piątek, 4 kwietnia 2014

Jakby Gothic, a jednak Disney, czyli Szef Sekcji Kanapek

Witajcie!

Dziś mamy dla Was coś niezwykłego - bo teoretycznie opko z uniwersum gry Gothic, ale w praktyce - to jednak opowieść o klasycznej disneyowskiej miłości. Z początku mogłoby się wydawać, że fabuła dotyczy wojny z orkami, ale w praktyce - jednak radosnego ryćkania się po kątach. Niby jest jakaś bitwa i trupy, ale także uczta i dziwki. Z samej gry zostało kilka nazw własnych, reszta to… zresztą sami oceńcie co. Indżojcie!

Adres opka: http://zakon-ac.info/forum/viewtopic.php?p=90466&sid=a5a4595ae302fa83294c34ca43dea105

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

"Honor Paladynów"

Witam was serdecznie, bracia i siostry. Chciałbym wam zaprezentować moje opowiadanie, wzorowane na Gothic'u (każdy tą grę chyba zna :D) (ale nie każdy postawiłby apostrof tam, gdzie ty). A więc zapraszam. P.S. - Akcja dzieje się w Górniczej Dolinie więc nie ma tu Khorinis (miasto nazwane od wyspy "Khorinis")
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział I - Bitwa na Wzgórzu.

Garond siedział zamyślony w swej komnacie, gdy nagle wbiegł posłaniec:
- Panie, panie orkowie na wgórzu
Garmond zadrżał. Inwazja orków to dla niego chleb powszedni, ale panie orkowie byli o wiele straszniejszym przeciwnikiem, łączącym wszystko co najgorsze w obu orkowych płciach. Już samo pojawienie się ich w zdaniu sprawiło, że pojedyncze głoski znikały ze słów.
A przecinki skakały jak spanikowane żaby.

- Co?! - powiedział donośnym głosem Garond z właściwą sobie charyzmą i elokwencją.
- Orkowie przełamali obronę, nasi ludzie są martwi. Powbijali ich na pale.
Skoro powbijali martwych to pół biedy; jeśli żywych, to spartaczyli, bo ofiary poumierały im od razu. Tak czy siak, nie świadczy to najlepiej o ich kompetencjach.
Można to też zinterpretować tak, że martwi stali się zombie i powbijali orków na pale - przyznam, że ta wersja najbardziej mi się podoba.

- Szykuj rycerzy, wyruszamy na bitwe!
Ten posłaniec ma ich szykować? Czemu nie stajenny?
Poza tym “szykowanie rycerzy” brzmi jak “daj im obroku i załóż im siodła”...

Człowiek szybko wybiegł z komnaty, pobiegł do kapitana straży i kazał się szykować na bitwę.
Gdzie, z kim, jak, gdzie i na jakim terenie - tego już nie powiedział. Na bitwę i już.

Kilka godzin potem, Namiestnik Garond wyszedł do swych rycerzy i przemówił:
- Drodzy poddani, dzisiaj jest wielki dzień.
Powinien zacząć od "moi mili", brzmiałoby jeszcze bardziej bojowo.
A teraz ogłoszenia parafialne...

To właśnie dzisiaj rozegra się bitwa, która odmieni losy wielu setek.
Ćwiartki i połówki też nie zostaną pominięte!
Aż mi się przypomniała rozmowa usłyszała w monopolowym:
Klient, radośnie: Połówkę poproszę!
Sprzedawca, cierpliwie: ...a czego?
Klient: No jak czego, wódki!
Sprzedawca, z anielskim spokojem: To wiem proszę pana, ale jakiej? Bo ja mogę dać panu taką za 70 złotych albo tańszą.
Klient (przez radosne opary procentów przebija nagłe spanikowanie): Jezu, nie, normalną jakąś...

Czy jesteście gotowi, by w razie potrzeby zginąć dla króla? Bo jak nie, to wiecie, możecie poczekać do następnej bitwy. No pressure.
W ogóle to bardzo optymistycznie ich nastawia. Ma postawę jak student pytający przed egzaminem, kiedy jest poprawa.

- Jesteśmy - krzyknęli równo wszyscy żołnierze.
- Ciesze się, mógłbym rzec, iż napawa mnie to umiarkowanym optymizmem. Do BOJU! -
Drodzy Czytelnicy, czyż nie jest to najmniej motywująca przemowa w historii motywujących przemów?

wyciągnął miecz, i ruszył w stronę bramy.
Używając przecinka jako tarczy.
On chce się bić:
- idąc pieszo, a nie jadąc dumnie na koniu
- ...bić się z bramą?

Gdy przez nią brzebiegli, czym prędzej ruszyli na pole bitwy.
Pole bitwy zostało wczoraj przy pomocy delegacji orków komisyjnie wyznaczone i odgrodzone żółtą taśmą. Tuż za nią już snuli się gapie i sprzedawcy pamiątek.
Ale to dość zaskakujące, że ruszyli na pole bitwy. Mogli przecież na przykład zmylić wroga i ruszyć zbierać poziomki w lesie.

Orkowie się ich spodziewali, więc gdy ich tylko zobaczyli rzucili się do bitwy.
Czyli wyszli na ring z przeciwnego narożnika.
Czemu mam wrażenie, że w tym opku "bitwa" to jakiś event, do którego przyłącza się logując w odpowiednim miejscu?

Garond wraz z ludzmi, byli gotowi oddać życie, byle tylko nauczyć się poprawnie stawiać przecinki? miasto poza doliną było bezpieczne.
Mogliby odnieść lepsze skutki, gdyby byli jednak nastawieni na skopanie orkom tyłków, a nie na oddawanie życia. Może to polscy paladyni?

Walka się zaczęła! Garond wraz z 5-cioma ludźmi, ruszył w stronę namiotu dowódcy orkowej armii.
Lol, ten namiot stał na polu bitwy, czy może orkowie przyjęli bitwę w swoim obozie?
I skąd on w ogóle wiedział, gdzie jest namiot dowódcy? Miał jakiś specjalny kolor albo napis, czy może unosiła się nad nim wielka czerwona strzałka z opisem “Dużo expa można zrobić TU”?
No i kto dowodził ludźmi, podczas gdy Garond zabawiał się w asasyna?

Gdy byli coraz bliżej, wszyscy orkowie rzucili się w stronę tego jakże małego oddziału, jednak inni żołnierze to zobaczyli, więc postanowili obstawić oddział dowódcy.
Coo.
Rozumiem, że ta bitwa wyglądała tak, że dwie armie się naparzały bezładnie, podczas gdy Garond sobie pomykał krokiem spacerowym w kierunku namiotu, nie niepokojony przez nikogo - do momentu, gdy orkowie uznali, że jednak fajnie byłoby go powstrzymać, na co ludzie - po burzliwej naradzie - powiedzieli "oh no you don't". Znakomita strategia! Tylko czemu rycerze od początku o niej nie wiedzieli, żeby mogli np. odwrócić uwagę wroga?
Może namiestnik bał się zdrajcy w swoich oddziałach?

Namiestnik, jako że miał dwa nagie miecze, jeden wbił w jednego orka a drugi w drugiego? dwuręczny wyciągnął w biegu i ruszył dalej.
Zgodnie z prastarą namiestnikowską zasadą, że miecze są jednorazowe i po celnym ciosie należy je wyrzucić.

Garond podczas biegu, widział jak orkowie zabijają większość ludzi. Został tylko jego mały oddział składający się z najlepszych ludzi (ta 5-tka).
Wow, dzięki za przypomnienie. Pisałeś o tym całe cztery zdania temu.
Mają teraz szalone szanse na wygraną. (A on tak biegnie i biegnie, że oczami wyobraźni widzę go z piłką futbolową; a ten oddział dookoła osłania go, żeby dobiegł do bramki przeciwnika.)

Mocno się wkurzył (no ja myślę!), więc gdy byli przy namiocie, kazał się rozejść ludziom, i sam ruszył wprost na dowódce, włączając w tle jakiś patetyczny kawałek, żeby klimatowi sceny Ostatecznego Starcia stało się zadość.
No i - może gdybyś swoimi ludźmi dowodził, nie zostali by wyrżnięci, baranie. I co ma zrobić ta jego obstawa pośrodku wrogiego obozu? Zacząć piec pianki przy ognisku?
Ewentualnie mogliby go bronić przed orkami, które przynajmniej w teorii powinny już ich kąsać w tyłki - jednakże to i tak nie ma sensu, bo co zrobi pięciu przeciwko całemu oddziałowi?

Zabił strażników, wbiegł do namiotu i rzucił miecz w orka. Padł na ziemie.
Miecz? Ork? Garond? Sens? Namiot?

Podszedł do niego, i już chciał go dobić lecz nagle ork się odezwał:
- Ja być tylko sługa! Mój pan nie mieszkać na ta... - po czym padł martwy.
Ostatkiem sił odhaczając na Liście Rzeczy Do Zrobienia Przed Śmiercią pozycję "Udzielić protagoniście ważnej informacji, ale umrzeć przed powiedzeniem czegokolwiek konkretnego, najlepiej w połowie słowa".
- Na Ta...hiti? Na Ta…jwanie? - zastanawiał się dowódca.
E, małą literą było. Może na tapczanie?

Gdy orkowie zobaczyli jak ich wódz jest martwy, zaczeli uciekać.
Mimo że wygrali bitwę. I że w każdej chwili mogą zabić wrogiego dowódcę. Jakże wygodnie.

Garond zebrał resztę żyjących ludzi, i ruszył do zamku. Chwilę potem byli na miejscu.
Rozumiem więc, że bitwa toczyła się tuż pod murami. A orkowie nie mogą zatem wezwać posiłków i rozpocząć oblężenia, gdyż…?
Gdyż zostali tak oskryptowani, żeby po stracie dowódcy przejść od razu do panicznej ucieczki.

Rycerze zebrali się, i stworzyli biesiadę (taa, a ja przed chwilą stworzyłam budyń) (wiesz, trzech ludzi tworzy nielegalne zgromadzenie, a trzech rycerzy - biesiadę) z okazji wygranej. Zaś Garond poszedł do swej komnaty, i zaczął myśleć:
Ale dopiero po dotarciu do komnaty. Garond gardził wielozadaniowością i nigdy nie szedł i myślał jednocześnie.

- Jeśli nie on jest wodzem, to kto? Co oznaczały słowa: "Mój pan nie mieszka na ta..."? Co on chciał powiedzieć?..
Z pewnością dawał ci do zrozumienia, że mu obrodziły rzodkiewki w tym roku.


Rozdział II - "Wyglądała jak anioł"

Minęły dwa tygodnie od pamiętnej bitwy na wzgórzu,
To tam było jakieś wzgórze?
Narrator najwyraźniej uważa, że jeśli chodzi o nakreślenie miejsca akcji, najlepsza jest zasada "lepiej za późno niż wcale".

gdzie Garond stracił większość ludzi... Nadal zastanawiał się co oznaczały słowa tamtego orka…
I nie mógł wysłać szpiegów albo kogoś takiego? Czy czekał na objawienie?
Przez dwa tygodnie mężnie poświęcał całą swą aktywność rozwikłaniu tej straszliwej tajemnicy. Z przerwami, co prawda, bo musiał czasem wychodzić do toalety.

W tym czasie wysłał list do Lorda Hagena, namiestnika miasta Khorinis, by ten wysłał posiłki.
I tak się właśnie stało. Tego dnia jeden z żołnierzy wpadł zdyszany do sali tronowej:
Może czas potrenować trochę żołnierzy, żeby nie dostawali zadyszki od krótkiego biegu przez zamek?

- Panie, przybyły posiłki z Khorinis.
- Otwórzcie im bramy... - odpowiedział Garond. Żołnierz szybko wybiegł, poszedł do sali z dźwignią, i podniósł bramy.
 http://25.media.tumblr.com/5e9063d871334b7051df4952028f435d/tumblr_msu0xc11mg1rjcfxro1_500.gif
Szalone muszą mieć te bramy, skoro dźwigniom daje radę jeden koleś.
Może właśnie mają jakieś supernowoczesną hydraulikę i wystarczy wcisnąć jedną wajchę?

W tym samym czasie, gdy wojska wkraczały do zamku Garond ubierał swoją uroczystą zbroje.
Zakładał jej dopasowaną suknię z łososiowej tafty, długie rękawiczki i maleńki toczek ozdobiony różową muffinką z wisienką na czubku. Żołnierze zgodnie postanowili tego nie skomentować, bo ostatnim razem przez ich uwagi Garond zamknął się w szafie i nie chciał wyjść.

Gdy był gotowy, zszedł na dół i czekał na dowódce posiłków.
Ja przepraszam, ale wizualizuje mi się jakiś Szef Sekcji Kanapek.
Podpułkownik Camembert, dowódca Batalionu Tostów.

Ku jego zdziwieniu była to kobieta o imieniu Ira, która podawała się za córkę Hagena.
Czy narrator właśnie walnął nas spoilerem po głowach?

Wyglądała jak Anioł.
Czy w universum Gothica były anioły…?

Garond był nią oczarowany, więc od razu przeszedł do rozmowy:
Aż strach pomyśleć, do czego by przeszedł, jakby mu się nie spodobała.
Do kuchni?

- Witaj pani. Rozgość się w tych skromnych progach... mego zamku.
- Dziękuje. - odpowiedziała Ira. (...)
Wieczorem Garond urządził ucztę, na której nie zabrakło córki Hagena.
Czy oni tam nie toczą, nie wiem, wojny? Może za chwilę zrobią sobie nasiadówkę przy ciastkach i będą się wymieniać lakierami do paznokci?

Biesiada trwała znakomicie. Nie zabrakło tańców, alkocholu (i cherbaty z cukrem), żarcia i dziw*k.
Dziw-gwiazdka-k. Pozwólcie, że dam to skomentować Spike’owi, on miał głowę na karku:
 http://media.giphy.com/media/LOo8AtQfs5RsI/giphy.gif
Oraz: dziwki na uczcie, bardzo… dostojnie.
Może w charakterze posiłku?

Nawet sam Kapitan, pokonał lęk i zaprosił wychowankę Hagena do tańca. Ta z wielką przyjemnością się zgodziła. Wyszli na środek i zaczęli... poruszać się w rytm muzyki.
Czyli chcieli tańczyć i… zaczęli tańczyć. Wow.

Cała ludność zamku w jednej chwili zrobiła wielki okrąg, i zaczęła oglądać taniec.
Nie no, krwa. Nie zdzierżę. Powiedzcie, że też zobaczyliście to:
 http://2.bp.blogspot.com/-snkScJ9kU8k/UxcbgRyAnuI/AAAAAAAACtg/KIB0a7fKbQM/s1600/9_Shake-What-Ya-Disney-Gave-Ya.gif

Nie da się zobaczyć niczego innego.

Tego wieczoru coś zaiskrzyło pomiędzy nimi. Gdy minęła muzyka, Garond wraz z Ira podeszli do ogniska, i zasiedli.
Na tym ognisku.
Gdzie to się dzieje? Na dziedzińcu, przed zamkiem? Ale oni wiedzą, że wtedy warunki do eleganckich tańców były w takich miejscach raczej mierne?

Kilku rycerzy przyszło także do ogniska, ogrzać się jak przy koksowniku i rozsiedli się koło nich. (...) Biesiada trwała do samego rana. Garond poszedł do swej komnaty i położył się. Ira też ruszyła ku swej, jednak pomyliła się, i weszła do komnaty Lorda…
Taaak, pomyliła się! Bo przed drzwiami komnaty dowódcy nie było żadnych strażników, a jej nie towarzyszyła żadna służka, chociażby po to, żeby pilnować, by jej pani godnie reprezentowała swoje miasto. Nie, nie było nikogo.
Założę się, że za moment "przez pomyłkę" wejdzie mu do łóżka, a potem "zupełnym przypadkiem" wskoczy mu do majtek. Co za niesłuchane zbiegi okoliczności.

Alkohol tak jej strzelił do głowy, że aż nie zobaczyła śpiącego Garonda…
A potem w pijanym widzie tak niefortunnie upadła, że wbiła się prosto na “dzidę” szanownego dowódcy...
 http://media.tumblr.com/tumblr_m6td42VbFk1qcwic6.gif
Ta, wbiła się… a potem jeszcze raz i jeszcze...

Położyła się koło niego. Minęło pół dnia, gdy dziewczyna wraz z dowódcą się obudzili.
A nie przyszła wcześniej jakaś służba, żeby ich obudzić? …czy coś?
Dziewczyna? Odmłodniała przez te kilka akapitów?

Byli strasznie zaskoczeni więc zaczęli rozmawiać:
- Czy my.... no wiesz... spaliśmy ze sobą? - zapytała przerażona.
- Raczej nie... chyba... pewnie pomyliłaś komnaty - odpowiedział Garond
Ja wiem, że tyle obrazków, przepraszam, ale:
 http://i31.tinypic.com/2lngzz4.jpghttp://www.flickfilosopher.com/wptest/wp-content/uploads/2012/04/doctorwhofacepalm.gif

Gdy skączyli pogawędkę zakonsili śledzikiem, wstali, i ubrali się.
Oboje totalnie na luzaku, bowiem budzenie się w cudzych łóżkach było dla nich chlebem powszednim i żadne zażenowanie nie miało do nich przystępu. Jeszcze się pewnie wymienili numerami gołębi pocztowych.

Księżniczka przypomniała sobie wczorajszy wieczór, kiedy to tańczyła z lordem, i jak poczuła wtedy "motylki" w brzuchu. Nagle odezwała się:
- Pamiętasz ten wczorajszy taniec?
- Jak bym mógł go zapomnieć... nawet po takiej ilości alkoholu. - odpowiedział ze spokojem.
No, zważywszy że właśnie zastanawialiście się, czy nie pamiętacie czegoś znacznie bardziej emocjonującego…
Może właśnie oboje woleli tego nie pamiętać. ;)

- Wtedy tam, na parkiecie poczułam coś do ciebie... Chyba się zakochałam...
- Też się zakochałem... od pierwszego spotkania…
Pozwólcie, że pozwolę przemówić rozsądkowi:
Anna: Oh well, it was all my fault. I… I got engaged, but then she freaked out because I'd only just met him, you know, that day. And she said she wouldn't bless the marriage, and...
Kristoff: Wait. You got engaged to someone you just met that day?
Anna: Yeah. Anyway, I got mad and so she got mad and then she tried to walk away, and I grabbed her glove...
Kristoff: Hang on! You mean to tell me you got engaged to someone you just met that day?!
Anna: Yes. Pay attention. But the thing is she wore the gloves all the time, so I just thought, maybe she has a thing about dirt.
Kristoff: Didn't your parents ever warn you about strangers?!

Gdy to usłyszała, podeszła do niego i go pocałowała... Garond się nie sprzeciwiał temu, ponieważ marzył o tym od początku.
 http://oi42.tinypic.com/29xcd9x.jpghttp://oi43.tinypic.com/35kqww5.jpg
Boru, wszystkiego się spodziewałam po opku do Gothica, ale disneyowskiego tru loff jakoś nie. Pomyśleć, że po tylu latach analizowania wciąż czasem się dziwię.

KILKA TYGODNI POTEM...
Uczucie pomiędzy Irą a Garondem rosło z dnia na dzień.
Ej, narratorze, a co z tymi orkami? Pamiętasz o nich w ogóle?

Pewnego dnia, nie zmieściło się w murach zamku Lord zamku zapukał do drzwi, i wszedł. Ira leżała na łóżku tylko w bieliźnie…
W seksownym gieźle i płóciennych gaciach typu one size, związywanych sznurkiem.

- Eeee... możemy porozmawiać?
- Jasne, chodź bliżej - odpowiedziała Ira. Tak też uczynił. Podszedł bliżej klękł, wyciągnął (a nie wyciągł?) pierścionek, i zapytał?
- Wyjdziesz za mnie księżniczko Iro, córko Hagena?
Dlaczego aŁtorzy obojga płci przyjmują za pewnik, że oświadczyny wyglądają tak samo w każdym uniwersum?

Nie spodziewała się tego liczyła na proste rypanko, a tu takie buty lecz odpowiedziała:
- Tak... wyjdę za ciebie... ale pod warunkiem że otrzymasz błogosławieństwo od mego ojca.
Bo na ryćkanie i ewentualnie spłodzenie potomka pozwolenia nie trzeba.

- Dobrze.. Już wysyłam posłańca…
Posłańca? O lol, dobrze, że nie kazał księciu, by to on tutaj przyjechał.

- Nie.. chce byś sam się tam udał...
- Wedle życzenia pani…
Czemu oni… mówią tak dziwnie...

Garond założył pierścionek sobie na palec?, wstał, pocałował Ire i wyszedł. Poszedł szybko do swej komnaty by się przygotować...

Koniec rozdziału II
I koniec opka zarazem, bo Pisak porzucił je i przeszedł od razu do kontynuacji.

http://forum.zakon-ac.info/viewtopic.php?f=12&t=6072

Gothic - Ostatni Bastion

Prolog
Akcja dzieje się 20 lat po "Honorze Paladynów"
Tak, to nie jest dopisek odautorski - to narrator brawurowo przebija się przez czwartą ścianę już w pierwszym zdaniu.

Syn jednego z szlachciców poległych wówczas w bitwie o zamek teraz pracuje w karczmie "Pod kozim ogonem"
Karczma z pewnością była jednym z tych miejsc, gdzie - cytując pana Zagłobę - i osiedzieć się tam niełatwo, i wychodzić niepolitycznie.
Młody szlachcic pracuje w karczmie? Ojciec go wydziedziczył, czy co?

Zbliża się świt, gdy Connor przychodzi by posprzątać po wczorajszej zabawie - było wesele.
Uuu, kiepskie musiało być to wesele, skoro o świcie można już sprzątać po imprezie.
Chyba że wódka była taka mocna, że już koło północy wszyscy popadali jak muchy.

Syn Garonda - sławetnego obrońcy zamku w górniczej dolinie, który poległ wraz z swoją żoną 2 lata po urodzeniu się syna w bitwie ostatecznej.
Yyy… syn urodził się w bitwie (ostatecznej!) - zapewne wyskakując w pełnym rynsztunku z kałuży krwi bratniej, bo w takich okolicznościach inaczej po prostu nie wypada - a jego rodzice polegli dwa lata później w tej samej bitwie. Seems legit.
Syn wyłonił się ze spienionej krwi wroga niczym rzeźnicza wersja Afrodyty wyłaniającej się z morskiej piany.

Chociaż zamek upadł, a miasto jest oblężane, wszyscy żyją jak gdyby nic.
Bo miasto jest oblężane, a nie oblężone. Orki obsługujące taran naoglądały się za dużo pornosów ze stosunkiem przerywanym i teraz myślą, że tak trzeba. Mieszkańcy miasta (jakiego?) już dawno przeszli nad tym do porządku dziennego.
I tylko czasem zjadają kogoś z obywateli, jak zaczyna brakować im jedzenia.

Dzięki drodze morskiej mają dużo żywności.
Obleganie tylko od lądu miasta z dostępem do morza po prostu musi się udać.
To tylko orkowie, nie wymagajmy od nich zbyt wiele.

No ale wróćmy do głównego bohatera!
Jasne, narratorze. Co tam będziemy sobie zawracać głowę jakimś nakreślaniem realiów świata przedstawionego, that's soo 19th century.

Connor kończył właśnie sprzątanie gdy wszedł Horlok (syn Garonda).
Ten dopisek w nawiasie jest uroczy, zupełnie jakby narrator uważał, że wyjaśnianie, kto jest kim, jest nieco obsceniczne i nie powinno znajdować się w narracji.
Dobrze więc, że nie “Horlok, s*n Garl*nda”.

Ej ty! Widziałem cię wczoraj jak gapiłeś się na moją żonę!
Co? Ja nic nie zrobiłem! tłumaczył się nasz bohater.
Chyba twój, narratorze. I co to za bluźnierczy zapis dialogów?

Jednak to nie działało. Horlok był chorobliwie zazdrosny, więc chwycił najbliższą butelkę i zaatakował Connora.
Poważnie? Syn paladyna, bohatera wojennego i tak dalej gania z tulipanem za kolesiem sprzątającym w karczmie? I to w dodatku w kilka godzin po rzekomym "gapieniu się"? Oj, ktoś tu właśnie został typowym opkowym badguyem.
Może ktoś czegoś dosypał do gorzałki, jaką tu serwują…?

Zdzielił go po głowie, i gdy ten upadł zaczął się śmiać.
Ani chybi z umieszczenia przecinka akurat w tym miejscu.

Jeszcze raz coś takiego zrobisz, to cię zabije skurwielu! groził mu.
Skurwielu, czymkolwiek było, musiało budzić strach w sercach wrogów.

Al... nie dokończył. Dostał z buta w twarz, i zemdlał.
Uwielbiam wrzucanie w tekst kolokwialnych zwrotów jak "dostać z buta".
Ciesz się, że narrator nie stwierdził, że “dał mu z liścia”.
Nadają narracji dodatkowego realizmu i dramatyzmu zarazem.
Nie, poważnie, nie róbcie takich rzeczy.

30 komentarzy:

Dersei pisze...

Gothic, moja ulubiona gra :) Na szczęście jestem odporny na niszczenie różnych uniwersów przez opka.
I tak, w Gothicu nigdy nie istniały anioły, są tylko demony, ale do pięknych nie należą. Aha, i Hagen nie był żadnym księciem (w Myrtanie w ogóle nie ma książąt), tylko lordem, więc podejrzewam, że ałtor niezbyt się przyłożył do grania, a przynajmniej czytania dialogów.
Gratuluję świetnej roboty, czytam już od dawna, ale jakoś nie było okazji skomentować. Przy okazji, zamierzacie kontynuować Ferrin? :)

Yorika pisze...

Ile lat ma autor? Przy całej mojej sympatii dala analizatorek i PLUS-a, mam wrażenie, że tym razem skopano szczeniaczka.

szerpa pisze...

Osz kur*czę, to chyba faktycznie pisał jakiś dzieciak, bo fabuła i sposób pisania na poziomie wypracowania szkolnego... i to takiego raczej na słabe 3. I jeszcze to wygwiazdkowanie dziwek, ale skurwiela już nie - ciekawa interpretacja stopnia wulgarności słów...
I dzięki za Doktorów :D - love you!

PV pisze...

Hehe... Ostatnio przeglądałem swoje zapiski z lat dziecinnych. Pisałem wtedy również opka o tematyce gothicowej, ale - choć były to wciąż opka - prezentowały się lepiej niż to coś, a miałem wtedy bodaj 10-11 lat. Niemniej widzę te same błędy u autora, co i u mnie - skłonność do braku opisów i dosłowne cytowanie tekstów z tej skądinąd genialnej gry.

Lenn pisze...

Uwielbiam Wasze gierczane analizy. :*

Lubię Kebaba pisze...

Super analiza, tydzień temu tutaj trafiłam i nie mogę oderwać się od bzdurnych opków i trafnych komentarzy! Podpułkownik Camembert, dowódca Batalionu Tostów rządzi! xD
Mam nadzieję, że głupota i brak logiki u Ałtoreczek nie spowoduje u was załamania nerwowego i będziecie pisać zabójcze analizy ^-^

Kilof pisze...

Jesteście świetne! Czytam wasze analizy już od bardzo długiego czasu, ale do tej pory nie komentowałem - po prostu turlałem się po podłodze z zakwiku. Dzięki wam ja też postanowiłem zostać analizatorem :) Pozdrawiam, Kilof.

kilof-analizuje.blogspot.com

Anonimowy pisze...

Urocza całość!
I przemówienie i bicie się z bramą i z buta....

Lubię"historyczne" opka.

Chomik

sowa101 pisze...

Mnie najbardziej rozbawiły: miłość od pierwszego spotkania i epicki plan wygrania bitwy w pierwszej części. Mam nadzieję, że autor nie skończył podstawówki. Wizja, że takie teksty piszą gimnazjaliści lub osoby jeszcze starsze mnie przeraża.

Anonimowy pisze...

Czuję się wykluczona. Narrator założył, że wszyscy znają grę Gothic. Tylko ja jedna jakoś nie. :(
Analiza piękna. I ja też ujrzałam oczyma duszy swojej scenę ze śpiącej królewny. :D

thingrodiel

Hoshi pisze...

Piękna analka <3
Mam prośbę. Mogłybyście odpowiedzieć? Wysłałam Wam wiadomość, na adres, który podłyście i mija tydzień od napisania. A jak mi się zbiorą pytania, to pewnie wyślę następnego. Bardzo proszę :*

*radośnie wraca do czytania i delektowania się analizą*

Caremey pisze...

O w mordę, zniosłam profanację wielu uniwersów, ale takiej zbrodni na Gothicu zdzierżyć nie mogę. Nie myślałam nigdy, że ktoś mógłby wpaść na to, by do TEJ gry wrzucić disnejowską księżniczkę. Toż to toporne, niemieckie fantasy jest, nie wiem nawet, czy w całej sadze choć raz pada słowo "księżniczka" (chyba, że jako obelga :D).
Niech cię Beliar pochłonie, aŁtorze!

Remia pisze...

Zazwyczaj mam problem z opkami do gier, bo nie mam odniesienia. Gram w zupełnie inne gry chyba niż reszta internetów. Tym razem czytało mi się świetnie, chociaż nie znam realiów gry.
Z ciekawości zapytam, czy przekręcanie imienia pana na G było celowe, czy nie? Pytam, bo już na początku zdziwiłam się, że bohater nie był "Garmond" tylko "Garamond" (jakieś zboczenie mam na punkcie tego fontu). Chyba przez całe opko nie przeczytałam jego imienia poprawnie, co jest szczególnie bolesne, że zauważyłam, że tak się nazywała oryginalna postać z gry.
Analiza była cudna, należą się same pochwały.
Remia

Nel pisze...

Co jak co, ale disneyowska miłość kompletnie nie pasuje do Gothica. Wolałabym poczytać o wojnie z orkami.
Analiza oczywiście świetna :D

Anonimowy pisze...

To ja się spytam poza tematem - czy wiadomo, kiedy będzie dostępny nowy BookRage?
Hypnos

Anonimowy pisze...

Analiza zacna, ale mimo wszystko ciekawiej czytało się o Anaeli. Będziecie jeszcze kontynuować Ferrin?

Pigmejka pisze...

Cieszymy się, że analiza się wam podoba!

Ferrin oczywiście zamierzamy analizować dalej, spokojnie. Po prostu potrzebujemy na niego nieco więcej czasu. ;)

@Hypnos - Book Rage powróci już niebawem! O wszystkim będziemy informować na bieżąco - od siebie mogę tylko powiedzieć, że pakiety w najbliższych miesiącach zapowiadają się naprawdę interesująco!

Anonimowy pisze...

A ja za to poproszę mniej Ferrinu, a więcej "gierczanych" opek. Wizja dowódcy, który do armii zawodowych zabijaków zwraca się per "drodzy poddani", zrobiła mi dzień.

Ta scena bitwy w ogóle mnie fascynuje. Otóż dowódca zamku właśnie się dowiedział, że Orkowie nadciągają, przełamali obronę. Zamyka bramy, zbiera wojsko, zajmuje mu to parę godzin(!). W tym czasie Orkowie nie próbują wykorzystać elementu zaskoczenia, tylko grzecznie wbijają śledzie, żeby dowódca miał dach nad głową. Zawsze mi się wydawało, że w orczej naturze leżałoby raczej pójście za ciosem i szarża na zamek, w którym wszyscy biegają w panice i dopiero co zbierają się na dziedzińcu, ale może Orki z Gothica wolą takie podchody. No ale dobra, może Orkowie woleli lub byli zmuszeni do oblężenia zamku. I co robi pan Namiestnik? Otwiera bramy i rusza na bitwę. Opuszcza dobrze broniony, pełen zapasów zamek, żeby stawić czoła wrogowi w kret... wróć, honorowy sposób. No ale dobra, może wylazł na wieżę, spojrzał na Orków i stwierdził, że da radę z palcem w dowolnym, swoim bądź cudzym otworze cielesnym, a czekać nie warto, bo a nuż Orków przyjdzie więcej i wtedy dopiero będzie problem.

Bierze więc pan Namiestnik rycerzy - armię zawodowych zabijaków, szkolonych od małego do wojaczki - do których zwraca się per "drodzy poddani". W myślach pewnie określa ich "moi milusińscy". Bierze i atakuje wrażą armię. Jego misterny plan polega na tym, że gdy wszyscy będą się naparzać, to mała grupa przedrze się przez linie wroga do namiotu, gdzie przebywa dowódca Orków. Bo, jak powszechnie wiadomo, dowódcy Orków są contractually obligated do siedzenia w namiocie i nie mogą nawet wyjść się odlać, a co dopiero brać czynny udział w bitwie. No, ale może Orki z Gothica tak mają. Gdy już grupa dotrze na miejsce, Namiestnik każe wszystkim rozejść się, a sam bohatersko wejdzie do środka i zabije przywódcę wrażej armii. Nastąpi tzw. "efekt Saurona" i wszystkie Orki uciekną w popłochu.

Plan oczywiście jest tak doskonały, że kończy się powodzeniem. Co prawda bitwę po stronie ludzi przeżywa tylko sześć osób ("Garond podczas biegu, widział jak orkowie zabijają większość ludzi. Został tylko jego mały oddział składający się z najlepszych ludzi (ta 5-tka)"), ale śmierć dowódcy tak wstrząsa Orkami, że cała pozostała przy życiu armia pierzcha na widok sześciu megawymiataczy.

Bohater jest jednak skromny. Po tej jakże wspaniałej wiktorii urządza ledwie popijawę, choć zasłużył na tryumf godny Cezara.

Golemowiec

Anonimowy pisze...

Golemowiec, teraz to ty mnie zrobiłeś dzień. XDDDD
Ja nie mam nic przeciwko dalszej analizie Gry o Ferrin, bo widzę, że arcydzieUo wspaniałe i na pewno dostarczy nam jeszcze niejednej radości. A kto wie, jak tam jakiś przystojny dowódca wypali do swej armii? Może nie gorzej niż u zanalizowanego powyżej pismaka.

thingrodiel

Babatunde Wolaka pisze...

"Panie, panie orkowie na wgórzu"
Panie orkowie były tak niemiłosiernie wojownicze, że zajęły wgórze, czyli najwyraźniej jakiś obszar wyciosany we wnętrzu góry, i nawet honor paladynów okazał się dla nich za mały.

"- ...bić się z bramą?"
Skądże znowu, zachciało mu się zostać nowym Bolesławem Chrobrym, który, jak wiadomo, w Kijowie uderzył w nieistniejącą Złotą Bramę nieistniejącym mieczem Szczerbcem.

"Czemu mam wrażenie, że w tym opku "bitwa" to jakiś event, do którego przyłącza się logując w odpowiednim miejscu?"
Historia zna przypadki mocno zrytualizowanych bitew, np. w Etiopii.

"I skąd on w ogóle wiedział, gdzie jest namiot dowódcy? Miał jakiś specjalny kolor albo napis, czy może unosiła się nad nim wielka czerwona strzałka z opisem “Dużo expa można zrobić TU”?"
Wszystko na raz :P Poza tym było wokół niego najwięcej ludzi wbitych na pal.

"Wyglądała jak Anioł.
Czy w universum Gothica były anioły…?"
Sądząc po wielkiej literze, wyglądała jak Stanisław Anioł.

"Nie zabrakło tańców, alkocholu (i cherbaty z cukrem), żarcia i dziw*k."
Wygwiazdkowywanie: you're doing it wr*ng.

"Uczucie pomiędzy Irą a Garondem rosło z dnia na dzień.
Ej, narratorze, a co z tymi orkami? Pamiętasz o nich w ogóle?"
Orkowie też rośli z dnia na dzień. Panie orkowie miały w tym szczególny udział.

"Bo na ryćkanie i ewentualnie spłodzenie potomka pozwolenia nie trzeba."
No bo małżeństwo w systemie (para)feudalnym to jest poważna sprawa, polityka!

Karczma "Pod kozim ogonem" nosi nazwę prawie równie udaną, co gospoda "Pod Zerżniętą Elfką" (©Kura)

"Connor kończył właśnie sprzątanie gdy wszedł Horlok (syn Garonda)."
Zaraz, zaraz. Ja z tego rozumiem, że obaj byli synami Garonda...

Borówka pisze...

Kocham analizy takich pociesznych opek! W sam raz na odprężenie po Ferrinie :P

Anonimowy pisze...

Wow. Analiza świetna, opko straszne. ;D
Hej, macie kiedyś zamiar zanalizować jakieś yuri? Przeczytałam prawie wszystkie analizy i na żadne nie natrafiłam... :[

Lamparcik

Kahairel pisze...

"Usłyszana w monopolowym" - literówkę macie.
"Pole bitwy zostało wczoraj przy pomocy delegacji orków komisyjnie wyznaczone i odgrodzone żółtą taśmą. Tuż za nią już snuli się gapie i sprzedawcy pamiątek." No, to prawie jak pole bitwy z Suburban Knights (jeśli nie znacie, to polecam ;) )
Analiza oczywiście świetna, czekam na ciąg dalszy Ferrinu.

Anonimowy pisze...

A nie naszła was kiedyś chęć dzika zanalizować coś z radosnej tfu!rczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej? Skoro Michalag się oberwało, a to równie udana aŁtorka.

t.

Anonimowy pisze...

Dość często spotykam się z tym typem opek, serio.
Yorika- to nie koniecznie jest kwestia wieku. Kiedyś natrafiłam na autorkę opka w fandomie pewnego anime, która pisała jak 13-nastolatka. Okazało się, że dziewczyna jest już po studiach... Także nie tak łatwo ocenić z kim mamy do czynienia póki nie poznamy bliżej autora.

Takie opka często popełniają osoby, które nie zapoznały się dobrze z książką/grą i postanawiają improwizować zamiast zrobić research (w przypadku fantastyki research zajmuje sporo czasu jeśli chce się stworzyć postać, która nie narusza canonów i fabułę, która ma sens w odniesieniu do całości świata wykreowanego w danej grze/przez danego pisarza). Wychodzą z tego naprawdę dziwaczne twory. Pierwsze co mi przychodzi tutaj na myśl to Historia Upiorów Pierścienia autorstwa Sethariel. Gdybym miała talent analizatorski, wzięłabym ten twór na warsztat bo opko aż się prosi o analizę. A-A-Amazonki w...w Śródziemiu- co ja paczę?! W gratisie autorka dodaje jeszcze mocno naciągniętą historię Śródziemia, Króla Czarnoksiężnika lecącego na wszystkich wokół (łącznie z Glorfindelem) i stereotypy na temat plemion.

Anonimowy pisze...


"Syn jednego z szlachciców poległych wówczas w bitwie o zamek teraz pracuje w karczmie "Pod kozim ogonem"
Karczma z pewnością była jednym z tych miejsc, gdzie - cytując pana Zagłobę - i osiedzieć się tam niełatwo, i wychodzić niepolitycznie.
Młody szlachcic pracuje w karczmie? Ojciec go wydziedziczył, czy co? - Nie jest dobrze kiedy autor wykazuje się brakiem znajomości realiów już w drugim zdaniu prologu :/. To strasznie popularny motyw w opkach ostatnio- biedny szlachcic tudzież szlachcianka, zmuszony/na do pracy wśród prostego ludu.

"Chociaż zamek upadł, a miasto jest oblężane, wszyscy żyją jak gdyby nic." - nie wiem czy się śmiać czy płakać. To zdanie nawet nie wymaga komentarza...

"Dostał z buta w twarz" - jak ja uwielbiam kiedy autor umieszcza w
opisach kolokwialne słownictwo, które nijak się ma do stylu całości :D.

Siberian tiger pisze...

Podpisuję się pod tym stwierdzeniem: "Przy całej mojej sympatii dla analizatorek i PLUS-a, mam wrażenie, że tym razem skopano szczeniaczka."
Też mam takie nieodparte wrażenie, z tym całym "drodzy poddani" (trochę jak nauczone przez dziecko "szanowni panowie" z nieudaną próbą stylizacji), romantycznie-Disneyowskim uczuciem między bohaterami, nieznajomością skutków nadużycia alkoholu ("Alkohol tak jej strzelił do głowy, że aż nie zobaczyła śpiącego Garonda…" - takie rzeczy to tylko u Disneya), te "motylki w brzuchu", imho sporo takich właśnie dziecięcych nieporadności językowych. Generalnie, jeżeli już zostałbym zmuszony do oceniania tego, to raczej bym (dość protekcjonalnie) uznał za opowiadanie (zabawnie) ujmująco naiwne niż drażniąco niepoprawne pod względem literackim.

Pirat pisze...

Miałam styczność z autorem (zamurowało mnie, jak zobaczyłam, co analizujecie - pierwszy tekst, który znałam wcześniej i nawet skomentowałam! *dumna z siebie*) i raczej mogę powiedzieć, że "szczeniaczkiem" nie jest - w profilu widnieje wiek lat 19, sam chłopak nie sprawiał wrażenie młodszego. (;

Siberian tiger pisze...

W takim razie należało się:)

Darth Virax pisze...

Wiem, że dwa lata za późno, ale i tak to napiszę:
Tak, brama w zamku w Górniczej Dolinie była otwierana jedną dźwignią. W piątym rozdziale Gothica 2 dało się nawet wpuścić orków do zamku, by wybili paladynów. Ale opka nie bronię. Co AŁtorowi w ogóle strzeliło do głowy?!