piątek, 26 kwietnia 2013

Wąpierz-Transformer, czyli iść, ciągle iść w stronę konia


Witajcie!
Pozostajemy w klimatach szeroko pojętego fantasy - w tym tygodniu mamy dla Was historię Wampirzycy, która się ognistym mieczom nie kłaniała. Jest to fanfik do RPG "Sacred", ale - tradycyjnie już - znajomość kanonu nie jest nikomu do niczego potrzebna. Nadchodzi oto Wampirzy Księżyc, który polega na tym, że jest zaćmienie, tylko bardziej - i w związku z tym nasza dzielna boCHaterka musi podjąć się Epickiego Questu, zleconego przez znikającą babę. Babę ową Wampirzyca ratuje z rąk potwornych Nałożników, a potem... nie, w zasadzie ani potem, ani przedtem nie ma to za grosz sensu. Za to jest wybitnie nowatorska ortografia, miecz z funkcją tarczy, powiewanie flaczkiem i samopiszący się list. I żeby tylko!
Miłego!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


Wampirzy Księżyc
Część I : Księga Wampirów

Prolog
I wtedy podchodził do niej powoli patrząc mroźnym wzrokiem, i nagle….
...zza węgła wyskoczył przecinek przed i oraz nadprogramowa kropka w wielokropku! Razem ze źle dobranym epitetem i zupełnie niepasującym do sensu zdania czasownikiem w trybie niedokonanym urządzili mu prawdziwy sajgon.

- Co czytasz ?
- Nie nic babciu
- pokaż
- Znów te książki o wampirach
- No tak ale ja je bardzo lubię
- No dobra opowiem ci o Wampirzym Księżycu, który zdarza się raz na 100000 lat. Usiądź wygodnie i posłuchaj………..
Tu babcia (Albo wnuczka? Trochę się pogubiłam przez ten nowatorski zapis dialogu.) sięgnęła za pazuchę i obficie sypnęła kropkami.
Jeśli te kropki na końcu mają mi zrekompensować całkowity brak znaków interpunkcyjnych wyżej, to przepraszam, ale to nie działa.
Oraz - czy tylko ja przez ten brak kropek czy czegokolwiek wyobraziłam sobie powyższy dialog czytany IVONĄ?

Rozdział 1 – Karczma
Amon-Shi siedziała w Purgatori z jednej z karczm.
I teraz nie wiem - czyżby bohaterka siedziała w INNEJ BOHATERCE (komiksowej)?
Albo karczma była tak podła, a jedzenie tak straszliwe, że wszyscy zgodnie uznali ją za filię czyśćca.
Problem w tym, że to słowo znaczy to, co ma zapewne znaczyć, czyli “czyściec” tylko w języku katalońskim. Ale niech będzie, że założyciele miasteczka bawili się w urocze neologizmy. (Albo zaświaty znajdują się gdzieś w Katalonii.)

Popijała tamtejsze Whisky, było ono wzorowane na Whisky pochodzące z Moorbrook.
Ten alkohol jest tam czczony, czy co, że narrator pisze go wielką literą...?
(Chyba że to nazwa własna, a Purgatorianie dopuścili się plagiatu.)
Jakkolwiek by nie było, informacja o pochodzeniu tej whisky jest zapewne kluczowa dla zrozumienia niuansów fabuły.

Minęły 3 miesiące odkąd Amon-Shi została uwięziona w Menelgond.
Kolonii Menegroth, zamieszkałej przez elfich meneli.
(NMSP, choć akurat za tę nazwę winę ponoszą twórcy "Sacred"... zapewne dla graczy anglojęzycznych nie brzmi to tak niedorzecznie.)

Od dwóch miesięcy próbowała się jakoś stąd wydostać aby powrócić na Ancarię, ponieważ wiedziała że jest tam teraz bardzo potrzebna. Trwał zapewne konflikt, kto ma zostać nowym królem, lecz i tak nie mogła im pomóc.
Nie mogę ci pomóc, jestem koniem bohaterką opka.

Wstała. Podeszła do barmana i zapłaciła za Whisky. Odeszła od barmana, zaczęła zmierzać w stronę innego barmana wyjścia. Nagle zawróciło się jej w głowie i upadła na ziemię.
Tak po prostu? Narratorze, jesteś pewien, że nie “i zaczęła zsuwać się ku upadkowi na ziemię”?
Ale co jej się zawróciło w głowie? Synapsy zaczęły przekazywać impulsy w drugą stronę?

Zobaczyła coś przerażającego, widziała całe wybite Purgatori.
Wszystkich mieszkańców odwzorowano na pamiątkowych monetach. Coś strasznego.

Zobaczyła jakąś postać w oddali całą we krwi.
To tylko Carrie. Schowajcie przed nią wszystkie wiadra i nie wpuszczajcie na sale szkolne, to powinno być dobrze.

Zbliżała się do niej jej twarz była niewyraźna (Też bym była niewyraźna, jakbym była samą twarzą lewitującą w powietrzu), wystarczyło jeszcze parę kroków aby zobaczyła jej twarz. Jeszcze trzy kroki, powtarzała w myślach, dwa, jeden iiii
Iiii? Coś tam wyhamowało z piskiem opon?

- Hej ty obudź się
- Co jaaaaaaaaaaaa

To jest ten moment, w którym analizator już wie, że nie będzie dobrze.
Kto w ogóle uznaje, że ikonki ze znakami interpunkcyjnymi umieszczone w tekście to znakomity pomysł?

- Tak ty, myślałem że nie żyjesz. Jesteś zimna jak lód i ciężka jak skała! Nic ci nie jest ?
- Nie, tylko zamieniłam się w lodowiec.

- Nie wszystko w porządku (wstała)
- Narratorze nawiasowy, spierdalaj pan stąd! - wcięła się do dialogu Pigmejka.
- Może cię zbadam ?
- Nie, nie ma takiej potrzeby
- Ależ nalegam
- Niee !
- No proszę
- Nieeeee
- No przestań, zbadam cię
- No weź, tak dawno nie bawiliśmy się w doktora...
Czyli zupełnie inaczej niż w polskiej służbe zdrowia. Tu byłoby raczej:
"- Może mnie pan zbada?
- Nie, nie ma takiej potrzeby
- Ależ nalegam
- Niee! Wyrobiłem już limit na trzy lata!
- No proszę, przecież mi mózg uchem wycieka...
- Nieeeee "

Wampirzyca nie wytrzymała, zaświeciły jej się oczy na czerwono, pazury jej się wydłużyły pięciokrotnie, zbladła jej skóra i w ułamku sekundy obróciła się do lekarza i powiedziała do niego niesamowicie przeraźliwym głosem
- Zostaw mnie w spokoju  !!!!!!
Ciekawe jak głosem przekazała ten znaczek wykrzyknika. A może oni pisali do siebie smsy?
Wydobywały im się z ust takie komiksowe dymki. A niesamowicie przeraźliwy głos był oddany specjalną czcionką.

Wyglądała tak jakby chciała go zaraz ukąsić, ale nagle wróciła do swojej pierwotnej formy i wypowiedziała :
- Co się zemną dzieje
Starannie sadząc spacje akurat tam, gdzie nie są potrzebne.

Poczym szybko wybiegła z karczmy.
A karczmarz i inni goście bardzo starannie nie zdziwili się, co za dziwadło się miota po sali.

Rozdział 2 – Pomoc starszej kobiecie
Przed drzwiami do karczmy Wampirzyca myślała o tym co się działo w środku i o tym co również widziała gdy była nie przytomna, Lecz nagle jej zamyślenie przerwały krzyki błędów ortograficznych o pomoc. Amon-Shi momentalnie zaczęła biec w kierunku odgłosów. W parę sekund była na miejscu, zobaczyła trzech napastników i starszą kobietę. Tymi trzema napastnikami byli Nałożnicy.
No i teraz widzę staruszkę otoczoną przez trzy męskie dziwki...
Oj tam zaraz napastnicy - po prostu utrzymankowie tej pani próbowali wynegocjować podwyżkę za świadczone usługi.

Wampirzyca bardzo się zdziwiła że te potwory są tutaj i nikt ich nie zauważył.
No, skoro nikt nie zdziwił się jej obecnością...

Podbiegła do jednego, potężnym uderzeniem powaliła jednego na ziemię.
- Nie będziesz mi tu świadczył usług starszym paniom! - oświadczyła dobitnie, pospiesznie wdziewając mundur Ankaryjskiej Policji Obyczajowej.

Już celowała w drugiego ale trzeci zaatakował ją mieczem.
A jeszcze nie nadeszła jego tura! Skandal i sromota... ale czego spodziewać się po certyfikowanym nałożniku.
Wróg nie atakuje pojedynczo?! Jejku, to chyba pierwsza taka sytuacja...

Odskoczyła do tyłu, ku zdziwieniu niesprecyzowanego podmiotu ten pierwszy wstał. Spojrzała im w twarz. To nie byli zwykli Nałożnicy. Jeden ze świecącym mieczem biegł w stronę Wampirzycy .
Posmarował sobie wcześniej kuśkę fosforem, żeby trafić do niej dłonią migotać w mroku...?
Nałożnicy z płonącymi mieczami... do czego to doszło?

Amon-Shi wyciągnęła swój Ognisty Miecz Wampirów. Przeciwnik chciał uderzyć w prawą nogę, lecz się to mu nie udało, ponieważ Wampirzyca zrobiła unik i uderzyła mieczem w plecy Nałożnika.
W plecy...? Hm, skoro był do niej odwrócony tyłem, to nic dzinego, że nie udało mu się udarzyć ją w nogę. Czy w ogóle w cokolwiek.
Dynamiczny opis walki jest bardzo dynamiczny. Aż słyszę klikanie myszką w tle.

Nagle podbiegł drugi z zatrutym mieczem.
Zatrutość miecza była wiadoma dla każdego, gdyż klinga pokryta była zielonym, syczącym i dymiącym płynem.
Albo Wampirzyca w przelocie zerknęła mu w ekran ekwipunku, zbereźnica.

Celował prosto w klatkę piersiową, lecz wampirzyca obroniła się tarczą i przecięła go na pół.
Ona chyba walczy z misiami żelkami, a nie potworami.
No wiesz, jak każdy z nich ma po pięć punktów życia, to tak to się kończy.

Krzyk  ! wychodzący z ust Amon-Shi.
Bardzo zły, naprawdę fatalny zapis!

Spojrzała w dół i zobaczyła jak świecący miecz przebija jej brzuch obróciła się i zobaczyła jak Nałożnik z świecącym mieczem wstał.
Znaczy rozumiem, że wbił jej miecz w plecy? A ona widząc, że ostrze wychodzi jej brzuchem, spokojnie odwróciła się, żeby przyjrzeć się temu, kto jej to zrobił?
Ona pewnie jest z tego gatunku popkulturowych złodupów, którzy, gdy wrazi im się miecz w pierś po sam jelec, chwycą za rękojeść,  bez zmrużenia oka przekręcą kilka razy, wyszarpną i obliżą, patrząc, czy aby wywierają należyte wrażenie.

Szybko odbiegła na bok.
Malowniczo powiewając flaczkiem.
I zaczęła skakać na skakance. Za skakankę robiło jelitko.

Również bez żadnych problemów wstał Nałożnik z trującym mieczem.
Szybko się respawnują, skubańce. Ewentualnie to nie Nałożnicy, tylko wańki-wstańki.
Jakby wańka-wstańka nie mogła respawnować.

Było widać jak trzeci Nałożnik z ognistym mieczem jak się uśmiecha jak. Wampirzyce bolało coraz gorzej, mogła zrobić tylko jedno aby przeżyć. Zamienić się w Wampira.
A NA CO TY CZEKASZ, SIEROTO?

Zaczęło wszystko drgać . A już najbardziej drgał zraniony szyk zdania i kropka oddzielona spacją od wyrazu. Mnie też trochę powieka lata, jak to czytam. Amon-Shi zbladła jej skóra i zanikło orzeczenie, miecz i tarcza jakby połączyły się z jej rękoma.
Yay, wampierz - transformer! Na dwunastym levelu zmienia się w ciężarówkę!

Zbroja stała się przezroczysta.
Byłoby śmiesznie, jakby pod zbroją miała tylko halkę.
Albo barchanowe majty.

Zęby i pazury się jej wydłużyły. Uśmiech Nałożnik z ognistym mieczem zbladł z twarzy i zieleniejąc, pociekł po policzku.
Samobieżne uśmiechy z mieczami.
W dodatku świadczące usługi zbereźne!

Wampirzyca rzekła :
- I co teraz minka znikła tak ?
A przeciwnik odpowiedział:
- Mina nie może zniknąć, mina może tylko zrzednąć, niedouczona pipo!
Wampirzyca ma, widzę, słabość do uroczych zdrobnionek.

Z niesamowitą prędkością podbiegła do pierwszego i przecięła go na trzy pięć części pazurami.
Trzy pięć części? Razem z wampiryzmem przyszła zdolność liczenia tylko do trzech, a potem jest problem?
Albo wąpierzyca robi to tak szybko, że narrator nie nadąża z relacją.

Obróciła się do drugiego i kopnęła go tak że aż wbił się w mur.
O, witam, Wtręcie Komiksowy.

Trzeci biegł na nią z ognistym mieczem. Wampirzyca złapała go za rękę.
Jakim cudem? Chyba że gościu biegł, trzymając miecz za plecami...
No w końcu nigdzie nie jest powiedziane, gdzie on miał ten miecz. Może w rzyci?

Nałożnik rzekł
- Jak to możliwe że cie to nie boli ?
- Przecież moja prawa ręka to też jakby ogień
Eee... co? A jej pięta to pewnie trzęsienie ziemi?

I wyrwała mu miecz z ręki, przebijając go prosto w jego serce i kopnęła go . ...ten miecz? Po krótkiej chwili trzech napastników skruszyło się i wyparowało. Ze skruszenia aż znikli. Wampirzyca wróciła do postaci człowieka. Podeszła do kobiety i zapytała się jej czy nic jej nie jest a ona na to odpowiedziała :
- Wiedziałam że ci się uda ich pokonać
Dlatego stałam tu jak miągwa, zamiast uciekać albo wezwać pomoc.
Oj bo to była Próba! Teraz baba wie, czy boCHaterka jest godna, by podjąć się Epickiego Questa! I weź tu bezinteresownie pomóż staruszce - zaraz cię wkręcą w ratowanie świata...

- Nie rozumiem o co ci chodzi ?
- Wiem że pochodzisz z Ancarii i pomogę ci się z tond wydostać

- Ha ha dobre żarty
- To nie żarty, dostałam list i kazano mi go tobie przekazać. (Podała list Amon-Shi i zniknęła)
(Narratorze, robisz to źle.)
(Można tak podsumować całe opko.)

Bardzo dziwne, znikająca kobieta, dziwne potwory i do tego jeszcze ten list.
List nawet dziwniejszy od znikającej kobiety!
I uśmiechających się nałożników z ognistymi mieczami!

Powiedziała po cichu zmieniając płeć i schował list do kieszeni i poszła w stronę Noclegu.
A potem położyła się do Wyra.
Gdzie wykonała czynność Spania.

Rozdział 3 – Zawartość listu
Wąglik.
(koniec rozdziału)

Nastąpił poranek, przeto nastał czas na Poranne Czynności. Wampirzyca właśnie się obudziła. I odkryła, że godzinę temu zaczęła się fajczyć, bo zasnęła przy otwartym oknie. Zaczęła się ubierać i wypadł jej list, który dostała wczoraj.
- No dobrze, wypoczęłam to teraz mogę otworzyć ten list
Dostajecie list od dziwnej znikającej baby. Co robicie:
a) otwieram go, mając nadzieję że w środku nie będzie wyjca ani pierścienia z dołączoną mapką ze strzałką “Do Mordoru tędy”
b) idę spać
A może ona w tym Noclegu zostawiła swoje okulary do czytania, a gdy je już znalazła, i tak było zbyt ciemno?

Wampirzyca otworzyła list. Było coś na nim napisane (No nie gadaj, serio?) oraz była dołączona mapa.
KWI! Sprawdź, czy nie ma jeszcze pierścienia!

Zaczęła czytać list :
- Witaj. Jesteś ostatnią z rodu wampirów. Zapewne zauważyłaś że z twoimi mocami jest coś nie tak. Jest to spowodowane rozładowaniem się Modułu Wampirycznego i zakończeniem okresu gwarancyjnego Generatora Supermocy nadejściem tak zwanego Wampirzego Księżyca. Jest to mocne zaćmienie księżyca.
Księżyc znika wtedy ukryty za dwudziestoma innymi ciałami niebieskimi. Wszystkie tłoczą się i przepychają, bo chcą być tymi głównymi zasłaniającymi.
Słowem: Księżyc jest tak zaćmiony, że ojapierdolę.

W czasie zaćmienia jeden z Wampirów zdobywa ogromną moc. Moc jest zapewne tak potężna, że może nawet otworzyć portal do Ancarii, lecz nie wiem jak tą tę! moc można zdobyć, ale jest to wszystko zapisane w Księdze Wampirów.
To w końcu za zdobycie mocy odpowiedzialny jest księżyc, czy to, co się samemu zrobi dzięki Księdze Wampirów? Świetnie: “Mamy magiczne super zaćmienie - szybko bierz tę książkę, bo inaczej nic się nie stanie!”
Bo tę moc może zdobyć tylko jeden wampir, ergo - trzeba zabić wszystkie pozostałe. No a skoro nasza boCHaterka jest ostatnią, to nie widzę problemu.

Znajduje się ona w magicznej krypcie ( jaskini),
Hint: krypta jaskinia
Bo ta krypta jest tak magiczna, że stała się jaskinią! A zamieszkują ją ni psy, ni wydry.

która otwiera się trzy tygodnie przed zaćmieniem. Załączam wraz z listem mapę. Nie pokazuje ona świata podziemi, pokazuje świat równoległy. (No, nie ułatwiają jej zadania, nie ma co.) Musisz znaleźć jakiegoś potężnego czarodzieja, który wypowie takie słowa : sza-ra-mi-nu-laaa-kuum  !.
Boom sza-kala-ka boom!
Sza-ra-na-ga-ja-maaaa!

Wtedy otworzy się portal do świata równoległego. Masz trzy dni od następnego poranka, kiedy dostałaś list.
Oby jej to choć poleconym wysłali...

Życzę powodzenia !
Po przeczytaniu tego wampirzyca jakby zamarła, była zarazem ucieszona jak i zaniepokojona. Jeśli list pisał prawdę
Słyszałam o liście, który sam się czyta, ale o takim, co sam się napisał, to nie...

(...)Amon-Shi postanowiła wyruszyć i nawet wiedziała jakiego czarodzieja mogła odwiedzić aby jej mógł pomóc.

Rozdział 4 – Misja u kowala
*wzdech* To będzie jeden z tych niezastąpionych i absolutnie niezbędnych w każdym erpegu questów, gdzie kowal obieca ci wykuć ultrazajebisty miecz, jeśli tylko przyniesiesz mu trzy deski i zwój ochrony przed żywiołami ze skrzyni trzy kroki dalej, prawda?

Wampirzyca przygotowywała się do wyprawy, wzięła ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy takie jak mikstury leczenia, odtrutki, magiczne aure i butelkę whisky.
W co się pakuje magiczną aurę? Są jakieś w aerozolu do kupienia?
Szczelnie owija się ją w skarpety, żeby nie wyciekła. Koniecznie w zielone. Ale lol z tego, że najpotrzebniejsza wampirowi jest nie porządna stal, tylko flaszka whisky.

Nie brała ze sobą jedzenia ponieważ nie było jej potrzebne. Mogła bez jedzenia wytrzymać nawet cztery miesiące. Albo zamordować sobie jakieś po drodze. Jedzenia by ją tylko spowalniało.
Noo, jeśli jedzenie = niewolnik na postronku to fakt, średnio to praktyczne.

Wyszła z pokoju, zeszła w dół. Po czym zeszła do góry. Podeszła do kobiety i zapłaciła jej za nocleg. Wyszła na zewnątrz i zagwizdała. Szybko podbiegł do niej jej koń. Założyła na nim bagaże i kazała mu tu zaczekać.
- Waruj! Dobry koń!

Nie daleko był kowal, poszła do niego. Gdy kowal ją zobaczył ucieszył się.
I już zaczął rozgrzewać swój młot kowalski.

- Witaj moja przyjaciółko
- Witaj
- Co cię do mnie sprowadza ?
- Chciała bym abyś ulepszył mi moją broń
- Nie ma sprawy, mam u ciebie wielki dług odkąd uratowałaś mojego brata przed nuk-nukami.
Rzeczywiście, bardzo przerażające.

Więc ulepszyć ci broń w atak czy w obronę ?
W dupę go ulepsz!!!
Ja pierdziu, nadejdzie kiedyś taki czas, gdy ludzie nie będą bezmyślnie przekładać mechaniki gry na tekst pisany?
Ulepsz jej miecz w obronę. Wyklep z niego tarczę. :D

- W atak ale nie tak zwyczajnie, chce abyś wkuł (połączył) smocza łuskę z moim mieczem
I będziesz mieć miecz w kolczudze. Jeszcze nałóż tarczy hełm i będzie komplet. I umocuj na tym hełmie kuszę, żeby raziła wroga z dystansu. Nie zapomnij dodać jej kółek, żeby była samobieżna.

- Oooooo smocza łuska, to będzie dosyć trudne ale zrobię to
- Ile ci to może zająć czasu ?
- Trudno mi określić, ale zrobię to jak najszybciej
- Dobrze powodzenia, przyjdę po miecz za parę dni
- Na pewno będzie gotowy, już się biorę za robotę
Bo nie mam przecież żadnych innych obowiązków. Posługi dla Mary Sue przede wszystkim!
Wiesz, dług za zabicie nuk-nuków to jednak nie w kij dmuchał.

- Do zobaczenia
- Do zobaczenia
Amon-Shi wyszła od kowala i szła w stronę konia zastanawiając się jaką będzie teraz walczyła bronią.
A nie mogła kupić sobie żadnej innej u kowala, gdyż...?
Ciułała grosz na ultrawypasioną kolczugę z funkcją balisty i ekspresu do kawy.

Po chwili zobaczyła że coś błyszczy w tym miejscu gdzie wczoraj stoczyła walkę. Podbiegła tam i zobaczyła jak na ziemi leży ognisty miecz, który miał ją jemu, a nawet temu tam trzeci napastnik. Tak jakby los chciał aby znalazła ten miecz.

Podniosła go, miecz był nawet dobry lecz jej stary i tak był lepszy. Włożyła miecz do pochwy (I pasował, i na długość, i na szerokość? Ale takie rzeczy tylko w seksie...) (Ale trzymanie płonącego miecza w pochwie nie grozi pożarem czy coś?) i dalej szła w stronę konia.
Iść, ciągle iść w stronę konia
W stronę konia aż po horyzontu kres
Iść ciągle iść tak bez końca...


Tym optymistycznym akcentem kończymy analizę. A dla tych, którzy wytrwali do końca - po raz kolejny słodki kotek w nagrodę:

piątek, 19 kwietnia 2013

Czerwony Troll w wirze agonii, czyli cała armia Czarnych Rycerzy







Witajcie!

Na jakiś czas mamy dość złych opisów seksu - więc w tym tygodniu coś z całkiem innej beczki. Co prawda też będzie dużo rąbania w wilgotnym, śliskim i ciasnym miejscu, ale... to zupełnie nie to, co myślicie! Tym razem poleje się krew, w powietrzu będą latać flaki, a głowy pękać jak baloniki. Pojawi się też troll, cyklop i coś na kształt ptaka. Wiemy, że już nie możecie się doczekać, zatem nie przedłużając - indżojcie!

Opko podrzucił JM, za co serdecznie dziękujemy!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

"Ten, który jest gotów na śmierć może zostać zabity."
A cytat wyrwany z kontekstu może brzmieć całkowicie idiotycznie.
A cytowanie bez wskazania źródła cytatu daje +50 do ogólnej failowatości tekstu.

Krwawe słońce zachodziło posępnie nad mrocznymi konturami budynków.
A jego plugawe promienie złowieszczo pełgały po zgniłych zaułkach, naznaczając je klątwą wieczystego bólu dupy.
Zaś pretensjonalne epitety tłoczyły się w banalnym zdaniu, czyniąc je kiczowatym ponad wszelkie wyobrażenie.

Niżej, w wilgotnej, śliskiej i ciasnej wulwie uliczce dudniły odgłosy biegu trzech ludzi.
W czymś śliskim nie można dudnić. Można co najwyżej mrocznie ciaptać.
Może to byli Posępni Dobosze, w biegu walący w bębny?

Pochylone sylwetki dzierżyły w dłoniach krótkie i tępe topory.
Tępota toporów jawiła się postronnemu obserwatorowi w pełnej glorii swej bezwstydnej nienaostrzoności.

Biegli tupiąc głośno ze wzrokiem utkwionym w końcu alejki.
Cios miecza wymierzony z ciemnego zaułka oderżnął głowę pierwszemu z biegnących wojowników.
Zaułek wytarł miecz z krwi wroga i odgalopował na wiernym rumaku.

Łeb wirując w powietrzu rozbryzgał krew wokoło.
Specjalnie leciał w slow motion, żeby wszystko zdążyło się pobrudzić.
Czyżbyśmy byli na planie zdjęciowym "Spartacusa"?

Bezwładne ciało osunęło się w kałużę. Dwaj pozostali zatrzymali się jak wryci i nie zwracając większej uwagi na truchło poległego towarzysza, wznieśli broń do ciosu na wroga, z Bogiem, a choćby i mimo Boga, który wyskoczył z zaułka.
Niestety, nie wznieśli tarcz do ciosu na wroga który miał łuk, w związku z czym już po chwili nie żyli.

Obydwa wy­szczerbione topory dosięgły celu i czaszka przeciwnika eksplodowała jak dzban z winem, powodując deszcz krwi.
Najwyraźniej w tutejszym uniwersum ludzkie głowy to takie baloniki wypełnione krwią. Może to wyjaśniać niektóre zachowania bohaterów.

Złamany miecz z brzękiem uderzył w zalany posoką bruk.
Yyy... a ten miecz to tak samobieżnie, czy jednak do kogoś należał? I ten ktoś walczył złamanym mieczem (po co?), czy może złamał go jakoś w międzyczasie? Innymi słowy - co to zdanie tak właściwie wnosi do fabuły?

W ułamku sekundy pierwszy z toporników obrócił się i półkolistym ciosem odtrącił włócznię.
Chyba płetwą to zrobił.
[Topornik mały (Argyropelecus hemigymnus) – gatunek morskiej ryby wężorokształtnej z rodziny przeźreniowatych (Sternoptychidae). Gatunek batypelagiczny, występuje we wszystkich oceanach od 60° N do 56° S na głębokościach 0–2400 m.]
Może to desant z sąsiedniego fandomu?

W tym czasie drugi rozwalił na kawałki tarczę kolejnego wojownika, który wychynął z zaułka. Napastnik ciął mieczem. Topornik zablokował cios, krzesząc snop iskier. Pierwszy uchylił się od pchnięcia włócznią i przywalił ją toporem do ściany budynku.
Zaraz... Kto tam kogo bije i właściwie czym? I czemu miecz zamienił się we włócznię? I co za debil walczy włócznią w ciasnych zaułku?!
 
I dlaczego "topornicy" nie mają tarcz, tylko jak debile blokują ciosy toporami? To w ogóle możliwe? IMO to doskonały sposób na wyszczerbienie broni...

Drugą ręką chwycił wroga za czerep i też rąbnął nim w ścianę. Szybko poderwał broń w górę i rozpłatał jego twarz w potoku wrzasku.
Tym razem nie krwi?
Nie, ten koleś miał zamiast głowy balonik pełen wrzasku.

Drugi topornik schylił się i uniknął ciosu długiego miecza. Potężnym uderzeniem odrąbał rękę miecznika.
Ja wiem, że w grze Plemiona są “miecznicy” i “topornicy”, ale w rzeczywistości miecznik to albo średniowieczny urzędnik zajmujący się zbrojownią władcy, albo rzemieślnik wykonujący broń białą, albo taka duża morska ryba. Czytelnikom pozostawiam wybór.
W "powieści", której niniejszy fragment jest wstępem, autor uparł się nazywać lata "wylewami". Bo tak.
Czyli jednak ryby. Wiedziałam!

Wróg wyjąc z bólu i ściskając mocno krwawiący kikut, opadł na ziemię i tam został rozpłatany.
Ktoś tu najwyraźniej lubi to słowo. Padło już trzy zdania temu.
Wyfiletowany raczej.

Jego miecz razem z resztą ramienia wirował w powietrzu.
Zwizualizowałam sobie taki krwawiący kikut lewitujący nad ziemią... Teoretycznie dałoby się. Można by np. powiesić go na kilkunastu balonikach z helem.
Albo to jakiś bug w Matrixie... taki jak tu: http://youtu.be/yBqKG8HF3zQ?t=56s

Topornik złapał go i skrzyżowawszy broń nad głową, zablokował zabójczy cios halabardy.
Trzymajcie mnie, bo szczeznę. Ciekawe czym jeszcze będą walczyć te tumany w tej małej, wąskiej uliczce? Oszczepami? Piką? Czołgiem?
Poczekaj, zaraz wyjadą rydwany. I słonie bojowe.

Pierwszy topornik rąbnął w tarczę wroga. Nie zdążył jednak uniknąć opadającego ostrza. Plask! Miękko jak w masło wcięło się w jego bark i korpus, rozlewając kolejną kałużę krwi.
Eee... o pancerzach być może panowie topornicy słyszeli, ale najwyraźniej nie praktykują..

Topornik ostatkiem sił uśmiercił wroga (chyba to syn Czarnego “To Tylko Powierzchowna Rana” Rycerza z Monty Pythona) podrzynając mu gardło szybko wyciągniętym nożem i padł w wirze agonii.
 
Noo, ten troll ze "Skyrima" też jak nic padł w wirze agonii. Bardzo to spektakularne, trzeba przyznać.

Ostatni z trójki toporników kątem oka dostrzegł, że jego towarzysz padł. Odtrącił najbliższych mu wrogów, a oni spokojnie odsunęli się z szacunku dla jego straty, po czym chwycił pewniej miecz i topór.
Jeszcze pewniej? Mój boru, żeby sobie z tego ściskania odcisków nie narobił...

Zamachnął się i wirując ciął wszystko na oślep obydwoma ostrzami.
Niestety, zrobił za duży piruet i rąbnął w ścianę uliczki, po czym padł bez zmysłów.
Ja to już gdzieś widziałam... Ekhem: http://eu.battle.net/d3/pl/class/barbarian/active/whirlwind
Coraz częściej mam wrażenie, że przy wszystkich erpegowych skillach powinno widnieć ostrzeżenie: "Nie próbuj tego w domu ani w swoim opku, gdyż każdy skill bezmyślnie przeniesiony z erpega może grozić głupotą i/lub zupełnym nieprawdopodobieństwem opisywanej sceny".

Przeciwnicy cofnęli się, tamując dłońmi krew wypływającą z ran. Topornik widząc ich strach zatrzymał się i wypuścił wirujące ostrza w obie strony tak, by dosięgły jak najwięcej wrogów.
O, hai Kratos.
O ile nie ma samobieżnego miecza wielosieka, to przykro mi, ale mogą dosięgnąc co najwyżej dwóch osób. Plus - mieczem się nie rzuca. Bo jest to działanie jednorazowe, po którym już nie ma się miecza. Po wymachu w ciasnym zaułku prędzej trafiłby w bezpańskiego kota skórką od banana.

Wyciągnął zakrzywiony nóż z cholewy buta i przyłożywszy go sobie do gardła, wykrzyknął:
– Nędzarze, bojaźliwe świnie! Wy drapichrusty! Jesteście niegodni by zabrać moje życie!
Po czym bez dalszych wyjaśnień poderżnął sobie gardłoAle... po co? Przecież zaczął wygrywać...? Chyba...?
Booo... poczuł się głęboko dotknięty okazanym przez nich strachem, w związku z czym przestali być oni dla niego godnymi przeciwnikami, więc nie mógł już z nimi walczyć, ale jeśliby nie podjął walki, tamci niechybnie by go zabili, a myśl o tym, że zabiją go tchórze była mu jeszcze wstrętniejsza niż myśl o zabijaniu tchórzy, a nie mógł zrezygnować z walki, bo to by jego uczyniło tchórzem, więc pozostało mu tylko urżnąć sobie łeb ostrym nożem. No przecież proste to jest.
Pytanie, kim oni właściwie są i po jakie licho walczą, pozostaje nadal bez odpowiedzi.
Po czym bez dalszych wyjaśnień poderżnął sobie gardło i osunął się na inne trupy rozbryzgując krew ostatnimi uderzeniami serca.
Serca biegało i waliło w co popadnie, żeby tylko krew poleciała.
Oraz - czytelniczka Vatelema podrzuciła przykład, przy którym ten topornik to cienki żuczek:
“Gdy zaś żołnierze mieli już wieżę zdobyć i usiłowali wyważyć drzwi do atrium, gdy nadto był wydany rozkaz, aby ogień podłożyć i drzwi spalić, [Razis] osaczony ze wszystkich stron, przeciwko sobie samemu skierował miecz. Wolał bowiem w szlachetny sposób umrzeć, aniżeli złoczyńcom wpaść w ręce i być przedmiotem zniewag wymierzonych przeciwko jego szlachetnemu pochodzeniu. W zapale walki chybił jednak ciosu, a wielu żołnierzy już wpadło przez drzwi. Wybiegł więc odważnie na mur i mężnie sam zeskoczył na żołnierzy. Kiedy zaś oni szybko cofnęli się i powstała [wolna] przestrzeń, spadł na środek pustego miejsca. Żył jednak jeszcze i płonął gniewem. Podniósł się, choć krew z niego płynęła i rany były bolesne, a biegnąc minął żołnierzy. Stanął wreszcie na jakiejś urwistej skale. Całkowicie pozbawiony już krwi wyrwał wnętrzności, a wziąwszy je obydwoma rękami, rzucił na żołnierzy. A prosił Władcę życia i ducha, aby mu je ponownie oddał. W ten sposób zakończył życie”.
2 Mch 14, 41-46.
(Żydzi to jednak piszą najlepsze fanfiki^^.)

Nikt ze zwycięzców nie zwrócił uwagi na tę przemowę, gdyż mało kto znał jego język.
Co wznosi całą tę sytuację na zupełnie nowy poziom absurdu.

Po chwili bezruchu, nagle, nie zważając na brakujące członki (cała armia Czarnych Rycerzy, ratunku!) i liczne rany ruszyli na siebie z krzykiem i zbili się w szarpanej i krwawej bijatyce.
Kto, kogo, po co...
Oni wszyscy mają w rękach kije samobije, a na nogach czerwone trzewiczki nastawione na funkcję "berserk". Innej opcji nie widzę.

Jeden z postawniejszych mieczników wyszczerbił tarczę przeciwnika i złamał mu obojczyk, (Chyba nie tym końcem miecza walił, co trzeba, skoro złamał...) po czym gdy ten opadł na kolana ściskając ranne miejsce, wbił mu nóż w czaszkę, która rozłupała się na dwie części.
Miecznik walczący nożem, cudnie. Szkoda że mu kosy pod żebro nie wsadził.
Może ten miecz był jednorazowy? *nie wiedzieć po co, wciąż szuka sensu*

Miecznik natychmiast obalił nogą truchło i rąbał dalej bez opamiętania.
*wild skojarzenie z Pieśnią o Rolandzie appears*
Masz szczęście, mnie się przypomniał Geralt rąbiący Jaskra...

Potężny siłacz z młotem bojowym uchwycił w końcu jego śmiercionośne ramię i bez trudu oderwał je od reszty ciała, po czym zmiażdżył jego kości walnięciem swej ciężkiej broni.
Nie... zasnę... przy... tej... analizie... nie... zasn...
Ale wyjaśni mi ktoś, po co trudzić się z łapaniem ręki przeciwnika i wyrywaniem jej (srsl, to nie taka prosta sprawa nawet dla bardzo silnego mężczyzny), jeśli można mu po prostu dać młotem po łbie? Pięknie proszę, płacę w ciastkach.

Nagle z wyłamanych okien i dachów spadły w dół czarne, kolczaste kulki sycząc i wirując wściekle.
Potem okazało się, że tylko niosły buty.
*łapie kurzyki i wynosi je z opka, żeby im się nic nie stało*

Eksplodowały z potwornym hukiem, rozsyłając odłamki na wszystkie strony i omiatając uliczkę morzem wrzasków,  krwi i ognia.
Miały ten ogień i krew po kieszeniach chyba pochowane.
To były granaty wypełnione wyjcami, doskonała broń psychologiczna.

Zaraz potem z dachów zeskoczyło kilka postaci (w ten ogień zeskoczyli...?) w czarnych pelerynach i żelaznych maskach i skafandrach ognioodpornych, mam nadzieję. Dzierżyli w dłoniach miecze i włócznie. Kiedy tylko miękko wylądowali na stercie dymiących trupów, wypadła na nich kolejna horda wojowników, tłoczących się każdą uliczką i każdym zaułkiem.I zaraz z nich będą ludzkie szaszłyki. Tylko taki efekt może dać w tym miejscu liczna armia z włóczniami.
Hm... od początku była mowa o wąskiej, śliskiej i ciasnej uliczce... Może ten rozdział to jedna wielka metafora walki plemników o dostęp do komórki jajowej?

Włócznie poszybowały i zagłębiły się w klatkach piersiowych. Kolejni nieszczęśni szaleńcy rzucili się z wrzaskiem na nowo przybyłych.
Skąd oni się biorą? Respawnują gdzieś za winklem? Póki co mam wrażenie, że narrator zdaje relację z jakiegoś randomowego deathmatchu MMORPG.
A sterta trupów rośnie i rośnie... zaraz sięgnie dachów budynków.

Snopy iskier i szczęk oręża towarzyszył każdemu z nich w ostatniej walce.
Przy czym snopy iskier nie wiadomo co robiły, bo zabrakło dla nich orzeczenia.
Snopy iskier też towarzyszył. Bo w rzeczywistości był to Snoopy Iskier, Bardzo Dziwny Anioł Śmierci.

Jeden z wojowników walczył dwoma mieczami. Dzięki temu odbił pchnięcie włóczni i złamał ją, po czym z półobrotu ciął w połowie tułowia jej właściciela. Odrąbał łeb kolejnemu napastnikowi i obróciwszy miecze w dłoniach (znaczy - chwycił za klingi?), roztrzaskał nimi szeroką drewnianą tarczę z ostrym szpikulcem w środku.
Nagle coś silnego chwyciło go za kark i odrzuciło w powietrze. Czerwony Troll, zwabiony odgłosami walki, swojej ulubionej rozrywki, wkroczył w uliczkę, dudniąc i wymachując zmasakrowanymi ciałami.
Ja przepraszam, ale sugestia Googli co do tożsamości owego Czerwonego Trolla trochę mnie zabiła.

Był trzy razy wyższy od najwyższego męża .
Czyli miał minimum sześć metrów.  JAK on się mieścił w tej wąskiej i ciasnej uliczce?
Może był wysoki i baaaardzo chudy? TAKI?

Wydał z siebie okrzyk śmierci ("AAAAARRRRGHHHH!!! Khe, khe... hyyyy...") i umarł obiema olbrzymimi pięściami walnął w ziemię, miażdżąc dwóch i wstrząsem zwalając z nóg paru kolejnych ludzi.
Pfff, nastoletnie Azjatki robią to lepiej!

Zabijaka z krótką dzidą bohatersko wbił mu ją w udo i natychmiast został mężnie zmiażdżony ogromną stopą. Inni rzucili się na korpus i nogi potwora dźgając i tnąc grubą, śmierdzącą skórę. Troll zaczął stepować - z atakujących pozostał nieco żelazisty dżemik. Z dachów skoczyło na grzbiet i głowę Trolla jeszcze kilku. rżnęli  go jak mięso bydlęce, a on otrząsał się tylko.
(Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że fraza "rżnij mnie jak mięso bydlęce!" nie padła w poprzednim opku.)
No ale czemu bydlęce? Je się rżnie jakoś specjalnie?
Brutalnie i od strony zadu.

W końcu podskoczył i grzmotnął w ziemię tak mocno, że nikt żyw na nim nie został.
Nikt żywy na tym trollu? Czy na tym ziemiu?

W tej chwili z drugiej strony nadbiegł dudniąc i łomocąc, również zainteresowany masakrą, wielki cyklop owinięty łańcuchem, z maczugą bojową w niedźwiedziej łapie.
Niby można i tak... ale po co?
Ma +10 do wymachu. Plus przyjemniej trzymać coś puchatego niż twarde drewno.

Troll walnął pięścią w ścianę budynku i rozsypując cegły, wyrwał sporą kalenicę. Obaj z cyklopem ruszyli na siebie dudniąc czym? No, w gardłach im gulgotało. Jak indorom., łamiąc i miażdżąc co? Tak ogólnie. Naśladowali Hulka. Zarówno maczuga jak i belka złamały się jak zapałki przy zderzeniu. Pozbawione broni potwory, Troll i cyklop, zwarły się w uścisku.
Ale tylko Troll pisany był Wielka Literą, miał więc naturalną przewagę moralną.

Kilka strzał poszybowało w ich stronę z dachów sąsiednich budynków. Łucznicy celowali w oczy, lecz zapadająca noc nie pomagała im w tych usiłowaniach.
Jeszcze kilka tak niesamowicie dynamicznych zdań i padnę trupem z przejęcia.
A czemu w oczy? Chcą być jak Katniss Everdeen, która trafiała z łuku wiewiórki prosto w oko?
Chyba chodzi o to, że ciosy w korpus nie robiły na stworach większego wrażenia. Albo dla szpanu.

Tymczasem wojownik z oszczepem i tarczą przerzucił atakującego osiłka nad sobą i dobił go tępym końcem drzewca.
Bo nie po to oszczep ma grot, by nim żgać wrogów, no bez przesady. To tylko estetyczny dodatek.
Jeszcze by się krwią upaćkał i co wtedy... Swoją drogą, jak można kogoś dobić tępym końcem? Brutalnie mu go wetknął nie tam gdzie trzeba?

Kopnął w udo następnego, szarżującego na niego i przybił go oszczepem do ściany, po czym wyrwał swą broń i rzucił nią w lewą nogę cyklopa. Przebił ją na wylot, a na wystające ostrze nadział się kolejny walczący.
Oszczep przebiłby jeszcze trzech kolejnych ludzi, konia, słonia i kram garncarza, ale mu się nie chciało.
Cyklop wyjął ostrze, zostawiając na niej człowieka, nadział kilka główek kapusty, kurczaka, udziec wołu i poszedł zrobić grilla.

Na ten widok bijący się obok siłacz odrąbał toporem do końca nogę cyklopa i natychmiast zwrócił się do napastnika.
No to cieniuśkie miał cyklop te nóżki... Gdyby to opko nie było takim gierczanym pomiotem, zdziwiłabym się, jak w ogóle ten stwór utrzymywał się w pionie.
Tu się nic nie trzyma, Ani kupy, ani w pionie.

Pozbawiony nogi cyklop zachwiał się i rozluźnił zabójczy uścisk. Trollowi to wystarczyło by złamać jego kark i cisnąć nim w budynek tak (tym karkiem), że konstrukcja waląc się, pogrzebała potwora.
Nagle na tle nieba, z cienia nadchodzącej nocy, wyłoniła się maszyna na kształt ptaka,
A tuż obok niego, na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek.
(Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy,
Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy.)

maszyna na kształt ptaka, ale o błoniastych, trójkątnych skrzydłach i drewnianym kadłubie. Machina szybko zatoczyła półokrąg i wystrzeliła na oślep w stronę Trolla trzy ogromne strzały.
Ale czemu na oślep? Celowanie było lamerską sztuczką, do której nigdy się nie zniżała czy jak?
Może miała zeza? I musiała strzelać na oślep, bo jak celowała, to zawsze trafiała obok?

Jedna chybiła, ale dwie trafiły w łeb i w strumieniach krwi obaliły diabelskie stworzenie. Machina zatoczyła jeszcze jeden krąg i zmiotła także łuczników, którzy od kilku chwil strzelali do niej. Niestety ptaszysko zahaczyło o wystający pal i z połamanym skrzydłem zwaliło się w uliczkę zapchaną walczącymi i trupami.
Trochę ciasno już im się tam robi...
Ja serio czekam, aż trupy zasłonią budynki.

Walka niestrudzenie trwała dalej. Kolejne głowy padały. Czytelnicy wciąż nie wiedzieli, kto, z kim i dlaczego i coraz mniej ich to obchodziło. Wojownicy, jeden po drugim, zarzynali się nie zauważając nawet, że kończy się ich nędzny żywot.
To były goryle?
(“Coś przemieszczało się w kłębach kurzu. Butler od razu pojął, że nie jest to człowiek - uczestniczył w zbyt wielu wyprawach safari, by nie rozpoznać zwierzęcia. Możliwe, że miał przed sobą małpę - budową górnej połowy ciała stworzenie przypominało małpę afrykańską, ale było większe niż jakakolwiek człekokształtna istota, jaką służącemu zdarzyło się widzieć. Jeśli to małpa, pomyślał, to broń ręczna nie na wiele się przyda. W mózg dorosłego samca goryla można władować pięć kuł, a on i tak zdąży nas pożreć, zanim zrozumie, że nie żyje”.)

Nie było miejsca na strach, ani współczucie. Słabi nie dożywali bitwy.
Znaczy... padali jeszcze przed bitwą? Umierali ze strachu, czy ki diabeł?

Dezerterów wieszało się na miejscu.
Ale jak, to za tymi wszystkimi cyklopami i berserkerami grasowało jakieś NKWD i wyłapywało uciekinierów?

Tylko pewni wojownicy mieli zaszczyt odbierać życie innym. I sami zaraz również ginęli. Rzeczywiście, zaszczyt jak cholera. Jeden z nich stanął na cielsku Trolla z szablą oraz włócznią w rękach i jarał się tym, że jedna broń ciągle przeszkadza drugiej dźgał, wyżynając wszystkich, którzy próbowali zdobyć jego pozycję. W końcu ugodzony w plecy oszczepem, padł. Ktoś zajął jego miejsce, by koło w machinie śmierci mogło toczyć się dalej.
I... koniec. Tak, nigdy nie dowiemy się, kto tam kogo wyrzynał i po jakie licho. Podejrzewam, że powinniśmy teraz zamrzeć w przerażeniu nad krwawością, brutalnością i stylizacją na "Berserka", mnie jednak bardziej zbiera się na ziewnięcie.
Właśnie. Dla wszystkich tych, którzy wytrwali do końca - słodki, ziewający kotek: