piątek, 16 sierpnia 2013

Do Wrocławia, do Wrocławia piechotą przez ocean będę szła!

Witajcie!
Dziś nie będzie już asasynów. Będzie za to fandom, którego już dawno u nas nie było - twór zmierzchopodobny! Tak, powitajcie gromkimi brawami Andreę Cullen, która, nieszczęśliwie zakochana w Edziu, ciska się z rozpaczy po lasach, morduje sarny w ilościach przemysłowych, w trzech susach przesadza kontynenty i odnajduje lasy tuż obok wrocławskiego rynku. Dowiadujemy się ponadto, że płaczące wampiry nasiąkają łzami i nadymają się jak najeżki, zaś Edward Cullen znienacka mutuje w Edwarda Gierka... i żeby tylko to!
Miłego!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.


Blogasek podesłała nam Anonimowa Czytelniczka. Dziękujemy! :*
Adres blogaska: http://andrea-volturi-cullen.blog.onet.pl           


       
                                                  
PROLOG
~~Pisane w osobie trzeciej~~
Prozą w języku polskim (powiedzmy...), alfabetem łacińskim. Uściślam na wypadek, gdybyście próbowali czytać to wspak albo po wietnamsku.
               
                 Dziewczyna jak co dzień rano zeszła na dół do salonu,gdzie czekała już na nią cała rodzina.
Co rano głowa rodziny robiła wszystkim odprawę, wyznaczając kluczowe cele do osiągnięcia tego dnia.
Wczoraj wyrobili tylko 70% normy, więc dziś musieli się bardziej postarać: tosty i bekon na śniadanie musiały być bardziej aromatyczne, a bluzki na naramkach strojniejsze.


Rodzina-jak potężną moc ma to słowo.
Yup, stawia na baczność ¾ polskiej prawicy i torpeduje większość postulatów dotyczących polityki społecznej.
Większą moc miałyby tylko “Termin spłaty długu upływa...” oraz “BBC ogłosiło produkcję nowego serialu. Główne role zagrają Tom Hiddleston, David Tennant i Benedict Cumberbatch”.


Żyła już z Cullenami ponad 50 lat.I w ciągu tych wszystkich lat uświadomiła sobie trzy rzeczy:
-Że Cullenowie to jej kochana rodzina i nigdy by ich nie zamieniła na lepszą rodzinę,choć w ogóle uważała,że lepszej nie ma na świecie,
-Że strasznie ich kocha,
Bo przecież mogłaby ich nienawidzić za tę idealność.


-I że jest śmiertelnie zakochana w Edwardzie Gierku.
To ostatnie było dla niej więcej niż pewne.Lecz on nie odwzajemniał jej uczucia…Stała teraz u końcu schodów i patrzyła na swoją rodzinkę.
Niechybnie z zamiarem rzucenia się z nich z rozpaczy spowodowanej edwardowym nieodwzajemnieniem.


Carlisle-jak zwykle,gdy ma wolne,zaczytany.Esme-pogrążona w swojej pracy,a konkretnie przygotowywaniem kolejnego przyjęcia.
Jak na matkę in spe przystało, realizując się całkowicie w roli perfekcyjnej, choć niegramatycznej pani domu. Dla kogo Esme urządzała te przyjęcia, skoro Cullenowie z nikim nie utrzymywali kontaktów, pozostaje zagadką.
Może zatrudniła się jako event manager?


Emmet i Jasper-telewizja i futbol,to dla nich magiczne słowa.Gdyby spotkali te dwie osoby,które te dwie rzeczy wymyśliły,chyba rzucili by im się do stóp i czcili ich parę wieków,aż w końcu by zmądrzeli i zauważyli,że to co robią jest po prostu żałosne.
Co stwierdza z wyżyn estetycznych, na których akurat przebywa, boCHaterka, której pasje są tak rozległe i niebanalne, że aż nie usłyszymy o nich ani słowa.


Rosalie i Alice-jak zwykle na zakupach.Nic więcej nie trzeba dodawać.
Jak na idealną rodzinę prawie wszyscy mają strasznie pospolite hobby, brak jakiejkolwiek głębi i każdy jest zajęty sobą. A nie, przepraszam, mamy jedną uduchowioną jednostkę...


Edward-gra na fortepianie.
No, a ten jak zwykle.


Skierowała się w stronę kojących dźwięków wypływających spod jego palców.Wsłuchała się w melodię.Była smutna,doskonale oddawała jej nastrój…
Czy boCHaterki blogaskowych zmierzchoidów mają jakiś imperatyw bycia smutnymi?


Oczywiście zdawała sobie sprawę,że Edwrad cały czas siedział jej w głowie i że pewnie wszystko wie,więc zaraz czeka ją rozmowa z nim.
“Masz depresję z powodu bycia bohaterką opka? Chcesz o tym porozmawiać?”


-Masz rację.-odparł chłodno miedzianowłosy.
Z kim ona gada? Google i Wiki twierdzą, że Edzio miał “kasztanowe” lub brązowe włosy, i to by się zgadzało z tym co widać tu...
…tymczasem jak ostatnio sprawdzałam, miedź była raczej rudawa.
(Może ona naprawdę gada z Gierkiem...?)


Dziewczyna postanowiła nic o tym nie myśleć,żeby nie zostać jeszcze bardziej wyśmianą.
Edward stosuje jakieś wyśmiewanie podprogowe, nieczytelne dla zwykłych śmiertelników?


-O tym,że bardziej wyśmiana nie zostaniesz,możesz zapomnieć.-syknął chłopak.
Wow, właśnie widać, jak bardzo kochana i puchata rodzinka z tych Cullenów, nic tylko utonąć w tulaskach.
A Edzio jest najukochańszy ze wszystkich. Bo przecież ona zakochała się w nim jemu na złość i robi mu tym straszną krzywdę, więc rzeczywiście ma powód do wkurzania się na nią.


Andrea poczuła,że oczy robią jej się suche.Płakała.Płakała po wampirzemu…przez niego…
Czyli wampiry płaczą... do środka?
Tak. Co większe wampirze emo strasznie przez to nasiąkają wodą i wyglądają jak ryby-nadymki.


To nie moja wina,że się we mnie zakochałaś,więc nie zwalaj winy na mnie!-Edward podniósł głos.
Zakochałaś się we mnie, więc będę ci teraz na każdym kroku dogryzał, ujawniając pokłady mojego dobrego wychowania i zwykłej przyzwoitości.A poczucie winy będę w tobie wywoływał dlatego, żeby ci udowodnić, że dobrze ulokowałaś uczucia!


-To co,to niby moja wina?!-dziewczyna nie była mu dłużna.
-Ja się w tobie nie zakochałem,więc odczep się ode mnie!-ich kłótnię było słychać w całym domu,kto wie,czy może nie w lesie…
A lat mieli osiem i jedenaście.
A Idealna Rodzinka Cullenów idealnie udała, że nic nie słyszy.


-Chciałabym się odczepić,nawet nie wiesz jak bardzo…-Andrei głos już drżał,już powoli nie miała siły się kłócić…
Więc czemu tego nie zrobisz?!!-nawrzeszczał na nią chłopak.
-Bo cię kocham…-wyszeptała dziewczyna.
-Ale ja ciebie nie!!!-miedzianowłosy podniósł głos jeszcze bardziej
Aż się tynk posypał z sufitu.
Ale co ona mu w zasadzie robi? Łazi za nim i jęczy, żeby ją kochał? Bo tylko to choć w części byłoby uzasadnieniem jego zachowania...


-Najlepiej by było,gdybyś mnie nigdy nie spotkała,gdybyś nigdy z nami nie zamieszkała!!!-wykrzyczał po chwili.


To było za dużo dla dziewczyny.Rozpłakała się na dobre.Chłopak w końcu odszedł,a ona oparła się o ścianę i zjechała w dół.
Cała reszta kochanej rodziny bardzo starannie nie zwracała na nią uwagi. Pewnie skrycie popierali Edwarda.
Robili zakłady kiedy parka weźmie się za łby i kto wygra.


Po kilku sekundach wstała i ruszyła w stronę wyjścia.Już wiedziała co zrobić,już postanowiła.Rzuciła wszystkim krótkie „cześć” i wyszła.Tak po prostu sobie wyszła,nie zabierając ze sobą nic.
Spakowanie pieniędzy i szczoteczki do zębów zepsułoby pracowicie zbudowany dramatyzm sceny.
A po co jej pieniądze i szczoteczka? Jest wampirem, zabije jakiegoś biznesmena i sprzedawcę w drogerii i będzie mieć jedno i drugie...
Cóż, skoro mieszka z Cullenami, to chyba jest nawrócona na niezabijanizm ludzi. Chyba że jej przejdzie zaraz po przestąpieniu progu.


Już na zawsze opuściła ten dom,tą rodzinę,która teraz była dla niej obca.
A która faktycznie wolała się jej pozbyć, skoro nikt z przewidujących przyszłość, super empatycznych itd. krewnych palcem nie kiwnął, żeby ją zatrzymać.


Już nie była Cullen…
W drzwiach była specjalna bramka, która odzierała wychodzących z nazwiska. Nieostrożni tracili również gacie.
Poza tym bohaterka wydrapała starannie nazwisko w dowodzie i książeczce zdrowia.


                                            
                                                  
               Biegłam…nie wiem gdzie.Nie wiem nawet ile,ale chyba długo.
Sprawdź, czy nie zmieniły się strefy klimatyczne, to może być pewna wskazówka.
Sprawdź też, czy nie biegniesz po wodzie przez ocean - jeśli tak, może jesteś Jezusem.


Nie miałam żadnego pomysłu,jakiegoś planu…nic.Kompletna pustka.A w głowie tylko jeden obraz:Jego twarz i oczy pełne nienawiści.Nienawiści do mnie…
Łoboru... Już nawet zrozumiem, że Edzio mógł być poirytowany niechcianymi miłosnymi wyznaniami słyszanymi non stop w swojej głowie - co oczywiście nie usprawiedliwia jego bucery - ale żeby zaraz nienawiść? Biedak bał się, że Andrea przypuści zamach na jego zmumifikowaną cnotę?
Chyba że już przypuściła - jeśli często miała nieczyste myśli, a Edzio je wszystkie słyszał, to może kiedyś jego wampirzy kijaszek nieco... stracił na dziewiczości?


To właśnie tego chciałam się pozbyć raz na zawsze!Tylko…jak?Jak mam ,ot tak, sobie zapomnieć kogoś,kto teraz nie dość,że zajmował cały mój umysł,to jeszcze serce?!
Wiesz, skarbie, to wykonalne. Ludzie sobie z tym radzą cały czas - i to zazwyczaj młodzi ludzie, bez doświadczenia życiowego. Ty zaś, jak wspomniałaś, masz ponad 50 lat.
Srsl, wyobrażacie sobie Wasze matki/babcie wpadające w histeryczne galopady z powodu braku sensu życia związanego z nieodwzajemnionym zakochaniem?
No, Gabriela Borejko po dwudziestu latach nie wybaczyła Pyziakowi, więc...


I co ja mam teraz robić?.Nagle na coś wpadłam.To było drzewo…
Gratulacje. Proponuję powtarzać ten manewr tak długo, aż wybijesz sobie z głowy Edwarda. Spójrz prawdzie w oczy, to buc!
Ciekawe, które z nich ze zderzenia wyszło z większą stratą... *wyobraża sobie wampirokształtne zagłębienie w pniu*


Ale…ale jak to możliwe?Jak to możliwe,żeby wampir o wyczulonych zmysłach mógł wpaść na drzewo?
A co mają tu zmysły do rzeczy? Nie mówimy przecież o echolokacji. Jeśli biegnie się na ślepo, nie ma się co dziwić, że się w coś wpierdzieli.
Może ona ma echolokację jako supermoc? I takie uszy:


Ze mną już na prawdę jest źle…Zatrzymałam się.Spojrzałam na siebie.Wyglądałam jak 100 nieszczęść!!!Całe moje ubranie było poszarpane i brudne. Usiadłam pod drzewem.Nie mogę ruszyć dalej,dopóki nie pozbieram wszystkich myśli!
Uderzyła się w głowę, więc myśli wyleciały i rozsypały się pod drzewem. I jeszcze pewnie były utytłane jak ciuchy. Logiczne przecież.


Zastanówmy się.Jestem w jakimś lesie,nie wiem gdzie i nie wiem nawet,jaka jest pora.
Roku? Bez jaj, nie biegła chyba aż tak długo? Bo jaka jest pora dnia to każdy pięciolatek ustali.
Google daje takie propozycje:


Nie wiem także,co dalej mam robić.Najpierw pierwsza sprawa.
Wdrapałam się na drzewo i rozejrzałam dookoła.Hmmm…to jakieś miasto,z pewnością. (Jesteś pewna? A może to łódź podwodna?) Ludzie nie mówili tu po angielsku.
A skąd ona wie, w jakim języku mówią, skoro nawet nie wie, gdzie dokładnie jest? Wyczuła obcość w powietrzu czy co? Poza tym - wnioskuję, że w takim razie ją gdzieś w dżunglę Ameryki Południowej zagnało (zakładając, że nie biegła przez ocean).


O kurczę,ludzie! Do moich ust zaczął od wewnątrz spływać jad.
Dobrze, że nie z zewnątrz, bo jeszcze bym pomyślała, że narrator pryska ci nim do paszczy.


Bardzo duże ilości jadu! Boże,jak ja dawno nie polowałam!
Zeskoczyłam z drzewa i wzięłam głęboki wdech.Dobra,nie ma żadnych ludzi,więc teren jest czysty.
To logiczne, że na przedmieściach nie ma ludzi (bo nie mówcie mi, że to miasto gdzieś na horyzoncie zobaczyła. Raczej nie wspięła się na wolnorosnącą sekwoję).


Znów wzięłam głęboki wdech.Wyczułam stado saren gdzieś na północy.Bodajże na jakieś polance.
Średnio nasłonecznionej. Opodal krzaczka. O piętnastej trzydzieści we wtorek. Wyczuwałam lekkie nuty  ósmego października.
Na polance rosły poziomki, a wczoraj przeszedł po niej rosomak płci żeńskiej.


Prędko pobiegłam w tamtą stronę.Rzeczywiście,było tam stado saren.Ale nie to przykuło moją uwagę.Ta polana wyglądała prawie tak samo jak moja i Edwarda!
Były tam drzewa i trawa i wszystko! Normalnie kropka w kropkę jak nasza polana! Ta, na której nic się nie stało, bo on nie odwzajemniał moich afektów... ale jak ich nie odwzajemniał...!


Potok wspomnień wlał mi się do mózgu.
Na co dzień wspomnienia przechowywałam w foliowym woreczku podłączonym do mózgu rurką z kranikiem.
Miała przenośną myślodsiewnię, to wszystko.


Wszystkie te chwile,które spędziłam na polanie razem z nim.Każdy wieczór i poranek,każdy wschód i zachód słońca…Przymknęłam powieki i dałam się odlecieć moim wspomnieniom.
Szkoda, że nie przelecieć, może w końcu coś by się zaczęło dziać, a i zdanie zyskałoby na sensowności.
A i pannie by ulżyło...


Niedługo potem zapolowałam na 6 saren(byłam strasznie głodna!),a póżniej na 10 nosorożców i 3 hipopotamy, a potem rozpękłam się jak purchawka przeszłam do rzeczy,którą przerwałam.Gdzie jestem,już wiem,teraz jaka jest pora? Spojrzałam na niebo.Cholera,nie ma słońca! To jednak dobrze,w mieście popytam.
*Oburęczny Facepalm Skrajnego Zażenowania*
Zaryzykowałabym tezę, że noc, ale może to zbyt śmiały wniosek.


Usłyszałam bicie dzwonów.No tak,zegar na wieży! Pacnęłam się otwartą ręką w czoło.Weszłam na najwyższe drzewo i spojrzałam w stronę wieży,jak mniemam,ratusza.Była punktualnie 14.00.
Aha, czyli jednak nie noc. A właściwie konkretna godzina jest jej tak bardzo potrzebna, gdyż...?
Musi narysować zegar, psychiatra jej kazał.


Zeszłam z drzewa i pobiegłam w stronę miasta.Gdy tylko wyszłam z lasu zaczęłam iść ludzkim tępem.
Co i rusz potykając się o ogonek przy źle zapisanym słowie "tempem".


Szłam niedługo,może 30 min.Doszłam do jakiegoś rynku.Nikt nie mówił tu po angielsku.
Jak to miło, że w każdej kanadyjskiej / meksykańskiej mieścinie znajdzie się zgrabny ratusz z ryneczkiem. Ciekawe, czy na każdym stoi pomnik Piłsudskiego.
Czy bohaterka ma na myśli to, że mówią tam w american english, czy też Indianie w dżungli mają już ratusze?


Podeszłam do jakieś kwiaciarni,stała w niej jakaś staruszka i młody chłopak.Wyglądali na dosyć miłych.
Przywitałam się po angielsku:
-Dzień dobry!-rzekłam z miłym uśmiechem.Staruszka była trochę zdezorientowana,chyba mnie nie rozumiała.
I nigdy w życiu nie słyszała angielskiej mowy. Pewnie miała spódniczkę z trawy i kość kurczęcia w nosie.
A kwiaciarnia to tak naprawdę był ołtarz ofiarny na cześć jakiegoś bóstwa agrarnego.


Chłopak powiedział coś do niej niezrozumiałego dla mnie,po czym powiedział do mnie:
-Dziń dobry!-również po angielsku.Uśmiechnęłam się szeroko-wreszcie ktoś,kto zna mój język!
Pytałam już dwóch osób i dopiero druga go znała, laboga!


-Cześć!Mam pewien problem,bo niezabardzo wiem,gdzie się znajduję.Czy mógłbyś mi powiedzieć gdzie jestem?-grzecznie spytałam.
-Oczywiście.Jesteś we Wrocławiu,w Polsce.
Nie, chwila, moment, stop.
JAKIM. KURWA. CUDEM.
Jednak jakoś przeskoczyła ten ocean!!!
I całe stado rekinów po drodze.
Może przepłynęła na delfinie, czy co...


-powiedział z lekkim uśmiechem,a ja zrobiłam wielkie oczy.W Polsce? Jestem w Polsce?!No to pięknie! Z nikim się tu nie dogadam, bo tu, jak widać, mieszkają sami dzicy ludzie nie mówiący po angielsku, a na dodatek nigdy nie miałam dobrej orientacji w terenie i to się nie zmieniło nawet po przemianie,więc  nie wiem którędy do Włoch,a tym bardziej którędy do Volterry!
I ani trochę nie zastanowiło jej, że najwyraźniej w ciągu kilku godzin przebiegła przez dwa kontynenty. I ocean.
BTW, nie znam okolic, ale nie wydaje mi się, żeby 30 minut spacerkiem od rynku we Wrocławiu był jakiś las ze stadami saren.
Może chodziło o wampirzy spacerek. Zresztą, ona nie wie kiedy przebiegła pół kuli ziemskiej, a sądzisz, że jakieś przedmieścia by na niej wrażenie zrobiły?
Skoro specjalnie napisała, że szła ludzkim tempem...
Znajomy Wrocławianin mówi, że:
“Las Pilczycki to tak z godzina-półtorej przynajmniej. Najbliżej jest Las Osobowicki, w godzinę da radę, ale raczej nie ma tam saren”.
Może chodzi o jakiś inny Wrocław, jednak nie w Polsce, tylko ją wkręcają...?


-Czy wiesz może,jak mogę dostać się do Włoch?-spytałam,a on spojrzał na mnie jak na głupią.
-Yyyy…samolotem najlepiej.Pokazać może gdzie lotnisko?-spytał.
-Tak,bardzo proszę.-odpowiedziałam mu.Boże,zrobiłam z siebie idiotkę!
Szkoda, że nie spytała, jak może dojść pieszo - to byłby ubaw. Choć wtedy pewnie pokierowałby ją na WARSZAWĘ lub w kierunku województwa opolskiego.


-To poczekaj tu chwilkę-poprosił.
Karetka z psychiatryka już zajeżdżała od podwórka.


-OK.-podszedł do staruszki,powiedział jej cos po polsku,wziął kurtkę i powiedział do mnie:
-Chodź ze mną.Zaprowadzę Cię na lotnisko i pomogę kupić bilety.
I czyste ciuchy.
I w ogóle nie boję się, że oszalałaś, straciłaś pamięć czy coś.


-Och,bardzo Ci dziękuję!-nie wiedziałam,jak mam mu się odwdzięczyć.
Ani czym zapłacić za bilet. Ale to przecież drobiazg.
Może po drodze jak biegła zakosiła kilka portfeli i tego też nie pamięta.


-Może jako nagrodę opowiesz mi coś o sobie?-spytał po chwili.Niezabardzo wiedziałam,co mam mu o sobie opowiedzieć,ale coś tam wymyśliłam.Kupił wszystko.
A za zdobytą kasę mogła kupić bilet, ha!
W ogóle proszę podziwiać nowy okaz narratora - Narrator Bardzo Leniwy. Ten gatunek nigdy nie wyjaśnia żadnych luk w fabule, bo uważa, że czytelnika i tak obchodzą tylko romanse i dramaty.


Gdy doszliśmy do lotniska a spacer był nieziemski, gdyż Rynek we Wrocławiu i lotnisko dzieli 10 kilometrów  podszedł ze mną do odpowiedniej kasy i pomógł kupić bilety.
BoCHaterka zapłaciła skroploną zajebistością, oczywiście.


-No to do zobaczenia…Andreo.-rzekł.
-Do zobaczenia Mateusz!-odpowiedziałam.Tak miał na imię.
Ciekawe jak to “Mateusz” brzmiało w jej, nieskalanych innym językiem niż angielski, ustach.


-Uścisneliśmy sobie dłonie,po czym bez słowa się rozeszliśmy.Ja do swojego samolotu,a on do kwiaciarni w rynku. (Kolejne 10 kilometrów, no co to jest!)
Tak, bo samoloty to się łapie jak kolejki podmiejskie - stoi się chwilkę przy kasie i już pakuje do środka, bo samolot do dowolnego miejsca już jest i za chwilę odlatuje. Tak tak.
No ba, do Rzymu aż dwa dziennie! A jakie tanie są, Ryanair do Mediolanu grosze, bo 280, a pozostałe niewiele drożej, bo 500+ i 1000+! Na pewno byłoby ją stać!


W samolocie zajęłam swoje miejsce,na szczęśćie koło okna.Nie zdążyłam się dobrze usadowić,a już usłyszałam głos stewardessy*:
-Proszę zapiąć pasy,za chwilę wystartujemy.
Od teraz rozpoczęłam nowe życie.Już niedługo nie będę się nazywać „Cullen”,już niedługo…
Ej, a to ty wciąż się tak nazywasz? Mówiłaś, że z przekroczeniem progu i w ogóle...
Musi znaleźć nową rodzinę, jak wilk nowe stado, teraz nie wyszła z fazy liminalnej i jeszcze w małej części jest cullenówną.
__________________________________________________________________________________________
*przepraszam jeśli się pomyliłam w pisowni,ale niezabardzo wiem,jak to się pisze ;p
A obsługa Google mnie przerasta.                   
Rozdział 2
                                            
                                                  
                     Samolot w końcu wylądował.Jako wampir „wegetarnianin” nie było mi aż tak ciężko bardzo źle składać zdania wytrzymać w samolocie pełnym ludzi,zwłaszcza że leciałam 1 klasą gdzie było mało ludzi.
Ależ oczywiście, że pierwszą klasą! A jeszcze przed chwilą na sam wychwycony z daleka zapach ludzi śliniłaś się jak pies Pawłowa. No ale nie będziemy przecież oczekiwać, że twoje wywody będą spójne, prawda.
A co do pierwszej klasy - wyszukiwarki lotów niestety odmawiają odnalezienia JAKIEGOKOLWIEK połączenia na klasę pierwszą (a sprawdziłam kilka większych miast), a ceny biznesowej zaczynają się od 2,5 tysiąca i solidnie rosną, więc... to się robi coraz bardziej zabawne.


Weszłam do budynku lotniska po…no właśnie po co? Przecież nie mam bagaży!
Yyy... bo tędy się wychodzi z samolotu?
Może chciała sobie kupić coś w sklepie wolnocłowym?


Wróciłam się z powrotem na zewnątrz.Zastanowiłam się chwilkę nad swoim ubiorem.
I dłuższą chwilkę nad swoim życiem.
I nad tym, w jakiej dokładnie części Włoch jest, bo tego nie doprecyzowała wcześniej.


Przecież nie pokażę się „Wielkiemu Trio”* w wynoszonych już ubraniach!
Wynoszonych właśnie tylnymi drzwiami przez zaradną grupkę wszy, które uznały je za swoje terytorium.
Aż dziw, że ją do samolotu wpuścili - przy dzisiejszych lękach związanych z terroryzmem...


Poszłam do jakiegoś firmowego sklepu i kupiłam sobie rurki,wygodne trampki i tunikę.
Oczywiście, że firmowego! Czyli zapewne jakiegoś H&M. No i nie ma to jak prezentować się antycznym wampirzym bossom w trampasach i rurkach z sieciówki. Z pewnością zrobi wrażenie.


No,teraz mogłam ruszać w drogę.Zapytałam się jednego przechodnia(z nudów uczyłam się j. włoskiego) którędy mam ruszać na Volterrę.Pokazał mi w którą stronę i powiedział,że to daleko i że lepiej jechać autobusem.Wskazał nawet drogę na przystanek.Podziękowałam mu i odeszłam pod preteksem,że jestem tu samochodem i ruszyłam do lasu.
Jakiego znowu lasu? (Ach te miasta... takie dzikie i zalesione!) Gdzie ona w ogóle wylądowała? Z Wrocka samoloty latają do Rzymu, Mediolanu, Bolonii i Wenecji... Najbliżej miałaby z Bolonii, jakieś 180 km, tylko że oficjalna strona Volterry nic nie wspomina o bezpośrednich połączeniach autobusowych z żadnego z tych miast.
Ej, a może w tych lasach są portale szybkiej komunikacji transdymensialnej?
Lotniska jakie są najbliżej Volterry to te:
Oprócz Bolonii mogłaby jeszcze (tylko!) polecieć z Wrocławia do Pizy, ale to jest minimum jedna przesiadka i kilkanaście godzin podróży...


Wiedziałam,w którym kierunku biec,także na miejsce dotarłam szybko.Zamek stał przy samym rynku.Był piękny i zarazem tajemniczy.Nie pamiętam skąd,ale wiedziałam że wejście do tego zamku prowadzi przez jakiś kanał.
Ściekowy, bez wątpienia. Jak sobie człowiek trochę pobrodzi w gównie, od razu robi się bardziej skory do współpracy.
A nie prościej byłoby... bramą? Jeśli wejdzie niepostrzeżenie jak szpieg raczej nie narobi tam sobie przyjaciół...


Od strony rynku żadnego nie było,więc poszłam na tyły zamku.Już tam zobaczyłam dwóch wampirów w długich czarnych pelerynach.
Kryli się że ojapierdolę.
I tym zgrabnym cliffhangerem kończymy tę analizę!

35 komentarzy:

Dusza pisze...

Zakochałam się w tej analizie *_* Uwielbiam bezsensowne fanfiki "Zmierzchu" <3 Gratuluje dziewczyny
kolejnej udanej analizy. Czy będzie kolejna część?
Pozdrawiam...

Anonimowy pisze...

To nie moja wina,że się we mnie zakochałaś,więc nie zwalaj winy na mnie!-Edward podniósł głos -urocza reakcja na miłość.I ona przez takiego dupka lata po lasach?
zobaczyłam dwóch wampirów w długich czarnych pelerynach.
Kryli się że ojapierdolę -doobre!!!!


Chomik

Anonimowy pisze...

No. Kurde. Leżę. Leżę i kwiczę wręcz. AŁtoreczka mnie powaliła tymi swoimi wszechobecnymi lasami i "firmowymi" ciuszkami. Zabawne, że pomyślałem o H&M, jeszcze zanim spojrzałem na komentarz Kalevatar.
Na koniec dołączę się jeszcze do pytania Duszy - będzie kolejna część? *-*
Pozdrawiam serdecznie,
Trolovsky

Anonimowy pisze...

No niee, nie wierzę, jakaś Merysójka zawitała do mojego miasta! Aż nie wiem, czy się cieszyć czy płakać, że jej nie spotkałam.
Opko cudownie bezsensowne (i jakże pełne głębokich emocji!), a sama analiza też przednia :)

Tonks

Anonimowy pisze...

'' I co ja mam teraz robić?.Nagle na coś wpadłam.To było drzewo…'' - przeciętny zjadacz chleba wpadłby w takiej sytuacji na pomysł, ale nie boCHaterka, ona musi wpaść na drzewo... Nawet w takiej sytuacji odcina się od mainstreamu.
+ zalesiony Wrocław, który zrobił mi dzień.

Czekam na dalszy ciąg i życzę cierpliwości do takich opek

Cydonia

Anonimowy pisze...

Ach, jak dawno nie było żadnej zmierzchowej analizy! Czytając ją o pierwszej w nocy starałam się nie zawyć, żeby nikogo nie obudzić i prawie mi się udało! *dumna* Absurd tego opka jest wręcz rozczulający, Narrator Bardzo Leniwy wkurzający, a aŁtorka, delikatnie mówiąc, niezbyt dobrze zorientowana w realiach, które stara się opisać. I coś krótka mi się ta analiza wydała... Mam nadzieję, że za tydzień będzie dłuższa :D I ja też dołączam się do pytania: będzie kolejna część?
Pozdrawiam,
Miv

Anonimowy pisze...

Świetnie głupie opko i świetna analiza! (Do tego Edward jest niemal kanonicznym bucem). :D

Będzie więcej?

Gosia

Anonimowy pisze...

Ale przyznać trzeba, że postawa rodziny Cullenów w prologu jest niemal boleśnie kanoniczna.

- Wardo patrzący z niesmakiem na niewiastę o nieczystych myślach i obwiniający ją o ataki na jego cnotę (vide Rosalie i Tanya) jest? Jest.

- Wszyscy członkowie klanu snujący się jak smród po gaciach po domu i nie zajmujący się niczym produktywnym są? Są.

- Carlisle i Esme zapatrzeni w swego Małego Lorda i stawiający go ponad całym rodzeństwem są? No są.

Aha, kwestia włosów Edzia to dosyć skomplikowana sprawa - Bella w "Zmierzchu" nazywa go "miedzianowłosym", Bree w "Drugim życiu B.T." określa go wręcz jako rudzielca, ale filmy i fandom uparcie portretują go jako właściciela kasztanowej, wpadającej w brąz czupryny, więc ciężko stwierdzić, jak to właściwie naprawdę jest....


Maryboo

Anonimowy pisze...

Takie śliczne opko awww... ^^
Zalesiony Wrocław, buc nad buce i oj kwiatuszków była cała masa. Wyobraziłam sobie bochaterkę w świecie "Pory na przygodę". Bolało...
Dołączam się do prośby o następną część.

korano niezalogowana

merh pisze...

W końcu coś DOBREGO o Zmierzchu! Anyway, zastanawiam się dlaczego nikt jeszcze nie uporał się z "fantastyką małonaukową" Mamuchy, którą zapewne znacie: http://www.fronda.pl/blogi/pogaduchy-mamuchy,114.html
Ja sam próbowałem się za to zabrać, ale brak spójności zastraszającej fabuły i ciągły suspens mnie wykończyły. Sam nie dam rady, więc może Wy :D

Anonimowy pisze...

Jest tylko jedno wytłumaczenie na istnienie lasu pełnego saren - ona trafiła do wrocławskiego ZOO i zeżarła stado unikalnych okazów.

kajaanna

Julchen von Luben pisze...

O boru... Zalesiony Wrocław zrobił mi dzień >D
Leń-Narrator nie powiedział nawet jak wygląda główna heroina. I dodatkowo sprawił że to opko było tak nudne i ciągnęło mi się okropnie że się wierzyć nie chce. Ale wasze komentarze jak zawsze przyprawiają o zakwiki :"D

Tamtaro pisze...

Kajaanna - to tlumaczy jak udalo jej sie w ogole cokolwiek upolowac z tymi megasuperhiperwypasionymi mocami, ktore cisnely ja w niewinne drzewo :D

Anonimowy pisze...

O matko, zaplułam się :) WIĘCEJ, WIĘCEJ!! O ile analizatorki zniosą, oczywiście...
Pozdrawiam,
Cathia

Anonimowy pisze...

Piękne, po prostu piękne! Urzekł mnie las, będący wszędzie, w miastach, na lotniskach XD Poza tym fakt, że przebiegła przez ocean był cudowny. Oceanu nie zauważyła, ale na drzewo już wpadła. A może w jej wersji Cullenowie nie mieszkali w żadnych tam stanach, tylko w jakimś innym magicznym kraju Europejskim (i nie wliczam w to Brytanii) gdzie akurat mówi się tylko po angielsku? No co, nikt nie powiedział, że to nie było jakieś Alternative Universe XD Też bym chciał kolejną część~! Yes please!

Ad.

Anonimowy pisze...

Podziwiam Was, że Wam się chce szukać tych wszystkich informacji, jak na przykład tutaj tych połączeń. Ale analiza cudna, liczę na kolejną część ; )

Piafka pisze...

"-Masz rację.-odparł chłodno miedzianowłosy.
Z kim ona gada? Google i Wiki twierdzą, że Edzio miał “kasztanowe” lub brązowe włosy, i to by się zgadzało z tym co widać tu..."
Jak to, z kim? Z NERONEM!!!

Na wieży wrocławskiego Ratusza nie ma zegara. Znajduje się on na frontowej ścianie.

Czy tylko mnie drażniło ustawiczne powtarzanie słowa "rodzina" w początkowym fragmencie opka?

@kajaanna, pomysł z ZOO jest dobry, mogła wylądować w Parku Sczytnickim, to tuż obok. Innej opcji nie widzę. Na upartego, w pół godziny stamtąd do Rynku by dotarła.

Analiza przekwikaśna, szkoda, że taka krótka. Będzie druga część?

Pozdrawiam,
Piafka

Anonimowy pisze...

HAHAHAHAHAHA!!! Padłam, leżę i nie wstaję. Jesteście świetne. Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi. Edward- buc- lubię to. Pozdrawiam

Ola Musixxa pisze...

Analiza jak zwykle genialna. Jak ja nie cierpię zmierzchu!
Hm, skoro wzięłyście podsuniętego przez kogoś bloga, to może się dołożę :P Mam fanfika z Harry'ego Pottera - w pierwszym rozdziale Hermiona szczytuje na cały Hogwart Expres, Neville jest rozpieszczonym Chłopcem-Który-Przeżył, Dumbledore to jak zwykle manipulator z mottem "dla większego dobra", Lily Potter zaczyna nauczać OPCM a Harry z Syriuszem... zresztą, zobaczcie same. Ja leżałam i kwiczałam na to "wielkie wejście" LORDA POTTERA. Tak, dobrze przeczytałyście - Lord Potter i Lord Black.
To jest niemiłosiernie głupie tłumaczenie, aż się prosi o wyśmianie.. znaczy analizę - http://www.fanfiction.net/s/9496483/1/Powr%C3%B3t-Huncwot%C3%B3w
Oby tak dalej, pozdrawiam

Babatunde Wolaka pisze...

"I co ja mam teraz robić?.Nagle na coś wpadłam.To było drzewo…"
Powyższe stanowi kwintesencję. Chociaż trzeba przyznać, że dziwne rzeczy, które w tym opku dzieją się z czasem i przestrzenią, też nieźle trzepią.

"Jak to możliwe,żeby wampir o wyczulonych zmysłach mógł wpaść na drzewo?"
Zabiję się w końcu przez tego walkmana, rzekł nietopyrz. (badabum-psst)

Przy okazji sprawdziłem - w USA jest Breslau w Nebrasce i Teksasie. Obie miejscowości to zapadłe dziury, gdzie raczej na pewno nie ma kwiaciarni, a co dopiero lotniska.

Natalia Borucka pisze...

Ona na pewno nie mogła być w Polsce, tutaj spotkałaby co najwyżej białe niedźwiedzie, nie sarny.

A bycie zakochaną w chamowatym bucu i przeżywanie odtrącenia przez niego to, niestety, bardzo częsty motyw w anime. Im facet bardziej odpychający, tym bardziej przyciąga bohaterkę (oczywiście pod warunkiem, że wygląda atrakcyjnie), do stopnia takiego absurdu, że na przykład w Uta no Prince-sama za główną bohaterką uganiało się pięciu sympatycznych chłopców, ale ona wzdychała tylko do tego szóstego, który starał się jak mógł, żeby ją zrazić. Zastanawia mnie, skąd bierze się popyt na takie historie, bo przecież dla kogoś są tworzone.

No ale mówimy o opku Zmierzchowym, gdzie główny bohater też zbyt sympatycznym i miłym facetem nie był, nawet w kanonie.

Anonimowy pisze...

To już koniec? Szkoda, że nie doszłyście do momentu, w którym spotyka się z "Wielkim Trio". :(
mam nadzieję, że będzie dalsza część analizy tego blogaska!

Shirkus pisze...

Eh, gdyby nie wspaniała analiza, to opowiadanie byłoby takie nudne. I dlaczego Wrocław, a nie np. Gdańsk? Tu też są lasy. I zwierzęta w nich, choć może nie całe stada. ;)

Borówka pisze...

Edłardo odrzucił miłość boCHAterki, jestem pod wrażeniem. Analiza przyjemna, ale opka zmierzchowe jakoś nigdy nie zapadają mi na dłużej w pamięć :)

Anonimowy pisze...

Na Siostry Cierpienia i Babcie Weatherwax!
Kiedy dobrnąłem do Wrocławia prawie udławiłem się jabłkiem.
Jeszcze mam łzy w oczach ze śmiechu. :)
Pozdrawiam!
Marcin.

Anonimowy pisze...

Serial z Tennantem, Cumberbatchem i Hiddlestonem poproszę już, teraz, zaraz! A analiza zacna :) Edward - miedzianowlosy buc to zdecydowanie mój Edward. Czekam na cd!
Drumla

Arima Ahiru pisze...

Kwi, kwi, kwi, kwiiiik... [melodia jak z CHorroru, jakim jest ta analiza]
To znaczy nie ona sama w sobie (Wasze komentarze są cudowne) tylko debilizm aŁtoreczki słit opowiadania o słit vamnpirkowym loff...
Masakra
W każdym bądź razie, znalazłam bloga wczoraj i czytam po kawałku, kwicząc, leżąc i płacząc ze śmiechu xD
Oby tak dalej!

Anonimowy pisze...

Analiza borska :)
No no, do Wrocławia piechotą ze Stanów... Mój podziw dla zajebistości Mary Sue wzrasta!
Czuję, że powinnam ostrzec, iż w związku z pojawieniem się filmu "Dary Anioła" niedługo pewnie pojawi się wysyp blogasków o Jace'ie i Clary. A właściwie o jakichś niezwykle pięknych i zajebistych Nocnych Łowczyniach, rozkochujących w sobie Jace'a.
Pozdrawiam i życzę dalszej weny!

thingrodiel pisze...

Ja tylko pragnę zauważyć, że zachwyca mnie chałupa Cullenów. Najpierw jest, że w salonie czekała cała rodzina, potem że Rosalie i Alice są jak zwykle na zakupach. Gdzie oni mieszkają? W hipermarkecie??? ;)
Inna sprawa, że niezła z panienki chorągiewka. Na wstępie deklaruje, jak to kocha i wielbi Cullenów, nie zamieni ich na żadną inną rodzinę, bla bla bla. Ile jej zabrało przejście do "nic dla mnie nie znaczą"? Dwa akapity? I to tylko z powodu jednego buca. ;)

Analiza piękna jak zawsze. Kontynuujcie, proszę!

thingrodiel pisze...

PS A w ogóle nie znałam Wrocławia od tej strony. 30 minut piechotką z rynku i bach! Las z sarnami! Piękne!
Na lotnisko też najlepiej piechotką, przecież nie ma żadnego MPK, to tylko większa wioska, wszystko za winklem. LOLOLOL

Anonimowy pisze...

Co do wypowiedzi Anonimka: Fakt wysyp blogów o Darach Anioła jest co najmniej prawodpodobny. Jenda połowa bedzie rozkochiwać Jace'a i mieszać z blotem Clary, druga namawiać Aleca na zmianę orientacji :)
Szalona, SS&S

Katsumi R. Miyamae pisze...

Leżę i kwiczę. Zabiłyście mnie tą analizą XDD

Shigella pisze...

"Mateusz" wypowiadane przez Amerykankow (ze srodkowego zachodu) brzmi mniej-wiecej jak "Matusz".
Nie byli w stanie (albo mieli w rzyci nauczenie sie i odpadli po dwoch probach) opanowac wymowy przez jakies 8 lat.
Jako jedyny postaral sie kolega bedacy z pochodzenia Hindusem, prawie potrafi powiedziec tez "Wojciech" i "Michał".

Gayaruthiel pisze...

Lojezu, nie wychodzicie z formy, brzuch mnie uwiera od tlumionego rechotu :D

Alice Murphy pisze...

"Wampirokształtne zagłębienie w pniu" wygrało tę analizę :D