piątek, 19 kwietnia 2013

Czerwony Troll w wirze agonii, czyli cała armia Czarnych Rycerzy







Witajcie!

Na jakiś czas mamy dość złych opisów seksu - więc w tym tygodniu coś z całkiem innej beczki. Co prawda też będzie dużo rąbania w wilgotnym, śliskim i ciasnym miejscu, ale... to zupełnie nie to, co myślicie! Tym razem poleje się krew, w powietrzu będą latać flaki, a głowy pękać jak baloniki. Pojawi się też troll, cyklop i coś na kształt ptaka. Wiemy, że już nie możecie się doczekać, zatem nie przedłużając - indżojcie!

Opko podrzucił JM, za co serdecznie dziękujemy!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

"Ten, który jest gotów na śmierć może zostać zabity."
A cytat wyrwany z kontekstu może brzmieć całkowicie idiotycznie.
A cytowanie bez wskazania źródła cytatu daje +50 do ogólnej failowatości tekstu.

Krwawe słońce zachodziło posępnie nad mrocznymi konturami budynków.
A jego plugawe promienie złowieszczo pełgały po zgniłych zaułkach, naznaczając je klątwą wieczystego bólu dupy.
Zaś pretensjonalne epitety tłoczyły się w banalnym zdaniu, czyniąc je kiczowatym ponad wszelkie wyobrażenie.

Niżej, w wilgotnej, śliskiej i ciasnej wulwie uliczce dudniły odgłosy biegu trzech ludzi.
W czymś śliskim nie można dudnić. Można co najwyżej mrocznie ciaptać.
Może to byli Posępni Dobosze, w biegu walący w bębny?

Pochylone sylwetki dzierżyły w dłoniach krótkie i tępe topory.
Tępota toporów jawiła się postronnemu obserwatorowi w pełnej glorii swej bezwstydnej nienaostrzoności.

Biegli tupiąc głośno ze wzrokiem utkwionym w końcu alejki.
Cios miecza wymierzony z ciemnego zaułka oderżnął głowę pierwszemu z biegnących wojowników.
Zaułek wytarł miecz z krwi wroga i odgalopował na wiernym rumaku.

Łeb wirując w powietrzu rozbryzgał krew wokoło.
Specjalnie leciał w slow motion, żeby wszystko zdążyło się pobrudzić.
Czyżbyśmy byli na planie zdjęciowym "Spartacusa"?

Bezwładne ciało osunęło się w kałużę. Dwaj pozostali zatrzymali się jak wryci i nie zwracając większej uwagi na truchło poległego towarzysza, wznieśli broń do ciosu na wroga, z Bogiem, a choćby i mimo Boga, który wyskoczył z zaułka.
Niestety, nie wznieśli tarcz do ciosu na wroga który miał łuk, w związku z czym już po chwili nie żyli.

Obydwa wy­szczerbione topory dosięgły celu i czaszka przeciwnika eksplodowała jak dzban z winem, powodując deszcz krwi.
Najwyraźniej w tutejszym uniwersum ludzkie głowy to takie baloniki wypełnione krwią. Może to wyjaśniać niektóre zachowania bohaterów.

Złamany miecz z brzękiem uderzył w zalany posoką bruk.
Yyy... a ten miecz to tak samobieżnie, czy jednak do kogoś należał? I ten ktoś walczył złamanym mieczem (po co?), czy może złamał go jakoś w międzyczasie? Innymi słowy - co to zdanie tak właściwie wnosi do fabuły?

W ułamku sekundy pierwszy z toporników obrócił się i półkolistym ciosem odtrącił włócznię.
Chyba płetwą to zrobił.
[Topornik mały (Argyropelecus hemigymnus) – gatunek morskiej ryby wężorokształtnej z rodziny przeźreniowatych (Sternoptychidae). Gatunek batypelagiczny, występuje we wszystkich oceanach od 60° N do 56° S na głębokościach 0–2400 m.]
Może to desant z sąsiedniego fandomu?

W tym czasie drugi rozwalił na kawałki tarczę kolejnego wojownika, który wychynął z zaułka. Napastnik ciął mieczem. Topornik zablokował cios, krzesząc snop iskier. Pierwszy uchylił się od pchnięcia włócznią i przywalił ją toporem do ściany budynku.
Zaraz... Kto tam kogo bije i właściwie czym? I czemu miecz zamienił się we włócznię? I co za debil walczy włócznią w ciasnych zaułku?!
 
I dlaczego "topornicy" nie mają tarcz, tylko jak debile blokują ciosy toporami? To w ogóle możliwe? IMO to doskonały sposób na wyszczerbienie broni...

Drugą ręką chwycił wroga za czerep i też rąbnął nim w ścianę. Szybko poderwał broń w górę i rozpłatał jego twarz w potoku wrzasku.
Tym razem nie krwi?
Nie, ten koleś miał zamiast głowy balonik pełen wrzasku.

Drugi topornik schylił się i uniknął ciosu długiego miecza. Potężnym uderzeniem odrąbał rękę miecznika.
Ja wiem, że w grze Plemiona są “miecznicy” i “topornicy”, ale w rzeczywistości miecznik to albo średniowieczny urzędnik zajmujący się zbrojownią władcy, albo rzemieślnik wykonujący broń białą, albo taka duża morska ryba. Czytelnikom pozostawiam wybór.
W "powieści", której niniejszy fragment jest wstępem, autor uparł się nazywać lata "wylewami". Bo tak.
Czyli jednak ryby. Wiedziałam!

Wróg wyjąc z bólu i ściskając mocno krwawiący kikut, opadł na ziemię i tam został rozpłatany.
Ktoś tu najwyraźniej lubi to słowo. Padło już trzy zdania temu.
Wyfiletowany raczej.

Jego miecz razem z resztą ramienia wirował w powietrzu.
Zwizualizowałam sobie taki krwawiący kikut lewitujący nad ziemią... Teoretycznie dałoby się. Można by np. powiesić go na kilkunastu balonikach z helem.
Albo to jakiś bug w Matrixie... taki jak tu: http://youtu.be/yBqKG8HF3zQ?t=56s

Topornik złapał go i skrzyżowawszy broń nad głową, zablokował zabójczy cios halabardy.
Trzymajcie mnie, bo szczeznę. Ciekawe czym jeszcze będą walczyć te tumany w tej małej, wąskiej uliczce? Oszczepami? Piką? Czołgiem?
Poczekaj, zaraz wyjadą rydwany. I słonie bojowe.

Pierwszy topornik rąbnął w tarczę wroga. Nie zdążył jednak uniknąć opadającego ostrza. Plask! Miękko jak w masło wcięło się w jego bark i korpus, rozlewając kolejną kałużę krwi.
Eee... o pancerzach być może panowie topornicy słyszeli, ale najwyraźniej nie praktykują..

Topornik ostatkiem sił uśmiercił wroga (chyba to syn Czarnego “To Tylko Powierzchowna Rana” Rycerza z Monty Pythona) podrzynając mu gardło szybko wyciągniętym nożem i padł w wirze agonii.
 
Noo, ten troll ze "Skyrima" też jak nic padł w wirze agonii. Bardzo to spektakularne, trzeba przyznać.

Ostatni z trójki toporników kątem oka dostrzegł, że jego towarzysz padł. Odtrącił najbliższych mu wrogów, a oni spokojnie odsunęli się z szacunku dla jego straty, po czym chwycił pewniej miecz i topór.
Jeszcze pewniej? Mój boru, żeby sobie z tego ściskania odcisków nie narobił...

Zamachnął się i wirując ciął wszystko na oślep obydwoma ostrzami.
Niestety, zrobił za duży piruet i rąbnął w ścianę uliczki, po czym padł bez zmysłów.
Ja to już gdzieś widziałam... Ekhem: http://eu.battle.net/d3/pl/class/barbarian/active/whirlwind
Coraz częściej mam wrażenie, że przy wszystkich erpegowych skillach powinno widnieć ostrzeżenie: "Nie próbuj tego w domu ani w swoim opku, gdyż każdy skill bezmyślnie przeniesiony z erpega może grozić głupotą i/lub zupełnym nieprawdopodobieństwem opisywanej sceny".

Przeciwnicy cofnęli się, tamując dłońmi krew wypływającą z ran. Topornik widząc ich strach zatrzymał się i wypuścił wirujące ostrza w obie strony tak, by dosięgły jak najwięcej wrogów.
O, hai Kratos.
O ile nie ma samobieżnego miecza wielosieka, to przykro mi, ale mogą dosięgnąc co najwyżej dwóch osób. Plus - mieczem się nie rzuca. Bo jest to działanie jednorazowe, po którym już nie ma się miecza. Po wymachu w ciasnym zaułku prędzej trafiłby w bezpańskiego kota skórką od banana.

Wyciągnął zakrzywiony nóż z cholewy buta i przyłożywszy go sobie do gardła, wykrzyknął:
– Nędzarze, bojaźliwe świnie! Wy drapichrusty! Jesteście niegodni by zabrać moje życie!
Po czym bez dalszych wyjaśnień poderżnął sobie gardłoAle... po co? Przecież zaczął wygrywać...? Chyba...?
Booo... poczuł się głęboko dotknięty okazanym przez nich strachem, w związku z czym przestali być oni dla niego godnymi przeciwnikami, więc nie mógł już z nimi walczyć, ale jeśliby nie podjął walki, tamci niechybnie by go zabili, a myśl o tym, że zabiją go tchórze była mu jeszcze wstrętniejsza niż myśl o zabijaniu tchórzy, a nie mógł zrezygnować z walki, bo to by jego uczyniło tchórzem, więc pozostało mu tylko urżnąć sobie łeb ostrym nożem. No przecież proste to jest.
Pytanie, kim oni właściwie są i po jakie licho walczą, pozostaje nadal bez odpowiedzi.
Po czym bez dalszych wyjaśnień poderżnął sobie gardło i osunął się na inne trupy rozbryzgując krew ostatnimi uderzeniami serca.
Serca biegało i waliło w co popadnie, żeby tylko krew poleciała.
Oraz - czytelniczka Vatelema podrzuciła przykład, przy którym ten topornik to cienki żuczek:
“Gdy zaś żołnierze mieli już wieżę zdobyć i usiłowali wyważyć drzwi do atrium, gdy nadto był wydany rozkaz, aby ogień podłożyć i drzwi spalić, [Razis] osaczony ze wszystkich stron, przeciwko sobie samemu skierował miecz. Wolał bowiem w szlachetny sposób umrzeć, aniżeli złoczyńcom wpaść w ręce i być przedmiotem zniewag wymierzonych przeciwko jego szlachetnemu pochodzeniu. W zapale walki chybił jednak ciosu, a wielu żołnierzy już wpadło przez drzwi. Wybiegł więc odważnie na mur i mężnie sam zeskoczył na żołnierzy. Kiedy zaś oni szybko cofnęli się i powstała [wolna] przestrzeń, spadł na środek pustego miejsca. Żył jednak jeszcze i płonął gniewem. Podniósł się, choć krew z niego płynęła i rany były bolesne, a biegnąc minął żołnierzy. Stanął wreszcie na jakiejś urwistej skale. Całkowicie pozbawiony już krwi wyrwał wnętrzności, a wziąwszy je obydwoma rękami, rzucił na żołnierzy. A prosił Władcę życia i ducha, aby mu je ponownie oddał. W ten sposób zakończył życie”.
2 Mch 14, 41-46.
(Żydzi to jednak piszą najlepsze fanfiki^^.)

Nikt ze zwycięzców nie zwrócił uwagi na tę przemowę, gdyż mało kto znał jego język.
Co wznosi całą tę sytuację na zupełnie nowy poziom absurdu.

Po chwili bezruchu, nagle, nie zważając na brakujące członki (cała armia Czarnych Rycerzy, ratunku!) i liczne rany ruszyli na siebie z krzykiem i zbili się w szarpanej i krwawej bijatyce.
Kto, kogo, po co...
Oni wszyscy mają w rękach kije samobije, a na nogach czerwone trzewiczki nastawione na funkcję "berserk". Innej opcji nie widzę.

Jeden z postawniejszych mieczników wyszczerbił tarczę przeciwnika i złamał mu obojczyk, (Chyba nie tym końcem miecza walił, co trzeba, skoro złamał...) po czym gdy ten opadł na kolana ściskając ranne miejsce, wbił mu nóż w czaszkę, która rozłupała się na dwie części.
Miecznik walczący nożem, cudnie. Szkoda że mu kosy pod żebro nie wsadził.
Może ten miecz był jednorazowy? *nie wiedzieć po co, wciąż szuka sensu*

Miecznik natychmiast obalił nogą truchło i rąbał dalej bez opamiętania.
*wild skojarzenie z Pieśnią o Rolandzie appears*
Masz szczęście, mnie się przypomniał Geralt rąbiący Jaskra...

Potężny siłacz z młotem bojowym uchwycił w końcu jego śmiercionośne ramię i bez trudu oderwał je od reszty ciała, po czym zmiażdżył jego kości walnięciem swej ciężkiej broni.
Nie... zasnę... przy... tej... analizie... nie... zasn...
Ale wyjaśni mi ktoś, po co trudzić się z łapaniem ręki przeciwnika i wyrywaniem jej (srsl, to nie taka prosta sprawa nawet dla bardzo silnego mężczyzny), jeśli można mu po prostu dać młotem po łbie? Pięknie proszę, płacę w ciastkach.

Nagle z wyłamanych okien i dachów spadły w dół czarne, kolczaste kulki sycząc i wirując wściekle.
Potem okazało się, że tylko niosły buty.
*łapie kurzyki i wynosi je z opka, żeby im się nic nie stało*

Eksplodowały z potwornym hukiem, rozsyłając odłamki na wszystkie strony i omiatając uliczkę morzem wrzasków,  krwi i ognia.
Miały ten ogień i krew po kieszeniach chyba pochowane.
To były granaty wypełnione wyjcami, doskonała broń psychologiczna.

Zaraz potem z dachów zeskoczyło kilka postaci (w ten ogień zeskoczyli...?) w czarnych pelerynach i żelaznych maskach i skafandrach ognioodpornych, mam nadzieję. Dzierżyli w dłoniach miecze i włócznie. Kiedy tylko miękko wylądowali na stercie dymiących trupów, wypadła na nich kolejna horda wojowników, tłoczących się każdą uliczką i każdym zaułkiem.I zaraz z nich będą ludzkie szaszłyki. Tylko taki efekt może dać w tym miejscu liczna armia z włóczniami.
Hm... od początku była mowa o wąskiej, śliskiej i ciasnej uliczce... Może ten rozdział to jedna wielka metafora walki plemników o dostęp do komórki jajowej?

Włócznie poszybowały i zagłębiły się w klatkach piersiowych. Kolejni nieszczęśni szaleńcy rzucili się z wrzaskiem na nowo przybyłych.
Skąd oni się biorą? Respawnują gdzieś za winklem? Póki co mam wrażenie, że narrator zdaje relację z jakiegoś randomowego deathmatchu MMORPG.
A sterta trupów rośnie i rośnie... zaraz sięgnie dachów budynków.

Snopy iskier i szczęk oręża towarzyszył każdemu z nich w ostatniej walce.
Przy czym snopy iskier nie wiadomo co robiły, bo zabrakło dla nich orzeczenia.
Snopy iskier też towarzyszył. Bo w rzeczywistości był to Snoopy Iskier, Bardzo Dziwny Anioł Śmierci.

Jeden z wojowników walczył dwoma mieczami. Dzięki temu odbił pchnięcie włóczni i złamał ją, po czym z półobrotu ciął w połowie tułowia jej właściciela. Odrąbał łeb kolejnemu napastnikowi i obróciwszy miecze w dłoniach (znaczy - chwycił za klingi?), roztrzaskał nimi szeroką drewnianą tarczę z ostrym szpikulcem w środku.
Nagle coś silnego chwyciło go za kark i odrzuciło w powietrze. Czerwony Troll, zwabiony odgłosami walki, swojej ulubionej rozrywki, wkroczył w uliczkę, dudniąc i wymachując zmasakrowanymi ciałami.
Ja przepraszam, ale sugestia Googli co do tożsamości owego Czerwonego Trolla trochę mnie zabiła.

Był trzy razy wyższy od najwyższego męża .
Czyli miał minimum sześć metrów.  JAK on się mieścił w tej wąskiej i ciasnej uliczce?
Może był wysoki i baaaardzo chudy? TAKI?

Wydał z siebie okrzyk śmierci ("AAAAARRRRGHHHH!!! Khe, khe... hyyyy...") i umarł obiema olbrzymimi pięściami walnął w ziemię, miażdżąc dwóch i wstrząsem zwalając z nóg paru kolejnych ludzi.
Pfff, nastoletnie Azjatki robią to lepiej!

Zabijaka z krótką dzidą bohatersko wbił mu ją w udo i natychmiast został mężnie zmiażdżony ogromną stopą. Inni rzucili się na korpus i nogi potwora dźgając i tnąc grubą, śmierdzącą skórę. Troll zaczął stepować - z atakujących pozostał nieco żelazisty dżemik. Z dachów skoczyło na grzbiet i głowę Trolla jeszcze kilku. rżnęli  go jak mięso bydlęce, a on otrząsał się tylko.
(Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że fraza "rżnij mnie jak mięso bydlęce!" nie padła w poprzednim opku.)
No ale czemu bydlęce? Je się rżnie jakoś specjalnie?
Brutalnie i od strony zadu.

W końcu podskoczył i grzmotnął w ziemię tak mocno, że nikt żyw na nim nie został.
Nikt żywy na tym trollu? Czy na tym ziemiu?

W tej chwili z drugiej strony nadbiegł dudniąc i łomocąc, również zainteresowany masakrą, wielki cyklop owinięty łańcuchem, z maczugą bojową w niedźwiedziej łapie.
Niby można i tak... ale po co?
Ma +10 do wymachu. Plus przyjemniej trzymać coś puchatego niż twarde drewno.

Troll walnął pięścią w ścianę budynku i rozsypując cegły, wyrwał sporą kalenicę. Obaj z cyklopem ruszyli na siebie dudniąc czym? No, w gardłach im gulgotało. Jak indorom., łamiąc i miażdżąc co? Tak ogólnie. Naśladowali Hulka. Zarówno maczuga jak i belka złamały się jak zapałki przy zderzeniu. Pozbawione broni potwory, Troll i cyklop, zwarły się w uścisku.
Ale tylko Troll pisany był Wielka Literą, miał więc naturalną przewagę moralną.

Kilka strzał poszybowało w ich stronę z dachów sąsiednich budynków. Łucznicy celowali w oczy, lecz zapadająca noc nie pomagała im w tych usiłowaniach.
Jeszcze kilka tak niesamowicie dynamicznych zdań i padnę trupem z przejęcia.
A czemu w oczy? Chcą być jak Katniss Everdeen, która trafiała z łuku wiewiórki prosto w oko?
Chyba chodzi o to, że ciosy w korpus nie robiły na stworach większego wrażenia. Albo dla szpanu.

Tymczasem wojownik z oszczepem i tarczą przerzucił atakującego osiłka nad sobą i dobił go tępym końcem drzewca.
Bo nie po to oszczep ma grot, by nim żgać wrogów, no bez przesady. To tylko estetyczny dodatek.
Jeszcze by się krwią upaćkał i co wtedy... Swoją drogą, jak można kogoś dobić tępym końcem? Brutalnie mu go wetknął nie tam gdzie trzeba?

Kopnął w udo następnego, szarżującego na niego i przybił go oszczepem do ściany, po czym wyrwał swą broń i rzucił nią w lewą nogę cyklopa. Przebił ją na wylot, a na wystające ostrze nadział się kolejny walczący.
Oszczep przebiłby jeszcze trzech kolejnych ludzi, konia, słonia i kram garncarza, ale mu się nie chciało.
Cyklop wyjął ostrze, zostawiając na niej człowieka, nadział kilka główek kapusty, kurczaka, udziec wołu i poszedł zrobić grilla.

Na ten widok bijący się obok siłacz odrąbał toporem do końca nogę cyklopa i natychmiast zwrócił się do napastnika.
No to cieniuśkie miał cyklop te nóżki... Gdyby to opko nie było takim gierczanym pomiotem, zdziwiłabym się, jak w ogóle ten stwór utrzymywał się w pionie.
Tu się nic nie trzyma, Ani kupy, ani w pionie.

Pozbawiony nogi cyklop zachwiał się i rozluźnił zabójczy uścisk. Trollowi to wystarczyło by złamać jego kark i cisnąć nim w budynek tak (tym karkiem), że konstrukcja waląc się, pogrzebała potwora.
Nagle na tle nieba, z cienia nadchodzącej nocy, wyłoniła się maszyna na kształt ptaka,
A tuż obok niego, na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek.
(Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy,
Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy.)

maszyna na kształt ptaka, ale o błoniastych, trójkątnych skrzydłach i drewnianym kadłubie. Machina szybko zatoczyła półokrąg i wystrzeliła na oślep w stronę Trolla trzy ogromne strzały.
Ale czemu na oślep? Celowanie było lamerską sztuczką, do której nigdy się nie zniżała czy jak?
Może miała zeza? I musiała strzelać na oślep, bo jak celowała, to zawsze trafiała obok?

Jedna chybiła, ale dwie trafiły w łeb i w strumieniach krwi obaliły diabelskie stworzenie. Machina zatoczyła jeszcze jeden krąg i zmiotła także łuczników, którzy od kilku chwil strzelali do niej. Niestety ptaszysko zahaczyło o wystający pal i z połamanym skrzydłem zwaliło się w uliczkę zapchaną walczącymi i trupami.
Trochę ciasno już im się tam robi...
Ja serio czekam, aż trupy zasłonią budynki.

Walka niestrudzenie trwała dalej. Kolejne głowy padały. Czytelnicy wciąż nie wiedzieli, kto, z kim i dlaczego i coraz mniej ich to obchodziło. Wojownicy, jeden po drugim, zarzynali się nie zauważając nawet, że kończy się ich nędzny żywot.
To były goryle?
(“Coś przemieszczało się w kłębach kurzu. Butler od razu pojął, że nie jest to człowiek - uczestniczył w zbyt wielu wyprawach safari, by nie rozpoznać zwierzęcia. Możliwe, że miał przed sobą małpę - budową górnej połowy ciała stworzenie przypominało małpę afrykańską, ale było większe niż jakakolwiek człekokształtna istota, jaką służącemu zdarzyło się widzieć. Jeśli to małpa, pomyślał, to broń ręczna nie na wiele się przyda. W mózg dorosłego samca goryla można władować pięć kuł, a on i tak zdąży nas pożreć, zanim zrozumie, że nie żyje”.)

Nie było miejsca na strach, ani współczucie. Słabi nie dożywali bitwy.
Znaczy... padali jeszcze przed bitwą? Umierali ze strachu, czy ki diabeł?

Dezerterów wieszało się na miejscu.
Ale jak, to za tymi wszystkimi cyklopami i berserkerami grasowało jakieś NKWD i wyłapywało uciekinierów?

Tylko pewni wojownicy mieli zaszczyt odbierać życie innym. I sami zaraz również ginęli. Rzeczywiście, zaszczyt jak cholera. Jeden z nich stanął na cielsku Trolla z szablą oraz włócznią w rękach i jarał się tym, że jedna broń ciągle przeszkadza drugiej dźgał, wyżynając wszystkich, którzy próbowali zdobyć jego pozycję. W końcu ugodzony w plecy oszczepem, padł. Ktoś zajął jego miejsce, by koło w machinie śmierci mogło toczyć się dalej.
I... koniec. Tak, nigdy nie dowiemy się, kto tam kogo wyrzynał i po jakie licho. Podejrzewam, że powinniśmy teraz zamrzeć w przerażeniu nad krwawością, brutalnością i stylizacją na "Berserka", mnie jednak bardziej zbiera się na ziewnięcie.
Właśnie. Dla wszystkich tych, którzy wytrwali do końca - słodki, ziewający kotek:
 




31 komentarzy:

Niofomune pisze...

Aleosochozi? O.o

Vatelema pisze...

O rany, co za opko. Naprawdę próbowałam zrozumieć, kto kogo bije i w ogóle po co, ale tego nie da się ogarnąć.
Może ta wąska i ciasna alejka miała jakąś funkcję rozszerzania się w zależności od tego, ile tam osób wlezie? :D

"Tymczasem wojownik z oszczepem i tarczą przerzucił atakującego osiłka nad sobą i dobił go tępym końcem drzewca.
Bo nie po to oszczep ma grot, by nim żgać wrogów, no bez przesady. To tylko estetyczny dodatek.
Jeszcze by się krwią upaćkał i co wtedy... Swoją drogą, jak można kogoś dobić tępym końcem? Brutalnie mu go wetknął nie tam gdzie trzeba?"
Mnie akurat ten tępy koniec dobił, więc to chyba działa :D

Pozdrawiam,
Vati :)

Borówka pisze...

Wpadłam w osłupienie i wypaść nie mogę.

Cookies pisze...

Mam dokładnie te same odczucia co Niofomune. o.O

roussefolle pisze...

o maj gad.
wyśmieniety początek weekendu
dziękuję

korano pisze...

Artemis Fowl <3

Kal pytałaś się po jakie licho. Moja pierwsza myśl tyczyła Leśnego Licha

Z opka ogarnęłam iż było kilku mieczników i walczyło z kilkoma topornikami puki się nie powybijali. Wtedy przyszli Troll i Cyklop, których zaczęli ostrzeliwać łucznicy, a wszystko działo się w wąskiej uliczce. Niestety nie jestem pewna.
Pigmejko dziękuję za kotka :)

Babatunde Wolaka pisze...

To opko jest tak gargantuicznie bezsensowne, że aż ujmujące.

"W czymś śliskim nie można dudnić. Można co najwyżej mrocznie ciaptać."
To mi przypomniało tłumOczenie tytułu jednej z piosenek Okudżawy na legalnej inaczej płycie - "Wy Słyszycie To Grzmią Gumofilce".

"I co za debil walczy włócznią w ciasnych zaułku?!"
Może już tam leżała, to ktoś skorzystał, co się będzie włócznia marnować.

"Balonik pełen wrzasku" mnie ómarł.

"Jeden z postawniejszych mieczników wyszczerbił tarczę przeciwnika i złamał mu obojczyk, (Chyba nie tym końcem miecza walił, co trzeba, skoro złamał...) po czym gdy ten opadł na kolana ściskając ranne miejsce, wbił mu nóż w czaszkę, która rozłupała się na dwie części.
Miecznik walczący nożem, cudnie."
Nie jest powiedziane, że miecznik ów używał miecza. Może przez cały czas trzymał go, excusez le mot, w pochwie...

"Ale wyjaśni mi ktoś, po co trudzić się z łapaniem ręki przeciwnika i wyrywaniem jej"
Może jak w starożytnym Egipcie - dla celów statystycznych?

Rzucają włócznią, dźgają oszczepem. Seems legit.

Jeżeli to jakaś alegoria, to za Chiny nie wiem, czego.

ginny358 pisze...

Cudna analiza (cytat z Biblii chyba najlepszy ^^). Dziękować za takie głupie lekkie opko totalnie o niczym.
Gin&PT

Anonimowy pisze...

Korano, z Twojego komentarza się chyba więcej dowiedziałam, niż z tego całego opka.

Chyba, że ta fabuła jest tak głęboka i złożona, że mój ubogi mózg zwykłej śmiertelniczki po prostu tego nie pojmuje. Naprawdę, ja już chyba wolę starego, dobrego Robina...

W tej analizie świetnie spisała się Kali. A ogólnie najbardziej rozwaliła mnie niedźwiedzia łapa oraz
teksty:

"Booo... poczuł się głęboko dotknięty okazanym przez nich strachem, w związku z czym przestali być oni
dla niego godnymi przeciwnikami, więc nie mógł już z nimi walczyć, ale jeśliby nie podjął walki, tamci
niechybnie by go zabili, a myśl o tym, że zabiją go tchórze była mu jeszcze wstrętniejsza niż myśl o
zabijaniu tchórzy, a nie mógł zrezygnować z walki, bo to by jego uczyniło tchórzem, więc pozostało mu
tylko urżnąć sobie łeb ostrym nożem. No przecież proste to jest."

"Tu się nic nie trzyma, Ani kupy, ani w pionie."

"Nie, ten koleś miał zamiast głowy balonik pełen wrzasku."

"wznieśli broń do ciosu na wroga, z Bogiem, a choćby i mimo Boga"

Kocham Was, dziewczyny! :D

Tonks

Serenity pisze...

Gdyby nie wasze komentarze - byłaby tragedia. A tak wytarzałam się setnie na podłodze, rozbolał mnie brzuch, ómarłam.

zen_OFF pisze...

Doszedłem do wniosku, ze od dzisiaj czytam tylko Biblię. Nie ogarniam tego opka. Nie wiem, może jestem za głupi na ten wysublimowany tekst.

mysza pisze...

Ymm, ja wyrwałabym tę rękę dla czystej przyjemności. Gruchocenie głów młotem nie brzmi tak atrakcyjnie. Hm, może miał nadwrężone ramię albo bolące krzyże i nie mógł się dobrze zamachnąć. Dostanę ciastko? :3
To opko jest zupełnie bez sensu i nawet nie stara się udawać, że jest inaczej.

Salantor pisze...

Jak można przeczytać w pierwszym rozdziale (liczącej już rozdziałów osiemnaście na dzień 14 lutego tego roku) książki:

"Miasto Wokrak, stolica handlowa dolnego królestwa Warnów oczyszczane było ze szpiegów przed dwa oddziały najemników, które po wykonanym zadaniu zaczęły zarzynać się między sobą i swoją walką zwabiły upiorne bestie."

A zarazem potem:

"Z dala od tego krwawego miasta rozpoczynał się pierwszy dzień igrzysk, czyli święta na koniec wylewu."

Pojęli, co ma jedno z drugim wspólnego? Nie? Ja też nie ^^

Anonimowy pisze...

Ocotutajchodziczemuonisiebijązkimwalcząicotowłaściwiejest? Rządam córek Voldzia! No dobra. BŁAGAM I PROSZĘ o córki Voldzia. A analiza przecudna.

Anonimowy pisze...

Lubię Wasze komentarze!
Najlepsze było "Nie próbuj tego w domu ani w swoim opku"

w konarze Castiela to chociaż rozumiałam o co chodzi..

Bo Wy się na strategii nie znacie!


" A ja ci powiadam, że nie rozpoznałbyś strategii nawet wtedy, gdyby wyskoczyła z krzaków i kopnęła cię w dupę.

- W rzeczy samej, takiej bym nie rozpoznał. Strategie wyskakujące z krzaków zostawiam krasnoludom. Wiszące na dębach również."
(Sapkowski)

Chomik

Tamtaro pisze...

Blada jego twarz, za 3 dni testy gimnazjalne, a ja zamiast się uczyć czytam opis bitwy jakichś wojowników-samobójców...

Anonimowy pisze...

"Krwawe słońce zachodziło posępnie nad mrocznymi konturami budynków."

Nie. Nie, nie, nie, absolutnie nie wierzę, że ktoś to napisał na serio w roku 2012, choćby nawet osobisty praprawnuk samego lorda Bulwera-Lyttona.

"w wilgotnej, śliskiej i ciasnej uliczce"

... młody gitfunfel kopyrta.

(nie, serio, nawet rytm się zgadza. Sprawdźcie :D)

Goma pisze...

Ale w ogóle po co to ktoś napisał, ja nie rozumiem, buuu!

Anonimowy pisze...

Doszłam do wniosku, że to był festiwal: Coroczny festyn wielkiej, bezsensownej rzezi w zaułku. Przewidywane atrakcję typu: Cyklop, Troll, latające maszyny. Uwaga: W sklepie pana Kazimierza F. promocja, trzy włócznie w cenie trzech!

Fraa Farara pisze...

Sama nie wiem, czy to wszystko kojarzy mi się z tym http://www.youtube.com/watch?v=cUnIrn3PRVI czy może z tym http://www.youtube.com/watch?v=-_lXTAqQ9O0 ...
Filmy przynajmniej były zabawne, a tu? Tylko tyle, że nic nie rozumiem. o.O Myślałam na początku, że tam dwóch czy trzech kolesi z toporami goniło jednego z mieczem. A potem się pogubiłam. o.O


PS. "Wybierz tożsamość", które tutaj jest przy komentarzach, w jakiś sposób zawsze mnie rozbraja. Brzmi tak... mrocznie i kryminalnie. Pisząc tu komcia czuję się jak potrójny szpieg w wielkich okularach ze sztucznym nosem i wąsami. *.*

Anonimowy pisze...

Ach, Artemis Fowl. Aż zatęskniłem za Mierzwą Grzebaczkiem :).
Podobnie wojowie w Walhalli noce spędzają na piciu, a dnie na niekończących się bitwach, by odpowiednio się zaprezentować w czasie Ragnarokku. Podejrzewam, że te bitwy wyglądają cośkolwiek podobnie.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

Anonimowy pisze...

Ale że co, że jak... a zresztą nieważne, chyba nie chcę wiedzieć.
A propos Katnis Everdeen - może jakiś okrutnie beznadziejny fanfik Igrzysk?

Pigmejka pisze...

@Fraa Farara: ach, "Story of Ricky" i "Deadly prey" - dwa filmy tak potwornie złe, że aż cudowne! :D Fakt, klimatem i logiką pasują tu idealnie... tylko że były dużo, dużo śmieszniejsze niż to opko. ;)

@Anonimowy - jeśli tylko znajdziemy coś odpowiedniego z fandomu "Igrzysk Śmierci", to na pewno to weźmiemy. ;)

Babatunde Wolaka pisze...

Właściwie ten tekst należałoby czytać z muzyką z "Benny Hilla" w tle.

dwanadziesiec pisze...

Nie powinnam była czytać tej analizy na zajęciach, o mało się nie udusiłam. Zdanie "Rżnij mnie jak mięso bydlęce!" zostanie ze mną już na zawsze... <3

Kage pisze...

Witam,
Dawno niczego nie komentowałam, ale dosłownie chwilę temu wpadłam na blog, który powoli mnie zabija.
http://yaoi-by-siemi.blog.onet.pl/
Oto adres tego jajojcowatego narzędzia szatana, może- mimo tego, że są tam chyba tylko dwa rozdziały, dorzuciłybyście to gdzieś jako bonus?

A tak poza tym, ostatnio postanowiłam powrócić trochę do czytania Waszych starych analiz, między innymi "Różowego pamiętniczka i zagrożonych dziurek Deidary". Chyba wiem skąd aŁtoreczki biorą tego umięśnionego Deidarę.
http://www.bloblo.pl/image/272818/default/Attention-people-Deidara-is-one-hot-artist-D-deidara-9597350-557-744.jpg
Jeszcze gdzieś znalazłam bardziej umięśnionego Deidarę(to było straszne ,_,), ale niestety nie zapisałam sobie tego, a na chwilę obecną nie pamiętam pod czym tego szukałam.
Analiza piękna, czekam na kolejne.
To tyle z mojej strony.
Pozdrawiam i życzę tanich psychoterapeutów.
Kage, która szuka tanich psychoterapeutów.

Anonimowy pisze...

/ogłupiała/
Czy ktoś później wytłumaczył powody tej rzezi? Po jakiego gumochłona oni wszyscy walczyli i to w tak nonsensowny sposób, na Siedem Piekieł? /wizualizuje sobie uliczkę przy poznańskim Starym Rynku i wali głową w klawiaturę/
Nie wiem, jak Wy to zdołałyście zanalizować... chętnie się zrzucę na psychoterapię, kto się dołączy? Grupowa powinna taniej wypaść...
Gratulacje - Barty

Dzidka pisze...

Snoopy Iskier, towarzysz z drużyny Kolonasa Waazona!!! :DDD

winddragon pisze...

Nie chciał bym, aby mnie źle zrozumiano, ale się po płakałem(jestem facetem i takie wyznanie zwykle jest trudne)
"Jeden z postawniejszych mieczników wyszczerbił tarczę przeciwnika i złamał mu obojczyk"
Aż mi się przypomniał taki film na youtube i bohater walczący ze swym arcywrogiem "złamałem twój obojczyk! Ha! To osłabi twój obojczyk"

Winky pisze...

Artemis. <3 Muszę go sobie odświeżyć.

Słodka Jadwigo Andegaweńska, jakież to przecudnej urody opko! Ups, sorry - KSIĄŻKA. Weźcie pociągnijcie to dalej, tego nie można tak zostawić. :D

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Przeczytanie tej notki zajęło mi prawie tydzień... NN wygląda znośniej...
A z tą analizą skojarzyło mi się coś takiego:
http://cdn.besty.pl/upload/file/2318481.gif