piątek, 22 lutego 2013

A jak abominacja, b jak bezwstyd, c jak crossover, czyli Severus z Notre Dame

Witajcie!
Dziś mamy dla Was coś naprawdę niezwykłego. Wiemy, że często to powtarzamy, ale dzisiejsze opko naprawdę jest inne niż to, z czym do tej pory miałyśmy do czynienia.
Na pewno znacie fandom Harry’ego Pottera. Kojarzycie też powieść Victora Hugo “Katedra Marii Panny w Paryżu”, o pięknej cygance Esmeraldzie i nieszczęśliwym garbusie. Być może niektórzy z Was wiedzą, że w 1998 roku powstał musical na jej podstawie. Musical bardzo dobry, z dość znaną obsadą. Co mogło pójść źle? Ano to, że ponad 10 lat później pewna dorosła już (jak twierdzi) aŁtoreczka postanowiła napisać o tym opko. Niestety, najwyraźniej lubiła też Harry’ego Pottera - i postanowiła połączyć te dwa światy. Nie myślcie jednak, że poszła po  linii najmniejszego oporu i wrzuciła jedne postacie do innego świata. Nie.
Wyobraźcie sobie Harry’ego w
takiej stylówie, śpiewającego w TEN sposób; Snape’a, który dziwnym sposobem wygląda jak Garou, który wygląda jak Quasimodo (Incepcja level: over 9000); Dumbledore’a w roli starego zbereźnika surowego księdza, lecącego na młodą cygankę młodego cygana młodego weterana wojennego z blizną w kształcie błyskawicy i przeżywającego rozterki moralne, Lunę zamienioną w faceta o długich, brązowych włosach, snującą się poetycko po dzielnicy żebraków. Draco Malfoy paraduje w lśniącej zbroi i wymachuje mieczem różdżką, bo jest kapitanem oddziału królewskich łuczników aurorem - rola Febusa w końcu zobowiązuje - zwłaszcza że jego narzeczoną jest piękna i delikatna, choć nieco zaborcza Fleur-de-Lys Blaise Zabini o złotych włosach. Hermionę amputowano z fabuły; jest za to Ron, który przeszedł operację i teraz jest królem cyganów, czaroskórym przystojniakiem z dredami.
Takie to jest opko.
Jeśli macie odwagę czytać dalej - serdecznie zapraszamy!






Adres blogaska: http://www.fanfiction.net/s/7503685/1/Przekl%C4%99ty-z-Nokturnu
Opko zanalizowali: Vivaldi, Kalevatar, Pigmejka

Przeklęty z Nokturnu
Autor: Zilidya
Paringi: Harry Potter/Luna Lovegood, Harry Potter/Draco Malfoy, Harry Potter/Severus Snape, Harry Potter/Albus Dumbledore, Draco Malfoy/Blaise Zabini,
Ostrzeżenia: Powojenne, non-canon, crossover musicalu „Notre Dame de Paris"
Dla ciekawych:
Harry Potter — Esmeralda (cyganka)
Severus Snape — Quasimodo (dzwonnik)
Albus Dumbledore — Jan Frollo (archidiakon)
Draco Malfoy — Phoebus de Chateaupers (kapitan królewskich łuczników)
Ron Weasley — Clopin (król cyganów)
Blaise Zabini — Fleur de Lys (narzeczona Phoebusa)
Luna Lovegood — Gringoire (poeta)
Spełnienie życzenia Neko-wej.
Ta historia czasy dawne pamięta,
Pewnej katedry i miłości niewdzięcznej.
Wstąp, gdy nie lękasz się łez uronić,
Smutek, rozpacz oraz ból będziesz gościć.
Nie patrz przez pryzmat kanonów dwóch,
lecz na ukryte powieści piękno."
"Rozmarzają rzeki, płynie kra do morza,
Zwrotka nienajgorsza, tylko rymu nie ma"
Czyli jak w pretensjonalny sposób napisać, że w sumie połączenie jest głupie, ale nie zwracajcie na to uwagi. Jak powiadał Mencjusz: “Nie płaci się za zamiary, lecz za pracę, którą wykonano”.
Ale łzy, rozpacz i ból mamy jak w banku.

Blada, pełna blizn dłoń wysunęła się ostrożnie zza krawędzi wieży.
Muppety szukały świeżego mięska.
Jakie Muppety, to Gollum. I wiadomo czego szuka.

Spod głębokiego kaptura widać było tylko czarne oczy, obserwujące szkolne błonia.
Głęboki kaptur i czarne oczy powiadasz...
 
Mam dysonans poznawczy - przez chwilę zastanawiałam się, jakie, u licha, szkolne błonia przy katedrze Notre Dame?!
Coś czuję, że “dysonans poznawczy” to jest dobre podsumowanie całego tego tekstu.

Mężczyzna drugą dłonią poprawił kaptur, gdy wiatr chciał zerwać go z jego twarzy. Tu, na szczycie wieży wiało szczególnie mocno, lecz jego to nie odstraszało. Tu nikt nie patrzył na niego ze wstrętem.
Zapewne z powodu braku dzwonów, którymi można by budzić wszystkich o ósmej rano od poniedziałku do niedzieli.

Tłumy ludzi zapełniają każdy skrawek przestrzeni, od granic Zakazanego Lasu po brzeg jeziora. Barwne lampiony, fajerwerki, ogniska. Wszyscy świętują zwycięstwo Chłopca-Który-Znów-Przeżył depresję nad Czarnym Panem.
No i masz, teraz zastanawiam się, czy był też Chłopiec Który Przeżył Pod Czarnym Panem. A niech cię, podstępny szyku zdania!
Że niby Voldemort przytył i może teraz przygnieść ciężarem?

Wiosna była chłodna. Nie przeszkadzało to jednak setkom gości w zabawie. Nikt teraz nie liczył strat, chciano na razie o nich zapomnieć.
Innymi słowy rzecz dzieje się w niedługim czasie po zakończeniu HP, tak? Zresztą, po co ja pytam, jakby ktoś się kwestiami czasoprzestrzennymi w takich opkach przejmował...

Nie dla wszystkich skończyło się to tak dobrze.
No, na przykład dla tych, którzy zaliczali się do "strat".
Oj tam, o nich należy zapomnieć i bawić się nad jeziorem.

Severus Snape, niedawny mistrz eliksirów, teraz nie mógł już nauczać. Jeszcze nie tak daleko, patrząc wstecz, trochę tylko dalej patrząc na skos w lewo, lękano się go z powodu charakteru i ciętych uwag.
A nie dlatego, że był bucem?
W dodatku stronniczym?
I momentami agresywnym?

Dziś przerażał wyglądem, choć charakter uległ ułagodzeniu tym, przez co mężczyzna przeszedł.
Synonimy dla słowa “ułagodzenie” - m.in.: obłaskawienie, udobruchanie, stonowanie, przebłaganie, ugłaskanie. Hm... czy tylko ja mam wizję Snape’a głaszczącego swój mózg z jedwabistym “ciii, robaczku, już dobrze” wydobywającym się z jego ust?
Po prostu UBOGACIŁY go dramatyczne przejścia. A nie, przepraszam - uległ ubogaceniu przez przejścia. Oh my, coś czuję, że przyimki w tym opku zgotują gramatyce prawdziwy sajgon.
Opko uległo rozpłaszczeniu przez walec, jakim przejechali po nim analizatorzy.

Rany zdobyte w Ostatecznej Bitwie o Hogwart oszpeciły go na zawsze. Lewa część twarzy była jedną ogromną blizną, ciągnącą się od nosa, a kończącą dopiero za uchem.
Ale pomyśl, Sevciu, jakie ci to stwarza możliwości!



Inne spowodowały, że musiał chodzić zgarbiony i dodatkowo kulejąc, bo blizna biegnąca od barku do uda pobolewała, gdy chciał się wyprostować.
Pobolewała. Pobolewać to może kciuk po wbiciu weń igły, a nie szrama biegnąca niemalże przez całe ciało. Chyba że Snape przesadził ze scaryfikacją i maminsynek jest. Swoją drogą, ciekaw jestem, jak w autoreczkowej klasyfikacji określić np. ukrzyżowanie. Jako nieprzyjemny ból? Lekki dyskomfort.
Zaraz. Artura Weasleya poskładali po ataku węża mającego magiczny jad - a temu nie mogą pomóc? Śmierciożercy wybili wszystkich magicznych chirurgów?

Mroczne zaklęcia Czarnego Pana miały go zabić, jak przystało złapanemu zdrajcy.
Gramatyka w tym zdaniu jest pokraczna jak Quasimodo - nic do niczego nie pasuje. Podejrzewam, że miało ono znaczyć "Jak przystało na złapanego (lepiej: schwytanego) zdrajcę, miał zginąć od mrocznych zaklęć Czarnego Pana."

Jego szczęście w nieszczęściu odebrało mu dar śmierci.
Zabrało kościanego kucyka Pony.
Szczęście przykicało w nieszczęściu jak w worku. No i w tej sytuacji to raczej parszywe szczęście.
Wyobraziłam sobie takie szczęście ukryte w Worku Pecha, które wyskakuje jak diabeł z pudełka, wali Snape’a przez łeb i spierdziela.

Tygodnie leczenia nie przywróciły mu jego dawnego stanu nawet w najmniejszym stopniu, dodatkowo nie mógł też wrócić do uczenia. Gdy tylko przekroczył drzwi Wielkiej Sali młodsze dzieci zaczęły piszczeć, płakać i krzyczeć.
W sumie wcale niezłe, nie musiałby się przejmować ściąganiem na egzaminach.
Czyżby do Hogwartu zaczęli przyjmować trzylatki? Bo już w miarę ogarnięty jedenastolatek chyba umiałby się od tego powstrzymać. Zwłaszcza że czarodziejskie dzieci uczyły się o olbrzymach, sklątkach tylnowybuchowych i ogólnie różnych dziwnych stworach, dużo bardziej przerażających niż kaleka.

Musiał wycofać się do swoich komnat, dopóki nie zapadł zmrok. Skrył się na ulicach Nokturnu, czasami tylko przybywając do zamku, by dostarczyć eliksiry pielęgniarce, jego ciche podziękowanie dla dyrektora i dla niej za pomoc.
I naprawdę nie wpadł na to, żeby nosić maskę? Chyba że to garbienie się i utykanie było tak przerażające.
BTW, którego dyrektora? Dumbledore powinien być już dość... nieświeży.
Skoro Snape mógł zostać Quasimodo, to czemu Dumbel nie może być zombie?

Dziś, choć powinien być na dole i świętować z innymi, nie miał ochoty być wśród ludzi. Wolał patrzeć na pewnego młodego człowieka z oddalenia.
Peeping Tom i stalker w jednym.
 

Potter nie interesował się trwającą zabawą, choć przecież była na jego cześć. Miał ważniejsze sprawy na głowie, na dodatek nie dotyczyły tylko jego. Rozmowa z dyrektorem niestety nie toczyła się tak, jakby tego pragnął. Życie wielu osób było w jego rękach, a on nie mógł nic zrobić. Postępowanie Albusa Dumbledore'a zaskoczyło go.
E... a czy Albusowi jakoś tak... nie umarło się po drodze?
Ano. Z której strony by nie patrzeć, wyłażenie z grobu i dyrektorowanie jakby nigdy nic JEST zaskakujące.
“Rozmowa z dyrektorem niestety nie toczyła się tak, jakby tego pragnął. (...) Postępowanie Albusa Dumbledore'a zaskoczyło go.”
No, też byłabym zaskoczona, jakby dyrektor, zamiast ze mną rozmawiać, nagle zawył: “Móóóóóóóózg!”


— Niestety, Harry. Nie mogę się na to zgodzić. Wszyscy musicie odejść. Nowe roczniki zajmą wasze miejsce. Naprawdę nie mogę specjalnie dla kilkunastu osób robić wyjątków.
To brzmi jak rozmowa na polskiej uczelni wyższej...
Jak zwykle w opeczkach tej aŁtorki, Dumbledore odkrywa w sobie naturę pani z dziekanatu i generalnie uosabia wszelkie zUo. Ziewnijmy pospołu.

Dumbledore spojrzał smutno na chłopaka, siedzącego naprzeciw niego. Piękno młodzieńca raziło go tak bardzo, że tracił oddech. Był bowiem miłośnikiem turpizmu. Nie mógł jednak tego pokazać. Te kilka miesięcy, gdy chłopak zerwał się z łańcucha, który na niego nałożył, stworzyło jeszcze piękniejsze dzieło Merlina.
Długie niby miecz, twarde niczym kamień, dokonujące cudów w rękach prawowitego dziedzica...





Dziecięca niewinność zniknęła. Rysy twarzy stały się wyraźniejsze i tak cudowne, że chciało się tylko ich dotykać, by upewnić się, czy aby są prawdą, a nie iluzją.
50 shades of Merlin, czyli mokre sny o zakładaniu łańcuchów. To byłoby nawet zabawne gdyby nie przebijające spod tego wrażenie, że Dumbledore hodował sobie Harry’ego na testera swojej... różdżki.
I odmawia mu dlatego, że Harry jest taki wybiszowany prosto w kosmos? Nie lepiej trzymać takiego przy sobie?
Może chce go zamknąć w piwnicy, a niedopuszczenie do zajęć ma powstrzymać wścibskie komentarze “Gdzie podział się Potter i czemu od 2 tygodni nie ma go na lekcjach?”

Przełknął, gdy chłopak wstał, słysząc jego słowa.
— I tak to ma się skończyć, dyrektorze? Uratowałem wasz świat, a wy tak się odwdzięczacie?
To zawsze był przecież tylko wasz świat. Ja przyleciałem na Ziemię prosto z Kryptona, by wyświadczyć wam przysługę.

Nie pozwolicie nam nawet ukończyć szkoły?
— Harry! Zrozum. — Albus także wstał. — Nie mam wyboru.
Rada nadzorcza wiąże mi ręce.
Nie mamy wystarczająco dużo ławek w salach. Nadprogramowi uczniowie sprawiliby, że kilkoro z nich musiałoby siedzieć na ziemi. Sam rozumiesz, że to niedopuszczalne.

Odejdź, odejdź już!"
Imperatyw opowieści bohaterskiej: heros na końcu zawsze musi dostać kopa od swojego szefa/mentora i nagrodę odebrać sobie na własną rękę.
Mam wrażenie, że to początek tejże opowieści, czyli wyłączenie z domu rodzinnego i początek samodzielnego życia. Zresztą, co my się tu kulturoznawczo uzewnętrzniamy, skoro ta opowieść zmierza tylko w kierunku rozstrzygnięcia, kto będzie pukał Harry'ego i dlaczego Snape.

— Dlaczego pan nam to robi? Dlaczego? — krzyknął. — Walczyłem dla pana. Okłamywałem przyjaciół. Zabiłem Voldemorta!
Wszystko to po to, by mnie pan przytulił! Bezpieczeństwo moich przyjaciół, ich rodzin i całego magicznego świata były tylko bonusem!
Tak na marginesie też chciałabym wiedzieć, czemu Albus ich wywalił. "Takie są zasady, synku" jakoś do mnie nie trafia. "OMG, jakie z ciebie ciacho" też nie za bardzo.

— Odejdź, Harry. Nie pozwolę, byś tak się do mnie zwracał! — Albus uniósł głos, a jego oczy spojrzały na niego groźnie.
Taa, a w pokoju pociemniało i w ogóle. Widzę, że Albus podłapał od Gandalfa parę sztuczek.
Bo do wykładowców zwraca się per “panie profesorze”, a w listach tylko “szanowny panie”. Przy “witaj” człowiekowi słoma z butów wychodzi. A na witacza spada klątwa egzaminu warunkowego.

Zapadła niezręczna cisza. Mierzyli się spojrzeniami niczym wrogowie.
— Proszę wyprowadzić pana Pottera poza teren szkoły — polecił nagle dyrektor, podnosząc głowę i zwracając się do kogoś za plecami Harry'ego.
— Zajmę się nim, dyrektorze Fury. — W drzwiach stał Draco, opierając się na wyprostowanym ramieniu o drzwi. — Czy to Wybraniec, czy nie, nadal musi słuchać prawa. Nie ma wyjątków, Potter.
Zwłaszcza tych zarządzonych odgórnie przez megalomańskiego dyrektora dostającego zadyszki na widok pięknych, chłopięcych lic. Seems legit.
Syn Śmierciożercy rządzący się w szkole po upadku Voldemorta? Zaczynam węszyć SPISEG... (Voldi opętujący martwe ciało Albusa i powracający jako zombie - tak, to ma sens.)

Harry spojrzał na dyrektora ostatni raz i ruszył za odchodzącym w dół ruchomych schodów Draco. Jego serce zabiło szybciej.
A potem skoczyło wyżreć mu wątrobę.

Gdy się dostaje zadyszki nawet przy schodzeniu ze schodów, naprawdę nie jest dobrze.

Wspominał ostatnie chwile bitwy, kiedy to okazało się, kim naprawdę jest syn Malfoya. Auror na służbie ministerstwa.
Tego ministerstwa opanowanego przez śmierciożerców?
Tak. (Borze, Drakuś, co oni tu z tobą robią...?)

Pomagał Harry'emu pokonać Czarnego Pana, ochraniając go przed śmierciożercami. Nikogo nie zdziwiło, że jest za młody, by być aurorem.
Bo dostał nominację już w kołysce?
Bo ma gładką mordkę, ergo: jest z tych dobrych, ergo: pretenduje do pukania Pottera. Prawdziwy festiwal najmniejszych zdziwień świata.

Jego obrona była tak samo dobra jak Pottera, którego szkolił Snape przez ostatni rok na polecenie dyrektora.
Czyli do rzyci, bo treningi u Snape'a były prawdziwą porażką. Znaczy, w kanonie.

Przyznał się potem, że sam pobierał specjalne nauki u Kingsleya i to właśnie on namówił go na grę w agenta.
To trochę jak w pokera, tyle że tu jeśli przejrzą twój blef, urywają ci najpierw główkę, a później głowę. I nie ma żetonów, tylko penisowy tatuaż, którego będziesz się wstydził przed dziewczynami.
O ile oczywiście sam boss nie załatwi tego jednym błyskiem zielonego światła (i nie mam na myśli “latarką po oczach”).

Miał wstąpić w krąg zwolenników Voldemorta i stamtąd wspomagać jasną stronę w zwycięstwie nad Czarnym Panem.
— Nie masz wyboru, Harry — zaczął Draco, wyprowadzając go na zewnątrz zamku.
Ostatni goście odchodzili. Kilka osób patrzyło na Harry'ego, ale ten tylko pokręcił przecząco głową i ci także zaczęli odchodzić.
— Co mam teraz zrobić? Nie mam dokąd iść. Większość z nich także. Zostali wyklęci ze swoich rodzin po tej wojnie. Nie mają domów, do których mogliby wrócić. Rodziny winią ich za ataki — pożalił się.
Czego, podagry?
Wyklęli ich za to, że w wojnie obronnej walczyli za złem, pokonali je i zostali bohaterami? Nie powiem, motyw z powojennym nieprzystosowaniem całkiem fajny, ale czemu oni przypominają w tym momencie weteranów z Wietnamu? Ja rozumiem, że trzeba jakoś pożenić tych bohaterów z musicalowymi cyganami, ale srsly?
To dałoby się jeszcze jakoś przepchnąć, gdyby chodziło o samych Ślizgonów, konkretniej - dzieci śmierciożerców, którzy wylądowali w Azkabanie. Ci faktycznie mogliby nie mieć się gdzie podziać i generalnie stać się magicznymi pariasami. Ale bohaterowie wojenni? Potter? No way.
Dlatego moja teoria o Voldim w ciele Dumbledore’a ma coraz więcej sensu!

— Jest tylko jedno miejsce, gdzie możecie żyć. Nokturn — zaproponował. — Idź, tam się wkrótce spotkamy. Mam coś jeszcze do zrobienia.
Harry zdążył zapomnieć, że ma w spadku po rodzicach małą fortunkę? Co stoi na przeszkodzie, by kupił sobie dom i zaczął życie na własny rachunek?
To takie mało cygańskie. I nie byłoby amorów.

Pchnął Harry'ego lekko przez bramę Hogwartu. Ron już tam na niego czekał.
— Czego ten Ślizgon chciał? — Złapał przyjaciela za ramię.
Wślizgnąć się. Wiadomo gdzie. I z czym. I po co.

— Nic, chciał tylko pomóc. — Obejrzał się za odchodzącym, uśmiechając słabo.
— I ty mu wierzysz? — oburzył się rudzielec, kierując się w stronę Hogsmeade, gdzie pozostali mieli czekać na wiadomości od Harry'ego.
Malfoy szybko wrócił za mury szkoły. Natychmiast został złapany przez Zabiniego, swego narzeczonego, i przyciągnięty do czułego pocałunku.
Narzeczonego.
Już nawet czarodzieje zdążyli wprowadzić związki partnerskie... T T
Ale nie, serio - oto, jakie wynaturzone rzeczy rodzą się z takich crossoverów: Draco robi tu za Phoebusa, więc musi być zaręczony - ale przecież heterozwiązki się w tym opku nie zdarzają, więc rolę młodziutkiej Fleur-de-Lys dziarsko przejmuje Blaise. Normalnie widzę, jak popyla przez błonia w delikatnej białej sukieneczce, machając zwiewnie łapkami.
Łapkami, taaa...
Albo czymś innym. I śpiewając
"Moje czternaście wiosen
jest dla ciebie,
Ta diamentowa kolia
jest dla mnie.
W słowa twojej przysięgi
jeśli kłamiesz
nie uwierzę."
O tak. Totalnie widzę jego


W TEJ piosence (angielskie napisy, oczywiście):


— Czekałem na ciebie, Draco — szepnął.
— Wiem, Blaise. Dlatego śpieszyłem się do ciebie. — Oddał pocałunek, przyciskając go do ściany.
Przyciśnięty pocałunek zaskrzeczał słabo ociekając smętnie śliną.

Korytarz był pusty. Nikt nie przeszkadzał zajętej parze.
— Jeszcze kilka dni i będziesz tylko mój. — Zabini wtulił się w ramię Malfoya, ciągnąc go delikatnie w stronę wyjścia.
— Jestem tylko twój. — Uśmiechnął się i przytulił Blaise'a mocniej.
Lukier mi wypływa spod klawiatury.

Miłość Blaise'a do Malfoya była mało znanym faktem nawet wśród Ślizgonów. Obaj ukrywali to przez cały pobyt w szkole. Całowanie się na korytarzu też należy do “ukrywania się”? Ich rodziny na całe szczęście nie miały nic przeciwko ich związkowi. Oba rody były potężne i mogły zezwolić na tego typu ożenek. Teraz czekano tylko na wyznaczenie terminu ślubu.
Rody były potężne, nie widziano przeszkód dla ożenku i dlatego to ukrywano. Brzmi logicznie. Swoją drogą mamy tu bardzo otwarte społeczeństwo, skoro nikt nie przejmuje się jego reakcją. Z drugiej strony opko może być po prostu zaimpregnowane na takie kwestie.
Raczej prze po trupach (kanonów i logiki) do celu.

Harry musiał zgodzić się z pomysłem Draco. Żadne inne miejsce nie miało szans ich pomieścić.
Noo, na Nokturnie jest dość miejsca, by każdy miał swój karton.  Ale srsl - nie stać ich nawet na to, żeby sobie założyć wesołą komunę gdzieś na odludziu? Koczowanie w zakazanych zaułkach to najlepsze, co przyszło im do głowy?
Bo to takie romantyczne, nie uważasz? Każdy ma własny karton i nie musi się przejmować podatkami.
*kombinuje dalej* Może po wojnie Śmierciożercy tam mieszkający zostali dożywotnio wysiedleni do Azkabanu i została kupa wolnych mieszkań?

Prawie cały poprzedni rok, a także kilka osób z innych lat, musiało znaleźć sobie nowe miejsce zamieszkania.
I to jest tych “kilkunastu”, dla których nie warto robić wyjątku? Jak na garstkę to całkiem ich sporo...
I ich wszystkich nagle z dupy rodziny powyrzucały z domów? Nie mają krewnych ani przyjaciół? Brzmi bardzo prawdopodobnie.

Wszyscy młodzi czarodzieje z jego rocznika zostali wyrzuceni na bruk.
Bo to, że atak morderczej armii śmierciożerców uniemożliwił przeprowadzenie egzaminów, nie było żadnym usprawiedliwieniem.
No co, data sesji poprawkowej minęła, magiczny usos się zamknął i nie było zmiłuj.

Nikogo nie interesowało, co się z nimi stanie. Bez ukończonej szkoły mieli niewielkie szanse na jakąś normalną pracę, nikt nie chciał przyjmować niewyszkolonego czarodzieja.
Nawet takiego o nazwisku Potter, który zwyciężył Voldemorta. Wszyscy pracodawcy wręcz zabijali się, żeby go nie zatrudnić.

Większość czasu przesiadywali po tawernach.
A na siedzenie i chlanie tam mieli pieniądze, gdyż, niech zgadnę - tańczyli na ulicach w towarzystwie swoich magicznych kózek kotów, ropuch i sów?
Zaś ich bezproduktywność i bumelanctwo w prostej drodze prowadziły do wybryków natury chuligańskiej, podważającym wartość pracy człowieka i autorytet władzy ludowej czarodziejskiej.

Tam też często widywał go Severus Snape. Przychodził tu dlatego, że tu nikt nie zwracał uwagi na jego wygląd. Ukryty pod płaszczem wydawał się raczej starcem o lasce, niż tym, kim był naprawdę.
— Nasz król! — krzyczano dookoła, zmuszając go, by zajął główne krzesło przy stole.
Pijący nie interesowali się jego twarzą, lecz sakiewką, ale nie robiło mu to dziś różnicy. Wszyscy śmiali się koło niego, bawili. Nie zwracał na to uwagi.
Tu, kilka stolików obok, siedział Harry, a jemu to wystarczało. Widział go i nic więcej już mu nie było potrzebne do szczęścia. Nieważne, że on nie zauważał jego, było mu to obojętne.

Czyjaś dłoń zmusiła go nagle do powstania, pociągnęła w mrok sali i szepnięto do niego z naganą:
— Co ty tu robisz? Tyle razy ci powtarzałem, żebyś tu nie przychodził. Chcesz, by nadal wszyscy uważali, że jesteś śmierciożercą?
Mów głośniej, wtedy nikt się nie domyśli.
Przepraszam, nie zauważyłem tego napisu nad drzwiami "Wstęp tylko dla śmierciożerców". No i zmyliła mnie obecność Pottera w środku.

Nagłe pojawienie się Albusa Dumbledore'a spowodowało, że Snape skulił się w sobie.
Przecież dyrektor zawsze chciał jego dobra. To dla niego sfingował swoją śmierć na wieży astronomicznej.
Noo, fama mordercy Albusa Dumbledore'a przysłużyła się Severusowi lepiej niż miesiąc w spa i pokojowy Nobel razem wzięte.

To on zawsze stawał po jego stronie. Tylko dzięki niemu żył. To on dał mu pracę, gdy wszyscy inni odwrócili się do niego plecami.
Igor ssssłuży, Igor doooobry, Igor przyyyyniesie kapcie! Dobry pan, dobry...
A Dumbledore zawył:
Ten świat jest brudny, Ten świat jest podły
I tylko mnie zaufać możesz w całym mieście
Ja jestem szansą twą
Ja cię żywię, uczę, strzegę stale
Ja bez wstrętu patrzę w twoją twarz”.

Nikt nie zauważył, że Potter usunął się w cień kolumny i obserwował scenę z ciekawością. Dyrektor często pojawiał się na Nokturnie, ale nie wiadomo było z jakiego powodu. Niektórzy twierdzili, że sprawdzał, co dzieje się w tej dzielnicy jako czarodziej z Wizengamotu, inni, że kogoś odwiedzał.
Ale prawda była taka, że knuł coś po kątach.

— Chodź, Severusie. Zostaw to na zawsze za sobą. — Ostre spojrzenia, jakie starszy czarodziej rzucał na bywalców baru, nie wróżyły nic dobrego.
Czyżby wiedział, że karczmarz pędzi na lewo magiczny bimber z mandragory?
Albo że zaraz zacznie epicki barowy rozpiździel.

Mężczyzna wyszedł, kulejąc, za dyrektorem, który gromił pogardliwym wzrokiem wszystkich po drodze, jakby byli tylko pyłem u jego stóp.
Gdy przechodził, różdżki same wybijały o kufle rytm "Marsza imperialnego". Nerwowo przytrzymywał sobie doklejony nos z plasteliny. Póki co kamuflaż działał...

Harry powoli wysunął się zza filaru.
Severus jednak nie odszedł z Dumbledore'em.
Przypadkowy apostrof przygwoździł go do ściany.

Tu mieszkał i nie miał zamiaru wracać do szkoły, choć Albus wiele razy go o to prosił.
Miał co prawda własny dom, w którym nikt by go nie zaczepiał... no ale to nie byłoby takie dhrrramatyczne, prawda.
Teoria nr 2: To nie czarodzieje, tylko koty zaklęte w ludzi. Dlatego wolą siedzieć w kartonach ze szczurami niż w mieszkaniach.

Krążył teraz po uliczkach, obserwując z ukrycia Harry'ego, który nie mógł spać, tak jak i on. Ten jednak w końcu spostrzegł go i zaczął uciekać. Coś tak pokracznego nie mogło być człowiekiem, a już na pewno niczym dobrym.
Pomyślał czarodziej, który wcale nie miał do czynienia z większością fantastycznego tałałajstwa, począwszy od skrzatów po wielkie, owłosione pająki-ludożerców.
Tym bardziej, że Snape aż tak bardzo nie różni się teraz od Toma, barmana z Dziurawego Kotła, którego widok jakoś nie przyprawiał Harry'ego o spazmy.

Nagle potknął się i upadł na kogoś.
— Dokąd tak biegniesz, Potter? — To Draco złapał go za ramiona i postawił na nogi. — Mówiłem, że się wkrótce spotkamy.
Odnoszę wrażenie, że całe życie towarzyskie przeniosło się nagle do Nokturnu. Miejscowi raczej nie byli zachwyceni zalewem hipsterów cykających instagramowe focie talerzom plugawej zupy.

Uśmiech na jego twarzy nie spodobał się chłopakowi. Wyrwał się i odsunął, rozglądając się dookoła.
Ten uśmiech. A potem szybkim pełzem pobieżył w siną dal.
Póki nie zassał się na jakiejś leżącej w śmieciach butelce z resztką Ognistej Whisky Ogdena.

Poczwary nie było.
Można więc rozpocząć szturm na cnotę Harry’ego.

— Nie przejmuj się. Zająłem się nim — Malfoy zauważył jego spojrzenie, odsyłając dwóch aurorów, którzy mu towarzyszyli. — Już nie będzie cię śledził. Obronię cię.
Oj mój ty malusi śliczniusi zabójco Czarnego Pana, a ti ti ti! Nic się nie bój, twój rycerz cię obroni!
Czyli jakie abominacje wychodzą, gdy w roli czternastoletniej pięknej cyganki obsadza się dorosłego faceta, który dopiero co pokonał najsilniejszego czarnoksiężnika ich czasów.

— Nie chcę pomocy od aurora! — krzyknął, sam sobie nie wierząc.
Ja też nie wierzę, co czytam, ale ja tak mam od początku opka.

Odwrócił się do niego plecami i pobiegł przed siebie. Nie ufał nawet sobie, przebywając tak blisko byłego Ślizgona.
Targał nim żar namiętności i chuć tak przemożna, że gotów był dać mu nawet na jeżu. True story.
Niech oni wszyscy sobie pozawiązują kuśki na supełek, błagam...

— Spotkamy się więc jutro w „Czerwonej Latarni"! — krzyknął za nim rozbawiony blondyn.











Jeszcze bardziej nie wierzę. Cojaczytam?


Harry zatrzymał się przy zakręcie w następny zaułek.
— „Czerwona Latarnia"? — szepnął, oglądając się na Draco, i wznowił bieg.
Nagle dotarło do niego, z czym kojarzone są czerwone latarnie?

Draco był rozdarty pomiędzy dwiema miłościami. Kochał Zabiniego za jego delikatność, ale Potter nie opuszczał ostatnio jego myśli. Chciał go spróbować. Potargać te czarne, niesforne włosy. Pocałować te chętne usta.
Połowa Nokturnu potwierdza, że chętne. Druga połowa nie miała czasu na całowanie.
“I'm a divided man
Torn
Between the two women I love
Between the two women who love me
Is it my fault that I'm a lucky man?
One for the day
And the other for the night
One for love
And the other for life
One forever
Until the end of time
And the other for a time
A little bit shorter”

Śledził każdy jego krok, czekając na dogodną sytuację, wcale nie przejmując się uczuciami narzeczonego. Miał nadzieję, że chłopak przyjdzie. Miał zamiar pójść krok naprzód (Chce z nim ćwiczyć musztrę?) z tym Gryfonem. Parę rzuconych na wiatr obietnic powinno mu pomóc w zdobyciu tego, czego pożądał.
Przynajmniej nie udaje, że będą się trzymać za ręce i zrywać mlecze. Swoją drogą, nazywać numerek na boku miłością - to takie... typowo rycerskie.

Luna Lovegood chodziła ciemnymi uliczkami Nokturnu, nieświadoma oczu, które nie spuszczały z niej wzroku. Jako jedyna z wyrzuconych ze szkoły, miała dokąd wrócić, ale sama wybrała takie życie, by nie oddalać się od przyjaciół.
Blondynka przyciągała szumowiny niczym ogień ćmy. Ona nie lubiła tawern, były dla niej za głośne, parne i śmierdzące. Wolała patrzeć na nocne życie ulicy. Obserwować gwiazdy. Spacerować bez celu.
I przyciągała męty tą duszą lekkoducha, spoglądaniem w gwiazdy i samotnymi spacerami po ciemnych zaułkach szemranych dzielnic? No dobra, to ostatnie to faktycznie dobry powód.
A nieuprane od tygodniu ubrania, rozwalające się i przeciekające buty oraz niemożność regularnego mycia włosów - o regularnych posiłkach nie wspominając - napełniała jej duszę błogim spokojem i poczuciem jedności ze światem.

— Malutka, co tutaj robisz?
— Chodź z nami.
— Zajmiemy się tobą.
Różne propozycje dolatywały z bram i zaułków, ale nie zawsze zwracała na nie uwagi.
— Zostawcie mnie. Nic do was nie mam, tylko spaceruję!
Znakomita forma obrony. Prawie jak strzelanie do czołgu z procy.
Noo, te wszystkie zakazane mordy zawsze odpowadały "Aaa, to przepraszam, pani kierowniczko. Może knuta na winko?"

W pewnej chwili kilku chętnych jej ciała złapało ją i przycisnęło do ściany.
Z przeciwnej strony ulicy całą sytuację spostrzegł Potter, idący właśnie na spotkanie z przyjaciółmi po ciężkim dniu bo snucie się po ulicach bardzo go wyczerpywało,
— Harry, nie wtrącaj się — szepnął Ron, ciągnąc Harry'ego w drugą stronę. — To nie nasz świat. Nie możemy jej pomóc.
Bo wcale nie jesteśmy czarodziejami, którzy ubili Czarnego Pana i uratowali świat. Zresztą, jesteśmy tu tylko przejazdem. A w tawernie procenty z wódki parują.
Ron, zauważywszy, w jakim opku wylądował, bezzwłocznie porósł parchem i pryszczami i zaczął emitować przykry zapach z ust.
Może po prostu nagle zauważył transfer do powieści Hugo i chce spierdzielać gdzie pieprz rośnie?

— To Luna, nasza przyjaciółka! — Wyrwał się i pobiegł w stronę dziewczyny.
Dłuższą chwilę dyskutował z mieszkańcami Nokturnu.
Nad podatkiem progresywnym, rzecz jasna.
I nad żywotem Franciszka z Asyżu.

Nie był tu byle kim, by nie zwracano na niego uwagi. Eksbohater miał tu tyle samo wrogów, co zwolenników. Uratował od swego przybycia na ulicę Nokturnu parę słabszych osób i to właśnie oni stali za nim murem. Pomógł im w potrzebie. Stał się jakby światełkiem w ciemności dla niektórych. Mniejszość „tych złych" wolała na razie z nim nie zadzierać, tym bardziej, że nie należał przecież do słabych i niewyszkolonych czarodziei jak wielu z nich.











W końcu Luna była jego, i to dosłownie.

 Dosłownie:
 

Nokturnczycy wymusili na nim zaklęcie opieki. Przez trzy lata miał być odpowiedzialny za dziewczynę. Miał się nią opiekować, ale nie mógł się z nią kochać.
A Harry chronił, fapaniem mając obrzękłą prawicę. Bo przecież z jakiego innego powodu nawet mieszkańcy Nokturnu woleliby, by się jednak za bardzo do dziewczyny nie zbliżał?
Może ma parchy...?

To ostatnie nie bardzo ruszyło Harry'ego, choć mieszkańcy uważali to za zabawne. Potter był zbyt zauroczony pewnym aurorem i nawet piękna dziewczyna nie mogła mu zawrócić w głowie.
Ale wymusili w zasadzie po co? Żeby podglądać Pottera gdy wciska się w ciasne rajtuzy Supermana?
I gdy podąża za Luną z cichym "fap fap fap".

— Luno, czy to dobrze, że jesteś połączona zaklęciem z Harrym? — zapytał Albus, wkraczając następnego dnia na Nokturn.
Spotkał dziewczynę, która podzieliła się z nim tą wiadomością. A skoro Harry'emu nie przeszkadzało, że się nią opiekuje, to dlaczego ona ma grymasić.
No bo kto to widział, żeby jakaś tam trzecioplanowa bohaterka miała nie chcieć towarzystwa Mary Sue. We łbach im się poprzewracało, ot co.
Zawsze lepszy taki Harry niż Ron. Przynajmniej nie jest rudy.

Lubiła Harry'ego jak brata i z uśmiechem wspominała ich krótkie rozmowy. Nigdy jej nie wyśmiewał, zawsze traktował z szacunkiem.
— Tak, panie profesorze.
— On cię nie kocha.
Boru mój miły, czemu wszyscy zakładają, że będą chcieli się chędożyć albo co? To już zwyczajnie przyjaciel nie może przyjaciółce pomoc?
W opku? W życiu.
Dumbledore najwyraźniej należy do retardów, którzy uważają, że rozmowy i koleżeńskie zachowania to nic innego, tylko wstęp do wspólnego pocierania różdżek. To smutne, że nawet w tym wieku mu nie przeszło...

— Wiem, nie przeszkadza mi to. Ja jego też nie. Jesteśmy przyjaciółmi. Chce tylko ochronić mnie przed tutejszymi ludźmi i robi to w taki sposób, w jaki potrafi.
Nagły hałas odwrócił ich uwagę. Oddział aurorów ustawił na pokaz klatkę z poczwarą złapaną nocą na Nokturnie. Ludzie natychmiast zaczęli się zbierać na niewielkim placu.
Odkąd zaprzestano publicznego wieszania ludziom brakowało prostej, plebejskiej przyjemności obserwowania cudzych cierpień.
Biedni czarodzieje, tyle tracą bez Internetu.
Nie wiedziałam, że cała akcja i mentalność bohaterów przeniosła się nagle do XV wieku...
 

59 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Dziwne to. Bardzo dziwne. A nagła imputacja homoseksualnych skłonności bohaterom tylko pogłębia takie wrażenie.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

pingwiniara pisze...

NIE OGARNIAM.

Rinceoir pisze...

*Wrzask wściekłości*
NOTRE DAME! *rzuca się z pazurami na aŁtorkę*

Nie, nie, nie! >< Jako musicalomaniaczka, wyznawczyni Bruna i osoba, która tekst NTdP zna na pamięć, Protestuję! Jak można było zniszczyć to arcydzieło?! Ba! Jak można było tak obrazić Hugo?! Ta zniewaga krwi wymaga!
(Już nie mówię, że jako fanka Blaise'a protestuję przeciwko wciskaniu go w rolę Fleur. Nie zasłużył! A Clopin został znieważony po tysiąckroć... Gdzie Ronowi do niego?!)
Dziewczyny, przepraszam, doszłam jedynie do połowy, dalej nie zdzierżyłam. Dokończę innego dnia T____T
*idzie zachwycać się w kąciku głosem Bruna*

alvik pisze...

Zilidya... to nie jest ta od lokaja z ustawki? I lamira, analizowanego swego czasu na Armadzie? Bo jak to ta sama ałtorka, to właściwie nie powinno mnie dziwić. Muszę teraz wrócić tylko do właściwej Esmeraldy i właściwego Phoebusa. Lubię ten musical, to, że ałtoreczki pastwią się nad kanonem potterowskim to jedno- człowiek się przyzwyczaił. Ale przepiękne Notre Dame?!

Efekt jest taki, że nie ma tu żadnego z kanonów. A powiem Wam, że im dłużej czytałam, tym moje oczy robiły się szersze ze zdumienia. Trzeba znaleźć dealera ałtorki.

beata101 pisze...

Moje nieocenione krytyczki- skąd wy takie "perły" znajdujecie? No bo normalnie to jest piękne no!!!!
Przeczytać takie opko - idealne remedium na "za przeproszeniem" zatwardzenie. Opko to może również służyć za materiał pomocniczy dla bulimiczek po posiłku.

P.S. Czy w opkowych światach są już tylko homoseksualne związki?
Boshhh... nikt nie potrafi napisać czegoś ładnego i sensownego o staromodnej, heteroseksualnej miłości?

Angie pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

To.Jest.Dziwne.
Nie ogarniam.
Teoria nr 2: To nie czarodzieje, tylko koty zaklęte w ludzi. Dlatego wolą siedzieć w kartonach ze szczurami niż w mieszkaniach - teoria mnie urzekła.

A Snape nie powinien też już nie żyć?
Dziękuję za Firefly,to zawsze!

Chomik

Angie pisze...

Biedny Ron. Życie go nie rozpieszcza. Nie dość, że rudy, bez duszy, to jeszcze teraz czarny cygan. A że w świecie Rowling-Hugo... Wie, że jego przeznaczeniem jest pierwszy zgon w opowieści ; D

Anonimowy pisze...

To teraz pora na musical "Nędznicy" z "Supernatural",a Batman na to z góry:łubudu!

Chomik

Serenity pisze...

O żesz w mordkę Jeża jak Byka! Normalnie masakra z tym opkiem. Takiego braku logiki to ja w życiu nie widziałam (no może poza opkiem o nauczycielu i uczennicy, której zrobił dziecko, analizowanej na NAKWie).
Popadłam w stupor.

Anonimowy pisze...

Chyba po raz pierwszy w historii nie zdołałam wyjść poza pierwsze akapity - wystarczyło, że przeczytałam skład obsady i Panu mowę odjęło. Może zacznę to sobie jakoś dawkować, bo mózg mi stopnieje jak rdzeń w reaktorze.

I zaraz, zaraz, zatrzymać wszystko - kto to ma być ten "Jan Frollo (archidiakon)"? W książce archidiakon nazywa się Klaudiusz Frollo, Jan jest jego młodszym bratem. W musicalu Jan chyba w ogóle nie występuje? Skoro autorka kojarzy postać Jana, to być może książkę czytała, ale jakim cudem nie zapamiętała, który z braci jest głównym antagonistą i jak się nazywa?

Procella pisze...

nie czytam tego na noc, jeszcze mi się przyśni o_o Wrócę jutro.

Anonimowy pisze...

Hy, hy. Przez to opko przypomniałam sobie że po przeczytaniu opisu wyglądu Snape'a na wiki HP (nie czytałam Pottera) krzyknęłam: "no pie***ony Quasimodo normalnie!" XD Chyba źle ze mną skoro skojarzenia mam podobnie do ałtoreczki. XD

Anonimowy pisze...

Nie! Tylko nie Nędznicy! *odpędza aŁtoreczki słownikiem i wodą święconą* Go away!

Svietta

Anonimowy pisze...

Nie wiedziałam, że Harry jest aż tak napalony na edukację akademicką, żeby rozpaczać na wieść, że w dorosłym wieku nie musi już siedzieć na lekcjach, ale przynajmniej to wyjaśnia, co się stało z Hermioną: rzuciła się z wieży Snape'a, gdy dotarło do niej, że chcą ją wyrzucić ze szkoły. Ewentualnie Snape ją zepchnął na polecenie Dumbledore'a, ponieważ zachowanie w okolicy jakiejś myślącej osoby rodziło ryzyko, że ktoś zauważy, iż skoro w bitwie o Hogwart brali udział uczniowie, wśród których wielu zasiliło zbiór tak podkreślanych strat, to zasłanianie się przeludnieniem nie do końca trzyma się kupy.
...Bo przecież nie usunięto jej dlatego, że w obsadzie już jest o jedną szparkę za dużo i przy niej wyczerpano limit wydumanych uzasadnień dlaczego wszyscy na sali mają zakaz odruchów hetero. Prawda?

Anonimowy pisze...

O ile musicali nie lubię, po obejrzeniu zlinkowanych fragmentów myślę, że ten jest dobry. Tym gorzej dla opka.

Teoria Pigmejki z tym Voldkiem w skórze Dumbledore'a nie jest taka głupia, na pewno ciekawsza niż to, co przedstawia nam autorka :D

I na samym początku rozwaliła mnie Kali z tekstem :
"Rozmarzają rzeki, płynie kra do morza,
Zwrotka nienajgorsza, tylko rymu nie ma"

Tonks

Shariana pisze...

Cuda i dziwy, nie ogarniam...
Skąd się biorą takie rzeczy w wielkim świecie Internetu? o.o'

Anonimowy pisze...

E tam... mnie się ten totalny chaos i brak sensu podoba. Te opka takie do siebie podobne,jak od sztancy;-( A to przynajmniej jest naprawdę całkowicie odjechane.
Postuluję wzięcie na warsztat czegoś Pisakowego.

Eśka pisze...

Że co? Że jak? Skąd się biorą u ludzi takie pomysły? Czekam na crossover z Chicago.

Eśka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Niofomune pisze...

Chyba powinnam się cieszyć, że nie przepadam za musicalami (a tego nawet nie znam), więc mnie to tak nie rusza. Aczkolwiek zwizualizowanie sobie siedemnastoletniego Harry'ego jako czternastoletniej cyganki było złe.
Analiza miodna, a opko bezsensownie, jak to opka do HP.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam dzieło, dawkując je sobie po małej porcji, i otworzył się przede mną świat szaleństwa, o jakim nie śniło się autorowi powieści "W drodze" a nawet "Droga". Nie zostawiajcie nas tak, ja chcę jeszcze!

beata101: "P.S. Czy w opkowych światach są już tylko homoseksualne związki? Boshhh... nikt nie potrafi napisać czegoś ładnego i sensownego o staromodnej, heteroseksualnej miłości?"

W opku? Żarty się szanowanej pani trzymają. Przyjść do PLUSowego opka po ładne i sensowne opisy jakiejkolwiek miłości (i to obojętnie homo- czy heteroseksualnej - przygody Różowej Sakury były wprawdzie heteroseksualne, ale ani trochę ładne) to jak przyjść po bułki do sklepu żelaznego.

Chomik: "To teraz pora na musical "Nędznicy" z "Supernatural"

Ooo, tak. Jak znajdziecie opowiadanie z "Nędzników", choćby i bez Supernaturala, to ja bardzo, bardzo poproszę. Przyniosę popcorn, nachosy, dip czosnkowy, kanister benzyny i zapałki.

Babatunde Wolaka pisze...

"Hm... czy tylko ja mam wizję Snape’a głaszczącego swój mózg z jedwabistym “ciii, robaczku, już dobrze” wydobywającym się z jego ust?"
Państwo pozwolą, że sobie kwiknę.

A w ogóle pJENkny pomysł. Teraz ino czekać "Nędzników", w których Harry będzie Valjeanem, a Draco Javertem. Co jeszcze? Syriusz Black jako Hrabia Monte Christo. Bellatrix Lestrange jako pani Bovary. I wreszcie "Trzej muszkieterowie" - Rogacz, Łapa i Glizdogon (z Remusem w charakterze d'Artagnana) kontra kardynał Sasuke.

Anonimowy pisze...

Syriusz Black nadałby się na hrabiego Monte Christo. Przetworzenie tego motywu w świecie HP mogłoby być ciekawe.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

Insomnia pisze...

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaa!
Że CO??!! Że JAK??!! I w dodatku... ŻEBY.... I to po to żeby wysmarować YAOICA?!?!?!

Dajcie wody albo karabin...

Anonimowy pisze...

Podaje uprzejmie Insomnii brzytwę po teściu.Karabinu,niestety, nie mam....



Chomik

Anonimowy pisze...

Jej, genialne! Super, świetne! ^^

A tak przy okazji zapraszam na bloga: http://silly-kids-in-action.blogspot.com/
Jest mega śmieszny.

Akida Loo pisze...

*chlipie w kąciku* Jak można było tak skrzywdzić... Już nawet zapomnijmy o kanonie Harry'ego, choć został on doszczętnie zniszczony (żeby nie powiedzieć zgwałcony). Ale powieść Hugo w tym momencie zwija się z cierpienia, a sam autor chyba się przewraca w grobie (albo turla...). Wyobraziłam sobie Dumbla śpiewającego i miałam wrażenie, że się rozpłaczę T_T Już się boję, co aŁtoreczka wymyśli w ciągu dalszym... Dziewczyny - wysyłam wam moją życiową energię, żebyście miały siłę czytać takie idiotyzmy.

Insomnia pisze...

Chomiku, dziękuję za brzytwę, ale zdecydowanie potrzebuję czegoś mniej subtelnego.

@Akida Loo - A wiesz, że z tym Hugo przewracającym się w grobie coś może być na rzeczy? :D Byłam wczoraj pod Panteonem - zamykali przed czasem! :D

Anonimowy pisze...

Czy mi się zdaje, czy Zilidiya to potterowa wersja Jestnoci?

A "Hrabia Monte Christo" został już w fandomie potterowym przewałkowany wzdłuż i wszerz, wystarczy wpisać "Azkaban" w wyszukiwarkę na FF.net i takich tworów wyskakują setki, jeśli nie tysiące.

Opko tak w ogóle cudne, wręcz żałuję, że to tylko jeden rozdział, bo chętnie popatrzyłabym jak pastwicie się nad nim trochę dłużej.

Pozdrawiam, C.

Anonimowy pisze...

Czy mi się zdaje, czy Zilidiya to potterowa wersja Jestnoci?

A "Hrabia Monte Christo" został już w fandomie potterowym przewałkowany wzdłuż i wszerz, wystarczy wpisać "Azkaban" w wyszukiwarkę na FF.net i takich tworów wyskakują setki, jeśli nie tysiące.

Opko tak w ogóle cudne, wręcz żałuję, że to tylko jeden rozdział, bo chętnie popatrzyłabym jak pastwicie się nad nim trochę dłużej.

Pozdrawiam, C.

Nefariel pisze...

Mózg Zil nie przestaje być dla mnie zagadką, serio. Gadałam z nią trochę (wymiana kilku PMek na pewnym forum) i stwierdzam: ona nie tylko pisze kretyńskie opka, ona jest po prostu chora na głowę. Nie wiem, czy analizowanie opek osoby upośledzonej (nie przesadzam, ona ma jakieś poważne zaburzenia, jeśli chodzi o empatię) jest etyczne...

Pigmejka pisze...

Insomnia, cześć, miło Cię czytać. :* Tak sobie właśnie myślałam, jaka byłaby Twoja reakcja na to opko... :D

Cieszę się, że analiza się Wam podoba! Szykujemy oczywiście część drugą, więc... przygotujcie się psychicznie. ]:->

Niofomune pisze...

Jestnocia nie była tak kreatywna - ona wałkowała to samo, tylko w innych odsłonach. Zilidiya to już wyższy level - co prawda nigdy nie rozmawiałam z nią prywatnie, ale po opkach widać, że (chorej) inwencji jej nie brakuje.

Insomnia pisze...

Pigmejko, moja reakcja to dziki ryk i chęć mordu przysłonięte ogólnym "WTF". Zatem mordujcie to opko analizą, skoro zostało już wytropione. To będzie jeszcze część druga? Oł maj...
Gdzieście taki (po)twór w ogóle znalazły? Pamiętam, że kiedyś szukałam jakiegoś opka zahaczającego o musical NDdP i (z prawdziwą ulgą) znalazłam tylko jedno, w dodatku nie po naszemu i - poza tym, że zupełnie bezcelowe - nieszkodliwe. Więc widząc dzisiejszy tytuł, rozlałam pół kawy na biurko.

Pigmejka pisze...

@Insomnia: Kiedy robiłyśmy sylwestrową analizatorską ustawkę z NAKWą, wzięłyśmy na warsztat opko wspomnianej wyżej w komentarzach Zilidyi. AŁtorkę (twierdzi, że ma 34 lata...) znalazła ekipa Armady. Ja za to później przeglądałam jej konto na fanfiction.net, mignął mi tytuł "Notre Dame de Paris", więc zerknęłam, i... no, jak się skończyło - wiadomo. ;]

Insomnia pisze...

34 lata? A ja myślałam, że to ja jestem niedojrzała ^^ Tym bardziej zanalizujcie bezlitośnie to... yyy... dzieUo.

Anonimowy pisze...

Mem co do 'Czerwonej Latarni" i Wasz komentarz sprawił, że mój biedny moniotr nadaje się do czyszczenia po opluciu płatkami z mlekiem. Awfuj!

Ale do rzeczy. Opko rozwala swoją głupotą, którą czytanie dodatkowo umilają mi Wasze trafne komentarze. Genialnie, po prostu genialnie. : D

Martwi mnie jednak fakt, jak bardzo aŁtoreczki mogą jeszcze zniszczyć i przekształcić na swoją chorą modłę inne, wcale nie głupie książki i dzieła. Aż żal, że ta wsadziła to w realia 'Dzwonnika...". Eh. Aż się smutno robi :<

Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych sukcesów. :>
~Ira.

Anonimowy pisze...

Czytałam kiedyś SPN stylizowane na Notre Dame(Castiel był dzwonnikiem) i pomyślałam sobie wtedy, że nie było takie złe. Pewnie dlatego, że było na podstawie disneyowskiego filmu. Ale to... to jest koszmarne! Nie jest mi obcy fenomen wciskania wszędzie yaoica, a z każdego bohatera robienie homoseksualisty, ale bez przesady! O.O Czy naprawdę nie można było zmienić Zabiniemu płci? Albo dać jakąś laskę zamiast niego? Albo lepiej, w ogóle tego nie pisać i oszczędzić ludziom bólu?

Puyi

Leleth pisze...

Ja mam opko o crossoverze Nędzników z m&a, polecam! http://le-mis-tsukiko.blog.onet.pl/

Leleth pisze...

PS Są wampiry!
Polecam opisy postaci:

Tsukiko Javert
Wiek: 15 latMłoda, zjawiskowa dziewczyna o kruczoczarnych włosach i ognistoczerwonych oczach. Jej ojcem był inspektor Javert.

Marius Pontmercy
Mąż Cosette, mieszka z nią razem w domu w miasteczku do którego przybyły Tsukiko i Sairalindë. Bardzo chciałby mieć dzieci, niestety od lat bez efektu.

Sairalindë Ringëril
Wiek: 17 latPiękna, delikatna dziewczyna, przyjaciółka Tsukiko. Jej matka była upadłą anielicą, a ojciec półelfem.

Serenity pisze...

Pigmejko, Kal! Oszczędźcie nam drugiej części tego opka. Nie chcecie chyba naszej śmierci?

Anonimowy pisze...

Oj, nie ogarniam... Dziwne to było baaaardzo. Dziękuję analizatorkom za wynajdywanie takich ciekawych hmmm opowiadań ;)
Naprawdę nie potrafię zrozumieć jak można z Harry`ego zrobić taką pierdołę i ten mroczny dyrektor, naprawdę podoba mi się teoria z podszywającym się pod niego Voldim :P
A Snape?!?! O tym to aż szkoda wspominać, jako ubóstwiająca tą postać przemilczę jak został on tu biedny potraktowany. Zniewaga ta wręcz krwi wymaga...
Ech, czekam na kolejne wspaniałe analizy. Pozdrawiam. Ewa

kura z biura pisze...

Umarłam.

Przebieranie postaci w kostiumy z zupełnie innej bajki - po co?!

Oraz wydawałoby się, że bohaterowie wygranej wojny będą odznaczani orderami i noszeni na rękach, a tu paczciepaństwo, wywalono ich ze szkoły, domów, kopnięto w dupę i skazano na życie w slumsach. Wszystkich jak leci. Jak wielkiej części mózgu trzeba nie mieć, żeby coś takiego wymyślić?

Chciałabym jednak ująć się za apostrofem w słowie "Dumbledore'em" - akurat ten został umieszczony prawidłowo.

Anonimowy pisze...

Większości tych opowiadań tylko analiza na tym blogu daje prawo bytu. Ja osobiście traktuję je jako śmieszny, interesujący sposób na wytknięcie błędów, choć bywa bardzo brutalny - czasem wręcz za bardzo. Niemniej jednak, to jest skuteczny sposób, aby nauczyć się czego należy unikać podczas pisania.

Zawsze, kiedy tu wracam mam ubaw po pachy i generalnie cieszę się, że to nie na mnie padło. Mam wredne poczucie humoru i jeżdżenie po analizowanych opkach mi nie przeszkadza, mam jednak jedno "ale":
m.in
beata101: "P.S. Czy w opkowych światach są już tylko homoseksualne związki? Boshhh... nikt nie potrafi napisać czegoś ładnego i sensownego o staromodnej, heteroseksualnej miłości?"

Antagonizowanie miłości i związków homoseksualnych. Faktem jest, że opis żadnej miłości czy związków w tych opowiadaniach nie jest piękny. Traktowanie jednak osób homoseksualnych jako powodu do drwin jest chamstwem i homofobią. Być może jest ich mniej niż tych "staromodnych" a już szczególnie w Polsce, ale nie oznacza to, że mają mniejsze prawo bytu. Również takie związki mogą być ładne i sensowne.

Nie uważam, że każde opowiadanie powinno być nafaszerowane związkami jednopłciowymi, ale zwróciłam uwagę na to, że za każdym razem, kiedy w opowiadaniu jest poruszony temat związków M/M z miejsca jest zrobiona jakaś degradująca uwaga. Autorki może nie mają pojęcia o tym, o czym piszą i w ich wyobrażeniach zawsze chodzi o bzykanie między partnerami, ale to nadal nie zmienia faktu, że postacie będące homoseksualne nie są w żaden sposób gorsze i nie powinny występować w opowiadaniach. (nawet jeśli to są jakieś od czapy wymyślone paringi i kanonowi bohaterowie leżą i kwiczą)

AkFa

Adawinry Chou Kurineko pisze...

Oj, yaojce też potrafią być piękne, ale łączenie dwóch odmiennych światów tylko po to, żeby je napisać, to już przesada.

Co do opka... Najbardziej rozwala mnie fakt, że Dumbledore nie pozwolił uczniom na powtarzanie roku. Przecież w kanonie Hermiona (w przeciwieństwie do Harry'ego i Rona) wróciła do szkoły i była na roku z Ginny. Może to dlatego wykreślono ją z obsady?

Porównanie Dumbledore'a do Gandalfa - epickie. :D

kura z biura pisze...

Ale to konkretnie opowiadanie jest nafaszerowane związkami jednopłciowymi w sposób zupełnie idiotyczny. Zabini jako Fleur de Lys, serio?

Adawinry Chou Kurineko pisze...

@kura z biura

Zgadzam się, to opko jest kompletnie bez sensu.

Akida Loo pisze...

@kura z biura
No jak widać serio xD

Ale jak już tak jedziemy po dobraniu postaci, to to akurat boli mnie najmniej. Snape jako upośledzony i skrzywdzony przez życie garbus, który w sumie pragnie tylko odrobiny uczucia xD? Harry jako słodka i niewinna cyganka, której marzeniem jest przystojny kapitan straży xD? I w końcu moja ukochana postać - Dumbleadore jako tragiczna postać Frolla, nękanego przez własne namiętności? Poważnie droga aŁtorko? Poważnie?

@Insomnia
Ano widzisz! Dobrze mówię, że autor widząc takie bezczeszczenie dzieł swego pozostać cicho nie potrafi!

burleska pisze...

Kocham teorie spiskowe <3 Serio, to o kotach- made my day ;)

Ogólnie zastanawiam się tylko (jak już pominę cały ten absurd), czy w kolejnej części pojawi się Hermiona. Jakby nie patrzeć to ona jest raczej ładna, mądra i na dodatek tylko umiarkowanie wkurzająca, więc może jednak ałtorka jej nie uwzględni, żeby przypadkiem ktoś nie zmienił orientacji z tej jedynej właściwej? *pytanie dodatkowe: Co tak bardzo kręci ten biedny umysł w pomyśle wpakowania Harrego do łóżka każdemu, kto ma penisa między nogami?

Czekam na kolejną notkę i wielbię was za to, że jakby nie było, to jednak jest tu HP <3

Anonimowy pisze...

Jeżu kochany, do kompletu brak tylko Dumbledore`a śpiewającego "Tu vas me detruire". Tylko się nogami nakryć. I jedynie wasze komentarze pozwalają przez to przebrnąć...

patusinka

kura z biura pisze...

Zajrzałam do oryginału - nie, Hermiony nie ma, za to zgadnijcie kim jest "poczwara złapana w nocy na Nokturnie" i wystawiona w klatce ku uciesze gawiedzi...

...jak wielkiej części mózgu trzeba nie mieć...

Astat pisze...

Jezus Maria, nie ogarniam o.O
Niestety, nie wytrwałam do końca, ale tak czy owak się uśmiałam;) Naprawę Was podziwiam, że daliście radę jakoś przez to przebrnąć.

Adawinry Chou Kurineko pisze...

@burleska Nie mam pojęcia, bo yaoice książkowo-filmowo-mangowe, że tak to określę, mnie jakoś nie jarają. Wolę te z realnymi postaciami albo takimi wymyślonymi przez autorkę opowiadania (nie mylić z aŁtorką opka).

@kura z biura Ja też zajrzałam do oryginału i wybuchnęłam śmiechem, bo drugim wyjściem było płakanie nad głupotą autorki. >.>

Anonimowy pisze...

AkFa: dobrze powiedziane.

"kura z biura: "Ale to konkretnie opowiadanie jest nafaszerowane związkami jednopłciowymi w sposób zupełnie idiotyczny. Zabini jako Fleur de Lys, serio?"

Chyba trochę rozumiem, skąd to się autorce wzięło. Żeby było jak w Dzwonniku, to Draco Phoebus-Malfoy musi być "rozdarty między dwiema miłościami", a skoro ma się kochać w Harrym, to musi być gejem, ergo - jego druga miłość też musi być facetem. Biseksualiści jak zwykle nie istnieją :(

Anonimowy pisze...

O, szlag. WTF? ;/
Teoria Nr 3 jako poparcie Teorii Nr 2: - to... coś... to crossover nie tylko z Notre Dame, ale i z "Kotami" ;p Luna zacznie zaraz śpiewać "Memory", gładząc wąsiki.
Nawiasem, Zabini jako narzeczony Malfoy'a rozwalił mnie jak Raskolnikow siekierą...
Czegoś tak koszmarnego dawno nie czytałam. Ale analiza cudowna^^
pzdr, Adria

Anonimowy pisze...

Szczerze mówiąc, po przeczytaniu wstępu uznałam, że dalej nie dam rady xD Spróbuję jutro, psychicznie przygotowana...

Makapka

Star Lady pisze...

Masakra.
Jak zobaczyłam, że w to opko zostały wciśnięte motywy z dzwonnika to nie mogłam wyjść ze zdziwienia. Ja rozumiem, że aŁtorka mogła ulec fascynacji tworem Hugo, ale żeby tak zbrukać i świat Pottera i świat Quasimodo...W głowie mi się to nie mieści. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać.

Analiza bardzo dobra :P Fajnie, że wrzuciłyście zdjęcia i niektóre piosenki z mojego ukochanego musicalu ;)

Temsia pisze...

Nie przeczytałam nawet całości, tylko fragment, ale to już mnie przeraziło... A poza tym... "Jan Frollo"? Jan Frollo?! Archidiakonem był Klaudiusz Frollo! Jan Frollo to jego zepsuty młodszy brat! Jako fanka Frollo protestujuę! Chyba za dużo internetów jak na jeden dzień...