piątek, 15 marca 2013

Ugotowane łazienki i podziurawione dziury, czyli Hinata na glinianym ptaku - cz. 2


Witajcie!

Uprzedzając Wasze komentarze: JESZCZE jest piątek! ;)
W tym tygodniu znów będziemy towarzyszyć Hinacie w jej radosnych, dramatycznych i całkiem niezrozumiałych przygodach. Przyłączy się ona wreszcie do Akatsuki - wszystkim jej dawnym znajomym będzie z tego powodu bardzo smutno: tak smutno, że aż postanowią ją zabić. Ogólnie będzie dużo płakania, biegania po zakurzonych drogach i dziwowania się wszystkiemu. Ale jak tu się nie dziwić, kiedy Hinata gotuje łazienki, a dziwny Juubi dziwnie wiąże sobie ręce na dziwną kokardkę.

PS. WAŻNE OGŁOSZENIE PARAFIALNE! 
24 marca (niedziela) na Pyrkonie w Poznaniu odbędzie się panel Jak zrobić coś dobrego ze złej literatury?". Poprowadzi go Paulina „Hagath” Jałoszyńska, a gośćmi będziemy MY, Vivaldi, Szprota z Niezatapialnej Armady, Dżul z It's not logical i... sama Ewa Białołęcka! Wszystkich serdecznie zapraszamy!

Nie przedłużając - indżojcie!
 
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka



LoL mamy nowy rozdział >.< Myślałam, że go nigdy nie napiszemy xD
LOL jest dalsza część analizy! Myślę, że wypiję pół litra, zanim ją napiszę!

Kłamiecie!

Pewnego dnia blondyn o niebieskich oczach budził się właśnie do życia.
Mam déjà vu. Poprzednia analiza zaczynała się tym samym kretyńskim wyrażeniem.
A mnie właśnie przyszło do głowy, że to bardzo dobrze, że budzi się do życia. Co by było, jakby się budził do śmierci?
To by znaczyło, że Kirkegaard też pisywał opka.

Jak co dzień chciał obudzić Hyugę. Lecz tym razem jej nie było przy nim. Zapewne robiła śniadanie czy coś takiego, lecz nic nie czuł.
Ani zapachu lurowatej kawy, ani swądu przypalonej jajecznicy...
Ani nawet kształtu pełznącego pod kołdrą, który sugerowałby, że dziewczyna postanowiła obudzić go nieco inaczej...

Kąpała się? Nic nie słyszał?
W końcu to ninja, można by się spodziewać, że potrafi kąpać się tak, by nie obudzić wszystkich domowników.
Może sr... znaczy, robi poranne czynności w ciszy.

Wyszła spotkać się o tak wczesnej porze do Sakury?
Bo Sakura prowadziła dom spotkań, oczywiście. Modlitewnych.
Albo dom otwarty. Ten jest, nomen omen, zawsze otwarty.
 

Wyjechała do Suny nie żegnając się z nim?
Wyjechała czym? Pociągiem, których w Narutoversum nie ma? Samochodem, których... hmm, też nie ma? Chociaż znając stopień marysueizmu Hinaty, pewnie pojechała wierzchem na wielkim złotym smoku.
Wierzchem na miotle.

(...) Poszedł sprawdzić do łazienki. Tam też jej nie było. Zajrzał do zlewu, ale nie utknęła w odpływie. Zrobił poranne czynności (yeah! \m/) i zaczął się ubierać. Kiedy zakładał spodnie nie zauważył, że jakaś karteczka mu wyleciała z tyłu kieszeni. Wyszedł z pomieszczenia kierując się w stronę kuchni. Lecz kiedy tam otworzył granatowowłosej przyjaciółki znów tam nie było.
Im bardziej Puchatek Naruto zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka Hinaty tam nie było.

Zostało mu tylko jedno wyjście: Wioska Piasku.
Bo, jak wiadomo, Hinata występuje tylko w trzech miejscach: w kiblu, w kuchni lub w Wiosce Piasku.

Skarcił się i zaczął szybko jeść ramen. Kiedy zjadł swój ulubiony posiłek Rosół z różnościami, czyli japońska (i nieco bardziej naturalna) wersja tzw. zupki chińskiej. Gratulujemy śniadania. w pospiechu zaczął zakładać swoją bluzę. Trszasnął drzwiami zapominając, że nie wziął klucza.  Uśmiech nie schodził z jego jakże uroczej twarzyczki. Lalala, znikła mi baba, juhu, jestem zapominalski *jeb drzwiami* hurra! Szedł korytarzem bloku w którym mieszka.
Bo Hokage wcale nie przysługiwało jakiś służbowe mieszkanie, też mi coś! Będzie się gnieździł w kanciapie, którą przydzielono mu jako bezdomnej sierocie.

Zawsze rozbrykany tutaj biegał, a teraz kiedy ma już te osiemnaście lat wydoroślał (chyba). Spojrzał na jedne z drzwi. Mieszkała w nim jego była dziewczyna, lecz wyprowadziła się. Mieszkają tam teraz Sasuke i Sakura, lecz nie jako dziewczyna i chłopak, tylko jako przyjaciele.
Nawet mieli dwa łóżka! (Choć nie zawsze oba były zajęte.)

Przeszedł dalej. Po kilku krokach znalazł się przed drzwiami domu pewnej czerwonowłosej przyjaciółki. Nazywa się Kena Uzumaki. Wszyscy myślą, że to kuzynka Naruto, lecz on tak nie myśli.
Nie będzie się przecież sugerował czymś tak mało ważnym jak nazwisko!
Co mu tam jakieś nazwisko! On niczym Romeo odrzuca nazwiska by pachnieć jak róża!
...czy jakoś tak.

(...) Poszedł do wyjścia. Kiedy chciał nacisnąć na klamkę otworzyła mu załamana Haruno. Łzy z jej oczu lały się jak wartka rzeka.
Samotna rzeka.



Uzumaki chciał ją zatrzymać. Jednak nie zdążył. Tuż za nią przybiegł Sasuke. Był zdziwiony.
- Co się jej stało?- zapytał czarnowłosego przyjaciela. Ten pokiwał przecząco głową i zaprzeczył potakująco nic nie mówiąc zadeklamował wiersz poszedł dalej stojąc w miejscu. Blondyn coraz to bardziej dzisiaj był zszokowany. Postanowił pójść najpierw pod bramę dowiedzieć się o co chodzi i czy Hinata nie wychodziła z wioski. Następnie chciał iść na ramen (Czy oni tam tylko to potrafią gotować...?) i wysłać list do Kazekage. Jednak jego plany zostały zakłócone. Otóż gdy po dziesięciu minutach znajdował się już przy bramie tam zaczął rozmowę z Izumo- brązowowłosym strażnikiem tejże bramy.
- Izumo co się dzieje?- zapytał- Czy nikt nie wychodził z wioski?
Czarnooki spuścił głowę. Widać  było, że się bał powiedzieć mu prawdę, lecz Uzumaki po kilku minutach zniecierpliwił się i uderzył mocno pięścią w biurko.
Strażnik siedzący w bramie przy biurku...? Co tam jeszcze mają, regał na archiwa przy murze?

- Hinata-sama wyszła z wioski!- krzyknął przerażony stojąc na baczność i patrząc się w krwistoczerwone oczy Hokage.
- Czy to aż takie straszne?- zapytał śmiejąc się.- Trzeba było tak od razu... Przecież ona jest Kaze...
- Ale jak powiedziała Kena Uzumaki ona doszła do Akatsuki!- krzyknął Izumo- Sam widziałem, jak szła w tym kierunku - wskazał na wielką tablicę ze strzałką i napisem "DO AKATSUKI - TĘDY". Nie, po prostu niosła wielką mapę okolicy, na której Akatsuki było zaznaczone wielkim czerwonym serduszkiem. Sakura- san się tego nie dawno dowiedziała i się popłakała razem z Sasuke byliśmy zdziwieni, a on powiedział, że będzie pilnował Sakury!
- Aaa- nie przeszło mu to przez gardło- Kłamiecie!
Uzumaki pobiegł w stronę sześciu twarzy Hokage.
Liczył, że do niego przemówią?

Gdy tak biegł pełno ludzi się na niego patrzyło. Zatrzymało go coś. Okazała się nią Kena. Tą cosią. Wspomniana niedawno dziewczyna.
Noo, jak już narrator musi sobie przypominać, kim właściwie są bohaterowie, nie jest dobrze.

- Naruto-kun...- powiedziała szeptem- Jesteśmy zmuszeni zabić całe Akatsuki wraz z Hinatą-sama. Napisaliśmy już do Suny nie chętnie, ale jednak zgodzili się na ten krótki sojusz na zabicie Hinaty.
Aha. Czyli do tej pory wszyscy liczyli, że sprawa Akatsuki rozwiąże się sama, ale gdy tylko dołączyła do nich Hinata, to nagle nie ma zmiłuj. Bo w sumie jakie zagrożenie może stanowić grupa świrów, sadystów i morderców BEZ Mary Sue na pokładzie...?

- Co Suna chce zabić Hinate?- zapytał szeptem
- Hai.- powiedziała spokojnie- Ona wie (kto, Suna?), że oprócz Trójki Rodzeństwa, Matsuri, swojej uczennicy i Asuny nikt jej nie lubi.
Ej, przepraszam bardzo - to oni chcą ją zabić, bo wstąpiła do organizacji przestępczej, czy może dlatego, że nikt jej nie lubi?
Ej, znałam głupsze motywacje do zabójstwa.

- To dlaczego wybrali ją na Kazekage?!- krzyknął blodnyn. Jego oczy kolejny już raz zmieniły kolor.
- Booo widzisz... Ona jest silna i naiwna... dlatego... Przykro...- powiedziała spokojnie lecz smutno.
Jak wiadomo, osoby silne i naiwne najbardziej nadają się na przywódców wiosek ninja. A Hinata pewnie dołączyła do Akatsuki, bo Pain zaoferował jej ciastka.
Przez to “silna i naiwna” wyobraziłam sobie Crabbe’a w spódniczce...

- Przykro?! To mi jest przykro, że wy tak osądzacie Hinatę moją przyjaciółkę! To że zdezerterowała i zdradziła wioskę to jeszcze nie powód, żeby jej nie lubić! Ona jest silna, odważna, sympatyczna i mnóstwo rzeczy! Odważna, sympatyczna, czajnik i prostownica!  A wy ją od tak chcecie ją zabić?!- krzyknął uniesionym głosem. Krzyczenie szeptem zostawił na inną okazję. Odwrócił się do niej tyłem- Kłamiecie!
Amerykańscy naukowcy dowiedli, że odwrócenie się tyłem do niemiłych informacji sprawia, że te tracą ważność. Ponadto daje +5 do dojrzałości i odpowiedzialności.

Tymczasem Hinata szła sobie do swojego nowego pokoju, którego dzieliła z nijakim Tobim Uchihą.
*wzdech*
Dzieliła tego pokoja?
Wspólne pokoje, serio? Co to jest, siedziba organizacji przestępczej czy internat? Raczej jakiś polski bieda-akademik...
Poza tym Tobi nigdy nie używał nazwiska.

Była godzina ósma. Hyuga wstała szybko nie budząc Uzumakiego. Spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Musi go opuścić. Taka jest jej misja. Musi się mhrocznić i emować i wplątywać w nikomu niepotrzebne dramy, taka jej rola jako Mary Sue. Spojrzała na swoje zdjęcie i zabrała je do torby. Na wuj jej zdjęcie samej siebie? Boi się, że zapomni jak wygląda? Weszła do łazienki i zaczęła robić wszystkie poranne czynności. (I drugi raz! To opko jest tak uroczo kanoniczne.) Kiedy ubrała się w swój strój założyła czarny płaszcz. I zalogowała się w Matrixie. (...) Podeszła do niego [biurka] i zaczęła pisać list.
"Naruto-kun przepraszam, lecz muszę cię opuścić. Zapomnij o mnie i nie szukaj mnie. Będę w Akatsuki, zajmę się szerzeniem występku i szkodzeniem wszystkim ludziom dobrej woli. Ale nie szukaj mnie, co? Ułóż sobie z kimś innym życie. :)"
Spojrzała smutno na świstek i zgięła go. Zauważyła leżące na krześle ubrania chłopaka i wsadziła jeża i dwie żaby do tylnej kieszeni jego spodni. Kiedy w końcu go tam włożyła, po trzech godzinach prób włożenia reki do kieszeni,  podeszła do ukochanego i pocałowała go delikatnie w usta głaskając po policzku.
- Zapomnij... Bez uczuć...- zaczęła się śmiać.
Jestem pewna, że  na te wahania nastrojów pomogłyby Hinacie jakieś pigułki.
Albo terapia u dobrego psychiatry.

Podeszła do okna i rozchyliła je. Ostatni raz patrzy na Niego.   Wyskoczyła.
Skakanie przez okno kojarzy mi się tylko z jednym... [KLIK - i oglądamy od 6:10 do 6:50]

Biegła najciemniejszymi i najbardziej zakurzonymi ścieżkami Wioski.
Specjalnie wybierała te zakurzone, żeby miała się w czym wytarzać.
I żeby na miejsce dobiec mrocznie sponiewierana.

 Kiedy stanęła przy głównej bramie i uśpiła strażników.
Noo? Wtedy co?
Wtedy nastała Kropka.

Jej biegł zaczął się niedługo potem.
Bo jeszcze musiała sobie cyknąć focię na tle bramy i śpiących wartowników. I oczywiście namalować im wąsy niezmywalnym markerem. I cyknąć im następną fotę i wrzucić na fejsbuka, nie zapominając o otagowaniu.

Biegła przez ciemny las prawie dwie godziny i nagle stanęła na otwartej przestrzeni.
Polana wychynęła znienacka.
Wyskoczyła na nią zza krzaka.

Nagle na nią poleciało kilka kunai, lecz odbiła je sprawnie. Dziewczyna miała cały czas aktywowane rodowe Kekkei Genkai klanu Hyuga. Nim się obejrzała przed nią stało dwóch mężczyzn. Jeden czarnowłosy i siedzący w czarnych oczach oraz blondyn o niebieskim oku.
Słowem: blond-cyklop. Drodzy Czytelnicy, czy Wy też widząc kogoś, kto ma grzywkę opadającą na pół twarzy, zakładacie, że ów ktoś jest jednooki?

- Jestem Hinata Hyuga.- powiedziała wyciągając dłoń w geście powitania.
Choć postronny obserwator mógłby przysiąc, że zamawiała pięć piw.
Albo odganiała muchę.

- Jestem Itachi Uchiha- powiedziała czzarnooki. Przytulił się o Hinaty. Ta odwzajemniła uścisk- Witaj kuzynko.
How sweet. Tyle że wcale nie.

- Jestem Deidara!- krzyknął wybuchowy mężczyzna. I eksplodował.
- Ten Deidara?!- krzyknęła podniecona.
- Tak to ja.- powiedział z wyższością.
*szlocha cicho w kącie*

- Nie no, ale tak na serio to cię nie kojarzę.- powiedziała granatowowłosa, a blondyn zwalił glebę.
Nie wiem, co konkretnie aŁtoreczka miała na myśli, ale w jedynym skojarzeniu, jakie mi się nasunęło, główną rolę gra Deidara orzący ziemię członkiem.
A mnie z kolei - Deidara masturbujący się czarnoziemem.

Uchiha zaczął się razem ze swoją kuzynką się śmiać się.
Itachi, śmiać. Taajasne.
To histeryczny śmiech. Zrozumiał bowiem że jest w opku.

Po kilku minutach uspokoili się i wylądowali na tyłkach w siedzibie.
Automatycznie. Aż strach pytać, co było świstoklikiem.
Tyłek. Samobieżny.

Hyuga stanęła smutna, a Uchiha przytulił ją do siebie.
- Nie jesteś tu po to, aby zabijać po co chcesz przystąpić do Akatsuki?- zapytał czarnowłosy szeptem. Bał się o nią, przecież to rodzina.
- Będę gotować, prać i sprzątać. I dostarczać w znacznych ilościach elementy komiczne. I oczywiście podnosić... Was na duchu.

- Zobaczysz...- powiedziała spokojnie- To ma związek z tobą, Sasuke, Suną, Naruto, Keną, Kuramą i Hotaru.
A także z Orochimaru, Obamą, Kalkutą, Yodą i panem Zdzisiem... ale z nim tylko trochę.

Uchiha zaniemówił. Co on miał wspólnego z planem jej?
I co mu się stało ze składnią?

Co ona chce zrobić? Uśmiechnął się i gestem ręki zaprosił ją do środka. Kiedy tam weszła ujrzała pięknie ustrojony korytarz.
- To złudzenie.- powiedział Itachi i pstryknął w włącznik palcem. Przed dziewczyną ukazała się zakurzona ścieżka niechętnie ruszyła za swoim kuzynem. Ta ścieżka. A potem pobiegła do lasu.  
Po co stwarzać iluzję przytulaśnej norki, a tak naprawdę żyć w syfie, zamiast go po prostu... posprzątać?

Po kilku minutach pojawili się w pomieszczeniu bardzo dziwnym  z Juubim trzymającym dziwnie ręce.
Jak bardzo dziwnie? Jedną pod tyłkiem, a drugą w nosie, obie zawiązane na kokardkę?
I czy aby tylko pomieszczenie i ręce były dziwne? Może jeszcze sufit, próg, mysz w dziurze?

Rozglądała się przerażona. Ujrzała tam wszystkich z Akatsuki.
Wszyscy westchnęli zbiorowo. To, że tylko Itachi i Deidara byli godni, by wymienić ich z imienia, nie wróżyło dobrze.
Reszta została sprowadzona do randomów mających wspólną świadomość.

- Zdejmij płaszcz.- powiedział szeptem jej kuzyn. Dziewczyna posłusznie zrzuciła go i szybko przekreśliła swoją opaskę. Podeszła nieśmiałym krokiem trochę bliżej Sushi trzymający w ręku płaszcz organizacji.
Sushi? AŁtorka umieściła tu bohatera nazywającego się Sushi?

Wiesz, dobrze że nie Ramen Zwołowiną.

Chwyciła go w ręce i szybko założyła gdy nagle poczuła wiatr.
Jak widać, płaszcz posiadał zaawansowany system chłodzenia.

Uskoczyła do tyłu. Spojrzała na ziemię. Był w niej wbity miecz tego dziwnego gościa.
Jeden z nich ma usta na dłoniach, inny jest w rzeczywistości drewnianą marionetką, kolejny ma pięć serc, jeszcze inny jest nieśmiertelnym masochistą... zostaje nam koleś, który może zabić spojrzeniem, inny, który jest niebieski i ma "skrzela" na policzkach, jeszcze inny, który jest w połowie biały, w połowie czarny i z ramion sterczą mu wielkie liście, jedyna w stawce kobieta, która potrafi zmieniać się w papier... a szef jest w rzeczywistości trupem sterowanym przez innego faceta. O którym konkretnie dziwnym gościu mówisz, narratorze?

- Walcz.- powiedział spokojnie. Granatowowłosa aktywowała Byakugan. Widziała przepływ chakry wszystkich znajdujących się w sali. Najbardziej przeraził ją ten posąg. Odwróciła głowę w jego kierunku. Kisame nie czekając na odpowiedni moment ruszył na nią. Machnął mieczem, lecz nie trafił.  Poczuł natomiast jak coś idzie po Samehadzie. To ona.
Słonko, takie rzeczy to tylko w "Kill Bill". No i gratuluję pomysłu chodzenia po mieczu, który wysysa chakrę przy każdym dotknięciu.
Może miała buty z wysysoodpornymi podeszwami.

Szła na palcach kiedy była na końcówce jego broni (zapamiętać: miecz nie ma rękojeści, tylko końcówkę) kopnęła go mocno w brzuch (ten miecz?), lecz okazał się nim klon.
Brzuchem okazał się klon. To dopiero musiała być zaawansowana technika!

- Juuken!- krzyknęła uderzając ręką w ziemię. Wyżłobiła dosyć duże wyżłobienie. A potem wklęsła niemałe wklęśnięcie. A potem dla niepoznaki podziurawiła dziurę. I wyciągnęła niebieskoskórego na świeże powietrze trzymając go za płaszcz.
Tiaajasne. Kurduplowata Hinata prawie dwumetrowego faceta. Pędzę wierzyć.
Poza tym Juuken, styl walki wręcz stosowany przez Hinatę i resztę jej klanu, charakteryzował się tym, że nie wymagał wielkiej siły fizycznej i nie tworzył w ziemi ojakichwielkich kraterów. No ale kto by tam zawracał sobie głowę kanonem.

Kiedy chciała zadać ostateczny cios zatrzymał go lider. Tego ciosa. Cios kończył się bardzo wkurzonym słoniem.
- Możesz dojść- powiedział.
Niekojarzymisię, wcalemisięniekojarzy...
No wiesz, jeszcze w XIX wieku kobiecie nie wolno było marzyć o takich rzeczach.

- Będziesz miała pokój z Tobim.
Hmm... A wyjaśni mi ktoś, co ona tam w zasadzie u nich robi? Bo Akatsuki generalnie składało się ze zbiegłych ninja, kryminalistów. A tu sobie "przywódczyni" wioski przychodzi, bez zaproszenia, nikt jej o nic nie pyta, niczego nie podejrzewa... Powie mi ktoś, po kiego grzyba ona tam polazła?
Po to co zwykle; chciała się podszkolić z mroczności i dramatyczności.

Zaczął się rozglądać po pomieszczeniu.
- TOOOBIIII!- krzyknął zły jak na zawołanie przy Hyudze pojawił się jej nowy współlokator.
- Tsaa. Ja i taki dzieciak...- powiedziała szeptem.
Ja, taka poważna, potężna, mroczna, dostojna, mądra, odpowiedzialna... oh wait.


[Naruto po pijaku idzie do łóżka ze swoją byłą dziewczyną, co litościwie wycinamy.]

Rozdział 8

No to długo go pisałyśmy o.O Nie no, ale naprawdę. Lol. Mamy pomysł na to, aby NaruHina ukazało się trochę późno w rozdziałach, więc musicie być cierpliwi xD

Tajniki Shoshiken

[Naruto trzeźwieje i zaczyna rozumieć, że spędził noc ze swoją byłą. Jest mu z tego powodu przykro, dlatego "idzie smutno". Ciach.]
Podążał w stronę swojego gabinetu. Był smutny wieść (To inne określenie na smsa?) o tym, że Hinata jest w Akatsuki strasznie go dobiła. Po prostu mówiąc jest załamany. Nagle otoczyła go pewna grupka składająca się z Sasuke i Sakury, którzy mówili coś cały czas, lecz on nawet tego nie słuchał.
Dwie osoby to już grupka, trzy - nielegalne zgromadzenie.
A jedna to potencjalne zarzewie spisku.

Odsunął ich od siebie i znów zaczął iść. Był jeszcze bardziej dobity.
Kto to widział, żeby ludzie tak po prostu do niego podchodzili i zaczynali mówić!
Niech już lepiej nikt do niego nie podchodzi, bo się chłopina potnie.

Wiadomość o tym, że spędził noc i to ze swoją byłą, zniszczy na pewno uczucie które darzy Hinatę.
Yyy... ale co? Gdzieś tam hasa samobieżna uczucie, które darzy sobą Hinatę i ono sczeźnie marnie na wieść, że Naruto uprawiał seks?
Zwiędnie mu... sama wiesz co. Może Hinata rzuciła na niego klątwę...?

Zamknął oczy i poczuł jak ktoś przystawił mu do gardła kunai. Spojrzał z tyłu.
Ekhem... trzecim okiem?

Zauważył wkurzonego na maksa Uchihę. Sasuke był zły na Naruto z tego powodu, że zdradził zakochaną w nim po uczy (Uczy - znaczy, szkolna miłość?) kuzynkę. Aktywował Sharingan'a, lecz nawet on by mu nie pomógł, aby pokonać VI Hokage. Właśnie Hokage. Został nim (kto, Sasuke?!) tylko dlatego iż Tsunade zginęła z rąk Brzasku. Wtedy sobie obiecał , że zabije każdego kto będzie w tej organizacji.
Lecz mimo to organizacja miała się kwitnąco, a jej stan osobowy nie zmalał ani trochę. No jak to się mogło stać.

Lecz teraz tego żałuje. Przecież jest tam jego przyjaciółka i musi ją zabić.
Ee tam, nie zabiłeś żadnego z nich do tej pory to i teraz się nie zmuszaj.
Jeden wróg w tą czy w tamtą...

Co na pewno wszystkich dobije. A już najbardziej Hinatę. Wskoczył szybko na barierkę w swoim gabinecie i wszedł do środka przez okno. Następny. Wchodzenie przez drzwi jest zbyt mainstreamowe? Wziął z wieszaka swoją pelerynę z napisem VI HOKAGE i zaczął powoli iść w stronę drzwi. (...)
[Naruto uznaje, że musi jednak zabić Hinatę. Dzieją się rzeczy pozbawione sensu. Na idącą przez las Sakurę spadają drzewa, ale Sasuke przecina je wszystkie na pół. I tak dalej. Ciach.]

Tymczasem Hinata szła spokojnie w stronę gabinetu Pein'a. Wzywał ją. Tylko po co?
Chciał ją nauczyć właściwej pisowni swojego imienia.

Misja? Oby tylko nie złapanie Naruto... Była wkurzona i smutna. Nie wiedziała czy dobrze zrobiła. Ale musiała... Musiała... Taki był jej cel. Cel uratowania ważnych dla niej osób.
Celem uratowania ważnych osób było wstąpienie do Akatsuki. Czy może na odwrót... Whatever. Ważne, że można poemować.
Zakładając, że chciała działać pod przykrywką, jako kret - nie przygotowała planu na wypadek, gdyby Ten Zły kazał jej zabić kumpli?

Delikatnie nacisnęła na klamkę i kiedy weszła dostała krzesłem w głowę.
- Ała.- powiedziała cicho i pomasowała się po obolałym miejscu.
Tylko “ała”? Ona ma betonowy łeb czy to było krzesełko dla lalek?

- Pukaj!- krzyknął rudzielec. (rudy, rudy, rudy rydz^^)
Meta suchar combo! :/

- Hai!- krzyknęła nie wzruszona. Spojrzała na znajdującą się na krześle jego przyjaciółkę, Konan. Na tym krześle, którym właśnie oberwała? Obie od razu bardzo się polubiły.
No bo przecież Hinaty po prostu nie da się nie polubić, prawda? Te wszystkie fochy, huśtawki nastrojów, liryczne chodzenie bez celu, wybieganie z płaczem...

- Chcę cię sprawdzić.- powiedział spokojnie- W naszą stronę zmierzając właśnie drużyna z Konoha-Gakure, nielegalnie zbiera grzyby w lesie. Chcę cię i Deidarę wysłać, aby sprawdzic czy nie jesteś zbyt miękka i z kim by ci się najlepiej pracowało.
Ależ oczywiście, że z Deidarą! Ewentualnie z Itachim. Pozostali pracownicy są zdecydowanie zbyt brzydcy, by poważnie brać ich pod uwagę.
Ci Źli muszą w końcu dbać o stylówę.

- Nie jestem miękka!- krzyknęła. Pięścią w biurko, a ono całe się rozleciało.
*czołem w desk, a ono się (na szczęście) nie rozleciało*

~ silna.- pomyśleli jednocześnie niebieskowłosa i Pein.
"Potrącę ci z pensji za nowe biurko", pomyślał Pain.
"O, tylda", pomyślała Kal.

Dziewczyna wyszła oburzona z pomieszczenia i zaczęła się kierować w stronę salonu.
Jeżu, czy nią trzeba nawigować jak tankowcem? Co Hinata ma z tym zaczynaniem się kierować?
Ona po prostu podąża tradycyjnym statecznym krokiem opkowym.

Tam jak sądziła siedzieli wszyscy członkowie oprócz osób siedzących w gabinecie.
Ech, dzień jak co dzień w organizacji przestępczej: kanapa, chipsy, piwo, "Big Bang Theory" zasysany piracko z neta...
W dzień wszyscy członkowie siedzą, by w nocy móc stać.

- Deidara mamy misję.- powiedziała spokojnie. Blondyn wstał i podszedł do granatowowłosej. Spojrzał w jej oczy. Były bez uczuć. Chłodne.




Z jego rąk wydobyły się małe gliniane ptaki, które na dworze przeobraziły się w ogromne zwierzęta. Missing- nini wskoczyli na nie i odlecieli. Milczeli. Lecieli około dwóch godzin.
I przez dwie godziny milczenia wcale nie zrobiło się nieco nieswojo.

Ściemniało się powoli gdy nagle ujrzeli obóz. Zeskoczyli i schowali się na drzewach. Po kilku minutach Dei użył swoich ptaków, aby obozowisko wybuchło. Nagle niebieskooki dostał w tył z czyjegoś buta, kiedy białooka się odwróciła zauważyła Naruto.
Uważajcie, został mu jeszcze jeden but!
A on na to drzewo jak wlazł niezauważony? Zamienił się w wiewiórkę?

- Naruto-kun...- powiedziała cicho. Kopnęła go w bark, a ten uderzył w drzewo. Ten bark. (Ci jest nawet logiczne, jeśli chodziło o TEN “bark”) Chwyciła swojego partnera i posadziła na drzewie. Nie mógł się ruszać.
Czemu? Drzewo go przytrzymało? Czy może Hinata, ekhm, zatknęła go na czubku?

- Ja to załatwię.
[Litościwie wycinamy scenę walki Hinaty z Nejim, Sakurą, Sasuke i Lee.]
- Zostawcie mnie w spokoju!- krzyknęła odwróciwszy się do Konoszan plecami.- Nie szukajcie mnie! I tak was nienawidzę!
Gdy wszystkie twoje techniki zawiodły, zawsze pozostaje jeszcze on - FOCH.

Wszyscy wyszczerzyli oczy.
O tak:
 

Nienawidzi ich, ale jeszcze nie dawno... Najbardziej zszokowany był blondyn. Go także nienawidzi? Kiedy dziewczyna się w jego stronę odwróciła zauważył jej łzy. Łzy smutku. Oj tam, może akurat skądś smażoną cebulą zawiało? Przytaknął i kazał zawrócić całej drużynie. Po chwili na polu walki nikogo już nie było.
Nie no, jeśli oni odpuszczają każdemu przeciwnikowi, jeśli im powie, że ich nienawidzi i wypuści ze dwie samotne łzy, to się wcale nie dziwię, że pozbycie się Akatsuki idzie im nieco opornie.

- Deidara nie mów nikomu, że płakałam.- powiedziała do swojego partnera.
- Łzy to nie żadna tajemnica. Ja też kiedyś bardzo często płakałem, un^^.- powiedział, a granatowowłosa uśmiechnęła się do niego.
~Te całe Akatsuki to nawet nie taka zła organizacja..~ pomyślała sobie na koniec dnia dziewczyna.
Noo, to całe ZOMO to też w sumie równe chłopaki.
Cicho, to syndrom sztokholmski.

Rozdział 9

Oczywiście, że NaruHina <33 :="" bez="" hehe="" ma="" nich="" nie="" sensu="" span="" ycie="">

Trening czyni mistrzem.

Siedziała na parapecie w swoim pokoju i piła jeszcze ciepłą kawę. Od jakiegoś czasu zaczęła tę czynność robić codziennie. Od czasu ostatniej misji nie wychodziła z siedziby.
Nawet ogródka nie wypieliła! I tylko piła kawę. A Pain ze skóry wychodził, by jego podopieczni pracownicy zażywali dużo ruchu na świeżym powietrzu... I żeby nie wyglądali TAK.

Spojrzała na chrapiącego współlokatora. Miał czarne, krótkie włosy i maskę. Ciekawa była jego twarzy. Podeszła do niego bliżej. Dotknęła jego nakrycia. Jego sztućców i porcelany. Syndrom królewny Śnieżki w domu krasnoludków, cholera. I nagle zachrapał cicho obróciwszy się w prawą stronę. Przestraszona dziewczyna poleciała na swoje łóżko, zrobiła fikołkę (kwi) i z impentem spadła na ziemię.
*wzdech* No, ninja to z niej nie będzie... oh wait.

Obudziła Tobiego. Zdziwiony chłopak przeciągnął się leniwie. Zamlaskał kilka razy i obrócił się w stronę wściekłej dziewczyny. Uderzyła go w czubek maski wywarzając przy tym kilka ścian.
I gotując dwie łazienki.
Wyszedł jej co prawda nieco rozgotowany sedes, ale ojtam.

Kiedy szła, aby jeszcze raz uderzyć chłopaka zauważyła kilka zdziwionych twarzy nowych kolegów.
Nie widzieli jeszcze, by ktoś gotował ściany.
Koledzy tak się zdziwili, że ich twarze oderwały się od ciał i lewitowały po pomieszczeniu.

Jej chakra zaczęła wydobywać się na ziemię, lecz w porę uspokoił ją jej kuzyn.
I tak już było dość dużo do sprzątania, a wywabianie chakry z dywanu to prawdziwy koszmar.
Do tego śmierdziało przez nią strasznie.

Spojrzała na niego tymi oczami. Były przepełnione chłodem.
Boru, jakie to słabe. Laska wpada w szał, bo chłopak, którego chciała we śnie zmacać, zachrapał i przestraszył ją?

- Wiesz która godzina?- zapytał po chwili. Spojrzała na niego wielkimi oczami. (Mówiłam, to od tej kawy.) Nie wiedziała o co mu chodzi. Obróciła się w prawo i zauważyła śpiących jeszcze Akasiów.
Wszystkich w jednym pokoju? Ta "siedziba" to tani hostel czy gejowski harem?

- Przecież jest 15.30...- powiedziała cicho.
- Ale my jeszcze o tej godzinie śpimy- powiedział. Przetarł ręką oczy i spojrzał na nią.
No coś ty, o popołudniowym leżakowaniu nie słyszałaś? A o 16 mamy rytmikę. Prawo łamiemy dopiero po kolacji. A co drugi wtorek robimy ludki z kasztanów.
A nocą gramy w gry.

- =.=" Dziwni jesteście.- powiedziała spokojnie.
- Dziękujemy za komplement.- powiedział spokojnie śmiejąc się.- Chodź na trening.
Dziewczyna niechętnie ruszyła za swoim kuzynem. Miała ponurą minę. Dzisiaj po prostu nie chciało jej się ćwiczyć, ponieważ codziennie z nim ćwiczy i ma już tego powoli dość. 

I my też mamy, dlatego w tym momencie porzucamy już tę fascynującą opowieść. 

47 komentarzy:

Nefariel pisze...

AKATSUKI! Tęskniłam!
*Pędzi wytulić biednych Akasiów. Po wciśnięciu do opka nie powinni się opierać.*

Orszula pisze...

Oj, Nefariel, sądząc po tym, jak Łasic co rusz tuli Hinatę, powinni być raczej spolegliwi.

Analiza cudna, opeńko takoż, mam tylko jedno ale. Kierkegaard, nie Kirkegaard.

Samantha Fikcyjna pisze...

Przepraszam ale mam pytanie kto kurwa wam pozwolił (cokolwiek robicie) krytykować mojego bloga? Jestem wręcz wściekła że krytykujecie blogi bez czyjeś wiedzy. Jedno słowo.- blog do dupy. Jest więcej dużo więcej lepszych blogów z krytyką bo tam przynajmniej pytają się czy mogą. Proszę więc o usunięcie moich linków z tego pojebanego bloga. Pozdrawiam .

Marta Anonim pisze...

Zgadzam się z Samanthą!!! Jesteście chamskie! Powinnyście się najpierw zapytać! Wcale nie pomagacie tym blogom się zareklamować. Powinnyście usunąć wszystkie krytyki dotyczących blogów, których autorzy nawet nie wiedzieli o tym 'czymś'! Można to uznać za kopiowanie czyjejś pracy. Weźcie się wysilcie i zapytajcie o zgodę!

Samantha Fikcyjna pisze...

Ale Marta im się nawet dupy ruszyć nie chce, żeby się o to zapytać ;p

Szprota pisze...

Nie musimy pytać o pozwolenie na analizę.

Anonimowy pisze...

Marta:

W tym rzecz, że to nie ma w żaden sposób pomóc się reklamować. Analiza ma nauczyć ludzi piszących w tym stylu, że robią źle i co powinny poprawić.

Samantha: "kto kurwa wam pozwolił (cokolwiek robicie) krytykować mojego bloga?" - Prawdopodobnie ta sama osoba co wymyśliła system komentowania postów. To wolny kraj i mamy wolność słowa. A jak publikujesz słabiznę, to nie wszystkim musi się podobać i licz się z możliwością krytyki. Jak pojadę Ci na Twoim blogu to usuniesz mój komentarz?

Krytyki sobie nie życzą... Swięte krowy, goddammit

Leon Wędrowiec.

Anonimowy pisze...

Dziewczynko, pogódź się z tym, że Twoje "opka" to słabizna. :DDDD

Anonimowy pisze...

O jaki foch :D made my day!

Leon Wędrowiec pisze...

Brakuje mi tu funkcji "like it" pod komentarzem :D

Dzidka pisze...

AŁtoreczka poświęciła wam nawet osobną nocię na swoim słitaśnym blogasku. Nie musze chyba mówić, jakiej treści ;)

Anonimowy pisze...

Analiza jak zawsze wspaniała ;)
Co do oburzenia autorek: Marta napisałaś, że można to uznać za kopiowanie pracy, otóż wcale nie jest to kopiowanie, tylko cytowanie. Autorki podają źródło z którego zaczerpnęły tekst oryginalny więc nie muszą pytać o zgodę. W podobny sposób działa podawanie spisu literatury i odnośników w przypadku prac magisterskich...
Co do krytyki, jeśli ktoś umieszcza coś w sieci powinien liczyć się z tym, że znajdzie się ktoś komu się to nie podoba. Nie chcesz krytyki, pokaż tekst swojej ulubionej koleżance, ona Cię nie skrytykuje, no chyba, że potrafi być szczera.
Pozdrawiam kochane analizatorki i czekam na kolejne znaleziska.
Ewa

Leon Wędrowiec pisze...

I antyfanklub zakłada jak już na waszym fb wspomniałem :) Jak się z tym czujecie? :D

Rzabcia pisze...

Opko słabe, niewiele z niego zrozumiałam :( No, ale Wasze komentarze jak zawsze na poziomie!
Yaaaay, zakładają Wam antyfanklub! Przeuroczo xDDD

Shishuu pisze...

Och, FLEJM! :D *idzie po popcorn*

Anonimowy pisze...

Tak! Jest antyfanklub! Ocieracie się o wielki świat, teraz wypada tylko otworzyć szampana.

Leon Wędrowiec pisze...

zUe analizoatorki! aŁtoreczka usuwa bloga... :(

Sileana pisze...

Zakładają FAN klub Przyczajonej! Jakie to słodkie! I typowe dla kogoś nie rozumie słów, których używa.

Sileana pisze...

No, ma dość tych anonimów, co się podpisują...

Anonimowy pisze...

Pyrkon?~
Zniesiecie przy sobie grupkę rozwrzeszczonych, zacosplayowanych, różnorodnych i w pewnym sensie strasznych hetardów? *^* Zresztą, nieważne. I tak się zjawimy C:

A analiza świetna jak zwykle. I proszę czego się doczekałyście, świętego oburzenia i fanów C:

~ Liet

Szprota pisze...

Ja, Kal i Pigmejka jesteśmy przyzwyczajone do konwentowiczów, to nie jest nasz pierwszy pyrkon przecież ;]

Rzabcia pisze...

Oooo, blog został usunięty :( Domyślam się, że Wasz antyfanklub pewnie nie powstanie :(

Anonimowy pisze...

Nie masz jak opka Naruto TnT
*(dwie pojedyncze) łzy szczęścia*

Chloe

Devis pisze...

Powinnyście zrobić listę tych aŁtoreczek, które dumnie zniosły krytykę :D Żeby pokazać, że takie, o matko!, istnieją.

"Kto Wam pozwolił na krytykę!?!?!?!" make my day.

A analizę męczę i męczę i jeszcze trochę pomęczę. Komentarze świetne, tylko kanonu nie znam ale też zwyczajnie gubię w nawale głupoty :D

Niofomune pisze...

*PUF!* Oto odgłos usuwanych blogasków.
Weźcie może zawieście w internecie jakieś orędzie na temat blogasków z wypunktowanym zagadnieniem dlaczego można krytykować bez pozwolenia, a potem zamiast argumentować ciągle tak samo, rzucałoby się linkiem i po sprawie.

Babatunde Wolaka pisze...

Wstaję rano, a tu nie tylko nowa analiza, ale i od razu w komplecie nagły atak spawa... znaczy, aŁtoreczki.

Druga część analizy jakoś bardziej mi się podobała od pierwszej.

Czy ten "dom otwarty" nie jest czasem gdzieś w pobliżu przystanku tramwajowego na Westerplatte, nieopodal Instytutu Muzykologii?

"Uśmiech nie schodził z jego jakże uroczej twarzyczki."
Jeden z moich wykładowców, dziś już nieżyjący, miał kiedyś do czynienia z Wietnamczykiem, który wprawiał go w pewne zakłopotanie, czy nawet zdenerwowanie, bo przez całe zajęcia się uśmiechał.

"Strażnik siedzący w bramie przy biurku...? Co tam jeszcze mają, regał na archiwa przy murze?"
Po prostu Naruto zawsze nosił przy sobie biurko, aby móc w dowolnym momencie walnąć pięścią.

"Na wuj jej zdjęcie samej siebie?Boi się, że zapomni jak wygląda?"
Może w Akatsuki kazali przynieść do legitymacji.

"- Jestem Deidara!- krzyknął wybuchowy mężczyzna. I eksplodował."
To mnie ómarło.

"Tylko “ała”? Ona ma betonowy łeb czy to było krzesełko dla lalek?"
To było krzesło gumowe, treningowe.

Cóż, opko poległo, ale dzięki Przyczajonej Logice jego pamięć nie zaginie! :P

Niofomune pisze...

Btw. w kwestii tego biurka, to o ile mnie pamięć nie myli, w kanonie ono rzeczywiście stało pod bramą, a za nim siedzieli strażnicy. Ale teraz mogło mi się coś pochrzanić, bo Naruto oglądałam hoho i jeszcze dawniej temu. I kanoniczne jest też to, że ulubionym daniem Naruto jest japońska wersja chińskiej zupki. :P

Mkcafe pisze...

Cóż za wspaniała walka na polu Ałtorka - analiza! Jako szkoda, że z góry przegrana. ;-)
Przy chichach i śmichach z samych komentarzy padłam przy "Nie wiem, co konkretnie aŁtoreczka miała na myśli, ale w jedynym skojarzeniu, jakie mi się nasunęło, główną rolę gra Deidara orzący ziemię członkiem. A mnie z kolei - Deidara masturbujący się czarnoziemem." Skojarzenia to przekleństwo, podobnie jak bujna wyobraźnia...

Anonimowy pisze...

Ja z kolei przy okazji wyżej wspomnianego fragmentu oczami wyobraźni zobaczyłam Deidare zabawiającego wystającego z ziemi glebowo-blotnego członka. Lumi, lecz się.

Hejt ałtoreczek piękny, no kto Wam pozwala tak krytykować takie genialne perełki?! I nawet tyłków nie ruszycie, żeby im o tym powiedzieć (nie macie pewnie takich zajebstych samobieznych, co?) :///

A tak zupełnie poważnie - niesamowita analiza, czekam na kolejne i dalej pilnie Was śledzę.



Lumi

Anonimowy pisze...

No cóż, szkoda trochę, że zdążyła usunąć zanim gugiel skaszował jej stronkę...
Ale jakby ktoś miał wątpliwą ochotę poczytać wypocinki aŁtoreczki, jest wersja sprzed tygodnia.

http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache%3Awww.miloscdwojgashinobi.blogspot.com%2F&rlz=1C1LENN_enPL489PL489&aq=f&oq=cache%3Awww.miloscdwojgashinobi.blogspot.com%2F&aqs=chrome.0.57j58.18508&sourceid=chrome&ie=UTF-8

Anonimowy pisze...

No nie, idę się pociąć i zalewać samotnymi łzami, że nie będzie mnie na Pyrkonie! I nici z autografów takich gwiazd jak Wy... ;< Przywieźcie chociaż jakieś zdjęcia!
Analiza jak zwykle świetna, ale jakieś tam biurko chyba faktycznie mieli.

Tonks

rinoasin pisze...

"Po kilku krokach znalazł się przed drzwiami domu pewnej czerwonowłosej przyjaciółki. Nazywa się Kena Uzumaki. Wszyscy myślą, że to kuzynka Naruto, lecz on tak nie myśli." - ratunku, niech ktoś mi to przetłumaczy na język ludzki!;(
Analiza przewyborna, jeszcze lepsza on poprzednia. Serce mi pęka, bo nie będę mogła się zjawić na Pyrkonie, może następnym razem. I też proszę o zdjęcia na pociechę:)

Borówka pisze...

Opko nadal zupełnie bez sensu, analiza piękna. Również moim zdaniem ta część przebija poprzednią :)

Anonimowy pisze...

Wchodzę,patrzę dwa negatywne komentarze od Samanthy Fikcyjnej i Marty Anonim.
Samantha FIKCYJNA...Marta ANONIM...I mam dziwne wrażenie że to jedna i ta sama osoba...

Analiza świetna i jakoś bardziej spodobała mi się druga część.
A co do opka... Eh,nie za bardzo rozumiem o co chodzi,ale akasie drzemiący o 15 boscy.Cała organizacja stanęła mi przed oczami w wersji kawaii z misiem i w śpioszkach XD

Anonimowy pisze...

Pragnę jeszcze tylko dodać, że poza "twórczością" literacką ałtoreczki warty uwagi jest jej DA, który był podany na jej blogu - hinatka167.deviantart.pl. prace na nim są... powiedzmy, że równie oryginalne jak i treść blogaska. ^^'


Lumi

Babatunde Wolaka pisze...

@Anonimowy z 00:40:
"Samantha FIKCYJNA...Marta ANONIM...I mam dziwne wrażenie że to jedna i ta sama osoba..."
Nie, chyba że ma zwyczaj rozmawiać sama ze sobą. Myślę, że mamy tu do czynienia z innym zjawiskiem - nowym pokoleniem aŁtoreczek, które chcą występować pod pseudonimem, a nie umieją założyć ograniczonego konta Bloggera, tylko takie ogólne na Google+...

Anonimowy pisze...

Fajna analiza X ^^

Remmy pisze...

Będę na Pyrkonie~ Zobaczę was obok Ewy Białołęckiej O.O twórczyni pluszowych smoków <3 Fajno. I fajnie, że będą też inni Hetardzi ^^
A analiza miodna, ałtoreczki przeurocze, zwłaszcza to ich ciskanie się. Nie, tfórczość lepsza (w zależności od punktu widzenia; gorsza).

Anonimowy pisze...

Analiza zwyczajowo miodna, ale rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy:
"Strażnik siedzący w bramie przy biurku...? Co tam jeszcze mają, regał na archiwa przy murze?"
Tu akurat śmiem zaprotestować. Izumo w oryginale faktycznie siedział przy biurku, lecz nie był strażnikiem, a kimś kto sprawdza rzeczy takie jak przepustki, notuje kto wchodzi do wioski i kto z niej wychodzi oraz powody dla których to czynią. :)
"[Sasori] jest w rzeczywistości drewnianą marionetką"
Chyba za dużo blogasków, bo to w nich Sasori zawsze jest z drewna - w oryginale był marionetką z człowieka.

Anonimowy pisze...

Świetna analiza :)

Zapraszam na mega śmieszne opowiadanie:
http://silly-kids-in-action.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

"Rosół z różnościami, czyli japońska (i nieco bardziej naturalna) wersja tzw. zupki chińskiej. Gratulujemy śniadania."

Nie znam Naruto, ale czy w Japonii bulion z wodorostami i różnościami nie jest czasem popularnym daniem śniadaniowym? W Azji Południowo-Wschodniej na śniadanie je się laksę - to też taka gęsta zupa z makaronem i kurczakiem, rybą albo owocami morza.

I błagam: usuńcie wyśrodkowanie tekstu od "Była godzina ósma" do "Rozdział 8", nawet jeśli formatowanie jest oryginalne blogaskowe, to zlitujcie się, przecież tego się nie da czytać.

Anonimowy pisze...

@anonimowy powyżej;
W japonii na śniadanie jada się głównie (z zup) miso-shiru.

Anonimowy pisze...

Analiza jak zwykle świetna. Ubawiłam się jak głupia, mimo że i tak nic z tego opka nie rozumiem.
Ale chciałabym doczepić się do komentarza autorki tego niesamowitego tworu. Otóż droga autorko "Jedno słowo.- blog do dupy". No jakby nie patrzeć to są trzy słowa nie jedno:)
Pozdrawiam wytrwałe Analizatorki.
Niech moc będzie z Wami!

b.







Anonimowy pisze...

Tyya's dad won't acquire postponed anything good at the meet - no ice cream, no bon-bons, no cookies. But when the saleslady puts a pay sticker on Tyya's nose, Daddy is when all is said feigned to buy something correct

http://www.webhunter.pl/?p=1


http://swiatecznie.info.pl/?cat=1&paged=2
http://diety24h.eu/zupa-kukurydziana-z-kurczakiem.htm
http://podballada.pl/tag/rodzina
http://rekawice.gdynia2009.eu/odkazanie.html
http://gorzowska-restauracja.biz.pl/category/wiadomosci/page/2

Anonimowy pisze...

Wonderful article! That is the kind of info that should be shared around the internet.
Shame on the seek engines for not positioning this
put up upper! Come on over and consult with my website .
Thanks =) ciekawy blog tutaj, http://uaeuro2012.
com/wiki/index.php?title=%D0%9E%D0%B1%D1%81%D1%83%D0%B6%D0%B4%D0%B5%D0%BD%D0%B8%D0%B5_%D1%83%D1%87%D0%B0%D1%81%D1%82%D0%BD%D0%B8%D0%BA%D0%B0:
PeterNoye

Anonimowy pisze...

Two major manufacturers of sulk healing products are pulling several well-received brands from the exchange because they may bear traces of poultry antibiotics that are not approved in the U.S.

http://biznesdlafirm.com/katalog/szukaj/cat/58/strona/linki.php
http://www.biznesdlafirm.com/katalog/pokaz/896
http://centrum-firm.com/katalog/pokaz/6055
http://biznesdlafirm.com/katalog/biuro-naj---zdzisaw-krlikowski
http://www.biznesdlafirm.com/katalog/pokaz/4606

http://www.biznesdlafirm.com/katalog/pokaz/1478
http://www.centrum-firm.com/katalog/pokaz/4896
http://centrum-firm.com/katalog/pokaz/2272
http://biznesdlafirm.com/katalog/brukmax---kostka-brukowa---maciej-chmielewski
http://www.biznesdlafirm.com/katalog/przedsibiorstwo-handlowo-usugowo-produkcyjne-maran

Anonimowy pisze...

Fastidious respond in return of this matter with genuine arguments
and telling everything regarding that.

my blog post; kliknij