piątek, 21 marca 2014

To chyba już nie jest Australia, czyli “Gra o Ferrin”, cz. 2



Witajcie!

Przypominamy, że jeśli chcecie zobaczyć analizatorki na żywo i posłuchać, jak rozmawiają o głupotach, które ludzie wypisują w opkach, blogaskach i drukowanych książkach, wpadajcie na Pyrkon - a konkretniej na niedzielny panel “Między hejtem a krytyką”. Będą też Szprota i Kura z biura z Niezatapialnej Armady!

Przypominamy też, że wciąż możecie za co łaska dorwać pakiet książek Grabińskiego - klik!

A teraz - wstępniak właściwy. W tym tygodniu kontynuujemy przygody Karoliny - Anaeli w magicznym świecie, który zamieszkują aborygeni-kanibale, kiczowaci badguye i krwiożerczy mech. Mamy tu brawurowe sceny walki przy użyciu ciosów z dupy, elfickiego chibi-księcia i kurtę, która jest koszulą, która jest bluzą. Najwyraźniej to jedno i to samo.
Przygotujcie się i trzymajcie mocno, bo będzie się działo.
Miłego!
Zanalizowali: Pigmejka, Kalevatar, Vivaldi, Szprota, Serenity i Nin.

[Bezsensowna rozmowa pomiędzy imć Sellinarisem a jakimś Vervainem poprzedzona przydługawym opisem tego drugiego. Z rozmowy wynika tylko, że w jakimś lesie pojawił się jakiś portal i wszyscy chcą mieć to, co ów portal wypluł.]

Kostyczne palce (albowiem palce te same w sobie były złośliwe i uszczypliwe) chwyciły małego nietoperza.
[Nietoperze służą tu za gołębie pocztowe.]
image07.jpg
Z pewnością mają nietoperki taki udźwig, że ho ho. Wybornie sprawdzają się do przesyłania wszystkich pilnych wiadomości, o ile trzeba nadawać je w nocy.Może miały okularki a’la Riddick?

Zwierzątko obudzone dmuchnięciem w mordkę rozejrzało się dokoła półprzytomnym wzrokiem, po czym przetarło oczy i nasadziło na nos okulary, patrząc już uważnie i przytomnie i szarpnęło, gdy człowiek mało delikatnie próbował zacisnąć tulejkę na cienkiej nóżce. Tulejka spadła na podłogę i potoczyła się pod stół. Vervain zgrzytnął zębami i jednym ruchem dłoni ukręcił zwierzęciu łebek. Cisnął martwy kadłubek o ścianę.
Powinien jeszcze rozgnieść trupka obcasem (podkutym!), a potem zbrojnie najechać na kolonię nietoperza, zgwałcić mu żonę, a dzieci sprzedać w niewolę. Myślę, że w obecnym stanie rzeczy ów bohater nie jest jeszcze dość kiczowato zły.
Czekamy na żarty o kupie i gazach.
Vervain to tak naprawdę Królowa Kier z Krainy Czarów. W wolnych chwilach gra w krokieta.
Być jak Ozzy Osbourne (tylko taniej i bez stylu).

Następny posłaniec cierpliwiej znosił zabiegi.
Arcymag ruszył ku wyjściu. Przystanął przed namiotem i syknął ostrzegawczo:
- Tylko mnie nie zawiedź.
Sssssrosssumiałeśśśśś?
Scenariusz najazdu, jak widzę, pozostaje w mocy. Ale srsl - to są jakieś rozumne nietopyrze, czy też może boCHater jest taką miękką fasolką, że musi rzucać pogróżki nawet w stronę zwierząt wielkości jego dłoni, żeby mieć poczucie kontroli nad sytuacją?

Podrzucił rękę do góry, rozwarł palce. Nietoperz pisnął przeciągle, jakby rzucał przekleństwo, i odleciał w kierunku Lasu Tysiąca Wiewiórek Ostatecznej Zagłady.
Jego lot skończył się tak szybko, jak się zaczął: gałąź meandrowca zręcznie strąciła zwierzę na ziemię.
To jak rozumiem miał być elemęt komiczny? Elemęt bessęsu.
A to nie jest tak, że nietoperze mają sposoby na NIEwpadanie na drzewa? Echolokacja i te sprawy?Nietoperz naruszył cudzą przestrzeń powietrzną i został przechwycony przez leśną, naziemną obronę przeciwlotniczą.
treant.gif
Całe zdarzenie ani trochę nie natchnęło boCHatera do opracowania wydajniejszych kanałów komunikacji.

Tam mech wpełzł na stygnące ciałko, rozszarpał je na strzępy i wchłonął resztki, spijając chciwie krzepnącą krew.
Ciekawe, czym ten mech szarpał na strzępy… chyba że to był TAKI mech.Mech jako forma kwasu żołądkowego… podoba mi się ta idea!

[Karolina budzi się w obcym lesie nocą i stwierdza, że na niebie jaśnieje Krzyż Południa, więc z pewnością teleportowało ją do Australii. Przyjmuje ten fakt dość bezrefleksyjnie, znaczy desperuje troszkę nad tym, że ojej, kanibale i pająki. Tak, dobrze widzicie. KANIBALE.]

Dla porządku zganiła się jednak:
- Ente srente tui aresentes in alderienne! - I... gwałtownie zatkała usta dłonią.
Karolina, wracaj do domu, pijana już jesteś…
139343027819.gif

Powiedziała to w języku, którego nie znała!!! To znaczy władała nim biegle - tak biegle, że musiała przetłumaczyć to zdanie na polski: „No i masz swoją zabawę w czarodziejkę”.
Yyy… a to nie jest właśnie tak, że jeśli się jakimś językiem mówi biegle, to nie trzeba go sobie tłumaczyć na mowę ojczystą?

Nie wiedziała jednak, jak się nazywa ten język, gdzie nim mówią i skąd go zna. Ale miała go w swoim umyśle: myślała w nim tak, jak w Anglii myślała i mówiła po angielsku, a we Francji po francusku.
Kurczę, te merysuistyczne zdolności językowe - wystarczy, że wyjedzie za granicę i automatycznie zna język. Też tak chcę!
Cud językoznawczy, de Saussure ze szczęścia aż umiera drugi raz.

Tutaj myślała i mówiła... no właśnie, po ichniemu!!! Może po aborygeńsku?
Po kanibalsku.
Po pająkowemu.

Ho, ho, ho, Karolinko!
Ho, ho, ho, aŁtorko. Niezły dowcip. Tyle że nie.
Mnie trochę ciągle słów brakuje. Dziewczyna przenosi się za pomocą magii w nieznane miejsce, odkrywa, że mówi płynnie w obcym języku, po czym stwierdza MEH PEWNIE MÓWIĘ PO ABORYGEŃSKU IDĘ SZUKAĆ LEŚNICZÓWKI BO JAKAŚ MUSI BYĆ W TYM LESIE, po czym idzie, nieskażona żadną głębszą myślą.
Bo to Marynia Zuzanna pierwszej wody jest. To normalne, że nie skala się myśleniem. Zwłaszcza w przypadku tego, co zaraz zrobi i co będzie robić przez resztę książki, ale nie uprzedzajmy faktów…
Dlaczego, skoro w poprzedniej notce odczyniała czary z myślą o przeniesieniu się do Ferrinu, zupełnie na lajcie przyjmuje znalezienie się w Australii, pozostaje tajemnicą.

Szeroko otwartymi oczami chłonęła przez chwilę obraz dłoni omywanej niebieską mgłą i wtedy... do nozdrzy napłynęła kusząca woń pieczonego mięsa, a między drzewami zalśniło słabe echo płonącego gdzieś w pobliżu ogniska. Cywilizacja!!!
KANIBALE!!! <3 span="">
Już nadciąga.
tumblr_static_tumblr_mq6hhxyopi1r2w874o1_500.gif
Oj tam, od razu kanibale, zawsze to mogą być gwałciciele albo zabójcy, albo handlarze żywym towarem. Albo jakieś inne przyjemne typy.
Jednakowoż jeśli jej LŚNI-ECHO-OGNISKA, to już wcześniej musiała najeść się jakichś australijskich grzybków halucynków.
Może ona chłonie bodźce całościowo, tak przez skórę?

Karolina bez namysłu ruszyła w stronę poświaty.
To byłby zbyt duży wysiłek dla niej - takie używanie mózgu.
Idzie w kierunku światła, mam nadzieję, że to skończy się jakąś tragedią.
Złymi seksami?

Już nie szła: podkasała suknię i biegła.
Potem rozłożyła skrzydła i pofrunęła, a w końcu wyczarowała małą, niebieską budkę, przemieściła się w czasie i powtórzyła wymienione czynności. Taka była zajebista.
Jak to mawia stara ciotka mojej matki: “Zadzieram kiecę i lecę!”
Na chmurce utkanej z odoru wszechpotęgi.
Biegła ciemną nocą po lesie. Po - według jej wiedzy - australijskim lesie, gdzie można wdepnąć bosą stopą (bo chyba nie biegnie po ciemku na obcasach?) na 19846700 stworzeń, z których wszystkie chcą cię zabić. Seems legit.

Słyszała nawet przytłumioną rozmowę, chociaż nie mogła rozpoznać słów. Ludzie! Grzybiarze, myśliwi, kanibale, gwałciciele - wszystko jedno, byle podwieźli ją na jakiś dworzec zanim pociąg do Polski jej ucieknie.
Podwózka na dworzec. Ze środka lasu. W Australii. Na dworzec.
No jasne, w czym problem.

Zaczepiła o przygodną gałąź, szarpnęła niecierpliwie, rozerwała brzeg sukni, oczywiście obnażając jej boskie ciało. Potknęła się o jakiś korzeń i straciła równowagę.
Było tak rwać przez las? Ona nie Edzio, nie umie sprawnie omijać drzew jak nietoperz (a w tym uniwersum i nietoprzeom marnie to wychodzi).
Kolejna klisza z głowy. Next!

Byłaby upadła, gdyby nie... czyjaś ręka, która złapała ją wpół tuż nad ziemią. W następnej sekundzie poczuła smród spoconego, niemytego ciała. Zamachała w powietrzu nogami, szarpnęła się w silnym uścisku.

[Wesoła kompania przy ognisku chce ją zgwałcić, co pewnie nikogo nie zaskakuje, więc pomińmy to streszczeniem. A, no i podrzynają jej gardziołko, żeby nie wierzgała. Karolina wczytuje save’a i ląduje w tym samym miejscu, z którego obserwowała wcześniej Krzyż Południa, ale bogatsza o nieprzyjemne doświadczenie, więc zaczyna zwiewać w przeciwnym kierunku, ale bandyci i tak ją dopadają, zaciągają w krąg światła i - kto by się spodziewał - chcą zgwałcić.] [Na co Karolinka ochoczo przystaje i tak psuje im zabawę, znaczy zabawę psuje pojawiający się z dupy kosmosu oficer.]
[Oficer przedstawia się jako Amre Shanon, porucznik Wilczego Zwiadu, po czym szlachetnie a odważnie wyrzyna żołdaków w obronie Karoliny, samemu zostając rannym, a wręcz o mało nie ginąc.]
A ja bym chciała wiedzieć, czemu Google na frazę “Amre Shannon” podsuwa mi taką liczbę psów i koni: [KLIK]

[Posmakujcie próbki opisów walki.]
Gdyby brodacz nie miał za plecami szlachetnie urodzonej, a przed sobą oficera najlepszej jednostki w całej armii, próbowałby z pewnością załagodzić sytuację.
Oferując podział w łupie i pewne części na wyłączność, jak to elycie przystało.
Na jego miejscu tym bardziej bym próbowała załagodzić sytuację. Tylko samobójca wszczynałby walkę z elytą (chyba że ta elyta wcale taka elytarna nie jest). Tymczasem nasz brodacz:

Jednak tych dwoje: arystokratka i oficer, zamiast miarkować, doprowadzało brodacza do szału. Wziął się pod boki i zaczął tańczyć oberka w odwiecznym rytuale godowym ferrińskiej armii (darrakijskiej, ale kij z tym, bo póki co to nie wiemy, czym ta cała darrakia jest), splunął i hardo spojrzał zwiadowcy w oczy.
- Żarty na bok, oficerze. Sądem nas tu nie straszcie. Macie chęć użyć sobie z wiedźmą, to zapraszamy, a jak nie, to zejdźcie nam z oczu póki czas.
Amre uśmiechnął się lekko.
- Racja. Nie traćmy czasu na żarty. Złóżcie broń.
Grymas zdumienia, który zagościł na brodatej twarzy przywódcy, został zmieciony przez nagły wybuch wesołości. Po chwili rechotali już we czworo.
Znaczy brodacz, jego dwóch towarzyszy i Anaela? Czy może brodacz była kobietą? Albo Amre była kobietą? Czy może brodacz miał w swojej bandzie kobietę?
Kopernik była kobietą.I Skłodowska-Curie może też?

Amre przyglądał im się na pozór spokojnie, tylko zaciśnięcie szczęk zdradzało narastającą irytację. Śpiewnie zadźwięczała uwolniona klinga. Śmiech urwał się nagle.
Struna zerwała się z metalicznym BGDZIĄĄĄĄĄG.
singingsword.gif

- Skoro taka wasza wola... - syknął brodacz i skoczył na oficera. Zanim ostatni żołnierz wyszarpnął z pochwy miecz, brodacz padł na ziemię z twarzą rozerwaną potężnym pchnięciem.
Przepraszam, że tak zapytam - czy oni do szmurwy nędzy mieli te miecze do pochew przyspawane, że musieli je z nich wyszarpywać i że trwało to tak długo?
Nie znasz się. Miecz wyjęty gładko z pochwy nie ma ani odrobiny tej charyzmy, co wyszarpnięty.
Bo “wyjmowanie miecza” świadczy o gotowości, ale “szarpanie miecza” już znamionuje czyn!
Ja tam zawsze myślałam, że pchnięcie mieczem pozostawia rany kłute, a nie szarpane. Chyba że Amre walczy Samehadą.

Pozostała trójka wymieniła porozumiewawcze spojrzenia. Jeden cofnął się nieco, a dwóch zaczęło okrążać Shanona.
Tak widzę tę scenę.
We dwóch to go na pewno szaleńczo okrążyli.
Niczym wielki Cyrkiel Zagłady.
Trzeci zawodnik postanowił jednak przesiedzieć tę turę?

Amre zamarł w bezruchu i opuścił broń, jakby zdziwiony manewrem przeciwników. Wybrał “select” i z dostępnych w ekwipunku rzeczy załadował apteczkę i eliksir, który powoduje podwójne widzenie, ale i podwójną siłę; o swojskiej nazwie Siwucha.

To wystarczyło, by sprowokować do ataku żołdaka zachodzącego go z lewej strony.
Ekhem, poważnie? Wiedzą, że walczą z elytą elyt i sądzą, że dali radę go zaskoczyć?

Shanon nawet nie próbował parować potężnego uderzenia, wyprowadzonego zza głowy trzymanym oburącz mieczem - wystarczyło, że uchylił się nieco, a cios go minął, on sam zaś znalazł się za nacierającym i ciął go przez plecy, z dołu do góry.
To raczej nie przez plecy, a od dupy ku szyi.
Raczej z dupy, bo to dosyć mało funkcjonalny cios…
Totalnie z dupy, bo gdy koleś robił mieczem taaaaki zamach zza pleców, wystarczyło mu wypruć flaki i po kłopocie.

Darrakijczyk rozpostarł szeroko ramiona, wypuścił miecz i osunął się na kolana, a dwie godziny później runął twarzą wprost na zbrukaną krwią trawę.
Zostało jeszcze dwóch. Starszy i młodszy. Uderzyli jednocześnie, z zimną precyzją.
Skopiowałam to z Sapkowskiego, z zimną precyzją.

Bez zaciekłości, którą przejawiali przed chwilą i która poprowadziłaby ich wprost w chłodne objęcia śmierci.
Noo, a tak zaciekle go okrążali jeszcze przed chwilą!

Metodycznie dobierali rytm uderzeń i miejsca, w które starali się trafić.
Celowali przez pół godziny, odmierzali cyrklem i linijką, przymierzali się po dziesięć razy, rytm sprawdzali metronomem… Bo prawdziwy żołnierz jest metodyczny i dokładny!
Chwaty! Pytanie tylko, czemu brodacz nie puścił swoich proworjorów przodem.
Rytm uderzeń? To są żołnierze, czy Patapony, którym trzeba wydawać komendy uderzaniem w bębenki?

Teraz dopiero Amre mógł się przekonać, jak walczy doskonale wyszkolony darrakijski żołnierz.
Ten doskonale wyszkolony darrakijski żołnierz jeszcze przed chwilą miał problem z wyciągnięciem miecza z pochwy.
Bo wcześniej słyszał o nich tylko w bajędach swojej babki?
Nie, wieczorami po dzielni szły ploty pełne grozy.

Gdyby nie to, że jako mieszaniec Gary Stu był dwa razy szybszy od człowieka... Ciosy spadały na głowę, tułów, nogi, uszka, nosek oficera. Część z nich parował, części unikał. I tak to jakoś leciało... przez kolejne pół godziny tej niezwykle porywającej sceny walki. Jedne były prawdziwymi, niosącymi śmierć atakami, inne wyprodukowano w Kambodży stanowiły tylko zasłonę dla tych pierwszych. Unik, parada, uskok, unik, unik.
Aż dym szedł z analogów!
Prawo, lewo, lewo, góra, blok, blok, dół, lewo, lewo… GOD MODE MOTHERFUCKERS!

O ataku nie mógł nawet marzyć, ledwie wystarczało mu sił i refleksu na skuteczną obronę.
Uchylił się przed szerokim cięciem. Nie dość szybko - poczuł smagnięcie metalu.
Szpicruta przeteleportowanej z innej bajki Dominy zrobiła gromkie BZIĘĘĘ i rozpłynęła się w powietrzu.

Sparował płaskie cięcie kierowane na brzuch, uskoczył przed zdradzieckim pchnięciem i nadział się na kolejny sztych. Ostry ból rozpłynął się po lewym ramieniu. Amre zaczął się cofać.
Krew z rozciętego czoła zalewała mu oczy, ale nawet nie myślał o otarciu jej ramieniem.
Czekajcie, czekajcie, a kiedy niby dorobił się rozcięcia na czole?
W międzyczasie, jak wszystko w opkach.
Ostatnio dostał sztych w ramię i jakieś smagnięcie… Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że to smagnięcie rozcięło mu czoło. Zresztą nie wnikam, jak niby to smagnięcie metalu miało wyglądać…

Każdy zbędny ruch mógł kosztować go życie.
Dziękujemy, Kapitanie Oczywistość.
Może miał włoski jak ten pan? No wiecie, żywiołowy headbanging, główka nagle zatacza szeroki łuk i wypadek gotowy. 
2521.jpg

Przed chwilą [Karolina] wyczołgała się spod zwłok żołdaka, który, brocząc krwią z rozpłatanej twarzy, padł wprost na nią.
Zapamiętajcie te zwłoki!
Mam wrażenie, że jeśli tylko natrafia się na jakieś zwłoki, jakby dobrze pod nimi pogrzebać, zawsze się tam znajdzie Mary Sue.
Może one się pod nimi lęgną, jak pleśń na starym jedzeniu?
W Diablo II pod zwłokami znajdywało się potiony i trochę golda, w Ferrinie znajduje się Mary Sue.
Ciekawe, czy też wylatują z takim świstem.

W tym momencie Amre zdobył się na kontratak.
Na widok Karoliny tak mu mocy przybyło, czy po prostu musiał zbierać manę przez kilka kolejek, żeby odpalić jakieś mocarne combo?

Skoczył do przodu, skracając dystans.
I nadziewając się na miecze przeciwników. Good job.

Teraz walka na miecze stała się niemożliwa, doskonale za to sprawował się drugi (drugi? ja nie wiem nic o pierwszym) (narratorka też nie) sztylet, który nie wiedzieć skąd, znalazł się w lewej dłoni oficera.
Ten pan zabrał go Jennifer...
http://img.pandawhale.com/54565-Jennifer-Lawrence-knife-gif-glTt.gif
...i oddał oficerowi.
Co kurwaaaaaa…
Nie no, to jest z pewnością najbardziej bezsensowna taktyka w historii Wszechświata. Zamiast próbować ich rozdzielić albo przenieść walkę w takie miejsce, gdzie przewaga liczebna im się nie przyda - ten cep pakuje się prosto między przeciwników dysponujących bronią o większym zasięgu, żeby próbować ich żgać pod żebra. No nie mogę. Czemu od razu nie rzuci się na ziemię, żeby związać im razem rzemyki od ciżemek?
tumblr_inline_n2ca3meSRr1qkhtg9.png

Wbił ostrze w bok starszego żołdaka i chciał odskoczyć.
A drugi żołdak przyglądał się temu z życzliwą obojętnością, zamiast wsadzić mu sztych w dupę i mocno pociągnąć do góry. Takjest.

Tamten, osuwając się na ziemię, pociągnął go za sobą. Amre stracił równowagę i runął nań, upuszczając miecz.
To znaczy miał miecz i drugi sztylet. A teraz zagadka: Co stało się z pierwszym sztyletem?
Oj masz takie banalne linearne postrzeganie czasu. Ten sztylet był Pierwszym, Drugim i Jedynym.
Wibbly Wobbly Knifey Wimey.
Geralt miał trzy miecze. Amremu, prawem z(a)żynki, ostały się jeno sztylety i miecz, co kiepsko w dłoni leży.

Ostatni z bandytów natychmiast wykorzystał przewagę.
Natychmiast, z szybkością reakcji dryfu kontynentalnego.

Ciął z rozmachem, celując w plecy zwiadowcy - ten rzucił się w bok. Ostrze miecza osunęło się po skórzanym pasie, po czym wbiło w ziemię.
Generując niszczącą falę uderzeniową.
W ziemię? Tym ostrzem rzucano, czy też ofiara jest tak niska, że szoruje brzuchem po gruncie?
Może ten miecz był tak strasznie ciężki?

Amre przytrzymał dłoń żołnierza zaciśniętą na rękojeści, po czym zrobił wyskok, jednocześnie uderzając tamtego pięścią w skroń i poprawiając łokciem.
Czy ktoś będzie łaskawy rozrysować mi to, co się tu dzieje? Bo obawiam się, że nie rozumiem.
gmoch.jpg
HE HE
Czyżby sławetny Styl Żaby szkoły Kwan Lun?
Jedną ręką przytrzymując dłoń przeciwnika, drugą uderzył go w skroń pięścią i łokciem. Dalej, dalej, ręce Gadżeta, czy może Amre jest orangutanem? I co powstrzymało przeciwnika, by w międzyczasie nie kopnąć go w zęby?

[Amre atakuje z furią pozostałego przy życiu żołdaka - ciach, bo opis jest tak bez sensu, że witki opadają.]
W szaleństwie Amrego była jednak metoda: przeciwnik musiał szeroko parować silne ciosy, zanim jeszcze nabrały niebezpiecznego impetu.
A nie zanim sięgnęły jego rzyci? Można by pomyśleć, że po pokonaniu pewnego dystansu ciosy miecza zaczynają generować zabójczą falę uderzeniową.

W ten sposób młody wojak odsłaniał się coraz bardziej i bardziej, udzielała mu się desperacja atakującego.
Im bardziej parował, tym bardziej się odsłaniał. Jeszcze chwila, a zrobi striptiz.
Ach, jacy ci żołnierze pełni empatii, jak im się udziela w walce nastrój towarzysza…
To jest przecież znana zasada: im bohater mocniej ranny, tym mocniej bije. Czy coś w tym stylu.
Coś jak tryb histeria w Alice: Madness Returns.
Tak, jeśli gra się Żydem w South Park: The Stick of Truth.

I wtedy, gdy Darrakijczyk całkowicie skupił się na parowaniu kolejnych wściekłych cięć... w lewej ręce oficera błysnął krótki nóż.
Cholera, ile ten Amre nosi przy sobie żelastwa - miecz, co najmniej dwa sztylety i nóż. A może ma jeszcze garnek i patelnię? Zdecydowanie powinien mieć patelnię!
I kostki knorra.
Rana na lewym ramieniu chrząknęła znacząco.
Chwila, moment - on ten miecz cały czas trzymał jedną ręką? Czemu, jak to, po co? Przecież nie trzymał w drugiej tarczy ani nic… Chyba że chciał, żeby mu się ręka szybciej zmęczyła.

Młody żołnierz zauważył ostrze w ostatniej chwili, gdy już mknęło ku jego sercu.
A ostrze mknęło, pędziło, cwałowało jak szalone!
...Ale było tylko martwym przedmiotem, więc nie ruszyło się ani o centymetr. :(
Na wór on leci z tym nożem? Żeby mu się przeciwnik odwinął i uciął tę wysuniętą łapę? Żeby złapał go wolną ręką za nadgarstek i wykręcił? Hint: prościej byłoby skontrować broń przeciwnika krótszym ostrzem i sięgnąć go dłuższym.

Zamarł w bezruchu, patrząc z niedowierzaniem, jak stal zagłębia się w jego piersi. Chwycił za rękojeść, ale życie uchodziło z niego zbyt szybko, by mógł je zatrzymać.
Tak, bo wyjmowanie noża z rany na pewno ci pomoże!
No, życia nie mógł chwycić, to chociaż żelastwo złapał.
Żołdak nam sflaczał...

W tej ciszy dał się słyszeć jeszcze jeden dźwięk, z którego istnienia oficer nie zdawał sobie na początku sprawy: chrapliwy, urywany warkot.
- To nie ja - zaprzeczyła Szpro. - Ja tylko zgrzytam zębami!
“Odurzony, jak automat porwałem lampę ze stołu i wpadłem z powrotem przez wyłom. Na próżno. Pokój był pusty. Pod sufitem wahały się pajęczyny, ze ścian ściekały zimne łzy wilgoci...
Nagle zabrzmiał głos ochrypły, świszczący, chropawy...
- Co to?! Co to?!
Wtem zorientowałem się: był to mój śmiech”.
Stefan Grabiński, Zez [w:] tegoż, Niesamowita opowieść

Przybrał na sile i dopiero wtedy zwiadowca się obejrzał. Nad nim, z uniesionym ogonem oddawał mocz właśnie wielki wilkołak do ciosu mieczem, stało monstrum: brodacz, którego pozbawiona dolnej szczęki twarz zmieniła się w bezkształtny, ociekający posoką płat mięsa.
Ostatnio ten brodacz był niczym więcej, niż zwłokami. Co oznacza, że mamy tam zombie? Ale to zombie bez żuchwy, więc niegroźne.
I skąd się tak nagle wzięło? Ulęgło się samo z siebie?
Zombie z dupy wzięte to nowy poziom marności, trzeba to autorce przyznać.
plot-twist.jpg
Brodacz nie mógł znieść, że zszedł na hita i żądał rewanżu.

[Brodacz, jak na zwłoki, którymi był jeszcze stronę wcześniej, jest całkiem ruchawy - a to trzaśnie Karolinę w twarz, bo wbiła mu nóż w kolano, a to próbuje zabić Amrego leżącego u jego stóp. Jego żywot kończy lwiana - tajemnicze ujstwo, pojawiające się niczym deus ex machina na miejscu zdarzeń, które potem zasypia grzecznie u boku Karolinki.]
[W Karolinie po przebudzeniu odzywa się lekarz (zaraz po wyjściu ze stuporu i omdlenia powodowanego bryzgającą wokół krwią) i próbuje zatamować mu krwawienie, a że apteczki brak, bierze się do przypalania.]
[Nie mogła to liści babki znaleźć albo szmat udrzeć?]

- Jesteś Leczącą! - krzyknął, potrząsając nią. - I rozpalonym żelazem mnie traktujesz?!
- Mogę nierozpalonym, przez łeb - zasugerowała radośnie Szpro.
Przecież nie będzie drzeć swojej sukienki na szmatki, idioto.
Może mu też wsadzić widelec w oko, od razu zapomni, co go wcześniej bolało.

- Nie znalazłam nici...
- Po co Leczącej nici? Wystarczy przyłożyć dłoń!
Wystarczy przyłożyć rękę
Ziarno fantazji dosypać
I już za chwilę można
W świat halunów z Michalak pomykać.
Zbigniew “Anaela” Nowak - ręce które leczą!
http://img.wiocha.pl/images/f/0/f028eae91f88cd3f97f9e340bad23f86.jpg



Chwycił Karolinę za nadgarstek i zmusił, by rozprostowała palce wyrywając je po jednym i odliczając “kocha, lubi, szanuje…”, po czym, krzywiąc się z bólu, przytknął wnętrze dłoni do rany. Dziewczyna uniosła tylko brwi.
Dlaczego taki ostry był żołnierskiej kosy szpic?
Przecież znacie te bitewki, wszak w nich złego nie ma nic.
Lecz Mary Sue śmierci pluje w skroń,
Ma w sobie magię z dupy i leczniczą dłoń,
Więc podnosi jeno brew,
Błysnęło. Złe zaklęcie. Uszła cała krew.
Koniec i bomba, kto nie słuchał, ten ma szczęście.

Oficer czekał parę sekund, nie wiadomo na co.
- Użyj mocy! - nakazał.
- Jakiej mocy?! Nie jestem Luke Skywalker! HE HE ŻRYJ POPKULTUROWY ŻARCIK ABORYGEŃSKI PORUCZNIKU
- Jesteś Leczącą, nosisz Znak - powtórzył z uporem.
- Co ty bredzisz, człowieku?! Jaki znak?!
Dwóch zer i dopisku PAPIER TOALETOWY U PERSONELU, zapewne.
Albo:

http://www3.radiokrakow.pl/web/MJAK-8UMKBT/MJAK-8UMKBT4_l.jpg
Wielkie, czerwone MS wytatuowane na plecach. Comic Sansem.

- Dwa czarne węże. Znak Leczącej.
- Gdzie? - Oczy dziewczyny zogromniały.
http://cvilleworkingmoms.files.wordpress.com/2010/01/bigeyes.jpg

- Na czole.
- Naprawdę? - Zrobiła zeza, próbując dojrzeć ów Znak, co było oczywiście niemożliwe.
Ynteligencja tej panny mnie poraża.
Może ma oczy na szypułkach.

- Znak, nie znak, muszę przypalić ranę, wciąż krwawi. Proszę wypić. - Wcisnęła mu do ręki manierkę. Przyssał się chciwie, aż musiała ją wyrwać. - Ma się pan upić, a nie zabić.
Dzieci, nie róbcie tego w domu! Taka z tej Karolinki lekarka, że podstawowych zasad nie zna…
Co było w manierce, że cała porcja by go zabiła? Bo raczej nie wódka.
80% bimber z mandragory.

[Karolina przypala ranę Amremu.]

Dopiero po dwóch łykach żrącej cieczy (Ok, nie wiem, co oni w tym Ferrinie za alkohol mają, ale musi mieć ze 120%.) z manierki zdobyła się na wysiłek, narąbała jeszcze trochę gałęzi, nie zważając na cichy protest:
- L-leddi, nie moim mieczem. To Cz-czarny Tytanian.
A nie prościej było nazbierać gałązek? Nie jestem pewna, jak skończyłoby się rąbanie drewna mieczem…
To byłoby zbyt prozaiczne - obraz niedoszłej ofiary, z poświęceniem rąbiącej drzewo ciężkim narzędziem mordu ma zdecydowanie większą siłę rażenia.
A Czarny Tytanian brzmi jak coś, co jest namalowane sprayem na karoserii stuningowanej beemki. W otoczeniu płomieni, ofkors.

[Karolinka i Amre zasypiają jak dzieci, po przebudzeniu oficer snuje jakieś smętne rozważania, Karolinka zaś obserwuje świt dwóch słońc i dochodzi do jakże odkrywczego wniosku - to nie jest Australia. Co doprowadza ją do płaczu.]

Amre oniemiał. Nie pamiętał, by kiedykolwiek widział płaczącą kobietę (Za to nader często widywał płaczących mężczyzn, matki zapewne nie liczy - może jego matka była mężczyzną?), nie mówiąc już o dumnych i wyniosłych Alderiankach, które nawet w obliczu Wielkiego Mistrza zachowywały się z miażdżącą pogardą.

[Żeby uspokoić Karolinkę Amre wpada na genialny w swej prostocie pomysł.]
Nagła myśl sprawiła, że Amre uśmiechnął się do siebie: nic tak nie poprawia humoru kobiecie jak nowe odzienie.
Cóż za wstrętne szowinistyczne myślenie.
Mężczyźni zaś, jak wiadomo, po prostu nie miewają złego humoru.
No tak, pomachaj zagubionej, przerażonej kobiecie kiecą przed oczami - na pewno rozwiąże to wszystkie jej problemy! Bo przecież wiadomo, że kobiety mają zdolność skupienia i umiejętności pamięciowe jak młody szczeniak.
Skleci jej koszulę nocną z liści paproci?
Odstąpi własne pantalony.

Sięgnął wolną ręką do juków, wyciągnął z sakwy zawiniątko i podetknął je Leczącej pod nos. Przyjęła odruchowo i wysmarkała się. Ho, ho, jaka szanowna aŁtorka dowciapna… (mogło być gorzej, jak się chwilę zastanowię nad sztubackością tego żartu) Amre aż sapnął z oburzenia: jego oficerska kurta!
- Przepraszam - szepnęła ze skruchą i rozwinęła podarunek. Czarna koszula!
Kurta, koszula… zaraz się okaże, że halka albo i gorset.
Ja nawet nie chcę wiedzieć, z czego jest zrobiona.

Czysta, no,teraz prawie czysta, pachnąca lasem i dymem z ogniska. Z dwoma srebrnymi wilkami na kołnierzyku i jednym zielonym gilem na rękawie. Dziewczyna pogładziła z podziwem naszywki i uśmiechnęła się do Amrego nieśmiało, z wdzięcznością, a uśmiech rozświetlił ją od wewnątrz.
A ostrzegali w Falloucie, coby nie pić świecącej wody…
Super, dostała wojskową koszulę w rozmiarze uniwersalnym, cóż za szlachetny dar! Może i menażkę jej odstąpi?
Skoro lata po tym lesie boso, to porządne buty by się bardziej przydały…

[Karolina-Anaela, bo takim imieniem przedstawiła się Amremu, idzie się przebrać w krzaczory i promienieje jako ta jutrzenka radości?]
W tym momencie Lecząca wróciła odziana w za dużą bluzę, sięgającą nagich, podrapanych kolan, a on musiał się uśmiechnąć.
Dla pani Michalak najwyraźniej kurta, koszula i bluza oznaczają dokładnie to samo.
Bo kobieta w męskiej bluzie/koszuli (i tylko w niej) wygląda tak kawaii. Nawet, jeśli jest to kompletnie bez sensu.
Zwłaszcza jeśli będzie musiała się w niej przedzierać przez las.

[Karolinka i Amre ruszają w podróż. Po drodze oferm… oficer otrzymuje polecenie od swojego pana (przyniesione przez któregoś z nietoperzy) doprowadzenia dziewczyny przed oblicze Sellinarisa. Biedaczek (Amre, nie pan S.) miota się między obowiązkiem a urokiem pięknej (a jakże) dziewczyny. Z tego wszystkiego aż mdleje i spada z konia, a kiedy Karolince udaje się w końcu posadzić go na grzbiecie wierzchowca, na ścieżce pojawia się niespodziewanie kolejny przystojny facet.]

Na ścieżce, tam gdzie jeszcze chwilę wcześniej nie było nic, a przynajmniej nic godnego uwagi, stał wysoki mężczyzna o niezwykłej, nieludzkiej wprost urodzie.
Wild trÓ loff appears!
Czy będzie super effecitve? *drży w oczekiwaniu*
Zawsze jest.
2653112680_4fcb50913a.jpg

Jego długie, szare jak zmierzch włosy rozsypane były w nieładzie.
Zaiste, zmierzch jest taki szary, że aż siwy prawie:
zmierzch.jpg

Pojedyncze pasma wpadały za kołnierz, obejmowały szyję i spływały po ramionach. Diadem przytrzymujący je nad czołem połyskiwał w świetle wschodzących słońc: misternie splecione nici otaczały przejrzysty, ciemnozielony kamień w kształcie łzy. W szczupłej twarzy o regularnych, szlachetnych rysach dominowały oczy: wielkie, migdałokształtne, lśniące.
Na litość, chibi-książę?
http://fc09.deviantart.net/fs71/i/2012/170/5/b/chibi_prince_mairtholem_by_heartlesschibi-d5445ex.png

Tęczówki przypominały szlachetne kamienie w oprawie ciemnych, aksamitnych rzęs.
Tak, a nos jego był jako wieża na Libanie, która patrzy ku Damaszkowi. Strach pytać, gdzie miał dwoje bliźniąt młodych sarniąt.

Ich kolor zdawał się zmieniać: zieleń roztapiała się w czerni, to znów rozbłyskiwała jaśniejszym refleksem. A czasem nawet wyświetlała śmieszne emotki. Smukła sylwetka odziana była w aksamitny zielony kaftan i o ton ciemniejsze (to bardzo istotna informacja, ta różnica tonów między gaciami a kaftanem) spodnie. (...) Całości dopełniały wysokie buty z cholewami, przerzucony przez plecy łuk, kołczan ze strzałami, których szare brzechwy wystawały znad ramienia, i przypasany do boku miecz.
Totalnie TAK go widzę.
Opis z cyklu: “Jechał na pysznym, czarnym jak lawa wierzchowcu. Ładnie wyglądało na nim zamszowe siodło, żółty czaprak i uzdeczka”.
Ale ten miecz to taki prosty, ot po prostu “miecz”, bez żadnych epitetów?

Karolina napotkała zielone spojrzenie przybysza.
Odpowiedziała czerwonym i skacowanym.
Napotkała je na środku drogi, przyczajone i warczące.
Pogłaskała po główce i uśmiechnęła się promiennie.

Reikan dell’Soll, Wielki Książę Ferrinu, był - a rzadko to mu się zdarzało - zaskoczony, by nie rzec, skonsternowany.
Wysłano go po Wybraną. Gnał przez Las Tysiąca, prowadzony chybotliwym płomieniem jej aury,
Prawie jak Trzej Królowie za Gwiazdą Betlejemską!
Lepiej, tu nie wpuszczają pastuszków.

gotów na spotkanie niezwykłej istoty. Spodziewał się czarodziejki z innego Wymiaru, kobiety dumnej i wyniosłej, gotowej ponieść ofiarę i dopełnić przeznaczenia. Drżał, bo spodziewał się kobiety. Wiedział, że przybyła jest „dziwna” - tym słowem określił ją Saris. Miała prawo do ekstrawagancji: była przecież Tą Jedyną.
Jedna Mary Sue, by wszystkimi rządzić, Jedna, by wszystkich uwieść,
Jedna, by wszystkich zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Ferrin, gdzie zaległy cienie.
Natychmiast przeproś biednego Tolkiena. D:

Miała prawo narzucić sobie iluzję choćby nawet Najwyższej Kapłanki. Miała prawo wykorzystać jako przewodnika samego Saetina, nie mówiąc o darrakijskim zwiadowcy, ale, na bogów...! - Reikan z niedowierzaniem wpatrywał się w obitą, brudną, bosonogą istotę odzianą w coś, co na pewno nie było suknią szlachetnie urodzonej, i po raz pierwszy w życiu zwątpił w swego ojca. Czy aby na pewno miał przed sobą Pierwszą?! I skąd pomysł włosów takiego koloru? Przecież kyrie, półsmoki, były najbardziej pogardzanymi istotami w całym Świecie Światów!
- Bubel jakiś - stwierdził, wydymając wargi. - Żądam odstąpienia od umowy kupna - sprzedaży w ramach odpowiedzialności sprzedawcy.
No tak, rude jak zwykle mają przerąbane.
No tak, była superważna i superzajebista, więc mogła sobie na wszystko pozwolić, byleby wyglądała jak należy.
To ten glut na kurcie, ja wam mówię. Też bym się zniesmaczyła.

[Karolina budzi nieprzytomnego rannego, który wdaje się w pyskówkę z elfem, pojawia się więcej ostrouchych. Reikan chce zabrać dziewczynę ze sobą i upewnia się, czy ta aby na pewno jedzie z Amrem dobrowolnie.]

Elf się żachnął:
- Leddi, nelle sellin’e en’eallis’ de WeddSa’ard?
Jak widzimy, ta żenująca podróba języka składa się wyłącznie z "e", "a", "n" i "s". I podwójnego "l".
Brzmi trochę jak język studentów wracających do akademika o czwartej nad ranem.

Karolina drgnęła. Pytanie, czy dobrowolnie jedzie do wedsaarda, było zrozumiałe, nie rozumiała tylko, co to jest ten wedsaard. O co nie omieszka zapytać: (i gdzie to pytanie, bo ja jakoś go nie widzę?)
Jest domyślne, czyli JEST W MYŚLACH!

- All n’es’ nella, enn wedsaard es’t, elle sellin’a eneallis’ - ale jechała dobrowolnie, co też powiedziała. Prawdopodobnie w języku elfów. Skąd znała i to narzecze, pozostawało dla Karoliny zagadką.
Czyli oprócz aborygeńskiego mówiła również po elfiemu?
Mówiła we wszystkich językach, miała wbudowany moduł google translatora.
W takim razie zapewne porozumiewa się z ludźmi w sposób “Anaela mieć to iść dworzec kolejowy”. Życzę jej powodzenia.

Skonstatował, iż po ciosie w twarz - siniec i rozcięta warga dobitnie świadczyły o tym, jak darrakijscy oficerowie przestrzegają Konwencji Wojennej (to cywilizacyjnie stoją całkiem wysoko, skoro mają Konwencje Wojenne, o których - co ciekawe - aŁtorka co i rusz zapomina) - Leddi musiała stracić pamięć.
Amnezja? So much like 80’s.
Od ciosu w twarz? Wolne żarty, chyba że Mary Sue mają ośrodki pamięci ulokowane na policzkach.
Ma kości pamięci w kościach policzkowych. Elementarne.

Należało Shanonowi o Konwencji przypomnieć:
- Podniesienie ręki na Leczącą karane jest śmiercią.
Porucznik nie wahał się ani chwili:
- Stawaj! - warknął, kładąc dłoń na rękojeści miecza.
Dude, srsly… >_>
Noo, będą się tu potykać, rycerskim obyczajem.
Eee… ale to chyba nawet nie on ją uderzył, o ile się orientuję w tym, co się tu wyprawia.
Cicho, jest okazja do napierdalanki, to korzystają, może się wyrżną wzajemnie.

- Oszalałeś?! Ledwo trzymasz się na nogach!!! - Karolina, chcąc go powstrzymać, wpiła palce w bark oficera.
Rana zapłonęła ogniem.
Po reakcji mniemam, że zgodnie z etyką zawodową złapała go za zraniony bark. Albo zgodnie z etyką zawodową wraziła mu palce w ranę.Może miała dłoń obsypaną solą?

Rzeczywiście ledwo trzymał się na nogach. Przygryzł wargi aż do krwi - tego jeszcze brakowało, by dał tamtemu pokaz słabości - i odepchnął Leczącą od siebie bo a nuż wsadzi mu w ranę coś jeszcze. Nie miał wprawdzie najmniejszych szans w walce z elfem, jednym, nie mówiąc już o szóstce, ale przynajmniej ocali honor no nie wiem.... Może chce zostać honorowo zatłuczonym na miazgę? No i nie będzie musiał stawać przed swoim panem ani z branką, ani bez niej. Tak, ta walka to wcale niezłe rozwiązanie.
Znaczy, popełni rytualne samobójstwo?
Dać się zaciukać, zamiast wypełnić rozkaz - tudzież zebrać większą grupę i elfy ubić. Tak, doskonałe rozwiązanie.
Mnie się podoba, bo gram elfem.

[Anaela wbiega między walczących, więc Reikan zamierza ją usunąć z pola walki.]
Zareagował odruchowo: pchnął energię wnętrzem dłoni prosto w jej splot słoneczny. Lecząca zachłysnęła się powietrzem, zgięła wpół i zaczęła osuwać się na ziemię w slow motion. Amre pochwycił ją, nim upadła, posyłając Reikanowi nienawistne spojrzenie.
Ktoś tu chyba mówił o jakiejś konwencji wojennej.
Najwidoczniej cywilów nie obejmuje. Tak samo jak kwestia podniesienia ręki na Leczącą, jeśli jesteś elfem.
On nie podniósł ręki, tylko wyciągnął rękę w jej kierunku. To zupełnie różne rzeczy.

Pochylił się nad dziewczyną, spuszczając na moment przeciwnika z oczu... Swój błąd pojął dopiero wtedy, gdy został zdekapitowany (a nie, wtedy nie mógłby tego pojąć) jego skronie znalazły się w silnym uścisku elfich dłoni.

Mind_Rape_by_Bugsey58.jpg

Niesamowite spojrzenie wbiło się przez źrenice zwiadowcy wprost do mózgu.
Gwoździem się wbiło.
I przegryzło na drugą stronę, głośno mlaskając.
Zaiste, niesamowite było z niego spojrzenie.

Nagle ucisk zelżał, obcy się wycofał.
Mamy ksenomorfa na pokładzie?
Obcy się wycofał, bo obcemu smutno.
http://25.media.tumblr.com/46f9c7eb89118eae41a964f1860f764a/tumblr_n2jjoxRZ4A1rw79q6o1_500.gif
http://i1058.photobucket.com/albums/t407/KezzerC/SadRain.gif
http://24.media.tumblr.com/60513edb897ac3ea12d9e834245f7b84/tumblr_ml1zf9hSfj1r3ifxzo1_500.gif

[Okazuje się, że Reikan może pogrzebać we wspomnieniach. Szkoda, że nie wpadł na to wcześniej, zanim jeszcze dobył miecza i zanim potraktował chronioną konwencją wojenną Karolinkę. A nie, to aŁtorka dopiero wpadła na ten pomysł.]

Zachowanie zwiadowcy też było zupełnie niezrozumiałe: w obronie „alderiańskiej wiedźmy” wyciął czwórkę swoich! Co opętało tych dwoje?
Imperatyw?
Michalag.
HEREZJA!
Szatan.
Hello Kitty?
Pęto kiełbasy.

Na czarodziejkę z innego Wymiaru, na Darrakijczyka, który wyłuskał z siebie kilka ziaren słonecznika ludzkich odruchów, na dezerterów, którzy nigdy nie powinni byli podnieść ręki ani na oficera, ani na Nietykalną, wreszcie na niego - na Reikana, szlachetnego elfiego księcia, który przed chwilą miał szczere chęci nie tyle walczyć, ile dokonać egzekucji na rannym przeciwniku.
Szlachetność aż z niego paruje.
To tam byli jacyś dezerterzy? O.O
Tak, CK Dezerterzy z Kanią Kaniowskim na czele. Przeskoczyli za tą Dominą ze szpicrutą.

Tymczasem Amre, drżąc niczym liść liniusa (linuksa), rozglądał się jak człowiek wyłowiony z głębokiej studni.
Yyy… JAK rozgląda się człowiek wyłowiony z głębokiej studni?
Ociekając.
Od stu dni.

Napotkawszy to samo przenikliwe spojrzenie, zadrżał, skulił się - on, Wilczy Zwiadowca - i schował głowę w ramionach.
Nie rozumiem wyjątkowości Amrego jako Wilczego Zwiadowcy. Niby taki elitarny żołnierzyk czy cuś, a tu o mało go nie zaciukało trzech zwykłych frontowców.
Może dostał fuchę w spadku po tatusiu?
Bo on był od zwiadu, a nie od napierdzielania się z ludźmi.

Znacznie delikatniej, niż zrobił to z Shanonem, wszedł w umysł czarodziejki, by po chwili cofnąć gwałtownie ręce: drzemiąca w trzewiach dziewczyny moc smagnęła intruza ogniem.
ibwNJplw0.gif
Jak widać, ostre curry zjedzone wczoraj przez Karolinę było naprawdę ostre.

- Wybacz mi, Leddi. Myślałem, że chcesz uderzyć mocą - usłyszała. Co oni z tą mocą?! (mocą to się dzieci nocą) - Jestem Reikan dell’Soll. Pragnę, byś udała się ze mną w gościnne i bezpieczne progi Ferrinu.
To oni nie są już przypadkiem w Ferrinie?!?
Wszyscy jesteśmy Ferrińczykami.
To nie jest śmieszne, moja ciocia jest z Ferrinu.
Polska Ferrinem Europy.

Czyżby przeniosła się tam, gdzie zawsze pragnęła się znaleźć?
Po wypowiedzeniu zaklęcia przenoszącego do Ferrinu przeniosło ją nie do Australii, a… do Ferrinu?! Niemożliwe!

Zaraz, zaraz: Amarilla dell’Soll i Reikan dell’Soll?
A o zbieżności nazwisk nie słyszała?
Wystarczy przeczytać pierwsze lepsze opko fantasy, by znaleźć podobne nazwiska.

- Kim jest Amarilla dell’Soll?
- Była. Moją matką - odparł Reikan zaskoczony.
Moją również, przemknęło Karolinie przez myśl.
Powiedzcie, że nie wyniknie z tego incest…
Spokojnie, dla Karoliny była przybraną matką, więc się nie liczy i wrota incestu stoją przed nami otworem.
A nawet kilkoma otworami.

[Reikan namawia Karolinę do pozostawienia Amrego samemu sobie i pojechania z nim do Ferrinu; rozmowa nic nie wnosi do fabuły oprócz tego, że Darrakijczycy nie znają ludzkich uczuć, a to, że Amre uratował ją z rąk żołdaków wynikało z rozkazu, który dostał już PO akcji na polanie, o czym książę powinien wiedzieć, bo przecież oglądał jego wspomnienia. Chyba że aŁtorKasia zapomniała o czymś czytelnika poinformować.]

Pełną napięcia ciszę przerwał konny, zatrzymując się kilka kroków przed księciem:
- Wasza Wysokość, gończe psy Darrakii od północy, Alderiańczycy od wschodu -
zameldował. - Czarnych prowadzi sam WeddSa’ard.
I oni wszyscy tak nagle się pojawili w tym lesie?
Pogoda ładna, to i na spacer poszli, a że w pobliżu pojawiła się Wybrana...
Wyprowadzili pieski gończe na wieczorne siusiu, no co.

Na bogów, WeddSa’ard?! Co za Saetin go tu przywiódł?!
Nie wiem co to jest Saetin, ale brzmi to prawie jak seter, co nie byłoby głupie - wiecie, pies tropiący z przodu i wio…
Brzmi jak nazwa jednej z tych noname firm produkujących sprzęty agd, które psują się po piątym użyciu.

[Reikan postanawia pozostawić Amrego przywiązanego do drzewa, Karolina się nie zgadza]

- Co pan robi?! - Karolina dopadła do Reikana. - Nie możemy zostawić tak tego człowieka! On umrze!
Zgadnijcie, jak bardzo elf przejmie się człowiekiem.

Książę podniósł dłoń, uciszając jej protesty.
- Leddi, nadjeżdżają Darrakijczycy. Już wiesz, że to gwałciciele i mordercy. Ten zaś, który ich prowadzi, Sellinaris WeddSa’ard, jest najgorszym z nich.
Nikt, kto ma takie imię, nie może być normalny.
True.
*kiwa głową* Tylko spójrzcie na tę wielką literę wyskakującą w środku nazwiska!
Moim zdaniem to przez te eSy. Wszyscy źli lubią eSy.
Mógłby się nazywać Stallinaris dla większego efektu.

Szczęściem będzie, jeśli uda nam się umknąć.
- Jako lekarz mam obowiązek.
- Jeszcze słowo - syknął Reikan - i pozbawię cię tego obowiązku.
I to są dobre, wspaniałe elfy, które zostawiają rannych (co z tego, że przeciwników) na pastwę losu, a to biednych Darrakijczyków nazywają zwierzętami pozbawionymi ludzkich uczuć.
Cóż, historię piszą zwycięzcy (i ci z większymi maczugami).

Reikan dobył broni w ułamku sekundy. Ciął płasko, celując w szyję oficera. Dziewczyna odruchowo wyciągnęła rękę, a ostrze miecza...
...odbiło się od niej.
Bo to był gumowy mieczyk.
Już wiadomo, skąd ten motyw we Frozen - od Michalak go zgapili!
Wy też odruchowo wyciągacie ręce w kierunku nadlatujących ostrzy?
Pierwsza rzecz z rana!
I co, to już koniec?

23 komentarze:

Anonimowy pisze...

O matko... I coś takiego zostało wydane? Czytałam lepsze fanfiki - przynajmniej fabuła miała ręce i nogi, a bohaterowie zdawali się myśleć.

Co bawi mnie najbardziej - okazuje się, że mam w domu ten cały Ferrin. :D Dostałam kiedyś w prezencie i jakoś do tej pory nie ruszyłam... I nie wiem, czy po takiej zajawce kiedykolwiek się zdecyduję. ;)

Analiza świetna, podziękował!

- Mirabelka

Anonimowy pisze...

Piękna analiza!
Ja sobie tego prześlicznego elfa wyobraziłam jako klona Robin Hooda z "Facetów w rajtuzach".
Mała uwaga: krokieta można zjeść, gra się natomiast w krykieta.

Anonimowy pisze...

Anonimie nade mną, krokiet jest także grą. Inną niż krykiet.

Borówka pisze...

Może i ja zacznę pisać książki? Talentu nie mam, ale coś takiego dałabym radę wytworzyć. Potem będę się pławić w glorii i chwale, emanując pogardą dla kryty... hejterstwa znaczy.


Dziękuję, było fajnie :)

Anonimowy pisze...

Wszędzie Michalak... to już nie ma innych ałtorów do zanalizowania? :,(
Btw, nazywanie 35-letniej bohaterki "dziewczyną" jest chyba trochu nie-teges. Piękna, ruda "dziewczyna", czyli kolejny mokry sen ałtorKasiuli o sobie samej.

Malcadicta pisze...

W sumie może by się tak zebrać i napisać książkę? Będę pisać, co mi przyjdzie do głowy, zrobię jakąś wypasioną, mroczną i niezrozumianą bohaterkę, a potem to już z górki, zacznę sobie fortunę budować, ze cztery kontynuacje. Tylko pod pseudonimem, żeby mnie nikt nie skojarzył...

Jak widzę dzieua tej Michalak, to się załamuję. No dobrze, ona może myśleć, że to piękne, cudne i w ogóle, w końcu jest autorką, ale że ktoś inny to wydał i uznał za warte czytania?

Anonimowy pisze...

Na sznaucerku jest takie kółeczko "Po co logika - piszę fantasy". Myślę, że nic lepiej nie oddaje tfu!rczości AłtorKasi. Zgroza. O_o

A tak swoją drogą... ktoś tu kiedyś napisał, że strach cokolwiek do wydawnictwa wysłać. Zgadzam się. Jak analizatorki dorwą słabe dziełko w swoje śliczne rąsie to na strzępy rozszarpią. Bez zmiłowania. ^^

Kath

Anonimowy pisze...

Borru, sama wymyślałam rzeczy na takim poziomie jak ta cała "Gra o Ferrin"... Tyle że wtedy miałam 8 lat.

Analiza zacna, aż trudno mi uwierzyć, że to coś zostało wydane. No, przynajmniej wiem, czego lepiej nie czytać ;) I że książki Michalak lepiej omijać bardzo szerokim łukiem.

Anonimowy pisze...

Anaelcia ma 25 lat, starszej Mary Sue nie może być, więc jak najbardziej można ją nazwać dziewczyną.

Anonimowy pisze...

Odnośnie wyglądu "człowieka wyłowionego z głębokiej studni" mam pewną koncepcję: http://i67.photobucket.com/albums/h290/buc27/tumblr_n2lrtkHisM1qfy61fo2_500_zps9543d2f6.jpg~original
>:3

Anonimowy pisze...

Hej, czy to tylko mi się coś zepsuło na stronie? Tekst analizy zachodzi na prawo, do końca strony, daleko poza przeznaczone mu ramy, a czcionka wygląda, jakby była rozstrzelana. W efekcie górnej partii nie daje się czytać, bo zachodzi na facebookowe konto i archowum. WTF?
L.

Anonimowy pisze...

Na przyszłość- jak komuś się zdarzy to, co L powyżej niech wciśnie ctrl+F5.
Pozdrawiam : )

Anonimowy pisze...

Mi też, niestety, się 'rozjeżdża'. A ctr+F5 nie pomaga :(
Pod Operą, jak by co.

Amy Gryffin pisze...

"Biedaczek (Amre, nie pan S.) miota się między obowiązkiem a urokiem pięknej (a jakże) dziewczyny. Z tego wszystkiego aż mdleje i spada z konia," ~Serenity
Ja również spadłam, z krzesła. SRSLY, co to za żołnierz, co się nie potrafi na koniu utrzymać?

"W takim razie zapewne porozumiewa się z ludźmi w sposób “Anaela mieć to iść dworzec kolejowy”. Życzę jej powodzenia." ~Pigmejka
I tak dobrze, że nie "Anaela pojawiać się na Ziemi poprzez posiadanie koryta ziemi statku". Google tłumacz ostatnio wyskoczył do mnie z takim tekstem, tylko wtedy chodziło o Castiela...

Anonimowy pisze...

Cyrkiel Zagłady i jedyna Mary Sue z cieniami bardzo fajne.
Ona się tam wzbije na wyżyny magii,aż zobaczy Nazgula cień,a wszyscy mężczyźni będą ją kochać...
I zostanie tam na wieki,nie wracając do świata i zawodu,a raczej tam zostanie cudowną Lecząca...
I tak przez 3 tomy.
Fascynujące.

Chomik

Nel pisze...

Czytałam część waszych analiz i chcę was teraz pochwalić za odwalenie dobrej roboty :)

Anonimowy pisze...

"I tak przez 3 tomy."
Ha ha. Marzenia. Ona to będzie robiła przez 5 tomów!

Nefariel pisze...

"Czyli oprócz aborygeńskiego mówiła również po elfiemu?"
Nie, ona po prostu czytała "Wiedźmina" i zapamiętała tyle, że w elfim jest dużo "ae" i "ll".

Jakie to ksiopko jest denne.

Anonimowy pisze...

Analiza bardzo udana. :D Zabierając się właśnie za ostatni rozdział tej książki odbywałam tu wycieczkę do tych wcześniejszych wydarzeń i odkrywałam takie, które wyparłam z pamięci xD

Odnośnie wieku Karoliny to ma 27 (przynajmniej tyle podaje zapytana w 12 rozdziale w wydaniu Albatrosa) Nadal może ciut dużo jak na dziewczynę, ale po zachowaniu patrząc, to... :P

M.

Kahairel pisze...

U mnie też tekst się rozjeżdżał pod Operą. Mozilla sobie radzi (co tam dwie przeglądarki, nie takie rzeczy się robi dla analizy) ;)

Kosiek pisze...

Jakim cudem to się sprzedaje...? Oh well... Muchy ciągną do... Nawozu świeżo wyprodukowanego...

atha pisze...

Boskie :D Idealny materiał na analizę <3

Lien Smoczyca pisze...

Resp był daleko, dlatego Brodaty dobiegł do ciała dopiero po dłuższym czasie. A ta urwana szczęka to pewnie efekt uboczny Resurrection Sickness