piątek, 6 września 2013

Wampirzy dwupak, czyli Szkoła Pucowania Miecza i bohaterka w obroży


Witajcie!
Jeszcze raz przepraszamy za tydzień przerwy - teraz analizy powinny pojawiać się raczej regularnie.
W tym tygodniu kończymy opko o przygodach dzielnej wampirzycy Andrei, która przeszła oceany, by dotrzeć do Volturi i zapomnieć o zUym Edwardzie, co nią wzgardził. Będzie dużo angstu, emowania w samotności i bezszelestnego wchodzenia  ze skrzypieniem i trzeszczeniem - oraz, oczywiście, chodzenia do szkoły. Później przeniesiemy się do świata trzech magicznych sióstr, które wywołują deszcz i piją do nieprzytomności by uczcić śmierć swoich rodziców…
...czy jakoś tak. W każdym razie - indżojcie!
Opka zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Rozdział 5
                                    


         Noc. Widok z okna w moim pokoju prowadził mnie za rękę wprost na księżyc w pełni. Swoim blaskiem i magią otulał teraz moją twarz, ten widok,  równocześnie owijając mnie kamiennym kosmicznym księżycowym jedwabiem wpuszczając do mojej ciemnej komnaty sporo światła.Siedziałam na swoim parapecie już dobre dwie godziny, po drodze zaliczyłam też kilka cudzych parapetów i trzy całkiem bezpańskie gzymsy,  ale czas już od dawna nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
Dlatego odmierzam go skrupulatnie. Co rano wchodzę też do łazienki tylko po to, by napawać się tym, że nie muszę już myć zębów. Od pięćdziesięciu lat.


Miał tylko wtedy, kiedy należałam do rodziny…Cullenów.
Którzy, jak pamiętamy z pierwszej notki, co rano urządzali odprawę w salonie.
Nie, to raczej jakaś pokrętna aluzja do powiedzenia, że “szczęśliwi czasu nie liczą”.


Nawet przez myśl to nazwisko nie chciało mi przechodzić.
Na samą myśl o pomyśleniu go mózg odfałdowywał się i rozpłaszczał jak naleśnik.
A potem odpełzał pod szafę i nie chciał wyjść.


I dobrze. Szybciej o nim zapomnę.Nagle po moim pokoju rozległ się dźwięk cichego pukania, które niczym sztylet przerwało tak bardzo potrzebną mi teraz ciszę.
Pukanie tłukło się chwilę od ściany do ściany, a potem z donośnym bdiąąąg! utkwiło w ciszy, która zwisała z sufitu na cienkiej lince. A potem było już tylko dziwniej.


-Proszę-szepnęłam niemal niesłyszalnie.
Jednym okiem zezując na trzymany na podołku dramometr. Wskazówka wychyliła się nieznacznie.
Powinna to mówić drżącym głosem, uzyskałaby lepszy wynik.


Nawet nie odwróciłam się w stronę drzwi, zdałam się na zmysły słuchu i węchu, aby odgadnąć, kto zmącił mój spokój.
Pamiętacie te akcje w ostatniej części "Zmierzchu", gdy Bella wyniuchała człowieka z kilkuset metrów? No właśnie. BoCHaterka powinna słyszeć i czuć tego ktosia już dawno temu.
Może to pukała naprawdę mała wesz?


Usłyszałam trzask, za chwilę skrzypnięcie metalu i łomot wyważanych drzwi? delikatne pchnięcie. Ktoś bezszelestnie wślizgnął się do mojej komnaty. Była to Sylvia.
Jej supermocą było bezszelestnie trzeszczenie i skrzypienie, ani chybi.
Nie, ona zrobiła rumor drzwiami, ale weszła bezszelestnie. Bo przecież jako wampir powinna tupać jak świeżo podkuty roczny źrebak.
-Bardzo przepraszam za najście…-zaczęła ze skruchą, tarzając się w prochu marnym i rwąc na sobie szaty tudzież włosy z głowy-…ale Aro pragnie Cię zobaczyć.-bardzo się zdziwiłam. Aro? A czegóż to on może ode mnie chcieć? Aaaa…pewnie chodzi mu o mój dar! No ale przecież on wie już wszystko!
No dalej, nie bądź tak skromna, też chciałabym w końcu zaznać pełni twej zajebistości.
Aro też chce. Dlatego chce się z nią widzieć - zatęsknił po prostu.


Gdyby nie moją zgubna ciekawość, najnormalniej w świecie bym go olała.
Bo już dał mi nazwisko i dach nad głową, to teraz niech spieprza. Tylko żeby płacić nie zapomniał!
Bo przecież najważniejszy i najpoteżniejszy z wampirów to ktoś, kogo można olać, kiedy robi się tak ważne rzeczy jak myślenie o niemyśleniu o Cullenach.


-Przekaż mu, że za chwilę zjawię się u niego.
-Dobrze, jest w Sali Głównej-odpowiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i cicho powtórzyła:
-Jeszcze raz bardzo przepraszam za najście.-gdy to wypowiedziała, trzykrotnie uderzyła się w głowę żelazkiem wrzeszcząc "Zła Sylvia! Niedobra Sylvia!" opuściła moją komnatę, a ja, w ślimaczym tępie wstałam, zarzuciłam na siebie czarną pelerynę i wyszłam z mojego pomieszczenia, zamykając go na klucz. Tego pomieszczenia zamykając. Razem ze zwłokami Gramatyki. Po co je zamykała? Po siedzibie Volturich grasują wampirzy złodzieje? Ech, te polskie przyzwyczajenia amerykańskiej wampirzycy! Szłam korytarzem, którego oświtlały pochodnie.
Tego korytarza. Jeżu, co jest z rodzajami w tym opku?


I to nie było tak, że pochodnie wisiały blisko siebie. Były one oddalone od siebie na sporą odległość.
Groza sięga zenitu. *ociera mrok z monitora*
A ja wycieram opko z krzywej składni. (Tylko czy wtedy cokolwiek tu zostanie?)
(Zła gramatyka i nieco kiepskich żartów.)


Chyba tylko co piąta pochodnia się paliła.
Czyżby Volturi cięli budżet?
Działali na echolokacji, jak na netoperki przystało.


Dlatego światło, które rzucały, wydawało się być przyciemnione. To wyglądało tak, jakby ktoś wziął do ręki świeciącą się żarówkę i zamknął w swojej dłoni, a ona wciąż próbowałaby wydostać światło z wewnątrz siebie na zewnątrz.
I zassać trochę do środka, tak na zapas. Poza tym wiadomo przecież, że nakryte ręką żarówki natychmiast przestają świecić!
Drodzy Czytelnicy i Autorzy. Jeśli możecie zastąpić sześć zdań, w tym wielokrotnie złożone, prostym "Na korytarzu panował półmrok", to na bora, zróbcie to. Oszczędzajcie drzewa i nasze limity transferu!


Byłam teraz już blisko ogromnych, dębowych i bogato zdobionych drzwi. Obrazy, które wisiały po obu stronach korytarza, wciąż napawały mnie lękiem. Te twarze wykrzywione w grymasie bólu, cierpienia…Brr! Aż ciarki mnie przeszły!
Bo ja jestem takim słitaśnym, miluśnym małym bezbronnym wampiraskiem.


Musiałam mocno pchnąć te wielkie, dębowe drzwi, żeby się otworzyły.
Te wielkie, dębowe. Powtórzmy raz jeszcze, bo może ktoś nie zapamiętał - drzwi były wielkie i dębowe.


Moim oczom ukazała się wielka, dębowa okrągła sala, na środku której, oczywiście na niewielkim wzniesieniu, stały trzy trony.
Czyli od wczoraj nic się nie zmieniło. Co za szok!


Siedzieli na nich kolejno: Marek, Aro i Kajusz.Pokłoniłam im się, chcąc oddać im cześć.
-Aro, wzywałeś mnie, prawda? O co chodzi?-spyatłam, niby to obojętnie, jednka w środku aż mnie skręcało z ciekawości.
-Tak, Andreo.Gdy należałaś do rodziny…Cullenów- jak zwykle wzdrygnęłam się na to nazwisko-uczęszczałaś do szkoły, prawda?-kiwnęłam głową na znak zgody z nim. O co chodzi? Czy chcą mnie posłać do szkoły? Ale jakiej?Chyba nie do ludzkiej!
Boru, oni mają jakieś maniakalne napady chodzenia do szkoły? Po co, na co?! Chcą sobie zrobić powtórkę z fragmentacji plechy?
Znaczy być wampirem to jak mieć taką nieskończoną sesję z ciągłą koniecznością pisania warunków? Boru… to ja już wolę być zombie. Albo sklątką tylnowybuchową.


W sumie to opanowanie rządzy krwi mam w jednym paluszku, no ale oni…przecież ONI się żywią krwią ludzką!
No i? Nie martwi cię to, że może w pochmurnym Forks chodzenie po ulicach przechodziło, ale we Włoszech każdy z daleka rozpozna w tobie sparklepira?
RZądza krwi = moc polegająca na kontrolowaniu przepływu czerwonych krwinek. W 5  minut możesz wywołać u wroga miażdżycę!


I ty też wkrótce będziesz musiała zacząć…Jakiś cichutki głosik w głowie odezwał się do mnie.
Ale czemu? Przecież Carlisle mieszkał z Volturi czas jakiś, a nie musiał się przestawiać na dietę gospodarzy.
Ale ona już nie chce być jak Cullenowie, ona chce być zajefajna jak włoskie wampiry!


Miał rację. Ale to jeszcze bardziej oznacza, że nie mogę już chodzić do takiej szkoły!Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. Poczułam, że głowa zaczyna mnie powoli boleć od nadmiaru pytań!
Pytania nie były przyzwyczajone do przebywania w tej głowie i bardzo chciały wyjść.
Znaczy w narracji ja tu widzę jedno pytanie, ale może i to już jest tłok…
(Czy wampiry w ogóle może boleć głowa…?)


-Spokojnie, nie mamy najmniejszego zamiaru wysyłać Cię do ludzkiej szkoły-rzekł z lekkim rozbawieniem. Poznałam to po jego kącikach ust, które lekko drgnęły w górę.
No, gdyby jego kąciki wywinęły hołubca, to by dopiero było.


Odetchnęłam z ulgą.A tak w ogóle, to skąd oni o tym wiedzieli? Czy ja miałam panikę wymalowaną na twarzy? Tak, flamastrem. -Postanowiłem, to znaczy MY postanowiliśmy że…
-…że zaczniesz uczęszczać do WAMPIRZEJ szkoły
O, czyli mamy tu crossover "Zmierzchu" z "Monster high". Fantastycznie.
Albo z tą szkołą w piramidzie pod ziemią, jaka pojawiła się w naszej drugiej analizie, o TEJ TU.


-brutalnie przerwał wypowiedź Ara, Kajusz, z naciskiem na ‚wampirzej’. Wampirza szkoła? Jeszcze nigdy o niej nie słyszałam…Założę się, że Cullen…to znaczy, Państwo X, również o tym nie wiedzieli, bo wtedy posłali by nas do takiej właśnie szkoły.
Nie, karwasz Barabasz, nie posłaliby. Bo, imaginuj sobie, młode Culleny nie chodziły przez sto lat do szkoły dlatego, że były tak niesamowicie tępe, że gdy tylko nauczyły się przypadków to już zdążyły zapomnieć, co to jest podmiot - chociaż były, bez wątpienia. Chodziło o to, że były zbyt leniwe i pustogłowe, by znaleźć sobie jakiekolwiek zajęcie, a Cullenowie nie chcieli, by ktoś zainteresował się, czemu to całe stado nie uczy się ani nie pracuje.


-Tak, jest tu blisko jedna wampirza szkoła.-potwierdził słowa Kajusza, nie kto inny jak Aro.
No ba, w każdej większej mieścinie jest. W Pizie pewnie mają nawet rejonizację.
(Nie ma sensu komentować tej interpunkcji.)


-No dobrze, ale czym właściwie jest ta wampirza szkoła?-spytałam, nie ukrywając już swojej ciekawości.Kajusz parsknął śmiechem, za co Aro prawie zabił go wzrokiem.
Dlaczego wszyscy bohaterowie tego blogaska zachowują się jak gromadka wesołych kumpli ze szkoły?
Bo narrator ma 14 lat?


Przestał, ale kąciki jego ust wciąż były skierowane ku górze. (...) -W wampirzej szkole nie uczysz się takich przedmiotów, jak ludzie.
My nie studiujemy ludzi, tylko ich zjadamy. A i tak jesteśmy za głupi, żeby pojąć choćby najprostszą matematykę czy geografię.
Ludzi uczą w innym fandomie. Przedmiot nazywa się mugoloznawstwo.


Jeżeli jesteś świeżym wampirem, uczą Cię, jak nim być.
Jeśli nieco podtęchłym, to obskrobują cię i myją dokładnie, używając dużych ilości wody perfumowanej.
Uczą technik ssania, prawidłowych sposobów rozrywania tętnic, noszenia jedwabnych peleryn i takie tam.


Przechodzisz szkolenie, podczas którego trenujesz różne sztuki walki, obronę oraz atak.
Kwi. Farmisz expa, boostujesz DMG, levelujesz z klasy do klasy… Takie tam rzeczy niezbędne każdemu wampirowi.
Przypomnijcie mi, kiedy przenieśliśmy się do uniwersum "Vampire Knight"?
I przede wszystkim na co wampirom, które i tak są silne i szybkie, a przy okazji w XXI wieku nie biorą już udziału w bratobójczych wojnach - znajomość sztuk walki?
Chyba że to nie szkoła a nielegalne centrum hazardu, gdzie prowadzi się walki wampirów, tak jak walki kogutów albo psów...


Zajęcia są dostosowane do twojego daru.
A jako że każdy wampir ma inny, układanie planu zajęć to prawdziwy koszmar.


-Dostosowane do mojego daru?-zdziwiłam się nieco. No bo na czym to polega?
Na pieleniu zimnioków, kretynko. A jak ci się wydaje? Że zajęcia pomagają wykorzystać twoje indywidualne supermoce? A skąd. Tylko zimnioki.
A i to jest tylko halucynacją z niedożywienia. A Volturi to przebrane Politbiuro.


-Dokładnie. Na przykład aktywny, mniej aktywny, umysłowy itd.
Dla ciebie przygotowano poziom "Jirinek". Nie mam pojęcia, czemu.
(Jak, u licha, wygląda dar mniej aktywny? Przyzwanie leniwca?)
Umiejętność przyzwania miski z czipsami bez ruszania się z kanapy.


Są zajęcia również dla wampirów nie posiadających daru.Szkoła, do której chcemy Cię wysłać, to Wampirza Szkoła Cleaincksword’a(czyt. klajnksworda, dop. aut.) (nie wydaje mi się, dop. Kal.),która znajduje się w małej miejscowości obok Volterry.
Wampirza Szkoła Pucowania Miecza - i jest jasne, co zajmuje uczniom najwięcej czasu.


W tej szkole jest bardzo wysoki poziom.
Pucują miecze z wielkim namaszczeniem.
BTW, nie przestaje mnie rozczulać ten fetysz "poziomu szkoły".
Niech zgadnę; każdy wampir ma swojego ludzkiego niewolnika, którego może wykorzystywać krwiście i seksualnie? (No co, w tym opku na tym właśnie polegał “poziom”.)


Mogłoby się wydawać, że wampiry nie mają żadnego poziomu nauki, bo wszystkie są zblazowanymi ignorantami bardzo zdolne, jednak uwierz mi Andreo, że nawet ty za niektórymi rzeczami możesz nie nadążać.
O teh drama, nawet ona! Ona, która wykazała się taką tężyzną umysłową, że aż nie potrafiła przeliczyć guzików na panelu windy, ona, ten Stephen Hawking w spódnicy, ta podpora Mensy, ta krynica wiedzy nie będzie mogła nadążyć! Szok.


Lecz nie martw się o to za wczasu-dodał szybko, zapewne widząc mój zmartwiony wyraz twarzy. - W razie czego przepchniemy cię jakoś z klasy do klasy.
-Dobrze, dziękuję za informację.
-Czyli się zgadzasz?-zapytał się mnie Aro. Stałam tam zdezorientowana.
-Zgadzam na co?
-No, na to, żeby uczęszcząc do tej szkoły.
-Myślałam, że to już ustalone.-Aro westchnął, trochę zirytowany.
Mary Sue, a nie nadąża, że to ona wszystkimi pomiata, a nie inni nią. Też bym się zirytowała.


-Bez Twojej zgody nie puścimy Cię do tej szkoły.
-Aha. No to tak, zgadzam się.-odparłam mało inteligentnie, kiwając głową w przód i tył.
Jak szturchnięta wańka-wstańka. Drodzy Volturi, jesteście pewni, że chcecie to-to firmować własnym nazwiskiem?
Nie mają wyboru, aŁtorka za nich zdecydowała.



Prolog                       
Byłopiękne popołudnie.
Drodzy Czytelnicy, przyzwyczajcie się lepiej do losowo pozlepianych wyrazów, bo będzie ich w tym blogasku  zatrzęsienie.


Trójka dziewczyn która wróciła do domu ze szkoły rzuciła plecakido salonu i pobiegła na strych.
Plecakido brzmi jak tajna japońska sztuka walki.
Napieprzanie się plecakami wypełnionymi podręcznikami studentów prawa.


Mieli zadanie domowe z wdż.
Mieli, ci dziewczyny.
WDŻ… Wiedza Daremnie Żenująca?


Musiały znaleźćjakieś pamiątki rodzinne i opowiedzieć o tym przed całą klasą…
O tym, jak znalazły. Dodatkowe punkty przewidziano za opis starcia ze zjawą straszącą na strychu i za przyniesienie do klasy pamiętników pełnych bluźnierczych inkantacji.


Jednak jednejsię do tego nie paliło.
Tej klasie?
Zawsze jakaś taka się znajdzie w roczniku.


Nienawidziła wspominać o swoich rodzicach. Miała wtedypięć lat a jej siostry sześć kiedy do jej domu przyszła policja z informacją ojej rodzicach.
Mam wrażenie, że "informacja ojej" jest tu całkiem zasadna.


Czuła się taka załamana. Co noc płakała za nimi i nie potrafiłasię pogodzić z ich śmiercią.
Naprawdę co noc? Odkąd skończyła pięć lat? Pomijając prawdopodobieństwo czegoś takiego - nie powinien jej ktoś, no nie wiem, wysłać na jakąś terapię?


Bolało to ją. Jednak gdy pojawiła się na strychupoczuła się jakby oni byli nadal wśród nich.
Jakby kto był wśród kogo?
Duchy rodziców. Albowiem bohaterka zapamiętała rodziców jako kłęby kurzu osadzające się na starych rupieciach.


Poczuła jakby ktoś dotykał jejramienia.  Poczuła to także jej blondsiostra i czarnulka. Zatrzymały się i spojrzały na siebie.
I zadumały się, czemu wciąż nie mają imion i co by zrobił narrator, gdyby postanowiły się przefarbować.
Nadałby im numery. (Blondsiostra brzmi jak nazwa jakieś ryby.)


- Oni tu są. – uśmiechnęła się blondynka. – Czujecie?
- Tak. – odezwała się brązowowłosa demonstracyjnie pociągając nosem.
Czarnowłosa jednak nic nie powiedziała.
Czarno-, brązowo- i blondwłosa. Geny musiały naprawdę dziwnie zadziałać…
To chyba Imperatyw Disneyowski.


Wiedziała co się tak naprawdę dzieje.Nagle przed nim zmaterializował się duch pewnej kobiety.  
Przed nim? Narratorem znaczy?


Była podobna do Blondynki. Miała blond długiekręcone włosy i niebieskie jak czyste niebo oczy. Cała trójka się wystraszyła.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że chodzi o całą trójkę oczu.


- Nie bójcie się. – powiedział duch. – Nic wam złego nie zrobię…
Przebór, jakaś święta im się objawiła? Bo tylko ten obóz zaczyna gadkę od “nie lękajcie się...”


                        Rozdział 1
    Nie potrafiłam wstać. Byłam cała zapłakana. Kolejna rocznica ich śmierci.Coraz bardziej sobie z tym dniem radziłam jednak nie potrafiłam zrozumiećdlaczego oni.
Boru, zupełnie jakbym Bruce’a Wayne’a słyszała.
Gdyby każda sierota ruszała w miasto, by prać bandziorów po mordach, świat niewątpliwie stałby się ciekawszym miejscem.


Kochałam ich nad życie i nie mogłam od tak o nich zapomnieć jaknasza ciocia.
Co ona mogła wiedzieć o stracie bliskich, w końcu to tylko jej brat/siostra nie żyje.


Dobrze wiedziałam jak nienawidziła swojej siostry za to żeożeniła się z jej ukochanym.
Rozumiem, że ciotka była grammar nazi i nie mogła znieść tego, że jej siostra się żeni z facetem, tak?


Pewnie znowu nie pojawi się na cmentarzu.Spojrzałam na swoją czarną sukienkę naszykowaną na krześle i podniosłam się złóżka. Wzięłam ubranie i poszłam do łazienki. Po raz pierwszy nie zajmowała jejżadna z moich sióstr.
Wcześniej dzień w dzień okupowały ją na zmianę, po 12 godzin każda.


Wzięłam szybki prysznic i umalowałam się po czum ubrałam.
Opisz jeszcze jak umyłaś zęby i użyłaś nici dentystycznej.
No weź, nie dowiedziałam się, jaki to był makijaż!


Spojrzałam w swoje lustro. Jedynie co nowego u siebie zauważyłam to na szyiwisiorek oznaczający tym kim jestem.
A była to obroża. Dopiero potem odkryłam, że jestem psem:
Wisiorek oznaczał ludzi byciem boCHaterką opka?


Szybko wyszłam i zeszłam do kuchni. Przystole były moje dwie kochane siostry. Rozmawiały o wypadzie na zakupy. Wsalonie było słychać telewizor. Byłam pewna że ciotka znowu się objada lodami iogląda jakieś głupie telenowele.
Poszłaby do roboty, pasożyt jeden! Pewnie jeszcze jest gruba i ciągnie zasiłki z pomocy społecznej.


Zrobiłam sobie płatki i dołączyłam się domoich siostrzyczek.
Ładując moduł pasywno agresywny.


- I jak tam Bello? – spytała mnie Rosalie.
Oho, mamy tu jedno z tych cudownych opek, które z kanonu biorą tylko imiona bohaterów!


- Nic ciekawego. Idzie na cmentarz? – spytałam szeptem.
- Nie łudź się. – mruknęła Alice. – Musiałabym ją zaczarować.
Czemu właściwie chcą, żeby jakaś wredna baba stała przy grobie ich rodziców? Ja bym raczej wolała, żeby taka osoba trzymała się z daleka od cmentarza, no ale to ja.
No bo CO LUDZIE POWIEDZĄ.


Nastała cisza. Zjadłam śniadanie i poszłyśmy do samochodu. Każda z nas miała nasobie czarne sukienki i smutne miny.
Smutne miny przyczepiły do uszu w formie kolczyków.


Każda ten dzień przeżywała na swój sposób.Ja uwielbiałam być sama
Rozkoszowałam się tą ponurą, liryczną samotnością, wręcz pasjami byłam sama.


a one na zakupach lub się upić.
Zaraz, ile one mają lat? Szanowna ciotuchna na to pozwala?
(Zakupy i alkohol - a ciotki to się czepiała, że ma płytkie rozrywki...)


Nie wiem jak one torobią że im alkohol sprzedają ale co roku są zalane w trupa i nie wiedzą corobią.
Nawet jak miały siedem lat to im sprzedali. Taktak.
Bo to takie fajne i cool i dojrzałe, tak się narąbać i rzygać gdzieś w rowie w rocznicę śmierci rodziców. Na pewno byliby zachwyceni.


Po piętnastu minutach drogi byłyśmy na cmentarzu. Złapałyśmy się za ręcei poszłyśmy. Kiedy zjawiłyśmy się przy nagrobku każda z nas zatopiła się wswoich myślach. Ja za wiele nie pamiętam. Jedynie to ich uśmiechy.
Uśmiechy tych myśli, oczywiście.
(I za tymi uśmiechami płacze od nie wiadomo ilu lat…? To Potter by sobie chyba żyły podciął dziesięć razy zanim by go do Hogwartu przyjęli.)
Rozumiem, że może jej nie być łatwo, zwłaszcza jeśli nie lubi macochy, ale jakoś zupełnie nie trafia do mnie ten coroczny wylew angstu po rodzicach, których wcale nie pamięta.


Zostawiłyśmykwiaty i chwilę posiedziałyśmy. Jak domyśliłam się po minie Alice to onawłaśnie dziękowała tacie za to że oddał jej swoje dary by mogła żyć tak jak my.W takim świecie jaki dał mi i Rosalie od naszych narodzin. Tak naprawdę jajestem córką mamy i taty. Alice urodziła się przede mną a Rosalie była córkątaty i innej kobiety.
No, przynajmniej kolory włosów się wyjaśniły. (Co nie znaczy, że ogarniam treść powyższego akapitu.)
Czyli Rosalie jest jej przyrodnią siostrą, a Alice - przybraną. Ok, może być. Ale jakie konkretnie dary ojciec oddał przy adopcji? Jaja mu urżnęli?


Byłyśmy przyrodnimi siostrami ale i tak się kochałyśmyjak normalne rodzeństwo.
A przyrodnie rodzeństwo jest jakieś nienormalne czy co?


Właściwie to nikt nam nie wypomina tego. Chyba każdyzapomniał jak naprawdę było.
A czemu ktoś miałby wypominać? Żyjemy w XIX wieku, żeby potępiać dzieci będące owocem różnych związków?


- Idziemy? – spytała Rosalie.
Spojrzałam na tą blond piękność i się uśmiechnęłam. Przecież to nie możliwe byktoś mógł dorównać z jej pięknem.
No, w takiej konstrukcji gramatycznej to z pewnością niewykonalne.


Tak samo było z Alice. Mimo że miała urodęchochlika to ciągło chłopaków do niej.
Ciągło. Za włosy do jaskini, oczywiście.


Ja nie mogłam się dorównać do nich. Niebyłam taka piękna.
Stań na drabinie, może wtedy się dorównasz.


- Tak. – uśmiechnęłam się.
Chciałam jak najszybciej stąd iść. Gdybym mogła to bym tutaj nie przychodziła.Nie miałam ochoty wracać do domu i do tej jędzy.
Nie chce chodzić na cmentarz, nie chce wracać do domu… To gdzie chce iść?
A niech idzie w cholerę.


Moje siostry miały w planachiść do baru.
A już nie na zakupy?


- Idę z wami.
Spojrzały na mnie jak na wariatkę. Co roku się mnie pytały ale odmawiałam im.Jednak dzisiaj będzie inaczej. Postanowiłam się zabawić. Zapomnieć o całejhistorii z rodzicami o o tym co stało się trzy miesiące na strychu.
Co stało się trzy miesiące na strychu? Trupy rodziców tam leżały tyle czasu?
Dziewczyna z "Klątwy" się tam zalęgła i charczała po nocach.


- Bello… jesteś pewna? – spytała mnie Alice zdziwiona.
- Tak. – uśmiechnęłam się do nich.
- Teraz idę do pracy. – skrzywiła się Rose. – Do was dołączę.
Powiedziała, po czym zamieniła się w Yodę.


Cała nasza trójka pracuję. Nad nauczeniem się zasad gramatyki. Musimy jakoś utrzymać dom i żywić się czymś. Naszakochana ciocia nie miała zamiary nam w tym pomóc.
- a opieka społeczna nie zainteresowała się tym bo?
- skoro są na tyle dorosłe, żeby się utrzymywać, nie wyprowadzą się do jakiejś kawalerki, którą mogłyby wynajmować na spółkę - bo?
Bo wtedy nie będą mogły kierować do ciotki pasywno agresywnych uwag.


Musiałyśmy poszukać sobiepracy i dorabiać. Miałyśmy na podstawowe rzeczy. Jednak nie przelewało nam się.Mogłyśmy użyć magii do pomocy ale żadna z nas nie miała na to ochoty.
...bo?
Bo się od tego końcówki rozdwajają. I nie mogłyby już grać Kopciuszków i przy każdej okazji napomykać znacząco o swoim smutnym losie.


Tata bynie był zadowolony. Podwieźliśmy Rose do pracy (Aha, “podstawowe rzeczy” = samochód. To rzeczywiście im się nie przelewa!) (Jeśli akcja dzieje się w Stanach, to rzeczywiście dość podstawowy. Tyle że tam to raczej standard, że pracujące dzieci szybko się wyprowadzają, więc nie wiem, czemu panny kiszą się u tej ciotki.)  a my pojechaliśmy najpierw dorezerwatu.
Przeczytałam “dezodorantu”.


Miałyśmy ochotę popatrzeć jak słońce zachodzi.
Po drodze był tunel czasoprzestrzenny, ani chybi.  Dziewczyny wstały, zjadły śniadanie - czyli było ogólnie pojęte rano - i po 15 minutach były na cmentarzu. Skąd tu nagle zachód słońca?


Znałyśmy dobremiejsce które nam w tym pomoże.
Wskaże nam słońce palcem, bo czasem mamy problem ze zlokalizowaniem go.


Wysiadłyśmy pryz klifie.
Przy pryzmie klifu?


Było dopiero podwunastej ale i tak nie miałyśmy co robić. Usiadłyśmy i przez chwilęmilczałyśmy.
To może poszukajcie pracy na pełen etat? Czy też wolicie dumać i dramować?
Boru, jest południe, a one siadają na dupach i czekają na zachód słońca. Ja pierdzielę, to chyba wzorzec Totalnej Bezużyteczności z Sevres.


- Kto by pomyślał. – westchnęła Alice.
- Ale z czym?
- Z tym.
Alice machnęła ręką i zaczął padać deszcz.
Wow, to się nazywa supermoc! Też bym chciała umieć przywoływać deszcz!
Pewnie ruchem brwi wywołuje wypiętrzenie gór.
Konia z rzędem temu, kto znajdzie jakiś związek tej sceny z poprzednimi wydarzeniami.


Podniosłam twarz do góry i poczułamkrople na twarzy na sobie. Deszcz. Jak ja go uwielbiałam.
W ogóle lubię samotność i deszcz i wszystkie te samotne, deszczowe rzeczy. I jestem melancholijna i liryczna. I oryginalna.


Jak byłam mała mamazawsze opowiadała mi że anioły płaczą bo im smutno.
Doktor z “Doctor who” nauczył mnie, że płaczącym aniołom lepiej nie ufać:


- Zgadzam się . – zaśmiałam się. – Tylko ty z nas panujesz nad pogodą.
- Ty za to potrafisz blokować umysły. – uśmiechnęła się.
- Rose za to potraf i rozpoznać wampiry na pierwszy rzut oka.
A narrator posiadł moc ekspozycji, przybliżającą czytelnikowi kluczowe elementy świata przedstawionego! Niestety nie potrafi jej używać tak, by trzymało się to kupy. Srsl, wyobrażacie sobie siostry, które pewnego dnia siadają na dupie i nie mogą się nadziwić, że jedna z nich świetnie skacze przez płotki, a druga programuje w Javie?


- A nasze zdolności się rozwijają.
- Tak. Za nie długo każda będzie miała po kilka darów i do tego te księgi.
Ale po co wam to? Przecież i tak nie będziecie korzystać z magii, bo tacie by się nie podobało.
(Też umiem poznać wampira. Trup pijący krew jest raczej… charakterystyczny, że tak powiem.)
Księgi im się pojawią? Mam nadzieję, że w jakichś niewidocznych miejscach…
Może być też tak:
 


- Coś ci pokaże. – spojrzała mi w oczy.
Wyciągnęła przed siebie rękę i skupiła się na czymś. Widać było że się stara byjej to wyszło. Jednak po chwili na jej dłoni pojawiła się ognista kula.
Jednak? Czyli spodziewała się, nie wiem, ciastka z orzechami?


Na jejtwarzy pojawił się wielki uśmiech a na moim twarzu szok.
Dziwiło mnie to że jej rękę nie parzy to. Gdy ja to dotknęła poparzyło mnie.
A gdy Kali jeść, to Kali nie myśleć, bo Kali jedna rzecz na raz. Z pewnością Kali cannot into polska gramatyka.


- To twój drugi dar! – uśmiechnęłam się.
- Tak. Wystraszyłam się raz Rosalie i tak się ujawniła. Ta dara. Zfajczyła firanki, ta dara. Rose potrafi do tegousypiać.
- Ej to tylko ja mam jeden dar?
- Bello ty nie zauważyłaś? – była zdziwiona. – Ty przesuwasz przedmioty jak otym myślisz.
- Skąd ty to wiesz.
- Bo mi raz zwaliłaś szafę na głowę. Wtedy to do mnie dotarło.
- Raz chciałaś mi talerz podać i musiałaś wcześniej o tym pomyśleć i ułożyć sobie szczegółowy plan przed tobąmiałam ten przedmiot.
- Poważnie ?
Spojrzałam na kamień który był koło mnie. Chciałam by spadł od wody. Tak sięstało. Sam się podniósł otrzepał z kurzu, poprawił szalik i wpadł do wody. Na mojej twarzy powstał wielkiuśmiech.
Powstał z martwych i umiejscowił się w okolicy czoła.
Powstał zbrojnie i ruszył na Bastylię.


Podniosłam się i usłyszałam chlupniecie. Koło mnie stanęła Alice. I chlupała.
- Bello , Alice.- powiedziałyśmy równo. – Kocham cię !
Wtuliłam się do niej i zaczęłyśmy się kręcić.
Eeee… Znaczy stworzyły taki ludzki bączek?
 
Tak, zafurkotały jak śmigło i uleciały w cholerę.


Jak małe dzieci. Śmiałyśmy się wniebo głosy. Nagle wpadłam na idiotyczny pomysł.
- Skaczemy? – spytałam.(...)
Rozebrałyśmy się do bielizny i z rozbiegu skoczyłyśmy. Gdy leciałyśmy czułamsię wspaniale. Zapomniałam o tym że wody jest tylko 2 metry, dlatego roztrzaskałam się o dno. jest rocznica po Raz pierwszy od dawnabyłam wolna od wspomnień.
No, roztrzaskanie się o dno na pewno pomaga pozbyć się przykrych myśli.


Po chwili byłam pod wodą. Czułam jak moje ciałootaczała woda.
Jesteś pewna, że pod wodą jest woda, a nie kisiel?
Wcześniej pewnie nie mogła się nadziwić, że jej ciało otacza powietrze.


Otwarłam oczy i zobaczyłam Alice przed sobą. Uśmiechniętąpopłynęłam do niej i wynurzyłam się. Szybko wróciłyśmy na górę i powtórzyłyśmyto jeszcze raz. Chwała bogu że nikt nas nie widzi bo pewnie wzięli by nas zawariatkę.
Jedną w dwóch osobach.


Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu by się przyszykować dozabawy.
One mają pamięć gorszą niż ta rybka z "Gdzie jest Nemo". A co z oglądaniem zachodu słońca? Co z pracą Rosalie?


(...) Zaczęłam suszyć włosy i spojrzałam na fotografiektóra była na biurku. Przedstawiała ona mnie i rodziców. Byliśmy wtedy tacyszczęśliwi. Nie mogła uwierzyć że on tak to znikło.
Ja zaś nie potrafią kaloryfer oczko.


Jednak co ja mogłam na toporadzić?
Toporadzić = radzić sobie z problemami za pomocą topora. Bardzo skuteczne moim zdaniem.
Zaaplikuj sobie prosto między oczy, z pewnością pomoże.


Gdybym wiedziała że jestem czarownicą wcześniej a nie tyle lat po tymwszystkim.
To co, wskrzesiłabyś ich poprzez mroczne rytuały dla szatana chwały?


Dotknęłam wolną ręką oprawki.Miałam na tej fotografii dwa latka.(...) Chciałam znowu mieć tyle lat co wtedy i poczuć ich bliskość siebie. Wyłączyłamsuszarkę i odłożyłam. Co odłożyła? Suszarkę, ramkę, bliskość? Narratora. Do pokoju weszła Alice. Spojrzała na to zdjęcie i sięuśmiechnęła.
- Bardzo nas kochali. I nie chcieli by byś się smuciła przez tyle lat.
Spojrzałam na nią i zrozumiałam że ma rację. Powinnam dać sobie spokój zrozpaczaniem. Zrobię to dla nich.
Specjalnie dla rodziców upiję się na balandze!
I zarzygam taksówkarzowi tapicerkę! \m/


Poszłam do mojej szafy i wybrałam jakiśstrój. Boa z piór i podomkę. Po czym się w niego przebrałam i za pomocą Alice się pomalowałam.
Nakładała szminkę, tusz i puder siostrą?! *wyobraża sobie pudrowanie nosa bujną czupryną nastolatki zamiast pędzla*
Może przeglądała się w zwierciadle jej ócz?


Onabyła gotowa od dawna. Nie wiedziałam jak ona to robi. W ciągu półgodziny byłaona gotowa i śliczna. Dłużej to zajmowało Rose. Ona potrzebowała godzin bymogła być w stanie gdzie kol wiek wyjść.
Boru, to co ona robiła? Operacje plastyczne przed każdym wyjściem?!
Ta niesamowita piękność, której urodzie nikt nie mógł dorównać? Ech, czy to tak boli pamiętać, co napisało się kilka zdań temu?


Po nie całej godzinie każda z nas byłagotowa. Miałam na sobie czarne rurki i fioletową tunikę oraz kozaki do kolan.Wyglądałam ślicznie. Alice miała legginsy i tunikę na ramiączkach w kolorzekrwistej czerwieni a Rose sukienkę i legginsy.
Jakie to oryginalne.
W blogaskach postać nienosząca leginsów i tuniki zostaje uznana za agenta wrogiego fandomu i deportowana.


Cała nasza trójka była śliczna.
- Nigdzie nie pójdziecie. – powiedziała ciotka.
Odwróciłyśmy się do niej i zobaczyłam krzywą twarz kobiety.
 


- A to ciekawe czemu ? – spojrzało na nią Rose z pogardą.
- Bo jesteście małolatami i marsz do łóżek. – jej głos był srogi.
Podniosłam jedną brew i parsknęłam śmiechem. Ona nami nie będzie rządzić.Odwróciłam się na pięcie i wyszłam.
To bardzo dojrzałe jest. I takie odpowiedzialne, i fajne… tylko że nie.


Lekki wiatr obwiał moja twarz jakby mnie zacoś przepraszał. Zrozumiałam że to był tata.
A jak jej wierzba szumi, to babcia do niej gada. Spokojnie, takie rzeczy się leczy.
Boru, jej tata lata po mieście i podwiewa dziewczynom sukienki. Ale przypał. Matka pewnie bulgocze w rurach.


W moje ślady poszła reszta sióstr.Każda z nas buła wrażliwa na duchy.
A kajzerki potrafiły wróżyć z kart.
A grahamy trzaskały runami aż iskrzyło.


Potrafiłyśmy wyczuć je. Wsiadłyśmy donaszego grata i pojechałyśmy do najbliższej dyskoteki.

26 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ech, dziewczyny, od kilku godzin co chwilę sprawdzam, czy jest analiza. Ale w końcu się doczekałam, biorę się za czytanie :)

Tonks

Anonimowy pisze...

O boru szumiący! przez to pierwsze opko jakoś da się przebrnąć (chociaż chyba raczej z przyzwyczajenia), ale to drugie, o matko i córko, masakra... jakaś dziesięciolatka to pisała? Podziwiam Was dziewczyny za wytrwałość. Ja się zmęczyłam już po paru zdaniach. Tylko Doktor uratował mój mózg przed schowaniem się w jakiś ciemny kąt, a "informacja ojej" zrobiła mi dzień :)
Świetne analizy!

szerpa

Wypłosz pisze...

Na początku nie zorientowałem się, że pierwsze opowiadanie już się skończyło, i czytam drugie, więc miałem niezły galimatias w głowie, łącząc tę wampirzycę z Bellą i zastanawiając się, co się właściwie dzieje.

Załapanie wcale nie ułatwiło zrozumienia treści.

Pozdrawiam i kłaniam się nisko

mrUnknown pisze...

Plecakido made my day......
śmiałem się jak nie przyrównójąc Light na grobie L'a
Mało się nie wywróciłem z krzesła

mrUnknown pisze...

A no i jeszcze macie very big plusa za to nawiązanie do Arki Szatana...

Kobalamina pisze...

"Lekki wiatr obwiał moja twarz jakby mnie zacoś przepraszał. Zrozumiałam że to był tata.
A jak jej wierzba szumi, to babcia do niej gada. Spokojnie, takie rzeczy się leczy.
Boru, jej tata lata po mieście i podwiewa dziewczynom sukienki. Ale przypał. Matka pewnie bulgocze w rurach."

Ten fragment zrobił mi dzień, dziękuję :D

Anonimowy pisze...

Doctor i sieroty-pogromcy bandziorów rulez.

Jedno tylko pytanie: czy w którejś z poprzednich analiz, sprytna i wybitna Andrea nie określiła obrazów Volturich jako śliczniusich/milusich, a teraz się ich boi? Chyba że to takie obrazy, jak te odpustowe hologramy - raz kucyponek, raz zombie podczas posiłku.

Przez drugie opko, mój mózg o mało nie zwiał pod szafę. Ta gramatyka boli bardziej, niż cios Plecakido.

Ejżja

Anonimowy pisze...

Oj, bo Rose musiała się trochę natrudzić, żeby jej makijaż był wystarczająco niewidoczny i nie zasłaniał jej przecudnej urody!
Drugie opko było lepsze. To znaczy gorsze. Kwikaśne, w każdym razie.
Goma

Phea pisze...

Matulu, to drugie opko to jakieś mistrzostwo świata jest. Kontynuujcie! Koniecznie!

Phea pisze...

... Ojoj. Właśnie się połapałam, że nie ma ciągu dalszego :( Szkoda to wielka.

Serenity pisze...

O mamo, to drugie było tak durne... Zakładam, że gdyby istniała kontynuacja, to dziewczęta poznałyby trzech czarujących chłopców-sierot o imionach Emmet, Edward i Jasper. A potem przygarnęłaby ich dwójka samotnych ekscentryków - Carlise i Esme.

Babatunde Wolaka pisze...

"Szłam korytarzem, którego oświtlały pochodnie.
Tego korytarza. Jeżu, co jest z rodzajami w tym opku?"
W tym przypadku raczej z przypadkami :)

"Musiałam mocno pchnąć te wielkie, dębowe drzwi, żeby się otworzyły.
Te wielkie, dębowe. Powtórzmy raz jeszcze, bo może ktoś nie zapamiętał - drzwi były wielkie i dębowe."
Były one również piękne i czerwone, a boCHaterkę, po pchnięciu ich, strasznie bolało ramię.

"Drodzy Czytelnicy, przyzwyczajcie się lepiej do losowo pozlepianych wyrazów, bo będzie ich w tym blogasku zatrzęsienie."
Jak, niestety, na wielu blogaskach onetowskich po zeszłorocznej "rewolucji" na tej placformie.

"Plecakido brzmi jak tajna japońska sztuka walki."
Puresakido - Droga Plecaka, okryta mrocznym nimbem tajemnicy technika używana przy ustalaniu hierarchii rówieśniczej w japońskich szkołach.

"Blondsiostra brzmi jak nazwa jakieś ryby."
W sumie niezły ksywonim dla jakiejś supervillainessy.

"Każda z nas miała nasobie czarne sukienki i smutne miny."
Przeczytałem "smutne muffiny". W sumie też pasi.

"Przyzwanie leniwca" mię urzekło, podobnie zresztą, jak "Kali cannot into polska gramatyka."

Kahairel pisze...

"Boru, jej tata lata po mieście i podwiewa dziewczynom sukienki. Ale przypał."
Rulez.

Anonimowy pisze...

"- Oni tu są. – uśmiechnęła się blondynka. – Czujecie?
- Tak. – odezwała się brązowowłosa demonstracyjnie pociągając nosem.
Czarnowłosa jednak nic nie powiedziała.

Czarno-, brązowo- i blondwłosa. Geny musiały naprawdę dziwnie zadziałać…"

Kiedy to przeczytałam, na myśl od razu przyszły mi siostry Black. Bella, Andromeda i Narcyza miały chyba takie kolory włosów, prawda? Ale jednak nie, to opko o wampirzycach. Cóż, w każdym razie analiza genialna :D

SineN

Lumi pisze...

Gdy dotarłam do: "A gdy Kali jeść, to Kali nie myśleć, bo Kali jedna rzecz na raz. Z pewnością Kali cannot into polska gramatyka." byłam zmuszona zrobić dłuższą przerwę na zakwiknięcie i wyrżenie.

Krótko mówiąc - pięknie, ale analiza drugiego opka (jak zresztą ono samo w sobie również) rozbraja bezlitośnie.


Jestem bardzo ciekawa co znajdę u Was w przyszły piątek ^^
(A cichaczem nawet liczę, że jakieś gwałcące kanon narutopodobne opko, brakuje mi tego fandomu tutaj ostatnio :c)

Amy Gryffin pisze...

Od czego zacząć... analiza jak zwykle kwikaśna, drugie opko mnie urzekło swą gramatyką, oryginalnością i ogólnie pojętą zajebistością.
" Lekki wiatr obwiał moja twarz jakby mnie zacoś przepraszał. Zrozumiałam że to był tata.
A jak jej wierzba szumi, to babcia do niej gada. Spokojnie, takie rzeczy się leczy.
Boru, jej tata lata po mieście i podwiewa dziewczynom sukienki. Ale przypał. Matka pewnie bulgocze w rurach."
Ómarłam :)
"
Po nie całej godzinie każda z nas byłagotowa. Miałam na sobie czarne rurki i fioletową tunikę oraz kozaki do kolan.Wyglądałam ślicznie. Alice miała legginsy i tunikę na ramiączkach w kolorzekrwistej czerwieni a Rose sukienkę i legginsy. "
Alice musiała wyglądać, jakby miała na sobie piżamę...
I na koniec spam (zła Amy! niedobra Amy!)
http://trzeci-wymiar-historia-kathy.blogspot.com/
zapraszam do siebie (choć o analizę nie proszę).

Anonimowy pisze...

Wreszcie analiza <3 drugie opko zabiło mnie totalnie, najbardziej te zlepki słowne, które aŁtorka nam zaprezentowała. Uwielbiam Was, Wasz blog i czekam na więcej!
''Ja zaś nie potrafią kaloryfer oczko'' - jeden z najlepszych tekstów w całej analizie.
To cudowne, że kiedy po całym, niekoniecznie udanym dniu, można wywołać banana na twarzy dzięki Waszej pracy. Oby tak dalej! ;)

Tiganza pisze...

oesu
ja boleć mnie od to czytanie ten składnia iwogóle nie umiem, o co ten autorka chodzić....
ja pierdziu, jak ona tak wydaje lekcje w szkole, to dziwię się, że jej nauczyciele jeszcze nie popełnili seppuku przy użyciu blendera.
A może jednak?...
tak czy siusiak, Rzeczypospolite mają przerąbane z ten młodzież...

Anonimowy pisze...

*bańka wstańka .
Nie żadna 'wańka'.

Babatunde Wolaka pisze...

Powiem więcej: mańka. A także kańka, fańka, pańka, dańka i lańka.

Anonimowy pisze...

Drugie opko wywołuje zdecydowany nadmiar facepalmów, a Tennant jest ładny. Szkoła dla wampirów zrobiła mi dzień :) Dzięki Dziewczyny.
DRUMLA

Jack pisze...

Genialna analiza :D
Drugie opko mnie rozwaliło na maksa swoim poziomem... Po prostu brak słów xD

"Boru, jej tata lata po mieście i podwiewa dziewczynom sukienki. Ale przypał. Matka pewnie bulgocze w rurach."
Po prostu umarłam :D

Nie mogę się już doczekać kolejnej analizy :D

Anonimowy pisze...

Już pięc minut po północy, ja cały dzień siedzę i czekam! Gdzie nowa analka? Będzie jeszcze? ;___;

Kalevatar pisze...

Będzie w ciągu godziny! :)

Anonimowy pisze...

Yay! To poczekam, już się doczekac nie mogę! C:

Shigella pisze...

"A czemu ktoś miałby wypominać? Żyjemy w XIX wieku, żeby potępiać dzieci będące owocem różnych związków?"
Poczytajcie Fradzie i wywiady z "katolikami poboznymi", co to dzieci wysylaja do przedszkoli i szkol katolickich, aby progenitura przypadkiem nie wpadla na dziecko rozwiedzionych rodzicow, albo co gorsze - jakichs homosiow obrzydlych, sodomitow wszetecznych.