wtorek, 31 grudnia 2013

Sylwestrowe życzenia (i przeprosiny)

Witajcie!
Najpierw musimy Was przeprosić - w natłoku okołoświątecznych spotkań i obowiązków zupełnie zapomniałyśmy o analizie. Za karę już zbiczowałyśmy się rybą w galarecie i pooblewałyśmy gorącym barszczem, jak również - oczywiście w ramach zadośćuczynienia - zjadłyśmy nieprzyzwoitą ilość pierogów; mamy nadzieję, że ta okrutna kara wystarczy i nie będziecie się na nas złościć. Obiecujemy, że to się więcej nie powtórzy!
Jednocześnie mamy przyjemność zapowiedzieć, że zgodnie z tradycją zaangażowałyśmy się wspólnie z ekipą Niezatapialnej Armady Kolonasa Waazona w Świąteczną Ustawkę. Efekty naszej sylwestrowej współpracy pojawią się na obu blogach w następny czwartek. Zapraszamy!
Po trzecie: życzymy wszystkim Wam z całych naszych przeżartych złośliwością i poszanowaniem logiki serc wspaniałego Sylwestra, mnóstwa zabawy i samych niezdrowych rzeczy. Niech Wasz Internet będzie pełen ulubionych fandomów, a poziom Waszego kozactwa będzie zawsze over 9000!
Do zobaczenia!
Pigmejka i Kalevatar

PS. Ten "kotek" biegnie, żeby Was przeprosić w naszym imieniu!

http://25.media.tumblr.com/017efca892aff23d12ed10a44e7111f4/tumblr_mwi42xz29Q1qbxi45o2_r1_250.gif

piątek, 20 grudnia 2013

Krzyżacy i Asasyni w jednym stali domu, czyli bitwa pod Chujwiegdziem




Witajcie!


Złych opisów seksu już macie dosyć, prawda? Nie martwcie, tym razem mamy dla Was coś z całkiem innej beczki: krew, flaki, bitwy i przebiegłe szpiegowanie. Co prawda nic w tym opku nie ma sensu, bo zazwyczaj ani nie wiadomo, co to akurat za bitwa, ani nawet kto właściwie wygrał i jakim cudem - ale to nieważne. Istotne jest to, że mamy tu polskiego króla, Krzyżaków i dzielnego asasyna prosto z Włoch, który postanowił uratować Koronę Królestwa Polskiego. Pamiętajcie: wszystko, co dobre, zawdzięczamy asasynom!
Adres opka: http://forum.zakon-ac.info/viewtopic.php?f=12&t=5518


Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka



Przez bramę Monteriggioni wszedł zdecydowanym krokiem postawny człowiek w kapturze. Przy pasie nosił rapier, sztylet i kilka sakiewek.
Rapier. Rapier,  moi drodzy, był “used mainly in Early Modern Europe during the 16th and 17th centuries”. Pamiętajmy o tym, bo już za chwilę...


Jego szaty były białe z przebłyskami błękitu na torsie.
Jego szata miała tors? Do tego niebieski?! (Taa, a spodnie pewnie miały nogi.)
Szata lekko opalizowała na błękitno.


Udał się ciemnymi o tej porze uliczkami do willi należącej do najmłodszego w dziejach Mistrza Zakonu, 20-letniego Mario Auditore.
Hmm. Jak podają źródła, Mario Auditore, urodził się w roku 1434, mamy więc rok 1454. Zapamiętajmy.


Ten czekał już za ciężkimi, dwuskrzydłowymi drzwiami na posłańca i powarkiwał nerwowo, bo irytował go szyk tego zdania. Gdy człowiek w kapturze wszedł do domostwa (Willa = domostwo. Oczywiście.), ukłonił się z rękami skrzyżowanymi na piersiach.
Dwóch swoich i pięciu cudzych.


Wtedy Mario przemówił:
- Witaj Magnusie. Jakież wieści przynosisz? Ale! Gdzie moje maniery, kolacja czeka na ciebie w twoim pokoju, tak jak łoże.
A to zaskoczenie! Łoże mogło na niego przecież czekać w kuchni!
Grunt, że posłaniec przyniósł ale, zasłużył sobie na kolację.


Jutro opowiesz mi o wszystkim, lecz teraz wypocznij.
Ach, jakie z tych asasynów wrażliwe pimpusie. Po podróży nie mogą jeść i relacjonować jednocześnie?
Nie żeby przynosił info tak ważne, że aż Mistrz warował pod drzwiami z niecierpliwością...


- Dziękuję Mistrzu.
Jak Mario powiedział, tak Magnus uczynił. Następnego dnia, gdy słońce było wysoko na horyzoncie, Magnus udał się do biura Mario.
Czyli jeszcze spał do południa? Chyba że tyle czasu zajęły mu poranne czynności. Rapier sam się nie wypoleruje i te sprawy.
Asasyni są jak gwiazdy rocka, przed czternastą nie wstają.


Zastał go pochylonego nad listem.
-Mistrzu…
-Ach! Wstałeś już leniu! Siadaj, proszę. Powiedz, jaka to pilna sprawa Cię tu sprowadza?
Pilna jak ch… jak przesyłka dla Poczty Polskiej. Albo jak podanie dla stereotypowej pani z dziekanatu. Może jeszcze idźcie teraz na obiad? Zawsze zdążycie sobie pogadać o nudnej polityce!
Albo to Mistrz jest taki ultragrzeczny. Jeszcze mu wrzucił wielką literę w zaimek.


- Pół roku temu, jak zapewne wiesz, wybuchła wojna między Koroną, a Zakonem Krzyżackim.
Aha. Ale kiedy to się dzieje? Określenie “wybuchła wojna” każdego czytelnika nakieruje na tę z 1409 roku - wszystko wcześniej to były pojedyncze bitwy i waśnie; a z kolei wszystko "później" wymagałoby raczej sformułowania "wybuchła kolejna wojna". Bo od 1409 właściwie CIĄGLE się tłukli (chyba że akurat zaliczali jakiś rozejm), więc powiedzenie “wybuchła wojna” byłoby dla zagranicznych tak jasne, że aż wcale.
Hmm, jak wiemy na podstawie wieku Mistrza, mamy rok 1454.
Czyli jednak mamy Wojnę Trzynastoletnią, a nie Wielką? Proszę, aŁtorze, rzuć jakąś datą, nazwiskiem… byłoby naprawdę miło.


Polskie król wysłał mnie z prośbą o pomoc ze strony asasynów.
Kwiiiiiiiiiiiiiiii!!! :D Ja wiem, że Jagiełło (jeśli to był Jagiełło, bo cholera wie) w sojusznikach nie przebierał, ale nawet on nie byłby tak zdesperowany, żeby ubiegać się o wsparcie ze strony jakiegoś tajnego bractwa oszołomów liczącego kilkadziesiąt osób.
“Polskie król” - brzmi tak jakoś… bezpłciowo. Ale to może dlatego, że nie wiadomo, o jakiego chodzi.


Sądzi, że niedługo dojdzie do wielkiej bitwy na północy kraju.
Nękają go sny prorocze i stada czarnych ptaków co i rusz przelatują mu nad głową, wrzeszcząc "będzieta się napierdalać na północy!!!". Bo bitwy to są, prawda, takie dopusty boże, które co jakiś czas na zwaśnione strony spadają, a nie wyniki planowania, strategii i knucia.
“Wielka bitwa” - czyli może jednak Grunwald?
(Bo to przecież wcale nie jest tak, że - jeśli jednak mamy ten 1410 rok - w okresie zimowym obie strony były w równym stopniu zajęte udawaniem, że zależy im na pokojowym rozwiązaniu konfliktu, jak i pilnym zbieraniu sojuszników do walk. I to sam Jagiełło zaplanował poprowadzenie swoich wojsk na północ.)


- Więc wysyłasz wieści z Krakowa.
- Eee… nie? - spróbował Magnus ostrożnie. Mistrz czasem miewał problemy z czasoprzestrzenią. - Przynoszę wieści z Krakowa, Mistrzu. Mogę też jakieś do Krakowa wysłać, jeśli Mistrz chce.


Dobrze. Sadzę, że mogę cię tam wysłać ze względu na to, że Polska jest silnym krajem.
Ciebie. Znaczy, rozumiem, że asasyna w liczbie sztuk jeden. Nie szalejecie aby zanadto z tą pomocą?
Oj tam, Jagiełło i tak miał większą armię, da se radę. To pewnie tylko jakiś symboliczny gest solidarności, czy coś.


Kiedyś się nam odwdzięczą za pomoc.
Tak, z pewnością w ogóle zauważą, że z Italii przybył jakiś zakapturzony koleś. Jeden, nawet bez pocztu. Nie żeby po stronie polsko - litewskiej walczyło ponad 30 tysięcy luda.
Według profesora Wyrozumskiego nawet 50 tysięcy ludzi. A gdyby Polska miała potem pomagać każdemu, kto postanowił tam walczyć, to by chyba ocipiała.


Mam przynajmniej taką nadzieję.
Bo generalnie to jesteśmy tymi dobrymi, walczącymi o wolność i demokrację, ale nie bezinteresownie przecież. A ponieśliśmy tak wielkie nakłady na tę wojnę!


Ale wiesz, że będziesz musiał sobie poradzić sam. Żaden z nas nie zna języka używanego w tamtejszych stronach.
Na przykład łaciny żaden z nas nie zna ni w ząb. A wynajęcie tłumacza już w ogóle przekracza nasze możliwości.
Może on myśli, że tam wszyscy po litewsku szwargolą, i tylko po litewsku? Jeden władca, jeden język, coś w ten deseń?


-Wyruszam za godzinę.
Bo akurat mam Euroexpress ze Sieny do Krakowa. Oh wait, jesteśmy w XV wieku, podróż przez pół Europy to przedsięwzięcie na kilka tygodni (przy dobrych wiatrach) i trzeba by się na nie jakoś przygotować.
Może akurat na 15 lipca dotrze. :D


-Nie zaczekasz do obiadu?
-Obawiam się, że nie mam na to czasu.
Tak, bo te 2 godziny zrobią mu taką różnicę że o ja pierdzielę! Samolot mu ucieknie, metro odjedzie!


-Dobrze więc. Ruszaj.
Jakiś czas później, dotarł do Krakowa.
 
A może bohater ma te same umiejętności, bo bohaterka w
TYM opku…?
Jakiś czas to bardzo pojemne określenie, tak więc: z Monteriggioni do Krakowa jest ponad 1300 kilometrów, z czego połowa wiedzie przez Alpy i Tatry. Przyjmując, że bohater jedzie bez żadnego obciążenia (a wiemy, że nie jedzie, bo ma ze sobą broń i zbroję, no ale) i że zmienia konie na każdej stacji kurierskiej, uznajmy, że w dogodnym terenie pokonywał po 100 km dziennie, w górach - połowę tego. Z czego płynie wniosek, że zarzynając siebie i konie mógłby pokonać tę drogę w ponad trzy tygodnie.


Tam dowiedział się, że król wyruszył na północ, do krzyżackiej twierdzy pod Chojnicami.
Chojnice? BITWA POD CHOJNICAMI?! Czyli jednak rok 1454 i Jagiellończyk, a nie Jagiełło. Ale pod Chojnicami nie walczyły żadne zagraniczne oddziały (nie licząc najemników z Gdańska i Prus). I nie była to “wielka bitwa”. I miała miejsce we wrześniu, czyli… nie, dobra, poddaję się, to nie na mój mózg.
Kronikarze nie wiedzieli o udziale asasynów, bo oni są przecież tacy supertajni i w ogóle. Nie to żeby komukolwiek chciało się odnotowywać obecność jednego Włocha gołodupca.


Dwa miesiące później, wyjeżdżając zza wzgórza dojrzał wojenny chaos.
Bitwa wyskoczyła na niego zza drzewa!
Eee… jakim cudem on te 520 km pokonał w dwa miesiące? O.o Przy każdej przydrożnej kapliczce zatrzymywał się na całonocne czuwanie? A może szukał bitwy pod co drugim większym krzakiem?


Krzyżackie chorągwie otoczyły polaków, którzy tracili ducha i wielkie litery.
To brzmi, jakby w szeregach Krzyżaków były jakieś specjalne chorągwie złożone z wampirów energetycznych, napadające na odziały tracące morale.


Królewska chorągiew już prawie padła. Magnus pognał na łeb na szyję na swoim koniu z pomocą królowi.
I co, wygra całą bitwę? Zrobi jakiś numer a la Legolas w TYM komiksie?
Zbyszko z Bogdańca był asasynem!!!
 


Wszedł w wir wojenny i utorował sobie drogę przez uciekających i martwych prosto do władcy.
Bo właśnie wir wojenny złożony z uciekających i goniących ma to do siebie, że pojedynczemu chłopu jest całkiem łatwo się przez niego przebić. Hint: wyobraźcie sobie, że między Wami a waszym celem znajduje się stado ludzi, których właśnie wpuszczono na wyprzedaż w Media Markt. I że ci ludzie siedzą na koniach. I że są uzbrojeni w miecze, topory i buzdygany, którymi rąbią dookoła bez opamiętania, a konie rzucają się, gryzą i kopią. I że oni są okuci w warstwy stali i utwardzanej skóry, a wy macie na grzbiecie tylko fikuśną szatkę z kapturem. A teraz spróbujcie skalkulować swoje szanse w przedarciu się na drugą stronę.


Dojrzał go, krzyżacy prawie go dorwali.
Im też urwało od wielkiej litery.


Spiął swojego konia, ten jednak po krótkim galopie padł przeszyty strzałą zrzucając jeźdźca na ziemię.
Po galopie. W środku bitewnego zamętu. W ciżbie ludzi napierających ze wszystkich stron. Galopie.
BUAHAHAHAHAHAHAHA!!!


Magnus pieszo pobiegł (A walczący grzecznie ustępowali mu z drogi? A to można biec nie pieszo?) do ledwo widocznej chorągwi z królewskim herbem.
Ledwo widocznej? Kurczę, wyobraziłam sobie drużynę rugby tłukącą się w jednej wielkiej kuli przemocy, i spod tejże kuli wystające smętnie resztki chorągwi…
(I po co on tam właściwie pędzi? Chce pomóc ją trzymać?)
Chce podtrzymać ducha w walczących. No jakbyśmy sobie poradzili bez tych asasynów, no naprawdę.


W końcu dojrzał króla walczącego z jednym z rycerzy wroga. Ten go powalił i miał zadać ostateczny cios, gdy spod ziemi wyrósł przed nim sam diabeł zadający szybki cios w nieosłoniętą szyję rycerza.
Zagubiłam się w tych wszystkich ciosach i zaimkach - ale obawiam się, że gdyby poszło w świat, że polskiego króla ocalił diabeł, to nie byłby to najlepszy PR w tamtych czasach. (A szyja rycerza była tak wygodnie nieosłonięta, żadnej zbroi tam nie było ani nic!)
Oczywiście że nie, średniowieczne zbroje miały to do siebie, że lubiły zostawiać takie miejsca odsłonięte. Tylko że nie. I - znów - co byśmy zrobili bez tych asasynów, takie z nas dupy, że własnego króla nie potrafimy ochronić. Tak się składa, że króla pod Chojnicami uratował Dominik Kazanowski.


Nie trzymał w ręku żadnej broni. Wydawać by się mogło, że przeciął krtań samymi palcami i natychmiast schylił się do króla, pomagając mu się podnieść.
A dookoła króla w ogóle nie było żadnych innych rycerzy, nikt się nie zdziwił dziwnym gościem wyrastającym aż spod ziemi, nikt go nie zabił “na wszelki wypadek”, nie rozpoznawszy jako swojego, wszyscy mu pozwolili podejść do króla i w ogóle…
I skoro wszyscy tam byli tak niesamowicie zajęci, że KRÓLA nie było komu ratować, to z pewnością ktokolwiek dał choćby półkwartę faka temu, w jaki sposób koleś zarąbał tego Krzyżaka. No normalnie noty za styl mu powystawiali.


Krzyżak stał jeszcze na nogach, lecz już usuwał się w ciemność.
Ta dziura piekielna go pochłaniała.


Zobaczył tylko człowieka w kapturze znikającego wśród wojennego zgiełku.
A mnie nieodmiennie fascynuje, jak pośród tegoż bitewnego zgiełku ów kaptur trzyma się na głowie. Wiele kapturów już nosiłam i zawsze wystarczył solidniejszy wiatr, żeby zdmuchnąć mi go z głowy. Asasyni przybijają je pinezkami?


-Dziękuję ci. Bez ciebie i twej pomocy pewnie przegralibyśmy tą [TĘ!] wojnę już na samym początku
ACH, GDZIEŻBYŚMY BYLI, GDYBY NIE ASASYNI, OBRÓBKĘ KRZEMIENIA PEWNIE TEŻ WY WYNALEŹLIŚCIE, ŻE O TRÓJPOLÓWCE NIE WSPOMNĘ.
Oh wait.
Przecież Polacy przegrali pod Chojnicami...


– Magnus zsunął kaptur i ukłonił się – Ach! To ty Magnusie! Spodziewałem się ciebie wcześniej.
-Zatrzymało mnie kilka ważnych spraw.
 
Ale może byście tak jednak przestali gadać, bo wiecie, macie jakąś tam bitwę dookoła i ogóle…
I podobno duch w was upada i wasze chorągwie się walają po ziemi, więc może jednak darujcie sobie small talk i weźcie się do wygrywania.


-Nie wątpię. Teraz jednak musimy przegrupować siły, ukrywające się w lesie.
Znaczy… oni chcą dezerterów przegrupowywać? A nie lepiej zająć się tymi, którzy jeszcze walczą?
A może to jednak Grunwald i ten manewr z zajęciem pozycji w lasach? *mózg rozjebion*


-Postaram się załatwić ten problem. Czy jest jeszcze coś, co trzeba zrobić?
Zabij mistrza krzyżackiego, odzyskaj Pomorze Gdańskie, doprowadź do pokoju w Toruniu… do wieczora zdążysz z tym chyba?
I weź coś z tą szlachtą zrób w końcu, tylko "przywileje" i "przywileje", cholery można dostać.


-W tej chwili nie. Powiedz jednak wszystkim, których spotkasz, żeby szli do swych domostw. Mamy dziś słabą armię.
Łeee, nie idzie nam, zabieramy grabki i spadamy stąd! Bo to nie jest tak, że Krzyżacy nas otoczyli i nie mamy jak uciec, a nawet jakbyśmy nie byli otoczeni, to wróg nam nie pozwoli ot tak odejść, a poza tym DO JASNEJ JASNOGÓRSKIEJ NIE MAMY DOMOSTW bo przyjechaliśmy tu walczyć z różnych części kraju!
I w ogóle co to jest "mamy dziś słabą armię"? Jutro się zrespawnuje i będzie lepsza? I może jeszcze biomet macie niekorzystny i źle wam się feng shui układa w taborze?


Spójrz tylko! Zmasakrowali nas, mimo przewagi liczebnej! No patrz, co z nich za niecne hultaje! Szubrawcy! Widział to ktoś, żeby jakieś taktyki stosować podczas bitwy, a nie tylko lecieć na rympał.
-Coś wymyślimy. Czy ja także mam podążać na Wawel?
Eeeee… W którym języku "przegrupować wojska" znaczy "wracać do Krakowa"?


-Tak. Wspólnie szybciej załatwimy ważne sprawy. Oby tylko nie było za późno.
Zapanowała na chwilę cisza, którą przerwał kaszel jednego z rycerzy gwardii przybocznej króla.
CISZA. PRZERYWANA KASZLEM. Mam zatem rozumieć, że wcześniejsze sformułowania typu “wojenny chaos, wir wojenny, wojenny zgiełk” to tylko taka potężna hiperbola była? Chyba że już nikt nie żyje i stoją pośrodku pola trupów, to wtedy ok.


-Ruszam więc odszukać zbiegów.
Następne tygodnie spędził w lasach i wioskach, znajdując zagubionych, opatrując rannych, grzebiąc zabitych.
SAM JEDEN. Chyba naprawdę całą armię Jagiellończyka wybito, włącznie z Jagiellończykiem, skoro o swoich ludzi zadbać nie może…?
Własnoręcznie pogrzebał trzy tysiące luda? Wow.


Kilka razy natknął się na krzyżackie patrole, częściej jednak sam na nie polował.
Był niczym dzielny Mike Danton, a Krzyżacy byli niczym morderczy oddział złego porucznika Thorntona!
Sam jeden powyżynał te patrole! A potem powyżynał resztę Krzyżaków, tak z rozpędu.


W końcu, gdy Polacy wyruszyli do domostw, a krzyżacy bali się wyściubiać nosa za zamek w Chojnicach, uznał, że czas podążyć do Krakowa.
Ahem. Że tak przytoczę nieco faktów z rzeczywistości:
“Polska porażka była ogromna – 3 000 ciał zostało na polu bitwy – zginęło wielu znakomitych mężów, m.in. Jan z Rożnowa, starosta kolski, najmłodszy syn Zawiszy Czarnego. Krzyżacy pojmali też 300 rycerzy, w tym trzech dowódców: Mikołaja Szarlejskiego, Łukasza Górkę i Wojciecha Kostkę. Po stronie krzyżackiej straty były minimalne: zginęło zaledwie 100 rycerzy”. I “Oznaczało to nie tylko znaczne przedłużenie wojny, ale zarazem zaprzepaszczenie niektórych rezultatów osiągniętych już wcześniej przez sam Związek Pruski, a także zniechęcenie do Polski znacznej części Prus”.
Sam jeden zastraszył tych Krzyżaków - w obcym kraju, na obcym terenie, bez jakiegokolwiek zaplecza, wsparcia, schronienia i dostępu do żarcia. Cool story, bro.



(...)  czas podążyć do Krakowa. Za okiennicami padały pierwsze płatki śniegu.
Okien czego?! Krakowa?!



    Na zamku królewskim spędził wiele czasu na rozmowach z Radą Królewską i doręczaniu ważnych dokumentów do Prus, głównie Torunia i Gdańska z prośbami o pożyczkę na armię zaciężną.
BORZE WRESZCIE COŚ CO JEST RACZEJ ZGODNE Z FAKTAMI HISTORYCZNYMI. *fanfary*
Minus obecność asasyna, ofkors.


Na Wawel dotarła wieść o wygranej bitwie morskiej o Bornholm.
...I tyle na temat zgodności z faktami. :(
“pierwsza znacząca bitwa rozegrała się na morzu w pobliżu Bornholmu (...) Trzy statki gdańskich kaprów pod dowództwem Gostrama Heyne (Jakuba Heine), Jockiego i Bartza Lenyna wykorzystując ciemności zaatakowały konwój 16 ciężkich, mniej zwrotnych okrętów duńskich i inflanckich wiozących do Prus posiłki wojskowe”. Zaiste, o ten Bornholn się bili tak, że aż dachówki z domów spadały.


Po latach, gdy armia zawodowa była formowana, Magnus wyruszył na północ, gdzie krzyżacy przeprowadzali ofensywę na ogromną skalę.
Po latach? Magnus się osiedlił na tym Wawelu czy jak?
I jaka znów ofensywa, kiedy? Niby jakaś tam była w 1462 roku, zdobyli wtedy kilka zamków. Ale dzień (no dobra, rok) uratował Piotr Dunin, który sobie dość dzielnie poradził. Zaraz… może to ON był tym asasynem?!


Mimo pomocy asasyna nie udało się jednak powstrzymać natarcia krzyżackiego.
No jak to, sama jego przemocarna obecność nie sprawiła, że Krzyżacy zapakowali się w beczki i spławili Wisłą do Gdańska? Skandal.
Ale jak to się nie udało?
“[Piotr Dunin] Przeprowadził on od strony morza desant na Sambię, a następnie odblokował oblężony Frombork i przez Gdańsk ruszył w kierunku Pucka, zaś pod Świecinem 17 września 1462 roku pokonał w bitwie przeważające siły krzyżackie. Bitwa pod Świecinem uważana jest przez historyków za punkt zwrotny w działaniach wojny trzynastoletniej”. A później “W lipcu 1463 r. Dunin rozpoczął oblężenie Gniewu (...). Na odsiecz oblężonym ruszyli Krzyżacy, czego efektem była również wygrana dla Polski Bitwa na Zalewie Wiślanym, w której 15 września 1463 roku połączone floty Gdańska i Elbląga rozbiły flotę krzyżacką”. 
 


Kazimierz Jagiellończyk polecił Magnusowi, by ten udał się do Królewca jako szpieg, co ten przyjął z zadowoleniem. Bo mu się w sumie nudziło na tym dworze. Tam dowiedział się wielu przydatnych informacji, dzięki którym potężna kontrofensywa polska nie zakończyła się klęską.
Ach, jak mnie trzyma w napięciu ten bogaty opis szpiegowskich działań bohatera!
Myślałam, że ofensywa polska była skuteczna dzięki zwycięstwom Piotra Dunina i  zdradzie Bernarda Szymborskiego… widać się myliłam.
Znów, gdyby nie asasyni, strach pomyśleć, czy dziś znalibyśmy koło.


Jednak by zdobyć te informacje, musiał być obecny w sali narad Wielkiego Mistrza zakonu. Na wiele zebrań dostał się niepostrzeżenie, i tak zostawało aż do ich końca.
Już to w przebraniu hożej posługaczki, już to jako wenecki kandelabr.
Do perfekcji doprowadził maskowanie się jako okno. Albo opanował technikę Elfiego Łucznika.


Jednak kilku z nich nie dane było mu wysłuchać do końca. Wtedy ratował się ucieczką.
Która jednakowoż postrzegana była przez Krzyżaków jako niegroźna krotochwila i nie wpływała na jego kamuflaż.
Krzyżacy cierpieli na zbiorowy brak pamięci krótkotrwałej.


Jednak krzyżacki wywiad znalazł jego kryjówkę i musiał zbiec z miasta.
Ten wywiad. Był tak głęboko zawstydzony zdekonspirowaniem asasyna, że dobrowolnie udał się na wygnanie.
Krzyżackim wywiadem dowodził Urlich von Stirlitzgingen.


Wojna miała się ku końcowi, a Magnus za swój wkład i zaangażowanie w wojnę został nagrodzony.
Ale jak, gdzie, czemu? Wojna miała się ku końcowi, bo krzyżacki wywiad musiał spierdzielać z Królewca?
A drugi pokój toruński pewnie on też podpisywał? Wot, co za Gary Stu!
Pokój toruński to mu z ręki jadł!


-Przekazuję te dary na konto twego klanu, by asasyni mogli się rozwijać i rosnąć w siłę.
Fantastycznie. A teraz spróbuj powiedzieć to po polsku.
Live long and prosper, waszmość!


Mamy wobec was dług, i mam nadzieję, że kiedyś go spłacimy.
-Ja także.
 
Dobrze, że mu nie odparował "No mam nadzieję!". Mówisz do króla, ćwoku.


Jeśli kiedyś będę ci, panie Kaziu, jeszcze potrzebny, wyślij list do Florencji. Tam zawsze są asasyni, którzy będą mogli go przekazać mnie. Oby jednak taka potrzeba nigdy nie nadeszła…                    
Szkoda że w 1772 nikt do nich nie napisał. (Na co nam śpiący rycerze w Tatrach, mamy asasynów we Florencji!)