piątek, 28 marca 2014

Szwedzki stół na porodówce, czyli adoptujmy sobie kolację

Witajcie!


Na początku serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy zjawili się na naszym - wspólnym z dziewczynami z NAKWYy - pyrkonowym panelu "Między hejtem a krytyką". Było Was duużo.


A nawet duuuuuużo.


Bardzo fajnie było się z Wami spotkać! Dziękujemy za miłe słowa i za cytowanie wraz z nami kultowych fragmentów analiz. A dla tych z Was, którzy na panel nie dotarli, ale chcieliby nas posłuchać, Deneve przygotowała nagranie. :)  

A teraz wracamy do prozy życia - i to dosłownie, bo hannibalowe opko, które dziś dla Was mamy, w pewnym momencie zaczyna podejrzanie przypominać polskie seriale obyczajowe - oczywiście minus jedzenie ludzi. Mamy tu kochającą się rodzinkę złożoną z kanibala, świra oraz małej dziewczynki, która wcześnie nauczyła się, że o pewne rzeczy lepiej nie pytać. Dorzućmy do tego nieco macanek podkołdrowych i naprawdę fatalny zapis dialogów, a otrzymamy przedsmak tego, czego należy się spodziewać po tym opku. 
Miłego!


Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.




Will siedział w przestronnej kuchni Hannibala i patrzył jak ten przygotowuje obiad. 
 hannibals2e2.jpg


Wpatrywał się ślepo w jego sprawne dłonie krojące organ, którego mężczyzna nie chciał rozpoznawać.
Czyżby dlatego, że organ wciąż był przyczepiony do wrzeszczącej ofiary?
Może był to organ kogoś, kogo Will rzeczywiście mógłby rozpoznać po rzeczonym organie?


Jack i reszta orzekła że nadal nie jest stabilny emocjonalnie,
Eee, a od kiedy Jack ma uprawnienia do wydawania takich orzeczeń? I czy to "nadal" ma sugerować, że akcja opka dzieje się po wydarzeniach z finału pierwszego sezonu?
Reszta: patolodzy z FBI, trup Abigail Hobbs, pewnie psy Willa też były podobnego zdania.


więc zamieszkanie z  taką osobą jaką był doktor Lecter wyglądało na dobre rozwiązanie.
Komu jeszcze kojarzy się to z nieśmiertelnym blogaskowym motywem "Dumbledore każe Harry'emu i Draconowi zamieszkać razem, by nic nie stało na drodze Tru Loff zacieśniać więzy przyjaźni", palec do budki.
Poza tym terapia nie polega na tym, żeby przebywać w towarzystwie terapeuty 24 na dobę.
Ja wręcz słyszałam, że terapeuta nie powinien być zbyt blisko ze swoim pacjentem, ale co ja tam wiem.


Sam psychiatra na to nalegał mówiąc że czuje się odpowiedzialny za to, co stało się z jego pacjentem. Graham zaśmiał się pod nosem. Gdyby wiedzieli to co on…gdyby wiedzieli co zrobił z Abigail.
Zaraz, Will coś zrobił Abigail? Znaczy - tutaj on morduje?


W sumie, to nawet i on nie wiedział gdzie blondyn ukrył ciało. Może już dawno podał mu je na obiad bądź kolację.
...A nie, to tylko narrator zamordował sens, przyprawiając akapit popieprzonymi zaimkami.
I obowiązkowo zastąpił imię bohatera kolorem jego włosów. Ale dobrze wiedzieć, że Will jest wychillowany jako ten kwiat na tafli jeziora i wpierdzielanie ludzi nie wywołuje u niego dyskomfortu.


-Coś cię trapi Will?
-Myślałeś kiedyś o dzieciach? –nóż w dłoni Hannibala zatrzymał się.
"Cholera, skąd ja mu wezmę dziecko o tej porze? Czy on sobie w ogóle wyobraża, jak długo muszą leżeć w marynacie?"


-W jakim sensie?
- Podobno są bardzo smaczne w sosie jogurtowo-chrzanowym.


-Żebyś sam miał jedno. –kucharz odłożył narzędzie, wytarł dłonie w fartuch który miał na biodrach i podszedł do bruneta.
Zaniepokoił się lekko. Zapalenie mózgu swoją drogą, ale nawet majaki chorego muszą mieć pewne granice.


Ukucnął przed nim, by wbić w niego swój wzrok.
Wbił, przekręcił kilka razy dla pewności, a potem wydłubał z Willa opkowość.
Ja tam nie wiem, ale kucanie, by z kimś porozmawiać, kojarzy mi się raczej z kontaktem na linii dorosły - dziecko.


-A ty?
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-Jakoś nigdy specjalnie o tym nie myślałem. Wydaje mi się że każdy z nas pragnie mieć kogoś do ochrony. Ja mam ciebie Will.
DAFUUUUUCK. Do ochrony przed czym? Po przecież nie przed tobą samym, kłamliwy wrzodzie. :D
W ogóle to motyw "muszę chronić tego, który jest dla mnie ważny!!!" powoduje u mnie dziwne skojarzenia z "Naruto" i wizje, jak Hannibal z tej chęci ochrony Willa odblokowuje nowe supermoce. What the actual fuck.
Niech sobie kotka kupią do opieki. A jak się kotek znudzi, to zrobią z niego kotlety.


–oczy byłego agenta przebiegły po posturze starszego cymbalisty, na chwilę zatrzymały się na oczach aby ostatecznie uciec gdzieś w stronę lodówki, gdzie z pluskiem chlupnęły wprost do miski z winegretem.  
Oczy zatrzymujące się na oczach brzmią… oczojebnie.


-Chciałbym mieć córkę.
-Dlaczego? Czy to z powodu Abigail która… właśnie dochodzi w piekarniku?
-Którą zabiłeś. Tak. –Lecter uniósł się na równe nogi i wrócił do przygotowywania posiłku.
Równe nogi, spełniające funkcję kuchennego stołka, leżały na wąskiej półce tuż pod sufitem; na szczęście pośród licznych umiejętności Lectera znajdowała się również lewitacja.
Dobrze, że nie “uniósł się honorem”, bo to by w tym kontekście naprawdę dziwnie brzmiało.


Dopiero po chwili zauważył że oddech Willa niebezpiecznie przyspieszył. Graham zaciskał pięści. Z całych sił chciał odgonić od siebie wizję dziewczyny, która stała za Hannibalem. Jego rozedrgane oczy rozszerzały się coraz bardziej gdy w jej dłoniach pojawiło się poroże wbijające się po chwili w plecy doktora.
-William. William słyszysz mnie? Co widzisz?
O co chodzi z tym Williamem? Przecież bohater Harrisa się tak nie nazywa.
A Hannibal nie ma jasnych włosów. No i co?


-Abigail…chciała...zabijała cię.
-Mówiła coś?
-N-nie. –poczuł tylko jak dłoń kucharza gładzi jego policzek.
Hannibaba sprawdzał, czy Will jest już dobrze utuczony.


Miarowo jego oddech zaczął się uspokajać.
A oddychał pewnie stopniowo?
-Nic ci nie grozi mój drogi - powiedział, obficie smarując Willa lukrem. - Jesteśmy tu tylko ty i ja. Nikt więcej. –pocałował go delikatnie w czoło i wstawił pieczeń do piecyka.
Mam dziwne wrażenie, że na halucynacje i dolegliwości chorobowe stosuje się leki, a nie metody typu "cii, nic tu nie ma, mamusia zaraz przeczyta ci bajeczkę i zostawi zapalone światło".
Pewnie przed snem zajrzy do szafy i pod łóżko i jeszcze da mu misia.


Już dawno przekroczyli normalne stosunki  psychiatra-pacjent.
No coś ty, narratorze. A ja myślałam, że wspólne praktyki kanibalistyczne są standardową częścią terapii.
Może Hannibal stosuje leczenie jak przy fobiach? “Boisz się pająków? Oto tu jest twój pająk Zenon, opiekuj się nim przez dwa tygodnie”.


Nie raz zdarzało się że Lecter całował go, a Will nawet się nie opierał. Nie mógł…nie miał ochoty. Jego psychika była już tak zniszczona, że czasem nie reagował na rzeczy które powinny go obrzydzić czy zniesmaczyć.
Co.
Nie, poważnie. Co. Do. Wuja. Pana.
Więc brutalne morderstwa, choroby psychiczne, kanibalizm i pranie mózgu nie jest jeszcze dla aŁtorki dość drastyczne. Trzeba jeszcze dorzucić do pieca molestowanie i - jak znam życie - gwałty, bo bez tego się oczywiście nie da. A z bohaterów trzeba obowiązkowo zrobić bezwolną mameję i demonicznego jebakę, żeby zachować kanony yaoi. Mam tu coś na tę okoliczność.
 tumblr_n06u2p6u2W1qb6t6wo1_500.jpg
BTW - skoro psychika Willa ma się aż tak źle, dlaczego narracja sugerowała, że poprawiło mu się na tyle, że wystarczy mu jedynie wsparcie "znajomego", a nie regularna kuracja w szpitalu?
Hannibal mu będzie dawał regularne, ekhm, zastrzyki lecznicze - w zadek.


-Mógłbym adoptować…
-Wiesz że to niemożliwe Will. Jesteś niestabilny emocjonalnie i istnieje podejrzenie że skrzywdziłbyś to dziecko. –były agent zagryzł wargę.
Zabawne, że poznanie kobiety i spłodzenie z nią dziecka nawet nie przeszło mu przez myśl (a aŁtorce przez klawiaturę).
Daj spokój, płodzenie jest dla słabych.


-To może ty? –został obdarzony delikatnym uśmiechem ze strony Lectera.
Mhm. Tak. Totalnie jest to rzecz, jaką proponuje się - nawet bliskiemu - przyjacielowi. Jasne. Ktoś tu usilnie zapomina, że boCHaterowie wciąż nie są w rozkosznym yaoicowym związku.
Rozkoszny, yaoicowy związek z Hannibalem, ilustracja poglądowa:
 http://media-cache-ak0.pinimg.com/236x/96/77/8a/96778a13296bbb14cd3a1a1d84dd7b46.jpg


-Więc chcesz żebym to ja przygarnął córkę dla ciebie, tak?
Jedyny sposób, w jaki Hannibal mógłby na to zareagować, ilustruje ten gif:
 tumblr_md2e9w2PCS1qem8xu.gif


-Prawnie byłaby twoim dzieckiem.
Kolego, patrz mi na usta - nie jesteście małżeństwem. W ogóle nie jesteście parą. Czemu w ogóle ktokolwiek miałby dla ciebie podejmować takie zobowiązanie? Będziesz za chwilę łaził po kolegach z pracy i prosił, żeby wzięli dla ciebie kredyt hipoteczny?
Jeszcze mi powiedzcie, że te wszystkie psy Willa to była proteza i próba wypełnienia pustych ramion.


-Może lepiej jakbyśmy powiedzieli że to będzie nasze dziecko. –Will westchnął ciężko, zaciskając pięść tak mocno jak się dało.
Żeby nie rzucić się w wir kupowania koronkowych kołderek i różowych śpioszków.
Nie, po prostu wierzgały w nim resztki rozsądku, musiał je jakoś zdusić.


-Nie mógłbym mieć dziecka z kimś takim jak ty…doktorze Lecter.
No raczej, na przeszkodzie stoi tu pewna podstawowa biologiczna niekompatybilność.


-Słuszna uwaga, mój drogi.
Następnego dnia pojechali do szpitala, do sali w której matki pozostawiały nowo narodzone niechciane dzieci. Hannibal znał cały personel, więc nie było problemu aby otrzymał pozwolenie na adopcje.
Naprawdę nie jestem pewna, czy to tak działa. Znaczy - nawet w schronisku, jak się bierze zwierzaka, podpisuje się umowę adopcyjną, często jest jakiś wywiad i w ogóle...
Spoko, pielęgniarki znały Hannibala, wpadał średnio raz w tygodniu. Nie wiedziały co prawda, co robi psychiatra na porodówce ani czemu wspomina coś o szwedzkim stole, no ale.
(Pozwolenie na adopcję udzielane od ręki na porodówce, hell yeah.)


Poza tym, w oczach innych był najbardziej troskliwą i opiekuńczą osobą jaka chodziła po ziemi.
Hannibal “Mam Twarz z Kamienia” Lecter - troskliwy? Hannibal “Patrzę Jakbym Myślał o Szatanie” Lecter - opiekuńczy? Narratorze, kuźwa
 http://media.tumblr.com/80c3be6152885f7141e570eea7f58385/tumblr_inline_mo6en41CRq1qz4rgp.gif
Cóż, narrator pewnie widzi go tak:

tumblr_n344t1gCBV1tv22m7o2_500.gif

Graham stał przy szybie i spoglądał na maleńkie dzieci w łóżeczkach. Co jakiś czas drgały mu kąciki ust. Jakby chciał się uśmiechnąć, ale nie mógł.
Plaster Hannibala trzymał mocno.


Po niedługim czasie psychiatra przyszedł do niego z malutkim zawiniątkiem w dłoniach.
- Wybrałem to. Zaszczepione, mało szczeka i nie rzuca się na koty. Poza tym matka była czempionką.
Jeszcze pewnie ma metkę przy beciku.


-Możesz wybrać dla niej imię. I pocałować pannę młodą. - Tu Hannibal nadstawił się i wydął usta w dzióbek. –brunet wpatrywał się w dziecko. Pogładził je palcem po niewielkiej główce.
-Abigail.
-Na pewno? –w odpowiedzi Hannibal otrzymał tylko kiwnięcie głową. Dobrze, skoro tak chciał. Przez całą drogę Will nie wypuszczał małej z rąk. Od tej chwili stała się jego oczkiem w głowie. Iskierką wśród mroku. W domu przygotowali dla jedzenie, nakarmili i położyli spać.
A dziecku się ani nie ulało przy jedzeniu, ani kupy nie zrobiło na pół pieluchy, ani w ogóle potem nie budziło ich rykiem co piętnaście minut, jak to nowonarodzone niemowlę…
I w ogóle gdzie je położyli? Na kanapie? Na podłodze? A może na szafce, zaraz obok słynnej figurki jelenia?
Wrzucili do lodówki. Siła przyzwyczajenia.


Były agent patrzył na nią przez chwilę, po czym poszedł do swojego pokoju. Tak praktycznie rzecz biorąc nie był to jego pokój. Od kiedy się tu zjawił spał z doktorem w jednym łóżku.
Powoli tracę cierpliwość.
 http://25.media.tumblr.com/96d95929c10b507a83da772ef374fc45/tumblr_mot3gwROZP1ssna36o1_500.gif
Spali w jednym łóżku, miziali się i właśnie adoptowali dzieciaka. Jestem ciekawa miny Jacka gdy Hannibal zacznie mu tłumaczyć, że to wszystko część terapii.


Czuł się przez to choć trochę spokojniej. Wszedł do pomieszczenia w momencie, gdy Lecter zapinał guziki swojej piżamy.
Nie zdziwiłabym się jakoś bardzo, gdyby Will wszedł w momencie, gdy Hannibal zapinał guziki jego piżamy.


-Widzę że jeszcze się nie przebrałeś. Czas najwyższy się położyć Williamie. –ruszył do przybudowanej łazienki, aby tam wziąć szybki prysznic.
Ta przybudowana łazienka brzmi jak złośliwa narośl na sypialni.


Zarzucił na siebie, jak zwykle, wymiętą koszulkę i bokserki po czym położył się obok mężczyzny.
-Dobranoc doktorze.
-Kolorowych snów Will.
W kontekście schizowych sennych widziadeł Willa takie życzenia naprawdę nie brzmią dobrze.
Bo właśnie Hannibal nie chce, żeby były takie czarno - szare, tylko utrzymane w ładnych, pastelowych barwach.


–brunet obrócił się plecami do starszego suwnicowego. Jednak nie dane było mu tak szybko zasnąć. Poczuł jak oplatają go silne dłonie i przyciągają do siebie.
A potem poczuł, jak dłonie starannie nacierają go oliwą z ziołami. Po chwili usłyszał nad uchem chrzęst młynka do soli morskiej i pomyślał, że co jak co, ale pomysły na grę wstępną to Hannibal ma naprawdę popieprzone.


Delikatny pocałunek złożony na policzku, przesuwał się coraz bardziej w dół aż do szyi.
Hm… Hannibal ma chyba naprawdę długie wargi.
To brzmi trochę jakby pocałunek spłynął mu po twarzy jak makijaż w upalny dzień.


Mokry język rysował nieznane Grahamowi wzory na skórze.
Głównie znaki drogowe, choć można było też znaleźć wśród nich kilka emotek i pieczołowicie nakreśloną mapę londyńskiego metra.


-Hannibal…-wymruczał, biorąc głębszy wdech. Ścisnął uda, czując jak zęby wgryzają się w miejsce gdzie przed chwilą znajdował się język.
Matko droga, on go zjada żywcem? Przed innego rodzaju skonsumowaniem?! Nawet modliszka robi to PO…
Ciekawe, czy Lecter zamiast wibratora używa blendera.


Jęknął cicho. Dłonie przesunęły się po jego klatce piersiowej aż do brzucha. –Błagam…
-Jesteś tylko mój Williamie. Rozumiesz to?
-Tak…
Przepraszam, to jest raczej [18+], ale muszę to zalinkować, bo tak bardzo mi się skojarzyło: [KLIK!]


Tej nocy mężczyzna nie miał koszmarów.
Głównie dlatego, że noworodek płaczem w ogóle nie dał im spać?
Raczej narrator sugeruje, że Willowi od razu by się polepszyło, gdyby ktoś go porządnie wychędożył.


Spał spokojnie, nawet można powiedzieć że bez zarzutów.
...zarzutów jakich? Od prokuratora?


Gdy otworzył oczy i zauważył że doktora nie ma obok niego, kropelka potu spłynęła mu po skroni. Jego psychika podsuwała mu najgorsze wyobrażenia.
“A jeśli było mu ze mną źle i mnie rzuuuuucił?!”
"A jeśli właśnie obgaduje mnie z Alaną, tą pustą blądi brunetką?!"


Wybiegł z pokoju jak oparzony. Podpierając się ścian skierował się wprost do kuchni.
“Gotuje mi dziecko na śniadanie?!”
"Tylko żeby nie trzymał we wrzątku tak długo jak ostatnio!"


Lecz gdy tam zaszedł nikogo w niej nie znalazł. Przeszedł do salonu i jakby kamień spadł mu z serca. Lecter siedział z Abigail na dłoniach i karmił ją z butelki.
No kurde raczej, że z butelki, a nie piersią.


Will przyglądał się wyrazowi jego twarzy. Był…spokojny i troskliwy jak nigdy. Blondyn zauważył go i posłał lekki uśmiech.
-Dzień Dobry. Wyspałeś się? –Graham opadł na puste miejsce obok niego. –Czyżby coś cię przeraziło?
- Tak, skrajny brak realizmu w tym opowiadaniu.


-Nie…to nic. –wystawił dłonie, jakby czekając aż ten da mu potrzymać dziewczynkę. Została mu podana po chwili.
Z jabłkiem w ustach?


Hannibal otoczył go ramionami i pocałował w czoło. Jego rodzina…
Niemalże:
 http://24.media.tumblr.com/500b5569ea87834bb37326ba01be78d3/tumblr_mp0va0SmE51s4zqaro1_500.gif



Alanie się to nie podobało i to nawet bardzo. Gdy tylko dowiedziała się od Katz co takiego miało miejsce, nie wahała się ani chwili. Wpadał do domu Lectera jak burza zastając całą trójkę w kuchni.
Następnie miała miejsce dokładnie ta oto scenka: [KLIK!]
Cała reszta starannie nie dała faka temu, że psychiatra i koleś z zaburzeniami osobowości postanowili razem wychowywać noworodka. Dzień jak co dzień.


-Hannibal czyś ty zwariował?! –podniosła głos.
(...) -Dziecko korzystnie wpływa na jego psychikę. Od kilku dni nie miewa koszmarów, halucynacje też powoli słabną.
A poza tym aplikuję mu od niedawna bardzo skuteczne czopki analne oraz… pigułki do ssania!
I długie masaże całego ciała! I wspólne kąpiele, czasem nawet z bąbelkami.


-Ale mogą w każdej chwili powrócić! Do cholery jasnej! On może jej zrobić krzywdę!
-Mam wszystko pod kontrolą moja droga. Niczego nie robi bez mojego pozwolenia. –brunetka wzięła głęboki oddech.
Hannibalowi umknęła subtelna różnica między terapią a tresurą.


-Wiedziałam że wasze relacje nie są już czysto zawodowe, ale nie myślałam że posunęły się aż tak do przodu.
Oj, posunęły, posunęły, i to nie raz...


(...) -Alano proszę. –wskazał jej krzesło, aby na nim usiadła. –Obserwuję go co dnia. Naprawdę zależy mu na tym dziecku, mogę ci to przysiąc z ręką na sercu. Może dzięki niej będzie mógł wrócić do pracy.
-O ile znów się nie zatraci.
-Nie chwal dnia przed zachodem, moja droga.
Czy on się właśnie przyznał, że liczy na pogorszenie stanu Willa?
Tak. Najwyraźniej robił jakieś fakultety u Stirlitza.


obiad minął im spokojnie. Alana naprawdę przekonała się że psychika Willa nie jest już taka sama jak w tamtej chwili, w Minnesocie gdy celował z broni do Hannibala.
Wszystko było tulaśne, miłe i puchate, a Alana pogodziła się z Imperatywem Narracyjnym.
A dzieciak defekował wyłącznie tęczą.


Abigail rosła jak na drożdżach. Oboje, tak Will jak i Lecter, uwielbiali spędzać z nią czas.
No ja myślę, w końcu chyba po to ją adoptowali!
A któremu z nich przy okazji urwało od męskiej końcówki?


Do doktora zwracała się tato, do byłego agenta zaś wujku.
To ona już mówi? Jak szybko się tu czas przewinął?
Pieruńsko.


Nigdy nie pytała o matkę. Była bystrą i niezwykle mądrą dziewczynką.
Była mądra: wiedziała, że o pewne rzeczy lepiej nie pytać.


Przepadała za pomaganiem tacie w kuchni, ale Graham rzadko jej na to pozwalał. Nie chciał żeby widziała organy, mimo że była za mała by wiedzieć co to.
Jak to; to wychowywanie nie wyglądało tak:
 http://www.daylol.com/images/2013/October/28/526ee69c8b89e_original.jpg
Aha, czyli świadomie paśli dzieciaka ludzkim mięsem. How sweet.


Psychika Willa była na najlepszej drodze by znów wrócić daleko przed krawędź, z której go zepchnięto. (...) Hannibal otoczył swoją rodzinę niezwykłą opieką. Jego relacja z brunetem stała się jeszcze bardziej zażyła.
 http://31.media.tumblr.com/caf772f1282514366b9152551f8442f8/tumblr_mol6d77VYq1qkh5fxo1_r1_250.gif


Wszystko zdawało się prostować i stawać normalne.
A czasem nawet stawało wielokrotne w ciągu jednej nocy!


Will wrócił ze sklepu, ostawiając siatki w holu.
Ostawiając je na pastwę żarłocznych płaszczy i klanu posępnych parasoli.


Zazwyczaj witał go radosny krzyk Abigail, która wpadała mu w ramiona. Tym razem powitała go cisza i zapach ludziny piekącej się w piekarniku. Zamrugał delikatnie i ściągając okulary ruszył do salonu. Tam także pusto. Może gdzieś wyszli?
-Hannibal?
-Jesteśmy w kuchni. –mężczyzna uśmiechnął się do siebie i ruszył w stronę pomieszczenia. To co zobaczył, gdy wszedł tam, odrzuciło go momentalnie. Na stole leżało niewielkie, bo tylko sześcioletnie, ciało Abigail. Miała rozpłachtany brzuch (pokryty płachtami?), a krew obryzgała całą posadzkę.
Will wzdrygnął się i zamrugał gwałtownie.
- Co to za chlew? - zapytał. - Zapomnij, że będę mył podłogę po czymś takim. Nie mogłeś jej oskórować w garażu?


Gałki oczne zostały wciśnięte do oczodołów.
Yyy… ale po co? Lecter robił akurat jakąś super hipsterską pastę na kanapki, którą musiał mieszać akurat w oczodołach?


Serce Willa pracowało na najwyższych obrotach. Ale…przecież…jak. Przy wysepce stał Lecter, spokojnie krojąc serce dziewczyny.
Miała sześć lat, więc raczej dziewczynki.


Brunet musiała zmienić płeć z wrażenia złapać się ściany by nie upaść. Nie…to nie mogła być prawda. Nie! Znowu miał halucynacje.
-Will…wiedziałeś że tak to się skończy.
No nie udawaj, że ta dieta z mleka i żołędzi nic ci nie sugerowała.


(...)-Will…Will słyszysz mnie? Will…
Poczuł szarpnięcie i nagle otworzył oczy. Rozedrgany wzrok przesuwał się po każdym meblu w pokoju starannie omijając ludzi. Gdzie był? Co się do cholery stało? Cały się trząsł, nie mógł złapać równego oddechu. Widział tylko że przed nim kucał doktor Lecter. To on trzymał go za ramię.  
-Co..
-Miałeś napad. Spokojnie. –blondyn wrócił na swoje miejsce.  
-Gdzie jestem?
-W Baltimore. –były agent schował twarz w dłoniach. To wszystko…to była pieprzona halucynacja. Przetarł oczy palcami i odchylił się na krześle. –A teraz William…opowiedz mi co widziałeś?
No i na końcu dostajemy motyw z "to był tylko sen", przez co cała akcja opka staje się zupełnie pozbawiona znaczenia, a my właśnie dowiadujemy się, że straciliśmy pół godziny życia i nikt nam tego nie zwróci.
 tumblr_msaq2tuJSW1sdw9ggo1_250.gif


19 komentarzy:

Serenity pisze...

Och, przepraszam. Miałam napisać jakiegoś fajnego i długiego komcia, ale mnie zamurowało.
Idę zrobić sobie coś do jedzenia :)

Anonimowy pisze...

Na zmianę śmiałam się i załamywałam z zażenowania. Hannibal powinien dopaść tę aŁtoreczkę za taką profanację.

Floréal pisze...

Hej dziewczyny, analiza super, ubawiłam się, tak w ogóle miło, że bierzecie się za opka z Hannibala :)
Tylko jedna rzecz, bo poruszacie tę kwestię już w drugiej analizie... ej no, przecież Hannibal JEST blondynem! :P Taki kolor włosów to ciemny blond!

Degausser pisze...

SKŁADAM HOŁD DENEVE!!!

Anonimowy pisze...

WOW.


*wychodzi ze stuporu*
Hmm, mam dziwne hasło; srookyou after. Co to może znaczyć? Jakieś pomysły?
A wgl, mam pytanie. Wrócicie kiedyś do fandomu "Avatar"?
Pzdr, Vinorla/Forath

Anonimowy pisze...

Całość piękna ,"ale co robi psychiatra na porodówce ani czemu wspomina coś o szwedzkim stole, no ale","Will jest wychillowany" i "twój pająk Zenon" najlepsze.
Kiedyś czytałam kryminał,w którym cała rodzina ginęła w Paryżu jeden po drugim a na końcu okazało się że to sen...
Graham i Lecter adoptują dziecko,które ląduje w garnku..Lecter by tego nie wymyślił


Chomik

Anonimowy pisze...

Sprawiłyście, że blender nie będzie mi się dobrze kojarzył! XDDDD

thingrodiel

Anonimowy pisze...

PS Chciałam bardzo serdecznie podziękować Deneve za nagranie. Nie mogłam być na Pyrkonie. Nigdy nie byłam. Ale dzięki temu mogłam posłuchać dziewczyn. Dzięki!

thingrodiel

Mysza pisze...

Blender zamiast wibratora wygrywa Internet :D

Mysza

Anonimowy pisze...

Miałam coś konkretnego napisać... Zapomniałam w połowie czytania.
W zamian pokażę gifa, który baaardzo przypomina mi taką Marysieńkę jak z moich wyobrażeń kiedy tak od czasu do czasu wpadam was poczytać...
http://kwejk.pl/obrazek/2035022/wszyscy-wypierdalac.html

Amy Gryffin pisze...

W swoim okrucieństwie podrzucam link do "cudownego" blogaska: http://ofck.blogspot.com/

I zabieram się za czytanie analizy.
Pozdrawiam!

Cydonia pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Tutaj macie coś strasznego (; Bałem się wziąć za sam tekst i przeczytałem tylko wstęp:
http://opowiadania-yaoi-slash.blog.pl/2014/03/18/zoska-x-rudy/

Anonimowy pisze...

Co do komentarza wyżej... Podziękuję za taką analizę, sam tytuł mi wystarczy. Ch*lera, pewnie jakaś gimbusiara poszła z klasą na "Kamienie na szaniec" do kina... Nie mam nic do opowiadań homoerotycznych, często je czytam, czasami piszę (wyłącznie do szuflady) no ale z czym do ludzi, drodzy Państwo...

Anonimowy pisze...

:< Zamierzacie kontunuować analizy Ferrinu?

sowa101 pisze...

Umarła mnie ta analiza. Jak można tak skrzywdzić mojego ukochanego Willa? Nic tylko wrzucić autorkę/autorka do gara i podać na obiad nienawidzonej teściowej... Normalnie podziwiam Was że dajecie radę czytać te brednie.

Anonimowy pisze...

Reakcja Ałtorki tego dzieUa, gdy dowiedziała się o tej analizie:
"Pewna stronka, która analizuje ficki postanowiła wziąć jednego z moich Hannigramów. Niestety nie było to zbyt miłe co tam wypisywały. Nie wiem czemu to zrobiły~"

:D Analiza jak zawsze świetna ^^
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Analiza świetna, uwielbiam je! I podziwiam za wynajdywanie takich perełek :D
P.S. U Harrisa była jednak mowa o 'Williamie 'Willu' Grahamie'.

Anonimowy pisze...

XD is strong in this one