piątek, 12 lipca 2013

Ratunku, jestem lwem - czyli wrażliwe serduszko Joffreya Baratheona, cz. 2/2

Witajcie!
Dziś analiza krótsza niż zwykle, ale im dalej w las, tym opko stawało się bardziej męczące. Może miało to jakiś związek z tym, że w zasadzie nic się tu nie wydarzyło, a może to ogólna nędza, bida, brak jakichkolwiek emocji i bryndza wyzierająca z niepotrzebnie zawiłych zdań. Joffrey wciąż ma temperament jelonka Bambi, BoCHaterka wciąż jest żywcem wzięta z seriali o amerykańskich nastolatkach, wielkie dramy wciąż są wielkie, kanon wciąż chędoży się po krzakach z logiką i cieszy tylko to, że w tej części nie zobaczymy już Ogara.
Hodor!
Hodor: Hodor, Hodor.


III


    Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Sufit był wyłożony żółtą tkaniną, na której wyszyty był jeleń. Spróbowała się podnieść. Udało jej się wyprostować plecy, ale skończyło się to konsekwencjami w postaci bólu.
Jeśli podnosiła tylko same wyprostowane plecy, resztę ciała zostawiając na łóżku - to ja się nawet nie dziwię. I tak dobrze, że nie skończyło się konsekwencjami w postaci wyrwanej ze stawu rączki.


Oparła się o drewniany podgłówek.
To w zamku taka bieda, że poduszek nie mają...? Tylko coś takiego z sauny fińskiej zwędzili?
Może zamknęli ją w składziku na miotły?


Rozejrzała się powoli, ledwie przytomnie po komnacie, w której się znajdowała. Było to dość obszerne pomieszczenie, z dużą ilością okien. Naprzeciw łoża, w którym leżała było duże okno wypełnione częściowo czerwono-żółtymi witrażami.
A częściowo marchwią i stertą pogrzebaczy.
To najwyraźniej nie było okno witrażowe, tylko w ramie okiennej ktoś poupychał kilkanaście małych witrażyków połączonych sznurkiem i drutem.


Po jej prawej stronie były jeszcze dwa okna, ale te były już proste, bez ozdób, za do z (od a do z?) pięknym widokiem na Przystań. Z kolei po lewej stronie była ściana pełna obrazów i portretów dam, które tę komnatę wcześniej zamieszkiwały.
Mam kilka pytań:
1. Obrazów i portretów... rozumiem, że te portrety były dziergane na tamborkach?
2. To były ramy wtopione w mur? To nie jest dobra wizja...
3. Obrazy naprawdę kiedyś mieszkały w tych komnatach?
4. Nie wiem, kto w Królewskiej Przystani zajmował się wystrojem wnętrz, ale powinien przestać.


Uśmiechnęła się sama do siebie. Kiedyś wydawał się większy. Poznała swoją dawną komnatę, po czym przy dłuższych oględzinach stwierdziła, że prawie nic się tutaj nie zmieniło. Prawie. Brakowało zabawek, które były ciskane do wnętrza skrzyni na rzecz drewnianych mieczy i łuku, dziecięcych sukni, które musiała zakładać za każdym razem, kiedy Jamie postanowił zabrać ją za sobą na ucztę, obrazków, które narysowała, kiedy kazano jej bezapelacyjnie wracać do swojej komnaty, bandaży, które przydawały się zbyt często jak dla młodej damy, którą z pewnością miała być.
I gramatyki, porzuconej na rzecz dziwacznych konstrukcji mających sprawić, by tekst brzmiał poważnie i potoczyście. "Zabawki ciskane do wnętrza skrzyni na rzecz drewnianych mieczy?" Serio? A byłby sens ciskać je na wieko skrzyni? I jak często były ciskane, skoro użyto aspektu niedokonanego? I czym jest rzecz drewnianych mieczy i czemu ktoś trzyma ją w skrzyni?
A wystarczyłoby napisać - prosto, bez składniowych ekstrawagancji - że brakuje zabawek, które cisnęła do skrzyni, woląc drewniany miecz.


    Powoli podniosła się z łóżka starając się ignorować w miarę możliwości ból w okolicy miednicy. Podeszła do okna (Nastolatka była wychowana na dworze, więc nie o jakiejś szalonej kondycji, do tego poród należał raczej do trudnych, w uniwersum quasi średniowiecznym - a ta już po kilku godzinach łazi? Nie zdziwiły ją np. poporodowe krwawe wydzieliny, które są raczej normą? Twarda jest...) i spojrzała na swój ulubiony przedmiot obserwacji. Kiedy jeszcze mieszkała w Przystani ktoś wysilił się na to aby ułatwić pracę katom i wybudował plac, po którym odcięte głowy wpadają wprost do rynny.
Taaa, a rynną wprost na taśmę produkcyjną, skąd wędrują do całkowicie zautomatyzowanej Fabryki Peklowanych Głów Skazańców J. F. Creepyassa.
No i w czym głowy lecące do rynsztoka ułatwiają pracę katom? Wcześniej łby popierdzielały po całym placu, a małodobrzy musieli je gonić?


Swojego czasu było to ulubione miejsce młodej Alice.
Cudowne zainteresowania jak na nastolatkę. Chyba już wiem, za co Joffrey ją lubił...


Oczywiście nie mogła tam chodzić, co by ludzie pomyśleli.
Czyli w Królewskiej Przystani, pod samą Czerwoną Twierdzą mają nagle i znienacka tyle miejsca, że mogą je marnować na budowanie specjalnych placów wyłącznie na egzekucje. Oczywiście.


Nie dość, że przygarnięta sierota, to jeszcze gustuje w egzekucjach.
Co w tym dziwnego? W martinowym uniwersum niemal wszyscy gustowali w egzekucjach.


Akurat w tym momencie dokonywała się jakaś egzekucja. Kat zamachną się toporem i odciął kolejne Ł, a wtedy Alice mimowolnie zamknęła na chwilę oczy. Kiedy je otworzyła głowa o ciemnych włosach turlała się już po kamiennym chodniku, a kat podnosił resztę ciała.
Tak już, zaraz, gdy jeszcze nie ustały konwulsje? Muszą mieć naprawdę wieki przerób na tym placu.


    W tym momencie drzwi komnaty otworzyły się skrzypiąc. Alice odwróciła się tyłem do okna. W drzwiach stała kobieta w czarno czerwonej sukni z wyszytym na piersi smokiem. Dziewczyna rozpoznała w niej kapłankę Vetty. Kobiety oddane służbie bogini ognia, płodności i rodziny. Z tego, co mówiły opasłe księgi z królewskiej biblioteki to Vetta należała do starych bogów, a jej kapłanki dawniej służyły tylko rodowi Targaryenów.
Nie ma sensu tłumaczyć, że Starzy Bogowie to nie to samo, co bogowie Valyrii, skąd pochodzili Targaryenowie, ci zaś  przeszli na wiarę w Siedmiu w czasach podboju Westeros, prawda?


- Pani! Niech się Pani położy, nie jest pani jeszcze na siłach. 
  - Pani! Pani się kładzie, pani tak nie łazi! - powiedziała kapłanka przez przyklejonego do kącika ust peta.

-  powiedziała odkładając paczkę, którą trzymała na komodę.
A potem odłożyła komodę, którą trzymała na ciężkie czasy.


Alice usiadła na łożu i przyglądała się jak kapłanka wlewa kilka kropel białego płynu do szklanki z wodą.
- Gdzie jest moje dziecko? - Kapłanka nie opowiedziała tylko podała szklankę dziewczynie. Poczekała, aż Alice wypije całą jej zawartość motywowana surowym wzrokiem kapłanki.
Ze zdania wynika, że była tam jeszcze jedna kapłanka. Tak to jest, jak gramatyka się chędoży - potem rodzą się dodatkowi bohaterowie opek...
I skąd tam ten wysyp szklanek? Może jeszcze z poliwęglanu?



- Twoja córka jest z opiekunką. Zaraz ją przyprowadzę. Tę córkę. Bo już łazi. I domaga się krwi i własnego pedowilkołaka. - Zanim jednak wyszła z komnaty położyła paczkę na łożu. Następnie skinęła głową i wyszła nic nie dodając. Alice rozwinęła paczkę i wyciągnęła z niej lazurową suknię. Prychnęła patrząc na nią z pożałowaniem. Tylko suknia? A gdzie talon do supermarketu i pierścionek zaręczynowy?! On naprawdę sądził, że teraz wszystko jest w porządku? Sądził, że może po tym wszystkim wielki król Joffrey może przysłać suknię i będzie tak jak dawniej może?
Nie mogę, jej się wydaje, że teraz strzeli foszka, a Joff przybiegnie na klęczkach błagać jaśnie panią o wybaczenie? Ten sam Joff, który ojca Sansy kazał zabić na jej oczach, a potem dręczył ją i poniżał bez najmniejszych wyrzutów sumienia?


Wcisnęła ze złością suknię z powrotem do paczki. Wtedy właśnie zauważyła mały liścik pisany charakterystycznym niechlujnym pismem pewnego dobrze znanego jej karła. Najwyraźniej to nawet nie król wysilił się aby przysłać jej taki podarunek.
Foch.


I dobrze. Nie będzie musiała mu dziękować. Patrzeć w jego jadowicie przenikliwe oczy. Po chwili wahania przebrała się w suknię od Tyriona.
Bez mycia się ani nic. W kilka godzin po porodzie była świeżutka jak poranna rosa.
I niby to ją boli, ale nie na tyle, żeby nie mogła sama przebrać się w odświętną suknię.
(Plus - foch fochem, ale co się ma dobry ciuch zmarnować, prawda?)


Otworzyła dawniej swoją szafę gdzie znajdowało się teraz czyjeś  lustro. Najwyraźniej Lannister znał się na prezentach, bo suknia nie dość, że pasowała idealnie to świetnie pasowała do oczu Alice.
Tyrion wiedział, jak będzie wyglądała jej sylwetka po porodzie? No, to się nazywa wprawne oko...
Albo do sukni dołożył taki gorset, że sylwetka poporodowa nie miała nic do powiedzenia.


Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie i zakręciła się wokół przyglądając się jak sukienka unosi się do góry.  Zatrzymała się i jeszcze raz spojrzała w lustro przeczesując włosy dłonią.
Na pewno wygląda ślicznie. Ta zwiększona potliwość, te nieuczesane i nieumyte (?) od czasu męczącego porodu włosy, to wykończone wysiłkiem młode ciało...
Jest w opku. Na pewno wygląda zniewalająco, a dzieciak wyskoczył z niej lekko jak korek z szampana.


    Po pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
Ale tylko po pokoju, dźwięk gwałtownie znikał tuż za oknem.


- Wejść. - powiedziała krótko wciąż przyglądając się swojemu dobiciu. Do komnaty weszła kapłanka Vetty, a zaraz za nią weszła młoda blondynka z niemowlęciem trzymanym w objęciach.
Już niemowlęciem? O.O To ile ona spała, miesiąc?
Może ona jest wróżką z uniwersum True Blood? Tam dzieci wróżek po tygodniu były nastolatkami.


Alice powoli podeszła do nich nie odrywając wzroku od dziecka. Dziewczynka patrzyła się na nią z lekko rozchylonymi ustami, nieprzytomnie mrugając jasnozielonymi oczami. Oczami Joffreya.
Niech zgadnę - włosy będzie mieć po matce. (I bliznę w kształcie błyskawicy na nosie.)


    Alice siedziała na łóżku trzymając niemowlę na rękach. Mała uśmiechała się mrużąc oczy.
Bo było najedzone albo właśnie zrobiło siku. Przykro mi, ale noworodki nie uśmiechają się świadomie.


Zaczęło się już robić ciemno, ale ani kapłanka, ani młoda dziewczyna nie przychodziły.
A dziecko nie było głodne, nie zmoczyło pieluchy - było zajęte jedynie byciem słodkim i marysójczym.
Świeżo upieczona matka również nie była głodna ani spragniona, energię czerpała bowiem bezpośrednio z Kosmosu.


Oczywiście było to zgodne z prośbą, którą wyraziła Alice. Przed wyjściem poprosiła jeszcze by powiedziały jak się nazywają. Kapłanka przedstawiła się zapewne swoim zakonnym imieniem nazywając się Matką Donną. Służka zaś nosiła rzadkie imię Lir. Młoda dama dworu miała zostać opiekunką, nauczycielką i powierniczką sekretów dziecka, jeśli tylko matka wyrazi na to zgodę. Właśnie to zaprzątało głowę Alice. Nie znała tej dziewczyny a miała powierzyć jej swój największy skarb. Podniosła się i odłożyła dziewczynkę do łóżeczka.
    Ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź nacisnął na klamkę.
- Prosiłam by mi nie przeszkadzano.
Jestem po porodzie, nie potrzebuję niczyjej pomocy!


     Alice oderwała wzrok od purpurowego nieba za oknem. Spojrzała na osobę, która właśnie weszła do pokoju. Blondyn patrzył się na nią zaszklonymi dobrze że nie zawapnionymi oczami, choć mogło jej się tylko wydawać, że widzi w nich lekkie odbicie zachodzącego słońca.
A może tylko były przekrwione.
Albo miał kurwiki w oczach.


Stał już w komnacie, choć wciąż trzymał dłoń na drzwiach. W koronie, w królewskich szatach. Ta dłoń była w koronie i szatach? Wyprostowany, dumny, uśmiechnięty, ale było coś poza tym.
Psychopatyczny?


Nie wytrzymała, odwróciła wzrok, wlepiając oczy w punkt za oknem, którego wcale nie było.
W ścianie ziała dziura, odkąd przemyślna konstrukcja z witraży, marchwi i pogrzebaczy rozpadła się w cholerę.
Vanishing point, ani chybi.


Po co właściwie przyszedł? Jak zwykle pewny siebie, ale tym razem już nie książę, a król. Dostał jeszcze więcej powodów by się puszyć.
To wcale nie wygląda jak przemyślenia nastolatki, która ma za złe koleżance, że ta została miss szkoły, prawda?
Bo to ona powinna zostać królem!


Co powinna zrobić? Wstać, ukłonić się nisko i pozdrowić 'wasza miłość'? Nie...
Nie, oczywiście że nie! Powinna przeciągnąć mu przez twarz zasraną pieluchą, a potem wypierdzielić za drzwi za niestosowanie się do poleceń. W końcu to tylko król.
A ona jest wielce szanowną Lady Przygarnięta Sierota de Zarozumiałapipa.


Uważała za zbyt uwłaczające godności takie poniżenie się przed kimś, kogo nienawidziła.
*wzdycha głęboko*
*pisze komentarz*
*kasuje komentarz*
*wzdycha jeszcze głębiej*
Może tak: BoCHaterko: wiesz, że ten ktoś jest przeczulony na własnym punkcie, okrutny i nieobliczalny. Wiesz, że jako sierota znikąd nie masz dla nikogo  żadnej wartości, nikt nie nadstawi za ciebie karku, a ten ktoś ma nad tobą i twoją córką absolutną władzę. Więc może, do ciężkiej cholery, nie wyskakuj tu ze swoim wybujałym ego, co?


- Alice... - Odezwał się głosem, którego nie pamiętała, albo po prostu nie chciała pamiętać.
Pożyczył głos od innego bohatera. Bo jego prawdziwą matką była ta postać:


Dziewczynka przekręciła się z jękiem w łóżeczku.
Daleko mi do eksperta od noworodków, ale jestem prawie pewna, że w kilka godzin po narodzinach dziecko nie potrafi samo się przekręcić.


Alice natychmiast poderwała się z miejsca traktując to jako wymówkę by zignorować słowa samego króla. Podniosła dziecko i nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu, ale nie drgnęła.
- Czy... ? - zapytał niepewnie
- Ariadnne. - odpowiedziała domyślając się co ma na myśli.
Hę...?


IV - ( I )
the young lion


   Kolejny upalny dzień. Kolejny dzień w którym wyklinała wieczór, w którym Jamie Lannister postanowił wysłać ją w świat wraz z jego 'przyjacielem', który bez chwili wahania wymienił ją za jakąś tanią dziwkę. W ten sposób z damy mieszkającej w stolicy stała się własnością handlarza niewolników.
Doceńcie odrobinę realizmu, w opkach to tak szybko odchodzi...
To jest, jak całe to opko, złe na bardzo wielu poziomach. Wysłać ją w świat? Jak, dokąd, po co? To nie XIX-wieczny panicz mający poznać świat przez przejęciem majątku po ojcu, tylko znajda, której trzeba znaleźć porządnego i bogatego męża. "Przyjaciel" Jaimego? Tak, bo przecież miał ich całe kohorty. "Przyjaciel" sprzedający w niewolę wychowankę Lannisterów? Chyba nie słyszał "Deszczów Castamere".
Chyba  że to JEJ powiedzieli, że rusza w świat, a tak naprawdę przyjaciel usłyszał polecenie “pozbądź się tego podrzutka”.
W takim razie jej podróż w świat skończyłaby się w worku w najbliższym kanale.


Nie miała w ten sposób dostępu do ziaren kakaowych i jej włosy zaczęły przybierać naturalny kolor.
Straszne! I może jeszcze końcówki się jej rozdwajały?!
Tak, naturalny kolor kłaków z pewnością był najgorszym aspektem jej położenia.


- Naprawdę panie chcesz Czarownicę? - Podniosła głowę słysząc miano jakim zwykł się zwracać do niej zwracać Maren, najstarszy syn właściciela wszystkich tych niewolników.
Stał przy nim mężczyzna w czarnym płaszczu, który zdawał się nie odczuwać dzisiejszych grymasów słońca.
Słońce mogło na niego fukać, tupać promieniami i pokazywać brzydkie gesty, a on wciąż zachowywał kamienną twarz.
(Chyba że to płaszcz był taki odporny na grymasy, nie człowiek.)


Miał na głowie kaptur zasłaniający większą część twarzy.
*odhacza Standardowego Tajemniczego Mężczyznę w Kapturze, model fantasy*


Widać było tylko błyszczące oczy, których barwa była nienaturalna. Zdawały się być fioletowe. Nonsens. Były jasne, zapewne szare lub błękitne. Był raczej mody i... przystojny. To nie podlegało wątpliwości.
Mimo że nie widać było twarzy. To idealnie logiczne. (Ta przystojność mu z tęczówek wyzierała.)
Z aury Opkowego Wybawiciela Damoseli w Distressach.


- Ile? - zapytał z dziwnym akcentem sięgając do sakwy. Alice zdawało się, że ten akcent był czymś w stylu mowy ludzi z północy, ale połączone jednocześnie z mową wyspiarzy.
Czyli akcent tak jakby szkocki, ale w sumie trochę jamajski.


Znała większość akcentów z siedmiu królestw. Słyszała je na królewskim dworze kiedy to posłańcy najznamienitszych lordów z odległych zakątków świata przybywali do stolicy.
- Siedemdziesiąt i ta ślicznotka jest twoja. - powiedział wyszczerzając zęby w szyderczym uśmiechu. Alice przygryzła wargi kiedy jeden z pomocników Marena postanowił podnieść ją szarpnięciem za włosy.
Ale tylko przygryzła wargę. Lata spartańskiego treningu uczyniły ją całkowicie odporną na ból.


Kupiec nie odpowiedział tylko wyciągnął małą skórzaną sakwę, otworzył ją i szybko przeliczył monety wzrokiem. Ciekawe, czy umiał je przeliczać nosem. Wręczył sakiewkę Marenowi który nieco dokładniej sprawdził jej zwartość. Dokonując odkrycia, iż jest tam więcej od wspomnianej, skinąŁ, szmurwać! na swojego pomocnika, który doprowadził do niego Alice.
- Proszę bardzo. Zabieraj ją sobie. - Powiedział popychając ją w stronę mężczyzny. Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na znienawidzonego 'pana'.
- Przynajmniej nie będę już musiała oglądać twojej gęby, Maren. - Gdy tylko skończyła zdanie poczuła ostre pieczenie na policzku. Spoliczkował ją. No tak, wielkie ego Marena nie mogło puścić tego płazem.
Już mi się nudzi wypominanie za każdym razem, jak bardzo jest to niezgodne z realiami świata Martina... W Essos niewolnicy marli jak muchy, traktowano ich gorzej niż zwierzęta.


Uśmiechnęła się sama do siebie - I tak było warto.
Tym razem nie poczuła uderzenia. Tylko lekki podmuch powietrza na policzku. Sama nie wiedziała kiedy zamknęła oczy widząc dłoń zmierzającą w kierunku drugiego policzka.
Dłoń zmierzała dostojnym krokiem marszowym, wymachując batutą.


Kiedy otworzyła oczy zobaczyła, że mężczyzna, który miał byś teraz jej nowym Panem trzymał Marena za nadgarstek uniemożliwiając mu kolejny cios.
To logiczne. Nie chciał żeby mu się towar zepsuł.
Nówka towar, nieśmigany. No dobra, śmigany, ale tylko trochę.


Alice obdarowała swojego byłego pana jeszcze ostatnim szyderczym uśmiechem po czym pokazała mu język skierowała się w stronę zakapturzonego mężczyzny.
Cieszyła się, że opuściła niezwykle zacne grono niewolników, ale jednocześnie bała się co ją czeka.
Opuściła? Wolne żarty, tylko przeszła z rąk do rąk. No i wybaczcie, że jakoś nie przejmę się straszliwym losem poniewieranej dziewczynki, skoro samego narratora najwyraźniej nie obchodzi to za bardzo, sądząc po tonie, w jakim to opisuje. Brakuje już tylko emotek na końcu każdego zdania.


Mężczyzna nie oszczędzał na kupnie.
- Jutro wyjeżdżamy. - powiedział krótko, wciąż ze swoim wyraźnym akcentem (a co,  miał mu zniknąć?), kiedy weszli do wynajętego pokoju w oberży. Nie odzywał się aż do tego momentu, nawet to właściciela, więc najwyraźniej miał już wcześniej wykupiony pokój. - Jak masz na imię?
- Alice. - ucięła krótko, a mężczyzna aż złapał się za zranione jej oschłością serduszko, bo miał nadzieję na ploty i wynurzenia, a kiedy usiadł zdobyła się na odwagę - Wybacz jeśli cię urażę, panie, ale chciałabym ujrzeć twoją twarz. Wciąż nosisz kaptur. Chyba że istnieje powód, dla którego ukrywasz swą twarz, panie.
- Nie ma. Przynajmniej dla ciebie. - Mężczyzna ściągnął kaptur. Pierwszą rzeczą, na którą skierowałby swoją uwagę przeciętny człowiek, a przynajmniej Alice był niecodzienny kolor włosów młodzieńca. Miał prawdopodobnie śnieżno białe włosy, ale pył z ulicy Grassy Vale zmienił ich kolor na bardziej szarawy.
Ten pył musiał być wybitnie złośliwy, skoro specjalnie wepchnął się pod kaptur.
Poza tym - skoro nie jesteśmy w Essos, tylko wciąż w Siedmiu Królestwach, to co to za pierdzielenie o niewolnictwie? Handel ludźmi był w Westeros zakazany!


Zupełnie jak obecne włosy Alice. Dziewczyna po raz pierwszy skojarzyła je z rodem Targarienów.
Z tego wrażenia aż walnęła byka ortograficznego.


Co prawda była świadoma, że brąz nie jest jej naturalnym kolorem, ale nie przypuszczała, że ona mogła mieć coś wspólnego z tym rodem. Była lwem. Zawsze i na zawsze.
Nie była żadnym pieprzonym lwem, była przygarniętą sierotą nieznanego pochodzenia.


- Nazywam się Kannagan. Nie mów do mnie 'panie'. Wiesz dlaczego kupiłem właśnie ciebie? - Alice pokręciła głową i nieświadomie postąpiła mały krok do tyłu - Jesteś taka jak ja...jak my.
- My?
- Są inni, podobni do nas.
Zadziwiające, jak bardzo przypomina to rozmowę dwóch postaci, które  odkrywają, że pochodzą z opka... oh wait.


- W jakim sensie podobni.
Wszyscy tlenimy sobie włosy i słuchamy tylko ciężkiego rocka.
Zachowujemy się, jakbyśmy urodzili się wczoraj, nie mamy pojęcia, jak wygląda życie w tym uniwersum, jesteśmy piękni, młodzi i zajebiści... I kanon nie wspomina o nas słowem.


- Nie mów mi, że nie zauważyłaś że jesteś inna. Nie taka jak wszyscy. Masz białe włosy. Powiedz mi jeśli się mylę, ale czy nie jesteś też bardziej wytrzymała, odporna na ból, masz bardziej wyostrzone zmysły, a twoje rany leczą się szybciej niż u innych?
Are you kidding me?
 
Targaryenowie nie byli żadnymi nadludźmi ani innymi cudakami rodem z True Blood, nie mieli supermocy.


- Skąd ty...
- Mówiłem ci. Jesteśmy podobni. I właśnie tam chcę cię zabrać, gdzie są nasi bracia.
Do krainy wampirów ją ciągnie najwyraźniej. o_O
Pewnie się okaże, że gdzieś na Pchlim Tyłku jest portal do krainy wróżek...


Chcę, żebyś to zrozumiała. Jeśli czegoś potrzebujesz, sukni, czegokolwiek. - powiedział kładąc sakwę na stoliku. Alice spojrzała na wypchniętą monetami sakiewkę słysząc kroki wychodzącego Kannagana.
Ja to ciągle czytam “Kanaana”. Albo Kaganka. Kaganek Ziemi Obiecanej?
Łoboru, to opko urywa się w tak emocjonującym momencie, że ojapierdziu.

22 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bawią mnie przekonania, że takie pyskate dziewczynki mają szanse przeżyć w tak okrutnym świecie dzięki swoim "ciętym ripostom". Jest niewolnicą? Co z tego, wciąż może pyskować do woli swojemu panu, przecież nikt nie będzie jej za to biczował, będą ją podziwiać za odwagę!
Mycroft bardzo ładnie zamknął analizę.

Anonimowy pisze...

Nawet Tyrion w DwD oduczył się pyskowania do Piastuna, ale co tam. Alice jest zajebistsza, w końcu krew smoka.
Nie ogarniam motywu niewolniczego, zwłaszcza wyobrażając sobie Adama Marbranda kupczącego sierotą wychowaną w Casterly Rock. Pomijam fakt, że Robert Baratheon zauważa mimochodem w GoT, iż Tywin nigdy wcześniej [casus niedoszłego wychowanka Roberta Arryna] nie brał nikogo na wychowanie. ;p
Sama analiza świetna, zwłaszcza zwrócenie uwagi na absurd poporodowej urody i wytrzymałości. :)
Pozdrawiam, Adria ;)

Shirkus pisze...

Teraz już wiadomo, dlaczego po porodzie nie musiała odpoczywać, a jej dziecko przekręcało się na bok w pierwszej/drugiej dobie życia - super moce i te sprawy. :D

Anonimowy pisze...

Jeszcze przed najnowszą analizą przeczytałam poprzednią część. A potem drugą. Po tym wszystkim, Joffreya w tym opku wyobrażam sobie tak:
http://24.media.tumblr.com/d679b722b99232926dd27e112372c5d8/tumblr_mp1jb2hMqH1s5xivlo1_500.jpg
Brakuje mi tylko momentu kiedy Joffrey wchodzi do komnaty gdzie przebywa Alice, z pluszowym misiem i balonami w kształcie serc. Argh.

Anonimowy pisze...

https://vine.co/v/hazrdLdgZpm
Patrzajta. Cały Joff z opka :D

Jellycat

Serenity pisze...

Ugh to było złe. A nawet zUe. Całe szczęście, że to koniec. Ciekawi mnie, co będzie za tydzień xD

Anonimowy pisze...

Niedawno zacząłem czytać,a tu taka genialna literówka
"- Wejść. - powiedziała krótko wciąż przyglądając się swojemu dobiciu."

Anonimowy pisze...

Jedna z najlepszych analiz. "Gra o tron" w oczach AŁTORKI jest po prostu koszmarna T.T

Anonimowy pisze...

Świetna analiza :) Może następny będzie Mass Effect?

Anonimowy pisze...

Pyskate dziewczynki mnie akurat nie dziwią, przynajmniej jeśli ktoś czerpał wiedzę o uniwersum z serialu. W którym to brudna pyskata dziewczynka pochodzenia niewiadomego (przynajmniej na tamtą chwilę) poderwała na pyskowanie Króla Północy.

Iracel pisze...

Kurczę, aż mi smutno, bo wiem, że omija mnie wiele smaczków przez brak znajomości 'Pieśni Lodu i Ognia". Ale przynajmniej będę wiedziała, co warto przeczytać. *zaciera łapki*

Analiza borska, choć zachowanie boCHaterki - niesamowicie irytujące. Alice przypomina mi Sakurę w jednej z Waszych analiz, chyba o piratach...
Przedostatni obrazek rozłożył mnie i zgniótł na amen, tak samo jak zachowanie boCHaterki wobec swojego dawnego pana. Uhuha, ja nie wiem, jak ona tam z tym swoim pyskowaniem przeżyła. ^ ^"

hasło: dynamiv. Akcja tego opka jest dynamiczna jak cholera.

Goma pisze...

Czy w tej i poprzedniej analizie jest dużo spojlerów? Boję się czytać, bo jestem dopiero na 200 stronie książki i nie chcę sobie popsuć przyjemności.

Anonimowy pisze...

Co tam analiza, ważne,ze Sherlock jest ;-)
(nawiasem mówiąc, to opko do mnie przemawia, głośno: nie czytaj Gry o Tron,nie czytaj...nei oglądaj serialu,nie oglądaj... chyba mam coś z głową;-)

Anonimowy pisze...

Nie ma tu spoilerów właściwie wcale.

Anonimowy pisze...

Coś dla ałtoreczek:
http://akaszik.w.interia.pl/marysue.htm

Anonimowy pisze...

Najgorsza ocena jaką widziałam kiedykolwiek w życiu. Widać, że oceniająca ma ze sobą spory problem i kompleksy.
Nie wiem czy znacie tutaj ideę ocenialni, ale w założeniu mały one pomagać stworzyć coś lepszego, poprawić błędy, a Wy jedynie wytykacie każdy szczegół, który wcale nie jest zły i ciśniecie pompę nie wiadomo z czego. Jakieś popieprzone kółko wzajemnej adoracji...

Gdzie jakiekolwiek rady? Gdzie pomoc, jak sprawić, by było lepiej? W dupie! Bo lepiej pocisnąć pompę, wyleczyć swoje kompleksy! Wyżywacie się na biednej dziewczynie, zamiast napisać jej, co powinna poprawić i nad czym solidnie popracować. Ale jeśli chodzi o poprawę, powinnyście zacząć od siebie.
O, zgrozo. I ktoś taki bierze się za 'ocenianie'...

Anonimowy pisze...

O zgrozo, ktoś kto nie umie czytac ze zrozumieniem postanowił się wypowiedziec. A może to tylko zbiorowa halucynacja, że tu to nie ocenialnia a analizatornia?

Spice pisze...

Hej, białe włosy, leczenie ran, wytrzymałość... Kurwa, nie, crossover GoT i Wiedźmina?! No błagam!

Siberian tiger pisze...

" Miał na głowie kaptur zasłaniający większą część twarzy. Widać było tylko błyszczące oczy, których barwa była nienaturalna." - on, przepraszam, ten kaptur miał założony na głowę od dołu? Bo skoro było widać oczy, jednocześnie większość twarzy była zasłonięta (czyli od brody po nos, zakładając, że był proporcjonalny), to chyba inaczej tego zrobić nie mógł? No chyba że miał niesamowicie wysokie czoło.

Babatunde Wolaka pisze...

Niewiele mam do dodania w tej części analizy, wspomnę więc tylko, że zachęciła mnie ona do lekkiego riserczu i w rezultacie zamierzam w końcu kiedyś przeczytać PLiO.
Z analizy najbardziej podobała mi się Fabryka Peklowanych Głów Skazańców.

Anonimowy pisze...

Jako ciekawostkę mogę dodać, że noworodki mrugają jakieś 2-4 razy na minutę, a "poporodowe krwawe wydzieliny" mają nazwę właściwą - "odchody połogowe" (w sam raz do fanfica).

Anonimowy pisze...

(...) jeszcze dwa okna, ale te były już proste, bez ozdób, za do z pięknym widokiem na Przystań (...)

Zardoz cenił sobie prostotę wystroju i wysoko ulokowane punkty z których dobrze niosły się jego poranne wrzaski o penisach, nasieniu i broni palnej.