piątek, 5 kwietnia 2013

Spójrz na mojego smoka, czyli tuptające wnętrzności Deana

Witajcie!


Doszłyśmy do wniosku, że poprzednia analiza Was zmęczyła - dlatego w tym tygodniu znalazłyśmy coś prostego i uciesznego jednocześnie. Mamy zatem pornoopko z fandomu Supernatural; mamy Sama i Deana, a także młodziutką i seksowną profesor (!) Lou. Pojawią się smoki i penisy (jednocześnie!), nie zabranie też stepujących wnętrzności, świerzbowców wyśpiewujących zew godowy i palców żyjących własnym życiem. Indżojcie zatem!


Opko zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka





Wysoki miał w sobie nutkę słodyczy, nieco papryczki i coś z delikatnej wanilii.
Utop go w płynnej czekoladzie, będzie deser jak znalazł.
Mnie to brzmi jak degustowanie kawy. Albo może wąchanie perfum?


Jednak pewien mrok czający się w jego oczach powodował, że dorzuciła jeszcze nieco szafranu i bazylii.
A jakby był gburowaty i ponury, dorzuciłaby czosnek i zasmażkę? Albo buraki.
Tak w ogóle to do czego dorzuciła? Sypnęła mu nimi po oczach?


Sposób, w jaki się poruszał przypominał jej źrebaka, ta kryjąca się wewnątrz energia, krew pulsująca pod skórą.
Zoofilka czy ki diabeł. Źrebak Sam.
Zarzucał łbem i chodził jakby nie mógł dojść do ładu ze swoimi nogami.
(Sam jest łosiem, a nie źrebakiem.)
(Najwyraźniej jest źrębięciem łosia.)


Za to ten niższy… Zdecydowanie krył w sobie pewną tajemnicę.
Właśnie, niższy… energicznie podszedł w jej kierunku z całych sił starając się skupić uwagę dziewczyny na sobie.
Szedł i robił tak:
 
A do tego fikał koziołki i emitował odgłos jelenia na rykowisku, by zwiększyć siłę rażenia.


Miał właśnie, stosując technikę Sama, chrząknąć,
Szkoda że nie beknął do tego albo nie mlasnął znacząco. Już chyba dalekowschodnia technika zapuszczonego żurawia (ukradkiem zerkać w dekolt) byłaby bardziej opłacalna...


Miał właśnie, stosując technikę Sama, chrząknąć, gdy niebieskie oczy dziewczyny zwróciły się na niego.
Pulsujący w nich rytm pragnienia na chwilę pozbawił go tchu. Wibrująca w nich potrzeba intensywnego chędożenia też nie popuszczała. Dawno nie widział tak widocznego objawu braku magnezu w organizmie szczerego spojrzenia, źrenic które bez trudu ujawniają wszelkie sekrety.
Dean chyba dawno baby nie miał, bo to, że “szersze źrenice = do łoża ją ciągnie” to nic oryginalnego.
Do łoża jak do łoża... ale ta tu najwyraźniej chce się z nim podzielić wszystkimi sekretami, zapewne także tym, jak w wieku pięciu lat z koleżankami ściągała spodenki chłopcom na podwórku.


Dziewczyna patrzyła na niego i… patrzyła. 
 
A czytelnicy odchrząkiwali, spoglądali na zegarki i znudzeni przełączali na inne karty...


A wnętrzności Deana zatuptały z zazdrości.
Śledziona dodatkowo prychnęła ze wzgardą.
A żołądek energicznie zachlupotał. Wszystko to sprawiło, że na liście priorytetów Deana pozycja "zdążyć do kibla" błyskawicznie wybiła się ponad "pociupciać".


Był pewien, że tlące się w ciele dziewczyny pożądanie skierowane jest ku jego bratu. Chrzaniąc w tym wypadku braterską lojalność, postanowił że stanie w szranki. Niech wygra najlepszy.
Dobrze, że nie miał takiego nastawienia, jak ratowali świat przed apokalipsą albo Lewiatanami...


Lou śledziła zmiany, jakie zachodziły na twarzy Deana. Gama barw, która omyła jego czoło (chlust!) z lwią zmarszczką, błyszczące zielenią oczy i lekko ściśnięte wargi i, wbrew pozorom, nie policzki, rumieńce nie są cool, za to ani jednego orzeczenia. Minęła zaledwie sekunda, a wszystko się zmieniło. Twarz wygładziła się, napięcie ustąpiło, a na ustach pojawił się uroczy uśmiech. Serce dziewczyny zamarło.
Zamarło, bo to był TEN uśmiech Deana:


Albo wręcz ten:
 


Jednak organ ten ma to do siebie, że nie lubi trwać w bezczynności. Co ty nie powiesz. No jak to nie lubi? Jak już raz stanie, to wiesz, jak się trzeba napracować, żeby drania znowu zapędzić do roboty? Czasem nie obejdzie się bez nekromancji! Wróciło do wzmożonej pracy w takim tempie, że krew z impetem zaatakowała kobiece policzki barwiąc je szkarłatnie.
I teraz widzę takie animowane serduszko chlastające kataną po policzkach Lou...
A ja serce rozrywające klatkę piersiową i krew chlustającą na ściany. *pogrąża się w przyjemnych rozmyślaniach*


Nagły wzrost temperatury jej ciała wywołał kropelki potu na skroniach i przemożną chęć odpięcia kilku guzików w bluzce.
Się od razu cała rozbierz, po co te dwuznaczności.


Jej drobne palce bez trudu poradziły sobie z plastikowym wyrobem,
Powiedz lepiej, że jej szczupłe obudowania paliczków dzięki pracy mięśni oddzieliły plastikowy wyrób od powierzchni materiałowej.


a odsłonięta skóra odetchnęła z wyraźną ulgą.
Wszystkie pory zrobiły “UFF!” - aż para poszła spod pach.
Tylko pięty wciąż skarżyły się na niewłaściwe traktowanie.


Zieleń pieściła ją z daleka.
Oczy Deana mają funkcję masażu bezprzewodowego?
Właśnie wyjaśniło się, co kryje się pod wyrażeniem "elektryzujące spojrzenie".


Dean miał wielką ochotę, by zbliżyć się do niej bardziej. Wsunąć dłoń za kołnierzyk bluzki i delikatnie popieścić przyczajoną ukrytą tam skórę. Potem powoli przesunąć rękę, aż jego palce przykryją pulsującą żyłkę tuż po prawej stronie szyi. A potem zacisnąć palce i patrzeć, jak ofiara się dusi... Wczuć się w jej rytm, zatopić w szumie krwi i pokazać jej, jak bardzo jego ciało reaguje na ten syreni śpiew.
W tym blogasku ktoś nie odwampirzył Deana po tym, jak zrobili z niego krwiopijcę?


Jego nogi żyły własnym życiem i właśnie zebrało im się na stepowanie. Jego ręce przejęły kontrolę. Stał tuż przed Lou. I nagle zaczął taniec świętego Wita. Dzieliły ich zaledwie marne centymetry, a gęstniejące pomiędzy nimi powietrze, nie pozostawało wątpliwości, co do szarpiących nimi pragnień. Raczej co do poobiednich gazów, które zagęszczały atmosferę... Ze strony Lou należy dodać jeszcze buchanie spod pach. Powietrze między nimi można było nożem kroić.
Kobieta całkowicie zapomniała o siedzącym przy stole dryblasie. Każda jej komórka wzywała i odpowiadała na zew, jaki czaił się pod skórą stojącego przy niej mężczyzny.
To chyba był godowy zew świerzbowców, bo trudno mi wyobrazić sobie inny dochodzący spod skóry.


Wrażliwe nozdrza wchłaniały jego zapach, a źrenice wyłapywały napięcie mięśni, kropelki potu nad górną wargą i tę ich kuszącą miękkość, gdy lekko rozchylone wręcz do niej śpiewały.
Jeżu, dzieci, weźcie sobie pokój w hostelu, bo już wstyd...
Pigmejko, przypomnij mi, proszę, gdzie się dzieje akcja...?
Wbrew pozorom w bibliotece uniwersyteckiej. Za regałem pewnie czają się pryszczaci studenci i zbierają doświadczenie.


Przysunęła się o milimetr… Dean wyciągnął dłoń… Jej skóra zadrżała w oczekiwaniu… Świerzbowce zafalowały niecierpliwie... Ciepłe oddechy zmieszały się wśród drobinek kurzu… Drobinki zatańczyły w nich jak liście w Pocahontas... Dłoń dotknęła dłoni… Zieleń zmieszała się z błękitem i na chwilę… Powstał obraz Pollocka. A gałki oczne wchłonęły się nawzajem. Tak powstał pierwszy na świecie przypadek niebliźniąt wtórnie syjamskich.


- Dean, znalazłem, ale muszę jeszcze…
W grę pragnień i zmysłów wdarła się rzeczywistość w postaci wysokiego mężczyzny, który chyba nie do końca świadomy, co właśnie uczynił, stał przy stole wpatrując się w nich z twarzą pozbawioną jakiekolwiek wyrazu.
Dean odetchnął głęboko, starając się poskromić tętniącą w żyłach lawę i ograniczyć puszczanie dymu uszami. Przymknął oczy i…
- Sam? Tak? Więc słuchaj Sam, jeżeli potrzebujesz więcej informacji, to śmiało korzystaj z księgozbioru. Jednak pozwolisz, że ja wykorzystam twojego brata? – Lou nie lubiła, gdy coś szło nie po jej myśli. Dlatego teraz z zapałem rzucała aluzje subtelne jak przydrożna tirówka przystąpiła do realizacji pewnego planu.
- A poza tym za godzinę zamykają uczelnię, więc do jutra mogę wam wypożyczyć niektóre z ksiąg, lub… służyć własnym wsparciem?
Ostatniemu słowu towarzyszyło uważne spojrzenie w kierunku starszego z braci. Nie umknęło to uwadze Sama, którego zwoje mózgowe osiągnęły właściwe skręcenie i pojął co i jak. Poczuł nawet lekki zawód, bo wydawało mu się, że wpadł w oko pani profesor.
KWIK.
“The median age of American full professors is currently around 55 years (...) As of 2003, the average age at which scientists received tenure in the United States was 39.” Oraz: “The average age for obtaining a PhD in the US is 37 years”. To żeś se MILF-a wyrwał, chłopie...
Wystarczył krążący nad jej głową napis "boCHaterka blogaska". Wszystkie fikcyjne postacie na to lecą.
(Przytoczę tu opis, jaki pojawił się w poprzednim, nieanalizowanym rozdziale: “W jednej sekundzie tuż przy nim znalazł się mały chochlik, takie określenie przyszło Samowi do głowy, bo dziewczyna, która runęła na jego brata, miała niewiele ponad 160 cm wzrostu, burzę brązowych loków oraz całkiem kształtny tyłeczek przyodziany w dość obcisłe dżinsy”. Cóż... chochliki też mogą mieć 55 lat.)
Ekhem.
 


Jednak jak widać ten typ woli bardziej mięśniaków niż intelektualistów.
Oj, czuję skwierczenie urażonego ego. :>
*uwaga, leci suchar* Po prostu pani profesor bardzo lubi stawiać pały...


Chociaż, gdyby się postarał… od czasów liceum nie rywalizował z Deanem o dziewczynę (ciekawie musiała wyglądać ta ich rywalizacja w liceum, skoro były między nimi 4 lata różnicy...), może by trzeba podjąć taką grę.
Taaak, bo przecież ich braterska współpraca układa się śpiewająco, wcale nie jest między nimi gęsto od dramy i totalnie można sobie pozwolić na coś, co wywoła nowe kwasy. Absolutnie.


Będzie trudno, silna konkurencja, ale on w końcu też jest Winchester i tak łatwo się nie podda. Z silnym postanowieniem, że on tym razem też skorzysta z przyjemności ofiarowanych przez kobiece i stanowczo ludzkie ciało, zaczął obmyślać plan działania.
Ja wiem, że to "ludzkie" jest w opozycji do np. "demonie" czy "wilkołacze", ale come on - takie postawienie sprawy gwarantuje, że czytelnicy zaczną mieć niepokojące wizje związane z Samem i kozami.


Dla jego własnego dobra powinien działać szybko. To się robi tak: najpierw poisz alkoholem, potem ciągniesz w krzaczki... Dean miał sporą wprawę w obsłudze delikatnego instrumentu pod postacią kobiety.
Znaczy co - wiolonczela przebrana za kobitę? Z sukienką, peruką i resztą? Hm, w sumie otwór ma...
Zdaje się, że Samowi przydałby się mały wykład o przedmiotowym traktowaniu partnerek.


Sam był w tym przypadku nieco toporny, bo zazwyczaj wolał przykładać się do książek niż … nieco bardziej kształtnych i miękciejszych (jeżusicku...) (dobrze że nie “mięsistszych”) walorów osobniczek płci przeciwnej.
Noo, bo Dean to w sumie taki samobieżny okład na cycki.


Widząc, jak jego starszy brat rzuca powłóczyste spojrzenie spod tych cholernie długich rzęs, musiał przystąpić do działania. Wycofał się na chwilę pomiędzy regały i wyciągnął komórkę, po chwili wyszeptał do niej cicho. – Bobby?...
Taaaa, już widzę, jak Bobby miesza się w penisową rywalizację.



A Dean był w swoim żywiole. Wyraźnie czuł, że ma szansę na chwilę szaleństwa w drobnych ramionach pani profesor. Kobieta patrzyła na niego niezwykle śmiało, wręcz nie ukrywając swojego pragnienia.
Bezwstydnica.


Błękitne oczy nie odrywały się od jego twarzy, wciąż odnajdując nowe fragmenty do podziwiania.
I tak się na siebie gapili jak uczniaki w gimnazjum. So hot.
A jej oczy pełzały po jego twarzy, zostawiając mokre ślady. So damn hot.


Nie oznacza to, że nie zauważyła i właściwie doceniła reszty gabarytów mężczyzny. Miała jednak nadzieję na bliższe poznanie i bardziej namacalną metodę badawczą, najlepiej organoleptyczną, dogłębną i zakładającą kilkakrotne powtórzenie pomiarów, bo ten cholerny sweterek stanowczo odbierał mu wdzięk ukrywając wielce obiecujące walory.
Taaa, sześciopak i bokserki, wiemy.


- Dean? Słuchaj, może byśmy razem zjedli kolację? Tutaj i tak wkrótce zamykają, więc… masz mój adres. – Wcisnęła mu w dłoń wizytówkę. – Wpadnij, to pogadamy przy dobrym jedzeniu i winie. – Kobieta spojrzała na niego pytająco. Jej serce lekko zadrżało, z obawy że chłopak odmówi. Jednak kiedy na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, Lou odetchnęła z ulgą.
- Pewnie. Bardzo chętnie. Powiedzmy że pojawię się o 20?
Dziewczyna kiwnęła głową i posłała mu uroczy uśmiech.
To jest w końcu dziewczyna czy kobieta? Narrator sam nie wie?


W tej samej chwili dobiegł ją głos Sama. – Lou? Czy mogłabyś spojrzeć na…
Chłopak przerwał, gdy jego wzrok padł na stojącą przy drzwiach parę. Dean machnął w jego kierunku dłonią i zniknął za drzwiami. A dziewczyna… odwróciła się powoli w kierunku Sama. Padające zza jego pleców światło otoczyło jego sylwetkę miękką poświatą. Wydawał się jeszcze wyższy i szerszy w ramionach. Całkowicie wypełniał przestrzeń między regałami.
Rozprzestrzeniał się w górę i na boki, aż w bibliotece zabrakło wolnego miejsca.
Eeee...
 
Sam - najeżka!


Kiedy podeszła bliżej, spojrzenie jego oczu otoczyło ją jak ciepłym płaszczem.
A spojrzenie jego pępka pomiziało ją za uszkiem.
A spojrzenie jego nosa wsunęło jej na stopy ciepłe bamboszki.


Uśmiechnął się do niej delikatnie, a w lewym policzku ujawnił się dołek (coming out dołka), który kusił by go delikatnie dotknąć. (Delikatnie, bo się wystraszy i ucieknie. Ten dołek.) Sam przesunął się nieco i wpuścił dziewczynę pomiędzy półki.
- Jeżeli dobrze zrozumiałam, co was interesuje, to ciekawe artykuły znajdują się na tamtej półce. – Dziewczyna wskazała na jeden z najwyższych poziomów. Zrobiła dwa kroki i przyciągnęła drabinę. Zgrabnym ruchem wspięła się kila stopni i w skupieniu zaczęła przeglądać opasłe tomy.
W których były artykuły.
(No dobra, czepiam się; uznajmy że to były antologie.)


Dzięki temu Sam miał znakomity widok na jej zgrabne nogi i kształtne pośladki opięte ciasnymi dżinsami.
Dobrze się trzyma ta pięćdziesięciolatka.
Specjalnie na tę półkę wskazała, skubana. Za chwilę się okaże, że jeszcze ciekawsze teksty są na tej najniższej, tak że boCHaterka będzie się musiała wypiąć, by po nie sięgnąć. Ależ subtelne te zaloty...


Kiedy unosiła ręce, materiał bluzki unosił się do góry, a potem uniósł się w bok, odkrywając miękką skórę brzucha i ciemną dolinę pępka.
"I choćbym kroczył ciemną doliną zła się nie ulęknę..."


W opuszkach palców poczuł nagłe mrowienie, zapragnął sprawdzić miękkość i wrażliwość tego, co odsłoniła.
Niczego nie świadoma dziewczyna, przygryzając dolną wargę szukała właściwej książki.
Widzę, że w bibliotece padł prąd, skoro panna musi szukać książki własnoręcznie, zamiast sprawdzić sygnaturę w katalogu online...?
(Tak, wiem, że ta scena jest po to, żeby Sam mógł się ponapalać.)


W pewnej chwili wyraźnie poczuła, że jest obserwowana. Spojrzała na Sama, którego oczy zmieniły barwę na ciemniejszą.
A ten co, też jest wampirem i oczy  mu działają jak kontrolki poziomu paliwa?


Miał lekko rozchylone usta, a brązowe kosmyki (Kosmyki ust? Fuuj...) łagodnie spływały mu na twarz, jakby prosząc by wpleść w nie palce.
Czym prędzej odwróciła głowę i wróciła do szukania książki. (Albo to była bardzo mała książka, albo naprawdę wielki regał. Albo mają tam taki bajzel jak na mojej dawnej uczelni... Toż mówię, że ona specjalnie tam sterczy, żeby Sam ją zobaczył od najlepszej strony. ;>) Jak to zazwyczaj bywa, dostrzegła ją na końcu półki. Nie chciała przesuwać drabiny, więc wygięła się jak mogła najbardziej i wyciągnęła rękę.
Drabina zachwiała się, a Lou z cichym krzykiem poczuła, jak siła grawitacji przyciąga ją do ziemi.
Siła grawitacji zazwyczaj krzyczy bardzo cicho.
Bo zbyt prozaicznie byłoby napisać, że spada. Nie, o boCHaterkę grawitacja upomina się osobiście.


Instynktownie czując, że czeka ją twarde lądowanie, napięła mięśnie oczekując na kontakt z zimną podłogą.
I napinała, i prężyła się, i spadała tak malowniczo w slow motion i 3D dłuższą chwilę...
Nie zapomniała o kilku zbliżeniach na rozszerzone źrenice i o dramatycznym podkładzie  muzycznym.
BTW, w upadku z drabiny wprost na żebra najstraszniejsze jest to, że podłoga jest zimna, oczywiście.


Jednak nic takiego się nie stało. Zamiast zimna poczuła ciepło. Opadła na coś twardego i ciepłego, coś, co gładziło ją teraz po włosach.
Skojarzył mi się taki cytat z mojej koleżanki z gimnazjum: “Bilbo poczuł coś mokrego. Okazało się, że wdepnął w jezioro”.
(A twardy i ciepły to może być kaloryfer albo penis we wzwodzie. Choć wątpię, aby jedno lub drugie miało funkcję głaskania po włosach.)


- Lou? Nic ci się nie stało? – Sam trzymał dziewczynę w ramionach.
O jaaa, serio?! Nie domyśliłabym się.


Jego silne ręce bez trudu ją złapały, a teraz z niezwykłym zapałem przytulały ją do jego umięśnionej klatki.
I wcierały energicznie.
A teraz zobaczyłam klatkę na gryzonie zrobioną z mięśni...


Lou czuła wyraźnie jego zapach. Pod palcami wyczuła linię jego ramion, a druga ręka oparta dokładnie w miejscu, gdzie szaleńczo biło mu serce, instynktownie przechwyciła jego rytm. I sczytała sekwencję DNA, tak z rozpędu. I też zaczęła szaleńczo bić. Pięściami.
Jedna ręka Sama znajdowała się pod kolanami dziewczyny, druga otaczała jej talię, a smukłe palce delikatnie głaskały odkrytą skórę. Tętno dziewczyny wzrosło, dopasowując się idealnie do szaleńczego tempa chłopaka.
Po chwili oboje padli na zawał, w idealnie tym samym momencie.


Nic nie mówili. Lou bała się unieść wzrok, bała się poruszyć, a nawet oddychać. Sam również trwał w bezruchu.
Czekają, aż rzuci się na nich akademicka brygada ochrony moralności? A może to ich pierwszy kontakt z żywym osobnikiem płci przeciwnej? Bo przecież musi być jakieś sensowne wyjaśnienie tego nagłego stuporu, prawda?


Jedynie palce żyły własnym życiem, szukając jak najbliższego kontaktu z jej ciałem.
To się chyba nie skończy dobrze...
 


Powietrze zgęstniało od panującego napięcia. Pomieszczenie wypełnił zapach rosnącego pożądania, a za rogiem czaił się już Jean Babtiste Grenouille a zmieszany z wirującymi drobinkami kurzu pozbawiał obojga tchu.
Chcesz poderwać chłopaka? Spadnij na niego z drabiny! Zobaczysz, jak zaraz zgęstnieje z pożądania.
BTW, ona już drugi raz w ciągu piętnastu minut gęstnieje, dyszy i bucha parą. Nie nudzi jej się?


Sam postawił dziewczynę na ziemi. Jednak jego ręka wciąż przyciskała ją do jego ciała. Miękkość i twardość, ogień i woda. Jin i jang, anioł i diabeł, kicz i zgrana metafora.  Dwa żywioły pragnące spełnienia. A woda tam skąd? Aż tak się spocili? Ekhem, jakby to... a ten zapach pożądania to jak myślisz, z czego się unosił? :) Silna męska dłoń wsunęła się pod brodę dziewczyny unosząc ją delikatnie do góry. Jednak Lou wciąż nie unosiła powiek. Bała się, że jeśli spojrzy mu w oczy to…uniesie powieki w dół.
- Otwórz oczy. Spójrz na mnie. – Miękki głos Sama popieścił jej uszy. I polizał po policzku. Chłopak pochylił się w jej stronę, aż na policzku poczuła jego ciepły oddech. – Spójrz na mnie. – Ponowił prośbę.
Czyżby chciał jej coś wyznać?


W końcu Lou uniosła powoli powieki, trafiając od razu na błyszczące zielenią oczy. Potter? Co ty tam robisz? Ano właśnie. Czające się w nich pragnienie sprawiło, że zadrżała. Chciała odsunąć głowę, jednak silne palce przytrzymały ją w miejscu. W tej samej chwili miękkie męskie wargi dotknęły jej rozchylonych ust.
Sam skosztował jej delikatnie, wręcz nieśmiało, przeżuwał dyskretnie i prawie nie mlaskał. Dotykał jej warg, jakby w obawie że może się rozpaść pod jego dotykiem. I oboje mieli po 12 lat. Zachęcony brakiem agresywnej reakcji ze strony dziewczyny (“Nie dała mi w mordę... dobrze jest! Lepiej niż za ostatnimi piętnastoma razami!”), nasilił pocałunek, a jego czekający już w gotowości język (stojący na baczność z odbezpieczoną bronią, gotowy do szarży), zuchwale wtargnął do jej słodkich ust.
Duża męska dłoń spoczywała na jej biodrze, teraz mocniej przycisnęła ją do ciała chłopaka (A ten też gwałtownie odmłodniał? Co jest z tą manią nazywania wszystkich "chłopakami" i "dziewczynami"?), tak że Lou bez trudu wyczuła budzącego się do życia smoka ukrytego w lewej nogawce.
Meanwhile, w mózgu Sama:


A z tego, co wyczuwała, to gad należał stanowczo do przedstawicieli całkiem sporych gabarytów.
Ekhem.
 



Tymczasem wilgotny język Sama zachłannie smakował jej podniebienie.
Jeżu, czemu akurat podniebienie? Przykleiły się jej tam resztki po pizzy? Plus, jakiej długości trzeba mieć język, żeby swobodnie smyrać nim drugiej osobie po podniebieniu?
Jak się postara, to sprowokuje u niej odruch wymiotny.


Wodził po nim, rysował kółeczka i co chwila szturchał jej język, starając się skłonić go do zabawy.
Boru, co on, całuje czy odrabia ćwiczenia logopedyczne?


Dziewczyna trwała jednak w pewnym odrętwieniu.
Widzę ją taką jak słup soli, ze sztywnym wyciągniętym językiem i otwartymi ustami... Cóż, jak widać Sama to nie zniechęca.
W sumie do "penetrowania jamy ustnej" nie trzeba współpracy partnerki. W końcu to nie to samo co pocałunek.


Jej ciało zrywało się, by odpowiedzieć na pocałunek chłopaka, jednak nie zakryty jeszcze mgłą pożądania fragment mózgu, dzwonił i migał na czerwono, informując ją, że jest bliska popełnienia błędu… przyjemnego, lecz błędu.
Właśnie. Więc ogarnijcie może fakt, że jesteście w miejscu publicznym i oddalcie się łaskawie.


Sam oderwał się na chwilę od jej zaczerwienionych ust. Jego zielone oczy schowały się za chmurami pożądania,
Mózg za mgłą, oczy za chmurą... Ktoś tam ciekły azot podrzucił?
Może to jej ciągle spod pach tak dymi?


a rozchylone wargi chciały skosztować więcej… Pochylił się znowu nad dziewczyną. Wplótł palce w jej włosy odchylając jej głowę do tyłu i lekko w bok. Jego oczom ukazała się smukła szyja wraz z niebieską żyłką pulsującą szaleńczo.
Co oni z Deanem mają do tej żyłki? Syndrom Edwarda im się włącza? (Jestem dziwna, jeśli na szyi nie mam żadnych niebieskich żyłek?)
No właśnie. Gdyby szyja była bez żyłki, to smok Sama opadłby zdegustowany?


Jego oczom ukazała się smukła szyja wraz z niebieską żyłką pulsującą szaleńczo. Nie czekając ani chwili, przywarł do niej całując i gryząc delikatnie.
Tę żyłkę?! O.O Cóż, Lou chyba długo nie pożyje...
I tylko książki ktoś będzie musiał potem doczyścić.


Bez trudu znalazł jej wrażliwe miejsce, kąsając i liżąc je na przemian.
Nos?
Albo żyłka miała wrażliwe miejsce. Niezbadane są tajniki opkowej anatomii...


Lou poczuła, że miękną jej kolana, a żar rodzący się w jej wnętrzu z szybkością światła spala jej samokontrolę ogarniając całe ciało.
No ale weźcie - w bibliotece...? Serio?


Jęknęła przepełniona poczuciem bezsilności, wciąż walcząc ze sobą. Uniosła dłonie chcąc oddalić się nieco od chłopaka, kiedy jednak trafiła na twardą klatkę i żar bijący od jego ciała, nie miała siły by odsunąć się chociaż na milimetr.
Kiedy Sam usłyszał jej jęk, uśmiechnął się zadowolony. Teraz seria szybkich strzałów z karabinu kopniaków w brzuch pocałunków zaznaczyła ścieżkę od jej szyi, przez żuchwę, by znowu znaleźć się na wargach. Jego delikatność zastąpiło pragnienie. Nienasycone i wręcz dzikie.
Studenci ukryci za regałem nerwowo szukali chusteczek.
Pan Zenek od monitoringu też miał ręce pełne roboty.


Wgryzał się w jej dolną wargę, językiem kosztował kąciki ust, wtargnął pod leżący język zmuszając go do wspólnego tańca.
Język mruknął smętnie, że założył niewygodne buty, ale nie miał już wyboru.
Więc tylko gibał się na boki dla zasady, czekając, aż to minie.


Długie palce mocniej chwyciły jej włosy, uniemożliwiając jej poruszenie głową.
Lou czuła, że brakuje jej tchu. Łapczywie chwyciła poły jego kamizelki i zaczęła szybko przeżuwać. Znalazła w sobie nieco siły, by go trochę odepchnąć. Jednak Sam nie przerywał pocałunku.
Przyssał się na glonojada i miał gdzieś zdanie dziewczyny. :/
On ma gdzieś jej zdanie już od jakiegoś czasu. :(


Batalia w ich ustach wciąż trwała. On był najeźdźcą (germańskim?), a ona jego branką, która musiała mu ulec*.
A niechby tak strzeliła do niego z kałacha zęba...

Zrobił dwa kroki i dziewczyna znalazła się w pułapce. Czuła, jak w jej plecy wpija się półka, a z przodu przyciska ją silne męskie ciało. Tylko mi książek nie poniszczcie, gołąbki wy moje erotyczne. Bo przyjdzie Bibliotekarz i utnie Samowi banana. Ręka Sama znalazła się na przedzie jej bluzki, długie palce bez trudu sięgnęły po chwili na tyły dżinsów odpięły kilka guzików odsłaniając aksamitną skórę. Wciąż było mu mało, chciał więcej… Stukot opadającego plastiku przerwał ciszę panującą w pokoju.
Dżisas, laska miała plastikową bluzkę? I see where this is going...

Albo Sam w erotycznym szale poodrywał jej guziki - pardon, plastikowe wyroby.

Oczom chłopaka ukazał się kremowy koronkowy stanik, a w nim dwa urocze wzgórza, które prosiły się o pieszczoty.
A nie dwoje bliźniąt młodych sarniąt?
I łasiły się, skamląc cicho.


Lou drżała jak szalona. Jej ciało krzyczało o jego dotyk, chciała poczuć smak jego skóry,
Toć już cię maca, mało ci?
Oj no, polizać sobie chciała.


sprawdzić, czy wszędzie jest tak twardy jak się wydaje.
Obstawiamy zakłady, jak daleko to się posunie w oklepaniu i pretensjonalności?
Myślę, że wszyscy się zgodzimy, że nie ma takich granic, jakich aŁtoreczki nie przekroczą w pędzie do "poetyckości".


Z drugiej strony co chwila przed oczami stawała jej inna twarz, inne zielone oczy…
Sam nie ustępował. Pragnął tej dziewczyny, musiał ją mieć. Dawno nie czuł takiego głodu, pragnienia by stać się częścią kobiety, wypełnić ją sprawiając, że wykrzyczy jego imię.
Wypełnianie itd. to nie ten adres, takie rzeczy to u samicy matronicy.
I może nie w bibliotece, jeśli łaska, ludzie chcą tu skorzystać z darmowego wi-fi studiować.


Wsunął palec wskazujący pod ramiączko jej stanika całując każdy fragment skóry. Tracił panowanie nad sobą, przepełniony wewnętrznym żarem nie potrafił dłużej kontrolować własnego zachowania.
Jak na razie tylko ją obślinia i nie doszedł nawet do drugiej bazy. Według mnie to wygląda na nienajgorszą kontrolę.


Miał wrażenie, że to nie on wgryza się w jej ramię i to nie on znaczy językiem wilgotny ślad na jej skórze.
Nie, nie przejmuj się, to tylko kuzyn Bernard.


Dziewczyna odrzuciła głowę do tyłu nie będąc w stanie zapanować nad własnym ciałem.
Jak jeszcze raz przeczytam, że nie panują nad własnym ciałem, po czym nastąpi opis dyszenia albo miziania po ramionku, to chyba mnie coś strzeli.
Może dla nich to szczyt wszetecznego wyuzdania, skąd wiesz. Granice libertyńskiej orgii przekroczą, gdy Sam zdejmie spodnie.


Podniosła dłonie, by wsunąć je w brązową czuprynę chłopaka, przysunąć go bliżej, pokazać, gdzie pragnie poczuć jego usta…
Znając stopień ich namiętności - na czole.


W tej samej chwili z gardła Sama wydobyło się coś na kształt warknięcia. Chłopak uniósł głowę patrząc na dziewczynę, lecz w jego spojrzeniu nie było już tylko pożądania. Paliły się w nich dziwne złote ogniki gniewu i złości, wręcz nienawiści.
Było to dla Lou jak zimny prysznic. Na skórze czuła jedynie zimny powiew powietrza, a serce tym razem zamarło ze strachu.
- To ty. - Zimny i ostry głos Sama brzmiał zupełnie obco. Jego oczy, dziwna mieszanka zieleni i złota, wpatrywały się w jej niewielkie znamię tuż nad lewą piersią.
Harietta Lou Potter i Sam Marvolo Winchester.
Mam wrażenie, że wręcz Sam Marvolo Edward Winchester.


Dziewczyna machinalnie chciała się zasłonić, lecz silne ręce mężczyzny przytrzymały ją. Sam wpatrywał się raz na jej znamię, raz prosto w oczy, wywołując u dziewczyny ochotę na krzyk przerażenia.
A nie krzyczała, bo...? Bała się spłoszyć studentów? :D
TOŻ W BIBLIOTECE JEST!!!


Przysunął się do niej jeszcze bliżej. Wcisnął własnym ciałem w twarde półki, a półki zrobiły “JEBS” i zwaliły się na ziemię. Studenci prysnęli w najbliższe alejki między regałami. jego dotąd ciepłe i miękkie dłonie, teraz zimne i dziwnie twarde znalazły się na jej szyi naciskając ją coraz mocniej.
Wiedziałam, że z tą żyłką jest coś na rzeczy.
Tylko co jest z jego krążeniem? Raz zimny, raz gorący... Ma jakiś system awaryjnego chłodzenia?


Lou była przerażona. Nie miała pojęcia co robić. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans na obronę. Znieruchomiała czekając na to, co miało nadejść.
Panie bibliotekarki, straż uniwersytecka, studenci - wszyscy pilnie udawali, że nic nie widzą i nie słyszą. Narobienie wrzasku jest dla zwykłych śmiertelników, no weź. BoCHaterka, oczywiście, musi czekać na odciecz.
Hint: nie wiem, jak w USA, ale w Polsce w takiej bibliotece potrafi nawet brakować miejsc przy stolikach. Także wieczorem.


Palce, jeden za drugim, gładziły skórę jej szyi, by po kolei zaciskać się na niej tworząc śmiertelną pętlę odcinającą jej życiodajny oddech.
Ałtorko - by zacząć ją dusić. Po prostu.


- Kto by pomyślał, że tutaj cię znajdę… - Głos chłopaka wdzierał się do jej ucha mimo oporu błony bębenkowej. – Taka bezbronna, bezsilna i moja… Aż szkoda, że przyjdzie mi to tak łatwo… Chociaż, może wcześniej powinienem spróbować, jak smakuje wysłannik wojowników, prawdziwa amazonka w ludzkiej skórze.
Lou nie miała pojęcia o czym mówi. Sądziła, że chyba zwariował. Może ma jakiś atak.
Porozważaj to jeszcze dłużej, zrób mu nawet psychoanalizę. Lepsze to niż się bronić, prawda.


Nagle palce mężczyzny nieco rozluźniły ucisk, a jego usta ponownie znalazły się na jej szyi, tym razem gryząc i ssąc, zostawiając po sobie krwiste, słabo wypieczone ślady.
(...)Spanikowany umysł Lou zaczął pracować na podwyższonych obrotach. Korzystając z chwili, gdy Sam oderwał się na chwilę od jej szyi, dziewczyna w popłochu rozejrzała się wokół. Kilka półek dalej zobaczyła obciążnik do papieru, solidny, wykonany z twardego kamienia. Totalnie najczęściej spotykany przedmiot w bibliotece. Gdyby tylko mogła go dosięgnąć. Podobno miała pod nosem ciężkie księgi, też solidne.
- Patrz na mnie! – Sam wpatrywał się w nią ze złością. Chwycił jej drobną twarz zmuszając ją do spojrzenia mu prosto w oczy. A zieleń ustąpiła miejsca żółci, jaskrawej, przerażającej.
Nagle, gdzieś w jej wnętrzu obudziło się niewiarygodne ciepło, które rozpychając się w jej żyłach (miażdżyca?) zalało jej całe ciało.  Dziwne, ale uspokoiło ją to, napełniło pewnością, że wszystko będzie dobrze. Poczuła się niezwykle silna i skoncentrowana. A jej dłonie… paliły ją, jakby z opuszków palców miały wystrzelić ogniste płomienie.
Już wiedziała, co ma robić. Nie bała się. Była w końcu NIĄ…

Czyli czym? Nie dowiemy się, gdyż bez żalu porzucamy to niesamowicie interesujące opowiadanie.

35 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nie, nie, nie, ja odmawiam, moje funkcje mózgowe się zbuntowały, mam nadzieję, że nie wszystkie, bo nie będę prała krzesełka, ja się nie zgadzam. Ledwo wczoraj nowy odcinek połamał mi serce na kawałeczki, za dwa wraca Cas, wysoce romantyczne teorie spiskowe lęgą mi się jak małe norki z nadejściem wiosny, a ten wymiot człowieczeństwa i zwerbalizowana biegunka winny zostać spalone przykładnie wraz z twórcą, tfu!
Zanalizowane natomiast, jak zwykle, mistrzowsko. Odejdę teraz prychać, randomowo kląć na czym świat stoi i topić ból w kawie. Aaargh! Swoją drogą już widzę rozmowę pod koniec odcinka, ciemno. Klimatycznie, Impala, szeroka, pusta droga. Ok. Piekło, Czyściec, tabliczki, prorok, Crowley, ja ją zobaczyłem pierwszy, to mnie chciała najpierw przelecieć... Nożesz soczysta nierządnica!

Wielce, wielce zniesmaczony
Liniacz
(i cóżeś ty Deanowi uczyniła, pyle na wietrze, zakało ludzkości!)

Anonimowy pisze...

Pozwólcie, że strzelę sobie w łeb. Takie opowiadania powinny być zakazane.

zen_OFF pisze...

Zacząłem oglądać Supernatural po waszej ostatniej analizie opka z tego fandomu, więc dla równowagi teraz nie będę mógł na Sama patrzeć... Dobrze, ze następny odcinek dopiero za 3 tygodnie ;)

A teraz bardziej serio: nie ma nic bardziej wkurzającego niż aŁtorzy, którzy opisują wszystko w najmniejszym szczególe, pisząc z perspektywy bohaterów. Na Boga (który bawi się na Ziemi i ani myśli wracać do nieba), czy znacie kogokolwiek, czyj mózg pracuje w ten sposób, rejestrując każdą kroplę potu, powiew wiatru.

"tak że Lou bez trudu wyczuła budzącego się do życia smoka ukrytego w lewej nogawce."
I czemu Sam po akcji ze smokami schował jednego w spodnie, zamiast zabić świnię? I jak on go zmieścił? Aha, chyba, ze to miała być taka nieudolna metafora...

Błagam, niech ona go wchłonie jak ta matronica, bo nie wytrzymam tej marnej podróbki Sama.

No nie, nie dowiem się, jak to się skończyłoooooooooooooooooo!!! W sumie, wali mnie to.

beata101 pisze...

Ha. Mam akurat to szczęście- i pisze to poważnie :P, że znam autorkę. I kocham bo kobieta z niej najlepsza pod słońcem. I pisze sympatyczne Harlequiny.
Nawiasem mówiąc zawsze miałam do niej pretensje że wolała Sama hihihi

Analiza fajna i opko nabiera nowego wymiaru jak się je czyta z waszymi komentarzami ;) bo czytając "Lou" chyba z 4 lata temu po raz pierwszy na stronie jakoś nie zwracałam uwagi na takie szczegóły. Jak widać analizy są pouczajace :)
Dzięki :)

beata 101

P.S. A ten osobnik podpisujący się imieniem Liniacz może sobie poszuka pochodni i ułoży stos dla wszystkich piszących destielowe slashe. To są dopiero koszmary :)

Elwen pisze...

Czy tylko mi się przypomniało:

http://25.media.tumblr.com/tumblr_m7dnvvc2c01qetpixo1_500.png ? ;)

Hattress pisze...

O. Mój. Borze. Jakie to było OBLEŚNE. Pod koniec już właściwie czytałam tylko wasze komentarze i dopowiadałam sobie resztę. Jak można tak profanować SPN i nie zostać rażonym piorunem?!

Za to analiza cudowna, kuzyn Bernard, Sam-najeżka i godowy zew świerzbowców bezbłędne. :D

"Jego nogi żyły własnym życiem i właśnie zebrało im się na stepowanie. "
Tutaj ryknęłam takim śmiechem, że chyba mnie sąsiedzi słyszeli...

A swoją drogą zrobię sobie bezczelną autoreklamę - reaktywowałam bloga: http://kapeluszarnia.blogspot.com i byłabym wdzięczna za opinię bardziej doświadczonych koleżanek z branży. :)

Anonimowy pisze...

buahahahaha ;D SPN obejrzałam tylko 6 odcinków, co wiem, to wiem z tumblra, ale to jest przegięcie. Po co ałtoreczka nazwała ich Samem i Deanem? ten tani pornos mógłby się dziać poza jakimkolwiek fandomem. ;/
Analiza natomiast dostarczyła mi niesamowitej rozrywki, Sam najeżka. <3

pzdr, Adria

Mkcafe pisze...

Hm, mnie też niełatwo do tego podejść, bo znam Autorkę i jej teksty i wręcz je uwielbiam. Że erotycznie? Tak miało być z założenia, dla zabawy i odprężenia, dla "Świnstewek". Ci strasznie oburzeni rzeczywiście nie czytali slashowych destieli, wincestów i czystego porno AU związanego z SPN, dopiero wpadliby w stupor. Że harlequinicznie? Też z założenia. Może lekko przesadzone w "poetyckości" i szczegółach, ale to wcale nie jest zła historia. Wasze komentarze, oczywista, niezłe i miejscami przezabawne, a smok Sama straszliwy, ale.... mam mieszane uczucia i już. Wygląda na to, że każdy tekst można wyśmiać. I naprawdę nie widać różnicy między tym opowiadaniem a większością analizowanej przez Was "tfurczości"? Bo ja ją widzę...

Anonimowy pisze...

"napięła mięśnie oczekując na kontakt z zimną podłogą."
I zafundowała sobie złamanie żeber, rąk, uszkodzenie kręgosłupa, czy czego tam jeszcze na co upadła.
Podczas upadku napięcie mięśni nie działa ochronnie, działają wtedy jak sztywne rusztowanie i nie zapewniają amortyzacji. Rozluźnienie mięśni (np. w wyniku upojenia alkoholowego) sprawia, że ciało miękko uderza o ziemię, ugina się, jedynym efektem są siniaki.

Powymądrzałam się i wracam do czytania.
Lothwena

tuptaczek pisze...

Dobre to. Uśmiałam się :D

Anonimowy pisze...

Nie widziałam jeszcze wszystkich sezonów,ale mam wrażenie,ze bracia Wnichester robią czasem inne rzeczy...
Tekst o kozie -super!
Bardzo fajna analiza!
Dla mnie ten tekst jest kiczowaty i źle napisany,nie erotyczny.Pytanie: ile lat ma autorka?
Sapkowskiemu lepiej wyszedł opis seksu w bibliotece.

Chomik

Anonimowy pisze...

"A wnętrzności Deana zatuptały z zazdrości.
Śledziona dodatkowo prychnęła ze wzgardą.
A żołądek energicznie zachlupotał. Wszystko to sprawiło, że na liście priorytetów Deana pozycja "zdążyć do kibla" błyskawicznie wybiła się ponad "pociupciać"."

Ómarłam... a to dopiero początek.

Pigmejka pisze...

@Chomik: napisałam na facebooku, ile ma lat, to mi zarzucono, że byłam niegrzeczna i że uraziłam uczucia - to może już tutaj nie będę powtarzać... :P W każdym razie od dość dawna jest pełnoletnia.

Na skrzydłach niewiedzy pisze...

Hm, gdyby moja znajoma napisała coś takiego, to bym ją na Plutona wysłała, bo na Księżyc za blisko.

Tu się nic nie dzieje. Zero fabuły, sam seks. W sumie... Jaki seks? Oni napalają się na siebie i miziają po żyłkach, to wszystko. Nawet się do końca nie rozebrali. Ręce opadają.

adawinry

Uiop pisze...

Wiecie co, zaczęłam czytać, ale zaczęłam wysiadać już na samym począteczku, podczas eye fuckingu Deana i tej tamtej. A potem jeszcze sam i wkręcanie Bobby'ego do tego całego pierdolnika... Nie, umieram. Gratuluję wam woli wytrwania w tym bagienku i siły do zanalizowania go. Mnie przeczytanie analizy zajmie chyba cały tydzień, bo słabo mi na samą myśl, co aŁtoreczka tu nacudowała.

Uiop pisze...

I przez to wszystko błędów nasadziłam! Sam od małej litery, powtórzenie na powtórzeniu...!

Anonimowy pisze...

E,ja myślałam,że piętnaście...


Chomik

Anonimowy pisze...

TO miało być coś na odprężenie?!... Jeżu, mało mnie szlag nie trafił z nadmiaru tej poetyckości, a dopuszczalne stężenie epitetów obróciło licznik trzy razy. Ta krew atakująca z impetem, ten zew czający się pod skórą, tętniąca w żyłach lawa, śmiertelna pętla odcinająca życiodajny oddech... pretensjonalne metafory zaatakowały mnie jak szybka seria kopniaków przechodzących od szyi przez żuchwę i teraz ledwie żyję.

Porno się nie czepiam, bo takie opowiadania też bywają miłe, większy problem w tym samego porno jest tu akurat tyle, co Dean Winchester napłakał w pierwszym sezonie. Najwięcej miejsca zajmują rozdęte opisy jakichś oczu, zamglonych spojrzeń, pulsujących żyłek, wewnętrznego żaru, gęstego powietrza i czego tam jeszcze, a jak już przychodzi do rzeczy, to tylko się całują i macają po jakichś nieważnych miejscach (a konkretnie to Sam maca i wywija jęzorem. Bohaterka stoi jak cielę, pardon "trwa w odrętwieniu". Bardzo sexy). I niby mamy uwierzyć, że facet przepełniony nienasyconym, dzikim pragnieniem i tracący kontrolę nad sobą starannie rozpina guziki bluzki, zamiast po prostu wsunąć ręce dołem? A jak już widzi te cycki, to zamiast zmierzać prosto do celu, znowu bierze się do obśliniania ramion? Co on ma z tymi ramionami?

Trudno mi uwierzyć, że autorka ma więcej niż osiemnaście lat, bo opisuje to macanie po ramionkach z takim escandalo jak zarumieniona trzynastolatka, dla której samo dotknięcie ręki to już jak pół orgazmu, a sięgnięcie pod bluzkę to w ogóle szczyt wyuzdania. Nie mówiąc już o tym, że jak się jest dorosłym człowiekiem, który w dodatku chce pisać pornosy, to wypadałoby już używać słów "członek", "penis", czy "przyrodzenie", a nie wymyślać jakieś koszmarne eufemizmy w stylu tego "smoka w nogawce" (obrazek ładny i trafny).

Sileana pisze...

Porażająca logika - "znajomy ałtora=dobry ałtor"

Gdybym znała autorkę, a ona dałaby mi do poczytania takie coś, bardzo długo i konkretnie wyjaśniłabym jej, co jest nie tak z dzieuem, na pewno nie głaskałabym jej po główce z myślą "to moja znajoma, nie można powiedzieć nic złego".

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Przeczytałam wstęp i się przeraziłam. I ucieszyłam, bo to coś supernaturalnego... Choć nie jestem pewna czy chcę poznać Deana i Sama w takiej odsłonie...
Masaż bezprzewodowy... [nie będę się śmiać, nie będę się śmiać, nie będę... HAHA...! ROTFL]
Godowy zew świerzbowców [j.w.]
Subtelne aluzje...? Jaaaasneee....
Sam+koza. Sam+koza... SAM+KOZA.... Nie, to przekracza moją zdolność percepcji...
Zoofil... ok, jestem w stanie to ogarnąć. Dendrofil też, ewentualnie... ale instrumentofil? Nieee... To na wieki zniszczyło moją psychikę.
Epitety powalają na kolana...
Sam-najeżka... [sorry, I can't...]
"BTW, ona już drugi raz w ciągu piętnastu minut gęstnieje, dyszy i bucha parą. Nie nudzi jej się?" - może jest lokomotywą?
Erm... wymiękam. Chyba jestem za młoda na takie opko...
Przepraszam, że to takie niespójne, ale pisałam na bieżąco.
Chciałam się kiedyś zabrać za jakieś klasyczne harlequiny, ale po tym opku zmieniłam zdanie...
Idę się odstresować Housem...
Szal, S&S
BTW, może jakieś opko o Housie się znajdzie...?
Szal

Mysza pisze...

Straszne to-to było. W ten niefajny sposób. Podziwiam, że dałyście radę z analizą, bo ja bym wysiadła.

Najbardziej mnie rozbroił fragment, w którym "grawitacja upomniała się (o boCHaterkę) osobiście". Tego typu podejście - gdzie świat kręci się wokół stworzonych postaci - wcale mnie u AŁtoreczek nie dziwi.

Dziękuję za ukłon w stronę Pachnidła. Zrobił mi dzień.

Ale nie wiem czemu Kal się tak czepiała tego seksu (miziania?) w bibliotece. Przecież u Sapka też było... tylko, że bez porównania lepiej :)

Anonimowy pisze...

Umarłam. Borze, jakie umysły wymyślają aż tak zacne opowiadania. Mój ulubiony fragment - "sprawdzić, czy wszędzie jest tak twardy jak się wydaje.", rozumie się samo przez się. Mój chichot tym bardziej potęgował fakt, że właśnie rozpoczęłam oglądanie "Supernatural", więc przy tym opowiadanku leżałam i kwiczałam.

Anonimowy pisze...

Liniacz: Dean to jeszcze nic. W tym opowiadaniu wykpił się tanim kosztem (tuptające wnętrzności), to z Sama zrobiono obleśnego macanta. Dziewczyna drętwieje i nie reguje na jego zaloty, a ten łapie ją za włosy i dalej robi swoje, jak, nie przymierzając, nekrofil na niestrzeżonym cmentarzu. Błe. Nawet jeśli dalej okazuje się, że demon przejął kontrolę nad jego umysłem, to i tak błe.

Babatunde Wolaka pisze...

Coś mi się wydaje, że "pani profesor" mogła być profesorem w sensie licealnym.

"niepokojące wizje związane z Samem i kozami"
W tamtym kręgu kulturowym chyba popularniejsze są owce :>

Uff... Różne rzeczy już w Jagiellonce widziałem - i plastikowe wyroby, i wciskanie się ciałem w twarde półki - ale takich akcji z mamlaniem szyi i palcami żyjącymi własnym życiem, to za moich czasów magistranckich nie bywało...

Hannami pisze...

Okej. To zdecydowanie mnie przerosło.
Szukałam sobie jakiegoś dobrego Destiela, a tutaj - analiza...!
Zabrałam się zatem do czytania i po pierwszych dwóch cytatach poczułam chęć strzelenia sobie w łeb. A potem dostałam ataku śmiechu, który trzyma mnie do teraz.
Seks w bibliotece - srsly?
Sam, który rywalizuje z Deanem o kobietę - wait, what?
Reszty absurdów nie skomentuję, ponieważ Wy zrobiłyście to po prostu mistrzowsko. Beka nieziemska.
(Tak sobie myślę, że może to jakaś część 'Casa Erotica...'? Hm, Gabrielu? Albo Sam nauczył się tego od pizamena...)

Anonimowy pisze...

Droga beato 101. Nie siląc się na złośliwości (a raczej odmawiając sobie przyjemności skorzystania z nich) odsyłam chociażby do Twist & Shout, żeby nie mnożyć tu więcej przykładów. Jak w każdym fandomie, jak w każdym gatunku, i tak dalej, i tak dalej, zdarzają się bosko napisane perełki i... Właśnie. Podciągnijmy to opowiadanie pod tę drugą kategorię.
Anonimie! Sam przynajmniej skorzystał, ni za tym ni po tym (choć nie wiem, czy z macania takiego odrętwiałego korpusiku można czerpać wiele frajdy, smok zdaje się być jednak ukontentowany), z Dena poczyniono tu glonojada erotomana. Jestem pewna, że podglądałby miedzy półeczkami, gdyby miał okazję, mamrocząc pod nosem, że to jego penisa chciała najpierw. Myślę jednak, ze możemy się zgodzić- oberwali oboje po równo, rykoszetem poszło po całym, biednym fandomie ;) (aż mnie rozbolała żyłka na szyi, Was nie...?)
Z niesłabnącymi wyrazami miłości,
Liniacz

Anonimowy pisze...

Analiza przecudna, lepsza z ostatnich :D A skoro już o złym porno mowa, może zerkniecie na to?
http://sdch.frix.pl/post/1407243/cd-rsquo-gra-rsquo#post_1407243
Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Uwaga, leci suchar: smok w nogawce okrutnie skojarzył mi się z drarry.

A analiza przeborska. Kcem jeszcze więcej Supernatural, jeno może mniej wkuropatwiającego. :)

Anonimowy pisze...

Linek, a myślałam, że T&S należy unikać jak ognia :))) Ze względu na to, że obie wiemy, co się tam dzieje.
Co do analizy - rzuciłam okiem na parę zdań, tych oryginalnych, cofnęłam się ze wstrętem (moja miłość do SPN poczuła się dogłębnie urażona) i oznajmiam niniejszym, że to jest nieczytalne. Podziwiam Analizatorki, że przez to przeszły.

patusinka

Anonimowy pisze...

Pat, T&S przeżuwa i wypluwa w emocjonalnych strzępkach, ale warsztatu mu za Crowleya odmówić nie można. Poza tym niewątpliwie zaliczam mu in plus, że nie występowały tam żadne smoki. Choć teraz czuję się winna, że jakaś niepokalana duszyczka nie dajcie bogowie do tego nieszczęsnego T&S zajrzy. I zląduje z traumą do siódmego pokolenia co najmniej. Um.

Liniacz

Anonimowy pisze...

Dobrzy bogowie, ten fik oO Myślałam, że smok w nogawce mnie zabił, ale jakże się rozczarowałam XD
Och Lin, Ty zła, perfidna istoto, żeby tak do T&S odsyłać~! Są inne fiki, które powalają warsztatem i nie traumatyzują na siedem pokoleń do przodu. Patrz: hatterssowe fiki. I cała, cała reszta. Jeśli ktoś u nas, po naszemu, pisze tak wspaniałe fiki, jak większość anglojęzycznych, to ja proszę namiary. Bronić będę własna piersią twierdzenia, że fandom SPN ma najlepsze fiki świata (chyba, że mówimy o zosofi, ale zosofi jest wyjątkiem potwierdzajacym regułę).

antique

Anonimowy pisze...

Ej, gdzie jest kolejna analiza? to już piątek...

MD pisze...

Tak, też się pytam...

Shigella pisze...

Kiedys zarobkowalam piszac polskie streszczenia z zagranicznych czasopism bibliotekarskich - ponoc seks wsrod regalow jest calkiem czesty.
W sumie cieplo, na leb nie pada, a jak sie wybierze ustronny kacik i nie ma sesji, to ma sie spokojne miejscie na pochedozke

Anonimowy pisze...

Żółte oczy? A co tu niby Azazel robi?