piątek, 9 maja 2014

Krasnoludy w Trójmieście, czyli "Gra o Ferrin", cz. 3

Witajcie!

Tęskniliście za Ferrinem i za przygodami Anaeli, prawda? Jesteśmy pewne, że tak! Dlatego dziś przyglądamy się jej dalszym losom. Będzie się działo! No… powiedzmy. Jeśli za akcję można uznać przekazywanie sobie głównej bohaterki z rąk do rąk, by nie rzec: z konia na konia; ciągłe porównywanie mentalnych penisów albo konkurs na największego buca w powieści. Bohaterka będzie się kolejno gorszyć, obrażać i dziwić. Indżojcie!

Z “Grą o Ferrin” zmierzyli się: Kalevatar, Pigmejka, Vivaldi, Nin, Szprota i Serenity.




[Reikan obiecuje nie krzywdzić Amrego, Anaela daje oficerowi swój naszyjnik, który jak się długo, długo potem okaże był bardzo, bardzo ważny, po czym wraz z elfem zamierza odjechać w siną dal.]

Z gęstwy zarośli wyłonił się ciemny kształt. Srebrna gwiazdka zdobiąca czoło zwierzęcia zalśniła znajomo.
Aldo Raine pozdrawia.

- Hej, Saris. - Dziewczyna uśmiechnęła się mimo wszystko, podeszła do ogiera i wyciągnęła dłoń. - Czy teraz mogę cię pogłaskać?
- Eee… po czym? - wyszczerzył się koń.
Ogier posłał Karolinie szafirowe spojrzenie i, niewiarygodne, ale prawdziwe, mrugnął do niej!
- Na głaskanie przyjdzie pora. Teraz poobijasz sobie pupę o mój grzbiet. Ja to mam szczęście: służyć tak urodziwej, a przy tym niezbyt ciężkiej czarodziejce.
Proszę, głupszego tekstu nie było?
Mnie się ta scena jakoś brzydko kojarzy… To jest dość nienaturalne, ale chyba nawet ten - nomen omen - koń na nią leci.
Te klimaty - a to dopiero początek opka…
Bo siodeł to tylko paniczyki używają, a nie bohatery, no.
O ile dobrze pamiętam, ona ma zamiar jeździć konno z gołym tyłkiem, li i jedynie w za dużej męskiej koszuli/kurcie/whatever. Ugh, wyobrażacie sobie te otarcia i odparzenia?
W sumie ałtorka czerpie pełną garścią z klasyka - czy to nie w Achai była jazda gołym dupskiem na oklep?

Przyrzekła sobie niczemu się już nie dziwić, ale to przechodziło wszelkie pojęcie: koń z poczuciem humoru, telepatycznie prawiący komplementy!
Owszem, to przechodzi wszelkie pojęcie. Ale żeby tylko to…
Cóż, była “Zaklęta w sokoła”, czemu nie mogłoby być zaklętego ogiera...
Cóż, że wdziękiem przypomina raczej naszą szkapę.

- Jestem Cieniem, nie koniem - sprostowało zwierzę, mrużąc z dezaprobatą oczy. -  I nie zwierzęciem - dodało z wyrzutem patrząc na narratora.
Jeno wysoce abstrakcyjnym pociotkiem heroic fantasy i polskiej szkoły kabaretowej.
Aż dziw, że jednocześnie oddycha i idzie zatem.
Może chodzi tylko w lewo albo coś.

[Dowiadujemy się, że Saris był cieniem, a raczej Cieniem - tajemniczego WeddSa’arda.]
W tym sezonie modne w Ferrinie było jeżdżenie na archetypach jungowskch.
Archetypy rżały cicho i grzebały kopytem, gdy się dobrze przyjrzeć.

- To Saris jest cieniem... WeddSa’arda? - Nic już nie rozumiała. Czyżby tajemniczy WeddSa’ard był... koniem?
Tak, zapewne różowym kucykiem pony, którego celem było obalenie dyktatury dwunożnych i wprowadzenie rządów nieparzystkopytnych…
Może był TYM?
Obstawiam, że tym.

Umilkła i pozwoliła posadzić się na grzbiecie wierzchowca. Reikan siadł za nią i otoczył ramieniem, a gdy trzymała się w miarę pewnie, Cień wstał.
Em, czemu książę Reikan ładuje się na Sarisa? Nie ma swojego konia? Całą drogę, skądkolwiek nie przybył, przeszedł pieszo?
Przyleciał niesiony wichrem namiętności.
Narracja wypluła go trzy krzaki dalej.
I kopnęła w dupę dla lepszego rozpędu.

[Amre ginie z ręki WeddSa’arda, Karolinka (która miała o tym wizję) wyje z rozpaczy i strzela foszka na Reikana.]
[Pigmejka już w tym momencie przestaje rozumieć, co się dzieje.]

Do wieczora jechali w trudnym do zniesienia milczeniu. Karolina ze śladami łez na policzkach, Reikan z ustami zaciśniętymi w wąską kreskę. Wreszcie dziewczyna, nękana milionem pytań, zdecydowała się przerwać ciszę:
- WeddSa’ard to miejscowy czarny charakter?
Książę uśmiechnął się lekko - „miejscowy czarny charakter”? - łagodne określenie - i odpowiedział pytaniem:
- Czy odzyskujesz, Leddi, moc?
Fajna rozmowa.
- Czy masz ochotę na grzybową?
- Jak sądzisz, jutro może być burza?
- Sądzisz, że będzie padać pieczystym?
blog_cx_704492_3929453_tr_klopsiki.jpg
Ja tylko wtrącę, że Reikan najwyraźniej jest jednym z tych językowych masochistów, którzy lubią robić sobie krzywdę szykiem przestawnym. Spróbujcie wypowiedzieć jego pytanie na głos.
Spróbowałam, ale wywaliłam się na przecinkach.

Karolina spojrzała nań zrezygnowana. Chyba moc popadania w kłopoty.
- Nie mam i nigdy nie miałam żadnej mocy. Czarowałam na niby. Takie tam transe i inne odloty. - Machnęła ręką.
Hera, koka, hasz, LSD - ta zabawa po nocach się śni, prawda, Anaelko?
Przenieś się między wymiarami, respawnuj się po śmierci, bądź świadkiem tęgiej rozróby, dalej udawaj, że nic się nie stało. Aha.
Prekognicje i odbijanie mieczy gołymi rękami także są tak powszechne, że nie warto o nich wspominać.

- W moim świecie magia nie istnieje.
Tam nie istnieje. Cuda są, uzdrowienia, a ta, że nie istnieje.

Reikan otworzył szeroko oczy. Saris przysłuchujący się rozmowie stanął jak wryty. Wszystkie ludy Świata Światów zostały przez Primeę obdarowane magią. Skąd, na bogów, ona pochodzi?!Książę zeskoczył na ziemię, ściągnął za sobą Karolinę i wparł plecami w bok Cienia.
Jeśli tak traktują ją ci dobrzy, to nie chcę wiedzieć, co zrobiliby jej ci źli.
Dobry pan! Mógł zabić!

- Skąd przybyłaś?! - Potrząsnął nią za ramiona. - Z jakiej krainy?! Z którego Wymiaru?!
Kim jesteś? Dokąd zmierzasz? I czy lubisz piosenki zespołu Wilki?!

Nieświadomie zaciskał palce coraz mocniej.(...)
- Proszę mnie puścić!!!
- Wybacz, pani - rzekł książę bez odrobiny skruchy i uwolnił ramiona dziewczyny,
mierząc ją zimnym spojrzeniem. - Jestem twoim przyjacielem, nie wrogiem. Dlatego pomiatam tobą jak szmacianą lalką. Nie rozumiem, dlaczego ukrywasz przede mną swe pochodzenie.
Bo książęcy tytuł nie wystarczy, żeby kobieta w ciemnym lesie garnęła ci się w ramiona. Już nawet Disney to zrozumiał.

- Miałam różnych przyjaciół, Wasza Wysokość - odparła, ostentacyjnie rozcierając
miejsca, w które wpił palce - ale żaden z nich nie rzucał mną o koński bok i nie robił siniaków na ramionach. Nie próbował również ścinać głowy innym moim przyjaciołom. Nie zostawiał ich też na pewną śmierć.
Jedyni przyjaciele, których miałaś w swoim świecie, to cioteczka, z którą się najprawdopodobniej narkotyzowałaś, koleś, który nie chciał pozostać we friendzonie i jednorożce w twoim mieszkaniu, więc co możesz wiedzieć o tym, jak się zachowują przyjaciele.
Nie no, tutaj przynajmniej próbuje pokazać sensowną pewność siebie, nie dobijaj jej.
Ale listę przyjaciół ma cokolwiek dobijającą…

Od chwili gdy ciebie poznałam, uważniej dobieram przyjaciół.
Och, bo miałaś na to tyle czasu…
Może po prostu woli konia?
Widać...

[dyskusja Karolinki i Reikana o jej pochodzeniu - nudna i niezrozumiała, więc ciach!]

- Anaelo - ciągnął elf, a ona poderwała głowę na dźwięk tego imienia. Jakim cudem Reikan zna jej sekretne imię? Przecież tylko ciocia Maryla... to jest Armadillo Amarilla... Może gdy była nieprzytomna, przesondował jej pamięć, tak jak Amremu? Już miała wybuchnąć gniewem, gdy usłyszała spokojny głos Sarisa Serenity:
- Przecież przedstawiłaś się Amremu, nieprawdaż? A Reikan wyciągnął z niego wspomnienia, więc…?
- Więc skleroza ałtoreczkowa, znane zjawisko.

- Anaelo - powtórzył książę, kładąc dłonie na ramionach dziewczyny - każdy w Świecie Światów będzie chciał poznać przyczynę, dla której się tu znalazłaś. Każdy będzie chciał poznać sposób, w jaki to uczyniłaś: każde słowo inkantacji, każdy symbol i każdy gest.
Oh myyy, to chyba raj dla kogoś, kto jest attention whore.
No, wchodzisz do sadzawki, a tam podpływa do ciebie złota rybka i chrypi “Oddawaj formułę przejścia!”

Będą próbowali wydostać z ciebie te informacje po dobroci lub siłą. Będą próbowali za twoim pośrednictwem otworzyć portal powrotny.
I przywołać Hellboya.
Sam pewnie by chciał z niej to wycisnąć, udając przyjaciela, prawda?
Wszystkim tak strasznie się spieszy do świata, w którym magia nie istnieje?
Nie ma tu szału, ludzie, naprawdę. Są wojny, głód, klęski żywiołowe i zawsze podają za słabe espresso.

- Oni, czyli kto? - Nagle poczuła chłód wędrujący wzdłuż kręgosłupa.
- Reptilianie, a kto? - oburzyła się na niedomyślność Anaeli Serenity.
Cybermeni.
A nie Żydzi?
No co wy. Lannisterowie!

- Władcy Światów.
Nie mówiłam? Reptilianie jak nic!

- Ale po co?
- Któż nie pragnąłby zawładnąć Wszechświatem…
Nie zrozumcie mnie źle, ale skoro nazywają się Władcy Światów, to nie powinni już, no nie wiem… władać światami?
No ale oni chcą WSZECHŚWIATA, a nie jakieś tam światki-platki i inne popierdółki.
Ciekawe, jak by się to miało odbyć. Zatkną swój sztandar na Mount Everest i powiedzą "To je moje!"?
Oraz wprowadzą własną walutę, opodatkują najbogatszych i ogłoszą amnestię. Znane procedury.

- Zawładnąć wszechświatem? - powtórzyła za Reikanem jak echo.
Elfy w Warszawie. Miecze i łuki versus karabiny maszynowe. Katapulty kontra wyrzutnie rakietowe. Magia przeciw łączności satelitarnej.
Cóż, wiele by z tych elfów nie zostało. Zwłaszcza gdyby zsummonowali się w Wawie, a nasi od razu buchnęliby im portal powrotny.
Ja chcę krasnoludy w Trójmieście <3 span="">
U Kołodziejczaka były elfy w Warszawie. Tam jednak miało to jakiś sens...
O, objaw zdroworozsądkowego myślenia u Anaeli? Ona tak na serio?!

- Ty nie mówisz poważnie, Reikanie? - Zaśmiała się niepewnie.
- Nie mówię poważnie? - Po twarzy elfa nie przemknął nawet cień uśmiechu.
- Przecież powszechnie wiadomo, że elfy są fizycznie niezdolne do żartów.

- W twoim świecie nie umiecie używać magii ani się przed nią bronić, dobrze zrozumiałem? - Przytaknęła. - Co by się z nim stało, gdybym narzucił na siebie iluzję największego z waszych władców... a wierz mi, Leddi, że nie jest to trudne... i ot tak, dla czystej przyjemności, rozpętał wojnę?
Nie, skarbie, nie rozpętałbyś. Bo - uwaga - ona nie powiedziała, że w jej świecie nie potrafi się korzystać z magii, tylko że jej tam zwyczajnie nie ma. To, że laska w Ferrinolandzie jest ubermocną magiczną wymiataczką, a mimo to jeszcze do niedawna nie wiedziała, że coś takiego w ogóle jest wykonalne, świadczy o tym, że w jej świecie po prostu nie da się czarować - więc powodzenia z tymi iluzjami. Wyślij mi kartkę z wariatkowa.

Ktoś przebrany za prezydenta USA rozpętałby wojnę? Atomową? Dobra, książę, wygrałeś.
O ile wcześniej nie padłby z łbem rozwalonym przez służby policyjne po tym, jak w wyniku szoku kulturowego zacząłby rzucać fireballami w stronę osiemnastokołowych ciężarówek.
Gdyby rozpętał wojnę atomową, to już nie bardzo miałby czym rządzić...
O, jednak się jej zdrowy rozsądek skończył. Serio, bo nikt by się nie połapał, że prezydent juesejów dziwnie się zachowuje. No ale czego ja oczekuję po osobie, która po rzuceniu zaklęcia teleportacji do Ferrinu myśli, że trafiła do Australii i chce łapać pociąg do Polski.
Obamę przecież już dawno podmienili.

- Po to mnie wypytujesz! Żeby zapanować nad wszechświatem! - wybuchnęła. A ty mu wszystko wy ćwierkałaś, idiotko.
Polać narratorowi, dobrze gada!

- Nigdy nie pragnąłem władzy, pani - odparł Reikan chłodnym, niemal odpychającym tonem. - Jest jak Szara Śmierć: zniewala i odziera z człowieczeństwa.
To chyba dobrze się składa, że jesteś elfem, co?

Zresztą po co Wszechświat komuś, kto ma Ferrin? - Uśmiechnął się, by złagodzić brzmienie tamtych słów.
“Zresztą po co inne powieści fantastyczne komuś, kto ma Ferrin”.
ha..png
Po to żeby mieć jeszcze więcej? Czy to nie jest tak, że w miarę jedzenia apetyt rośnie, czy jakoś tak?

- Chciałbym przenieść cię do Feri’any, gdzie byłabyś bezpieczna - podjął po chwili - ale władczyni Alderii wysłała po ciebie zaufanego lorda wraz z eskortą.
- Przecież powiedziałeś, że to Ferrin mnie oczekuje!
- Jesteś poddaną Bereniki de Sanctis, znajdujesz się na jej terytorium. Ona, i na razie tylko ona, ma do ciebie prawa.
Jesteś jej poddaną, bo znajdujesz się na jej terytorium. Seems legit.
A “manie praw” brzmi jakby przejęli ją przez zasiedzenie…
Jak to mówią - znalezione, nie kradzione.
Jakby co to sama przypełzła.

- A ja? Nie mam żadnych praw?
To pytanie wyraźnie księcia zaskoczyło. Czy poddany ma jakiekolwiek prawa?
A dlaczego miałby nie mieć, mówimy o złożonym społeczeństwie czy o jeleniach w królewskim lesie?
O Dorkwoodzie w skali makro, czyli o "dawnych czasach", w których królestwo składa się z królewskiego pałacu i widoku za oknem.
To ma prawo zostać przy życiu.

- Zwrócimy się do Władczyni Alderii z oficjalną prośbą o nadanie, jeszcze dziś - zapewnił dziewczynę. - Teraz musisz być posłuszna rozkazom.
Borze szumiący, oni traktują ją jak rzecz albo ziemię, którą można komuś nadać. Serio, aŁtorKasiu?
Może chcą ją nadać jak przesyłkę za pobraniem?
No bez przesady, każdy przecież wie, że to średniowiecze, tam ludzie praw nie mają. No, prawie:
Va8Ve.gif

- A jeżeli nie będę posłuszna? - zapytała. Reikan wzruszył ramionami.
- Albo stanę do walki, albo oddam cię lordowi.
Karolina pokręciła głową, nie wierząc w to, co słyszy.
Oto szlachetny elfi książę: najpierw zostawia rannego na pastwę losu, potem oddaje tę, którą miał chronić... W tym momencie Reikan spojrzał na nią z takim jadem, aż wstrzymała oddech.
Jak można spojrzeć na kogoś z jadem? Proszę, wytłumaczcie mi to…
Proszę:
http://4.bp.blogspot.com/_U6R4N6aJNLU/SyaKA3NM9UI/AAAAAAAAFXE/n22VCDgqMqM/s400/Green-Animals-Snake.jpg

- Po pierwsze, Leddi - zaczął wolno - Shanon nie mógł i nie chciał jechać z nami. Dostał wraz z rozkazem Czarny Pas Kod, a to jest jak uwarunkowanie: próbowałby zabijać albo by prowokował, żeby go zabić i zwolnić z przymusu.
To jest tak logiczne, że aż wcale.
Ale przecież książę nie może być durnym, egoistycznym skurwysynkiem; on się tak naprawdę TROSZCZY.
Do Czarnego Kodu dostał też Czarne Tekstury, co razem składało się na Czarnego Duke'a Nukem Forever. Nic dziwnego, że koleś próbowałby zabijać.
Te kody działają na steamie? Bo jeśli nie, to o kant dupy je potłuc.

Po drugie, chronić cię będę nawet za cenę życia, bo przyrzekałem i śmierć mi niestraszna, ale nie mogę z twojego powodu wywoływać wojny z Alderią.
To by było nieeleganckie.
Nie to, że wszyscy będą coś od ciebie chcieli. I żebyś nie myślała, żeś jakoś specjalnie ważna. Wiesz, musimy dbać o twoje właściwe wychowanie.
Mogę się dla ciebie zabić, ale wojny nie wywołam - żebyś sobie za dużo nie pomyślała, o!

Nie teraz. Przyjdzie czas, że Ferrin upomni się o ciebie, bo należysz do nas, jednak...
Kupiliśmy prawo własności do ciebie zanim jeszcze się urodziłaś i w ogóle.
Zaklepaliśmy sobie dzieciaka jeszcze na ekranie USG!

[Okazuje się, że wszyscy mogą czytać Anaeli w myślach, jeśli nie “zamknie aury”, cokolwiek miało to znaczyć, a Reikan po raz kolejny okazuje się bucem do potęgi. Interweniuje Saris i...]

Książę westchnął z rezygnacją i nagle chwycił ją za głowę, przełamując kręgosłup szyjny odruchowy opór, zwrócił twarzą ku sobie i wbił swoje niesamowite oczy w jej rozszerzone źrenice, przenikając wprost do mózgu.
http://www.martial-arts-network.com/gifs/jungle_eye.gif
Trochę mu dupa utknęła przy nerwie wzrokowym, ale w końcu ją przecisnął.

Skuliła się mimowolnie. I poczuła, jak coś, co do tej pory miała otwarte na cały ten świat, zatrzaskuje się niczym niewidzialne, ale solidne drzwi.
Pozwólcie, że się upewnię - oni robią to na grzbiecie Sarisa, prawda? Reikan siedzi za Anaelą, czyż nie? Co oznaczałoby, że ten odruchowy opór to był opór jej karku, a ty go jej najwyraźniej skręciłeś…
A potem wydłubał jej oczy, tak.
Fuck you, it’s magic & shit.
Gdzie się podziało łagodne i nieinwazyjne machanie różdżką?

- Teraz, gdy nie mogą nas już śledzić, spróbujemy uciec - oznajmiła zadowolona z siebie.
Reikan pokręcił głową, gasząc ten samozachwyt.
- Są za blisko.
- Ale jeszcze nie tutaj.
- Tutaj, tutaj. - Spojrzał w górę, gdzie nad koronami drzew krążył mały ciemny punkt.
- I nic nie możesz zrobić? Zupełnie nic? Saris powiedział, że potrafisz wszystko. Może portal otworzysz?
Albo pomidorówkę? Pomidorówkę może chociaż zrobisz?
Śmieci byś wyniósł chociaż, od tygodnia stoją. I szafkę w kuchni napraw!
I skocz do apteki, bo receptom się zaraz skończy ważność.

- W Stumilowym Lesie Tysiąca Głodnych Zwierząt? - Znów to zmęczenie w głosie księcia, jakby musiał wyjaśniać coś oczywistego wyjątkowo tępemu uczniowi. - To wbrew zasadom netykiety.
- „Wbrew zasadom”?! I z tego powodu oddasz mnie tamtym, nawet nie próbując... - Głos się jej załamał.
Dura lex, sed lex. Ale możesz trochę podramatyzować zanim się za ciebie wezmą.

Reikan spojrzał na nią tak jak przed chwilą, gdy zarzuciła mu zdradę. Z nienawiścią niemal.
O tak:
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2014/04/Marceline-Is-Angry-With-Fire-In-Her-Eyes-As-The-Vampire-Comes-Out-On-Adventure-Time.gif
No bo sorasy, ale wytłumaczenie masz kiepściutkie. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć "bo nie". Nie żebym myślała, że w "Ferrinie" jakiekolwiek zasady są spójne i przemyślane.

- Anaela nie zna zasad rządzących tym światem - napomniał księcia Saris.
Ten odetchnął głęboko. Zdusił gniew. Zielone oczy pojaśniały.
- Pozna je w swoim czasie. A dopóki nie pozna, będzie się do nich stosowała, ufając przyjaciołom, prawda, moja pani?
Jak można się stosować do zasad, których się nie zna?
Bardzo to wygodne. W końcu jeśli ich nie zna, nie będzie wiedziała, kiedy ją wykorzystują i robią w jajo. Tak bardzo… nie.
Oj się nie znacie. Nieznajomość prawa szkodzi i tyle!

- I taka ufająca dobrowolnie udam się w nieznane z jakimś lordem, który mnie po
drodze... no jak tamci, na polanie?
- Anaelo, Joysell Ellis nie śmiałby cię tknąć. Jesteś Leczącą. Nietykalną. - Uścisnął
drobną dłoń dziewczyny.
- Ale gdybyś nie była leczącą, to by cię przeruchał za najbliższym krzakiem.
- Ale co zrobią z tobą inni, to już nie wiem. W końcu mnie twoja "nietykalność" jakoś nie przeszkodziła tarmosić tobą jak szmatą.

- Ładna mi nietykalność. - Dotknęła sinego policzka.
Reikan niedbałym ruchem nabrał garść błękitu i przyłożył do twarzy dziewczyny. Ból ustąpił. Rozcięta warga zabliźniła się w mgnieniu oka. Elf uśmiechnął się pobłażliwie na widok miny Leczącej.
Póki co on jest bardziej Leczący niż ona.
To nabieranie błękitu mnie niepokoi. Czy to legalna substancja?

- Musisz nabyć tę i parę innych umiejętności, a gwarantuję, że b ę d z i e s z nietykalna.
Czyli póki się nie nauczy jak leczyć to nie jest nietykalna? Bo ja już nie rozumiem w końcu czy jest, czy nie jest.
Bo zasady i zakazy są dla biedoty. Dla reszty są tylko przejściowe uciążliwości.
Bo musi się jej marysuizm odblokować, no.

[Oddział Reikana spotyka się z wysłanym z Alderii lordem.]

Oddział konnych wypadł na nich w takim tempie, jakby chciał ich stratować, a nie ratować. Wielki gniady wierzchowiec wrył się kopytami w ziemię tuż przed Sarisem, co ten zniósł ze stoickim spokojem.
Po czym dał najwyższe noty za hamowanie awaryjne.

Dosiadający gniadosza jeździec [...] zeskoczył z siodła i skłonił się w pas, pobrzękując orężem i klamrami. Trwał przez chwilę w ukłonie, spoglądając na Karolinę spod opadających na czoło czarnych włosów roześmianymi, niebieskimi oczyma.
Spojrzał też białymi, wystającymi zębami i to dopiero wywarło na niej silne wrażenie.

- Leddi, poznaj lorda Joysella Ellis. - Reikan dokonał prezentacji, a lord ujął dłoń dziewczyny i ucałował z wilgotnym przysysem.
- Witaj, moja śliczna - rzekł.
Czekajcie, zbieram szczękę z podłogi po tym jakże szarmanckim powitaniu.
Mnie się raczej na pusty śmiech zbiera.
Ale to zabawne, że nawet w alternatywnej rzeczywistości przetrwał ten obleśny zwyczaj.
A ja wciąż mam nadzieję, że on to powiedział do elfa.

- Leddi, ja i moi towarzysze będziemy zaszczyceni, asystując wam do Alderiany. - Lord wyciągnął ręce, by ściągnąć Karolinę z grzbietu Sarisa, dostrzegając jej oczywiste upośledzenie i niemożność wykonywania prostych czynności, ale Cień cofnął się o krok.
- Skąd ta pewność, Joysell - zaczął uprzejmym tonem Reikan - że Leddi jedzie do Alderiany? Na razie jest pod moją opieką.
Lord Ellis spojrzał na księcia zaskoczony.
A Serenity wraz z nim. A czy on przed chwilą nie mówił co innego?
alien-chestburster_001a_1196992871.jpg

Reikan nie zwrócił na ich ruchy najmniejszej uwagi, zatapiając jadowicie teraz zielone oczy w twarzy lorda.
Zaiste musi być interesująca budowa anatomiczna elfów - mają kły jadowe w oczach?
Wgryzają się we wroga niczym bojowe ślimaki.
Elfy:
http://www.chud.com/articles/content_images/263/EYE-GOUGE.gif
Coś jak te jaszczurki, które strzykają na wrogów krwią z oczu, tylko że elfy strzykają samymi oczami.

- A jeżeli Leddi nie zechce z tobą pojechać?
- Wezmę ją siłą. - Joysell posłał Karolinie łobuzerski uśmiech.
Wezmę ją siłą… Czekajcie, jeszcze raz przeczytam te zdanie. Wezmę ją siłą… Serio? Serio? Serio?!?!?
Godzilla-facepalm.png
Ta, maczugą w łeb i na dwór ją zawiezie...

- To najpierw będziesz musiał wziąć siłą mnie - odparł Reikan.
5311b45db9177059bab9ae8a32aa063c.jpg
Ej no, co chcecie, wreszcie zacznie dziać się coś ciekawego! Chociaż moment… czy ja chcę, żeby MichalaG pisała slashe? Lol, nie.
Ja chcę!
Ja mam mieszane uczucia. Jak się jej znowu wpiją komuś jakieś oczy w jakąś wrażliwą część ciała, to diabli wezmą slashowy nastrój.

Lord wybuchnął śmiechem, ale spoważniał,
Bez tytułu.jpg

Lord wybuchnął śmiechem, ale spoważniał, widząc, że elf nie żartuje.
- Bierz mnie, kurwiu, nawet na jeżu - szepnął namiętnie Reikan, wydymając usta i miętosząc smukłymi palcami obciągnięte atłasem guziczki kaftana.

- Nie będziesz chyba czynił przeszkód, Reikanie?
- Leddi udaje się ze mną do Ferrinu - odparł zapytany. - Tylko tam będzie bezpieczna. WeddSa’ard goni naszym śladem. JEJ śladem.
Dlatego teraz was zaciukam i będę spierdalał przed dwoma pościgami, taki jestem twardy.
Więcej expa wpadnie → profit!

- Dostałem rozkaz, książę - zaczął wolno Ellis. - Czy sprzeciwisz się woli Najwyższej? - zapytał oficjalnym tonem.
Ale Reikan chyba nie jest poddanym tej całej Najwyższej, prawda? Chyba, że zasada - jesteś na moim terytorium, więc jesteś moim poddanym dotyczy również jego.
Ma obróżkę z imieniem i zapisanym adresem, taki numer nie przejdzie.
I czipa w uchu.

Na kolejne skinienie jego ludzie położyli dłonie na rękojeściach mieczy. Natomiast z Lasu wypadło jeszcze pięciu elfów uzbrojonych w łuki. Groty strzał skierowane były w lorda. Zapadła pełna konsternacji cisza.
Jak w tej scenie, kiedy Balthazar chciał skorzystać z noża, ale ofiara się odwróciła i zrobiło sie niezręcznie...
http://25.media.tumblr.com/6c030e57541c690a76dbff3e50ecb799/tumblr_mjpt6lHWN81rk8p4uo7_500.gif

Oddział Joysella liczył około trzydziestu dobrze uzbrojonych ludzi, ale dla jedenastki elfów to żadna przewaga, o czym wszyscy, no, może z wyjątkiem Karoliny, doskonale wiedzieli.
Ona pewnie nie czytała fantazy.
Albo czytała to, w którym elfy dostają łomot - westchnęła z rozmarzeniem Nin i zawinęła się w brodę.
Karolina nie czytała nic. Mając w pamięci doświadczenia dzieciństwa, czekała jak zza krzaczora wypadnie Smokozord z Voltronem.

- Sorell, insygnia - rzucił Reikan, na co jego przyboczny sięgnął do sakwy. Purpurowa szarfa spłynęła z końskiego grzbietu aż do ziemi. - Podniesiesz rękę na ambasadora?
Że… przepraszam, co?
Że trzeba pokazać, kto tu zasługuje na tytuł naczelnego buca.
A już myślałam, że Reikan zasłoni się ostatnim tomem Pottera.
Albo chociaż włoży pelerynę niewidkę.

- Ambasador zaryzykuje życie przyjaciela? Dostałem rozkaz, Reikanie, wiesz, co mnie czeka, gdy wrócą bez Leczącej. - Joysell zawiesił głos. Cisza stała się tak gęsta jak błękitna mgła spowijająca korony drzew.
Zlizywali ją z listków, spoglądając spode łba.
Taaa, a zaraz krew pocieknie jak dżem z naleśników.

10 komentarzy:

Nel pisze...

Liczę na ciąg dalszy przygód Karoliny i pewnie on będzie.
Obrazki z kotkiem wesołym i poważnym mnie rozbawiły najbardziej <3

Anonimowy pisze...

Proszę, przemaglujcie Ferrin do końca, to już jego trzecia analiza, jaką czytam, a jeszcze nikt nie wytrwał do końca…

Ag

Blue pisze...

Chciałam powklejać co lepsze teksty, ale musiałabym chyba przekopiować tu całą analizę (that was smooth [not really]). W każdym razie, jedna z lepszych analiz według mnie. Kasia nigdy nie zawodzi, zawsze jest z czego pokwikać.

Frikey Slender pisze...

" Lord wybuchnął śmiechem, ale spoważniał, widząc, że elf nie żartuje.
- Bierz mnie, kurwiu, nawet na jeżu - szepnął namiętnie Reikan, wydymając usta i miętosząc smukłymi palcami obciągnięte atłasem guziczki kaftana. " - zrobiło mi to dzień, dzięki wielkie :D

Falco pisze...

Pikna <3 Ach, jak na to czekałam :D

Anonimowy pisze...

O w pysk testrala, ale mi niespodziankę zrobiłyście! Tęskniłam za Ferrinowymi głupotami.
Wymiękłam przy potrójnym facepalmie. A już przy godzillowym było ze mną kiepsko.
Będzie jeszcze? Powiedzcie, że tak... *słodkie oczka*

thingrodiel

Anonimowy pisze...

Narracja wypluła go trzy krzaki dalej.
a tam podpływa do ciebie złota rybka i chrypi “Oddawaj formułę przejścia!”
A nie Żydzi?
No co wy. Lannisterowie!

Prześliczne jak i dodatki z SPN i ST!
Nie wiedziałam,że analiza tego dzieła aż tak bardzo będzie mi się podobać.

Chomik

Anonimowy pisze...

Analiza prześwietna, dzięki niej rozluźniłam się przed maturą. WIELKIE DZIĘKI!


P.S.Zerknijcie na tego bloga:
http://wkomitywiezeslizgonem.blog.onet.pl

Pozdrawiam Sorgesana

Pudlovich pisze...

Nie jestem pewien.

W sensie, Pan Elf wydaje się zamierzonym bucem.
Może to aluzja do podań o Pięknym Ludzie, w których ich sposób myślenia i moralność bardzo odbiega od naszej, ludzkiej?
*patrzy z nadzieją*

Nah.

Ale pomarzyć można ;)

Marshall pisze...

Mam nadzieję, że będzie więcej analiz tegoż "dzieła", a najlepiej też innych prac tej aUtorki C:
A, i ostatnio znalazłem jakiś blog z opowiadaniami, może go zanalizujecie? http://zagubionawkrainiesnu.pinger.pl
Nie czytałem zbyt wiele tego opowiadania, ale wstęp "Hej dupencje :**" może trochę powiedzieć o poziomie c':