piątek, 27 września 2013

Zalotnie machając kandelabrem, czyli warszawskie Sin City, cz. 2

Witajcie!
Po traumatycznych  traumach i przebiegłych spiskach z ubiegłego tygodnia przechodzimy do najważniejszej rzeczy w życiu nastolatki - imprezy! Tak, prześladowana przez zUą  macochę boCHaterka wraz z przyaciółmi wybierze się na superekskluzywne przyjęcie do klubu koko-bono. Tak, nie regulujcie monitorów, on naprawdę się tak nazywa.
Będą chytre fortele, perły, złoto i sukienki na szelkach, dyrektorka stojąca jak ściana i  szofer na miedziaki. I mnóstwo bardzo naiwnych wyobrażeń na temat właściwie wszystkiego.
Miłego!
Zanalizowali: Pigmejka, Kalevatar i Vivaldi.


Dochodziła szósta, był piękny poranek.
Poranek o szóstej w grudniu? Chyba pod inną szerokością geograficzną.
Może to był piękny, bardzo mroczny poranek. To malownicze światło latarni itd.
Może jakaś supernova w pobliżu wybuchła?


Promienie słońca wpadające do pokoju Łucji obudziły ją.
Były wkurzone, że wpadały do czyichś pokoi półtorej godziny przed czasem.Chyba że…


Wypoczęta wstała leniwie z posłania i poczęła ćwiczyć.
Zaprawdę poczęła. I tak, nie było tu żadnego przeskoku czasowego - po długim marszu w zimową noc i traumatycznych przejściach dziewczyna wraca do domu późną nocą, wstaje o szóstej - i jest wyspana! To nie człowiek, to terminator w rurkach.Rurkowiec.
Marudzicie. Zajebistość wszak trzeba wypracować! Najpierw klasa, potem rzeźba… czy coś w ten deseń.


Jak zawsze rano robiła dwadzieścia brzuszków, dziesięć pompek i jeszcze poranny bieg dookoła domu.
W piżamie przez zaspy, dobrze jej to robiło na cerę.
Przecież to pani na włościach. Lokaj o 4 rano popierdalał z łopatą.


Gdy skończyła ćwiczenia była już siódma,Godzinę robiła 10 pompek, 20 brzuszków i obiegła dom? (Chyba że przedzieranie się przez zaspy tyle trwało.)

wzięła szybki prysznic i ubrana w mundurek szkolny zeszła na śniadanie.
*fanfary*


Jej ulubiona służąca,
*jebs o biurko*
Jeśli Eśka kiedyś zrobi komiks na podstawie tej analizy, to boCHaterka z pewnością będzie wyglądać tak:
 
I będzie miała konsoletę z numerkami podporządkowanymi służącym. Aby przygotować kąpiel - wybierz trzy. Aby wybrać łachy - wybierz cztery. Aby włączyć rozsądek - wygraj “dla Elizy” Beethovena wspak.


Jagna specjalnie dla niej przygotowywała osobno śniadanie, bo tak to Pani domu jadła śniadanie o siódmej czterdzieści.
Jagna z pewnością była zachwycona tym wyróżnieniem.


Łucja wolała jej rano nie spotykać i przez to już o siódmej piętnaście wychodziła z domu i szła na przestanek autobusowy i tam czekała na transport do szkoły.Jak to, nie miała ulubionego szofera…?
Drobnych jej zabrakło, a szofer pracuje tylko na miedziaki.

Czasem zdarzało się, że jej koleżanka jechała z mamą przed autobusem
(jako heroldzi?) i zabierała ją do szkoły. Dzisiaj musiała iść do szkoły ponieważ odrabiała zeszły wtorek, bo była impreza z okazji urodzin dyrektora i z tej okazji dzieci nie szły do szkoły.
Co tam urodziny dyrektora! W imieniny pana Władka z kotłowni to dopiero była impreza! Jak pan Władek otwierał szampana to tak pierdolnęło, że cały tunel Wisłostrady zalało!
Zaprawdę, to musiał więc być iście zabójczy poniedziałek!


To były wyjątkowe urodziny, bo Pani Marta kończyła sześćdziesiąt lat i zmieniła płeć odchodziła na emeryturę. Łucja nie chodziła do szkoły dla bogatych dzieci, tylko do zwykłego gimnazjum i nie przyznawała się, że jej ojciec jest biznesmenem, i że mieszka z nim w willi w środku Warszawy. Miała jedną zaufaną koleżankę, która wiedziała o niej wszystko i utrzymywała to w tajemnicy.
Reszta kolegów nie znała nawet jej nazwiska, skoro nikt nie skojarzył jej z macochą, która według aŁtorki "ustala modę w kraju i [ludzie] ubierają się podobnie do niej!".
Ani w ogóle nikt na pewno nie skojarzył faceta który przychodzi na wywiadówki z tym nadzianym gościem towarzyszącym wielkiej celebrytce.
Był taki jeden, ryży, chyba w 2009, ciekawski skubaniec, na Wanię trafił… potem już nikt nie próbował się dowiadywać, gdzie boCHaterka żyje. Swoją drogą, co to za celebrytka z jej macochy, skoro żaden paparazzi nie wysiaduje w koszu przed ich domem?


Dziewczyna była bardzo lubiana, nigdy nie miała problemów z rówieśnikami czy ocenami. Bała się tego, że gdyby w szkole dowiedzieli by się, że jest milionerką znienawidzili by ją.
Słonko, twój tata jest milionerem, nie ty.Może już jej wszystko przepisał w testamencie.
Może podkradała setki z jego portfela i się uzbierało?


Do jej szkoły chodziły dzieci z biednych rodzin, które gardziły bogaczami.
Moja ty biedna ofiaro podziałów klasowych! Chodź, wujek Marks cię przytuli.
Dla niepoznaki przed pójściem do szkoły wyrzucała kanapki, likwidując w ten sposób problem głodu w Warszawie.


Doszła na miejsce, na przestanku nie było żywego ducha,
O wpół do ósmej centrum Wawy jest, jak wiadomo, ziemią wymarłą, siedliskiem żmij i skorpionów.Czasem tylko po Alejach Jerozolimskich galopował Jeździec Bez Głowy.
W tej rzeczywistości Wawa ma zapewne lepsze metro niż Tokio.


usiadła na ławeczce i czekała. Po kilku minutach inne dzieci zaczęły się schodzić na przestanek.
I wstawiać w zdania znaki przystankowe.


Za dwadzieścia ósma autobus podjechał i zebrał wszystkie dzieci do szkoły.
A wyszła z domu piętnaście po siódmej. Naprawdę wolała siedzieć na mrozie przez 25 min, niż poczekać dłużej w domu? Autobus w godzinach szczytu przedrze się na czas przez ulice w 20 minut?
Osobliwe miasto wymaga osobliwej komunikacji miejskiej:



Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza nie było daleko od domu Łucji, jakieś dwadzieścia minut na piechotę, lecz nie lubiła chodzić sama i przez to jeździła autobusem.
Boru, lepiej odmrażać dupę na przystanku? Przecież już dawno byłaby w szkole. Bała się, że na ulicy spotka tę całą warszawską mafię i innych złoczyńców.
Jacka Frosta, Yeti i Cosia też.


Zajechali na miejsce, dzieci niechętnie wyszły z autobusu i pomaszerowały do budynku na lekcje.
-Cześć Tuśka!!! -wrzasnęła Natasza podbiegając do Łucji. (...)
-Aśka chce mnie wysłać do szkoły z internatem...
-Co??? Jak to, twój ojciec na to się zgodził??
-Myślisz, że ona z nim to ustalała?
Myślisz, że to się tak da? Ile dokumentów na temat przenoszenia dzieci ze szkoły do szkoły bym nie przeglądała, w każdym pisze się o "składających wniosek rodzicach". Obojgu. Zakładając już nawet, że macocha ma nad nią jakąś władzę rodzicielską. Oczywiście pozostaje jeszcze opcja "Warszawa  - miasto tak skorumpowane, że ruska drogówka przyjeżdża tu na szkolenia z łapówkarstwa".
 
Jeszcze się okaże, że dyrektorka tej szkoły z internatem jest tajną agentką Pani Macochy. 
Albo macocha jest jak hrabia Olaf - villain o tysiącu twarzy.
Wyjechał na tą TĘĘĘĘĘĘ!!! *zew bojowy rozjuszonej Kal** zasraną delegację do USA i jest zadowolony!! -wrzasnęła.
Wszak powinien siedzieć w domu i zaspokajać moje zachcianki. I służbę nahajką smagać.
*brzmi trochę jak "Kaaaaaawyyyyyyyy…".
Koleżanka chciała dodać jej otuchy, poklepała ją delikatnie po ramieniu. Miła jej powiedzieć coś pocieszającego, lecz niemiła  nie zdążyła bo stanęła przed nimi jak ściana nowa Pani Dyrektor:
Jak można stanąć jak ściana? Dyrektorka zajęła całą szerokość korytarza i skrobała głową sufit? A może była od pasa w dół pomalowana farbą olejną?
Tak wyglądała:


-Dochodzi już ósma, a wy jeszcze nie w klasach?? -spytała groźnie patrząc na dziewczyny.
-Już idziemy psze Pani –powiedziały razem i pobiegły do klas.
Pierwsza była biologia, spóźniły się na lekcje kilka minut
Co to za szkoła, że od wejścia do klas idzie się kilka minut?
 
Moje liceum na przykład. Nie było windy, a jak się miało pierwszą lekcję w wieży na trzecim piętrze…
 Mnie zastanawia, od kiedy dyrektorka zajmuje się obowiązkami woźnej.
i przez to Pani Rożakowa wzięła je do odpowiedzi. Łucja dostała plus cztery, a Natasza minus pięć.
Ja tam nie wiem, szkołę już skończyłam, ale za moich czasów plusy i minusy stawiało się za oceną, a nie przed nią… Chyba że tutaj mają oceny dodatnie i  ujemne.
 
Może akcja opka magicznie przeniosła się do Niemiec?  
To tajny szyfr: +4-5 =... -1! A to znaczy, że wkrótce ktoś zginie!
Na lekcji biologii nie było osoby nieprzygotowanej, taka osoba od razu dostawała odpowiednią ocenę i zostawała po lekcjach w kozie.
W kozie! Szkoło z czasów peerelu, pójdź w me ramiona!

 I w spokoju oglądała seriale na swoim smartfonie.


(...) Zadzwonił dzwonek, wszyscy wybiegli z klasy jakby śpieszyło im się do toalety. Dziewczyny poszły w ślad za kolegami z klasy i też wybiegły za nimi. 
Wszyscy = chłopcy. To naprawdę skromne ze strony aŁtorki, że ma siebie i swoje koleżanki za nikogo. 
Moja biolożka zawsze powtarzała, że “dzwonek jest informacją dla nauczyciela, nie dla uczniów”...


-No dobra…to opowiadaj…Co zrobiłaś jak dowiedziałaś się o szkole z internatem?. –zaczęła ciekawa Natasza już nie mogła się doczekać żeby zadać to pytanie.
-Co mam opowiadać? To, że ta głupia Aśka gdy „łaskawie” mnie powiadomiła o swojej decyzji, to potem zostawiła mnie w nocy samą na lotnisku i musiałam wracać na piechotę do domu?? I że jacyś zboczeńcy chcieli mnie zgwałcić?? Naprawdę to nie jest nic ciekawego…-skończyła, skręciła w prawo i udała się do toalety.
Ej, ale jest jakiś powód tej pasywnej agresji, czy tak tylko się wyżywasz na przyjaciółce, bo powiedzieć ojcu o problemach nie masz odwagi?
Raczej to drugie. Oraz - to tak zwana poza “na odważną i nieustrasznoną mimo miliona trosk” - tak wiarygodna i realistyczna jak tulipany w lutym.
-Boże…i ty to mówisz z takim spokojem?! –przestraszona popatrzyła na przyjaciółkę współczująco. 
Dotarło do niej, z jaką lebiodą ma do czynienia.
-A co mam zrobić? Przecież ojciec jest tak w niej zabujany, że mi nie uwierzy…-spuściła zrezygnowana głowę, oparła się o płytki na ścianie i zsunęła się po nich dramatycznie  siadając. Przyjaciółka ukucnęła przy niej kładąc rękę na jej kolanie.
-Będzie dobrze.. -szepnęła samo w to nie wierząc.  
Uzbierasz z kieszonkowego na jednego z tych zabójców na zlecenie, jakich na pewno pełno w Warszawie.
 E tam, pewnie dałoby się znaleźć kogoś, kto zrobiłby to za ser Valbon i Chianti z fasolką.
Rozdział 2 „Ale jak się tam dostaniemy?”


Lekcje skończyły się za pięć czternasta. Tak jak ustaliły dziewczyny po lekcjach Łucja poszła do domu Nataszy. Natasza miała nieduży domek. Mieszkała w nim tylko z matką, bo ojciec umarł gdy miała pięć lat, przez to matki nie było w domu i nie miała dla niej dużo czasu, ponieważ musiała zarabiać na jej utrzymanie.
Bo tylko wdowy pracują na utrzymanie dzieci, pozostałym matkom zabrania tego konstytucja.
 
Zła, wyrodna matka, jak ona śmie pracować na utrzymanie, skoro powinna siedzieć z córką w domu! (Bo moim zdaniem to zdanie pobrzmiewa takim podświadomym wyrzutem… właściwie nie wiadomo o co.) 
Za to, że klasa średnia jeszcze nie wymarła.


Dziewczyny poszły do pokoju Nataszy. (...)
-To co…powiedz mi teraz o co chodzi z tą szkołą? – zapytała siadając naprzeciwko dziewczyny.
-Ehh –westchnęła – Cóż tu mówić? Aśka chce mnie wysłać do szkoły z internatem, a tam pewnie wynajmie mordercę, który mnie zabije i kropka… hehe –zaśmiała się.
Bo wiadomo, że morderstwa dokonane na terenie internatów nie są przedmiotem śledztwa i generalnie nikogo nie obchodzą. A może to jakaś Shawshank High School?
 Nie, ale regularnie robią LARPa do “Kota wsród gołębi”. 
A potem Łucja okaże się wampirem. Bo to była szkoła dla Świętych Rycerzy Wampirzego Sera Pleśniowego. Zdobędzie moce pozwalające rozpuszczać wzrokiem krążki camemberta, a wrogów pokona Tchnieniem Starej Gorgonzoli.


-No widzę, że ci przeszło –uśmiechnęła się. Bała się, że nie uda jej się pocieszyć przyjaciółki, a jej już przeszło. – Będę za tobą tęsknić… Obiecaj mi, że będziemy codziennie ze sobą pisać!
Bo z takich internatów to nie można wychodzić, żeby się spotkać z przyjaciółką! Trzeba mieć przepustkę i zgodę Ministra Obrony Narodowej.
 I strzelbę na zombie.


-Obiecuję, ale nie chcę Cię zostawiać i innych… tu jest mój dom…(...)
- Hmmm… mam pomysł!!! (...) Dzisiaj w klubie koko-bono
Klub koko-bono? Poważnie?
...Właściwie to znalazłam
Klub Koko-Bongo. W Mielnie Koszalińskim.


jest prywatna impreza, na której będzie obecny Filip Bobek, Kamińska i wiele innych gwiazd!! (...)Bobek ma imponującą filmografię… *parsk* Błagam, niech tylko on się nie okaże Trulofem, bo padnę. 
Gwiazdorzy, bo go z Frasyniukiem mylą.  
Nie lekceważcie mocy wafelka Prince Polo!


-Eeee… a jak my się tam dostaniemy? Przecież nie jesteśmy jakimiś gwiazdami, więc nas nie wpuszczą!
 Na pewno nie. Zwłaszcza ze w Warszawie nie ma niczego o nazwie koko-bono, za to jest Koko Bongo. Dokładniej “Koko Bongo. Konkret Pizza Nocna”. To musi być naprawdę elitarny klub…


-Nie bój boba siostro coś wymyślę, a Lucek i Kacper nam pomogą! 
Wejdźcie drzwiami kuchennymi! Albo wiem, niech główna bohaterka przebierze się za swoją macochę! 
Za jej ratlerki.

Zabawimy się z Bobkiem! 

 Yyyy… To nie brzmi dobrze. Zwłaszcza kiedy wyobrazimy sobie tego Bobka:
 
Party hard!


To będzie taka impreza pożegnalna dla Ciebie. I co wchodzisz w to?? (...)
-A co mi szkodzi! – uśmiechnęła się.
-Taaaaak!! – rzuciła się na przyjaciółkę obejmując ją mocno. – Musimy się wystroić… 
...choć jeszcze nie wiemy, jak tam wejdziemy. Chyba że mają na myśli to, że przebiorą się za hostessy i w ten sposób się wkręcą. 
Grudzień jest, przebiorą się za choinkę. A jak jeszcze bombkami postraszą…


-Wiesz muszę wrócić do domu i wziąć sobie jakieś ubranie i do tego Aśka musi być przekonana, że jestem w swoim pokoju i modlę się przykładnie…ale jak to zrobić ona wchodzi do niego bez pukania, a jak się zamknę na klucz to wyważy drzwi wjeżdżając na bojowym wielbłądzie albo wypożyczy taran od armii Saurona… - Usiadła na łóżku, które miała za sobą, ułożyła łokcie na nogach i podparła sobie brodę.
-Damy radę, Kacper coś wymyśli! – pocieszyła ją, usiadła obok. 
Kacper wymyśli, Lucek załatwi… Bo my nie mamy mózgów, umiemy tylko pachnieć i mieć ulubione służące. 
Kacper pracuje w fabryce klonów i zrobi jej kopię zapasową?

Wyjęła telefon, wybrała numer i wcisnęła zieloną słuchawkę. – Halo Kacper?
=Tak o co chodzi?
-Jest sprawa, wybieram się z Tuśką na imprezę do klubu koko-bono i musimy jakoś oszukać jej macochę… masz jakiś pomysł?
=Tak, a jak chcecie się dostać do koko-bono? To samobójstwo! Jak was przyłapią to będziecie miały kłopoty! 
Mafia wam nie wybaczy wtargnięcia na ich imprezę! 
Każą wam zjeść całą brukselkę i iść spać bez dobranocki. A potem obedrą ze skóry i zrobią z niej abażury.
Chcecie wejść do koko-bono?!
 
Jak przedrzecie się przez setki strażników, laserowe zapory, zasieki z drutu kolczastego i smoka?


-Spoko, Lucek coś wymyśli. Ty też z nami idziesz co??
=Zobaczę, teraz zajmę się problemem Łucji, spotkamy się u niej o 16, ok.? 
“Zajmę się problemem Łucji” naprawdę brzmi tak, jakby one wynajęły go do sprzątnięcia macochy… Dodać do tego tylko grzmot w tle i mroczne spojrzenie spod kapelusza i będzie git morderca. 
MSM - Mały Seryjny Morderca
Czyli Kacper rozwiąże kwestię macochy, ale do koko-bono nawet nie startuje. Lucek musi być kozakiem większego kalibru… Może to zdrobnienie od Lucyfer?


(...) Natasza pobiegła do szafy, otworzyła ją i zaczęła szukać jakiejś kreacji na wieczór. Znalazła obcisłą czerwoną sukienkę nad kolano z marszczeniami i grubymi szelkami.
 Sukienka na szelkach? To jakaś alternatywa/konkurencja dla naramek? 
A poczciwe “szerokie/wąskie ramiączka” łkają w kącie.
Może to kolano miało marszczenia i szelki?


Spakowała ją do plecaka razem z czarnymi szpilkami na platformie z kokardą na przodzie i torebkę kopertówkę, czarną z srebrnym łańcuszkiem. Wzięła jeszcze perłowy naszyjnik i kolczyki. Rzeczywiście, bardzo, eee, gustowne…
Przypominam, że dziewczątko nie ma jeszcze piętnastu lat. Z pewnością w tych perłach i platformach będzie wyglądała olśniewająco.

Mam przed oczami obraz wytatuowanych, murzyńskich bliźniaków o nazwisku Szpilki (Shpilky?), kręcących wiertłem na platformie wiertniczej i napierdalajacych donośnym głosem na kumpli, że im tryskająca ropa kokardki brudzi...

Łucja już na nią czekała przed domem.
-Pan Filip zaraz po nas przyjedzie – uśmiechnęła się do przyjaciółki.
-Dobra. – odwróciła się i zamknęła drzwi na klucz.
Po piętnastu minutach przed dom Nataszy podjechał biały mercedes benz. 
Taki?
Nie wiem, czy bardziej śmiać się z tego "Benz" (znacie kogoś, kto tak mówi?), czy z pisowni.

Wysiadł z niego starszy-tak po czterdziestce, niski,  szczupły mężczyzna.
 
Starszy = Po czterdziestce. Narratorze - pan Gary Oldman, rocznik 1958, ma ci coś do powiedzenia:
 
A gdybyś nie zrozumiała, jeszcze słówko od Mr. Jackmana (rocznik 1968):
Pan Mikkelsen, rocznik 1965, ma do dodania tylko jedno:

Przywitał się z dziewczynami i otworzył im drzwi samochodu, zaprosił je do środka gestem ręki.
Doprawdy - boję się zgadywać, gestem  czego innego mógłby je zapraszać. 
Okrężnicy.

Pierwsza wsiadła Łucja, a za nią Natasza. Szofer zamknął drzwi, obszedł auto i zajął swoje miejsce za kierownicą.  
 
Wyciągnął lewą rękę i złapał kierownicę, prawą dłonią przekręcając kluczyki w stacyjce. Zdobił wdech nosem.  
Zapalił silnik i ruszył.
Po dziesięciu minutach były już na miejscu. 
10 minutach? To chyba nie było jednak Papamobile, tylko Batmobil.
Skąd wiesz, może Łucja mieszkała tuż za rogiem.

Nie czekając aż szofer otworzy im drzwi wypadły z auta i popędziły do domu, do pokoju Łucji. Zamknęły się w nim na klucz i zaczęły przebierać rzeczy Tuśki.

Zakładały spodniom skarpetki, stanikom ciepłe sweterki itd.


-Masakra! Ile ty masz tych ciuchów! Chciałabym tyle mieć! – zapiszczała z podniecenia Natasza.
-Tata zawsze jak gdzieś wyjeżdża to kupuje mi masę ciuchów, przecież ci mówiłam, że jak coś ci się spodoba to sobie to weź! 
Towar pierwsza klasa, bez cła, VATu i akcyzy!
-Wiesz, że nie mogę. Ale dobra skończmy ten temat już jest 15:25, mamy tylko trzydzieści pięć minut na wybranie ci ubrania i makijaż. 
A co, impreza zaczyna się o 16? Zaraz, przecież o takiej godzinie to może być co najwyżej spotkanie Klubu Mam w kawiarni, a nie impreza w klubie dla celebrytów…
Niech poczekają, koło 20 pewnie już nikt nie będzie pamiętał, co to za impreza, kto był zaproszony i co właściwie wszyscy tutaj robią.

Gorzej, o 16 ma przyjechać po nie kolega. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby zobaczył je nieumalowane?


-Kurde, to już tak późno?? – odwróciła się gwałtownie za siebie patrząc na zegarek stojący na szafce nocnej. Dała nura do szafy i wyciągnęła czarną sukienkę nad kolano z cekinami (auć, przyszywanie cekinów do kolana musiało boleć), bez szelek z grubym czarnym paskiem pod biustem. Szybko poszukała dodatków, czyli złotych kolczyków, bransoletki i naszyjnika.
 Kolczyki, bransoletka ORAZ naszyjnik. Szkoda że jeszcze pierścionków nie założyła i złotego zęba.
Nie zapominaj o cekinach na sukience. I o niespełna piętnastu latach. Powinna jeszcze dziesięć zegarków założyć, to może ten zestaw ujdzie jako stylizacja na krasnoarmiejca pod Reichstagiem.
Ja bym założył na głowę kryształowy żyrandol od Svarowskiego i zalotnie machał kandelabrem.


Wyciągnęła z dolnej półeczki sandały na wysokim obcasie z platformą
 
Albo obcas, albo platforma. Chyba że zwinęłaś je z jakiejś mocno awangardowej kolekcji haute couture. 
To była platforma szerokiego porozumienia społecznego.
Platforma była tuż pod noskiem i służyła do odgarniania śniegu.

i torebkę kopertówkę, złotą-czarną z dużą kokardą na przodzie.

Nadającą całości prawdziwy sznyt romskiego wesela.


-Dobra weź szybki prysznic, a ja przyniosę herbatę i ciastka, i powiem Aśce, że będziemy się uczyć. – Łucja wyszła z pokoju, a Natasza zrobiła tak jak jej powiedziała przyjaciółka.
Po kwadransie Natasza była już ubrana i suszyła sobie włosy. Gdy skończyła wzięła się za makijaż, a w tym samym czasie Łucja wzięła prysznic, wytarła dobrze swoje ciało i
kilka cudzych, z rozpędu, lecz już nie tak starannie nałożyła czarną sukienkę.
Nałożyła ją równomiernie na skórę, rozsmarowując delikatnie na policzkach
i doprawiła dla smaku.


Podsuszyła włosy i się wymalowała.
Zaczął zdzwonić telefon Łucji, odebrała go.
-Co jest Kacper? – spytała.
=Już jestem, otwórz okno to wejdę przez nie. – rozłączył się.
A to tam nie ma żadnej ochrony ani monitoringu zewnętrznego, każdy może sobie wchodzić przez okna?


Podbiegła do okna i je otworzyła, chwilę później do środka wleciał plecak, a za nim wszedł młody wysoki brunet. Miał niebieskie oczy i przystojną twarz. (...)
-I co wymyśliłeś? – zapytała zniecierpliwiona Natasza podbiegając do chłopaka.
-Po prostu nagram was jak się uczycie i puścimy to nagranie w kółko na kompie i nikt nie powinien się zorientować…chyba. – uśmiechnął się żartobliwie. 
CZO…?

Następnie napompujemy manekina, przywiążemy sznurkami jego łapki do automatycznego rowerka treningowego, aby imitował ruch, wprowadzając w konfuzję patrzących z zewnątrz. Dodatkowo, aby nikt nie otworzył drzwi, podczepimy do nich mikrofon, wrzeszczący po naciśnięciu klamki “Jestem goła!!!”. Tak zabezpieczonego pokoju nikt nie spenetruje. (“Kevin sam w domu” ™)
-Chybaaa! – wrzasnęła blondynka podchodząc do przyjaciela.
-A co miałem lepszego wymleć? Co Tuśka?
 Możesz na przykład zboże na chleb. Albo Tuśkę na mielone. 
Ozorki. Ozorem znaczy się.


-A właśnie! Dzwoniłem do Lucka i powiedział, że się zajmie tymi wejściówkami.
-To super! – wrzasnęła znowu Natasza.
-Dobra to nagrywamy.
O szesnastej skończyli nagrywać fałszywą naukę.
 
Nagrywali je takie wystrojone i wymalowane. Na pewno nikt nie nabierze podejrzeń! 
Namiętnym głosem recytowały elementy budowy męskiego układu rozrodczego.
No to tyle tego ponagrywały, że ho ho. Służba zacznie wieszać się z rozpaczy, słuchając co trzy minuty tych samych pytań i odpowiedzi.

Kacper przerobił ją na komputerze i puścił by chodziła
po pokoju, tupiąc nerwowo. Dziewczyny za ten czas dokończyły makijaż i były gotowe do wyjścia. Musiały jeszcze wstąpić do fryzjera, bo przecież nie pójdą na takie wspaniałe przyjęcie uczesane jak z epoki kamienia łupanego! Rozumiem więc, że na co dzień wyglądały tak?
(Nie dziwię się, że matka jednej z nich robi na tylu etatach, że jej nie ma ciągle w domu - skoro musi zarobić na fryzjera córki, która postanowiła włamać się na imprezę…?)


Przy pomocy Kacpra wyszły przez okno i pojechały jego porsche do fryzjera.
 
Porsche. A podobno w tej szkole wszyscy tacy biedni… 
No ba, z takim Porsche to wstyd się pokazywać wśród Bentleyów czy innych Lexusów…
I one w tych szpilkach i platformach i obcisłych kiecach do kolan wyłaziły przez okno? Sąsiedzi musieli mieć ubaw po pachy.


Była to znajoma Łucji, więc przyjęła je poza kolejką, lecz nie miała zbyt dużo czasu na wymyślanie fryzur. Tuśce podtapirowała grzywkę i zakręciła włosy upinając część z tyłu w kok, a resztę popuściła.
 
Popuścić to w majty można. 
W kontekście tego opka to istne życie na granicy.
Ja wciąż próbuję wyobrazić to sobie na czternastolatce i za każdym razem turlam się ze śmiechu.


Nataszy zaczesała grzywkę do tyłu, podkręciła trochę włosy i upięła je w zgrabny kok. Po trzech godzinach dziewczyny były już gotowe na imprezę.
 
Wait - zaczesanie włosów i podkręcenie ich zabrało trzy godziny? I jeszcze kasę za to wzięła? Cholera, to może i ja zostanę fryzjerem i będę czesał bogate, zblazowane małolaty?
Jeśli umiesz klecić koki, to śmiało. One i tak nic innego nie znają.


Podziękowały Ani za pomoc i ruszyły na ulicę Racławicką
Czego nie było? Sensu? Logiki? Tego i tak już nie ma. 
Jest tylko płacz i zgrzytanie zębów.


Po dwudziestu minutach byli już pod klubem koko-bongo. 
BoNgo! Ha, czyli to jednak jest ta pizzeria!
Albo ten klub z Mielna Koszalińskiego. I jak to jest, że tam wszystko jest w odległości dwudziestu minut od wszystkiego? *wyobraża sobie, jaki odcinek drogi można pokonać w 20 min w centrum Warszawy po godz. 16*


Kacper zostawił je na chwilę aby zaparkować samochód i się przebrać. Po piętnastu minutach wrócił razem z Luckiem przebrany w elegancką koszulę, garnitur, spodnie i buty, założył nawet muszkę.
 
E tam. Zabawnie by było, jakby włożył elegancką sukienkę, gogle i płaszcz przeciwdeszczowy.

Lucjan przywitał się z dziewczynami, a najczulej z Łucją, którą ucałował w policzek.
-Masz wejściówki? – zapytała Natasza.
-Mam, ale tylko trzy… Ktoś musi wejść przez okno. 
Niech dziewczyny wchodzą! W tych szpilkach!
(Ciekawe swoją drogą komu je ukradł.)

Pfff, przez okno… Adam Jensen wbija na imprezy przez kanał wentylacyjny za męskim kiblem!


-Trzy!!! – krzyknęły równocześnie dziewczyny.
-Taa, co wy uszów nie myłyście? –zapytał. 
Byleby myły USZY, to będzie dobrze. 
Tak się teraz na to mówi? Uszy?
-Dobra to ja się poświęcę i wejdę przez okno – oświadczył Kacper.
-Przykro mi, ale to musi zrobić jedna z pań, bo dwóch wokalistek nie wpuszczą… Chyba, że któraś umie grać na jakimś instrumencie? 
Myślałam że wokalistka śpiewa, a nie gra… Ale ja się nie znam na wielkim świecie szołbiznesu. 
Może i dobrze. Jeszcze ktoś rzuciłby suchara o pracy ustami i grze na flecie.
Ale ja nie rozumiem. Te wejściówki są wystawione na zawód i Lucek przyniósł "wokalistkę" i dwóch "cieciów"?


-Ekhem! – odchrząknęła Tuśka – to wypadło na mnie…
Cała trójka popatrzyła na nią zaskoczona. Zlustrowali ją spojrzeniem, miała najwygodniejszy strój z całej grupy. Lekka, przewiewna sukienka nie hamowała jej ruchów, tak jak w przypadku Nataszy. 
A obcasy były wyjątkowo niskie, tylko 8 centymetrów, tak.
Z pewnością wspinanie się po oknach jest wygodniejsze w kiecy i na obcasach niż w garniturze. Chyba że obaj panowie założyli swoje gajerki z przyjęcin i były trochę przyciasne.
A w ogóle tam nie ma żadnej ochrony, która zauważy, że coś jest nie tak…
 
W DE: Human Revolution można było dostać się do klubu przez lufcik albo znokautować bramkarza. Co za problem?
No właśnie, jak się jest cybernetycznym superżołnierzem oh wait.


Okrążyli budynek dwa razy sprawdzając gdzie jest monitoring i nie wzbudzając niczyich podejrzeń, znaleźli trzy otwarte okna, z których tylko jedno nadawało się do wejścia, lecz było ono na pierwszym piętrze.
-To mamy problem… - szepnęła Natasza.
-Ehh… - westchnęła – Musicie mi jakoś pomóc. Ja nie umiem latać, żeby wszystko było jasne! 
Wejdź po rynnie! Albo przez piwnicę!
Spuść się na spadochronie! Wystrzel się z katapulty! Jest tyle możliwości.
-Ok, ok. Kacper jest wyższy to staniesz mu na ramionach, a ja pomogę ci na nie wejść.
Z pewnością nie zostawisz mu na ramionach plam po butach.


Tak jak powiedział Lucek, tak też zrobili. Łucja z jego pomocą wdrapała się na ramiona bruneta, jednak nie sięgała do parapetu, brakowało jej zaledwie trzydziestu centymetrów.
-Kurde! – wrzasnęła poirytowana – podrzuć mnie Kacper!
-Czyś ty oszalała? To niebezpieczne! – zawołała Natasza.
-No, masz rację… 
I tak ją podrzuć! Jak w opku pojawi się trup to może będzie ciekawiej!
W cuda wierzysz?

Gorzej i tak nie będzie, a trup to zawsze trup.


-Czekajcie! Ja mam pomysł! – zawołał Lucek i pobiegł za budynek, po chwili wrócił tachając ze sobą ławkę która usłużnie stała w okolicy i oczywiście akurat była na tyle lekka, żeby mógł ją podnieść nastolatek i na tyle mała że nikt nie zwrócił na to uwagi. Teraz poszło już łatwo. Łucja z pomocą Kacpra wdrapała się na parapet. Pchnęła okno i zgrabnie wskoczyła do środka. Nagle zamarła, bo usłyszała męski głos za sobą.ZA sobą? To chyba bóg się jej objawił w ramie okiennej…
Dracula też dziś celował w to okienko.


-Co tu się dzieje? 
To jest doskonałe pytanie drogi Watsonie! Nie mam kurna zielonego pojęcia! 
Ja chcę tylko wiedzieć, gdzie się podziała ta Japonia z adresu. 
To się nazywa chwyt marketingowy.


24 komentarze:

Anonimowy pisze...

Hm... Czyżby Ałtoreczka stosowała zasadę " Im dalej w las ,tym więcej absurdu" ? Było by to jedyne sensowne wyjaśnienie skakania na pierwsze piętro w szpikach i włamywania sna imprezę dla celebrytów. Analiza wywołała atak niekontrolowanego śmiechu. Mam pytanie : Będzie trzecia część? Bo trulawera ani widu ani słychu...

Sushi

Anonimowy pisze...

Oby była 3 część. Świetna zabawa.

małakotka pisze...

Chyba nie będzie. Dostęp na blogaska już zablokowany :<
Ale analiza przeborska!
Bobek <333

Anonimowy pisze...

Przypomniała mi się jakaś stara książka,gdzie było UFO wiszące nad ziemią i jakiś facet,który zapytał,czy nie ma drabinki...
Akcja taka,że palce pogryzłam.
Ojeja,ja też kiedyś przymierzałam dorosłe ciuchy i wykradałam mamie puder!
Ruska drogówka była przecudna.

Chomik

Serenity pisze...

Komentarze Viva zniszczyły system. :) Zwłaszcza ten o żyrandolu.

Fajnie byłoby przeczytać analizę jakiegoś avengerowego opka! :)

Anonimowy pisze...

"Wait - zaczesanie włosów i podkręcenie ich zabrało trzy godziny?"
Mogło tyle trwać. Jeśli fryzjerka użyła wałków, a potem suszyła je zimnym powietrzem. :D

Klub kogo-bongo kojarzy mi się z Maską. Tylko czekałam, aż przyjedzie swoją wielką limuzyna i zacznie tańczyć z Cameron Diaz.

Anonimowy pisze...

Haha, genialna analiza jak zwykle, tego potrzebowałem na początek weekendu. ^^
A, no i widzę że najnowszy Deus Ex całkiem u was popularny :) Mała rzecz, a cieszy.

Lenn pisze...

"Nie czekając aż szofer otworzy im drzwi wypadły z auta i popędziły do domu, do pokoju Łucji. Zamknęły się w nim na klucz i zaczęły przebierać rzeczy Tuśki.
Zakładały spodniom skarpetki, stanikom ciepłe sweterki itd."
A może chodziło o przebieranie ubrań w takim znaczeniu, jak np. przebieranie jabłek: "to robaczywe, to się nadaje, to też robaczywe..." :)

Analiza piękna, a samo opko bez wątków miłosnych, paranormalnych i innych stanowi ciekawą odskocznię od sztampy. Moar!

Anonimowy pisze...

Sukienki na szelkach... a więc tak się noszą zblazowane małolaty w Warszaffce. A jak szelki to i muszka musi być... na kopertówce znaczy się. Fantastyczna analiza :)

Niofomune pisze...

"Mnie zastanawia, od kiedy dyrektorka zajmuje się obowiązkami woźnej." - W moim liceum dyrektor się zajmuje! Kręci się po szkole jak smętny cieć i jak ktoś stoi po dzwonku dłużej na korytarzu, to podchodzi i pyta się, z kim ma teraz zajęcia. I na tym się kończą jego kompetencje.

Anonimowy pisze...

A u mnie plusy dawało się przed oceną... W podstawówce, gimnazjum, liceum i na studiach :D

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się że inspiracją do klubu koko-bono był elytarny klub Coco Bongo z filmu Maska :D

kariolka pisze...

Ja się kiedyś tu zakwikam ze skutkiem śmiertelnym :D

Anonimowy pisze...

To jedna z moich ulubionych analiz. :) Uwielbiam opka o bogatych dziewczynach, bo autorki mają bardzo ciekawe wyobrażenia na ten temat. Bohaterki mają po piętnaście lat, zachowują się jak dziesięciolatki, a świat traktuje je, jak dwudziestolatki. Ekstra.

Tak poza tym... Zawsze mnie dziwiło, dlaczego w tych wszystkich opencjach to męscy bohaterowie wpadają na najlepsze pomysły, ratują wszystkich z opresji, a mamusia musi być wdową, jeśli pracuje. Kiedy ja miałam czternaście lat i pisałam opka (na szczęście tylko do zeszytu) to moje bohaterki były odważne, samodzielne, piastowały ważne stanowiska... Były takie małe równościowe akcenty, jak tata gotujący obiad. Dlaczego autorki opowiadań tego nie robią? Pasuje im taka rola? Nawet jak autorka tworzy bohaterkę, która pozornie jest silna i dzielna to i tak nie umie żyć bez trulofa.

Gayaruthiel pisze...

Och, to byl mocny towar :D Przy klubie i gifie z okularami na troche umarlam :D

Anonimowy pisze...

Przeborskie. Pomysł z symulacją nauki mnie powalił.
Czy Jensen nie wchodził przez damską toaletę?

Anonimowy pisze...

Życie bogatych dzieciaków widziane oczami autorki wygląda uroczo absurdalnie, zwłaszcza z tą ulubioną służącą, która nazywa się jak chłopka u Reymonta (i pewnie ma też długie, jasne warkocze... przepraszam - kosy).

Ukrywanie swojej sytuacji przed kolegami ze szkoły samo w sobie nie jest całkiem bezsensowne. Jeśli niektóre rodziny faktycznie ledwo wiążą koniec z końcem, to bohaterka słusznie robi, nie rozpowiadając na prawo i lewo o swoich ulubionych służących i szafach pełnych ciuchów. Ale u autorki za chwilę wychodzi szydło z worka: nie chodzi o to, żeby biedni koledzy nie czuli się przy bogatszej bohaterce głupio, chodzi o to, żeby ktoś przypadkiem nie spojrzał na nią krzywo. Furda uczucia kolegów, przecież we wszystkim chodzi tylko o Marysię i jej wrażliwą psyche.

No i ci biedniejsi koledzy ukazani jako krwiożerczy plebs, która tylko patrzy, kogo by tu znienawidzić. Jeśli Łucja jest fajną, miłą koleżanką, to nikogo nie będzie obchodziło, ile zarabia jej ojciec. Trochę mam opory, żeby stawiać za przykład Rafała Kosika, ale, kurnać, autorko: spójrz na bohaterów cyklu "Felix, Net i Nika". Obaj chłopcy pochodzą z bardzo dobrze sytuowanych rodzin i traktują to normalnie: ani się tym nie chwalą, ani nie kryją, odstawiając jakieś szopki z jeżdżeniem autobusem do szkoły odległej o 20 minut. I jakoś nie widać, żeby ktoś nimi pogardzał, a zwłaszcza ich przyjaciółka Nika, która skręca długopisy, żeby zarobić na życie.

M pisze...

Ja tam nie wiem o co tu chodzi, żeby ktoś miał się wstydzić tego, że ma ambitnych i przedsiębiorczych rodziców, którzy dorobili się fortuny. Wstydzić to się można rodziców pijaków na zasiłku, a nie uczciwie pracującego ojca.

Anonimowy pisze...

M: to nie tak. W takim ukrywaniu, o jakim pisałam, nie chodzi o wstydzenie się rodziców czy kogokolwiek, raczej o poczucie winy. Przypuśćmy, że koledzy bohaterki nie mają nawet kurtek na zimę, a ona ma szafę ciuchów, których nie nadąża na siebie zakładać. Może czuć się głupio, że ma o tyle wygodniejsze życie niż koledzy, choć sama na to nie zapracowała. Dlatego może, na przykład, bardzo mało o sobie mówić. Takie poczucie winy nie działa racjonalnie, bo ani to zasługa bohaterki, że pochodzi z zamożnego domu, ani wina jej kolegów, że są biedni, ale co robić, skoro ludzie naprawdę tak mają.

Drangir pisze...

"Dlaczego autorki opowiadań tego nie robią? Pasuje im taka rola? Nawet jak autorka tworzy bohaterkę, która pozornie jest silna i dzielna to i tak nie umie żyć bez trulofa."
Przeanalizuj pobieżnie główne postacie i zdarzenia w Zmierzchu, to powinno wiele wyjaśnić.

Pozdro.

Anonimowy pisze...

Drangir, tak, też obwiniam Zmierzch, niestety, nie on jeden. Wiele romansów paranormalnych zasadza się na tym, że bohaterka pozbawiona silnego, męskiego, paranormalnego ramienia potrafi tylko położyć się i płakać.

Ale tutaj nie ma nawet elementu paranormalnego: wszyscy są ludźmi i wszyscy są w tym samym wieku. Wszyscy mogliby mieć dobre pomysły. Ale nie, nasza bohaterka nawet nie próbuje się wykręcić od tej szkoły z internatem. Nie planuje zostać strasznie niegrzecznym dzieciakiem, tak żeby sami ją wyrzucili, nawet nie spróbuje porozmawiać o tym z ojcem. Po co cokolwiek robić - lepiej od razu powiedzieć "i tak się nie uda" i pasywno-agresywnie wyżywać się na przyjaciółce. A potem obie bohaterki potulnie czekają, aż ich koledzy wymyślą jakiś sposób oszukania macochy i wkręcenia się na elytarną imprezkę. Same z siebie umieją tylko wybrać ciuchy. Ech...

Anonimowy pisze...

Czepiać się nie chcę, bo na ogół analizy lubię - tylko mimochodem dodam, że jednak przenoszenie się ze szkoły do szkoły to nie jest takie 'mission impossible' i naprawdę nie potrzeba do tego obojga rodziców, całą sprawę można załatwić w godzinę... jakkolwiek płytko to nie brzmi, that's how it works. Idziesz do nowej szkoły, rozmowa z dyrektorem, dostajesz papier - nawet nic nie podpisujesz - myk do starej placówki, dajesz im papier, odbierasz dokumenty. Tyle :)
Jeżeli wyszło, że się czepiam, przepraszam.

Anonimowy pisze...

Czepiać się nie chcę, bo na ogół analizy lubię - tylko mimochodem dodam, że jednak przenoszenie się ze szkoły do szkoły to nie jest takie 'mission impossible' i naprawdę nie potrzeba do tego obojga rodziców, całą sprawę można załatwić w godzinę... jakkolwiek płytko to nie brzmi, that's how it works. Idziesz do nowej szkoły, rozmowa z dyrektorem, dostajesz papier - nawet nic nie podpisujesz - myk do starej placówki, dajesz im papier, odbierasz dokumenty. Tyle :)
Jeżeli jednak wyszło, że się mimo wszystko czepiam, przepraszam. Pozdrawiam serdecznie, stalowych nerwów życzę.

Nami pisze...

Przy okrężnicy śmiechłam tak, że aż się herbata zakrztusiłam. Genialne!