piątek, 31 maja 2013

Drużyna Śmiertelnego Rozmemłania, czyli to znów nie są Igrzyska Śmierci

Witajcie!
Dziś trzecia i ostania część opowiadania, które to wcale a wcale nie jest wzorowane na “Igrzyskach Śmierci”. Przypomnijmy: poprzednia skończyła się w chwili, gdy Księżna wyłoniła czworo z pięciorga członków Drużyny Śmierci. W tym tygodniu czekają Was łzy bez płaczu, oczy niby woda, syberyjskie termity - a poza tym unosząca się w powietrzu sugestia romansu, rodzące się marysujstwo oraz jeszcze więcej angstu, bezsensownych scen i idiotycznych dialogów. Ale tak w zasadzie to wciąż nic się nie dzieje - i nic się kupy nie trzyma.
Indżoj!


Zanalizowali: Kalevatar, Vivaldi, Pigmejka


      Gdy tylko dotarli na Plac Zamkowy zostali rozdzieleni.
Widzę tu dwa potencjalne rozwiązania: albo ktoś nieudolnie próbował kombinować z nielinearną narracją, albo - co bardziej prawdopodobne - aŁtorka wpadła na “genialny opis”, chciała go dokleić do reszty, ale chyba palec jej się omsknął...
Jaki Plac Zamkowy? W wiosce na Syberii, gdzie o zamkach nikt nigdy nie słyszał?


Rodzice musięli zostawić ich chwilę wcześniej. Oczy matki zabłyszczały, a na policzkach pojawiły się srebrne strumienie łez (Srać koksem rozumiem, ale beczeć rtęcią? Fakt. Kryształy byłyby bardziej kanoniczne.), kiedy patrzyła jak odchodzą jej dzieci.
A ich relacjom rodzinnym poświęcono tyle czasu w tym blogasku, że jest mi z jej powodu absolutnie wszystko jedno.


Chwilę później oddzielono Alicję i Sebastiana. Chłopcy bowiem musieli skierować się na prawo, a dziewczęta na lewo.
Zgodnie z uniwersalnym prawidłem sikania w krzakach na wycieczkach szkolnych.


Oddalając się od brata, dziewczyna usłyszała, jak chłopak mówi do niej niemal szeptem, że wszystko będzie dobrze.
Fakt segregacji jakoś nie przeszkodził im strzelić “rzewnej scenki rodzinnej no.5”


Dziewczyna bardzo chciała wierzyć w słowa brata, jednak w jej umyśle i najprawdopodobniej też w sercu pozostawała obawa, że zostanie wybrana.
Jak na kogoś, kto kilka stron wcześniej gryzł cegły z powodu nieuchronności przeznaczenia, jakoś strasznie się dziewczyna niezdecydowana zrobiła...
Hmm... Ja może trochę nie nadążam za tempem narracji, ale ona została wybrana i teraz boi się, że zostanie wybrana?


         Szła wśród tłumów nieznanych jej dziewczyn w tak młodym wieku jak ona, aż w końcu odnalazła swoje miejsce w rzędzie.
Jakich tłumów? Toż wybrano raptem cztery dziewczyny... T.T  Chyba że mowa o uczestniczkach ze wszystkich Szczepów, bo nastąpił jakiś przeskok czasowy, o którym nikt nie raczył czytelników poinformować.


         Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Kobiety miały stawać w rzędach, które ustawione były w przedziale wiekowym. Na samym początku stały najmłodsze dziewczęta, a później coraz starsze. Te z pierwszych dwóch lub trzech rzędów mogły być spokojne o swoją najbliższą przyszłość, gdyż pewnym był fakt iż nie zostaną wybrane. Gdyby stał się inaczej, to byłby cud.
Każdy, kto ma jakieś ogarnięcie w narracjach przygodowych wie, że jeśli coś jest absolutnie niemożliwe, to na pewno się to stanie/zepsuje/zgubi.
Ja już się zgubiłam. Kogo oni tam teraz wybierają?


         Alicja nerwowo rozglądała się dookoła wypatrując jakiejkolwiek znajomej twarzy. Po chwili jednak skapitulowała, gdyż nie znalazła kompetnie nikogo.
Ech, te wielomilionowe populacje wiosek myśliwskich na Syberii, ta samotność w tłumie obcych twarzy...! No, chyba że ona absolutnie nigdy nie wychodziła z domu, dlatego nikogo nie znała.


Dodatkowo całe poszukiwania utrudniał panujący pół-mrok. Pół-mrok, pół-bałałajka. Nagle z wielkim hukiem zapalono światła.
To się nazywa eksplozja.


Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu.
Na olśnienie niech nikt nie liczy...


         - Witam wszystkich bardzo serdecznie! - Echo tych słów dudniło w głowie wszystkich zgromadzonych. Na platformie, która zapewne odgrywała rolę sceny dobrze, że nie ambony albo rury do tańczenia albo kalafiora stała szczupła, wysoka kobieta o czarnych niczym smoła włosach i krwiście czerwonych oczach żeby nikt nie miał wątpliwości, kto będzie wredną biczą i kto ma Sharingana. Księżna uśmiechała się serdecznie do tłumu. Dodatkowo zewsząd słychać było stłumiony płacz dziewcząt, co mogłoby po dłuższej chwili przyprawić o ból głowy.
Tylko? Ja mam ochotę otworzyć sobie czaszkę, wyjąć mózg i wstawić go pod kran...
A ja zapłakać, jakem dziewczęcie.
Jakie zewsząd, skoro wszystkie dziewczęta były zebrane w jednym miejscu? Ktoś strategicznie poustawiał płaczki, czy takie echo szło?


         - Patrz jaki on przystojny. - Stwierdziła ruda. - Czemu oni zabierają, na pewną śmierć, takich ładnych chłopaków.
A to też jest ciekawe - czemu wszyscy zachowują się tak, jakby reprezentanci wprost ze sceny mieli trafić na stryczek? Jasne, walka na śmierć i życie, wiadomo, ktoś musi przegrać - ale czemu wszyscy zakładają, że na pewno przegrają akurat oni?


Pewnie dziewczyny będą niemniej urodziwe.
Bo zawody nie zawody, wiatr kiecę musi ładnie podwiewać i basta.


   (...)
         - Ostatnim reprezentantem Drużyny Śmierci jest, uznant przez komisję za najzdolniejszego chłopca w naszym Szczepie, Kamil. Zapraszmy.
Przepraszam, czy ja dobrze rozumiem, bo nie wiem czy dobrze rozumiem.
Oni się chcą pozbyć najzdolniejszych młodych ludzi? W świecie postapokaliptycznym, w którym i tak jest ciężko?
W dodatku  zupełnie dobrowolnie i w imię niewiadomoczego, bo nikt nie raczył ich poinformować, o co w zasadzie są te zawody. Czemu wszyscy ci ludzie nie zrobią po prostu
i nie wrócą do swoich spraw?
- Z przedostaniego rzędu wyłonił się wysoki chłopak o pijanych blond włosach. Szedł przed siebie dumnie unosząc głowę i uwodzicielsko uśmiechał się do dziewcząt patrzących na niego z podziwem. Było w nim coś niezwykłego, przykuwającego uwagę i z całą pewnością nie były to jego intensywnie zielone oczy. To było coś w rodzaju magnesu.
Nieślubne dziecko Magneto?
Czy to jego urok, czy to Maybelline?
Pewnie jeszcze szedł w slo-mo, a wielki wentylator rozwiewał mu włosy.


Ilia wskazała mu miejsce obok Alicji, a gdy chłopiec przechodził przed dziewczyną pokazał swoje śnieżnobiałe zęby.
Kontrastujące pięknie z okrwawionymi dziąsłami - piasek w roli czyściwa bywa zdradziecki.
Oni tam w ogóle fajnie żyją - świat postapo, Syberia, bieda - a ten ma zęby piękne jakby miał i pastę do zębów, i zbilansowaną dietę...
I fachowego dentystę. Bo w końcu wysokoobrotowe wiertełka do borowania w zębach oczywiście przetrwały apokalipsę, prawda?


         - On chyba cieszy się z tego, że został wybrany. - Szepnął Damian. Dziewczyna kiwnęła jedynie głową, gdyż nie była w stanie sklecić, nawet w myślach, żadnego sensownego zdania.
Nie dziwimy się, gdyż nie udało jej się to ani razu od początku opka.


         - Zatem mamy wszystkich. - Zaczęła Ilia. - Rodziny piątki wybrańców proszę o pozostanie po zakończeniu uroczystości. Pozostałym nakazuję iść do domu i modlić się całą noc, zaś kolene (Kolędy? golenie? kalendy?) trzy dni macie bawić się przy śpiewach i tańcach.  A jak nie chcecie tańczyć, to macie w dziób. A zwierzęta upolują się same, pola same się obrobią... Teraz zwracam się do osób, które nie zostały wybrane. Rozwijajcie swoje umiejętności, bo być może i na was kiedyś przyjdzie kolej.
Nie wiem, czy motywacja w rodzaju “szlifuj skille, bo jak będziesz miał szczęście to zostaniesz wybrany i może cię pokroją na kawałki” to skuteczne narzędzie stymulacji rozwoju...
Ej, wiele by na to poszło - samobójcy, psychopaci, masochiści, uzależnieni od adrenaliny...
Pół fandomu "Hannibala", jeśli krojącym ma być Mads Mikkelsen...


Dziękuję za uwagę. - Zakończyła swoją przemowę. Gdy ludzie rozpoczęli się rozchodzić do swoich domów (To zupełnie nowy level "zaczynania podążać!"), piątka niespokojnych i poddenerwowanych dzieci wciąż stała nierouchomo na wskazanych miejscach. Księżna odwróciła się w ich kierunku i przemówiła głosem zimnym i kompletnie wyzbytm uczuć.
Tyle lat ćwiczyła pozę “zimnej suki” i wreszcie mogła błysnąć.
"Wyzbytm". Powiedzcie to szybko dziesięć razy.


- Nie wiem czy chcieliście się tutaj znaleźć, czy też nie, i prawdę mówiąc nie interesuje mnie to, ale jakoże zostaliście wcieleni w skład Drużyny Śmierci, która reprezentuje nasz Szczep, macie zachowywać się z godnością. Umierajcie w sposób dystyngowany i fotogeniczny!  Nie krwawcie za dużo i nawet nie próbujcie robić tych rzeczy z wypływającymi jelitami, jeśli ktoś rozetnie wam brzuch. Macie teraz pół godziny czasu na pożegnanie się z rodzinami. Kiedy ten czas minie wszyscy musicie znaleźć się na ławeczce przed sceną. Mam nadzieję, że dotarło do was to iż już nie wrócicie do rodzinnego domu. Rozejść się.
Ćwiczcie, podnoście swoje umiejętności, byśmy - gdy nadejdzie czas - mogli je wykorzystać, nie przejmując się waszym zdaniem, kłopotami i w ogóle traktując was jak kurz na półce... Jesteście pewni, że to nie jest tekst o dylematach współczesnych doktorantów?
Ja pierdziu... czy tam już zupełnie nikt nie zakłada, że ktoś w ogóle wygra te zawody? Czy może nagrodą jest bycie złożonym w ofierze Szatanowi, tylko organizatorzy zapomnieli o tym wspomnieć?


         Wszyscy stali jeszcze przez chwilę pogrążeni w całkowitej ciszy. Nie mieli pojęcia co ich czeka. (...) Nie mają teraz rodzin, a każdy kolejny dzień jest walką o przetrwanie.
Nie można nawet po mleko spokojnie wyjść do sklepu, żeby ktoś się przypadkiem na szpadel nie nadział.
Viv, to nie ta bajka, to było w “Oszukać przeznaczenie”.
A czy oni nie mieli przypadkiem, nie wiem, walczyć o przetrwanie każdego dnia? Wioska na postapo-Syberii, anyone? Wyjście do lasu, w którym wszystko chce cię zabić, powinno być dla nich jak spacer po bułki.


[Wybrańcy angstują nad swym losem...]
Marcin zajął miejsce obok Moniki, jego oczy wypełnione były jedynie gniewem. Pragnął zejść ze sceny i usiąść na ławce, ale trzeba było jeszcze pożegnać się z nic nie wartą rodziną, która tak perfidnie go oszukała. Heeee...? Bo zawsze mówili mu w dniu urodzin, że będzie żył sto lat, a tu dupa! Ostatnim wybrańcem jest Kamil.Jego twarz była jasna, uśmiechał się. Jako jedyny myślał o Mistrzostwach, jak o czymś dobrym, pozytywnym, jakby były one pewnego rodzaju przygodą w jego krótkim i marnym życiu.
No, jeśli tak na to spojrzeć... w końcu każdy kiedyś umrze.


         Alicja pierwsza odeszła od grona przymusowych znajomych i podbiegła do rodziców. Na jej policzkach zamisat łez pojawiły się dwa ognisto czerwone rumieńce. Doskonale pasujące do ust.
Pół godziny dobierała właściwy odcień!
(Nie wiem, czym jest zamisat łez, ale brzmi poważnie.)


Oczy zaś niby woda.
Z glonami i gęstą rzęsą na powierzchni.
I zdechłym rakiem dyndającym na jednej z rzęs.


Te dwa niepzyjacielskie żywioły od tysięcy lat walczą ze sobą nieubłaganie, lecz na twarzy dziewczyny one ze sobą koegzystują.
Ogień robi żeberka na obiad, a woda później zmywa naczynia. Sielanka normalnie.
Ziemia pod paznokciami i wiatr hulający pomiędzy uszami też nieźle sobie radzą.
No ale scena, w której dziewczyna żegna rodziców wiedząc, że prawdopodobnie niedługo zostanie zabita, jest totalnie najlepszym momentem na wstawienie pseudopoetyckiej metafory określającej kolorystykę jej cery. Totalnie.


         Matka dziewczyny nie płakała, oczy jednak miała czerwone od łez.


Stała teraz uśmiechnięta twarzą zwrócona ku Alicji. Córka była nieco zmieszana, gdyż nie wiedziała, czy kobieta raduje się z tego, że pozostanie z nią jej ukochany syn, czy jest dumna z drugiego dziecka. Ojciec obserwował córkę z żalem i smutkiem w oczach. Przez krótki, niemal niezauważalny moment, można było dostrzec w nich także coś na kształt wspóczucia.
Bo przecież córkę na rzeź Mistrzostwa zabierają nam co drugi dzień. Zresztą, w lodówce mamy następną.
Poza tym nie oszukujmy się - i tak nie było z niej żadnego pożytku.


         - Nic się nie martw siostra. Na pewno wrócicie. Poza tym będziesz mogła zwiedzić trochę świata. - Powiedział przepełniony dumą, brat.
- Sam se zwiedzaj z toporem nad tym durnym łbem! - odpowiedziała wyniośle Pigmejka.


         - Kochanie. - Matka nie dopuściła do głosu wybranki, gdyż sama zaczęła swoją przemowę jakże melodyjnym głosem, za którym z całą pewnością będzie tęskniła dziewczyna. - Powiedz nam, jak to możliwe, że znalazłaś się w Drużynie Śmierci? - Zapytała pełna podziwu matka.
Ten melodyjny głos mnie nieco zmylił, ale biorąc pod uwagę sensowność pytania, mama była chyba w przeszłości dziennikarzem sportowym TVP.
"Wkrótce umrzesz, powiedz nam, jak się z tym czujesz?"
Brat dumny, matka ją podziwia... Mam wrażenie, że ta cała apokalipsa wydarzyła się w głowach bohaterów - tam widzę póki co największe spustoszenia.


         - Ojcze, czy mógłbyś wytłumaczyć wszystko matce i bratu? W domu. - Dziewczyna uśmiechnęła się serdecznie, a ten pokiwał znacząco głową.
Czyli co, to był jakiś SPISEG? BoCHaterka dała w łapę komisji - co wcale nie przeszkodziło jej jeszcze kilka akapitów temu trząść portkami w strachu, że zostanie wybrana?


         - Chciałbym, abyś wiedziała, że jestem z ciebie bardzo dumny. To zaszczyt znaleźć się w gornie najlepszych, drogie dziecko.
Co prawda prawdopodobnie zginiesz marnie na jakimś zadupiu, ale i tak JESTEŚMY Z CIEBIE DUMNI.


- Rzekł mężczyzna z siwą już brodą, a nie wysoka dziewczyna przytuliła się do niego i zamknęła oczy, ażeby stłumić napływające do oczu łzy. Kiedy tylko otworzyła oczy, dostrzegła, siedzącego na ławce, chłopaka. Kamil bacznie obserwował jej poczynania, a dziewczyna z nieznanych jej powodów pragnęła podejść do niego.
Dopiero po latach dowiedziała się, że miała magnes zaszyty w pępku, a Kamil dyskretnie działał kawałkiem metalu.


         Dziewczyna ruszyła w kierunku ławki, przy której ustalono spotkanie.
Zapachniało dożynkami.
Się nacieszyła tą rozmową z rodzicami, że hoho.
W końcu dali im całe pół godziny... BoCHaterka nudne obowiązki odbębniła w niecałą minutkę i teraz ma kupę czasu na zapoznawanie potencjalnych Trulawerów.


Dokładnie obserwując każdy szczegół na twarzy chłopaka, gdyż teraz bez żadnego zbędnego tłumaczenia mogła na niego patrzeć.
A permanentny wytrzeszcz jest znakomitym wytłumaczeniem wlepiania gał w obcego faceta. Seems legit.
A wcześniej potrzebowała wytłumaczenia? Może jeszcze pisemnej zgody rodziców?
I tak ma umrzeć, więc co jej tam - pogapi się na ludzi.


Alicja usiadła na drugim końcu drewnianej, powyżeranej przez termity, ławce
Ławkę wyżerały termity i przecinki zdupywzięte.
Syberyjskie termity... Korniki nie są dość dramatyczne?


         - Cześć. - Powiedziała uprzejmym tonem.
         - Czego chcesz? - Zapytał zirytowany chłopak. Jego ostry głos od razu sprowadził dziewczynę na ziemię.
         - Czemu nikt do ciebie nie przyszedł? - Pytała beznamiętnym tonem.
         - Już się pożegnałem. Po co więc sprawiać sobie kolejną porcję bólu. - Powiedział już nieco łagodniejszym tonem. - Wybacz za moje zachowanie, lecz atakują mnie zdziczałe przyimki jestem bardzo zestresowany. Nie chciałem się tutaj znaleźć. Nawet nie przyjmowałem tego do wiadomości. Zupełnie nie rozumiem ich wyboru.
Dlatego za chwilę strzelę cały wykład na ten temat. < rzekł na boku spoglądając na zapijaczonego narratora olewającego robotę > Swoją drogą, czy on faktycznie nie był opisywany jako jedyny, któremu było fajnie z powodu nominacji?
Whatever... tylu tu bohaterów, wszyscy przeżywają, ja już nic nie wiem, gubię się, laboga.


Niby do czego potrzebna im jesteś właśnie ty?
         - Nie wiem, ale zapewne niedługo się przekonamy. - Dziewczyna postanowiła nie opowiadać mu o swoich wymysłach na temat Mistrzostw. - A tak właściwie, to zdawało mi się, że byłeś uradowany, kiedy szedłeś w kierunku sceny.
Człek się prawie zabił przez te konfetti i serpentyny, które rozrzucałeś po drodze.
Dopiero teraz sobie uświadomił, że nie da rady wyrywać lasek na tekst “Byłem w Drużynie Śmierci”. Głównie dlatego, że może nie dożyć momentu, w którym mógłby mówić “byłem”.


         - Ach tak? Zatem ty również jesteś wniebowzięta z powodu tego, że się tutaj znalazłaś? - Zapytał nieco wzburzony.
         - Nie, absolutnie. Czmeu miałabym być? - Dopytywała się dziewczyna.
         - Bo szłaś uśmiechnięta i dumna. Jakby w jakiś szczególny sposób zależało ci na znalezieniu się wśród tejże piątki.
         - Udawałam. - Tylko tyle zdołała z siebie wydusić dizewczyna.
- Jakżeż to? Przeto stanowimy kwiat tej ziemi i sól i w ogóle wszystko i nigdy nie zapominamy używać słów absurdalnie niepasujących do kontekstu, w jakim są wypowiadane!
- A widziałeś, ile literówek ktoś nasadził w tym dialogu?
- Zaprawdę, racja jest po twej stronie.


         - Czyli zagadka rozwiązana. A teraz dam ci trochę do myślenia. - Powiedział, z wciąż tym samym uwodzicielskim uśmiechem. - Wszystkich nas, za wyjątkiem tej płaczącej dziewczyny coś łączy.
Szósty palec u lewej stopy.
Trzecie jądro?
Ojciec?


Pragnienie bycia lepszym niż pozostali. Bo niby dlaczego akurat my, skoro wybierano spośród dziesięciorga kandydatów? Damian ma jedynie matkę – wskazał ręką w jego kierunku – z tego powodu jest wyśmiewany. Czy nie uważasz, że należy mu się coś lepszego niż pozostałym? Marcin ma oboje rodziców, podobnie jak Monika, ale on wychowywany jest w dostatku, więc można śmiało powiedzieć, że wszystko co najlepsze, należy się bogaczom. Ruda natomiat klepie biedę, dlatego wybrano i ją. Bo niby dlaczego miałaby nie zaznać życia w luksusie?
Widzicie tu jakieś podobieństwa?


Jedynie z tobą miałem problem. Żyjesz w biedzie, podobnie jak twoja koleżanka, ale jesteś silniejsza psychicznie. Dopiero później wpadłem na pomysł, że któregoś z rodziców kompletnie nie obchodzisz. Tak, wiem już o tym.
Ja dla odmiany jestem takie jednoosobowe MI6 i CIA razem wzięte, ale nie martw się, wszystkie te informacje zebrałem mimochodem... w ciągu ostatnich kilku minut.
Wyczytałem to ze zgięcia twojego lewego mankietu. Mów mi Sherlock.
Czyli reprezentację Szczepu tworzą niby-że-najlepsi, ale w rzeczywistości poszkodowane przez los sierotki z kompleksami jak stąd dotąd. Ktoś chytrze podmienił fandom na Neon Genesis Evangelion?


- Każde słowo jakie wypowiadał chłopak zadawało niesamowity ból Alicji. - Matka cię nie dostrzega. Nie liczy się z twoim zdaniem i zupełnie obojętne jej jest, czy przeżyjesz kolejny dzień.
Rzesze przeżywających Weltschmerz nastolatków zgodnie uznały, że z ich rodzicami jest dokładnie tak samo. W końcu nie chcieli dać pieniędzy na dwutygodniową wycieczkę z kumplami do Las Vegas!


- W tym momencie osłona dziewczyny zesłabła na tyle, aby pozwoliła sobie uronić kilka kropel słonego płynu.
A jak uroni ich jeszcze kilka, przez parę następnych lat, to może powstaną stalaktyty, umieszczą ją w gablotce w muzeum i będą pokazywać zagranicznym wycieczkom.
Geeez, co za memeja rozmemłana. Aż dziw, jak to dożyło tych nastu lat.


- Nie płacz. Nie masz powodu do rozpaczy. - Powiedział łagodnym tonem. - Dlatego tutaj jesteś, abyś stała się jeszcze silniejsza. Koniecznie muszę dodać, że wybrali cię po to, żebyś przelała na nas tą swoją siłę psychiczną.
Jesteś wybranką, masz nas wspierać!!!
...żeby łatwiej nam było zabijać innych. W tym, być może, także ciebie.
Ja tę siłę psychiczną właśnie widzę w działaniu. Jeśli zawody będą polegać na synchronicznym angstowaniu na czas, w zasadzie już wygrali.


Z tego co mi wiadomo to jesteś inteligentną i bystrą dziewczyną, więc domyśl się, dlaczego wybrano też mnie.
Inteligencja + siła = RASA PANÓW.
A z opisu postaci wynikało, że Alicja ma być tą myślącą, a Kamil silnorękim. Ech, niczego już nie można być pewnym.


Rozmawiałem z Ilią. Mam cię przygotować do wysiłku fizycznego na Mistrzostwach. Bo przez całe życie nie skalałaś się żadną pracą. Zatem podczas jakichkolwiek ćwiczeń jesteśmy nierozerwalnie ze sobą związani, jasne? - Zapytał jakgdyby nigdy nic.
Te spocone ciała, napięte mięśnie, moc buzująca pod skórą, dążenie ku doskonałości, ku idealnemu zespoleniu się... e, może jednak nie.
Związani...? Bondage...?


         Do dwójki wybrańców dołączyli pozostali. Rozmawiali o wszystkim, tylko nie o tym, co ich czeka. Nie chcieli przyjąść (ugh!) do wiadomości faktu, że zapewne już wkrótce wyjadą z rodzinnych stron i, co ważniejsze, że utracą życe.
         Gdy tylko spojrzało się na piątkę nieznających się ludzi, łatwo można było rozpoznać, że pomiędzy Moniką i Marcinem tworzy się coś w rodzaju przyjaźni. Być może przerodzi się ona w coś poważniejszego.
Może nawet logicznego. A wręcz sensownego!
Narratora Niedoinformowanego zastąpił Narrator Spoilerotwórca, pięknie.
Migotały im nad głowami takie wielkie serduszka?


Nie można być jednak niczego pewnym w stu procentach. Coś jest, a później tego nie ma.
Na przykład aŁtorka. Raz jest ona, a raz wściekły wściekły karman trzymający w ręku zardzewiałą łopatę do śniegu.
Jakie to dziwne
tak bolało
nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic


Ta dwójka cały czas o czymś rozmawiała. (...) Natomiat Alicja była pogrążona w plątaninie myśli uniemożliwiającej jej kontakt ze światem.
Biedna - nie potrafi mówić i myśleć jednocześnie?
Ona od początku tej części analizy powiedziała może pięć zdań, z czego tylko jedno do swojej rodziny. W opisie jej postaci jako specjalizacja powinno być "myślenie, co by tu powiedzieć".


Dziewczyna intensywnie rozmyślała nad wszystkim, czego się dowiedziała w przeciągu ostatnich dziesięciu minut.
I chyba procek nie wyrabia, bo ją ciut zmuliło. Standardowe remedium w postaci ctrl + alt + del raczej nie pomoże.


Z zamyślenia wyrwało ją dopiero szturchnięcie łokciem przez Kamila. Ilia zmierzała właśnie w kierunku rozgadanych znajomych.
         - Ty, Damianie i ty, Moniko razem powinniście tworzyć jedno. Oboje jesteście znakomitymi łucznikami, co z pewnością wam się przyda. Będziecie wspierać drużynę i likwidować każde niebezpieczeństwo.
Zwłaszcza to dobrze opancerzone.
Niech ich zszyją na plecach. Będą tworzyć jedno i będzie gwarancja, że nie przeoczą wroga - bo ten nie da rady zajść ich od tyłu.
W trakcie tego "tworzenia razem jednego" raczej nie będą w stanie strzelać z łuku...


- Mówiła monotonnym głosem Księżna. - Ty, Marcinie jesteś natomiast najbardziej zwinny, dotrzesz zatem w miejsca niedostępne dla pozostałych. Zaś ty, Kamilu jesteś niesamowicie silny i wysportowany. Obronisz każdego z zawodników,
Kobieto, pamiętaj, w każdej chwili możesz zacząć mówić coś, co nie jest zupełną oczywistością.


w szczególności będziesz dbał o bezpieczeństwo Alicji. - Dziewczyna była traktowana jak szklany przedmiot, który może w każdej chwili rozpaść się na miliardy maleńkich kawałeczków. I nie będzie można już naprawić popełnionego błedu.
Niestety, człowiek już tak ma, że jak się go zepsuje - urwie główkę, albo wypatroszy, albo rozszarpie na kawałki - to tu nawet Kropelka nie pomoże.
Zawsze można jeszcze zwrócić się do Igorów z Pratchetta. *wywiesza transparent “To my, Igory - podamy rękę, gdy trzeba!”*
(Kiedy Igor mówi, że poda rękę, to naprawdę ma to na myśli. DOSŁOWNIE.)


- Natomiat ty – Księżna stanęła naprzeciwko Alicji. - Pewnie zastanawiasz się, dlaczego tutaj jesteś. Otóż, dlatego że stanowisz główny filar Drużyny Śmierci. Trzeźwo analizujesz każdą sytuację, czym doprowadzasz przeciwnika do białej gorączki o ile przebrniesz przez automatyczne aktualizacje OSa.
Serio? Te spazmy, szlochy, łzy, zagubienie we własnych myślach i niemożność wykrztuszenia słowa były objawem chłodnej analizy sytuacji, tak?


Kamil zachowuje się podobnie, jednak ty jesteś bardziej przebiegła i dużo silniejsza psychicznie. Będziesz pomagać pozostałej czwórce, a gdy cię wyćwiczymy, to i fizycznie nie będziesz od nich odstawała.
Tak rodzi się marysuizm.


/ póki co nie jestem do końca przekonana, czy dalej pisać. Zn, mam kilka kolejnych rozdziałów (do dziesiątego), jednak nie wiem dokładnie w jakim czasie je wstawię, więc (o ile ktokolwiek to czyta) błagam was, nie wyzywajcie mnie, że bardzo długo nic nie dodaję.. Wiem, że nie jest wytłumaczeniem szkoła,
No jasne, bo kto by się nią przejmował.

ale są inne naprawdę ważne powody przez które rzadko publikuję rozdziały;) Więc do śledzenia losów bohaterów zapraszam jedynie cierpliwe osoby. / Co do rozdziału, osobiście uważam, że jest ok. Jaki jest?
Okropnie koszmarny.

Z góry ostrzegam, że błędów nie poprawiałam.
Litościwa pani, że ostrzega!
No. Mogła nas przecież z zaskoczenia wziąć.
Ale ostrzega na samym końcu notki. Jeśli teraz cofniemy się w czasie, to będziemy uprzedzeni zanim zaczniemy czytać!

Nie jest on strasznie długi i sądzę, że nie należy do nudnych. Na pewno przewidywalny, ale musiał taki być, bo o czym mogłabym pisać, gdyby nie wybrano Alicji :)).
O wyścigach dziobaków w południowej Australii. Albo o wystawie obrazów pensjonariuszy domu starców w Kalifornii. Tudzież o wyższości niebieskich ołówków nad zielonymi. O CZYMKOLWIEK, byle nie o tym.
Ewentualnie można by stworzyć fabułę a la Rincewind “O szlag zaraz tu zginę” z Pratchetta. A poza tym, wiesz - Hitchcock zabił raz swoją główną bohaterkę na początku filmu, a i tak psychotyczne dzieło mu wyszło.
Albo po prostu o wielkiej miłości Krzyśka i Zośki, czyli o czymś, o czym możesz coś wiedzieć. Nie o życiu mieszkańców postapokaliptycznej wioski na Syberii, która była Szczepem, ale w zasadzie Księstwem, albo może Dystryktem, ale w ogóle to kogo to obchodzi, bo główna bohaterka jest taka genialna, ale rodzice jej nie kochają, smuteczek.