piątek, 18 października 2013

Mistrzostwa Językowej Niezręczności, czyli ekumenizm politeistyczny

Witajcie!


Więcej znęcania się nad True Blood nie będzie - w tym tygodniu spotkamy się za to z Kwiatem Północy. Bardzo irytującym kwiatem; pod tym pretensjonalnym imieniem kryje się bowiem kolejna Marysójka. Mamy tu też opis dekoracji halloweenowych obejmujących maniakalnych wuefistów, druidy i prawdziwe trupy, mamy ekspresowe rzyganie w szkolnej toalecie, mamy podstępnie działającą ekipę remontową, dziecko przyklejone do twarzy i wampirze drinki w kubkach. I, oczywiście, zapowiedź supermocy dla głównej boCHaterki.

Miłego!

Adres blogaska: http://fleur-du-nord.blogspot.com/

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.


Dekorację na Halloween Rozdział 1

Dekorację na Halloween tanio sprzedam.


  Fleur Du Nord odsunęła od siebie książkę.
Kwiat Północy. Google podsunęło mi powieść Curwooda oraz jakieś koraliki. Tak czy siak, zaczyna się ciekawie.

Wiedziała, że już niczego się nie nauczy.
-Przeklęta biologia- mruknęła.
  Coś powinna spamiętać na ten jutrzejszy sprawdzian, inaczej spotka ją kolejny szlaban u mamy. Znowu miesięczne nie wychodzenie z domu.
I długie godziny (daremnego) wkuwania zasad łącznej i oddzielnej pisowni "nie".

Maskara. A przecież za dwa dni miało być Halloween.
Miało być, w końcu nikt go jeszcze nie odwołał…
Co ma Halloween do tuszu do rzęs? Chyba że chcesz się przebrać za zestaw do makijażu, czy coś.

Od kilku tygodni myślała nad strojem, a teraz miała by zostać w domu przez jakąś głupią biologie.
Wiem, że brzmię jak totalny wapniak, ale skoro to dla niej takie ważne, to może wypadałoby od tych kilku tygodni zakuwać na biologię?

Nie doczekanie, pójdzie na tą imprezę chociażby horda nadprogramowych spacji zalała całe miasto mama miała by ją wyrzucić z domu. To ona jak co roku zajmowała się dekoracją sali sportowej, na tę imprezę.
I jak co roku wieszała przecinki zupełnie nie tam, gdzie rzeczywiście by się przydały.
Tegoroczny bal miał się odbyć pod hasłem “Koszmary Językowe”.

 Dzisiaj miała też skończyć szkic dekoracji,a jutro zanieść go jej przyjaciółkom, które też były w komitecie  honorowym, ale to ona była jego przewodniczącą.
No oczywiście, że przewodniczącą! Nawet pierwszym sekretarzem!
I sorry, Winnetou, ale dekoratorki z was jak z koziej rzyci Zderzacz Hadronów, skoro na dwa dni przed imprezą nie macie nawet SZKICU tego, co chcecie zrobić, nie mówiąc już o materiałach.
Może mają całe stado niewolników, którzy będą pracować nad dekoracjami przez ostatnią dobę bez wytchnienia, żeby zdążyć na czas.
Może jedna z nich ma tatę - świętego Mikołaja i pożyczy od niego kilkunastu skrzatów? Jest tyyyle możliwości rozwiązania tego problemu!

 Wyciągnęła kartkę A3, wyjęła ołówek i zaczęła rysować. Przed wejściem do sali, na schodach umieszczą dynie, a na barierkach pozawieszają czarne paski materiału, ozdobione świecącymi lampkami.
A także lampkami nieświecącymi, ale za to całkującymi, skaczącymi w dal lub parzącym diablo mocne espresso z syropem kokosowym. No co, u Was takich nie ma?

Zombie, czyli trener Smith, będzie witał gości, próbując ich zakatować.
Będzie znienacka rzezał gości piłą mechaniczną, wystawiając na próbę ich refleks i sprawność fizyczną. Uczniowie, których uda się zakatować, z pewnością obleją z wuefu.

Następnie zawieszą czerwoną kutynę
Nie wiem, jak ona chce zawiesić gdziekolwiek substancję jaka się odkłada w skórkach roślin - i do tego zabarwić ją na czerwono (może to w ramach tego sprawdzianu z biologii?), ale życzę jej powodzenia.
(Chyba że  TĘ PANIĄ chce skrwawić i zawiesić...)

Następnie zawieszą czerwoną kutynę z czarnymi lampkami, święcącymi czarnym światłem? goście będą musieli pod nią wchodzić by dostać się na sale.
Na pewno będzie to superwygodne i nie stanie w sprzeczności z przepisami przeciwpożarowymi.

Z boku będzie stała jaskinia wróżek, które będą czytać przyszłość z kart i rąk.
Na kurzej nóżce będzie stała.

Przy wróżkach położą manekina ochlapano krwią.
Łoj ochlapano, kumo, ochlapano!

Na suficie powieszą duchy, czyli ubrania, w które upchną gazety.
To totalnie będzie wyglądało jak duchy, a nie jak samobójcze strachy na wróble!

Przy ścianach poukładają trupy i czaszki.
A trupy, jak rozumiem - w przeciwieństwie do manekina ochlapanego krwią będą prawdziwe? :D
Na to wychodzi. Sterty zwłok walające się pod ścianami będą wyglądać bardzo malowniczo, coś jak stylizacja na ekshumacje w Miednoje. Chyba że to chodzi po prostu o uniemożliwienie chłopcom podpierania ścian.
Ktoś po prostu chce pójść  O KROK DALEJ niż tu.

A w kącie naprzeciwko druidów będą wampiry wysysające krew.
Też prawdziwe.
No ba. Ale skąd tam i po co druidzi? Jeśli już podpinacie się pod Samhain, to może lepiej zrezygnować ze zwałów trupów i wampirów?
To się nazywa ekumenizm politeistyczny!

  To chyba im wystarczy, pomyślała.
  Fleur założyła bluzę i kowbojki, szkic włożyła do teczki. Zeszła do kuchni, gdzie siedziała mama czytając gazetę . Ostatnio wyglądała na zmęczoną, jej okulary już tradycyjnie przekrzywione.
Mnie się też aż klawiatura obsuwa ze zmęczenia, jak to czytam, i pot obficie zrasza mój monitor.
Bycie w opku męczy.

Blond włosy miała spięte na czubku głowy. Ubrana jak zwykle w flanelową koszule pobrudzoną farbą. Był to beztroski obraz dla Fleur, widziała go prawie codziennie.
Aha, jakie to beztroskie, widzieć zmęczoną matkę w niechlujnych ciuchach!

-Zawieź mnie do Annie, musimy omówić dekorację na Halloween, plebsie.
I żadne "proszę" nie skala ust moich, bo to twój zasmarkany obowiązek, oh wait.

-No dobrze- wstała złapała kluczyki z segmentu i poszła do garażu, a Fleur za nią.
Z segmentu? Znaczy, miały w domu meblościankę?
Tak. Taką z PRL-u. Ale czemu trzymają kluczyki na niej, czyli gdzieś pod sufitem (chyba że to bardzo mała meblościanka), to nie wiem.

 Nacisnęła guzik na pilocie, otwierający drzwi od garażu,a  następnie wsiadła do srebrnego audi.
Czekam na pasjonujący opis uruchamiania silnika. Najlepiej pisany heksametrem.

-Przenocuję u Annie- powiedziała mamie wysiadając.
-A wzięłaś coś na przebranie?- spytała mama
-Tak- wskazała na torbę.
-No dobra- powiedziała i wyjechała z podjazdu Blacków.
Jak widać, matka ma w tym opku tyyyle do powiedzenia i jest tak bardzo zainteresowana córką, że ta groźba szlabanu jest naprawdę realna. Tylko że wcale nie.
Może to robot i ukaktywnia się tylko na wcześniej zaprogramowane komendy, np. “Niezaliczenie przedmiotu_dziecko_szlaban”.
   
 Fleur szybkim krokiem podeszła do drzwi i zadzwoniła dzwonkiem, a potem przestąpiła z lewej nogi na prawą i podrapała się małym palcem lewej dłoni w ucho, a potem nastąpiło jeszcze wiele drobnych, acz niesamowicie ważnych dla narracji zdarzeń, takich jak mitoza komórek w uchu, policzku i pięcie bohaterki, a potem otworzyła jej Juliet, należała tez do komitetu centralnego, niezbyt ja lubiła ale zawsze miała jakieś fajne pomysły.
Kto kogo nie lubił? Bohaterka Juliet? Juliet Partii Robotniczej? Tyle zagadek.

-Hej- powiedziała odsuwając się od drzwi wpuszczając Fleur.
-Są już wszyscy? - warknęła, nie zniżając się do odpowiedzi na pozdrowienie. Niech głupia zna swoje miejsce.
-Tak, czekaliśmy tylko na ciebie.
 Trochę czekania dobrze im zrobi. pomyślała.
Boru, jak ja nie znoszę tej gówniary.
Niech ją jakiś halloweenowy wampir wyssie, prooooszę.

-Oh, przepraszam.
  Juliet nic jej nie odpowiedziała tylko zaczęła już iść w stronę salonu. Fleur szybkim krokiem poszła z nią. Na kanpie i na fotelach siedziały już: Annie, Blair i Rose - jej przyjaciółki i Emma, Ashley, Kate, Jenny i Tina.
Te z kolei były jej zupełnie obojętne, więc najdalej za dwie notki całkowicie znikną z narracji.
A w komitecie nie ma chłopaków, bo…? Halloween jest niemęskie? A może projektowanie (trupów i wampirów) jest?

  Fleur uśmiechnęła się do nich i zaczęła mówić.
-Towarzyszki! Zrobiłam szkic, nie miałam zbyt dużo pomysłów, ale może wy coś jeszcze podsuniecie.
Innymi słowy: "Niech no tylko usłyszę od was słowo krytyki albo niezależny pomysł, werdne suki, to zrobię wam mahhem na fejsie. A teraz czekam na żebrolajki."

- Wyjęła z teczki kartkę i rozłożyła ją pokazując wszystkim.
-Hmm, trzeba tu jeszcze dużo rzeczy dołożyć na przykład więcej trupów!, na taka wielką sale nie wystrczy tylko tyle dekoracji- powiedziała Rose- Ale to jest naprawdę spoko.
Zwłaszcza te samobójcze strachy na wróble, bardzo klimatyczne.
Zupełnie nie widać, że robiłaś ten plan na odwalnosię dziesięć minut przed wyjściem z domu.

-I dlatego z tobą trzymam - powiedziała Fleur mrugając okiem.
Dziewczyny zaśmiały się.
-Zawiesiłabym na tej kurtynie, napis,  taki jakby, napisany krwią „Witajcie w diabelskim domu rozkoszy- powiedziała Juliet, a Fleur, napisała to na kurtynie na kartce.
A wszystkie stworzenie obdarzone choć odrobiną gustu zarżało z uciechy.
I na pewno dyrektorka im na to pozwoli.
Diabelski dom rozkoszy do strachy pod sufitem, druidzi i zwały trupów pod ścianami? Łeeee, słabo.

- Przy wampirach postawimy czerwone drinki, że to jest niby krew.
Ale te wampiry to w zasadzie co ma być - manekiny? Przebrani uczniowie? I co mają robić na imprezie, gdzie pewnie jedna trzecia uczestników i tak przyjdzie przebrana za wampiry? Siedzieć na dupskach i zerkać powłóczyście?

A naprawdę wlejemy tam ciemny sok truskawkowy, ale doprawimy go odrobiną czegoś mocniejszego- uśmiechnęła się Jenny.
Co za przebiegły plan! (Wlejcie od razu wiśniówki, najlepiej takiej na ukraińskim spirytusie.)
Truskawkowy? Bez sensu, zupełnie nie ten kolor, nawet zagęszczony nie wygląda jak krew.

Impreza. Rozdział 2

Fleur podniosła swoją długą, zieloną renesansową suknie
RENESANSOWĄ! Zapamietajmy to, bo pod koniec rozdziału czeka nas niespodzianka.

i zaczęła podążać wchodzić (byłam blisko!) po schodach do sali gimnastycznej. Wczoraj komitet i chłopacy z drużyny futbolowej zrobili kawał dobrej roboty. Przez cały dzień zawieszali dekoracje, nawet cheerleaderki się przyłączył do pomocy. I dzięki całodniowej pracy sala była strasznie piękna.
Ale dowiemy się, skąd wzięto wszystkie te trupy? Bo mnie to nurtuje.
Załatwiło je Szkolne Kółko Prosektoryjne.

 Przeszła przez kortynę, nieletnią córkę kortu i murawy, gdzie od razu znalazła rudowłosą piękność Rose. Miała strasznie niewinną i dzieciną twarzyczkę, ale to dodawało jej uroku.
Dziecina twarzyczka kojarzy mi się z dzieckiem przyklejonym do twarzy.

Ubrana była za czarownice i przebrana na czarno, miała długą szatę i różdżkę. Rude długie włosy upięła w kok, niektóre pasma włosów wisiały na jej szyi i twarzy.
To trochę makabryczne. *wyobraża sobie kępki włosów z kawałkami skóry przyczepione do twarzy* No i mnie ten typ kostiumu kojarzy się raczej z wróżką, niż z czarownicą, ale co tam kto lubi.
Bo to była Zła Wróżka Chrzestna.

Można by powiedzieć, że swoją urodą mogłaby zauroczyć wielu chłopaków i to bez użycia czarów.
-Hej, Rose- co tutaj robisz? Baw się! To rozkaz!
-Czekam na Toma. Masz nieziemski strój, za kogo się przebrałaś?
Hmm… To zawsze jest jednak trochę fail, jak nawet znajomi nie odgadują od razu, co ma przedstawiać twój kostium.

-Za renesansową arystokratkę- powiedziała Fleur- A ty?
- Za radzieckiego komsomolca.

 Rachel, mama Fleur, przez cały dzień ją szyła.
Przez jeden dzień? Jeden?! Przez jeden dzień to można perły na gorset naszywać, jak się umie,  a nie ręcznie szyć renesansową suknię! Oddajmy głos specjalistce: "Okres potrzebny na zdobycie informacji i przygotowanie produkcji to zazwyczaj nawet 3 tygodnie. W celu wykonania wiernej kopii często koniecznym będzie sprowadzenie odpowiednich materiałów z zagranicy. Czas szycia jest różny i zależy od tego jak bardzo skomplikowany strój jest szyty. Zazwyczaj nie trwa to dłużej niż 2 – 3 tygodnie. Proste sukienki szyję w ciągu kilku dni." A mówimy tu o profesjonalistce, która nie ma poza szyciem innych zobowiązań.
Chyba że strój ma z renesansem tyle wspólnego, co strój rycerza z tym:

Była zrobiona z specjalnego materiału (aha, czyli wersja z mojego komentarza powyżej odpada), kupionego we Francji.
W samiuśkim Luwrze. Z pewnością warto było ponosić takie nakłady na sukienkę na imprezę halloweenową. Aż strach, co to będzie, jak nadejdzie bal maturalny.
Pewnie COŚ TAKIEGO.

-Przed tobą stoi Ginny Wesley, czekam teraz na swojego Harry’ego Pottera.
-Cóż za oryginalność- powiedziała Fleur śmiejąć się
  Fleur poszła do wampirów, wzięła kubek kwi,
Co może być w kubku kwi? Płynny śmiech? Herbatka z konopii? Wywar ze świnioka?
Albo to - według encyklopedii Star Wars stworek nazywa się Kwi:

czyli soku z wódką, i zaczęła pić.
Buu, nuda.
Ja wiem, że dzieci na balach sobie różnie radzą z alkoholem, ale że żaden nauczyciel nie wyczuł zapachu wódki z kubków? (Swoja drogą - drink w kubku. Jakie to wykwintne i wampirze...)

Poczuła jak alkohol zaczyna ją palić w gardło.
Co oni tam wlali, czysty spirytus?

-Mocne co?- spytał jakiś chłopak przebrany za wampira. Miał na głowie maskę i dlatego nie widziała jego twarzy.
-Jak na krew, to daje czadu.- uśmiechnęła się Fleur.
-Jestem Jack- chłopak podał jej rękę, a ona uścisnęła ja z uśmiechem.
-Jestem Fleur- Jej ojciec był francuzem, dostała więc francuskie imię, które znaczyło kwiat, a razem z nazwiskiem znaczyło Kwiat północy. Lubiła je, dzięki niemu wyróżniała się.
Bo na przykład taka Juliet wcale nie nosiła francuskiego imienia. A nawet jeśli, to nie miała francuskiego taty, więc się nie liczyło.
Ale bohaterka miała imię francuskie BARDZIEJ! (Rzecz się dzieje w USA, tak? Rzeczywiście, francuskie imię w tym tyglu kulturowym musi się baaardzo wyróżniać.)

 Ojciec rozwiódł się z matką dwa miesiące temu i wyprowadził się do Francji. Bardzo za nim tęskniła, jeździła do niego tylko na wakacje. Nie wiedziała dlaczego się rozwiedli,
Rodzice starannie zamykali ją w dźwiękoszczelnym słoiku owiniętym folią aluminiową.
Skoro ojciec rozwiódł się dopiero 2 miesiące temu, to wiele się na te wakacje do niego nie najeździła. Chyba że zwiał od nich wcześniej, a dopiero teraz rozwód dobiegł końca.

rodzice nie chcieli jej o tym nic powiedzieć,
A ona miała zmysł obserwacji godny wieloszczeta.
Ona najwyraźniej cały czas jest skupiona na sobie, a rodzice interesowali ją pewnie tylko jako podajnik żarcia i pieniędzy - dziwisz się, że nie zorientowała się, że coś jest nie tak?

więc żyła już 2 lata w niewiedzy.
Yyy… co nagle rozciągnęło 2 miesiące do 2 lat?

-Mam nadzieje, że nie wyssiesz mojej krwi?- spytała
-To dość przereklamowane, Nie jestem wampirem Edwardem więc nie zamierzam wypijać ci krwi.
Ach, więc teraz Edward, najbardziej niewampirzy wampir ever, robi za ucieleśnienie picia krwi, czego nie robił, więc nagle picie krwi, jedyna cecha z całą pewnością definiująca wampira, staje się niewampirze? WTF?

-Edward nie wypił krwi Belli, walczył ze swoim pragnieniem, ale krok po kroku wytrwał do tego że nie jego pragnienie zniknęło.
Nie jego pragnienie zniknęło - czyli jednak ją wyssał? Oho, jakaś alternatywna wersja fabuły!
Nie, to nie jego pragnienie zniknęło, tylko obiekt pragnienia sam się zwampirzył. Tak czy siak - wytrwał.

– A to dopiero. Lew zakochał się w jagnięciu. Biedne, głupie jagnię. Chory na umyśle lew masochista.
 Fleur się zaśmiała
-Cytujesz zmierzch, chłopaku wszystko z tobą dobrze? - spytała niepewnie
-Tak myślę- odpowiedział, a następnie zniknął w tłumie tańczących nastolatków.
Dziwne, pomyślała
E tam dziwne. Ta zaraza wszędzie dotrze, czemu by nie miała dotrzeć do chłopaków.

Rozmawiał, a nią a następnie odszedł. Może go czymś uraziła.
A może chciał, żeby za nim pobiegła, niczym bohaterka za bohaterem w deszcz, w burzę, zanim się pogodzą w ostatnich minutach filmu!
Może to "a nią a" jest kluczowe dla rozwikłania tej niezwykłej zagadki?

  Fleur, wzięła kolejny kubek, poczuła przyjemne palenie w gardle, to paliły ją nadprogramowe przecinki, następnie wzięła jeszcze kilka i upita poszła do Roberta Swan’a, który stał przy Apostrofach Zdupywziętych druidach popijając sok.
To jest naprawdę bardzo dobry plan, ten wieczór musi być udany. (Zwłaszcza że ON jest trzeźwy.)
Generalnie naprucie się w pierwszych minutach imprezy zawsze jest słabe; jeśli mówimy o imprezie szkolnej, poziom słabizny należy pomnożyć razy milion.

 Była już zalana i nie wiedziała co robi zaczęła z nim flirtować, aż on poprosił by zatańczyła z nim.
Jakby była zalana, to by się nie mogła utrzymać na nogach, więc nie wiem jak on chce z nią tańczyć. Jeszcze jakby się przebrała za zombie albo portową prostytutkę z XIX wieku, to może przy przeszło - ale zalana dama renesansowa jakoś mi tu nie pasuje.

 Leciała akurat szybka piosnka, więc tańczyła do rytmu pląsając się przy nim wąż.  
I wijąc dookoła niego w podskokach.
Oraz posykując cicho i rozglądając się za żabami do połknięcia.
(Jak pląsa wąż?)

Gdyby nie alkohol nigdy by takiego czegoś nie zrobiła (Nie pląsałaby, tylko snułaby się ponuro?), ale teraz stała się bardzo śmiała. Przejechała językiem po jego szyi, a on wziął chyba to za alarm by pójść dalej i bić na trwogę, wziął ją za rękę i już prowadził do toalet, gdy wpadli na Blair.
-Fleur, co ty wyrabiasz?- spytała
A ona odpowiedzi odburknęła coś niezrozumiałego
Odpowiedź żachnęła się i poszła do domu.

-Jesteś kompletnie zalana, choć odwiozę cię do domu.
 Fleur chciała coś powiedzieć, ale szybko złapała się za  usta i popędziła do łazienki. Blair pobiegła za nią i usłyszała w kabinie, w której się zamknęła odgłosy wymiotne.
Boru… I po to sprowadzali materiał z Francji, po to jej matka cały dzień szyła tę jej wymarzoną sukienkę - żeby ta gówniara mogła w pierwszych minutach imprezy narąbać się jak wór i zarzygać cały ciuch?
To właśnie przez tę Francję. Do bohaterki przeniknął duch zepsucia tamtejszego dworu.

-Fleur, wszystko w porządku.
-Tak, już mi lepiej- odpowiedziała
-Choć (dź!) zawiozę cię do domu nie możesz w takim stanie siedzieć na imprezie.
 Fleur zgodziła się, niechętnie opuszczała tą imprezę.
Ależ się wybawiła, hoho!

Powiedziała Blair że prześpi się u niej
Nie zostawiając przyjaciółce miejsca na odmowę.

nie chciała by pokazywać się w takim stanie mamie, dała by jej na pewno szlaban.
NO KURWA RACZEJ.

Zadzwoniła więc do mamy i powiedziała że znowu spędzi noc poza domem. Mama niechętnie na to przystała.
W mózgu robota nie było komendy “Dziecko_podejrzanezachowanie_większakontrola”.

                                                      Fleur w stroju z balu.
Nie, nie, i jeszcze raz nie. To NIE jest strój renesansowy. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wyglądają prawdziwe suknie z epoki, oto seria linków - znalezienie informacji zajęło mi zaledwie kilka minut googlania: [KLIK 1] [KLIK 2] [KLIK3 ]
Mhm, taki z tego renesans jak z Pałacu Kultury. Sukienka jest w najlepszym razie  z XIX wieku, w dodatku z Ameryki, więc to nawet nie moda wiktoriańska. Myślę, że mogłaby taką nosić jakaś bardzo uboga krewna Scarlett O'Hary.

Straszny krzyk Rozdział 3


Promienie słońca wlały się do pokoju, przez okno.
A nie przez podłogę? Dziwom nie ma końca.
Spłynęły z głośnym chlupotem po powierzchni nadprogramowego przecinka.

Fleur drgnęła, oblana żółtym blaskiem
Tam naprawdę ktoś chlusnął słońcem z wiadra.
Może to nie słońce, tylko Zeus na nią zstąpił w postaci złotego deszczu?

Chcąc czy nie obudziła się. Strasznie bolała ją głowa, musiała mieć kaca, ale przecież nie wypiła dużo.
A te kilka wypitych duszkiem kubków soku z mocnym alkoholem?

No może trochę, ale nie tyle żeby rzygać w kiblu.
Nie kłam mi tu, narratorze, pamiętam, co powiedziałeś pod koniec poprzedniego rozdziału.
Nowy gatunek - “Narrator Usprawiedliwiający (bohaterów)”.

Okropność.
 Wstała, choć głowa jej na to nie pozwalała
Głowa wgryzła się w poduszkę i nie popuszczała.
Dlatego bohaterka wstała, ale jej głowa została na pościeli.

dziewczyna próbowała sobie przypomnieć kiedy zdejmowała tą (tę!) szeroką i długą suknie, może zrobiła to Blair, bo ona po przyjeździe od razu rzuciła się na łóźko.  
Dodatkowo gniotąc i tak już zarzygany ciuch. I brudząc koleżance pościel. Brawo. Niech ją potem inni wyłuskują z gorsetu, co ona się tam będzie przejmować!
       
 Spojrzała się na łóżko Blair, przyjaciółka jeszcze spała przykryta kołdrą pod same usty,
A ile ona tych ustów miała?

wydawała  się taka mała i niepozorna. To dzięki niej wydostała się z tej imprezy. (...)
 Poszła do łazienki obok wzięła gorący prysznic. Następnie ubrała bieliznę w kożuszek i założyła szlafrok. W lustrze zobaczyła całkiem inną osobę.
Co, po pijaku zrobiła sobie operację plastyczną?

Miała głębokie cienie pod oczami i była taka strasznie nie wyraźna  może to przez ten ból głowy.
*obowiązkowy suchar o Rutinoscorbinie*

 Długie brązowe włosy opadały lokami na plecy, a ciemnobrązowe oczy wydawały się strasznie duże.
Mhm, zwłaszcza te loki są wyraźnym objawem skacowania. I po zapitej i zarzyganej nocy oczy z pewnością stają się większe, tak tak. A włosy samoczynnie układają w loki, zamiast się malowniczo skołtunić. W ogóle cały ten opis nie brzmi tak, jakby w bohaterce lada chwila miały się obudzić jakieś supermoce, ależ skąd.

 Wróciła do pokoju, Blair już nie spała siedziała ubrana na łóżku, z skrzyżowanymi nogami. Blair była pół Indianką  Jej matka ożeniła się z wodzem plemienia Acoma.
Zaiste - imię ma bardzo indiańskie. Hm, zatem rozumiem, że akcja toczy się w Nowym Meksyku? Bo tam jest rezerwat plemienia Acoma.
No i wódź plemienia brzmi dumnie, ale np. “wedle prastarego obyczaju mężczyźni Acoma nie mogą mieć żadnej własności”. Świetny materiał na ojca, naprawdę.

Lecz 4 lata temu jej ojciec zginął, przez pożarcie wilka.
O słodki lolu! Ojciec pożarł wilka i się zadławił!!!
Kłaczkiem. Ewentualnie wilk był sztuczny, a Szewczyk Dratewka wypchał go siarką i oddał wodzowi.

Podobnież wybrał się zwiedzać las i spotkał tam wilka.
Wilk kasował bilety za wstęp na zwiedzanie lasu.
Bo wódz plemienia raz do roku wybiera się na rytualne zwiedzanie swoich włości.

Blair z matką przestały chodzić do lasów, unikały łon natury.
Kwiiii! Tu się odbywa jakaś Grand Prix Językowej Niezręczności? Łon natury, serio? Narratorze,

Po prostu się bały, że to może spotkać i je.
Spróbujcie na początek nie pożerać wilków.
W ogóle unikajcie wilków, tyle wam powiem.

(...)
-Sorry za wczoraj i to że musiałaś wcześniej urwać się z imprezy przeze mnie.
-No bez jaj i tak była strasznie nudna- zaśmiała się.
Wiem to, bo przecież byłam tam przez 15 minut! Na pewno by się nie rozkręciła ani nic!

 Fleur, przypomniała sobie Jacka, szkoda że nie wie kto jest. Wydawał się strasznie interesujący, ale czemu o tym myśli. No naprawdę, nie mam pojęcia...

Odłożyć na bok chłopaków, szczególnie Roberta, z którym mogła by skończyć w ubikacji, bóg wie co robić. To by była katastrofa. Dobrze, że spotkała Blair i wzięła ją z stamtąd.
Chwila, od kiedy to ona wzięła Blair?


[Na chatę zwalają się wszystkie przyjaciółeczki.]
Dziewczyny usiadła przy stole do okola jej i prosiły by opowiedziała im co się wczoraj stało.
Och, mniejsza o rozwój całej imprezy! O to, co przydarzyło się wszystkim przyjaciółkom! Najważniejsze jest to, że Fleur się upiła i rzygała, dalej, posłuchajmy o tym!

Wiec powiedziała i Jacku i o Robercie.(...)  Nagle usłyszały jakiś głos dochodzący z piętra.
-Co to?- spytała Fleur nagle stając. Głos wydawał się jakby ktoś przesuwał meble.
Nikt nie spodziewał się ekipy remontowej!
Ale głos wydawał się, czyli nie był pewny, czym był. Może był to na przykład poltergeist z rozchwianiem osobowości.

-O nie- powiedziała Blair.
 Rose odruchowo pokazały im by były cicho.
Fleur, Rose… Cały ogródek tam mają!

Fleur podeszła po cichu do szafki wyjmując z niej tasak do mięsa. Dziewczyny zrobiły to samo, wszak w każdym szanującym się domu jest przynajmniej pięć tasaków i wszystkie są trzymane w szafkach! Rose pokazała palcem by szły na górę.
A może by tak...
*głębokie zaczerpnięcie powietrza*
ZADZWONIĆ NA POLICJĘ, DURNE CIPY?!
Albo po rodziców? Albo zawołać zaufanego sąsiada?
(Zresztą jeśli to złodziej, to chyba ninja, skoro dostał się do domu przez piętro.)

Fleur szła pierwsza uważając na każdy krok. Próbowała iść ostrożnie i po cichu  lecz to nie było zbyt wykonywalne, jej serce waliło że każdy mogłyby ją usłyszeć. Czuła też dziwny ucisk w żołądku.
Resztki wódki próbowały się wydostać.

 Znowu usłyszały ten odgłos dochodzący ze strychu. Fleur głową pokazała by szły dalej. Dziewczyny czuły nagły przypływ adrenaliny  Bała się otworzyć drzwi (ta adrenalina), lecz ciekawość kazała jej to zrobić.
Ciekawość obficie polana Imperatywem Narracyjnym.
Wiemy jedno: to NIE są bohaterowie tego filmu:

 Po cichu Annie otworzyła drzwi, a Fleur po woli po żoliborzu  zaczęła wychylać się by coś zobaczyć. Widok ją przeraził chciała krzyknąć, lecz gardło miała zaschnięte
Bohaterko, jesteś pewna, że nie jesteś mumią?

Myślała, że się zaraz przewróci  mogłaby tylko marzyć, że to jest sen, bo wiedziała że nim nie jest.
 W kącie stały dwa potwory. Według Fleur mogły to być demony, czymkolwiek to jest. Miały narzucone na siebie czarne peleryna z kapturem.
Jedną, przykrótką i niegramatyczną. No co, cięcia kosztów nikogo nie oszczędzają.
To był ten Koszmar Językowy o jakim pisałam na początku. Straszliwy, groźny i upierdliwy demon.

Obaj stali nad jakimś ciałem,  którego leciała krew i z którego ktoś chirurgicznie usunął przyimek, po krótkiej chwili Fleur uświadomiła sobie, że to ciało Kristen [matki Blair] i ostatnie co usłyszała to krzyk Blair.

28 komentarzy:

Serenity pisze...

Umarłam z zakwiku przy wilku. Moje drogie, macie mnie na sumieniu.

Borówka pisze...

Świetna analiza, zwłaszcza część o wilku ;)

Anonimowy pisze...

Ojeżu, ukwikałam się jak mało kiedy, zwłaszcza ten wilk! Świetne, ja chcę następną część :D

KiciaKocia pisze...

No cóż... Cała ta historia o tym jak ojciec Blair umarł pożerając wilka potwierdza starą prawdę, że trzeba dobrze żuć przy jedzeniu a nie łykać jak pelikan, bo się człowiek może zadławić.

Anneke pisze...

Nie będę oryginalna - przy zadławieniu wilkiem popłakałam się ze śmiechu. Piękne. ;)

Hersilia pisze...

Aua... Matka Blair ożeniła się z wodzem... Wódz wyszedł za mąż za matkę Blair?

Anonimowy pisze...

Świetna analiza, fragment o wilku jest bardzo pouczający. Może ojciec Blair był po prostu głodny i dlatego połknął wilka w całości? Wiadomo, że zwiedzanie lasu jest męczące i działa na apetyt. A za "renasansową" suknię należy wytłuc ałtoreczkę po głowie.

Sushi

Ten Zenon pisze...

Dla aŁtorki każda suknia z epoki innej niż współczesna jest renesansowa.

Anonimowy pisze...

dziewczyna naoglądała się Pamiętników Wampirów i chciała stworzyć swoją suknię z okresu wojny secesyjnej. oh, wait... wojna secesyjna to przecież renesans, każdy o tym wie -.- jak napisał Ten Zenon, dla aŁtorki, jeśli coś nie jest współczesne, to jest renesansowe. ciężko było nie umrzeć ze śmiechu czytając to opko. nie jestem polonistką, ale gramatyka w tym tekście woła o pomstę do nieba. oby więcej takich analiz.
Tempest

Anonimowy pisze...

po co takie bzdury pisać? przecież to opko jest o niczym :(

Anonimowy pisze...

Najlepsze były wilki!

Chomik

Babatunde Wolaka pisze...

"a na barierkach pozawieszają czarne paski materiału, ozdobione świecącymi lampkami.
A także lampkami nieświecącymi, ale za to całkującymi, skaczącymi w dal lub parzącym diablo mocne espresso z syropem kokosowym. No co, u Was takich nie ma?"
Zawsze mogły to być lampki wina.

"Przy wróżkach położą manekina ochlapano krwią."
Jak to mówią u nas na Mazurach - całe pomieszczenie było ochlapano.

"A naprawdę wlejemy tam ciemny sok truskawkowy, ale doprawimy go odrobiną czegoś mocniejszego- uśmiechnęła się Jenny."
Nie lepiej od razu wykorzystać wino truskawkowe za 13 zł?

"(Jak pląsa wąż?)"
Intensywnie. Do tego stopnia, że nie czuje nóg.

"Najważniejsze jest to, że Fleur się upiła i rzygała, dalej, posłuchajmy o tym!"
Może koleżanki miały już dość bucery Fleur i chciały się ponapawać jej poniżeniem.

"Głos wydawał się jakby ktoś przesuwał meble."
Na piętrze grasował syn Yog-Sothotha albo artyleria rakietowa Wehrmachtu.

"Renesansowa suknia" każe mi podejrzewać, że zdaniem aŁtoreczki renesans to taki materiał. Albo femsleszyk Renesmee Cullen i Sansy Stark.

Dziękuję za cotygodniowy kubek kwiii.

Anonimowy pisze...

Pfff, czepiacie się! Barok, renesans, średniowiecze - tam długie kiece i tam długie kiece, kto by się połapał?


Hasz

małakotka pisze...

Ach, te ałtorki-dekoratorki: „Następnie zawieszą czerwoną kutynę (…)” i „Zawiesiłabym na tej kurtynie, napis, taki jakby, napisany krwią (…)”. Genialny efekt! Na pewno będzie się rzucało w oczy.

Anonimowy pisze...

Że się tak wyrażę: zżerał wilk razy kilka, pożarli i wilka.

Pozdrawiam, Tonks

Gayaruthiel pisze...

Mysle, ze z tym renesansem chodzi raczej o hamerykanskie Renessaince Fair, gdzie mozna sie ubrac prawie w cokolwiek: https://www.google.no/search?q=renaissance+fair+dress&client=firefox-a&hs=G8Z&rls=org.mozilla:en-US:official&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=cBNlUqWyOqSK4wSU7ID4Bg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=669&bih=386

Anonimowy pisze...

"Opowiadanie" z początku trochę się snuje jak, nie przymierzając, bohaterka na imprezie, ale historia Blair wynagrodziła mi wszystko, zwłaszcza ojciec dławiący się wilkiem i matka unikająca łon natury. Umarłam. Zmartwychwstanę w przyszłym tygodniu, jeśli będzie ciąg dalszy.

Hersilia: "Matka Blair ożeniła się z wodzem... Wódz wyszedł za mąż za matkę Blair?"

W "Locie nad kukułczym gniazdem" Wódz Bromden wspomina, że jego ojciec przyjął nazwisko żony, bo żona strzeliła focha, że chrześcijanka nie może się nazywać Sosna Stojąca Najwyżej na Szczycie - może o to chodziło?

Tonks: "Że się tak wyrażę: zżerał wilk razy kilka, pożarli i wilka."

Hm, a może to było jak w bajce o Kapturku: wódz zasnął, a wtedy przyszły inne wilki i rozcięły mu brzuch, żeby uwolnić kolegę?

OchitaYoru pisze...

"(Chyba że TĘ PANIĄ chce skrwawić i zawiesić...)"

Pigmejko, wyjdę na "wielce polonistkę", bo przerwałam czytanie, żeby to napisać - tĄ paniĄ. Tę kobietę, ale tą panią. ą=ą, ę=ę

Sileana pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sileana pisze...

"(Chyba że TĘ PANIĄ chce skrwawić i zawiesić...)"

Pigmejko, wyjdę na "wielce polonistkę", bo przerwałam czytanie, żeby to napisać - tĄ paniĄ. Tę kobietę, ale tą panią. ą=ą, ę=ę

tĄ paniĄ to można co najwyżej podłogi wycierać

@Baba
"Renesansowa suknia" każe mi podejrzewać, że zdaniem aŁtoreczki renesans to taki materiał. Albo femsleszyk Renesmee Cullen i Sansy Stark.


Wyobraziłam to sobie... Ten sleshyk.

Pigmejka pisze...

@OchitaYoru - jest dokładnie tak jak już wyżej napisała Sileana:

1. Tę panią - można np. zamordować, poprosić do tańca, zaczepić na ulicy, kopnąć w rzyć.

2. Tą panią - można: tak jak "tą miotłą" - zamiatać podłogę, tak jak "tą marchewką" - wzbogacić sałatkę.

Nie żadne "ęę, ąą" - tylko wszystko zależy od przypadku, a przypadek od kontekstu zdania.
Więc nie, OchitaYoru, nie brzmiałaś jak wielce polonistka.

Anonimowy pisze...

Zamorduję aŁtoreczkę. Żeby bezczelnie dawać marysójce twarz i sukienkę Katherine Pierce, najlepszej bohaterce uniwersum The Vampire Diaries? ;/// Kath zjadłaby Fleur na śniadanie. ;p
A tak w ogóle, to pomyłka bierze się stąd, że owszem, to jest flashback z secesyjną Katherine, natomiast Kath miała też swój epizod renesansowy i pewnie google źle podpowiedziało ałtoreczce.
Tak tylko obowiązkowo dodam, że analiza super. ;)
Adria

b. pisze...

Ałtoreczka naczytała się za dużo Pamiętników Wampirów. Elena też przyszła na imprezę Halloweenową w "renesansowej sukni", a jej najlepsza przyjaciółka - Bonnie była wiedźmą.

Analiza genialna, przy wilku umarłam ze śmiechu ;).

Sick Boy Barker pisze...

'Zawiesiłabym na tej kurtynie, napis, taki jakby, napisany krwią „Witajcie w diabelskim domu rozkoszy' - znaczy w piekielnym burdelu?
Gratuluje wytrwalosci :)

blinkowa

Anonimowy pisze...

Może zajrzycie?
http://www.fanfiction.net/s/9134351/1/Gwiazda-Zachodu

Falco pisze...

OMG, analizujcie to dalej! Dawno się tak nie uśmiałam! :D Jak ostatnio przy analizach się co najwyżej czasem uśmiechnęłam, tak tą, włączając nieopatrznie podczas nudnych zajęć, mimo niewyspania, musiałam szybko wyłączyć, bo bym zaczęła rżeć w głos :D

Falco pisze...

*tę (udziela mi się, niedobrze)

Arima Ahiru pisze...

Akumphf.
Czyli krótko mówiąc: nie wiem co dalej. Znaczy, ja po prostu już dawno nie czytałam tak dobrej, tak trafnej, tak miłej, cudownej, śmiesznej i kwikliwej analiz.
Naprawdę, choć każda Wasza analiza jest dobra, każdy głupi wie, że któraś musi być lepsza, a któraś najlepsza. Nie umiem tego do końca rozstrzygnąć, ale wiem, że na pewno ta notka plasuje się w czołówce tych najwybitniejszych.
Czekam na ciąg dalszy i przepraszam, że dopiero teraz komentuję.
Pozdrawiam!