piątek, 25 października 2013

Kosmiczna straszyzna, czyli ekumenizm politeistyczny, cz. 2

Witajcie!


Dziś druga część przygód Fleur du Nord, potomkini szlachetnego Barathiona. Może wyda się wam to niemożliwe, ale w tej części jest jeszcze głupiej i dziwniej. Pojawi się Bóg, aniołowie i alternatywna wersja księgi Genesis - a także cie demony o imionach Noah i Damon, smerfy w mikserze, lolalność i czarni ludzie, których tożsamość zna tylko Szatan. 
Miłego!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Ciemne istoty Rozdział 4

  Fleur ocknęneła się po kilku minutach.
A potem wstanęneła, stanowczo, lecz niegramatycznie.

Próbowała się poruszyć, lecz ktoś lub coś, przewiązało ją do czegoś linką zrobioną z przecinków.
Tymczasem narrator w popłochu próbował uzupełnić brakujące informacje.

-Jak się mamy wydostać. Tych lin nie da się odwiązać.- usłyszała głos, zapewne Annie
A do kogo ona się zwraca z tą pretensją? Do aŁtorki? Do lotnej brygady wyzwalaczy bohaterów w opałach? Bo chyba nie oczekuje, że na takie stwierdzenie porywacz wychynie z ciemności, pokaja się w prochu i pyle i niezwłocznie poprzywiązuje je tak, żeby się mogły same odwiązać?

 Więc i one były przywiązane. Muszą się stąd wydostać, Kristen nie żyje, zabiły ja jakieś istoty. Jedynie co pamiętała z ich wyglądu, to czarny płaszcz i twarz przykrytą kapturem.
W takim razie skąd wiesz, że miały twarz? Poza tym - skąd wiesz, że to demony? Może to tylko zwykłe zakapturzone złodziejaszki rodowych sreber?
To na pewno był kaptur, a nie kominiarka?

Ale co to mogło być nigdy nie wierzyła w te wszystkie paranolmalne istoty, ale żeby tak od razu z grubej rury i spotkać demona.
No tak, to nie przystoi! Najpierw należy spotkać wróżki, następnie ze dwa duchy, i dopiero wtedy można przejść do demonów.
Gruby nietakt, nawet nie przeszły inicjacji okultystycznej za pomocą Hello Kitty.

To przecież niemożliwe. Bo ona Fleur Du Nord, była normalną dziewczyną z sąsiedztwa aż poznała demony, tak by siebie określiła.
No, “poznała” to jeszcze za dużo powiedziane. Zobaczyła zakapturzone złe mzimu, które je związało i następnie nawiało.
Oj bo ona już sobie układa tekst na okładkę, rozumiesz. Jak już spisze swoją wstrząsająco wzruszającą historię.

-Fleur, jest wśród nas- usłyszała głos obok
Zazwyczaj ten zwrot stosuje się do istot nadprzyrodzonych
 
...ale Fleur jest taka uduchowiona, że kto ją tam wie.
Może jest drużynowym ufokiem - antychrystem?

 Otworzyła oczy, była ciągle na strychu przywiązana razem z Annie, Rose i Blair.
No niemożliwe, nawet zamruganie nie pomogło? Cóż, sytuacja jest poważna, ale nie poddawaj się - spróbuj zresetować rzeczywistość.

Fleur nie mogła sobie wyobrazić co jej przyjaciółka czuła, przecież przed chwilą widziała zmarłą matkę.
Znając realia opek - szybko się otrząśnie.
I tak doceniamy gest poświęcenia aż całego zdania tragedii przyjaciółki. Przecież i tak wiemy, że za moment cała uwaga skupi się na tym, że oto Fleur spotka Tru Loffa.

-Co się stało?- spytała Fleur
-Noah i Damon, ci demony
Demony mają imiona. Imiona te brzmią Noah i Damon.
Najbardziej znani łowcy potworów, Dean i Sam Winchesterowie, zgodnie mówią: what the hell…?!

(Nie chciecie wiedzieć, jakie obrazy podsunęło mi google, kiedy wpisałam w wyszukiwarkę “Damon and Noah”. Podpowiem tylko, że obrazy te pochodziły ze strony o adresie Damon Dogg’s Cum Factory…)
Ci demony. CI DEMONY. Jak to się deklinuje w ogóle? A niech tam - spróbuję rozpisać.
M. ci demony
D. cich demonów
C. cim demonom
B. cie demony
N. cimi demonami
Ms. cich demonach
W. cie demony

-Noah i Damon, ci demony uwięzili nas tutaj w tej niegramatycznej celi, Blair ostro oberwała straciła przytomność i nadal się nie obudziła. Zaczęli coś mówić o konsekwencjach (“Wyciągniemy wobec was surowe konsekwencje!”), a później przywiązali nas tutaj wszystkie, a  sami tak jakby znikli tak jakby zrobili *puff*! razem z ciałem matki Blair. - powiedziała Annie
Zrelacjonowała to na luzaku - takie rzeczy przytrafiały jej się co drugi dzień.

-To straszne. Tak bardzo się tym przejmuję, że aż sobie ziewnę.  A mówili coś jeszcze? Kim są i po co tu przyszli?
 Rose zaczęła coś mruczyć, trochę mruczeć, trochę mrużyć, ale po chwili powiedziała
-No przecież mówili coś o broni, schowanej tutaj w domu. Mówili, że wrócą tu później.
Bo im się akurat serial zaczyna. Poza tym Imperatyw Narracyjny kazał im dać nam trochę czasu na pogaduchy i próbę ucieczki.

No ale czemu nas nie zabili?- Zastanowiła się.
Zostawili je, żeby skruszały?
Zatopiła się w logicznych i metodologicznie nienagannych rozważaniach dotyczących natury Przyczyny i Celu, bowiem to, że ktoś morduje ludzi po strychach było chlebem powszednim i nie powodowało u niej wzmożonego wydzielania adrenaliny.

 To było dobre pytanie, czemu zabili matkę Blair, a je tylko  związali. Jak to możliwe, że istnieją takie istoty.
Też nie wiem, jak to możliwe, że istnieją demony, które mordują boru ducha winnych rodziców, a zostawiają takie wkurzające nastki.
Wiem! To była Międzyopkowa Brygada Do Spraw Utylizacji Rodziców! Myślicie,że skąd się biorą wszystkie te blogaskowe sieroty?

-Musimy się jakoś wydostać. -powiedziała Fleur.
-Czekaj, przecież braliśmy noże, a ja swój włożyłam do kieszeni bluzy.- powiedziała Annie
 
Tak - ci demony ich nie obszukały. A żadna dziołcha przypadkowo nie urżnęła sobie nogi tymi trzymanymi w kieszeniach tasakami… żadnych dobrych wiadomości dla analizatorek.

-Dawaj szybko, poszukaj go.- powiedziała Rose
Czyli… przynajmniej jedna z tych idiotek ma wolne ręce, tak? I nie wpadła na to, że zamiast szukać tasaka po kieszeniach powinna wyjąć komórkę i ZADZWONIĆ, SZMURWA, NA POLICJĘ?!

 Nagle usłyszały jakieś dźwięki z dołu. Może to znowu te demony.
Taa, znudziło im się włamywać przez strych, to próbują przez piwnicę.

Jeśli tak muszą się szybko wydostać. Annie zaczęła gorączkowo grzebać w kieszeni (To ona ma wolne ręce? To po co jej nóż?!), aż wyjęła mały nóż. Zaczęła nim rżnąc sznur, lecz na marne, był taki jak wcześniej.
Nie zmienił się w węża ani różową wstążeczkę? A to dziwny sznur!
Od rżnięcia sznur powinien  przecież zwinąć się w kącie i zapalić papierosa.

-Nie- powiedziała z goryczą Annie
 Dzwięk jakieś osoby poruszającej po domu był coraz bliższy, tak jakby ta osoba chciała zrobić jak najwięcej hałasu.
Zupełnie jakby ktoś miotał się po domu w przebraniu Żelaznego Tronu, co trzy kroki rzucając miednicę na kafelki.

- A jeśli to znowu oni, musi być stąd jakieś wyjście.
Polemizowałabym z tym wnioskowaniem.

- z słowami Rose drzwi otworzyły się Rose-Ali Baba, niech szczeznę!

i wszedł do pokoju jakiś młody chłopak.
Starzy chłopcy za drzwiami nerwowo podciągali krótkie spodenki i poprawiali sztuczne szczęki.

Miał ciemno-brązowe włosy postawione na jeża oraz intensywnie błękitne oczy postawione na sarenkę.
Wszystko to doskonale widoczne na strychu, gdzie, jak wiadomo, zawsze jest widno.

  Fleur poczuła ucisk w żołądku, przyszedł po nie, ale on zamiast je zabić (łeee…), podeszedł do nich z nożem intensywnie świecącym w ponurym pomieszczeniu i zaczął skrobać nożem w sznury
Podpowiem ci: nie skrob, bo to nie zmrożone masło, to przecinaj, słonko, przecinaj.
Mówiąc dosadniej - rżnij pan!

-Cholera mruknął.
-Kim jesteś spytała?- spytała Fleur.
Kim jesteś? Serio? Nie "Aaaaaa, uważaj, oni zabili Kristin, dzwoń po gliny, o bożeobożeoboże"? Dobrze, że nie "Mam wrażenie, iż nie zostaliśmy sobie przedstawieni".

 Chłopak spojrzał na nią z uśmiechem.
-Poznaliśmy się w Halloween.
 Fleur od razu wiedziała kto to.Niemożliwe! Pamięta gościa, którego spotkała niecałą dobę wcześniej! Naprawdę szacun.

Ciągle myslała o nim, zastanawiała się kim jest, a teraz stoi przed nią i jest naprawdę przystojny.
Pal licho śmierć matki jednej z koleżanek, dziwne stwory i uwięzienie. Przyszedł do mnie przystojny koleś!!! <33333 span="">
Toż mówiłam, że przyjdzie Tru Loff i o trupach wszyscy zapomną.

-Jack...
-Co tu robisz- spytała Annie
-Jestem takim waszym stróżem. Takim cieciem trochę. Musze was pilnować, dostaliście dar oczu.- powiedział,
Od teraz wszystkie będziecie mieć takie ślepka:
 
Dostaliście dar oczu i fiuta, najwyraźniej, bo coś się z rodzajami porobiło w tym zdaniu.
dostaliście dar oczu.- powiedział, a Fleur próbowała coś powiedzieć, ale Jack przerwał jej i powiedział-
- Dar OCZU, powiedziałem, nie MOWY!

Widzicie świat cieni, to jest bardzo niebezpieczny dar, więc dostaliście wyznaczonego stróża od starszyzny.
A one mają widzieć ten świat, bo…?
Starszyzny czego? I co jest w tym niebezpiecznego - od patrzenia na cienie można dostać zapalenia spojówek czy co?

Wiem że to bardzo strasznie wygląda, ale takie już przeznaczenie ludzi, którzy urodzili się odpowiednio.
Głową do przodu, bez cesarskiego cięcia i w terminie wyznaczonym przez lekarza prowadzącego ciążę.
A jaki z tym związek ma mordowanie rodziców i strychowe bondage?

Musicie być ze sobą spokrewnione, ponieważ ten dar otrzymują tylko osoby z rodu Barathion.
A może od razu Baratheon? Po co się ograniczać!
Mam wrażenie, że to właśnie o to chodzi, tylko aŁtorka wyłożyła się na pisowni.

  Fleur troch zagmatwało się w głowie.
Ktoś jej właśnie nawijał zwoje na szpulę. Bardzo małą szpulę.

One wszystkie pochodzą z jakiegoś rodu Barathion i mają dar oczu.
Tak, wiemy. Bo wspominałaś o tym pięć zdań temu. Jest to głupie, prawda, ale nie aż tak schulzowsko zagmatwane, żeby trzeba było robić podsumowanie co pięć zdań.

Gdyby nie to wszystko, myślałaby że to sen, ale trwał zbyt długo by mógł być nim naprawdę.
Proszę, niech tam przyjdzie jakiś ichni odpowiednik Joffreya Baratheona i je wszystkie wyrżnie…
Gdyby to trwało kilka dni, to jasne, można by wątpić - ale serio, kilkadziesiąt minut to nie aż tak długo jak na akcję snu.

-Czy dzisiaj jest prima aprilis? spytała Rose.
. . .
Serio?
Nie, serio?
Ktoś zarąbał matkę twojej przyjaciółki a ty pytasz, kurrwa, czy to prima aprilis?!
 

                                                             ***
 Siedziały w kółku w domu Fleur, nie było jej matki ponieważ była w pracy.
Albo też była martwa. Co to kogo obchodzi, ostatecznie - za kieckę już zapłaciła.

Jack obiecał im wszystko opowiedzieć, a dziewczyny bardzo chciały wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
Się im kurna nie dziwię.

-Kilka tysięcy lat temu- zaczął jack
Wiecie, trzy czy pięć, co za różnica w skali wszechświata.

- żył Edward Barathion, jego pierworodny syn został porwany przez czarnych ludzi, strauchy nazywali ich demonami,
Strauch to po niemiecku “krzak”. Demony zniosę, ale gadające krzaki?!
Wiesz, jeśli jeszcze były gorejące, to z tego może wyjść jakaś grubsza sprawa.
(A poza to już od pierwszego zdania jest rasistowskie, chromolę takie fantasy.)
I oczywiście "kilka tysięcy lat temu" funkcjonowały takie imiona jak Edward, o nazwiskach nie wspominając.

ale tylko sam szatan wiedział kim są naprawdę.- czarni ludzie zaczęli porywać ludzi, którymi się żywili.
Szatan, demony, gadające krzaki… jakoś podejrzanie biblijnie się robi, nie sądzicie?
Noo… Przy czym można wysnuć wniosek, że dopóki Murzyni - albo górnicy, trudno powiedzieć - żerowali na ludziach, było spoko, a problem zaczął się dopiero gdy doszło do porwań. Cóż, priorytety.

Byli też pod mocą większych czarnoksiężników, który wydawali im rozkazy typu „zabij i uwięź“.
Bardzo skomplikowane.
Ale po co więzić zabitych? Chodzi o jakieś wojny developerów cmentarzy?

Nie byli więc samodzielni.-przerwał na chwile- Edward wiedział co się dzieje na ziemi więc, postawił przed sobą przecinek niczym pawęż zapłacił pewnemu czarnoksiężnikowi, by jego ród obarczył winą za naprawdę fatalny język w tym opku darem wzroku dostrzegania ich i darem zabijania.
Ale czemu tak po prostu "zabijania"? To powinien być co najmniej dar śmierci zabijania ich. I skoro dopiero ten cały dar wzroku pozwalał widzieć - czyli zidentyfikować - afroamerykańskich górników, skąd wcześniejsza koncepcja, że to ludzie, w dodatku czarni?

Pieniądze nie były jedyną rzeczą, którą musiał zapłacić jego wszyscy synowie umarli, a dar mogł przejąć tylko córki.
Dar przejął więc córki i zabrał je do haremu.

Dzisiaj tych córek na Ziemi jest bardzo dużo (O matko, jakby córek Voldemorta było za mało...)(od razu widać, że koleś odniósł sukces genetyczny), niektóre nawet nie dowiadują się o swoim darze,nie które zostają przepołowione spacją naprowadzone przez aniołów stróżów, takich jak ja.
Stary, dupa z ciebie, a nie anioł stróż. Gdzie byleś, jak mordowali Kristin? Przecież jako matka Blair też musiała być z rodu Barathion.

Jakieś sto lat temu demony, utworzyło swój niewidzialny kraj dla obojnaków, normalnie ludzie go nie dostrzegają, ale córki Barahiona (Pisanie poprawnie nazw wymyślonych przez siebie jest dla lamerów), widzą go.
Tego kraja. A afrogórnicy poszli w nowoczesną państwowość w jakim konkretnie celu? Mieli problem ze sprawną dystrybucją podatków?

Wraz z tym krajem pojawiło się jeszcze więcej ciemnych istot,
Wyroiły się wprost z konstytucji.

wiele ludzi zostaje tam porawnych (popranych? porannych? wsio rawno?) i zabijanych tam dla pożywienia,  a demony żywią się krwią- westchnął- Demony teraz bardzo trudno rozpoznać.
Mała wskazówka: jak coś się na ciebie rzuci i zacznie ci wysysać krew, to prawdopodobnie jest to demon.
Ale czemu ma być trudno? Przecież do tej pory mówił, że albo się je widzi, albo nie. Teraz chodzą w jakichś demonicznych kominiarkach czy ki czort?

Moga wyglądać jak ludzie, ale boją się jednego czyli księżycowego kamienia. ten kamień odstrasza ich, a demony które go dotkną zostają spaleni.
No, z całą pewnością odstrasza poprawną deklinację.
No to rzeczywiście prawie nie da się ich pokonać. Przecież tak trudno zajść do byle sklepu jubilerskiego i kupić sobie na przykład takie coś:
 


-Więc my jesteśmy tymi córkami Barathiona i mamy ich zgładzić- spytała Blair, która miała czerwone i wilgotne od łez oczy.
-Nie same, my stróż pomagamy córką,
A my, Pigmejka, are not amused, jak widzimy to zdanie.

przewodzi nam straszyzna są naszymi mentorami.
A jak się ich nie słuchamy, to straszyzna nas straszy.
Nie no, serio…
Straszyzna są mentorami tych, które muszą zgładzić tych demonów - powiedział narrator, prąc przez polszczyznę z wdziękiem dywizji pancernej.

Możemy ozdrawiać i przenosić się z jednego miejsca na drugie- powiedział Jack-
Ale nie na tyle szybko, żeby uchronić was przed uprowadzeniem przez demony. Innymi słowy, nigdy nie będzie mnie tam, gdzie akurat bym się przydał, przyzwyczajajcie się.

muszę wam coś tez powiedzieć. Demonów jest coraz więcej co oznacza że zacznie się wojna i potrzebna nam każda córka Barathiona.- powiedział podając każdej naszyjnik z kamieniem- To są wasze kamienie księżycowe, niech was bronią. Przed wszystkim czarnymi istotami na tej Ziemi.
Skonstruujcie armatę miotającą pociski zrobione z takich kamieni i tyle. Wielkie mi halo.
Oj, bo ty tak rzeczowo od razu. A gdzie tu heroiczne zmagania? Gdzie miejsce na Tru Loff?

Biała Anielica Rozdział 5

___________
 Minął już miesiąc od rozmowy w domu Fleur. Jack więcej się już nie pojawił, a matka Blair została uznana jako zaginioną, przez władze. Nie było nigdzie ciała, więc nie mogli stwierdzić czy jest martwa.
 
Śladów krwi na strychu też nie znaleźli? Przecież nie wystarczy przejechać ścierą, żeby je usunąć.

Każdego dnia Fleur bała się że spotka to i jej mamę, bo ona też musiała być córką Barathiona.
Ależ skąd! Matka była podrzutkiem!

Na pewno i ona miała swojego stróża, który pilnował ją przed ciemnymi istotami, ale nigdy u niej nie zauważyła księżycowego naszyjnika, który sama nosiła.
A nie porozmawiała z nią o tym, bo…?
Nie podarowała jej podobnego naszyjnika, bo…?
Bo wiedziała, że kiedyś i tak będzie musiała zostać Opkową Sierotą. Co ma wisieć, nie utonie.

 Nagle przed nią w sypialni pojawiła się słodka blondynka, o miłych rysach i pełnymi niegramatyczności ustami. Musiała być stróżem, bo nikt inny nie mógł by się tak po prostu pojawić, nie wchodząc drzwiami. Wiedziała kim jest i że nie zrobi jej krzywdy, ale i tak się przestraszyła.
Anielica była tak bardzo samoświadoma, że aż się tego bała.

-Przepraszam, że tak bez uprzedzenia- zaczęła- Jestem Indigo- powiedziała i podała jej rękę, Fleur wstała z fotelu  uściśla ją.
Zatrzymuje czas narracji, jednocześnie doprecyzowując status ontologiczny anielicy. Gdy się jest córką Barathiona, takie rzeczy przychodzą z łatwością.

- Ty jesteś zapewne Fleur, Jack mówił mi o was, jestem jego przyjaciółką muszę się wami zaopiekować. Jestem na zastępstwie, Jackowi w ostatniej chwili wypadło jakieś zwiastowanie.
-A on czemu tego nie może zrobić?- spytała Fleur -  
-Pewnie wolałabyś opiekę mężczyzny, ale zapewniam cię jestem tak samo silna jak on. Dostał zadanie od starszyzny. Pilnie strzeżone i nie mogę ci powiedzieć jakie.
Zadanie było ukryte w sejfie na dnie oceanu i tylko nieliczni mieli do niego dostęp.

 Fleur, chciałaby by zaopiekował się nią Jack, utulił, pogłaskał i przytulił do mymłona ale lepsza taka opieka niż wcale (Dzięki ci, o łaskawa!) i gdzie mogli go wysłac miala nadzieje, że nie na jakąś niebezpieczną misje.
Ależ skąd. Przecież musi wrócić, żeby móc trólaffować, nie?

-A moja matka Rachel Thomas, ma swojego stróża?
 Gnębiło ją te pytanie chciała wiedzieć , czy jej matka jest bezpieczna.
-Spytam starszyzny.- powiedziała Indigo z szerokim uśmiechem, było u niej coś co kazała jej zaprzyjaźnić się z nią.
Im dłużej patrzę na to zdanie, tym gorzej ono wygląda.
A to nie jest tak, że wszystkie "córki" z automatu dostają przydziałowego stróża?Tam wcześniej było napisane, że niektóre nie dowiadują się o swoim rodowodzie. Więc może wybierane są tylko te ładne? Bo te mądre raczej nie, przepraszam, ale cechy bohaterek na to nie wskazują.

Jakby ktoś połączył je więzią.
“A ten młody mężczyzna w kurtce wreszcie podniósł czoło. Ciemne oczy spojrzały prosto w oczy Laury.
Poważnie, spokojnie.
A nawet – smutno.
Ale od tego długiego, mocnego spojrzenia złota nić zacisnęła się wokół serca w mocną pętlę i Laura na chwilę przestała oddychać”./M. Musierowicz, “Sprężyna”/


-A co z Blair, Annie i Rose?- czy one mają swoich stróżów
-Jak najbardziej, zapewne teraz się już poznali, teleportowaliśmy się w tym samym czasie.
 To była dobra wiadomość dla Fleur, przecież sam Jack nie mógł się nimi wszystkimi zaopiekować. Potrzebowały swojego własnego stróża.
Albo inaczej: ONA nie chciała się z nikim dzielić Jackiem.
To czemu na początku Jack wyraźnie stwierdził "jestem WASZYM stróżem"? I czemu ja wciąż próbuję szukać w tym blogasku sensu?

Może i im trafią się niezłe ciacha,  takie jak Jack....no właśnie.
                                                         ***
-Dobra to co robimy?- spytała Fleur Indigo
-Może obejrzyjmy piękny zachód słońca, a później piękne gwiazdy, tworzące galaktykę na naszym niebie- powiedziała Indigo spoglądając przez okno.
1. W mieście rzadko kiedy widać gwiazdy
2. Musiałybyście cholernie długo patrzeć, żeby objąć wzrokiem Drogę Mleczną
3. Nie same gwiazdy tworzą galaktykę. Weźcie się w ciemną materię spróbujcie zapatrzeć, to do was pasuje
4. Nie macie przypadkiem jakichś górników do ubicia, wojny do wygrania? Jeśli przez tysiące lat polowanie na demony wyglądało właśnie tak, przestaję się dziwić, że te zdążyły założyć własne państwo.

-To nie dla mnie- powiedziała uśmiechając się kwaśnie i niegramatycznie do dziewczyny.
  Indigo ciągle patrzyła na okno, jakby chciała tam coś zobaczyć.
Na przykład szybę. Albo rozpaćkanego komara. Co innego można zobaczyć na oknie, a nie przez nie?

-Gdzie jest ta cała starszyzna?
-Hmm, wysoko, ponad chmurami w niebie
Ponad chmurami w niebie to jest stratosfera i potrzebne by im tam były skafandry ciśnieniowe.
Może to jest starszyzna w skafandrach? Tylko jak sobie w takim skafandrze położyć koc i kota na kolanach, to ja nie wiem.

-Aha.
  To jednak niebo istnieje, jest Bóg i są aniołowie.
E.T. czuje się zawstydzony tym wnioskowaniem.
Eee… Bóg = kosmiczna starszyzna? Odważne.


-Opowiesz mi o was?
-To długa historia, ale mamy czas. -powiedziała,a później zaczęła mówić -Aniołowie w raju dzielili się na oddanych Bogu i na oddanych Lucyferowi.
Znaczy, ci oddani Lucyferowi też byli w raju? No patrz, coś czułam, że namieszali w tym Starym Testamencie.

Ja na początku byłam pod rozkazami Lucyfera, ślepo podążałam z nim, pragnęłam być taka jak on. Nie wiem co mnie wtedy skusiło by podążać za ciemnością. Na początku był dla mnie wielkim wzorcem. Nie wiem dlaczego byłam taka głupia.
To pewnie młodzieńczy bunt. Przecież nie jest tak, że dysponujecie postrzeganiem dalece przewyższającym ludzkie i w ogóle.

Poznałam później Jacka, który nawrócił się z ścieżki wojennej Lucyfera i zakopał topór wojenny pod drzewem Poznania Dobra i Zła dołączył do Boga.
Czyli to nie jest tymczasowy pseudonim operacyjny. Ten anioł naprawdę nazywa się Jack.
 

Pomógł mi uciec od niego. Opowiedział mi o życiu w światłości.
Bo wcześniej nie miałam o tym pojęcia, w końcu byłam tylko aniołem w raju!

Na początku kryliśmy się w raju, tam każde drzwi prowadziły do magicznych krain. Byliśmy razem, nierozłączni przyjaciele i stróże ludzi.
No, wiele to się nie nastróżowali chyba, bo w raju była tylko dwójka, a i to raczej krótko…
Za to konstrukcja raju jakoś podejrzanie przypomina Sigil z uniwersum Planescape. Może to tylko jakaś szurnięta deva?

Gdy zaczęła się wojna byłam przeciw Lucyferowi byłam razem z Bogiem, broniłam raju, lecz Lucyfer był silniejszy od nas wszystkich. Bóg zobaczył co on robił i co próbował zdziałać więc wygnał go z raju do piekieł razem z jego sługami.
Znaczy, najpierw wybuchła wojna, a potem dopiero Bóg go wygnał, bo zobaczył co Lucek robi?
Ja rozumiem, że stwórca jest stary i w ogóle, ale żeby aż tak wolno kojarzyć fakty…?
I Bóg tylko próbował coś tam zdziałać, w końcu miał ograniczone pole manewru.

Bóg wiedział, że będzie i wiele więc powstań przeciwko jemu, więc wszystkie anioły wygnał z raju i stworzył im inny świat, na którym żyjemy.
Seems legit. Coś jak pracodawca, który zwalnia wszystkich pracowników ze strachu przed strajkiem, zamiast dać im godziwe płace i umowy o pracę.

Przewodzi nam starszyzna, czyli byli oddani  zwierzchnicy Boga.
Zwierzchnicy Boga.
 

Wszystkim aniołom dali ludzi do obrony.
Czyli… ludzie mieli bronić aniołów, tak?

Każdy musi go pilnować i nie pozwolić by ktoś go zabił.
Kto każdy? I kogo pilnować? Mnie ta gramatyka zaraz przyprawi o atak padaczkowy.

Bo jeśli człowiek, którego bronimy zostanie zabity, popełni samobójstwo lub zejdzie na złą ścieszke (albo druszke) to będzie tylko nasza wina i musimy to wszystko odpokutować tyle czasy ile osoba ,którą broniliśmy miała lat.
Łooookurwaaa, faktycznie, biedni wy. Och, cóż z tego, że człowiek zginął - musimy za to pokutować! Teh drama! A ludzie nie mają nic do gadania w sprawie swojego życia, samobójstw popełniać nie lza, bo wtedy pan aniołek będzie musiał klęczeć na grochu. Aniołowie - mamy coś dla was.


Raz, w XVII wieku, zginął mężczyzna, miałam go bronić przez złem i ludźmi (Bo zasadniczo zło bierze się nie z ludzi, a ze słoików z kremem czekoladowym, a przynajmniej to zło, które nocą zwęża ubrania), ale on został zamordowany. Byłam zamknięta przez 25 lat, w krainie śmierci. Widziałam tam tylko ciemne duszę zmarłych ludzi. Moje poczucie winy nie pozwalało mi funkcjonować.
A jak konkretnie mogłabyś tam funkcjonować? Urywać słowom zbędne ogonki?

Gdy starszyzna mnie wypuściła, nigdy nie byłam taka jak wcześniej Nie miałam siły, aż dostałam nowy przydział, wtedy wiedziałam już co znaczy prawdziwa lolajnośc.
Prawdziwa lolalność polega na głośnym  śmianiu się. Ewentualnie mówienia i pisania często lub .
Lola lolajna, Lola nielolajna.

Odzyskałam stracone siły, Poczucie strachu i winy minęło. Została tylko radość. Juź więcej razy nikt nie zginął przez moją nie uwagę.
Eee… to tamten człowiek zginął, bo akurat byłaś zajęta czymś innym? Patrz, kolejny prezent!
 

Mam nadzieje, że nigdy nie będę musiała zejść do krainy śmierci- Indigo przewała Fleur zauważyła łzy w jej oczach, jakby nadane rany posypała szczypiącą sól.
Nadane rany Indigo nosiła na piersi jak generał medale.

 Chciała ja jakoś pocieszyć przytulić. Wiedziała jednak, że nie powinna tego zrobić anielica sama rozwiążę swoje wewnętrzne krzywdy i cierpienie.
Eeee tak? A wiedziała to skąd? Podpowiedziały jej to jej wewnętrzny egoizm i wdupieinnychmanie?
Tak, w końcu boCHaterka ma tyyyle własnego cierpienia do rozwiązywania!

Patrząc na nią, czuła współczucie, Indigo musiała wiele przejść będąc zamknięta przez 25 lat w krainie śmierci.
Ehe, dla istoty nieśmiertelnej 25 lat to naprawdę kupa czasu.
Well, przynajmniej ŻYJE. I co w zasadzie jej się tam działo takiego strasznego? Znaczy, te dusze ludzi były tam cały czas, więc to raczej im należałoby współczuć.

  Dotknęła jej ramienia, Indigo od razu jakby się ucieszyła.
Bo na ramieniu miała taki magiczny pstryczek-elektryczek odpowiedzialny za prawdziwe lolanie.

Podniosła oczy do góry i Archanioł Pleonazmiel spojrzał na nią łaskawym okiem spojrzało w okno, a po chwili z jej pleców wyrosły duże białe skrzydła.
Rozpierniczając lampkę nocną i strącając ramki ze zdjęciami z półek.
No co - “Supernatural” to tylko rozrywkowy serialik, ale tam jak anioł miał skrzydła, to takie:
 
Tutaj mamy raczej takie:
 

Wyglądała w nich tak zwyczajnie, jakby nigdy się z nimi nie rozstawała.
Podczas gdy na ogół zostawiała je a to w pralni, a to w na poczcie.


-Piękne- wyszeptała jej Fleur dotykając piór. Były gładkie w dotyku, od razu w oczach zobaczyła swoje życie w przeszłości; urodziny Blair, razem świętują jej 13 rok na ziemi, później zobaczyła rodziców świętujących swoją rocznice ślubu, Fleur spoglądała na nich ukradkiem przez szparę w drzwiach. Wyglądali na takich szczęśliwych. Następnie zobaczyła Matta i jej pierwszy pocałunek z nim bardzo go kiedyś kochała, ale było to 2 lata temu i rany po zerwaniu zagoiły się. Później zobaczyła imprezę Halloween i Jacka.
-Co to było?- spytała zdziwiona Fleur dysząc przed Indigo.
-Skrzydła anioła, pokazują nasze najpiękniejsze chwilę.- odpowiedziała
-To coś niesamowitego.
Pozwólcie że podsumuję tę scenę ilustracją:

 Po chwili jej księżycowy naszyjnik zawieszony, na szyi zaczął świecić jaskrawym światłem. Nie wiedziała co się dzieje, ale widząc minę Indigo wiedziała, że to nic dobrego.
-Otwórz okno, a następnie złap się z mojej szyi z przodu.- powiedziała Indigo,
Ale jak można złapać się czyjejś szyi? Anielica ma na podgardlu korale jak indor?

a Fleur wykonała zadanie. -Oni tu przyśli.
Łójzicku, bida, bida, bo złe ludzie pśyśli!

-Co! A co z moją mamą. Jeśli tu przyjdzie i zasta ich.- krzyknęła Fleur
Jak ich zasta, to… w sumie nie wiedza, co zrobia.
Ktoś wprowadził embargo na stosowanie znaków zapytania?

-Nie martw się nic się jej nie stanie. -powiedziała uspakajając
-Nie mogę na to pozwolić żeby jej się nic nie stało, przecież mam mój naszyjnik a on mnie obroni.- powiedziała Fleur choć nie była tego pewna.
Dlatego zdejmę ich wszystkich sama, naparzając w nich naszyjnikiem. Brzmi jak plan.

-Jeśli jest ich więcej to nic im nie zrobisz, a ja sobie też sama nie poradzę. Polecimy do pracy twojej mamy i namówimy żeby nie przychodziła do domu.- Fleur przystała na to, złapała się jej szyi i wyleciały w powietrze niebo. Po chwili do jej pokoju weszły ciemne istoty, warknęła (Kto warknął? Narracja chyba, ze złości że przez popieprzoną gramatykę nic tu nie ma sensu.) i spojrzały na niebo gdzie widać było dolatującą anielice.
Dolatującą właśnie do Władywostoku. I czemu ciemne istoty nie zaczną ich, nie wiem - gonić, śledzić?

Życie jest trudne... Rozdział 6


  Nie było czasu by nacieszyć się pięknym lotem. Podziwiała niebo, ale i tez  z lękiem  patrzyła na swój dom, który był bardzo daleko w dole.  Zobaczyła czarne zakapturzone istoty, które wyglądały ze złością przez okno. Były złe, można to było wyczytać z ich wzroku.
A widziała ich wzrok z takiej odległości, bo jej babcia była sokołem.
A jeszcze niedawno nie widziała nawet ich twarzy, tak dokumentnie były zakapturzone. A może to jakaś inna odmiana czarnego luda?

Gdyby nie było Indigo, pewnie by już nie żyła, nie wytrzymałaby starcia z demonami i na pewno nie pomogły by jej księżycowy amulet, który dostała od Jacka.
Zatem po wuja jej w ogóle taki dawał?
I czy ona nie powinna się już zacząć szkolić w pokonywaniu ich? Na wypadek, gdyby zdarzyło się to, co się właśnie zdarzyło?

    Fleur była okropnie zła czemu jej trafił się jej dar, zamieniała by go na wszystkie inne skarby, które są na Ziemi. (...)
  Lecz wtedy nie poznałaby Jacka, choć on do niej nic  nie czuł, ona bardzo się nim zainteresowała, po tym jak na balu dziwnie z nią rozmawiał, każdego dnia się w nim po trochu zakochiwała,
Tak, zakochaj się w facecie, z którym zamieniłaś dwa zdania - nie licząc spotkania na strychu. A potem zaśpiewacie piosenkę rodem z filmów Disneya i będziecie żyć długo i szczęśliwie.
No tak, zagadał do niej cytatem ze "Zmierzchu", więc już nie ma zmiłuj - tru loff rośnie wokół nas i tak dalej.

choć po drodze na pewno rozbije sobie serce na miliony kawałków, ale i tak będzie to  warte.  
Zagram wam coś.
 

Na świecie będzie więcej miłości, choć nieszczęśliwej, Jack nie mógł odwzajemnić jej uczucia, był przecież aniołem, a ona tylko śmiertelniczka z małym problem.
Eee tam, ginekolog przepisze maść i problem minie.

[Fleur widzi, jak jej matka całuje się z szefem, robi jej scenę, wybiega z płaczem i w potokach angstu wraca do przyjaciółek, którym opowiada, że ścigały ją demony.]

-Nic się nie stało uciekliśmy – powiedziała Fleur, a później opowiedziała im jak zobaczyła matkę całującą się z jej szefem.
  Dziewczyny były bardzo zszokowane,  to nie było do przyjęcia, przecież dopiero wzięła rozwód.
Jakie dopiero? Przecież z mężem rozstała się podobno dwa late temu. Ma teraz przez kolejne dwa nosić czarny welon i na widok każdego faceta okładać się pejczem, a rany posypywać solą?
Do skutku, póki się znowu nie zejdą. Bo boCHaterka tak chce i co z tego, że jest już prawie dorosła i mogłaby zacząć rozumieć pewne sprawy.

  Nagle pojawił się Jack, za nim pojawiły się niebieskie strzępki.
Kto wsadził smerfy do miksera?!

Musiał się teleportować.
-Fleur, twojej matki nie ma w spisach cór Brathiona. Nie możecie być ze sobą
spokrewnione, inaczej ona też by miała dar.
Kwi, miałam rację że matka jest podrzutkiem! :)))
No bo kto to widział, żeby matka boCHaterki się gdzieś tam z szefem po kątach… brrr! Musi przyszywana.

 Fleur,  była szokowana, jej matki nie było w wpisach, przecież dar wzroku był dziedziczny. Nie mogła przecież tego odziedziczyć po ojcu bo szło to tylko przez żeńską linie genetyczną.  To na pewno oznaczało że jej matką, nie jest jej biologiczną mamą, tzn. że całe jej życie jest jeszcze większym kłamstwem. Poczuła nienawiść, myślała że w jej życiu chociaż matka jest prawdziwa, w tych wszystkich kłamstwach, myślała że jest trochę prawdy, ale jak zawszę się myliła.
Ale kto powiedział, że to "szło przez żeńską linię"? Przecież mowa była tylko o tym, że u kobiet to się uaktywnia, nie ma żadnych podstaw by sądzić, że nie odziedziczyła tego po ojcu.
Tak, bo nie powiedzenie dziecku, że jest adoptowane, to najwyższa podłość, jaka powinna być karana śmiercią.
I gdzie tam są te wszystkie kłamstwa? Ktoś zataił przed boCHaterką, że w rzeczywistości jest szympansem, a Święty Mikołaj nie istnieje?
Bohaterko, idź i umrzyj, proszę.

23 komentarze:

Anonimowy pisze...

tylko rozrywkowy... "serialik"...? ;___;
Btw, to opko jest zerżnięte z "Miasta Kości" aż zęby bolą.

Anonimowy pisze...

W przebraniu Żelaznego Tronu i afrogórnicy byli super,ale przy wojnach developerów cmentarzy to już się śmiałam w głos.
Druga część lepsza od pierwszej,świetne
Właśnie:serialik?
Ehem ehem..

Chomik

Arkadiusz pisze...

Analiza świetna, jedna z lepszych. Ale: owszem, nie powiedzieć dziecku, że jest adoptowane, to JEST bardzo paskudne postępowanie.

Monika pisze...

"Międzyopkowa Brygada Do Spraw Utylizacji Rodziców!"
Padła, umarłam,powstałam, płakałam... i umarłam znów :D
Szkoda, że takie krótkie;)
Odkryłam, jak aŁtorki tworzą opka... cztery piwka i sprawa załatwiona :)))

Marta Kostecka pisze...

Sorry, ale jak wrzucacie gify z Deanem, to mi automatycznie oczy się odrywają od tekstu :D

Amy Gryffin pisze...

Pigmejko, czyżbyś była fanką Supernatural? ^^
Gify z Winchesterami rozpraszają bardzo skutecznie. Tylko Castiela mi brakowało...
A opko jest tak obrzydliwie głupie, ze pomimo wspaniałej roboty analizatorek nie dobrnęłam do końca :/

Szerpa pisze...

Amy Griffin - właśnie, też mi Cassa zabrakło, przecież ilustracją Supernaturalowego anioła mógł być Castiel rozkładający skrzydła :)
a tak w ogóle to prosimy o jak najwięcej gifów z SPN.
A opko - MASAKRA, chwilami ciężko zrozumieć co aŁtorka pisze, tragedia po prostu, polska język - trudna język, no ale, kurczę bezprzesady, do szkoły jakiejś chyba chodzi(ła?)Podziwiam analizatorki za wytrwałość, naprawdę...
Captcha chyba też zgłupiała, bo się prehistorycznie rozchichotała - prehichi ;)

Justyna B pisze...

Kocham Wasze wszystkie analizy. Idealnie poprawiają mi humor, a przy niektórych tekstach śmieję się w głos! Ta analiza także mnie nie zawiodła. Dziękuję za czas i chęci jakie wkładacie w prowadzenie tego bloga. A Ałtorkom tekstów analizowanych życzyłabym, żeby dwa albo ewentualnie dwadzieścia razy pomyślały zanim coś napiszą! :D

Vrolok pisze...

AAAAA! To jedna z tych analiz, kiedy zastanawiam się, kiedy mama do mnie wparuje pytać, co się u mnie dusi i umiera w agonii, kwiku i chrumkaniu. XD Leżę po prostu! Leżę! XD

Niemniej...
"Aniołowie w raju dzielili się na oddanych Bogu i na oddanych Lucyferowi.
Znaczy, ci oddani Lucyferowi też byli w raju? No patrz, coś czułam, że namieszali w tym Starym Testamencie.
Ja na początku byłam pod rozkazami Lucyfera, ślepo podążałam z nim, pragnęłam być taka jak on. Nie wiem co mnie wtedy skusiło by podążać za ciemnością. Na początku był dla mnie wielkim wzorcem. Nie wiem dlaczego byłam taka głupia."

Jednak nie. Zanim Lucyfer łaskawie wszystko rozpierdzielił, to jednak trochę czasu minęło, on zdążył wyrazić jasno kilka razy swoje poglądy i zostać pouczonym, że tak nie należy i kiedyś Tatuś się zdenerwuje i mu nakopie do dupska; nawkurzać Boga i Michała, po czym dopiero zrobić potężny bunt - kiedy już zebrał dostateczną liczbę zwolenników i wyszedł z siebie. Tudzież - dziewczyna jak najbardziej mogła być jedną z jego zwolenniczek, bo Lucyfer głupi nie był, umiał manipulować, był najukochańszym synem Boga i ucieleśnieniem ŚWIATŁA, nie ciemności. Tego bym się czepnęła. ;)
Poza tym charyzmatyczna z niego bestia. ;P

Anonimowy pisze...

O rany co za dno! Chociaż anioł Jack był przezabawny. A takie kalanie języka powinno się karać
Duży plus za gif z Rennerem, uczyniłyście mój dzień piękniejszym
Ammy

Anonimowy pisze...

Był już anioł Stefan, teraz anioł Jack... Czekam na anioła Wieśka. Może jemu uda się zreanimować zamordowaną przez aŁtoreczkę gramatykę?
Ejżja

Anonimowy pisze...

Analiza IDEALNA, a co do opka nie mam słów. Odwaliłyście jak zwykle kawał dobrej roboty.
Jeden fragment szczególnie utkwił mi w pamięci.

Jakby ktoś połączył je więzią.
“A ten młody mężczyzna w kurtce wreszcie podniósł czoło. Ciemne oczy spojrzały prosto w oczy Laury.
Poważnie, spokojnie.
A nawet – smutno.
Ale od tego długiego, mocnego spojrzenia złota nić zacisnęła się wokół serca w mocną pętlę i Laura na chwilę przestała oddychać”./M. Musierowicz, “Sprężyna”/

Dosłownie o tym samym pomyślałam :D

Anonimowy pisze...

Umarłem xD leżę i nieżyję xD
Mnie osobiście rozbroiło też "Podziwiała niebo, ale i tez z lękiem patrzyła na swój dom, który był bardzo daleko w dole. " wyobrazam sobie dom w dole. Takim wykopanym. I to jeszcze daleko xD dawno się tak nie śmiałem xD

Anonimowy pisze...

To opko było tak beznadziejne, że ratowały je tylko komentarze analizatorek. Niemniej jednak chciałabym się dowiedzieć, co będzie dalej... Chyba jestem masochistką.
Ogromny plus za Rennerowy gif. Wieczór zrobiony.

blazequ - że jak?

Anonimowy pisze...

"nie powiedzieć dziecku, że jest adoptowane, to JEST bardzo paskudne postępowanie", może ją podmienili w szpitalu i nawet rodzice się nie zorientowali? ;-)

żeńska linia genetyczna mnie powaliła :-)

Miłego dnia,
Lothwena

Anonimowy pisze...

Zgłaszam bloga, którego znalazłam: http://czarna-odchlan-dusza-zostanie-z1d.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Nie, ja tego nie ogarniam. To chyba najbardziej niegramotny szajs, na jaki trafiłyście.
Ale też z drugiej strony jedna z najzabawniejszych analiz. Kot mi zwiał sprzed nosa, jak za którymś razem ryknęłam śmiechem. XDDDD
thingrodiel

mysza pisze...

Zwierzchnicy Boga :D :D :D

Anonimowy pisze...

W dodatku ktos sie tutaj naogladal Charmed i przypadl mu do gustu watek Leo i Piper :P

Anonimowy pisze...

Charmed to był dopiero głupi serial :D podbiegają te trzy siostry do chłopa (zwykły śmiertelnik) i taki dialog:
- żyje?
- żyje!
- a ma serce?
- ee... mmm *sprawdza* ma

Jedna z moich ulubionych analiz! Uwielbiam opka w których czyjaś matka ginie i wszyscy mają to tak bardzo gdzieś.

Sick Boy Barker pisze...

"gdzie widać było dolatującą anielice." - może nie "dolatującą", a "dochodzącą"? (odejdź, Miazmacie!)

blinkowa

Anonimowy pisze...

Od rżnięcia sznur powinien przecież zwinąć się w kącie i zapalić papierosa.

Skarb, nie analiza! Od dzisiaj bohaterowie przecinający więzy już nigdy nie będą wyglądać tak samo.

A poza tym dar oczu, a nie mowy, Jack tulący do mymłona i Lola lolajna... prawdziwa uczta. Za to język oryginału przyprawia niemal o konwulsje. W jakim stanie umysłu trzeba klepać w klawiaturę, żeby spłodzić takie zdanie jak "my stróż pomagamy córką"? I dlaczego te autorki nigdy nie czytają swoich tekstów po napisaniu? Choćby jeden raz? Choćby po to, żeby poprawić najgorsze byki, te co im je Word podkreślił na czerwono? Ale nie, klepią jak szalone, byle co i byle jak, póki się nie zmęczą, a potem od razu "wyślij" i sruuuuu! płyń po blogach i oceanach.

sztefa001 pisze...

Jak na razie jestem na gifie z Supernatural. Z ciekawości wyguglałam w grafice 'damon nad noach' i zauważyłam zdjęcie Dean'a. Z ciekawości kliknęłam i odesłało mnie z powrotem do was, więc wracam do czytania :3