piątek, 16 maja 2014

Jak NIE szykować się na audiencję u królowej, czyli "Gra o Ferrin", cz. 4

Witajcie!

No i wracamy do przygód Anaeli w Ferrinie. Oh wait… napisaliśmy "przygód", sugerując niespotykane zdarzenia, napięcie, zwroty akcji, wyzwania i próby? No więc nie, na nic takiego nie ma miejsca w prozie Katarzyny Michalak. Jest za to miejsce na przerzucanie boCHaterki z rąk do rąk (ZNOWU), bucerę (w dużych ilościach), nudę (w jeszcze większych) oraz ogólny zamęt (grubymi nićmi szyty). W pakiecie mamy mechaniczne konie oraz podryw na wyrywanie flaków.
Miłego!

Do Ferrinu po raz kolejny zapuścili się: Pigmejka, Kalevatar, Vivaldi, Szprota, Serenity oraz Nin.



- Leddi? - Reikan spojrzał nagle na Karolinę. Ta aż drgnęła. - Mam podjąć wyzwanie?
Wiedziała, że książę nawiązuje do ich rozmowy sprzed paru minut. Wystarczyło jedno jej słowo, a bez wahania sięgnie po miecz... Pokręciła głową.
- Być może będziemy zmuszeni walczyć ramię przy ramieniu - rzekł wreszcie książę. - Nie zaczniemy od walki przeciwko sobie.
Joysell odetchnął głęboko. Żołnierze rozluźnili napięte mięśnie.
- Wybacz, Reikanie - klepnął księcia serdecznie w ramię - nie mam nic przeciwko bitce, ale nie z tobą! Jesteś przecież sojusznikiem, nie wrogiem, no i, na bogów, rozniósłbyś moich ludzi w pył! - Roześmiał się z ulgą. - W drogę!
Ale co…?
http://img2.wikia.nocookie.net/__cb20130504204420/wreckitralph/images/0/02/Say-what.gif
A przed chwilą to co to niby było? Wasi ludzie byli gotowi rzucić się na siebie… No chyba, że to taki rodzaj rytuału powitalnego w Ferrinie?
Takie porównywanie, kto ma większe…

Nim Karolina zdążyła się ucieszyć z polubownego zakończenia sporu, chwycił ją wpół, ściągnął z Sarisa i niemal wrzucił na grzbiet swego wierzchowca.
Jak worek kartofli…
I tak już ją będą przerzucać aż do końca książki.

- W drogę, przyjaciele! - zakrzyknął raz jeszcze i spiął wierzchowca do galopu.
Jakbyście nie pamiętali, bohaterowie wciąż są w lesie…
Może mają skille Edłorda Cullena?
tumblr_lutsvr22y91qdku5lo1_500.gif

Karolina nie mogła oprzeć się wrażeniu, że tak już pozostanie do końca jej życia: że wciąż będzie miotana po zaklętym Lesie Tysiąca, uwożona przez kogoś to w jedną, to w drugą stronę, porywana, odbijana i znów porywana. A w przerwach będą się o nią romantycznie wyrzynać.
W sumie ma w tym sporo racji, bo cały czas tylko nią miotają w te i we wte, a w przerwach się wyżynają.
No, zmasakrowanie komuś gęby albo przebicie mieczem na wylot stanowi doskonały patent na niezobowiązujący flirt. W chuj romantyczny przy okazji.
A potem będą jej w zębach przynosić flaczki wrogów, jak kot swojemu panu - myszy.
A żaden nie wpadł na to, żeby jej dać parę gaci. Do dupy z takim romantyzmem.

Upływały godziny, a oni gnali przed siebie drogą wyglądającą na ubity trakt.
Ale w rzeczywistości była to droga donikąd.
A konie były mechaniczne.

Co jakiś czas mijali charakterystyczny obiekt - jeziorko, wąwóz, kurhan, ten krzak, co go sadzili harcerze, ta brzoza, co ją sadził… oh wait - i tylko to pozwalało jej stwierdzić, że nie krążą, że wciąż posuwają się do przodu.
Ale kiedy zapadły ciemności, zupełnie straciła orientację. Miała tylko nadzieję, że jeźdźcy widzą drogę lepiej niż ona.
- Lordzie? - szepnęła. - W jaki sposób odnajdujecie drogę w tych ciemnościach?
- Nie mam pojęcia, jadę za Reikanem. Wtul się we mnie i śpij, moja pani. A ja pomodlę się, żebyśmy się w międzyczasie nie zabili.
- Reikanie, jak odnajdujecie drogę?
- Jadę przed siebie, myślałem że wy znacie kierunek!
*dźwięki spadania w przepaść*

- Nie mogę spać w tych warunkach. Kiedy zrobimy przerwę?
- Jak znam elfów, nie zrobimy żadnej. Te ich cholerne lembasy… Rano powinniśmy wyjechać z lasu.
- Rano?! Przecież dopiero zaszło słońce! A nawet dwa!
- Tym bardziej spróbuj zasnąć, Leddi, przed nami cała noc jazdy.
- No dobrze. Ale jak konie mogą jechać tak po ciemku? Przecież one nic nie widzą.
- Nie wiem, spytaj aŁtorKasi, ona na pewno wie. Ale nie powie. Bo to magia.
Może to koniotoperze. Albo nietoponie.
http://fc04.deviantart.net/fs24/f/2008/003/3/6/Bat_Horse_by_Castlegard.jpg

[Nagle w lesie rozlegają się krzyki, ale nikt nikogo nie morduje, a przynajmniej nie teraz - jakoś tak wyszło, że dawno, dawno temu elfy urządziły tu masakrę, a teraz po prostu zagnieździły się w tym miejscu wrzaskargi (serio, tak to zostało nazwane), które doprowadzają wędrowców do szaleństwa, ale nic innego złego im nie robią. Reikan rzuca zaklęcie i wszyscy jak jeden mąż tracą słuch, by odzyskać go, kiedy uda im się ominąć kłopotliwe stworzenia. Anaela zasypia w siodle i budzi się dopiero przed wyjazdem z lasu.]

Konie bez polecenia jeźdźców przeszły w cwał i runęły ku otwartej przestrzeni. Joysell pochylił się w siodle i mocniej przycisnął Karolinę do siebie.
Po całonocnej wędrówce konie same poszły w cwał? Mam w to uwierzyć? Ciekawe, czy to benzyniaki czy diesle.
...może to Koniotoperzoperpetuummobile?

Wpadli na rozległą równinę porośniętą soczyście zieloną trawą. Wszelkie odcienie szmaragdu rozlewały się aż po horyzont, tam gdzie zbiegały się z niebem koloru morza, na którym błyszczały dwa słońca.
Niebo w kolorze morza, tak? W życiu nie widziałam takiego (bo to właśnie kolor morski jest) nieba.
Nie no, to magiczna kraina, skoro mogą być dwa słońca, to niech sobie i niebo będzie w kolorze jakim chce, gorzej że z tego zdania wynika, że słońca znajdują się w morzu.
Może to kolor nieba w Leshan w godzinach południowych?
three-suns.jpeg

- Joysell! Joysell! Stój!!! - Reikan dopędził ich, pozostawiając resztę grupy daleko w tyle.
- Wiem, że obejmowanie Leczącej sprawia ci przyjemność, ale pora kończyć tę eskapadę ku biodrom bohaterki. Leddi jest zmęczona, podobnie jak my wszyscy.
Lord wstrzymał gniadosza, zwalniając do stępa. Karolina odetchnęła głęboko.
A było już tak blisko...

- Chcesz tu rozłożyć obóz? Przecież za jakieś dwie, trzy godziny dojedziemy do wsi, jutro będziemy w Ellisii. Tam odpoczniemy należycie. Jak myślisz, Leddi, dasz radę?
- A mam inne wyjście?
- Masz - Reikan uprzedził odpowiedź. - Otworzę portal. Możemy przejść stąd wprost do Alderiany. W jednej chwili byłabyś na miejscu.
Tak, z końmi na salony wprost.
Da się… Ale trzeba być Doktorem: [KLIK]

Lord spojrzał mu twardo w oczy.
- Wybacz, Reikanie, ale odpowiadam głową za dostarczenie Leddi do Twierdzy. Nie chciałbym tej głowy stracić, gdybyście przez portal trafili do Ferrinu.
- Nie ufasz mi, Joysell? Chcesz, żebym składał ci przysięgi?
Lord zmieszał się, ale odparł oficjalnym tonem:
- Wybaczcie, Wasza Wysokość, ale Leddi przejdzie przez portal Ellisii wraz z odpowiednią dla jej urodzenia eskortą. - Czyli ze mną - dokończył w myślach.
My fuckin’ hero.
Ale przecież oni wszyscy mają ego na kształt ryb najeżek.
Maluśkie, ale nadęte?

- Przepraszam - Karolina postanowiła się wreszcie wtrącić - czy ja mam coś do
powiedzenia?
- Nie! - odparli jednym głosem, a dziewczyna wbrew swej woli parsknęła śmiechem.
Ja na jej miejscu bym się nie śmiała, ale kombinowała, jak najszybciej wrócić stamtąd do domu.
No jak? Przecież to tacy mężni, rzutcy i zdecydowani mężczyźni, a że traktują ją jak trofeum do obwożenia na wysokim kiju…
Przecież są przystojni. To załatwia sprawę.

- Panowie, chcę, żebyśmy wyjaśnili sobie jedno: jestem wolnym człowiekiem i sama o sobie decyduję. Dlatego zabierzcie mnie gdzie chcecie, nie pytając o zdanie, tylko dajcie żreć i nowe suknie, żebym zachowała pozory samostanowienia. Jazdy konnej mam dosyć do końca życia i na końskim grzbiecie nie wytrzymam ani chwili dłużej. Od trzech dni marzę o ciepłym posiłku, gorącej kąpieli, może być bez piany, i długim śnie w czystej pościeli. Życzę sobie... ż y c z ę sobie - powtórzyła z naciskiem, patrząc Reikanowi w oczy - natychmiast znaleźć się w cywilizowanym świecie, a ponieważ do Ferrinu udać się nie mogę ze względu na zagrożenie utratą głowy tu obecnego - wskazała Joysella - proszę mnie przenieść gdziekolwiek, byle były tam owe trzy rzeczy: posiłek, kąpiel i łóżko. Wyraziłam się jasno? Lordzie? Książę?
tumblr_ma2f0fcFQg1qekszro1_500.gif
[Reikan tworzy portal do stolicy Alderii - Alderiany. (Przy tej okazji muszę zauważyć, jak niezwykle oryginalne są nazwy stolic: Feriana, Alderiana… Czyżby Darrakia miała stolicę w Darrakianie?)]

Nie czekając na odpowiedź, ujął dłoń Karoliny i już miał wejść w portal, gdy nagle się zatrzymał, narzucił dziewczynie na głowę kaptur peleryny i rzekł z naciskiem:
- Nie odsłaniaj włosów.
To ona miała jakąś pelerynę?
Co oni wszyscy z tymi włosami…?
[SPOILER DO 4 SERII GRY O TRON]


Bez tytułu.jpg

- Już nigdy?!
Pokręcił tylko głową i pociągnął Leczącą za sobą wprost w błękit.
To może przybij jej ten kaptur do głowy na stałe? Zapobiegnie to wszystkim jej kłopotom. Skończą się też nasze męki!
Znając życie i tak skończyłoby się na respawnie po trzech dniach.

[Anaela i Reikan teleportują się do Alderiany, gdzie wpadają na niewidzialne bariery, po czym strażnik portalu funduje im połajankę.]

- Przełamywałem blokady zanim było to modne parę pokoleń przed twoim urodzeniem, Kluczniku. - Reikan roztarł dłonie zmęczone czarem. - Twoje słowa są nie na miejscu, nie tylko ze względu na moją godność, ale i na godność Leddi.
A mówiłam już, że Reikan to buc na potęgę?
Szanuj mnie, jestem niewychowany dłużej niż ty!
Moja godność tak strasznie cierpi, gdy nie poświęca się należytej uwagi mej zajebistości!

Karolina przysłuchiwała się wymówkom jednym uchem.
Bo jako Mary Sue w nosie ma jakiegoś biedaka, który wykonuje swoje obowiązki.

Po otrząśnięciu się z szoku, jakim było przejście przez portal, rozglądała się dookoła z ciekawością odkrywcy. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to kolisty kształt pomieszczenia i brak jakichkolwiek okien: światło emitowały ściany.
Może pokryte były tym samym luminesencyjnym grzybem, który rósł w lesie?
Exclusive Salt tile wall.jpg
Nowoczesne mają tam hacjendy.

- Leddi? - głos Reikana wyrwał ją z zauroczenia. - Musimy stawić się przed Najwyższą.
- Powodzenia - parsknął Klucznik. - Jej Wysokość nie lubi być zaskakiwana w ten
sposób.
Chyba nikt nie lubi być zaskakiwany w ten sposób.
Ale to przecież nie będzie przeszkodą dla Mary Sue.
Choć w sumie… czy nie lepiej dla nich - oraz Najwyższej - byłoby najpierw umyć się, ogarnąć, żeby się jakkolwiek prezentować na dworze? Czy może chcą wejść tacy rozczochrani i pokryci pyłem z drogi?
I cuchnący końmi i kilkudniowym niemyciem się? Że już nie wspomnę o tym, że Anaela wciąż popierdziela tylko w męskiej bluzie.

Po kilku stopniach powróciło wspomnienie wędrówek w głąb własnej świadomości. Po schodach tak samo stromych, tak samo krętych. Dotknęła chłodnej, rzeźbionej poręczy. A może to sen? Może trans? Może poniosła ją wyobraźnia? Może jej ciało tak naprawdę leży na dywanie, w kręgu wypalonych świec, ona sama zaś błądzi po zakamarkach swojego umysłu? Może zagubiła się w marzeniach z dzieciństwa? Może ugrzęzła wśród wspomnień tysięcy książek o magii i czarodziejkach?
A może to słabe fantaZy?!
A może to majaki gasnącego umysłu idiotki, która na fazie wyskoczyła przez okno?
A może to po prostu nieudolna narracja?

Półmrok i cisza sprawiły, że Karolina poczuła się jak we śnie. Wszystko było takie nierealne: kamienne schody, płomienie w ścianie, elf (elf!) idący tuż za nią.
Kamienne schody są w prawie każdym bardziej wypaśnym starym budynku. Jak wchodziła do zabytkowych pałacyków, to też się czuła nierealnie?
Może nie wchodziła.

To nie może być prawda. To nie jest rzeczywiste! Kiedyś, może za chwilę, może za parę dni, wybudzą ją z transu i znów trafi do świata Szarej Śmierci. Do szpitala...
...do miękkich ścian, pokoju bez klamek i bardzo ciasnego kaftanika.
Gdzie wytną jej wątrobę, wytoczą krew, wykorzystają płucka dla celów kulinarnych. Bo przecież nic innego w szpitalach się nie robi.
Jeszcze się czasem psychoanalizuje, ewentualnie wykonuje nazistowskie eksperymenty.

Z półmroku wyszli na korytarz skąpany światłem słońc. Karolina zmrużyła i osłoniła dłonią oczy. [...] Tymczasem korytarz, którym prowadził ją Reikan, wprost tonął w przepychu. Począwszy od grubego dywanu, po którym stąpali, poprzez obite tkaniną i przystrojone obrazami ściany, a na zdobionym stiukami suficie skończywszy.
A teraz moje pytanie - po kiego diabła im na korytarzu w zamku dywan?!
Panowie strażnicy marzną w stópki.
Ciekawe, czy sprowadzony z Turcji.

Mijali rzeźby i malowidła przedstawiające wielkie postacie i wydarzenia tego świata.
Tak, bo Anaela na pewno wie, czy bitwa pod Zadupiem Większym jest wielkim wydarzeniem tego świata…
A nie na przykład gołą babą/facetem do popatrzenia w trakcie spaceru.
Może pod obrazami były tabliczki z wyjaśnieniami, jak w muzeum?

- Prroszę, prroszę - zaskrzeczał ktoś za ich plecami. - Książę Reikan dell’Soll.
Zgodnie z manierrrrą powinno być rrraczej Rrrreikan, a nie Reikan.

Nadchodzący był podobny do wielkiego sępa. Chudy, wysoki, w burej szacie, która wlokła się za nim po ziemi, zaciskał szponiaste palce na karminowej szarfie przewieszonej przez pierś. Gdy się zbliżył i Karolina ujrzała jego oczy, musiała sprostować własne porównanie: to był rekin, nie sęp.
Skrzeczący, chudy rekin ze szponiastymi palcami. Tak, totalnie to widzę.

Sępy nie miały tak pustego i nieruchomego spojrzenia.
Zastanawia mnie jedno - czy aŁtorKasia zawsze musi przy Vervainie powtarzać ten sam opis, słowo w słowo?
Żebyś przypadkiem nie kibicowała złej postaci.
Nie wiem, czy te spojrzenia się jakoś bardzo różnią:
https://farm3.staticflickr.com/2606/3994472969_6e8be3f2e5.jpg
oraz
http://www.sharkattacks.com/Image15.gif

- A właśnie, masz pozdrrowienia od brrata. - I tak już ohydną twarz oszpecił zjadliwy uśmieszek.
Karolina pohamowała się, by nie otworzyć ust ze zdziwienia. Zaraz, zaraz, o czym to… coś mówi? Czyżby legendarny WeddSa’ard był bratem Reikana?
Przygotujcie sobie kartki, żeby rozrysować co i jak, bo to dopiero początek dziwnych powiązań w tej bajce.
Cholera, jak u Piastów śląskich!
Minus wąsy, mam nadzieję.

Na litość boską, w czyich rękach się właściwie znalazła?!
Największego pod tutejszymi słońcami buca - księcia Ferrinu.

[Karolina i Vervain wymieniają grzeczności, po czym Lecząca i książę Ferrinu docierają w końcu na posłuchanie u Bereniki. Ale zanim trafią przed oblicze władczyni trafią na takie oto cudaki:]

Skrzydło drzwi odskoczyło na bok jak żaba i stanął w nich krępy człowieczek, sięgający niewysokiej przecież Karolinie zaledwie do ramienia. Czarne oczka miotały błyskawice, fioletowa broda, spleciona w tysiące warkoczyków, falowała w rytm wzburzonego oddechu. Śliwkowej barwy kubrak opinał krągły brzuch, grożąc pęknięciem w szwach.
Chciałoby się powiedzieć, że to krasnolud, ale nie, aŁtorKasia we wszystkim musi być oryginalna, więc to nie krasnolud, to Góral.
A dokładniej Hajer Przodowy.
A pod kubrakiem skrywał pękaty antałek przedniej siwuchy.
I złoto.

- Hej, Ostrouchy - pozdrowił księcia bez odrobiny szacunku.
- Witaj, kurdup... Hordzie - Reikan odpowiedział tym samym tonem. - Czy narada długo potrwa?
- Narada? - prychnął Góral. - Narada?! Hej! To kpiny, a nie narada! Za pół godziny Najwyższa będzie mogła naradzać się sama ze sobą. Przed nami wyszło z sali dwóch lordów, inni też nie chcą poprzeć tej gównianej strategii, a raczej braku jakiejkolwiek strategii! Jeśli Najwyższa nie zwoła Rady Alderii, nie będzie miała z kim rozmawiać... my po porostu zrobimy swoje!
I oni tak “HEJ!” co chwila. Hej!
Bo to po górolsku, panocku.
Widać, jaki szalony posłuch ma ta władczyni - pozazdrościć!

- Długo każą nam czekać? Czy ignorowanie należy do tutejszych sposobów okazywania szacunku ambasadorowi Ferrinu?
Gdyby ambasador Ferrinu łaskawie zapowiedział swoją wizytę, a nie teleportował się nieproszony, to może nie musieliby czekać pod drzwiami, aż łaskawie Najwyższa zwróci na nich uwagę.
Chciałabym zobaczyć buldópy Reikana w kolejce do lekarza na NFZ.
Po prostu ambasadorowi udzieliło się Mersójstwo.
tumblr_mkxcs4pJ2P1qfy5fto1_500.jpg

10 komentarzy:

Wypłosz pisze...

Boleśnie to prawdziwe z wędrowaniem w stylu:
- ...ej, ty wiesz, gdzie idziemy, nie?
- No ja myślałem, że to wy wiecie!
WeddSa'ard zaś brzydki jest w rozczulająco disneyowski sposób. :)

Ukłony

Anonimowy pisze...

Przypadkiem znalezione podczas szukania analizy. Jak widać autorka "Piór w szkarłacie" nie przejęła się krytyką i działa dalej.

https://pl-pl.facebook.com/pages/Feathers-in-Crimson/305631652781358

http://ardea4.wrzuta.pl/obraz/powieksz/7crLaNOzKHd

Pozdrawiam,
Hypnos Nyx

Unga pisze...

Czasem wolno łapie i dopiero do mnie doszło...TO JEST PRAWDZIWA KSIĄŻKA? Jezuniu najdroższy, cały czas myślałam, że to jakieś denne opko... Nigdy nie miałam styczności z twórczością Katarzyny Michalak, choć słyszałam o niej wiele, ale coś takiego? :O W tym momencie pozostaje mi jedynie podziękować bogom, że nie kupiłam Czarnego Księcia, kiedy miałam okazje, bo mój psychiatra by tego nie przeżył

Francesca pisze...

Ostatnio byłam w empiku. Wchodzę w dział fantastyki i co widzę? "Gra o Ferrin". A zaraz obok "Powrót do Ferrinu". No po prostu złapałam Cień Endera i zwiałam.
A analiza jak zawsze cudna. Kwiczałam przy mechanicznych koniach.

Anonimowy pisze...

Boska marmolado, jakie to męczące!! Festiwal bucery nazywany romantyzmem, boCHaterka równie asertywna co inteligentna (czyli niezbyt), konsekwentne ignorowanie zwłok Logiki spoczywajacych w kącie i niejasne przeczucie że może być gorzej.
W sumie pomysł Vivaldiego, że całość to majaki gasnącego umysłu wydaje się tu całkiem niezłym rozwiązaniem. A na pewno bardziej sensownym.
Ejżja

Anonimowy pisze...

"Mijali rzeźby i malowidła przedstawiające wielkie postacie i wydarzenia tego świata.
Tak, bo Anaela na pewno wie, czy bitwa pod Zadupiem Większym jest wielkim wydarzeniem tego świata…"
A to chyba nie taki znowu błąd, skoro narracja jest trzecioosobowa - w tym przypadku chyba narrator jest wszechwiedzący, czyż nie?

A tak w ogóle to na książce (żeby nie nazywać tego powieścią) się nie skończyło. Widziałyście zwiastun Ferrinu? Toto się chyba jeszcze bardziej nadaje do analizy ;). Pozdrawiam ^^.

Yorika pisze...

I ona tak sobie spokojnie jedzie konno z gołym za przeproszeniem dupskiem i dopiero po tych paru dniach marudzi, że jazda ja zmęczyła? Ja po pierwszej lekcji jazdy konnej miałam poważne problemy ze złożeniem nóg razem, a lekcja trwała raptem godzinę.

Siberian tiger pisze...

"Mijali rzeźby i malowidła przedstawiające wielkie postacie i wydarzenia tego świata.
Tak, bo Anaela na pewno wie, czy bitwa pod Zadupiem Większym jest wielkim wydarzeniem tego świata…"
Tutaj częściowo się zgodzę z tym, że to nie do końca błąd. Z jednej strony - po stylu, w jakim obraz został namalowany, można raczej z łatwością poznać, czy to jest wielkie, historyczne wydarzenie (albo znacząca postać - zakładam, że w takiego typu fantasy ważnymi postaciami byliby tylko królowie/arystokraci/kapłani), czy po prostu przaśna scenka z życia chłopów. Ale z drugiej strony, można by to było zaznaczyć, że coś jej podpowiadało, że te wydarzenia to nie scenki rodzajowe z życia chłopów.

Narrator może i jest trzecioosobowy, ale bynajmniej nie jest wszechwiedzący, vide:
" Półmrok i cisza sprawiły, że Karolina poczuła się jak we śnie. Wszystko było takie nierealne: kamienne schody, płomienie w ścianie, elf (elf!) idący tuż za nią. (...)
To nie może być prawda. To nie jest rzeczywiste! Kiedyś, może za chwilę, może za parę dni, wybudzą ją z transu i znów trafi do świata Szarej Śmierci. Do szpitala..." Generalnie ta narracja jest szalenie niespójna.
Fajna analiza, wydaje mi się ciekawsza, niż poprzednia część Ferrinu.

W sumie to zastanawiam się (nie złośliwie, ale na poważnie), dlaczego to zostało wydane. Czy AŁtorKasia ma już tak wyrobione nazwisko, że wydawcy są przekonani o przyciąganiu czytelników? Bo jeżeli nie... to - właśnie, fabularnie i stylistycznie to jest identyczne jak masa opek, jakich tony na różnych forach/portalach internetowych. Nie mówię, że jest tragiczne (powiedziałbym raczej średniokiepskie), tylko po prostu jest cholernie nijakie. Fabularnie - wtórność bije po oczach, nie wiem, na której stronie (już? dopiero?) jesteśmy, ale cały czas nie wybiegło ponad poziom taniego Harlequina; stylistycznie - nieświadome i niekonsekwentne posługiwanie się środkami stylistycznymi sugeruje poziom rozprawki pisanej przez przeciętnego gimanzjalistę.

Anonimowy pisze...

Proszę, nie kończcie... Bo jeśli skończycie analizować Ferrin, to nigdy nie dowiem się, ilu jeszcze buców mieszka w tej krainie, a bardzo nie chciałabym egzystować bez tej wiedzy. ;)

thingrodiel

Anonimowy pisze...

Skąd gif z głową i ołówkiem?