piątek, 20 czerwca 2014

Cud mniemany, czyli wypompowana piłka w szlafroku


Witajcie!


Tak jak obiecałyśmy, wracamy po przerwie. Mamy dla Was opko pisane do serialu BBC o Sherlocku Holmesie. Tu od razu musimy ostrzec - znalazłyśmy aż DWA, z czego jedno jest podobno plagiatem drugiego, a że nie wiemy, które jest gorsze, to wzięłyśmy oba. W tym tygodniu tekst "oryginalny". Będzie tu Holmes leżący jak piłka i rumieniący się - oraz nad wyraz bucowata i dziecinna Mary Sue. Gdzieś tam w tle - Mary mająca dwanaście lat i Watson bez żadnych cech osobowych. Jeszcze bardziej w tle - opera niewiadomo jaka i zabicie biednej staruszki przez syna z Irlandii. Prawdopodobnie.

Indżojcie!

Adres blogaska: http://sherlockholmesfanfictionpoland.blogspot.com


Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

The Mystery of Chemical Defect PROLOG

Słońce miało się już ku zachodowi, gdy Victoria Dark przemierzała Baker Street,
Victoria Dark. Pozwólcie, że uniosę brew. Lewą.

wracając ze samotnego spaceru. Jej myśli kłębiły się jak cumulusy, wręcz nie mogła ich opanować, biła się z nimi, tworząc żywy i bardzo ucieszny dowód na to, że nie powinno się mieszać dwóch metafor w jednym zdaniu, próbując wymyślić jakieś wyjście z sytuacji, która ją gnębiła. Niestety, mimo swojej nieprzeciętnej inteligencji nie potrafiła.
Ciekawe, czy cokolwiek w fabule będzie rzeczywiście świadczyło o tej nieprzeciętności.
Bicie się na środku ulicy z niewidocznym dla innych oparem z myśli świadczy z pewnością o nieprzeciętności, ale nie wiem, czy o inteligencji.

Chociaż spacer dobrze jej zrobił i znacznie poprawił humor-uwielbiała samotność.
Bohaterka uwielbiała samotność, mimo że spacer dobrze jej zrobił, a związek przyczynowo - skutkowy wyruszył na poszukiwanie dwóch spacji, które zginęły z okolic myślnika.
Oczywiście, że uwielbiała samotność - coś czuję, że to ten typ, któremu ludzie są potrzebni tylko po to, by mogła im okazywać, jak bardzo ich nie potrzebuje.

Gdy była sama często rozmawiała ze sobą, nie przeszkadzało jej to.
To miło, że sama sobie nie przeszkadzała, mówiąc do siebie. Gdyby miała do siebie o to pretensje, należałoby zacząć się martwić.
Wybrała najlepszego rozmówcę - nie zaprzeczy, zawsze przyklaśnie, nie odezwie się niepytany… (Chyba że ktoś ma naprawdę problematyczne rozdwojenie jaźni.)

Nie miała wielu znajomych, a przyjaciół wcale. Była jedną z tych osób, które nie przejmują się kontaktami międzyludzkimi. Pracowała jako informatyk, pensja w zupełności jej wystarczała.
Jest bogata, po co jej znajomi! Jeszcze musiałaby wykształcić coś takiego jak empatia, troska czy współczucie, bez sensu.

W połowie drogi do domu usłyszała stłumiony krzyk. Nie wiedziała, kto krzyknął, i o co temu komuś chodziło. Szczerze, miała to gdzieś.
Niby nie ma obowiązku tworzenia bohaterów dających się lubić… ale jak to jest, że heroiny sherlockowych blogasków zawsze starają się przyćmić Sherlocka właściwego poziomem wdupiemania?
To nawet nie jest wdupiemanie, to jest skrajna bucera. Komuś się dzieje krzywda? Nie dam nawet pół faka!

Szła dalej, nie odwracając się. Po chwili krzyk się powtórzył, tym razem był wyraźny, a więc usłyszała, że ktoś krzyczał ‘Vicky!’.
Wyraźnie słyszała oba apostrofy.

Tym razem sytuacja zmusiła ją do tego.
Złapała ją za kołnierz i nie przyjmowała wykrętów.
Miała taki odruch bezwarunkowy.

Powoli obróciła głowę i ujrzała swoją znajomą z czasów szkolnych, Mary Marston. Ta podbiegła do niej, pocałowała ją w policzek w milym geście.
Dobrze, że narrator to uściślił! Inaczej byłabym pewna, że Mary właśnie wydała ją Sanhedrynowi.

Podekscytowana zaczęła mówić:
-Cześć,Vicky! Ale się dawno nie widziałyśmy! Co u Ciebie? Widzisz, umiem wymawiać wielkie litery!
Zniechęcona i zła, że musi z kimś dzisiaj w ogóle rozmawiać, odpowiedziała prychając, wydymając usta i przewracając oczami:
Rozumiem jeszcze nie czuć potrzeby posiadania znajomych - ale agresja na każdy miły gest to coś, co powinno się poddać terapii.

-Hej. Tak to fakt. Wszystko w miarę dobrze. A u Ciebie?
-Świetnie! Mam dobrą pracę w szpitalu, jestem zdrowa, i mam wspaniałego chłopaka! Wiesz, to mój książę, o którym tak marzyłam w szkole!- pochwaliła się Mary, która albo miała dwanaście lat, albo jedynie umysłowość dwunastolatki. Srsl, kto w ogóle zaczyna tak rozmowę z dawną koleżanką ze szkoły. -Jest tutaj ze mną.
Victoria dopiero teraz zauważyła dwóch facetów, którzy stali za znajomą. Pierwszy był niskim blondynem .
A po drugim została tylko spacja przed kropką.
Nie, drugi był tą spacją - blady i niewidoczny.

Mary zaczęła przedstawiać jej swojego partnera:
-John Watson,
Przez chwilę jeszcze się łudziłam, bo aŁtorka napisała "Mary Marston", a nie "Morstan", ale niestety - to ma być TA Mary. *wzdech*
Szkoda, że nie napisała John Wotsan, można by się było wtedy łudzić dalej.

lekarz wojskowy, od dwóch miesięcy jest moim chłopakiem, świetnie nam się układa, na koncie nie mamy jeszcze ani jednej kłótni
Poważnie? Ona biega po mieście i opowiada ledwo znanym ludziom, że facet, z którym jest od dwóch chędożonych miesięcy, służył w wojsku? Nie dziwię się, że laska brak kłótni w związku uznaje za zajebisty sukces.
Może naprawdę ma dwanaście lat?

-wskazała na mężczyznę średniego wieku o blond włosach-A to jest Vicky Dark, chodziłyśmy razem do szkoły-ten obdarował ją poczciwym uśmiechem i podali sobie ręce
-A oto nasz przyjaciel-powiedział John i wskazał na drugiego mężczyznę
Który nie dość, że nie miał danych osobowych, to jeszcze zeżarł kropki z dwóch poprzednich zdań.
Daj spokój, to ty nie rozumiesz, że chodzi o to, by wzbudzić w nas ciekawość i fascynację nieznajomym?

Był to wysoki, szczupły brunet o kręconych włosach, zielonych oczach i bladej, pociągłej twarzy bez najmniejszego śladu zarostu.
Ech, a Watson dostał tylko kolor włosów. Zaraz widać, kto się liczy w tym blogasku.

Victoria zrobiła wielkie oczy, zamrugała i zamarła. Przecież go znała. Nie lubiła tego aroganckiego dupka.
Ciekawe, w jakich okolicznościach Holmes mógłby wejść w jakąkolwiek interakcję z informatyczką. Choć jak znam blogaski, to pewnie przychodził do niej na konsultacje.
A kogo ona niby lubiła...

Wyciągnął do niej rękę. Ona tylko kiwnęła głową, spuściła wzrok i odeszła tak szybko, jakby ją ktoś poparzył.
Aha, czyli jednak mierzymy się z Holmesem na poziom bucery. How sweet.
To nawet nie bucera, to jakieś dziwne, patologiczne lęki społeczne.

                                                          ***
Pozostawiła ich na środku drogi zupełnie zdumionych i osłupiałych.
Na środku drogi? Na Baker Street wstrzymano ruch samochodowy?
Na ich miejscu zrobiłabym “Meh, pewnie się dziewczynie poplątało w głowie od czasu ukończenia szkoły, smutne, ale cóż robić…”


-Co ją przestraszyło w Sherlocku?- spytał John, który zdążył się otrząsnąć
A nie "Mary, jakich ty masz dziwnych znajomych"?
Może Sherlock tak działa na ludzi. Może mylą jego loki z włosami Meduzy, bo też się tak dziko wiją?

Popatrzył na Holmesa pytającym wzrokiem, a on nadal obserwował sylwetkę pięknej niebieskookiej blondynki o imieniu znaczącym zwycięstwo, która powoli znikała im z oczu.
Jasne. Już go, kurwa, strzała Amora trafiła w samą dupę. Sherlocka.
tumblr_n5zu2cHNV71qgxoaqo2_250.gif
Ona go zna, on jej nie? Zhackowała mu kiedyś maila i facebooka czy co?
Może po prostu bloga czyta.

Gdy zorientował się, że dwójka jego przyjaciół się na niego patrzy, oczekując odpowiedzi, rzekł :„Nie mam pojęcia”. Kłamał. (...)
Jak to- nie ma pojęcia?-pomyślał John-coś jest nie tak. Na pewno nie tak.
Na pewno. Zwłaszcza ten zapis myśli Johna.

-Vicky nigdy się tak nie zachowywała… Znam ją tyle lat, i poważnie- nigdy! Co ją ugryzło?-zastanawiała się Mary
Zna ją tak, że hoho! Tym bardziej, że musiały się dłuuuugo nie widzieć, skoro nie wiedziały o sobie choćby podstawowych rzeczy.

Po chwili ciszy speszony detektyw odchrząknął i stwierdził:
Chwila, moment, wróć. Speszony? Sherlock był speszony, bo jakaś obca laska nie odpowiedziała na jego przywitanie? Bwahahahahaha!

-O cokolwiek jej chodziło, przejdzie jej. A teraz już chodźmy, bo zaczyna się ściemniać.
Uniknął sytuacji i zmienił temat!- denerwował się John-To przecież tak po sherlockowsku…
Nie, to bardzo po opkowemu. (Czemu ich to w ogóle obeszło? Nie mają niczego innego na głowie?) (Problemy Głównej Bohaterki zawsze będą naszym największym zmartwieniem!)

The Mystery of Chemical Defect: ROZDZIAŁ 1

Vicky szybkim krokiem podążała do domu, zdenerwowana. Dlaczego on się musiał pojawić? Dlaczego musiałam go spotkać? -zadawała sobie te pytania
Kara za wychodzenie z domu! Mogłaś siedzieć na kanapie i dalej kisić się we własnej zajebistości!
Jak się człowiek zapuszcza w outernety, to się potem tak kończy! Inna sprawa, że laska histeryzuje, jakby Holmes próbował przynajmniej sprzedać ją obwoźnemu hodowcy wielbłądów dwugarbnych.

-Tego aroganckiego dupka! I dlaczego przyjaźni się z osobą, którą najbardziej lubię?Musiał mi popsuć humor!
No jak Mary śmie się przyjaźnić z kimś, kogo nie akceptuje bohaterka! Mary, popraw się natychmiast!
Złośliwie się pojawił na ulicy i specjalnie popsuł, szubrawiec! I jeszcze z perfidną arogancją wyciągnął rękę na powitanie!
(Tak ją strasznie lubi, a musiały się nie widzieć i nie rozmawiać miesiącami, skoro nic nie wiedziała o Johnie.) (Tak ją lubi, że irytuje się, gdy ta zakłóca jej spokój, rozmawiając po bór wie jak długim czasie.)

Gdy dotarła do domu, przebrała się w bluzę i dresy, rzuciła się na kanapę i wcisnęła twarz w atłasową, czerwono-czarną poduszkę, nadal próbując się udusić uporządkować rozbiegane myśli.
Coś czuję, że nadchodzi scena picia kakao na parapecie.

Tak naprawdę prawie się nie znali, ale kiedyś niemal go wyzwała na topory, na ubitą ziemię. Gdy grzebała w pamięci, aby przypomnieć sobie tę sytuację, mimo złości parsknęła śmiechem.
-Boże..-pomyślała-Dobrze, że nikt tego nie słyszał, przecież śmieję się, jak zarzynana świnia..
I nie umiem doliczyć do trzech przy wielokropku. Że nie wspomnę już, że przy tym zapisie trudno powiedzieć, czy pomyślałam to, czy powiedziałam na głos.
Nie znali się, ale kiedyś prawie go obraziła, ale to on jest dupkiem. Aha.

Z czasem stwierdziła, że trochę głupio się zachowała, od razu odchodząc, bez słowa pożegnania. Mary na pewno się trochę obraziła, doskonale ją znała. A więc napisała jej smsa:
Och, no tak, co za małostkowa osoba z tej Mary, przecież w ogóle nie narobiłam jej wstydu przed przyjaciółmi.

„Przepraszam. Zachowałam się beznadziejnie, odeszłam zupełnie bez słowa pożegnania, nie spojrzałam się nawet na Sherlocka..Od niedawna mam zły humor. Jeszcze raz bardzo przepraszam, naprawdę nie wiem, co mnie ugryzło. Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy
VD”
Kto podpisuje się pod smsami wysyłanymi do przyjaciół/znajomych?
Widać, jaka to z niej “znajoma”.

Podeszła do laptopa, otworzyła go i włączyła najgłośniej, jak się tylko da muzykę z filnu "Romeo & Juliet"bo uwielbiała muzykę klasyczną, (https://www.youtube.com/watch?v=9n49-W3cX8g)
Nie, muzyka filmowa to nie to samo, co muzyka klasyczna. I dorzucam +10 do ogólnej blogaskowatości za wrzucanie linków w narrację.
Inaczej - w muzyce filmowej może być wykorzystana muzyka klasyczna, ale to za cholerę nie jest synonim. A w ogóle to sąsiedzi na pewno będą jej wdzięczni za słuchanie tego na full.

Już prawie zasnęła, słysząc kojące dźwięki melodii płynące z głośnika ryczącego na cały regulator, gdy nagle dało się słyszeć pukanie do drzwi.
Pewnie sąsiedzi. Jakoś się nie dziwię.
Albo od razu policja, jeśli np. zagłusza ciszę nocną.

Wygramoliła się spod koca, dotarła do drzwi i otworzyła je, a w progu stanęła Mary i od razu oznajmiła:
-Oj Vicky, na Ciebie nie da się długo gniewać!
No jasne, któżby śmiał.
Co najwyżej jakiś przebrzydły buc stworzony po to, żeby można go było upokorzyć i odstrzelić.

Victoria uśmiechnęła się (nawet sama się zdumiała, ponieważ była utkwiona w przekonaniu, że nie lubi ludzi i, że nie potrafi się szczerze uśmiechać)
Nawet ten z dupy przecinek przed "i" nie przysłoni mi cudnej urody frazy "była utkwiona w przekonaniu".
Aha, czyli tę Mary to ona lubiła tak nieszczerze?
Może ją nielubiła najmniej intensywnie?

-Chodź, zrobię nam kakao.
Kakao! Wiedziałam!

Tylko zdejmij buty!-odpowiedziała, hołdując pradawnie brytyjskiemu zwyczajowi zdejmowania butów po wejściu do domu.
Mary podążyła za nią do kuchni. (...) Właścicielka tejże kuchni podgrzała mleko, wlała je do dwóch czerwonych kubków a następnie wsypała do nich kakao i wymieszała. Jeden z nich podała koleżance oraz zarządziła pójście do salonu. Tam rozsiadły się na kanapie, zajadały się ciasteczkami i popijały słodkim kakao.
Poza tym tuliły pluszowe misie i oglądały “My little pony” z wypiekami na twarzach.
Ale nie na parapecie. Jestem niepocieszona.

-Jak za dawnych czasów!-stwierdziła Mary
-Taa..-mruknęła Victoria, całym swym jestestwem emitując potężne fale niesympatyczności.
-Słuchaj..Mam pytanie: Skąd wiedziałaś,że nasz kumpel ma na imię Sherlock? I skąd Ci się wzięła  ta niechęć do niego?-dociekała
Kumpel?

-Widzisz..-westchnęła-Jakiś miesiąc temu moja sąsiadka podobno popełniła samobójstwo.Stwierdziła tak policja. Byłam na miejscu zbrodni.
Do samobójstw rutynowo wzywają informatyka, normalna rzecz.

Kilka faktów mi się nie zgadzało.Znałam ją,ledwo dawała radę otworzyć drzwi.Nie było mowy o wdrapaniu się na krzesło,zawieszeniu pętli przy suficie, założeniu jej na szyję,a już w ogóle o tak silnym kopnięciu krzesła,że leżało prawie na środku salonu.
Zaraz… przyjaciółka była obłożnie chora, była za niska, czy nie mogła chodzić? Bo poza powyższymi przypadkami - nie wiem, w jakim trzeba być stanie, żeby nie móc tego zrobić.

Miała sine ślady na nadgarstku.Oni stwierdzili,że to zwykły ślad po uderzeniu.
Ale po uderzeniu o co? O sznur?

Jak mogli być tacy głupi…
No jasne. Ja wiem, że w kryminałach panuje imperatyw robienia z policjantów idiotów, ale come on. Chyba że opko ma zamiar ewoluować w stronę teorii spiskowych i skorumpowanego wymiaru sprawiedliwości.

Ona nie wychodziła z domu i nikt jej nie odwiedzał.Tylko ja przynosiłam jej zakupy tak duże,że starczały jej na miesiąc.
Aaaa… to chyba chodzi o jakąś staruszkę. Nie można tak było od początku?
A jak się ma ta pomoc staruszce do tego, że bohaterka programowo nie lubi i unika ludzi?
Może staruszka była reptilianinem?

Więc skąd u licha wzięły się na dywanie ślady czarnej,ogrodowej ziemii?Nie miała kwiatów,z których doniczek mogłaby się wysypać.Stwierdzili,że był u niej któryś z funkcjonariuszy publicznych (wcale nie sprzątała) i to on zostawił ślady.Na podłodze leżała również dość mokra,śmierdząca chusta.Poza tym mam w policji znajomego,Grega Lestrade'a.
Ależ oczywiście, oni wszyscy to twoi funfle. Mycroft to ci pewnie z ręki je.
Jestem pod wrażeniem klarowności ciągu przyczynowo-skutkowego w tym monologu.
A ja tego, że morderca wytaplał sobie buty w ogrodowej ziemi, żeby specjalnie narobić śladów na dywanie. Mówimy o mieszkaniu w centrum Londynu, a nie domku z ogródkiem w Parzymiechach - jak bardzo trzeba by się postarać, żeby wnieść ogrodową ziemię do mieszkania?
Może jest ogrodnikiem albo pracuje w parku! *jest trop*

Powiedziałam mu,co o tym myślę,a on zaśmiał się, i stwierdził,że mogę sobie podać rękę z jego przyjacielem,Sherlockiem Holmesem. Jak widzisz, nie skorzystałam z porady. Ja z kolei stwierdziłam, że to nie jest śmieszne, i powiedziałam,żeby wezwali specjalistów.
W sensie że bardziej specjalistycznych niż inspektorzy ze Scotland Yardu? Well, no to chyba tylko Sherlock Holmes oh wait.

On wysłał do kogoś smsa, i kazał mi opowiedzieć moją teorię.
Temu esemesowi.

A zatem wyjaśniłam mu,że pani McCollaye gdy usłyszała dzwonek do drzwi zapewne się zdziwiła,bo przecież nikt do niej nie przychodził (A ty jak wchodziłaś do jej mieszkania? Oknem?) a kiedy do nich dotarła i je otworzyła, zabójca złapał ją za ręce, poprowadził do kuchni, zakneblował chustą, podłożył krzesło i dalej wszystko ustawił tak,żeby myśleli,że popełniła samobójstwo. Jak wcześniej wspomniałam,popełnił kilka błędów. Miała ona tylko syna, który mieszkał w Irlandii. Moim zdaniem,on ją zabił dla pieniędzy,bo była bardzo bogata,a to on był jedynym dziedzicem domu i majątku.
Jedna sprawa: po stanie kręgów szyjnych da się poznać, czy ktoś się sam powiesił, czy to upozorowano.
Druga sprawa: nie ma to jak oskarżanie ludzi o morderstwo na podstawie tego, że są dziećmi denata.
I jaki majątek i dom może mieć starowinka mieszkająca w bloku/kamienicy, nie wychodząca nigdzie i zdana na łaskę sąsiadki (więc na pewno na opiekunkę jej nie stać)?
A morderca ciągnąc ją do kuchni, zostawił jej siniaki a rękach, ale gdy siłą wnosił ją na krzesło, żadnych śladów nie zostawił. Taajasne. I jakoś wygodnie przeoczył tę chustkę.

Po chwili przyjechał facet,który nazywał się Sherlock Holmes. Obejrzał miejsce zbrodni i stwierdził dokładnie to samo,co ja,a ten tępak,Greg jemu uwierzył.
Aha. Więc była to superinteligentna dedukcja, gdy ty to powiedziałaś, ale gdy Greg uwierzył w to samo usłyszane z innych ust, nagle okazał się tępy. Wow. Chylę czoła przed twoją logiką, najwyraźniej jest dla mnie zbyt subtelna.

Zdenerwowałam się,podeszłam do tego Sherlocka i powiedziałam mu,że wydedukowałam to samo,a mi nie chcieli wierzyć.Odpowiedział,że jestem mało przekonująca, a jemu i tak zawsze uwierzą,choćby powiedział,że pani McCollaye potrafiła latać.
Ale… przecież on zasadniczo tylko stwierdził fakt. Nie powiedział jej nic niemiłego.
I czemu ona ma pretensje do niego, a nie do Grega? Przecież to nie tak, że Sherlock podkopał jej wiarygodność, wręcz przeciwnie.

Arogancki dupek.Chociaż w sumie..Czy ja wiem?Było o co się obrażać?
Aha, TERAZ się nad tym zaczęłaś zastanawiać?!
-Ech. Wiesz moja mała, nie trzeba było się tak od razu obrażać. On już taki jest. Ale uwierz, że nie chciał cię urazić.
Ale dowiemy się, czym on ją niby tak śmiertelnie uraził?

Skończmy już te rozmowy o zabójstwach i obejrzyjmy jakiś horror-zaproponowała Mary
LOL.
Nieważne, że twoja stara sąsiadka nie żyje, to nudy są, lepiej popatrzmy jak kogoś mordują w HD!

-"Obecność" czy "Klątwa"?
-John później po mnie przyjedzie,więc możemy obydwa-stwierdziła
-Możemy nawet i trzy. A może wolisz u mnie spać? Mam dwa łóżka,pożyczę Ci pidżamę
Yaaaay, pidżama party przy horrorach! A szanowne panie nie mają jutro pracy, obowiązków? Zazdroszczę.
Nie, bo szanowne panie mają po piętnaście lat. Przynajmniej tak wynika z ich zachowania.

-Okej. A jutro wybierzemy się do opery. Wiesz,że ją uwielbiam. I zabierzemy chłopaków.Napiszę do mojego żołnierzyka,że nie musi po mnie przyjeżdżać.
Żołnierzyka…
http://38.media.tumblr.com/tumblr_m5zu8981Rk1r0wqrdo1_500.jpg

-Taa,okej.-mruknęła Vicky, i zabrała się do rozkładania łóżek i przygotowywania seansu.
                                                                ***
Nastało ciepłe popołudnie.
-Sherlock,wieczorem idziemy do opery!-powiedział rozradowany John dopijając kawę do współlokatora,
Jak się dopija kawę do współlokatora? Tak jak pije Kuba do Jakuba, Jakub do Michała…?
No, toast do niego wzniósł.

do współlokatora, który leżał na sofie jak wypompowana piłka w szlafroku
Piłka w szlafroku. Wypompowana. Z twarzą Benedicta. WIDZĘ TO.
A w ogóle to kUamstFo, Sherlock nigdy nie wyglądał źle w szlafroku - na dowód jego wersja z, uwaga, 1899 roku:
http://www.sherylfranklin.com/images/sherlock/othersh/WGHolmes.jpg

-Poprawka,Ty idziesz. Nigdzie się stąd nie ruszam-odparł
-Idziemy. Mary,my i Vicky,będzie fajnie,zobaczysz-przekonywał go John
Jakoś mnie nie dziwi, że słowem się nie zająknął, co w tej operze wystawiają. W końcu wiadomo, że obecność boCHaterki to największa możliwa atrakcja.
Bo co to za różnica, co będzie grane - ważne, że opera! A czy to będzie La Traviata, czy Straszny Dwór - co za różnica!

Sherlock podniósł się i widocznie poprawił mu się humor. Poszedł do swojej sypialni, potem wyszedł,kładąc na fotelu garnitur i muszkę a następnie wszedł do łazienki.
Po godzinie wyszedł,pachnąc wodą kolońską.
Co on tam przez godzinę robił? Produkował te perfumy, czy może przygotowywał letki makijaż?

Był elegancko ubrany,ogolony,pachnący i dobrze odświeżony.
Zwykle o piątej rano wychodził,wracał przed południem i do co najmniej do ósmej wieczorem leżał w szlafroku w salonie,rozczochrany i padnięty, jakby ze trzy razy przeszedł pieszo rajd dakar.Zaskoczył zmianą swojego przyjaciela.
A ta zmiana polegała na…? Chyba że Watson codziennie próbował wyciągnąć go do opery.
Wreszcie się umył? Fu, ciekawe po jakim czasie śmierdzenia...

Zmiany na lepsze,nareszcie-stwierdził w myślach i nadal stał jak osłupiały wpartując się w Holmesa.
-Widzę,że zmieniłeś swoje nawyki.Ciekawe,dla kogo..-powiedział złośliwie John
-Co? O co Ci chodzi?Zupełnie nie wiem,co masz na myśli-powiedział Sherlock
Muszę się zgodzić z Holmesem. Ja wiem, ze aŁtorka próbuje tu kreować sytuację, że mrug-mrug, wystarczy wzmianka o Vicky, a Sherlock gotowy jest wywrócić swoje życie do góry nogami - ale niestety w narracji mamy tylko Johna, który nie może się nadziwić, że przed wyjściem do opery przyjaciel postanowił się umyć i przebrać.

kierując się do pomieszczenia sąsiadującego z salonem,a na jego twarzy pojawiły się czerwone jak burak rumieńce które zdążył zauważyć John
Jasne, zróbmy z Holmesa czerwieniącą się shotkę - sierotkę. Bo przecież czemu nie.
Po co mu charakter, skoro może mieć Mary Sue.

-Czerwienisz się! Doskonale wiesz,o co mi chodzi!-powiedział
-Johnie,mógłbyś łaskawie się zamknąć?Nie wiesz,o czym mówisz-rozległ się bas z kuchni
Od kiedy Sherlock mówi basem?

Watson niemal się obraził. Poszedł na górę szykować się.
Oni wszyscy mają po dwanaście lat i nikt nie przekona mnie, że tak nie jest.

                                                                           ***
[Wycinamy idiotycznie szczegółowy opis wieczornych czynności i makijażu Vicky.]
(...)po czym przeszła do etapu ,,W co ja mam się ubrać?!". Na szczęście nie miała tego problemu,tak,jak jej rówieśniczki. Była dość zdecydowaną kobietą, jak na swoje 27 lat.
I w tym wieku stać ją było na duże mieszkanie w centrum Londynu?
W ogóle co to za kategoryzowanie poziomu niezdecydowania w zależności od wieku? Idąc tym tokiem rozumowania trzeba by przyjąć, że najbardziej zdecydowane są pięciolatki.
Wybrała więc rozwiązanie Irene Adler:
http://metrouk2.files.wordpress.com/2014/03/wpid-article-1326185209885-0f540d9900000578-198448_636x351.jpg


Bowiem na takie okazje, jak ta miała "asa w rękawie" i kilka przecinków  i udawało jej się oszukać kobiecą naturę.
Nie chcę nawet zgadywać, co narrator rozumie przez "kobiecą naturę" i jak można oszukać ją sukienką.

Podeszła do szafy i wyciągnęła śliczną,karmazynową suknię.W niektórych miejscach znajdywała się siateczka pod kolor,a przy dekolcie złote,urocze kokardki.
Złote kokardki do czerwonego… Powiem tyle: Godryk Gryffindor byłby dumny.

Gdy ubierała czarne,niezbyt wysokie szpilki,rozległo się pukanie do drzwi.
Gramatyczni naziści przybyli by wytłumaczyć jej, dlaczego nie ubiera się ubrań.

Mary ją pospieszała,chodź,chłopcy już czekają! (...) Podczas jazdy,Sherlock,który siedział z przodu,obok przyjaciela często wpatrywał się w lusterko,żeby móc napatrzeć się na jasnowłosą piękność.
Niestety, widok zasłaniały mu zasieki z przecinków nie na swoich miejscach.

                                                                             ***
Kiedy wysiedli,podał jej ramię,jak prawdziwy dżentelmen. Chwyciła je ,ale bez przekonania.
Zwisła mu z ramienia miękkim śledziem.
Przelała mu się przez ręce.

Nawet nie spojrzała mu w oczy. To takie grzeczne i miłe! Tak bardzo świadczy o jej dorosłości! Podczas,gdy weszli do gmachu, Sherlock spytał się jej:
- Co ty wyprawiasz z aspektem dokonanym w tym zdaniu?
I z przecinkami? I co każe ci myśleć, że tam jest potrzebna forma czasownika zwrotnego?

-Nadal jesteś na mnie obrażona?
Tak, bo oczywiście Sherlock tak bardzo bierze do siebie to, co myślą o nim jakieś randomki spotkane miesiąc temu.
Na jego miejscu bym w ogóle nie wpadła na to, że jakaś obca pipa się na mnie obraziła. No ale to Sherlock, domyślny jest.

o chwili wahania odpowiedziała:
Bo to, kurde, ważna sprawa była. Trochę jakby Holmes jej matkę zaciukał, tylko bardziej.

-Nie,nie jestem.
-Więc dlaczego ze mną nie rozmawiasz?-zapytał
- Bo mam pięć lat i będę strugać foszka dla zasady. A jako że jestem Mary Sue, to jeszcze mi za to podziękujesz.
-A Ty dlaczego ze mną nie rozmawiasz?-odpowiedziała mu pytaniem na pytanie
Nie dwanaście lat. Maks dziesięć.

-Bo się wstydzę..Może być?-odparł, czerwieniąc się
Co.
tumblr_n6xj9anlVr1r8lhs5o1_1280.png

Victoria wybuchnęła śmiechem.Gdy się opanowała,powiedziała do niby-obrażonego Holmesa:
-Ty? Wielki Pan Detektyw Sherlock? Niemożliwe !
-Uwierz, też mam uczucia-odpowiedział
Zupełnie rozluźnieni usiedli na swoich miejscach.
Mnie się też zaraz coś rozluźni. Zwieracze w mózgu.
                                                                              ***
Przegadali całe przedstawienie,nie zrozumieli nic z fabuły,a wszyscy dookoła ich uciszali.
Jednak nie dziesięć. Góra osiem. Dziwne, że w ogóle ich wpuścili do opery.
Ach, bycie niewychowanym bachorem takie cool...

Gdy wyszli,zadowolony mężczyzna pocałował ją w rękę, smyrając po skórze swym sarmackim wąsem, chrześcijaństwo w każdym uniwersum, a całowanie w rękę w każdym kraju powiedział,że jest wspaniałą,wyjątkową kobietą i gdyby nadal była na niego obrażona,skończyłby karierę detektywa-konsultanta,żeby stać dzień i noc przed jej domem z kwiatami prosząc o wybaczenie.
unnamed2.jpg

Ona odparła,że jest uroczy. John i Mary byli zdziwieni,nie znali ich od tej strony. Para odjechała, a Sherlock odprowadził Victorię pod sam dom i pocałował ją w policzek, tak na dobranoc,wytłumaczył.
I życzył dobrej nocy jej rodzicom, zanim groźnie wyglądający ojciec zdążył go przechwycić i wypytać o zamiary względem jego małej córeczki.
Mam wrażenie, że aŁtorka w ogóle nie oglądała “Scandal in Belgravia”. Przecież to nawet nie jest fanon, o kanonie nie wspominając.

Dziewczyna zasnęła szybko,ostatnia myśl,jaka tego dnia przemknęła przez jej głowę,to to,że nigdy nie chce umierać.
A planowała wcześniej?
Nie, teraz po prostu chce być nieśmiertelna.

Holmes wrócił do domu cały w skowronkach.Watson prawie go nie poznał.Gdy zobaczył go takiego wesołego jak szczygiełek lub dobrze napompowana piłeczka upuścił kubek,który rozbił się w drobny mak.Na szczęście był pusty.
No, jeszcze by się dobre kakao zmarnowało!

Sherlock po wieczornej toalecie położył się do łóżka,żałując,że leży tu sam,bo miał już kandydatkę na zajęcie jego reszty.Naprawdę ją kochał.Od początku.Usnął szczęśliwy.

61 komentarzy:

ginny358 pisze...

"Sherlock po wieczornej toalecie położył się do łóżka,żałując,że leży tu sam,bo miał już kandydatkę na zajęcie jego reszty.Naprawdę ją kochał.Od początku.Usnął szczęśliwy."
WHAT?!? o.O

Geez, to opko jest tak straszne, że nawet wasze komentarze czynią je ledwie znośnym.

Jedna uwaga gramatyczna tylko do Kal*. W wyrazach z łącznikami nie wstawia się spacji przed i po łączniku** - w wyrazach dwuczłonowych. Czyli przyczynowo-skutkowy, a nie przyczynowo - skutkowy i jeszcze gdzieś tam dalej masz analogiczny błąd.

Gin&PT


* Czepiamy się tylko dlatego, że to trochę nieładnie wygląda, gdy komentując błąd popełniasz jego można powiedzieć odwrotność ;)
** Łącznik łączy wyrazy, myślnik rozdziela.

destrakszyn pisze...

Gif z Bigbym! <3

To tak bardzo boli, gdy widzę takie kaleczenie serialu, których pokochałam. W pełni rozumiem wariacje na temat spraw owianych tajemnicą - całkiem przyjemnie byłoby poczytać rozważania, czym konkretnie zajmował się Sherlock podczas swej nieobecności w Londynie - ale takie zupełne olewanie faktów i wydarzeń...

Już na początku zastanowiło mnie, jak Mary Sue i Mary Morstan mogły się znać od dziecka, skoro Mary ma przeszłość, jaką ma. No i jakim cudem Mary i John są ze sobą dwa miesiące, a Sherlock jest z nimi? Czy nie był w tamtym czasie martwy?

To trochę tak, jakby autor/ka obejrzał/a serial, ale bardzo, bardzo nieuważnie.

Chce mi się płakać, tylko nie wiem, czy nad ludzką głupotą, czy nad gwałtem dokonanym na Sherlocku. Chlip.

A analiza cudna. Bez was nie dałoby się tekstu zdzierżyć. :)

Degausser pisze...

@destrakszyn, mnie to wygląda bardziej tak, jakby stado dzikich faneczek z Tumblra wzięło się za pisanie fanfików ;).

Anonimowy pisze...

Nad brzegiem parapetu usiadłam i płakałam. Nie pomogła herbata, nie pomogło kakao.

Sherlock zawsze bardziej kojarzył się z maszyną, niż z czującym człowiekiem, więc do kwestii robienia z Holmesa misia-tulisia podchodzę bardzo... ostrożnie. To opcio wyjątkowo dobitnie przypomniało mi dlaczego. Kurczę, niewielka(!) ilość właściwie przedstawionej(!) bucery byłaby do zniesienia. Bo nie ukrywajmy, Holmes miewa w sobie całkiem sporo buca, a mimo to nie mam permanentnej ochoty by spoliczkować krzesłem. Tu zabrakło jakiejkolwiek równowagi - bohater to albo słodziak, że plomby się rozpuszczają, albo cham, którego powinno się izolować.

Dzięki za uczynienie tego tekstu nieco bardziej znośnym. Dalej boli, ale parę razy szczerze się uśmiałam.

Ejżja

Chiro pisze...

"Dziewczyna zasnęła szybko,ostatnia myśl,jaka tego dnia przemknęła przez jej głowę,to to,że nigdy nie chce umierać.
Kalevatar: A planowała wcześniej?
Pigmejka: Nie, teraz po prostu chce być nieśmiertelna."
O nie! Kolejna następczyni Belli! D:

Dlaczego Sherlocku, dlaczego?! Boże, jak można z niego zrobić takie... coś?!

Piękna analiza, a Żołnierzyk cudaśny.

Olga Hopkins pisze...

Analiza zabójcza.
A to co stanowiło jej podstawę całkowicie odebrało mi zdolność logicznego myślenia (woda destylowana zamiast mózgu). Całe wyobrażenie na temat postaci Sherlocka poszło się chędożyć. Tworzenie takich opek powinno być karalne.
Przynajmniej dzięki wam można to czytać i śmiać się z ludzkiego "twórczego artyzmu". Podziwiam was ,bo na trzeźwo to tego kijem od szczotki bym nie ruszła .

Anonimowy pisze...

"Gdy była sama często rozmawiała ze sobą, nie przeszkadzało jej to.
To miło, że sama sobie nie przeszkadzała, mówiąc do siebie. Gdyby miała do siebie o to pretensje, należałoby zacząć się martwić.
Wybrała najlepszego rozmówcę - nie zaprzeczy, zawsze przyklaśnie, nie odezwie się niepytany… (Chyba że ktoś ma naprawdę problematyczne rozdwojenie jaźni.)"

Ja lubię siebie, siebie lubi mnie, mnie lubię ja.

"Victoria uśmiechnęła się (nawet sama się zdumiała, ponieważ była utkwiona w przekonaniu, że nie lubi ludzi i, że nie potrafi się szczerze uśmiechać)
Nawet ten z dupy przeciek przed "i" nie przysłoni mi cudnej urody frazy "była utkwiona w przekonaniu". <3 span="">"

Przeciekła literówka, powinien być ''przecinek''. ;)

Żołjeżyk nieziemsko uroczy. ^^

"Przegadali całe przedstawienie,nie zrozumieli nic z fabuły,a wszyscy dookoła ich uciszali."
Zabić to za mało.

Pozdrawiam,
Inga

Leleth pisze...

Ginny, wyrazy rozdziela dywiz. Myślnik to inaczej pauza i ona raczej w środku zbitek wyrazowych nie występuje.
Kal, gdzieś tam jeszcze masz przeciek zamiar przecinek, a Pigmejce w drugim komciu brakuje przecinka przed że.

Opko - masakryczne. Cudownie masakryczne. Nie mogę doczekać się plagiatu.

Anonimowy pisze...

Szalenie mi się podoba intryga kryminalna w tym opku. Oczywiście, że najbardziej zainteresowany ukatrupieniem bogatej staruszki musi być jej jedyny dziedzic, który i tak na spadek musiałby czekać bardzo krótko, skoro starsza pani tak słabuje, że według Mary Sue nie dałaby rady założyć sobie pętli na szyję!

Anonimowy pisze...

Cała postać Sherlocka poszła w las. Ciekawe jak Autoreczka przedstawiła by Jima Moriarty.

Zresztą chyba nie chcę wiedzieć.

Anonimowy pisze...

Ała. Ała. Boli. Boli. Cierpię. Całe szczęście, że w analizie znalazł się kadr z Irene, inaczej mogłabym nie wytrzymać. Co ta aŁtoreczka zrobiła Sherlockowi? Gdzie jest ten "bystry socjopata"? I co się stało z kanonem? O tym jak przedstawiona jest Mary nawet nie wspomnę... O tym, że skoro ona i John są razem od dwóch miesięcy to Sherlock jest wtedy "MARTWY" i w żaden sposób nie może z nimi być.
Eh, ten serial został zgwałcony jak rzadko kiedy.

Werhandi

Anonimowy pisze...

Się dziewuszka na Was fochnęła. :) Z jej bloga:
"Dziękuję Wam http://przyczajona-logika.blogspot.com/2014/06/cud-mniemany-czyli-wypompowana-pika-w.html za tak subiektywną ocenę :D Jesteście takie mainstreamowe... Chociaż mi wystarczy jeden Niekryty Krytyk który hejtuje wszystko dookoła.Nie sztuką jest oceniać, ale napisać coś samemu. Uzyskałyście to, co chciałyście uzyskać. Jutro usuwam bloga.

PS. Auć, bolało."

Wiktoria Skwarczyńska pisze...

Okej, dziękuję. Tak się niszczy marzenia.

Anonimowy pisze...

Niszczy się marzenia? Ciekawe o czym? O napisaniu sensownego opowiadania? O to byłoby raczej ciężko... Zamiast puszczać fochy to może należałoby chociaż zastanowić się nad tym i wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość, zamiast wylewać żale nawet na facebookowej grupie.

Wiktoria Skwarczyńska pisze...

To nie są żale, pożegnałam się tylko.

Anonimowy pisze...

Jak dobrze, że prowadzicie tego bloga i robicie takie piękne analizy. Grafomania w narodzie nie umrze chyba nigdy, a to paskudztwo wyjątkowo chędoży mi umysł: Sherlockowi zabrakło tylko kucyka Pony i zachodu słońca, by razem z Mary Sue galopem pognać w stronę zachodzącego słońca. Nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby takiego rozkosznego potworka wymyślić i jeszcze się głęboko urażać, gdy ktoś (całkiem słusznie) wytknie wszystkie absurdy w nim zawarte.

Chiro pisze...

Jak ja kiedyś komuś wytknęłam błędy, to również dostałam od tej osoby żale, że: "Ja dobrze piszę! Odwal się! Nigdy nie miałam i nie mam problemów z interpunkcją! Pokazałam opowiadanie mojej polonistce i powiedziała, że mogłabym za nie dostać nawet jakąś nagrodę!".
Jak mi ktoś wytykał błędy, czy to w wypracowaniach czy opowiadaniach (bo też piszę) to nigdy się nie obrażałam i każdą uwagę brałam sobie do serca. :)
A dzisiaj przeglądam swoje stare blogaski (tak, kiedyś byłam aŁtorką) i mam tylko takie: "O Boże, ja to napisałam?".

sowa101 pisze...

OMG! Jak można tak skrzywdzić Holmesa?! Za robienie z niego cieplej kluski bez charakteru powinno się usuwać blogi. Gdyby nie wasze komentarze nie byłabym w stanie przeczytać nawet połowy tych bredni. Ciekawi mnie kto na wszelkie demony piekieł był na tyle zdesperowany by skopiować to dzieło. Za to analiza cudna. Najbardziej spodobał mi się jeżyk-komandos oraz komentarz do fragmentu: „lekarz wojskowy, od dwóch miesięcy jest moim chłopakiem, świetnie nam się układa, na koncie nie mamy jeszcze ani jednej kłótni
Poważnie? Ona biega po mieście i opowiada ledwo znanym ludziom, że facet, z którym jest od dwóch chędożonych miesięcy, służył w wojsku? Nie dziwię się, że laska brak kłótni w związku uznaje za zajebisty sukces.„ Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Przeczytałam tę analizę zaraz przed pójściem spać i w nocy śnił mi się yaoi Sherlock x Watson (nieee, też nie wiem czemu yaoi, skoro w tym opciu była dziewczyna), a ja naprawdę nie lubię tego pairingu. :(

Anonimowy pisze...

Mimo że współczesnego Sherlocka nie lubię to czytanie tego tworu bolało. Ałtorka najwyraźniej całą wiedzę czerpała z innych fanfików, serialu obejrzała pobieżnie co najwyżej jeden odcinek.

Anonimowy pisze...

A ja teraz mam trollface'a, bo należę do szczęśliwców, którzy przed przeczytaniem tego opka nie oglądali/nie czytali nic z Sherlocka (jeżeli tacy w ogóle istnieją) :D Ale po waszych komentarzach mogę sobie wyobrazić, co aŁtorka mu zrobiła i jakoś nie ubolewam nad moimi zaległościami.

Tonks

Anonimowy pisze...

To takie zabawne, że jeśli ktoś aŁtoreczki chwali, to jest fajnie i nie musi nic pisać, żeby ich tfurczość docenić. Ale jak już ktoś taką skrytykuje, to od razu "nie sztuka skrytykować, ale samemu napisać". Hipokryzja pełną parą. Przynajmniej o jeden idiotyczny fanfic mniej. To piękne osiągnięcie, możecie być dumne ^^.

Co do samej aŁtorki: nigdy Ci nie wybaczę, że tak skrzywdziłaś Sherlocka. Nie spotkałam się jeszcze do tej pory z tak bardzo nie dawaniem faka kanonowi. Proszę, nie pisz już. Nigdy.

Anonimowy pisze...

Bez przesady z tym "nie pisz już. Nigdy". To nie jest jakiś zatruty nóż wymierzony w wasze serce, drogie true-fanki, a mokry fanfik jakiejś fanki-mniej-true-od-was. Opisała swoją fantazję, wrzuciła do neta, miało to na pewno swoje wierne czytelniczki, które też wyobrażały sobie siebie jako sherlockową trulovkę... Tyle. Nie demonizujmy dziecinnych fików. (:

Anonimowy pisze...

Nie demonizujmy, otóż to. Nie demonizujmy moich słów, nie po to je napisałam, żeby je brać dosłownie, ale, jak widać, nie każdy musi to zauważyć.

Suzue pisze...

To uczucie, kiedy czytasz kiepskie opowiadanie, aprobującym śmieszkiem pod nosem kwitujesz trafne uwagi recenzentów, ale prawdziwie rozpromieniasz się na widok facepalma Bigby'ego Wolfa... bezcenne.

Anonimowy pisze...

Cudna analiza. CUDNA. Dobrze, że byłam sama, gdy ją czytałam, bo mój histeryczny śmiech mógłby kogoś zaniepokoić.
I kto się pokusił o splagiatowanie tego? KTO?! To nie można było już jakiegoś porządnego tekstu wybrać?
Co ta osoba zrobiła z moim ukochanym serialem... Za dużo anty-Sherlocka w Mary Sue, za mało Sherlocka w Sherlocku. Widział ją raz i już ją kocha? Boże, co się roi w tych umysłach.

Amy Gryffin pisze...

Powiem tak: analiza cudna. Żołnierzyk cudny. A opko...

Ośmioletni, słodki jak cukierek i pozbawiony mózgu Sherlock - to boli, i to bardzo.
Mary zapieprzająca w kółko po mieście, szukająca znajomych z dzieciństwa, których przecież NIE ma, by się pochwalic, że ona i jej żołnierzyk ani razu się nie pokłócili - boli.
John, który przeżywa fakt, że inni ludzie się myją i elegancko ubierają przed wyjściem do opery (a ci "ludzie" przecież często są elegancko ubrani, na litośc Bora, Sherlock nie biega po Londynie w szlafroku) - to boli.
A Mary Sue boli zawsze.

Pozdrawiam.

Leleth pisze...

A tak btw - dziewczyny, mogłybyście uzupełnić archiwum? Kończy się na lutym.

Anonimowy pisze...

Iiiiik! To opko boli... Jak można było tak skrzywdzić Sherlocka Holmesa? Za takie opowiadania to mam ochotę ukatrupić aŁtoreczki ze szczególnym okrucieństwem. Brawa dla Was, dziewczyny, że przez to przebrnęłyście. Analiza jednak śmieszna i życzę takich więcej.
Pozdrawiam,
wierna, lecz dopiero teraz komentująca czytelniczka Kociara

Babatunde Wolaka pisze...

Serialu nie znam, jednak analiza miodna, szczególnie w niektórych momentach. Bucunek głównej boCHaterki jest obrzydliwie konsekwentny.

"Bicie się na środku ulicy z niewidocznym dla innych oparem z myśli świadczy z pewnością o nieprzeciętności, ale nie wiem, czy o inteligencji."
W tym miejscu kwiknąć raczyłem. "John Wotsan" również bardzo mi przypadł do gustu.

"Co on tam przez godzinę robił? Produkował te perfumy, czy może przygotowywał letki makijaż?"
Ojtam, czepiasz się, po prostu się wykąpał.

"Nie wiesz,o czym mówisz-rozległ się bas z kuchni
Od kiedy Sherlock mówi basem?"
Skoro poszedł do kuchni, to pewnie mówi do garnka, który zniekształca jego głos.

Ostatni akapit po prostu obraca w perzynę.

Anonimowy pisze...

Zastanawiam się, czym laska zasłużyła sobie na taką szyderę. Ona i cała reszta autorów, których opowiadania tutaj "analizujecie" (a może powinnam napisać "ANALizujecie", bo to, co tu robicie, jest - w najlepszym przypadku - do dupy, ewentualnie do spuszczenia w klozecie). Nie każdy urodził się Mickiewiczem, do jasnej kurwy. Ludzie czasem muszą warsztat wypracować, a jak mają to zrobić, kiedy jedna pipa z drugą siądą za klawiaturką i rżną znawczynie tematu, objeżdżając bogu ducha winną autorkę, tym samym kompletnie zniechęcając ją do dalszej pracy nad sobą i swoim stylem. Jasne, dziewczyna mogłaby ogarnąć gramatykę i zapis dialogów, zanim zabrała się za pisanie opowiadania, ale dlaczego nie napisać jej tego w komentarzach? Dlaczego, skoro już jesteście tak cholernie obeznane w temacie, nie napiszecie jej, jak to zrobić? Ach, no tak, bo nie miałybyście na kim się wyżyć. Żałosne.

Anonimowy pisze...

Zastanawiam się, czym laska zasłużyła sobie na taką szyderę. Ona i cała reszta autorów, których opowiadania tutaj "analizujecie" (a może powinnam napisać "ANALizujecie", bo to, co tu robicie, jest - w najlepszym przypadku - do dupy, ewentualnie do spuszczenia w klozecie). Nie każdy urodził się Mickiewiczem, do jasnej kurwy. Ludzie czasem muszą warsztat wypracować, a jak mają to zrobić, kiedy jedna pipa z drugą siądą za klawiaturką i rżną znawczynie tematu, objeżdżając bogu ducha winną autorkę, tym samym kompletnie zniechęcając ją do dalszej pracy nad sobą i swoim stylem. Jasne, dziewczyna mogłaby ogarnąć gramatykę i zapis dialogów, zanim zabrała się za pisanie opowiadania, ale dlaczego nie napisać jej tego w komentarzach? Dlaczego, skoro już jesteście tak cholernie obeznane w temacie, nie napiszecie jej, jak to zrobić? Ach, no tak, bo nie miałybyście na kim się wyżyć. Żałosne.

Anonimowy pisze...

Łiiiii, obrońcy urażonych aŁtoreczek <3333

Vilene pisze...

Ale pod tą analizą wysyp obrońców aŁtoreczek, do których od razu powiem, że aŁtorki mają pełne prawo wrzucać swoje wypociny do sieci, a analizatorki mają takie samo prawo to komentować. Cement.

Żołjeżyk przeborski. Ale to opko iest zUe, przez nie zaczęłam się zastanawiać co musieliby pić/jarać Moffat z Gatissem, żeby coś takiego wymyślić. I jak by zareagowała Amanda, gdyby miała grać Mary z osobowością dwunastolatki.

Shun Camui pisze...

Anonimie z 22 czerwca 2014 12:26

Rzuć jeszcze paroma bluzgami. Pokaż, jaki jesteś dorosły i wyluzowany. <3

densen pisze...

Obrońcy znaleźli się dlatego, że laseczka wrzuciła pełen bUlu post na fejsbukową stronkę poświęconą Sherlockowi i rozkręciła się mała dramka. Ale muszę powiedzieć, że opko jest naprawdę... BOLESNE. Zwłaszcza do kogoś z fandomu. :<

Chiro pisze...

Nie widziałam takiej dramy w komentarzach od czasu dominatorium Diany Lestrange. <3
Kto jest mądry i nie uważa, że ma Bóg wie jak wspaniały talent (w tym przypadku pisarski) to weźmie sobie do serca krytykę i będzie nad sobą pracował. Kto niestety ma tak wielkie mniemanie o sobie, że pisze zajebiście i nikt nie ma prawa tego podważać, to skutkuje dramą na pół internetu.

Anonimowy pisze...

Chiro - drama jest też zwykle skutkiem jakichś wątpliwości. Jakby ktoś był świadomy, że jego opowiadanie jest dobre, a zastrzeżenia do niego bezpodstawne to by nie robił dramy tylko to olał. Trzeba trochę dystansu do siebie żeby się nie złościć na takie analizy.
Kiedyś zgłosiłam się z opkiem do oceny i zostałam oceniona bardzo słabo (z perspektywy czasu widzę, że oceniające też nie były zbyt dojrzałe, ale mniejsza z tym). Nie załamałam się tym, tylko wzięłam w garść i następną ocenę dostałam bardzo dobrą. Tak się powinno reagować na krytykę, nawet jeśli nie ze wszystkim się człowiek zgadza.

Goma

Anonimowy pisze...

Jeśli mój komentarz (Anonimowy z 21 czerwca 2014 18:55) ktoś wziął za obronę ałtorki, to mylnie. Od razu zaznaczam: ja jej nie bronię, po prostu rozbawiły mnie te komcie sherlockistek urażonych niemal osobiście fikiem jakiejś trzynastolatki. Także tego. Chciałem naprostować. (:

Leleth pisze...

Anonimku z 22 czerwca 2014 12:26 - nikt tu nie objeżdża autorki, tylko jej tekst. Naucz się rozróżniać te subtelne niuanse i przestań wyzywać obcych ludzi (znajomych lepiej też ;P).
Btw, jeśli takie emocje wywołuje u ciebie analiza jakiegoś opcia, to strach myśleć, jak radzisz sobie z poważniejszymi problemami w życiu.
Poza tym, przecież napisały, jak to zrobić. Dostała informację o analizie, nie? Może to dla ciebie niewiarygodne, ale są ludzie, którzy za nie dziękują i się z nich śmieją - a potem faktycznie uczą się pisać lepiej.

Anonimowy pisze...

"Zastanawiam się, czym laska zasłużyła sobie na taką szyderę. Ona i cała reszta autorów, których opowiadania tutaj "analizujecie" (a może powinnam napisać "ANALizujecie", bo to, co tu robicie, jest - w najlepszym przypadku - do dupy, ewentualnie do spuszczenia w klozecie). Nie każdy urodził się Mickiewiczem, do jasnej kurwy. (...)"

Gdybym była Twoją matką (lub chociażby siostrą) dostałbyś w tej chwili srogie lanie pasem na gołe pupsko. A teraz won od komputera, niewychowany chamie, i napisz 500 razy - "nie będę nadużywał wulgaryzmów w dyskusji i popracuję nad kulturą osobistą."

Inga

Anonimowy pisze...

A może nie "obrońcy uciśnionych aŁtoreczek", a po prostu ludzie? Tacy, którzy przestrzegają podstawowych zasad grzecznościowych, a innym ludziom życzą na ogół dobrze. Zdajecie sobie sprawę, że zjawisko nie dotyczy tylko tego jednego opowiadania ani tej jednej strony - podobne komentarze nie zachęcają autorów opowiadań do pracy nad sobą, nie zawierają pomocnych rad ani wskazówek i służą wyłącznie uciesze ludzi, którzy podbudowują swoje ego faktem, że potrafią pisać lepiej niż dwunastolatki. Tak bardzo podkreślacie swój wiek i dojrzałość, a Wasze zachowanie niebezpiecznie przypomina mi szkolne wyśmiewanie jakiegoś pechowca, który niczym wobec wyśmiewających nie zawinił. Skoro tak bardzo Was "boli" czytanie podobnych opowiadań, nie lepiej poczytać, no nie wiem, cokolwiek innego?

Alumfelga

Babatunde Wolaka pisze...

podobne komentarze nie zachęcają autorów opowiadań do pracy nad sobą, nie zawierają pomocnych rad ani wskazówek...
Nieprawda.

Wasze zachowanie niebezpiecznie przypomina mi szkolne wyśmiewanie jakiegoś pechowca, który niczym wobec wyśmiewających nie zawinił.
Zawinił - napisał złe opowiadanie.

Skoro tak bardzo Was "boli" czytanie podobnych opowiadań, nie lepiej poczytać, no nie wiem, cokolwiek innego?,
Skoro tak bardzo Was "boli" czytanie podobnych analiz, nie lepiej poczytać, no nie wiem, cokolwiek innego?

Anonimowy pisze...

Ło Boziu, cóż to za dramaty...tak tylko nieśmiało wtrącę, że może jednak trochę prawdy w tym jest, że nie każdą ałtoreczkę analizatornie zachęcą do pracy nad sobą i być może wiele z nich bardzo się zniechęci i może nawet załamie...ALE! Przecież nikt nikomu pisać nie broni, prawda? A niech one sobie piszą opka, proszę bardzo, tylko jak się coś publikuje w internecie, to niestety trzeba się liczyć z krytyką. Zwłaszcza jeśli zasady interpunkcji ma się w głębokim poważaniu i pisze się takie bzdury, że kanon leży sobie gdzieś w kącie i umiera. No a jeżeli kogoś to tak bardzo boli, zawsze pozostaje opcja pisania do szuflady! Więcej luzu życzę.
ps. a analiza udana, uśmiałam się jak zwykle!

Chiro pisze...

"A może nie "obrońcy uciśnionych aŁtoreczek", a po prostu ludzie? Tacy, którzy przestrzegają podstawowych zasad grzecznościowych, a innym ludziom życzą na ogół dobrze."
Grzecznościowych?

"Zastanawiam się, czym laska zasłużyła sobie na taką szyderę. Ona i cała reszta autorów, których opowiadania tutaj "analizujecie" (a może powinnam napisać "ANALizujecie", bo to, co tu robicie, jest - w najlepszym przypadku - do dupy, ewentualnie do spuszczenia w klozecie). Nie każdy urodził się Mickiewiczem, do jasnej kurwy."
Normalnie lawina grzecznościowych zwrotów.

Trzeba mieć trochę dystansu do siebie, a nie od razu obrażać się na cały świat jak pięciolatek, któremu ktoś zabrał zabawkę. Była tu analiza "Zmierzchu" i "Gry o Ferrin". Czy autorki tych książek wysłały pozew do sądu do analizatorek za to, że zanalizowały ich dzieła? Również to się nie tyczy tylko tych konkretnych tytułów. W internecie, w gazetach jest wiele recenzji krytykujących znane tytuły. Lektury szkolne też się nie każdemu podobają, ale czy to znaczy, że ma np. Mickiewicz wstać z grobu i straszyć wszystkich, którym się jego dzieła nie podobają?

B. pisze...

Odniosę się do tego zdania: " Ludzie czasem muszą warsztat wypracować, a jak mają to zrobić, kiedy jedna pipa z drugą siądą za klawiaturką i rżną znawczynie tematu"

Kurde może właśnie dzięki temu? Bo krytyka motywuje do pracy nad sobą w przeciwieństwie do słodkopierdzących komciów. Poza tym warsztat to ostatnia rzecz która kuleje w tym opowiadaniu, najbardziej daje się we znaki głupia fabuła i bohaterowie.

Jeśli ktoś się obraża na krytykę to chyba najlepiej dla jego zdrowia psychicznego byłoby, gdyby nie pisał w ogóle. A najlepiej dla zdrowia psychicznego autorki, jeśli utożsamia się ze swoją May Sue i jej bucerskimi i socjopatycznymi zachowaniami byłoby poszukać fachowej pomocy.

Anonimowy pisze...


,,siądą za klawiaturką i rżną znawczynie tematu, objeżdżając bogu ducha winną autorkę, tym samym kompletnie zniechęcając ją do dalszej pracy nad sobą i swoim stylem"

Nie zgadzam się z Tobą.Jeśli ktoś wyrazi swoją opinię na temat czyjegoś opowiadania,bloga itp. i uzasadni dlaczego mu się nie podoba,gdzie są jakieś błędy to bardzo dobrze dla autora.Wtedy twórca owego opowiadania(i nie tylko)może poprawić co jest źle,wyciągnąć wnioski jak powinien opisywać różne zdarzenia i zastanowić się co zmienić w swoim stylu pisania,żeby lepiej się czytało jego dzieło.Autor nie powinien wtedy obrażać się na osobę,która wyraziła taką opinię,bo jeśli się publikuje swoje opowiadania,trzeba być przygotowanym na to,że będzie ono miało pozytywne i negatywne komentarze.
Kiedyś napisałam jakąś historię i jakieś osoby uznały,że coś w niej jest trochę niezbyt dobrze opisane,wręcz jakiś tam fragment jest nudny.Doszłam do wniosku,że faktycznie wypadałoby to poprawić,bardziej opisać coś co tam miało miejsce i to zrobiłam.Jest lepiej,może nie doskonale i pięknie,ale lepiej.Gdyby czy to znajomi,czy inne osoby nie mówiły mi jakie robię błędy w moim stylu pisania,to nic by się nie zmieniło i nie dałoby się połapać o co w tych utworach chodzi.:)Trening czyni mistrza.Pisałam i piszę dużo różnych opowiadań i staram się robić to lepiej i nie obrażam się na ludzi,którzy powiedzieli mi co jest w moich rękopisach nie tak.;)


Rozpisałam się,ale może ktoś to przeczyta.^^Jeszcze jedno...Ja nie chciałam nikogo obrazić,tylko wyraziłam swoją opinię,a jeżeli kogoś to uraziło to przepraszam.
~Alpaka

Anonimowy pisze...

Alpaka, podpisuję się pod Twoim postem. Jeden komentarz (lub analiza) sprowadzający na ziemię jest bardziej wartościowy niż 100 komentarzy typu "super nocia, wpadnij do mnie ;****".

Inga

Anonimowy pisze...

Anonimowy: "nie każdą ałtoreczkę analizatornie zachęcą do pracy nad sobą i być może wiele z nich bardzo się zniechęci i może nawet załamie"

Pozwolę sobie sparafrazować pewnego autora: jeśli krytyczny/złośliwy komentarz cię załamuje i zniechęca do pisania, to znaczy że nie jesteś pisarzem i nigdy nim nie będziesz. Jesteś słabowitym kwiatuszkiem, nadającym się tylko do tego, żeby jakiś okrutny recenzent cię ściął i nosił w butonierce.

Chiro pisze...

Alpaka - a czym byś miała kogokolwiek w tym komentarzu obrazić? Całkowicie cię popieram. I ciebie Inga tak samo. Komentarze typu "super nocia! czekam na next!!!111oneone!1!11!!" nic nie wnoszą, no ale niektórzy tylko takich oczekują, bo jak się skrytykuje, to się właśnie ci ludzie obrażają i albo blokują komentarze z krytyką, albo robią wielkie dyskusje jak to jesteśmy niedobrzy, że krytykujemy ich opcie. Ja się zetknęłam kiedyś z taką sytuacją, że czytałam właśnie takie masakryczne opko i pod nim był komentarz "Całkiem fajne opowiadanie, serio mi się podoba zarys fabuły, ale niestety... mój wewnętrzny humanista nie może przymknąć oka na kilka błędów (...)" i ta osoba zaczęła pisać te błędy, m.in wspomniała o interpunkcji, stylistyce i ortografii. Tłumaczenie aŁtorki było takie: "Nie mam pojęcia o co ci chodzi, z interpunkcją nie mam problemów, a poza tym ty nie znasz bohatera mojego opka, więc nie masz co krytykować." No a co ma przysłowiowy piernik do wiatraka? W komentarzu było wspomniane o błędach w pisowni, a aŁtorka tłumaczy tą krytykę nieznajomością bohatera jej opka.

Anonimowy pisze...

Naprawdę nie rozumiem niektórych komentarzy pod tą analizą (nawiasem mówiąc, fantastyczną, jak zawsze). AŁtorka wrzuciła tekst do sieci no i chyba nie liczyła na to, że wszyscy będą go chwalić i wrzucać słodziutkie komcie. Tym bardziej, że akurat ja natrafiłam na jej bloga jeszcze przed powstaniem analizy i nie trzeba było być humanistą by dostrzec błędy stylistyczne, czy interpunkcyjne, o kanonie nie wspominając.
Analizy są akurat wyrazem krytyki konstruktywnej, bo zamiast chamskiego "beznadziejne" i "nadające się do spuszczenia w klozecie" jak ktoś wcześniej malowniczo to ujął, jest pokazane co jest źle i w którym miejscu. Jak ktoś nie umie tego wykorzystać to już jego sprawa. Jednak ważne jest to, że jak ktoś pisze, to musi się pogodzić z tym, że jest narażony na krytykę. A akurat krytyka konstruktywna jest najlepszym, co można dostać.

Wierna, lecz dopiero teraz komentująca czytelniczka
Phaedrus

Anonimowy pisze...

Prosze wybaczyc brak polskich znakow.
Chcialam tylko podziekowac za pyszna analize (te niszczace kanon sa moimi ulubionymi <3) oraz za gifa z Bigbym.

~Sarien

Casjel pisze...

Zastanawia mnie jedno. Po ok 4 latach tego typu opolwiadan, jakim cudem nie zwariowala zadna z was? (Wszelkie bledy sa spowodowane pisaniem z telefonu i wczesna pora)

Tuśka pisze...

Nie wiem, za co Was bardziej kochać - za opko o Sherlocku czy za gif z Bigbym. Naprawdę nie wiem.

Siberian tiger pisze...

Dorzucając trzy grosze do dyskusji: nie czarujmy siebie ani innych, główną funkcją analizy jest rozrywka i zabawa, nauczanie aŁtoreczek może być jedynie funkcją poboczną i wyjątkową, bo takie nauczanie można by załatwić chociażby w kontaktach prywatnych z aŁtoreczką czy na wiele innych sposobów.
Z drugiej strony nie demonizowałbym tego zjawiska. Cały czas aŁtoreczki nie potrafią zrozumieć, że śmianie się z ich opowiadań jest czymś zupełnie innym, niż śmianie się z nich. A ich opowiadania mają tylko posłużyć za przykład dla zobrazowania pewnego zjawiska. Wiadomo, jak świat światem, ludzie mają różne poczucie humoru - jedni się śmieją do łez, gdy Ferdek Kiepski pierdnie czy beknie, inni się śmieją z pokracznie sformułowanych zdań. Jak zwykle wracamy do punktu wyjścia - dystans, dystans i jeszcze raz dystans. Do siebie, do swoich zachowań, do swoich opowiadań, do świata.

Swoją drogą, uśmiałem się z tego: "Nie sztuką jest oceniać, ale napisać coś samemu". Jak się okazuje, nie wystarczy napisać coś samemu, żeby to już była sztuka:)

A już na sam koniec - analiza świetna. Komentarz, który mnie rozbroił totalnie i muszę go wydrukować i powiesić gdzieś nad łóżkiem:
"Podczas,gdy weszli do gmachu, Sherlock spytał się jej:
K: - Co ty wyprawiasz z aspektem dokonanym w tym zdaniu?
P: I z przecinkami? I co każe ci myśleć, że tam jest potrzebna forma czasownika zwrotnego?
" Po prostu padłem, wizualizacja przednia:)

Anonimowy pisze...

"Pozwolę sobie sparafrazować pewnego autora: jeśli krytyczny/złośliwy komentarz cię załamuje i zniechęca do pisania, to znaczy że nie jesteś pisarzem i nigdy nim nie będziesz. Jesteś słabowitym kwiatuszkiem, nadającym się tylko do tego, żeby jakiś okrutny recenzent cię ściął i nosił w butonierce."
Teraz ja pozwolę sobie dodać trochę dramy - co to za paskudna filozofia? Jeśli ktoś jest słaby, to nadaje się tylko do "ścięcia"? Może by tak okazać trochę empatii i cierpliwości tym, którzy się uczą? Proszę, anonimie z 23 czerwca 2014 00:29, daj znać który autor to powiedział. Nie tknę kijem książek tego buca.

Anonimowy pisze...

Anonimowy z 18:22: Hal Duncan, poradnik dla początkujących pisarzy "Ten Things". Poradnik jest przejaskrawiony, ale ma rację co do jednego - siły do pisania należy szukać w sobie, nie w zachwytach otoczenia. Jeśli autor rzeczywiście ma potrzebę pisania i pomysły, to one nie odejdą, tylko dlatego że ktoś go skrytykował. Nie dadzą mu spokoju. Może na chwilę podupadnie na duchu, ale potem wróci i postanowi pokazać tym wszystkim krytykantom, co tak naprawdę potrafi. A jeśli nie wróci... to może lepiej dla niego, bo najwyraźniej nie nadawał się do tego interesu.

Dlatego nie rozumiem, co to właściwie za pretensje, że analiza "zniszczyła marzenia" autorki. Jakie marzenia? O prowadzeniu kiepskiego bloga?

Pink_Unicorn pisze...

Anonimie z 25 czerwca o 23:13 - podobną "radę" dla początkujących pisarzy w jakimś wywiadzie dał Stephen King, dodając jeszcze, że: "Aby być dobrym pisarzem, trzeba 8 godzin dziennie czytać i kolejne 8 godzin pisać" (mniej więcej pamiętam, że tak to brzmiało, nie chcę tu skłamać). Nie twierdzę, że aŁtorki nie czytają książek, czy coś, ale głównie o to pisanie chodzi, że to nie jest tak, że się napisze od razu, bez sprawdzenia, jakieś opowiadanie i od razu się je wrzuca w internet, a potem rozpaczają, że ludzie wytykają im błędy i "niszczą marzenia".

Casjel pisze...

Emm...czy jest możliwość, żeby zrobić podobny spis analiz, by był widoczny na wersji mobilnej? - nie wspominam nawet o tym, że owa wersja potrafi się popsuć i np "Czerwony koń Legolasa" jest do przeczytania tylko na pc. Nie wiem czy tylko ja tak mam. Ale mimo wszystko lepiej o tym powiedzieć.

Wasze analizy bardzo mi się podobają, nawet jeśli czasami bywają bardziej na siłę.

KRSS pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Kiedy komentarze dostarczają więcej rozrywki niż analiza