sobota, 15 lutego 2014

50 twarzy feudalizmu, czyli wolność, równość, bucerstwo - cz. 2



Witajcie!


Dziś dalszy ciąg przygód szalonej, niepokornej i chamskiej Grety oraz królewicza Ivana, co lubi prostować harde panny. Jest jeszcze więcej idiotycznych potyczek słownych, bucery wyłażącej z obojga bohaterów oraz pseudohistorycznych idiotyzmów. Chcecie poczytać, jak wyglądałaby dyskusja o wolnościach obywatelskich na królewskim, średniowiecznym dworze? Albo jak niektórzy wyobrażają sobie te straszliwe bestie, feministki? Albo jak można zepsuć zdanie wsadzając w nie niebotyczną ilość przecinków? Dalej, zapraszamy do lektury!
I przypominamy, że dalej możecie dać Pigmejce piniondza kupując pakiet fajnych książek w akcji Book Rage! Od poniedziałku dochodzą do niego nowe tytuły - na zachętę!


Rozdział 1



Dzień był słoneczny. Jak to zazwyczaj bywało po burzy.
Co tam robi. Ta kropka.


Ivan podziękował za śniadanie. Żołądka nie miał w najlepszym stanie, mianowicie podchodził mu do gardła.
A to opko ma kilka wad, mianowicie tak całkowicie idiotycznie zbudowane zdania jak to.


W taki sposób dawało o sobie znać wczorajsze wino. Siedział w fotelu, nieopodal stołu i wpatrywał się w okno. Rozmyślał, ale mu przerwano.
Wciąż mówimy o tej skromnej chatce świeżo upieczonego sołtysa na połowie wioski? Który ma fotel w izbie? Czemu nie szezlong?
Szezlong był zajęty przez kota.


– Jest pan pewien, że nie chce śniadania? – dopytywała Greta.
Jak randomowego klienta w hostelu ze śniadaniem wliczonym w cenę. Najwyraźniej rozmowa z księciem nie zobowiązywała do używania jakichś nadzwyczajnych form grzecznościowych.
Jaki królewicz, taka obsługa.



– Będę miał jeszcze milion pięćset okazji na to by się przekonać czy dobrze gotujesz. Ten jeden raz więc sobie odpuszczę, w pełni świadom tego co tracę.
On chce z niej zrobić królową, tak? Królowa NIE gotuje. Nawet u szlachcianek pojawianie się w kuchni uważano zazwyczaj za niezdrową fanaberię, a co dopiero u żony przyszłego króla.
No tak, ale przecież to fikcja, nie musi mieć sensu.


– Piękna retoryka, ale pusta i zakłamana.
And here we go again. Uzbrójcie się w cierpliwość, Drodzy Czytelnicy, bo tak będzie wyglądało 90% dialogów w tym opku.


– Dlaczego panienka tak sądzi? – zapytał, a kąciki jego ust lekko uniosły się ku górze.
Stała przed nim, w skromnej sukni, ale była na tyle piękna, że nie potrzebowała żadnych ozdób, diamentów, drogocennych koronek. Sama była swoją największą ozdobą.
A jakie to ma znaczenie w kontekście tej sytuacji? Narrator boi się, że zapomnę, że bohaterka jest ochjakapiękna?
Zaznacza, że ona była naturalnie urodziwa, a nie dzięki prymitywnemu i grzesznemu makijażowi.


– Ma pan kaca, tylko wstydzi się pan do tego przyznać. Dlatego wynajdujesz…
– Nie przeszliśmy na ty, pani – warknął, ale samo „pani” dodał już łagodniej.
– Słuszna uwaga, panie. – Ona natomiast „panie” powiedziała z niesympatycznym naciskiem.
Dżizas, z czym ta kobieta ma problem? Bo zwracanie się do obcych na "ty" nawet dziś nie jest uważane za wyraz poczucia wolności osobistej i dążeń emancypacyjnych, ale po prostu za dowód braku wychowania - a co dopiero gdy mowa o mitycznych "starych czasach", gdzie do należytego adresowania osób o wyższej pozycji społecznej przykładano wagę o wiele większą. Autorze, nie robisz ze swojej bohaterki odważnej wolnomyślicielki, tylko buckę.


Wstał, pewnie.
Czy narrator właśnie sobie przytaknął?
Albo kichnął tak, że aż przecinki w tekst poleciały.


Uczynił w majestacie swoim kilka kroków w jej kierunku. Kobieta sięgała mu czubkiem głowy na wysokość klatki piersiowej. Spojrzał na nią z góry, ze złowieszczym błyskiem w oczach.
– Spakuj się panno Greto Wesley. Zabieram panią z sobą – rzekł, gubiąc się w rozważaniach na temat nieustalonego stanu cywilnego swojej przyszłej żony, po czym minął ją jak gdyby nigdy nic i chwycił za dzbanek z wodą stojący na stole.
– Ojcze! – rzekła przerażona. – Co on plecie?
– Najszczerszą prawdę. Zrozum, nie miałem wyjścia – odrzekł i skierował się w stronę córki. Ta jednak zalała się łzami i pognała czym prędzej do swojej izby.
Jak przystało na kobietę dorosłą, odważną i zawsze gotową stanąć w obronie swojej wolności.
Ciekawe czym szanowny królewicz ostatecznie przekupił przyszłego teścia. Może garścią przywilejów? Zawsze to się tak zaczyna...


– Zostaw ją, gospodarzu. – Ivan zatrzymał mężczyznę. – To kobieta, postąpi kobieco. Wyleje łzy i pogodzi się ze swoim losem.
Wiem, że Ivan w założeniu miał być takim bucem, ale za każdym razem widząc taki frazes mam ochotę wkleić karnego fiutka za mizoginię w opku.


Ivan miał tyle kobiet, że zdawał się znać ich naturę niemal na pamięć.
Kluczowe jest tu "zdawał się".
Idąc tym tokiem myślenia: niech jeszcze trochę podupczy, to dostanie okresu.


Tym razem także się nie mylił i już niespełna dwie godziny później stali przed drzwiami prowadzącymi na podwórze.
Eee… co? Jak, dlaczego? Ja chcę wyjaśnienia, dlaczego tej och_jakże_wyzwolonej bohaterce zajęło marne dwie godziny pogodzenie się z sytuacją, że ma być żoną tego buca. I nie, "natura kobieca" niczego nie wyjaśnia, bo po prostu nie ma czegoś takiego. I nie, to, że przez wieki kobiety były zmuszone podporządkowywać się żądaniom mężczyzn nie oznacza, że uleganie przymusowi leży w ich naturze.
Bo to jest fikcja… wyssana z pełnego dziecinnych wyobrażeń palucha narratora.


Ivan chcąc zachować się po dżentelmeńsku
Aaa, czyli zaraz obok turniejów rycerskich mamy tu XIX-wieczną koncepcję dżentelmeństwa. Dla zachowania spójności świata przedstawionego brakuje mi jeszcze tylko świętego hufca tebańskiego przestrzegającego kodeksu bushido.


otworzył przed Gretą drzwi, ta jednak wykonała gest dłonią znaczący by on szedł przodem.
– Dama pierwsza – upierał się mężczyzna.
– Nie, ty idź pierwszy mój panie. Mam być twoją żoną, chcesz uleglej i posłusznej, będę więc szła za tobą jak pies – odpowiedziała pewnie, wiedząc, że go to rozzłości.
W planach miała też złośliwe przydeptywanie jego butów.
In the immortal words of Kiciputek: “pragnę wyjaśnić, że nie obrażam się, kiedy ktoś mnie przepuszcza w drzwiach i uważam to za miłą uprzejmość. Ale nie obrażam się też, kiedy ktoś przede mną tych drzwi nie otworzy. Żaden problem, mam dwie rączki i korona mi z głowy nie spadnie. A jak widzę, że jakiś mężczyzna np. niesie ciężkie siatki w obu rękach, to i sama drzwi przed nim otworzę - mam nadzieję, że żaden pan nigdy nie miał mi tego za złe”.
Tak brzmi przeciętna, typowa feministka - to, co mamy w opku to mityczna, stereotypowa wersja złej bicz pożerającej facetów na śniadanie. Dzieci, nie próbujcie tego drugiego w domu (ani poza domem).


– Starasz się mnie zirytować, pani? – zapytał i uniósł kąciki swoich wark w lekkim uśmiechu.
Tych piw znaczy? Ale gdzie butelka ma kąciki?
W kapslu.


Ivan poczuł, że kobieta rzuca mu wyzwanie. Jak ona śmie? – myślał, ale opanował się, by jej nie szarpnąć,
Dlaczego? Poważnie pytam, co go powstrzymuje? Bo nawet jeśli w tym frankensteinowym uniwersum funkcjonuje koncepcja dwornego zachowania w stosunku do kobiet, to w oczywisty sposób nie dotyczy ona kobiet z gminu, czyli właśnie głównej bohaterki.
Bo on jest taki doooobry! Mógłby uderzyć, ale tylko o tym fantazjuje!


choć teraz miał szczerą ochotę ją udusić i to obiema dłońmi
Narratorze, przypomnij mi, co on właściwie chce osiągnąć żeniąc się z nią, skoro nie może jej znieść już po kilku godzinach znajomości?


– Mam cię wypchnąć, kobieto?
Greta już miała odpowiedzieć, ale strażnicy się wtrącili:
– Ja przejdę pierwszy, skoro wy się nie możecie zdecydować – powiedział jeden.
– Te drzwi są tak szerokie, że zmieścicie się razem – podpowiedział drugi.
Słyszycie ten furkot? To wirniki mojego lolocoptera, którym właśnie odlatuję na myśl o strażnikach, którzy wpierdzielają się w rozmowę swojego księcia, mówią do niego na "ty" i jeszcze poganiają, bo tarasuje przejście. No nie mogę.
Może tu panuje monarchia anarchistyczna?


– Chodź – warknął Ivan i pochwycił dziewczynę za nadgarstek. Pewnie wyprowadził ją przy swoim boku. Chciał pomóc jej wsiąść również do wozu, ale ostentacyjnie dała mu do zrozumienia, że nie chce jego pomocnej dłoni.
Ugryzła go? I skąd tam wziął się wóz (drabiniasty)? Przecież strażnicy mieli księcia sprowadzić jak najszybciej, bo król mógł w każdej chwili wylogować się ostatecznie. Przeczuwali, że Ivan będzie tak narąbany, że nie utrzyma się w kulbace?
Albo w międzyczasie zajumali gospodarzowi ze stodoły.


Podróż mijała im w ślimaczym tempie. Ivan już nie mógł się doczekać ciepłej, wygrzewającej wszystkie mięśnie kąpieli, jak i dobrego wina, które zawsze spoczywał przed snem.
Ekhem… czy ktoś tu jeszcze pamięta o umierającym królu? Ivana nawet nie biorę pod uwagę, bo mu oczywście tylko cipy w głowie, ale strażnicy? Narrator? Autor? Ktokolwiek?
Trochę jak w tym dialogu z Pulp Fiction:
- Who's Zed?
- Zed's dead baby, Zed's dead.


– Cieszę się, że nie stwarzałaś problemów. (...)
– I tak mnie odeślesz – rzekła pewnie.
– Zamierzasz mnie ośmieszać?
– Sam to uczynisz. W tym akurat nie będziesz potrzebował najmniejszej pomocy.
– Pani ze mnie drwi?
– Skądże, no może odrobinkę.
– Będziesz moją żoną.
– To nie powód do dumy, a tym bardziej do radości. Jakiej więc reakcji na te słowa oczekujesz?
Nie musimy ciągle powtarzać, że tego typu teksty nie brzmią ani realistycznie, ani dumnie, tylko żałośnie i bucersko, jakby były wyjęte z dialogu kłócących się uczniaków z podstawówki. Nie musimy mówić tego za każdym razem, prawda? Bo mi się już klawisze w laptopie wycierają...


– Choć odrobiny entuzjazmu – odpowiedział.
 


– (...) Jakoś mi nie jest do śmiechu.
– Czego zatem oczekujesz? Jak cię uszczęśliwić? – zapytał.
– Wystąpienia publiczne.
– Słucham? – nie zawierzał. Ani nie pokładał ufności. Cokolwiek to ma znaczyć w tym kontekście. Nawet nie rozumiał co konkretnie ma na myśli.
Spodziewał się pewnie czekoladek albo szczeniaczka.


– Chciałabym posłuchać politycznych wystąpień publicznych.
– Nie ma takiej możliwości. Kobiety nie mają wstępu…
– Będziesz królem, zorganizuj więc takie dla mnie – zażądała.
– Czy ty wiesz o co prosisz?
No chyba nie. Wystąpienie PUBLICZNE dla JEDNEJ osoby ma tyle sensu, co kampania wyborcza na bezludnej wyspie.
W ogóle jakich politycznych wystąpień publicznych? Nagle się okazuje, że w Derpwoodzie panuje monarcha parlamentarna? I jednocześnie funkcjonują tam turnieje rycerskie? #mózg_rozjebion


– O chwilę poobcowania z ludźmi inteligentnymi, o odrobię konwersacji z nimi, zanim pewien prostak zamknie mnie w swojej komnacie bym rodziła mu dzieci, szczególnie męskiej płci.
Nie żebym go broniła, ale to samo, a nawet więcej może sama zorganizować na jakimś wieczorku poetyckim, muzycznym czy innym, który akurat był czymś dostępnym dla pań z wyższych sfer. Oczywiście nie w średniowieczu, ale skoro mogą tu być dżentelmeni, to czemu nie coś na kształt paryskich salonów literackich?
A ja jestem ciekawa, o czym ona ma niby konwersować z tymi ludźmi inteligentnymi. Przypominam, że nie mamy tu do czynienia z ubogą szlachcianką, ale bękarcią córką żony sołtysa jakiejś zapadłej dziury, dla której szczytem dostępnej edukacji była szkółka kościelna. Panna ma szczęście, jeśli w ogóle umie czytać.
Hint: niechęć do mężczyzn nie sprawia, że kobieta w cudowny sposób staje się wykształcona.


– Za prostaka powinienem cię obić – powiedział nieprzyjemnym tonem.
– Podniesiesz rękę na kobietę za to, że głosi prawdę?
Tak. Generalnie mógłby ją podnieść za cokolwiek, a nawet zgoła za nic. AŁtorze - takie są realia, w których umieściłeś akcję, więc czemu teraz twój bohater nie korzysta z praw, które powinny być dla niego naturalne? Równie sensowny byłby obywatel starożytnego Rzymu, który wzdraga się przed posiadaniem niewolników.


– To tylko twoja interpretacja mojej osoby, a nie jakaś tam prawda.
– Nawet jeśli tak jest, to czyż nie mam prawa mówić o swoich odczuciach?
Jeśli go obrażasz, to - nie. Przynajmniej nie w ten sposób.


– Zorganizuje to wystąpienie. Zorganizuje ucztę, zaproszę na nią radnych. Czy to cię uszczęśliwi, moja przyszła żono?
– Zachwyci.
– Starczy mi twój zachwyt, skoro nie mam co liczyć na radość.
Jeszcze tego samego dnia Greta poznała umierającego przyszłego teścia i niemal od razu zaskarbiła sobie jego serce. Reszta rodziny również zdawała się ją podziwiać.
Moja reakcja na powyższe zdanie:
 
Realistyczna reakcja rodziny królewskiej na bohaterkę:
 
Realistyczny prezent dla boCHaterki:
 


Wszyscy zachodzili w myśl skąd taka kobieta przy ich Ivanie.
Zachodzili w głowę, narratorze. Podejście do związków frazeologicznych jest tu tak samo staranne, jak do realiów historycznych. :/


Sądzili, że zna on same latawice, a ta niespełna szesnastoletnia dziewczyna wyglądała na prawą, uczciwą i niezwykle oczytaną.
A poznali to po jej promiennym uśmiechu.
A oczytana była zapewne w książeczce do nabożeństwa. I niech by sobie była nawet wzorem cnót wszelakich - jakim cudem wszyscy przymknęli oko na to, że następca tronu ma zamiar uczynić królową z jakiejś bękartki z Pcimia Małego?


Ivan w ciągu tygodnia zorganizował ucztę, na którą zaprosił przeróżnych mówców i radnych.
Podczas gdy jego ojciec leżał na łożu śmierci. Z pewnością nie wywołało to skandalu.


Chciał uszczęśliwić przyszłą żonę. Udowodnić jej, że spełnia obietnicę i nie chce dla niej źle. Z początku wszystko przebiegało jak należy. Mówiono o finansach, pomysłu na szkolnictwo, o odmianie rzeczowników przez przypadki problemach rzemieślników i nagle tematy zbiegły na temat wolności słowa, prawa do wyborów, wolności ogólnej.
Z pewnością takie tematy pojawiały się co i rusz na KRÓLEWSKIM dworze.
Wyborów? Le kwik, może jeszcze z parytetem dla kobiet i mniejszości seksualnych? I wyborów do czego?


Właśnie przemawiał John:
– Dla naszej partii wydaje się to podejście rozsądnym. W końcu państwo powinno być niepodległe. Należy zakazać handlu ludźmi. Niewolnicy, to także ludzie! Wszakże rozsądek nakazuje by każdy człowiek był wolnym. Niechaj ze świętej ziemi po równi korzysta każdy, kto po niej chodzi.
Naszej partii. PARTII. W królestwie stylizowanym na wzór średniowieczny. Pozostałe zdania z powyższego akapitu skomentuję tym gifem:
 
I co ma zniesienie niewolnictwa do niepodległości państwa?


– Mądre słowa, mocne słowa – przemówił Ivan.
John nadal stał, ale już nie przemawiał na tematy wolności, tylko będąc pełen zachwytu, że przyszły Król go pochwalił, postanowił wznieś toast.
- Chcę wolności, równości i braterstwa!
*Król bije brawo*
- Och mój królu jedyny…!
Narrator też się próbuje podlizać, inaczej nie pisałby "król" wielką literą.


– Wznoszę toast za naszych gospodarzy. Za jego wysokość Księcia Ivana Somerhandera i jego piękną, przyszłą małżonkę Gretę Ostentacyjnie Bez Nazwiska. Wstańmy. Za najmłodszego Króla Dorkwoodu.
Ekhem… król Dorkwoodu jeszcze żyje, idioto, więc może wyskocz przez okno zanim oskarżą cię o zdradę.


Mężczyźni unieśli w górę szklane puchary, ale Ivan wstał i poprosił o cisze ruchem prawej dłoni.
Szklane? Trochę nędza.


– Nie bijcie braw, to zbyteczne. Nie jestem jeszcze Królem Dorkwoodu i nie wiadomo czy nim zostanę. Wszakże znacie wolę mego ojca. Przekażę mi tron w chwili gdy się ożenię. Wstrzymajmy się więc z brawami, do dnia mojego ślubu, proszę.
No tak, bo spadkobiercy tronu przecież w o l n o było nie wziąć ślubu. Akurat.
I od kiedy to król w ogóle wspominał o takim warunku? No i wypadałoby, żeby choć on zwrócił uwagę na niestosowność picia zdrowia następnego króla, gdy poprzedni jeszcze żyje.


Postąpmy w myśl regule (albo wbrew reguły, prawda), by nie chwalić dnia przed zachodem słońca. – Ivan ponownie zajął miejsce przy stole. – Bardzo trafne przemówienie, John – dodał.
John kto? Dowiemy się w ogóle, kim jest ten koleś?


– Dziękuje za uznanie, dużo prościej mówić do podpitych znajomych.
Ja tę scenę widzę tak:
 
Ooo, to to nie jest uczta na królewskim dworze, tylko popijawa kumpli od kielicha?


Wszyscy się zaśmiali, w pomieszczeniu zapanował gwar, gdy wszyscy z powrotem siadali. Słychać było skrzypienie, gdy krzesła przesuwały się po podłodze. Greta wejrzała na Johna,
Wejrzała mu w duszę i w pantalony.


był to mężczyzna o śniadej cerze. Przystojny, choć bardzo niski.
I wciąż ani słowa o tym, czym się zajmuje ani kogo reprezentuje. Najwyraźniej narrator uważa, że bardziej istotny jest odcień jego karnacji.


– A jak panience Grecie podobała się przemowa? – zapytał jeden z mężczyzn.
Kobieta wydawała się znudzona. Ivan czuł niepohamowaną radość, że za moment sama się ośmieszy. Chciała być równa mężczyznom to teraz ma za swoje.
Ale przecież on jest dla niej dobry, on się o nią troszczy. Tak, tak.
 


Ona jednak uniosła głowę, zrobiła łyk wina na drutach, odstawiła szklany kielich.
– Nie znam się za wiele na politycznych przemowach. Forma w jakiej są wypowiadane daje cień na ich znaczenie, o ile w ogóle jest jakieś znaczenie.
Eee… a teraz jeszcze raz, tylko z sensem. Forma daje cień na znaczenie, o ile jakieś jest? To jakiś szyfr?


– Znaczenie, której części tobie umknęło, pani? – zapytał Ivan niekryjący swojej złości.
Złości na to, że nie ma pojęcia, o czym ona pierdzieli. Mogę się z tym solidaryzować.


– W zasadzie mogłabym się zgodzić z poglądami pana Johna. Tylko nie rozumiem kwestii wolności, jaka została tutaj poruszona. Jaki ma koncept?
1. «szybko nasuwający się pomysł»
2. «pomysłowość, zmyślność»
3. daw. «dowcip, żart»
W związku z tym ja się pytam: CZO?
Narrator za wszelką cenę usiłuje używać trudnych słów. Niestety, it's not very effective.


– Chodzi o rozszerzenie prawa do głosu.
Do głosu na co? I od kiedy to zniesienie niewolnictwa sprowadza się jedynie do praw wyborczych?
AŁtorze, w każdej chwili możesz zacząć pisać o czymś, na czym się znasz.
Może chodzi o darmowe lekcje dykcji dla wszystkich?


– Na wszystkich obywateli Dorkwoodu? – zapytała z widoczną wrogością.
Dżizas, dziewczyno, powściągnij wściekliznę. Sama chciałaś uczestniczyć w tym spędzie, więc przestań demonstracyjnie kręcić noskiem i warczeć na ludzi, bo w ten sposób nie sprawisz, że ktokolwiek potraktuje cię poważnie.


– Nie, ale na większą liczbę – odpowiedział pokornie, z lekkim uśmiechem John.
– Dlaczego nie na wszystkich? – dopytywała Greta i spojrzała wyczekująco na swojego przyszłego męża.
Żyjesz pod panowaniem KRÓLA, w państwie o ustroju quasi-feudalnym. Dopowiedz sobie, dlaczego wszyscy nie mogą być sobie równi.
Niech ktoś jej zetnie głowę, naprawdę.
Hint: wstawiając w świat monarchii bohatera o republikańskich poglądach i rewoucyjnych zapędach (i na dodatek bucerskim charakterze) nie czynisz go fajnym - czynisz go śmiesznym.

– Wszakże trzeba zachować w wolności umiar – wytłumaczył z kamienną twarzą Ivan.
– Umiar w wolności? – zadrwiła.
– Tak jest – poparł Ivana John.
– Ja naprawdę staram się zawierzać w wasze dobre intencje. Ale zupełnie nie zawierzam znaczeniom słów w języku polskim, dlatego tak trudno mnie zrozumieć. Jednak, gdyby, kobiety, mogły, głosować, nie oddałabym na was nawet ćwierci mojego głosu…
– Obrażasz partię moich faworytów – zwrócił jej uwagę Ivan.
No bez jaj, co ona takiego powiedziała? Pomijając to, że nie wykazała się jakimś nadzwyczajnym skillem konwersacyjnym i nawet nie próbowała przekazać własnych poglądów ani podważyć cudzych… no ale to już wyższy level pisania kłótni, nie każdemu się to udaje.


– Wypowiadam swoje myśli.
– Czasami myśli należy zachować dla siebie! – rzekł ostrzej. Wstał, a jego dłonie uderzyły o stół.
O lol, kolejny nadwrażliwy.
*biega między bohaterami z naparem z melisy*


– Sądzę, że to nie jest ten czas, gdy należy wstrzymać się od głosu. Wystarczy już, że zabiera mi się prawo decydowania w sprawach politycznych, jak każdej innej kobiecie. – Greta również wstała.
Ale dowiemy się W KOŃCU, o jakich to sprawach mają decydować te mityczne wybory?
I jakim cudem córka z maleńkiej wsi nabawiła się takich wywrotowych, XVIII-wiecznych poglądów?


– Jak słusznie zauważyłaś, kobiety nie interesują się polityką.
– Jak słusznie zauważyłeś podczas naszego pierwszego spotkania, mój przyszły mężu, kobieta zmienną jest.
Łokurwaaa. Ze wszystkich argumentów, jakich mogłaby użyć na podważenie tezy, że kobiety nie interesują się czymś tam, użyła akurat tego, który nie dość, że niczego nie dowodzi, to jeszcze jest w zasadzie kolejnym patriarchalnym konstruktem myślowym mającym potwierdzać wizerunek kobiet jako miotanych hormonami histeryczek, na których nie można polegać, bo same nie wiedzą, czego chcą.
 


Wzrok Grety i Ivana zdawał się walczyć. Żadne z nich nie ustąpiło. Oboje tak stali i wpatrywali się w swoje oczy. Wojna błękitnego bezchmurnego nieba i burzliwego granatu zdawała się nie mieć końca.
W pierwszych szeregach walczyły doborowe hufce Obciachowych Metafor, wspierane przez zaciężne Lekko Uniesione Brwi Czytelników.


Wtedy właśnie przemówił John:
– Dlaczego, pani, by na nas nie zagłosowała?
Kolejny przykład zdania, które byłoby całkowicie w porządku, gdyby nie przecinki.


Ivan usiadł pierwszy, Greta także zajęła swoje miejsce.
– W twoje przemowie, Johanie, który zdążyłeś w międzyczasie podstępnie zmienić imię, przewodziło mgliste pojęcie wolności.
Równie mgliste co moja znajomość gramatyki.
Za to umiejętność wciskania pogardy w każde zdanie ma bardzo przejrzystą.


Każda kobieta, która zaznała małżeństwa, wiedziała, że to ograniczy jej wolność, zanim jeszcze złożyła przysięgę.
Tak, bo jako panna zażywała takich wolności, że polska szlachta skręcała się z zazdrości. Jak zwykle w tym opku rzecz nie rozbija się o status społeczny kobiet, tylko o relacje mąż - żona. Kolejny przykład, że pseudohistoryczna otoczka tego opka ma tylko stanowić zawoalowane tło dla poronionych idei tzw. domowej dyscypliny.


Ludzie oddający na was głosy, także będą to wiedzieć.
Że mężatki mają przerąbane? Co to ma do rzeczy?
Może przerąbanie to według niego“prawo naturalne” kobiet?


Wolność to absolut. Nie można być po części kochanym, częściowo martwym, czy trochę bardziej wolnym. Tych pojęć się nie stopniuje, to są pojęcia absolutne – powiedziała pewna siebie.
Nie, słonko - nie są. Miłość generalnie każdy inaczej rozumie, ale można być trochę martwym i - uwaga - zawsze jest się tylko trochę wolnym; zrozumiesz to, gdy uświadomisz sobie, ile czynników determinuje twoje zachowanie i postrzeganie świata, a nawet jak dalece sama ograniczasz własną wolność. Krócej mówiąc - pierdolisz rzewnie, w dodatku twój wywód nijak ma się do postawionego problemu. Siadaj, dwa.


Ivan nagle wstał i wyszedł.
Siusiu? Bo jeśli nie pognała go paląca potrzeba, to trzeba było się jednak pożegnać z gośćmi.
Może musiał zapalić.


Greta wstała, skłoniła się i ku zdziwieniu wszystkich udała za nim. Znalazła się w korytarzu. W tym miejscu nie widzieli ich goście.
– Czy coś się stało? – zapytała kiedy odwrócił twarz ku niej.
– Nie, dlaczego? – odpowiedział jej pytaniem.
– Nagle wyszedłeś.
– Nie znoszę tych publicznych wystąpień, przemówień, powinienem ich zakazać jak tylko zostanę Królem.
Yyy… narratorze, w każdej chwili możesz wyjaśnić, dlaczego on zachowuje się jak sześciolatek. I czemu piszesz "król" wielką literą.
 
To fascynujące, co się tu dzieje, naprawdę.


(...) Polityka mnie nie nuży, natomiast nie cierpię retoryki.
A to czym zamierzasz uprawiać tę politykę, grabiami?
“Nie róbmy polityki, lepmy pierogi!”


– Mam iść z tobą? – zapytała skromnie.
– Nie, bo i po co? Ty chciałaś swojego pięć minut, zaznać męskiej rozrywki, zanim staniesz się moją żoną. Zapewniłem ci to wszystko czego pragnęłaś. Wróć by z tego skorzystać.
Ivan odwrócił się i zmierzał w głąb ciemnego korytarza, oświetlonego tylko przez jedną ze świec
Jedna świeczka tuż obok sali, w której wydawano uczty? O lol, królewski skarbiec rzeczywiście musiał błagać o litość.
Poza tym jedna świeczka korytarza i tak nie oświetli, więc właściwie jest tam tak potrzebna, jak chusteczka, żeby tonący w oceanie wytarł sobie twarz.


– Wyszedłeś jednak dopiero po moich słowach – zwróciła uwagę na znaczny szczegół.
Szczegół był tak wielki, że tarasował pół korytarza.


– Akurat wtedy skończyłem posiłek, pani. Jeśli sądzisz, że obraziłaś mnie tymi słowami, że twoja wypowiedź godzi prosto w moją osobę, to jesteś w błędzie.
A to w niej było coś obraźliwego albo godzącego w kogokolwiek? Czemu czytając ich rozmowy bezustannie mam wrażenie, że bohaterowie reagują na słowa, które autor ułożył sobie w głowie, ale ich nie napisał?
Bo tak jest?


Kobiety nie mogą oddawać głosu, tak więc ich zdanie na większość tematów jest bez mniejszego znaczenia. Większego znaczenia tym bardziej w tym nie ma.
Bez mniejszego znaczenia? Po jakiemu to?


– Wiem już dlaczego kobietom zabrania się zabierać głos! – powiedziała głośniej niż miała zamiar. Wojowniczo wysunęła przy tym podbródek w jego stronę.
Podbródek stanął w strzemionach i wystawił kopię.
I spojrzał groźnie, powarkując znacząco.


– Jestem niezmiernie ciekaw twojej teorii – rzucił z sarkazmem i jakby od niechcenia.
– Ponieważ mężczyzn można zaślepić. Podać im wińsko, piwsko, jadło, dać pensy i pracę. Dać panować nad kobietami
Ok, to jest tak głupie, że wymaga specjalnego traktowania.
1) Jak wygląda kolokwialne "wińsko" obok archaicznego "jadło"? Kretyńsko.
2) Od kiedy to mityczne "pensy" dostaje się obok pracy, a nie jako zapłatę za nią?
3) Co zaślepiającego jest w jedzeniu i pracy, za którą dostaje się zapłatę? Zarabianie pieniędzy jest uwłaczające?
4) Dlaczego alkohol zrównany jest z jedzeniem i  możliwością pracy?
5) Czy boCHaterka sugeruje, że zasobne w alkohol, jedzenie i pracę pozwalającą na utrzymanie się kobiety nie byłyby zaślepione?
6) Czy boCHaterka sugeruje, że dominacja mężczyzn jest jakimś przywilejem nadawanym przez instytucje władzy, a nie zasadniczym elementem kultury, z której ta władza wyrasta?
Podsumowując: rzewne pierdolenie.
Kreacja poglądów “feministycznych” - narratorze, robisz to przediabelnie ŹLE.


 – ostatnie zdanie dodała już ciszej. – To wszystko sprawia, że nie widzą kłamstw, które uderzają w nich samych, w ich domy i w ich rodziny. Mężczyzna nie jest w stanie poznać co to honor, nawet jeśli ten uderzy go w twarz! – wypowiedziała pewnie.
Iiiii znowu, bo lecą tu idiotyzmy rzadkiej urody:
1) Jakie to kłamstwa? Na co ci mężczyźni mają być zaślepieni?
2) Czy kobiety nie są zaślepione, ergo - widzą te kłamstwa? Raczej nie, bo dla większości z nich męska dominacja jest po prostu jedynym znanym porządkiem rzeczy.
3) Skąd tu się, u licha ciężkiego, wziął honor? Mówiąc o piwsku i pensach boCHaterka wyraźnie ma na myśli tzw. przeciętnego mężczyznę, a nie dżentelmena.
4) Dlaczego honor miałby być związany z poparciem dla równouprawnienia? To był konstrukt ściśle androcentryczny, kobieta była z zasady pozbawiona zdolności honorowej. Podobnie zresztą jak choćby mężczyźni nienależący do szlachty.
Podsumowując: rzewne pierdolenie.
I naprawdę, nawet jeśli autor - jak sam twierdzi - nie jest mizoginem i nie uważa równouprawnienia za zbrodni przeciwko naturze, to wkładając w usta "wolnomyślącej" boCHaterki takie brednie tylko ją pogrąża. No chyba że to było celowe.


Ivan zagotował się. Podniósł dłoń z zamiarem uderzenia jej w twarz. Kobieta zrobiła krok do tyłu i skuliła się w oczekiwaniu na uderzenie. To jednak nie nastąpiło.
– Uważasz się za lepszą od mężczyzn? – zapytał retorycznie. To sprawiło, że Greta wyprostowała się nieśpiesznie, rozwijaaała się i rozwijaaała i spojrzała na niego. – Radziłbym się tego wyzbyć, bowiem będzie ci trudno zaakceptować zasady i konsekwencje jakie niesie z sobą wejście w związek małżeński. Ślubem nie złączysz się z mężczyzną, a staniesz się jego poddaną.
I znowu - źle zakamuflowane nawiązanie do domowej dyscypliny, a nie stylizacja historyczna. Osoby żyjące w "starych czasach" nie potrzebowałyby nawiązania do pojęcia ślubu jako związku dwojga równorzędnych partnerów.
Tym bardziej, że na przykład w nowożytnej Polsce kobieta zamężna wcale nie stawała się tak całkiem “poddaną” - to znaczy: oczywiście w samym małżeństwie nie miała wiele do powiedzenia, ale za to całkiem sporo w prowadzeniu gospodarstwa.


Ja więc będę nad tobą panował. Twoje przekonania o równości utrudnią twoje życie, Greto Wesley.
Jakiej równości? Toż sama mówiła, że uważa się za lepszą.


Ivan odwrócił się i przemierzył korytarz, zniknął za rogiem. Patrzyła jak się oddalał. Czy żałowała swoich słów? Nie. Przykro jej było tylko z powodu zakończenia tej potyczki słownej w taki sposób. Żałowała, że nie postawiła się temu brutalowi.
Tak, na pewno miała ogromne szanse na wygraną.


Przecież miała dobrą ripostę. „Mężczyźni nie potrafią przyjmować prawdy. Wolą zabić chęć jej wypowiadania agresją”.
Wyczytała to w kajeciku "Seksistowskich uwag na każdą okazję"?

27 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Kiedy zajrzałam do tego opka, to właśnie mi przeszkadzało - autor najwyraźniej ma trudności z przedstawieniem swojego świata w jakiś sensowny sposób. No bo... jak to? Barmanki i turnieje rycerskie? Król władający pięknym królestwem i przylegającymi do niego wioskami? I broni się tym samym frazesem "to jest fikcja" "mogę pisać, co mi się podoba" "nie muszę się tłumaczyć." Skoro nie musi, to niech się nie tłumaczy... niech go Greta porwie.
Gratuluję wspaniałej analizy - Barty młoda duchem.

Babatunde Wolaka pisze...

"Dziś dalszy ciąg przygód szalonej, niepokornej i chamskiej Grety oraz królewicza Ivana, co lubi prostować harde panny."
A prostuje je po to, by jeszcze lepiej je giąć... #miazmat

"Żołądka nie miał w najlepszym stanie, mianowicie podchodził mu do gardła."
To brzmi prawie jak "Mężczyzna doznał poważnego urazu, ponieważ stracił głowę".

"Aaa, czyli zaraz obok turniejów rycerskich mamy tu XIX-wieczną koncepcję dżentelmeństwa. Dla zachowania spójności świata przedstawionego brakuje mi jeszcze tylko świętego hufca tebańskiego przestrzegającego kodeksu bushido."
I ubranego w gustowne dresy. SzaFa graficzna bloga nawiązywa natomiast do XVIII wieku.

"– Starasz się mnie zirytować, pani? – zapytał i uniósł kąciki swoich wark w lekkim uśmiechu."
Warknął, znaczy się.

Strażnicy poganiający książęcia mnie ómarli.

" i nagle tematy zbiegły na temat wolności słowa, prawa do wyborów, wolności ogólnej."
Ja to widzę tak: "Ekhm... Wasza książęca kość... Ja nie chcę nic insynuować, ale tego, no, może by my se tak jakąś Magna Cartę walnęli, albo co..."

"Należy zakazać handlu ludźmi. Niewolnicy, to także ludzie! Wszakże rozsądek nakazuje by każdy człowiek był wolnym."
John wynalazł maszynę parową, więc lobbował przeciwko niewolnictwu, żeby zarobić.

"był to mężczyzna o śniadej cerze. Przystojny, choć bardzo niski.
I wciąż ani słowa o tym, czym się zajmuje ani kogo reprezentuje. Najwyraźniej narrator uważa, że bardziej istotny jest odcień jego karnacji."
Bo on nie był śniady, tylko brudny od smaru i sadzy wskutek prac nad maszyną.

"– Nie znam się za wiele na politycznych przemowach. Forma w jakiej są wypowiadane daje cień na ich znaczenie, o ile w ogóle jest jakieś znaczenie."
Mieduwalszczycy skarmią na widok czarnego beata, buwaja piecyty.

"...to jeszcze jest w zasadzie kolejnym patriarchalnym konstruktem myślowym mającym potwierdzać wizerunek kobiet jako miotanych hormonami histeryczek, na których nie można polegać, bo same nie wiedzą, czego chcą."
BoCHaterka bije patriarchat jego własną bronią?

"Ivan nagle wstał i wyszedł.
Siusiu? Bo jeśli nie pognała go paląca potrzeba, to trzeba było się jednak pożegnać z gośćmi.
Może musiał zapalić."
Przypomniało mu się, że musi nakarmić yorkusia.

"4) Dlaczego alkohol zrównany jest z jedzeniem i możliwością pracy?"
Bo pije się przy jedzeniu i za zarobione. Chyba że bez zagrychy i na kredyt.

"Mężczyzna nie jest w stanie poznać co to honor, nawet jeśli ten uderzy go w twarz!"
KWIIIIIIIIK!

destrakszyn pisze...

"(...) jest tam tak potrzebna, jak chusteczka, żeby tonący w oceanie wytarł sobie twarz." Muszę to sobie zapisać! :D

Anonimowy pisze...

Pierwszy mój komentarz tutaj, więc kłaniam się w pas ;)

Opko bez sensu. Analiza zacna.

Ale...

"dla której szczytem dostępnej edukacji była szkółka kościelna. Panna ma szczęście, jeśli w ogóle umie czytać."
Panna zna trzy języki (było w poprzedniej części, bodajże we fragmencie, który wycięłyście). Skąd je zna, nie wiadomo, ale jak widać amnezja blogaskowa dopada nie tylko aŁtoreczki. :P

I to się chyba jednak nie dzieje w średniowieczu, tylko czymś quasi-dziewiętnastowiecznym. Przecież musiałyście te wszystkie zdjęcia na blogu zauważyć.

JSO

Borówka pisze...

Piękna analiza. To już druga część, a ja nadal nie mogę się nadziwić, że to opko to tak na serio ("Dorkwood" :D).

Szkoda, że pisak nie chce choć trochę skorzystać na Waszej analizie i czegoś się nauczyć.

Aithne pisze...

Przy poprzedniej części myślałam, że trochę się czepiacie, ale ten odcinek jest naprawdę... naprawdę... Nie wiem nawet, jak to nazwać, bo "fatalny" nie oddaje wszystkich moich uczuć.

Jak tak patrzę na zdjęcia przy kolejnych wpisach na tamtym blogu to nabieram pewnych podejrzeń, skąd wziął się ten "wysunięty podbródek"... ;)

Wiktoria Bibliofilka pisze...

Parlamentarna monarchia anarchistyczna z rozbudowanym systemem partyjnym i bojownikami o wolność słowa <3
Analiza piękna, w ogóle Wasze analizy są piękne. Niniejszym dołączam do stałych czytaczy. :)

Anonimowy pisze...

Kalevatar, kochana, lolocopter i lolozaur wpisuję do swojego kajecika z powiedzonkami codziennego użytku. :DDDD
Mam szczerą nadzieję, że będzie jeszcze choćby jedna (a najlepiej trzy!) notki z tym opowiadaniem, bo ucieszne coraz bardziej.
Realia historyczne odjechały w siną dal, bohaterka jest, jak widać, źródłem "mundrości", że łeb pęka, książę to buc jakich mało... myślałam, że nic mnie już w tym dziele nie zdziwi, ale jednak! Zadziwiło mnie! Strażnicy przy bramie rozłożyli mnie na łopatki. XDDDD

thingrodiel

charleotte pisze...

"Ivan zagotował się."
... a para poszła mu uszami :)

Nefariel pisze...

"I to się chyba jednak nie dzieje w średniowieczu, tylko czymś quasi-dziewiętnastowiecznym."
Osiemnastowiecznym, jeśli już. Ale to też nie to - sam pisak twierdzi, że inspiruje się po prostu przeszłością, a nie żadnym konkretnym okresem. Tak, to już ten poziom.

Serenity pisze...

Jaka piękna dyskusja u Pisaka na blogasiu. Moi drodzy, z Pisaka rośnie nam męska wersja aŁtorKasi :)

Xis pisze...

Przyznam szczerze, że nie wiedziałam co to znaczy "dork". Wpisałam sobie w Google Tłumacza "dork wood" i wyskoczyło mi "drewno debilem". Biedne drewno. Ciekawe co takiego zrobiło ałtorowi. ;_;

Mam nadzieję, że będą dalsze części tej analizy, bo jest cudna.

Babatunde Wolaka pisze...

@Xis: Jest jeszcze gorzej, słowo "dork" może również oznaczać, ekhm, męski korzeń.

Rinoa Sin pisze...

@Serenity, i nawet tak jak AłtorKasia blokuje wszystkie krytyczne komentarze. Napisałam dwa, oba grzeczne, bez rzucania mięsem. Oczekiwałam odpowiedzi, a tu blok, bo kto to widział krytykować opko takiej cudnej urody!

B. pisze...

A przecież można napisać dobre opowiadanie z gatunku dominance-submissive bez tego rzewnego pierdolenia naokoło o królewicach, wiecach partyjnych i niewolnictwie, polanego sosem ze zdupywziętego feminizmu. Widzę że AŁTOR już się czuje Katarzyną Michalak ale poziom tych bzdur jest taki że gorszego opowiadania "w temacie" naprawdę nie zdarzyło mi się czytać. Proponuję to skończyć i wstydu oszczędzić, główny bohater to miękka faja i wannabe domin więc dalej i tak nie będzie nic ciekawego.

Anonimowy pisze...

@Nefariel

Masz rację oczywiście z tym wiekirm osiemnastym. ;)

Tak, wiem, ze jedynym określeniem czasu akcji przez pisaka jest: "dawne czasy" i "czasy, kiedy kobiety miały przerąbane". I że to fikcja, więc mogą być i turnieje rycerskie i partie polityczne obok siebie. ;) A poziom jaki jest widać i po dyskusji pod opkiem.

Pisak twierdzi, że jest żonaty. Jeżeli to prawda to szczerze tej kobiecie współczuję. I straciłem resztki wiary w ludzkość.

JSO

Anonimowy pisze...

@JSO
Pisak twierdzi, że jest żonaty.

No chyba w Simsach.

PS Wiem, że ten system z wpisywaniem komci w nowym oknie macie chyba od początku, ale może rozważycie zmianę? To tylko jedno kliknięcie w bloggerze.

Serenity pisze...

Miałam rację, że to aŁtorKasia w męskiej odsłonie, kiedy posypała się masa negatywnych komentarzy - skasował jedną z notek i włączył moderację komentarzy. OMG.
Dziewczyny, śpieszcie się, bo jeszcze Pisak ohasłuje sobie blogasia i będą nici z kolejnej części analizy :)

Babatunde Wolaka pisze...

Jak sam napisał w odpowiedniej noci - nie moderację, tylko modernizację! :D

Hasło: Annormat thoughts. Jakoś pasuje do tego dziełka.

Anonimowy pisze...

http://ashley-louis-fanfiction.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Ktoś niedługo po maratonie 'Buffy'? ;)

Woah, aż nie wierzę, że to Ałtor płci męskiej. Dałabym się pociąć za przypuszczenie, że to szesnastoletnia 'feministka', która całym sercem popiera zachowanie bochaterki, a tu proszę, jaka niespodzianka. Życie feministki jest niełatwe, nie dość, że trzeba prostować młodsze adeptki, żeby nie robiły frontowi siary, to i jeszcze tzw. male allies...

Siberian tiger pisze...

Kalevatar, do Ciebie bezapelacyjnie należy najlepszy tekst analizy:
" Wstał, pewnie.
Czy narrator właśnie sobie przytaknął?"
Chociaż takich tekstów jest zdecydowanie więcej:
"Polityka mnie nie nuży, natomiast nie cierpię retoryki.
A to czym zamierzasz uprawiać tę politykę, grabiami?
“Nie róbmy polityki, lepmy pierogi!”"
Generalnie obśmiałem się jak norka :)

Abstrahując od wszystkiego, co wyżej wskazałem, generalnie zastanawiam się nad sensem przeklejania dzisiejszej mentalności do czasów historycznych. Niby to może być ciekawy zabieg, trochę taka wyalienowana bohaterka, dziwiąca się na widok zachowań, które dla nas są już zupełnie niezrozumiałe. Z drugiej strony - gdyby przekleić dzisiejsze myślenie w historyczne czasy (wszystkim, nie wybranym bohaterom), to powstaje nam absurd sam w sobie, taki jak tutaj obecny twór. No ale oczywiście największym failem pozostaje to, że autor sam nie do końca wie, w jakich czasach to się dzieje, więc tak po trochu z każdego wieku wziął coś i wyszedł taki niespójny misz-masz. (Tak zwracam uwagę, bo bardzo lubię opowiadania/powieści historyczne *właśnie* ze względu na próbę odwzorowania ówczesnej mentalności.)

Anonimowy pisze...

Nie wiem, czy znacie "Zwiadowców", ale nawet jeśli nie...
http://magicznowilosnahistoria.blogspot.com/
Niezły potworek ;)

Anonimowy pisze...

"Podróż mijała im w ślimaczym tempie. Ivan już nie mógł się doczekać ciepłej, wygrzewającej wszystkie mięśnie kąpieli, jak i dobrego wina, które zawsze spoczywał przed snem."
Spoczywanie wina przed snem będzie mi teraz spędzać sen z powiek, bo ni cholery sobie tego nie wyobrażam.

hasło: domestic hatteys - w pierwszej chwili przeczytałam "haters" i pomyślałam: O! Toż to o Ivanie!

Lenn pisze...

To jedno z najbardziej FAILowatych zuych opek, jakie w życiu widziałam, a widziałam ich mnóstwo. Pomieszanie z poplątaniem, jeśli chodzi o realia (lol, jakie realia), strażnicy besztający króla, kompletny bełkot udający MUNDROM wymianę argumentów, bohaterowie-idioci i wiele, wiele więcej... Dawno już żadna analiza nie wciągnęła mnie w takim stopniu! Moar, koniecznie!

> "Pisak twierdzi, że jest żonaty."
> "No chyba w Simsach."
Ej, a dlaczego właściwie nie? Może kisi się biedak pod pantoflem żony albo żyje w - tfu, tfu - partnerskim związku, więc frustrację wywołaną niespełnionymi fantazjami odreagowuje w opku?
(Tak, wiem, chamskie gdybanie ad personam. Nie, nie jest mi szczególnie przykro).

Anonimowy pisze...

@Lenn

Wydaje mi się, że każdy, kto ma więcej niż 15 lat i był w choć jednym poważniejszym związku ma jako takie pojęcie.
To, co przedstawia pisak, to mokre fantazje gimbazjalisty.

Ethlenn pisze...

"Dork" faktycznie oznacza penisa tyle, że walenia. W slangu internetowym oznacza takiego "cute nerda", więc z debilem ma tyle wspólnego ile to opko z sensem.