piątek, 9 sierpnia 2013

Templariusze szeleszczący jak podgrzybki, czyli Mary Sue wśród asasyńskich plemion, cz. 3

Witajcie!

Dziś trzecia część zmagań z boCHaterką, która bardzo chce biegać po dachach i mordować ludzi. Romans Faridy z Altairem płynie po wzburzonym morzu fochów i nieuzasadnionych pretensji, asasyni naskakują na łuczników, Malik naskakuje na Altaira, Abbas - na Faridę, Robert de Sable także na Faridę, Farida - na Altaira, dwukrotnie; na niego też naskakują w lesie szeleszczące podgrzybki. Na czytelnika naskakują duże ilości bezsensu i złej gramatyki.  W tle jest też zaćmienie słońca, ale w sumie nie wiadomo, po co.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Rozdział VII

Była w niego wtulona. A łzy leciały z jej oczu. Nie mogła powstrzymać płaczu. Wszystko zaczęło się dla niej komplikować, dlaczego?
A dlaczego to komplikacja? Czyżby panna planowała skrycie wydymać asasynów przy pierwszej okazji, więc zakochanie się w Altairze nie było jej na rękę? Bo innego wyjaśnienia nie widzę.
Może nie wolno im mieć romansów wewnątrzzakonowych? Albo nie wiem, ogólny Imperatyw Dramatyczny, Syndrom Julii Capuleti, naczytała się Stachury?


Dlaczego akurat ona?! Co zrobiła?!
Zaiste, co zrobiła, żeby spowodować wybuch instant true loff z rzyci wziętej?
Słoneczko, nie martw się, to tylko młodzieńcze hormony, przejdzie ci.


Altair chciał ją pocieszyć. Nie wiedział jak, po prostu się nie odzywał,a ona płakała.
Gratulacje, brachu, świetnie ci idzie.
Poklep ją chociaż po ramieniu, bucu... (Tak serio to mu się wcale nie dziwię, też bym popadła w niemy stupor.)


- Altairze – szepnęła – Jak myślisz, uda mi się?
- Naturalnie  – odpowiedział również szeptem
Ale co jej ma się udać? Uwiedzenie Altaira?
Albo zabijanie ludzi. Trudno powiedzieć.


Stali tak przez jakiś czas w ciemnościach. Jedynie światło księżyca padało na ich twarze.
To dobrze, bo mogły to też być pomidory i martwe szczury.


Dziewczyna powoli stawała się coraz cięższa.
Pokątnie wpierdzielanie przerażających ilości chałwy w końcu zaczęło przynosić efekty.
Znaczy - strój tak jej nasiąkł od łez, że robił się coraz cięższy?


Altair położył ją do łóżka,a ona zasnęła. Pogłaskał ją po policzku i wyszedł do pokoju.
Bo położył ją na korytarzu, co było całkowicie logiczne.
Atak opkowej narkolepsji - czy może być jeszcze bardziej klasycznie?


Malik obserwował go przez otwarte drzwi innej komnaty.
Tak, stanie w drzwiach i gapienie się na ludzi z pewnością nie wzbudzi podejrzeń. Widzę że tutejsi asasyni trzymają najwyższe standardy nierzucania się w oczy.


Nie rozumiał, dlaczego był o niego tak zazdrosny? Był od niego lepszy! Ale mistrz tego nie zauważał. Od dziecka widział tylko Altaira i jego umiejętności,a jego samego miał głęboko w poważaniu.
Czyli dostrzegał tylko Altaira i jego skille, z czego tylko skille jakkolwiek go obchodziły. Cóż, faktycznie niefajnie.


Tylko Altair i Altair. Na same jego imię robiło mu się nie dobrze. I Jeszcze teraz Farida się w nim zakochała. Dlaczego akurat w nim? Nie mógł tego pojąć. Powrócił do swojego pokoju i położył się. Chciał o tym zapomnieć…
Tak, to zdecydowanie jest ten wiek. Wiek, w którym posadzenie wielokropka na koniec całkiem banalnego zdania wydaje się doskonałym pomysłem. Shame on you, narratorze.


***
[Na scenę wkracza kolejny Ten Zły - Abbas, który wyzywa Altaira na pojedynek.]
(...) Altair walczył jak zwykle doskonale.  Przyglądała się walce.Skupiał się na kontrach. Słychać było tylko wściekły stukot przycisków na padach, gdy obaj czekali, aż któryś z nich wciśnie jeden odrobinę za późno. Abbas przegrał. Zauważył Faridę.
- Nasza piękna uczennica Altaira,może masz ochotę powalczyć?
Długie imię jej dali. No i mogliby się zdecydować - uczennica ich czy Altaira?


- Nie! Nie jest jeszcze gotowa! – odpowiedział szybko Altair.
- Chętnie. – Dziewczyna weszła na pole i odsunęła chłopaka.
- No proszę, jaka chętna, ciekawe, jak cię nasz mistrz wyszkolił.
- Mówiłem,że nie.
O lol, dobrze mieć takie wsparcie ze strony nauczyciela.


- Altairze, wiem co robię – uśmiechnęła się do niego.
- Słyszałeś co powiedziała?
Altair zszedł z  pola. Martwił się o dziewczynę.A o swój autorytet nauczyciela nie?

Abbas był  asasynem wyższej rangi. Mogło jej się coś stać.
To naprawdę chodzi o rangę, nie o to, że on trenował walkę od małego, a ona od paru dni?


Dziewczyna była przygotowana do walki. Abbas zaatakował jako pierwszy. Szybko obroniła się. Czekała na dalsze ataki. Kontrowała.
A on się przed tymi kontrami nie bronił, bowiem nie przewidywał tego system walki. Jeśli tak wyglądały wszystkie potyczki w tym świecie , dziw, że w ogóle ktokolwiek odważył się zaatakować pierwszy, skoro to wyprowadzenie kontry dawało gwarancję wygranej.


W końcu asasyn zdenerwowany swoją przegraną, zamachnął się i zaatakował.
Bo wcześniej, wbrew pozorom i słowom narratora, nie atakował, a jedynie wieszał gacie na sznurze.


Farida odchyliła się,ale i tak miecz dotknął jej nosa. Przewróciła się. Asasyn zrobił jej krótką, poziomą ranę.
I rozciął jej kość nosową, ew. chrząstkę, dodając stały modyfikator -10 do urody.
Ach, jak on śmiał! (I tak dziw, że jej COKOLWIEK zrobił, skoro taka jest zajebista...)
To on jej zrobił tę ranę (pędzelkiem ją namalował) po tym, jak ją przewrócił?


Krew ociekła na jej białą szatę.
W związku z czym dziewczyna wyglądała jak lody śmietankowe polane sosem truskawkowym.
Ociekła cała naraz. Srrrut! i dziewczę padło trupem.


Altair już chciał wejść na pole i jej pomóc,ale ona szybko się podniosła i zaatakowała go najmocniej jak umiała.
Zaatakowała Altaira? :D
A co się będzie plątał pod nogami.


Przewrócił się. Wygrała.
Eee... czemu? Przecież chwilę wcześniej ona się przewróciła, a on nie odtrąbił zwycięstwa.


Wygrała  z Abbasem! Była dumna, jednak rana strasznie ją szczypała.
Bo to nie była rana, tylko rak na nią wlazł. I szczypał.


Wyszła z pola i podeszła do Altaira:
- Przepraszam – powiedziała i skierowała się do mistrza,aby odbyć swoją karę.
Altair spojrzał w jej stronę ze zdziwieniem.
Dziwił się, bo zostawiała za sobą migoczący, mokry ślad. A ona po prostu ociekała zajebistością.
Pewnie ta zajebistość tak szczypała.

Rozdział VIII

Dziewczyna umyła twarz. Na rękach pozostało jeszcze trochę kropel krwi. Ale ich dla odmiany nie umyła. Bo myła twarz nogami, dlatego ręce miała brudne, choć twarz już czystą. Zastanawiała się jak spierze to z szaty. Chyba już taka pozostanie.
"Przewróciło się - niech leży, może z czasem coś urośnie."
“Najłatwiej jest usunąć plamy z krwi, gdy są jeszcze świeże. Wystarczy wtedy zmyć plamę bardzo zimną wodą, delikatnie pocierając”.
Ciekawe, czy powie to samo po jakiejś bitwie, kiedy będzie miała całą szatę uwalaną od krwi - swojej lub wrogów. A może będzie jechać na bitwę z kilkoma na zmianę...?
Ja tam nie wiem, ale gdyby mój nos ktoś rozwalił ciosem miecza, usyfione ciuchy stanowiłyby mój najmniejszy problem.


Do pokoju wpadł Altair nawet nie zapukał. Podbiegł do dziewczyny. Chwycił ją za podbródek i poruszał głową.
Sprawdzał, czy da się ją odkręcić, jak lalce?
Tak, podejrzewał, że Farida jest kolejną dywersją Golarza Filipa. Pan Kleks już się na tym przejechał!


Przyglądał się ranie. Farida czuła się jak małe dziecko,któremu mamusia opatrywała ranę.
- Już starczy – powiedziała i odsunęła się.
- Przepraszam – przyznał.
Rana była okropna, mimo,że mała,ale jednak strasznie głęboka.
Czyli kość poszła jak nic. Gratulujemy, wyglądasz jak Tyrion Lannister po bitwie nad Czarnym Nurtem!


Krew już ustała.
Znaczy... zwarzyła się? Wyschła? Zatrzymała się i rozstąpiła jak bardzo małe Morze Czerwone?


 Na jej pięknej twarzy zagościła szrama,która z pewnością już nie zejdzie.
Spróbuj wywabić wybielaczem, może ZEJDZIE. *kwik*
*wyobraża sobie bliznę moszczącą się wygodnie na skórze*
No i blizna to będzie za parę tygodni, póki co masz piękną ranę. I żadnych antybiotyków. Próbuj pogmerać przy niej brudnymi paluchami, może wedrze się zakażenie i będą musieli uciąć ci głowę. :)


- Dlaczego to zrobiłaś?
- Skoro mi zaproponował pojedynek, to dlaczego miałabym się nie zgodzić?
No jasne!


- Wiesz,że mogło stać się coś gorszego.A gdyby cię zabił?
- Muszę być przygotowana na groźnych przeciwników.
- Ale nie potrafisz dobrze walczyć!
A wszechświat wstrzymał oddech w oczekiwaniu na foch.


Farida spojrzała na niego. Nie mogła uwierzyć.
- Nie potrafię dobrze walczyć?!
PO KILU DNIACH TRENINGÓW?!?!?!?! To co, może mam się jeszcze więcej uczyć?!


- Nie, przepraszam,źle mnie zrozumiałaś, jeszcze nie potrafisz dobrze walczyć,ale ciebie nauczę.
Czyli... still, nie potrafisz dobrze walczyć.


- Wiesz gdzie mam takiego nauczyciela?! Jak możesz mówić mi, że czegoś nie umiem, wsioku! – chłopak odwrócił twarz – No właśnie! Może rzeczywiście uważasz siebie za najlepszego jak wspominał Malik! Nie możesz zauważyć,że się staram! Że kretyńsko wystawiam się na zupełnie niepotrzebne ryzyko! Wiesz, dlaczego z nim walczyłam?! Bo chciałam wystąpić w kompilacji porażek na You Tube ci zaimponować! Ale nie jestem pewna czy jesteś tego warty!
Matko borska, daj ty mu dziewczyno spokój...


Facepalm sową nie wystarczy. Rozmiar żenu odda tylko wielokrotny facepalm drzewem.


-Czekaj! – Altair wyciągnął do niej rękę,ale ta wybiegła i trzasnęła drzwiami.
Ta ręka. Oderwała się od ramienia i spierdzieliła, bo nie mogła znieść ciągłego ochrzaniania przez smarkulę.


- Brawo Altairze, to się popisałeś.
Właśnie - jak ty teraz będziesz walczyć bez ręki?


***
[BoCHaterka jest tak zła na Altaira, że aż ucieka do Damaszku i odkrywa spiseG! na życie asasynów. Czym prędzej biegnie do Al-Mualima.]
- Posłuchaj mistrzu – przerwała niegrzecznie [a jakżeby inaczej...] – To teraz nie ważne, Hassan ibn Sabbah planuje atak na fortece,dlatego musimy być przygotowani.
Zwłaszcza że najwyraźniej zamierza on zaatakować kilka fortec, a my nie wiemy jakie.
Jakie "my"? Toż ona tu jest na gościnnych występach jedynie.


Była taka poważna. Oczy nie pokazywały żadnego innego uczucia niż złość.Nie spojrzała nawet na Altaira.
Na samą myśl o tym Al-Mualima bolało serduszko, tak przejmował się nieszczęściem prześladującym młodych kochanków.
Może też należy do Anonimowego Klubu Zbierających Becikowe, jak Dumbledore?


- Skąd to wiesz?
- Przyznam się,że pojechałam do Damaszku i spotkałam tam heretyka.
- Pokaż ostrze.
Farida nie chciała wykonać polecenia.
- Pokaż ostrze – powtórzył Al-Mualim.
Wysunęła je, było we krwi.
I nawet nie wyczyściła, fujara. Altair nie nauczył jej, jak dbać o sprzęt?
No skoro ciucha też nie mogła przeprać... (Boru, jak tak dalej pójdzie, do końca opka będzie cała upaćkana i muchy będą nad nią latać...)


-  A więc, zrobiłaś to. Nie spodziewałem się,żeby kobieta była na tyle odważna,żeby zabić.
Ja wiem, że tu patriarchat ściele się gęsto, ale te farmazony o kobiecej delikatności i ubewrażliwości to raczej XIXwiek...
Hm, nie spodziewał się, że będzie mogła kogoś zabić, dlatego kazał ją szkolić na asasyna. To idealnie logiczne.
(Może naprawdę chodziło mu o podniesienie, ekhm,
morale w bractwie...?)


Miała już dosyć słuchania opowieści jakie to kobiety są słabe. Spojrzała na Altaira. Była taka zła. Wszystko w niej buzowało.Nie wiedziała skąd ta złość się bierze.
Hormony?
Skoro już jesteśmy przy XIX wieku, to napiszę - histeria. Z macicy.


Nie wiedziała co tak na prawdę czuła do Altaira. Miłość czy nienawiść ?
Nienawiść?! Łoboru, za co? Za to, że - w sumie nie wiadomo dlaczego - zależało mu na niej na tyle, by nie wystawiać jej na niepotrzebne ryzyko?


Nie miała już siły na niego patrzeć. Odeszła bez słowa do swojego pokoju. Ubrała koszulę, w którą ją kiedyś przebrano.
Ubrała koszulę w zbroję, tym sposobem zapewniając sobie wreszcie odpowiedniego partnera do ćwiczeń.


Starannie rozczesała włosy i położyła się do łóżka. Nie mogła spać. Wstała. Podeszła do okna i spoglądała na burzę. Pioruny błyskały.Nie spodziewanie do jej pokoju wkroczył Altair.
Wierzchem na piorunie?


Dziewczyna zaszokowana wpatrywała się w niego. Zdjął kaptur. Podszedł do niej. Chwycił jej dłoń i wpatrywał się  w jej błękitne oczy.
- Nie rozumiem ciebie – przyznał po chwili.- Najpierw mówisz mi,że mnie kochasz, potem patrzysz jak na największego wroga. Może zachowuję się  jak bym niezauważał twoich strań,ale zrozum, martwię się o ciebie.
Stary, mam wrażenie, że tu nawet nie warto się starać. Ona i tak będzie rzucać fochami, bo tak robią Mary Sue.


- Niby dlaczego miałbyś się o mnie martwić? Jestem przecież zwykłą uczennicą podkochującą się w nauczycielu. Czy to niezabawne?
- Bardzo – uśmiechnął się – Tym bardziej,że nauczyciel też kocha uczennicę.
Dziewczynę zamurowało.W pewnym momencie piorun błysnął i pokazał jej pojedynczą, spływającą po policzku łzę…
Samotna łzo, pójdź w me stęsknione ramiona!
Boru, wyznają jej miłość, a ta DALEJ ryczy?! Czy toto ma gdzieś kurek, żeby można było zakręcić...? Może się uszczelka poluzowała...?
Rozdział IX
- Powiedz mi jak zabiłaś wtedy tego heretyka? – Altair był tego ciekaw.
Trening trwał jakiś czas,ale chłopak chciał już przejść do ukrytego ostrza.Dziewczyna podeszła do kukły i wbiła jej ostrze w ten sam sposób co wtedy w Damaszku.
Wycięłysmy ten fragment, ale - oczywiście - nigdzie nie jest wyjaśnione, skąd boCHaterka wie, jak posługiwać się ukrytym ostrzem.


Podeszła potem do Altaira.
- Mam rozumieć,że zaczynamy walkę ukrytym ostrzem?
A po co, skoro już to umiesz, Panno Doskonała?


Altair odsunął ją. Zasprintował w kierunku kukły. A kukła pogalopowała w nieznane. Wyciągnął swoje ukryte ostrze, po czym naskoczył (a nie zajumpował? No weź, z pewnością da się to nazwać bardziej kulawo!) na nią i wbił je w sam środek jej „szyi”.
Brawo, taki manewr z pewnością nie wzbudzi niczyich podejrzeń.


- Tak będziesz atakować łuczników i strażników,a także swoje cele.
Bo łucznicy, jak wiadomo, bez problemów pozwolą ci podejść do siebie tak blisko, byś mogła na nich naskoczyć i poderżnąć im gardła. Wszyscy inni strażnicy też.
Altair szkolił się u Elfiego Łucznika z TEJ ANALIZY.


Ważny w tym momencie jest atak z zaskoczenia. Jeżeli ciebie nie zauważą to nie odepchną ciebie jak będziesz na nich naskakiwać. Najlepiej atakować od  tyłu.
Doskonale, Sherlocku, same  celne spostrzeżenia. Ta taktyka zdecydowanie nie ma słabych punktów... na przykład takich, że jeśli potrafi się zajść kogoś od tyłu tak cicho, żeby nie zostać wykrytym, to wystarczy zwykły nóż, nie trzeba się pierdzielić z przyczepionym do nadgarstka ustrojstwem wymagającym amputacji palca. Albo takich, że jeśli się jednak zostanie wykrytym, to lepiej mieć do obrony coś solidniejszego niż krótki szpikulec wystający z nadgarstka. Albo...


Musisz też wyczuć moment kiedy skoczyć.
Bo jeśli wyczujesz źle, to przelecisz ich i nawet nie zauważysz.


Farida kiwnęła głową. Przypomniała sobie swój sen, w którym zabiła Hassana. Jednak coś przyszło jej do głowy. Czy ten sen nie był powiązany z tym wielką bitwą,która ma się niedługo odbyć? A to miejsce przypominało tą polanę,na której ma się stoczyć bitwa.
Polana? Gdzie oni są, w lesie?


Przypomniała się jej jeszcze jedna istotna rzecz, w trakcie bitwy panowało zaćmienie słońca.
*wzdech* Dlaczego to zawsze jest zaćmienie słońca? Czemu choć raz nie może chodzić o pierwszy zbiór ogórków czy coś?
Widziałaś kiedyś mrocznego ogórka?


-. Altairze,  wiesz,kiedy wypada nam zaćmienie słońca?
- Nie, co do tej informacji musiałabyś się udać do Al-Mualima,ale teraz ćwicz.
(...) Wykonywała to ćwiczenie,ale cały czas za późno wysuwała ostrze albo skakała za szybko bądź za późno. W końcu podszedł do niej Altair.
- Posłuchaj,  ta metoda jest do dupy. Spróbuj przećwiczyć spokojne podchodzenie do ofiary i wbijanie ostrza pod żebra tak szybko i cicho, żeby nie zdążyła krzyknąć. …Albo nie, sprawdziłem w scenariuszu, to nie przejdzie. Najwyraźniej jest zbyt sensowne. Pomyślmy... nie myśl,że to jakaś kukła tylko strażnik bądź twój cel do likwidacji.Będzie ci łatwiej. – odsunął się i spojrzał na nią.
Wyobraź sobie, że zabijasz ludzi, zaraz ci lepiej pójdzie!
Wyobraź sobie tryskające flaki i płacz sierot, to ci pomoże się skupić!


Ona zasprintowała. [Wrrrrr... wrrr...] Wysunęła ostrze i w idealnym momencie skoczyła. Wbiła ostrze w cel. Udało się… Udało się! Umiała korzystać z najlepszej broni asasynów.
Tiaa, raz ci się udało. Przypadkiem.


Wstała gwałtownie z kukły. Spojrzała na niebo. Było takie słoneczne i bezchmurne.
Zupełnie nie jak na Bliskim Wschodzie.


Rozejrzała się po polu. Teraz takie ciche i czyste, niedługo zakrwawione i pogrążone w smutku.
Za to pozbawione orzeczenia.
***

Rozdział X

[Altair podejrzewa, że po twierdzy plątają się szpiedzy, więc każe ich obserwować Faridzie, a sam zmyka, żeby nie zrobić z tym faktem niczego konstruktywnego.]
Farida przyglądała się dwóm strażnikom. Nie rozumiała, dlaczego miała ich śledzić. Jednak posłuchała Altaira i miała ich na oku. Wyglądali jak zwykli strażnicy. Niczym się nie rozróżniali.
Sami nie wiedzieli, który jest który. Zabawnych sytuacji było bez liku.


Może wyrazem twarzy,jednak to chyba nie miło nic do rzeczy.
Uroda tego spostrzeżenia wymyka się mojej zdolności komentowania.
Jeden był cały czas skrzywiony, a drugi wciąż się uśmiechał? To nie ludzie, to manekiny wzorowane na postaciach teatru greckiego!


Nagle jeden udał się w kierunku twierdzy.Drugi przyglądał się dziewczynie. Wolała nie zwracać na siebie uwagi i udała się za drugiem strażnikiem.
Z pewnością nie wzbudzając podejrzeń tego pierwszego.
Pewnie jeszcze dyskretnie przemykała od kolumny do kolumny, czołgając się i kuląc co chwilę.


Po paru minutach jednak zmienił swoje zdanie.Im bardziej zbliżał się do fortecy tym bardziej nie było w niej miodu (NMSP) wydawał się być zdenerwowany.
Tam nie ma "być"! W konstrukcjach z "wydawało się" nigdy nie ma "być"! Argh!


Co chwilę odwracał się. Farida zauważyła to i zeszła mu z oczu.
Bo wcześniej śledziła go, dysząc mu w kark i dyskretnie zaglądając przez ramię i wypytując, czemu jest taki zdenerwowany.


Nagle udał się w ciemną dolinę śmierci uliczkę. Dziewczyna weszła na dach najszybciej jak umiała i podsłuchiwała. Okazało się,że mężczyzna nie był sam. Spotkał się tam z pewną nieznaną jej jak dotąd kobietą. Rozmawiali przez chwilę o rzeczach nieistotnych.Farida już chciała odejść,kiedy kobieta wręczyła mu strój asasyna.
Specjalnie go rozwinęła i pokazała ze wszystkich stron, żeby każdy widział, że to asasyna.


Powiedziała coś do niego językiem niezrozumiałym  dla asasyna.
A to asasyni mają jakąś blokadę językową?
Mają firewalla na dialekty słowiańskie.


Po chwili namysłu dziewczyna wiedziała kto to! „Templariusz!” pomyślała. Już miała zawiadomić fortecę,kiedy uświadomiła sobie,że trudno będzie rozmawiać z budynkiem Altair już to wykonał i,że nie powinna zostawiać celu samego.
Tak tylko przypomnę, że jeden z "celów" już zostawiłaś.


Zeszła powoli z dachu. Po czym wyjrzała za ścianę. Kobieta zaprosiła jeszcze mężczyznę do swojego domu. „Pewnie musi się przebrać,żeby wejść do fortecy”.
Nie no, ja byłam pewna, że on z tym ciuchem w ręku pójdzie, a do domu wszedł, żeby zawekować porzeczki.


Nagle Farida poczuła silne uderzenie bólu. Głowa jej pękała. Chwyciła miejsce najsilniejszego ból. Po czym wyrwała je, rycząc tryumfalnie!!! Okazało się, że wyszarpnęła sobie resztki mózgu, którego reszta organizmu nie wiedzieć czemu uznała za obce ciało. padła.Na rękach miała krew. Jej własną.
Wow, a  ten ból to nie stąd, że ktoś na nią krwawił od tyłu, pod ogromnym ciśnieniem?


Za nią stał drugi strażnik,którego również miała śledzić. W ręce miał duży,zakrwawiony kamień. Uśmiechał się, dziewczyna mogła mu się przydać.
No ba. Na szczęście w tym miejscu następuje litościwe cięcie.
***
[Intruzi zostają złapani i zabici w przeciągu kilku akapitów, więc cala intryga błyskawicznie idzie się paść. Ciach.]

Rozdział XI

[BoCHaterka zostaje wezwana na prywatną audiencję, gdzie dowiaduje się, że za niedługo odbędzie się wielka i decydująca bitwa asasynów i templariuszy, podczas której Farida zostanie mianowana na prawdziwego dachoskoczka. Albo zginie. Tak czy siak, ubaw po pachy.]


 ***
[Farida ma kolejną wizję.]
Farida była na polu bitwy. Odegranej bitwy… W powietrzu unosiła się woń świeżo rozlanej krwi.
I świeżo rozciętych flaków, ale o tym pieśni nie wspominają.
Ta krew to chyba z woreczków zajumanych ze szpitala, skoro bitwa była “ODEGRANA”.
Może robili próby...?


Na trawie leżeli polegli w walce.
A także kilku, którzy tylko odpoczywali.
I jeszcze kilku zabłąkanych turystów oraz jeden symulant.


„Spoczywajcie w pokoju” pomyślała i przymknęła swoje oczy.
Hah... a nie powinna raczej zamykać je tym poległym?
Tak jest szybciej.


Kiedy je ponownie otworzyła rozejrzała się uważnie.Ku jej zdziwieniu wygrali templariusze…
W trakcie tego przymknięcia oczu?! Szybcy są.
Ich zawołaniem bojowym było "Blink and you're dead".


Asasyni polegli. Jak to możliwe?! Podeszła do martwych ludzi.Widziała tam wszystkich: Abbasa,Kadara,Malika,Al-Mualima … Altaira.
I see dead people...


Nachyliła się przy nim.Przytuliła go. „Jak to się mogła stać?!”. Nagle zauważyła,że nie ma na sobie zbroi asasyna,co gorsza była to zbroja templariusza!
Noo, to przecież oczywiste - ta strona, która ma Mary Sue, wygrywa.


Wstała… Usłyszała klaskanie. Zza  drzewa wyłonił się Piotr Rubik Hassan. Był uśmiechnięty od ucha do ucha. Dziewczyna sobie coś uświadomiła. To była jej wina, ta cała przegrana,ale jak?!
- Brawo! Nie myślałem,że jesteś taka waleczna. Czy to nie on ciebie trenował – wskazał na Altaira – Jaka szkoda… Mógłby się jeszcze nam przydać,ale wiesz jaki jest Robert, nie mógł się powstrzymać. Zresztą gdyby nie ty,na pewno nam by się nie udało.
Wiem, że się powtarzam, ale


Zabiłaś Al-Mualima, pozbawiłaś ich broni. Bronili się tylko tymi tandetnymi ostrzami.
Nie no, teraz to i ja się nie dziwię, że przegrali.


Zdolny z ciebie templariusz, rodzice byliby dumni.
Dziewczyna zamarła. Ona była templariuszem?! Przecież miała zostać asasynem!Chyba,że przeznaczenie chciało inaczej, jednak ona postąpi według swojego planu. Nie zostanie templariuszem i żadna siła jej do tego nie zmusi!
O lolu, to brzmi, jakby bycie templariuszem można było złapać jak chorobę weneryczną.
Tam chorobę weneryczną... jak katar raczej!


***
Dziewczyna obudziła się rano. Miała złe samopoczucie. Stało sobie na stoliku. W buteleczce. I bulgotało ponuro. Jeżeli ten sen był wróżbą to nie chciała,żeby się spełnił. Nie chciała,żeby do tego doszło. Nie chciała zostać templariuszem…      

Rozdział XII

[W którym boCHaterka z nudów pląta się po twierdzy i trafia na zapiski o Fragmentach Edenu. Jest to wielce fascynujące, ale oszczędzimy Wam opisów.]


Rozdział XIII
Robert de Sable odwiedził rodzinną wille. Rodzice byli na misji.
Znów mordowali niewinnych za stodołą?
Tym razem pewnie przerabiali muzułmańskie dzieci na macę, piekąc dwie pieczenie na jednym ogniu.


Służba nie wiedziała gdzie jego siostra. Mieli różne domysły. Jedni twierdzili,że ktoś ją uprowadził, porywając również konia,
Inni, że ktoś porwał konia, a ona chytrze schowała się w worku z owsem.


inni twierdzili,że sama uciekła. Obydwie wersje były bardzo prawdopodobne.
Zwłaszcza ta z koniem. Rodzice rozwiesili za nim plakaty po całej Palestynie.


Wszedł do jej pokoju. Naturalnie był czysty i zadbany.Służba już oto zadbała. Jego siostra nigdy nie była pedantką, charakterem bardziej przypominała mężczyznę niż kobietę,ale mimo to, nadal pozostawała piękną dziewczyną.
W tym zdaniu jest tyle mizoginicznego zła, że aż nie wiem, z której strony to komentować. Mam tylko nadzieję, że to zamierzone.


(...) Rozejrzał ,a później chwycił się za głowę. Gdzie on [dziennik Faridy] mógł być? Sprawdził wszędzie: pod łóżkiem, w szafie, w biurku, na półkach, w najróżniejszych zakamarkach.
To oczywiście nie brzmi, jakby w XII-wiecznej Palestynie Farida miała typowy pokój nastolatki z XXI wieku.


Nie znalazł. Podszedł do okna.Poczuł jak płytka pod jego stopą się dygocze.
Spojrzał w dół, a spod płytki spojrzało na niego takie coś:


Wstawała trochę od powierzchni podłogi.
Ta płytka wstawała. Pojękując cicho, bo ją kręgosłup bolał.


Mężczyzna schylił się i przyjrzał uważnie dziwnemu zjawisku. Podniósł ją delikatnie.
A pradawne zło widoczne na powyższym obrazku rzuciło mu się do gardła.


„A więc to tak” przyznał Robert. To tam właśnie został ukryty dziennik. Wziął go. Był gruby.Bardzo. Siostra prowadziła go co najmniej 10 lat.Usiadł na łóżku. Delikatnie otworzył znalezisko.Przekartkował do  momentu ostatnich wpisów. Zaczął od:
                                                   4 tydzień wiosny 1190 rok
Muszę z się stąd wydostać. Otaczają mnie zdziczałe litery. Niedługo nadarzy się niesamowita okazja. Rodzice wyjeżdżają na ważną misję,która może trwać nawet miesiąc.Strój prawie skończony, wystarczy,że doszyję kaptur i dam ochraniacze oraz pas.
Nie wiem jeszcze, komu je wcisnę, ale jakoś dam radę.
I będę mogła wziąć udział w larpie!


Miejscowy szewc oznajmił mi wczoraj,że buty gotowe będą za jakiś tydzień. Samej udało mi się wyszperać mapy prowadzące do Masjafu. Spokojnie dotrę na miejsce.
Co to dla mnie. Odkąd przybyli krzyżowcy, to taka spokojna okolica.
I na pewno nie spotkam żadnych zbirów czy złodziei...


Pozostaje problem broni. Miecz był ukryty w pokoju rodziców. Może jeżeli uda mi się ich namówić.Chyba raczej nie odmówią swojej kochanej córeczce.
- Mamo, daj mi miecz!
- Dziecko, bój się boga, na co ci miecz?!
- Znaczy, chciałam powiedzieć: chcę kucyka...


Podsumowując, przygotowania idą pełną parą i niedługo moje marzenie się spełni.
„A więc to tak” pomyślał. (...)Nie mógł tego zrozumieć.Przekartkował  strony do ostatniego wpisu. Był na prawdę krótki.
                                                     5 tydzień wiosny 1190 rok
W końcu nadszedł ten dzień. Pozostało mi tylko pożegnać rodziców,a później wieczorem uciec.
To pożegnanie nie powinno im dać do myślenia, tak sądzę. Na pewno nie będą nic podejrzewać.
Może powie im, że chce pojechać na weekend do koleżanki na wieś?


Służba będzie na tyle naiwna,że nawet się nie zorientują się,że wyszłam.
Obgadałam wszystko z aŁtoreczką, zapewniła, że nie będą robić problemów.


Buty uraz zbroja były gotowe (zwłaszcza uraz - zapewne głowy),a rodziców bez większych problemów namówiłam na oddanie miecza. Robert mi nie przeszkodzi. Towarzyszy Hassanowi,a mi zostawia wolną rękę.
„Czyli wszystko jasne, jest w Masjafie i trenuje. Jeśli ją przyjęli” pomyślał i odrzucił stary dziennik na ziemię.Siostrze i tak się nie przyda, przecież i tak nie wróci już do domu.
   Powrócił do swojego konia i ruszył w kierunku fortecy asasynów.
Tak po prostu. Wjedzie tam i powie “Hej, jestem waszym wrogiem, ale zastałem może Zośkę? Oddajcie mi siostrę!”


***
[Robert przyuważa siostrę ćwiczącą z jakimś asasynem na polanie.]
  Wpatrywał się w nich już jakiś czas. Musiał odciągnąć tego drugiego,aby zajął się siostrą.Wyszedł na chwilę z lasu.
Na krótko, więc nawet nie zakluczył drzwi.


Wsiadł na konia i podjechał do najbliższej wioski.
Która była tuż za ostatnią sosną po lewej.


Tam zabrał ze sobą dwóch templariuszy.
W każdej wiosce było ich przynajmniej dziesięciu.


Powrócił na miejsce treningów.Pokierował ich na drugi koniec polany. Przeszli dookoła lasem który był taki tyci, zaledwie wielkości Borów Tucholskich i czekali na znak. Kiedy Robert nadał sygnał templariusze zaszeleścili krzakami zwabiając w nie asasyna.
Wydawali donośne odgłosy bycia templariuszami? :D
Nie, brzmieli jak podgrzybki na zupę. (Mnie by to zwabiło.)
(Mnie też. Damn.)


Uciekali i wabili go odgłosami łamiących gałęzi i szeleszczenia liści.
Ja przepraszam, ale potrafię wyobrazić sobie tylko jedną scenę, która będzie równie absurdalna jak  templariusze wabiący asasyna w pułapkę szeleszczeniem liści i jest to TO.


W tym czasie Robert przyglądał się siostrze. Dalej trenowała.
Nie była asasynką, więc na nią szeleszczenie nie działało.
Poza tym nie lubiła podgrzybków.


W pewnej chwili,kiedy był już wystarczająco pewny,że asasyn został odciągnięty, wyłonił się bezszelestnie zza drzew. Siostra była do niego odwrócona. Mógł zajść ją od tyłu.
No to... chyba była jednak odwrócona OD niego...?


Zbliżył się,a kiedy był już wystarczająco blisko dziewczyna odwróciła się i przyłożyła mu miecz do gardła. Spojrzała na brata. Odsunęła się,ale nadal trzymała broń w ręce. Patrzyła na niego ze zdenerwowaniem. On się tylko uśmiechnął:
- O co chodzi? Nie lubisz już swojego brata?
- Co ty tutaj robisz ? – zapytała.
- Sieję rzepę.


- Przyjechałem po ciebie, jak mogłaś nas opuścić dla nich? Przecież wiesz,że rodzice chcieli inaczej.
- Mało mnie to obchodzi! To moje życie i ja decyduję co zrobię i kim zostanę!
Będę mordowała ludzi w sposób, który sama uznam za stosowny!


- Spokojnie – Robert przyjrzał się dziewczynie, zauważył bliznę na nosie – Kto ci to zrobił ?!
Wyraźnie wskazywał na jej nos.
- Nie ważne!Wynoś się  stąd albo cię do tego zmuszę!
- Farida!-Roberta wyraźnie zdenerwowało zachowanie siostry.-Idziesz ze mną!
Podszedł szybko do dziewczyny i chwycił ją za rękę tak mocno,że z bólu upuściła miecz.
I tyle na temat doskonałego walczenia i bycia przygotowaną na silnych przeciwników.
Do tej pory wszyscy jej grzecznie we wszystkim ustępowali, nic dziwnego że nie była przygotowana na opór. :D


- ZOSTAW MNIE! – wrzeszczała,a w oczach miała łzy.
- Wracamy do domu – oznajmiał i zaciągnął ją za sobą.
Przez ten las ją ciągnął. Czemu wyobraziłam sobie takiego ciągniętego na smyczy po chodniku małego psa...?


Po drodze irytowały go jej wrzaski,dlatego uciszył ją przez wywołanie u niej utraty przytomności.
Wywołał to, oczywiście, za pomocą odpowiednich opcji w jej panelu sterowania.
A jej nauczyciel nic nie usłyszał, tak go pochłonęły szeleszczące podgrzybki.
Ba, już miał bulion nagotowany!


Wpakował ją na konia i ruszyli w kierunku siedziby templariuszy.
-Trzeba było zostać w domu.

Mwahahahahahah!

25 komentarzy:

Spice pisze...

"W końcu nadszedł ten dzień. Pozostało mi tylko pożegnać rodziców,a później wieczorem uciec."

Czy tylko ja wyobraziłam sobie w tym momencie naszą Merysójkę trzymającą listę o treści:
"[ ] Pożegnać rodziców
[ ] Uciec" ?

Anonimowy pisze...

Dywersja Golarza Filipa i donośne odgłosy bycia templariuszami to zdecydowane hity analizy!
No,akurat to,ze brat robi z nią co chce są realistyczne..
Bardzo fajnie się czytało.


Chomik

Jamnik Krótkowłosy pisze...

Cudowne!!! Ocencie to:
http://probny-bestseller.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

To nie templariusze szeleścili w krzakach tylko Jeż Jak Byk!!! A tak ogólnie, to czy tylko mnie się zdaje, czy opko z rozdziału na rozdział staje się bardziej bełkotliwe?

Ejżja

kodama pisze...

Rzadko komentuje, ale teraz to już naprawdę nie mogę :D Kocham Wasze analizy, umilają mi życie - naprawdę.
Mnie rozczulili templariusze szeleszczący jak podgrzybki, po prostu awww <3
Czekam na następną analizę :D

Anonimowy pisze...

Ten blogasek z rozdziału na rozdział robi się coraz bardziej beznadziejny...O ile to w ogóle możliwe.

Borówka pisze...

Mnie też w pierwszej kolejności do głowy przyszedł Jeż Jak Byk. Templariusze w krzakach wygrywają analizę :P

Anonimowy pisze...

Teraz wyobraziłam sobie Templariuszy przebranych za grzybki... co opka robią z człowiekiem.

Czekam na więcej.

Pozdrawiam,
Osa

Babatunde Wolaka pisze...

"Stali tak przez jakiś czas w ciemnościach. Jedynie światło księżyca padało na ich twarze."
Moja wątpliwość z poprzedniego odcinka została rozwiana: Farida po prostu czytała po ciemku. Może znała alfabet Braille'a, wówczas mogłaby czytać i z kapturem na twarzy.

"Tak, stanie w drzwiach i gapienie się na ludzi z pewnością nie wzbudzi podejrzeń. Widzę że tutejsi asasyni trzymają najwyższe standardy nierzucania się w oczy."
Bardzo dobry kamuflaż - ofiara myśli, że to zwykła madonna parapetowa, a tu nagle asasyn.

"Ciekawe, czy powie to samo po jakiejś bitwie, kiedy będzie miała całą szatę uwalaną od krwi - swojej lub wrogów. "
Podobno herb Austrii zrodził się, gdy pewien rycerz po bitwie odpiął pas.

Mycie twarzy nogami i uciekająca ręka mnie ómarły.

"„Templariusz!” pomyślała."
"Jest zły niczym orzełłł! Jego moc jest wielka niczym sanktuariummmmmmmm!"

"Kobieta zaprosiła jeszcze mężczyznę do swojego domu. „Pewnie musi się przebrać,żeby wejść do fortecy”."
Bohaterka ewidentnie nieuświadomiona.

"O lolu, to brzmi, jakby bycie templariuszem można było złapać jak chorobę weneryczną.
Tam chorobę weneryczną... jak katar raczej!"
Działalność templariuszy była w pewnym sensie zbliżona do łapania katarów.

Pomysł z szeleszczeniem krzakami po prostu wygrywa internety.

"uciszył ją przez wywołanie u niej utraty przytomności"
KWIII! Co to jest, milicyjny raport?

Uprzejmie żądam ciągu dalszego :D

Anonimowy pisze...

Analiza przecudowna, najlepsza od jakiegoś czasu. Śmiałam się na głos nie raz i nie dwa, a świetnych momentów było tyle, że nawet nie próbuję ich wypisywać.

A co do poprzedniej, powiem Wam, że właśnie wróciłam ze zdobywania leveli na pielgrzymce i naprawdę nie jest to zabawa tylko dla mocherków i ludzi ograniczonych umysłowo.

Ach, właśnie, i mega-spóźnione sto lat! :D

Tonks

Anonimowy pisze...

Templariusze z pewnością zatrudnili Jeża Jak Byka, by mieć profesjonalny szelest krzaków. Sami przecież by nie dali rady! Wyobraziłam sobie też templariuszy przebranych za grzyby xD A Altair niczego nie usłyszał, bo polując na szeleszczące podgrzybki natknął się na halucynki, nawpierdzielał się ich i był zbyt zajęty deptaniem różowych krasnoludków, by przejmować się Faridą.
Analiza zacna... Będzie więcej? :3
Pozdrawiam,
Miv

kariolka pisze...

Podwójny fejspalm sową!

Sineira pisze...

Templariusze szeleszczący jak podgrzybki zrobili mi dzień. Wisienką na torcie był jednak Babatunde cytujący Niewidzialnego Templariusza. Już wiem, dlaczego zUo tego opka wydawało mi się znajome.;)
Dla tych, co nie znają: https://www.youtube.com/watch?v=DlzNRywOe9Q
Będzie ciąg dalszy?

Gayaruthiel pisze...

Ta analiza byla MOCNA. Jestescie genialne.

Sto kolejnych lat analizowania! A szablon jest przepiekny:)

Anonimowy pisze...

Chyba coś znalazłam. http://andrea-volturi-cullen.blog.onet.pl/

Lumi pisze...

- Wracamy do domu – oznajmiał i zaciągnął ją za sobą.
Przez ten las ją ciągnął. Czemu wyobraziłam sobie takiego ciągniętego na smyczy po chodniku małego psa...?


Ja zobaczyłam coś bardzo zbliżonego do wizji Pigmejki:
http://img.pandawhale.com/post-23115-walking-cat-on-leash-gif-Imgur-kJHN.gif :D

Shariana pisze...

Końcówka rozwaliła wszystko, łącznie z resztówką logiki, jaką zawierało opowiadanie. xD

Shigella pisze...

" Na jej pięknej twarzy zagościła szrama,która z pewnością już nie zejdzie."
Przepraszam, ale mam skojarzenie z Sapkowskim - "Rycerz bez blizny, to kutas nie rycerz"

Tirrathee pisze...

"Pioruny błyskały.Nie spodziewanie do jej pokoju wkroczył Altair.
Wierzchem na piorunie?"


[nuci] rrrajders on de storrmm... A w Ass Creed 3 jest nawet taki cheat, że jak Connor Kartofelmordy kończy czyjś marny żywot, rozlega się piorun, obojętnie jaką mamy pogodę. DRAMATICS. IT'S IN THE JOB DESCRIPTION. :D

Zaplątałam się do Was przypadkiem i spędziłam dzisiejszy - akhM - wczorajszy dzień na absolutnej bezproduktywności, czytając na zmianę analizy na wyrywki i oceny Wielkich Przedwiecznych (wynikiem czego był moment niepewności - gdybym zgłaszała gdzieś swego bloga pod lupę, to tu, czy na Pomackamy. |D) Dostajecie wielkie, lukrowane, malinowe kudos za wszystko, przez co dobrowolnie przechodzicie dla naszego ubawu i rozrostu ego. Carry on! C:

Casjel pisze...

W krzakach nie byli zwykli templariusze! To byly Jeze jak Byki templariusze!

Sławomira pisze...

,,Bo jeśli wyczujesz źle, to przelecisz ich i nawet nie zauważysz." :D

Minami Lady pisze...

...ten moment, kiedy najlepszy człowiek Al-Mualima opiekuje się rozhisteryzowaną dziewicą, siostrą gościa, którego zgodnie z kanonem powinien zakatrupić. Cudownym dzieckiem dwóch pedałów. Kanonie ;____;
Pozwólcie, że zrobię spostrzeżenie: jeśli akcja AC 1 dzieje się w Królestwie Jerozolimskim bądź, jak kto woli, w Syrii, to skąd tam, na gacie Altaïra, znalazł się las i podgrzybki?! Grając w grę, nigdzie nie spostrzegłam lasu, tak samo Syria raczej nie oferuje lasów z naszej strefy klimatycznej!
A sama idea kobiety templariuszki przyjmowanej przez asasynów nie jest niemożliwa - Maria Thorpe, późniejsza żona Altaïra, Lucy Stillman, szpieg templariuszy wśród asasynów w sadze Desmonda...W samym zakonie też były panie - Rebecca, asasynka o pseudonimie Bishop, która pojawia się bodaj w komiksach...Szkoda tylko, że Farida, ekhm, jest zwykłym bachorem templariuszy, którego nawet przy najpomyślniejszych wiatrach mistrz nie przyjąłby na audiencji, a co dopiero do zakonu. xD
Scena z kobietą, mężczyzną i domkiem piękna xD Widać geniusz Faridy w całej okazałości.
Robert ciągnący siostrę na sznurze i olew Altaïra <3 Olał ich po prostu, bo Robert go uratował przed kłopotami z Mary Sue i jej wychowaniem. Z pewnych przesłanek wnioskuję, że rzecz dzieje się jeszcze przed kanonicznym zabójstwem dziewięciu celów Altaïra...chociaż na logikę rzecz biorąc, jeżeli to rok 1191, to Robert powinien być już dawno martwy, zdrajca Al-Mualim też, a mistrzem powinien być sam Altaïr >.> No, ale po co ja szukam logiki...
Ogółem analiza piękna - stwierdzam to z dumą, choć natrafiłam na nią dopiero teraz, po latach świetlnych od publikacji xD

Maya R. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Maya R. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Maya R. pisze...

A ja od siebie dodam ciekawostkę: jeśli Krzyżacy nie mogli przyjmować do siebie kobiet (ba, kobietom - jak pisze Sienkiewicz, a wraz z nim źródła - nie wolno było mieszkać na zamkach ani spać z braćmi-rycerzami w jednym pomieszczeniu!), aczkolwiek pełniły one funkcje służebne dla zakonu, to już widzę, jak zakon asasynów-kierujący się arabskim sposobem myślenia (chociażby sam tytuł Al-Mualim, oznaczający "wiedzącego") - przyjmuje W SZEREGI BRACTWA niewierną i w dodatku TEMPLARIUSZKĘ. XDDDDDDD
Przepraszam za te komentarze, durny blogger mi je zdublował. ;;