piątek, 8 marca 2013

Delikatnie biegnąc na spotkanie rękoustego, czyli Hinata na glinianym ptaku

Witajcie!

W tym tygodniu pozwolimy wam odpocząć od dziwnych losów Harry’ego Pottera. W tym celu postanowiłyśmy przerzucić się na jakiś lekki i przyjemny kanon - powitajcie zatem Hinatę, Deidarę i inne postaci z fandomu Naruto! Dziać się będą, jak to zwykle w narutowym opku, rzeczy niezwykłe - bohaterowie mają w łazienkach sceny teatralne, strzelają do siebie z glinianych ptaków, płaczą samotnymi łzami i... długo by mówić. Nie bez znaczenia jest to, że Hinata z tajemniczych powodów zostaje Kazekage, a potem jest już tylko bardziej nonsensowinie. Nie przedłużając - indżojcie!
Adres blogaska:
http://miloscdwojgashinobi.blogspot.com

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

 

 

Rozdział 1

" Za niedługo wrócę. "
Bo po prostu "zaraz" albo "niedługo" to za mało.

Pewna dziewczyna o anielskiej urodzie
BINGO!
 
W pierwszym zdaniu! To chyba rekord. :)

Pewna dziewczyna o anielskiej urodzie właśnie budziła się do życia.
Z trzyletniej śpiączki. Chociaż może te o anielskiej urodzie "budzą się do życia" co rano; ja niestety po prostu się budzę.
Wraz z nią budziły się ptaszki, cielaczki i takie małe kaczuszki. Dziewczyna była bowiem kolejnym wcieleniem boga Ra i budziła cały świat.

Jej białe jak śnieg oczy ujrzały w końcu światło dziennego słoneczka.
Nocne słoneczko przestało im wystarczać.

Przeciągnęła się leniwie i ziewnęła kilka razy. Uśmiechnęła się i poszła do łazienki odświeżyć się. Po piętnastu minutach wyszła z toalety. Na krześle były zawieszone jej ubrania. Znów skierowała się w stronę umywalni.
Ech... czeka nas szczegółowy opis wciągania najpierw prawego, a potem lewego rękawka, prawda?

Stanęła przed nią, jednak jej uczennica, Kira Shynori.
Łazienkę okupowała już grupa przypadkowych przecinków.

Dziewczyna ma czternaście lat i czerwone, piękne włosy oraz zielone oczy. 
O nie, pieprzą się czasy w narracji! Uwaga, nadchodzi archanioł Jehudiel!

Twarz owalną i opaloną. Prawie zawsze jest uśmiechnięta.
Podobno tylko debile uśmiechają się cały czas...
Dlatego ona na wszelki wypadek uśmiecha się prawie zawsze.

- Kira nie teraz...- powiedziała Hinata przesuwając ją dalej.
Żeby zawracać głowę ludziom w drodze do kibla, no naprawdę.

Przeszła kawałek. Niestety, Kira również zrobiła kilka kroków. Potem znów przesunęła się do przodu; niestety Kira w tym momencie była jeszcze dalej. I wtedy dziewczyna zrozumiała, że już nigdy nie wejdzie do łazienki, bo paradoks Zenona z Elei o Achillesie i żółwiu to prawda. Kiedy weszła do łazienki usłyszała trzask łamanego się drewna i pogwizdywania. To gwizdał źle odmieniony imiesłów. Kiedy zobaczyła, że w podłodze znajduje się dziura załamała się.
Stan ten pogłębił się gdy spostrzegła, że kolejna dziura mieści się na suficie.
Kiedy zobaczyła, że dziury są w każdej ze ścian i wszyscy na zewnątrz budynku widzieli jej gołą dupę, uznała, że nawet najlepszy psychiatra jej nie pomoże.

- Posprzątaj to za nim wyjdę, to będzie twój trening na dzisiaj.- powiedziała Hyuga ubierając spodnie w fartuszek w groszki.
- Ale Hinata-sama!- krzyknęła czerwonowłosa i zaczęła się dobijać do drzwi. Nie narzekaj; ciesz się, że nie kazała ci myć kibla. Usłyszała tylko śmiech kunoichi i zaczęła się za robotę modlić. Po piętnastu minutach jej nauczycielka wyszła i uśmiechnęła się z wykonanej pracy swojej uczennicy.
Czy coś mi się pokręciło, czy dziewczyna miała sprzątać łazienkę, w której zamknęła się jej nauczycielka? Bez wchodzenia do środka?
Co to za problem dla ninja!

- Dzisiaj masz jeszcze trening z Matsuri- chan i Gaarą- kun... Nie zapomnij. Będziecie razem szorować wanny - powiedziała granatowowłosa przy oknie. Zaśmiała się głośno z głupoty jej uczennicy.
Łohohohohoho, boki zrywać. Najwyższe standardy edukacyjne, jak widzę.

Zielonooka wybiegła za nią jak oparzona. Zaczęły ganiać się po całej Wiosce. *włącza muzykę z Benny Hilla* Hyuga zakładała przy okazji strój Kazekage.
Ale jak?! Zahaczała w biegu wszystkie budki telefoniczne, w każdej metodą Supermana zakładając kolejny ciuch, czy biegała wokół wioski z jedną nogą w nogawce spodni, szarpiąc się z zapięciem stanika? No i co ona robiła przez ten kwadrans w łazience?
Chwila, moment... jakim cudem Hinata została Kazekage? O.O

- Dogonisz mnie w końcu?!- krzyknęła biało oka.
- Sensei!- krzyknęła jeszcze głośniej uczennica, aby ją przywołać. Obróciła się delikatnie.- Sensei!
Kiedy czerwonowłosa tak nagle krzyknęła osiemnastolatka obróciła się i ujrzała " coś " na niebie.
Chmurę helu?
Chemtrailsy. :D

To " coś " to gliniany ptak Deidary.
Ja wiem, że w kanonie naprawdę był gliniany ptak, ale to wcale nie pomaga poradzić sobie z tym, co właśnie sobie wyobraziłam.
Ja sobie właśnie wyobraziłam taki wielki sterowiec w kształcie ch... ptaka.

Hinata wskoczyła na najbliższe kilka dachów naraz, a jej płaszcz zaczął falować, by odstraszyć napastnika. Kira odsunęła się troszeczkę na obrzeża narracji i pobiegła szukać Trójkę Niezwyciężonego Rodzeństwa.
Lecha, Czecha i Rusa? Bajkę, Bójkę i Brawurkę? Bo z tego, co pamiętam z kanonu, Temari, Gaara i Kankuro przynajmniej raz wpierdziel dostali.

Granatowowłosa uśmiechnęła się delikatnie, a kilka ptaków Dei'a poleciało w jej stronę.
Ech... Hinata w tym opku będzie jedną z tych boCHaterek, które z niewytłumaczalnych przyczyn wszystko, nawet fedrowanie w kopalni, robią delikatnie, prawda?

Wszyscy mieszkańcy wyszli ze swoich domów. " Katsu! " usłyszała  dziewczyna i odleciała na dobre kilka metrów. To musiały być dobre grzybki halucynki...
- Posłuchaj poddaj się i choć z nami razem z Gaarą, czyli pierwszym Jinchuuriki.- powiedział blondyn i wyciągnął do niej rękę.
- Nigdy!- krzyknęła i zaczęła biec w stronę niebieskookiego. Ptak zaczął lecieć. Na kogo? Nie wiem. Chciałam zapytać, czy wcześniej ten ptak po prostu stał, ale to chyba nie był najszczęśliwszy pomysł.
~ Co robić? Przecież on jest na tym wielkim, glinianym ptaku, a ja na niczym.
Ziemia prychnęła obrażona i usunęła jej się spod stóp.

Kurde... Hamstwo! Szynkownia! Wiem!~ pomyślała Hyuga i zaczęła unikać wybuchów Deidary. W tym celu głaskała go po główce i podawała herbatkę z melisą. Bo na ogół gdy wokół niej eksplodowały różne szujstwa, to tylko stała wyniośle i czekała, aż to minie. Gdy była pod brzuchem glinianego zwierzaka który łaskawie poleciał tak, by mogła go zmacać uśmiechnęła się i położyła na nim rękę. Blondyn usłyszał tylko słowa " Kuchiyose no Jutsu" i wyleciał daleko na kilka metrów, a jego ptak rozleciał się na drobne kawałeczki. Zaśmiała się z jego głupoty. Głupoty ptaka? Noo, jeśli Deidara podlatuje tak blisko, że tego jego ptaka można rąsią dotknąć, niwelując przewagę, jaką daje mu walka na dystans, to trochę jest się z czego śmiać. Granatowowłosa siedziała na wielkiej wilczycy.
- Aaaaaaaaaaa!- krzyknęło przyzwane zwierzę.- Czego chcesz?!
- No wiesz tentego...- powiedziała zakłopotana.- Atakują naszą Wioskę. Okami no pomóóóóóżżżż. No weeeeź, nie bądź taką nieużytą suką... Wiem, że wyrwałam cię  z innego fandomu i w zasadzie nie jesteś summonem, tylko boginią Amaterasu... no ale ja jestem Mary Sue, więc nie ma zmiłuj.
Prosiła biało oka, a wilk zaczął biec w stronę rękoustego.
W kolejce stali jeszcze prędkonogi Achilles, Fryderyk I Rudobrody, silnoręki Zenek z remizy w Bździągwie Małej, kilku jajogłowych, cały krasnoludzki klan Wręcemocnych i kroczuwłosy Sasuke z tej analizy. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że rękousty jest jednak najbardziej kuriozalnym epitetem.

On jednak stworzył Wielkiego Glinianego Smoka.
- Mojej sztuki nikt nie pokona, un! ^^- krzyknął zły i uśmiany zarazem chłopak. “Uśmiany” brzmi jak krzyżówka śmiechu z obsr... pobrudzeniem się: jakby Deidara doszczętnie opluł sobie koszulkę od rechotania.
- Tssaa... Może jeszcze do tego fryteczki z ketchupem? ^^- zapytała granatowowłosa.
Wujek Staszek musiał pękać z dumy. Hinata osiągnęła już poziom, w którym w chwilach smutku może ciąć się własnymi ripostami.
BTW, skąd w ogóle taka fraza w świecie, w którym nie ma reklam McDonald's?

Uśmiechnęła się. Obróciła się. Ujrzała przed sobą robaczki Dei'a i wybuch. Podniosła się na łokciach Otarła krew z ust. A poza tym nic jej nie było? Skąd ta krew w ustach? Zaraz... ząb jej wybuchł? W anime jakiekolwiek wpierdziel bohater dostanie, zawsze tylko bucha juchą z ust. No, ewentualnie trochę mu się przyodziewek rozchełsta. Wstała powoli lecz ujrzała swoich przyjaciół jak walczą.
Bo gdyby nie wstawała, to by nie walczyli. Oczywista oczywistość.

- Gaara! Temari! Kankuro!- krzyknęła zła. Jeszcze wygrają bez niej i co wtedy? Skoczyła. Deidara zadał bardzo mocny cios. Wszyscy usłyszeli bardzo głośny krzyk Kazekage, a rodzeństwo popatrzyło na nią bardzo zszokowani. Podbiegła do nich bardzo brązowowłosa szesnastolatka. - Z-za niedługo wrócę...
Oni usłyszeli tylko te słowa ich przywódczyni. Blondyn wziął tylko ciało Hyuugi i odleciał na wielkim ptaku. A co się stało ze smokiem? Zostawili go, na uciechę dzieciom i turystom, z danymi kontaktowymi do Akatsuki? Podlecieli do Sasoriego.
Co tu się właściwie stało...?

AŁtoreczka w niesamowicie plastyczny i czytelny sposób bezczelnie zrzyna motyw porwania Gaary przez Deidarę i Sasoriego, dorzucając do niego z dupy wziętą Hinatę. Ale jestem otwarta na inne interpretacje.

- Mogłeś to szybciej zrobić Deidara... Nie lubię czekać.- powiedziała marionetka Akasuny.
AŁtorko, no naprawdę. "Akasuna" to nie jest nazwisko Sasoriego i się nie odmienia. No ale w zalewie idiotyzmów tego opka to błąd prawie że niezauważalny.

Obydwaj weszli na glinianego ptaka. I odlecieli. Szli sobie bardzo spokojnie. Na haju? Mało prawdopodobne. Szli sobie na tym lecącym ptaku. To z pewnością sprawi, że dolecą do celu szybciej. Gdy nagle spotkali się z Kankuro, kuzynem Hyugi.
Kuzynem...?

- Zostawcie ją!- krzyknął brązowowłosy.
- Dobra idź.- powiedział czerwonowłosy do blondyna. Kiwnął głową i odleciał. Lalkarz pobiegł na Skorpiona. Kilka jego lalek poleciało na marionetkę. Ogon Sasoriego rozwalił lalkę Kankuro jednym ciosem.
Taak, pamiętam, czytałam mangę. A ci, którzy nie czytali, i tak nic nie zrozumieją z tego opisu. Czemu to ma służyć w ogóle? Rozwijaniu kreatywnych interpretacji tekstu czytanego?

Jounin zdziwił się bardzo. Coś przeleciało po jego myśli.
Pewnie latająca wiewiórka. Skubane wszędzie wlezą - a ta pewnie pomyliła jego mózg z orzechem.
Albo wyglądało to tak:


~ Spokojnie uratuję się.
- A, to spoko. Kamień z serca.

Za kilka miesięcy pojawię się w Wiosce Piasku. Muszę ochraniać Kyuubiego no Kitsune.
Kyūbi no Yōko, jeśli już musimy po japońsku.

Naruto Uzumakiego. Mam takie zadanie. Uciekaj! I powiedz to wszystkim ;).~ Powiedz wszystkim: “średnik nawias kropka tylda!” Głupie ćwoki przez pół roku będą rozkminiać, co to za szyfr.
To opóźni pościg! Choć pewnie danie im karteczki z napisami "odwróć szybko" i "jeszcze szybciej" też by podziałało...

Brązowowłosy zaczął uciekać w stronę Suna-Gakure. Akasuna popatrzył się na niego i ruszył w stronę gdzie odleciał Deidara.
Granatowowłosa zaczęła uciekać blondynowi.
A to ona nie była jakoś znokautowana czy coś? No i mam wrażenie, że w tym wypadku jedyna droga ucieczki prowadzi w dół...

- Cholero chodź tu kurwa!- krzyknął jednooki.
Totalnie bym przybiegła po takim zawołaniu.

- Nigdy!- krzyknęła. Czyżby zniknęła mu z oczu. Na tym ptaku? Come on, on nie był aż tak duży! To dobrze... Uff... Zaczęła kierować się w stronę Liścia. Kiedy się tam pojawiła była osiemnasta.
No, to jeszcze zdąży na kolację!
Ja pierdziu, bez przesady, z Suny do Konohy jest jednak trochę...

Ubrała kaptur (TYLKO kaptur? No, ubrała kaptur w bombki i lampki.) i zaczęła iść w stronę... W żadną stronę... Dreptała w miejscu, szamocząc się subtelnie. Delikatnie, Pigmejko, delikatnie! Po prostu szła. Bo w sumie nigdzie jej się nie spieszyło. Coś nagle przed nią przeleciało, jednak szła dalej. Ktoś nagle utworzył jakąś technikę nad nią, a ona odsunęła się troszeczkę nie otwierając oczu. Ktoś rzucił w nią czołgiem, ale tylko zmrużyła oczy. Ja pierdziu. Wyjaśni mi ktoś cel jej zachowania? Czemu nie patrzy przed siebie? Ma zamiar tak chodzić i lirycznie wpierdzielać się w latarnie? Napastnik obrócił się w jej stronę. Był dużo mniejszy od niej lecz silny. Krasnoludek-paker? Wyjątkowo zajadły pekińczyk. Znów pobiegł w jej stronę. Znów wykonał jakąś technikę i znów nie trafił. Czy może być ona lub on aż taki silny.
Czy może być, ach
czy może być
sens jakiś w tym zdaniu...?

Bardzo go to dręczyło. Kogo, narratora?! I nagle przed nią pojawił się jego mistrz Uzumaki Naruto. Blondyn o niebieskich oczach.
- W końcu się ujawniłeś... Myślałam, że będę musiała czekać całe wieki.- powiedziała granatowowłosa, a blondyn znieruchomiał.
- Rasengan.- powiedział szeptem chłopak. W jego ręku pojawiła się kula wirującej chakry. Dziewczyna otworzyła oczy. Uśmiechnęła się. Zaczęła podchodzić do niego. Mówi się: “zaczęła podążać!”
- Ohayo Naruto- kun...- powiedziała mu to do ucha i zniknęła.
Tiaaa... przeszła w wuj drogi tylko po to, żeby się przywitać. Jakby nie mogła mu strzałki puścić albo zaczepić go na fujzbuku. ;)

Rozdział 2

W wannie

Dziewczyna szła sobie przez zaludnione ulice Konohy. Zimno, chłód i cierpienie i ból trujący dupę. To wszystkie cechy którymi charakteryzowała się w tej chwili ta ulica którą szła pewna granatowowłosa o białych jak śnieg oczach.
We wszystkich domach mieszkańcy pozostawiali otwarte lodówki, a fasady zdobione były cytatami z emowatych pamiętniczków.
Aha, no i po kiego licha to "pewna", skoro wszyscy wiemy, o którą Mary Sue chodzi?
A bo narrator to taki figlarz, droczy się z nami, chitrus jeden.

Uśmiechnęła się przenikliwie i zaczęła sarkastycznie biec. Gdy tak sobie dojmująco  i egzystencjalnie biegła ktoś jej nostalgicznie szukał. Szybkim ruchem małego palca u lewej nogi wskoczyła na najwyższy słup Konohy.
Oznaczony specjalną tabliczką dla turystów i otoczony przez stragany z pamiątkami.

Uniosła ręce i wyglądała jak krzyż.
A potem zgięła łokcie i wygladała jak wielkie "M". A potem...
 

Następnie wyłożyła je do przodu i krzyknęła " Ohayo Konoha-Gakure! ".
*wyobraża sobie, ile jeszcze scen z początku Shippuudena można bezsensownie przerobić tak, żeby zawierały Hinatę* *wzdycha ciężko*

Usłyszała krzyki jakiegoś chłopaka i zeskoczyła ze swojego miejsca. Podeszła do postaci czyli ni chłopaka, ni wydry - w sumie to miał kształt świdra i uśmiechnęła się promiennie na co on zrobił tak samo. Po kilku chwilach mówił już spokojnie.
Przestawienie się z uśmiechania na mówienie kosztowało ją sporo trudu, ale co poradzić - od lat nie aktualizowała sobie systemu operacyjnego.

- Hinata...- powiedział blondyn. Dziewczyna obróciła się w jego stronę. To znaczy, że przywitała się i do tej pory uśmiechała się promiennie stojąc do niego tyłem? Nie dziwię się, że potrzebował chwili na uspokojenie się... I zapytała o co chodzi.- Co u ciebie jak się czujesz? Dlaczego wróciłaś? Jeezuuu wiesz ile ja mam pytań??
Pierwsze: czemu wołam jakiegoś Jezu? Kto to w ogóle jest?

- Oj zapewne dużooo!- krzyknęła- U mnie nic ciekawego! Czuję się bardzo dobrze! Wróciłam z powodu ataku na Wioskę Piasku!
Atakują mnie jacyś terroryści, uprowadzają z wioski na wielkim ptaku... wiesz, stara bieda.
- I już nie umiem mówić bez wykrzykników! Byłam u trzech lekarzy i żaden nie wie co robić!

- Ataku na Sunę?!- krzyknął jak oparzony.- Jak to dlaczego tam nie zostałaś?! Co z Gaarą i resztą?! Co z nimi ogółem?!
- Eeenoo  spokojnie.- powiedziała i zaczęła się tłumaczyć Uzumakiemu, że czerwonowłosy na razie ją zastępuje i tego typu rzeczy. Po pięciu minutach ciszy zaczęli podążać (yeah!) w stronę domu blond włosego ninjy (o.O), lecz zaraz kiedy stanęli przed drzwiami postanowili jeszcze na chwilę się przejść.
Bo jeszcze im bateria Duracel w tyłkach się nie rozładowała do końca i mieli przymus dreptania.

- Naruto-kun!- krzyknęła granatowowłosa śmiejąc się od ucha do ucha. Szli przez naprawdę piękny park. Biegało tam pełno dzieci, które na około miały po dziesięć lat.
Wszystkie młodsze i starsze padły ofiarą Programu Ograniczania Przyrostu Naturalnego "Rzeź Niewiniątek".
Może to nie był park, tylko podwórko przed jakąś podstawówką...?

Nie które podbiegały do blondyna i prosiły o autografy lekko speszony Naruto podpisywał się na koszulkach, kartkach, butach, plecach i jeszcze innych rzeczach. Hyuga natomiast cichutko się śmiała z boku.
Po blogaskach mam alergię na słowo "cichutko". Serio.
Ja wtedy zawsze wyobrażam sobie taką chichrzącą się nieco maniakalnie Carrie in spe.

Zły błękitnooki powiedział wszystkich, że przyimki to zbędna fanaberia ona to Kage, a wszyscy zaczęli uciekać bojąc się o własne życie.
Bo, jak wiadomo, "kage" to inne określenie na "niebezpieczny dla siebie i otoczenia, przepakowany i lubujący się w irracjonalnym zachowaniu świr oraz alter ego aŁtorki", oh wait.

-=.="- Uzumaki załamał się reakcją wszystkich,
Czy to wymaga komentarza?
Tak:



a Hinacie zaczęło się robić przykro.
A potem skończyło jej się robić przykro i zaczęło jej się chcieć siku.
A potem nabrała ją chętka na małą rzeź durnych bachorów.

Kilka samotnych łez poleciało z jej twarzy.
Były tak samotne, że samotniły się nawet w grupie. Wyindywidualizowały się z siebie nawzajem.
Bo to były łzy-zblazowane dekanentki. Samotność w tłumie, samotna łza ludzka leży na zamroczonych polach śniegu, we mgle się las ponad nią jeży itd.

Tęskniła za wioską.
To po cholerę żeś tu lazła?

Przynajmniej w niej ludzie ją szanowali i rozumieli. Po pięciu minutach grobowej ciszy blondyn obrócił się uśmiechnięty, jednak widok zapłakanej do bólu granatowowłosej osłupił go na maksa. Zamienił się w drewniany słup, pooblekajany plakatami reklamującymi koncerty i wystawy muzealne? Zaczął skakać na około niej przez co jeszcze bardziej ją wkurzył.
- Zostaw mnie w spokoju!- krzyknęła Hyuga, a chakra zaczęła się z niej wydobywać.
Przez grzeczność nie zapytam, którym otworem.
Nosem. W końcu to Japonia; im wszystko wyłazi nosem.

[Wycinamy kilka nic niewnoszących scen, w których ludzie z jakiegoś powodu boją się Hinaty O.o,  ta śmieje się delikatnie i dzieją się tym podobne fascynujące rzeczy. Akcja przenosi się do łazienki Naruto.]
- No to co cię tutaj sprowadza...?- bardzo ważna rozmowa była rozgrywana w łazience.
Jak partia tenisa. Ach, te zwodzące odpowiedzi, te podkręcone piłki pytań!
Ja sobie wyobraziłam w łazience scenę; z kurtyną, kulisami, starymi kostiumami z “Romea i Julii” i wszystkim.

- No właśnie muszę ochraniać Wioskę Piasku!- krzyknęła słodko.
#zdupywzięte epitety, vol. 50003.
Pewnie krzycząc mrugała rzęsami i wydymała usteczka.

- Ale jak chcesz ją bronić skoro jesteś tutaj?- zapytał zdziwiony.
- Muszę... A nie ważne... Powiedz co ciekawego w Wiosce Liścia? Hm?- zapytała zmieniając temat. Czyżby bała się jego reakcji na to, że jest zmuszona dojść do Akatsuki?
A jest? Jak, gdzie, przez kogo? No i jak już tam dojdzie, to co? Cała reszta też dojdzie? ^^

[I pomijamy kolejny, skrzący się wyszukanym dowcipem ("Co ja mam je dupą ci ugotować czy jak?!") rozdział, który kończy się wstrząsającą konkluzją, że Naruto ma już dziewczynę.]

Rozdział 4

Ohayou! Cześć jestem hinata uzumaki! Jestem tutaj nową pisarką Eheheheheheh mam nadzieję, że ten rozdział, który pisałam razem z Samą wam przypadnie do gustu :>  No i zapraszam do czytania :3 Hihi
Fantastycznie. Jakby nie dość było jednej aŁtoreczki...
~.~.~

Porwanie

Chłopak siedział w swoim biurze. Był zły na siebie jak i na nią. Na dziewczynę o granatowych jak niebo nocą włosach i pięknych jak księżyc w nowiu białych oczach. Spojrzał na zdjęcie swojej jakże uroczej i pięknej dziewczyny. Miała brązowe oczy i tego samego koloru włosy. Uśmiechała się. Miała wtedy na sobie piękne niebieskie kimono, które dzięki fioletowemu paskowi utrzymywało je na ciele dziewczyny.
Jak wiadomo, kimono trzyma się tylko na pasku. W wyjątkowych wypadkach dozwolone jest użycie taśmy klejącej lub gwoździ.
I pasek MUSI być fioletowy. Taki zielony to nie utrzyma nawet skarpetki na nodze.

Uniósł lekko prawy kącik ust. Śmiał się? Nie, to tylko tik. Było mu nadal przykro z powodu kłótni z Hinatą, która miała miejsce w jego biurze kilka minut wcześniej. Poczuła żal? Ruchem ręki otworzył szafkę. Były tam różne rzeczy od ołówków do zwojów. Wziął ramkę z zdjęciem. Zaczął dotykać go po każdej stronie. Tego zdjęcia zaczął dotykać, zbereźnik! A co, jeśli zdjęć jest nieletni? Była tak Hyuga, która uśmiechała się słodko ze swoim charakterystycznym uśmiechem.
Z kolei nie Hyuga swój charakterystyczny uśmiech trzymała za nóżkę, choć trochę się wyrywał.
A być może Hyuga uśmiechała się, krzywiąc buzię w ironicznym grymasie.

On trzymał ją wtedy za lewą rękę, a w prawej trzymała bukiet kwiatów. Zdjęcie robił wtedy jej kuzyn- Sasuke.
Boru, czy tam wszyscy są kuzynami wszystkich? Niezłe musiały być imprezy za czasów ich rodziców...

Mieli wtedy po cztery lata. Granatowowłosa dziewczynka przyjechała wtedy do Uchihów na kilku miesięczne wakacje, które i tak spędziła na oddzielaniu słów spacjami z tyłka wziętymi w większości na spędzaniu czasu z Naruto później czarnowłosowym, a na końcu z różowowłosą przyjaciółką. 


Zaśmiał się na to wspomnienie. Spojrzał na drzwi. I też się zaśmiał, bo były takie komiczne! Stała w nich ona-jego dziewczyna Ren. Brązowowłosa podeszła do niego i usiadła na kolanach. Na powitanie pocałowała go bardzo namiętnie w usta. On jednak nie oddawał pocałunków. Wiedział, że ona lubiła mnie nad nim w swoim rodzaju władzę.
Konstruktywny komentarz:

“Ona lubiła mnie nad nim” - nono, Narratorze, ładne rzeczy wyprawiasz z bohaterami po zgaszeniu świateł...

Otworzył oczy. W drzwiach zauważył JĄ. Hinatę.
- H-Hinata-chan?- powiedział szeptem odsuwając od siebie Kurosaki.- C.Czekaj!
Ichigo, co ty tam robisz, w dodatku w kobiecym przebraniu? To jakoś sabotaż wrogiego fandomu?

- Narutko co się dzieje?- zapytała brązowowłosa. Spojrzała na swojego blondaska tymi oczami oczętkami! uwielbienia uwielbionka!.- Przecież ona nie zając nie ucieknie.
Oddawał jej pocałunki z większą zachłannością niż ona. Kochał jej słodkie usta. Ktoś zapukał. *tu wstawcie sobie dowolny zbereźny żart o pukaniu* Musieli przerwać, jednak ona nie chciała. Stworzyła klona, który kazał Sakurze przyjść później.
To się nazywa poważne podejście do obowiązków Hokage!
BTW, skąd ona wie, że to Sakura?
BTW 2, Hinata wciąż stoi w drzwiach i czeka, aż parka się od siebie odklei?
Tak. I też puka.

Po chwili brązowooka oderwała się od niego. Zdziwiona popatrzyła w stronę drzwi.
- Ona zniszczyła mojego klona.- Uzumaki spojrzał na nią. Była wściekła. Znalazł się za drzwiami na korytarzu. Zdziwiony spojrzał na zniszczone pomieszczenie.
Ona się tak pięknie dziwi
I cała taka jest zdziwiona
Zdziwienie jej jest jak myśliwy
I jeszcze dziwią się ramiona!
On się tak pięknie dziwi
I ciągle wszystkim zaskoczony
W zdziwieniu swym aż traci siły
Lecz dalej jeszcze jest zdziwiony!

Znajdowała się tam jego zielonooka przyjaciółka. Żyłka na jej czole kolejny raz już dzisiaj pulsowała nerwowo.
- Sakurcia?- zapytał nieśmiało. - Nie, Sakogut!

Przetarł policzek, który był zamazany szminką brązowowłosej.
Zamazany? Jeżu, co ona mu robiła, szminkowe bukkake?! - O co chodzi?
- Jak to o co?! Widziałam jak Hinata z tond wybiega w płaczu. (Jeżu drogi...) Myślałam, że za nią wybiegniesz, a tu dupa. Blada i niewydupczona. Nie wybiegłeś. Całowałeś się jak zwykle z Ren.
Oj biada, biada, numer z wybieganiem z płaczem i wpędzaniem w poczucie winy nie zadziałał, CO JA TERAZ POCZNĘ?!

Prawda? Oj wiem. Gdybyś był z Hi. Albo z Bye.- powiedziała, lecz przerwał.
- Zobacz jednak z nią nie jestem.- powiedział rozchylając ręce. Był zły na siebie jak i na Sakure.
- Wiesz Hinata miała rację.- powiedziała lecz znów przerwał jej blondyn.
- W czym?!- krzyknął zły.
- Od kiedy chodzisz z Ren cały czas się z nami kłócisz. Zmieniłeś się bardzo.
Serio? W całym dotychczasowym tekście, nawet w wyciętych partiach, Naruto ani razu się z nikim nie pokłócił. Sakuro,
 

- powiedziała odwracając się do niego tyłem. Gdy była na zakręcie zamieniła się w płaczącą granatowowłosą dziewczyną.
Oesssu... Tak, to było takie zmyślne i przebiegłe i dojrzałe i totalnie musiało się udać!
Ale zobacz, od tego zamieniania się aż bidulce się też przypadki w zdaniu pozamieniały!

Usłyszała tylko krzyk Uzumakiego i zniknęła w kłębie dymu. Była zapłakana. Jedyne o czym myślała to śmierć.
Bo facet, który nigdy niczego jej nie obiecywał, ma dziewczynę i co gorsza, obściskuje się z nią. Nic, tylko się pochlastać. W obliczu tak wielkiej tragedii jakiś tam atak terrorystów na jej wioskę to wyjątkowo mały pikuś.

Kiedy jednak była przy moście złapała ją Sakura za rękę.
- Hinata słyszałam moją to znaczy twoją kłótnie z Naruto. On tak nie sądzi...- powiedziała schylając głowę.
On jak nie sądzi, do jasnej anielki?! Złego słowa o niej nie powiedział, w ogóle nic o niej nie powiedział. To ona mu nawrzucała, aŁtorko, pamiętasz jeszcze?
Nie. Każdy, kto bruździ Mary Sue, jest zUy. To jedyna słuszna zasada Opkolandu.

Nagle Hyuga straciła przytomność. Ktoś ją chwycił razem z Sakurą i wyniósł poza Wioskę Liścia.
I tyle na temat jej niesamowitej mocy i kompetencji jako ninja.
Jaka jest szansa, że zaniosą je na wysypisko kretyńskich postaci?

Znajdowali się w środku lasu. W życia wędrówce, na połowie czasu, straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi. Kilka chłopaków związało każdą z nich w pomarańczowe sznury przeplatanymi notkami wybuchowymi. Kiedy granatowowłosa Kazekage obudziła się ujrzała na około siebie Temari, Sakure, Tenten i Ino. W jej oczach wyczuła strach.
A w jej oddechu jajecznicę.
Ale że wszystkie laski zlały się w jedną babę i miały jedną parę oczu?

Zaczęła rozglądać się po całym lesie.
Wiem, że to prawdopodobnie dzieło przypadku, ale to zdanie naprawdę ma sens. :>

Były tam tylko ciemne drzewa. (Ha, miałam rację, to las z Boskiej Komedii Dantego!)  Jej białe oczy ujrzały zapłakaną Yamanakę. Zaczęła się wiercić, jednak przeszkodził jej jeden z porywaczy. Białowłosy ninja uśmiechnął się pod maską (spokojnie to nie Kakashi).
Noo, nie ma to jak narrator trzymający czytelników w niepewności.

- No więc. Zapewne was ciekawi co chcemy z wami zrobić. Najpierw was...- powiedział spokojnie, lecz dziewczyna zaczęła obmyślać plan jak uwolnić swoje przyjaciółki. I nie dosłyszała, co mówił porywacz, ponieważ potrafiła uaktywnić tylko jedną funkcję mózgu jednocześnie.

[Oczywiście ratunek nadchodzi jeszcze przed końcem rozdziału. Cliffhangery są dla frajerów. Wycinamy.]

35 komentarzy:

burleska pisze...

Nie wiem, czy powodują to komentarze praktycznie do każdego zdania czy absurdalność opka, ale totalnie nie ogarniam. Pierwszy raz nie przeczytałam analizy do końca, wybaczcie, ale nie mogłam wytrzymać. Bleee, nigdy więcej, proszę!

*~ Spokojnie uratuję się.
- A to, spoko. Kamień z serca.
(przecinek chyba powinien być po "a")

Kalevatar pisze...

Dzięki, poprawiłam.

Nefariel pisze...

*Wyje ze śmiechu*
Ja chcę Paina! Ja chcę zobaczyć, co aŁtoreczka zrobiłaby z Painem! On jest w tym opku, prawdaaa?

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Nie znam Naruto i miałam nadzieję, że dowiem się chociaż mniej więcej (ok, bardziej mniej niż więcej-.-) o co tu w ogóle chodzi.
MYLIŁAM SIĘ.
Komentarze rozwaliły mnie totalnie i gdyby nie to, że już leże, to padłabym ze śmiechu.
Chyb a jednak zapoznam się z Naruto by wyprostować sobie ogólną wizję...
Szal
S&S

Anonimowy pisze...

Przepraszam, ale nie jestem w stanie tego przeczytać. Nie rozumiem NIC, totalnie nic. Kto, gdzie, z kim i jak?

Pozdrawiam, Duśka

Anonimowy pisze...

Zapraszam na mega śmieszne opowiadanie:
http://silly-kids-in-action.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

O taak, takiej analizy mi brakowało! Dosyć krótka, ale przez to mamy tu większe natężenie absurdu i głupoty. A Wasze komentarze wymiatają :D

Tonks

Anonimowy pisze...

Nie wiem, czy to brak znajomości Naruto, czy absurdalność opka, ale kompletnie nie rozumiem o co chodzi (kto z kim i dlaczeg).

Niemniej analiza przednia.

Pozdrawiam,
Lothwena

Azzure Sky pisze...

“Uśmiany” brzmi jak krzyżówka śmiechu z obsr... pobrudzeniem się: jakby Deidara doszczętnie opluł sobie koszulkę od rechotania.

No bo "uśmianie się" to obsr... ubrudzenie się ze śmiechu. Proste?

Borówka pisze...

Również nic nie rozumiem (choć kanon znam), ale i tak przyjemnie czytało się analizę. Przez opko samo w sobie bym nie przebrnęła :P

Vatelema pisze...

Udało Wam się znaleźć kawał naprawdę bezsensownego opka, gratulacje :) Wasze komentarze są jak zwykle bezcenne :D
A jeśli chodzi o brak McDonalda w świecie anime... http://www.youtube.com/watch?v=LKysZp02_TI :D

anulka406 pisze...

To było naprawdę bez sensu. Już dawno nie widziałam takiego debilnego opka... Nikt tutaj nie zachowuje się racjonalnie, mam wrażenie, że wydarzenia nie są ze sobą w żaden sposób powiązane... Brak mi słów na komentarz. Po prostu dno. Autorka powinna czytać to co pisze i zastanawiać się kilka razy, czy na pewno jest w tym sens i może to by pomogło, ale nie gwarantuję. Faith in humanity: lost.

rinoasin pisze...

Przepiękna analiza! Tak koszmarnie durnego opka już dawno nie widziałam, sens i zapis powalają swoją miernością na łopatki ale w połączeniu z waszymi komentarzami dają cudowny ekstrakt i tylko teraz mnie brzuch od śmiechu boli:)

Anonimowy pisze...

Będziecie na Pyrkonie,tak?!
Jak zrobić coś dobrego ze złej literatury? (panel)Fajnie !Przyjdę!!


Chomik

Pigmejka pisze...

@Chomik - tak, będziemy. Niedługo miałyśmy zamieścić oficjalne ogłoszenie. ;)

Anonimowy pisze...

Hurra!!!!


Chomik

Anonimowy pisze...

To był zły pomysł by myć zęby i w tym samym czasie czytać analizę. Oplułam cały monitor. Ach, ten nieszczęsny, gliniany ptak Deidary...

Wracam do czytania ^^

Elwenka pisze...

Ok, w porządku. Uśmiałam siebie i monitor przy pomocy herbaty, doszłam do wniosku, że należałoby się zapoznać w końcu z Naruto i teraz mam pytanie:

czy ktoś może mi powiedzieć, co tam się właściwie stało? :D

Anonimowy pisze...

Fragment o tym, jak bohaterka zaczęła iść, ale nie szła w żadną stronę i "po prostu" szła, był przepięknie gombrowiczowski.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz ;)

Anonimowy pisze...

"Uniosła ręce i wyglądała jak krzyż."
Ja myślę, że wyglądała raczej jakby "ludzkość zaczęła używać systemu dziesiętnego"
http://www.youtube.com/watch?v=LcCU9u02U54 Jeśli nie chcecie czekać - przewińcie do 1:30
NN

Anonimowy pisze...

To "opowiadanie" bolało ;_;

Anonimowy pisze...

Przednia zabawa. Jak zwykle:)
Uśmiałem się i czekam na więcej. Fragment z YMCA mnie dobił:D To kolejny promyk radości w tej szaroburej zimie.

Merros

Niofomune pisze...

Aż mnie coś zgrzyta, jak to opko czytałam. To pewnie dlatego, że w zamierzchłych czasach ery mezozoicznej lubiłam jeszcze Hinatę. A przepisywanie scen z książki/filmu/anime/łatewa z podmianą głównego bohatera na Mary Sue i/lub inną, ulubioną postać autora jest takie... opkowate.

Anonimowy pisze...

Nie ogarniam. Każde, najdłuższe i najgłupsze opko z Waszymi komentarzami czytałam z wypiekami na twarzy i uśmiechem na paszczy, a te było TAK głupie i nudne, że ten jeden raz nic mu nie pomogło.
Może trzeba lepiej znać kanon, żeby się pośmiać, ja się pierwszy raz nudziłam...
Ale shame on ałtoreczka, nie on Ju :D

C.

Anonimowy pisze...

Ja tam się zgadzam z Benedictem - sama bym się rzuciła z jakiegoś wieżowca. Po prostu nie ogarniam tej kuwety...
A tak z czystej ciekawości, nie wpadłyście może już na coś o Igrzyskach Śmierci?
Analiza jak zwykle świetna, szkoda tylko, że opko to całkowite dno i 7 metrów mułu.

Pozdrawiam,
Paula

Anonimowy pisze...

"Nosem. W końcu to Japonia; im wszystko wyłazi nosem."

Radioaktywny Cez jest usuwany przede wszystkim z moczem i sperma ;P Buuu juz nigdy nie pojade do Tokio :((((

Czytanie analiz narutowych opkow to czysta frajda! Przez Was wyrzuca mnie z biblioteki, bo smieje sie jak wariatka.

Gratulacje,
Rosa

Anonimowy pisze...

Jeśli mowa o koszmarnych opkach z Naruto - http://opowiesc-o-itasiu.blogspot.com/
Ostrzegam, trzeba mieć wyjątkowo silne nerwy.

Anonimowy pisze...

Jeśli mowa o koszmarnych opkach z Naruto - http://opowiesc-o-itasiu.blogspot.com/
Ostrzegam, trzeba mieć wyjątkowo silne nerwy.

Anonimowy pisze...

Jeśli mowa o koszmarnych opkach z Naruto - http://opowiesc-o-itasiu.blogspot.com/
Ostrzegam, trzeba mieć wyjątkowo silne nerwy.

Anonimowy pisze...

Jeśli mowa o koszmarnych opkach z Naruto - http://opowiesc-o-itasiu.blogspot.com/
Ostrzegam, trzeba mieć wyjątkowo silne nerwy.

Anonimowy pisze...

Jeśli mowa o koszmarnych opkach z Naruto - http://opowiesc-o-itasiu.blogspot.com/
Ostrzegam, trzeba mieć wyjątkowo silne nerwy.

tuptaczek pisze...

kurde już chyba ze trzy razy zaczynałam czytanie i jakoś nie mogę dokończyć :( chyba mi nie leży to opko...

Babatunde Wolaka pisze...

Ponownie przepraszam, ale nie stać mnie na żaden konstruktywny komentarz. To opko to jakiś chaos, i nawet gliniany penis (tym razem bez córki Kononowicza) niewiele tu pomaga. Po przeczytaniu tego czuję się jak na katsu... ஈ_ஈ

Anonimowy pisze...

Ależ czekam na kolejną analizę! :>

C.

Alice Murphy pisze...

Jako osoba mniej więcej zapoznana z kanonem muszę zapytać: ...alle osso chozi?
To opko jest... dziwne. Szacun dla was za podjęcie się analizy.