piątek, 6 czerwca 2014

Niezwyczajnie dzikie wilki i widzelce, czyli chcę czynić dobro, ale nie zawsze chcę


Witajcie!
Dziś już nie będzie Ferrinu, ale nie znaczy to, że porzucamy konwencję fantasy - ani że zrobi się sensowniej. Bo się nie zrobi. Pierwsze mini opeczko, które dziś dla Was mamy, oparte jest na grze "Sacred" i to już powinno powiedzieć Wam wszystko. Tak, jest dziwnie, sztucznie, nielogicznie, a bohater ma statystyki i checkuje się w Punktach Nawigacyjnych. Potem przejdziemy do losów pewnego szlachcica, który chciałby być paladynem, ale czasem po prostu nie chce mu się czynić dobra; najwyraźniej ma też wielki żal do ojca, co wywleka przy każdej okazji. Mamy tu też jakieś wampiry wjeżdżające przez ścianę razem z kimś jeszcze, filozoficzne rozważania snute gdy dookoła toczy się rozróba, oraz wampirzy skarbiec zawierający garnki, stare łachy i widzelce.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Adres opka: http://diablo.phx.pl/czytaj/opowiadanie-swit-mroku-prolog

Opowiadanie Świt Mroku
:: PROLOG

W świecie Leine (mapa), który od pokoleń znany był z pokoju i wzajemnej tolerancji różnych ras, nadszedł czas, aby coś wreszcie w tym świecie zniszczyć.
Bo przecież nie może być tak, żeby było za dobrze. Jeszcze by się ludność rozbestwiła.
Los, Przyczynowość i Imperatyw Narracyjny spotkali się przy piwie i uznali, że pora by coś wreszcie rozpierdzielić.

Pradawne Zło, które zostało ułożone do spoczynku (pod różową kołderką, przy melodii kołysanek...) Dwieście Siedemdziesiąt Lat i Trzy Tygodnie tTemu, obudziło się i na świecie znów zaczął panować Chaos. Magowie i Mędrcy głowią się, z jakich składników przyrządzona była mikstura, która uśpiła Zło Dwieście Siedemdziesiąt Lat Temu.
Mleczko makowe? Opium? Porządna wódka? Wywar z podręczników do fizyki? (Najlepiej zmieszać wszystkie razem.)
Na mnie zawsze działa ciepłe kakao. Albo piwo.
(Ktoś ma teorię, dlaczego te Dwieście Siedemdziesiąt Lat Temu musi być napisane Wielkimi Literami?)

Gladiatorzy, Wojownicy i Barbarzyńcy Strzegą Miast,
Przed Przemożną Potrzebą Pisania Wyrazów Wielką Literą.
Nie Udaje Im Się.

A Król najważniejszego miasta w świecie Braverock myśli jak zapewnić obronę miastu i innym miastom.
Postawcie mur z wielkich liter, nikt go nie sforsuje.
Za miasta nasze i wasze!

Na szczęście znajdują się tacy, którzy chcą walczyć za Miasto i Ojczyznę, i chętnie uczęszczają w treningach (szkoda że nie w kursach gramatyki), aby później pomagać w walce lub obronie miast.
Czyli ze wstępu dowiadujemy się, że król miasta szkoli bojówki do obrony miast przed Chaosem. Wow, ile treści! Ile sensu!

:: AKT I

W Bellevue, skromnym miasteczku, zachwycającym swoją naturą (mieszkają tu najlepsi hodowcy roślin i plantatorzy bydła),
Rzeczywiście dużo tu natury:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/21/Aerial_Bellevue_Washington_November_2011.jpg/800px-Aerial_Bellevue_Washington_November_2011.jpg
Dlaczego "hodowcy roślin" mieszkają w mieście, a nie na wsi, jak Jeż przykazał?

mieszkał Chłopiec o jasnych włosach, średniej wadze, niebieskich oczach, i niebywałej kondycji.
Średnia waga bohatera jest kluczowa. Żebyśmy czasem nie pomyśleli, że czytamy o grubasku, prawda.
Jestem pewna, że narrator ma w tym momencie przed oczami kartę postaci i numerycznej wartości tej kondycji nie podał nam jedynie przez niedopatrzenie - a nie dlatego, że to proza i statsy bohatera niewiele nas obchodzą.

Dnia 19.05.1224, był to dzień przed 17-stymi urodzinami Martina, bo tak miał na imię ten Chłopiec (to chyba już raczej chłopak albo młodzieniec…?), matka wyszła po zakupy, by kupić coś na ciasto dla syna.
Rozumiem, że ta data wieszczyła jakieś straszliwe zło, w szczególności dla ludzi zamierzających piec ciasto? Bo przecież musi istnieć jakiś powód przytoczenia jej z taką dokładnością.

Wyszła gdy spał, matka zawsze lubiła wcześnie wstawać i robić wszystko rano. Lecz Martin był leniuchem, lubił pospać sobie dłużej.
Gdzie to się dokładnie dzieje? Bo próbuję sobie wyobrazić takiego siedemnastolatka w rzeczywistych ziemskich realiach roku 1224 i jakoś mi nie idzie.
Jesteśmy, obawiam się, w uniwersum "Sacred". Czyli w typowym niby-średniowieczu, więc obijający się siedemnastolatek wciąż podpada pod kategorię "no chyba nie".

Gdy matka nie przychodziła, a było już po 13tej, Martin się zaniepokoił. Zazwyczaj o tej porze była już w domu.
Poza tym - śniadania nie ma, obiad niegotowy… Pora zacząć się martwić o matkę!
Noo, jeszcze będzie musiał sam zasłać łóżko i co wtedy.

Poszedł jej poszukać. Ubrał się i wyszedł z domu, uprzednio zamykając drzwi na klucz.
To on o 13 nawet ubrany nie był?
(No dobra, ja czasem też nie bywam, ale ja nie żyję w średniowieczu. I od jakiegoś czasu śniadania robię sobie sama.)

Gdy doszedł na główny plac, ujrzał tłum ludzi krzyczących i uciekających przed stadem niezwyczajnie dzikich wilków.
Były bardziej dzikie od tych, no… zwyczajnie dzikich?
Tak, ich pasek dzikości był czerwony i mrygał!

Martin wyjął miecz i zaczął rąbać wilki jeden po drugim swoim mieczem.
Dup! Dup! Dup! - wilki pękały, rozsiewając wokół czerwone rozbryzgi i pestki. Dopiero po chwili chłopak się zorientował, że zabija arbuzy.
Ale nadzwyczajnie dzikie!

Bez trudu zabił stado dzikich wilków, w końcu mógł sprawdzić swoje umiejętności, które nabył na nie jednym lecz dwóch treningu Gladiatorów.
Tymczasem na wieży zaczęła wyć syrena alarmowa - wyraźny znak, że radary wyłapały sygnał świadczący o obecności Gary’ego Stu.
Bo Gladiatorów szkolą głównie do walki z wilkami, jak wszyscy wiedzą.

Po zabiciu stada zobaczył jakieś ciało na drodze. Podszedł bliżej. Zbadał ciało. Okazało się że była to jego Matka.
Co stwierdził dopiero po badaniu, ponieważ wilki zjadły jej głowę.
Na szczęście zidentyfikował ją w wyniku testów DNA; w końcu mógł sprawdzić swoje umiejętności, które nabył na treningu Techników Laboratoryjnych.

Poczuł okropny ból, któremu towarzyszyło cierpienie oraz intensywna i przejmująca tautologia, żal, smutek po stracie rodziców (ojciec zginął w wielkiej walce o obronę Braverock 4 lata temu, co bohater skwapliwie sobie przypomniał, żeby nie przeoczyć żadnej okazji do angstu), gniew oraz chęć zemsty.
Na kim? Na wilkach?!

Postanowił, że pomści śmierć rodziców i skończy ze złem otaczającym jego rodzinę.
Zabije wszystkie wilki, jakie istnieją! I ród Starków przy okazji!
A jakie konkretnie zło ją otacza? Dziedziczna skłonność do łysienia i halluksów?

Natychmiast poszedł do domu, sprawdzić oszczędności, potem do kupca, aby zorientować się w cenach. Po drodze ludzie zlecali mu różne zadania, które oczywiście wykonywał, dostawał za nie złoto lub inne nagrody.
Gdzieś miałam taki obrazek, pokazujący czym się różni rzeczywistość gry od jakiejkolwiek rzeczywistości realnej...
Wow, aż widzę, jak nim miota ta żądza zemsty, jak go żal w piersi dusi i w ogóle. Co jakoś nie przeszkadza mu imać się drobnych prac zarobkowych, gromadzić kapitału…
BTW, czemu ludzie mi nie zlecają różnych zadań po drodze? :(

Po zakupieniu odpowiedniego ekwipunku oraz konia (bo na czymś trzeba przemierzać te kilometry) przystąpił do Straży.
Gdzie przyjmowali absolutnie każdego z ulicy, bo przecież czemu nie.

Od razu dostał główne zadanie:
Dowódca Straży sypał Main Questami na prawo i lewo.

Zawiadomić Generała Porto Vallum o zbliżającym się niebezpieczeństwie (przekazać mu list ze straży w Bellevue).
Totalnie jest to misja służąca zemście. Mógłby przynajmniej przyznać, że wstąpił do Straży, bo miał nadzieję na gotowe żarcie podstawione pod nos…
Nie no, bo on się po prostu gładko wślizgnął w główną linię fabularną w Sacred. Teraz będzie Zwalczał Zło właśnie. A że nie ma logicznego związku między mszczeniem rodziców a wstępowaniem do Straży… a kogo to.

Po zaznaczeniu na mapie celu i odkryciu Punktu Nawigacyjnego w Bellevue wsiadł na swojego konia i Pojechał do Porto Vallum.
Poważnie, punktu nawigacyjnego? A kiedy odkrył swoją kulę życia i to, że F5 wywołuje szybki zapis?

Po drodze minął niezbyt interesujące miasto SilverCreek, mieszkali tam sami biedacy i pijacy. Toteż Tawerna była najważniejszym budynkiem w tym mieście.
Aha. Wiec byli to pijacy biedni, ale towarzyscy. I dość zamożni, by stać ich było na picie w knajpie.

Wszedł tam, napił się kilka łyków piwa, porozmawiał z kilkoma osobami i wyszedł.
Czy tylko ja mam wrażenie, że nawet narrator chce, żeby to opko skończyło się jak najprędzej?

Pojechał dalej, mijając łąki, i pola, na których czaiło się kilkanaście grupek goblinów i wilków.
Czaiło się w krzakach, czekając aż ktoś przylezie. Zwłaszcza te grupki wilków. Tak tak.
Czekały na to, aż wezwie ich Skrypt.




Opowieść paladyna

Witam.
Od dłuższego czasu nosiło mnie by to wrzucic, cuż ostatnia powieść mi nie wyszła (ciekawe czemu) (powieść?!) (za dużo płytkich tekstów i za mało opisów) (dorzuciłabym coś jeszcze) teraz podeszłem (!) do tego troche bardziej profesionalnie (określiłem fabułe, postacie itp.)
Skoro w poprzednim nie było fabuły i postaci, to co było?! :O
Sztampa i marysuizm. I kilka czasowników.

choć ciągle się ucze, postanowiłem napisać mniejszą opowieść tak dla wprawy.

Miłego czytania.



Wstęp


Nazywam się Malavon De Tres pochodze ze szlacheckiej rodziny ale teraz to niema znaczenia, po obleżeniu mojej rodzinnej twierdzy przez Fynaksje tylko ja przeżyłem.
To nie ma znaczenie, skąd pochodzę i kim jestem! Ważne, żeby była rozwałka!
I przecinki też nie mają znaczenia! Ani pisownia "nie" z czasownikami! Wszystko blednie w obliczu nadchodzących scen źle opisanej akcji!

Jestem dobrze zbudowanym wysokim na metr osięmdziesiąt, prawie czterdziestoletnim mężczyzna o kruczoczarnych włosach,
Szukam niskiej, skromnej pani, która będzie mi gotować i tulić wieczorami.
Ale dostaję małe propsy za to, że bedąc w opku, mam ponad dwadzieścia lat.

niezmieniłem się prawie wcale przez ostanie piętnaście lat to tyle o mojej anatomi.
Jak to?! A może ja chcę poznać jeszcze inne wymiary! Na przykład… rozmiar buta! I kolor wyrostka robaczkowego! Stan górnych ósemek! I dlaczego sądzisz, że powie mi coś to, że nie zmieniłeś się przez piętnaście lat, tak jakbym miała wiedzieć, jak wtedy wyglądałeś.

Po moich licznych podróżach chciałem coś napisać ale jestem wojownkiem nie pisarzem więc rzadko będę używał poetyckich zwrotów choć znam je.
Potrafię, ale tego nie zrobię, bo muszę być TWARDY i MĘSKI.
Ale czemu sądzisz, że w ogóle musisz? Wojenną historię z wyrąbanymi w kosmos metaforami już napisał taki jeden ślepiec, chcesz do niego równać?

Jestem człowiekiem wielu talentów np. potrafie się niezle targować ale i też kłamać (wspaniałe cnoty jak na wojownika) (choć wikingom by się spodobał), władam po mistrzowsku mieczem choć nie zawsze w obronie słabych (czasem walczę za tych z większymi sakiewkami) (i doktoryzowałem się z antybohaterstwa stosowanego pod kierunkiem Deadpoola), umiem czytac i pisać jak widać ale tylko w wspólnym jestem więc mieszanką ognia i lodu, o duszy G.R.R. Martina paladyna w ciele najemnika (czyt. ma się za lepszego niż jest oraz znajduje poetyckie przykrywki dla hipokryzji), kimś kto chce czynić dobro ale nie zawsze chce albo może lub jest omylny w swojej ludzkiej naturze.
“Kimś kto chce czynić dobro ale nie zawsze chce” - to brzmi jak ktoś z rozdwojeniem jaźni. Albo hipokryta.
On jest częścią tej siły, co wiecznie dobra pragnąc, czasem jej się nie chce.

Dzieciństwo spędziłem w zamku błyskawicznym ojca czy może raczej w twierdzy jak to nazywał
Choć w rzeczywistości był to tylko ledwie gródek stożkowaty.

tam też otrzymałem wykształcenie choć nigdy nie przydało mi się do zdobycia pozycji a raczej ułatwiło przetrwanie w wielkim mieście,
Do zdobycia pozycji to powinno mu posłużyć raczej urodzenie. Chyba że był piętnastym synem, wtedy ok.

byłem małym buntownikiem nie raz wywolałem pożar w stodole czy w lesie…
Podpalić stodołę lub las - jakie to godne podziwu!

nie jeden raz też udało mi się dorwać do zapasów wina przez co służba i ojciec (jak był w domu) ganili mnie strasznie ale z drugiej strony nie byłem takim złym czartem, zawsze (no prawie zawsze) wypełniałem obowiązki, przychodziłem na lekcje choć nauczyciej lał mnie po lapach jak coś zrobiłem żle czy też rąbałem drewno na opał (od małego byłem silny).
Nie wiem, czemu ktoś miałby zostać ukarany przez rąbanie drewna na opał, ale przecież nie będę oceniać prawideł rządzących tą krainą.
Racja, lepiej zastanówmy się, czy narrator słyszał o kropkach, czy tę lekcję akurat spędził na podpalaniu stodół.

Miałem czwórke rodzeństwa prawdopodobnie tylko jeszcze moja najmłodsza siostra żyje choc nie nazwałbym tego życiem...
Panie, ale co to za życie!
Właśnie, bez Internetu?

Od trzech pokoleń mężczyżni w mojej rodzinie służyli w kościele Drake'a jako paladyni i kapłani ja też miałem do niego wstąpić, to była moja główna motywacja ale nasz kościół padł (splajtował czy co? może powietrze z niego uszło), udało mi się odbudować mój kościół nie zmarnowałem też mojej młodości (pohulałem na zapas i spaliłem tyyyle stodół!) ale obawiam się że zostało mi kilka miesięcy życia ponieważ cierpie na smiertelną chorobe wieć tym predzej chce zapisać historie mego życia a zaczeła się właściwie gdy miałem lat dwadzieścia trzy.
Wcześniej żył w życiu w wersji beta.
Na licencji z ograniczonymi prawami użytkownika.
Nie wiem, czym jest choroba wieć, ale zaiste brzmi straszliwie.

Rożdział Pierwszy
...w którym naDŻewają bohatera na rożen.

Przeżyłem już kilka przygód ale nie byłem jeszcze w tak złej sytuacji jak wtedy, byłem zamknięty w lochach jakiegoś Fynaksjanskiego nekromanty i miałem zostać złożony w ofierze wampirowi o północy wieć niewiele godziń życia mi zostało.
...więc to nie była literówka. *wzdech*

Zabrano mi miecz ale i tak by się wtedy nie przydał, krat nie przeciąłbym a nawet jakby co potem, jeszcze widziałem słońce ale niebawem miało zmierzchać.
Ja dobrze przeczytałam? On uważał, że może mu się udać przecięcie krat mieczem?

-Hej ty młody żyjesz tam? - spytał głoś z celi obok.
-Tak, z kim mam przyjemność panie milordzie?.
-Kiedyś byłem rycerzem w zakonie Drake'a, miałem oczyścić to miejsce ze zła ale jak widzisz zawiodłem, słuchaj musisz stąd uciec pojmujesz chłopcze?.
Jak zobaczę jeszcze jedną kropkę za znakiem zapytania, to chyba sama ucieknę.
A to pobyt w wiezieniu jakoś go odrycerzował, skoro używa czasu przeszłego?

-Naprawde byłes sługą Drake'a? - od pierwszej chwili zaciekawił mnie.
- Nie, tylko się tak z tobą droczę Tak ale powiedz mi tylko czy zakon Drake'a jeszcze istnieje? Bo jeśli nie, to spoko luz, zostań tu sobie. Nasza wojna z Fynaksją wiele nas kosztowała.
-Zakon padł 6 lat temu wraz z twierdzą De Tresa, ocalałem tylko ja.
-Nie żartuj że jesteś synem Krzyżowca Messisa De Tresa?
Ale czemu zaraz synem? Przecież równie dobrze mógł tam stajnie sprzątać.

-Był ojcem tylko z nazwy.
Yyyy…? Nagle mu się zebrało na rozpracowywanie traum z dzieciństwa?
Żadna okazja do angstowania nie zostanie zaprzepaszczona.

-Co za cud Malavonie że cie tu spotykam, pewnie mnie nie pamietasz, byłem kiedyś u was w gościnie, gdyby nie twój ojciec pewnie bym tu z tobą nie rozmawiał, ale dość już o tym jak przyjda musisz jakoś uciec spróbuje...- W chwilę później usłyszeliśmy głośny huk, spod chmury dymu stary dojrzał wampira który ich więził, zdziwił się bardzo bo pamiętał jego siłe, z dziury w ścianie wyszedł ktoś jeszcze.
Nawet nie pytam, kto, bo i tak zgubiłam się w tych zaimkach.
Ale stary najwyraźniej przewidział to wejście smoka, bo zamilkł na dobrą chwilę przed usłyszeniem eksplozji.

-He w końcu cię dorwałem Said. - Powiedzał ten nowy
Czyli "He said", he said, jak by to powiedzieli anglojęzyczni.

który wyszedł z diury w ścianie, był teraz lepiej widoczny miał bladą skóre i grzywe szarych włosów (Kakashi…?), był wampirem to pewne ale po co by walczył z innym potępionym?
Dla zawiązania fabuły?

Stary nie znalazł na to odpowiedzi wiec z zaciekawieniem przyglądał sie ich walce, a było na co popatrzeć szarogrzywy był znacznie szybszy
Hę?
http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/111716_szary_kon_grzywa_laka.jpg
W końcu nikt nie powiedział, że to nie są wampiryczne konie.

i silniejszy połowy jego ruchów nie dostrzegało ludzkie oko a nawet nie zmeczył się choć troche wieć pewnie jest znacznie silniejszy od Saida który nie był wstanie odpierać ataków gdyż już pochwili dyszał a na jego czołe wystąpił krwawy pot.
Czy tylko ja nie wiem, kto się tam z kim bije i po co?
Jeden wampir wyszedł ze ściany, żeby napieprzać się z drugim wampirem, który w narracji pojawił się prosto z dupy. I ktoś jeszcze.

-Chyba pora kończyc... Ale powiedz mi prosze gdzie jest Kaer? - zapytał z sarkazmem szarogrzywy.
- Morhen?
-Przecież go zniszczyłeś. - odparł Said, lezał oparty o śćiane wygładał jak umierający człowiek, a przecież był taki silny, ten drugi wampir szarogrzywy był ze znacznie wyższej półki,
Wiadomo, w markecie też wyżej stoją te droższe rzeczy!
Musi z Zachodu importowany.

choć stary nienawidził umarlaków widzał w jego oczach mądrość wieków i siłe setek meżów.
I brak ogonków przy “ę”.

Przez chwiłe przemkneła mu mysl: gdybył stał się takim umrlakiem jak on dalej mógłbym czynić dobro czyż nie? Ale szybko odrzucił tą mysl, bo przecież byłby przeklety. Czy przez lata niewoli zapomniał już przykazań swej wiary? Czy w takim wypadku dalej mógł zwać się rycerzem zakonu Drake'a? Tak mógł ale nie z ludzkiej pychy, miał do tego prawo z racji nauk Drake'a, bóg w którego uwieżył znał nature śmierlników i potrafił wybaczać.
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2013/11/Tom-Hiddleston-Confused-By-His-Gift-Surprise-In-The-Car.gif
Przepraszam, ale ja naprawdę nie wiem, o czym on mówi.
Ja też nie. Will, ty masz doświadczenie w takich popieprzonych tokach rozumowania, może ty…?
tumblr_n4pkm86iVr1roqq82o2_r1_500.gif

I tu rodzi się pytanie: dlaczego wiec zakon upadł skoro zasady wiary nie były surowe? Przez zwykłą ludzką słabośc? Czy może przez wrogów owej wiary, nieumarłych i inne rywalizyjące religie?
Może po prostu ktoś inny miał dłuższe miecze?
Ja tam myślę, że to sprawka homolobby.

Na te pytanie nie było odpowiedzi zresztą jak na wiele innych, w tych chwilach stwierdzał że nie ma sensu szukać na siłe odpowiedzi, łatwiej zaakceptować coś na wiare niż szukać tych odpowiedzi tracąć powoli rozum i cenne chwile ludzkiego życia, a jego jedyną prawdą była swiadomość że jeśli isnieją odpowiedzi same w końcu przyjdą albo i nie.
Ja dobrze rozumiem, że on te przemyślenia snuje w celi, kiedy wokół naparzają się wampiry i w ogóle zaraz może zginąć?
Tak, i użył przy tym "odpowiedzi" czterokrotnie w jednym zdaniu. Zgroza.

Stary wrócił myślami do rzeczywistości, miał wrażenie że stracił kilka godziń lecz miał tak zawsze, ze zdumieniem stwierdził że mineła chwila, szarogrzywy powoli szedł po swój łup, chwycił Saida za ramie podnosząć go gwałtownie, wbił kły w jego szyje i zaczął spijać krew. Said, silny wampir niemal ludzki powoli zmieniał się w skorupe, kurczył się w sobie a szarogrzywy wydawał się żywszy.
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2013/11/Chris-Hemsworth-Confused-With-Tom-Hiddlestons-Dancing.gif
Przykro mi, Chris, ja też nie wiem.
Wompierze sie wysysajo.

Po chwili odrzucił go niby rzecz, przpominającą zwłoki, a z pewnej perspektywy też trochę kalarepę, wydawało się że w jego żyłach nie płynęła już nawet kropla krwi... A jednak żył, ponieważ obserwował swymi oczami, to nie obserwował oczami wujka Zenka, logiczne zaczął zapadać się w siebie jeszcze bardziej, wyglądał jak topiący się woskowy manekin powoli tracąc swój blask…
Za. Dużo. Zaimków. Ja. Już. Nie. Mo… aaaaarghhh…
Kto tu robi manekiny z wosku i czemu one się błyszczą?

Wszyscy patrzeli jak woskowa masa zmienia się w pył, dla dwójki wieżnów (czyli  więźniów więzionych w wieży) nastała chwila grozy, co zrobi szarogrzywy?
Zarży i zarzuci ogonem?

-Jesteście zbyt łatwym łupem moi drodzy.- rzekł szarogrzywy, poczym podszedł powoli do krat i wyrwał je z taką łatwością jakby wcale nie były wmurowane w ściane. - A teraz odejdzcie stąd. mrok takich miejsc jest przeznaczony dla mi podobnych, dla was przeznaczone jest błekitne niebo, by wyjśc kierujcie się na wschód.
Jesteście zbyt łatwą ofiarą, statystyki by mi spadły, proszę więc panów -  pospierdalać mi stąd.
A tu macie kompas. Chyba że potraficie określić strony świata idąc przez ciemne lochy.

-Kim jesteś?! Dlaczego pozwalasz nam uciec?! - krzyknąłem nie zdająć sobie sprawy że nie powienienłem w ogóle odzywać się do takich stworzeń szczególnie widząć jego siłe.
-Jesli interesuje cię ja i moje plemie szukaj mnie w stolicy kupców, gdy juz dojrzejesz to tej rozmowy przybąć z chęcią rozmowy w sercu a ja cię odnajde, bo jak przyjdziesz z chęcią na zupę pomidorową w sercu, to może być mi trudno, a teraz żegnaj. - i zniknął nie zostawił nawet chmury kurzu dosłownie rozpłynął się w powietrzu.
Z tego wnoszę że był… kupcem? Bardzo mrocznym.
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2013/09/I-Know-Nothing-Apparently-On-Game-Of-Thrones.gif
Może tak wygląda wampirza agresywna kampania reklamowa - wampir wjeżdża ci na chatę przez ścianę, robi rozpierdziel i zostawia wizytówkę.

Nie wiedziałem co o tym myśleć, dostałem zaproszenie od wampira na rozmowe
Dostał zaproszenie na WYWIAD Z WAMPIREM! *posypuje analizę sucharami*

(...)Pierw jednak rzuszyłem (ruszył po ścieżce na której rosła rzeżucha aby pobruszyć) do "skarbca", chiałem odzyskać swój miecz choć był kawałkiem żelaza o niewielkiej wartości wiele nim zdzialałem. Zawartośc skarbca oszołomiła mnie, był pełny rożnych rzeczy codziennego użytku od garnków, noży czy widzelców przez ubrania jedne pieknie skrojone inne będące zwykłymi łachmanami,
Garnki, sztućce i ubrania. Może pomylił skarbiec ze składzikiem kuchennym?
Albo strychem? Choć te widzelce brzmią frapująco.

aż po róznego rodzaju bron i zbroje (Albo po prostu właściciel zamku miał nieziemski bajzel...), było tego tak wiele że ten wampir nie mogł uzbierać tego przez rok czy dwa, przygładając się powoli tym rzeczą odnalazłem w końcu swój miecz.
Przygładając się tym rzeczą. RzeczĄ.
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2013/08/Emma-Watson-Calls-You-An-Idiot-In-Harry-Potter-Insult-Gif.gif

Chwyciłem go mocno w lewą dłoń, obejrzałem ostrze było naostrzone i wypolerowane jak w dniu gdy je kupiłem od jakiegoś kowala w stolicy kupców, wróciły wpomnienia, było to niedługo po rozpoczeciu tej przygody nie miałem ani jednej blizny, ach był takim żółtodziobem ten miecz. Tamtego dnia przeszedłem też "chrzest", zalałem się w trupa z jakąś bandą najemników i zgubiłem mieszek ze złotem a pare dni póżniej usłyszałem że owa banda najemników nie wróciła z akcji, nie przejął się tym bardzo to się zdarzało w tym fachu.
Kto się nie przejął? Narrator?
Mieszek?

Schowałem miecz do pochwy i wyszedł ze skarbca ten miecz, przeszedłem przez więżienie i dalej przez mroczne lochy stolicy kupców kierowałem się na wschód jak radził wampir i nie długo znalazłem wyjście.
Boru, stolica kupców (czymkolwiek jest) ma własne lochy, skarbiec i jest zamkiem?! Dobrze, że znalazł zatem wyjście z tej stolicy, dziwne miejsce…
A co z tym starym rycerzem? Zgubił się w wampirzej graciarni, czy narrator o nim brawurowo zapomniał?

Noc była bezchmurna, widac było każdą gwiazde (Każdą! Wszystkie trzysta tryliardów!) a także wieże dworu stolicy kupców które znajdowały sie nad poziomem chmur na siódmym poziomie miasta.
ÓW miasto
Ewwww.
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2014/05/Confused-Brad-Pitt-As-Tyler-Durden-In-Fight-Club-Reaction-Gif.gif

było zbudowane na najwyższym szczycie w dolinie,
Szczyt w dolinie. Narratorze, nie pij tyle.
A tam wieże dworu stolicy kupców. Mieszkańcy muszą uwielbiać przydawki.

liczyło siedem poziomów każdy oddzielony grubym murem po prawdzie była to twierdza nie do zdobycia ale też nie istniała armia która była by w wstanie zdobyć choć jeden poziom,
I dlatego była to twierdza nie do zdobycia. Logiczne przecież.

na pierwszych czterech poziomach skupiała sie prawie cała populacja tego miasta-państwa, tam znajdowały się karczmy i burdele, świątynie
Idealne połączenie.
Wszystko, co potrzebne do życia.

świątynie (zarówno bogów żywych jak i marwych)
Przepraszam, ale jaki jest sens czcić boga, który umarł i (wciąż) nie żyje?
A nuż. :)

(...) Założyliśmy obóz niedaleko wyjścia z lochów na niewielkiej polanie w wielkiem lesie (jednym z ostatnich w dolinie) by przeczekać noc, rozpaliliśmy ognisko i zaczeliśmy rozmowe.
Jakich rozmiarów była ta dolina?
Bardzo wielka i pół.

-Hmm nie znam nawet twojego imienia. - stwierdziłem, spadło to na mnie oczekiwanie wiele się wydarzyło nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy.
-Na imię mi Eryk, imienia rodowego nie posiadam. - odpowiedzał stary troche tajemniczo bo wyglądał jak by wcale nie słuchał.
A to wtedy wygląda się tajemniczo, a nie lekceważąco? Dobrze wiedzieć. :)

-Opowiedz mi o moim ojcu. - zarządałem, teraz mnie to wiele nie obchodzi.
ZaRZądał, bo go to nie obchodzi? Wow, to już wyższy poziom hipokryzji, jest nieszczery nawet sam ze sobą.
Już wcześniej mówiłam, że hipokryta.
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2014/05/Nathan-Young-Calls-You-a-Monkey-On-Misfits.gif

-Co tu dużo mówić, był oddany całym sercem sprawą (Aaaargh!!!) zakonu, a własnym życiem się nie przejmował rzekłbym że był pracoholikiem a reszte sam wiesz najlepiej był bohaterem naszej wiary.
Totalnie pracoholik jest słowem, jakiego stary kapłan-wojownik użyłby w tej sytuacji.
Był uzależniony od wyrzynania wrogów. Tuż po wypiciu porannego latte.

-Chce wiedzieć jaki był naprawde. - nalegałem
-Lubił rządzić, był dobrym taktykiem, a nade wszystko kochał dobrą walke i zawsze troszczył się o swoich braci czasami tez uzdrawiał jak kapłan w naszej siedzibie w stolicy kupców czy ta odpowiedz cię satysfakcjonuje? - spytał troche jakby zmęczony ale bez nuty większego znużenia.

-Tak - odpowiedzałem bez uczuć, odwróciłem się i zasnąłem.
Wow, ani dziękuję, ani pocałuj mnie pan w rzyć. Prawdziwe wyżyny szlachectwa i dobrego wychowania.
Przecież mówił, że go nie obchodzi.

16 komentarzy:

Yorika pisze...

Opisy postaci niczym z gry typu MUD :).

Akumu Hikari pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Akumu Hikari pisze...

Zacznę od tego, że jestem fanką już od jakiegoś czasu i w końcu się zdecydowałam na komentarz ;)
O matko, cudne analizy. Zwłaszcza ta druga - chłopak(?) piszący to opko chyba nie wie co to kropka. Nie wspominając o tym, że i przecinki wesoło sobie tam hasały (o ile w ogóle były xD). „Szarogrzywy” w ogóle mnie rozwalił na łopatki, tak samo z resztą jak ilość powtórzeń (których notabene trudno uniknąć, jak się tworzy takie długie zdania…). Ciągła zmiana narracji gubiła mnie w akcji (nawet rym wyszedł :D), chociaż opisy zupełnie wystarczyły, by się zgubić.
Przyczepię się tylko do tego, że Kalevatar napisała na końcu „ani pocałuj mnie pan w żyć.” – jeśli, tak jak sugeruje zdanie, chodziło o tyłek, to jednak powinno być „rzyć” ;)
Reasumując – analiza świetna, tak jak poprzednie :)
A korzystając z okazji pragnę się zareklamować (spam to zła rzecz, ale jest poprzedzony treściwym komentarzem :P). Właśnie założyłam bloga, na którym również analizuję – zajmuję się jednak nie opowiadaniami, a artykułami na portalach plotkarskich. Serdecznie zapraszam, jeśli jesteście zainteresowane :)
http://analizy-portali.blogspot.com

Pani od Kotów pisze...

Ilekroć widzę zdanie bez przecinków i innych znaków interpunkcyjnych, np. znaku zapytania na końcu czegoś, co ewidentnie miało być pytaniem - czytam je sobie na jednym oddechu i bez modulacji głosu. Trzeba to podpowiedzieć aŁtorom, by załapali, w czym problem. I jakąś tabelkę z odmian a słowa "ów". Najlepiej co niektórym by było wytatuować na czole.

Eyenne pisze...

Kiedy doszłam do wampirycznych koni, musiałam przerwać i iść się wyśmiać xD
Zdecydowanie nie polecam czytania waszych analiz ludziom, którzy właśnie siedzą w pracy i próbują przybrać poważny wyraz twarzy. Nie próbujcie. Nie da się. Serio xD

Anonimowy pisze...

Drugie opko fantastyczne. Kluczem do niego jest moim zdaniem wasza uwaga do zdania o szczytach w dolinie: "Narratorze, nie pij tyle", bo to faktycznie jakieś uniwersum pijaków jest.
"Po drodze minął niezbyt interesujące miasto SilverCreek, mieszkali tam sami biedacy i pijacy. Toteż Tawerna była najważniejszym budynkiem w tym mieście."
"Aha. Wiec byli to pijacy biedni, ale towarzyscy. I dość zamożni, by stać ich było na picie w knajpie."
Nie, przecież napisał wyraźnie: biedacy I pijacy. Czyli dzielili się na biednych i mających dość kasy na jej przepijanie.
"na pierwszych czterech poziomach skupiała sie prawie cała populacja tego miasta-państwa, tam znajdowały się karczmy i burdele, świątynie"
"Idealne połączenie."
Ja myślę. Pijacy piją, a biedni starają się zarobić na możliwość picia (w burdelach) tudzież kasę wymodlić (w świątyniach).

Anonimowy pisze...

Niech ktoś zatrzyma tę windę...

"W końcu nikt nie powiedział, że to nie są wampiryczne konie."
http://sirzi.deviantart.com/art/Flutterbat-423381236

Inga

Anonimowy pisze...

Przeurocze!Śmiałam się od "Gladiatorzy(...) Strzegą Miast,
Przed Przemożną Potrzebą Pisania Wyrazów Wielką Literą do końca!
treningu Techników Laboratoryjnych!!!
Racja, lepiej zastanówmy się, czy narrator słyszał o kropkach, czy tę lekcję akurat spędził na podpalaniu stodół.
Oj,nie mogę!

Chomik

charleotte pisze...

Nawet Will, wezwany na pomoc w drugiej analizie, nie był w stanie pomóc :)

Anonimowy pisze...

mrygający pasek dzikości - pierwszy uśmiech
arbuzy - pierwsze hahaha
siła pragnąca dobra nie zawsze jej chcąc - sweet
dalej jedno wielkie wtf aż do wampirycznych koni - nie pije się podczas analiz! ekran do czyszczenia

Ja dobrze rozumiem, że on te przemyślenia snuje w celi, kiedy wokół naparzają się wampiry i w ogóle zaraz może zginąć?
Tak, i użył przy tym "odpowiedzi" czterokrotnie w jednym zdaniu. Zgroza.

exactly

"dla was przeznaczone jest błekitne niebo" i tak broni się samo, ale statystyki.... :D:D:D (nieprzerwane niemal niczym pasmo śmiechu)

bóg "a nuż" rozwala system :P

Pozdro, Ross

Anonimowy pisze...

"przybąć z chęcią rozmowy w sercu a ja cię odnajde,
bo jak przyjdziesz z chęcią na zupę pomidorową w sercu, to może być mi trudno"

*parsk* Piękne! Zaproszenie na wywiad z wampirem też niczego sobie, ale poza tym zdezorientowało mnie to "dzieło" strasznie. Takiego bajzlu faktycznie nawet Will Graham by nie rozkminił.

Kahairel pisze...

Świetne :)
Kalevatar, nie ma co żałować, że nikt nie zleca zadań po drodze, to byłoby creepy ;)

Anonimowy pisze...

Opka na podstawie gier zawsze najlepsze <3
Pierwsze miecie, drugie też dobre, szczególnie czczenie martwych bogów bo "a nuż".
I jak możecie czepiać się braku znaków interpunkcyjnych - przecież wcześniej autor napisał dwa razy "?.", a to już jest zapas na całe opko :p

Tonks

sowa101 pisze...

Wystawie Wam rachunek za czyszczenie ekranu komputera :) Oba opowiadania były epickie, chociaż analiza drugiego jest bardziej kwikaśna. Zwłaszcza fragmenty o wampirycznych koniach i lochach w mieście. Będzie kontynuacja?

Justyna B pisze...

Czytu, czytu i nic nie rozumieju. Naprawdę dużo Waszych analiz już przeczytałam (najbardziej kocham te z Harry'ego Pottera i Supernatural), ale to jest mistrzostwo, uwielbiam też Wasze gify :). Zastanawia mnie, jakim cudem ktoś coś takiego pisze i jeszcze publikuje, naprawdę niektórzy powinni się zastanowić dwa razy, zanim zasiądą do Worda i stworzą "opko".
Pozdrawiam i czekam na kolejne cudeńko.
Justyna

Alucardyna pisze...

Poszedł jej poszukać. Ubrał się i wyszedł z domu, uprzednio zamykając drzwi na klucz.
To on o 13 nawet ubrany nie był?
(No dobra, ja czasem też nie bywam, ale ja nie żyję w średniowieczu. I od jakiegoś czasu śniadania robię sobie sama.)
Ja to bym raczej się zastanowiła nad tym, że najpierw zamknął drzwi na klucz, a dopiero potem wyszedł. Otworzył je, czy oknem wylazł?

“Kimś kto chce czynić dobro ale nie zawsze chce” - to brzmi jak ktoś z rozdwojeniem jaźni. Albo hipokryta.
Albo Paolo Coelho. Łatewa!

Nie wiem, czym jest choroba wieć, ale zaiste brzmi straszliwie.
Mnie się to skojarzyło z jakimś pasożytem wewnętrznym... A to już brzmi straszliwie XD

Uśmiałam się jak nigdy, tego mi było trzeba po całym dniu wkuwania historii literatury ;]
Pozdrawiam bardzo!