piątek, 22 sierpnia 2014

To nie jest analiza, której szukacie

Witajcie!

Dzięki za odzew pod ostatnią analizą. Cieszymy się, że gdy coś jest nie tak, możemy liczyć na Wasze szczere opinie. Zgadzamy się z Wami - faktycznie przyda nam się przerwa od złej literatury.

Wrócimy w październiku, wypoczęte i świeże jako pierwiosnki. Ale tradycja to tradycja - macie więc  tu na pocieszenie słodkie zwierzątko.


Do zobaczenia!
Kalevatar i Pigmejka.

piątek, 15 sierpnia 2014

Atmosfera narasta, a głupota wciąż ta sama, czyli z wizytą w Silent Hill

Witajcie!

Dalszy ciąg Smoczego krocza nastąpi za tydzień. Ale nie lękajcie się - dziś mamy dla Was coś równie niedorzecznego, tylko z zupełnie innej bajki. Tu nie będzie różowo i fluffiaście. Tu będzie Silent Hill.
A raczej dwie durne małolaty, które z nieznanych ludzkiemu rozumowi powodów postanowiły wybrać się do tego uroczego kurortu. Bez mapy, bez broni i bez mózgu, rzecz jasna. Ale za to z Impalą z rocznika '67, do której jedna z bohaterek jest przywiązana w sposób interesujący prof. Starowicza.
Brace yourselves, opisy naciskania klamki are coming!
Miłego!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Adres blogaska: http://another-silent-hill.blog.onet.pl/   
Prolog                                       
             Dzień, jak co dzień.
Gdybyście się zastanawiali, jak uzyskano wcięcie w tym akapicie, to tak - za pomocą rozmnożenia spacji.

Ni to ciepło, ni to zimno, ale jednak w sam raz na małą wyprawę.
Powiedz mi więcej, narratorze, to niezwykle zajmujące.
A słońce trochę świeciło, trochę nie, ptaki ćwierkały jakoś tak bez przekonania, i nawet psy szczekały przez zęby.

Widać, wieleu ludzi tak pomyślało, gdyż na ulicach w niektórych miastach były straszne korki, a na jakichś autostradach znacznie więcej aut niż zazwyczaj. Czarnowłosa dziewczyna o dźwięcznym pseudonimie „Kimczak” siedziała właśnie w swoim samochodzie, jakim to był stary Chevrolet Impala z 1967 roku.
Jakim to był. Nie wiem, w jakim stanie ducha trzeba się znajdować, by takie ozdobniczki wydawały się zabawne i świadczące o głębokiej erudycji.
No i.
Dean sobie może popylać swoją Impalą bez większych kłopotów, bo to Stany i paliwo jest tanie, a on i tak przecież robi przekręty na kartach kredytowych, więc wiele za nie nie płaci. Ale w Polsce jeżdżenie zabytkowym samochodem po mieście to finansowe samobójstwo. Impala spala prawie 20 litrów benzyny na 100km, w jeździe po mieście zapewne dwa razy tyle. Przy cenie benzyny na poziomie powyżej 5 zeta możemy wręcz usłyszeć, jak boCHaterce kasa ucieka z portfela. A nie każcie mi nawet zaczynać o kosztach ubezpieczenia i serwisu...

Nie pytajcie,skąd go wynalazła. To jeszcze dłuższa historia, niż ta związana z powstaniem jej oryginalnego pseudonimu. Ale wracając do tematu – jej auto, tak jak każde inne, stało właśnie w dość sporym korku.
*wygląda za okno* Auta sąsiadów nie stoją. Oj, ktoś tu kłamie nieprecyzyjnie stosuje kwantyfikatory ogólne.
Nieważne, skąd pseudonim, ani skąd ma samochód. Ważne, że “wszystkie inne” stoją w korku. Mhm.

Dziewczyna nerwowo wystukiwała palcem rytm utworu „Mama Kin” zespołu Aerosmith. Cała Zielona Góra zapchana była przeróżnymi samochodami!
Wow, dobrze że jest tu to "przeróżne", inaczej byłabym pewna, że miasto zalała fala identycznych zielonych Zaporożców z przerdzewiałymi nadkolami!
Ok, miasto jest zakorkowane. Możemy już przejść, nie wiem, do jakiejś fabuły? Czegokolwiek?

             (...) Minęła godzina, kiedy udało się Kimczakowi wyjechać z miasta.
Gruzińska mafia już miała kontrakt na nerkę, którą boCHaterka musiała sprzedać, żeby zatankować.

Na szczęście w wioskach już nie było takiego ruchu.
Ale wyboiste boczne dróżki czyniły prawdziwe cuda z zawieszeniem zabytkowego auta, projektowanego z myślą o równych, amerykańskich nawierzchniach.

Widząc zbliżający się znak (Tam są samobieżne znaki? Fajnie, łatwo takie przestawiać!) z napisem „Racula” uśmiechnęła się szeroko, gotowa nawet śpiewać z radości, ale ostatecznie się powstrzymała. Skręciła w wąską uliczkę, wjeżdżając na teren różnych domostw.
U Kowalskich sobie do kuchni wjechała, u Matysiaków - na strych..

W końcu zatrzymała się u celu podróży przy dużym, białym domu z czerwonym dachem. Wysiadła z samochodu, tradycyjnie klepiąc go po masce. Z czułością, jakby to był człowiek, po czym skierowała się w stronę bramy, która zagradzała wejście na teren domostwa.
Jeśli ktoś ma pomysł, dlaczego to zdanie zostało podzielone na dwie części, może śmiało zostawić go w komentarzach.
Żeby ta czułość była bardziej wyrazista, nie do przeoczenia!

[Przydługi i rozlazły opis wchodzenia do domu jest przydługi i rozlazły.]
Zauważyła coś, czego właściwie się spodziewała. Może i wcześniej dostrzegła spakowaną torbę to i tak domyślała się, że Atrament będzie musiała zagrać jeszcze w „Silent Hill 2” – aby wczuć się w klimat.
Po dwukrotnym przeczytaniu zdania dochodzę do wniosku, że narratorowi chodziło jednak o "mimo że".

Nawet nie usłyszała, że ktoś wszedł do pokoju. Była zbytnio pochłonięta grą. Kimczak dyskretnie podeszła do niej i od razu zaczęła tarmosić jej blond włosy, śmiejąc się jeszcze głośniej. Atrament wzdrygnęła się i wrzasnęła. Szybko odsunęła się wraz z krzesłem i spojrzała z przerażeniem na przyjaciółkę. Dopiero po chwili na jej twarz wstąpił szeroki uśmiech. Uff, to tylko zwykły Element Komiczny!
- Kurna chata, Kimczak, głupszego pomysłu nie miałaś?! – wykrzyczała, śmiejąc się.
- Miałam w planach delikatnie dotknąć twojego ramienia, ale nie mogłam się powstrzymać – odpowiedziała czarnowłosa, wyszczerzając zęby. – Lepiej się szykuj, bo już dawno powinnyśmy wyjechać.
- Pragnę zauważyć, iż to ty się spóźniłaś – odparła blond dziewczyna dawanym,poważnym tonem.
Zapomniałaś o "zaprawdę". I pamiętajcie, Czytelnicy, by nie ufać nikomu, kto w mowie potocznej używa "iż", to przeciwne naturze.
Dawany ton to taki, którym się można poczęstować?

(...) Przyjaciółki opuściły dom, wsiadły do samochodu i, zajadając się ciastem oraz rozmawiając, wyjechały w podróż w celu odkrycia miasteczka Silent Hill.
W sensie - z Zielonej Góry do Stanów? SAMOCHODEM?! Ale chyba mają jakiegoś szejka, który im opłaci benzynę, przewóz Impali i cło? Bo samochody to się niestety statkiem transportuje i trwa to ze trzy - cztery tygodnie.
Pojadą magicznym tunelem pod oceanem. Tak.
***           
                                   
           
    Jechały już bardzo długo.
Z Polski do Stanów. No shit, Sherlock.

Na szczęście znajdowały się w Stanach Zjednoczonych coraz bliżej celu.
Teraz jeszcze tylko poczekać miesiączek, aż samochód dopłynie i będzie można ruszać!

                (...) Jechały przez gęsty las. Był środek dnia, ale korony drzew rzucały sporo cienia, nadając tym samym mroczny klimat.
Ach, ten mroczny klimat w samo południe!
Może to była Mroczna Puszcza…? (Bo na pewno nie normalny, przeciętny las.)

Wiatr delikatnie poruszał liśćmi. Każdy mógł odnieść wrażenie, że kierują one swoimi ruchami na północ – tam gdzie jechały dziewczyny.
Liście same kierują swoimi ruchami. Dalibór, one jadą przez Las Birnam albo może osadę entów?
A jeszcze zdanie temu narrator twierdził, że to wiatr! Patrzcie, jak kłamie, kanalia jedna.

Droga była opustoszała. Jedynie auto brunetki brnęło w kierunku Silent Hill – tak im się przynajmniej wydawało.
Opustoszałe może być tylko coś, co wcześniej było pełne - a nikt mi nie wmówi, że do niedawna Silent Hill było znanym uzdrowiskiem pękającym w szwach od turystów.
Auto brnęło… w czym? Czyżby Impala rzeczywiście wreszcie zaryła się w błocie czy innym bagnie? Chyba że bohaterkom się WYDAWAŁO, że brną. Bo nie wiem, co w tym zdaniu jest niepewne - że brną, że autem, czy że do Silent Hill.

- Daleko jeszcze? – zapytała blondynka, nie odrywając wzroku od ekranu konsoli.
- Nie wiem. Myślisz, że już tam byłam? Zresztą… To ty miałaś mnie nawigować. Gdzie masz rozłożoną mapę? – odpowiedziała Kimczak.
- Ta nasza jest nieaktualna – mruknęła Atrament.
Wyłączyła PSP i chwyciła mapę. Rozłożyła ją i wzrokiem szukała Silent Hill.
...Teraz?
Tak. Bo sprawdzanie mapy - lub gpsa w telefonie, na litość! - jest dla słabych.

Nigdzie go jednak nie było.
Ani chybi, Ruscy zabrali. To nie tak, że jechały do FIKCYJNEJ miejscowości. A to, że fikcyjnej, wiemy stąd, że jedna z bohaterek grała w SH dwójkę na pececie. Chyba że jesteśmy w uniwersum, gdzie wszystkie lokacje z gier video istnieją naprawdę.
Łoboru, ten świat z Limbo też? :O
W dodatku droga, którą jechały nie istniała na mapie. Dziewczyna spojrzała na stronę z informacjami od wydawnictwa - 1985 rok wydania.  Uśmiechnęła się ironicznie i zerknęła na przyjaciółkę.
- Czy wiesz, że mamy mapę sprzed dwudziestu siedmiu lat?
Te durne cipy naprawdę nie sprawdziły PRZED podróżą do USA, czy wiedzą, dokąd jechać.
hannibal-well-done.gif

- Co proszę?! – prawie wykrzyczała, poirytowana faktem, że nie wiedzą gdzie się obecnie znajdowały.
A wcześniej wiedziały? To SH spontanicznie zniknęło z mapy czy co?

W dodatku dookoła ani żywej duszy – Świetnie, po prostu świetnie.
Blondynka złożyła mapę i ponownie włożyła ją do schowka, gdzie wcześniej przebywała.
Znaczy… bohaterka zamknęła samą siebie w schowku?

Westchnęła i oparła się głową o szybę. Przyglądała się mrocznemu lasowi i myślała nad obecną sytuacją. A co jeśli naprawdę się zgubią i nie będą mogły trafić z powrotem na główną drogę?
To umrą z głodu. Albo zje je głodny ryś. I bardzo dobrze, mam wrażenie, że byle ryś byłby mądrzejszy od nich.
Noo, wiadomo, w stanie Maine specjalnie budują zapętlone drogi, żeby trollować głupie turystki.

Już pogrążała się w pesymistyczne myśli, kiedy dostrzegła jakiś budynek. Zbliżały się do niego.
A on nie uciekał? Wot, dziwy i obraza boska.

W końcu dziewczyna mogła zobaczyć go w pełnej okazałości.
Chatka wiedźmy? Dom szalonego drwala-mordercy? Tyle możliwości!

- Kimczak… Spójrz na tą stację benzynową… Nie przypomina ci ona czegoś? – wymamrotała z lekką nadzieją w głosie. Może jednak to miasteczko istnieje.
Stacja benzynowa w środku lasu, która jest miasteczkiem? Dobrze rozumiem?

Brunetka spojrzała na stację. Delikatnie rozchyliła wargi ze zdziwienia. Wyglądała identycznie jak ta, którą obydwie widziały w filmie „Silent Hill”.
Eee… to gdzie one w końcu szukały tego chędożonego miasta? Bo to filmowe jest w Zachodniej Wirginii, prawie 1000 mil i 15 godzin jazdy na południowy wschód od tego z gry. Ja pierdziu, Izraelici błąkając się przez 40 lat po pustyni byli bardziej ogarnięci niż one.

Dziewczyna włączyła kierunkowskaz i zjechała do niej. Zatrzymała auto i obie wciąż wpatrywały się w budynek. W końcu Atrament wyszła pierwsza, pozostawiając swój sprzęt w plecaku. Zamknęła drzwi i przeciągnęła się. W końcu jechały szmat drogi.
Nie zatrzymując się ani na odpoczynek, ani na toaletę, ani na sprawdzenie mapy. Takie były twarde.

Jej przyjaciółka również nie zwlekała i wysiadła z samochodu. Zamknęła go przekręcając kluczem w stacyjce
Niemożliwe, myślałam, że zamknie go deklamując zaklęcie!
No to gratuluję, ciekawe, czy chociaż okno było otwarte, czy przecisnęła rękę miedzy drzwiami. No i skoro zamyka się go stacyjką, to gdzie się go odpala? W zamku od bagażnika?

i wyprostowała się. Spojrzała na Atramenta. Ta (To ten, czy ta? Odmiana sugeruje osobnika płci męskiej… Narrator robi to nagminnie, odmieniając ksywki obu dziewczyn według rodzaju męskiego. Prawdopodobnie ma to zwiększyć współczynnik hipsterstwa.) kiwnęła głową, na znak by wejść do środka. Obydwie ruszyły żwawym krokiem. Podeszły do drzwi wejściowych, a Kimczak chwyciła klamkę i otworzyła je.
http://hanyoyukirin.free.fr/blog/images/halloween/2011/fascinating.png
A opisy przestawiania najpierw lewej nogi, a potem prawej? No weź, narratorze, bez tego nie wiem, jak one w ogóle chodzą!

Puściła przodem blondynkę, a sama weszła tuż za nią. Rozglądały się na wszystkie strony. Sklep wyglądał jak każdy inny znajdujący się na stacji benzynowej. Niczym nie różnił się od tych z Polski.
Nawet towary były te same!
I ceny w złotówkach.

Dziewczyny, nie zastanawiając się dłużej nad tym co mają zrobić, podeszły do lady, za którą stała sprzedawczyni. (...)
- Przepraszam, wie pani może, jak dojedziemy stąd do Silent Hill? – zapytała się Kimczak swoim perfekcyjnym angielskim.
(...)- Droga do Silent Hill jest zamknięta, wątpię byście się tam dostały.
- Mimo wszystko proszę nam wskazać kierunek – powiedziała stanowczo brunetka.
- Jedźcie cały czas prosto aż do rozwidlenia dróg. Wtedy skręćcie w lewo, a następnie kierujcie się drogowskazem.
- Dziękujemy bardzo – rzekła Atrament. Zostawiła dolara na ladzie i chwyciła mapę – To też weźmiemy. Do widzenia.
A paliwa nie? Samochód jest na baterię słoneczną?
Z toalety gierojki też nie muszą korzystać?
Może mają pojemne wiaderka w samochodzie. Choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę szczegółowość opisów każdej czynności - chyba nie chciałabym czytać o ich wizycie w toalecie.

Blondynka ruszyła w kierunku wyjścia z Kimczakiem u boku. Chwyciła za klamkę od drzwi i otworzyła je. Razem z Kimczakiem udały się do auta i wsiadły do niego.
Borze, niemożliwe. Byłam przekonana, że po drodze założą trupę cyrkową!
Noo, a ten fragment, jak najpierw złapała za klamkę, a potem otworzyła drzwi! Normalnie takie emocje! W życiu bym nie pomyślała, że to w ogóle możliwe.

- Wow… – odezwała się blondynka, dalej będąc w lekkim szoku – Wyobrażasz sobie?! Naprawdę jedziemy do Silent Hill!
- No już tak się nie podniecaj. Zobaczymy co nas tam czeka – oznajmiła przyjaciółka i odpaliła auto.
Aha. Czyli one nawet do końca nie wiedzą, co je tam czeka? I nie wiedzą, po co jadą?
http://i1027.photobucket.com/albums/y336/lears_daughter/gifs/Sterling/veryinteresting.gif
Skoro grały w grę i widziały film, to powinny jednak wiedzieć, co. Ciekawe, czy przynajmniej broń mają.

Ruszyły, zostawiając stację benzynową w tyle. Jechały zgodnie ze wskazówkami sprzedawczyni. 16-latka rozwinęła mapę.
Szesnastolatka. Nie, ja tego nawet nie skomentuję.
Ja też nie.

Na szczęście drogi się zgadzały, ale nie było tam miasteczka, do którego miały się udać. Odłożyła nowo kupioną rzecz i spojrzała na drogę. Z daleka można było dostrzec duży drogowskaz. Gdy podjechały bliżej zauważyły rozwidlenie i dwie strzałki. Jedna wskazywała jakąś miejscowość, druga natomiast informowała o Silent Hill.
Informowała. Recytowała głosem znudzonej biurwy w piątek o 15.50.
Chwila, moment. Dlaczego na mapie z '85 nie było nawet drogi do Silent Hill, a na tej jest? Czy to znaczy, że miasto jest młodsze niż 27 lat? Czy może moja teoria jest prawdziwa i miasto powstało w '99, roku premiery gry? Czy raczej w 2006, razem z premierą filmu?

Brunetka skręciła w lewo i jechała cały czas prosto. Dziewczyny odnosiły wrażenie, że im dalej, tym dziwniejsza atmosfera narastała w około. Tak, jakby dawała do zrozumienia, iż zbliżają się do celu podróży.
Drzewa patrzyły złowieszczo, trawa zrobiła się fioletowa, a czas zaczął biec do tyłu. Był to bardzo mocny trip.
Radio trzeszczało, a dookoła biegali szaleni kultyści.

Podjechały do drewnianego mostu. Brama, która stała przed nim była otwarta.
- No widzisz! Jakby na nas czekali – uznała Kimczak i powoli wjechała na most.
Ok, ale jeśli panny grały, powinny wiedzieć, że Silent Hill przyciąga i zaprasza tylko jednostki wybitnie porąbane. I to nie "porąbane" w typie "smakuje mi śledź z keczupem, taka ze mnie krejzolka", tylko raczej "zabiłem swoją żonę, sfrustrowany jej nieuleczalną chorobą". Nie wiem, czy ta otwarta brama to powód do zadowolenia...

Po kilku minutach w końcu trafiły na ulicę.
Aha, a między mostem a ulicą było co? Portal międzywymiarowy?
Droga wyłożona była rozgotowanym kalafiorem i łzami niewinnych dzieci. Przecież narrator uprzedzał, że atmosfera narastała.

Dojechały do dobrze im znanej tabliczki z napisem „Welcome to Silent Hill”. Obydwóm przeszły ciarki na plecach.
- Możemy się jeszcze wycofać… – mruknęła Atrament.
Zawsze w takich sytuacjach dopadało ją tchórzostwo.
Zawsze? Mam rozumieć, że dziewczyny wcześniej zwiedziły świat Diablo, Don’t Starve i podobnych?
Z ich zdolnościami planowania w Don't Starve nie przetrwałyby nawet kwadransa. Prawdziwa jazda była wtedy, gdy pewnego razu weszły do łazienki przy pełni księżyca i wylądowały w Sigil z Planescape: Torment.

Niestety, nic nie mogła na to poradzić, że urodziła się taka bojaźliwa. Spojrzała na przyjaciółkę, która delikatnie się do niej uśmiechnęła.
- Nie martw się. To, że gra mówiła o potworach, nie musi znaczyć, że są one naprawdę.
http://1.bp.blogspot.com/-_zR5Ms7PId8/Uc9DqjOUqJI/AAAAAAAABIs/l076ZKJp-6Y/s500/target+yeah+right.gif
Aha. Ale to, że gra mówiła o fikcyjnym mieście, jakoś nie znaczyło, że tak naprawdę go tam nie ma. Żelazna logika.

Atrament pokiwała głową i ruszyły dalej. Most zniknął za gęstą mgłą. Spoglądały na otaczającą je nicość. To było niesamowite uczucie.
Nie wątpię. Szłam raz przez gęstą mgłę w środku nocy i dokładnie co pięć minut dostawałam zawału. Super stan!

Czuły się, jakby były postaciami z kolejnej odsłony gry.
Ja tam nie wiem, ale gdybym kiedyś zaczęła czuć się jak postać z SH, nawet Usain Bolt wymiękłby przy prędkości, jaką osiągnęłabym biegnąc w przeciwnym kierunku.

To wszystko na żywo. Atrament nagle zauważyła coś w oddali. Przypominało auto, a raczej to, co zostało z niego po wypadku. Maska była wgnieciona, drzwi wyłamane, pęknięte szyby, a wokół leżały białe kartki.
I to wszystko zobaczyła z oddali w zajebistej mgle. Mhm.

- Kimczak, spójrz na to – wskazała palcem na tą kraksę.
Mam rozumieć, że tkwił przed nimi wypadek samochodowy zapętlony w czasie?
Tak. Pamiętaj: atmosfera narasta.

- O ja… – wydusiła z siebie. Jej umysł nie chciał tego zaakceptować, miała wrażenie, że po prostu śni i zaraz obudzi się w swoim pokoju. Zatrzymała samochód, po czym zatopiła palce we włosach, otwierając szeroko oczy i usta ze zdumienia. – To niemożliwe. To nie może być samochód Harry’ego!
- Przecież jest identyczny, jak w grze. Popatrz, tam nawet leżą kartki, które z pewnością pochodzą z rysownika Cheryl.
Niech mi ktoś wytłumaczy - ok, biorę na klatę istnienie Silent Hill w świecie rzeczywistym, spoko - ale niech mi ktoś w takim razie powie: po ki wuj jechać w miejsce, które jest, no, dość skutecznie mordercze?
Może to jak z tą turystyką dla znudzonych hipsterów, którzy jeżdżą pooglądać sobie Strefę Gazy albo slumsy Meksyku? Tylko sto razy głupsze?

(...) Wypuściła ze świstem powietrze z ust i właśnie w tym samym momencie Atrament wysiadła z samochodu.
Co, koleżanka miała aż taki nieświeży oddech?

- Zaraz! Gdzie idziesz? – krzyknęła brunetką, pochylając się w stronę siedzenia pasażera.
- Idę sprawdzić te kartki… Nic mnie chyba nie zje – odparła, uśmiechając się blado.
Bo przecież mam przy sobie broń, umiem się nią posługiwać i w razie czego się obronię oh wait.

Kimczak momentalnie opuściła auto i podeszła do przyjaciółki. Złapała ją za ramię i zatrzymała.
- Mimo wszystko uważam, że powinnyśmy być bardziej ostrożne. – Obejrzała się za siebie, patrząc na Chevroleta. Puściła blondynkę i podeszła do samochodu. Delikatnie położyła dłoń na masce, kilkakrotnie przejeżdżając palcami po gładkiej nawierzchni, pokrytej czarnym, połyskującym lakierem. Pochyliła się do przodu, niemal dotykając ustami chłodnej blachy.
Yyyy… Takich rzeczy to nawet Dean nie robił. Nie jest dobrze.
Jakim cudem maska po wielogodzinnej jeździe jest chłodna?

- Chevy… Uważaj na siebie. Ciężko jest mi ciebie zostawiać, ale nie mam wyboru. Tam dalej jest niebezpiecznie. Nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś ci się stało. Obiecuję, że wrócę.
Widzę bohaterkę:
http://0height.com/wp-content/uploads/2013/05/overly-attached-girlfriend-valentine.gif
No tak, bo po co zostawać w dużym, solidnym samochodzie, który może zapewnić jakieś schronienie i którym można w razie czego szybko spierdzielić. NO PO CO.

Kimczak przyłożyła dwa złączone ze sobą palce do ust, a następnie dotknęła lekko maski samochodu – miało to być odzwierciedlenie pocałunku. (...)
- Słuchaj… Nie chciałabym ci przerywać tej jakże…. Wspaniałej chwili, ale powinnyśmy chyba iść. Znaleźć kryjówkę czy coś. Jeżeli Silent Hill jest takie jak w grze to po alarmie mamy przechlapane.
Dlatego przyjechałyśmy tu dla przyjemności. Bez broni, stroju ochronnego, czegokolwiek. Bo my takie krejzolki jesteśmy.

Atrament podeszła do auta i otworzyła swój plecak. Spojrzała na jej kochane, czarne PSP. Tak długo je miała, pamięta jeszcze jak dostała je na swoje urodziny.
Skarbie, masz je maksymalnie 4 lata, zakładając, że kupiłaś je gdy tylko weszło na europejski rynek. To żaden ultrasentyment pamiętać o urodzinach sprzed czterech lat.

Zawsze o nim pragnęła ...zapomnieć?. Przyłożyła go do serca, co miało symbolizować pewną „więź” między nimi.
Chyba coś więcej niż więź. W sumie… PSP ma taki kształt, że od biedy mogłoby służyć do… różnych czynności. Ale nie, nie chcę wnikać.
Raczej by nie mogło, nie ma nawet funkcji wibrowania. Chyba że komuś wystarczą te drgania z napędu UMD... Już prędzej Dual Shock od stacjonarnej konsolki. A teraz wybaczcie, muszę zrozumieć, dlaczego wolę zastanawiać się nad erotycznym zastosowaniem platform do grania niż dalej analizować to opko.

Kimczak delikatnie się uśmiechnęła. Nie tylko ona kochała przedmioty martwe.
- Ja też kocham przedmioty martwe! - krzyknął radośnie zza krzaka Jason Voorhees.
- I ja! - zawtórował mu Hannibal Lecter, zapinając pod szyją foliowy kombinezon.

Blondynka odłożyła PSP i wyciągnęła z plecaka dwie latarki oraz krótkofalówki. Podała po jednym przedmiocie Kimczakowi. Obie przypięły krótkofalówki do swoich pasków. Wymieniły się spojrzeniami, po czym ruszyły w kierunku Silent Hill.
Bez broni, tak jak przypuszczałam.
Mogłoby je już coś zjeść? Nudzi mi się.

                Szły przez gęstą mgłę w obawie przed potworami oraz innymi niebezpieczeństwami, które – choć miały nadzieję, że jednak się mylą – mogłyby stanąć im na drodze.
Konstrukcja tego zdania sugeruje, że specjalnie zapuściły się w tę mgłę, żeby uniknąć potworów.  Co ma taki sens, że ojacię.

                Dotarły do miasteczka po kilku minutach. Przypominało miasto duchów. Obydwie rozejrzały się na boki. Sklepy i mieszkania były w nienaruszonym stanie, jedynie puste.
Skąd wiedziały, że mieszkania też są puste? Wszędzie były otwarte okna i zapalone światło? Czy może mieszkańcy wystawili gustowne tabliczki “Wolne, można szabrować”?
Ale z jakiej racji? Przecież miasto w "świecie mgły" było wyraźnie zrujnowane, nie wyglądało jak nieczynny plan zdjęciowy.

Niby spokojnie, zwyczajnie, żadnych oznak jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Było cicho, stanowczo za cicho. Idąc ulicą i bardziej zagłębiając się w miasteczko, towarzyszyło im podniecenie sytuacją oraz silny strach.
A także hordy źle użytych imiesłowów.

W końcu domyślały się, co może je spotkać.
Ok, idą, idą, kij wie po co, wygwizdowo, boją się... zacznie się coś dziać?

                  Atrament zatrzymała się przy pewnej kafejce. Ułożyła dłoń na jedynej, niewybitej szybie kawiarni i przyglądała się jej.
Tej szybie. Była tak fascynująco… szklana.
Niech zgadnę - to ta sama kawiarnia, w której obudził się Harry?

Kimczak podeszła do niej i położyła dłoń na jej ramieniu.
- Wygląda identycznie… Całe miasto wygląda identycznie – wyszeptała jakby do siebie blondynka i zerknęła na przyjaciółkę – W dodatku te wybite szyby, jakby Harry już tu był i walczył z tym… pterodaktylem?
Czarnowłosa kiwnęła na potwierdzenie. Puściła przyjaciółkę i szła dalej w gęstą mgłę.
Sama już nie wiem. Może to wyjątkowo masochistyczne samobójczynie…?
Lemingi. To muszą być lemingi.

Szesnastolatka szybko do niej dołączyła. Maszerowały już jakiś czas. Z każdym krokiem czuły narastający strach i chęć zawrócenia, jednak ciekawość wciąż zwyciężała.
Nie wiem, czy “ciekawość” to akurat dobre słowo na to, co nimi kieruje.
Ciekawe, czy narrator też patrzył na nie z różnych porąbanych kątów, żeby odzwierciedlić pracę kamery w oryginalnym SH.

Z oddali dobiegał do nich cichy dźwięk, który z każdą sekundą stawał się coraz głośniejszy. Przypominało to ryk syreny alarmowej. Obie dziewczyny przeszył silny dreszcz strachu.
No kurwa raczej. Ale, niech zgadnę, nie zaczną uciekać, bo przecież po co.

Świat wokół nich zaczął się ściemniać, aż w końcu nie widziały już nic. Nawet siebie nawzajem. Alarm ucichł i przez chwilę było słychać tylko przyspieszone oddechy Kimczaka i Atramenta.
Przepraszam, ale z tymi pseudonimami nawet najbardziej klimatyczny akapit wyglądałby jak mroczny potwór odziany w różowe ogrodniczki w kokardki.

Czarnowłosa szybko zapaliła latarkę, a jej przyjaciółka uczyniła to samo. Skierowały światło latarek na budynki. Wszystkie nagle jakby zostały przemalowane, a cegła, z której były zbudowane, była zniszczona i pokryta czymś, co przypominało zaschniętą krew. Przerażone tym widokiem spojrzały na siebie porozumiewawczo.
I mrugnęły znacząco. Wciąż nie uważały, że należy spierdalać niczym struś pędziwiatr.

(...) W tym momencie świat zmienił się w prawdziwy koszmar.
***
Dun, dun, duuuuuun! Klimatyczny rozdział 1, który, naszym zdaniem, wyszedł naprawdę świetnie. Jesteśmy z niego i siebie nawzajem dumne. Czekamy na Waszą opinię ^^
Jakby to ująć… macie tu opinię. A nawet dwie, zaskakująco zgodne. Na około dziesięć stron nawet.