piątek, 7 czerwca 2013

Konie w ścianach, czyli Dziewięć Czarownic Pierścienia



Witajcie!

Bez żalu pożegnałyśmy bohaterkę ani trochę podobną do Katniss Everdeen. W tym tygodniu zastąpi ją - o ile sama to dobrze pamięta - czarownica (choć może być też Starą Wsią). Będą pościgi, mówiący wiatr i drzewo; pojawią się też Mroczni Jeźdźcy i fireballe. Co prawda wszystko to kosztem sensu i poprawności językowej, ale cóż, nie można mieć wszystkiego...
Indżojcie!

Adres opka: http://www.fantasy.dmkhost.net/opowiadania/index.php?nr=400&strona=1
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Opowiadania Fantasy - 9 Czarownic


Odgłos rżących koni dobiegał z daleka.
I brzmiał jak ponure mlaskanie.
(Boru, co ja zobaczyłam właśnie...
 )

Jak dobrze pamiętałam tamten dzień to zawsze byłam Czarownicą.
A jak niedobrze pamiętałam, to wstąpiłam do tej sekty pół roku wcześniej.
A jeśli moja pamięć była naprawdę fatalna, to byłam linoskoczkiem.

Chodziłam wtedy po Mieście Wszystkich Czarownic i spotykałam się z moim Siostrami, ponieważ tak nazywałam swoje przyjaciółki.
A na moje siostry mówiłam Świdry, a na masło - margaryna i tak dalej. Nie będą mi tu jacyś puryści językowi ograniczać ekspresji.

Teraz jest rok 2004 i mam 108 lat. Wszyscy się mi dziwią jak to się dzieje, że tak długo żyję.
I mówią jej rzeczy w stylu “Jakiego kremu na zmarszczki używasz?” albo “Nieźle się trzymasz jak na swój wiek, babciu!”.
A ludzie z ZUSu nie śpią po nocach i zgrzytają zębami.

Czasami cichutko nocą wykradam się z domu i znów stoję na ruinach Miasta Wszystkich Czarownic. Właśnie teraz wchodzę na główny plac imieniem „Czarownicy Z Dwoma Żywiołami”.
No ale inwencję miały te czarownice wręcz nieprawdopodobną. Wszystkie karczmy nazywały się pewnie "Tu dają jedzenie".

Znów powracają tamte wspomnienia, kiedy byłam bardzo młoda i kiedy to miasto rozkwitało. Opowiem wam historię mojego życia.
Dzieci, a teraz opowiem wam, jak poznałem waszą matkę.

... Było to 4 lipca. Kwiaty rosły na łąkach i wszędzie pachniało przyrodą.
Zwłaszcza w wychodkach, przyroda jak w mordę strzelił!
Krowim łajnem, rozjechaną na jezdni kurą... i skoszoną trawą!

Nad strumieniem stał pomarańczowy domek z młynkiem.
I tupał nerwowo nóżką, obracając urządzenie w ceglanych łapkach.
Domek z młynkiem może być jedynie fikuśnym sprzętem kuchennym.

Nagle drzwi otworzyły się na oścież i wyszła z nich (Nie mylić z "wyszła przez nie". No co Wy, nigdy w drzwiach nie mieszkaliście?) piękna kobieta o czarnych kręconych włosach. Śpiewając podreptała w swoim zielonym płaszczu z kapturem w stronę miasta.
Wtórowały jej leśne zwierzątka i przypadkowi przechodnie, przez co bohaterka nabierała podejrzeń, że zamiast do opka, trafiła do musicalu.

Na imię jej było Atydorfa.
Dobrze, że nie Altdorfa - bo to by oznaczało “Stara Wieś”.
  A jeśli przeczyta się jej imię wspak, to wtem! Afrodyta.
 

Była Czarownicą. Szła przez kręte uliczki trzymając w dłoni koszyk, z którego wystawały żonkile. Ludzie spoglądali na nią, lecz nikt nie wiedział kim naprawdę jest.
Poza tym woleli schodzić z drogi babie, która idzie przez miasto i śpiewa.
Nikt nie wiedział, bo zapomniała identyfikatora. No bo inaczej po co byłaby wzmianka, że przechodnie jej nie rozpoznają? Czy jeśli Kazio idzie przez Sosnowiec, to trzeba koniecznie zaznaczać, że nikt z 589 napotkanych ludzi go nie znał?

Nagle skręciła w lewy korytarz (Korytarz? Metafora miasta-labiryntu? Niech mnie ktoś powstrzyma, zanim zacznę o bohaterze i Minotaurze...) wciskając się w wąskie brunatne ściany. Palce jej lekko drżały. Też by mi drżały palce, jakbym próbowała wbić się w ścianę bez najmniejszego rozpędu.
Ściany były brunatne, więc przepuszczały tylko tru Aryjczyków.

Wyczuwała jakby niebezpieczeństwo.
Ale też trochę jak jabłecznik. Lęk wzrósł bardziej. Kiedy ujrzała cień skradającego się potwora, wszystko stało się jasne - śledziło ją zagubione słowo “coraz”.

Czarownice nigdy się nie lękają jak to twierdzą ludzie, ponieważ są potężne i lubią się wyżywać na innych.
A wyżywają się, bo są takie potężne, że aż je to przytłacza.

Jednak prawdziwe Czarownice wcale takie nie są. Atydorfa bardzo lękała się czarnych rumaków. I akurat stanął jeden naprzeciw jej.
To całkiem normalne wewnątrz ścian,zwłaszcza tych z gotyckich cegieł. Nawet nie pytajcie, co można spotkać wewnątrz pustaków...

Cofnęła się w głąb ścian.
Mieszkańcy domu zdziwili się, kiedy zobaczyli, co zrobiło im dziurę w ścianie, ale byli zbyt zszokowani, by interweniować.

I wyczuła, że może umknąć. Po chwili stanęła na opuszczonym placu przed zniszczonym domem.
Znaczy, bardzo szybko przebiła się przez kilkanaście ścian, zostawiając za sobą taki ludziokształtny ślad?
Tak. Biegnąc, wrzeszczała "I'm the Juggernaut, bitch!"

-    „To chyba musi być tu”- pomyślała i weszła przez wypadające z zawiasów drzwi. Znalazła się ponurym, szarym pomieszczeniu.
A potem znalazła tę sytuację przygnębiającą.

-    Już jestem!- krzyknęła w głąb sieni przechodząc obok połamanych mebli. Po chwili ujrzała wychodzącą dziewczynę w jej wieku.
Jaki był ten wiek, skoro bohaterka jest określana jako kobieta?

Na sobie miała niebieski płaszcz. Jej oczy były zielone, a włosy brązowe.
A poza tym nie miała żadnych innych cech charakterystycznych (i lepiej widocznych w “ponurym, szarym” pokoju, niż kolor oczu!), jak zadarty nos czy okulary. Widzę taki opis i wyobrażam sobie to:
 
Bohaterowie opkowi w ogóle składają się tylko z kolorów (oczu i włosów) i bycia przyjacielskim/chamskim. Więcej nie trzeba.

-    Witaj Siostro- rzekła na widok przyjaciółki. Więc następna Czarownica! Po chwili obie uściskały się tonąc w objęciach rąk.
Nie znam cię, ale jesteś moją Siostrą, bo jesteś moją przyjaciółką, bo jesteś czarownicą. Może się nie znam, ale to chyba średnio rozsądny sposób myślenia...
Deszcz wyjątkowo przytulaśnych rąk lunął z przypadkowo napromieniowanej chmury.

Gdy się przywitały Czarownica rzekła:
-    Chyba nie czekałaś na mnie zbyt długo Vinlaro?- zapytała Atydorfa.
-    Nie- odpowiedziała bez tchu jej przyjaciółka. Zawsze mówiła na wdechu, taka już jej uroda. Potem obie zasiadły przy niewielkim drewnianym stole.
-    Zaparzyć ci herbaty Nagrzanki?- zapytała Vinlara.
-     A masz może Nakanapki?

-    Chętnie się napiję- odrzekła Czarownica.
-    To zaczekaj chwilę- poinformowała (raczej poleciła :/) i poszła gdzieś za stare meble. Tymczasem Atydorfa myślała o tajemniczym piśmie, które miała schowane w płaszczu. Gdy tylko wróciła Vinlara niosąc Nagrzankę, Czarownica opowiedziała jej o znalezionym piśmie i zaszyfrowanymi literami.
Mówiła w Rot13? O.O

Gdy Vinlara je obejrzała zadrżała i powiedziała:
-    Rozszyfrowałam tylko parę liter. Ta pierwsza będzie oznaczała T. To zdanie brzmi tak: TYLKO PRAWDZIWE, WIEDZĄ CO TO JEST STRACH I...,
Rzeczywiście, tylko parę liter...
I ktoś się wysilił, żeby w zaszyfrowanej wiadomości posadzić wielokropek? To prawie jak zamek, w którym ukryto Graala, nazywający się Castle of Aaargh, bo Józef z Arymatei umarł pisząc tę nazwę. (Nawet nie wspomnę o źle postawionym przecinku.)

dalej już nie mogę- wyjaśniła Vinlara popijając Nagrzankę.
-    Jeśli tak to pewnie musi to oznaczać coś ważnego-Ewentualnie może być to czyjeś stare opko. Albo zaginiony manuskrypt powieści Kinga.
To nie byłoby pismo, tylko pięćset stron drobnym maczkiem.

rzekła Czarownica Atydorfa wstając i wyglądając na świat. Nagle z wielkim hukiem drzwi się otworzyły i wpadł przez nie wiatr.
-    Jakie wieści niesiesz Wietrze?- zapytała Vinlara, która umiała rozmawiać z wiatrem. Po chwili powietrze odpowiedziało:
-    Same złe rzeczy dzieją się w miasteczku i dzieje się coś dziwnego-.
Coś dziwniejszego niż to, że w miasteczku dzieje się samo zło?

...ludzie zaczęli sprzątać po swoich psach?!

-    Co takiego?- spytała Atydorfa odrywając się od okna.
Z mokrym mlaśnięciem.

-    Słyszałem, że nadchodzi Dzień Czarownic i ludzie mówili, że jednak obawiają się ich, a niektórzy nawet próbują je odszukać. Ale oni sami nie wpadli w Zło. Oni w nie wdepnęli.  To Mroczni Jeźdźcy próbują sobie podporządkować służących i obawiam się, że szukają wszystkie 9 Czarownic.
KWIII! Mają nadzieję, że któraś z nich ma Pierścień Jedyny?
Miasto Czarownic, Dzień Czarownic, Plac Czarownicy... zaraz tu padnę z nadmiaru pomysłowości.

Dlatego proszę was Czarownice bądźcie ostrożne i uważajcie, A teraz musicie uciekać jak najdalej stąd.
-    Ale dokąd?- zapytała wstrząśnięta Vinlara.
-    Dąb wam powie, który stoi za miasteczkiem na środku drogi.
Ehehehehe.
Wytyczenie drogi tak, żeby dąb stał na samym jej środku, to kolejny dowód na niesamowitą pomysłowość mieszkańców tego uniwersum. Pewnie mają też zawody we wpierdzielaniu się konnym zaprzęgiem w sam środek dębu... nazywane "Zawodami we Wpierdzielaniu się Konnym Zaprzęgiem w Sam Środek Dębu (Czarownicy)".

A teraz uciekajcie. Nie zapomnijcie, że Jeźdźcy was szukają- dokończył i opuścił stare mieszkanie.
-    Dzięki za wiadomość!- odrzekła Vinlara zarzucając niebieski kaptur na głowę.
-    Idziemy!-.
-    Lepiej wyjdźmy tylnym tunelem- ostrzegła jej towarzyszka nakładając kaptur.
Założyła kaptur, a potem założyła kaptur. No ale skoro narrator nazywa ją jej towarzyszką, to nigdy nic nie wiadomo.

-    Dobrze- zgodziła się i po chwili obie na czworakach przechodziły przez tunel, który był w ścianie. Gdy wyszły stanęły na placu z trzepakiem i wyszły z uliczki na ulicę przeciskając się między ludźmi, którzy byli mocno ściśnięci.
E? Tam jest takie przeludnienie, czy trafiły na zbiorową orgię uliczną?
Akurat trwały walki o Plac Broni.

Ale mimo to nie zwracali na obie Czarownice uwagi.
-    Jeśli tak dalej dobrze pójdzie to tym dla nas lepiej!- pocieszyła się Atydorfa zapominając o zaszyfrowanym piśmie ponieważ miała móżdżek jak myszoskoczek. Bo gdy się dzieje dobrze, to dobra nasza, jak powiedział znany myśliciel Kapitan Oczywistość. Gdy tak się przeciskały, nagle niebo przesłonił czarny kształt. Wydał z siebie ryk.
Był to bowiem latający dzik.
Albo latający turboodkurzacz.

-    Skąd ja znam ten odgłos- zastanawiała się Vinlara. Ogromne stworzenie przeleciało nad jej głową i wyciągając długi dziób i trzepocząc smoczymi skrzydłami usiadło na dachu jednego z domów wpatrując się swym zielonymi oczami w Czarownice. Stało na dachu swymi krótkimi trzypalcowymi nóżkami i machało długim czarnym ogonem.
Gdyby nie te smocze skrzydła, to powiedziałabym, że zaatakował je gawron...
Wielkie smoczopodobne bydle nad nimi krąży, a ona "Hmm, no z czym mi się to kojarzy, czyżby Władca Pierścieni zastanówmy się..." Nie wróżę im długiej kariery w unikaniu gwałtownej śmierci.

-    Czy ono chce nas zatrzymać?- zapytała Atydorfa Vinlary.
-    Nie no, tak sobie niezobowiązująco szczerzy paszczę. Pewnie się cieszy, że nas widzi.

-    Możliwe- odpowiedziała jej.- Ale może to być tylko dla odwrócenia naszej uwagi-.
-    Albo i nie!- krzyknęła Atydorfa widząc nastroszonego Huringa.
Eee? To one go widziały, ale zobaczyły dopiero teraz? Co tam się właściwie dzieje? I co to u diabła jest Huring?

-    ALBINAST TRAK KRINGA!- zawołała Vinlara i nagle tam gdzie siedział Huring wzrósł biały płomień, który sparzył go, a stwór odleciał trzepocząc skrzydłami w górę i machając nimi wspak.
-    Akurat nie trzeba było go załatwiać magią!- przestrzegła Atydorfa. Już były za domami i skręcały w polną ścieżkę.Prosto ze ściśniętego tłumu ludzi - na polną drogę. Wot, magia...
-    No i gdzie jest ten Dąb, o którym mówił nam Wiatr?- powiedziała Czarownica.
-    Cierpliwości- odrzekła na to Vinlara- znajdziemy go-. Ledwo dokończyła te słowa, a usłyszała tętent koni.
To doganiał je Dąb, pędząc na swojej Kasztance.
Wiatr zapomniał wspomnieć, że na drodze stoi Ryszard Dąb-Rozwadowski.

-    Chyba pędzi pogoń za nami- odrzekła Atydorfa. Czarownice zaczęły biec, czując, że braknie im sił. Przecież dopiero wyszły z miasta. Słabe to dzisiejsze młode pokolenie czarownic, chorowite...  Gdy Vinlara odwróciła wzrok zobaczyła krwiożercze Pchły Szachrajki pędzących na czarnych koniach jeźdźców.
A za nimi powiewał wielki napis "Wszelkie podobieństwo do postaci z innych tekstów fantasy jest całkowicie przypadkowe".

-    Mroczni Jeźdźcy...- wymamrotała do siebie. A Czytelnicy w ogóle nie mieli pojęcia, skąd została zerżnięta ta scena. Ani trochę. Konie miały gniadą skórę i tylko samą głowę pokrywała zbroja.
Choć tak naprawdę były w ciapki, a ogony miały ze złota. AŁtorko, ogarnij się:
koń czarny koń gniady

Wierzę, że dostrzegasz różnicę.
Bo to były czarne konie o gniadej skórze. Znaczy, skóra była brązowa, a sierść czarna. Chyba.
Btw, jeśli samą głowę człowieka pokrywa zbroja, to na ogół mówimy, że nosi hełm... Warto i tu skorzystać z tego myku. Hint: to się nazywa naczółek.

Wystawały z niej uszy, wyzierające błyszczące czarne oczy, nos i chrapy, których co jakiś czasach ciekła strumieniami ślina.Ślina z CHRAP?! Ktoś chyba powinien je zabrać do weterynarza. :(
Nos, a nawet chrapy. Niesłychane.

Na rumakach siedzieli jeźdźcy
(nieprawdopodobne!) cali owinięci w ciemne płaszcze z kapturami. Twarzy w cieniu kaptura nie można było dostrzec. Na pewno bardzo wygodnie się jechało w takim stroju. I pęd powietrza absolutnie nie ściągał tych kapturów. Weź i kieruj koniem tak, żeby nie wjechać w drzewo... Oni brali udział w tych Zawodach we Wpierdzielaniu się w Dąb! U pasa zwisały smutno długie miecze (jak klucze u odźwiernego), ręce pokrywały czarne rękawice.
Mieli ręce pokryte wysypką w kształcie rękawiczek?! To... przerażające.

Atydorfa wstrząsnęła się na widok tego co było najgroźniejszym narzędziem dla Czarownic.
Łopata do pieca chlebowego?

I właśnie to trzymali w jednej z pięciu rąk Jeźdźcy. Z ręki zasłoniętej ciemną rękawiczką wystawał długi ciemnobrązowy kij, a na nim było wbite czarno- szare długie lekko zakrzywione prawie na końcu ostrze.
Po długim i intensywnym wyobrażaniu sobie wyglądu tego czegoś doszłam do wniosku, że chodzi o glewię. Chociaż ten "kij wystający z ręki" sugeruje raczej, że jeźdźcy mieli tę broń powbijaną w kończyny.

Był to sierp zwany też Kosą.
A w innych stronach było to wiadro zwane też akweduktem.

Pod spojrzeniem na nią Atydorfa poczuła, że słabnie, a po chwili runęła na ziemię.
Jakby na mnie spojrzało narzędzie rolnicze, to też bym się pewnie nieco zaniepokoiła.
Narzędzie o zmiennej tożsamości ontologicznej, warto wspomnieć.

-    Chodź!- wołała Czarownica. Podniosła się mimo woli, bo w sumie wolała sobie trochę poleżeć, ale Jeźdźcy byli za blisko, że móc dalej biec.  Vinlara wyciągnęła ręce przed siebie i z jej dłoni błysnęło niebieskie światło, które wyglądało jak kilka tysięcy malutkich błyskawic.
W odległej galaktyce Imperator Palpatine już szykował pozew o naruszenie praw autorskich, poparty czterema gwiezdnymi niszczycielami i dwustoma tysiącami szturmowców.

Energia natarła na jednego z jeźdźców. Wrzeszcząc i hałłakując.  Jednak on odparł jej atak i z jego dłoni runęło takie samo światło tyle, że czerwone i zderzyło się z Energią Czarownicy.
I stali, jako ten Harry Potter z Voldemortem na cmentarzu - i sprawdzając, które ma większy zasięg.
A Voldemort naradzał się z Imperatorem w sprawie pozwu zbiorowego.

-    Atydorfa! Pomóż mi! Nie pokonam go. Ma za silną moc a jego siła jest dla mnie za mocarna!- błagała przyjaciółkę. Atydorfa zaatakowała. Ale od razu wyczuła, że ma za małą moc (nie ten level, kochanieńka, wychrypiał Mroczny Jeździec) i czerwone błyskawice trafiły w nią. Vinlara widząc jak Czarownica leci pod drzewo i w nie uderza, szybko przestała atakować i pobiegła do nieprzytomnej towarzyszki.
Nawet przymknę oko na to, jak kulawo napisane jest to zdanie, bo - olaboga! - bohaterki nie są superwszechmocne! Co za miła odmiana.

-    Żyjesz?!- zapytała.
-    Tak, żyję- odrzekła otwierając oczy.- Jestem słaba. W mojej kieszeni jest biały trunek. Malibu? Wyciągnij go. To jest Energia, Która Leczy-. Vinlara posłusznie wyciągnęła małą białą buteleczkę (a przeciwnicy stali i patrzyli na to jak kołki?) (facepalmowali nad nieprawdopodobną inwencją nazewniczą) i zamierzała wlać jej kilka kropel do ust, ale wtedy nie wiadomo jakim sposobem buteleczka nie sama, lecz zmuszona jakąś siłą wypadła z jej ręki i się rozbiła.
Bo była zirytowana pomysłem zamykania energii w butelce.

Vinlara spojrzała na 5- osobową gromadę Mrocznych Jeźdźców. Najwyższy z nich miał uniesioną w górę dłoń.
-    „Wiedziałam!”- pomyślała- „znajdę sposób, żeby was pokonać”-.
Chce załatwić ich tulipanem powstałym z obtłuczonej butelki?
Napuści na nich Gramatycznych Nazistów, którzy wybiją im z głowy unoszenie rzeczy do góry.

I podeszła do jednego z nich. Lecz ten odsunął się i rzekł groźnym głosem Demona:
-    Nie zbliżaj się Czarownico, bo oberwiesz jeszcze raz!- zagroził.
A Demon wyzierał z każdej sylaby.
Ale dowiemy się, czemu ci jeźdźcy ich nie wykończą, skoro mają tak oczywistą przewagę, prawda?

-    A co mi zrobisz jak podejdę?- upierała się Vinlara podchodząc bliżej do wielkich czarnych koni. Jeden stanął dęba i chciał zawrócić. Jednak Jeździec na to nie pozwolił i lejcami pociągnął konia tak, że zablokował jego ruchy. Vinlara cały czas wpatrywała się w Mrocznego Jeźdźca. Nagle ten bez ostrzeżenia natarł na nią czarnym rumakiem. Na szczęście Czarownica zdążyła odskoczyć i uniknęła końskiego ciosu.Kwi. Nie ma to jak zostać uderzonym KONIEM.


Potem wypowiedziała coś i nagle Jeźdźców otoczyły góry ognia. Przerażeni wydawali z siebie wysokie krzyki.
No pięknie i doskonale, ale nie mogła tego zrobić na początku, bo...?
A oni nie mogli jej przyłożyć po łbie tym sierpem zwanym kosą, BO?

Rumaki próbowały skakać i oszalałe ze strachu zrzuciły Demonów z siodeł.
-    PRZEKLĘTA CZAROWNICA!!!- zawołał któryś z nich, ale nie miał szans się podnieść. Konie cudem uciekły z ognistego zaciskającego się płomieniami pierścienia. Po chwili krzyki jeźdźców ucichły, a ogień znikł. Na ziemi leżały tylko Kosy. Lecz nagle ku zdumieniu Atydorfy i Vinlary sierpy zaczęły zanikać, żeby wreszcie powrócić w Zaświaty. Vinlara podbiegła do leżącej przyjaciółki.
-    Nie mamy trunku- odpowiedziała z rozpaczą- jedyna szansa odzyskania przeze mnie sił to Źródło Yukla. Tylko ono ma moc Energii, Która Leczy- wyjaśniła podnosząc się z ziemi. Obie sylwetki weszły w las podążając ku celowi.Znajdźcie Zbigniewa Nowaka, on ma Ręce, Które Leczą.
*odhacza na liście Sztampowy Quest*

21 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"Kwi. Nie ma to jak zostać uderzonym KONIEM."

To mi przypomina pamiętną scenę z "Abraham Lincoln - Łowca wampirów", gdzie zaiste rzucano koniem:) Zalinkowałabym, ale nie mogę znaleźć odpowiedniego filmiku na youtubie.

Galnea

Vatelema pisze...

Gdzie i kiedy organizują Zawody we Wpierdzielaniu się w Dąb? Bo znam parę osób, których kandydatury chętnie bym zgłosiła :D


" Była Czarownicą. Szła przez kręte uliczki trzymając w dłoni koszyk, z którego wystawały żonkile. Ludzie spoglądali na nią, lecz nikt nie wiedział kim naprawdę jest.
Poza tym woleli schodzić z drogi babie, która idzie przez miasto i śpiewa.
Nikt nie wiedział, bo zapomniała identyfikatora. No bo inaczej po co byłaby wzmianka, że przechodnie jej nie rozpoznają? Czy jeśli Kazio idzie przez Sosnowiec, to trzeba koniecznie zaznaczać, że nikt z 589 napotkanych ludzi go nie znał?"

Nie, mylicie się. Przecież wyraźnie jest napisane, że "nikt nie wiedział kim naprawdę jest" - to była wioska ludzi z amnezją!

"Atydorfa wstrząsnęła się na widok tego co było najgroźniejszym narzędziem dla Czarownic.
Łopata do pieca chlebowego?"
Rozwaliło mnie to :D

Inwencja nazewnicza tego opka faktycznie poraża... :)

Anonimowy pisze...

Fajne,chociaż za krótkie!
"Co palimy oprócz czarownic?Więcej czarownic!"(Monty Python)
Zbiorowy pozew mnie rozwalił,podobnie jak zawody we Wpierdzielaniu się Konnym Zaprzęgiem.
Nie mamy trunku- odpowiedziała z rozpaczą- też nie lubię, jak się flaszka kończy.
Dobra odmiana,opko fantazy.

Chomik

Anonimowy pisze...

Właściwie zostałam tylko z klasycznym wtf na twarzy.

Alvik

Babatunde Wolaka pisze...

"Odgłos rżących koni dobiegał z daleka."
Wizualizacja Kalevatar sprawiła, że to ja wydałem z siebie "Iihaaa!"

"Na imię jej było Atydorfa."
Altdorfa brzmi znacznie lepiej :D I miała siostrę, której było Düsseldorfa.

Anonimowy pisze...

Umarłam xD doskomała analiza, czego nie można powiedzieć o tym tforze.
Moje ulubione fragmenty:
"Teraz jest rok 2004 i mam 108 lat. Wszyscy się mi dziwią jak to się dzieje, że tak długo żyję.
I mówią jej rzeczy w stylu “Jakiego kremu na zmarszczki używasz?” albo “Nieźle się trzymasz jak na swój wiek, babciu!”.
A ludzie z ZUSu nie śpią po nocach i zgrzytają zębami."
"- No i gdzie jest ten Dąb, o którym mówił nam Wiatr?- powiedziała Czarownica.
- Cierpliwości- odrzekła na to Vinlara- znajdziemy go-. Ledwo dokończyła te słowa, a usłyszała tętent koni.
To doganiał je Dąb, pędząc na swojej Kasztance."
Liczę na kontynuację, będzie?
Róża

Borówka pisze...

Opko samo w sobie jest boskie, ale robi furorę dopiero z dodatkiem waszych komentarzy. Dlatego też siedzę tutaj i pokwikuję z końskiego ciosu, zamiast oddać się pisaniu Ważnych Rzeczy (nie ma to jak prokrastynacja:P).


Udanego weekendu :)

Anonimowy pisze...

http://www.iceis.pl/pokemon-story-time.blog.onet.pl
Takie śmieszne coś wpadło mi w łapki, a jeszcze czegoś takiego nie było .__. Pośmiejemy się może wspólnie?

Winky pisze...

"- Czy ono chce nas zatrzymać?- zapytała Atydorfa Vinlary.
- Nie no, tak sobie niezobowiązująco szczerzy paszczę. Pewnie się cieszy, że nas widzi."

Normalnie mam ochotę ukraść ten dialog do jakiegoś opka. :D
Analiza jak Aldona "Dona" Lipska - krótko i zajebiście. ^^

Anonimowy pisze...

Psst... Byliście już tu?
http://www.allinoneflota.pl/

Anonimowy pisze...

"Polecam" allinone, same kwiatuszki znajdziecie. Sama adminka napisała "to uczucie, kiedy w pornoopkach blogaskowych jest lepsza interpunkcja niż w większości forumowych publikacji ;_______;". Nie tylko interpunkcja jest lepsza :)

Anonimowy pisze...

Szczególnie polecam do analizy "Miecz Miłości". Jest to dzieło wiekopomne XD

Luna Resinda pisze...

A ja znalazłam blogaska, którego można by zanalizować:

http://whaaateverrrr.bloog.pl/

Myślę, że jest wystarczająco... ee... że ma odpowiednie predyspozycje ^^

Anonimowy pisze...

W sprawie AiO chciałbym tylko coś dodać, bo cholernie rozbawiło mnie ich święte oburzenie, ból dupy i wyśmiewanie się z anonimów, którzy wysłali coś za ich plecami. Otóż drodzy państwo na AiO normalnym zwyczajem jest hejtowanie innych stron i blogów literackich np o NAKWIE http://i39.tinypic.com/16hlt8j.jpg. Te strony to głównie takie, na których się reklamowali albo wymienili się linkami. Admini mają jakiś kompleks, jak pojawia się jakiś nowy user to zaczyna się 'aio jest najlepsze, inne strony to gówno, zostań z nami'. Chamscy ludzie którzy proszą o reklamę, a w tym samym czasie hejtują i myślą, że nikt nie wie. Powininiście o tym wiedzieć, bo znając ich logikę przez tych anonimów będzie hejt, jakie to PL złe

Anonimowy pisze...

Ja jestem z AiO i jakoś nie zauważyłam hejtu na inne strony. W każdym razie serdecznie zapraszam do nas panie analizatorki. Jest w czym wybierać :)
Ps. Potwierdzam, że admini mają chyba jakieś kompleksy XD

Leleth pisze...

Huh, ten Miecz Miłości nie działa, smuteczek.

Anonimowy pisze...

Cudne, miodne opko! Już dawno się tak nie uszczerzyłam ("tak sobie niezobowiązująco szczerzy paszczę").

Hasło: gilitug export
Wyeksportujmy gilitugi, a nuż staniemy się potęgą handlową...

Siostra Hermeneutyka

rose pisze...

analiza jak zwykle cudowna.

Mam propozycję bloga do zanalizowania. "Bez cukru" w konwencji Snape - Hermiona. http://hgssbezcukru.blox.pl/html

analizowałyście kiedyś "Zmierzch", a co powiecie na "50 twarzy Greya"? książka jest ff do Zmierzchu właśnie. Grafomania pierwszej wody.

Anonimowy pisze...

Kiedyś czepiałyście się zdań, w które były niepoprawne. A teraz? Pierwsze zdanie z tego opowiadania jest dowodem na to, że stałyście się zgorzkniałe i zwyczajnie czepiacie się, żeby się czepiać. Aż się czytać nie da, bo co słowo coś marudzicie.

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Świetna analiza, na głębszy komentarz mnie dziś nie stać (9 godzin nad prezentacją... za co?!), a szkoda. No cóż może jutro coś... Albo i nie...
Szalona

Anonimowy pisze...

"I ktoś się wysilił, żeby w zaszyfrowanej wiadomości posadzić wielokropek?"

Mam wrażenie, że ten wielokropek jest z kwestii bohaterki, a nie z samej wiadomości. Tzn. dotarła do miejsca, gdzie już nie rozumiała wiadomości i zawiesiła głos. Co też nie ma sensu - jeśli rozszyfrowała, jakie litery w liście odpowiadają 18 literom alfabetu (czyli ma ich już ponad połowę), to powinna dalej podstawiać przez analogię. Jeśli w tym szyfrze jedna litera odpowiada jednej innej literze, to podmieniając "rozpracowane" litery i zostawiając nieznane jako puste, w efekcie dostałaby łatwe do uzupełnienia słowa z dziurami w stylu "A ZATE TRZE A K PI P LITRA, I KOSTK SMALC". Chyba że autor listu nagle zmienił szyfr bez uprzedzenia.

"nazywane "Zawodami we Wpierdzielaniu się Konnym Zaprzęgiem w Sam Środek Dębu (Czarownicy)"

Umarłam. Zaraz wracam.

"Nie no, tak sobie niezobowiązująco szczerzy paszczę. Pewnie się cieszy, że nas widzi."

... mój powrót może się trochę opóźnić.

"zwisały smutno długie miecze"

... bardzo opóźnić.

"lejcami pociągnął konia"

Przechodniu, idź powiedz autorce, że lejce są do powożenia. Do jazdy wierzchem są wodze.