piątek, 21 lutego 2014

Za książki, miód i garść złota, czyli ratanowe majty mocy


Witajcie!

Dziś pora na stare, dobre i bezpretensjonalne opko fantasy - choć trzeba przyznać, że pretensji nie przejawia ono głównie względem sensu i trzymania się kupy. Mamy tu liczącego sobie prawie cztery wieki mrocznego elfa, któremu strasznie brak kasy - by temu zaradzić, jest on gotów podjąć się zadań trudnych i bohaterskich, takich jak podsłuchiwanie rozmów w tawernie, która jest gospodą, oraz łapanie kieszonkowców i ich opasek podoczodołowych (czymkolwiek one są). Przygotujcie się na przecinki przed każdym możliwym "i", wiedzę rozpościerającą się od rynku po bagna i ogólną pocieszność wszystkiego.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar, jedno zdanie dorzucił też Vivaldi.


Adres opka: http://www.newmastelandia.fora.pl/nasza-tworczosc,9/kroniki-mrocznego-elfa-opowiadanie,31.html

Rozdział I

Tego dnia Sten'heildan było bardziej ożywione niż zwykle.
Kamienie na drodze kłapały nerwowo, dachówki grzechotały złowieszczo, a miejscowy zajazd upił się i kiwał sennie, skrzypiąc krokwiami.

W wykutym w potężnej górze stolicy mrocznych niegramatycznych elfów dawało się wyczuć pewnego rodzaju podniecenie…
A to drowy nie mieszkały pod ziemią, a nie wewnątrz gór?

Anduin- jeden z członków potężnego kręgu magów-nawet wyszedł z zakonu magów i stał się magiem świeckim na ulice miasta pewnie też magów, i jak każdy, szukał jakiegoś zajęcia…
Rozważał garncarstwo, sztukę układania bukietów lub babysitting.
Ulice pełne były drowów na bezrobociu. Kryzys nie oszczędzał nawet etatowych erpegowych złoczyńców.

zajęcia które pomogło by mu zdobyć troche wiedzy, i oczywiście pieniędzy, bowiem w krainach mrocznych elfów nie ma nic za darmo.
A w krainach Słodkich Kucyponków płaci się przyjaźnią i wyprykanymi serduszkami.
A wszystkie inne elfy harują za darmochę, zadowalając się wpisem w elfim CV.

Anduin był mrocznym elfem w średnim wieku, wysokim, dobrze zbudowanym, o ciemnoniebieskiej skórze i ciemnoszarych włosach ukrytych pod kapturem szaty maga, którym to jest od 160 lat.
Znaczy… był zakapturzonym starym smerfem?
Był elfem, ale od 160 lat jest już tylko magiem. Chyba.

Ów mag potrzebował złota, gdyż do miasta przybył krasnoludzki kupiec oferujący grube tomy najróżniejszych ksiąg z rozległą wiedzą,
Wiedza rozpościerała się na przestrzeni pomiędzy rynkiem a okolicznymi bagnami.
Miał w ofercie również księgi z fabułą, księgi z humorem oraz księgi z uciechami cielesnymi.

lecz niestety owe księgi były po bardzo wysokich cenach porozwieszane... zbyt wysokich dla Balildura.
Skoro na księgi nie stać nawet maga, to komu ów krasnolud chciał je sprzedać? Myślał może, że mieszkańcy zrobią na nie wielką składkę funduszy?
Za drogie nawet nie dla jakiegoś tam akolity, ale członka kręgu magów I W Ogóle. Zakładając, że Balildur jest innym określeniem na tego całego Anduina, bo tego możemy się tylko domyślać.

Prostą filozofią w owych czasach było, że o najlepszych robotach można było usłyszeć w tawernie, do której do mroczny elf się wybierał.
A prostą hermeneutyką we współczesnych czasach jest to, że widzisz takie zdanie i nie wiesz, gdzie iść po pomoc.
Mroczne elfy nie wpadły jeszcze na takie coś jak słup ogłoszeniowy, że o pośrednictwie pracy nie wspomnę. I które to są "owe czasy"? I czy tawerny nie znajdują się czasem w portach, a nie w miastach we wnętrzach gór?

Anduin nie był młodzieńcem, miał w końcu swoje 386 lat, choć i tak wśród magów swojego kręgu był dość młody, jednak przez tyle lat zdążył na tyle poznać swoje miasto, że znał doskonale ścieżkę do tawerny,
Ja nie mogę. Narrator uważa za osiągnięcie to, że bohater przez prawie cztery wieki poznał swoje miasto na tyle, żeby trafić do knajpy. Wow. Zaraz wyrazi swoją dumę z tego, że Anduin dysponuje tajnym i straszliwym skillem trafiania łyżką do paszczy.
Może oni żyją tak długo - i dojrzewają fizycznie i mentalnie też tak długo, czyli np. czterdziestolatek jest na poziomie czterolatka. To by też tłumaczyło te tłumy bezrobotnych.

dzięki czemu szybko stanął przed jej obliczem.
A oblicze tawerny było dziś pochmurne i srogie; sędziwa budowla nastroszyła framugi i biła klientów kołatką.

Z kamiennego budynku już dobiegały pijackie śpiewy, oraz różne rozmowy, toteż w Anduinie natychmiast zapłonął płomień nadziei, jednocześnie marząc juz o grubych tomach ksiąg.
To płomień nadziei marzył o tomach ksiąg, Anduin służył mu tylko za organicznego mecha.
Marzący płomień nadziei:

Elf powoli wyciągnął ciemną rękę, i pchnął drzwi gospody, w związku z czym w jego nozdrza szybko uderzył zapach pitnego miodu,
Być może i istnieje jakiś związek wynikania pomiędzy pchaniem drzwi i zapachem miodu pitnego, ale z tego zdania wygląda to tak, jakby karczmarz przymocował do drzwi dyfuzor rozpylający zapach miodu w twarz każdego wchodzącego klienta.
Może przymocował, skąd wiesz, jaki tam jest sposób zanęcania klientów. To byłby tzw. marketing wąchany.

żłopanego głównie przez krasnoludy, których dużo ostatnimi czasy w Sten'heildan.
Następnie elf poczynił kilka kroków, i znalazł się już w ciepłej, jasnej gospodzie,
Zaprawdę i uroczyście te kroki poczynił, a potem w blasku glorii tego wspaniałego osiągnięcia wpłynął na kamiennego przestwór oceanu, gdzie nurzał się w miodowości i jak łódka brodził. I coś tam robił burzanom. Choć można też powiedzieć, że po prostu wszedł do knajpy.
Warto zaznaczyć też, że w z zasady okrutnym i złym mieście okrutnych i złych elfów tawerny są ciepłe, jasne i fluffiaste.

powoli podszedł do barku, i swoim poważnym głosem mówi:
I mówi, i mówi tym swoim głosem, kilka innych, swoich i cudzych, mając na podorędziu, i mówi, siejąc przecinkami, a czasy w zdaniu pierdolą się radośnie.
To wygląda jakby narrator nagle postanowił opowiedzieć jeden z tych licznych dowcipów traktujących o gościach wchodzących do baru. “Wszedł do baru i elf i mówi do barmana…”

-Miód pitny poproszę
Kwi. Jakby kupował ogórki w warzywniaku. Od kiedy to drowy są takie grzeczne?
Od kiedy to ktokolwiek uczęszczający w takie miejsca jest grzeczny?

-Cztery sztuki złota-odpowiedział beznamiętnie barman podając przybyszowi napój.
O wow, albo drowskie "sztuki złota" mają tyle wspólnego ze złotem co nasze polskie złotówki, albo drowy mają naprawdę zaporowe ceny alkoholu. Albo ktoś tu nie ma pojęcia, jaka jest wartość złota.
Albo jest tam jakaś naprawdę bardzo, bardzo szalona inflacja.

Anduin spokojnie wypił trunek, poczym zaczął się przysłuchiwać rozmowom mrocznych elfów, krasnoludów, oraz innych bywalców.
Klienci dzielili się na elfy, krasnoludy i bywalców. Bywalcy byli towarzyską rasą chudych, włochatych humanoidalnych truskawek o głosie Violetty Villas i wielkich osiągnięciach w turlaniu kijem obręczy przez płotki.

Za wiele niestety nie wynikało z tych rozmów (Spodziewał się dysput filozoficznych? W knajpie?), jeden drow się chwalił jakiego to ostatnio mistycznego elfa zaszlachtował,
Czego inne drowy zazdrościły z całego serca, bo trafiały im się wyłącznie elfy zlaicyzowane, a czasem wręcz marksistowskie.

inny krasnolud opowiada o zbroi wykutej przez siebie, a czas przeszły z teraźniejszym radośnie chędożą się w alkierzu, jeszcze inny drow z kolei mówił o ogromnej bestii żerującej w pobliskim lesie.
I zapewne Anduin musiałby się tym rozmowom przysłuchiwać dalej, bo narrator trzymał go za łeb i nie puszczał, a kufel miodu ciągle od nowa się napełniał gdyby nie krzyk barmana:
-Złodziej, ukradł mi mieszek ze złotem-wrzeszczał barman wskazując na odbiegającego drowa.
Natychmiast cała gospoda odwróciła wzrok w miejsce zdarzenie,
Miejsce zdarzenie brzmi jak coś żywcem wyjętego z Lacana. Wybornie wyglądałoby obok obiektu małe a.

jednak nikt chyba nie miał zamiaru gonić łotrzyka,
Bo to miasto drowów, tam domyślnie nikt nie daje faka. Dziwię się, że narrator się dziwi.
Czas reakcji również mieli wszyscy opóźniony.

toteż Anduin uznał, że to świetna okazja do zarobienia, więc ruszył w pościg za uciekinierem.
A nie powinien najpierw, nie wiem, upewnić się, że karczmarz zapłaci mu za fatygę? Czy ma zamiar po prostu okraść złodzieja?
Ma nadzieję, że kiedy go zabije, wypadnie z niego w ramach znajdziek 200 golda i ratanowe majty mocy.

Wybiegł szybko z gospody,
Wot, surrealizm - wszedł do tawerny, wyszedł z gospody.
A inni dalej siedzieli z rozdziawionymi pyskami wpatrując się w miejsce zdarzenie.

rozejrzał się, i dojrzał uciekającego rzezimieszka-wysokiego, smukłego drowa o szarej skórze, i srebrzystych sterczących włosach w ciemno-brązowych spodniach
Najnowsze trendy w modzie drowów przewidywały nie tylko żelowanie fryzur okolic intymnych, ale też umieszczanie w spodniach specjalnych okienek, żeby te fryzury uczynić widocznymi.
Co oczywiście było też najistotniejszą kwestią, jaką należało teraz opisać.

i jaśniejszej górze,
Czyli włosy pod pachami też miał srebrzyste i nażelowane. Dobrze wiedzieć.

oraz czarna opaską zasłaniającą twarz od oczodołów w dół
Aha, czyli bohater dostrzegł uciekających: ufryzowanego intymnie elfa oraz opaskę. Pytanie brzmi: CO BYŁO W TYM MIODZIE.
Od oczodołów, a nie od oczu - więc opaska była jakoś upchnięta w głębi czaszki?

-po czym z wrednym uśmiechem rzucił jakiś czar, i nagle ziemia przed złodziejem eksplodowała odrzucając tego szubrawca w tył.
Niestety opryszek natychmiast się podniósł, po czym zaczął się oglądać za sprawcą, i gdy skończył się oglądać, dojrzał: lecący w jego stronę magiczny pocisk.
Oh noes, tylko nie magiczny pocisk! On zadaje całe 1k4+1 obrażeń!
Geez, to chyba faktycznie jest jakiś akolita.
Skąd wiesz, może magiczny pocisk płonął i był wielkości solidnego menhiru.

Chcąc uniknąć nieprzyjemnego zderzenia z pociskiem i konieczności rzutu na odporność na magię drow odskoczył w prawo, po czym sięgnął ręką za swoje plecy i wyciągnął długi, cisowy łuk.
Drugą ręką tymczasem zakosił zza cudzych pleców jeszcze trzy sakiewki.

Ta czynność zdziwiła Anduina, bowiem mroczne elfy nie są najlepszymi łucznikami, przynajmniej na tle swoich kuzynów leśnych elfów.
A co, mają dziedzicznego zeza czy atrofię kciuków? No i co konkretnie z tego, że leśne elfy statystycznie są lepszymi strzelcami? To jakoś zmienia jego sytuację?
Ani trochę, ale
On się tak pięknie dziwi, i ciągle wszystkim zaskoczony. W zdziwieniu swym aż traci siły, lecz dalej jeszcze jest zdziwiony!

Te zastanawiania jednak zostały przerwane, na rzecz gdybań i niedowierzań gdyż musiał szybko wyczarować magiczną tarcze ochraniającą go przed jedną strzałą, potem następną, i kolejną.
Ta kolej rzeczy niezbyt spodobała się magowi, bo rzecz zdawała się nie mieć końca i robiło się nudnawo, więc postanowił skrócić dystans dzielący jego i łucznika do minimum.
A to nie mógł przyrąbać jakimś fireballem zza tej tarczy?
Ta kolej rzeczy była niemożliwa do zrealizowania.

Przerwał działanie tarczy, szybko wyciągnął dłoń przed siebie, i powoli zaczął
nabierać cech jeża, gdyż łucznik ani myślał grzecznie czekać na dokończenie zaklęcia ją-razem ze zdezorientowanym złodziejem-podnosić w górę, po czym gwałtownie wykonał gest przywodzący do siebie powodując lot przeciwnika w swoim kierunku.
Powodując też spadek cen skupu żywca, ale to materiał na inną opowieść.
On go chce przytulić czy pokonać?

Już Anduinowi stanęły przed oczami grube księgi,
On ma chyba jakiś fetysz.
Może to TEGO RODZAJU księga? [link +18!]

gdy nagle leżący u jego nóg przeciwnik wyciągnął z kieszeni dwa krótkie miecze, i przeciął nimi powietrze dzielące jego i maga
Good job, man! Przeciąłeś powietrze!


mało nie dosięgając tego drugiego.
Anduin odskoczył ja poparzony ogniem,
Poparzony wapnem gaszonym odskoczyłby nieco inaczej, choć subtelne różnice mogą umknąć nieuważnym obserwatorom.

podczas gdy przeciwnik wstał równie szybko co poprzednio, i zmierzyli się wzrokiem, po czym... nadbiegła straż.
AŁtor(ka) chyba uznaje za punkt honoru postawić przecinek przed każdym jednym "i" w tym opku.
To sobie powalczyli, nie ma co.

Łotrzyk rzucił się do ucieczki, skacząc na dach pobliskiego domu,
Miał sprężyny przy ciżemkach, czy może skorzystał z gazów odrzutowych wypuszczanych, ekhm, otworem wylotowym?
Albo to był naprawdę bardzo mały dom.

jednak Anduin udaremnił jego wysiłek, i za pomocą magii ściągnął go na ziemie.
Gdy strażnicy nadbiegli
Tym razem definitywnie, w odróżnieniu od pierwszego nadbiegnięcia, które stanowiło tylko betatesty nowego silnika odpowiadającego za nadbieganie.
Nadbieganie wyglądało dokładnie TAK.

mag z uśmiechem na twarzy zaczął już wyobrażać siebie nad magicznymi księgami,
Zaczął tworzyć swoją projekcję nad księgami, czy po prostu w tekście zabrakło zaimka zwrotnego?

gdy nagle jeden ze strażników chwycił go za kark, i rzucił na ziemie obok złodzieja
-Co wy robicie, ja powstrzymałem tego bandytę...
-Niszcząc przy okazji kilka budynków i raniąc inne drowy- dokończył za niego strażnik.
Wow, aŁtor(ka) rzeczywiście wziął(ęła) pod uwagę, że używanie magii bojowej w miastach może spowodować szkody. Brawo.

-Co?!- krzyknął oburzony mag
-Kawałki ziemi wyrzucone w eksplozji poleciały na inne elfy, a magiczny pocisk zniszczył jeden z budynków
Lol? Chyba jedynie jakiś kurnik. Z dykty. Cienkiej.
Może to naprawdę był lewitujący menhir.

-to powiedziawszy strażnik podniósł go, i zaczął kierować w kierunku siedziby władcy Sten'heildan…
Zaczął go kierować, dając wskazówki i zakreślając na mapie charakterystyczne punkty terenu. I czy drowy nie powinny przypadkiem mieć władczyni?

Rozdział II

Ciężkie żelazne wrota sali tronowej otworzyły się z hukiem po pchnięciu jednego ze strażników, który trzaskał drzwiami, jakby wchodził do rodzinnej stodoły rzucił następnie Anduina oraz towarzyszącego mu rzezimieszka niczym szmacianą lalka na sam środek ciemnej sali.
Znaczy… strażnik rzucił ich jak lalka? Jak rzucają lalki?
Lalki wbrew pozorom mogą całkiem sporo:

-Czego chcecie ode mnie?- powiedział władca do swoich strażników
Głosem wiecznie znudzonej pani Krysi z mięsnego.

-Przyprowadziliśmy ci panie złodzieja-wskazał na oprycha-którego ten mag-tym razem wskazał Anduina- chciał powstrzymać niszcząc przy tym całe miasto.
Łoooo, tak, całe miasto i pół góry! Trzy czwarte państwa wymiotło, zobaczysz, panie, trzeba będzie przerysować mapy. I zapłacić Iksińskiemu za kurnik.
I czemu to wygląda tak, jakby oni przyprowadzili tych drowów władcy do zabawy?
Poza tym - nie mają tam jakichś sądów, jednostek niższej instancji, czegokolwiek? Z każdym małym złodziejaszkiem przychodzą do króla?

Władca popatrzył się surowo na leżących na środku elfów.
-Powstańcie, powiedzcie jak się nazywacie, i powiedzcie czy macie coś na swoją obronę.
Kwii, totalnie po drowiemu. Nie powinni ich, nie wiem, poddać straszliwym torturom a potem zabić tak dla funu?

Nim do Anduina dobrze dotarły słowa władcy, opryszek zerwał się na równe nogi i rozpoczął:
-Nazywam się Balildur, pochodze z Aduurinu (jak dobrze, że aŁtor(ka) dba, by czytelnikom nie pokręciły się nazwy własne!), do Sten'heildan przybyłem cztery miesiące temu, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Yyy… czy Balildur nie było przypadkiem nazwiskiem Anduina?
Ja już nic nie wiem. Może to jakaś anty-rozdwojenie jaźni, polegające na tym, że jest jedna osobowość, ale w dwóch ciałach?

Nastała chwila ciszy, więc Anduin pomyślał że teraz on wstanie:
-Nazywam się Anduin, jestem reprezentantem miejscowego kręgu magów, chciałem powstrzymać tego złodzieja- balildur rzucił na niego mordercze spojrzenie-zranienie innych elfów to był wypadek, chciałem tylko go powstrzymać…
Ale tylko tak pomyślał, nie powiedział tego na głos, prawda, narratorze? ...Narratorze? Dobrze się czujesz?

-I dlatego rozrzuciłeś wokoło stertę kamieni mogących kogoś pozbawić życia?- rzucił zgryźliwie Balildur
-Zamilcz łotrze-krzyknął Anduin, przez co doszło między drowami do szarpaniny.
Za włosy, za włosy!!! Tylko, na bora, nie za te ufryzowane!!!
A strażnicy stali, patrzyli i dawali noty za styl.

-Dosyć-krzyknął rozzłoszczony władca-albo będziecie mi posłuszni, albo… powiem mamie!
W tej chwili wrota do sali ponownie się otworzyły, a do ciemnej sali wbiegł posłaniec trzymający w ręce jakiś zwój krzycząc:
-Panie, kolejny konwój wysłany do Earthglen nie dotarł na miejsce, prawdopodobną przyczyną są bandyci czyhający w lasach prowadzących do Earthglen.
Bardzo składnie krzyknął, trzeba przyznać.
I to prawie na bezdechu!
I to z questem pod pachą. W życiu nie zgadnę dalszego biegu fabuły.

-Jaki to jest las?- spytał się władca unosząc lewą brew do góry.
-Fearthen
-Przecież Fearthen jest zamieszkane przez leśne elfy, które widząc mroczne elfy na swoich ziemiach mogą je bezwzględnie wybić do nogi.
Mogą, ale nie muszą. Jak mają dobry dzień, to zabijają co drugiego.
Mogą też wybić ich do nogi, ale nie bezwzględnie, tylko brodząc po kolana w skrupułach.

-Co proponujesz panie?- spytał się jeden z zaciekawionych strażników. - Ocenię twój pomysł i przekażę go pod rozwagę kuchcikom, pachołkom i pomywaczom.

-Hmmm...-władca zamyślił się, po czym spojrzał na Anduina i Balildura.
-Wy!- wskazał na przetrzymywanych-udacie się razem z grupą strażników do Earthglen jako ochrona konwoju, macie się jutro stawić przy wrotach Sten'heildan w pełnym ekwipunku bojowym.
Wysyłanie złodzieja i maga niebezpiecznego dla otoczenia jako ochronę konwoju to naprawdę świetny pomysł, o władco!

-Ale...-rzekł Anduin
-Żadnych ale, masz jutro być obecny pod wrotami Sten'heildan z ekwipunkiem, albo trafisz pod topór.
A teraz nie będą go pilnować, czy coś? Żeby na przykład, no nie wiem - nie uciekł z miasta?
A jak się zjawi bez ekwipunku? Albo jak mu się okienko czatu zatnie albo aktywna pauza zgubi, to co wtedy?

Balildur zwiesił głowę
-Tak panie- odrzekł, po czym został wyprowadzony razem z Reschicalem przez strażników z ciemnej sali tronowej władcy mrocznych elfów.
Sala ciemna, elfy mroczne, ciemno wszędzie, głucho wszędzie…!
A kim jest ten koleś na R?

Rozdział III

Tytytytyty-rozległ się dźwięk podnoszonej w góre kratownicy.
- Jajajajaja - odpowiedział bohater.

Jazda-rzucił dowódca straży do reszty swoich podwładnych.
Do reszty? Czyli część jego podwładnych mogła robić w tym czasie co innego?

Anduin ruszył w strone świeżego bakłażana otwartej przestrzeni.
-Te lasy skrywają wiele tajemnic-powiedział Balildur-zamieszkują je najróżniejsze bestie, a nawet pewne ilości zwierząt, które mogą cię dopaść,i rozszarpać na strzępy-rzucił w strone Anduina
-Nie będę przed nimi uciekał tak jak ty,bestie nigdy nie będą silniejsze od magii
Och nie, oni będą teraz sobie mentalnie porównywać penisy przez resztę trasy? To ja wysiadam.
*wysiada razem z Pigmejką*

-Nie gadajcie,tylko idźcie przed siebie-powiedział Dowódca (...) -W lesie owszem są bestie,ale jeśli zachowamy odpowiednie środki ostrożności może nam się nie rzucą do gardeł.
Będziemy używać zabezpieczenia i wrócimy na noc do domu! Wtedy bestie nie rzucą się do gardeł, a tylko do kostek!

-Pocieszające-odpowiedział jeden ze strażników
[Z zarośli dochodzi szelestu-szelestu, po czym]
Nagle z górki obok wysoczyła jakaś wilka skrzydlata sylwetka
Skrzydlata sylwetka należała do wilka. Trzymał ją w kieszeni.
To był Owocowy Wilk, skoro “wysoczył”. Owocowy, odmiana ziemna, bo wysoczył Z górki.

-Demonyyy!!!-zaczął panikować jeden z członków eskapady,
Eskapady? To nie był przypadkiem konwój z zaopatrzeniem?
Który przynajmniej teoretycznie NIE powinien składać się z tchórzy?

na którego natychmiast rzucił się jeden z nich.
Z kogo, na bora?! Z ONYCH?
Z pozostałych strażników. Nie chciał, żeby tamten psuł im wizerunek.

-Bronić się,jesteśmy mrocznymi elfami,nie poddamy się-wykrzyknął dowódca
Balildur wyciągnął z pochew swoje krótkie miecze,i rzucił się na demona,który go odrzucił machnięciem ręki w twardą skałe
Wbił go W skałę? No, to powinno wyłączyć go z walki. Dodatkowe gratki za narratora uściślającego, że skała jest twarda.

-Anduin jako jedyny zachował trzeźwość umysłu,i zaczął natychmiast czarować:wielki,błekitny magiczny pocisk poleciał w strone jednego z demonów,który zawył z bólu,a następnie zaczął biec z furią w oczach w strone maga.
Ten pocisk był więc tak skuteczny, że ojachromolę.
Toż mówiłam, że 1k4+1.

Anduin musiał szybko coś wymyślić,więc użył zaklęcia ,,mignięcie" żeby demon przez niego przeleciał,i uderzył w skałe za magiem,
To na pewno było "Mignięcie", a nie, nie wiem, "Powiew slapsticku"?
A nie mógł użyć zaklęcia “zamień wroga w jajecznicę z boczkiem”?

który następnie wyczarował świecący pocisk w swoich rękach,i cisnął nim w demona,który zaczął w krzykach płonąć,aż w końcu spalił się na dobre.
Płonął, stojąc w krzykach po kolana.
Może krzyki to takie określenie dotyczące gałązek na podpałkę?

Balildur w tym czasie odzyskał przytomność,więc wyciągnął łuk,i wymierzył w drugiego demona.
Łuk, który - przypomnijmy - znajdował się na jego plecach, z pewnością nie ucierpiał od uderzenia w skałę.

Wypowiedział jakieś zaklęcie,i strzała zaczęła świecić pomarańczową poświatą,a następnie poleciała w strone serca demona.
Starannie omijając wątrobę demona i trzustkę demona.
Coś jak z tymi tabletkami na ból głowy, które same znajdują źródło bólu?

Strzała przebiła skóre stwora,lecz ten tylko przestał masakrować i tak już martwego strażnika,i zajął się Balildurem.
Znaczy co, strzała ledwie przebiła skórę i zatrzymała się? Demony mają pancerne bebechy czy ki czort?
Może mają, skąd wiesz. Takie serce z tytanu nie w kij dmuchał.

Balildur czekał z mieczami w pozycji obronnej na bestie,
Klasyczna pozycja w drowich podręcznikach fechtunku, zaraz obok pozycji zaczepnej na pstrągi oraz pozycji takiejwsumieniewiadomojakiej na wszystko inne.

lecz niestety przeliczył się w swojej sile,i bestia swoją szarżą powaliła nieszczęśnika na ziemie.
Oj tam, po prostu mu rzut nie wyszedł i tyle.
Albo Balildur pomylił pozycję obronną na bestie z pozycją do ubijania masła.

Anduin kątem oka zauważył niepowodzenie swojego ,,przyjaciela",więc zaczął czarować pocisk,którym rzucił w demona.
Zwodził pocisk perspektywą sławy, pieniędzy i pięknych młodych sztuczek.

Ten-jako nie zbyt inteligentny,porzucił Balildura,i zaczął nastepnie szarżować na Anduina,lecz nie dane mu było zaatakowac maga-padł na ziemie z raną w plecach po mieczu łotrzyka
Strzała nie dała rady, a krótki miecz tak? Zresztą… i tak najważniejsze, jakie znajdźki z niego wypadną.

-Dług spłacony-rzucił Balildur w strone oszołomionego maga.
Chwile po tym dało się słychać agonalne jęknięcie ostatniego demona,którego pokonał kapitan
-Skąd tu się wzięły demony?-spytał się trzymając krwawiącą spod zbroji ręke
Panie, zbroja ci przecieka!

-Nie wiem-odpowiedział Anduin-jednak przysiągłbym że już gdzieś to widziałem-powiedział wskazują na znak wypalony na piersi jednego z demonów
A było to brakujące C.

26 komentarzy:

Yorika pisze...

Eeeeeeeeeeeej...
Na mojej dziewiczej sesji, w która zagrałam kompletnie bez przygotowania czy elementarnej wiedzy o realiach D&D (mistrz uznał, że nadrobię oczytaniem i będzie dobrze) MG nie omówił ze mną kwestii czarów rzucanych przez moją magiczkę. Uznał, że na pewno wpasuję się w klimat powieści. Zmienił zdanie, kiedy na atakujące nas szkielety zaczęłam rzucać zaklęcie osteoporozy.

Sorceress Nadira pisze...

Kocham zaklęcie osteoporozy!
Kocham też świeżego bakłażana otwartej przestrzeni :D

Tylko krótko trochę... będzie więcej?

Sajrinka pisze...

Anduin odskoczył ja poparzony ogniem

Zobaczcie, aż poparzyło narratora. :D

Kwiczałam nie raz i nie dwa, najbardziej uchachała mnie intymna fryzura (na spotted ZTM, a potem na mistrzach znalazł się wpis "bruneta z zarostem przy środkowych drzwiach", ale opkowy opis był... dosadniejszy).

A "krzyki" do podpałki jak najbardziej - pamiętacie policjanta z "Allo allo"? ;)

(To piszę ja, Sajrinka, kiedyś obecna tu bez konta jako Panna Beata).

Anonimowy pisze...

Cały czas czytałam Alduin :-D

Serenity pisze...

Anonimie - też tak miałam. No chyba, że spoglądałam w tekst i czytałam Anduina i przed oczkami stawała mi największa rzeka Śródziemia :D
Kwikaśnie i mam nadzieję, że to nie koniec.

Drangir pisze...

Genialne zaklęcie! Robiłabyś furorę na larpach.

Anonimowy pisze...

Ja bym magicznego pocisku nie lekceważył, bo można tym cudeńkiem dojść do 5k4 +1. A to już nie przelewki...

Pozdrawiam i kłaniam się nisko,Wypłosz

Borówka pisze...

Płakałam ze śmiechu. Liczę na kolejną część, bo opko jest cudowne.

Aithne pisze...

Tytytytyty-rozległ się dźwięk podnoszonej w góre kratownicy.
- Jajajajaja - odpowiedział bohater.

Nie wierzę, że to tak na poważnie...

Współczuję mojemu chłopakowi, który siedzi obok mnie i usiłuje się przygotować do egzaminu. Chociaż naprawdę starałam się nie kwiczeć, przy tym wyżej nawet schowałam się pod koc. Ale chyba niewiele to dało ^^.

Zaklęcie osteoporozy wymiata!

Anonimowy pisze...

Jeśli karczmarz za porcję miodu bierze cztery sztuki złota, to ile trzeba dać za książkę?
Rozumiem, że w tym uniwersum taniej jest się nachlać, niż coś przeczytać. I mam wrażenie, że aŁtor/ka z tego Kosmosu też nie wychodzi.

Anonimowy pisze...

Jak zawsze kwikogenne. Jesteście najlepsze :)

Anonimowy pisze...

Nie ma to jak przeciąć powietrze. XDDD

Jednego nie rozumiem - co to jest 1K4+1 czy jakieś 5Kcośtam (w komentarzu gdzieś padło)? Żaden wzór mi się z tym nie kojarzy (nie żebym była jakimś orłem w przedmiotach ścisłych, ale nawet wujek googiel mi niespecjalnie pomaga).

- thingrodiel

Babatunde Wolaka pisze...

To wzory na rzucanie kostką z tradycyjnych erpegów, np. 1k4 to "1 rzut kostką czterościenną".

Anonimowy pisze...

"Ja nie mogę. Narrator uważa za osiągnięcie to, że bohater przez prawie cztery wieki poznał swoje miasto na tyle, żeby trafić do knajpy."
Ten elf może być opóźniony umysłowo. Dał sobie przecież wcisnąć trunek za cztery sztuki złota.
"musiał szybko wyczarować magiczną tarcze ochraniającą go przed jedną strzałą, potem następną, i kolejną"
A nie umie wyczarować jednej porządnej tarczy, tylko takie, które rozwalają się przy pierwszym zetknięciu ze strzałą? Jak na 160 lat praktyki to do kitu. Aż się boję myśleć, jak czarowali gorsi magowie.
"Żadnych ale, masz jutro być obecny pod wrotami Sten'heildan z ekwipunkiem"
Ale jakim i skąd go weźmie?

Anonimowy pisze...

http://watashiwakazukidesu.blogspot.com/#_=_
Mogłybyście to ocenić?

fanka.opek.o.elfach pisze...

zarabiste xD chcemy wiecej takich! :D

Athimi pisze...

Już dawno nie było takiego fajnego opka. I te srebrzyste włosy w spodniach xD

Sadisdere pisze...

Siema, znalazłam ''fajnego'' bloga i fajnie by było gdybyście go zanalizowały. ;)
http://inna-sakura.blog.onet.pl/2009/06/05/brak-tytulu-3/#

Anonimowy pisze...

Nie sądziłam, że można się tak uśmiać czytając analizy opowiadań. Brawo, jestem pod wrażeniem waszej umiejętności obracania tego w żart :D Jednakże trochę też smutek poczułam, bo jak zaczynałam pisać 10 lat temu, to też jakieś górnolotne to nie było i nie dość, że się kłębiło od błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, to podejrzewam, że błędy rzeczowe też były. Mam więc nadzieję, że autor/ka oryginału nigdy nie trafi na tą waszą przeróbkę, bo patrząc na styl pisania, pewnie więcej niż naście lat ta osoba nie ma, więc może jej się zrobić przykro ;)

Eten pisze...

Mój Boże, to mi się przez cały czas z takim "typowym" RPG kojarzyło (stare, dobre DeDeki... chlip, nostalgia) - "jesteście w karczmie, pod ścianą siedzi zakapturzony człowiek... nagle złodziej okrada karczmarza, co robisz?" Jeszcze wyjeżdżając z k4 utwierdziłyście mnie w przekonaniu, że może to nie opko, a scenariusz do gry RPG (bardzo słaby scenariusz).
Analiza świetna!

Siberian tiger pisze...

"Mam więc nadzieję, że autor/ka oryginału nigdy nie trafi na tą waszą przeróbkę, bo patrząc na styl pisania, pewnie więcej niż naście lat ta osoba nie ma, więc może jej się zrobić przykro ;)" - i dobrze, niech się najpierw zrobi przykro, a potem niech przemyśli sprawę i dojdzie do odpowiednich wniosków. Odpowiednich nie tyle dla nas, ile dla języka polskiego.
Bardzo lubię Wasze analizy opek fantasy, zwłaszcza tych, które właśnie stanowią przeniesienie gier na opowiadanie. To takie słodkie, że autorzy/autorki zapominają, że przy przenoszeniu tych treści trzeba przemielić je przez kalkę rzeczywistości. [Zmierzam do tego, że gdybyście robiły jakieś ankiety czy w inny sposób badały opinię publiczną, to zdecydowanie opowiadam się za opkami fantasy, a nie Sakurami i innymi Tokio Hotelami.]
Bardzo fajna analiza:)
Hasło: ItSafe war - bezpieczna wojna to faktycznie tylko w fantasy może mieć miejsce.

Kahairel pisze...

Yyyy... dlaczego drowy powinny mieć akurat władczynię? Nie znam się na drowach, ale gdzie jakieś równouprawnienie? ;)

"Wypowiedział jakieś zaklęcie,i strzała zaczęła świecić pomarańczową poświatą,a następnie poleciała w strone serca demona.
Starannie omijając wątrobę demona i trzustkę demona.
Coś jak z tymi tabletkami na ból głowy, które same znajdują źródło bólu?"
Coś jak strzała patriot z "Facetów w rajtuzach"? ;P
Analiza przecudna.

Leleth pisze...

Społeczeństwo drowów jest z reguły matriarchalne. I też się nie znam, ale umiem używać gugla. ;)

Anonimowy pisze...

"Yyyy... dlaczego drowy powinny mieć akurat władczynię? Nie znam się na drowach, ale gdzie jakieś równouprawnienie? ;)"

No właśnie drowy w D&D nie mają równouprawnienia, tylko matriarchat. Ale te tutaj są wyraźnie jakieś inne...

Nefariel pisze...

Uwaga, leci czepialski i merytoryczny megakomć.

"O wow, albo drowskie "sztuki złota" mają tyle wspólnego ze złotem co nasze polskie złotówki, albo drowy mają naprawdę zaporowe ceny alkoholu. Albo ktoś tu nie ma pojęcia, jaka jest wartość złota".
No ej, w Icewind Dale najdroższy trunek w knajpie kosztował 20 sztuk złota. xD Takie są ceny w grach komputerowych. Tak to już jest. Może sztuki złota są bardzo małe, a sam minerał jest popularny?

"Najnowsze trendy w modzie drowów przewidywały nie tylko żelowanie fryzur okolic intymnych, ale też umieszczanie w spodniach specjalnych okienek, żeby te fryzury uczynić widocznymi".
W końcu to matriarchat. Te okienka to odpowiednik blaszanego bikini. BTW, czy elfy w ogóle mają łoniaki? Coś mi się tak zakodowało, że u nich niet zarostu na ciele i twarzy.

"Ja bym magicznego pocisku nie lekceważył, bo można tym cudeńkiem dojść do 5k4 +1. A to już nie przelewki..."
Jeden magiczny pocisk zadaje 1k4+1, za to na wyższych poziomach można wyczarować ich więcej. W tekście jasno stoi, że pocisk był jeden, a co za tym idzie - nie zabiłby nikogo poza czarodziejem pierwszego poziomu z bardzo niską kondycją. Chyba że to jakieś podobne zaklęcie, w rodzaju pocisków mocy Mordenkainena, które zresztą też jest nieszczególnie groźne dla wysokopoziomowej postaci.
PS: A drowy są odporne na magię...

"a czynność zdziwiła Anduina, bowiem mroczne elfy nie są najlepszymi łucznikami, przynajmniej na tle swoich kuzynów leśnych elfów.
A co, mają dziedzicznego zeza czy atrofię kciuków?"
Nie, żyją pod ziemią, a łuk jest kiepską bronią w wąskich jaskiniach. Drowy z reguły strzelają z kusz.

"A to nie mógł przyrąbać jakimś fireballem zza tej tarczy?"
Nie, bo fireball jest zaklęciem obszarowym. Stosowanie go w mieście to zły pomysł, podobnie jak próba zmiecenia nim pojedynczego przeciwnika.

"-Kawałki ziemi wyrzucone w eksplozji poleciały na inne elfy"
A tu już typowa nieznajomość realiów. Ta sytuacja mogłaby w ogóle zaistnieć tylko jeśli zranione elfy:
- należałyby do jednego z rządzących lub wysoko postawionych domów (ale w takiej sytuacji umiałyby się obronić);
- były dziećmi lub sługami członków jednego z rządzących lub wysoko postawionych domów.
Drowów nie obchodzi czyjeś życie...

"bestie nigdy nie będą silniejsze od magii"
Porozmawiaj sobie z jakimś Klurichirem, kotku. To taki pierwszy z brzegu przykład.

To opko jest straszne. Zastanawia mnie, czy to w ogóle jest FR, a nie jakiś autorski pseudoświatek do DnD.

Babatunde Wolaka pisze...

"A to drowy nie mieszkały pod ziemią, a nie wewnątrz gór?"
O, to prawie zupełnie jak górnicy, którzy, wbrew nazwie, też pracują pod ziemią. Właśnie wyobraziłem sobie drowa w czaku z pióropuszem...

"Kryzys nie oszczędzał nawet etatowych erpegowych złoczyńców."
Wszystkich wyrżli, to zlikwidowali sobie miejsca pracy.

"Oh noes, tylko nie magiczny pocisk! On zadaje całe 1k4+1 obrażeń!"
No chyba, że jest to magiczny pocisk z "Kryształów Czasu", który zadaje 1k10*10 obrażeń + 1k10*10 na każde 10 POZ Maga, co nie zmienia faktu, że i tak zasadniczo zalicza się do zbioru "Zostań magiem w weekend".

"błekitny magiczny pocisk poleciał w strone jednego z demonów,który zawył z bólu,a następnie zaczął biec z furią w oczach w strone maga.
Ten pocisk był więc tak skuteczny, że ojachromolę.
Toż mówiłam, że 1k4+1."
Demon miał po prostu udany rzut na odporność.

"Łuk, który - przypomnijmy - znajdował się na jego plecach, z pewnością nie ucierpiał od uderzenia w skałę."
Hm, cis to dość twarde drewno...

Skrzydlata sylwetka owocowego wilka jest pjenkna, podobnie zresztą, jak pozycja zaczepna na pstrągi.