piątek, 24 maja 2013

Śmierdzący palec przeznaczenia, czyli to wciąż nie są Igrzyska Śmierci, cz. 2


Witajcie!


W zeszłym tygodniu mieliśmy szczegółowy opis postapokaliptycznego świata oraz dramatis personae tej zupełnie-nie-podróbki-Igrzysk-Śmierci-ależ-skąd - teraz zaś lecimy z fabułą. Oto nadchodzi dzień, w którym Rząd nie wiadomo czego organizuje Mistrzostwa - nie wiadomo w czym, po co, ani co będzie główną nagrodą, ale będą mordujące się nastolatki i to się liczy. W charakterze bohaterów pobocznych wystąpią: jaskinia wydrapana uchwytem do garnka, rodzice stojący w kolejce po imię, gołębie z przebitymi numerami i całkowity brak jakiegokolwiek podobieństwa do "Igrzysk Śmierci".
Miłego!


Zanalizowali: Vivaldi, Pigmejka i Kalevatar.


Rozdział pierwszy - Wybrana



         Z okazji stulecia wybuchu Rząd Główny zorganizował trudne do zaliczenia zadania.
Rząd główny. W postapokaliptycznym świecie. Sprawujący kontrolę nad wioskami na całym globie. Zajebiste... tyle że nie.
I w zasadzie czemu oni świętują tak makabryczny dzień? Nie lepiej świętować rocznicę jakiegoś pierwszego sukcesu?
Pewnie nasi tam byli. BTW, czy tylko mnie te "trudne zadania" brzmią jak szkolne  zawody sportowe na Dzień Dziecka?


Z tego co oficjalnie wiadomo każdy Szczep reprezentowało będzie aż pięć osób. W tym zostanie ściśle określona liczba zawodników płci męskiej i żeńskiej. Mianowicie w zespołach ma się znaleźć trójka chłopców i dwie dziewczyny. Wiek zawodników także dokładnie podano, żaden z nich nie może mieć mniej niż dwanaście i nie więcej niż dwadzieścia jeden lat.
Bo jak wiadomo, gdy świat legnie w gruzach, najlepiej na rzeź wysyłać zdrowych ludzi w wieku reprodukcyjnym.
Wiesz, w tamtej rzeczywistości pewnie nie działają już fabryki prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych... może rząd chce w ten dziwny sposób walczyć z przeludnieniem.
A ja tak sobie zapytam - bo jak nie, to co? Znaczy, czy ta wielka rewolucja opisana pod koniec poprzedniej notki nie sprowadzała się do tego, że władza i kontrola Rządu nad Szczepami została znacznie zmniejszona? Co więc ma skłonić tych ludzi, żeby posłali swoje dzieci na śmierć?


Tylko jeden klan może zdobyć nagrodę, której nie ujawnią przed truniejem. Z nieoficjalnych informacji dowiadujemy się, że na mistrzostwach będzie toczona walka na śmierć i życie.
Ale to tylko nieoficjalne, niepotwierdzone informacje! Więc wyślijcie nam swoje dzieci, drodzy rodzice!
Swoją drogą mamy tu nowy gatunek narratora: “narrator niedoinformowany” - musi dowiadywać się rzeczy od samych bohaterów.
To jest suspens! Suspens! Sus... eh, po co ja się oszukuję...
Tiaa, walka na śmierć i życie, a na końcu się okaże, że nagrodą jest talon na mydło. Normalnie okazja stulecia.


Oraz, że zadania będą coraz to trudniejsze. Z niepotwierdzonych źródeł wiem także (nagły atak narratora pierwszoosobowego!), że w razie remisu punktowego przewidziana została dogrywka na śmierć i życie.
Gołębie pocztowe, które przyniosły te informacje, miały bite numery i brudziły łapy białą farbą. Miały też zamaskowane dziobki, jak Zorro. Takie były tajemnicze.
Będą walczyć na śmierć i życie, a w razie remisu będą walczyć jeszcze bardziej na śmierć i życie. Seems legit.



         Matka. Starsza pani, mająca już niemal dorosłe dzieci i męża (Mąż też był “niemal dorosły”? Cóż, jeśli tylko ma 16 lat, to spoko.), żyła w ciągłym strachu, że któreś z jej pociech zostanie wybrane.
Z tego przejęcia zapomniała nawet, jak się nazywa. Dlatego wszyscy rozpoznają ją głównie poprzez funkcję użytkową, jaką sprawuje.
Jak większość rodziców w większości opek.


Najbardziej obawiała się bowiem o utratę pierworodnego syna, Sebastiana. Chłopak był utalentowany w jednej, konkretnej dziedzinie. Dostał dar od Boga, którym była szybkość.
Czyli... matka była wyznawczynią Merkurego, tak?
Ciekawe czy jego kochanki były do tego daru równie pozytywnie nastawione.
Rozumiem, że matka obawiała się go stracić ze względu na ten właśnie talent, a nie dlatego, że go, no nie wiem - kochała? (Ale w czym może być przydatna szybkość? Kradł jedzenie ze straganów i pieruńsko szybko spierdzielał?)


Mężczyzna, lecz jeszcze nie pełnoletni, mający burzę loków z kurwikami bo matce i krzywy nos ponieważ ojcu zakryty piegami po ojcu chodził uśmiechnięty, gdyż był pewien, że nie zostanie wybrany.
Przepowiedziała mu to wielka, niebieska gąsienica, kiedy spacerował po grzybowym miasteczku. Jeśli gąsienica miała głos Alana Rickmana, to mu się nie dziwię; też bym uwierzyła we wszystko, jakbym taką spotkała.
Oj tam, po prostu wiedział, że jeśli ktoś ma wielkie, trójwymiarowe i ekspansywne piegi zasłaniające cały nos, to do branży rozrywkowej go nie wezmą.


Kobieta miała również drugie dziecko. Córkę, która nie robiła w domu kompletnie nic, prócz ciągłego czytania.
Typowa aktywność dziecka w postapokaliptycznym świecie, gdzie ludzie walczą o przetrwanie i w ogóle.


Co dziennie przynosiła do domu nową lekturę i nadprogramowe spacje w koszyczku.
Lektury owe znajdowała na Drzewie Bibliotecznym, które było tylko jednym z wielu dziwów powstałych wskutek Wybuchu. Bo nikt mi nie wmówi, że te całe Szczepy pełne łuczników i tropicieli miały biblioteki w każdej wiosce.


Robiła to dla zabicia czasu, gdyż nie posiadała zbyt wielu znajomych.
Jestem w stanie znaleźć korelację pomiędzy brakiem znajomych a byciem leniwym darmozjadem.
Była dumną posiadaczką willi na Cyprze, brylantowej kolii i niewielu znajomych.


Nie irytowałoby to nikogo, gdyby nie fakt, że nie przynosiła do domu żadnych nagród, a przecież startowała we wszystkich możliwych konkursach sprawdzających inteligencję. Skądinąd wiem, że masowe czytanie nie gwarantuje ani nie jest dowodem wybitnej inteligencji. Z siedzenia z nosem jedynie w sadze "Zmierzchu", “Pięćdziesięciu twarzach Greya” czy “Achai” jeszcze nikomu rozumu nie przybyło.
Jakich, na wielkiego Yog-Sothotha, konkursów na inteligencję? To miało być postapo, a nie festyn parafialny!
(Choć czasem są to rzeczy trudne do odróżnienia.)

Siedemnastoletnia dziewczyna wyglądem przypominała matkę, zatem śmiało można było powiedzieć, że należała do urodziwych osób. Miała bowiem kręcone blond włosy, nos,
Miała kręcony blond nos?! *próbuje to sobie wyobrazić* Hm, coś takiego, tylko jaśniejsze?
Chyba bardziej włochate. Coś jak skrzyżowanie Davy'ego Jonesa ze zrobionym na blond Chewbaccą.


kręcone blond włosy, nos, ukazujący kości i podkreślający owal twarzy, lecz tylko od jednego nie można było oderwać wzroku – oczu.
Gdy ma się do wyboru patrzeć na nos, przez który widać kości, każda inna część ciała wydaje się idealna, by się w nią wgapiać.
No, ktoś nam się tu dziarsko rozkłada.


Zdawały się one przypominać morską lagunę, jednak kiedy spojrzało się w nie głębiej można było dostrzeć błękit dawnego nieba.
A jak spojrzało się jeszcze głębiej, to można było wpaść w worm hole i wylądować w innym uniwersum. Albo w jelicie grubym bohaterki.
Czyli były turkusowe, a przy bliższym oglądzie - błękitne. Przy jeszcze bliższym widać było, że to tylko soczewki.


Zaś z charakteru była bardziej zbliżona do ojca. Do wszystkiego podchodziła z naukowego punktu widzenia.
No taaak, OCZYWIŚCIE matka to ta uczuciowa, a ojciec ten racjonalny.
A te naukowe fakty i metodologie oczywiście przetrwały zagładę cywilizacji. Za chwilę się dowiemy, że tak naprawdę życie codzienne wygląda zupełnie tak, jak dziś, tylko nie ma prądu.  Czasami.


Starała się być dla otoczenia zimna, lecz nie oschła.
I jakoś przestajemy się dziwić tym "niewielu znajomym".
Dlatego zawsze używała gumy Winterfresh, ale jednocześnie dbała o dobre nawilżenie skóry.


Żyła w ciągłej świadomości, że nigdy nie będzie dla matki najważniejsza, przez co nie odważyła się ujawnić swojego prawdziwego oblicza przed rodziną.
Gdy nadchodziła noc przebierała się w swój kostium superbohaterki i z kredą w ręku wyliczała na ścianach domów całki, wprawiając w popłoch spokojnych mieszkańców zajętych podlewaniem paprotek.


Zatem śmiało można powiedzieć, że nawet bliscy jej nie znali. Dziewczyna udawała twardą, lecz wewnątrz miała serce ze szkła, które codziennie to mocnej było rysowane, aż w końcu musiało pęknąć.
I przypomina dziecinne Twoje sny
Chcesz rozbić taflę szkła, a ona się ugina
I tam są wszyscy, a na przeciw Ty
Chcesz rozbić taflę szkła, a ona się ugina
I tam są wszyscy, a na przeciw Ty!
Jej serce było jak okruch lodu - nie ugasisz nim pragnienia, ale oparzyć się możesz, in immortal words of Michał Szczerbic.


Często płakała po kątach, tak aby nikt nie zobaczył jej skrywanych łez. Modliła się o to, aby nowy dzień przyniósł ze sobą nie tylko żal i smutek, lecz także choć odrobinę złudnej nadziei, której już dwano jej zabrakło.
Nie rozumiem - ma ustawiczny ból dupy, ale nie zrobi nic, żeby np. rodzina ją bardziej polubiła? Jaki sens? (Because TEH DRAMA, that’s why!)


         Kobieta siedziała w kuchni nerwowo postukując obrączką w blat kamiennego stołu i wyglądając przez dziurę w ścianie na podwórze.
Zastanawiające, że ta domowej roboty, niekoniecznie pożądana kilmatyzacja zupełnie nie przeszkadza mieszkańcom Syberii.
Toteż wygląda przez dziurę, a nie przez drzwi, albo otwarte okno. Doceń.
Czy tylko ja mam w tym momencie przed oczami Flinstonów?


Tak. Ich rodzina nie należała do zamożnych, gdyż nie szło się utrzymać z pensji miernego rzemieślnika.
Zgaduję, że zaprzęgnięcie do pracy niemal pełnoletniego syna i córki-darmozjadki w jakiś sposób podniosłoby poziom zasobów... no właśnie, czego? Pieniędzy? Skoro te tak jakby straciły wartość, to w czym oni się rozliczają? Otoczakach?
W porożach reniferów.
Mnie się zawsze wydawało, że rzemieślnicy - przynajmniej w takich realiach - utrzymują się ze sprzedaży albo wymiany wyprodukowanych dóbr, a nie z pensji płaconej im przez jakąś niewidzialną rękę socjalizmu.


Nie dosyć, że wykonywał swój zawód bez pasji i poświęcenia i nie było w nim Woli Ognia, to nikt, kompletnie nikt nie chciał się u niego nauczać.
A za to nauczanie dostawałby... eee... dotację z Europejskiego Funduszu Postapokaliptycznego? Jeśli brakuje mu rąk do pracy, to czemu nie zaprzęgnie żony i dzieci do roboty?


Matka tyle, na ile pozwalało jej zdrowie wspomagała finanse pracą na roli. Otrzymywała marne grosze, jednak i to było przydatne w czasach, kiedy nie było w domu nawet chleba.
Jeśli w domu nie ma chleba, to nazwanie rodziny “niezamożną” można porównać do nazwania Sahary piaskownicą.


Rzemieślnicy, jak i rolnicy nie zyskiwali zbyt wiele, gdyż w tym Szczepie najważniejsze były umiejętności łowieckie.
Biorąc pod uwagę położenie geograficzne i klimat, jakoś nieszczególnie mnie to dziwi...
No ale po co wtedy mąż miałby się przekwalifikować na myśliwego. Albo syn. Albo córka. Pooo coooo.
Wot, gospodarka nakazowa pełną gębą. Szczep XXI ma odgórny prikaz dostarczać mięsa i skór, więc nie będą nam tu jacyś rzemieślnicy prywaciarze psuć planu pięcioletniego. Co z tego, że każdy jednak potrzebuje stołu, liny, beczki czy pary butów (czy co tam koleś w zasadzie wytwarzał). Drobny przedsiębiorca twój wróg!


Gdyby nie fakt, że niekonieczne jest oddawanie połowy zrobionych narzędzi lub przedmiotów codziennego użytku dla Księżnej, to rodzina ta byłaby jeszcze biedniejsza. A tak, mają chociaż dach nad głową, za co powinni być wdzięczni Ili, obecnej władczyni Szczepu XXI.
Yyy... a co ich w zasadzie tam trzyma? Skoro im się tu nie wiedzie, to kto im broni spakować manatki i ruszyć w długą, gdzieś, gdzie jest popyt na towary taty - rzemieslnika? Granic pilnują jakieś Żywiołaki Komunizmu, z modyfikatorem +50 przeciw drobnym przedsiębiorcom?


         Starsza pani wstała na równe nogi, (Starsza pani? To kiedy ona machnęła sobie te dzieciaki, po czterdziestce?) a następnie podąrzyła (aaargh)  ku klatce schodowej. Ludzie ci mieszkali w pewnego rodzaju jaskini, dziupli. 
 


Ich pradziad wydłubał, z pomocą swego ojca i brata, to miejsce w skale, i od tamtego czasu wszystkie pokolenia zamieszkują tą norę.
Dziupla, jaskinia, nora... synonimy, U R doing it wrong. A tę dziurę (w skale) to pewnie korniki wygryzły.
Nie no, przecież jest napisane, że wydłubali. Pewnie metalowym trzonkiem od garnka, jak hrabia Monte Christo.
I to w tej dziuploskini była dziura w ścianie, przez którą można wyglądać na podwórze? Pewnie jeszcze osobne pokoiki i schody, po których można schodzić na śniadanie.


         - Alicjo! Sebastianie! - Krzyknęła, lecz w żaden sposób nie można było domyśleć się, że był to krzyk.
Wykrzyknik posadzony przez narratora na końcu jej wypowiedzi jeszcze o niczym nie przesądzał.


Jadwiga O-Rany-Jednak-Mam-Imię odchrząknęła i, tym razem głośniej, zawołała swoje pociechy na dół żeby zeszły na śniadanie. - Musimy się zbierać. Zapewne za chwilę się zacznie. - Powiedziała ze smutkiem w wyblakłych, szarych oczach.
Nie prała ich w Pervol Black Magic.


         - Nic się nie martw mamo. Wszystko będzie dobrze. - Odrzekł wysoki blondyn, tajemniczo uśmiechając się pod nosem. Na twarzy nastolatki również zagościł uśmiech, jednak ten był wymuszony. Cała czwórka szła wąską, ciemną uliczką w całkowitej ciszy.
Ciemną uliczką pomiędzy rzędami jaskiń mieszkalnych, niektórych nawet z patio i ogródkiem.


Każdy z nich pogrążony był we własnej plątaninie myśli. Alicja miała kamienną, niczym nie wzruszoną twarz,
Kupowanie kosmetyków z serii “Troll Beauty” od pana Zenka na rogu to nie był dobry pomysł - tapeta okazała się kamienieć na słońcu.


jednak oczy.. One ukazywały wszystkie uczucie (a nawet wszystek uczucie!)  kłębiące się pod tą cienką osłoną, za którą starała się ukryć.
Hm?
 
Albo chodzi o te kolorowe soczewki.


Wystarczyło w nie spojrzeć, aby dowiedzieć się o czym rozmyśla.
Na obrzeżach tęczówek leciał pasek informacyjny.


Sebastian szedł uśmiechnięty. Miał bowiem nadzieję, na to, że zostanie wybrany, przez co rodzice jeszcze bardziej go pokochają. Wyrwałby się z tego biednego Szczepu i zobaczył jak żyje się w luksusie.
Luksus w świecie, który odrzucił technikę, pieniądze i zdobycze cywilizacji zapewne polegał na posiadaniu dużej ilości owiec i możliwości wpieprzania każdego ranka świeżych jajek.
A skąd ta pewność, że go nie wybiorą? Przekupił komisję?


Matka szła zmartwiona. Obawiała się, ale nie wyjawiła swych myśli otoczeniu żywotnie nimi zainteresowanemu. Oczy miała nieruchome, utkwione w jakimś niewidzialnym punkcie. Ojciec, który wciąż czekał w kolejce po imię,  obejmował Jadwigę lekko się uśmiechając. Przez jego oczy przemawiał ból.
 


On jednak nie obawiał się tak bardzo o syna. Bardziej martwił się losem córki. On jedyny wiedział jak zdolną i utalentowaną osobą jest Alicja. Chciałby opowiedzieć o tym swej żonie, bo jemu nie jest łatwo wysłuchiwać ciągłych narzekań na niepracującą dziewczynę.
To czemu nie opowiedział? Alicja była jak Batman - nie chciała się ujawniać ze swoją wartością, bo to byłoby STRASZNE i OMG TEH DRAMA, vol.2?
A nie lepiej byłoby poradzić córce, by zrobiła użytek ze swych zdolności i talentów, żeby matka sama się przekonała o jej wartości?


         - Też się tak boisz? - Do uszu Alicji dotarło pytanie zadane przez osobę stojącą obok niej. Blondynka od razu odwróciła się w kierunku pytającego, a tam dostrzegła swoją przyjaciółkę – Monikę.
Sądząc po imionach, przeważającą część mieszkańców Syberii stanowili Polacy...
Chrześcijaństwo w każdym uniwersum, Polacy w każdym zakątku Ziemi. :P
Jak by nie patrzył, jeszcze nie mieliśmy w analizie Sybiraków.


Ruda dziewczyna o zielonych tęczówkach dokładnie przyglądała się jasnowłosej piękności. Jednak nim tam TAM? TAM?! Tam to ja mam stopy nieco zdezorientowana zdążyła zebrać myśli, Monika już otwierała usta, aby opowiedzieć o swoich obawach. - Mam przeczucie, że mnie wybiorą. - Wyszeptała. - Pożegnałam się już ze wszystkimi. - Teraz nie była już wcale opanowana. Jej oczy w momencie pędu wypełniły się łzami, a na policzkach pojawiły się strumienie tej, przepełnionej uczuciami, słonej wody.
Najwyraźniej gdzieś tam właśnie wylało morze emocji.
Albo ktoś posolił wodę na makaron, a po ugotowaniu wylał na ulicę, akurat jej na głowę.
(Pytanie natury egzystencjalnej: czy makaron ma uczucia?)
(Bluźnisz przeciw Jego Makaronowatości!)


         - Jeżeli wybiorą ciebie, to i mnie ponieważ jesteśmy połączone!. - Alicja starała się pocieszyć przyjaciółkę, jednak ta popatrzyła na nią, jakby była niespełna rozumu.
Jakoś mnie to nie dziwi. Awkward pocieszenie jest awkward.
Oj no, będą mogły razem umrzeć itp.
Wybiorą je obie, bo przecież one zawsze w jednej ławce siedziały i jedna bez drugiej nigdy nie poszła do toalety. Elementarne.


Żadna z nich nie skomentowała jednak tej wypowiedzi, a obawy siedemnastolatki wzmagały na sile i przybierały na niegramatyczności. Z każdym momentem stawała się bardziej poddenerwowana przez co jej osłona przed wszelkimi bolesnymi ranami słabła.
Trudno było utrzymać kawał tektury w trzęsących się dłoniach.
Ja sobie wyobraziłam taką drgającą aurę.


         - Chciałabym opowiedzieć wam, na czym będą polegały Mistrzostwa, jednak ja również mam ograniczoną wiedzę na ten temat. Nie wiem więcej niż wy, może poza faktem, że osoby z przegranych Klanów nie powrócą do domu.
Niespodzianka, “Drużyny Śmierci” to nie tylko dla szpanu tak nazwano!
I nikt, ale to nikt się nie zbuntuje. Jasssne.
Poza tym, w powieści Głodowe Igrzyska miały o tyle sens, że były karą za bunt. A tutaj? “Ha, mamy rocznicę, zabijmy sobie z tej okazji trochę dzieci?”
To się w ogóle niczego nie trzyma. W oryginale też cały ten rząd miał rozwinięty i sprawnie działający aparat przymusu, uniemożliwiający odmowę udziału w Igrzyskach albo przeprowadzkę z jednego Dystryktu do drugiego. Nie wspomnę już o zaawansowanej technice. A tu? Brak elektryczności, pieniędzy i instytucji państwowych, jakieś samorzutne rewolucje zmieniające feudalizm w system plemienny, Rząd, który nie wiadomo co robi i wuj wie, co może...


Dodatkowo, moi drodzy, chcę was poinformować, że zmagania Drużyn Śmierci będziecie mogli oglądać na ogromnych telebimach znajdujących się właśnie tu, na Placu Zamkowym.
Zagrzmiał głos z Nieba i zeszła zeń wielka łapa, która złapała między swe paluchy bohaterów i przeniosła na miejsce, żeby zaoszczędzić aŁtoreczce konieczności opisywania nudnych pierdół w rodzaju przekroju społeczeństwa, wyglądu placu czy choćby drogi do niego.
Za to mogłaby się pokusić o wyjaśnienie, jak działają te telebimy, skoro nie ma tu ani prądu, ani niczego, co działa na prąd.
Wiesz, chomiki na kołowrotkach...


- Zebrani zaczęli klaskać i gwizdać. Zachowywali się, jakby utracili zdrowy rozsądek. - Oczywiście nie wszystkie zadanie będą relacjonowane.
Część będzie dostępna tylko w programach po 23 i po wykupieniu konta premium.
Pominą te mniej krwawe, żeby im oglądalność nie spadła.
I te, w których nie bierze udziału główna bohaterka, żeby się czytelnicy nie zanudzili.


- Alicja nie słuchała, stała jedynie na baczność i modliła się o nie wypowiedzenie jej imienia. Wiedziała jednak, że przeznaczenia nie można oszukać.
Zawsze przygniecie bohatera swoją wielką stopą o śmierdzącym paluchu z krzywym paznokciem.


- Zanim jednak ogłoszę imiona piątki wybrańców poinformuję was, kto znalazł się w drugiej piątce, gdyż na naszej debacie decydowaliśmy między wyborem dziesięciu kandydatów.
Niestety, CTF nie doszło do skutku, ponieważ zabrakło nam materiału na flagi. Dlatego będziecie się napieprzać w zwykłym Deathmatchu.  
Fajnie, że zmieniają zasady z godziny na godzinę.
Niech w ogóle wrzucą wszystkie dzieci na arenę i każą im się wyrzynać. Wtedy na pewno nie będzie problemu z przeludnieniem.
Hmm... a kiedy wreszcie dowiemy się, kto to właściwie mówi? No i wybieranie kandydatów nie losowo, a w drodze jakichś dyskusji, z pewnością nie otwiera pola do nadużyć, korupcji i szwindli.


Piątka, która, o ile myszy nie zjedzą nam zapasów nic się nie wydarzy, może spać spokojnie to Sylwia, Weronika, Mateusz, Łukasz i Sebastian. - Chłopak machinalnie odwrócił głowę w stronę rodziców stojących tuż za jego plecami i szeroko uśmiechnął się do matki. Ona zaś odwzajemniła uśmiech ocierając słone krople z lic.
Ależ milady, jakaż losu sprawka, za podszeptem której poszłaś ochoczo, pchnęła cie do napisania rzeczy suchej, że dębowe pale można by na niej trzeć jak na tarce?
Czyli w całym tym Szczepie było tylko po jednym dziecku noszącym dane imię?


Całej sytuacji przyglądała się Alicja, a kiedy spojrzenia rodzeństwa się spotkały, dziewczyna nie ukrywała bólu w oczach. Chłopak nie wiedział z jakiego powodu tak cierpi, przez myśl przemykały mu przeróżne powody, jednak wszystkie je odrzucił.
Zapewne wyobrażała sobie, jak smażysz się na wolnym ogniu posypywany pieprzem przez plemiennego szamana w wiosce kanibali, gdzieś w centralnej Azji.
Albo przypomniała sobie finałowy odcinek ostatniej serii “Supernatural”.
Ojtam, po prostu miała ciasne buty.


Blondynka odwróciła szybko wzrok i wpatrywała się w Księżną. - Do pierwszej piątki należy – Ilia na chwilę spauzowała, a w powietrzu było czuć unoszący się stres – Damian.
Księżna trzymała stres na sznureczku jak dmuchany balonik, od czasu do czasu spuszczając z niego nieco skondensowanego aromatu z głośnym “prrrrryt!”
         Po wypowiedzeniu imienia z tłumu poddenerwowanych chłopców wyłonił się wysoki blondyn o smutnych oczach i bladej twarzy. Jego piwne smutne tęczówki błyszczały od zimnych, białych świateł spowijających scenę.
Alergia na światło? (Wampir?)
To zimne światło dawały oczywiście zimne pochodnie i oziębłe robaczki świętojańskie.


Chłopak rozglądał się na boki, a gdy zauważył, że twarze wszystkich zebranych zwrócone są w jego kierunku, wyprostował się. Nagle na jego twarzy zagościł udawany uśmiech, a w oczach nie było już smutku. Teraz zastąpił go gniew.
Mogli go uprzedzić wcześniej, włożyłby świeżą koszulę... o ile w świecie postcywilizacyjnym jeszcze je mieli.
Właśnie dotarło do niego, że w zasadzie nikt go nie zmusza do uczestnictwa, ale i tak musi tam leźć jak głupi, bo aŁtoreczka nie przewidziała innej opcji.


         - Chłopcze, podejdź do mnie. - Zaprosiła Damiana, gestem wskazując mu miejsce, w którym ma stanąć. Stał on bowiem z prawej strony Księżnej, która uśmiechała się do niego serdecznie.
Też się miło uśmiecham, gdy na moim talerzyku leży kawałek smacznego ciasta z kajmakiem.


Jednak u tak przerażającej osoby, nawet uśmiech nie zdaje się być miłym. - Chłopiec ten jest bowiem najlepszym łucznikiem w naszym XXI Szczepie.
Najwyraźniej jest tak przerażająca, że nawet narrator się jej przeląkł i oddał swoją robotę.
Nie chce zostać wybrany do zawodów.
Że tak zapytam - i co z tego, że najlepszym? A kto powiedział, że mu się to przyda? Równie dobrze zadania mogą polegać na przewijaniu dzieci na czas albo synchronicznym kopaniu rowów.
No i - oczywiście - cały szczep myśliwych, ale najlepsiejszy jest nastoletni smarkacz. Ofkors.


- Rudowłosa dziewczyna natychmiast złapała przedramię koleżanki obok kurczowo je trzymając.
Złapała trzymając, gdy tak sobie szła idąc.


Nie mówiła nic, jednak wyraz jej twarzy zdradzał wszytko. Absolutnie nie była gotowa na to, co miało nastąpić za moment. - Zaczęliśmy od tej dyscypliny, więc przy niej pozostańmy. Naszą pierwszą reprezentantką płci pięknej jest Monika.
         - Posłuchaj mnie! - Alicja chwyciła dziewczynę za nadgarstki, lecz nie chciała patrzeć w jej wypełnione łzami zielone oczy. - Za chwilę do ciebie dołączę, zobaczysz. Tkwimy w tym po uszy, ale najważniejsze, że razem. - Monika niedowierzając spojrzała na dziewczynę, po czym delikatnie wyrwała się z żelaznego uścisku i pomknęła na scenę.
*delikatnie zatrzymuje rozpędzony pociąg*


Księżna nakazała jej stanąć po swojej lewej stronie.
         - Zapraszam tu do nas Marcina. Najzwinniejszego chłopaka w naszym Klanie.
Innymi słowy na Mistrzostwa jadą najlepiej wytrenowani i specjaliści w swoich dziedzinach, którzy trenują... właściwie po co? Żeby wygrywać w szkolnych konkursach i tym samym podnosić swoje szanse na nominację? A jeśli śmiercionośny charakter miały tylko te konkretne, jednostkowe Mistrzostwa, to czemu wszyscy łyknęli to jak młode pelikany?  
Dlatego:
 
Ale oni nie mogli się jakoś specjalnie przygotowywać, bo teraz właśnie mają się odbyć pierwsze Mistrzostwa...


- Kobieta uśmiechała się szeroko, lecz gdy dostrzegła zbliżającego się bruneta uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Aż po trzonowce. Marcin miał szare oczy, które w tym momencie wypełniało coś na kształt bólu.
Ale w rzeczywistości był to świder skrzyżowany z wydrą.


Nie rozglądał się na boki, zachowywał się tak, jakby był sam jeden pośrodku pustego pola. Kiedy doszedł do wysokie, szczupłej kobiety, pozostawiając swoją rodzinę i przyjaciół w oddali, ta nakazała mu stanąć obok Moniki.
Ta rodzina mu nakazała. Żeby ładnie wyglądał, wstydu nie przynosił i nową koszulą się pysznił.
- Tylko pamiętaj, noś ciepłe majtki - krzyczała babcia w oddali. -  I najedz się tam, żebyś głodny nie chodził!


- Kolejna dizewczyna będzie wspomagała umiejętności pozostałej czwórki poprzez oddziaływanie psychiczne.
Będzie się ładnie uśmiechać, paplać od rzeczy, dzięki czemu reszcie drużyny skoczy morale ze względu na świadomość, że istnieją większe miernoty niż oni. A jak przyciśnie głód, to wiadomo...
W razie czego będzie też kogo rzucić na pożarcie niedźwiedziom.
Ojtam, ona będzie wysyłać pozytywne wibracje, hackować umysły wrogów, telepacić, telekinecić i przewidywać wyniki totka.


Jest nią Alicja. - Dziewczyna nie chciała wierzyć w to, co się własnie działo (Ale czemu? Przecież przekonywała przed chwilą Monikę, że zaraz do niej dołączy.), jednak to była jedyna prawda jaką znała. Szczupła kobietka, średniego wzrostu wyszła spośród tłumu płaczących z radości dziewcząt. Uśmiechała się szeroko i nie oglądała za siebie. Znów na jej oblicze powróciła ta sama maska, która chroniła ją przed złem całego świata. Szła wyprostowana z dumnie uniesioną głową i szeroko otwartymi oczami, aby wszystko dokładnie widzieć.
Mogła je umieścić na antenkach. 
 


Gdy tylko doszła do Ili, ta nakazała jej zająć miejsce obo Damiana. Dziewczyna posłusznie wykonała rozkaz.
         - Widzę, że myśli pan zupełnie jak ja. - Oznajmiła zbliżająca się do niewielkiej grupy Księżna.
Pan narrator przytaknął ochoczo, choć nie miał absolutnie pojęcia, co tu się dzieje, kto, z kim i dlaczego.


         - Mamo, tato, Sebastianie. Żegnajcie. - Dziewczyna ledwie powstrzymała łzy wypowiadając te słowa.
A potem rozbiła butelkę szampana o burtę “USS Not-A-Hunger Games”.
I zaczęła myśleć, jaką fajną kieckę jej zaprojektują.
I którego zawodnika zaliczyć najpierw.


Zapewne rodzina zrozumiałaby ten smutek, jednak ona nie chciała, aby rodzina zapamiętała ją jako zakłamaną (zapłakana=zakłamana?)  i wiecznie smutną Alicję.
No to szybko jej się zebrało na budowanie sobie pozytywnego PR.

Chciała być tą, o której chętnie się wspomina.

18 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Mam pytanie nieco offtopowe - z jakiego komiksu są te oczy na słupkach? Sugestywnie narysowane, będą mi się śniły <<'

Borówka pisze...

Znowu się nie doczekałam jakiejś konkretnej akcji z udziałem tak miłej grupki bohaterów, ale to nic, poczekam z chęcią jeszcze tydzień (a może to już koniec?), bo i tu było pociesznie.

Pigmejko, uciekło Ci "m" z Rickmana. Pewnie też stwierdziło, że nie chce w tym wszystkim brać udziału ;)

Zaratustra pisze...

Borówko, niestety! Liczyć na ciąg dalszy nie ma co, bo i aŁtorka nie napisała.
To opko wygląda jak tfur kogoś, kto usłyszał od kogoś innego streszczenie "Igrzysk Śmierci" (filmu) i postanowił napisać coś podobnego.

Hasło skspati grandson. Wnuk Pati, z którą miałem SKS?

Anonimowy pisze...

Opko jakieś wyjątkowo nudne, nawet analiza niewiele pomogła. Ale liczę na to, że jeszcze się zabierzecie za coś rozkosznie głupiego i będzie kwikaśnie ^^

Papierek pisze...

Anonimowy pisze...
Mam pytanie nieco offtopowe - z jakiego komiksu są te oczy na słupkach? Sugestywnie narysowane, będą mi się śniły


manga się nazywa Uzumaki, autorstwa Juniji Ito.

Anonimowy pisze...


Ciekawe czy jego kochanki były do tego daru równie pozytywnie nastawione.
Kradł jedzenie ze straganów i pieruńsko szybko spierdzielał?)
Żywiołaki Komunizmu

Dooobre!!

Czy tylko ja mam w tym momencie przed oczami Flinstonów?
Nie
Fajne sowy.
No,sensu za bardzo nie ma,ale i slashu żadnego nie ma...

Poważnie,to koniec?A ja już liczyłam na jakieś interesujące opisy w stylu "Jak sobie ałtoreczka wyobraża walki w lesie?"

Chomik
P.S. Ej,zlikwidujcie to udowadnianie,ze nie jestem automatem,będę Wam w kołowrotku biegać!

Borówka pisze...

Masz ci los! To ja czekam i czekam na ten rozwój wydarzeń, a tu nic z tego. Dziękuję za rozwianie mych złudnych nadziei.

Papierku, to mnie zdziwiłaś. Ja od tej mangi trzymałam się zawsze z dala, bo byłam pewna, że to nic ciekawego. Ale jak patrzę na tego malucha, to aż mi się zachciewa do niej zajrzeć ;)

RandomZenon pisze...

Bożeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee, jakie to jest głupie! Świat przedstawiony w "Igrzyskach śmierci" miał sens własnie dlatego, że to NIE BYŁA post-apokaliptyczna wizja, tylko władzę zdobyła tam grupa ludzi, zdolna do terroryzowania innych właśnie dzięki WYSOKO ROZWINIĘTEJ TECHNICE. Już lepiej by było dla ałtorki, gdyby po prostu napisała ff.

Już widzę, jak jakaś wioska na Syberii wysyła najważniejszych nomen-omen ludzi na drugą stronę świata tylko po to, aby uczcić (!) wybuch (!) wojny!!! Jak tam dotrą? Na piechotę? Jak w ogóle dostarczono im wiadomość? Albatrosem pocztowym? I kto do cholery zajmowałby się budową magicznym telebimów, gdy trzeba szybko zorganizować miejsce do życia? miejsce bez dużej ilości drapieżników, z dostępem do pożywienia, nieskażonymi wodami i glebą. Ładafak?

Anonimowy pisze...

To opko było przeboskie. Uśmiałam się przy analizie jak nigdy. Naprawdę szkoda, że ałtorka nie napisała więcej rozdziałów. Mam nadzieję, że kolejne analizy będą równie dobre.

Anonimowy pisze...

"Wiek zawodników także dokładnie podano, żaden z nich nie może mieć mniej niż dwanaście i nie więcej niż dwadzieścia jeden lat."

Skoro żaden z nich nie może mieć nie więcej niż dwadzieścia jeden lat, to to raczej będą zawody staruchów, a nie nastolatków ^^

"Tylko jeden klan może zdobyć nagrodę, której nie ujawnią przed truniejem."

Może dlatego, że nagrodą będzie coś w rodzaju "wyższe podatki".

Nie wiem, ile razy w tym opowiadaniu wystąpiły oczy przepełnione bólem, jakieś ołwer najn tałsend, ale wasz obrazek super to oddaje :D I jeszcze te boskie sowy :D

No i "(Oczy) ukazywały wszystkie uczucie kłębiące się pod tą cienką osłoną" - rzeczywiście, jak nic chodzi o soczewki.

Tylko szkoda, że nie będzie dalszego ciągu :(

~Joi

Katka pisze...

Zanalizowane jak zwykle świetna. Tak przy okazji, przypadkowo natknęłam się na blog jak gdyby stworzony po to, żeby trafić do analizatorni
http://akatsukinakama.blogspot.com/

mysza pisze...

Uzumaki.

Serenity pisze...

To jest... straszne. Czytając marzyłam o tym, żeby umrzeć i nie musieć już na to patrzeć. I nie przeczytać ani jednego więcej zdania z tego opka. A jednocześnie tak przyciągało, że och...

kariolka pisze...

O dobra Boziu... To tak POTWORNIE nie ma sensu, że chyba muszę pogapić się trochę w ścianę, żeby sens życia mi wrócił :D

Miss Derisive pisze...

Najwyraźniej gdzieś tam właśnie wylało morze emocji.
Albo ktoś posolił wodę na makaron, a po ugotowaniu wylał na ulicę, akurat jej na głowę.
(Pytanie natury egzystencjalnej: czy makaron ma uczucia?)
(Bluźnisz przeciw Jego Makaronowatości!)

>> Pastafarianie was zniszczą!


AŁtorka praktycznie przepisała "Igrzyska śmierci", starannie usuwając wszelkie znamiona sensu.

Głodująca rodzina, w której córce pozwala się obijać nad książkami?

Łowcy, którym WCALE nie są potrzebne rzeczy wyrabiane przez rzemieślników, z bronią włącznie?

Wysyłanie dzieciaków najlepszych w polowaniu, które jest zawodem narodowym, na praktycznie pewną śmierć? Czyżby coś w rodzaju negatywnego doboru nienaturalnego?

Izabela P. pisze...

Jesteście tak wredne, złośliwe i nieczułe, że nie mogę przestać was czytać (tak, to miał być komplement ;)). Autorka powinna wam podziękować, jej opowiadanie tylko zyskało dzięki waszym komentarzom.

Anonimowy pisze...

Popłakałam się ze śmiechu. Przez was rodzina patrzy na mnie jak na wariatkę XD

Anonimowy pisze...

"przecież startowała we wszystkich możliwych konkursach sprawdzających inteligencję"

Konkursy na inteligencję? W tym świecie, gdzie ludzie "przestali zwracać uwagę na edukację" i żyli w buszu zgodnie z naturą? Ale, jakkolwiek by to idiotyczne nie było, założmy na chwilę, że tak, w tym świecie są takie konkursy i że nagrodą jest, powiedzmy, zapas jedzenia na miesiąc. I teraz: skoro Alicja nie wygrywała tych konkursów, to albo była słabo zdolna, albo inni byli od niej zdolniejsi i naprawdę nie waidomo, skad tatuś wziął to przekonanie o jej wyjątkowych talentach. W tej sytuacji sto procent racji ma jej (zła, wyrodna) matka: skoro nie ma żadnego pożytku z tego całego czytania, to albo niech Alicja zaiwania do roboty, albo niech czyta lepsze książki.

Co jest w końcu z tym Sebastianem? W jednym zdaniu

"chodził uśmiechnięty, gdyż był pewien, że nie zostanie wybrany."

a za chwilę

"Sebastian szedł uśmiechnięty. Miał bowiem nadzieję, na to, że zostanie wybrany"

Czy on mógłby raz przysiąść i ustalić z narratorem ze zeznania, dlaczego się właściwie szczerzy?