piątek, 11 października 2013

Czysta Bzdura, czyli zamarte serce i podziemne salta

Witajcie!
W tym tygodniu nie będzie seksów - będzie za to przystojny Wiking, którego drobną wadą jest picie krwi i spalanie się na słońcu (ale za to ma przecudny uśmiech),  blady szatyn o imieniu Bill (z dziwną obsesją na punkcie mordowania piętnastolatek) i (oczywiście!) mroczna, twarda nastolatka wychowana na ulicy, która potrafi mdleć na zawołanie, a także chować twarz w dłoniach - choć jeśli trzeba, zrobi nad przeciwnikiem salto pod jego nogami! Poza tym wiać będą złowrogie wiatry, a serca wykonać ostatnie uderzenia, by zamarĆ na wieki.
Tak, dobrze się domyślacie - oto przygody Mary Sue w świecie serialu True Blood!
(Znajomość kanonu nie jest niezbędna, bo większość kwestii wyjaśniamy w komentarzach. Ale jeśli ktoś kanon zna, będzie go bardziej boleć - ostrzegamy!)
Indżojcie!
Adres blogaska: http://eric-northman-rose-opowiadanie.blogspot.com/
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.


[od AŁtorki] jest to opwiadanie o Ericu Northman i poprawnej deklinacji pewnej dziewczynie. Specyficzny porządek w Bon Tembs
 BON TEMPS. Pierwsze zdania, a już błąd w nazwie miejscowości. Co będzie następne? Soogie Stachaus? Pill Compton?
zostanie zakłócony przez ową dziewczynę, a szczególnie wywróci ona życie Erica Norhmana, przerzuci je jak hałdę obornika, ale czy w pozytywny sposób? 
Ale Eric Northman jest z tym Norhmanem jakoś spokrewniony, czy co…? 
To kuzyn wujka dziadka jego siostry.
Każdy z nas co dzień musi się zmagać z rutyną. 
Wolę się zmagać z rutyną niż z na przykład nieprzyjemnymi niespodziankami albo kataklizmami. Ale może to ja, może inni wolą jak im się niebo wali na głowy.
A może narrator się zmaga z niedoborem witaminy P?

Zwykły dzień, w zwykłym miejscu, w zwykłym mieście.
I tylko przecinków jakby więcej, niż być powinno.


Na ulicach słychać szum i trąbienie pędzących aut.
A co tam szumi? Auta mają zamontowane dźwięki morza zamiast zwykłych odbiorników radiowych?
Najnowsze trendy w wiejskim tuningu przewidują husarskie skrzydła przy owiewkach.


Gdzieś w gwarze tłumu da się usłyszeć strzępki rozmów, stukot obcasów i przelotne powitania. A gdyby tak nagle wszystko zamilkło. Zostalibyśmy tylko my i cisza… nie, nie mogę sobie nawet tego wyobrazić.
A gdyby tu było przedszkole w przyszłości…
A jakby tak w mp3 bardzo głośno nastawić ciszę...


Wszyscy mamy jakieś cele, pragnienia i skryte myśli.
A czasem nawet tak bywa, że po poniedziałku jest wtorek. Jeszcze jakieś nie cierpiące zwłoki i wielce oryginalne spostrzeżenia, zanim przejdziemy do rzeczy?


Pędzisz ulicą nie zwracając na nic uwagi, niby jesteś tu a jednak tak daleko.
A tymczasem tuż obok ciebie rozgrywają się codzienne dramaty i ptaki wiją gałęzie w gniazdach, czy jakoś tak, a ty ciągle tylko w tych słuchawkach i na tym fejsie, młody człowieku i w ogóle życie ci przecieka między palcami.
Narratorze...
 


Z błogiego stanu wytraca cię lekkie szturchnięcie. Wasze oczy na chwilę się spotykają, twoje i tego szturchnięcia, bo oto okazuje się, że szturchnęło cię Złe Szturchnięcie z Kosmosu (z oczami) i jakby wszystko stanęło w miejscu. Jednak tłum pcha już cię dalej.
Ten tłum w Bon Temps?
Pewnie chodzi o te wszystkie wampiry, wilkołaki i inne -łaki, jakie wyroiły się w ciągu wszystkich serii.


Dopiero po chwili dociera do ciebie co w nich ujrzałeś.   
Sharingan? Hello Kitty? Wyniki Totka na przyszły czwartek?
 Początki astygmatyzmu?


Ten smutek… ta rozpacz… ten strach przed jutrem. 
Sesja? Matura? Studniówka? Obstawiamy!


Gdy na twojej skórze czujesz pojedynczą, mokra plamkę.
 Znaczy to, że gołąb na ciebie narobił. Albo że będzie padać, a ty nie masz parasolki, za to założyłaś najlepsze buty. Albo że świat płacze z rozpaczy, że takie opka powstają.


I już wiesz, że niebieskooka płakała, a ta niby nic nieznacząca kropla miała w sobie tak wiele lamentu, którego jej umysł nie mógł już znieść. 
Yyyy…? Nie wiem, o co chodzi, ale Samotne Łzy zawsze w cenie.
Może chodzi o personifikację nieba? Jakieś takie szujstwo się unosi nad Bon Temps?
 


Próbujesz ją odszukać, jednak zniknęła już za najbliższym zakrętem zagłębiać się w najbardziej kryminogenną ulicę w tym mieście. 
No milordzie! Czemuż młoda dama zaniechała ostrożności i zagłębiła się w miejsce statystycznie istotnie skorelowane z przestępczością, z przestępczymi i dewiacyjnymi zachowaniami poszczególnych jednostek ludzkich?
Cokolwiek ją od tej chwili spotka, sama to sobie uczyniła! Ladacznica.
BTW, ona "zniknęła zagłębiać się"? Serio? Bo to brzmi trochę jakby laska zaraz za zakrętem wwierciła się w chodnik.


Co taka młoda i delikatna osoba może tam robić?
A skąd Postronny Obserwator może wiedzieć, że delikatna? Ma na czole metkę zabraniającą prania jej w wysokich temperaturach?


Twoje serce na chwilę staje a myśli krążą wokół owej postaci, ale tylko chwilę, bo w końcu masz własne problemy. 
A poza tym jedna myśl na minutę to za dużo!
A i ustawanie serca na dłuższą metę nie wychodzi na zdrowie.


Musisz zarobić na czynsz, zmagać się z szefem i uważać na każde swoje słowo. Pewnie to jeszcze jedna osoba, którą spotkała nieszczęśliwa miłość.
Oj dżizas, może po prostu miała tamtędy krócej na przystanek, a oczy jej łzawiły od wiatru. Czy każdy, kto się"zagłębia w kryminogenne dzielnice" musi od razu cierpieć z miłości? Za chwilę mi powiesz, narratorze, że ona próbowała zsummonowac Edwarda.


Lecz gdybyś znał jej historię to nie minąłbyś jej z zobojętnieniem i niepoprawnością stylistyczną.
Ośmielę się zauważyć, że gdybyś znał historię każdego, kogo mijasz na ulicy, każdego, to nikogo nie mijałbyś obojętnie i w krótkim czasie wylądowałbyś u czubków. Innymi słowy, Twoje podchody, by mnie zainteresować, Narratorze, są równie skuteczne, co pieprzenie mi o głodnych dzieciach w Afryce, gdy nie mam siły dokończyć pizzy.


Mam na imię Rose False, (czyt. Rołz Fals) i jestem Fałszywą Różą, co pod inną nazwą inaczej pachnie (tak trochę pomidorem) a to jest moja historia, wyklętej przez rodziców, uciekinierki z poprawczaka oraz 15-latki bez stałych dochodów i dachu nad głową.
We wtorki i piątki jestem wyklęta, a w poniedziałki i środy - piętnastolatką. W pozostałe dni jestem po prostu boCHaterką opka.

Moja praca była zmienna.
Raz ja wklepywałam słupki do Excela, raz słupki wklepywały mnie…

Raz udawałam czyjąś dziewczynę, raz gdzieś zatańczyłam bądź byłam kelnerką a raz robiłam rzeczy, których naprawdę żałuję…
Szczególnie, że łamałam prawo, bo w Luizjanie można uprawiać seks z osobami powyżej 17 roku życia.
Kto zatrudni piętnastkę jako fejkową dziewczynę? Roman Polański?

byłam ubrana w tą sukienkę [zdjęcia niżej], rozpięty ten płaszcz i te botki, do tego miałam czarną torebkę włosy spięte w kok.
Torebka była z włosów? Włosy były zamknięte w torebce? Pytań przybywa.

Kupił mi te rzeczy pewien mężczyzna, z którym miałam pójść na chrzciny, a z którego nabijali się koledzy, że jeszcze nie ma dziewczyny.
Kwi. Ja wiem, że chrzciny to spęd rodzinny jak każdy inny, ale wynajmować panienkę akurat na taką okazję… kwi.
Zwłaszcza piętnastoletnią. Nobliwe babcie z pewnością były zachwycone.

Niewiarygodne jak dla niektórych kłamstwo, jest lepszym wyjściem od prawdy.
Niewiarygodne, jak niektórzy wolą robić rzeczy, których potem naprawdę żałują, niż zatrudnić się na zmywaku albo w jakimś markecie.

Skręciłam odruchowo w jakąś wąską uliczkę a to, co tam zastałam mnie sparaliżowało  
Dowiemy się kiedyś, czemu boCHaterka ma odruch skręcania w wąskie uliczki?

[od AŁtorki] i jak? ale szczeże? ;)
Szczerze? Czytam i nie wieŻę
.
Jak widzicie, jest to idealny strój na uroczystość religijną. Rodzice dziecka, jego dziadkowie i krewni z pewnością byli zachwyceni.




-zostawcie go- zaczęłam zszokowano (i zmieniająco płeć) biec w ich stronę.
I biegło tako zszokowano, że aż jej wielkie litery pourywało.

Była tam 3 ludzi… no nie całkiem, bo 2 mężczyzn
3 ludzia, 2 mężczyzn i 0 gramatyki.

(jak mniemam z tego całego stowarzyszenia słońca, czy jakoś tak) stało z pistoletami na drewniane naboje, nad skutym srebrnymi łańcuchami wampirem. Jego skóra dymiła jednak dalej śmiał im się szyderczo w twarze i ciągle wygrażał.
To najwyraźniej był wampirzy Czarny Rycerz.

Nie powiem było źle. Ale się wpakowałam, ale przecież nie zostawię go tam. Nikt nie zasługuje na śmierć.
Dlatego rzucę się na uzbrojonych dorosłych mężczyzn z błyszczykiem i tuszem do rzęs! Błyszczykiem ich oślepię, a potem zatuszuję całą sprawę!

-bo, co niunia?- zapytał brunet odwracając się- uhu, ale kocica. To, co dziś w mojej sypialni o 12?
To, co dziś w mojej sypialni, nie nadaje się do ujęcia w żadnym ludzkim języku.

-sorki, ale nie jesteś nawet blisko mojej bariery seksowności, preferuję mniejsze zbiry- Warkłam. A potem bekłam i go kopłam. A teraz go wypuść, bo wsadzę ci ten pistolet głęboko w pewien otwór!
- W studzienkę kanalizacyjną - uściślił jeden z maoryskich rugbystów, którzy w liczbie sześćdziesięciu zawsze jej towarzyszyli i których obecność była jedynym powodem, dla którego napastnicy jeszcze nie rozsmarowali jej na ścianie.

-a, co jak nie?
Toż mówiła, ciołku, że ci wsadzi. Nie dosłyszał?


-zły wybór- kopnęłam go z półobrotu w czułe miejsce, tak, że zatoczył się i upadł
A on się tak potulnie pozwolił jej zamachnąć i zadać cios. Boooru, następni Źli z potężnymi lagami na łączach…
Przypominam, że w dodatku mają pistolety.


-ty wredna suko- rzucił się na mnie z pistoletem.
Nie strzelając z niego, a raczej używając jako krótkiej i nieporęcznej trzepaczki do białek, ale nie oceniajmy cudzych wyborów życiowych, prawda.


Zrobiłam salto nad jego leżącym kompanem i prześlizgując się sie pod jego nogami
Yyyyyyy, vol. 2
 
Yyy… zaryzykuję przypuszczenie, że (korzystając ze skilla wwiercania się w chodnik) zrobiła "salto w dół", że się tak wyrażę, by potem sposobem Krecika przeryć się pod ziemią między jego nogami. Ale jestem otwarta na inne wyjaśnienia.


Zrobiłam salto nad jego leżącym kompanem i  prześlizgując się sie pod jego nogami przystawiłam mu mój kieszonkowy scyzoryk do głównej żyły
Górnej i dolnej? I w którym miejscu, bo widzę kilka możliwości?
I kto widział kiedyś scyzoryk niekieszonkowy?


-nigdy nie obrażaj kobiety, bo to właśnie ona cię urodziła śmieciu- szepnęłam mu do ucha
Ale w sensie że boCHaterka? *gubi się w chronologii*


-ej mała, sorki ok. my już idziemy. I zapomnieliśmy, że mamy broń palną i w ogóle.  Nie wiedzieliśmy, że to twój kolega tak?
-macie 2 minuty - puściłam go
-jeszcze się policzymy zobaczysz- wziął bruneta pod pachę i zaczął uciekać.
A niesiony pod pachą kompan żałośnie powiewał nóżkami.
Skoro go puściła, to nie zdzielił jej przez łeb, bo…?
Miała Scyzoryk Samokłujek, czy co?


A teraz, drodzy czytelnicy, pochylcie się nad tym akapitem i chłońcie ciągłość i konsekwencję narracji:
Poczułam ostry ból w lewej nodze. Jeszcze tego brakowało. Wyciągnęłam wsuwkę do włosów i zaczęłam szperać nią w zamku. Puścił,
Kto? Bo zaczynam myśleć, że własny but ją ugryzł.
Klamra kozaczka wypuściła zęby i chaps!

Puścił,  próbowałam ściągnąć je jak najdelikatniej, jednakże nie obyło się bez urazu skóry. Myślałam, że zwymiotuję. Widok odrywanej skóry jakoś mi podpasował.
Dobra, podsumujmy: ugryzł ją but, dzięki czemu po chwili zagubienia odkryła w sobie skłonności do autokanibalizmu. 
 


Okryłam nieznajomego moim płaszczem i pomogłam wstać. Wampir miał chyba z 2 metry wzrostu.
To z pewnością płaszcz piętnastolatki okrył go szczelnie. (Może choć chustkę na głowę sobie z niego zrobi…?)
Ale po co ona go okrywa?
Żeby mu się śliczna buźka nie spiekła zapewne.
Jeśli to się dzieje za dnia, to z tego wampira powinny już skwarki zostać.


-dziękuję- powiedział słabo, bo pod wpływem damskiego płaszcza ulotniła się z niego cała buta i brawura, która jeszcze przed chwilą kazała mu odgryzać się oprawcom.

-zawsze do usług- posłałam mu szczery uśmiech- gdzie cie odstawić?
-wiesz gdzie jest Fantgasia?
-kojarzę- szliśmy powoli, dzięki bogu, że to było tuż za rogiem.
No to z pewnością by nie doszedł tam sam.
I tuż pod nosem największego skupiska wampirów w okolicy nikt nie pospieszył na pomoc napadniętemu krwiopijcy?


Przestałam zważać nawet na moją nogę, której każdy naciska sprawiał ból-
Co to jest naciska? Coś jak to?
 
Może chodziło o znany klan lokalnych kanibali rozsmakowanych w damskich łydkach, Nacisków z Renard?

masz u mnie wielkiii dług
-odwdzięczę się. I Emm… z twojego telefonu ciągle leci muzyka
Innymi słowy, kochanie “dupa ci dzwoni”.

-co?!- Wyciągnęłam go szybko, zatrzymując utwór. Zarumieniłam się lekko, no cóż nie była to zwykła piosenka, tylko The Cab – Animal. Boże, jaka wtopa- sorki
Ale jaka wtopa? Nawet jeśli by Modern Talking słuchała, to co komu do tego? Tym bardziej, że półżywy wampir ma raczej ważniejsze rzeczy na głowie, niż analiza muzyki słuchanej przez boCHaterkę.


-nie masz, za co przepraszać w końcu to ja naraziłem twoje Zycie- zaśmiał się.
Zaiste. Darł się, żeby konkretnie ona mu pomogła, i żeby go nie zostawiała w tym zaułku, oh wait...

A musze, przyznac że miał piękny śmiech
A ty masz przecinek z dupy strony i brak kropki, konstrukcjo zdania.


                   ***
Stanęliśmy przed drzwiami baru. Twarz mężczyzny wyglądała coraz gorzej, a jego ciało stawało się coraz cięższe
Przypomniał sobie, ile jest winny barmanowi i mu się słabo zrobiło.


-schyl się- poprosiłam. Wampir spojrzał na mnie dziwnie, ale zrobił to. Przytuliłam jego twarz do swojej sylwetki, by osłonic go jeszcze bardziej przed słońcem. Mój płaszcz nie był Az taki długi by go zakryć całkiem.
No co ty nie powiesz.
Ale jak? Toż on musiałby iść zgięty jak kątownik, żeby piętnastoletnia dziewczynka mogła schować jego twarz pomiędzy swoje cyce czy gdzie tam jeszcze. No i nie byłoby prościej, gdyby sobie ten płaszcz na łeb założył?


Wampir lekko drgnął zdziwiony, ale się nie poruszył.
Tak, bo tulenie się do naiwnych nastek to dla wampirów coś niezwykłego i onieśmielającego, prawda... [sprawdź czy nie - Edward Cullen]


Zaczęłam mocno walić w drzwi- halo! Jest tam, ktoś!?
-zamknięte niuńka- odpowiedział damski głos zza nich
-otwieraj te cholerne drzwi… proszę!
-nie cholerne, tylko drogie młoda
-ale masz przyjaciół- sykłam do niego, westchłam i piardłam cichcem.
-nie Pam to raczej…
-Eric!- Drzwi szybko się otworzyły, i pod wpływem silnego szarpnięcia już byliśmy w środku.
 A teraz niech mi ktoś powie, jak to się stało, że Pam - jako potomek Erica - nie wyczuła, że Ericowi coś grozi i czemu nie wysłała jakiegoś człowieka do pomocy. HĘ???
Imperatyw Narracyjny…?


A najgorsze było to, że to ja wylądowałam na nim.
“Najgorsze”. Taaa, jasssne. Bo Eric by się przewrócił jak ludzka oferma. (Efekt komiczny i pretekst do wymacania rodem z podstawówki pominę milczeniem.)




Podniosłam się, niemal odskakując. Nie minęła sekunda a blondynka już gdzieś go ciągła-,
Ciągła to może być funkcja; Pam zawsze była poprawna gramatycznie, nawet w ruchach.
(I czemu jeszcze jej nie zjadła? Albo choć nie przegoniła tam, gdzie czosnek rośnie?)
No i nawet sekunda to dla truebloodowych wampirów kuuupa czasu.


co się stało do cholery?
-Pam
-już przenigdy się samego nigdzie nie puszczę - powiedział Pamel bez związku z niczym konkretnym, lecz  spontanicznie zmieniając płeć, ku uciesze yaoistek na całym świecie.
-Pam
-a mówiłam, ale kto mnie słucha, jestem tylko głupią, ale z drogimi ciuchami i świetnym gustem, blondynką - ględziła, mimowolnie zmieniając się w marudną matkę dzieciom, ku ubolewaniu absolutnie wszystkich
-Pam!
-tak?
-zamknij się i daj tej dziewczynie jakieś ciuchy
-a ty?
-ja sobie poradzę… i masz być dla niej miła
Eric chyba trolluje i się mści że Pam nie przybiegła na pomoc jak na dobrego potomka przystało…
Proszę, powiedzcie, że on trolluje.


-to będzie trudne- burknęła pod nosem lustrując mnie wzrokiem z dziwnym uśmiechem
Wzrok miał uśmiech nieco kaprawy.


-to jest rozkaz Pam
-dobra- warkła. Zostaliśmy same w pomieszczeniu.
I dla zabicia czasu na zmianę zmieniałyśmy płeć.


Dziewczyna rzuciła mi jakąś torbę po nogi
BoCHaterce najwyraźniej brakuje dioptrii. Żeby wziąć Pam za dziewczynę?


- łazienka jest za tamtym rogiem
-też mnie twoja obecność nie cieszy blondi- przykuła mnie do ściany za szyję
Jakoś jestem w stanie uwierzyć, że Fangtasia była wyposażona w strategicznie umieszczone okowy wmurowane w ściany.


-kto dał ci prawo do bycia tak zuchwałą? A zresztą, już i tak jesteś martwa
Powiedziała Pam, po czym wepchnęła bohaterce do gardła kropkę kończącą to zdanie. A bohaterka się tą kropką udławiła i umarła. Dlatego zdanie jest bez kropki, rozumiecie?


-a, co by na to powiedział Eric- upadłam na podłogę. Widać, że nieznajomy był dla niej kimś ważnym. Podniosłam się szybko i wziąwszy torbę znikłam za drzwiami toalety śmiejąc się pod nosem, z dźwięku rozbijanego szkła.
Proszę, powiedzcie mi - jak bardzo trzeba być głupim, żeby stawiać się najostrzejszej bitch w tym serialu?
 

Co trzeba mieć w mózgu, żeby pyskować
komuś takiemu? Kto nawet, kiedy jest na skraju ostatecznej zagłady, zachowuje się tak:


                         ***
Ubrałam czarne, krótkie( i to bardzo) spodenki, bluzkę z gorsetem i skurzaną kurtkę.
I obficie pokropiłam się złą ortografią.

Do tego miałam wysokie botki na obcasie. Poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Moje odbicie była tak znajome, a jednak obce. W oczach kryło się zimno i zobojętnienie, jakiego nigdy jeszcze tam nie było. 
Uratowała wampira, pokłóciła się z wampirzycą - ale to nic; ciągle jest Dumna i Blada. Zrób sobie jeszcze takie mroczne pandy pod oczami, bo normalny makijaż ci zepsuje emo-imidż.
Ale skąd to zobojętnienie? Ciuchy były nasączone valium?

Wyszłam powolnym krokiem. Czyjeś ręce gwałtownie przykuły mnie do ziemi za szyję
O, wsmarowują ją w glebę, dobrze, doooobrze.
 
W podłodze też mają okowy? W sumie… to jeszcze bardziej podobne do Fangtasii.


-kto cie wynajął?!- Krzyczał jakiś blady szatyn
-ja… nie m-mogę od-dychać- wyjąkałam
Ale zobaczyłam, jak wygląda mój oprawca. Moim magicznym trzecim okiem.
Nie może oddychać, ale jakoś daje radę wyartykuować to zdanie, będące bezczelną kalką z angielskiego. Bardziej naturalnie - i krócej! - byłoby po prostu "duszę się".


-puść ją Bill!- Zawołała jakaś blondynka- Przecież wiadomo, że aŁtoreczka! ja się nią zajmę, tylko nie rób jej krzywdy
-a tylko spróbujesz uciec- warknął. Podniosłam się szybko i rzuciłam wcześniej schowanym, srebrnym naszyjnikiem od mojej mamy w twarz Bila.
Urywając mu jedną literkę z imienia. Gdzie miałam schowany ten naszyjnik - nie pytajcie.


Zerwałam się do ucieczki. I właśnie wtedy wpadłam na drugiego wampira. Siła uderzenia była tak silna, że zakręciło mi się w głowie. Upadłam w czyjyśch ramionach na podłogę. Dla mnie to było za dużo jak na 1 dzień. Moja świadomość miała tylko 1 propozycje jak to przetrwać. Zemdlałam.
Jak przystało na mamejowatą, dziewiętnastowieczną damę wiecznie duszoną przyciasnym gorsetem, a nie twarde dziecko ulicy, yyy, oh wait vol 2…
Laska bije się na noże, fika koziołki z przykrótkiej kiecce, taszczy na plecach dwumetrowego chłopa, podskakuje Pam, atakuje innego wampira - spoko, luz, Bladość i Ścisk Dupy. Dwukrotnie przewraca się na podłogę - to ja może sobie fajtnę. WTF?

Weź strumyk Stoperanu, zatrzyma ci tę biegunkę wodospad treści.


                              ***
Czułam się jakby na mojej piersi spoczywał 50 kilowy ciężarek tłumiąc każdy mój oddech.
Nie dość, że spoczywał, to jeszcze kneblował, skubany.


Odruchowo poruszyłam się, próbując strzepnąć jakoś ten ciężar.
Niestety, subtelne strzepywanie kołnierza nie pomogło, gdy źródło ciężaru okazało się jedną z Analizatorek.


Jednak on tkwił znacznie głębiej niż mi się wydawało.
Przepraszam, ale ja nie chcę wiedzieć, kto jej wsadził coś pięćdziesięcio kilowego i gdzie się jej to zmieściło.
Ktoś ją przygwoździł kamieniem miotniętym z trebusza!


Uchyliłam lekko spragnione światłą powieki.
No, ja też jak się napiję światłą, to mnie strasznie suszy.


Wokół mnie pochylało się kilka osób, przeszywając mnie wzrokiem jakby do głębi duszy.
I zastanawiali się: dobijać? Nie dobijać?


Dopiero teraz dotarła do mnie informacja gdzie jestem, i co się wokół mnie dzieje. Zerwałam się błyskawicznie i zaczęłam uciekać.
A co z tymi pięćdziesięcioma kilo? Narrator tak precyzyjnie określił tę masę, że nie mogła być to tylko metafora trudności z oddychaniem… prawda?


Moja ręka już muskała klamkę, gdy czyjeś ramiona złapały mnie w pasie i szarpnęły w tył, tak ze niemal upadłam.
Niemal. Naprawdę się z nią tam cackają...


Zaczęłam piszczeć i wyrywać się w panice, lecz nieznajomemu utrzymanie mnie nie sprawiało żadnego wysiłku. Zginę, ja zginę, boże moje usta zaraz ostatni raz obmyją płuca świeżym powietrzem, wytwarzając życiodajny oddech a serce wykona ostatnie uderzenie, by zamarć na wieki.
Pierdzielę, nie komentuję tego akapitu i już.
 


-uspokój się, obiecuje, że nie pozwolę cię skrzywdzić- szepnął mi do ucha znajomy głos. Znieruchomiałam-, ale musisz ze mną współpracować
-a potem mnie wypuścisz- również szepnęłam
-mhy- wampir obrócił mnie w swoją stronę podnosząc mój podbródek. - I porósty - dodał. Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się owej postaci. Jednym słowem był piękny… a te oczy. Ach, te oczy mogłyby wyciągnąć nawet martwego z grobu.
No, zdarzało im się wyciągać. Na przykład Pam.
Ale czemu miałyby? Znaczy, wyrażenie "obudzić umarłego" ma sens, bo coś może być tak głośne, żeby nawet pod ziemią było słychać, ale oczy?
Bo jak spojrzy na trupa, to zaraz stężenie pośmiertne mija i kolana trupowi miękną. Czy coś.


Mój wzrok zszedł trochę niżej, przystając na jego miękkich ustach. Delikatnie się poruszały, co znaczyło, że chłopak chce mi cos przekazać.
Albo też chce cię ugryźć. Lub coś utkwiło mu w kłach po poprzednim posiłku - wybierz sobie.
Chłopak. Taajasne. Eric wygląda oczywiście na góra szesnaście lat.


W sumie, jeśli to ma być mój ostatni widok w życiu to jestem gotowa na śmierć.
Eee… to ona go wcześniej nie widziała? Gdy go ratowała, Eric miał maskę spawalniczą na twarzy?


Po chwili mężczyzna poddał się w próbie dotarcia do mnie.
Skręcił w bok i dotarł do Pam, gdzie żył długo i szczęśliwie.


Na jego twarzy zakwitł przecudny uśmiech, dopiero teraz zorientowałam się, że podziwiam go z dziwną miną.
Ja tylko delikatnie przypomnę, że uśmiech Erica zazwyczaj wygląda tak:
 


Zatrzepotałam lekko głową, odwracając szybko wzrok i delikatnie wierzgnęłam śledzioną- tobie też niczego nie brakuje młoda
-dziękuje- zarumieniłam się jeszcze bardziej spuszczając wzrok
A tej się teraz odpalił tryb skromnej pensjonarki?


-dobra koniec tego, przejdźmy do rzeczy- zaczął lekko podenerwowany Bill
No nie wierzę, choć on zachował resztki jaj. I honoru. I wampirowatości. I logiki.


-Bill przecież mi obiecałeś- rzuciła rozpaczliwie blondynka wlepiając we mnie wzrok. O co jej mogło chodzić, moje ciało zaczęło lekko drgać z obawy, że pomimo zapewnień blondyna nie przeżyję najbliższej godziny.
Taa, jej ciało zaczęło drgać, ona sama nie, była bowiem czystym duchem unoszącym się nad wodami bucery.


-nie wtrącaj się Sook w sprawy, które cię nie dotyczą! Jako król Luizjany uznałem tą dziewczynę niegodną zaufania i skazuje ją na śmierć- oświadczył oficjalnie.
Uratowałaś wampira! Jesteś niegodna zaufania!
 Ja rozumiem, że Bill miał wiele razy bałagan w swoim ponurym rozumku, ale żeby aż tak…?
(Chyba że znów naćpał się krwi Lilith i jest na tripie.)


Adrenalina zawrzała w moich żyłach, przez co nie czułam już strachu… tylko gniew, gniew, jakiego jeszcze nigdy nie zaznałam
-nie pozwolę ci się zabić martwy frajerze- zaczęłam się rzucać w ramionach Erica, który zamknął mnie w mocnym uścisku- mam gdzieś, kim jesteś i czego chcesz wampirzy żygolaku.
Żygolak - Żywiołak skrzyżowany z rzygami. Wygląda nieciekawie i ma wredny charakter. W sumie… nawet pasuje to do Billa.


Przeżyłam za dużo by ktoś o takiej fryzurze mógł mnie zabić!
-ty durna…- rzucił się na mnie  lekko zaciągając z rosyjska. Zamknęłam oczy chowając twarz w dłoniach.
Totalnie potrafi się bronić. Niech jeszcze załka w obronnym geście.
(Chyba że podstępnie mutuje właśnie w
płaczącego anioła, to wtedy ok.)
Właśnie, gdzie te wszystkie salta i bójki na noże?


Poczułam złowrogi wiatr na swym policzku.
Przyznać się, kto ostatnio jadł fasolkę?


To już koniec… tym razem to już naprawdę koniec
A nawet naprawdę - naprawdę, bowiem w tym fascynującym momencie opko kończy się na amen.

21 komentarzy:

Anonimowy pisze...

O lolz, o lolz, o lolz! Nie znam True Blood, ale widzę, że aŁtoreczka zniszczyła doszczętnie ten kanon. Współczucie dla tych co znają orginał.

Serenity pisze...

To nie może nie być prowokacją. Nie może nie być, prawda?

kura z biura pisze...

Wampiry zeżarły narratora i nie miał kto opowiadać dalej, to elementarne.

Shirkus pisze...

Piękna analiza, nieźle się uśmiałam. :D

Anonimowy pisze...

Wow... Po prostu wow... Znaczy, dobrnęłam jakoś do szóstego tomu o Sookie i czasami logika bohaterów pozwalała reagować jedynie palmfacem, ale to... Wow. Granice absurdu dawno zostały za nami...
Ejżja

Anonimowy pisze...

Analiz przeborska, dodatkowo propsy za gify z Hiddlestonem

Anonimowy pisze...

Wspaniała analiza, uśmiałam się. Niestety, zapłakałam też nad Sensem, Logiką i Kanonem.

Sushi

Babatunde Wolaka pisze...

"jest to opwiadanie o Ericu Northman"
Wionęło ogłoszeniami parafialnymi.

"Raz ja wklepywałam słupki do Excela, raz słupki wklepywały mnie…"
Kwiiik tygodnia.

"Jak widzicie, jest to idealny strój na uroczystość religijną."
Co prawda nie jest powiedziane, o jaką religię chodzi. A może to były chrzciny świeckie?

"kopnęłam go z półobrotu w czułe miejsce"
Mówiąc wprost - w zbira.

"I kto widział kiedyś scyzoryk niekieszonkowy?"
Niejaki Gerwazy chyba miał jeden.

"-dziękuję- powiedział słabo, bo pod wpływem damskiego płaszcza ulotniła się z niego cała buta i brawura, która jeszcze przed chwilą kazała mu odgryzać się oprawcom."
Niech mu jeszcze da swoją torebkę, to już zupełnie go unieszkodliwi.

"nie masz, za co przepraszać w końcu to ja naraziłem twoje Zycie"
Zyta zaś niezwłocznie skorzystała z tego narażenia.

"blondynka już gdzieś go ciągła-"
Nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem zdania z dziełka młodego talenta lyterackiego z mojego miasta: "Bezgłowa ciągła mnie do rzeki".

"Upadłam w czyjyśch ramionach na podłogę."
Takiej pisowni jeszcze nie widziałem.

"Dwukrotnie przewraca się na podłogę - to ja może sobie fajtnę. WTF?"
To proste - dwa nokdauny i nokaut. Dlaczego nie trzy? To nie jest największy problem tego opka.

"Ach, te oczy mogłyby wyciągnąć nawet martwego z grobu.
Ale czemu miałyby? Znaczy, wyrażenie "obudzić umarłego" ma sens, bo coś może być tak głośne, żeby nawet pod ziemią było słychać, ale oczy?"
Niektórzy twierdzą, że jak trup otworzy oczy i na ciebie spojrzy, to wkrótce umrzesz. Widocznie oczy Erica miały działanie odwrotne.

Anonimowy pisze...

Kwiik. Kanon umiera gdzieś w rynsztoku. Jak można było tak zepsuć moją Pam? Analiza oczywiście udana, ale samo opko koszmarne.

Anonimowy pisze...

Krecik,maoryscy rugbyści i [sprawdź czy nie - Edward Cullen)-super!
Klasyczna Mary Sue,jak one wszystkie mają to samo...


Chomik

Anonimowy pisze...

Cudowne, świetne~~! Jeszcze nie przeczytałam, ale wiem, że takie będzie xD Skoro każda wasza analiza taka jest to mogę spokojnie komentować, a dopiero później czytać xP Zanim jeszcze bardziej się wygłupię, to podam prawdziwy cel tego przedwczesnego komentarza. Niedawno trafiłam na trzy przemiłe blogaski, z czego dwa należą do jednej autorki. Gdyby wam kiedyś brakowało 'dzieł' do oceniania to podaje linki: http://casjel-emi.blogspot.com/ i http://opowiadaniadopoduszki.blogspot.com/

Degausser / N. W. pisze...

Wspaniałe! Kanon znam raczej z serialu, bo przez książki o wspaniałej Sookie Stackhouse przebrnąć nie potrafiłam, ale wystarczyło do analizy ^^. Moja biedna, skrzywdzona Pam... :<

W ogóle tróloff tysiącletniego wampira z piętnastolatką mnie zabił.

Jane Weller pisze...

Borze Wszechlistny! Brak mi słów, siekiera się za to niecierpliwi, bo za popełnienie czegoś takiego to tylko łeb ściąć i oddać w ręce naukowców, by mogli namacalnie zmierzyć poziom głupoty. Opko tragicznie pod każdym względem i chyba nie ma słów, którymi można by w wystarczająco uwłaczający sposób skomentować to COŚ.
Wasze komentarze przemiodne, umierałam ze śmiechu dziesiątki razy, co przy moim kaszlu mogło się skończyć uduszeniem tudzież wypluciem płuc. Czekam na więcej tak cudnych analiz.
Jane

Borówka pisze...

Kanonu nie znam, ale i tak mnie rozbawiłyście (do spółki z blogaskiem).

Degausser, teraz same historie o nastolatkach i wampirach przecież. Te tutaj przynajmniej nie sparklą :P

czarny kocyk pisze...

To było świetne.

Jeśli można to chciałabym zgłosić blogaska
http://kiss-me-or-kill-me.blogujaca.pl

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu mój mózg też postanowił "zamarć".

Anonimowy pisze...

Zamarć jak zamarć, ale wyobraźcie sobie kogoś, kto zamiast "O Boże, umrę!" lamentuje "O Boże, moje usta ostatni raz obmyją płuca życiodajnym powietrzem, wytwarzając życiodajny oddech!"

To dopiero powód do kwiku. :D

A tak to standard: wampiry, śmiertelne zagrożenie, ciężarki na piersi - każdy moment dobry, by się zagapić cielęco na przystojnego faceta.


Pozdrawiam,
Hasz

Babatunde Wolaka pisze...

Od kiedy obejrzałem film "Taras Bulba", w którego finale każdy z Kozaków, umierając w środku zaciętej bitwy, wygłasza patriotyczno-panslawistyczne przemówienie, nic mnie już w tej materii nie zdziwi. :)

sowa101 pisze...

Och my godness...Kto pisał te brednie? Nie dotrwałabym do końca gdyby nie Wasze komentarze. Wielkie dzięki za analize: uśmiałam się jak nie wiem co.
P.S. Styl Krecika rules!

Anonimowy pisze...

Tak rozbawiły mnie wasze komentarze, że ludzie na kampusie zaczęli mi się dziwnie przyglądać. Zakonotować - nie czytać analiz w miejscach publicznych! Szkoda, że to już koniec blogaska, bo chociaż nie znam kanonu, muszę przyznać, że boCHaterka i ta cała wampirza ferajna trzymają poziom (dramatycznie niski). Na osłodę chciałabym zaproponować przecudne opko o Victorii z jadłowstrętem i Bieberze, który jest jeszcze większym bucem niż ten oryginalny. Fabuła opiera się na angście, oglądaniu TV, obżeraniu się popcornem i walką z mafią narkotykową. Ale ostrzegam lojalnie, żeałtorka na grzeczny komantarz, że fajne i wgl ciekawe, jak się Justinkowi ułoży, tylko niepotrzebne są spacje między znakam interpunkcyjnymi odpowiedziała: "Jeżeli ci się nie podoba to nie czytaj tylko wypierdalaj". Obawiam się, że po przeczytaniu analizy mogłaby dostać ataku apopleksji
Adres blogaska: http://good-girls-love-bad-boyss.blogspot.com
Pozdrawiam bardzo serdecznie iżyczę dalszych sukcesów w walcę z głupotą i bucerą aŁtorek i pisaków.
Mrs. Doubleday

Karolina pisze...

Od dawna tu nie zaglądałam i gdy tylko wróciłam przywitano mnie tak pięknie.
Styl krecika i wierzgająca śledziona mnie Ómarły