piątek, 23 sierpnia 2013

Złota zastawa w meblościance, czyli Tweedledum i Tweedledee w krainie wampirów

Witajcie!


Dziś dalszy ciąg przygód dzielnej Andrei, co to przebiegła dwa kontynenty i ocean po to, by zmienić nazwisko i [spoiler...] odnaleźć Truloffa! Tak, moi drodzy: akcja nabiera tempa, a bohaterka dostaje pokój z laptopem, nową przyjaciółkę i przystojnego wampira jako bonus. Cały ród Volturich pada przed nią na kolana, a za drzwiami kryje się Dziwna Ciucholandia...
Miłego!


Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.



Podeszłam bliżej.Obydwaj wbili we mnie swój wzrok.Mieli szkarłatne oczy.
Pewnie od nadużywania zaimków, to paskudna przypadłość.


-Cześć!-rzuciłam nieśmiało.Oni parskneli śmiechem.
-Czego tu szukasz?-spytał jeden z nich.Ten znacznie niższy.
Kto jeszcze nabrał przekonania, że kuchennej furtki od zamku Volturi strzegą Flip i Flap?


-Yyyy…-na chwile mnie zatkało,jednak szybko się pozbierałam.
-Nazywam się Andrea…-nie wiedziałam jak się przedstawić.Było to dla mnie trudne,bo nie wiedziałam czy nazwać siebie Cullen.
Więc stałam tam jak to cielę i rozmyślałam nad odpowiedzią,która byłaby wystarczająco zajebista. (...) Pół godziny później…
Nie wiesz, jak się przedstawić, boCHaterko? Mam kilka propozycji:


-Nie wiesz,jak się nazywasz?-przerwał moją zadumę wyższy wampir.Chyba powiem że Cullen,w końcu należałam do tej rozdziny i dopóki „Wielkie Trio” mnie nie przyjmie,będę nosić to nazwisko.
Z wampirami widać jak z kotami: co nowy właściciel, to inne imię.
A to oni mają jakiś prikaz przedstawiania się z nazwiska? Od używania samego imienia porastają rzeżuchą czy co?


-Wiem.-w końcu się przełamałam-Nazywam się Andrea Cullen…-przerwałam,bo gały wyszły im z orbit
A bloczki do kolekcjonowania autografów same wskoczyły do rąk.


-…i chciałabym dołączyć do Volturich.-myślałam,że padną trupem.Yyyy…miałam na myśli,że się przewrócą..Zmieszali się,było im strasznie głupio.
A potem padli na kolana i błagali o wybaczenie. O tak:
...Albo zastanawiali się, co za bezczelny tłuk im się przypałętał. Wybierzcie, co jest bardziej prawdopodobne.


Chcąc przerwać tę niezręczną ciszę,powiedziałam:
-A wy jak się nazywacie?
-Ja jestem Felix,a to Demetri Volturi.-przedstawił ich Felix.
-Ok,to może zaprowadzicie mnie do kogoś z Wielkiego Trio,to znaczy Wielkiej Trójki.-szybko się poprawiłam.Zaczęli się śmiać.
Tak trochę z zażenowaniem?


-Ej,to nie jesteś takie śmieszne!-rzuciłam.
-Właśnie,że jest.-odparli obydwoje jednocześnie.Teraz to ja się uśmiechnęłam.
I tak stali i się szczerzyli do siebie jak trzy szczeżuje.
Niedobrze mi trochę od tego lukru…
 
Bo tysiącletnie wampiry to takie równe chłopaki zawsze gotowe pośmiać się z głupawych żartów… czyli w sumie jak w kanonie. (Patrz:  zabawy na weselu Edzia.)


-Ej,sory za to na początku.Trochę głupio wyszło…-zaczął Felix.
-No,ale my po prostu musimy tak.No wiesz,nie chcemy tu żadnych szpiegów ani nieproszonych gości.-podparł go Demetri.
Dlatego uwierzyliśmy ci na słowo i zaczęliśmy się płaszczyć przed obcą nastolatką. Musimy dbać o szacunek i respekt.
Przepraszamy, że wykonujemy swoje obowiązki. I że żyjemy.


-Ok,ok,nic się nie stało.-powiedziałam i dorzuciłam czarujący uśmiech-No to co,idziemy?-spytałam bo dalej staliśmy.
-Jasne,jasne.-powiedzieli,po czym zaprowadzili mnie w stronę jakiegoś podziemnego wejścia.
Porzucając posterunek, w wyniku czego do zamku dostało się czterech szpiegów, piętnastu nieproszonych gości, dwie zbłąkane japońskie wycieczki, trzech obwoźnych sprzedawców peruwiańskich dywanów i bardzo zdeterminowany Świadek Jehowy.


-Taki zamek,a takie wejście?-zaczęłam marudzić.
-To wejście tylko dla wampirów.-wyjaśnił Demetri.
-Tym bardziej powinno być lepsze! W końcu tu mieszka Klan Wampirów! Goście też tędy przechodzą?
A gdzie czerwony dywan? Gdzie kwiaty, szpaler ze służących i witanie chlebem i solą czerniną i cynaderką?
Przechodzą, ale tylko ci niezapowiedziani i narzucający się.


-Zależy kogo masz na myśli,wampiry,czy ludzi…-Felix nie dokończył,bo Demetri przywalił mu ręką gdzieś z tyłu głowy
Towarzyszący temu odgłos dziwnie przypominał "Ba dum tsss".


-Co?
-Nic,nic.-odpowiedział Demetri,po czym kontynuował-My zwykle nie miewamy gości,a jeżeli już,to owszem,przechodzą tędy.
-I nie narzekają?
-Nie mają czasu.-powiedział Demetri z uśmieszkiem.Nie mają czasu?A co,przebiegają tędy?Widocznie zrobiłam dziwną minę,bo zaczeli się śmiać.


-No co?-spytałam zdezorientowana.
-Nic.Czyli że co?Będziesz należeć do naszej rodzinki i będziesz naszą siostrzyczką?-spytał się mnie z rozbrajającym uśmiechem Demetri.Zaczęłam się śmiać z tej jego miny.Przestałam dopiero gdy doszliśmy do jakieś windy.
Oni tam rozpylają jakiś gaz rozweselający, żeby zmniejszyć czujność ofiar…?
Może mają wycieraczkę nasączoną LSD?


Hmmm…zapowiadało się dosyć ciekawie.Winda w podziemiach?Chyba zmienie zdanie o nich.
Bo kto ma windę, ten jest gość!


Weszliśmy do niej,a jeden z moich towarzyszy wcisnął guzik z jedynką.
-To ile tu jest pięter?-spytałam po chwili.
Przeliczenie guzików na panelu windy trochę mnie przerosło.


-Od parteru do czwartego piętra.-odpowiedział Felix.
Pokiwałam głową na znak,że rozumiem.Nie minęły 2 minuty,a już byliśmy w jakieś recepcji.”Co to, szpital?”,przemknęło mi przez myśl.
No tak, bo recepcje są tylko w szpitalach.
Inna rzecz, że recepcja w prywatnym zamku to naprawdę coś dziwnego. Chyba że zwabiają tu turystów udając ekscentryczny hotel, a potem… wiadomo.
Tę windę pewnie zajumali z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku, skoro jedno piętro pokonali w dwie minuty. To już szybciej byłoby schodami.


W recepcji siedziała jakaś kobieta,człowiek. Człowiek?! Zaczyna się robić coraz ciekawiej…
Jak się okazało,kobieta nazywała się Gianna.Grzecznie wstała zmieniła osobę podmiotu zdania i powiedziałam nam dzień dobry,a oni nawet nie spojrzeli w jej stronę.Cóż,gentelmenami nie można było ich nazwać.
Szliśmy teraz długim korytarzem.Był taki mroczny,a zarazem śliczny! Palące się pochodnie rozświetlały mrok,a obrazy na ścianach dodawały temu korytarzowi uroku.
Był mroczny i śliczny! Niczym hotel dla potworów, jaki prowadzę w gierce na facebooku!


Zwłaszcza,że przestawiały same śliczne obrazy.
Zagadka dla czytelników - co mogły powiesić sobie na ścianach mordercze, stare wampiry?
Takie śliczne obrazy:
 
 
Stawiam raczej na kotki i jelonki.


Lecz im bliżej kmońca,
Wiem, że to literówka, ale jaka ucieszna.


tym obrazy stawały się coraz mroczniejsze. Dochodziliśmy  do ogromnych drewnianych drzwi.Gdy byliśmy już prawie przy drzwiach,obrazy zmieniły się na namalowane morderstwa wampirów.
To przecież takie logiczne, że wieszacie w domu sceny wybijania waszej rasy. Ja mam np. w holu scenę zabójstwa męża córki brata ciotki mojej matki.
(Tak, wiem że chodziło o to, że to wampiry mordowały. Ale zdanie mówi co innego.)
Ale te obrazy przedstawiały co innego, a dopiero gdy się do nich podeszło zmieniły się w morderstwa, tak? Tak jak te odpustowe obrazki, na których w zależności od kąta patrzenia widać co innego?


Nie mogłam na nie patrzeć,były naprawdę przerażające.
W końcu doszliśmy do tych wielkich drzwi.Felix otworzył je,a moim oczom ukazało się pomieszczenie.
Niemożliwe! A myślałam, że kolejny rynek w mieście!


Baaardzoo duże pomieszczenie.O dziwo było jasne.Miało mało okien,za to wiele ich było na suficie.Znajdowałam się teraz w takiej jakby kopule,z okrągłym sufitem.
Nie w pomieszczeniu zwieńczonym kopułą, a w kopule właśnie. W dodatku z okrągłym sufitem. Jeżu drogi.


Ściany były pomalowane na kremowo,z płaskorzeźbami jako ozdobami.
A nie jako miejscem uprawy maślaków? Wielkie są rozmiary mego zdumienia.


Płaskorzeźby tworzyły wzory,piękne wzory.
Wzięte prosto z TEGO KATALOGU.


Podłoga była z ciemnego marmuru,na przeciwko mnie były marmurowe schody,a na nich trzy trony.Dopiero teraz zauważyłam,że jestem w sali w której jest „Wielkie Trio”.
Dobrze, że nie pomyliła jej z palmiarnią. I że w ogóle doszła do jakichkolwiek innych wniosków zanim nie przeanalizowała symboliki płaskorzeźb.


Uśmiechnęłam się pod nosem,co nie uszło uwadze innych.

__________________________________________________________________________________________

 *”Wielkie Trio”-tak Andrea nazywała Volturich.
Dzięki za wyjaśnienie, cały czas byłam pewna, że chodzi o Mozarta, Haydna i Beethovena.


Wiem,że rozdział wyszedłem,po prostu jednym słowem mówiąc, do dupy(przepraszam za wyrażenie),ale ocenianie go należy do Was.
Nie wiem o co chodzi, ale chętnie ocenię.
                       
Rozdział 3
               
                                                  
         – Witaj Andreo w naszych skromnych progach.Oczekiwaliśmy Ciebie.-Skąd on zna moje imię?
Przedstawiłaś się, pamiętasz? Naprawdę sądzisz, że ochrona im nie przekazała, kto chce się z nimi widzieć?


-Zapewne nas znasz,ale i tak Ci się przedstawimy,bo oficjalnie nigdy się nie spotkaliśmy. Ja jest Aro,a to być moi dwaj bracia: Kajusz i Marek-wskazał ręką na dwóch wampirów za sobą.Ten pierwszy tylko skinął głową,a ten drugi…był po prostu obojętny,miał gdzieś to wszystko,tak jakby nic do niego nie docierało.
O tak?
 
I nie, że “nie docierało”. On po prostu ma cię w dole pleców, bohaterko.


-Bardzo mi miło,mnie jak widzę już znacie.
-Bardziej niż myślisz…-powiedział jakby sam do siebie,ale chyba zapomniał,że wszyscy jesteśmy wampirami.
Zapomniał, że nie wspomniał wcześniej o nocy z wampirzą pigułką gwałtu? Bo tak trochę to brzmi…
Okaże się, że wszyscy trzej są jej prawdziwymi ojcami, mówię Wam.
Eee, takie rzeczy to tylko w “Mamma mia”. Proszę, niech nie zaczną śpiewać...


-No cóż,w jakiej to sprawie do nas przybywasz Andreo?-zapytał,a ja  niezupełnie wiedziałam, o co mu chodzi.Przecież wie dlaczego tu jestem,więc po co pyta?
Wie tylko, że chcesz mu się wbić na chatę. Pewnie chciałby też wiedzieć, czemu miałby na to pozwolić.
Może ona myśli, że powinni jej dziękować za zaszczyt, jaki im uczyniła?


-Przecież wiesz,Aro.-odpowiedziałam z powagą.Rozmiawiając z nim raczej nie należy zachowywać się niestosownie.
Ale tylko "raczej", więc postanowiłam mieć to w rzyci i zachowywać się ile wlezie.


-No tak,ale czy nie grzeczniej jest zapytać i się upewnić?-no niby tak,ale po co te ceregiele?
Żeby zrobić pierwsze drugie jakiekolwiek dobre wrażenie?
I żeby może pozostali się dowiedzieli? Chyba że chce mieć z Aro wspólną, słodką tajemnicę.


-Gdybym zmieniła zdanie,zapewne byś się pierwszy dowiedział.-dodałam ładny uśmiech. Przykleiłam go na końcu zdania i ozdobiłam kokardką. Odwzajemnił go.
-Pewnie się niecierpliwisz-no nareszcie przeszedł do konkretów-Owszem,możesz zostać u nas-znakomicie udawał,że się zastanawia.W końcu gdy tylko dołączyłam do Cullenów,przyszedł list od niego,iż chce mnie u siebie.
Nie wkleję gifu z M. Bisonem, nie wkleję gifu z M. Bisonem… a niech tam.


-Więc Andreo,od dziś jesteś Volturi-nazwisko to wypowiedział z dumą i czcią.Podszedł do mnie i wręczył mi medalion,na którym widniał herb Volturich-Noś go z dumą-dodał ciszej.
        Demetri i Felix zaprowadzili mnie do mojej komnaty.Na pierwszy rzut oka wyda się skromna,ale tak naprawdę była cudowna. Niech zgadnę: i miła, i śliczna? Na wprost mnie znajdowało się bardzo duże okno,które jak na razie dawało jedyne światło do tej komnaty.
Co drugi piątek dawało też mleko; jesienią dawało do pieca.
Pytanie kontrolne - to wszystko mieści się w podziemiach, tak?


Na prawo od wejścia stało ogromne łóżko z bordowym baldachimem.
Ale komnata wydawała się skromna. Pewnie dlatego, że nie zawierała złotego odrzutowca.
I złotej zastawy w meblościance. *parsk*


Zaraz obok łóżka z jego obu stron znajdowały się dwie szafki nocne z ciemnego drewna.Na obydwu szafkach stała lampka nocna.
Jedna i ta sama. Albo na każdej po połowie lampki.
Czyli laska dostała pokój dwuosobowy. Ciekawe, kto będzie współlokatorem.


Na lewo od wejścia było biurko,również z ciemnego drewna.Na biurku-ku mojemu wielkiemu zdziwieniu-stał laptop.Uśmiechnęłam się pod nosem-w końcu będę miała kontakt ze światem!Aż dziw, że nie ma wieży, ipada i najnowszego modelu iphone’a. Skoro Volturi są tacy wypaśni...

Demetri i Felix zostawili mnie samą,abym mogła chwile się porozglądać po mojej komnacie
w niemym zachwycie.
Tylko nie próbuj wykorzystać tego czasu, żeby się umyć po podróży.


Opadłam ciężko na łóżko i chwilę się zastanowiłam nad tym wszystkim.Uśmiechałam się sama do siebie na myśl,że nie jest już Cullen, tylko Volturi.Andrea Volturi-nawet pasuje.
I dają służbowe lapki u tych Volturich, a u Cullenów był tylko szampon.


Nagle spostrzegłam,że naprzeciwko mojego łóżka są jakieś drzwi.Prędko poszłam je otworzyć.Gdy już to zrobiłam,moim oczom ukazała się dziwna Ciucholandia.
Wow, ma w szafie portal do lumpeksu! Pełen serwis!
A czemu dziwna? Stroje były dla krasnoludków, czy też w powietrzu unosiły się plastry baleronu?


Dziwna-bo byly w niej praktycznie same czarne części garderoby,Ciucholandia-bo było ich strasznie dużo!Na prawo od drzwi były następne drzwi!Już się boję- pomyślałam w duchu.Gdy otworzyłam te drugie,zobaczyłam jakieś białe pomieszczenie.Dopiero po chwili zorientowałam się,że to była łazienka.
Której obecność w mieszkaniu była mniej oczywista i oczekiwana niż składowiska czarnych ciuchów.
Ciekawe po czym się domyśliła - w pokoju tym leżały tony truskawkowego szamponu?


Wróciłam do głównego pomieszczenia i zasiadłam przed laptopem.Gdy go włączyłam,wyskoczyło mi zdjęcie bardzo ładnego chłopaka-to był wampir.
Wyskoczył na nią z portu USB.


Doipiero po chwili skojarzyłam,że on również był na sali.
Nagle usłyszałam ciche pukanie.

Rozdział 4
                                            
                                                  
 -Proszę.-odpowiedziałam na ciche pukanie.Do mojej komnaty weszła niewysoka brunetka,wampirzyca.Była bardzo ładna.
-Cześć!-przywitała się.-Jestem Sylvia,a ty to…
-Andrea-nie dałam jej dokończyć.-Jestem Andrea.
I nigdy nie tracę szansy, by wciąć się komuś w kwestię.


-Bardzo miło mi Cię poznać.-odpowiedziała z uśmiechem.-Wiesz,od początku chciałam Cię poznać.Podobno jesteś od Cullenów,to prawda?
-Yyyy…tak,ale narazie nie chce o tym mówić,ok?-spytałam,mając nadzieję,że odpuści.Ta rana była jeszcze za świeża,żeby móc o niej spokojnie rozmawiać.
KWIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIK!!!
Jaka, słonko, rana? Ta wielka trauma, o której nie przeczytaliśmy ani słowa od prologu, ta ziejąca rana w duszy, która jakoś nie przeszkodziła ci rozpływać się w zachwycie nad nowym pokojem? Ta skręcająca kiszki tęsknota, przez którą nie wspomniałaś żadnego członka swojej "ukochanej" rodziny od czterech rozdziałów?


-Dobrze,nie ma sprawy.-odpowiedziała prawie natychmiast.Wydawała się bardzo sympatyczną osobą,zwłaszcza,że nie była wścibska i nie dopytywała się o nic.Już zaczynam ją lubić.
Tak, bo na pewno wszystkie wampiry właśnie ryją w twoim koszu na śmieci, próbując odkryć choć okruch twojej mhrrrocznej przeszłości.
Ciekawy przypadek attention whoryzmu - potrzeba połączona z całkowitym wyparciem tejże.


-Yyy…jeżeli chcesz,mogę opowiedzieć Ci coś o sobie…
-Jasne,opowiedz,jestem bardzo ciekawa Twojej historii.-odrzekłam natychmiast.Wolę,żeby mi opowiadała o sobie,niż ja o mnie.
No, mówienie do siebie o sobie jest dość nudne.


Usiadłyśmy na łóżku.
-Moja historia zaczęła się bardzo dawno temu,ale niestety nie mogę Ci jej opowiedzieć,bo sama jej nie pamiętam
Pozwól, że opowiem ci moją smutną historię. Oh wait, nic nie pamiętam.
Tyle wygrać.
Teraz już wiem, czemu wampiry nie urządzają pikników przy ognisku i w ogóle żadnych posiadówek. Pozabijałyby się wzajemnie z nudów (nie wspominając o tym, że krew trudno upiec na ognisku).


-tu zrobiła małą pauzę,było jej strasznie smutno.Objęłam ją ramieniem,żeby dodać jej otuchy.
No, amnezja jest smutną przypadłością.


Coś mi się zdaje,że to nie będzie szczęśliwa historia.-Ech,pamiętam tylko wojnę,na której mnie znaleziono.
Że tak przyziemnie zapytam, którą?


Kajusz mi wszystko opowiedział:Volturi mieli(i mają) wielu wrogów z różnych stron świata,ale są oni za mało potężni,żeby stawić nam czoła.Tego pamiętnego dnia jedno z klanów rzuciło wyzwanie Volturim.
Jedno z klanów, to nijakie.
Na równie nijakiej wojnie. Co za konsekwencja!


Niestety,nie przewidzieli liczebności wampirów,z jaką przyszło im się zmierzyć.A był to klan Cover’ów z Ameryki Północnej.
Byli tak liczni, że część swoich krewnych mogli bez żalu pozmieniać w apostrofy, które potem podstępnie wciskali w losowe wyrazy na pohybel wrogom.
Klan Coverów walczył z wrogiem za pomocą łamania praw autorskich oraz naprawdę tragicznych przeróbek… stylu walki.


Jak się potem okazało ja również należałam do tego klanu,ale jako posłaniec.Ja w tej bitwie towarzyszyłam Cover’om,nie brałam w niej udziału.
Bo bieganie z rozkazami zupełnie nie liczy się do udziału w bitwie, wcale a wcale.
Pewnie jeszcze ją zmusili, szantażując zabiciem chomika.


Ponoć ktoś,lub ja sama uderzyłam się w głowie i praktycznie już na samym początku bitwy odpłynęłam.
Jak niby? Nieśmiertelny, wszystkoodporny meyerpir odpływa po ciosie w czaszkę? Aż taka z niej fujara?
Zależy jaki to był cios. Jeśli trafiła ją bomba...


Gdy się obudziłam,byłam już w Volterrze,a Kajusz powiedział mi,że mój klan nie miał szans i przegrali,a ja jeśli tylko chcę,mogę należeć do ich klanu.
Odmowę wszelako przyjmą z pokorą i nie będą więcej narzucać się panience.


Zgodziłam się,bo praktycznie nie miałam wyboru,ale za to zostałam mianowana do kogoś bardziej ważnego,niż straż przyboczna.
Dobra, tym razem już nie wkleję M. Bisona, ale Wy i tak wiecie, że on tu jest.


Zostałam córką Kajusza i Atheonodory.
*jebs czołem o biurko*
Mianowali ją córką - może to jakaś ładniejsza funkcja honorowej służki, coś jak siostry w zakonie? *ma całkowicie płonną nadzieję*


Moje „życie” upływało mi głównie na polowaniu,przechadzaniu się po zamku,rozmawianiu z Demetrim albo Felixem,pewnie ich już poznałaś-pokiwałam głową na znak,że tak-no i ogólnie się nudziłam.
Nie ma to jak pożytkować nieskończone zapasy czasu, energii i pieniędzy na rozwijanie pasji albo choćby uczenie się czego popadnie. Boru, te wszystkie wampiry żyją chyba tylko siłą rozpędu.
Cicho, przynajmniej nie uczyła się w nieskończoność matematyki.


Czasem ewentualnie Kajusz opowiadał mi o Cullenach,co już było jakąś rozrywką.
Bo zainteresowanie całego wampirzego świata orbitowało wokół Cullenów niczym mucha wokół końskiego łajna.
Czytał jej powieści Meyer do poduszki.


Aż do dnia,w którym dowiedziałam się,że ty do nich dołączyłaś.Aro wysyłał do Was listy,co nie? - powiedziała głośno ciamkając gumą do żucia. - Chciał,żebyś tu była. I nareszcie się doczekał,zresztą ja też.Na kilka dni przed Twoim przyjazdem cały zamek żył tylko tym.
Specjalnie na twój przyjazd odmalowaliśmy trawę na zielono i założyliśmy wszyscy czyste gacie.
I cały dwór był jak
 


No i nie mogę uwierzyć,że teraz najnormalniej w świecie siedzę sobie tutaj z Tobą i rozmawiamy!
Bo czymże jest obecność najstarszych i najpotężniejszych wampirów przy twoim towarzystwie?


Nawet nie wiesz,jak się cieszę,że tu jesteś.Wreszcie będę miała jakąś koleżankę!
Widzę teraz coś takiego:


-tak szczerze,to też się cieszyłam,że będę miała tutaj lepszy kontakt nie tylko z wampirami,ale i z wampirzycą.
Bo choć stuknął mi już piąty krzyżyk, to i tak niezręcznie czuję się z samymi chłopcami.


Też się cieszyłam.
-No dobrze,to powiedz mi teraz Sylvio,co to za chłopak z tapety na laptopie?-zadałam jej to pytanie,bo BYŁO TO KLUCZOWE W TYM MOMENCIE byłam strasznie ciekawa,kto to taki.
Ojtam, pewnie poprzedni właściciel lapka, techniczny nie zdążył wyczyścić systemu. A co, myślałaś, że dali ci nowy sprzęt?


No a tak poza tym,to chciałabym,żeby mi opowiedziała o wszystkich wampirach z którymi mieszkam w tym zamku,ale narazie  nie chcę jej męczyć,już i tak się nagadała.
Żeby tylko zadyszki nie dostała od tego gadania.


-On? To Alec,jeden z piekielnych bliźniąt,pewnie o nich słyszałaś.-no tak,ale nigdy ich nie widziałam.-Ładny,co nie?-spojrzałam na nią.Miała rozbawiony wyraz twarzy.
-No,nawet. Widziałam lepszych-a konkretnie lepszego.W tej chwili przychodził mi na myśl tylko On,ale gdyby Go nie było,to może…
Zabij Edwarda, zaraz się zrobi miejsce.


-No,bywają lepsi,ale u nas bardzo rzadko.W końcu nasz zamek jest pilnie strzeżony,żeby nie było nieproszonych gości.Ale nie myśl sobie,że tu jest aż tak źle. Ja się nudziłam,ale razem będzie nam raźniej,zobaczysz!
Mamy tylko jedno wampirze ciacho,ale spoko, zawsze można sobie zniewolić jakiegoś fajnego śmiertelnika.


      Wyszłyśmy z mojej komnaty,z zamiarem przejścia sie po zamku.W końcu muszę wiedzieć,co gdzie jest.Najpierw Sylvia zaprowadziła mnie do biblioteki,bo była najbliżej.Była olbrzymia! Było w niej chyba wszystko! Podeszłam do jednego,bardzo interesującego regału.Wszystkie książki na nim miały sprzodu herb Volturich.
-Co to?-spytałam Sylvię.
-Ach,to. To są Księgi Wpisów.-wzięłam jedną z nich do ręki.-Tutaj każdy członek klanu wpisuje,co chce i kiedy chce.
Jaaaa, zbiorowy rodzinny pamiętniczek!


Jak mi się nudzi,również się wpisuję.Tutaj możesz opisać ciekawe zdarzenie z Twojego życia lub coś interesującego,co zauważyłaś w zamku.
Czyli taki analogowy fejsik. Zapewne podstawowa rozrywka tutejszych wampirów.
I wiadomości się da wymieniać, i zdjęcia komentować… Tylko szturchać się muszą bezpośrednio.


-Acha,rzeczywiście interesujące. Każdy się wpisał?
-Yhy,teraz Twoja kolej. Musisz dodać tu chociaż jeden Twój wpis,inaczej wyjdzie na to,że nigdy nie należałaś do naszego klanu,a przecież należysz.
Bo jeśli cię nie ma na fejsie, to dla nas jesteś martwa.


Wyszłyśmy na korytarz.Dopiero teraz zauważyłam drzwi na przeciwko mojej komnaty.
-Co tam jest?
-Tam? To komnata Aleca.
A to wielkie, gargantuicznych wręcz rozmiarów coś, co stoi obok, to niespodzianka, że Alec mieszka akurat obok ciebie. To odzwierciedla to, jak bardzo czytelnicy i Yoda się tego nie spodziewali.


A no właśnie,chodź go poznać!-szybko szarpnęła mnie w tamtą stronę.Zapukała do drzwi,lecz zaraz otworzyła.
-No hej Alec! Zobacz,kogo przyprowadziłam!-wykrzyczała ledwo przekraczając próg.
- Coooo?! - zawył Alec przytykając trąbkę słuchową do ucha.
No co, stary jest, może być przygłuchy.


Przy biurku siedział młody chłopak z kruczoczarnymi włosami.Czytał książkę.Prawie natychmiast się obrócił ze zdenerwowaną miną,lecz szybko zmienił wyraz twarzy gdy zobaczył mnie.
Ależ
 


-Cześć Sylvia-powiedział przez zaciśnięte zęby-Witaj pani-tu zrobił ukłon w moją stronę.
Z dupą wciąż przyrośniętą do krzesła. Maniery tych całych Volturi są coraz bardziej zdumiewające.
Przeszkodziły mu w czytaniu. Też nie byłabym zbyt miła na jego miejscu.


-Mam na imię Andrea,nie przypominam sobie,żeby zmienili mi imię.-rzekłam z lekkim rozbawiniem,ale on nie żartował.Dalej pochylał się w moją stronę.
-Dobra,dość.Stań normalnie.Nie jestem jakąś tam panią,tylko zwykłą wampirzycą,ok?-rzuciłam w jego stronę.
Ale wydawanie poleceń służbie wychodzi mi znakomicie.
Mówiłam, że oni wszyscy przed nią klękają, mówiłam?!


-Dobrze.A więc jestem Alec-podał mi swoją dłoń.
Dobrze, że swoją, a nie ostatniej ofiary ze śniadania.


-Miło mi,ANDREA-również podałam jemu swoją dłoń.Wyraźnie zaakcentowałam moje imię,żeby je zapamiętał.
Dla pewności powtórzyłam je głośno i wyraźnie i kazałam przepisać sto razy.


Nagle koło nas wyrośli jak z podziemi Demetri i Felix.
-Witaj,o pani-zaczęli sobie robić żarty.
-Przestaniecie?!-warknęłam na nich,od razu się uspokoili.Alec też nie był zadowolony.
-Okay,tylko nie warcz!-podniesli ręce w geście obronnym.
A jak nam nasikasz na wycieraczkę, to wylądujesz w budzie na podwórku!


-Cześć Wam!-powiedziała do nich Sylvia.No tak,zachowali się,jakby jej tu w ogóle nie było.
-Tak,tak.-odpowiedzieli równocześnie.
-Jesteście rodzeństwem?-spytałam się ich.
-Nie,tylko najlepszymi kumplami,co nie?-rzekł Demetri do Feliksa.
-Jasne!-odpowiedział mu.
-Bo prawie cały czas mówicie jednocześnie.
-Wiesz,jak przebywamy ze sobą jakieś parę ładnych tysięcy lat,to znamy się na wylot i potem właśnie wychodzi nam mówienie jednocześnie,bo jesteśmy najlepszymi kumplami i tak jakby czytamy sobie w myślach.
Czy tylko mnie kojarzą się z bliźniakami z Alicji w Krainie Czarów, Tweedledum i Tweedledee?
 
Absolutnie nie.


-oboje się uśmiechnęli.
Z radości, że jeden z nich tak ekspresowo zmienił płeć.


Czuję,że ich będę lubić najbardziej.
A ja czuję, że ktoś tu został przerobiony na element komiczny.

25 komentarzy:

Dominik pisze...

*”Wielkie Trio”-tak Andrea nazywała Volturich.
Dzięki za wyjaśnienie, cały czas byłam pewna, że chodzi o Mozarta, Haydna i Beethovena.
A ja sądziłam że mowa o Wielkiej Czwórce (Merida, Roszpunka, Jack Frost i Czkawka) tylko liczby się jej pomyliły.
A w ogóle ona ma dziwne upodobania. Alec został przemieniony w wieku 12 lat. To podchodzi pod pedofilię.

Natalia Borucka pisze...

Ja z kolei myślałam, że chodzi o Carsa, Whama i ACDC z Jojo's Bizarre Adventure. Totalnie wyobrażałam sobie bohaterów tego opka jako bohaterów Jojo i od razu przyjemniej się czytało.
Zastanawia mnie tylko jedno: z jakiego powodu WSZYSCY się tak przed nią płaszczą, liczą z jej zdaniem i tak dalej? Mogę się mylić, ale wydawało mi się, ze Volturi są na tyle Ważni, że i Cullenowie w czymśtam się z nimi liczyli, a tymczasem jeden Cullen ją zjeżdża, a ci niemal na kolanach chodzą. Może to ci słynni Europejczycy zachwyceni Ameryką?

Anonimowy pisze...

No i się doczekałem! Analiza jak zwykle genialna, a opko nadal powala. Czoło mnie boli od facepalmów, zwłaszcza tych przy elementach komicznych, a z każdego "yyyy" boCHaterki śmiałem się jak wariat (chyba ze mną źle!).
Pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwością czekam na kolejną analizę.
Trolovsky

KaNrrA pisze...

Chociaż w życiu nie czytałem (ani nie oglądałem) "Zmierzchu", kiedy ktoś płaszczył się przed boCHaterką, chciało mi się śmiać i płakać jednocześnie. Coś czuję, że ta merysójka okaże się zaraz jakąś wampirzą księżniczką albo czymś podobnym... Brrr!
Odwaliłyście kawał dobrej roboty. Oby tak dalej!

Kanrra

Anonimowy pisze...

Mnie rozwalila opowiesc wampirzycy z amnezja :D (a raczej brak tej opowiesci) + Wasze komentarze do tego fragmentu
~Joi

Francesca pisze...

A Aro, Kajusz i Marek zaraz zmienią się w ślepe sługusy. Tak, tak. Przecież u nich to normalka w takich sytuacjach, no nie?
Chwila, moment, wstrzymaj konie, autorko. Wait a second... Kurna, Alec w wieku +12?! No tego jeszcze nie grali.

Anonimowy pisze...

O,druga część lepsza niż pierwsza!
Bardzo zdeterminowany Świadek Jehowy i odpustowe obrazki były świetne.
Będziesz należeć do naszej rodzinki i będziesz naszą siostrzyczką? -On ma 5 lat?!
Okaże się, że wszyscy trzej są jej prawdziwymi ojcami, mówię Wam - nie profanować mi tu!
Wyskoczył na nią z portu USB. - i pożarł?

Będziecie na Polconie?


chomik

Serenity pisze...

Och, wolałam jak już nie robiła opisów w ogóle, bo jak się do nich zabrała to strach czytać.

Rozgryzłam dlaczego się przed nią płaszczą - toć to Wielka Merysójka!

N. Weltschmerz pisze...

Javert mnie zabił.

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że będzie jeszcze trzecia część, bo opko rozwala.

Rockmenowa pisze...

O boże to blog czy raczej blogo podobny twór i jesli coś ci nie pasi to nie wchodź na moje blogi czy nk

Anonimowy pisze...

Analiza po prostu kwikaśna. Dawno nie było tak dobrego TWORU.
-Miło mi,ANDREA-również podałam jemu swoją dłoń.Wyraźnie zaakcentowałam moje imię,żeby je zapamiętał.
Dla pewności powtórzyłam je głośno i wyraźnie i kazałam przepisać sto razy.
Hahahaha to było epickie. Mam nadzieję, że pojawi się trzecia część. Pozrawiam.

Anonimowy pisze...

Boru, Boru, ta bohaterka jest tak bezdennie głupia, a już zwłaszcza, gdy próbuje być dowcipna... Aaa, masakiera.


Za to czterech szpiegów, dwie japońskie wycieczki i zdeterminowany świadek Jehowy zrobili mi dzień. :D

Hasz

Anonimowy pisze...

O matko z córką i teściową... Analiza jak zawsze kwikogenna, ale to opko niszczy mózg... Aż boję się prosić o więcej, bo jeszcze doczekam się obwołania Mery-Andrei-Sue władczynią wszystkich wampirów...
Ejżja

Arima Ahiru pisze...

O jaaaa... xD
Padłam. Po prostu padłam i nie mam zamiaru wstać. Z resztą, późno to od razu pójdę spać ^^
To było zarypiste <3 Ta Ałtoreczka to nieźle leci w kulki, naprawdę... Coś tak słitaśnego rzadko się trafia. Choć wczoraj powaliła mnie lodowa elfka, siostra Harrego Pottera.
Już nie mogę się doczekać kolejnej waszej analizy! :)
Pozdrawiam.

Babatunde Wolaka pisze...

"Obydwaj wbili we mnie swój wzrok.Mieli szkarłatne oczy.
Pewnie od nadużywania zaimków, to paskudna przypadłość."
Albo wbili ten wzrok trochę zbyt głęboko.

"Winda w podziemiach?Chyba zmienie zdanie o nich.
Bo kto ma windę, ten jest gość!"
A w szybie windy pewnie pełno starych mebli.

"a obrazy na ścianach dodawały temu korytarzowi uroku. Zwłaszcza,że przestawiały same śliczne obrazy."
Obrazy przestawiały obrazy. Faktycznie, LSD tu musiało być w robocie.

"Nie w pomieszczeniu zwieńczonym kopułą, a w kopule właśnie. W dodatku z okrągłym sufitem. Jeżu drogi."
I tak dobrze, że to była kopuła, a nie kopulacja.

".Na pierwszy rzut oka wyda się skromna,ale tak naprawdę była cudowna. Niech zgadnę: i miła, i śliczna?"
I dzielna.

"-Moja historia zaczęła się bardzo dawno temu,ale niestety nie mogę Ci jej opowiedzieć,bo sama jej nie pamiętam"
KWIIIIIIK!!!

"Klan Coverów walczył z wrogiem za pomocą łamania praw autorskich oraz naprawdę tragicznych przeróbek… stylu walki."
Oraz prezentowania się w niekompletnym stroju na froncie czasopisma. I w ogóle to nie był klan, tylko przykrywka, a właściwie pokrywka.

"Ponoć ktoś,lub ja sama uderzyłam się w głowie i praktycznie już na samym początku bitwy odpłynęłam.
Jak niby? Nieśmiertelny, wszystkoodporny meyerpir odpływa po ciosie w czaszkę? Aż taka z niej fujara?"
Jakiś hobbit rzucił w nią kamieniem, oni są w tym dobrzy. Ewentualnie sama się znokautowała, jak Detrytus.

Anonimowy pisze...

Słuchajcie dziewczyny!
Wiem, że nie powinnam z anonima, ale obecnie przerabiacie opko podrzucone przez Anonimowego Czytelnika, więc ja też wam coś podrzucę. Szukając dla siebie płyty muzycznej przypadkiem natknęłam się bloga i jak to bywa weszłam z ciekawości. Boru, boru co to za katastrofa! Opko opowiada o demonie Asmodeuszu, który boi się własnego imienia i chodzi do szkoły w której dźwięki odbijają się od ścian, a jego wychowawcą jest niejaki Razjel Frey o.O Tak z resztą zobaczcie same.
http://asmodeusz-live-yaoi.blog.onet.pl/

A drugi blogasek, który uwaga aŁtoreczka nadal kontynuuje opowiada o Mary Sue, która podróżuje między wymiarami, a jej przyjacielem jest upadły anioł. Ponadto dzwony na cmentarzach oznaczają pojawienie się demonów, a opkowe anioły boją się Brooklynu. I żeby tylko to.

http://like-a-flame.blog.pl/

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Ech, Javert wraz z analogowym fejsbuczkiem make my day :)
architektura tego zamku napawa mnie podziwem... architekt, ktory go projektował musial być albo genialny, albo szalony [albo pijany...].
Biedny chomik :(
Pozdrawiam,
Szalona, SS&S

Anonimowy pisze...

Kwikaśna analiza, dawno się tak nie uśmiałam. Kocham fandom zmierzchu i nie mogę doczekać się następnej części (co będzie, prawda?) :D
Wpadłam też na pewne opko o Igrzyskach Śmierci oczami Glimmer: http://igrzyska-glimmer.blogspot.com/
"To już 2 dzień Igrzysk. I przeżyłam , ale naprawdę ledwo. Clove mnie prawię zabiła. Te maści z Kapitolu sprawiają cuda! Na łowach zabiłam 1 owcę i pomogłam w zabijaniu dzika. Dzika zabiłam na spółę z Marvelem. Nawet zaczęłam się zaprzyjaźniać z Clove. Dała mi jaszczurkę a ja jej dałam kawałek owcy." - Czyli Merysójka zgłaszająca się do udziału w Igrzyskach, będących tylko przykrywką do randki w ciemno :)

Anonimowy pisze...

Analiza jak zwykle świetna . Mam dla was pewne opowiadanie ,czytając je od razu pomyślałam o was .http://zranione-dusze-yaoi.blog.onet.pl/

Anonimowy pisze...

Nie chciałam pisać e-maila, a znalazłam całkiem ciekawe i warte zanalizowania opko. Jest ich kilka, nierozdziałowe, a one shoty. Czytając je, miałam łzy w oczach, także jakbyście miały ochotę to http://wariatkishinee.blogspot.com/ :3

Anonimowy pisze...

Świetna wstawka z Javertem. Oczywiście w głowie jego głos i odczytane w rytm melodii z "Nędzników". Super, jak zwykle. Tak trzymać, Dziewczyny :)
A

Leksa Willin pisze...

Znalazłam takie opowiadanie: http://ksiezniczkaazula.blogspot.com/
Dotyczy fandomu Avatara i jak na razie jest dość krótkie, ale mam nadzieję, że się nim zajmiecie. :)

Shirkus pisze...

Świetna analiza, gdyby nie komentarze, to by można by paść z nudów przez te 'wybitne' dialogi. ;)

Anonimowy pisze...

"No,ale my po prostu musimy tak.No wiesz,nie chcemy tu żadnych szpiegów ani nieproszonych gości.-podparł go Demetri.
Dlatego uwierzyliśmy ci na słowo i zaczęliśmy się płaszczyć przed obcą nastolatką. Musimy dbać o szacunek i respekt.
Przepraszamy, że wykonujemy swoje obowiązki. I że żyjemy."

"Yyy, właściwie to nie żyjecie", odpowiedziała błyskotliwie Andrea.

"I wiadomości się da wymieniać, i zdjęcia komentować… Tylko szturchać się muszą bezpośrednio."

Lubię to!

A Javert wymiata. (szkoda tylko że jako Crowe, a nie Philip Quast, ale nie można mieć wszystkiego)