poniedziałek, 2 czerwca 2014

Natychmiast zdejmij te włosy, czyli ostatnia wizyta w Ferrinie

Witajcie!

Dziś po raz kolejny i ostatni wracamy do Ferrinu i wspaniałej Anaeli. Będzie dużo kłótni, krzyków, zamykania w lochu i ogólnego zamieszania. Ale nie zabraknie mycia plecków, rzucania sztabkami złota i łopotania rzęsami. Będzie się działo - jak to zwykle u Michalak. (Swoją drogą - chcielibyście kiedyś jeszcze u nas analizę któregoś z dzieł tej pani?)
Tymczasem - indżojcie!

Zanalizowali: Kalevatar, Vivaldi, Pigmejka, Serenity i Nin.


[Reikan i Anaela w końcu trafiają na audiencję do Najwyższej]
Na progu sali Reikan ściągnął z głowy Leczącej kaptur ukrywający do tej pory płomienne włosy.
A to nie było tak, że miała nigdy więcej tego kaptura nie ściągać?
Potrzebował po prostu odpowiedniego efektu.
giphy.gif

[Anaela] Powiodła wzrokiem wzdłuż ścian obwieszonych dziesiątkami barwnych map, zapatrzyła się w mapę nieba wymalowaną na sklepieniu (trafiła do miejscowej pracowni geograficznej?), dając sobie jeszcze trochę czasu na mobilizację sił, potem przyjrzała się paznokciom kolejno: swoim (lakier złaził), Reikana (brudnym), pobliskiego gwardzisty (obgryzionym) oraz nieco dalszego gwardzisty (połamanym), wreszcie skupiła uwagę na trójce postaci siedzących przy końcu długiego stołu. Bez trudu rozpoznała kobietę zajmującą miejsce na podwyższeniu: To musiała być Najwyższa.
Bo siedziała najwyżej?
Wokół głowy jaśniała jej aureola, a nad nią latały aniołki, grzmiąc w trąby i trzymając transparent z napisem “Ave Berenika!”.
A może po prostu miała ze dwa metry wzrostu?
Albo bardzo wysokie szpilki.

- Coś ty zrobiła z włosami?! Zdejmij to! I to żelastwo z twarzy też! I zdejm te buty ortopedyczne! I chociaż mięso zjedz! Z czymś takim do ludzi chcesz wychodzić?! I nie pyskuj, gówniaro! - To były pierwsze słowa, jakie usłyszała z ust Bereniki de Sanctis. Kobieta wyciągnęła dłoń, jakby zamierzała Karolinę oskalpować.
Zardzewiałym nożem do masła.

Na takie powitanie dziewczyna nie była przygotowana. Cofnęła się w popłochu, wpadając na Reikana.
- To nie iluzja, Wasza Wysokość - pospieszył z wyjaśnieniem. - To naturalna barwa
włosów Leddi dell’Idarei.
- Naturalna?! Sugerujesz, książę, że to smoczy pomiot?
Tłumacząc na ludzki: Najwyższa jest niezwykle kontenta, widząc u siebie WYBRANĄ i NIETYKALNĄ, reszta to tylko ozdobniki.
Rozumiałabym, jakby smoczy pomiot miał łuski lub ognisty oddech i śmierdział siarką. Ale rude włosy…?
Tego akurat bym się nie czepiała, IMO chodzi o typowy motyw "rude włosy = ogień".

- To tu są smoki? - Karolina spojrzała na Reikana z niedowierzaniem. - I mają włosy?!
On jednak zignorował ją, zwracając się do Najwyższej.
- Leddi przybyła z innego Wymiaru, pani. Zapewniam, że w jej żyłach płynie ludzka krew, bez domieszek. Ani śladu tosterów ani jednorożców.
- Skoro ekspert od czystości rasy tak twierdzi. - Najwyższa odęła usta.
Ta, sprawdził to organoleptycznie, badając płyny ustrojowe. Oh, wait…
A Reikan z dumą poprawił opaskę ze swastyką.
I sprawdził, czy Mroczny Znak na ramieniu prezentuje się odpowiednio.

- No cóż, witajcie w Alderianie, książę, Leddi. Co was do mnie sprowadza?
A to nie było przypadkiem twoje zaproszenie?
Nie myślała, że wezmą je na poważnie.
Albo była pijana i rzuciła je tak z głupia frant.

- Zbrojny oddział lorda Ellisa - odrzekł Reikan. - A lord przyznał, że to zaproszenie
pochodzi od ciebie, pani.
- To akurat zaproszenie dotyczyło samej Leddi. I z pewnością nie było w nim mowy o teleportacji łamiącej alderiańskie blokady. Mimo to cieszę się, że i ty, książę, zdecydowałeś się mnie odwiedzić. Nabrałam obaw, iż ludzkie sąsiedztwo uwłacza Ferrinowi.
Etykieta, widzę, na najwyższym poziomie. Nie potknij się jeno o próg.
Jaka Mary Sue, taka etykieta...

- Oficjalnie występuję o nadanie Leddi Anaeli dell’Idarei Ferrinowi.
I wysłanie jej priorytetem, z potwierdzeniem odbioru.
Z pieczątką na dupie, obwiązanej konopnym sznurem.

- Odmawiam - padło w odpowiedzi. Reikan spodziewał się tego, ale pozostałe osoby spojrzały na władczynię zdumione. Nie mogła odmówić przyjęcia kontraktu. Nie w taki sposób! To godziło w Konwencję Wojenną i w same Nietykalne, których sensem istnienia i gwarancją bezpieczeństwa było porozumienie zwane kontraktem.
Ależ oczywiście, bo gdyby od samego początku nie była wredną suką, miała w nosie etykiety i była pozbawiona subtelności, to nikt nie zorientowałby się, że trzeba jej nie lubić!
Nie mogła zlekceważyć kontraktu, gdyż godziło to w sens istnienia Nietykalnych, który zasadzał się na kontrakcie. Aha. To uczucie, gdy wiesz, o czym czytasz.
Zaczynam dochodzić do wniosku, że te Nietykalne są nietykalne tylko z nazwy. Coś jak ci wszyscy chudzielcy o pseudonimach “Gruby”.

- Odmawiam - powtórzyła Berenika. - Ta Leddi nie została zaprzysiężona. - To był niezaprzeczalny fakt. - Książę, Następczyni (bardziej oczywistego tytułu dla następczyni tronu nie dało się wymyślić?) poprowadzi cię do twego pokoju. Mam nadzieję, że odpoczniesz należycie w gościnnych progach Alderiany. Z tobą, moje dziecko - przeniosła wzrok na Karolinę - chcę zamienić parę słów na osobności.
***
Agnessa de Sade (SERIO?! De Sade?!?) była wysoka i smukła. Czarna suknia z aksamitu zdobionego bogatym srebrnym haftem krojem podkreślała kształty wręcz doskonałe.
Prawdopodobnie jedyną kobietą, która w fantasy nie jest piękna i nie ma doskonałego ciała, jest Baba Jaga.
I smoczyca ze "Shreka".
Polemizowałbym.

Krucze włosy z dwoma srebrnymi pasmami, dodającymi tylko uroku ślicznej twarzy (Anty-Susan Sto Helit?), spinał diadem z niebieskawego metalu, inkrustowany brylantowymi kroplami. Oczy barwy fiołkowej co rusz przysłaniała firana długich, gęstych, wywiniętych rzęs.
*łopotu łopotu*
faux-cils-shu-uemura.jpg.arPeZL.200

Godło Alderii zawieszone na grubym złotym łańcuchu zdobiło głęboki dekolt, ledwie skrywający krągłe piersi.
MC DeSaD, najtwardsza bicz in da nejburhud, yoł man!
Mr-t.jpg

- Pozwól za mną, książę, komnata już czeka. Czy mogę usługiwać ci przy kąpieli? - Głos, niski i gardłowy, ociekał zmysłowością.
Zapewne brzmiała tak.
Jak to ujął kiedyś Ozzy a propos głosu Lemmy’ego, “jakby żarł pieprzone gwoździe.”
Srsl? Następczyni tronu będzie myć mu plecki?
Może to jak z Jezusem obmywającym stopy ludziom…?

Czarodziejka podeszła blisko, aby owionął Reikana zapach jej ciała... zapach chętnego, kobiecego ciała.
I bekonu. Przede wszystkim bekonu.
I zimnego piwa z pianką. W zasadzie Agnes woniała niczym wnętrze bawarskiej knajpy.

Wystarczyło piękne ciało i Reikan zapominał o przysięgach.
To takie typowe dla facetów w powieściach aŁtorKasi.
To smutne, że faceci tutaj są jak ten wąż w “Poczekajce” - rurka pusta w środku.

[Anaelka w trakcie audiencji kłóci się z Bereniką, po czym mdleje, a kiedy się budzi okazuje się, że nieświadomie poparzyła dłonie Najwyższej. Aby dziewczyna nie uciekła, władczyni Alderii nakłada na nią areszt.]

Karolina wypadła na zewnątrz. Skręciła w pierwszy lepszy korytarz. I w następny. Biegła otulona płaszczem Reikana, nie zważając na to, że bez przewodnika nie trafi nawet do ubikacji - jeżeli ci dzicy ludzie zdążyli wynaleźć coś takiego.
Pewnie nie wynaleźli i srali do kominków.
No weź, magię przecież mają! Na dywanik, a potem szuru szuru.

Gdy poczuła chwytającą ją za ramię dłoń, pisnęła jak mysz, bo przez zaciśnięte gardło przeszedł tylko ten dźwięk.
Rozmaite rejestry buczenia i porykiwania tłoczyły się przy nagłośni, przepychając się i złorzecząc.

- Anaelo, to ja - usłyszała głos księcia i osłabła z ulgi. Uff, przybył ratunek, znów można być mdlejącą mameją! Elf wynurzył się z ciemności.
Ten koleś ma zaskakujący talent do pojawiania się znienacka.
Ale co chcesz, ledwie szepnie słówko a boCHaterce już nogi miękną.

- Zabierz mnie stąd, proszę. - Wyciągnęła ręce w błagalnym geście. Ujął je i uścisnął.
- Wybacz. Nie mogę.
- Dlaczego?
- Nie wolno mi.
A tak z jakiegoś konkretnego powodu nie możesz?
Bo już by nie poruchał.
AŁtorKasia nie pozwala. I rozumiem, że on pojawił się tu po to, żeby jej powiedzieć, że nie może?

- Ale przywlec mnie tutaj wbrew mej woli było ci wolno?!
- Na ziemi Bereniki podlegam jej rozkazom - odparł sucho.
- Pieprzę twoje rozkazy! Amre też dostał rozkaz, a nie pozwoliłby podnieść na mnie ręki! Zabiłeś go, a teraz oddajesz mnie wiedźmie?!
- Jesteś jej poddaną.
Fuck logic - jesteśmy na ziemi Bereniki, więc jesteśmy jej poddanymi, co oznacza, że musimy słuchać jej rozkazów i jeśli nie rozkaże nam opuścić swych ziem, nie możemy tego zrobić.
Wypaliła boCHaterce znamię, jak krowie. Tylko że na mózgu.
Zasady pt. “Mieszkasz pod moim dachem, więc będziesz jeść i robić, co ci każę!”

- Ale nie własnością! Wracaj do kąpieli, ty podły zdrajco, śliczna Następczyni umyje ci plecki! Ja sobie poradzę.
Ktoś tu jest zazdrosny…
No, powiedzmy sobie szczerze, to całkiem niezły powód, by być wkurzonym. Acz zrobiłbym coś więcej, niż tupnął nóżką.

- Anaelo, naprawdę myślałaś, że piękna Agnessa zrobiła na mnie wrażenie?
- Myśleliście, że skoro narrator napisał, że zapomniałem o przysięgach, to naprawdę tak jest? - zapytał, brawurowo przebijając się przez czwartą ścianę.
I przy okazji przebijając narratora włócznią.

Wskazała mi tylko nasze pokoje. Nic więcej - powiedział pojednawczo. - Choć, odprowadzę cię...
Ciekawi mnie, czy Literackie w trzecim wydaniu Ferrinu poprawiło ten błąd…

[Berenika tymczasem knuje, jakby tu upokorzyć Anaelę. W końcu rzuca na dziewczynę zaklęcie.]

[Anaela] Nienawidziła tego cholernego świata z dwoma cholernymi słońcami, gdzie każdy robi z nią, co chce, jakby była cholerną marionetką. Nienawidziła Reikana: najpierw mami ją pięknymi słówkami, a potem bez żadnych oporów podrzuca Najwyższej Wiedźmie. Nienawidziła Bereniki - o, tej nienawidziła od pierwszego wejrzenia - przy byle okazji nakłada na nią areszt. Na nią, Bogu ducha winną Karolinę Łańską! Nienawidziła!!!
Zacznij nienawidzić siebie, Karolinko, bo głupia byłaś i posłuchałaś ciotki Marylki. Znienawidź też ją, bo to ona ci podrzuciła tę książkę z zaklęciem teleportacji.
Znienawidź aŁtorkę, bo ona wrzuciła cię do tego… czegoś.
Choć w sumie dziwienie się, że władczyni w takiej krainie jest wszechmocna, to trochę jak dziwienie się, że niebo jest niebieskie.

- Anaelo, złapano cię w pętlę nienawiści!
1bb5846578_no_co_ty_nie_powiesz_.jpg

O tak! Nienawiść pochłaniała jej uwagę. Nienawiść rozlewająca się po całym ciele. Dająca poczucie siły, mocy - nieznanej Karolinie, ale znanej za to Anaeli. Rosnąca z każdym krokiem, z każdym oddechem, z każdym uderzeniem serca. Umysł płonął. Ciało również. Nigdy nie zaznała tak potężnego uczucia.
To brzmi tak, jakby w rui była...
A to nie jest tak, że Karolina i Anaela to jest jedna i ta sama osoba? Czy ona może cierpi na zaburzenia osobowości?
A na co ona nie cierpi…
Wyzwala się jej Wewnętrzne Ja! Uwaga, może dojść do samozapłonu!

[Anaela używa Zakazanej Mocy i trafia do celi. Okazuje się jednak, że razem z nią przebywa tam Reikan, który, jak to ujmuje “sam się wprosił”. Wprasza się do celi również inny gość - sam władca Ferrinu.]
- Leddi, oto Eleuzis dell’Soll, Wielki Władca Ferrinu. - Reikan potwierdził te przypuszczenia.
- A oto nasza Anaela. - Eleuzis z uśmiechem położył dłonie na ramionach dziewczyny. - Pierwsza z Przepowiedni. Pierwsza i najważniejsza.
- Z przepowiedni? - zdziwiła się słabo.
Oczywiście, fantasy musi mieć przepowiednię!
Czy tylko mnie zastanawia, czemu władyka nie podszedł do dziewczyny, jak była wolna, tylko czekał, aż ją zapuszkują?
Znudziło mu się granie na normalu, teraz Władca Ferrinu pomyka wyłącznie na Udręce, co wymaga od niego utrudniania sobie czego się da.
Przeciskanie się wąskimi okienkami daje więcej XP.
A czytelnikom daje więcej “xD”.

Władca Świata Elfów spojrzał na nią zagadkowo i zaczął:
Wzgardzona Świętość grę rozpoczyna.
Amirin w dłoni Tej-Która-Leczy.
Drugim zostanie Książę Ferrinu
Czarny Tytanian niech będzie Trzeci.
Gdy Słońce wróci, skąd nie ma dróg,
Gdy białe serce z czarnym się połączy
Przed wolą Leddi ugnie się wróg,
Jej mocą Ferrin przetrwa, gra się skończy.
To ja jednak wolę tę:
Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruje,
Nie każdą siłę starość zniszczy.
Korzeni w głębi lód nie skuje,
Z popiołów strzelą znów ogniska,
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król tułacz wróci na stolicę.
Albo nawet bez rymów:
Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna...
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje...
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...

[Potem okazuje się, że klejnot, który oddała Amremu, był bardzo, bardzo, bardzo ważny, ale nie dowiadujemy się właściwie z jakiego powodu. Następnie Reikan wraz z ojcem pozwalają Anaeli wybrać, czy chce zostać w Ferrinie, by spełnić przepowiednię, czy woli wrócić do domu.]

- Mam się do nich pomodlić? - zapytała pełnym napięcia głosem. - Do waszych bogów? Żeby wrócić?
Możesz też dać im ciastko.
Albo zjeść ciastko.

- Taką więc decyzję podjęłaś? - Eleuzis nie pokazał po sobie, jak bardzo go rozczarowała. - Czy nic dla ciebie nie znaczy los naszego świata, który składamy w twoich rękach? - ciągnął, wciąż nie dając po sobie poznać rozczarowania. - Więc tak sobie po prostu spierdzielisz, zostawiając nas na pastwę losu? Nie, w porządku. Jak sobie chcesz. Tylko żeby potem nie było, że nie mówiłem.
Jakby traktowano mnie jak wór kartofli, który przechodzi z rąk do rąk i nikt nie raczy mu nawet wytłumaczyć, dlaczego, to też bym chromolił taki biznes.

- Mylicie się. To nie o mnie mówi wasza Przepowiednia. Nie jestem godna ratować jakiegokolwiek świata, bo z własnym nie potrafię sobie poradzić - odparła cicho. - Byłam nikim i nikim chcę pozostać. (Akurat.) Chcę wrócić.

- Synu, otwórz portal. - Eleuzis skinął ręką.
Reikan wstrząśnięty słowami Leczącej stanął naprzeciw niej. On też nie mógł uwierzyć! Nie wierzył, że Wybrana ot tak odmówi wypełnienia swej misji! Że nie obejdzie jej los Ferrinu. Ukochanego Ferrinu! Jak ona śmie?!
Normalnie. Jakoś się jej nie dziwię, przecież dziewczyna niczego dobrego nie uświadczyła w waszym cudownym świecie.
Powinniście jeszcze kilka razy przerzucić ją sobie z rąk do rak, zamknąć w lochu i zagrozić śmiercią, na pewno przestanie chcieć wrócić do swojego świata.
I nogi jeszcze odetnijcie, to dobry patent na ucieczki.
lobo0324lp.jpg

Gdyby mógł, związałby ją i uprowadził do Feri’any, zmuszając do dopełnienia Przepowiedni. Gdyby mógł.
Oto prawdziwe oblicze elfiego księcia. Miłosiernego, dobrego i litościwego. A to WeddSa’arda nazwał potworem.
Bo on to W IMIĘ DOBRA BY ZROBIŁ!
Reikanowi robić - źle. Reikan robić - dobrze!


[Karolina jednak zmienia zdanie i zostaje w Ferrinie, a nastawienie Reikana do niej zmieni się o 180 stopni, książę obiecuje jej nawet, że będzie mogła wrócić kiedy tylko zechce. Potem elfy próbują przenieść ją do Feri’any, ale okazuje się, że areszt, który nałożyła na nią Berenika nie pozwala jej opuścić granic Alderii. Zatem wpadają na pomysł, aby wzbudzić w Anaeli magię i dokonują jej inicjacji. Nie, nie seksualnej. Magicznej. A zatem dziewczyna dostaje magię instant. Tymczasem Berenika zleca Joysellowi uwiedzenie Karoliny.]

- Joysell! - zatrzymało go w progu. Odwrócił się, przywołując na twarz maskę obojętności. - Masz! - Odruchowo pochwycił to, co mu rzuciła. Otworzył dłoń, w której zalśniła sztuka złota. - Kup sobie coś ładnego.
A jak będziesz wracał, przynieść mi gazetę i kapcie. I nie gryź listonosza po kostkach!
I wróć przed 21!

Wyszedł i oparł się o drzwi, czując pod powiekami piekące łzy. Opanuj się, chłopie, nie będzie byle wiedźma robiła z ciebie mazgaja! Przyłożył wierzch dłoni do oczu. Dopiero po chwili skonstatował, że wciąż zaciska palce na sztabce, którą Berenika rzuciła mu niczym psu kość.
Widzę, że Berenika się nie rozdrabnia na monety i rzuca od razu sztabkami. No chyba, że mają taką hiperinflację, że za złote monety nie da się nawet już bochenka chleba kupić, nie mówiąc o porządnym ubraniu.
Ciekawe czym płacą za biżuterię. Lennami?
A po wypłatę pewnie przyjeżdżają wozem.
Złoto pewnie w nocy rośnie pod sosnami, od razu w sztabkach. Nie wiedzieliście?

Bez namysłu cisnął złotoprzez okno. Usłyszał, jak odbija się od bruku podwórza kilka pięter niże+j.
No to jakiś biedak na dole będzie zadowolony.
Złotoprzez kojarzy mi się z jakimś żółtym chwastem rosnącym na polu. W sumie takim chwastem to nie żal ciskać.
Niedobory mózgu widać rekompensowane są przez dobry słuch.

[Okazuje się, że na Joysella czeka w korytarzu Reikan i prosi o pomoc w ukradkowym wyniesieniu swojego ojca z celi Anaeli.]

- Nikt się nie dowie. Gwardziści jeszcze długo się nie zorientują, że tam, gdzie powinien być korytarz, jest ściana.
Ok, muszę przyznać, że to chyba bije na głowę wszystkie głupoty, jakie wyczytałam w tej książce - gwardziści, którzy nie znają zamku, w którym służą? No chyba że Berenika zmienia ich tak często, że nie biedni chłopcy wciąż gubią drogę do toalety.
Z dotychczasowych fragmentów wynika, że Berenika to ktoś na kształt Królowej Kier, trop z często zmienianymi gwardzistami nie jest więc taki znów od czapy.
Bo to zapewne ten rodzaj strażników, co w pierwszej kolejności piki na wierzchu trzymać mają.

- Drogo będzie to Ferrin kosztowało, przyjacielu - mruknął lord, unosząc pod pachy
Eleuzisa.
I mówi to osoba, która swobodnie wyrzuciła sztabkę złota za okno.
Może zażyczy sobie zapłaty w naturze?
- Mam u ciebie dług wdzięczności i nie omieszkam się o zapłatę upomnieć.
A to  raczej on nie ma długu u ciebie?

- Odkopnął drzwi celi (co zrobił?!) i razem z Reikanem wyniósł bezwładne ciało na korytarz. - Nie mogliście inicjować jej gdzie indziej? Choćby w krzakach pod murami, byle na zewnątrz?
Pewnie nie mogli, bo bali się, że pobodzie ich Jeż jak Byk.
Inicjacja w krzakach. To naprawdę NIE brzmi dobrze.
I w ogóle powinni rozłożyć się na kocyku, skrzyknąć jakąś widownię i wrzucić Berenice fotkę z komentarzem “Wish U were here”.

[Anaela tymczasem śni o wielkiej bitwie, o morzu krwi i wielkich fireballach. Po czym budzi się już poza celą.]

Nie otwierając oczu, rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak to rozejrzała się?! Przecież nie otworzyła oczu!
Wiemy o tym narratorze, napisałeś to zdanie wcześniej.
Kolejny rodzaj narratora: Narrator Zaskoczony Fabułą.
Otworzyła Trzecie Oko Buddy.
Albo za pomocą swego cyberwszczepu mimochodem zhackowała zamkowy monitoring.

Przeniknięta dreszczem przerażenia usiadła na łóżku. Coś się zmieniło! Zamknęła oczy i usłyszała w pokoju obok znajomą czarodziejkę, przewracającą się z boku na bok w niespokojnym śnie. Niechcący dotknęła śniącego umysłu.
O, Anaela the fucking marvelous mode: on.
Zamieniła się w wampira? Albo w psa lub nietoperza, skoro ma lepszy słuch.
Oj tam, łóżko głośno skrzypiało, no.

19 komentarzy:

nes pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
nes pisze...

O mamuńciu, dobrze wam ta przerwa zrobiła! Kilkukrotnie oplułam laptopa ze śmiechu, a to mi się od baaardzo dawna nie zdarzyło :D

Chcę jeszcze Michalak!! :D

A w ogóle, to biada nam piszącym, jak oni się do naszych wypocin dobiorą...

Anonimowy pisze...

Michalak w analizie zawsze spoko! :)

tuptaczek

Siberian tiger pisze...

"Nie otwierając oczu, rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak to rozejrzała się?! Przecież nie otworzyła oczu!" - To właśnie to, o czym chyba pisałem - narrator w tym tworze jest po prostu przekomiczny, dowcip sam w sobie. A już Narrator Zaskoczony Fabułą mnie rozłożył na łopatki:)

"Gwardziści jeszcze długo się nie zorientują, że tam, gdzie powinien być korytarz, jest ściana." - Ja z tym fragmentem mam spory problem. Jeżeli wiedzą, że tam *powinien być korytarz*, to jednak zamek muszą znać. Ale, na bogów, jak bardzo trzeba być tępym, żeby zorientowanie się, że zamiast korytarza jest ściana, zajmowało "tak długo"? Ja rozumiem, że długo można trwać w zdziwieniu, ale samo zorientowanie się? Mam wizję, że oni godzinami pomimo wszystkiego z uporem maniaka będą próbowali przejść przez tę ścianę.

"Fuck logic - jesteśmy na ziemi Bereniki, więc jesteśmy jej poddanymi, co oznacza, że musimy słuchać jej rozkazów i jeśli nie rozkaże nam opuścić swych ziem, nie możemy tego zrobić." - Ale... jeżeli armia wroga wkroczy na teren ziemi Bereniki, to... staje się armią jej poddaną? Taka zasada musiała troszeczkę utrudniać prowadzenie jakiejkolwiek polityki zagranicznej, nie mówiąc o lojalności szpiegów. ;)

Fajne, dla mnie mogą być kolejne twory Michalak w analizach. Chociaż nie potrafię się przemóc i cały czas czytam te ksioopka, jakby były napisane przez niesforne dziecko. Takie słodkonaiwne fabularnie, a jednocześnie ubogie i językowo, i stylistycznie.

PS.Dlaczego to już ostatnia wizyta w Ferrinie? Po treści wnioskuję, że to tak naprawdę był dopiero (cholernie rozwlekły ale chyba jednak) prolog. Pewnie więc znudzenie? (Upewniam się, bo nie wiem, może po prostu Michalak nie wydała żadnych kolejnych części/tomów, whatever.)

Anonimowy pisze...

(Swoją drogą - chcielibyście kiedyś jeszcze u nas analizę któregoś z dzieł tej pani?)

Na Czarnych Owcach chyba coś było?
Niee,to jest nieznośne,nawet z Waszymi komentarzami.
Przepowiednia cudownie banalna.Bohaterowie irytujący.Przebicie narratora włócznią było fajne.

Chomik

Shayera Faelivrin pisze...

"Kolejny rodzaj narratora: Narrator zaskoczony fabułą" Leżę i nie wstaję.

Po wielu analizach "Gry o Ferrin" zastanawiam się jakim cudem wydawnictwo postanowiło to wydać? Nie chodzi o super-hitową-wcale-nie-zupełnie-beznadziejną fabułę, ale też i o piękne słowotwórstwo ("odkopną").

Ale dzięki wam to (cokolwiek to miało być) da się czytać :D
Właściwie czytam tylko wasze komentarze ale to wystarcza.

Mam nadzieję,że wkrótce znajdziecie kolejne super-kultowe-jakże-niebanalne-opowiadanie-o-jakże-ciekawej-fabule.
Trzymam kciuki i czekam na kolejne analizy :)

Anonimowy pisze...

Najfajniej by było, gdybyście kontynuowali Ferrin, ale inne dzieło pani Michalak też może być. Bardzo dziękuję za analizę, była prześmieszna.

Anonimowy pisze...

Analiza cudna; szkoda, że taka krótka. Ale i tak ukwikała mi dzisiejsze lekcje, niech Wam to Bór w wenie wynagrodzi!
Jeśli chodzi o autorKasię, to polecam jej nowe (?) dzieło, na które ostatnio natknęłam się w Empiku. Tematyka bliżej mi nieznana, ale na losowej stronie trafiłam na zdanie o ciąży nauczycielki z uczniem. Jeśli pójdzie jej tak dobrze jak z większością dzieU, to już czuję te braki jakiegokolwiek poszanowania dla prawa i odrealnione realia polskich szkół... Aczkolwiek Ferrin rulz!

Lubię Kebaba pisze...

Wydali to...?! *headdesk* Nie, nadal w to nie wierzę! Fabuła prawie taka sama jak w sryliardzie innych opek. Masakra... Jednak poprosiłabym o inne dzieUo, Ferrin mnie załamał. Przynajmniej wasze komentarze ratują sytuację :3

No to lecę zbierać więcej "xD". A nuż osiągnę kolejny level? :D

sowa101 pisze...

Nadal nie mogę wyjść ze szoku, że takie dzieło zostało wydane i porównane do "Gry o tron". Naprawdę się cieszę, że kończycie z nim, bo nawet wasze wspaniałe komentarze nie były w stanie zrównoważyć idiotyzmu tej książki. Myślałyście może do powrotu do opowiadań potterowskich?
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

No jasne, że chcemy więcej Michalak :D Chciałam wam podać adres blogaska, którego przypadkiem znalazłam w internecie. Opowiastka zdążyła się co prawda rozwinąć do rozmiarów sagi, ale analizatorki na pewno będą miały na czym pracować.
http://tajemnice- canon.blog.onet.pl

Ryksa Medlin pisze...

Że tak powiem: bosze... I nie potrafię nic więcej rzec.
Na Michalak nie zwracałam nigdy uwago, ale po waszych analizach mam ochotę pójść do sprzedawcy w księgarni i powiedzieć, żeby schował to paskudztwo, bo trochę to to wstyd wydawać. Na razie ograniczam się do zakrywania jej innymi książkami w bibliotekach.
Zanalizujcie coś jeszcze ałtorKasi, proszę.
A z blogasków polecam ten oto twór: perfidna-krytyka.blogspot.com.

Amelia pisze...

Zdania chyba będą podzielone :D Ja głosuje przeciw analizowaniu AutorKasi.
Komentarze macie trafne i przezabawne, ale ten twór, jakkolwiek to nazwać jest nużący, rozwleka się, a główna bohaterka irytuje potwornie. Ogółem zachowanie postaci jakieś nierealistyczne, nielogiczne (hehe czego ja wymagam :) ).
Akcja przewidywalna, ale opisywanie tak chaotyczne, że ciężko się zorientować kto jest kim.
Co do przepowiedni, podobne wierszyki układałam w podstawówce :)
Nazwy tych postaci koszmarnie idiotyczne.
Kreatywności za grosz... garść hiszpańskiego, chochla francuskiego, szczypta angielskiego, obficie skropić apostrofami i voila mamy język elficki, a także przy okazji nazwiska bohaterów. Tak btw bardzo pretensjonalne imiona. Autorka myślała, że tak nazwiska tworzył Sapkowski? Del Sol to chyba takie wino, a przy de Sade to kwiknęłam :D
Widzę jakieś zrzynki z Tolkiena, bo przypomina mi analizowane już przez was właśnie opka tolkienowskie. No właśnie opka... a to miała być powieść... co tu dużo mówić :) Idę "odkopnę" jakąś starszą analizę, może mi przejdą niestrawności po PaniKasiPrzemądrzałejMichalak :)

Anonimowy pisze...

Ach, jaka szkoda, że to już koniec bo z Wami Ferrin przeczytałabym najchętniej i cały! Samej bez dowcipnych komentarzy trochę strach :(

Ale skoro tak, to stanowczo więcej AutorKasi!

Czytelniczka pisze...

Tak sobie czytam wasze analizy i zastanawiam się nad kilkoma rzeczami. Na przykład czy analizując bloga, piszecie na ałtorkowym blogasku, że go analizujecie? Czy istnieje coś, czego zanalizować się nie da (bo moim zdaniem dałoby się wszystko i czasem całkiem normalne fragmenty (w ogólnie kiepskim tekście) są przez was komentowane, choć czasem nie ma takiej potrzeby)? No i ostatnie - czy aż nie strach próbować pisać książkę, bo a nuż trafi pod wasz nóż i zostanie pokrojone na części pierwsze...?
Taak... Prócz tego, że dostarczacie rozrywki, chyba też trochę zniechęcacie do pisania, a przecież każdy zaczynał od blogasków. Przede wszystkim liczy się przecież praktyka. No, ale tak mi się tylko zebrało na jakieś takie dziwactwa.

Ethlenn pisze...

"Krucze włosy z dwoma srebrnymi pasmami"... Rogue stanowczo zaprzecza jakoby pojawiła się w tym czymś.

Anonimowy pisze...

Czy będziecie jeszcze analizować blogasek o wściekłych pięściach Pottera? Wprawdzie strasznie wkurzający, ale ile z nim było kwikania! :(

Anonimowy pisze...

Kuźwa, inicjacja w krzakach mnie pokonała. XDDDD
Jestem zasmutkowana, że to pożegnanie z Ferrinem. Wyjątkowo ucieszne dzieUo, które każdorazowo poprawiało mi humor. Zwłaszcza poddane analizie (trzeba wam czasem polukrzyć, prawdaż).
Odpowiadając na pytanie zawarte we wstępie - NO PEWNIE, ŻE CHCEMY! A przynajmniej ja chcę. :D
thin

PS Czytelniczko - dziewczyny każdorazowo informują aŁtoreczki o analizie. I analizują tylko naprawdę marne teksty. Te przeciętne czy dobre zostawiają w spokoju. Serio. :)

Anonimowy pisze...

Chcemy więcej!