piątek, 1 marca 2013

Sztywny pal Harry'ego, czyli Severus z Notre Dame cz. 2/2

Witajcie!
Przed Wami druga i ostatnia część opowieści o Harrym Potterze, który jest cyganką Esmeraldą i o Draconie, którego różdżka zawsze jest wzniesiona. Na ten tydzień zostawiliśmy samo gęste. Płonące pożądania? Są. Obleśne stare zboki? A jakże. Patos w ilościach hurtowych? Proszę bardzo. Cierpiętnicze monologi Pottera? Niestety. Tortury? Grzeszne namiętności? Snape pomykający po dachach? Jak najbardziej.

Miłego!

Zanalizowali: Vivaldi, Pigmejka i Kalevatar.



Istota była wyczerpana i cicho wołała o wodę, kryjąc się w fałdach swego czarnego płaszcza. Żaden ze stróżów nie reagował na jego prośby, ludzie natomiast bali się podchodzić bliżej, choć wielu poznało stałego bywalca jednej z tawern. Błagalne prośby były co jakiś czas uciszane przez aurorów, którzy go pilnowali.
Oczywiście, że chodzi o Snape’a. A aurorzy pozwalają na takie traktowanie zwykłego kaleki, byłego nauczyciela, gdyż...?
Sprawdzili w skrypcie, że w jakiś cudownie niedorzeczny sposób doprowadzi to do spotkania Snape'a i Harry'ego?

Z zebranego tłumu wysunął się powoli Harry z butelką wody i, niezatrzymany przez nikogo, napoił spragnionego.
I jeszcze mu wytarł buzię chusteczką i pogłaskał po główce.
AŁtoreczko, ta scena miała sens, kiedy Esmeralda poiła upośledzonego garbusa. Teraz, kiedy dorosły facet “poi” innego dorosłego faceta, który notabene mógłby się wkurzyć i aportować w każdej chwili w inne miejsce, jest co najmniej kuriozalna.

Severus patrzył na niego, dziękując mu cicho. Jego serce biło tylko dla tej chwili.
Specjalnie się podstawił aurorom, skubany.

Chłopak zwrócił na niego uwagę, pomógł mu, choć chyba nie rozpoznał. Zgubił okulary i chodził półślepy? To jednak było nieważne. Zwrócił na niego na krótką chwilę uwagę i to było dla niego niebo.
Dzięki bogom nie zaczął się na widok Pottera ślinić.
A skąd wiesz, że nie zaczął...

Z tyłu Albus ściskał pięści.
Przypadkowo spotkanych osób.
Albowiem postanowił kandydować na prezydenta. Zaczął się nawet rozglądać za dziecięcymi główkami do ucałowania.

Przeklinał narodziny Harry'ego. Chłopak niszczył go od środka. Spalał niczym ogień piekielny. Nie dawał spać. Nawet gdy nie było go w pobliżu, nie mógł przestać o nim myśleć. Wyniszczało go to, wyczerpywało. Nawet najmniejszy gest chłopaka powodował, że pragnął go coraz bardziej.
Dobra, nie przepadam zbytnio za opowieścią o dzwonniku (zwłaszcza gdy mowa o oryginale Hugo), ale przerabianie Frolla - postaci w gruncie rzeczy tragicznej, człowieka inteligentnego i erudyty, zniewolonego przez żądzę - na zbereźnego dziada, myślącego tylko o tym, jak dobrać się Potterowi do tyłka, jest dla mnie rzeczą cokolwiek żenującą...
A żądze Frollodore'a nieco tracą na dramatyzmie, jeśli wrzucimy je w setting pozbawiony rozważań o grzechu i mękach piekielnych.

Draco skinął na podwładnych. Uwolnili Snape'a, a sam Malfoy obserwował Harry'ego, a także Zabiniego, stojącego u wejścia do Nokturnu. Sam już był zagubiony, jednocześnie nadal nieziemsko pożądając Pottera. Czasami żałował, że chłopak został wyrzucony tu, na Nokturn.
Gdzie tam wyrzucony. Sam polazł.
Bo nie wypełnił założeń fabularnych, a niewidzialne ściany straszą i wyjść nie pozwalają.
Szkoda że się nie zawalą na bohaterów.

Może gdyby go nie widywał tak często, to nie myślałby tyle o nim.
Stróże prawa rozgonili tłum. Dumbledore odszedł, a zaraz za nim aurorzy z Draco i Zabinim na czele. Rynek opustoszał.
Severus powoli podszedł do Harry'ego (A z klatki wypuścili go ot tak? To chyba naprawdę było ukartowane.), który oglądał się za Malfoyem.
— Gdybyś kiedyś potrzebował pomocy, daj mi znać. Odwdzięczę się za okazaną mi łaskę.
Potter drgnął i odsunął się od maszkary. Po chwili rozpoznał swojego byłego profesora.
— Snape? Profesor Snape.
— Tak, Potter. — Severus starał się ukryć swoją szpetotę pod dużym kapturem.
No naprawdę, tak jakby kaptur kiedykolwiek pomógł komuś się zamaskować, a nie tylko wyglądać na kogoś, kto ma coś do ukrycia. Spraw sobie maskę, człowieku.
Albo stwórz iluzję innego wyglądu, pij eliksir wielosokowy z włosów Johnny’ego Deppa, cokolwiek.

Harry dotknął jego dłoni, powstrzymując go przed tym gestem. Uśmiechnął się do niego ciepło.
— Obu nam się nieźle powodzi, jak widzę — rzucił z drwiącą i sarkastyczną ironią. — Ja żyję jak cygan, a pan został...
— Potworem — dokończył za niego mężczyzna. — Jestem świadom, Potter, jak teraz wyglądam. Masz bliznę i się garbisz. No i?
— Obaj ukrywamy się w mrokach Nokturnu, choć każdy z innego powodu. A konkretniej z powodu braku powodu.
— Moja propozycja nadal jest aktualna. Mieszkam na końcu tej ulicy.
Wcaleniemamskojarzeńwcaleniemamskojarzeńwcalenie... cholera.
No, niestety.

Wycofał się w mrok i zniknął w jego ciemnościach.
W ciemnościach mroku. Coś jak tytuł płyty Comy.
Wolałabyś, żeby zniknął w jasnościach mroku? (To z kolei brzmi jak tytuł płyty Feela.)

Harry usiadł na schodach jakiejś opuszczonej kamienicy i spojrzał w niebo. Ciemne chmury nie wróżyły niczego dobrego. Nie tylko jego pokarał los. Czy to on, czy to Severus, który wycierpiał najwięcej pod piętnem Voldemorta.
W sensie piętno Voldemorta było jak symbiont i żyło własnym życiem, podgryzając Severusa w pięty, gdy próbował czynić dobro?
Niezły tupet trzeba mieć by twierdzić, że Sev był w tym wszystkim najbardziej poszkodowany. Taki Neville na przykład mógłby polemizować. Albo syn Lupina i Tonks.

Każdy nosił na barkach swój ból. I nikt nie mógł go z nich zdjąć.
Noo, Potter mógłby go sam zdjąć z siebie i przypomnieć sobie, że ma pieniądze. Ale w tym celu musiałby wziąć się w garść, co prawdopodobnie nie nastąpi.
Potter chce być romantycznym wagabundą bez dachu nad głową, no i co mu pani zrobisz.
Wyruchasz. Bez masła.

Nikt nie odpowiadał na ich nieme modlitwy. Nawet mieszkając już trochę na mrocznych ulicach tej dzielnicy, nie mieli się do kogo zwrócić o pomoc. Chronić musieli się sami, w taki sposób, w jaki tylko potrafili. Bez żadnego wsparcia.
Egzaltowane międlenie jaki to świat jest straszny w gettcie, do którego sami wleźliśmy z powodów w zasadzie nie wiadomo jakich. No chyba że brak zakończonej edukacji stygmatyzuje bardziej niż przynależność społeczna, etniczna czy religijna...
Ciekawi mnie zatem, czemu nie postarali się o zaliczenie tego ostatniego roku w jakiejś innej szkole. No ale najłatwiej jest załamać rąsie i zanurzyć się w mroczny świat mroku i pociągających młodych i mrocznych mężczyzn.

W innym zaułku stał Dumbledore. Jeżu, gdzie się nie obrócisz, to jakiś napalony buhaj. Aż strach z własnego kartonu wyjść... Patrzył zachłannym wzrokiem na zamyślonego chłopaka. Nie powinien o nim tyle myśleć, a jednak nie mógł przestać. Chciał zobaczyć chłopaka u swoich stóp, nagiego, okiełznanego. 



















Pięści ścisnęły się same, gdy poczuł, co sam widok chłopaka robi z jego ciałem.

To się nazywa wzwód i ściskanie pięści raczej nie pomoże.

Nie powinien. Był szanowanym czarodziejem. Dyrektorem jedynej magicznej szkoły w Anglii, a pożąda swego byłego ucznia. Wyrzucenie go poza teren zamku nic nie dało. Nic nie dawało, że jest dużo starszy od niego. Ciągle pragnął tego zielonookiego chłopca. Wypalało go to, doprowadzało do szaleństwa i wiedział, że nie będzie tego końca.
Poprawka, to nie jest żenujące. To jest po prostu obrzydliwe.

Wycofał się, zostawiając Harry'ego. Miał jeszcze coś do zrobienia. Pewien auror stał mu na drodze.
Draco poczuł, że ktoś za nim idzie. Zmierzał na spotkanie, ale jak widać nie tylko on.
Kto to widział, żeby w Anglii ktoś jeszcze zmierzał na spotkanie!

— Czego chcesz? — nie wytrzymał i krzyknął w mrok.
— Opuść ulicę Pokątną i Nokturn! I nigdy nie wracaj! — Cichy, ale ciężki od gniewu głos dotarł do niego. — Lepiej mnie posłuchaj, nim to skończy się to dla ciebie źle.
— Jestem aurorem! Nie dam się tak łatwo zastraszyć! Kim jesteś?
— Pożałujesz tego, że nie posłuchałeś!
Ja dla odmiany przyznam, że nie słuchanie dziwnych głosów dochodzących z mroku i żądających dziwnych rzeczy jest całkiem zdrowym objawem i świadczy o istnieniu szarych komórek.
To tylko mnie nie poznanie głosu człowieka, z którym miało się codzienny kontakt przez prawie siedem lat, wydaje się jednak nieco dziwne?

I zapadła cisza. Malfoy nie dawał temu wiary, zbyt wiele razy spotkał się z pogróżkami. Jego myśli i tak były zajęte pewnym młodzieńcem i spotkaniem z nim.
Jak widać, w tym opku nie da się zbyt długo nie myśleć o dupczeniu.
Przeciętny bohater opka myśli o seksie co 5 sekund.

„Czerwona latarnia" to najbardziej popularny dom schadzek na Nokturnie. Harry sam nie wiedział, czego oczekiwać po Draco, ale jednak przyszedł.
Dom schadzek o nazwie “Czerwona latarnia” i serio nie wiesz Potter, czego się spodziewać?
Potter myślał, że Draco da mu lizaka. I pogłaszcze po główce.

Komnata dla nich już czekała gotowa i Gryfon wszedł do niej pierwszy, nie chcąc czekać wśród innych bywalców tego miejsca. Zwykły pokój z łóżkiem i stolikiem z dwoma krzesłami. Nic specjalnego, ale przynajmniej czyste.
A jednak wiedział. A tititi, niegrzeczny kłamczuszku.

Draco przyszedł chwilę po nim i stanął w drzwiach, patrząc zachłannie na bruneta.
— Wiem, że to nigdy nie powinno się zdarzyć. Pochodzimy z dwóch krańców naszego świata. Ty, bogaty dziedzic czystokrwistego rodu. Ja, wygnany bohater, żyjący na skraju nędzy. — Harry zadrżał na sam widok Malfoya.
Bez kitu, niech to zadeklamuje stojąc na skraju urwiska, z zachodem słońca za plecami i muzyką Williamsa w tle - będzie jeszcze bardziej pretensjonalnie.
But what have I done, then
for you to love me,
me, the poor gipsy
and you, priest of Notre-Dame?
Niby podobne, ale jakże inne! Widzisz, aŁtorko, na tym polega sztuka umiaru.

Wiedział, że przepadł z kretesem. Kochał tego blondyna, choć nie wiedział, kiedy to się stało. Po prostu doznał nagle olśnienia.
A czy to ważne, jak i kiedy? Eee tam! Byleby były niespełnione namiętności i targające żądze i absolutnie zerowe prawdopodobieństwo wydarzeń  i  katastrofalna niekanoniczność bohaterów i brak jakiegokolwiek związku czegokolwiek z czymkolwiek i ogólne srogie WTF i seks!
Dobra, teraz serio - w oryginalnej opowieści Esmeralda spotyka się z Febusem bo go NIE ZNA, bo jest zauroczona przystojnym, młodym facetem. Nikt nie twierdzi, że ona go kocha. Tutaj, ta nagła miłość z dupy wybuchająca między ludźmi, którzy się nie znosili, wyłącznie po to, by aŁtorka mogła spreparowac jakąś fapscenkę, jest tak piramidalnie bzdurna, że aż rozpacz bierze.

— Nie interesuje mnie to. — Draco zamknął drzwi i podszedł bliżej do czekającego przy łóżku Harry'ego.
Pochylił się nad nim i pocałował delikatnie. Harry zamarł na moment, ale nie miał zamiaru uciekać. Jego uczucie do tego aurora było już zbyt głębokie, by mógł się oprzeć.
Mówiąc po ludzku - za bardzo chciało mu się podymać. I nie ma w tym nic złego. Po co ta "miłość"?
Bo ruchać mogą tylko stare dziady, pieprzyć młode siksy, a dymać łyse koksy. Dla młodych, smagłych chłopców pozostaje tylko miłość.
A może chodzi o to, że jego “uczucie” tkwiło już zbyt głęboko... w aurorze? ;>

Uniósł dłoń i sięgnął w stronę jego twarzy.
Nagły błysk oślepił na moment Harry'ego.
To pewnie ten szlag, który mnie trafia po każdym akapicie.
Nie, to kurwiki z oczach Dracona tak błyskały.

Zobaczył jeszcze, jak Draco upada. Zaraz potem poczuł uderzenie i pogrążył się w ciemności.
— Nie może pan już nic powstrzymać. Zmiany postępują. Od teraz nic nie pozostanie takie jak kiedyś. Mugolacy wkraczają w nasz świat coraz większą falą. Potrafią obłaskawiać swoją elektryczność z naszą magią, by obie działały zgodnie.
Dwie sprawy: a) czemu przeskok czasowy gwałci konstrukcję narracyjną? b) niech mi ktoś wreszcie do cholery powie, w końcu w jakich oni czasach żyją?
a) bo w musicalu właśnie zaczął się akt drugi, otwierany przez przekrojową piosenkę o początkach renesansu (która z kolei jest syntezą rozważań rozwleczonych w powieści na dwa rozdziały o przemianach w świecie, jakie zaszły pod wpływem rozwoju druku i innych wynalazków)
b) w dziwnej i strasznej epoce akogotoobchodzi

— Widzę, Luno. Powstanie więcej magicznych szkół. Hogwart utraci swój urok.
Taaa, bo do tej pory wcale nie istniały np. Durmstrang i Beauxbatons.
AŁtorko, kiedy parafrazujesz taki tekst:Luther is going to rewrite the New Testament
And we are at the dawn of a world that is splitting apart
A man named Gutenberg has changed the face of the world
On the presses of Nuremberg we are printing every second
Poems on paper, speeches and pamphlets of new ideas
That are going to sweep everything away
...to przynajmniej staraj się robić to z sensem, ok?
< chrząka > Z czym?

Luna przeszła kawałek dalej. Ulice Nokturnu w dzień były ciche i spokojne. Wszyscy kryli się w cieniach uliczek, nikt nie przeszkadzał przechodzącym. W dzień nie było tu zła, czarnej magii i dzielnica przypominała całkiem normalną ulicę.
Zło w tym czasie lepiło pierogi i zażywało poobiedniej drzemki.
I malowało paznokcie na krwistą czerwień.

Dyrektor często rozmawiał z dziewczyną, a ona wiedziała, że nie robi tego z grzeczności. Jej nie dało się łatwo zmylić.
Boru, do niej też pała występną żądzą?
On to w ogóle nic, tylko pała i pała.

— Nie wie pan, gdzie jest Harry? — zapytała nagle.
— Niestety, nie wiem. Ulice Nokturnu stały się bez niego ostatnio takie puste.
Totalnie widzę, jak Dumbledore wyjeżdża tenorem:
"Where is he,
your Harry Potter?
The streets of Nocturn
are sad without him."
A ludzie odsuwają się na bezpieczną odległość.

— A co się stało z profesorem Snape'em? Jego też nie widziałam od kilku dni.
— Jest smutny, zawiedziony. Chyba się zakochał.
Bo od tej awantury z bliznami wręcz tryskał szczęściem, normalnie jak te psy.





Narratorze, proszę wrócić do oryginalnej narracji, bo jak narrator kopiuje teksty piosenek i wplata je do tego opka, to mi gorzej.

— Zakochał? — Dziewczyna spojrzała w stronę dachów.
A Severus Snape po nich krążył. Rozmyślał o swoim losie i o tym, jak zajebiście jest wspinać się po dachach, gdy z bólu musisz garbić się i kuleć czas szybko mija tuż obok, tak jakby specjalnie go omijał.
Byłby zapewne szczęśliwszy, gdyby czas jechał ku niemu kursem na czołowe zderzenie?

Zniknięcie Pottera jeszcze bardziej go zasmucało. Gdy nie widywał chłopaka, nie miał na nic ochoty, nawet trwać na swoim stanowisku nad ulicami Nokturnu. Obserwowanie innych przestało mieć dla niego urok.
Niechybny znak, żeby dać sobie spokój z podglądactwem. Swoją drogą, jakie było stanowisko Snape’a w Nokturnie? Przemykanie ulicami niczym Czarna Wołga?
A nie czajenie się jak pokurcz w zaułkach i niepokojące chichotanie?
Zastępował standardowe emerytki tkwiące w oknach i śledzące świat z wysokości drugiego piętra.

Luna nie dawała wiary w ani jedno słowo dyrektora, ona swoje zdążyła już poznać. Gdy nikt nie zwracał na nią uwagi, podsłuchała parę wiadomości, które dla niektórych mogłyby się wydawać błahe, ale dla niej miały swoją wartość. Dobrze czasami być braną za szaloną.
Tak, wszyscy wszak lubią, gdy wariaci chodzą sobie raźno po ulicach.

Pożegnała się z nim i ruszyła w stronę tawerny, w której często widywano przyjaciół Harry'ego. Znalazła Rona prawie natychmiast. Wyglądał blado i mizernie.
— Nie mogę go nigdzie znaleźć — przekazał innym siedzącym przy stole. — Jakby zapadł się pod ziemię.
Wszyscy naraz zaczęli mówić, gdzie szukali, ale było podobnie. Harry zniknął z ulic Nokturnu.
Luna rozejrzała się dookoła i przeszła tuż obok Rona, cicho szepcząc:
— Jest w Azkabanie. Pomogę ci wszystko przygotować.
Żenimy dwa całkowicie odmienne kanony. Stapiamy w jedno absolutnie odmiennych bohaterów żyjących w różnych czasach i rzeczywistościach. Ale brakuje nam już inwencji, żeby wymyślić jakieś inne więzienie dla czarodziejów, niż twierdzę na Morzu Północnym. A o ile mnie pamięć nie myli, Esmeralda nie trafiła do Bastylii...
Cicho tam, w Potterolandzie jest tylko jedno jedyne więzienie i nie zważając na to, co mówią sami bohaterowie serii, zsyłają tam za absolutnie każde przewinienie.

Sąd. Harry znał to miejsce. Ostatnio jak tu był, Albus stał po jego stronie. Teraz oskarżał go za coś, czego nie zrobił. Jego własna różdżka miała być głównym dowodem przeciwko niemu. To podobno z niej zranił Malfoya, a on jej nawet wtedy nie miał przy sobie.
Zranił go z różdżki, a potem walnął go z liścia. Akacji.

Nikt go nie słuchał. Wszystko wyglądało, jakby ktoś stał za sędziami i pociągał za sznurki.
Bo sfabrykowanie dowodów wcale nie byłoby łatwiejsze, niż przekupienie sędziów...

— Dlaczego zaatakowałeś Draco Malfoya?
— Nie zrobiłem tego.
— Widziano cię na miejscu zbrodni.
Harry wiedział, że tylko jedna osoba mogła go widzieć.
Odźwierny burdelu?

Tylko jeden człowiek nie spuszczał z niego wzroku, odkąd opuścił Hogwart.
Nie, najwyraźniej chodzi o Snape'a.

Nie wiedział, dlaczego to robił, ale nie rozumiał też, dlaczego nie mówił prawdy, skoro ich widział. Nigdy przecież nie miał zamiaru skrzywdzić Draco.
I miał ten brak zamiaru wypisany na twarzy, żeby postronny obserwator mógł być pewien, że Harry jest niewinny.

I gdzie był Malfoy? Nie zeznawał w jego obronie, choć wydawało się, że coś do niego czuł.
Teraz drżał. Eliksiry leczące nie były wystarczająco mocne i wiele ran zadanych przez przesłuchujących go aurorów nadal mu dokuczało.
RAN? Aurorzy jak widać rzucili w kąt zakazy dotyczące zaklęć niewybaczalnych; ba - zrezygnowali nawet ze standardowego Crucio. Zapomnieli, że mają Veritaserum, Eliksir Prawdy, po którym oskarżony musiałby wyznać co się naprawdę stało.
Jesteśmy w opku, więc najpierw powieszono logikę, a potem zaczęto torturować Pottera.

Bo, jak wiadomo, bisz sponiewierany ma +100 do zajebistości.

Nie wiedział co z Draco. Powiedzieli mu, że go oszukał, zdradził, a potem zranił. Nie słuchał tych kłamstw, nawet gdy podpisywał własne zeznanie, twierdzące, że przyznaje się do winy. Po torturach było mu już wszystko jedno.
Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej Inkwizycji. Czyli crossoverowych absurdów ciąg dalszy.

Ciągle tylko myślał o Draco.
Rozmowa w Azkabanie z Dumbledore'em przeraziła go jednak jeszcze bardziej.
Starzec go pożądał. Kochał chorą miłością. Opowiedział mu, jak zakochał się w nim podczas Ostatecznej Bitwy, gdy w otoczeniu swojej magii, która wyszła z siebie i stanęła obok,  stał dumnie wyprostowany naprzeciw Voldemorta. Pełen siły, pewności i wiary w zwycięstwo.
Chodzący symbol falliczny. Już wiadomo, czemu niektórzy “mężni” panowie latają po lasach świecąc torsami...
A weź, wyobraziłam sobie Harry’ego w kształcie fallusa, z takimi doczepionymi wielkimi jądrami przy łydkach.
Tryskającego... optymizmem.

Patrzył na niego zszokowany. Wręcz czuł się chory, choć przecież ten nigdy nawet go nie dotknął. Jednak zamknięty sam na sam z dyrektorem drżał ze strachu. Teraz mogło stać się cokolwiek. Strażnicy nie reagowali na krzyki więźniów. Tu wszyscy krzyczeli.
Albus podszedł bliżej i go dotknął. Westchnął niepokojąco, a Harry przełknął głośno, nie mając gdzie uciec.
Na to, że był młodszy i silniejszy, nie zwracamy uwagi, gdyż popsułoby to dramatyzm sceny.

Opierał się o zimną ścianę, jakby to ona miała go uchronić przed Dumbledore'em.
Ściana zazwyczaj lepiej sprawdza się jako obrona, gdy odgradza przeciwnika, a nie drogę ucieczki.

— Bądź mój, a uwolnię cię.
To nie mogła być prawda, przesłyszał się. Zaczął kręcić przecząco głową, nie wierząc.
— Nie, nie.
Modlił się o ratunek.
I jego niema modlitwa została wysłuchana. Zamek w drzwiach trzasnął i do celi wpadł Ron, uderzając Dumbledore'a z całej siły w szczękę.
Bo kto by tam pamiętał o różdżkach i zaklęciach, prawda.

Starzec osunął się na ziemię, ale nikt się nim nie przejął.
— Pośpiesz się! — krzyknął do Harry'ego Weasley, by ten się otrząsnął.
— Jak...?
— Snape nam pomógł. Czeka na korytarzu. Reszta pilnuje strażników.
Puszcza bańki mydlane w stronę dementorów?
Zapewne, bo w tym opku chyba wszyscy - także Ron - zapomnieli, że potrafią czarować.
A Snape zna jakiś tajny tunel wiodący pod dnem morza do Azkabanu czy ki czort? Jakim cudem to akurat jego pomoc miałaby być kluczowa?

Harry wybiegł na zewnątrz. Przyjaciele otaczali go z każdej strony. Severus ukrywał się za drzwiami jego celi, ale Harry i tak go dostrzegł, uśmiechając się do niego.
— Harry, idź z nim. On cię ukryje — poprosił Ron, popychając go w stronę Severusa.
Wydostanie się z więzienia okazało się, o dziwo, łatwe. Łodzie czekały. Nikt ich nie powstrzymał. W ciągu godziny został teleportowany do kwater Snape'a na Nokturnie.
I to jest ta twierdza, z której nikt nie uciekł? Pfff...

— Tu będziesz bezpieczny. Nikt tu nie przyjdzie. Bo...? Progu strzeże Puszek, armia zombiaków, wyjątkowo straszna pani z dziekanatu? Pani Halinka. A budynek jest otoczony Tarczą Fabularną. Zarąbaliśmy ją z zaprzyjaźnionego fandomu "Naruto". Nie wychodź stąd pod żadnym pozorem.
— Dziękuję.
Zanim Severus zdążył opuścić sypialnię, Harry już spał wyczerpany.
Sam Severus pogrążył się w myślach w drugim pokoju. Jego dłoń gładziła obicie starego fotela, jakby to był największy przyjaciel. Dobrze, że nie gładziła starego, pomarszczonego “przyjaciela”... który służył za fotel ;) Spoglądał smutno przez okno w mroki nocy. Był aż do bólu pewien, że Harry nigdy go nie pokocha, nie gdy wygląda tak jak teraz. On, maszkara, niczym gargulec i chłopak piękny jak słońce, na które z trudem można spojrzeć.
Spoglądanie w słońce to znakomity pomysł, przydałoby się każdemu z bohaterów - może powypalałoby im oczęta i zajęliby się czymś konstruktywnym.
Oczywiście na tych straszliwych i wyniszczających torturach uroda Harry'ego nie ucierpiała ani odrobinę.

Nic mu nie da przeklinanie losu, za to jak go potraktował.
Tyle jego, że chociaż sobie postawił przecinek w złym miejscu.

Załamany objął się ramionami i westchnął ciężko.
Luna spoglądała w ciemne okna mieszkania Severusa. Łzy na jej policzkach i słaby, smutny uśmiech nie został dostrzeżony przez nikogo. Ulice opustoszały, jakby wszyscy coś przeczuwali (“Taaaa, paliwo znowu pójdzie w górę”) i lękali się nadejścia następnego dnia. Upadła na kolana, w błoto. Jej dłonie zanurzyły się w mokrym zimnie. Znaczy w... czym? Bo na ulicy zimne i mokre może być wiele rzeczy... Na Nokturnie - na przykład trup. Z płuc wyrwał się szloch. Tylko ona wiedziała, dlaczego płacze. Tylko jej dusza krzyczała ku niebu.
Na szczęście bezgłośnie i niemo, jak wszystko tutaj, dzięki czemu ominęliśmy kolejny pretensjonalny monolog wewnętrzny.
Ale ledwie o włos.

Ciemne chmury zasłoniły księżyc i wraz z zalegającą ciemnością skulona na ziemi postać zniknęła z cichym pyknięciem.
W sensie fotokomórka się włączyła i mocą solidnych halogenów zdmuchnęła Lunkę razem z ciemnością? Ciemność okazała się świstoklikiem.

Przebudzenie Harry'ego nie należało do najprzyjemniejszych. Wszystko, co zdarzyło się w ciągu ostatnich dni, uderzyło w niego niczym fala przypływu, wyrywając z jego płuc oddech.
La petite mort, huh?
Albo ten los, który omijał Snape'a kilka stron wcześniej.

Nagle dotarło do niego, że Draco go nie kochał, lecz bawił się z nim. Pragnął tylko jego ciała, tak samo jak Dumbledore. Nikt nie kochał go za to, kim był.
Czyli płaczącą memeją rzucającą drętwymi monologami. Nie dziwię się. W takiej sytuacji każdy sposób, żeby zatkać mu gębę będzie dobry.

Pragnęli, pożądali, ale nie kochali naprawdę.
A on przez całe życie tylko chciał, żeby go ktoś przytulił, biedaczek.

Skulił się na łóżku, pogrążając w rozpaczy. Przez niego wszyscy cierpieli z niedoruchania. To przez niego nie mogli się uczyć, bo dyrektor chciał się go pozbyć z zasięgu wzroku. Nie chciał go mieć tak blisko, by ten go nie kusił. Niewiele to pomogło, bo ciągle przecież przybywał na Nokturn, by go oglądać.
Draco tak samo, nie patrolowałby mrocznej dzielnicy, gdyby jego tu nie było. Lepiej byłoby, gdyby zniknął z ich życia, niż żeby to nadal miało tak trwać. Tak, zabij się dla dobra ogółu, it’ so XIX century!
Grunt, że jest dramatyzm, otchłań dupy i trucie cierpienia... czy jakoś tak.

Postanowienie było ciężkie, ale nie zmieni już zdania. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.
Wkroczenie aurorów na Nokturn odbyło się w ciszy. Jednak była to cisza przed burzą. Dumbledore, stojąc na przedzie swojej małej armii i uzbrojony w rozporządzenie Wizengamotu, nakazuje wypełnić jego rozkazy.
A narracja wyje i wierzga, bo ktoś jej obrabia zad bez lubrykantu.

Nikt nie powinien zostać bezkarny po ataku na Azkaban.
A kto i kiedy tego dokonał, bo w tym natłoku egzaltacji jakoś mi to umknęło?

Nikt nie ma prawa pozostać w tej dzielnicy. Wszyscy mają odejść. Zniknąć z życia porządnych ludzi.
No i... robią to. Porządni ludzie nie zapuszczają się na Nokturn, pamiętasz, aŁtorko?

Tak utwierdzał w swoich przekonaniach innych czarodziei, by pozwolili mu wyplenić zło, resztki po wojnie z Voldemortem.
Nastaje dzień exodusu.
Egzaltacja lvl over 9000. I kolejny przykład, jak połączenie kanonów rozłazi się w szwach.
A może w tym opku tak naprawdę wygrał Voldemort, tylko aŁtorka ma dysdumbledorię i nie może prawidłowo użyć tego słowa, więc notorycznie pisze je zamiast “Voldemort”? Tylko to wyjaśnia, czemu po wojnie z Voldkiem uciekać mają ci, którzy pomagali go pokonać.
To byłby całkiem interesujący plot twist, dlatego w żadnym wypadku tak się nie stanie.

Draco, wcale nie wyglądający na rannego, jako pierwszy rozpoczyna atak. Zaklęcia zaczynają przecinać ulicę, wysadzając drzwi i budząc hałasem mieszkańców. Krzyki strachu i paniki zapełniają ciszę ulic. Ludzie, w większości bezbronni, wybiegają wprost pod różdżki aurorów. Krew zaczyna zalewać chodniki, nikt na to nie zwraca uwagi.
Mnie już zalała. A na masakrę nikt nie zwraca uwagi bo większości i tak amputowano osobowość. Nie wspominając o logice.
Nikt na to nie zwraca uwagi - a krzyczą i panikują tak dla jaj, bo im się nudzi.
A narracja znowu zaczyna przypominać "Pieśń o Rolandzie".

Harry wybiega, słysząc przeraźliwy krzyk dziecka, wołającego matkę. Zapomina całkowicie o ostrzeżeniu Severusa, że ma nie opuszczać kryjówki.
Za progiem zamiera.
< w tle podniosła i dramatyczna muzyka Hansa Zimmera i chór śpiewający po łacinie >
Ktoś zamienił go zaklęciem w słup soli?

Ulica płonie, ludzie zabijają się nawzajem. Jego przyjaciele walczą przeciw aurorom, którzy mają sporą przewagę liczebną. Jego myśli natychmiast wracają do wcześniejszych przemyśleń. A słonie kryją się za zasłonami. To nigdy by się nie zdarzyło, gdyby jego tu nie było.
Ależ by przysługę tym wyrządził światu i internetom...
I analizatorom...

Nagle dostrzega Rona, który zasłania sobą jakieś dziecko. Zaklęcie uśmiercające przeszywa go i chłopak upada na kolana, a następnie osuwa się na ziemię.
Harry biegnie do niego, krzycząc. Jego krzyk przebija się przez inne i wszyscy zamierają.
Słoneczny chłopiec promieniuje feromonami?
Nie, po prostu drze ryja jak popieprzony.
Pan Zdzisiu dźwiękowiec to sprawił, ani chybi.

Dopada nieruchomego ciała przyjaciela i upada tuż obok niego. Jego oddech urywa się, próbując powstrzymać płacz.
Oddech urywa się z zajęć i wpycha płaczowi chusteczki higieniczne do oczu. I zabiera kanapki.

To nie powinno się wydarzyć. To nie o takiej przyszłości marzyli. Nie o taką Polskę walczyłem! Opuszczona głowa nagle unosi się do góry i jego wzrok spostrzega Draco, który ciągle ma wzniesioną różdżkę.
W końcu przemoc i władza są całkiem podniecające.

Harry powoli wstaje, ale nie potrafi podnieść ręki na Malfoya.
Z powodu Dracowskiego pola grawitacyjnego?
Z powodu tej podniesionej różdżki.
Z powodu bycia rozmemłaną mameją.

Wszyscy patrzą na Pottera.
Chwilę rozkojarzenia wykorzystują stróże prawa i w kilka minut obezwładniają wszystkich.
Nikt nie zwraca uwagi na blondynkę, stojącą na jednym z dachów i płaczącą bezgłośnie.
Zwłaszcza latające zaklęcia i płonące domy. Friendly-fire, zbłąkane kule i straty uboczne to tylko urban legend.

Draco atakuje stojącego nieruchomo Pottera drętwotą, nawet nie patrząc mu w oczy. Odchodzi, nie interesując się nim więcej. Tak jakby przestał dla niego istnieć.
W końcu drewnianego pieńka nie wyruchasz.
No, jeśli ma dziuplę, to właściwie...
Skoro Potter teraz taki sztywny, to można by go na inne sposoby wykorzystać. ^^

Wszystko dzieje się w dziwnej ciszy i o wiele za szybko. Więźniowie znikają, a na ulicy pozostają jedynie Dumbledore i Potter.
Zimno oplata obu nagłym dreszczem.
A potem przeszywa. O tak:

Pojawia się dementor. Czarny, niosący ze sobą smutek i chłód. Przynoszący jedynie śmierć.
I kicz. Tony kiczu.
I patos w ilościach nieprawdopodobnych.

Za plecami Albusa pojawia się nagle Severus.
— Powstrzymaj go. Chłopak zawsze wiele dla ciebie znaczył. Dlaczego pozwalasz na coś takiego?
Bo jest starym bucem, który zdecydowanie nie myśli. A przynajmniej nie tą głową, którą powinien.
Bo aŁtorka postanowiła zogniskować we mnie całe zUo świata.

Dumbledore odtrąca Snape'a i zaczyna się oddalać.
— I właśnie dlatego dziś umrze. Wolał Draco zamiast mnie — odpowiedział, ostatni raz patrząc na chłopaka.
Więc foch. I chuj.

Severus ścisnął pięści, nagle wszystkie części układanki wpadły na swoje miejsce. Jednak jest już za późno. Nim Severus zareagował, dementor ex machina pochylił się nad nieruchomym Harrym i złożył na jego ustach pocałunek.
— ALBUS!
Nie wiadomo, co się stało. Ciało dyrektora osunęło się na pokrytą błotem ulicę. Krew zaczęła się z nim mieszać.
Z tym ciałem?
Wyobraziłam sobie chochlę unoszącą się w powietrzu i pieczołowicie mieszającą w tej krwi i błocie... Żeby się aromacik elegancko rozprowadził.
Najwidoczniej Severus podpatrzył kilka sztuczek u Jessa Custera.


Severus jak zaklęty podszedł do Harry'ego, przekraczając ciało dyrektora, w którego zawsze wierzył i któremu ufał całym sercem. Człowiekiem, który rozkazał zabić jedyną osobę, którą pokochał.
Lily w tym momencie cicho przeturlała się w grobie.

Ale to nie był już jego Harry. To pusta skorupa bez duszy. Nigdy już nie otworzy zielonych oczu i nie uśmiechnie się do nikogo. Severus klęknął koło niego, gładząc mu włosy. Ułudą jest oddech, iluzją jest to życie, które tli się w ciele bez duszy.
Patos, patos, tyle dużo patosu... *jęczy głucho*

— Wstań, Harry. Proszę, wstań.
...powiedz "nie jestem sam"!
Wstań Potter, będziesz takim wspaniałym zombie! Obiecuję nie eksploatować cię za mocno!

Mężczyzna podnosi ostrożnie ciało i przytula je do piersi, płacząc już głośno, wznosząc twarz ku niebu. Wie, że to bez celu, ale nadal prosi. Z jego słowami miesza się deszcz, spłukujący łzy z policzków. Cisza otula ich płaszczem.
A zapalenie oskrzeli niepostrzeżenie wkrada się do przemokniętych skarpetek.
A zapalenie pęcherza chichocze złowieszczo, snując się po gaciach.

Nikt więcej nie widział Severusa Snape'a na Nokturnie. Zniknął wraz ciałem Harry'ego Pottera.
Naprawdę nie chcę sobie wyobrażać, do czego to może prowadzić.

I choć pewna dziewczyna mogła by zdradzić, co się stało, milczy, płacząc czasami w deszczowe dni i ściskając w dłoni małą fiolkę.
Prawdopodobnie trzymała w niej kwas i pociągała raz za razem, żeby dotrwać do końca opowiadania.
Też by mi się przydała. Ale nie fiolka... dajcie jakąś sporą kolbę z mocnym eliksirem!
A mnie piłę łańcuchową.

Miłości cztery, każda inna.
Jedna pożądaniem, jedna żądzą.
Inna tęsknotą, kolejna ta prawdziwa.
Płaczesz? To dobrze. Też kochasz.
Twe serce bije tak jak powinno.
I tu historii już kres.
Tyle w temacie.
 

Czas na kołysankę! Aaa, kotki dwa, fejspalmują obydwa:

35 komentarzy:

kura z biura pisze...

Uwaga na gorąco: ależ oryginalna Esmeralda kocha Febusa! Jest gotowa poświęcić dla niego wszystko, co ma najdroższego, tj. nadzieję odnalezienia matki. To nie jest tylko zauroczenie!

Wracam do czytania... Snape w klatce, skamlący o łyk wody rozwalił mnie na strzępki.

Kalevatar pisze...

@ Kura: Odnosiłam się - tak jak aŁtorka - do Esmeraldy musicalowej, która sprawia wrażenie raczej zauroczonej zupełnie dla niej nieosiągalnym mężczyzną. :)

tuptaczek pisze...

Dobrze, że to już koniec. A Dumbledore to chyba rzeczywiście Voldemort w przebraniu, chyba, że to zmartwychwstanie tak mu poprzestawiało klepki ;)

burleska pisze...


"Patos, patos, tyle dużo patosu.."- to celowy błąd?

Serenity pisze...

Ojesu... Ómarłam z powodu zbyt wielkich ilości patosu, z powodu ogromnych ilości patosu. I jeszcze większej ilości patosu.

PS. Dumbel pożądający Pottera jest prawie tak samo przerażający jak Snape, który ma zapłodnić Hermionę, córkę Voldemorta. Albo nawet bardziej.

Babatunde Wolaka pisze...

Przepraszam bardzo, ale nie ogarniam tego opka.

"Pięści ścisnęły się same, gdy poczuł, co sam widok chłopaka robi z jego ciałem.
To się nazywa wzwód i ściskanie pięści raczej nie pomoże. "
Zależy, gdzie się te pięści ściska.

Określenie "otchłań dupy" jest bardzo sugestywne. Za bardzo.

"A narracja znowu zaczyna przypominać "Pieśń o Rolandzie"."
Zanim jeszcze przeczytałem te słowa, zacząłem się zastanawiać, kto tu będzie walić emira.

pingwiniara pisze...

Masakrejszyn :o

Rinceoir pisze...

I znowu wymiękłam po połowie. Ja się naprawdę zastanawiam, ile to dziewczę z musicalu zrozumiało. Bo mam wrażenie, że praktycznie nic.

Błagam, nigdy więcej opek musicalowych >: Mój biedny mózg właśnie doszedł do wniosku, że przerobić nie da się tylko "Evity" i "Kotów" Webbera... Zamiast tego proponuję powrócić do Sakury w starożytności, 1D na dzikim zachodzie, czy nawet braci W. ścigających Lucyfera po ulicach Warszawy.

Anonimowy pisze...

I ostatecznie nikt nikogo nie wyruchał. W sumie to czuję ulgę (patrząc na możliwe konfiguracje), ale... do czego w takim razie miało prowadzić to opko? :[

Chloe

Anonimowy pisze...

Jesteście boskie! Choć bardzo trudno było przebrnąć przez ten twór...
Chciałabym przeczytać waszą analizę "Pięćdziesięciu twarzy Greya"! :)

retsma

Anonimowy pisze...

Czuję się odmóżdżona. I to nie w jakiś miły sposób. Jak dobrze że to koniec...

patusinka

Anonimowy pisze...

O, rany. To było straszne. Zupełnie nie rozumiem, po jakiego grzyba aŁtoreczka postanowiła obsadzić Harry'ego w roli Esmeraldy. to znaczy rozumiem, że crossover ma swoje prawa, ale... Harry-cyganka? srsly? ;/ Dumbledore to wgl jakaś pomyłka, a Czerwona Latarnia Meeting jest dla mnie zupełnie niezrozumiałą sceną (kto ich zaatakował? Po jaką cholerę?).
A może jakieś upiorowe opko następnym razem, tak w ramach powrotu Upiora na polską scenę? ;)
pzdr, Adria ;)

Anonimowy pisze...

Cudo!Lepsze niż pierwsza część!
Co tekst to perełeczka.
Urocze są teksty powykreślane,zło z pierogami i chór po łacinie.
i dziękuję za Kaznodzieję!

Chciało mi się na przemian dziko chichotać, walić głową w klawiaturę i wznosić religijne okrzyki.
Dumbledore,wybacz.


chomik

Anonimowy pisze...

AAAaa i kotek cudny!!

anulka406 pisze...

To było naprawdę straszne. W czasie czytania ciężko mi było sobie wyobrażać postaci z HP, bo nie chciałam ich tak krzywdzić. Zero logiki. A najbardziej żenujące były te "wiersze" rozpoczynające i kończące opowiadanie... Autorka chyba chciała dobrze, ale pogorszyła tym całość. Pytanie "płaczesz?" wydaje mi się dość ironiczne. Płakać to po tym można chyba tylko z rozpaczy. Ten tekst to dowód na to, że niektórych rzeczy nie powinno się robić.

Anonimowy pisze...

Kotek na końcu rozbroił mnie całkowicie;-)

Anonimowy pisze...

"Zapomnieli, że mają Veritaserum, Eliksir Prawdy, po którym oskarżony musiałby wyznać co się naprawdę stało."

Tu się przyczepię: o ile dobrze pamiętam, to w kanonie zeznania uzyskane pod wpływem Veritaserum nie są uważane za całkowicie wiarygodne i nie mają mocy dowodowej. Eliksir nie rozwiązuje sprawy usuniętych/spreparowanych wspomnień, poza tym, tak jak Harry oparł się Imperiusowi, tak niektórzy potężniejsi magowie potrafią oszukać Veritaserum.

burleska pisze...

~up
gdzie jest w kanonie napisane, że ktokolwiek jest w stanie oprzeć się temu eliksirowi? Ja jedynie pamiętam, jak Snape mówił, że jest tak niesamowicie mocny, że wystarczyłaby kropla, by Harry wydał swoje sekrety, wobec czego wątpię, by ktokolwiek był w stanie kłamać po większej ilości eliksiru. Tu nie chodzi przecież o siłę woli, tak jak w Imperio.

Anonimowy pisze...

burleska: "gdzie jest w kanonie napisane, że ktokolwiek jest w stanie oprzeć się temu eliksirowi?"

W Zakonie Feniksa Harry pyta, po co wyciągać wspomnienie od Slughorna, skoro można użyć Veritaserum. Dumbledore odpowiada, że Slughorn jest biegły w oklumencji, a do tego na pewno nosi przy sobie antidotum na ten eliksir.

"Snape mówił, że jest tak niesamowicie mocny, że wystarczyłaby kropla, by Harry wydał swoje sekrety"

To prawda, ale Harry to w końcu tylko dzieciak, w oklumencji jest kiepski, a antidotum nie ma. Poza tym Snape w tej scenie próbuje go nastraszyć, a nie zrobić wyczerpujący wykład na temat właściwości i zastosowań eliksiru :)

Anonimowy pisze...

Myślałam, że po pierwszej części już nic mnie nie zdziwi, a tu... takie coś. Powszechnie szanowany nauczyciel, bohater wojenny wystawiony w klatce jak zwierzę ku uciesze gawiedzi?! Nawet jeśli przyjmiemy, że klatka to taki odpowiednik dybów, to... za co Snape właściwie w niej siedzi? Czyżby, jak w tym skeczu Rowana Atkinsona, jakiś auror przymknął go za "stanie przy przejściu dla pieszych", "nadeptywanie na linie chodnikowe", "sikanie w publicznym klozecie" i "chodzenie, gdzie popadnie"? Serio, polecam obejrzenie tego skeczu, wyobrażając sobie, że to Draco-auror dostaje po całej akcji ochrzan od przełożonego - znakomicie regeneruje zmaltretowany dziełem mózg.

Krasnoludek pisze...

Jak dobrze, że wróciłyście:) Mam nadzieję, że sesja udana - analiza bosska;)

Anonimowy pisze...

Dumbledore pożądający Harrego jest obrzydliwy. Wszyscy są pozbawieni osobowości, a całe to opko męczy. Analiza oczywiście świetna, uśmiałam się :).
Aśka

Anonimowy pisze...

"Pięści ścisnęły się same, gdy poczuł, co sam widok chłopaka robi z jego ciałem.
To się nazywa wzwód i ściskanie pięści raczej nie pomoże. " zamiast pięści przeczytałam "piersi" i w ten sposób fragment nabrał zupełnie nowego sensu :D
"(...) On, maszkara, niczym gargulec i chłopak piękny jak słońce, na które z trudem można spojrzeć.
Spoglądanie w słońce to znakomity pomysł, przydałoby się każdemu z bohaterów - może powypalałoby im oczęta i zajęliby się czymś konstruktywnym. " obawiam się,że wtedy macali by (się) na ślepo :P
Analiza przednia, jesteście najlepsze. A piętno Voldemorta, które było jak symbiont oraz Harry w kształcie fallusa made my day xD
Róża

Anonimowy pisze...

Myślałam, że nic mnie nie zdziwi, ale... nie, po prostu nie mam słów. Ostatecznie zafejspalmuję jak ta kicia i popełnię misję samobójczą na Słońce.
Zresztą, sam gif jest kwintesencją moich myśli co do tego gargantuicznie idiotycznego opka.

Dziękuję jednak za to, że mogłam się serdecznie pośmiać. Analiza - jak zawsze - genialna. (:

~Ira.

Anonimowy pisze...

Ostatnie analizy się nie wyświetlają,chciałam zerknąć do analizy Supernatural i nie mogę.Proszę o pomoc.


Chomik

Pigmejka pisze...

@Chomik - już uzupełniłyśmy archiwum po prawej, powinno być ok. A na przyszłość - do ostatnich analiz łatwo dostać się przez opcję "Starsze posty" na dole strony. ;)

Anonimowy pisze...

Zapraszam na bloga: http://silly-kids-in-action.blogspot.com/ (mega śmieszny, można się nieźle uśmiac).

A co do analizy to jak zwykle świetna!

Anonimowy pisze...

Dziękuję!

Chomik

burleska pisze...

~Anonimowy

Chyba nie za bardzo się zrozumieliśmy, ale o to samo mi chodzi- tego eliksiru nie da się przechytrzyć siłą woli (do niej odnosiło się "czytanie w myślach" przez Dumbledora), a jedyne co może pomóc to antidotum, którego na pewno nie ma żaden z pojmanych, bo przecież są oni przeszukiwani. Wniosek- Veritaserum nie da się oszukać ;)

sloikwewroclawiu pisze...

Chlip!
Potraficie zepsuć najpiękniejszą scenę! Ja tu ślozy ronię obfite, że Harry'ego dementor cmoknął, a Severus beczy wraz z nim, aŁtorka poetyką ciągnie w stronę "Blade Runnera", a wy mi tu o zapaleniu pęcherza, no wiecie? XDDDDD
Choć czego ja się spodziewałam, zaczęłam ryczeć jak młody łoś w okolicach płyty Feela. :D

thingrodiel

Anonimowy pisze...

burleska:

Przyznaję, że nie chce mi sie szukać cytatów na potwierdzenie tej tezy :) ale angielska Harry Potter wikia w haśle o Veritaserum twierdzi, że "there are some methods of resistance" i porównują jego działanie do naszego wariografu. Piszą też:

"Since some wizards and witches can resist its effects while others cannot, Veritaserum is 'unfair and unreliable to use at a trial' and cannot be used as definite proof of guilt or innocence."

mysza pisze...

Cóż to za psy? Wiele widziałam, ale tego jeszcze nie.

Borówka pisze...

Czytam te Wasze analizy już od dość długiego czasu i co jakiś czas, jak trafia się bardziej "wybitne" opko, myślę sobie, że czegoś bardziej absurdalnego nie da się wymyślić. Harry-Esmeralda jednak uświadamia mnie, że nadal nic nie wiem o życiu.

Analiza mnie rozbawiła, nawet po długim dniu i o tej porze, kiedy mój mózg już średnio funkcjonuje ;)

burleska pisze...

~Anonimowy

nie znoszę opierać się na Wiki, kiedyś z kol. sprawdzałyśmy prawdziwość niektórych haseł i niestety wiele rzeczy było opartych tylko na filmie -.-

(wiem, czas mam boski ^^)

Anonimowy pisze...

"I choć pewna dziewczyna mogła by zdradzić, co się stało, milczy, płacząc czasami w deszczowe dni i ściskając w dłoni małą fiolkę."

Uuu, wietrzę tu SPISEG.
Poprzedniego wieczora Luna wpatrywała się smutno w okna Severusa. A co, jeśli później zakradła się do środka i przy pomocy eliksiru wielosokowego zamieniła z Harrym-Esmeraldą ciałami? Tym sposobem to Luna zginęła obok Rona, a rozciapkana mameja Harry dalej snuje się po paryskich błoniach! Tym samym możemy chyba liczyć na sequel >.<


Lynx