię oh wait.

Kimczak momentalnie opuściła auto i podeszła do przyjaciółki. Złapała ją za ramię i zatrzymała.
- Mimo wszystko uważam, że powinnyśmy być bardziej ostrożne. – Obejrzała się za siebie, patrząc na Chevroleta. Puściła blondynkę i podeszła do samochodu. Delikatnie położyła dłoń na masce, kilkakrotnie przejeżdżając palcami po gładkiej nawierzchni, pokrytej czarnym, połyskującym lakierem. Pochyliła się do przodu, niemal dotykając ustami chłodnej blachy.
Yyyy… Takich rzeczy to nawet Dean nie robił. Nie jest dobrze.
Jakim cudem maska po wielogodzinnej jeździe jest chłodna?

- Chevy… Uważaj na siebie. Ciężko jest mi ciebie zostawiać, ale nie mam wyboru. Tam dalej jest niebezpiecznie. Nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś ci się stało. Obiecuję, że wrócę.
Widzę bohaterkę:
http://0height.com/wp-content/uploads/2013/05/overly-attached-girlfriend-valentine.gif
No tak, bo po co zostawać w dużym, solidnym samochodzie, który może zapewnić jakieś schronienie i którym można w razie czego szybko spierdzielić. NO PO CO.

Kimczak przyłożyła dwa złączone ze sobą palce do ust, a następnie dotknęła lekko maski samochodu – miało to być odzwierciedlenie pocałunku. (...)
- Słuchaj… Nie chciałabym ci przerywać tej jakże…. Wspaniałej chwili, ale powinnyśmy chyba iść. Znaleźć kryjówkę czy coś. Jeżeli Silent Hill jest takie jak w grze to po alarmie mamy przechlapane.
Dlatego przyjechałyśmy tu dla przyjemności. Bez broni, stroju ochronnego, czegokolwiek. Bo my takie krejzolki jesteśmy.

Atrament podeszła do auta i otworzyła swój plecak. Spojrzała na jej kochane, czarne PSP. Tak długo je miała, pamięta jeszcze jak dostała je na swoje urodziny.
Skarbie, masz je maksymalnie 4 lata, zakładając, że kupiłaś je gdy tylko weszło na europejski rynek. To żaden ultrasentyment pamiętać o urodzinach sprzed czterech lat.

Zawsze o nim pragnęła ...zapomnieć?. Przyłożyła go do serca, co miało symbolizować pewną „więź” między nimi.
Chyba coś więcej niż więź. W sumie… PSP ma taki kształt, że od biedy mogłoby służyć do… różnych czynności. Ale nie, nie chcę wnikać.
Raczej by nie mogło, nie ma nawet funkcji wibrowania. Chyba że komuś wystarczą te drgania z napędu UMD... Już prędzej Dual Shock od stacjonarnej konsolki. A teraz wybaczcie, muszę zrozumieć, dlaczego wolę zastanawiać się nad erotycznym zastosowaniem platform do grania niż dalej analizować to opko.

Kimczak delikatnie się uśmiechnęła. Nie tylko ona kochała przedmioty martwe.
- Ja też kocham przedmioty martwe! - krzyknął radośnie zza krzaka Jason Voorhees.
- I ja! - zawtórował mu Hannibal Lecter, zapinając pod szyją foliowy kombinezon.

Blondynka odłożyła PSP i wyciągnęła z plecaka dwie latarki oraz krótkofalówki. Podała po jednym przedmiocie Kimczakowi. Obie przypięły krótkofalówki do swoich pasków. Wymieniły się spojrzeniami, po czym ruszyły w kierunku Silent Hill.
Bez broni, tak jak przypuszczałam.
Mogłoby je już coś zjeść? Nudzi mi się.

                Szły przez gęstą mgłę w obawie przed potworami oraz innymi niebezpieczeństwami, które – choć miały nadzieję, że jednak się mylą – mogłyby stanąć im na drodze.
Konstrukcja tego zdania sugeruje, że specjalnie zapuściły się w tę mgłę, żeby uniknąć potworów.  Co ma taki sens, że ojacię.

                Dotarły do miasteczka po kilku minutach. Przypominało miasto duchów. Obydwie rozejrzały się na boki. Sklepy i mieszkania były w nienaruszonym stanie, jedynie puste.
Skąd wiedziały, że mieszkania też są puste? Wszędzie były otwarte okna i zapalone światło? Czy może mieszkańcy wystawili gustowne tabliczki “Wolne, można szabrować”?
Ale z jakiej racji? Przecież miasto w "świecie mgły" było wyraźnie zrujnowane, nie wyglądało jak nieczynny plan zdjęciowy.

Niby spokojnie, zwyczajnie, żadnych oznak jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Było cicho, stanowczo za cicho. Idąc ulicą i bardziej zagłębiając się w miasteczko, towarzyszyło im podniecenie sytuacją oraz silny strach.
A także hordy źle użytych imiesłowów.

W końcu domyślały się, co może je spotkać.
Ok, idą, idą, kij wie po co, wygwizdowo, boją się... zacznie się coś dziać?

                  Atrament zatrzymała się przy pewnej kafejce. Ułożyła dłoń na jedynej, niewybitej szybie kawiarni i przyglądała się jej.
Tej szybie. Była tak fascynująco… szklana.
Niech zgadnę - to ta sama kawiarnia, w której obudził się Harry?

Kimczak podeszła do niej i położyła dłoń na jej ramieniu.
- Wygląda identycznie… Całe miasto wygląda identycznie – wyszeptała jakby do siebie blondynka i zerknęła na przyjaciółkę – W dodatku te wybite szyby, jakby Harry już tu był i walczył z tym… pterodaktylem?
Czarnowłosa kiwnęła na potwierdzenie. Puściła przyjaciółkę i szła dalej w gęstą mgłę.
Sama już nie wiem. Może to wyjątkowo masochistyczne samobójczynie…?
Lemingi. To muszą być lemingi.

Szesnastolatka szybko do niej dołączyła. Maszerowały już jakiś czas. Z każdym krokiem czuły narastający strach i chęć zawrócenia, jednak ciekawość wciąż zwyciężała.
Nie wiem, czy “ciekawość” to akurat dobre słowo na to, co nimi kieruje.
Ciekawe, czy narrator też patrzył na nie z różnych porąbanych kątów, żeby odzwierciedlić pracę kamery w oryginalnym SH.

Z oddali dobiegał do nich cichy dźwięk, który z każdą sekundą stawał się coraz głośniejszy. Przypominało to ryk syreny alarmowej. Obie dziewczyny przeszył silny dreszcz strachu.
No kurwa raczej. Ale, niech zgadnę, nie zaczną uciekać, bo przecież po co.

Świat wokół nich zaczął się ściemniać, aż w końcu nie widziały już nic. Nawet siebie nawzajem. Alarm ucichł i przez chwilę było słychać tylko przyspieszone oddechy Kimczaka i Atramenta.
Przepraszam, ale z tymi pseudonimami nawet najbardziej klimatyczny akapit wyglądałby jak mroczny potwór odziany w różowe ogrodniczki w kokardki.

Czarnowłosa szybko zapaliła latarkę, a jej przyjaciółka uczyniła to samo. Skierowały światło latarek na budynki. Wszystkie nagle jakby zostały przemalowane, a cegła, z której były zbudowane, była zniszczona i pokryta czymś, co przypominało zaschniętą krew. Przerażone tym widokiem spojrzały na siebie porozumiewawczo.
I mrugnęły znacząco. Wciąż nie uważały, że należy spierdalać niczym struś pędziwiatr.

(...) W tym momencie świat zmienił się w prawdziwy koszmar.
***
Dun, dun, duuuuuun! Klimatyczny rozdział 1, który, naszym zdaniem, wyszedł naprawdę świetnie. Jesteśmy z niego i siebie nawzajem dumne. Czekamy na Waszą opinię ^^
Jakby to ująć… macie tu opinię. A nawet dwie, zaskakująco zgodne. Na około dziesięć stron nawet.
                   

34 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jak one jechały samochodem przez ocean? No, chyba, że to była taka super bryka, co jeszcze latać umiała. XD

Anonimowy pisze...

To jest tak głupie i nie trzymające się kupy, że aż boli... Pogwałcenie dobrego, klimatycznego horroru. A sądziłam, że Silent Hill nie dostanie się w łapy autorek. Z tego co wiem, to Silent Hill (jako fikcyjne miasto) funkcjonował już w czasach kiedy palono czarownice. Więc powinien być na mapie nawet tak starej jak posiadają bohaterki. Poza tym wydaje mi się, że Kimczak kiedyś była YouTuberką. Albo ktoś się pod nią podszywa. Tak czy inaczej, te ich ksywki psują cały klimat. Czytanie tego boli dwa razy bardziej, jeśli ktoś tak jak ja na bzika na punkcie Cichego Wzgórza.

Robaczywka pisze...

Mam dziwne wrażenie, że Analizatorki tak to opowiadanie zmęczyło, że nawet nie mogły wyrazić swojego żalu i piety nad nim odpowiednio zjadliwymi uwagami! Zabrakło mi komentarzy błyskotliwych jak przy Kamiennojedwabnym, urokach soczku i biszkopta&spółce, ale rozumiem, że ciężko jest silić się na dowcip przy opku, w którym najbardziej fascynującą czynnością jest zmysłowe mizianie Impali XD

Niemniej kwiknęłam z radości i uroniłam (samotną ;P) łezkę nad lemingami :D (A propos lemingów i gier - pamięta ktoś jeszcze starego dobrego Lomaxa?)

"Noo, wiadomo, w stanie Maine specjalnie budują zapętlone drogi, żeby trollować głupie turystki."
Zważywszy na to, że to miejsce akcji większości powieści Kinga, wcale nie byłabym zdziwiona ^^

lekko zirytowana Chiro pisze...

BoCHaterki to:
- albo wyjątkowo głupie, bezmózgie nastolatki, które podnieca każdy horror i twierdzą, że niczego się nie boją, ale jak przyjdzie co do czego to srają w gacie, ale nie będą uciekać, bo są takimi mega-koksami że łomajgad
- albo takie biedne, nieco rozchwiane psychicznie emo, które chcą jakoś oryginalnie popełnić samobójstwo.
I serio? 16 latki z POLSKI, które już JEŻDŻĄ SAMOCHODEM SAME? Bez prawa jazdy?
I te pseudonimy... Bo zwykłe imiona nie są takie oryginalne... Żeby ksywki miały chociaż od swoich imion, albo od koloru włosów, oczu, piegów, whatever...
W opku emocji jest że hej, zwłaszcza w opisach otwierania drzwi. Grrrrr... Oby je Piramidogłowy zeżarł!

Chiro pisze...

Anonimowy z 16 sierpnia z godziny 00:37 - może aŁtorki inspirowały się informacjami dojazdu, jakie Google kiedyś dawało na swoich mapach. Kiedyś się w tym bawiłam i chciałam wyszukać trasę z Gdańska do Waszyngtonu i mi wyskoczyło "Przepłyń kajakiem ocean". ;)

Anonimowy pisze...

"Silent Hill" (zarówno gra jak i film) to dla mnie rzecz zupełnie obca, a jednak ubawiłam się czytając analizę. :D Niejaki plus dla ałtorek za brunetkę i blondynkę, a nie -jak zwykło się pisać w opkach- "blondwłosą", "brązowowłosą".

" Westchnęła i oparła się głową o szybę. Przyglądała się mrocznemu lasowi i myślała nad obecną sytuacją. A co jeśli naprawdę się zgubią i nie będą mogły trafić z powrotem na główną drogę?
Już pogrążała się w pesymistyczne myśli, kiedy dostrzegła jakiś budynek. Zbliżały się do niego."
Jeśli w środku tego budynku będzie mieszkał złowrogi Niemiec, który zaproponuje wam coś do picia - uciekajcie.

Anonimowy pisze...

Byłabym zapomniała:

Inga

Serenity pisze...

Impala głównej bohaterki to chyba siostrzyczka Loli agenta Coulsona z Agents of S.H.I.E.L.D. Wiecie dzięki temu nie musiały martwić się o transport auta do Stanów - przeleciały nad oceanem.

Anonimowy pisze...

Dziewczyny, coś tu jest nie tak. Czytam Was od pierwszej analizy, jeszcze nie przegapiłam żadnego czwartku/piątku, ale to już nie to samo. Mam wrażenie, że coraz mniej w Waszych notkach humoru, a coraz więcej jadu, i to dość agresywnie wyrażonego.
Same mówicie, że analizujecie dla funu oraz tępienia głupoty i prostactwa, a tymczasem Wasze zachowanie coraz bardziej mi przypomina zachowanie wkurzonych ałtoreczek. Idea analizowania nadal słuszna, ale wykonanie już nie to.
Gdzie niegdysiejsze nawiązania do axis mundi, zabawne i błyskotliwe odniesienia, żartowanie z ałtoreczkowego kanonu zamiast mieszania go z błotem? Ja widzę już w większości zniecierpliwienie, wulgarność, "durne cipy" i masę gifów zamiast Waszych wnikliwych komentarzy, których naprawdę mi brakuje. Gdzie tu miejsce na fun, na kulturalną rozrywkę, nauczenie się czegoś? Czy nadal analizujecie z tych samych powodów co kiedyś?
Naprawdę przykro mi patrzeć jak jedna z najlepszych analizatorni traci swój urok i jeszcze mało kto ma śmiałość o tym wspomnieć. A tymczasem może przyjmiecie odrobinę krytyki? :)

Z jak najlepszymi intencjami wypowiedziała się,
Goma

Anonimowy pisze...

Jako mieszkanka Zielonej Góry stwierdzam co następuje:
1. Bardziej prawdopodobne jest istnienie SH z gry niż godzinnego korku w naszym mieście.
2. Racula posiada tajny przejazd do USA.
3. Przeraża mnie świadomość, że autorka może mieszkać gdzieś w pobliżu.

Eh...

ja, Kosmeonautka pisze...

"Jechały już bardzo długo.

Z Polski do Stanów. No shit, Sherlock."

Znam gościa, który jest kierowcą TIRa i opowiedział mi on taki dowcip:

Kierowca TIRa łowił kiedyś ryby i złapał Złotą Rybkę. Ta zaproponowała mu życzenie do spełnienia.
- Słuchaj, Rybko, jeżdżę ciągle tą ciężarówą, stoję w korkach na promy, na bramki, no strata czasu. Zrób mi proszę taką full wypas autostradę dookoła globu, ze zjazdami w najważniejszych miejscach, pełną infrastrukturą i w ogóle.
Rybka się zasępiła:
- Stary, przykro mi to mówić, ale trochę przesadziłeś... Weź wybierz sobie jakieś łatwiejsze życzenie.
- No dobra, Rybko, to proszę Cię tylko o jedno: żeby żony tirowców się nie puszczały!
- Eee... to na kiedy ma być ta autostrada?

(żona tego faceta strasznie się zaśmiewa z tego kawału :D)

W każdym razie, moim zdaniem dziewczyny w swoim Chevym po prostu pojechały do Stanów autostradą. W tym opku wszystko jest możliwe, Złote Rybki pewnie też!

---

Jak coś to konta obu dziewczyn na YT można znaleźć bardzo łatwo i owszem, używają słowa "IŻ" także w potocznej mowie ;)

Anonimowy pisze...

Oh, Goma, jak precyzyjnie to ujęłaś! Analizy znacznie straciły swój pierwotny humor i teraz przypominają bardziej zwykłe wytykanie błędów, na dodatek okraszone widoczną irytacją. Dziewczyny, może by tak zrobić sobie przerwę, taką naprawdę długą, po czym wrócić do analizowania? Bo chyba lepiej tego nie robić, niż robić to wyraźnie się męcząc. Pozdrawiam.
Rei

Anonimowy pisze...

Jako mieszkanka Zielonej Góry dziwuję się tym strasznym korkom. Czasami się zdarzają, no ale bez przesady... A Impali nigdy tutaj nie widziałam^^. Na początku myślałam, że Zielona zamieni się w Silent Hill - w sumie jesienią mgły bywają gęste i utrzymują się całe tygodnie. Na szczęście ocean i wizy to dla dzielnych podróżniczek żadna przeszkoda. Opko raczej niestrawne, nudne i chyba przez to analiza też nie najśmieszniejsza, bo właściwie nic się nie wydarzyło. Może faktycznie zróbcie sobie wolne, przecież są wakacje i analizatorzy też zasługują na chwilę wytchnienia od tych głupot;)
Pozdrawiam, wierna czytelniczka, chociaż niekomentująca.

reaver_blade

Anonimowy pisze...

Oj, co prawda to prawda. Komentarz o analizie już dodałam, to dodam coś na temat bloga. Niestety, potwierdzam słowa które napisała Goma. Porównując wasze analizy z pierwszych miesięcy działania bloga z dzisiejszymi... Niestety, ale te starsze są lepsze. Może dlatego, że było zabawnie i śmiesznie, a obrazek/gif nie był w co trzecim komentarzu. Nie to, że was atakuję, ale... Może jednak warto zrobić sobie przerwę, albo przeanalizować swoje starsze analizy (geez, ale to dziwnie brzmi) i wyciągnąć wnioski?

Powodzenia!

Anonimowy pisze...

Ok, do narzekania na pikujący poziom się nie włączę, bo zeszłotygodniowy "kalafior, co trzyma się za twarz" mnie ubawił. Ale fakt, dzisiejsza analiza przypomina smęcenie kogoś, kto wstaje rano do znienawidzonej roboty. Znaczy, nudno jest. Widać, że opko Was zirytowało, da, ale brak tego ubawienia czy zamętu grubymi nićmi szytego, które właśnie sprawiają, że analiza jest śmieszna.

Serio, nikt by się chyba nie obraził za tydzień czy dwa ze słodkim szczeniaczkiem czy innym gifem zastępczym. Byleście się nie męczyły, bo to bez sensu. ;)

Hasz

Anonimowy pisze...

Kilkugodzinne korki w ZG? Hmm, kiedyś tamtędy biegła trasa Tour de Pologne, więc nie powiem, zdarzają się ;-)

"Na szczęście w wioskach już nie było takiego ruchu (..) Widząc zbliżający się znak ( z napisem „Racula”"
którędy jechała do Raculi, że wcześniej musiała przejechać przez wioski? Naokoło Zielonej Góry? (w linii prostej od znaku do znaku jest kilkaset metrów)

"Zostawiła dolara na ladzie i chwyciła mapę"
Mapa za dolara? Mapa Michelina kosztuje prawie 13$, na pewno są tańsze, ale nie sądzę, by można było kupić jakąś za dolara.

L.

Natalia SStefania Borucka pisze...

Ten Kimczak to taka superoryginalna i odjechana ksywa, że bezustannie przekręcała mi się w głowie na Pipczak xD

Z. pisze...

Przerobiły Impalę na amfibię, co jednak nadal nie tłumaczy, jakim cudem przebyły cały ocean w samochodzie.
~Z.

Babatunde Wolaka pisze...

BoCHaterki znają Silentnego Hilla z gry, a jednak nie wiedzą, co się tam kryje? Bardzo chcą tam jechać, ale bez żadnego przygotowania? Zachodzę w głowę, po jaki dur brzuszny te dziewczyny tam w ogóle jadą.

"Nie pytajcie,skąd go wynalazła. To jeszcze dłuższa historia, niż ta związana z powstaniem jej oryginalnego pseudonimu."
To długa historia, ale wam nie powiem, tylko tak się drażnię. A tak w ogóle - ksywka "Kimczak" kojarzy mi się z kimchi. Oppan Seongbuk Style!

Pieszczoty, jakimi bohaterka obdarza auto swe, są bardzo niepokojące. "Wysiadła z samochodu, tradycyjnie klepiąc go po masce. Z czułością, jakby to był człowiek" - ja tam niezbyt przyjaźnie reaguję na próby klepania po masce.

"Czytelnicy, by nie ufać nikomu, kto w mowie potocznej używa "iż", to przeciwne naturze."
Jedynym usprawiedliwieniem jest posiadanie samochodu marki Iż (z Iżewska). Bardziej by pasował to Zielonej Góry niż jakiś tam Vlad Impala.

"Na szczęście znajdowały się w Stanach Zjednoczonych coraz bliżej celu."
Podejrzewam, że mogły to być Stany Zjednoczone Czech, Moraw i Śląska.

"Chyba że jesteśmy w uniwersum, gdzie wszystkie lokacje z gier video istnieją naprawdę."
Dawać mi tu Vice City! Albo przynajmniej Drżące Wyspy...

"Sklep wyglądał jak każdy inny znajdujący się na stacji benzynowej. Niczym nie różnił się od tych z Polski.
Nawet towary były te same!"
Już wiedziały, gdzie są. Na Jackowie.

"Przepraszam, wie pani może, jak dojedziemy stąd do Silent Hill? – zapytała się Kimczak swoim perfekcyjnym angielskim."
A sprzedawczyca wyciągnęła spod lady winchestera i nafaszerowała ją ołowiem. Było oczywiste, że ktoś, kto w tych stronach tak dobrze mówił po angielsku, musiał być iluminackim reptilianinem z wojsk okupacyjnych ONZ.

"Dlaczego na mapie z '85 nie było nawet drogi do Silent Hill, a na tej jest?"
Bo dawniej był tam tajny wojskowy ośrodek badawczy, a tera już nie ma i daną miejscowość można było odtajnić.

"Przepraszam, ale z tymi pseudonimami nawet najbardziej klimatyczny akapit wyglądałby jak mroczny potwór odziany w różowe ogrodniczki w kokardki."
Albo jak Wielki Cthulhu w pasiastych spodniach na szelkach i słomkowym kapeluszu, grający na trąbce i przytupujący nogą.

Anonimowy pisze...

Mnie tam się podobało. Może nie jest to wasza najlepsza analiza, ale można od czasu do czasu prychnąć. Denerwuje mnie tylko pojawiająca się ostatnio coraz częściej przewaga zwykłego narzekania nad analizowaniem. A bohaterki, które z ciekawości zostają w Silent Hill, zamiast uciekać w podskokach względnie rozumiem, choć może to dlatego, że nie grałam w grę.

Gayaruthiel pisze...

A ja tylko szepne, ze Silent Hill naprwde istnieje, minus potwory i alarmy. Tylko ze nazywa sie Centralia.

http://en.wikipedia.org/wiki/Centralia,_Pennsylvania

Siberian tiger pisze...

Ja bym nie przesadzał z wypaleniem analizatorek od razu, ale zrzucił to na karb tego, że po prostu materiał na analizę był cienki jak szpadelek. Bo faktycznie uwagi skupiały się na tym, że opko było najnormalniej w świecie nudne i autorki nie miały wystarczająco dużo wyobraźni, żeby: 1) wymyślić realny i w miarę wiarygodny powód dla znalezienia się w tym mieście, 2) sposób dotarcia do niego, 3) przede wszystkim swoich wiarygodnych reakcji na to, co tam zastały. IMHO nic więcej w tym opku nie ma, a więc trochę mało jak na analizę. I w gruncie rzeczy tylko tyle i aż tyle.

Fraa Farara pisze...

Ogólnie to wow - rispekt za chyba rzadko spotykany setting. o.O
Zgodzić się muszę, że materiał do analizy cienki - opko po prostu śmiertelnie nudne z bohaterkami-lemingami, ale nie jest w gruncie rzeczy jakieś epicko głupie i wyczynowo zabawne. Słowem: bywały gorsze. xD

Dla mnie to po prostu kolejne opowiadanie z bohaterkami wyrażonymi za pomocą koloru włosów. <3 Serio, ciekawa jestem, czy autorki blogaskowe kiedyś się tego oduczą i przyjmą do wiadomości, że CZŁOWIEK SKŁADA SIĘ Z CZEGOŚ WIĘCEJ NIŻ KOLOR WŁOSÓW (większymi literami, bo a nuż któraś z tychże autorek się tu przewinie i przypadkiem zobaczy).

A dla Analizatorek szacun za cierpliwość - mi by się nie chciało przez to brnąć. xD

Anonimowy pisze...

Chciałabym podrzucić jednego blogaska:

http://igrzyska-niezgodnych.blogspot.com/

Myślę, że nie pogardzicie. :D

Anonimowy pisze...

Jestem za! Weźcie go w obroty, będzie ubaw! :D

Anonimowy pisze...

Ejj, a może ta Impala była tak naprawdę autkiem z "Pana Samochodzika"? Może wzięła i mu podpieprzyła samochód, skoro kazała nie pytać, skąd ją wytrzasnęła... Dodatkowo, nie potrzebowała tyle benzyny, jeździła po oceanie i nie psuła się na polskich drogach...! O.o
Ja wiem, co to był za las! One jadąc sampchodem przez ocean musiały w jakiś wir wodny wpaść i przez przypadek w jakiejś podróbce Narnii się znalazły? Tam drzewa same chodziły i wgl...
Pozdrawiam i już nie mogę doczekać się kolejnej analizy! :D
~Paulina

wrednybuc pisze...

Chciałabym stanąć w obronie samej sceny wjazdu do SH. Z tego co pamiętam (chocaiż w gry grałam już jakiś czas temu) to znakiem charakterystycznym wchodzenia w zasięg SH było to, że normalny wcześniej krajobraz stawał się z nagła ciemny i mroczny jak dupa gotyckiego murzyna. I tak to trwało dopóki nie zabiliśmy swojej od dawna nieżywej żony po czym okazywało się ze te wszystkie dekoracje z mroku i pleśni to tak naprawdę nasze rzutowane poczucie winy a w rzeczywistości błądzimy po ruinach do rozbiórki w środku słonecznego dnia.

Sorry za spoilery.

Lenn pisze...

Jedna z moich koleżanek z liceum nazywała się Klimczak. Zgadnijcie, kto wizualizował mi się przez całą analizę. *tłucze głową o biurko*

Dziękuję paru osobom z Zielonej Góry za wypowiedzi, bo już się zastanawiałam, czy faktycznie korki macie tam lepsze niż w Warszawie.
...Dobra, żartuję, nie zastanawiałam się. :) Wzięłam poprawkę na to, że info o korkach pochodzi z opka, w którym samochody jeżdżą przez ocean.

Zgodzę się z opinią, że ostatnio analizy coraz mniej lekkie i śmieszne, a coraz bardziej szyderczo-zjadliwe, choć nie do końca widzę tu ciągłą równię pochyłą - co jakiś czas nadal trafiają się perełki, przy których parskam głośnym śmiechem. Może poziom cotygodniowej wrzuty zależy nie tylko od nastawienia i dyspozycji analizatorek, ale też od tekstu branego na warsztat - nie z każdego da się wiele wycisnąć.

Anonimowy pisze...

Witam wpadłam na pewnego blogaska, który zwalił mnie z nóg swoją fabułą.
Opowiadanie jest o piętnastoletniej lasce, którą matka gwałci, ojciec chce zabić w akcję wkracza 1D po prostu literacki misz-masz. XD
Jeśli macie czas i ochotę (przy okazji zryć sobie tym tekstem mózgi) to opiszcie te opowiadanie, śmiechu co nie miara.

Adres owego blogaska: http://wszystkojestmozliwe1d.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Mam tu dla was "ciekawych" opek, których aŁoreczki chyba domagają się analizy...
http://btrkahenderson.blogspot.com

http://bigtimerush46.blogspot.com

~Karolajna

Anonimowy pisze...

A ja jakie opko dla was znalazłam!
Mary Sue w wersji elfki, zakochuje się w Gabrielu - smoku, największym wrogu elfów. Dodatkowo zbliża się wojna, czy Mary Sue i jej tró loff Gary Stu powstrzymają ją? Na to pytanie chyba każdy zna odpowiedź! -.-
Pozdrawiam i czekam na kolejną analizę! Lilith

Anonimowy pisze...

Nie sądziłam, że to opowiadanie trafi do tej analizy. Tak, tutaj jedna z autorek. Pisałyśmy to opowiadanie dla czystej zabawy. Więc spokojnie, nie jesteśmy takie głupie, nie trzeba nas obrażać i wyzywać od cip ^^ Swoją drogą uśmiałam się przy tej analizie xD

Hunter pisze...

Przez całą analizę to "Kimczak" czytałam jako "Klimczak" i zastanawiałam się, po co do jasnej ciasności ktoś miałby mieć taki pseudonim i dlaczego pozyskanie go miałoby być taką ciekawą historią _^_

Shena Wakai pisze...

Przed chwilą napisałam bardzo wygórowany komentarz o tym, że używam słowa "iż" w normalnych rozmowach, ale bałam się, że jakiś Anon mnie skrzyczy za (zamierzoną) niepoprawną składnie zdania. Cuż.