piątek, 5 lipca 2013

Wyciąg z wilkołaka, czyli wrażliwe serduszko Joffreya Baratheona, cz. 1/2

Witajcie!


W tym tygodniu mamy dla Was dość typowe opko: jest Mary Sue, jest nieszczęśliwa miłość, jest zakochany i wrażliwy On - jest nawet ciąża, która wstrząśnie Królewską Przystanią. Ups... zapomniałyśmy dodać jedno: tym zakochanym Nim jest... Joffrey Baratheon. Tak jest, przedstawiamy Wam blogasek z "Pieśni Lodu i Ognia"!


Miłej lektury!




Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Prolog


Zapach drażnił moje zmysły.
Głównie wzroku i dotyku.
Zapach pokazywał im środkowy palec i wystawiał język.


Poruszyłam lekko dłonią i wyczułam krótką sztywną sierść. Otworzyłam niepewnie oczy. Powoli, stopniowo przez drażniące światło.
Zapach zły, światło złe... oj zabalowało się poprzedniej nocy, co?
A ja się teraz zastanawiam, jak się otwiera oczy przez światło.


Ledwie przytomna spróbowałam zrozumieć gdzie jestem. Kręciło mi się w głowie, a każdy krok kasztanowego konia kończył się potwornym bólem.
To opko nie zaczyna się dobrze...


Nie siedziałam na koniu sama, jakiś mężczyzna w zbroi, której  ostające fragmenty wbijały mi się w łopatki, wcisnął mi w ręce skrępowane i zakneblowane orzeczenie.
Ale ta zbroja musiała być wybrakowana, skoro ostały się tylko jej fragmenty...


W moje paskudne odstające łopatki, jak zawsze mawiała moja piastunka. Nie matka, nawet nie ojciec, a piastunka bo o rodzicach mogłam tylko śnić.
Zostałam bowiem poczęta z występnego związku Kanonu i Ałtoreczkowej Imaginacji, a nie są to byty znane z odpowiedzialnego rodzicielstwa.


I tak miałam dużo szczęścia w życiu. W końcu niezwykle rzadko się zdarza że młody i wpływowy lord bierze pod swoją opiekę jakąś tam sierotę.
W opkach? W dziewięciu przypadkach na dziesięć. (Dziesiąty to “Tajemniczy Ogród”.)


Co prawda na początku byłam tylko dzieckiem na posyłki, ale Jamie szybko uległ urokowi małej rezolutnej dziewczynki.
Tak, znany był z ulegania urokowi małych rezolutnych dzieci. Zwłaszcza wspinających się na wieże. A nie, przepraszam, to jego kuzyn, Jaime.


    Podniosłam głowę i zobaczyłam dobrze mi znaną złotą czuprynę niskiego człowieczka jadącego na koniu obok.
Człowieczek? Chochlika tam mają? Wróżkę? Gnoma? Ależ nie, to...


- Nareszcie Alice, na bogów byłaś nieprzytomna prawie od Harrenhal.
- A na których bogów się zaklinasz, lordzie Tyrionie? - zapytałam cicho, mając wrażenie, że mówię głosem kogoś innego (demon ją opętał...?). Odchrząknęłam lekko (odkaszlując demony) pragnąc odzyskać mój naturalny głos. - Gdzie jesteśmy?
- Jakiś czas temu zniknęła nam z oczu Wyspa Twarzy - odpowiedział mężczyzna siedzący za mną.
- Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że tamte ruiny to Królewska Przystań. Inaczej ją zapamiętałam. Trochę...Ba! O wiele mniej znaczoną.
Niestety, odkąd Westeros przeżyło inwazję hordy semiotyków, wszystko było mniej lub bardziej znaczone.
A znaczące czaiło się niecnie przy brzegu.


- Wojna! - odpowiedział karzeł wyciągając z za pasa bukłak, w którym zapewne nie znajdowała się woda. Skiną na mnie pytająco zapewne proponując drinka. Z palemką. Tyrion nigdy nie rozstawał się ze swoim barmańskim ekwipunkiem. Pokręciłam głową kładąc dłoń na swoim brzuchu z którego niedługo miało przyjść na świat dziecko.
Mogę się mylić, ale nie sądzę, że do Siedmiu Królestw dotarła nowina o niefajnych skutkach picia w ciąży.
A skąd wiesz, może ona jest z innego świata, albo jest wszechwiedząca, a?


Lord westchną i sami upił łyka. - Przecież byłaś tu niespełna rok temu. Właściwie to czemu nie zaszczyciłaś mnie wtedy wizytą? Od kiedy właściwie zaczęłaś nazywać mnie lordem?
- Odkąd przestałam być nieokrzesaną dziesięciolatką i stałam się...przynajmniej w pewnym stopniu damą.
Bo damą się staje po spontanicznej i gwałtownej mutacji w wieku lat jedenastu. Do tej pory dziewczynki żyjące na dworach mogły bić się o kości z psami, a w jedenaste urodziny bach! - trochę wrzasku, bolesnych grymasów i darcia na sobie ciuchów, po czym dziewczę stawało się pełnoprawną damą i bezę jadło wyłącznie łyżeczką. No nie patrzcie tak, tak to wygląda!
Chyba że to dar macierzyństwa tak na nią wpłynął. Wiecie, hormony i te sprawy.
Jak wiadomo, hormony pobudzają produkcję dobrych manier.


- Zawsze byłaś bardzo urzekającą, nieokrzesaną dziesięciolatką.
Od urodzenia byłaś dziesięciolatką. Myśleliśmy, że już nigdy z tego nie wyrośniesz.
To się jej matka zdziwiła podczas porodu...


-...A co do mojej wizyty w Królewskiej Przystani to zapewne wiesz, że nie zabawiłam tam długo. Podobno Joff został królem.
Wi-fi w mojej jaskini jest totalnie do dupy, więc jestem trochę do tyłu z newsami.
Jakie wi-fi, ona pewnie wróży z wnętrzności jaskółek, czy coś. A że się chwilowo skończyły, to jest do tyłu z plotkami.


Bardzo... okrutnym królem. Przynajmniej podobno. - dodałam szybko dla sprostowania.
- Tak, i zapewne za nazwanie go "Joffem" każe ci uciąć język mimo waszego wspólnego dzieciństwa. Najlepiej zwracać się do niego "Wasza miłość" jeśli niej jest się pewnym, że ma się całkowite bezpieczeństwo przed jego władzą...
Bo generalnie to do króla można mówić jak się chce (polecamy zwłaszcza "ej ty tam!"), tylko ten jeden, wyrodny, robi z nazewnictwa jakieś wielkie halo.
("Ma się całkowite bezpieczeństwo przed jego władzą"? Po jakiemu to, googletłumaczowemu?)
Przed, pod... różnica taka, jak w trakcie gang-bangu: niewielka, chyba że jesteś całkiem pominięty.


Spojrzałam jeszcze raz na oddalone mury zamku. Po raz kolejny zakręciło mi się w głowie. Opadłam na bok, prawie spadając z wierzchowca. Zanim straciłam przytomność poczułam jak czyjeś silne ramie łapie mnie za ogonek urwany od Ę i ratuje tym samym przed upadkiem.


Królewska Przystań. Dom Królów. Złote Miasto. Każdy mówił na to jak chciał, część mieszkańców upierała się przy "Stefan", ale dla mnie to był po prostu dom.


I
- Kapłanka mówiła, że mam nikogo nie wpuszczać.
- Jestem królem idioto, nie obchodzi mnie co mówiła ta głupia kurwa. Masz mnie tam natychmiast wpuścić, to dla mnie służycie.
Och, Joffrey jest tak zły, że aż spamuje zdupywziętymi przyimkami.
To brzmi jak rusycyzm. Joffrey jako wyrodne dziecko Putina?


Złoty płaszcz złożył ręce na piersi najwyraźniej nie mając zamiaru słuchać rozkazu władcy.
Buahahaha, totalnie to widzę. Tym bardziej, że król - poza tym, że był krwiożerczym maniakiem - był też zwierzchnikiem Złotych Płaszczy.


- Kobieta wyjaśniła się jasno, żeby jej nie przeszkadzać.
Zwłaszcza jak się jest jakimś tam królem.
Może kapłanka to coś jak pani w dziekancie? I nawet rektor powinien się jej bać?
Jeśli się jest rektorem Smoczej Skały, to pewnie tak, ale w Królewskiej Przystani kapłani obojga płci nie mieli wiele do powiedzenia.


- Dobrze zatem - blondyn obrócił się do do swojego towarzysza - Ogarze...
Barczysty mężczyzna z bliznami na twarzy, ubrany na czarno jednym ruchem wyciągną miecz z pochwy jednocześnie przebijając nim biedną, wystraszoną literę Ł odsłoniętą szyję strażnika, który padł na podłogę odsłaniając drzwi. Joffrey podszedł do drzwi, ale nie położył ręki na klamce.
Słusznie czekając, aż ktoś zrobi to za niego?
Miał kocią naturę i nagle stracił ochotę?


    Przez chwilę zastanawiał się co tam może zobaczyć. Alice.
Ależ nie, drżąc z obawy przed spotkaniem z Mary Sue, oczywiście.


Nie widział jej prawie rok, a wtedy była w Przystani tylko kilka dni. Wyjechała. I to przez niego.
Wrażliwe serduszko Joffrey'a Baratheona nie mogło znieść poczucia winy.
“Nasz chłopak!” zakrzyknęli zza kolumny Draco tulący Hermionę i Snape trzymający za rękę Harry’ego.


A teraz wróciła i to przyprowadzona nieprzytomna przez jego wuja. Jeśli to prawda co szeptały damy z zamku to była w ciąży, a to by się zgadzało. A co jeśli to jego dziecko?
Wtedy mamusia zadba, żeby nikt go więcej nie zobaczył, kochanie. Ani Alice. Ma w tym wprawę.
A jak nie mamusia, to twój dziadek. Generalnie - ten chłopak albo katował, albo zabijał podarowane mu prostytutki - jakoś nie widzę go jako troskliwego kochanka, ale to ja...


W końcu wtedy, kiedy przyjechała po trzech latach, kobieta, a nie dziewczyna. 
 


A jednak wyjechała, zapomniała o nim i on też spróbował zapomnieć o niej.
Wrażliwe serduszko Joffrey'a, vol. 2.


- Em...Wchodzimy? - odezwał się niepewnie Ogar.
Jak mały Franek do małego Kazia, gdy obaj cykają się wejść do pokoju nauczycielskiego.
(Już widzę, jak Ogar pogania swojego króla, taajasne.)
I w ogóle - niepewny Ogar. Co jeszcze - serdeczna i wylewna Cersei? Zdradliwy i fałszywy Ned?


- Nie. Zostawimy ją na razie w spokoju. - Chłopak opuścił rękę którą chwilę temu zwiesił w powietrzu nad klamką.
Czyli jednak miałam rację, że kot, który się rozmyślił...


Ominą strażnika który zapewne już dawno się wykrwawił i zatrzymał. - Choć psie.
Zaprawdę kocie.


- A co z nim? Bez potrzeby wyciągałem na niego ostrze. I jak to będzie wyglądało w moich papierach? Cały się upieprzyłem krwią. Jak ja mam to teraz doczyścić? - gderał, a Joffrey ze zdumieniem dostrzegł, że w miejscu jego bezwzględnego i brutalnego sługi stoi jakaś stara baba.


- O tym decyduję ja. A teraz choć, matka na pewno ma mi coś do powiedzenia z racji niespodziewanego przyjazdu naszego gościa.
Joffrey, skarbie, skup się - jesteś królem. To inni przychodzą, by  się z tobą zobaczyć, nie na odwrót.
To nie król. To ten kotek:
 



  Leżała na brzuchu ramionami opatulając czarną poduszkę. Uśmiechała się wpatrzona swoimi szarymi oczami w jasno zielone oczy blondyna leżącego obok niej. Chłopak uśmiechną się zawadiacko zamykając biedne ł w kazamatach Czerwonej Twierdzy oczy na dłuższą chwilę. Dziewczyna wtuliła twarz w poduszkę.  Słyszała jak się przekręca na łóżku (dziewczyna? poduszka? twarz? sprężyna w materacu?), ale nawet nie drgnęła. I dobrze, ten chłopak chyba woli martwe nie ruszające się. Poczuła jego dłoń na swoich kasztanowych włosach, a następnie zimne palce przesuwające się po ramieniu. Mruknęła cicho, a palce zatrzymały się na chwilę przy zabliźnionej już dawno ranie. Później dotknęły miejsca na łopatce gdzie była kolejna blizna, a następnie dotknęły na wpół wyleczonego siniaka na biodrze.
- Auć! - jęknęła wręcz pokazowo szatynka podnosząc głowę jak oparzona.
Jeśli ona tak reaguje na dotknięcie siniaka na wpół wyleczonego, to aż strach myśleć, co się działo, gdy ten siniak był świeży.


- Co ci się stało? - zapytał chłopak zabierając rękę.
- Ludzie się stali. - odpowiedziała nie odwracając się do niego. Wpatrzona była w drewniany podgłówek łóżka, tak jakby bała się spojrzeć mu w oczy.
A nie zagłówek przypadkiem? Chyba że w Królewskiej Przystani nastała moda na japońszczyznę i ludzie sypiają z drewnianym klockiem pod głową.
Wiem jedno - tam meble mają oczy.


Co miała tam zobaczyć, żeby się tego bać? - Jamie kazał mi uciekać więc uciekałam i uwierz mi, że nie mieszkałam u lordów.
Nastała cisza. On zastanawiał się nad tym co usłyszał i co miał i czy w ogóle powinien odpowiadać. Ona zaś zastanawiała się nad tym czy dobrze to ujęła i nad tym, że po trzech latach w końcu wróciła do domu.
A dowiemy się, czemu wcześniej zwiała i po co? Czy przez następne kilka rozdziałów będziemy bombardowani Niejasną Mroczną Przeszłością?


- Alice, zostań w Przystani. Przynajmniej do puki (wrrrrr...) nie wróci Jamie i Tyrion.
- Zostanę pod jednym warunkiem. Nie próbuj mnie kontrolować.
Łohohohohoho, to zupełnie nie brzmi jak tekst zbuntowanej nastolatki z XXI wieku do swojego chłopaka!
II
- Zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś? - powiedziała Cersei z udawanym spokojem wychodząc na balkon. Oparła się o marmurowe barierki wzdychając ciężko. Upiła łyk ze szklanki, której zawartość zmieniła kolor na bordowy w słabym świetle księżyca.
A potem wyjęła zakupy z reklamówki i wyrównała ceratę na stole.
A ja zastanawiam się, co to za płyn który zmienia barwę pod wpływem księżyca. Wyciąg z wilkołaka?


To samo światło nadawało blady wygląd królowej regentce. A może to wcale nie była gra świateł?
- Wydaje mi się, że po prostu przywiozłem moją przybraną bratanicę do stolicy.
Czy mam rozumieć, że Jaime, sorki, Jamie adoptował tę dziewczynę? Co prawda członkowie Królewskiej Gwardii nie mogli zakładać rodzin, no ale dla naszej boCHaterki z pewnością udzielono dyspensy.


- Ona właśnie rodzi!
- Więc wygląda na to, że spotkałem ją przy fosie Cailin w ostatnim momencie.
- Ty naprawdę nic nie rozumiesz? - Królowa nie potrafiła dłużej ukrywać gniewu - Dobrze wiesz, że to najprawdopodobniej dziecko Joffrey'a. Ona urodzi mu jakiegoś bękarta akurat teraz kiedy zaręczył się z Margaery!
Więc? Komu jak komu, ale Cersei nikt nie musi tłumaczyć, jak sobie poradzić z tą sytuacją.
To jest dziecko Mary Sue, zatem jest naznaczone jej zajebistością i nietykalnością.


Do komnaty wszedł strażnik jeszcze zanim Cersei skończyła wypowiadać, a raczej wykrzykiwać swoje zdanie. Należał on do złotych płaszczy, którzy zwykle strzegli komnaty, w której znajdowała się rodzina królewska.
Oczywiście że nie, albowiem było to zadanie Białych Płaszczy, czyli gwardii królewskiej.
A weź, tak z kanonem i wiedzą z książek wyskakiwać, wstydziłabyś się.
Racja, nie można robić takich rzeczy.


Mimo, że stanowisko tej gwardii można by było uznać za honorowe to nie należeli do niej najlepsi strażnicy w przystani. Byli to raczej pokazowi mężczyźni którzy w jakimś stopniu potrafili władać mieczem.
Prezentowali się mniej więcej tak:

No, Jaime nawet trochę się wpisuje w stylistykę...


O niebo lepszych strażników można znaleźć spitych w tawernie, ale przecież rodzina królewska nie będzie się otaczała paskudnymi pijakami. Znacznie łatwiej zatrudnić barczystego osiłka, którego też znacznie łatwiej jest pokonać.
Bo przecież rodziny królewskie niczego nie lubią tak bardzo, jak bycia chronionym przez kompletne łajzy. To dodaje ciekawego smaczku ich nudnemu dworskiemu życiu, gdzie absolutnie nikt nie spiskuje przeciwko innym i w ogóle nikt nigdy nie chce cię zabić.
Co prawda Martin wspominał coś o różnicach pomiędzy Złotymi i Białymi Płaszczami, ale kto by się w tym rozeznał.
Oj tam, głównie chodzi o to, żeby Cersei miała szeroki wybór eeee towarzyszy w razie nudnego popołudnia. Więc muszą być przede wszystkim eeee reprezentacyjni.


- Pani, Lordzie Tyrionie, Jego miłość przyszła się w wami widzieć.
Król nie "przychodzi się z kimś widzieć" tylko wzywa kogoś do siebie. Do królowej regentki nie mówi się "pani" tylko "wasza miłość", a do jej brata i królewskiego namiestnika nie mówi się po imieniu. Tego strażnika nikt nie oderwał prosto od pługa, on pewnie ciągle prowadzi ten pług przed sobą.


- Z za rogu korytarza wyłonił się młody blondyn z nieodłączną mu zdegustowaną miną pod pachą, koroną pod drugą pachą oraz Ogarem którego przydomek pasował idealnie do psa chodzącego krok w krok za swoim panem.
Podsumowując: do komnaty wkroczyli Joffrey, mina, korona, Ogar i pies. Musiał się zrobić niezły tłok.
Zwłaszcza jeśli mina wybuchła.


Oczywiste było też to, że Joffrey słyszał komentarz swojej matki na temat dziewczyny goszczonej przez Przystań. Twarz Cersei natychmiast złagodniała na widok swojego pierworodnego syna.
Ciekawe, czy inne części ciała Cersei też mają własne potomstwo.
Po jednym dziecku na palec.


- Joffrey. Usiądź synu. - Wskazała na drugie krzesło za biurkiem obok Tyriona. Bo gdyby nie to, król musiałby stać jak kołek i czuć się niezręcznie. Młody król nie skorzystał z zaproszenia, ale podszedł kilka kroków do biurka opierając na nim ręce po czym wycedził przez zęby:
- Przypominam ci, że to ja jestem królem. Jeśli będę miał taką ochotę mogę nawet kazać Tyrell odciąć tą (tę) jej śliczną głowę.
Możesz też prosić Stark albo przepraszać Frey, ale wciąż nie będzie to miało najmniejszego sensu.
Znaczy - sama by sobie miała odciąć? Mogłoby to być nieco problematyczne...


Alice zostaje. - Zanim Cersei zdążyła zareagować Joffrey oderwał się od blatu i skierował ku wyjściu skinąwszy na Ogara by ten poszedł za nim.
Jak widać, Joff stosuje taktykę "powiedz coś i ucieknij zanim rozmówca zdąży zaprotestować". Cóż, w gimnazjalnych grach o tron i lajki takie coś pewnie działa...
Ja mu się nawet nie dziwię. Mogłoby się skończyć TAK lub TAK.


Na twarzy milczącego karła siedzącego z założonymi rękami na krześle pojawił się delikatny, ledwie dostrzegalny uśmiech. Wyglądał on co najmniej paskudnie przez bliznę znaczącą jego twarz, ale ani królowa regentka, ani król nie zauważyli tego gestu.
Gestu? Tyrion musiał sobie łapami rozciągać wargi, żeby się uśmiechnąć?
Mniejsza.
 


I chyba dobrze się stało. Było przynajmniej o jedną kąśliwą uwagę mniej tego wieczoru.
- Chłopak nie ma dla ciebie żadnego szacunku. - powiedział podnosząc się z siedzenia - Sądzę, że jako matka powinnaś dać mu szlaban. Hmm... Zero królowania przez tydzień - dodał zastanawiając się, kto i kiedy amputował mu dowcip pośpiesznie dopijając swoje wino po czym udał się do drzwi, w których jeszcze chwilę temu znikną Joffrey i literka "ł". Za drzwiami czekał oczywiście na niego Bronn, który najwyraźniej nie zaprzyjaźnił się z tym ze złotych płaszczy bo oboje mierzyli siebie wzajemnie niezbyt miłym spojrzeniem.
Dziwne... standardem było, by dwóch obcych sobie zabijaków po pięciu minutach small talku zapraszało się na nasiadówę przy Sherlocku i muffinkach.


W komnacie pozostała tylko Ceresi. Przyglądała się szklance z winem. Była do połowy pełna czy pusta?
Serio? Cersei?
 


Została sama. Z synem, królem, tyranem. Skłócona z jednym bratem, kiedy Jamie jest zakładnikiem wroga. Cersei wypiła całą zawartość szklanki za jednym razem. Teraz szklanka była pusta. Całkiem pusta.
Jakież to głębokie!
 

37 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jako fanka "Gry o Tron" umieram. Po prostu umieram. Jak można było amputować Tyrionowi dowcip, z Joffreya zrobić wrażliwego chłopca a Cersei i Ogarowi urwać od charakteru?

Skuld

Niofomune pisze...

Piękna analka, piękna. Nie jestem fanką Gry, ale jako że ostatnio obejrzałam sobie serial (z chwilowego braku dostępu do książek), temat wyjątkowo ujął mnie za serce. Jak można zrobić największą kanalię TrU Loffem głównej bohaterki? Jak można wsadzić jakąś TrU mHroczną Alice w to uniwersum? Jak można amputować charakter tak wyraziście zarysowanym postaciom? Jedno opko - tyle pytań!

Serenity pisze...

OMG, omg, nie mogę. Całe szczęście, że Tywin się tam nie pojawia, bo by autorka jeszcze zrobiła z niego kochającego dziadka.

"- Przypominam ci, że to ja jestem królem."
Och skojarzyła mi się odpowiedź dziadka Tywina na to.
[b]- Any man who must say, "I am the king" is no true king. [/b]

"Na twarzy milczącego karła siedzącego z założonymi rękami na krześle pojawił się delikatny, ledwie dostrzegalny uśmiech. "
Czy mi to tylko wygląda jakby Tyrion miał ręce założone na krzesło?

Anonimowy pisze...

Jeeej! Wreszcie doczekałam się opka z "Pieśni Lodu i Ognia"! *skacze z radości* Wiem, mam masochistyczne marzenia.
DzieUo zacne, wywar z wilkołaka przepyszny, a Joffrey jest niczym sadystyczny Miś Tuliś. Za zanalizowanie tego cosia należą się gromkie brawa!
A ja spróbuję się na coś przydać. Zaraz wyruszam na poszukiwania oddziału zaginionych "Ł". Życzcie mi szczęścia!
Pozdrawiam,
Miv

Nimrodel pisze...

Alice nie widziała Joffreya prawie rok, ale właśnie urodziła jego dziecko? Albo u Mary Sue ciąża kończy się na życzenie, albo "prawie rok" to 9 miesięcy (co do dnia), albo ja czegoś nie rozumiem...

Anonimowy pisze...

WTF? Jak ktokolwiek mógł pomyśleć, że Joffrey Baratheon nadaje się na opkowego tru loffa??? Nie pojmuję.
Analiza cudowna, jak zwykle (bloga śledzę od dłuższego czasu, choć nigdy nie komentowałam). Wyciąg z wilkołaka podbił moje serce!
Pozdrawiam,
K.

Shirkus pisze...

Piękna, naprawdę piękna analiza. Uśmiałam się po pachy! 'Czy mam rozumieć, że Jaime, sorki, Jamie adoptował tę dziewczynę?' <--- :D:D:D:D:D:D
A jestem fanką Gry o tron (książki), więc to opko jest bardzo bliskie memu serduchu. :D

Anonimowy pisze...

Chcę tylko przekazać, że nawet moim rodzicom bardzo spodobały się komentarze i mieli niemały ubaw z takiej wersji Joffreya ;> Czekam na więcej!

Blizz pisze...

Za Grą nie przepadam (odpadłam po pierwszym tomie i dwóch sezonach), ale analiza cudna. Szkoda, że tak krótka.

Endżi pisze...

O lol, żeby akurat z Joffa zrobić tru loffa? (Wcale nie czuję, że dzisiaj rymuję) Jestem świeżynką w fandomie GOT, ale myślałam, że akurat jego to wszyscy nienawidzą.

tuptaczek pisze...

jeszcze mi trochę zostało do końca, ale jedno mnie nurtuję i muszę spytać.
Jeśli oni widzieli się ostatnio rok temu (12 miesięcy) to jakim cudem on mógłby być ojcem dziecka? Coś mi umknęło przez tę późną godzinę? ;)

Anonimowy pisze...

Nie lubię GoT, ale analiza przekwikaśna i świetnie się bawiłam ją czytając, czekam na więcej z utęsknieniem...!

buziaki dla Was :*:*:*

C.

tuptaczek pisze...

To chyba jednak godzina. Spojrzałam dziś drugi raz i dostrzegłam: "niespełna rok temu“ więc niech będzie że to możliwe, szczególnie że już zaczęła rodzić ;)

N. Weltschmerz. pisze...

plakat zaginionego orzeczenia mnie zabił ^^

Petra pisze...

Ło boru szumiący, zielony jak można zrobić z Joffa biednego, troskliwego misia? No jak? Co będzie w następnej częsci, skrzywdzony i nieprzytulany przez tatusia Ramsay? Tyle fundamentalnych pytań...tak mało odpowiedzi.
Analiza jak zawsze świetna. Gify sherlockowe cudne.

Anonimowy pisze...

Czytam Waszego bloga już jakiś czas, ale komentuję dopiero pierwszy raz.
Jesteście genialne xD
Przy Sakurze i kwiatkach we włosach rechotałem jak głupi xD
Dzisiejsza notka też jest świetna, życzę dalszej weny :D

Maire pisze...

Idę szukać zaginionych "ł" oraz orzeczenia, mając nadzieję, że zaginiony ogonek od "ę" nie pozwoli mi spaść z wierzchowca...
Cudne wasze komentarze, a opek zabójczy dla miłośników Gry o Tron. Cieszę się, że Cersei miała zapewnione towarzystwo na nudne popołudnia, żałuję, że Tyrionowi amputowało dowcip i nie mogę wyjść ze zdumienia, jak ktoś mógł się pokusić o "uszlachetnianie" Joffa, brr. Ale nic już nie dziwi w świecie, w którym meble maja oczy... ;-)

ginny358 pisze...

Zdecydowanie nie jesteśmy fanami PLiO, ale i tak umarło nas jak bardzo można jej postaciom tak urwać od charakterów. Zacna analiza.
Gin&PT

korano pisze...

Ta analiza jakoś mi do gustu nie przypadła, może dlatego, że nie znam kanonu.

Czy byłoby problemem prosić o analizę opka umiejscowionego w świecie Fairy Tail???

Sw33 pisze...

Królewska Przystań. Dom Królów. Złote Miasto. Każdy mówił na to jak chciał, część mieszkańców upierała się przy "Stefan", ale dla mnie to był po prostu dom.
Dom hobbita. A to oznacza ciepłe palenisko, dobre jedzenie oh wait nie ten fandom :D

Anonimowy pisze...

Może następne analizowane opko będzie w świecie Mass Effect?

Anonimowy pisze...

http://harry-and-ginny.blogspot.com/ - mogłbyście to zanalizować.?

Siberian tiger pisze...

"- Kobieta wyjaśniła się jasno" - no taki smakowity kąsek został pominięty, oj:) Nie odbierajcie tego, starzy bogowie brońcie, jako atak, bo analiza jak na razie ciekawa;) Wracam więc do czytania.

Siberian tiger pisze...

Skończyłem już... krótkie. Za krótkie. Chociaż itak bardzo fajne - wyciąg z wilkołaka i białe płaszcze, których podstawową umiejętnością jest dobra prezencja i "w jakimś stopniu władanie mieczem" wymiatają. Ciekawe, że te spite w tawernie łajzy jeszcze nie obaliły Joffreya i nie dorwały się do królewskiego skarbca. Pewnie alkohol im mózgi wyżarł. Pozdrawiam!

Alexsis/Tommy pisze...

Z tego co widzę to nikt nie zaczaił że chodzi o to żeby z największego skurwiela pokazać z uczuciami. A reszta postaci po prostu nie miała okazji żeby się wykazać. Jeszcze będzie biczi-joffrey

"To jest dziecko Mary Sue, zatem jest naznaczone jej zajebistością i nietykalnością."

Tak bardzo nietyklane że umrze, pozdro :D

Ogólnie przyjełam to z humorem, no chyba, że powinnam płakać, bo nie umiem pisać ;____;


Autorka blogaska

Anonimowy pisze...

Nie jest to takie złe, ot, zwykły fanfick. Tylko bardzo denerwuje gubienie Ł i rozmijanie się z kanonem. Autorko, zwróć na to uwagę, bo to dużo odejmuje od ogólnego wrażenia. Jak nie jesteś czegoś pewna to zerknij do którejś z wiki PLiO :)
Popieram komcia wyyyżej - analiza opka Mass Effectowego byłaby mraśna :D

Anonimowy pisze...

Analiza cudna, opko takie sobie( błędy stylistyczne na typowym dla opek poziomie; co do reszty nie wiem,muszę wierzyć na słowo,bo nie widziałam GOT, choć myslę o nadrobieniu tego niedopatrzenia).
Ale gifami z Sherlocka trafiacie w moje czułe(dla Sherlocka) serducho,więc Was kocham. A co! :-)

Leleth pisze...

Autorko, gratuluję podejścia. Czy Alice okaże się zaginionym Targaryenem? ;D

Anonimowy pisze...

Jezeli autorka blogaska sie jeszcze tu pojawi, to mam dla niej kilka rad:

1. Zjadanie literek irytuje czytajacych. Sprawdzaj tekst, zanim zamiescisz go na blogu.

2. Przy pisaniu trudniejszego zdania przyjrzyj sie mu ze trzy razy. Jezeli nadal brzmi troche dziwnie i nieodpowiednio, sprobuj przeformulowac.

3. Zolnierska prostota jest czasem lepsza niz poetyczne porownania.

4. Wyznam wam, ze ja tez lubie niekanonicznosc skurwieli. Owa niekanonicznosc powinna byc jednak czyms poparta i wynikac z kanonu.

5. Tjawisko tzw. Mary Sue powstaje, gdy autor/ka nagina kanon do jednej z postaci. Zazwyczaj ta postac wkracza w zycie waznych dla kanonu osob, powodujac ich niekanonicznosc. Moj brat napisal w licealnych czasach opowiesc dziejaca sie w 1666 roku we Francji, w ktorej Gary Stu przemierzal Luwr niczym wlasny dom i nasmiewal sie z Ludwika czternastego wobec calego dworu. Takie przedstawienie nie jest trafione.

Anonimowy pisze...

Tylko że Joff, oprócz bycia skurwielem, dupkiem, bucem i idiotą jest jeszcze psychopatą, więc robienie z niego człowieka z uczuciami jest zadaniem bardzo ambitnym i wymagającym o wiele większych umiejętności.
Chociaż nie, nawet z umiejętnościami to i tak byłoby bez sensu.

Anonimowy pisze...

Przyłączam się do próśb o zanalizowanie czegoś z Mass Effecta.

MrsFindlay

Anonimowy pisze...

Do autorki, naprawdę MOŻNA drania opisać "z uczuciami" w inny sposób niż amputując mu charakter oraz dorabiając zachowania zupełnie niezgadzające się z jego charakterem w oryginalnym dziele. To samo tyczy się postaci drugoplanowych.

Koyomi

Babatunde Wolaka pisze...

"a każdy krok kasztanowego konia kończył się potwornym bólem."
Do weterynarza!

"Inaczej ją zapamiętałam. Trochę...Ba! O wiele mniej znaczoną."
O wiele mniej kocurów żyło ongiś w okolicy.

"To brzmi jak rusycyzm."
Raczej podlasizm.

"Barczysty mężczyzna z bliznami na twarzy, ubrany na czarno jednym ruchem wyciągną miecz z pochwy..."
Rozumiem, że ubrał się jednym ruchem. Mógłby zostać strażakiem.

"W komnacie pozostała tylko Ceresi. Przyglądała się szklance z winem. Była do połowy pełna czy pusta?
Serio? Cersei?"
No właśnie nie Cersei, tylko jakaś Ceresi, pewnikiem siostra Jamiego.

Shigella pisze...

Jak Wy wszyscy nie rozumiecie, Joff jest slicznym blondynkiem, mamusia go nie kocha i bije, ale przy naszej Alice on sie na pewno zmieni!!!
Bo ona go kocha, o.
Swoja droga - altoreczka chyba nie zastanawialas sie, czy jej cheroina przezyje porod, bo czesto nie trzeba bylo nawet sztyletu czy trucizny (albo worka z kamieniami) bo zle ulozenie dziecka i goraczka pologowa dawaly rade.
A moze sie myle, wlasnie wyprodukowalam wizje porodu rodzinnego, wyobraznio, prrrrr

Anonimowy pisze...

komentarze słabe, brakowało polotu

Mira pisze...

Dzieki za kolejny komentarz spamowy, niemniej naprawde nie musimy wchodzic sobie w droge.Komentujemy dla funu i Wam tez to radzimy.A czyje komentarze sa zabawniejsze to juz kwestia indywidualna.Nie bawmy sie w mierzenie penisow ;-)

Alice Murphy pisze...

"Podsumowując: do komnaty wkroczyli Joffrey, mina, korona, Ogar i pies. Musiał się zrobić niezły tłok." - Przepraszam, ale ja w tym momencie wpadłam w tak niekontrolowany wybuch śmiechu, że obudziłam wszystkich domowników i nie wiem, czy i nie sąsiadów. A tyle razy powtarzałam sobie, że nigdy więcej nie przeczytam żadnej analizy w nocy!
Wprawdzie przeczytałam na razie tylko pierwszą część GoT, ale ten Joffrey boli moją wyobraźnię, jak można było zrobić mu coś takiego?!
A na równi z powyższym podsumowaniem Kal wygrywa Stefan (jakby tak spotkać gdzieś w świecie pochodzącego stamtąd geja i go zapytać gdzie spędził większość życia, a on odpowiada, że w Stefanie, to by można zejść na zakwik :D :D )
Chyba lepiej skończę już ten komentarz i pójdę czytać dalej, bo coś mi zaczyna odwalać. :D :D
Alice M.