piątek, 31 stycznia 2014

Zamiast analizy - trochę obrazków

Witajcie!

Analizatorki mają niestety sesję i/lub nakład roboty, w związku z tym analiza... będzie, ale nie wiemy dokładnie kiedy. Mówiąc najogólniej: w najbliższym czasie. A tymczasem, żebyście się nie nudzili, mamy dla was... obrazki! A konkretnie - kilka fanartów, jakie niektórzy z Was przysłali nam w ciągu ostatnich lat. Niektórymi nigdy się nie chwaliłyśmy - a szkoda! Jeszcze raz dziękujemy wszystkim kochanym osobom, które coś dla nas stworzyły! Jeśli o kimś zapomniałyśmy - mamy dwie prośby: 1. wybacz! 2. Jeśli masz ochotę, przypomnij się - wrzucimy tutaj tę grafikę! :D
W drugiej części mamy screeny ze statystyk bloggera - frazy, poprzez które Google odsyła internautów na Przyczajoną Logikę. Na zachętę powiemy, że będzie tam dużo seksów!


Na dobry początek: Templariusz-Podgrzynek od Babatunde:




















Dalej - Jeż jak Byk od Erin:















 


Spika z okazji rocznicy bloga w 2011 przysłała nam laurkę!














 

...podobnie jak Deszczowyjka:












A całkiem niedawno dostałyśmy takie śliczne cudowności inspirowane analizami od Gesuriel:

 

...i Nin!


Nie można jednak zapominać i o tej grafice, też stworzonej na podstawie analizy, którą kiedyś przysłała nam Karolczia:















 

...i Adawinry
















A teraz trochę statystyk - z różnych okresów i różnych lat - wybrałyśmy naszym zdaniem najlepsze (i wiemy, że nam zachodzą na linki po prawej, ale jakbyśmy dały mniejszy obraz, to byłyby nieczytelne):


















piątek, 24 stycznia 2014

Nie pozwolę ci odejść, piękny czyli Draco wydziedziczony (Sylwestrowej Ustawki cz. 3/3)

Drodzy Czytelnicy!
Przed Wami trzeci i ostatni odcinek Sylwestrowej Ustawki. I dobrze, że ostatni, gdyż bucera Harry’ego wzrasta w postępie geometrycznym i bór jeden wie, jak by się to wszystko skończyło. W tej części zobaczymy wreszcie Harry’ego w jego wilkołaczej postaci, dowiemy się, jakie zasady hierarchii obowiązują (lub nie) wśród wilków, a także będziemy mieli okazję obserwować końskie zaloty w wykonaniu kilkusetletniego demona. Poza tym: Dumbledore okaże się jeszcze głupszy niż zwykle, wszyscy będą lekceważyć zagrożenie jeszcze bardziej niż zwykle, a Snape zacznie ubierać się jeszcze dziwaczniej niż zwykle. Indżojcie!

Analizują: Vivaldi, Sineira, Kura, Pigmejka, Babatunde Wolaka, Kalevatar, Dzidka i Szprota.




[Nadchodzi pełnia, Harry szykuje się do przemiany w wilkołaka]

Severus czekał na niego tuż przy swoich kwaterach. Bez słowa wskazał mu głąb korytarza i ruszył przodem.
Borem, lasem, majtając wokół… kordelasem.
Idzie, idzie, patrzy, a to był głąb kapuściany.
Dwa głąby poszły w głąb.Może ktoś po prostu sadzi kapustę w lochach?
Mam w lochu skrzynię, skrzynia jest pusta,
Zaglądam do niej, a tam… kapusta!

Nawet nie zauważyli dziwnego cienia, który podążył tuż za nimi.
Opiekun prowadził go coraz dalej w głąb zamku. Tego cienia, o którym nie wiedział.
Pokoje Severusa mieściły się w lochach, da się być jeszcze bardziej w głąb zamku? Chyba że Hogwart faktycznie miał gdzieś jakiegoś głąba.
Może w centrum zamku stała studnia bez dna? I zardzewiałe wahadło?
Poprowadził go do jądra ciemności (i teraz wiemy, co w nim jest: kapusta.)

Pojedyncze pochodnie dawały niewiele światła. Po dobrych dwudziestu minutach opuścili teren szkoły, ale nadal niczego nie zauważyli, aż dotarli do sporych, okutych metalem na kształt krat drzwi.
Mijając po drodze wiele długich, skręconych na kształt baranich kiszek, zdań.
Rozumiem, że drzwi były ażurowe i pokryte metalem. No ok, może to czarodziejski odpowiednik dziurek w wieczku słoika, w którym się trzyma pasikoniki.
Drzwi pobrzękiwały łańcuchami i straszyły mrocznym makijażem, słuchając zawzięcie nowej płyty Immortal.

A ja zrozumiałam, że to pochodnie były okute metalem na kształt krat od drzwi. 


Severus otworzył je zaklęciem i wszedł do środka. Pokoik nie był duży. Trzy na trzy, nie więcej. Nie było w nim ani jednego mebla. Kilka materacy leżało pod jedną ze ścian.
Materacy było mniej niż palcy u jednej ręki.

— Zostaniesz tu sam do jutra rana, tak jak zawsze. Proszę, oto eliksir tojadowy. — Severus podał mu miksturę. — Drzwi będą zamknięte, aż sam je otworzę, to też już wiesz.
— Tak, Severusie.
Powtarzasz to co miesiąc, od pięciu lat.
Harry ma pamięć dobrą, ale krótką.

Usiadł na materacach i przyglądał się fiolce.
Fiolka groźnie łypnęła gumową zatyczką.
A materac zaszurał ponuro myszami.

Severus pogłaskał go po głowie i ciężko westchnął.
— Wiesz, że bardzo chciałbym ci towarzyszyć, ale nie mogę.
Boję się bad tripów.
Została mi już tylko jedna cała koszula, musi mi starczyć do piątku.
To te dni, rozumiesz?

— Oczywiście, że to rozumiem. Nie martw się i tak większość czasu prześpię.
Nagle uniósł głowę, czując znajomy zapach. Warkot sam wyrwał mu się z gardzieli.
— Lepiej już idź, Severusie. On się denerwuje.
Drzwi zamknęły się za profesorem i zalśniły zaklęciem.
Drzwi lśniły zawzięcie, profesor pracował za żarcie.

— Teraz jesteś mój. — Warkot przeszedł w okropny śmiech i krwiożerczy uśmiech zagościł na twarzy Harry'ego, który zgniótł fiolkę w dłoni i podszedł do jednej ze ścian.
A Sevcio oczywiście uciekł na pierwsze warknięcie, zamiast dopilnować, by Harry grzecznie wypił eliksir PRZED przemianą.
Widocznie wcześniej praktykował w tym psychiatryku, w którym siedziała bohaterka “Bezdomnej” i wiedział, że pacjentom należy pozwolić na dowolne rozporządzanie lekami.
Może doszedł dno wniosku, że Harry jest tak boski, że i eliksir wciągnie przez skórę?

— Nie chowaj się, Draco.

Rozdział 3.2
Zaklęcie kameleona, pod którym ukrył się Malfoy, zostało zdjęte. Chłopak był blady i przerażony.
— Harry... Ja...
— Teraz to Harry — warknęła bestia, zbliżając się powoli z uśmiechem pełnym krwawej żądzy na twarzy. — A gdzie podziała się znajda?
Lupin po przemianie nie był tak elokwentny.
On nie był Mary Sue.

— Proszę, nie rób tego — wręcz zaskomlał Draco, opadając na podłogę i kuląc się pod ścianą.
Skomleniem tylko przekonywał Pottera, że jest z niego dobry materiał na likantropa.
Ukazywał mu też miękkie podbrzusze i nieco dyszał, wystawiając język.

Atak jednak nie nastąpił. Gdy po kilku sekundach nic się nie stało, Malfoy podniósł głowę i zobaczył, że Harry siedzi na materacach, patrząc tylko na niego. Pot spływał mu po czole.
— Co cię opętało, że tu przyszedłeś? — Głos znów należał do jedenastoletniego chłopca. — Przecież miałeś już z nim kontakt. Wiesz, jaki on jest. Chce ciebie za wszelką cenę i dziś cię dostanie. Nikt i nic go nie powstrzyma. Zniszczył eliksir i nie będę dziś w stanie nad nim zapanować. Módl się, żeby cię nie zabił.
Dla podkręcenia efektu odpalił granat dymny i włączył Dies Irae na pełny regulator.
A to nie da się go, no nie wiem, ogłuszyć jakimś zaklęciem?
Gary'ego Stu morfującego w uberGary'ego Stu? Raczysz żartować.

Jęknął, łapiąc się za brzuch. Wilkołak zaczyna się od kiszek? Draco otworzył szeroko oczy, gdy materace zaczęły się coraz bardziej uginać pod zmieniającą się drastycznie postacią. Cały pokój zadrżał od gromadzącej się i kumulującej wokół wilkołaka magii. Przemiana nie trwała długo. Harry się rozpukł, zrobił pyk i było po sprawie. Draco obserwował wszystko zszokowany. Spodziewał się zobaczyć coś zgoła innego. Wielkie, kosmate monstrum, a nie…
… to:



Przełknął głośno, gdy istota spojrzała na niego złotymi oczami, mrużąc je groźnie. Ubranie wisiało na niej w strzępach – mięśnie rozerwały je, zwiększając swoją objętość. Nie jakoś drastycznie, ale jednak.
To z czego to ubranie było, z “japonki”?
Biorąc pod uwagę, że to nie jest pierwsza przemiana Harry’ego, naprawdę, Snape mógłby już się nauczyć, że daje mu się na tę okazję ciuchy o kilka rozmiarów większe…
Albo po prostu szlafrok.
Wilkołak w potarganych ciuchach zawsze robi większe wrażenie.
Harry:



Czarne włosy, dotąd sięgające karku, opadały teraz do samego pasa. Dopiero przy poruszaniu się wilkołaka można było zauważyć, że wyrastały one z pleców na całej linii kręgosłupa, odłączając się na końcu i tworząc długi, gęsty ogon, który nerwowo machał na boki.
AŁtoreczka nie widzi różnicy między ogonem a “końskim ogonem”.
A ten ogon też mu wyrastał na wysokości pasa, aha.
Nie dość, że wyrastał, to jeszcze sięgał tylko pasa. Może był świński i zakręcony, tylko włochaty?
BTW, że koty to wiem, ale psy też machają ogonem gdy się denerwują?
To ten ogon, łapką machał.

Nagi Potter cały pokryty był czarną, krótką sierścią.
To nagi, czy w strzępach odzieży? Tak z ciekawości tylko pytam.
Może mu same skarpetki zostały?
Jedna skarpetka.

Warkot bez przerwy wydobywał się z jego gardzieli, gdy z każdym krokiem zbliżał się do upatrzonej wcześniej ofiary.
— Nie, proszę. — Draco skulił się ponownie.
— Jesteś mój. Na zawsze. Nie pozwolę ci odejść, piękny.
Wilkołak zatrzymał się tuż przy chłopcu i zniżył do jego poziomu.
KWIIIK!
*ociera łzy*
“Niestety,  za  żadne  skarby  świata  nie  mogłam  sobie  przypomnieć  jak  jest  po francusku “schylić się”, a każda sekunda była droga.
- Abaissez! - wyszeptałam tragicznie, zdając sobie sprawę z tego, że to oznacza “niech
się pan poniży”. (...) Norweg  stał  dalej,  patrząc  na  mnie  z  wyrazem  głębokiego  zastanowienia  na  twarzy. Prawdopodobnie usiłował zrozumieć, co też mogę mieć na myśli.”
[Joanna Chmielewska, “Krokodyl z Kraju Karoliny”]
Wilkołek sam na sobie dokonał lobotomii, żeby dorównać poziomem do Malfoya.

— Nie. Nie. Nie. To nie dzieje się naprawdę. To tylko koszmar.
— Ależ oczywiście. Najpiękniejszy koszmar, jaki kiedykolwiek ci się przyśnił. A gdy się obudzisz, on nadal będzie trwał.
Istota uniosła długim, hebanowym paznokciem (pewnie pożyczonym od Severusa) podbródek blondyna. Oblizała kły i wyszczerzyła się na koniec.
Koniec też się wyszczerzył na istotę. Nie będzie mu byle kto zębów pokazywał!
Wyobraziłam sobie, ee,
końcówkę Draco szczerzącą się na Pottera. Penis dentatus.

Paznokieć powoli przesunął się po krawędzi szczęki za ucho Ślizgona, odgarniając jasne włosy.
Miziu - miziu, blondasku.
“Zjem cię” zaczyna brzmieć dwuznacznie.

Ostry ból szarpnął ciałem Malfoya, ale chłopak nie odważył się poruszyć, by nie drażnić bestii. Czuł, jak krew spływa mu po szyi, ale istota nie przerywała. Paznokieć rysował jakiś wzór od ucha aż po kark.
TU BYŁEM. TONY HALIK.

— To znak, że należysz tylko do mnie. Będziesz moim szczęściem, piękny. — Bestia pochyliła się nad raną i zlizała krew z cichym mlaśnięciem. — Słodka.
No paczpan, podszczypuje i liże. Dokładnie tak wyglądają wilcze zaloty, jakby ktoś chciał wiedzieć.
Proszę zmienić otagowanie opka, tu nie ma żadnych wilkołaków. Harry jest pedołakiem yaoifurryłakiem i w każdą pełnię poluje na małe dzieci..

Sekundę później odskoczyła od Draco i zawyła przeciągle. W tym wyciu można było usłyszeć lęk, przerażenie, ale i groźbę, a także żądzę krwi.
A także ochotę na kanapkę z pasztetem, ogórkiem i odrobiną majonezu.
I kilka taktów z "Cyrulika sewilskiego".
Nie wspominając o odgłosie wiertarki o poranku.

— On jest mój. Przestań walczyć — zawarczał wilkołak, zataczając się na ścianę. — Nie pozwolę ci. Zasłużył sobie. Cicho siedź. Teraz moja kolej! — Potrząsnął głową, jakby chcąc coś z siebie wyrzucić. — Nie. Jest mój. Nie interesują mnie...
Wycie tym razem pełne było bólu.
Gdyby Potter zmieniał się w wampira powiedziałabym, że ugryzł się w język, a tak… Hmmm, przytrzasnął sobie ogon?

Można było usłyszeć w nim jakby dwie osoby. Krzyk Pottera i skowyt wilka. Obaj cierpieli, walcząc o przywództwo. Głos Pottera słabł, cichł, aż w końcu zamilkł całkowicie. Wycie przepełniło się radością zwycięstwa.
I te dzikie wrzaski rozlegające się w kilka minut po wyjściu Snape'a ani trochę go nie zastanowiły?
Zapewne stał za drzwiami, gapiąc się przez wizjer i w kajeciku zapisywał obserwacje. “dzisiaj pełnia, spieprzyłem sprawę z eliksirem, ale mam masę nowych danych do badań…”

Draco nie ruszył się z miejsca. Wiedział, że nie ma najmniejszych szans na złamanie blokady Snape'a. On, zaledwie jedenastolatek, nawet nie próbował przełamać czarów dorosłego czarodzieja.
Daj spokój, Draco, dopiero co prześliznąłeś się pod samym nosem tego wielkiego dorosłego, jego blokada jest pewnie tyle warta, co jego spostrzegawczość.
Nie wiedziałam, że skuteczność czaru zależy od wieku rzucającego go czarodzieja.

Istota znów do niego podeszła.
— Chodź, piękny. Wygrałem cię uczciwie. — Zaśmiała się gardłowo.
Draco załkał. Wiedział, że to już koniec.
— Przykro mi, Draco — usłyszał nagle głos Harry'ego. Poderwał głowę i zobaczył zielone oczy. — Postaram się, żeby cię nie zabił. Nie opieraj się mu.
Show him your honor.
Tak, ten drugi.
Wilkołaczy gwałt na nieletnim. Nie, to chyba ponad moje siły.
Yiff.

Oczy znów stały się żółte i Ślizgon został przyciągnięty bliżej.
— Spróbujmy jeszcze raz, jak smakujesz. — Z tymi słowami wilkołak rozerwał ubranie chłopca.
Napady Miazmatu mogłyby być uciążliwe… gdyby nie to, że cały czas pamiętam, że chodzi o jedenastolatków. W obliczu tego faktu nawet Miazmat mi opada.
Sądzisz, że sama aŁtorka również o tym pamiętała?
Jeśli pamiętała, to opko właśnie zrobiło się jeszcze bardziej niepokojące.

Malfoy po prostu stał sparaliżowany. Nawet gdyby chciał uciec, nie byłby w stanie. Wilkołak złapał go mocno za ręce i przygwoździł do ściany, przytrzymując w miejscu.
— Mój — warknął i wgryzł się w ramię chłopca.
Krzyk rozniósł się po pokoju. Zaraz potem Draco ogarnęła ciemność.
A wilkołek splunął ze wstrętem, bo Ślizgon smakował niczym tanie sushi.
Może Draco jest mątwą i właśnie wystrzelił ciemną ciecz ze swojego woreczka czernidłowego w odruchu obronnym?
Albo biedronką. Biedronki też coś popuszczają i jest to gryzące.
Fretką jest przecież, oczywiście, że popuszcza.

Powrót do świata żywych był bolesny. Pomieszczenie wirowało przy najmniejszym poruszeniu głową.
— Jesteś idiotą, Malfoy. Ale już chyba o tym wiesz.
Harry stał po przeciwnej stronie pokoju, opierając się o kamienną ścianę i krzyżując na piersi ręce.
Na nosie miał trzy pary przyciemnianych okularów,  w ustach pięć kubańskich cygar, a pryszcze na jego czole układały się w "no fucks given", taki był nonszalancki i wyluzowany.

Po jego prawej stronie w słabym świetle pochodni Draco zobaczył burą plamę. Ciągnęła się od ściany do samego materaca.
Burą? Malfoy, przyznaj się, jesteś kosmitą.
Mówię wam, że mątwa.
Jęta szałem.

Kolejna fala bólu, tym razem skumulowana w ramieniu, spowodowała, że jęknął, zwijając się w kłębek.
— Staraj się nie ruszać. Wkrótce przyjdzie Severus i cię stąd zabierze. Powinieneś się cieszyć, że nie zjadł się całego.
Ciekawe, czy gdyby się zjadł, to Harry by przeżył?
Oglądałam taki film, w którym karzeł-kanibal zjadł się całego. Została potem tylko czaszka.

Trema go zżerała, ale ostatecznie dał radę.

— To ty mnie ugryzłeś! — krzyknął Draco i pomimo bólu usiadł.
Zawroty nasiliły się tak bardzo, że musiał oprzeć się o ścianę.
On ma wstrząs mózgu, czy wygryzione kawałki ciała?
On nie ma mózgu, więc raczej to drugie.

— Miałeś leżeć. Straciłeś sporo krwi.
— Odczep się! Nie będziesz mi rozkazywał, Potter!
Harry'emu zadrgał kącik ust.
— Połóż się! — Ton jego głosu zmienił się w wilczy i Draco poczuł gdzieś wewnątrz siebie nakaz wykonania polecenia.
Leż! Waruj! Podaj łapę! Do budy!
Wilki mają jakieś specjalne tony? Takie rzeczy.
W chińskim są cztery tony, może w wilczym jest piętnaście?
W wilczym są wyłącznie tony.

Opadł na plecy, osuwając się bezwładnie po ścianie.
uszy stulone, ogon podkulony, pies unika bezpośredniego kontaktu wzrokowego, nos i czoło gładkie, kąciki warg cofnięte, pies przewraca się na grzbiet odsłaniając brzuch i gardło”
I już wiadomo, że to nie Draco tu rządzi.

— Co to było? — Odwrócił głowę w jego stronę.
Półnagi chłopak w resztkach bokserek (bokserek, a jakże!) nie miał żadnych oznak przeżytej przemiany.
Prócz podartej odzieży.
Ciekawe, gdzie się podziało całe to nadprogramowe futro.Zwinęło się do wewnątrz.
Sugerujesz, że był chodząca torbielą włosową? Fuuuuj.
Ja jestem pewna, że koty są chodzącymi torbielami włosowymi. Gdyby rozsiewały po domu tylko te z zewnętrza, już dawno byłyby łyse.

Tylko plamy zakrzepłej krwi gdzieniegdzie znaczyły jego ciało.
— To, mój drogi Draco, był nakaz Alfy. Od dziś zawsze go będziesz wykonywał. Nawet, gdy nie będziesz chciał. Sprzeciw będzie bolesny.
Harry, złotko, weź ty nie udawaj, że nie podoba ci się to, co robi twoje wilcze “ja”.


Dźwięk odblokowanego zaklęcia odwrócił ich uwagę od siebie, a skierował na otwierające się drzwi.
Severus wszedł do pokoju i zbladł na widok krwi. Gdy zobaczył, kto leży na materacach, jego twarz zmieniła się diametralnie.
I od tej pory wyglądał tak:

Uwierzę w rumieńce i zielone oczęta, ale nie w tak zadbane włosy u Snape’a.


— Malfoy. — Przetarł twarz dłonią. — Nie interesuje mnie, jak się tu dostałeś. Karę już, jak widzę, otrzymałeś. Drugą dostaniesz od swego ojca.
Draco, choć już dosyć mocno blady z powodu utraty krwi, zbladł jeszcze bardziej.
No jasne, jeszcze mu wpierdziel spuść. Może byś tak łaskawie zauważył, że chłopiec jest, no nie wiem, ranny?No i może ma się jeszcze przejąć? Opatrzyć go? Pocieszyć? Pomóc w jakikolwiek sposób? No chyba ty!Po prostu Severus cannot into pomoc rannym dzieciom.

[Draco, Lucjusz, Harry i Snape zbierają się w gabinecie Dumbledore’a żeby omówić zaistniałą sytuację]

— Chyba wiadomo każdemu, po co się zebraliśmy — zaczął Albus. — Draco został ugryziony, ale jednocześnie złamał kilka zasad szkoły…
Draco został ugryziony, ale to jego wina, pewnie prowokował i ubierał się jak szmata.
No, trochę jego, trzeba być idiotą, żeby pakować się do pokoju, w którym zamknięty jest wilkołak w trakcie przemiany.
A kim trzeba być, by nie zabezpieczyć tego pokoju tak, żeby jedenastolatek nie dał rady się tam dostać?
Bohaterem opka.

— To pana wina, dyrektorze! — wyrwał się Lucjusz. — Pozwolił pan przybyć wilkołakowi do szkoły pełnej dzieci. Proszę nie myśleć, że Rada się o tym nie dowie.
— A co za tym idzie, cały magiczny świat, panie Malfoy. Wszyscy dowiedzą się, że pana jedyny syn to wilkołak — zauważył bardzo spokojnie Dumbledore i to posadziło z powrotem arystokratę na jego czterech szlachetnych literach.
Brawo, dyrektorze. Szantażowanie ojca, którego dziecko właśnie zostało skrzywdzone Z WINY WŁADZ SZKOŁY, jest naprawdę bardzo szlachetne.
Albusie, patrz mi na usta - czegokolwiek Draco by nie wyrabiał, TY jesteś za niego odpowiedzialny jako dyrektor szkoły.
Najwyraźniej sposobów zarządzania Albus uczył się na wschodzie, bardzo kreatywnie podchodząc do wszelkich zasad.

— Z tego, czego się dowiedziałem, Draco sam spowodował tę drastyczną sytuację, zakradając się za profesorem Snape'em i Harrym do komnaty, w której chłopak przechodził przemianę. Gdyby tego nie zrobił, nic by się nie wydarzyło.
Gdyby Snape, jako osoba odpowiedzialna za wilkołaka, solidnie wykonywał swoje obowiązki - tak, wtedy nic by się nie wydarzyło.
Pamiętacie sytuację z Hardodziobem? Nawet magiczne zwierzę musiało zostać ukarane - abstrahując od wymiaru tej kary - za zaatakowanie ucznia, choć ewidentnie zostało sprowokowane. Opiekujący się nimi nauczyciel został zwolniony. Tymczasem teraz - myślicie, że naszemu wszechzajebistemu Gary'emu Stu i jego przygłupiemu opiekunowi coś się stanie?
Tak - dostanie kolejny powód do dramatyzowania.

Harry nie miał najmniejszych szans wydostać się z tamtego pokoju.
— To nie jest wymówka. Ten potwór zaraził likantropią Draco. Musi ponieść karę! — wrzasnął Lucjusz.
Pierwszy raz w życiu zgadzam się ze starym Malfoyem.

Harry przysłuchiwał się tej wymianie zdań, lecz nie spuszczał wzroku z Draco. Z zastraszonego Draco.
— Panie Malfoy, proszę przestać krzyczeć — poprosił Harry cicho. — Rani pan własnego syna.
I wpieprza mi się pan w kompetencje.
O fuck, Harry - psycholog.
Jak wielki trzeba mieć tupet, by temperować wybuch gniewu rodzica, którego dziecko się skrzywdziło? I czy Harry w ogóle może być jeszcze bardziej antypatyczną postacią?
Bohaterowie opek nigdy nie są na tyle bucowaci, żeby nie dało się bardziej. Chłopak może więc mieć jeszcze kilka assów w rękawie.

— Ty...! — Lucjusz uniósł rękę, by ukarać chłopaka, ale tym razem zareagował Potter, doskakując do niego.
Uderzył ciałem Malfoya o ścianę, aż posypał się pył i dorosły wylądował na kolanach.
Pozostali obecni wyciągnęli popcorn i colę i rozsiedli się wygodnie na fotelach.
- Kneeeeeeeeeeel! - ryknął Harry.
I am Harry of Asgard, and I am burdened with glorious purpose!


A przecież Harry nie zdążył się jeszcze nawet zdenerwować.


— On należy do mnie! — warknęła istota i żółte ślepia zmroziły arystokratę. — Nie waż się go tknąć choćby palcem. Należy do mojego stada i jest pod moją ochroną.
Zamieniony w sopel lodu Lucjusz kapnął na te słowa wodą z nosa.

Odszedł od mężczyzny. Choć cała scena wyglądała z boku niecodziennie, gdy dzieciak pokonał dorosłego, nikt nic nie zrobił, by stanąć mu na drodze.
Nie, kuFFa. Nikt się nie zorientował, że to nie żaden dzieciak, tylko niezrównoważony, agresywny gnojek, a przypadkiem również śmiertelnie niebezpieczny potwór.  I że nie powinno mu się pozwolić nie tylko na chodzenie do szkoły, ale też na zbliżanie się do kogokolwiek, dopóki nie nauczy się panować nad sobą.



Harry podszedł do nadal zszokowanego Draco, zagarniając go do siebie i unosząc jego włosy w górę.
— Tu jest mój znak, żebyś pamiętał.
Kark, po wygojeniu się rany, jaką zadał w nocy wilkołak, zdobiła teraz blizna o dziwnym, skomplikowanym kształcie.
Wilkołak był trosku scerbaty, stąd dziwny kształt blizny.
Nie no, przecież znak na karku był uczyniony hebanowym pazurem, jeszcze przed ugryzieniem.
Blizna w stylu rokoko.
Dobrze, że czegoś takiego mu nie walnął:


Rozdział 3.3
Sytuacja zaczęła robić się niebezpieczna, wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.
O,rly? Rychło w czas.
To jedno z tych opek, w których wszyscy dorośli zachowują się jak jedenastolatkowie, zaś jedenastoletni Harry - jak piętnastoletni buc.A czytelnicy jak nowonarodzone dzieci - mają ochotę krzyczeć i machać rękami i za cholerę nie wiedzą, co tu się dzieje.

Harry nagle potrząsnął głową. Rozejrzał się po gabinecie, najpierw blednąc, potem czerwieniąc się. Wypuścił Draco i ciężko westchnął.
— Przepraszam bardzo. On czasami przejmuje kontrolę, jeśli ktoś zagraża jego stadu — zaczął się cicho tłumaczyć.
- Ojej, ojej, nie martw się, nic się nie stało - odpowiedzieli obecni, poklepując Pottera uspokajająco po główce.
- I tak myśleliśmy z Narcyzą nad kolejnym dzieckiem - pocieszył go Lucjusz.Udawajcie, że mnie tu nie ma. I że nie jebnąłem o ścianę starym Malfoyem. I prawie zeżarłem młodego. To kwestia hormonów.

— Chcesz powiedzieć, że Malfoy nie jest twoim pierwszym ugryzionym? — zapytał Albus, patrząc jednoznacznie na Severusa, którego twarz nie wyrażała niczego.
Harry milczał. I tak uważał, że powiedział za dużo.
A Albus też milczał, bo mu było głupio.


Nic panu nie powiem! Nic mi nie może pan zrobić, przecież nie wyrzuci mnie pan ze szkoły za nieposłuszeństwo oh wait...

— Żądam natychmiastowego usunięcia tego potwora ze szkoły! — zaczął na nowo Lucjusz.
— Wie pan, że jeśli ja stąd odejdę, to Draco także będzie musiał. Teraz obaj jesteśmy likantropami. — Potter postawił sprawę bardzo jasno. — Poza tym jestem Alfą i będzie mnie słuchał, a jeśli powiem, żeby szedł za mną, to on pójdzie.
Jasne, jeszcze go szantażuj, wszawy gnoju. Boru, niech go ktoś wreszcie zatłucze.
Najlepiej zardzewiałym szpadlem. Albo młotkiem.
Oj już nie bądźcie tacy. Chory dzieciak, trzeba mu jakiegoś dekoktu nawarzyć, a nie tak brutalnie.
Nie, lepiej ubić póki mały.

— Powstrzymam go — stwierdził lodowato Malfoy senior.
— Jak? Jak długo? Nakaz jest stały. Nieważne jak daleko będę, jeśli zechcę go widzieć, on przybędzie.
Blizna go zapiecze i… Ktoś tu się uczył od wujcia Voldzia.
A po co Harry miałby chcieć go widzieć? Nie może jako alfa miłosiernie kazać mu zostać w szkole?

— Harry patrzył mu prosto w oczy i ten szybko odwrócił od niego wzrok.
Chłopak wyraźnie się uspokoił. Draco nadal stał w jego pobliżu. On też już się opanował, uniósł głowę i wyprostował się jak przystało na Malfoya.
— To nie zmienia faktu, że mnie ugryzłeś — zwrócił się nagle do Gryfona.
— To po co przyszedłeś do mnie podczas pełni? Odkąd po raz pierwszy go rozdrażniłeś, ciągle cię chciał. Ostrzegałem cię, raz już omal cię nie ugryzł, a ty nadal niczego się nie nauczyłeś. — Przeczesał włosy z westchnieniem, kryjąc lekkie rozdrażnienie.
To twoja wina, że cię ugryzłem.
To twoja wina, że zostałeś pobity.
To twoja wina, że zostałaś zgwałcona.
Tak, obwinianie ofiar zawsze w modzie.
No ale jeszcze przeczeszmy włosy nonszalancko, żeby nie było, że nas to rusza. Harry opanował victim blaming na poziomie mistrzowskim.

— To prawda, Severusie? — dopytywał się Albus, gdy chłopcy stali w bojowych pozach naprzeciw siebie.
— Tak, Draco często denerwuje Harry'ego, nawet tu, w szkole.
- Aha, no to wszystko jasne, oczywiście Harry jest niewinny! - Dumbledore zatarl ręce i uśmiechnął się z zadowoleniem. - Sprawa załatwiona, idźcie już sobie, sio!
I podajcie sobie rączki na zgodę.

Nie patrz tak na mnie, Lucjuszu. Sam chciałeś, by się spotykali. Myślisz, że nie domyśliłem się dlaczego? —Tym razem starszy z Malfoyów zmrużył tylko oczy, nie mówiąc chwilowo nic. — Czekasz na swego Pana, Lucjuszu. Jak każdy z jego sług — kontynuował Severus chłodno. — A Pottera chcesz użyć jako karty przetargowej, by odzyskać jego zaufanie.
Tak, to się trzyma kupy. Tyle że nie.
No jakoś nie było widać, by Draco dostało od ojca polecenie zaprzyjaźnienia się z Potterem, a wręcz przeciwnie - raczej zrażenia go do siebie tak bardzo, jak to tylko możliwe.I dlatego ten plan był genialny, absolutnie nikt go nie przejrzał.

— Severusie! — ostrzegł go dyrektor, zerkając na obu chłopców.
— Są poinformowani. Każdy z nich stoi po przeciwnej stronie. Przynajmniej tak było cztery dni temu. Teraz, jak sądzę, ta sytuacja ulegnie drastycznej zmianie — zadrwił ironicznie profesor, uśmiechając się do starszego Malfoya.
Teraz Draco zapała do Harry’ego gwałtowną miłością. Nie żałujmy sobie - wpoi się w niego!
Oczywiście. Boru, tam wszyscy są takimi dupkami, że gdybym wpadła tam z kałachem, nie wiedziałabym, w kogo walić najpierw. I dlaczego wszyscy zapominają, że Snape, jako opiekun Slytherinu, powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za niedopilnowanie Malfoya?
Nie zapominają. Po prostu mają to gdzieś.
Ja nadal pocieszam się myślą, że to część jakiegoś wielkiego planu, Harry’ego chronią i tuczą po to, żeby na koniec poświęcić go na ołtarzu jakiegoś boga, żeby przywrócił ludziom rozum.
Mogą go po prostu tuczyć na pieczeń, to by było nawet z większym pożytkiem.

— Snape! — Lucjusz znów uniósł się gniewem.
Harry przeciwnie, zdecydował się usiąść.
A kiedy Lucjusz zdecydował się usiąść, Harry uniósł się… honorem.
Snape podniósł lewą nogę, Dumbledor wskoczył na biurko, a Draco zaczął recytować utwory z
Księgi pieśni.
Zdecydował się
usiąść… Jego szlachetną osobą położył więc swój szanowny zad na krześle.
Zaparkował pośladki na urządzeniu do siadania.

Ta rozmowa raczej nie zakończy się szybko. Draco zajął drugi fotel. Dorośli zaczęli odrobinę ciszej kłócić się na drugim końcu gabinetu.
Harry spojrzał na nich pogardliwie. Tyle czasu się wykłócają o jakieś pierdoły, też coś!

— Wiesz, że jest duża szansa na to, że obaj wylecimy ze szkoły, Potter? — zapytał nagle Ślizgon.
— Jestem tego świadom, Malfoy. Tyle że ja mam dokąd iść, a co z tobą? Jak potraktuje cię teraz ojciec? Jesteś pewien, że cię nie wydziedziczy?
Potter, jesteś chujem.
Krótkim, krzywym i śmierdzącym.

http://31.media.tumblr.com/023d086ebb37997f6ca92dcc9108be69/tumblr_my1yu4DFnx1qcga5ro1_500.gif

Niech ktoś go poczęstuje srebrną kulą. Może być nawet 50 naraz.
*podaje magazynek*

Chyba trafił w czuły punkt. Malfoy zbladł i zerknął w stronę rodzica, który gestykulował dosyć dosadnie, ale ani razu nie spojrzał w ich stronę. Potter oczywiście nie miał zamiaru pozostawiać „pięknego", jak nazywała go bestia, na pastwę losu. Po prostu chociaż raz chciał porządnie mu dogryźć, tak jak on robił to wielokrotnie.
No to sobie wybrał moment. Brawo, młody człowieku, psychopata z ciebie pierwszorzędny.


[W długim i rozwlekłym opisie dowiadujemy się, że Harry nie jest zwykłym wilkołakiem - jego ciało zamieszkuje kilkusetletnia istota zwana Rumuar, w skrócie Ar, niezależna, mająca własny umysł i wolę, od czasu do czasu rozmawiająca w myślach ze swoim gospodarzem]

       
Dorośli doszli wreszcie do porozumienia, choć wyjście Lucjusza bardzo ostentacyjnym krokiem nie wróżyło niczego dobrego. Mężczyzna nawet nie spojrzał na swego jedynego syna.
(...)
— W tej właśnie chwili twój majątek zostaje zablokowany — rzucił Severus, siadając na powrót w fotelu i nie spuszczając wzroku ze swojego chrześniaka.
— Nie mógł... — zaczął Draco, ale prawie natychmiast przerwał, rozumiejąc postępowanie rodzica.
— Masz jedenaście lat, mógł to zrobić. Teraz wszystko zależy od Narcyzy. Jeśli i ona cię wydziedziczy, cały majątek Blacków po śmierci jej i Syriusza przypadnie Potterowi.
Dafuck? Jakim prawem? Od kiedy to, że Syriusz jest jego ojcem chrzestnym, daje Potterowi możliwość rozporządzania jego majątkiem? I co się stanie z majątkiem Malfoyów, Lucjusz przepisze go na Voldemorta?
No właśnie. Draco jest ostatnim potomkiem rodu Malfoyów, jeśli Lucjusz wydziedziczył syna, to jakiś odległy krewny w czternastej linii mógł się bardzo ucieszyć. To znaczy, ucieszy się za lat ileś tam, zakładając, że państwo M nie spłodzą nowego prawowitego dziedzica, i że tego dziedzica nie udziabie z kolei jakiś wąpierz. Dlaczego jednak Harry miałby dziedziczyć cokolwiek po Lucjuszu? Nie jest spokrewniony z Malfoyami. Z Blackami co prawda jest, przez babcię, ale żeby dziedziczyć po Narcyzie, musiałby wpierw wyeliminować wszystkich jej bliższych krewnych - Bellatriks, Andromedę, Tonks, Syriusza i pewnie jeszcze całe stadko kuzynów. A pomysł, by Lucjusz sporządził testament, w którym przekazuje wszystko Harry’emu, na szczęście nawet dla Zilidyi był zbyt hardkorowy.
Harry dostaje spadek, bo:
- Gary Stu
- może już pozagryzał wszystkich, którzy stali mu na drodze
- ...ale głównie, bo Gary Stu.

Harry zmarszczył brwi i zgromił wzrokiem opiekuna. Tego ostatniego nie musiał dodawać. Ślizgon nie byłby sobą, pozostawiając tę aluzję bez odzewu.
— O to ci chodziło, co, Potter? Chciałeś mojego majątku! Tylko to cię interesowało!
Ty mnie w ogóle nie kochasz!!!

Darujmy sobie kolejny popis bucery w wykonaniu Pottera. Czytać źle, a i analizować hadko.
Streszczę tylko, że Harry rzuca się na Draco, warczy, przypiera do ziemi, dusi za gardło, a Snape z Dumbledore’em STOJĄ TYLKO JAK DWA KOŁKI I SIĘ GAPIĄ.

— Jeśli mogę, to już pójdę na zajęcia. Raczej nie będę tu dłużej potrzebny. Panie dyrektorze, gdyby chciał mnie pan jeszcze widzieć, to proszę to przekazać przez Severusa.
Snape z pewnością będzie zachwycony, że przypadła mu rola chłopca na posyłki.
A i Albus był wdzięczny, że Harry nie wykluczał możliwości skontaktowania się z nim.
Co jest o tyle dziwne, że wypadałoby Harry’ego w trybie pilnym zrzucić z jakiegoś wysokiego miejsca.

— Tyle razy ci już mówiłem, Albusie. — Snape ciężko westchnął, jakby tłumaczył coś małemu dziecku. — On ma w sobie dwie istoty. Swoją własną i bestii. Gdy kolor oczu zmienia się na złoty, na przykład podczas kłótni, wtedy Rumuar wydobywa się na wierzch osobowości Harry'ego.
Innymi słowy, jest opętany przez jakieś nieznane, agresywne bydlę, które napada na uczniów i demoluje otoczenie, gdy tylko Harry straci nad sobą panowanie. A teraz przypomnij mi raz jeszcze, dlaczego zgodziłeś się przyjąć go do szkoły?
Bo wyrabia 450% dyrektorskiej normy, a skądś problemy trzeba brać.
Tytułu największego dyrektora w dziejach Hogwartu nie uzyska się przekładaniem papierków.

— Rumuar?
Jesteś pewien, że dobrze usłyszałeś? Może Rumburak?
I Blekota.
RMUA. Harry ma problem ze składkami.
I nie ma go w eWUŚiu.

— Tak nazywa siebie bestia. Jest Alfą, w pewnym sensie, co prawda, bo dla niego Alfą jest ten, który go ugryzł.
Więc może w  tym łańcuchu pokarmowym Dracuś jest już… Omegą?A Gammą okaże się Bruce Banner.
To jak łańcuszek szczęścia. Teraz musi pogryźć dziesięć osób, bo inaczej jego kanarka spotka nieszczęście, babcię przygniecie rosyjski satelita a w futrze zalęgną się mole. I to niezależnie od tego, czy posiada kanarka i babcię.

Gdyby w przyszłości zdarzyła się sytuacja, że obaj staną sobie na drodze, idę o zakład, że zaczną rywalizować o przywództwo. Może nawet dojść do rozlewu krwi i czyjejś śmieci.
Mała literówka, a cieszy <3
Zważywszy, w ilu opkach pojawiają się “Śmieciożercy”, nie byłem pewien, czy to naprawdę literówka.
Śmierci czy śmieci - tak czy siak, będzie impreza. No i jak mogą rywalizować o przywództwo, skoro najwyraźniej rozkaz alfy nie jest czymś, czemu można się sprzeciwić?
Bo nie będą się sprzeciwiać żadnemu konkretnemu rozkazowi, tylko rywalowi tak ogólnie.
Z “nakazem Alfy”, działającym tak, jak opisuje aLtoreczka, rywalizacja skończy się na krótkim “leżeć!”.
To zależy, kto komu ten rozkaz wyda… patrz kilka scen dalej.A mnie zastanawia, jak ten Reumare-fiki-tiki w zasadzie znalazł się w okularniku? Krzywy zgryz wilkołaka nagle otworzył portal międzywymiarowy i bestia w Pottera wpełzła? Czy może w bonusie od mamy dostał na starcie, jak ten szósty palec u stopy albo trzecie oko?*głosem Krystyny Czubówny* Wilkołactwo nieleczone grozi powikłaniami takimi jak dupościsk, bucowizna i opętanie przez demona.
Demona się wypędza. Nie mogą go wypędzić?
Według logiki tego opka - zaraz by się okazało, że to nie taki zwykły demon.

— Czy Harry choć trochę panuje nad Rumuarem?
— Nie wiem. Czasami wydaje się, że tak, a za chwilę robi coś, czego z całą pewnością nie zrobiłby prawdziwy Harry. On sam nie chce powiedzieć, ale osobiście uważam, że nadal nad nim nie panuje.
I ty go, jełopie, wypuściłeś między ludzi...
Idealny obiekt do testowania eliksirów.
To niechby go trzymał w klatce w laboratorium!Nie miał takiego wielkiego kołowrotka.

Gdyby go opanował, nie miałby kłopotów z zaklęciami. Rumuar posiada inny rodzaj magii.
Aha, czy to znaczy, że Neville Longbottom - i w  ogóle każdy uczeń mający problemy z nauką - nosi w sobie wilkołaka?
Niekoniecznie. Niektórzy noszą leniołaka.
A inni tasiemca.
Ważne, żeby mieć jakieś życie wewnętrzne.

— Harry nadal nie potrafi rzucać zaklęć?
— Raczej powiedziałbym, że ma z tym mały problem. Wszystko zależy od bestii i od jej zachcianek.
Wiecie co, może oddajcie go Hagridowi? Z Kłem sobie poradził, ze sklątkami sobie poradził, to może i z Harrym sobie poradzi?
To zależy, czy Harry jest tylnowybuchowy.
Albo może niech go w lesie centaury stratują? Pliiiiis?

Lucjusz Malfoy delikatnie ogłosił w Proroku Codziennym o wydziedziczeniu całkowitym z wszelkich praw swego jedynego syna.
Jak się ogłasza “delikatnie” taką informację?
Wstawia się dużo emotek, a na końcu gif z małym kotkiem.
Comic Sans, 8 punktów.
Albo tak jak w tym starym kawale o sierżancie, co miał Kowalskiego zawiadomić o śmierci ojca.
- Kompania zbiórka! Kto ma ojca wystąp! A ty, Malfoy, gdzie się pchasz, baranie?


Drogi synu, bądź tak miły i wypierdalaj z domu, wszawy kundlu, bardzo bym cię prosił.
Zaimki jednakowoż sugeruję wielką literą, tak jest wytworniej.

Nie byłby sobą, gdyby nie poinformował całego magicznego świata o powodzie swojej decyzji. Dostało się najwięcej Harry'emu i dyrektorowi, który nie chciał spełnić wcześniejszych żądań arystokraty.
A cały magiczny świat to olał, jak mniemam? Bo tak? I nikt nie zaczął się martwić o inne dzieci? I nikt nie przywołał przykładu Fenrira Greybacka?
Nope. Skoro Gary Stu był wilkołakiem, wszyscy rodzice na wyprzódki pędzili, by podstawiać mu swoje dzieci do ugryzienia - inaczej zostałyby w tym opku skazane na zapomnienie.
Dokładnie tak było…

Potter nie pozostał mu jednak dłużny. Z niewielką pomocą Severusa ogłosił się wilczym opiekunem Bety, jak dokładnie to opisał. Prawnym kuratorem Draco stał się Severus, jako że Harry nie był pełnoletni. Jednak prawa wilkołaków były traktowane na równi z ludzkimi i musiano się do nich dostosować. Gdyby tego nie zrobiono, wilkołacza społeczność mogłaby podnieść bunt, a tego nie chciano.
Jak widzisz, magiczny świat równo trząsł portkami.
Jaka, u licha ciężkiego, wilkołacza społeczność?! Czy narrator chce mi wmówić, że wilkołaki mają swojego reprezentanta w Ministerstwie i w ogóle są tak liczne, żeby komukolwiek chciało się nimi przejmować? Bo jeśli tak i są we wszystkim równouprawnione i w ogóle, to cały motyw z Harrym jako budzącym grozę odmieńcem właśnie poszedł zażywać uciech cielesnych sam ze sobą.
Zapewne gdyby owa wilkołacza społeczność dowiedziała się o Reumarerurze (czy jak mu tam), przyszliby do Harry’ego, założyli mu pióropusz na głowę
a w tyłek wetknęli piórko i posadzili na stolcu, jako króla.

To, że normalni ludzie nienawidzili każdą inną rasę humanoidalną, nie miało w tym wypadku znaczenia.
Tak bardzo ich nienawidzili, że aż dali im równe prawa. Seems legit. I nie, sorasy, ale normalni ludzie raczej nie nienawidzą nikogo.
Chyba że to Internet.
No wiesz, nawet u nas jest sporo takich, co twierdzą, że tylko oni są normalni...

Bestia co jakiś czas przejmowała kontrolę nad ciałem Harry'ego, ale o dziwo, prosząc najpierw o pozwolenie
Heja, masz może czas? Mógłbym cię opętać? No dobra, to przyjdę za 2 godziny...

, i zaznaczała dosyć dosadnie, do kogo należy teraz blondyn.
Zarzucał mu nałęczkę na głowę, krzycząc “Mój ci on jest”?
Wilki zaznaczają swój teren w bardzo prosty sposób - zostawiają na jego obrzeżach swoje odchody. Dla dobra Malfoya przyjmijmy jednak, że chodzi o zaznaczanie zapachem.

Nie robiła tego jakoś drastycznie. Raczej wyglądało to tak, jakby domagała się uwagi ze strony lekko sfrustrowanego Ślizgona.
Końskie zaloty w wykonaniu wilkołaka. Robi się małe ZOO.
A kiedy Rumuar kończył zaznaczać teren i znów się chował, Harry, czerwony ze wstydu, pędził do łazienki Jęczącej Marty i nie wyściubiał stamtąd nosa przez resztę dnia. O, Merlinie, znów na oczach całej szkoły powiedziałem do Draco: “Jesteś mój, piękny, nie pozwolę ci odejść!”.
Pójdźmy, skitrałem soczysty kawał baraniny w Komnacie Tajemnic.

Quirrell czekał na swoją ofiarę. Wszystko miał już dopięte na ostatni guzik. Nie wystraszyła go nawet dziwna rozmowa ze Snape'em, który niby przypadkiem wiedział, czego szuka i oświadczył, że go powstrzyma.
Nie, nie wycięliśmy tej rozmowy. Tak, też nie wiemy, o co właściwie chodzi.
O to, co zwykle: pieniądze, seks i władza.
I lajki na fejsie.

Dobra, trochę się zaniepokoił, bo nikt nie mógł wiedzieć, co takiego ukryte jest w jednym z zamkniętych korytarzy. Podobno tylko dyrektor nakładał odpowiednie zabezpieczenia (w sensie że prezerwatywy???), ale kto tam wie, co starzec w końcu wymyślił.
O ile dobrze pamiętam, to kilkoro nauczycieli nakładało je razem, a pomysłem Albusa było tylko Zwierciadło Ain Eingarp.

Teraz jego zadaniem numer jeden był Potter. Rozumiał nienawiść Pana. Kto chciałby skończyć w ten sposób? I to przez kogo – roczne niemowlę.
Bo gdyby to było niemowlę dziesięcioletnie, to Voldi jakoś by zdzierżył.A gdyby miało lat piętnaście, opowiadałby przy kuflu piwa, jaka to była gruba ustawka.

Ukrył się i czekał. Wiedział, że za chwilę Potter będzie tędy wracał do dormitorium. Jego wizyty u Snape'a dawno weszły w harmonogram poczynań chłopca.
Wizyty Quirella weszły w grafik Pottera? Na litość, kto to pisał, student dziennikarstwa na stażu w GW?
W onecie.
Mój boru, ja to mam codzienne nawyki i obowiązki, a nie harmonogram poczynań, czuję się taka nieubogacona.
Dobrze, że nie harmonogram poczęć.
To prędzej coś dla Voldemorta.  

I oczywiście profesor nie zawiódł się i tym razem. Stłumiony krzyk nastolatka został natychmiast zagłuszony przez potężny huk eksplozji.
Chrzanić magię, miny przeciwpiechotne są lepsze.
Gdzie Avada nie może, tam granat poślą.


Krzywy uśmiech zagościł na twarzy profesora obrony cywilnej, gdy szedł sprawdzić efekty swojej pracy.
Uśmiech sprawdził efekty swojej pracy. Z zadowoleniem stwierdził, że udało mu się pogłębić zmarszczki mimiczne o kolejne kilka mikrometrów.I obluzować zepsutą górną siódemkę.

Nie musiał się śpieszyć, zaklęcie wyciszające nie wypuściło nawet najmniejszego dźwięku poza obręb korytarza, w którym zastawił pułapkę. Jego oczom ukazał się niezbyt przyjemny widok. To, że wszędzie rozpościerały się plamy krwi, było spodziewanym efektem, jednak jakimś cudem plan nie wypalił i chłopak był przytomny.
I szczęśliwy jak stado prosiątek w deszcz, bo dawno się tak nie rozerwał.
Nie wiedzieć czemu, wizualizuję Harry’ego przemienionego w deszczyk prosiątek. I króliczków. Coś jak Roxie w grze ze Scottem Pilgrimem.

Krew rozchlapał po okolicy Efekt Dramatyczny, a Plot Shield Harry'ego trzymał się dobrze.
Może po prostu był już zombie?

Warkot wydobywający się z gardła dzieciaka i te złote oczy świadczyły, że niewesoło się skończy to spotkanie i to nie dla niego.
Tak, bo dorosły czarodziej znający czarną magię i w ogóle jest starciu ze szczeniakiem wilkołaka bezbronny niby pisklaczek stający naprzeciw czołgu. Przypomnijcie mi, jak to się stało, że wilkołaki nie przejęły jeszcze władzy nad światem?
Bo one to olewają.

Quirrell zaczął się cofać. I to był błąd, za który zapłacił bardzo drogo.
Potter dopadł go w jednym skoku.
W chwili, gdy dłonie Harry'ego dotknęły ciała profesora, Quirrell zaczął krzyczeć. Jego ciało boleśnie powoli spalało się, a skóra dymiła pod wpływem dotyku Złotego Chłopca.
*ze znudzeniem odhacza kolejną supermoc na liście supermocy superPottera*
Ejno, to akurat jest kanoniczne - miłość matki w ten sposób chroni Harry’ego przed Voldkiem.
Tak, ale (o ile pamiętam) Harry nie używał tej mocy świadomie, a tutaj wyraźnie korzysta z niej jak ze starego, poręcznego bejzbola.
Imho, Harry mógł o tej mocy nie wiedzieć - to wilkołak rzucił się na Quirrella.

Krzyk mężczyzny ranił uszy, ale Potter go nie puszczał, warcząc tylko, jakby sam odczuwał ten ból.
Taki krzyk, o.

W pewnej chwili nie wytrzymał i puścił adwersarza, odrzucając go pod ścianę i zataczając się w drugą stronę. Ciało chłopaka było mocno poranione, ale Rumuar nie pozwolił mu upaść.
Gdyż albowiem siła woli bez problemu zastąpi urwaną nogę.
Akurat poranione, idę o zakład, że Potter ma co najwyżej podartą koszulę i kilka och-jakże-badassowatych zadrapań na twarzy.

Głośny pomruk nie cichł nawet na moment.
Zostaw go!
Nie ma mowy! Zagraża mi!
Ar, to jest nauczyciel!
I co z tego! Chce cię zabić! To wystarczający powód, by go zniszczyć.
I zeżreć co do ostatniej kosteczki.
To jest akurat całkiem pragmatyczne podejście.

[Quirrell zdejmuje turban, Voldi syczy na Pottera.]
(...) Ale to nic i tak nie jesteś teraz wiele lepszy ode mnie — prychnął niby rozbawiony. — Jesteś wyrzutkiem społeczeństwa, choć pozwolono ci chodzić do tej szkoły. Jak długo jednak? Ilu jeszcze pogryziesz, zanim w końcu zostaniesz wykluczony z czarodziejskiego świata, nie bacząc nawet kim dla nich jesteś? Gdzie wtedy pójdziesz? — pytał. — Narazisz na potępienie swego opiekuna?
Trudno nie przyznać, że Voldi ma rację.
Ale żeby to dostrzec, Harry musiałby mieć choć trochę dystansu do siebie i swojej rzekomej zajebistości.Plot twist: Harry zbiera armię wilkołaków i zżera każdego, kto ma choć symboliczne związki z Voldim.

— Mógłbyś łaskawie się zamknąć? Zaczyna mnie od tego syczenie boleć głowa. — Wyraźny głos Rumuara przerwał wywód zniekształconej twarzy. — Jak się domyślam, to ty jesteś Tom, ten który zamordował rodziców Harry'ego.
— Lord Voldemort — warknął potwór, rozdrażniony takim lekceważeniem. — Kim lub czym jesteś? Dlaczego nagle zmienił ci się głos?
Dlaczego masz takie wielkie oczy? A dlaczego masz takie wielkie uszy?
Co to jest, gra w 100 pytań?
Wieczór przedwyborczy.

— Czyżby twoje ciało nie poinformowało cię o czymś tak ważnym? — zakpił Rumuar. — Jestem wilkiem, który zamieszkuje to ciało.
— Pasożyt.
I kto to mówi.
- Preferuję określenie imigrant wewnętrzny - odparł urażony Rumuar.
- Słoik! - podpowiedziała zza winkla Pigmejka.

— Zwij, jak chcesz. My z Harrym mamy pewnego rodzaju umowę, że nie drażnimy się nawzajem niekontrolowanymi wybuchami, ale ty zaczynasz mnie już denerwować. Samo to, że próbujesz zabić mojego gospodarza, jest nie do przyjęcia. Dobrze ci radzę - znikaj stąd albo sam zaraz cię wykopię na zbity pysk.
Oraz zabiorę ci łopatkę i wiaderko i nasypię ci piasku do oczu!
I nie kupię nowego opakowania karmy.
Serio? Tak formułuje myśli ta ojaciejakastara i okurdejakamocarna istota? 

Przede wszystkim - przynudza strasznie.

— Grozisz mi, kundlu? Mnie?
Ju tokin tu mi?

— A widzisz tu jeszcze kogoś innego?
Niewątpliwie dialog pasuje do szkolnego korytarza, gorzej z osobami, które go wygłaszają.


Rumuarowi znudziła się ta rozmowa, doskoczył z powrotem do osobnika i przytrzymał go za twarz z dzikim śmiechem, czując jak skóra, mięśnie rozpadają sie pod wpływem jego dotyku. Krzyki obu osobowości – Voldemorta i Quirrella, złączyły się w jeden wrzask bólu. Cierpienie jednak zaczęło coraz bardziej opanowywać także ciało Pottera, a co za tym idzie i Rumuara. Ostatnim co zobaczył, była czarna smuga dymu, uciekająca z ciała zmieniającego się w pył Quirrella, sunąca w górę schodów, wprost w stronę wyjścia. Potem był tylko huk osypujących się resztek ścian i czyjś krzyk.

[Na dokładkę do pokonania Quirrella dostajemy też wspomnienie Harry’ego o tym, jak w wieku ośmiu lat, podczas którejś ze swych wcześniejszych wizyt w Hogwarcie, zabił bazyliszka z Komnaty Tajemnic. Tak jakby jego zajebistości jeszcze było mało.]

Nagłe uderzenie dłoni w blat biurka przerwało ciszę w gabinecie dyrektora szkoły dla magicznie uzdolnionej młodzieży.
To brzmi tak, jakby była mowa o szkole specjalnej.
Albo jakby akcja do tej pory toczyła się w jakiejś innej szkole.

— Severusie, nie wiem, gdzie on jest. Nie było go w końcowej sali. — Albus przetarł szkła okularów i założył je z powrotem, w jego glosie słychać było zmęczenie i strach.
Severus nauczył się odczytywać niektóre nawyki Dumbledore'a i teraz wiedział, że sprawa jest bardzo poważna. Nie przeszkodziło mu to jednak w pokazaniu swego oburzenia.
Oraz dezaprobaty i niesmaku.
Bo każda okazja jest dobra, by zachować się jak gówniarz.
Na znak oburzenia postukał paznokciami w blat biurka (Skoro Albus okazuje strach przez czyszczenie okularów...).
I wytrząsnął kamyczek ze szpilki, które potajemnie nosił pod długą szatą.

[Okazuje się, że zaginął Kamień Filozoficzny. Snape krzyczy na Dumbla, który zachowuje się wedle opkowego standardu, czyli jak głupek.]
Snape usiadł w fotelu. Co mieli teraz zrobić? Kto mógł zdobyć Kamień bez choćby aktywowania podstawowego alarmu wejścia. No i ten kundel. Nie przepuściłby nikogo bez zagrania mu czegoś, a w sali nie było nawet śladu po użyciu magii, która tłumaczyłaby chociaż inkantację czaru muzycznego.
Wiesz pan, to jak z tymi niewidzialnymi samolotami, które facet z przenośnym przeciwlotniczym zestawem rakietowym doskonale widzi. Kradziej przyniósł cymbałki.

— Kto teraz obejmie posadę Quirrella? — zapytał nagle.
Taaaaa. Ktoś ukradł najpotężniejszy ze znanych artefaktów, Voldemort może za chwilę się odrodzić, albo pojawi się jakiś potężniejszy od niego sukinsyn, ale ojtam, ważne, że Dumblowi zwolniła się posada!
Kryzys idzie, dodatkowy etat zawsze się przyda.

— Mam już jedną osobę na to stanowisko. Jest zaznajomiona z tematem i mogę jej w pełni zaufać. Powinienem od samego początku jemu dać ten etat — powiedział Albus. — Nie zdarzyłby się wtedy ten wypadek.
Albus chce zasugerować, że wiedział, co Q. ukrywał pod turbanem?!?

— Mogę wiedzieć kto to?
— Pewnie nie spodoba ci się ten wybór, ale to Remus Lupin.
Snape prychnął.
— Albusie, czyżbyś zamieniał tę szkołę w schronisko dla zwierząt? To już trzeci wilkołak w tym roku.
A to dopiero październik, do czerwca kto wie, co się jeszcze może zdarzyć…
No bo MÓJ wilkołak to zupełnie inna sprawa, jest zagrożeniem dla siebie i otoczenia, atakuje uczniów, jednego już zaraził likantropią oh wait.
Nie mam aż takiego wielkiego stołu, żeby wszyscy trzej się tam zmieścili.

Btw - tak, oczywiście, Dumbledore dał szansę Lupinowi, jednak, aŁtorko droga, czy naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy dorosłym, doświadczonym czarodziejem, którego przemiany są regularne, przewidywalne i możliwe do opanowania, a jedenastoletnim szczylem, w którego ciele żyje nikomu nieznana tak naprawdę istota, ujawniająca się kiedy chce i jak chce, atakująca innych uczniów?

— Nie martw się tym, Severusie. Nawet jeśli Harry ma swoje własne stado, to teraz i tak nic z tym nie zrobimy. Ale skoro nie zgłosił się do ciebie nikt nowy z likantropią, możemy uznać, że nikogo takiego nie ma.
Jeeeezuuuuu…
To już nie beztroska, to raczej efekty lobotomii...
No przecież nie potykają się o stosy trupów na korytarzach, więc nie ma problemu.
A nawet jeśli się zaczną potykać, to przecież się posprząta.
I zwali na innych uczniów.


[Tymczasem Harry prosi Dracusia na słówko… Towarzyszą im Zabini, Hermiona i Ron]

— Chciałem, byś się o czymś dowiedział przed pierwszą przemianą. Rumuar nie chciał, byś o tym wiedział wcześniej, ale ja się z nim nie zgadzam. Powinieneś być świadomy tego, żebyś w razie czego mógł się obronić. Ron i Hermiona też mogą wiedzieć, by mogli prosić o pomoc, gdyby zaszła taka potrzeba.
A swoją drogą zastanawiam się, po kij od jakiej mietły aŁtorka zdecydowała się zachować akurat tę resztkę kanonu i kazać Harry’emu kumplować się z Hermioną i Ronem, bo póki co, to plączą się po tym opku jak piąte koło u wozu, nikomu do niczego niepotrzebni.
Są potrzebni. Nie da się błyszczeć zajebistością, gdy się nie ma odpowiedniego tła.
Poza tym zawsze jest nadzieja, że Hermiona się zaokrągli.

— Czyli teraz jestem twoim chłopcem na posyłki? Mam bronić szlamę i Wiewióra! — krzyknął, ale Potter nie zareagował.
— Zabini, mogę cię prosić o mały pokaz? — zwrócił się do czarnoskórego chłopca i kontynuował dalej [AAARGH!], gdy oczy wszystkich pozostałych powoli otwierały się szerzej w szoku. — Jak już kiedyś mówiłem Hermionie, nie jestem typowym wilkołakiem. Moje stado jest tak samo niezwykłe.
A mój harem… ach, mój harem…
A mój ślizgon gryfon vilgefortz*... ten to dopiero jest niesamowity.

* © Babatunde.
- Harry, ale masz długi i gruby ogon!
- To nie ogon...

Zabini na ich oczach zmieniał się. Czarne futro pojawiło się na widocznych fragmentach ciała, a pewnie także i pod nim.
Pod tym ciałem? Znaczy, podeszwy stóp porosły mu futrem? Hobbitołak?
Wilkołaki ze stada Pottera są tak niezwykłe, że kędy stąpają, tam podłoga zamieniła się w miękki, puchaty dywan.
Ałtorka używa ataku pluszu. Jest super-skuteczny.
Ale nie używa, jak zwykle, logiki. Czemu ubranie Zabiniego nie popękało od rozrastających się mięśni?
Może zawczasu założył ciuchy po starszym bracie?
A może dla potrzeb demonstracji był w samych gatkach?

Kły wydłużyły się, wysuwając z ust wykrzywionych uśmiechem.
Z ust ponuro zaciśniętych pociekło tylko trochę śliny.

Warkot rozniósł się po sali.
— Ale dziś nie jest pełnia — zauważyła nagle Hermiona, odsuwając się pod drzwi.
— Spokojnie, Blaise nic wam nie zrobi. — Harry przytrzymał ja za ramię. — Ma pełną władzę nad sobą.
- Nie to, co ja, chlip, chlip! - dodał, a z ócz jego avadzich spłynęła samotna łza.

Jest wilkołakiem, który może zmienić się, kiedy tylko chce. Nie przechodzi przemiany raz w miesiącu. Jest jakby animagiem, ale nadal zachowuje wszystkie minusy likantropów, choćby reakcję na srebro.
Jest jakby wilkołakiem, a może jednak animagiem, a w ogóle to takie ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.
Harry, przestań pierdzielić, i tak wszyscy wiedzą, że w tym opku ani ty, ani żaden z twoich funfli nie ma żadnych "minusów", bo aŁtoreczka będzie własną piersią chronić cię przed wszystkimi trudnościami.
A propos reakcji wilkołaków na srebro. Pamiętacie jeszcze, że Harry dostał od McGonagall naszyjnik przywracający słuch? (Ba, pamiętacie w ogóle, że stracił słuch? Ałtorka też już raczej nie.) Otóż ten naszyjnik był srebrny. No ale jak to, przecież wilkołaki nie mogą dotykać srebra? Ano, Harry może, taki jest speshul. Ktoś musiał zwrócić uwagę aŁtorce na tę niekonsekwencję, bo w jakimś losowym miejscu kolejnego rozdziału dostaliśmy zupełnie od czapy rozważania Harry’ego na temat “ojej, a ja mogę dotykać srebra choć jestem wilkołakiem i ciekawe, czy McGonagall wiedziała o tym, dając mi naszyjnik, czy też chciała mnie skrzywdzić?”. To tyle, jeśli chodzi o konsekwencję w prowadzeniu fabuły.
Bo to nie było żadne srebro, tylko niklowana miedź.
Import z Chin.

— Ale ty przechodzisz przemianę.
— Tak, bo ja zostałem ugryziony przez zwykłego wilkołaka — odparł Harry. — To późniejsze próby Severusa i mistrza Artura zmieniły moją naturę.
A to interesujące, w jaki sposób zmieniły, skoro Harry nie jest w stanie kontrolować swojej przemiany, a ugryziony przez niego Zabini, choć nie przechodził żadnych eksperymentów ani nie testowano na nim nowych eliksirów, potrafi to robić. Dla mnie to wygląda, jakby Harry stał się swego rodzaju “rozpłodowcem”, przy czym jego samego opiekunowie spisali na straty, koncentrując się jedynie na ulepszaniu jego materiału genetycznego, tak, by “potomkowie” stali się jakimiś superistotami.
Za kilka pokoleń wyhodują yorkołaka i wtedy dopiero wszyscy będą mieć przechlapane.

Malfoy niepewnie podszedł do Blaise'a i dotknął jego ciała, sprawdzając, czy jest prawdziwe.
Nie było. Blaise był zrobiony z masy solnej i pomalowany farbkami plakatowymi.
Był tylko narracyjną wydmuszką wypełnioną odpryskiem zajebistości Harry'ego.
Był identyczny z naturalnym - jak Buffybot w “Buffy, postrach wampirów”.

— Kiedy on cię ugryzł? Dlaczego nikt o tym nie wiedział? — Nagle odwrócił się w stronę Pottera. — Dlaczego nie powiedziałeś tego mojemu ojcu? Nie wydziedziczyłby mnie, gdyby wiedział, że tak będę w stanie zapanować nad wilkiem?
Malfoy, ty chyba jednak powinieneś znać swojego starego nieco lepiej.
Bo wtedy nie byłoby dramy i żenujących dyskusji.

Oczy Harry'ego w jednej sekundzie zmieniły barwę i Draco został zagarnięty w ramiona Pottera. Jego twarz została uniesiona do góry tak, że prawie stykali się ustami.
— Dlatego, że jesteś mój. Mam zamiar cię zniewolić każdym możliwym sposobem. Należysz do mnie duszą i ciałem.
Boru, tekst jak z taniego pornola. Znaczy, przepraszam, Harlequina.
Motyw ze smyczami, kagańcami i prowadzeniem na łańcuchu nagle staje się jeszcze bardziej kinky.
Z najwyższym obrzydzeniem muszę przypomnieć, że mowa o dwóch jedenastolatkach.
*tu wstaw kolejny komentarz o tym, czemu nikt nie zapanuje nad tym zaborczym maniakiem*

Ar, mógłbyś przestać? — Głos Harry'ego dotarł do umysłu Rumuara. — Nie życzę sobie takiego zachowania!
On jest mój.
Wiem i nie bronię ci się z nim spotykać na twoich warunkach, ale hamuj się. On nadal ma uczucia i nie chcę ich ranić. I bez tego ma dosyć problemów, a twoje zachowanie tylko wszystko pogarsza.
I weŚ nie tak publicznie, bo robisz porutę.
A nuż inni stwierdzą, że też chcą.
Albo powiedzą, że wolą mnie jako wilkołaka, bo lubią jak ktoś nimi pomiata.

Mimo że rozmowa prowadzona była cichym głosem, i tak została zauważona przez zebranych. Nagłe zmiany na twarzy Harry'ego trudno było pomylić z czymkolwiek innym. Raz złość, raz radość. Zabini wrócił do swojej ludzkiej postaci i czekał cierpliwie przy oknie.
Jak cała reszta bohaterów, którzy nie mają własnego życia i celów, tylko czekają za kulisami, aż Harry sobie o nich przypomni.

Hermiona pomyślała nagle, że chyba często widywał takie zachowanie, skoro nie reaguje w żaden sposób. Uspokoiło ją to trochę, bo oznaczało, że wszystko jest normalne i ktoś nad tym panuje.
Że co? Przyzwyczaiłam się już, że Standardowy Opkowy Dumbel jest zaślepionym idiotą, ale Hermiono, ty też? *łka gorzko*
A gdyby Harry regularnie wyrywał ludziom flaki, a Zabini byłby do tego przyzwyczajony i nie reagowałby w żaden sposób, to Hermiona też uznałaby, że to normalne?
Wygląda na to, że w Hogwarcie od tego roku wprowadzono zajęcia z niedawania faka.
Tiara przydziału chyba była Złym Alienem, co wyżera ludziom mózgi i przez to wszyscy zachowują się jak przedszkolaki.

— Kogo jeszcze ugryzłeś? Jak wiele wilków jest w szkole? — zapytał Draco, wywarkując pytania przez zaciśnięte w gniewie zęby.
- Z kim mnie zdradziłeś, bucu?!
Harry uśmiechnął się, a jego oczy tylko mocniej zalśniły złotem.
— Kilka i mogę ci powiedzieć, że tylko jeden został ugryziony celowo. Reszta sama chciała.
...więc została ugryziona przypadkowo.
No wiesz, tak bardzo chcieli, że sami się mu na zęby pchali, nic nie mógł na to poradzić.
Chciałem napisać, że z Pottera to niezły junak był… a potem przypomniałem sobie o ich wieku.

W tej samej chwili zaklęcie na drzwiach zamigotało i zgasło, a do sali wszedł Snape. Uniósł brew na widok pozycji, w jakiej znajdowali się Wąż i Lew, ale sekundę później jego twarz wróciła do standardowego wyrazu irytacji.
Wąż i Lew? Poważnie? Chyba że Snape kontemplował zasłonki wyszywane w herb Hogwartu.
Lew, który jest wilkiem, miział węża. Tak, to ma sens.
Węża, który był smokiem i fretką.

— Chciałbym wiedzieć, co oznacza to tajne zgromadzenie. Czyżby lekcja biologii dla pana Weasleya?
Tak, przerabiamy właśnie rozmnażanie płciowe i bezpłciowe.

— Profesorze Snape! — krzyknął Potter, wypuszczając zarumienionego Malfoya z objęć. — Jeśli już, to uczymy Draco, jak ma się zachowywać w stosunku do Ara.
Widzi pan, jak ładnie robi dziubek? Na następnej lekcji przejdziemy do kręcenia bioderkami.
Harry zachowuje się jak skrzyżowanie stręczyciela z obleśnym wujkiem.
Zdecydowanie stręczyciel. Uczący swoje eee pracownice, jak mają traktować klientów.

Hermiona już miała się odezwać, ale Blaise pokiwał w jej stronę głową i skierował się do drzwi.
— Skoro wszystko już wyjaśnione, to idę na zajęcia — odezwał się wesoło. — Profesorze, proszę się nie denerwować. Byłem ich przyzwoitką. Do niczego nie doszło. Nawet nie zdążyli się pocałować.
Kurwa. To. Są. Jedenastolatki.
Ogarnij się, Zilidyo!


[Snape rozgania towarzystwo.]
— Idźcie, muszę jeszcze porozmawiać z Draco — poprosił Harry Rona i Hermionę, przytrzymując za ramię odchodzącego blondyna.
Severus popatrzył na nich z powątpiewaniem, ale nic nie powiedział, tylko wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
Za drzwiami zawahał się jeszcze. A jeśli Harry go zagryzie? Ściągnął brwi. Ojtam, i tak go nigdy nie lubiłem.
Na schodach dopadła go wprawdzie myśl, że teraz  to już na pewno zdążą się pocałować, ale w gruncie rzeczy miał to gdzieś.

Chyba wszyscy czekali na zajęcia z obrony z podobną niecierpliwością.
Obrona z niecierpliwością to chyba nauka obrony bardzo… defensywnej.

Uczniowie szeptem rozmawiali pod salą, czekając na przyjście nowego nabytku grona pedagogicznego.
Brzmi to tak, jakby grono kupiło sobie pudelka. Różowego.
Przyjdzie świeże mięsko.

Niewielu wiedziało o prawdziwym powodzie zniknięcia poprzedniego profesora, ale niektórzy powiązali jego odejście z wypadkiem w lochach. Śmierć pod zawalonym korytarzem była bardzo częstym tematem rozmów o Quirrellu.
SKŁADNIA. SKŁADNIA NIE JEST MIŁA - powiedział Śmierć, powoli przeciągając osełką po ostrzu kosy.

[Potter na lekcji standardowo popisuje się bucerą, odmawiając wykonania Protego. Tymczasem jego wewnętrzny wilkołak bardzo źle reaguje na Lupina…]

Potter ciężko opadł na swoje miejsce.
TO ON! — Wrzask Rumuara ciągle dudnił w jego umyśle. — TO ON!
Alfa? Beta? Tango?
Grzegorz Napieralski!
TW Bolek?
To On, nasz Pan i Król
Odziany w majestat Swój
Ziemio raduj się, ziemio raduj się
Okrywa światłość Go
...
Malfoy od kilku dni obserwował nie tylko Pottera, ale także Zabiniego. Nigdy nawet nie podejrzewałby go o bycie wilkołakiem.
No tak, przecież z Zabiniego takie niewiniątko.

Dlaczego to zrobił albo dlaczego pozwolił sobie to zrobić? Kto jeszcze wśród Ślizgonów jest wilkołakiem? Dlaczego Blaise chciałby w ogóle nim być?
Czy to ma związek z profesją jego ojca? Czy chciał w ten sposób się uchronić?
Kim jest stary Zabiniego, ktoś wie?
Raczej nikogo to specjalnie nie interesuje. I skąd pomysł, że zmienianie się w futrzaste dziwadło może ochronić przed czymkolwiek za wyjątkiem znalezieniem normalnej dziewczyny?

Czy to właśnie dlatego on został ukąszony? Czy Potter z jakiegoś powodu chce chronić jego? Niemożliwe! Dlaczego miałby chcieć go chronić? Nigdy nie zrobił nic, by zasłużyć na taką opiekę.
Yyyy… to się teraz nazywa opieka?
Refundowana przez NFZ.
Po tylu delikatnych aluzjach w stylu “Jesteś mój, zjem cię, mój cukiereczku”, jeszcze nie załapał, jaka jest jego rola?

Teraz za to zaczął się bać.
Teraz, aha. Bo kiedy został pogryziony, zarażony, a w rezultacie - wydziedziczony i pozbawiony środków do życia, to tylko wzruszył ramionami, mrucząc “ojtam, ojtam”.

Potter nie zachowywał się normalnie. Nigdy dotąd nie uciekał, a teraz zdawało się, że kuli się w sobie i podwija ogon. Co jest z tym nauczycielem, że wywołuje w Potterze taką reakcję, a co gorzej także i w nim samym?
Nawet Blaise zachowuje się dziwnie spokojnie, usłużnie, powiedziałby nawet
Rozumiał respekt, w końcu to profesor, dorosły i w ogóle siła wyższa w szkole, ale żeby od razu uległość.
A więc mówisz, że Potter reaguje na Lupina strachem i uległością…?
No kto to widział, żeby podporządkowywać się nauczycielom! Degrengolada.

— Witaj, Harry — odezwał się po wyjściu wszystkich uczniów Lupin, podchodząc do ławki Pottera.
— Zabiję cię! — Ryk Rumuara ranił uszy, zatrzymując mężczyznę w miejscu. — Wcześniej czy później zabiję cię!
Cja. Taki z ciebie obserwator, Malfoy, jak z koziego ogona waltornia.
Może pomylił ten układ ciała (“chęć podporządkowania się”)

z tym (“pies podrażniony, może zaatakować”)? 

http://www.psy24.pl/985-Mowa-ciala-psa.html

Btw, ile czasu jeszcze Dumbel zamierza znosić w szkole kogoś, kto stanowi jawne zagrożenie i dla uczniów, i dla nauczycieli?
Dopóki Harry wszystkich nie wytłucze, w który to sposób problem rozwiąże się sam.

— Harry, musisz się uspokoić. Zapanuj nad tym. — Profesor starał się mówić cicho, by nie denerwować drugiej natury chłopca.
Tematem kolejnej lekcji obrony przed czarną magią będzie: Jak nie wkurzać wilkołaka.
Lekcja pierwsza: nie twórz go.

— Panuję, pozwoliłem tylko mówić Rumuarowi. — Głos Harry'ego wrócił do normalności.
Panuję, tylko że wcale nie.

— Rumuar?
— Mój wilk wyczuwa, że pan też jest wilkołakiem. Czy to prawda? — Wiedział, że tak, ale wolał to usłyszeć.
— Tak, jestem likantropem. A także przyjacielem twoich rodziców, Harry.
Chłopak nie odrywał oczu od Remusa. Wiadomość nie zadowoliła go.
Panicz Harry nie jest ukontentowany, nędzny wieśniaku. Panicz Harry odpali turbobucerę za 3… 2… 1...

— I co z tego? Nie znam pana. Nie wiem, czy mówi pan prawdę. Może chce pan tylko uśpić moją czujność. Nie dam się na to nabrać — rzucił cierpko, wstając i kierując się ku wyjściu. — Proszę powiedzieć, co mam zrobić w ramach szlabanu za moje zachowanie.
I w ogóle w dupie mam rodziców, kogo oni obchodzą? Niech gniją, nie zawracaj mi pan głowy truchłami przeszłości.
I w ogóle wszystko mam w dupie, mam tam więcej niż poza dupą, to w ogóle cud, że chodzę.

— Nie daję ci żadnego szlabanu. Chciałem tylko porozmawiać z tobą o kontroli nad wilkiem.
— Nie potrzebuję pana pomocy. — Zatrzymał się. — Szczególnie pana. Z Severusem... Profesorem Snape'em dajemy sobie radę.
Tak, dajecie, jak cholera dajecie. Dżizas, nie dość, że buc, to jeszcze głupi buc.
Cóż, z perspektywy Harry’ego nie ma żadnego problemu, póki ludzie nie ruszą na niego z ogniem i widłami.
Przecież nie ma żadnego problemu: może gryźć kogo chce, bić kogo chce, i nikt go nawet palcem za to nie tknął.

Zaczął znów zbliżać się do drzwi.
— Harry...
— Dla pana Potter albo Snape! — prawie krzyknął chłopak.
*cedzi przez zęby* Zamknij pysk, gówniarzu, bo nie strzymam.
Ja już nie strzymałem i właśnie się rozglądam za palnikiem i obcęgami.
*dzwoni po Zaklinacza Psów*

— Dlaczego tak się zachowujesz? Nie zrobiłem nic, co mogłoby spowodować twój gniew.
Harry doskoczył do niego w ułamku sekundy. Nie dotknął profesora nawet palcem. Po prostu stanął przed nim wyprostowany, unosząc wysoko głowę.
Nie wątpię. Jedenastolatek jest z pewnością dużo niższy od dorosłego faceta.

— Nic? Nic, mówisz? A myślisz, że przez kogo taki jestem! Myślisz, że nie rozpoznam swojego Alfy?
Lupin zbladł i zachwiał się, przytrzymując najbliższej ławki.
Ej, a to nie powinno być odwrotnie, jeśli Lupin jest Alfą Harry’ego, to chłopak powinien być mu absolutnie posłuszny?
Powinno, ale aŁtoreczka już dawno się pogubiła w tym, co pisze, więc drabinka zależności jej się nieco omskła.
Pytanie: dlaczego? Odpowiedź: bo Harry Potter.

Harry nie przejął się tym ani trochę.
— Wiedz, że w którymś momencie pozwolę Rumuarowi spełnić obietnicę. Nie interesuje mnie, kim byłeś dla moich rodziców. Zniszczyłeś mi życie, więc ja zniszczę twoje.
Harry, ty niewdzięczniku, jakie “zniszczyłeś”? A dzięki komu jesteś teraz taki super-hiper-nadzajebisty, hę?
Skoro to Lupin - zwykły, normalny wilkołak, zaraził Pottera likantropią, to chyba najwyższy czas zadać fundamentalne pytanie: skąd w tym całym burdelu wziął się Rumuar?
Znienacka.
Z głowy, czyli z niczego.
To chyba raczej z dupy.
Z "Naruto". Come on: demoniczna istota siedząca w umyśle protagonisty, rozmawiająca z nim i przejmująca kontrolę w chwilach wzburzenia? Check. Niechęć równieśników? Check. Istota dysponuje innymi, lepsiejszymi supermocami i ma na jednego hita wszystkich przeciwników? Check. Obecność istoty sprawia, że bohater ma trudności z opanowaniem ninjutsu/magii? Check.
Utkwił między zębami Rzeczywistości, więc go wyciągnęła i wypluła. Swoją drogą, awans z głuchego i obitego smarkacza w super-silnego badassa to faktycznie potwornie upokarzająca sprawa.
I jak zajebiście mieć pretensje do niekontrolującego się wilkołaka, że go ugryzł, podczas gdy samemu z pełną świadomością pogryzło się kilkoro dzieci. Yeah, Harry, podwójne standardy - robisz to dobrze. Choć na twoim miejscu nie byłabym dumna.

Obrócił się na pięcie i opuścił salę, trzaskając drzwiami.
Obrotowymi.

[Harry zaczyna chorować na coś dziwnego i nikt nie wie, co mu jest, więc na pomoc zostaje wezwany mistrz Artur.]

Gdy przybył mistrz Artur i zobaczył Snape'a w tych jego mrocznaśnych ubrankach, nakazał (nie prosił) zmienić je na białe, grożąc, że albo Severus to zrobi, albo on wraca do siebie. Nie pomogło tłumaczenie, że takie szaty obowiązują w szkole.
Mrocznaśne. Uhm. To musiło brzmieć jakoś tak:
- Joł, Sev! Zdejmij no te mrocznaśne ciuszki, bo przez tę niewyględną stylówę śmierdzą mi oczy!

Minerwa McGonagall, odwiedzająca Harry'ego w tym czasie, stwierdziła, że nigdzie w regulaminie nie ma wzmianki o obowiązującym kolorze. Osaczenie przez dwóch starszych w pewnym sensie mentorów zmusiło Severusa do odwrotu.
By w spokoju przygotować plan kontrataku i ofensywy spod znaku turkusowych jeansów do lawendowej koszuli.
Ale oni byli w pewnym sensie starsi, czy w pewnym sensie mentorzy?
W pewnym sensie dwaj.
Minerwa w modowym spisku - nie no, nie zdzierżę.

Severus też nie uciekł przed wpływem mistrza. Wszystkie starsze uczennice rozmarzonym wzrokiem wodziły za nowym, nieznanym im dotąd wizerunkiem profesora. Długa, czarna szata została zastąpiona białą, ale krótszą, sięgającą bioder, bardziej przypominającą kamizelkę, i to obcisłą, z dopinanymi szerokimi rękawami, sięgającymi łokci. Spodnie miał te co zawsze, tylko zmienił kolor, by sprostać wymaganiom mentora.
Ja piórkuję, normalnie Jezioro Łabędzie w wykonaniu Teatru Bolszoj!
Koncept, by do kamizelki dopinać rękawy, przekracza moje zdolności pojmowania. Snape nie nosił też przypadkiem szerokich rurek i sandałów z cholewą po kolana?
A wszystko to razem z kamiennego jedwabiu.
Ja widzę coś takiego.

Przy chudej sylwetce Snape'a wszystko to prezentowało się bardzo dystyngowanie i Harry mógł zrozumieć ciche westchnięcia, które towarzyszyły im przez całą drogę do lochów.
No, też bym nie miała siły na nic więcej jak ciche westchnięcie, gdybym znienacka zobaczyła nauczyciela wyglądającego jak Woody Allen w kostiumie plemnika:

I tak dobrze, że nie zareagowali jak jedna moja koleżanka ze studiów na widok średnio lubianej wykładowczyni, która pewnego dnia przyszła ubrana cała na biało:
- ...Śnieżynka, kurwa.

[Do skrzydła szpitalnego trafia kilkunastu uczniów - wszyscy zostali pogryzieni przez Pottera]

— Nie. Dwanaście osób leży w skrzydle szpitalnym. Wszystkie straciły przytomność w tym samym czasie, co ty. Wszyscy mają bliznę po ukąszeniu. Ilu jeszcze pogryzłeś i dlaczego?
Chłopak spuścił głowę i zaczął skubać zębami dolną wargę.
- Bo ja zawsze chciałem mieć rodzeństwo! - wybuchnął wreszcie. - A ty z Arturem nie chcieliście mieć więcej dzieci!

— Harry, nie ukarzę cię za to. To i tak niczego już by nie zmieniło. Chcę tylko wiedzieć, ilu jest podobnych do Malfoya — nalegał profesor.
Jak to by niczego nie zmieniło? Może by, na przykład, nauczył się wreszcie że NIE można bawić się jedzeniem?

— Około dwudziestu wraz z tymi ze szpitala. Prosili o ochronę przed Voldemortem.
Około? On nawet nie wie, ilu pogryzł? Może jeszcze powie, że cichcem nadziewali mu się na zęby, kiedy spał?
Ojtam, jak zgłodniał, to nie patrzył, co do gęby bierze.

A Dumbel okopał się na stanowisku "Shit happens, rama rama, ding dong" i nie ma zamiaru reagować na wybryki Harry'ego.

— Ochronę? Będąc wilkołakami? Jak? — dopytywał się profesor.
— Wiedzieli, że będę pod ochroną twoją lub Dumbledore'a i że nie pozwolicie mnie porwać. Gdyby któreś z dzieci zostało w przyszłości zmuszone do przyjęcia Znaku, nadal musiałoby słuchać mnie. Władza Alfy jest potężniejsza od Znaku.
Ja się boję tego opka.


[Kal dobrze przewidziała - Harry opowiada, jak to podczas wakacji same matki przyprowadzały swe dzieci do Harry’ego, aby ten je gryzł. Serio, nic nie zmyślam!
Urocza jest sama koncepcja, że rodzice są aż tak bardzo pewni, że ich dziecko przyłączy się do szalonego mordercy  i rasisty, że aż muszą zarazić je nieuleczalną chorobą by temu zapobiec...
A swoją drogą. Ile wrzasku było w fandomie, że Dumbledore ZUUUUUYYYYYY, bo przygotowuje Harry’ego do walki z Voldemortem nie zdradzając mu wszystkich informacji, wykorzystuje go do własnych celów - a tu? Harry zwilkołacza uczniów, podporządkowując ich sobie, a raczej tej istocie, która w nim siedzi i cholera wie, kim tak naprawdę jest i jakie ma cele! Dumbledore przy tym to pikuś…]

[Harry odwiedza innych uczniów w skrzydle szpitalnym.]

Nagle drzwi za plecami Harry'ego otworzyły się i do sali wszedł profesor Lupin. Zatrzymał się, widząc chłopca. Ledwo słyszalne warknięcie wydostało się z gardła Pottera.
— Nie warcz na mnie — odezwał się chłodno Remus. — Ja przynajmniej nie gryzłem świadom tego faktu.
— Nie porównuj mnie do siebie. Miałem ważny powód.
Gryzłem pro publico bono, a w ogóle to cel uświęca środki!
Tak, byłem dupkiem ku chwale ojczyzny, a nie dla własnych korzyści.
Czyli lepiej skrzywdzić (czy do Harry'ego dociera w ogóle, że skrzywdził te dzieci?) kogoś w imię przyszłych korzyści niż nieświadomie? Ciekawe, co na to sąd, zarozumiały gnojku.
Sąd też byłby zachwycony, bo Harry Potter.

Ciszę na sali przerwały skrzypnięcia łóżek, z których schodzili likantropi.
Każdy krok zbliżającego się do Pottera Lupina zwiększał liczbę wstających.
- Przestań wreszcie się wtrącać i mnie poprawiać! - warknęła na swą betę Alfa tego opka.

— Powód? Żaden powód nie jest wyjaśnieniem. Zamieniłeś ich wszystkich w bestie! — Mężczyzna stał już przed chłopcem.
Za jego plecami pojawiła się Poppy, ale poza wysłaniem patronusa nic nie zrobiła. Nawet gdyby chciała, nie mogła zrobić nic w sali pełnej wilkołaków?
Już zwłaszcza zawiadomić Dumbledore'a.
Khę, naprawdę sądzisz, że to by cokolwiek dało?
Fakt, w tym opku raczej niewiele.

I to wilkołaków na ścieżce wojennej.
Niech jeszcze wszystkie założą pióropusze i pomalują twarze w odpowiednio bojowe barwy.

— Są inteligentne. Nie zagryzą w amoku tak jak twoi.
— Nie ma czegoś takiego jak inteligentny wilkołak. Śnisz na jawie.
Są! Bo to są MOJE wilkołaki, lepsiejsze od TWOICH!
I mają homologację, OC, AC, GMO, GTFO i WTF.
I certyfikat koszerności.
Eeetam, wilkołak nie jest koszerny, bo nie ma rozdwojonego kopyta.

To, co stało się potem, jeszcze długo krążyło po korytarzach szkoły jako niezwykła historia.
Gdzieś tam może i krążyło, ale wątpię, czy po korytarzach szkoły - po czymś takim Ministerstwo powinno ją natychmiast zamknąć.

[Harry szczuje na Lupina swoje młode wilczki]
Warkoty, skowyty, jęki rannych odbijały się od ścian szpitala wraz z ciałami ofiar, które i tak zaraz znów wracały na pole walki.
Totalnie widzę takie gumowe ciało ofiary, które odbija się od ściany i wraca na pole walki. Ze skowytem.
Wilkołaki-zombie!

Remus, choć był dorosłym osobnikiem, nie miał szans przy takiej liczebności przeciwnika, tym bardziej, że on nie mógł się przemienić. Ten fakt zaskoczył go w pierwszej chwili, ale nie przeszkodził w obronie.
Niiii, wcale. Gołymi rękami bronił się przed stadem wilków, a jak.
Urocze, że nazywa się tu bohatera "osobnikiem". No i zagadka: jak właściwie wyglądają te potterołaki po przemianie? W kanonie wilczą formę likantropa można było pomylić z normalnym wilkiem, różnice polegały na krótszym pysku i innych detalach. Tymczasem przemieniony Harry normalnie używał rąk. WTF?
Hmm… takie były może?

(Tylko że w “Teen Wolf” tak wygląda zaledwie początek przemiany, a nie cała.)

Wejście dyrektora w towarzystwie Snape'a i Artura niczego nie zmieniło.
Gumowe ofiary nadal odbijały się od ścian i panował ogólny burdel.
Snape z Arturem uważali, by nie poplamiły im się wdzianka.

Nagle tylko stało się cicho. Młode bestie, nie wracając do swych ludzkich form, przysiadły wokół leżącego mężczyzny.
Harry, nie biorący udziału w walce, podszedł teraz do niego.
— Nie jesteśmy tacy jak ty. Nasze bestie nas szanują. Wiedzą, że jeśli my zrobimy coś złego, haniebnego z ich udziałem, to one też poniosą karę. — Chłopak zerknął na dyrektora, mrużąc oczy.
Dyrektor skwapliwie pokiwał głową. - Tak, oczywiście, poniosą karę! Niu niu niu, niedobre wilczki, jak mogłyście! Nie dostaniecie deseru! I w ogóle, żeby mi to było ostatni raz!
Tak jak Harry poniósł karę za zaatakowanie Malfoya oh wait. No i jak to jest, to teraz wszystkie wilkołaki mają jakieś samoświadome byty w głowie?

— On należy teraz do mnie. Przykro mi, ale nie mogę go oddać ani panu, ani Flamelowi.
Ugryzł własną dłoń i pozwolił, by kilkanaście kropel spadło w otwarte usta dyszącego ciężko Lupina.
Ej, słuchajcie, skąd to jest scena? Bo mam wrażenie, że gdzieś to widziałam…
Jest milion pińcet książek, filmów i opek, w których ten motyw się pojawia, kiedy jedyną szansą na uratowanie komuś życia bylo zwamiprzenie. Niestety, aŁtorka zapomniała, że nie pisze o wampirach, a o wilkołakach...

— To powinno załatwić sprawę. Teraz lepiej uważaj, bo kolejne ukąszenie może już być dla ciebie śmiertelne.
Ale kiedy on ukąsi, czy jego ukąszą?
A czy to ważne...

Remus wygiął się z jękiem, gdy krople spłynęły do gardła. Trwało to dosłownie kilkanaście sekund, po czym mężczyzna opadł na podłogę nieprzytomny.

NIŻ 6.1
— Jesteś całkowicie zdrowy.
Lupin siedział na łóżku. Większość jego ciała zakryta była opatrunkami.
— Słucham?
— Nie jesteś już likantropem.
Severus stał za skrzyżowanymi na piersi rękoma, klnąc w duszy na swego mistrza za ubranie, które musiał teraz nosić. Wyglądał, jakby wyszedł z rzeźni. Plamy krwi po opatrywaniu uczniów i Lupina odznaczały się aż nazbyt wyraźnie na bieli stroju.
A nie mógł tego zdjąć, albo założyć jakiegoś fartucha, bo…?
Bo może właśnie to było ubranie robocze i dlatego mistrz tak nalegał, aby Severus je przywdział.
Oczywiście, najważniejszym zmartwieniem Severusa w chwili, gdy jego wychowanek zwilkołaczył pół szkoły i prawie zabił nauczyciela, są jakże nieestetyczne plamy na odzieży.

Mistrz Artur właśnie próbował wytłumaczyć Remusowi, coś, czego sami nie rozumieli.
— Nie masz w sobie nawet grama choroby. Poza obrażeniami z walki nic innego ci nie dolega.


[Harry zostaje porwany, dzięki pomocy Rumuara w jakiś sposób ucieka - wbrew pozorom, nudne to i zaplątane tak, że trzeba ciąć. Zatem, drodzy Czytelnicy, przechodzimy do puenty!]

Harry obudził się jakiś czas temu i po zjedzeniu posiłku pod czujnym okiem Severusa, przygotował się na rozmowę.
Chciałbym wiedzieć, jak uzdrowiłeś Lupina — zaczął Severus. — I co oznacza twoje stwierdzenie, że nie oddasz Kamienia Filozoficznego?
Chłopak westchnął ciężko.
Użyłem go, by wyleczyć likantropię u Remusa. Mogłem go zdominować, ale nie widziałem w tym sensu.
Ja przepraszam, ale ja sobie mogę teraz wyobrazić tylko jedną rzecz i świadomość, że mówi to jedenastolatek o facecie w wieku swojego ojca sprawia, że właśnie wydłubuję sobie oczy łyżeczką do herbaty i polewam oczodoły domestosem.

O tak:


Nadal jestem na niego zły za to, co mi zrobił, i gdyby był w moim stadzie, nie wiem, jakby to się kiedyś skończyło.
...może na przykład tak, że Lupin, jako Alfa Harry’ego, przejąłby dowodzenie? Oczywiste, że smarkacz nie mógł do tego dopuścić.

W ten sposób zlikwidowałem powód kilku ewentualnych problemów.
Ale ty nie użyłeś Kamienia, tylko swojej krwi. Jak to wytłumaczysz?
Kamień jest we mnie. Dlatego nie mogę go oddać.
Słucham? — Severus nie bardzo mógł to pojąć.
Teraz ja jestem Kamieniem Filozoficznym.
Werble. Trąby. Fajerwerki.
To zajebistość Harry’ego przekroczyła punkt krytyczny i eksplodowała.
Koniec.
Nareszcie.
(tak naprawdę to wcale nie, ale do reszty nie mamy już siły)
Harry!
You're the baddest ass in the history of asses. If one were to rate all the asses that have ever been in Hogwart in order of how bad the ass in question was, you would be at the top of that list.
To ja wkleję gif okolicznościowy:



Z zamkniętej na siedem zaklęć najtajniejszej komnaty na najwyższej wieży Hogwartu pozdrawiają Analizatorzy, odpalający całe pudła Wściekłej Pożogi Deluxe braci Weasley, z radości, że to opko wreszcie się skończyło.