piątek, 14 marca 2014

Anaela the Fucking Marvelous, czyli "Gra o Ferrin", cz. 1




Witajcie!


Dziś mamy dla was analizę naprawdę niezwykłego tekstu, a raczej - niezwykłej książki. Zanim jednak do tego przejdziemy - odrobina prywaty.


Po pierwsze - ci, którzy wybierają się na Pyrkon, będą mogli posłuchać nas (a także Szproty i Kury z Biura) na panelu “Między hejtem a krytyką”, w niedzielę o 12.30 w sali Literacka 2.


Po drugie - pamiętacie, jak miesiąc temu pisałyśmy o wydawniczej akcji Book Rage [http://bookrage.org/], w której przy korekcie pomaga Pigmejka? W tym tygodniu pojawił się marcowy pakiet książek za "co łaska" - więc znów możecie wspomóc analizatorkę, przy okazji kupując niezłe książki za taniochę!
Tym razem w pakiecie jest proza Stefana Grabińskiego, czyli skrzyżowanie Lovecrafta, Poego i Tetmajera! Polska klasyka powieści grozy - dużo niesamowitości, demonicznych seksów i mroczności!
Istotne jest to, że oferowane wydania oparte są na oryginalnych, przedwojennych edycjach, dzięki czemu mogliśmy przywrócić fragmenty (często całe akapity!) usunięte przez redaktorów PRLowskich wydań opowiadań Grabińskiego. Na tych okrojonych wersjach oparte były do tej pory niemal wszystkie współczesne edycje dzieł Grabińskiego - Book Rage zadbał o wierność pierwotnych wydaniom!
(Od siebie dodam, że bardzo, bardzo polecam zbiór opowiadań "Na wzgórzu róż", więc warto zapłacić powyżej średniej - która i tak jest niska. [Pigmejka])



Nie przedłużając więcej - pora przejść do analizy. W tym tygodniu pomagają nam Vivaldi, Nin i Serenity. Czemu potrzebne nam było tak liczne wsparcie? Ponieważ postanowiłyśmy wziąć się za bary z… “Grą o Ferrin” Katarzyny Michalak. Autorka wydawana w takich wydawnictwach jak Znak czy Wydawnictwo Literackie opisywana jest w tym ostatnim tymi słowy: “Każda jej nowa książka to wysokie notowania na listach bestsellerów, kilkadziesiąt tysięcy sprzedanych egzemplarzy i coraz liczniejsza grupa wiernych czytelników. Wartka akcja, błyskotliwe dialogi i wyraziści bohaterowie, oraz ogromny ładunek emocjonalny, który nie pozwoli na obojętność, to znaki charakterystyczne jej twórczości”. Cóż - jak pani Michalak idzie z powieścią obyczajową można przeczytać w tym tekście: [KLIK], jak i w analizie Niezatapialnej Armady: część pierwsza, druga, trzecia, czwarta. My wzięliśmy na warsztat fantastykę. Niestety, o prozie tejże pisarki mamy nieco inne zdanie niż autor cytatu powyżej. Sensu w “Grze o Ferrin” tyle co kot napłakał, za to mnóstwo kiczu, rwącej się fabuły i potężnego stężenia marysuizmu.
Miłego!


Zanalizowali: Pigmejka, Kalevatar, Vivaldi, Serenity i Nin.
Źródło: Katarzyna Michalak, "Gra o Ferrin", Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2010, ISBN 978-83-7359-967-3.






[Bohaterka, lekarka w pogotowiu ratunkowym, jedzie do próby samobójczej.]
Karolina ogarnęła spojrzeniem wstrętne szare blokowisko,wysiadła i pochyliła się nad ranną, by w następnej chwili aż się cofnąć z zaskoczenia.
Oczywiście pierwsza akcja, jaką robi się po przyjeździe na miejsce wypadku, to kontemplacja otoczenia.
Czynnik społecznościowy. Brzydkie szare bloki to +50 do szansy na samobója czy przemoc domową.
Okazało się, że nigdzie nie było instrukcji obsługi rannej.


[Karolina stwierdza, że samobójczyni wygląda niemalże jak ona - ciach.]


Podczas gdy gapie relacjonowali przebieg wypadku (...) ona zdążyła sprawdzić puls, musnąć zroszone zimnym potem czoło rannej, rzucić okiem na porcelanowo-białe spojówki.
Na których to podstawie stwierdziła, że znowu jakiś mutant uciekł z rządowych laboratoriów. Albo medycyna kłamała, a ceramiczne spojówki są najzupełniej normalne.


Przygryzła wargi. Nie mogło być gorzej: wstrząs i krwotok wewnętrzny.
Tak po jednym spojrzeniu to poznała. Szczególnie ten krwotok.Zajrzała przez szybkę w okolicach pępka.
Wyniki wyświetliły się na czole.
- Przygotuj dwójkę cyklonaminy - poleciła drugiemu.
Cyklonamina działa dopiero pół godziny po podaniu - to raz, a dwa to to, że używa się jej raczej do krwotoków z nosa albo do hamowania krwotoków pozabiegowych. Nie tak trudno znaleźć w sieci informacje na temat tego leku.
 wCFFu.jpg


Bezbłędnie wbiła się do żyły, w następnej chwili wyciągając dłoń po gotową do użycia kroplówkę. Jej zespół był najlepszy w mieście (na rurze, wiesz?). Rozumieli się w pół słowa.
Wow. Ja rozumiem, że to Polska, ale czy naprawdę trzeba aż tak rozwodzić się nad tym, że załoga karetki zna się na swojej pracy? Za chwilę dostaniemy wzmiankę, że kierowca wiedział, że trzeba stanąć na czerwonym.


Dłoń rannej błądziła, szukając dłoni lekarki, która ujęła ją i po raz setny spojrzała na ekran monitora, potem na wbity w żyłę wenflon i życiodajne płyny sączące się przez niego kropla za kroplą.
Boru, oni jej tam aplikują wodę entów, czy lecą od razu z health potion?


Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w podobny sposób z rannej ucieka życie. Kropla za kroplą.Brońcie mnie bogowie przed ratownikami, którzy zamiast mnie ratować, będą mi nad głową dostępować metafizycznego orgazmu.
Pogotowie full zestaw: i kroplówkę podłączą, i tren w razie czego napiszą...


Karolina jednym szarpnięciem rozrywa splamioną krwią koszulkę dziewczyny, patrząc, czy aby na pewno robi dość dramatyczne wrażenie, rzucając przez ramię:
- Defibrylator. Dwójka adrenaliny. Przykłada elektrody.
- Gotów!Torpedo los!
Narrator wciął się w dialog!
Łoo, wyjeżdżamy z defibrylatorem, znanym też jako Trupoożywiacz przez wzgląd na swoją - potwierdzoną w tysiącu filmów - zdolność stawiania na nogi martwych i umierających!


Sanitariusz w ostatniej chwili cofa rękę. Wstrząs rzuca ciałem rannej. Nic.
Karolina zaciska usta i wbija się dosercowo, podając adrenalinę.
- Rusz się! - błaga wpatrzona w ekran, na którym niezdecydowanie drga zielona linia.
Zespół OIOM-u otwiera drzwi karetki. Karolina ponownie sięga po elektrody.
- Gotów!
Wstrząs. Pojawia się słabe tętno.
- Walcz! Mimo wszystko!!! Zobaczysz, stopa bezrobocia jeszcze spadnie!
Walcz, bo jak umrzesz, to dopiero zobaczysz!
Czy ona właśnie próbuje przemówić umierającej do rozsądku?


Tętno znów zanika. Wycie aparatury.
Samym gadaniem tętna nie podtrzymasz.
Kto zamontował w karetce syrenę przeciwmgielną?


Splata dłonie i całym ciałem napiera na pierś umierającej łamiąc jej przy okazji żebra, w ostatniej próbie reanimacji.
Niech mnie ktoś poprawi jakby co, ale ona jednocześnie robi masaż serca i przykłada defibrylator; to jest chyba trochę nie teges
Najpierw defibrylator, potem rączki. Wiesz, prąd prądem, ale dopiero dotyk boChaterki stanowi ekstremalnie elektryzujące doświadczenie.
Gdzie ona uczyła się takiej techniki? Chyba w łódzkim pogotowiu. Pozwolę sobie cioci wiki zaufać w tej sprawie: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c5/AlgorytmALS.svg


[Pacjentka umiera, Karolina zalewa się łzami, bo nie udało jej się uratować samobójczyni. Dla przypomnienia - dziewczę jeździ w karetce od roku. Jeśli urządzała co i rusz takie tragedie, bo ktoś jej umarł, to chyba jest z nią coś nie tak i może trzeba byłoby jej to wytłumaczyć?] [Może wcześniej pracowała w Leśnej Górze, tam jeden zgon przypadał na jakieś pińcet odcinków.] [Przeprowadzka do Łodzi była jednak złym pomysłem.]


Przyłożyła dłoń do oczu, jakby siłą chciała zatrzymać łzy. Pod powiekami znów zobaczyła dziewczynę, podobną do niej jak siostra bliźniaczka, która przed chwilą zgasła…
Moment, bo to zdanie kryje głębszy sens. BoCHaterka miała bliźniaczkę, dopiero co zmarłą, a teraz widzi  "oczyma duszy" podobną do niej dziewczynę, tak?


- A ty jak zwykle urządzasz histerie.Urządziłabyś jaką solidną bibę, z dziwkami, koksem i morzem wódy, a nie jakieś facecje…
Dobrze, że tam była tylko jedna pacjentka: jakby było więcej, to miałyby marne szanse na przeżycie, skoro ratowniczka już po pierwszym zgonie zalewa się łzami.


Drgnęła, słysząc za sobą głos ordynatora. Zacisnęła palce na krawędzi umywalki.
Odejdź! Daj mi spokój! Nie teraz! - chciała krzyknąć, ale milczała.
- Bierz się do pisania raportu i naucz się w końcu przegrywać.
- Nigdy się nie nauczę - odparła cicho. - Nie ze śmiercią.
Odkąd w czwartej klasie podstawówki wyśmiała moje wypracowanie, poprzysięgłam, że nie odpuszczę szmacie.
Ona chyba naprawdę powinna przemyśleć karierę zawodową.
Wygłosiwszy to Orędzie Do Narodu I Ludzkości Jako Takiej, boCHaterka zstąpiła ze szczytu Mont Blanc, na którym się właśnie znajdowała, na chmurze i pobieżyła do Somalii, walczyć o każde zagrożone istnienie, bez wytchnienia, bez odpoczynku... a nie, sorasy, pomieszały mi się scenariusze. BoCHaterka pobieżyła do domu, żeby popławić się w angście i poużalać nad sobą.


Wytarła twarz ręcznikiem i chciała wyjść bez pożegnania. Nie miała siły na wysłuchiwanie komentarzy, zwłaszcza z ust człowieka, którego wszelkie uczucia, jeśli takowe kiedykolwiek istniały, umarły ćwierć wieku temu zabite przez rutynę.
No co za nieczuły typ, powinien razem z Karoliną szlochać histerycznie w tej łazience. Zapamiętajcie, że zimny profesjonalizm zawsze jest godzien pogardy, i poczekajcie na scenę oblężenia Cambrii.


- Czasami zastanawiam się - słowa zatrzymały ją na progu - czy to nie płacze twoja ambicja... jak pacjent śmiał umrzeć mimo heroicznych wysiłków wspaniałej pani doktor.
Poczuła się, jakby dostała w twarz.
Ktoś śmiał zauważyć, że jej wzniosła idealizacja, szlachetność, dobroć, miód i mleko płynące z serca to zwykłe hipsterskie pierdololo.
Ciekawe co by zrobiła, jakby ją wysłać do jednej z wielu biednych wiosek afrykańskich. Zamknęłaby się w chacie i wyła, zamiast pomagać?
Czy możemy dać Panu Ordynatorowi jakiś order za wyartykułowanie przemyśleń analizatorów?


Pobladła i odwróciła się, by oddać. Stary człowiek, widać zawstydzony tym, co przed chwilą powiedział, uśmiechnął się przepraszająco i umknął z podkulonym ogonem, zdawszy sobie sprawę, że pojechał Mary Sue jak równej sobie.
Wściekłość spłynęła z niej tak nagle, jak się pojawiła. Karolina poczuła się bardzo zmęczona.


(...) Dziesięć minut oczekiwania na przyjazd autobusu zazwyczaj poświęcała lekturze, ale dziś nie sięgnęła do torebki po książkę, wciąż wstrząśnięta śmiercią siostry bliźniaczki.
Dziewczyna jeszcze parę chwil temu była podobna do niej jak siostra bliźniaczka. Teraz magicznym zbiegiem okoliczności OKAZAŁA SIĘ siostrą bliźniaczką.Już nigdy nie zrobi nikogo w bambuko na numer z bilokacją.
Nie zrozumcie mnie  źle: to dobrze, że jest wrażliwa. Źle, że wybrała przy tym taką pracę.
Ludzie na przystanku już po samym fakcie, czy boCHaterka czyta, mogli zgadnąć, czy ktoś jej zszedł na dyżurze.


W takich chwilach zastanawiała się, co właściwie każe jej, anestezjologowi o naprawdę wysokich kwalifikacjach, tłuc się całymi dniami w karetce.
MICHALAG, odrzekła Nina ponuro.
Imperatyw, dodała Serenity półgłosem.A od kiedy to kwalifikacje na metry sprzedają?


Co miesiąc patrzyła na wyciąg bankowy, na którym wydrukowane były jej zarobki, zastanawiając się, czy to śmieszne, czy raczej smutne. I ile będzie musiała wziąć wykańczających dwudziestoczterogodzinnych dyżurów dodatkowo, by dożyć następnej wypłaty.Interesujące, bo anestezjolodzy to podobno sama góra drabinki lekarskiej w Polsce i średnia pensja na poziomie 4 tys. złotych miesięcznie to nic dziwnego…
Może 3,5 tysiąca przeznacza na utrzymanie schronisk, przytułków i takich tam?
Założę się, że ona jedna tyra za 1600 zł, bo wynegocjowanie podwyżki byłoby wyrazem zimnego profesjonalizmu, moralnej klęski, duchowej pustki i pełzającego konsumpcjonizmu.


Co mnie tu trzyma? - pytała samą siebie. - Przecież mogłabym pracować w prywatnej klinice. Bez stresu, niemal bez wysiłku, ale za to z kilkakrotnie wyższymi zarobkami. Co mnie trzyma w tym piekle?
Sadyzm, skazujący czytelnika na przejmowanie się twoim życiowym nieogarnięciem.
Taaak, bo w prywatnej klinice pacjent niemal sam się leczy, olśniony bogactwem placówki i lekarze już nic nie muszą robić.
Jak to nic?  Muszą się pławić we własnym sukcesie!


Nie musiała odpowiadać. Było to dla niej tak oczywiste, jak to, że musiała oddychać, jeść, spać. Głupie, egzaltowane słowa: powołanie, współczucie, pragnienie niesienia pomocy.
Bo w prywatnej klinice nie niesie się pomocy, lecz walizy wypchane piniądzem. Jak ona cierpi za miliony. Sukces za rogiem, a ona się tak poświęca, klękajcie narody & przechodniu idź powiedz Sparcie.


Mieszkanko w tej starej jak świat kamienicy było niewiele większe niż klatka dla ptaków: pokoik, malutka kuchnia i jeszcze mniejsza łazienka.
Całkiem spora ta klatka dla ptaków. A ja głupia myślałam, że na klatkę dla ptaków składa się karmniczek i kuchnia i łazienka, znaczy kuwetka i huśtawka.
Tapeta pamięta czasy Poniatowskiego, a instalację elektryczną naprawiali po najeździe mongolskim.
A zamek w drzwiach trochę szwankuje od czasu najazdu Tatarów.
Za to muszla klozetowa pamięta zlodowacenie hurońskie.


Coś jednak różniło jej azyl od tysięcy mu podobnych: jednorożce.
Były wszędzie. Patrzyły na nią ze zdobiących ściany obrazów, podrzucały dumnie rzeźbione w drewnie lub metalu głowy, stojąc na półeczkach i komodzie gziły się po kątach, rzygając tęczą.
Pokoik taki malutki, że aż komoda wejdzie. Taajasne.


Ich spojrzenia pełne bezwarunkowej miłości towarzyszyły Karolinie od samego progu.
 mlfw1354_hAtAq.png

Tak bardzo miłość:

http://drawtodeath.files.wordpress.com/2012/01/kirin2.jpg


- Cześć, moje śliczne - przywitała je ze słabym uśmiechem.
- Witaj, Anaelo! - usłyszała w myślach odpowiedź.
Jakby do mnie jednorożce mówiły, to chyba bym dobrowolnie zamknęła się na oddziale zamkniętym. Może bohaterka jest disneyowską księżniczką - do nich mówiło wszystko: od leśnych zwierzątek po czajniki i szafy.
Pal sześć gadające durnostojki - ona naprawdę nie zdziwiła się, że kurzołapy nazwały ją innym imieniem? *zerka nad wiszący nad narracją transparent "Jesteśmy hintem, podziwiaj naszą subtelność"*


[W mieszkaniu okazuje się czekać na Karolinę Łukasz, jej przyjaciel jeszcze z czasów domu dziecka. Wręcza jej prezent od ciotki Maryli (najprawdopodobniej opiekunki z bidula) - książkę “Kroniki Ferrinu”, baśniowej krainy, do której Karolina z Marylą nie raz  podróżowały w wyobraźni.] [Wtrącę tylko, że "Kroniki…" mają, oczywiście, postać najbardziej kiczowatego grimoire'u ever - skórzana oprawa, złocenia, szkice i komentarze w tajemniczych językach included.]


- Patrz! - wykrzyknęła z triumfem. Złotozielone (gdyby były tylko zielone to czy odjęłoby jej to zajebistości?) (złotoavadzie!) oczy zajaśniały ogniem. - Kod eksterioryzacji!
- Co? Co?
- Przepis, jak się stąd wyteleportować! Co?
I skończyć powieść?! BRING IT ON!
 1382693640501.jpg


- A czy jest coś o tym, jak wrócić? - zakpił.
- Po co tu wracać? - zapytała ze szczerym zdziwieniem. Łukasz w odpowiedzi popukał się znacząco w głowę.
- Nigdy nie podobała mi się ta wasza zabawa w magię.
Toć to bezbożny okultyzm!
A co jeśli jakieś byty przyczepią ci się do czakry? Tru story!


- Grunt, że nam się podobała…
We’re the best, fuck the rest. Z takim wyczuciem odpowiedzialności i logiki nic dziwnego, że gnije w tej karetce.


Przez chwilę patrzył, jak dziewczyna, w zupełnym oderwaniu od szarej rzeczywistości, czyta bezgłośnie owo cenne zaklęcie, po czym sięgnął do kieszeni marynarki i mówiąc: „Ja też mam coś dla ciebie”, wyjął małe, pluszowe pudełeczko.

72.jpg
Narkotyki? (Jakoś tak  mi pasują do konwencji...)
W świecie Michalag pigułki nie są czerwone ani niebieskie, tylko różowe i urywają od sensu.


Skromny pierścionek wabił agatowym oczkiem.
To przyoszczędził chłoptaś… Skromność to cnota, przyda się bohaterce.
Oczko mrugało zalotnie i emitowało miazmaty.


- Przyrzekałeś! - Poderwała się, przewracając wazon z purpurową różą. - Przyrzekałeś być mi bratem!
Kto, u licha, wypowiada się w taki sposób? Odpowiedzi ślijcie na adres: are.you.fucking.kidding.me@iamsodone.com


- Potrzebny ci facet! Mąż! Kochanek! A nie brat!Wiadomo, prawdziwy facet to przyrząd ruchawkowy plus przyległości, nie odwrotnie. A broń Borze z osobowością.
Ciekawe, co by zrobił, jakby się okazało, że panna jest lesbijką. Albo aseksualistką. Albo po prostu na niego nie leci.


[Karolinka angstuje po przepędzeniu przyjacielo-brato-niedoszłego kochanka.]
Długo w noc opłakiwała utratę tej, której nie zdążyła pokochać.
Jak mogła stracić swoją siostrę bliźniaczkę?
A na początku była tylko podobna bliźniaczo!
Żeby chociaż wcześniej wiedziała, że ta istniała w ogóle…
Borze, w podstawówce miałam w klasie koleżankę, która była bardzo do mnie podobna. Powinnam ją też pokochać?!


Kamila - tak miała na imię samobójczyni - żyła, a potem zapragnęła umrzeć tak blisko, zaledwie parę przecznic stąd. Gdyby Karolina częściej opuszczała swoją samotnię, gdyby choć raz poszła na spacer do parku, zamiast kryć się we własnym świecie, może spotkałyby się i tamta piłaby teraz z Karoliną malinową herbatę, miast marznąć w kostnicy?
Tak, bo herbatka jest jak wiadomo znanym środkiem zapobiegawczym w przypadku niedoszłych lub przyszłych samobójców.
U Musierowicz herbatka nie takie rzeczy robiła z ludźmi. Na sam widok bohaterki odkryłaby sens życia, konto wypełniłoby się złotówkami, a krowy dawałyby zagęszczone mleko karmelowe.
Może bohaterka jest nie tylko anestezjolożką-ratowniczką, ale i krypto-psychiatrą?
Ciekawe, czy ma osobny pokój dla swojego ego.


[Zaczynają się przygotowania do teleportnięcia się w cholerę.]
Suknia z ciemnozielonego aksamitu spłynęła aż do ziemi.
Na aksamity to ją stać, kurka wodna.
Ćśśś, w second-handzie kupiła.
Oczywiście, że aksamit. Zwykła bawełna przecież utrudnia teleportację.


Długie, kasztanowe włosy zalśniły w blasku świecy. Medalion w zetknięciu z ciepłą skórą drgnął leciutko porażon bezwstydem. I wtem zgaszone smutkiem oczy rozjaśnił blask.
Zaczęła mutować w wilkołaka?
 http://i2.wp.com/www.werewolves.com/wordpress/wp-content/uploads/2012/11/tumblr_m8x9sfdsrN1qh5vnn.jpg


Blade, zaciśnięte usta nabrały barw, a przygniecione zmartwieniem ramiona się wyprostowały. Przytłoczona ciężarem trosk zmęczona lekarka pogotowia odeszła w niepamięć. Na jej miejscu znalazła się... ona - Anaela.
Transformacja instant.Initializing new program.  Anaela the Fucking Marvelous v. 2.01 starts in 3… 2… 1...
Kurde, poszło jej szybciej niż Belli podczas przemiany w wampira!
Nawet szybciej niż Czarodziejce z Księżyca.


I kartę [tarota], i złote świece zamknęła w kole utworzonym z magicznych symboli, których znaczenie i treść znał tylko autor rytuału.
A więc równie dobrze mogły ten symbole oznaczać ni mniej ni więcej, tylko “Idź i wychędoż się sam”.Alternatywnie był to druidzki przepis na stek z dzika. Tylko bez dzika.


Zapaliła w kadzielnicy porcję sproszkowanej szałwi. Powolnymi ruchami dłoni zaczęła namaszczać świece oliwą (miazmacie precz!) i zapalać je po kolei: jedną od drugiej, jednocześnie intonując zaklęcie:
Anadare en’es tella.
Anadare en’es n’ar.
An’er’n telle, tellis’n n’are.
Enesente este dar.
Nie wiem, jak wy, ale ja sobie poplątałam język próbując wymówić te apostrofy w środku.Bo to elfickie. Wszystko brzmi bardziej elficko, jeśli wpieprzysz tam apostrofy. Dys’urs fan’ tasy pi’ er dol’enya.
Ale, oczywiście, zaklęcie w najbardziej nawet fikuśnym języku i o porąbanym zapisie może być odczytane zgodnie z polską artykulacją. Skąd Karolina może wiedzieć, jak czytać to podwójne "l", albo czy któraś ze zgłosek nie jest niema? Wyobraźcie sobie, że macie przeczytać np. tekst po chińsku zapisany łacińskim alfabetem.


Ciepły blask płomyków i woń kadzidła sprawiły, że otaczający ją świat wydawał się coraz mniej realny.
Nie dziwię się - po paleniu szałwii podobno można mieć niezły odlot.
Dobrze, że to tylko szałwia była - strach pomyśleć, jakby dostała prawdziwe ziółka halucynogenne.


Schody. Długie, kręte, nieprzypominające żadnych innych,
To pewnie te trzecie schody Tewjego Mleczarza, wiodące do nikąd, tak na pokaz.


wykute w dziwnej skale, kruchej i niezniszczalnej jednocześnie.
Powodzenia kującym życzę.Jedna grupa rzeźbiarzy bajeruje skały słodkimi słówkami o wprawnym dłucie, podczas gdy druga rozkojarzonym skałom obrabia dupę.


Drzwi. Też dziwne i niezniszczalne? Czarny kryształ, z którego były wykonane, pokrywały dziesiątki cudownych płaskorzeźb.


Oderwała wzrok od tajemniczych obrazów, pchnęła wierzeje i ze zdławionym okrzykiem chwyciła się framugi otwartego na oścież okna.
Ale zaraz, co i jak się dzieje? Czemu ona otwiera okno na oścież?Narracja daje bohaterce do zrozumienia “gdzie są drzwi”.
Zaraz, to kryształowe (!) drzwi były oknem, a ona tego nie zauważyła?
Rytuał się powiódł, przeteleportowało ją do okna. Na początek dobre i to.


Chwiała się na parapecie, patrząc z niedowierzaniem na stojącą tuż przed nią na wyciągnięcie ręki ciocię Marylkę. Nie. Nie ciocię Marylkę, ale Amarillę dell’Soll, bo tej wspaniałej, dumnie wyprostowanej, złotowłosej i złotookiej (oczywiście musiała być złotowłosa i złotooka, bo gdyby miała na przykład jedynie blond włosy i jasne oczy to nie byłoby tak kul) kobiety „ciocią” nazwać nie śmiała.
Złotooka Ciocia Marylka:
 http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ng/dd/adca/XvLwCTtL1cwxY5vMHX.jpg
Grunt, że wyprostowana.


Tak: nieznajoma była czarodziejką z własnych opowieści.
Miała na czole wytatuowane WIZARD gotykiem.
A na kapeluszu “Maggusa”.
A w ręku dziesięć różdżek, trzy miotły i jedną laskę z gałką na czubku. Chwila, moment - czemu ona nazywa ją "nieznajomą"?


Karolina omiotła niedowierzającym spojrzeniem pokój za plecami Amarilli. Krąg z kryształu i ognia, tlące się kadzidło: taki jaki przed chwilą opuściła. Nie! Jakby wciąż tam była! Od nagłej zmiany perspektywy zakręciło jej się w głowie. Była w swoim pokoju, stała na parapecie, u jej stóp powinna rozciągać się pięciopiętrowa przepaść, ale zamiast czarnej studni podwórza miała przed sobą i za sobą pokój, w którym Amarilla czekała, aż minie pierwszy szok.
Pokój przed sobą i za sobą? Przykro mi dzieweczko, to nie magia, tylko pieprzona fizyka.
 testchmb_a_140001.jpg


- Chodź, Anaelo - rzekła miękko, nazywając dziewczynę tajemnym imieniem. - Ferrin na ciebie czeka.
Tak, zrób krok naprzód, oszczędź nam cierpienia i skocz z tego okna.
Fire in the Hole!
Dołącz do swojej siostry bliźniaczki!
*wyciąga pompony i kibicuje*
Chwila. A co jeśli ona teraz wyskoczy, przechodnie wezwą pogotowie, a z karetki wysiądzie jakaś Krystyna, do której Karolina jest bliźniaczo podobna, i ta Krystyna jej nie uratuje i zacznie angstować i dostanie grimoire po ciotce…


Karolina pokręciła głową. Cofnęła się, by znów o mało nie spaść z parapetu. Tym razem do środka. Zacisnęła palce na framudze okna.
- Zawsze o nim marzyłaś. Chodź.
Tak, to prawda, zawsze marzyła. Powoli rozwarła zaciśniętą dłoń.
- Nikt ani nic cię tutaj nie trzyma. To Świat Szarej Śmierci -
W przeciwieństwie do tamtego świata, gdzie Śmierć ma paletę 16 milionów barw w jakości HD.
Albo to jakaś młodsza siostra Czarnej Śmierci, albo przenieśliśmy się właśnie do uniwersum Deus Ex.
Albo tutejsza Śmierć używa naprawdę kiepskich płynów do prania czarnych tkanin.


znów odezwała się tamta.
Karolina zamknęła oczy i chciała przekroczyć szmaragdowy próg, ale... w ostatnim momencie się cofnęła.
Jaki znowu szmaragdowy próg? Ktoś walnął framugę na zielono?
Kryształowe drzwi, framugi szmaragdowe… Znalazła się tu?
 https://www.crystalworld.com/images/1152.jpg


- Chodź, bo zostaniesz tu na zawsze. Nie będzie drugiej szansy. - Głos Amarilli stwardniał.
To już jest szantaż.
I pozostaniesz biedną, nieogarniętą memeją, miast być memeją chućliwą, a szlachecką.
I zielony aksamit będziesz mogła nosić już tylko na konwenty, mwahaha.


Nie. Nic mnie tutaj nie trzyma. Rozwieram ramiona jak do lotu i robię ten jeden, jedyny krok.
I lecę, z furkotem pięć pięter w dół.
Zakładając nową lokatę z oprocentowaniem 10% w skali roku.
Jedyny? Znaczy - potem zamieniła się w słup soli?


Jednakże po drugiej stronie nie było już pokoju. Barwy i kształty zawirowały w obłędnym piruecie i umknęły do tyłu. Krzyknęła przerażona. Wyciągnęła przed siebie ręce, ale za późno.
Przechodnie usłyszeli jeno głośne PLASK!


Spadała w głąb studni o ścianach utkanych z uciekających zdarzeń, światów, czasów i przestrzeni. W pewnej chwili zorientowała się, że to nie ona się porusza, tylko ten niesamowity tunel.
A ona leciała w stronę światła. Oczywiście, w ogóle nie jest to czytelna metafora.
A na końcu niesamowitego tunelu spotkała białego królika i Johnny’ego Deppa, który miał rude włosy i wyglądał jak idiota.


Straciła poczucie czasu. Straciła poczucie rzeczywistości.
Poczucie stylu i języka polskiego takoż.
Tego tu nigdy nie było.


Podróż skończyła się tak nagle, jak się zaczęła. Gwałtowne uderzenie odebrało Karolinie oddech i przytomność.
I życie.
Chyba śnisz.
Mam takie nieprzyjemne uczucie, że ciotunia Amarilla parę godzin wcześniej odwiedzała niejaką Kamilę z brzydkich bloków parę przecznic dalej.
 90482_1236902684.jpg


[Scena seksów między dwójką bliżej nam nie znanych postaci, których imiona tyle mówią czytelnikowi, co nic.]
Lord Ellis wstał, nie wstydząc się nagości, bo też i nie miał się czego wstydzić.
Bo też i czemu narrator zakłada, że w fantastycznym świecie nagość jest czymś wstydliwym, albo że przez nagość rozumie się tylko odsłoniętego gniewomira, a nie np. odkryte dłonie?
Bo cały wszechświat i kula ziemska opierają się na zasadach i normach świata Europy Zachodniej, to ty nie wiedziałaś?


Berenika de Sanctis* - Władczyni Alderii, Najwyższa Kapłanka (Lolu mój, lolu. Ciekawe, czy ichni Najwyższy Mag nazywa się Ambroży the Magicus.) - głodnym spojrzeniem ogarnęła porażająco kształtne męskie ciało.
Pewnie oceniła szyneczki, boczusie i polędwiczki, bo była wierna naukom swojego idola - Hannibala Lectera.
7% tłuszczu, dużo witaminy B6, kształt solidnego szparaga, klasa A. Nie to, co pałacowi gwardziści.
Jak czytam PORAŻAJĄCO kształtne, to widzę coś TAKIEGO.


*jak donoszą Źródła, można to przełożyć jako Berenika ze Świętymi albo od Świętych, co nadaje sytuacji nowy wymiar lolu*


Już wychodził, gdy jego imię wypowiedziane chrapliwym szeptem zatrzymało go w
progu:
- Joysell, wracaj szybko. Dokończymy.
Zrobiłam save’a w strategicznym momencie.
Tylko wyreguluj joystick, żeby lżej chodził.
Tylko tym razem to ma być porządny level z epickim finałem, a nie quick time event, jak ostatnio.
Chrapliwy szept wskazuje na to, że pani de Sanctis naprawdę ma dziką ochotę na ten baleron.


[zmiana scenografii - kolejna scenka oderwana od rzeczywistości.]


Półnagi śniady mężczyzna bronił się przed trzema zaciekle atakującymi alderiańskimi jeńcami.
Totalnie wiem, co oznacza stwierdzenie, że jeńcy byli alderiańscy.
Nie myśl - przeżywaj.


Miecze migotały. Zataczały świetliste kręgi i półkola. Dźwięczały metalicznie, krzesały iskry.
Buczały, gwizdały i piszczały na wirażach.
 tumblr_m8159unx6L1rwnp75o1_500.gif


Zanurkował pod mieczami. Dwaj żołnierze cofnęli się zdezorientowani.
Nikt im nie powiedział, że wolno się schylać.
Bo on tak szybko śmignął, że nawet nie zauważyli, gdzie im zniknął!


Trzeci nie zdążył. Paskudne cięcie od lewej rozpłatało klatkę piersiową nieszczęśnika. Siła uderzenia rzuciła nim do tyłu.
Świadkowie zdarzenia przysięgają, że widzieli wykwitający mały grzybek atomowy i falę uderzeniową, która skosiła połowę lasu.
Ktoś wstał z łóżka lewą konwencją.
*czeka na Kamehamehę*


Padł na plecy. Piach wokół niego zwilgotniał, sczerniał. Rozwarte szeroko oczy wpatrzyły się w twarz kata.
A obiecał, że tak szybko nie będzie kończył…
Sczerniał? Czym on przecieka, ropą?!


Niecierpliwym ruchem dłoni, dłoni o czterech długich smukłych palcach zdradzających elfie pochodzenie (albowiem gdyż ta cecha anatomiczna jest jakoś uzasadniona czy po prostu mają cztery palce bo mają), (Środkowe palce zostały usunięte chirurgicznie we wczesnym dzieciństwie. Elfy lubiły wyraźnie podkreślać, że nie dają faka)
 http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/a5/ca/33/a5ca33b61f88cd7afbfd7c630ceb2435.jpg


odgarnął sklejone potem włosy, które okalały śniadą twarz o rysach szlachetnych i doskonałych. Zbyt doskonałych.
A mówiły pokojówki, co by panicz miłościwy z botoksem nie przesadzał.
I co by nie nakładał Fotoszopa przy takiej pogodzie, bo filtry ściekają na ubranie i go potem doprać nie można.


Zdobiący czoło diadem ferrińskich książąt błysnął w blasku ogniska, oznajmiając wszem wobec, iż mają przed sobą JEGO: zdrajcę, mieszańca, bękarta. Sellinarisa WeddSa’arda. Władcę Darrakii.

 2780_fc8c.jpeg
tumblr_lvwm3sMSZl1qg9mo1o1_500.gif




31 komentarzy:

Leleth pisze...

Cóż, akurat mnie absolutnie zawsze na pierwszej pomocy uczono, że żebra to pikuś, owszem, zdarza się łamać, ale jakoś sama uważam, że życie > żebra. To znaczy rozumiem czepnięcie się "naparcia całym ciałem", bo brzmi dość... brutalnie, ale złamanie żeber się i przy zwykłej reanimacji (w którą też się zresztą sporo siły wkłada, więc może i naparcie byłoby do obrony) zdarza i nic w tym nadzwyczajnego.

Zaraz, a tak w ogóle, czy wyście ominęli ten fragment z przetaczaniem krwi bez znajomości grupy? (nie pamiętam, gdzie to było, zdaje się, że na samym początku) To mnie dopiero urzekło.

Btw laska miała coś 26 lat, nie? Śmiać mi się chciało, jak czytałam, że jest wykwalifikowanym anestezjologiem. Ałtorkasioland to musi być fascynujące miejsce.

Jednorożce były imo mega creepy.

Opisać postać tak, że już w pierwszym zdaniach wiadomo, że to będzie tró lower (mówię o Sellinarisie oczywiście - i nie czytałam tego dzieua w całości, poprawcie mnie, jeśli się mylę, byłabym bardzo zaskoczona) - brawo.

Cudne komentarze do sceny seksów :D.

Wstrząsnęłam się wyborem przedmiotu analizy, trzeba przyznać, że co jak co, ale ałtorKasia ma niesamowitą reklamę (i cóż, że niekoniecznie chcianą :D) w pewnych kręgach :D

Anonimowy pisze...

Winky już to kiedyś analizowała: http://czarne-owce.blogspot.com/2012/12/swiateczny-odcinek-specjalny-gra-o.html

psyence pisze...

co za żałosne marnowanie papieru na którym to drukuja...
bez komentarzy nie dalałabym rady xD

Suguri pisze...

Cieszę się bardzo, że miałam to szczęście nie spotkać się z twórczością tej pani. Aż ciężko mi uwierzyć, że ktoś mógł wydać te wypociny.

To przecież przypomina jakiegoś bardzo podrzędnego fanficka, napisanego przez słiit małolatę.

Anonimowy pisze...

Aż nie wiem od czego zacząć, żeby skomentować tę akcję ratunkową.

- dlaczego poszkodowana nie została zamonitorowana? W każdej karetce jest defibrylator z aparatem to EKG.

- dlaczego przed defibrylacją nie było oceny rytmu? Asystolii (prosta linia) i PEA się nie kopie prądem, bo to nie ma sensu. Defibryluje się migotanie komór lub częstoskurcz komorowy bez tętna.

- LOL. Dawka adrenaliny przy resuscytacji to 1 mg (potem się ją powtarza, ale nie będę wchodzić w szczegóły - odsyłam do wytycznych dostępnych za darmo na stronie PTK). Nie, nie można podać dwóch, żeby zadziałało lepiej.

- LOL 2. Adrenalinę podaje się dożylnie lub doszpikowo. Pozdrawiam wszystkich wbijających się dosercowo na ulicy, poza salą operacyjną.

- dlaczego poszkodowanej nikt nie uciskał klatki piersiowej między defibrylacjami?

Nie mam nerwów się dalej nad tym pastwić. Nie dziwię się, że dziewczyna umarła skoro tak umiejętnie ją ratowano. Jeśli to był najlepszy zespół w mieście, to ja chcę zobaczyć te gorsze.

Galnea

Atria pisze...

Z tego co nam mówiono, złamania żeber to jakieś 2% wszystkich przypadków, to jeszcze nie tak źle. Mnie bardziej ciekawi, gdzie dziewczyna była ranna (bo ranną ją nazwano), że ratownik olał tęże ranę i nie postarał się o choćby gazę jałową.
Bohaterka i jej siostra bliźniaczka - czy ten wątek był w jakikolwiek sposób kontynuowany czy od tak go uwzględniono w tekście, by Mary Sue mogła zanosić się jeszcze większym lamentem?

Niemniej jednak - ał. Wydali to?

Shirkus pisze...

Z przyjemnością przeczytałam analizę. Tym bardziej, że czytałam 'Grę o Ferrin'. Tytuł taki fajny, nawet pomysł na fabułę fajny, ale opisane to strasznie (!). Będziecie jeszcze analizować jakieś fragmenty? Np. to jak zawisła gołym tyłkiem do góry? :D
Niedawno sięgnęłam po 'Sklepik z marzeniami' czy jakoś tak. Wymiękłam na opisie, gdzie kobieta, jak mi się zdaje około 30letnia' nadal przeżywa swoją pierwszą licealną miłość. ;)

Abrabaal pisze...

Nie uda mi się przybyć na Pyrkon. Czy w takim razie mogę liczyć na nagranie z panelu, który będziecie prowadzić? Bardzo ładnie proszę!

sowa101 pisze...

Wspominałam już jak Was kocham? Podczas czytania nieraz miałam łzy w oczach. Ze śmiechu oczywiście. Powaliła mnie siostra-bliźniaczka, zwidy od szałwii i końcówka. To przerażające, że takie TWORY są drukowane przez wydawnictwa i sprzedawane. I pomyśleć, że niektórym się podoba...W każdym razie bardzo dziękuje za analizę.

Anonimowy pisze...

Łe... Było na Czarnych Owcach :-( Niemniej fajnie będzie poczytać akurat wasze komentarze. Niestety zapoznałam się z każdą częścią analizy Winky i wiem, co się szykuje... Już wam wspolczuję

Anonimowy pisze...

Pani Michalak, widzę, modna między blogerami. Jak nie obrywa jej się za Ferrin, to za "Bezdomną". Ale tak szczerze? Kto jej kazał te badziewia wydawać?
Uśmiałam się niesamowicie (gniewomir, kurna, zabiłyście mnie!), komentarze to wy macie bezbłędne.
Jak nie przepadam np. za noworocznymi ustawkami (jak jest tak dużo komentujących, to dla mnie za wiele dobra), tak tym razem pierwsza klasa.
Na następną ofiarę oficjalnie wydaną proponuję Lingas-Łoniewską. Jak widzę, że te jej harlekiny mają opinię dramatów obyczajowych czy kryminałów, to mnie słabo. :P

t.

Remmy pisze...

Jezu, ja dopiero przy drzwiach ogarnęłam się i pojęłam, że wykwalifikowanym anestezjologiem.który jeździ z nimi karetką jest sama Karolina-Anaela O.o Wcześniej faktycznie zastanawiałam się kim jest ten tajemniczy anestezjolog i jaką rolę odgrywa, że ona o nim wspomina xD

Tuśka pisze...

O jeżu. Lekarka weterynarii. Nie zna podstaw fizjologii i farmakologii. Płakulam.
Ale to może tylko na SGGW tak uczą i ja we Wrocławiu jestem względnie bezpieczna?
No nic, ogarniam się i czytam dalej.

Tuśka pisze...

Dobra, doczytałam. I przyznam szczerze, że o ile "Bezdomna" od pierwszych akapitów mnie wkurzała (ale przeczytałam analizę dla własnej perwersyjnej przyjemności), tak teraz bawię się przednio. To jest zabawniejsze niż niejedno nastolatkowe opko, nie mogę się doczekać dalszych części <3

Anonimowy pisze...

w niedzielę o 12.30
Serenity ,Ty widzisz i nie krzyczysz?!Przecież będzie konkurs z Firefly!Mam nadzieję,ze Was przesuną.
...człowieka, którego wszelkie uczucia, jeśli takowe kiedykolwiek istniały, umarły ćwierć wieku temu zabite przez rutynę - o rany,jaki ona ma koszmarnie patetyczny-demagogiczny styl,nieznośny.
Analiza fajna, Don Pedro boski.

Chomik

Trup pisze...

Taaa nie ma to jak ksionżka o Pizdomirce Cichodajce z Koziej Wólki, mieszkającej w krainie Zdupywyjętej (ale są tam elfy i pewno smoki). Ja rozumiem budowanie świata, ale szafowanie nazwami bez jakiejkolwiek ekspozycji po prostu boli. Właśnie tego typu opka (a raczej książka! Bożeno! Książka! Wydana! Poprzez wydawnictwo!) odstręczają mnie od fantasy. Ble.

Marta Mała Mi pisze...

HAHAHAHAHAHAHAH. Boże, mam tę książkę na półce, ale trochę się boję jej ruszać. Jeszcze stanę przed kryształowymi drzwiami i przekroczę szmaragdowy próg własnej cierpliwości.. fragmenty o jednorożcach mnie zabiły :D

Anonimowy pisze...

A ja z innej beczki. Michalak pisze źle i tragicznie i czytanie kolejnej analizy o niej jest już nieznośnie męczące. Ile można...

Ale nie mogę się doczekać Pyrkonu i spotkania z Wami!

Taiga

Kahairel pisze...

Czytałam na Czarnych Owcach, ale chętnie sobie odświeżę. Macie w planie cały cykl?
Btw: skoro zabieracie się za wydawane powieści, to strach cokolwiek do wydawnictw wysyłać ;)

Remia pisze...

Gdyby nie Kiciputek pewnie do tej pory żyłabym szczęśliwie nie znając ałtorKasi. Od tamtej pory zapoznałam się z wieloma uciesznymi analizami jej książek i kiedy na niezatapialnej armadzie ukazał się ostatni odcinek "Bezdomnej" byłam wręcz pogrążona w smutku, że nie poznam kolejnych aspektów geniuszu K.M. A tu taka niespodzianka! Jestem bezgranicznie wdzięczna, że mogę śledzić losy wcale nie takiej samej jak inne bohaterki ałtorKasi. Czekam na więcej!

Aithne pisze...

W życiu bym nie pomyślała, że pani Michalak pisze tak fatalnie. Myślałam, że to tylko jakies niegroźne czytadła, takie popłuczyny po Grocholi... Straszne to było i piękne jednocześnie, chcę więcej!

Pokój w jednorożce? Poważnie...?

Borówka pisze...

Przypomniała mi Lucy ze "Scrubs", która miała cały pokój w konie :P

Fajnie, że zabrałyście się za panią Michalak, z chęcią zerknę na drugą (po "Bezdomnej" analizowanej na NAKWie) stronę jej twórczości. Choć mam takie przeczucie, że to jednak wciąż jest ta sama strona, niestety :P

Anonimowy pisze...

"I ile będzie musiała wziąć wykańczających dwudziestoczterogodzinnych dyżurów dodatkowo, by dożyć następnej wypłaty."

A ile takich dodatkowych dyżurów MOŻNA wziąć? Kierowca ma obowiązek po iluś godzinach pracy oddać kierownicę zmiennikowi albo zatrzymać pojazd, a anastezjolog bez przeszkód nabijałby sobie kolejne doby na dyżurze?

Melomanka

Tiganza pisze...

i to zostało wydane w wersji papierowej, srjsly??? O_o
zaiste, zadziwienie moje dorównuje chyba jedynie poczuciu absmaku na myśl o wydaniu bodaj mysiego bobka na ten przeokrutny gniot...

Straw Cherry pisze...

Michalak to jednak ma cudne życie. Pisze książkę za książką i najwyraźniej zupełnie nie widzi, jak bardzo są słabe. Uśmiałam się, gdy usłyszałam, że bierze się za fantasy. I tak czułam, że nic dobrego z tego nie wyniknie...

sztefa001 pisze...

Smark i woda z tego códa, ale analiza wielce zacna :3
(To serio jest na papierze? Nie zasługuje nawet na srajtaśmę!)
Jak przeczytałam fragment o jednorożcach, to wręcz oniemiałam - ona tak na serio?! Jprdl...

No i podpisuję się po prośbą Abrabaal - mnie też nie będzie na Pyrkonie ;(

Sztefa

psoras pisze...

Tak mniej więcej do połowy zanalizowanego fragmentu powieścidło to brzmiało jak... fanfik o kucyponkach, i to z tych najbardziej oklepanych. A wierzcie mi, przeczytałem tego cholerstwa całe masy i wiem co mówię...
*wyciąga listę najbardziej sztampowych motywów z fanfików MLP*
Bohaterka niedorajda życiowa, wiecznie angstująca na cały świat - jest. Fanka kucyków - jest (właściwie to jednorożców, ale można podciągnąć). Nie widzi nic dobrego w swoim świecie i chce z niego spierniczyć - jest. Znajduje jakąś możliwość ucieczki do wymarzonej magicznej krainy, która pojawia się prosto z dupy - jest. Kraina, do której ucieka, to oczywiście jej wymarzony świat, a nie np. inna wersja jej własnego - jest.
Brakuje tylko, żeby zaczęła kryć swoje pochodzenie amnezją, spotkała zafasynowaną "człowiekami" Lyrę i bujnęła się w Rainbow Dash, z wzajemnością. No ale z drugiej strony to dopiero pierwsza część...
Chciałem dramatycznym tonem zapytać, dlaczego takie oklepane do granic możliwości głupoty w ogóle się wydaje, ale z drugiej strony gdyby nie to, nie byłoby tej prześlicznej analizy. I nie skupiłbym na sobie spojrzeń całego warszawskiego tramwaju, rechocząc jak wariat ^^
Analiza zaiste cudna.

Qba pisze...

Jedyny komentarz jaki ciśnie się na usta: hahahahhahaahahahahahahahhahahaah xD

Silver Potter pisze...

Ta książka jest co najmniej dziwna, ale ( brawa dla mnie xd) przeczytałam już dwie księgi. Co jak co ale w Polse nie ma za dużo pisarzy specjalizujących sie w fantaztyce. Tak ogółem to początek pierwszej księgi jest przejebany. Tak samo końcówka... BEZNADZIEJA!!! I nie wiem czy mi sie tak wydaje czy tak naprawde jest że w tej książce to już każdy z każdym xd Ale anliza zajebista.
Pzdr Silver

Anonimowy pisze...

Co to jest.
Jak to się stało, że to zostało wydane.
DLACZEGO.
Ratunku.

Chylę czoła, bez analizy nie dałoby się tego przyswoić :)

Anonimowy pisze...

Hmm... Kiedy czytałam to pierwszy raz, no... byłam INNA. Mniej bystra, do tego stopnia że nie widziałam 87% wytkniętych tu błędów. Szczeże to nawet moje opowiadania bywają lepsze niż TO. Ale coś mnie jednak ciągnie do tej... słowo mi umknąło, to była ta kaligrafia? Nie, nie... No ok. Ale czytam już trzecią część, i teraz dokładnie widzę ... jak to nazwać? Bezkonkurencyjność idjotyzmu autorki? No naprawdę, dwunastolatki potrafią pisać lepiej. SERIO! Nie wiem jaki czub postanowił to wydać... Ale to był życiowy błąd. Myślałam że powieść fantastyczna, to powieść fantastyczna, jednak w tym przypadku zostałam zrobiona w konia! Gdyby ktoś mi dał to do przeczytania, a następnie zapytał, jaki gatunek bym przypożądkowała, odpowiedziałabym że erotyk z dodatkiem fantasty.

Poza tym bardzo zabawny... opis? Po wielokroć czytam wasze rozprawki nad tą "powieścią", bywa że śmieję się do łez.