piątek, 28 grudnia 2012

Róża Lilia "Koza" Potter, czyli proszę, umrzyj


Witajcie!

Jeszcze raz przepraszamy za zeszłotygodniową przerwę w analizach - robimy co w naszej mocy, by się wyrabiać, ale czasem nadmiar czynników zewnętrznych nam w tym przeszkadza.
Za to w tym tygodniu mamy dla Was wyjątkowo okropny potteroid. Wszystko tu jest wkurzające: od głównej bohaterki, żeńskiego wcielenia Harry'ego, które zajmuje się głównie snuciem sadystycznych wizji i użalaniem się nad sobą, poprzez gramatykę, która leży w kącie i gnije, aż po zwroty akcji,  których... po prostu nie ma. Jest za to ból dupy czterech liter i przystojny, dwudziestoletni, brązowooki Voldzio. Próbowałyśmy trochę rozluźnić atmosferę dużą ilością obrazków - mamy nadzieję, że się nam udało.
Autorka w notce o blogu pisze “Gdybyście znaleźli jakieś błędy - śmiało walcie a je poprawie xD”
No, to walimy.


Indżojcie (mimo wszystko)!

Adres blogaska: http://a-kysz-mi-z-tym-cholerstwem.blogspot.com/
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Prolog

„A kysz mi z tym cholerstwem!”

           Podeszła do okna, z trudem otworzyła je i oparła się rękami o parapet, by przyglądać się zachodzącemu słońcu. Robiła to od zawsze, gdy dostała ten pokój, z którego był idealny widok na wielką gwiazdę, która chowała się za domami.
Tylko za domami? To musiały być pieruńsko wielkie domy.

Uwielbiała ten letni wiatr, okalający jej twarz i zapach świeżo skoszonej trawy.
Zapach oparł się tuż obok i bębnił palcami w parapet.
A wiatr owinął wokół twarzy jak bandaż zakładany przy bólu zęba.

Tylko to lubiła na Privet Drive. Reszta przypominała jej wspomnienia, których nie chciała sobie przypominać.
 

           Dziewczyna miała około sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu. (...) Wyraziste brwi zmarszczyły się, a pełne usta wygięły się w grymasie odrazy, gdy przez okno widziała, jak daleko w parku Dudley z kumplami niszczył ławkę. Jej szmaragdowe oczy, zwykle przepełnione cichą radością, pozostały hałaśliwie smutne, jakby pobyt w tym domu był dla niej istną katorgą. Rzęsy, wyglądające na pomalowane tuszem, ale tak naprawdę pomalowane smołą zamrugały szybko, gdy dostrzegła panią Figg z mugolskimi siatkami na zakupy. (Mugolskie siatki różnią się od czarodziejskich tym, że... nie niosą się same? Zostały wykonane w mugolskiej fabryce?) Wyraźnie można było spostrzec, że starsza kobieta ciągle podglądała dom pod numerem czwartym, a zwłaszcza okno od pokoju dziewczyny...
           Wkurzona do granic możliwości z hukiem zamknęła okno, by nie widzieć kotów pani Figg. Czasami miała ochotę złapać kilka, ukryć się w krzakach i podrzucać je wprost pod koła samochodów.
To jest ten moment, kiedy resztki mojej sympatii do boCHaterki (kredyt sympatii, wiecie - Święta, pierogi, trzeba szukać dobra w ludziach i boCHaterach) spierdzieliły w podskokach, gnane falą czystej i niczym niezmąconej pogardy. Znaczy, srsl, aŁtorko - tak starasz się zaprezentować czytelnikom swoją heroinę? Mam ją po tej deklaracji lubić?
Bohaterka jest taka mroczna, nieustraszona i zbuntowana, że chce mordować bezbronne zwierzęta. So much cool... tylko że ani, kutwa, trochę.

Zamierzone okrutne morderstwo... hmm... nie miałaby żadnych wyrzutów sumienia.
Och, dzielna ty.
Umrzyj.

Tym wyczynem zmniejszyłaby kłopoty samej właścicielki, jak i ogrodu. No i samej jej. Nienawidziła tego gatunku zwierząt, od kiedy Krzywołap Hermiony podrapał ją po twarzy i rękach. A chciała go tylko pogłaskać!
Wiesz co? Nie lubię jak ktoś wieczorami gapi się przez okno - może wepchnę cię za nie pod samochód? Co ty na to, bohaterko?
Parafrazując Nostalgia Critica - Nie ma żadnego wprowadzenia, żadnej próby pokazania, przez co ta dziewczyna przechodzi, tylko zdanie: "Czasami miała ochotę złapać kilka, ukryć się w krzakach i podrzucać je wprost pod koła samochodów." I mam nadzieję, że wbijesz sobie różdżkę w mózg, świński smarku. Tak, nienawidzę jej i w żaden sposób nigdy jej nie polubię. Nie obchodzi mnie, czy zachoruje na raka, czy Voldemort zje i wysra jej przyjaciół, i tak będę nią gardzić. To było takie okrutne i takie zupełnie z dupy, że mam nadzieję, że szczeniara dozna spontanicznego samozapłonu odchodząc od okna.  
*podaje Kal meliskę, a bochaterce wciska do gardła odbezpieczony granat*

           Raz na dzień dostawała list od Syriusza – jej ojca chrzestnego, który był ścigany za morderstwo, którego nie dokonał. Przynajmniej on mógł poprawić jej i tak już zepsuty humor.
Syriusz z pewnością pęcznieje z dumy, że dostał tak ważną rolę w tym opku - może poprawić humor boCHaterce!  

Była zdenerwowana przez jeden, nic nie znaczący mały szczególik – Voldemort.
Nonszalancja - robisz to źle. Proszę, umrzyj.

Od jakiegoś czasu to, co nazywała swoim przekleństwem, dawało o sobie znać. Blizna piekła niemal codziennie. Nie miała pojęcie dlaczego tak się dzieje, ale wolała o tym nikomu nie mówić. Nie chciała pokazywać innym strachu. Musiała być dzielna, jak jej rodzice.
Wrzuć jakiegoś szczeniaka pod samochód, może ci ulży.
Albo powydymaj usteczka widząc wandali w parku. Pod żadnym pozorem nie zniżaj się do zwracania im uwagi, to nie dowodzi dzielności.

           Podeszła do biurka i usiadła przy nim, wyciągając z szuflady kawałek pergaminu, pióro i atrament. Poprawiła wielkie prostokątne okulary, z czarnymi oprawkami (Ueeee, ueeeee!!! *hipster alert*) i jeszcze raz zerknęła na okno. Po chwili namysłu z powrotem otworzyła je.
Okno, okulary, oprawki...?

Z dodatkiem świeżego powietrza zamoczyła końcówkę pióra i zaczęła skrobać po papierze.
Atrament wzbogacony o mieszankę tlenu i azotu był dwa razy bardziej wydajny.
Nawet sprawia, że pergamin zmienia się w papier! Cuda, panie.

           Kochany Wąchaczu!

           U mnie wszystko jest okay. Naprawdę nie musisz się o mnie martwić, po prostu ostatnio mam nastrój zbitego psa. (Musiałam to napisać :P).
Proszę zwrócić uwagę na tę niesamowicie zabawną grę słów powyżej. "Zbitego psa", rozumiecie? A Syriusz zmieniał się w psa. Bardzo zabawne.
Ahahaha. Ha.



Na Privet Drive straszna nuda. Dziękuję Ci za wszystkie listy. Hermiona i Ron wspominali, że odbędą się Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Prawdopodobnie będę musiała tam jechać, co też zrobię z przyjemnością. (Łaskawa, dobrotliwa ty.) Naprawdę szkoda, że nie ma Cię tu przy mnie. Na serio tęsknie, chociaż widzieliśmy się niewiele czasu, czuję, że znam Ciebie od dziecka. :))
Co słychać? Mam nadzieję, że znalazłeś przyjemne lokum i może chajtniesz się z jakąś latynoską. Z chęcią zaopiekowałabym się chociaż parę razy Twoimi dziećmi, więc, drogi Wąchaczu, szykuj się ;D Powoli powinieneś układać swoje życie, mimo że jesteś w takiej sytuacji.
Podpisano: Stara Upierdliwa Ciotka Aniela, Która Zawsze Wpiernicza Się w Życie Reszty Rodziny.
Założę się, że uważany za mordercę przyjaciół, ścigany zbieg z więzienia o niczym innym nie marzy, jak o płodzeniu dzieci.

Tak, wiem, powtarzam się. Ale będę Ci to mówić w każdym liście, aż w końcu tego nie dokonasz. Tak, tak, tak... (Becikowe dla Dumbledore’a się samo nie uzbiera! Normę trzeba wyrobić! Dalej, jazda do rozpłodu! ) jestem prawie podobna do Lily, tylko trochę rysy twarzy i charakter podobny do Jamesa. (A co, James też robił za swatkę-dziecioględę? I też pisał do znajomych, jak bardzo przypomina rodziców, żeby usprawiedliwić się z chamskiego wpieprzania się w cudze sprawy?) Tysiąc razy to słyszałam :P Zwłaszcza od Remusa i nauczycieli. No ale to nie moja wina, że gen Huncwotów przeniósł się na mnie. Widocznie mamuśka też lubiła robić niecne rzeczy, jakie robiliście Wy.
Ale ma to taki związek z czymkolwiek, że...?

Martwię się o Ciebie. Uważaj na siebie bardzo, bo z nimi nie ma żartów.
Z Huncwotami? Z nauczycielami? *konspiracyjnym szeptem* Nie... z NIMI. No wiesz. *ekhm* Chyba wiesz, kim są ONI...?
Aaaa, ONI. Fakt, trzeba uważać.

Nie szwendaj się dużo i nie wąchaj nigdzie, Wąchaczu. :D (No chyba że suczki pod ogonami, tam nawet powinieneś.) Nie rób nic głupiego i lekkomyślnego, proszę Cię
Póki nie sprawdzisz, kim są rodzice partnerki i czy będzie dobrą matką, zawsze zakładaj prezerwatywę.
Powiedziała roztropna i pełna mądrości życiowej nastoletnia boCHaterka opka.

Szczerze mówiąc nie wiem o czym tu pisać, więc będę kończyć.
Taa, to widać. Znaczy - w tym liście nie ma absolutnie żadnej treści poza usilnym namawianiem do rozpłodu. Kurde, to tylko przychodzi ci do głowy, gdy myślisz o swojej jedynej rodzinie? Nic, co chciałabyś mu powiedzieć, z czego się zwierzyć, o co zapytać?

Mocne uściski i szczególne całusy :*
Koza

- A niech ją cholera weźmie – mruknęła dziewczyna, patrząc na pustą klatkę. Hedwiga znowu musiała polecieć na łowy, bo w końcu Dursley’owie pozwolili jej wypuścić sowę, która robiła mnóstwo hałasu.
Było ją samej karmić - teraz byś nie miała problemu. *wyobraża sobie Maerysójkę łapiącą myszy po piwnicach* Wspaniała wizja...
Ze zdania wynika, że były tam dwie sowy - ta hałasująca, którą krewni pozwolili wypuścić, i Hedwiga, która z tego tytułu też musiała polecieć.

           Przeczytała jeszcze raz list i gdy doszła do własnego podpisu, mimowolnie parsknęła śmiechem. Przypomniała sobie historię tego przezwiska. To Ron w pierwszej klasie przez przypadek ją tak nazwał, albo do tego zwierza ją porównał.
Bardzo zaszczytne przezwisko. Na jej miejscu zrobiłabym wszystko, żeby je zachować.
Ciekawe, czym sobie zasłużyła. Meczy? Ma brodę?

Nie do końca to pamiętała. Chociaż... tak, zaśpiewała pewną idiotyczną piosenkę i jej przyjaciel zaczął nazywać ją Kozą.
Czyli jednak meczy.

Nigdy nie lubiła swojego prawdziwego imienia.
Rosalie... brr... też mi coś.
Te (to!) imię było takie staromodne. Nawet zdrobnienia ją (jej!!!) nie zadowalały. Rose... ma nazywać się jak jakiś przereklamowany kwiat?A nazwij się Kunegunda Napomucena Bądzisława, oryginalnie będzie.
Taa, bo Koza jest tak oryginalna. Skoro lubisz bardziej swojskie imiona, nazwij się Warząchiew, będzie pasować do nazwiska.

Nawet głupi pseudonim Koza bardziej przypadał jej do gustu. Pamiętała doskonale, jak Remus parsknął śmiechem, gdy dowiedział się o tym. Syriusz też napisał jej w listach, że to śmieszne. A przecież koza to takie ładne zwierzę, nieprawdaż?
Piękne. Ponadto żre wszystko i śmierdzi.
I chutliwe jest ponad miarę.

Wolała już swoje drugie imię, Lily, ale nie chciała sprawiać bólu Łapie i Lunatykowi. Chociaż imię swej matki też kojarzyło jej się z kwiatem, a ich nie lubiła.
Lubiła za to plastikowe worki, sznury, skórzane kagańce i ćwieki. I kozy. I takie małe, puchate króliczki, ale do tego się nikomu nie przyznawała.

- No wreszcie – westchnęła, gdy zobaczyła swoją sowę. Pogłaskała ją trochę, zawsze ten gest uspokajał ich oboje.
Jego i sowę?

– Kochana, tam gdzie zawsze, do Wąchacza – mówiła, gdy przyczepiała jej list do nóżki. – Napij się jeszcze.
Po czym polała sówce brandy, co by zwierzątko się rozgrzało przed drogą.

Hedwiga zrobiła to, co do niej należało i już przygotowywała się do odlotu, gdy Rose mruknęła.
- Trzeba cię przefarbować na brązowo, bo jesteś zbyt rozpoznawalna.
Cisza. Sowa popatrzyła na nią wzrokiem, jakby to wszystko rozumiała. Zagruchała bardzo głośno i jak najszybciej wyleciała. Przecież nie da zmienić swoich ślicznych białych piórek na jakiś idiotyczny brązowy kolor!
Mała wskazówka: zmieniaj sowy.
Duża wskazówka: umrzyj. Bo totalnie nikt nie zwróci uwagi na śnieżną sowę pofarbowaną na brązowo. Są takie powszechne!

Mimo wczesnej pory Rose ziewnęła. Zaczęła chodzić po skromnym pokoiku, myśląc o Quidditchu. Jeszcze nigdy nie była na takiej imprezie i nie mogła przegapić czegoś takiego. To by było tak, jakby Voldemort osobiście przyszedł do niej, mówiąc „masz, oddaję ci różdżkę i mnie zabij”, a ona odpowiedziałaby „Nie, dzięki. Nie chce mi się, zrobię to potem, jak nie będę musiała napisać referatu z eliksirów”.
NIE! Znowu myślała o tym zgniłym przydupasie.
Eee... Znaczy Voldzio to jej prywatny przynieś-wynieś-pozamiataj?
Tak, w dodatku mocno nieświeży.

Jakby nie miała lepszych myśli!
A ma w ogóle jakieś? Z listu do Syriusza żadna nie przebijała...

Nie do końca świadomie rzuciła książką o ścianę w przypływie furii.
- O ku*wa – syknęła.
Jak się syczy gwiazdkami?
To był odprysk tynku ze ściany.

           Nie do końca trafiła książką i ta wyleciała przez okno. Na dodatek wolumin był o zaklęciach!
Chce zabijać koty, rzuca książkami...

 

Jęknęła cicho, gdy przypomniała sobie, że Dudley miał zaraz wrócić, tak samo jak jego ojciec. Doskonale wiedziała, że gdyby zauważyli taką rzecz, zostałaby ukatrupiona na miejscu. Zbiorowe morderstwo.
Bohaterka nam sugeruje, że istnieje w kilku osobach?
Boru, jeżu, niech ją zobaczą, NIECH JĄ ZOBACZĄ!!! *gorąco kibicuje Dursleyom*

Ale ona chciała żyć, nie? Chociażby dla piwa kremowego!
Myślisz, że jesteś zabawna? Zrób światu przysługę i umrzyj.

           Z nagłym impulsem wspięła się na biurko, postawiła nogę na parapecie i gwałtownie zaczerpnęła oddech. Mogłaby wyjść po ludzku – przez drzwi – ale nie mogła.
Jest sympatyczną bohaterką, ale jest wnerwiającą kretynką.

Ciotka Petunia od razu pytałaby się o co gra. Chwyciła się ramy i już całkowicie była na zewnątrz.
Ciotka Petunia, oczywiście. Zawsze wychodziła w ten sposób na długie spotkania z Panią Gramatyką.

Dlaczego miała lęk wysokości, skoro umiała niemal perfekcyjnie latać na miotle?
Bo to nie unoszenie się w powietrzu, a grunt zabija?

           Wyciągnęła rękę, by sięgnąć rynny. W końcu udało się jej, ale jak na zawołanie straciła równowagę i spadła w krzak kwiatów.
Proszę, niech to będą róże z jakimiś dużymi kolcami.

- Ku*wa – zaklęła po raz drugi.
Jeśli to czas Mistrzostw Świata w Quidditchu, jesteśmy na wysokości czwartego tomu, a ta irytująca podróba Harry'ego (plz, die) ma 14 lat. AŁtorko - rzucająca kurwami czternastolatka Nie Jest Zabawna. Rzucająca przedmiotami w przypływie furii czternastolatka Nie Jest Zabawna. Marząca o mordowaniu kotów czternastolatka Nie Jest, Kurwa, Zabawna!

Dopiero po kilku chwilach poczuła tępy ból pleców i czterech liter.
Cztery litery? Czyli co ją boli? Ręka? Usta? Ucho? Zęby? Mózg? ;)
ABCD?

Zacisnęła zęby, starając się nie jęknąć. Cholera! To bolało! Dobrze, że niczego nie złamała... Chwile poleżała i w końcu podjęła inicjatywę, żeby wstać. Z bólem wypisanym na całym ciele
Znaczy... ktoś tam jej zrobił przyśpieszoną skaryfikację?

zrobiła to i wolnym krokiem podeszła do książki. Nachyliła się jak jakaś starsza kobieta i wzięła ją do ręki.
           Od teraz nienawidzę zaklęć...
Obwiniać  za wypadek martwy przedmiot zamiast własny atak agresji - to takie... Hm, jestem pewna, że mają na to jakiś termin medyczny.
Wrzuć je pod samochód!
...jak ja nie znoszę tej marudzącej, pełnej pretensji do całego świata idiotki. Argh!

           Tylko jak miała się dostać do środka?
Nie obchodzi mnie to. Ja pierdziu, cokolwiek by się działo, nie zmuszę się, żeby jej kibicować. To opko brzmi jak przepis "Jak sprawić, by wszyscy nienawidzili twojego bohatera".

Nie pomyślała o tym wcześniej... Wiedziała, że i tak nie wepnie się na górę i będzie musiała wejść do domu po ludzku – przez drzwi.
Spróbuj się przypiąć. Albo wypiąć. Albo, bo ja wiem - wspiąć?
Niech zrobi z “krzaka kwiatów” kamuflaż i przemknie przez salon.

Ale gdyby ciotka albo ktoś inny z domowników zobaczył książkę, która pokazuje że jest się dziwadłem... nie, czarodziejem, to by miała przerąbane na całej linii. A przecież niedługo miały się odbyć Mistrzostwa w Quidditchu! Musiała na nich być! Trzeba ukryć książkę od zaklęć!
A to tak trudno włożyć ją pod bluzę? Albo poczekać, aż ciotka pójdzie do kuchni?
Whatever. Mam nadzieję, że uziemią cię na resztę życia.

PS Umrzyj.

           Spojrzała na podręcznik i z nagłym impulsem rzuciła ją w okno od jej pokoju. Nie trafiła.
Miała w ręku podręcznik i książkę, która miała własny pokój. Takie rzeczy się dzieją, gdy nie zwraca się uwagi na gramatykę.
Niech zbije szybę, proszę, niech zbije szybę...

- Ja pierdzielę! – syknęła i złapała się za głowę. Znowu bolało! Wolumin odbił się od ramy, bo oczywiście nie mogła trafić i spadł prosto na nią! Dzisiaj musiała mieć wielkiego pecha.
Ludzie, którzy rzucają książkami dostają to, na co zasłużyli.

Żeby tyle nieszczęść w parę minut? Toż to skandal! Nie, to karma. Warkot samochodu... Nie, Vernon przyjechał! Tak, Rosalie Lily Potter vel Koza zostanie zamordowana, a jej zwłoki zostaną zbezczeszczone w rzece!
Jak by nie spojrzeć - same plusy. Go, go, Vernon!

Jeszcze raz zamachnęła się ręką, która trzymała podręcznik i rzuciła nim z całej siły, by trafił w sam środek okna na piętrze.
- Yes! – ucieszyła się. Przynajmniej nie dostanie wpiernicz za to, że ma przy sobie coś za szkoły dla dziwolągów.
- Co ty tu robisz? – syknął wujek Vernon, gdy wyszedł z samochodu, który zaparkował obok domu. (...)
           Zdenerwowana i zestresowana dziewczyna z zaciśniętymi pięściami podreptała w stronę drzwi. Będzie źle. Czuła, że dziś stanie się coś takiego, że albo zwariuje lub postrada zmysły. Na jedno i to samo wychodzi...
To może być z nią JESZCZE gorzej?!


           Weszła do kuchni, gdzie krzątała się ciocia. W głowie powtarzała formułki modlitw, które poznała w podstawówce na lekcji religii. Przynamniej teraz na coś się przydały. Wiedziała, że kara ją nie ominie.
A te modlitwy w takim razie... mają podziałać znieczulająco, czy jak?

Ale w końcu jest Dzieckiem, Które Przeżyło, musi wybrnąć jak najwięcej z sytuacji.
O, już narratorowi się na mózg rzuca.

- Co tu robisz? Miałaś być na górze – powiedziała ciotka Petunia głosem, który zawsze używała kiedy mówiła do Rose.
- Właśnie, chcemy to wiedzieć, bachorze! – Twarz kogoś, kogo przez Kozę została nazwana Prosiakiem W Ubraniu Senior, nabrała kolor czystej purpury.
Gramatyka za to zsiniała i padła trupem.

- Powtarzam ci, żebyś nie wychodziła z domu gdy masz szlaban!
           Łał... to ja go miałam?
- Jeżeli jeszcze raz...!
           Ble ble ble... Gadaj sobie, prosiaku. Myślisz, że jak będziesz ciągle paplać tym swoim ozorem, to poziom twojej marnej inteligencji podniesie się z linii powyżej zera?
Przed chwilą trzęsła portkami i mamrotała modlitwy, teraz jest mocna w gębie - ale tylko w myślach! Brawa, brawa dla odwagi i nieprzeciętnej dzielności naszej boCHaterki!
 

[Nagle Petunia słabnie, a BoCHaterka przeżywa atak herzklekotki.]
Czuła się tak samo, jak ze spotkaniem z dementorami. Nie słyszała nic, poza głosem Voldemorta i krzykami jej mamy.
           Co się dzieje?
Nic, po prostu narrator uznał, że poziom dramatyzmu jest za niski i pompuje go taką wielką pompą, przez którą wzrasta ciśnienie w opku - a wy macie objawy uboczne.

           Nie wiedziała kiedy upadła na podłogę. Nigdy nie pomyślałaby, że ból psychiczny może przewyższać cielesny. Starała się nabrać powietrza, ale nie mogła. Zaczęła się dusić.
Whatever. Miałoby mnie to obchodzić?
 

           Krzyk. Nigdy nie słyszała tak przerażającego wrzasku. Nie uświadamiała sobie, że to ona krzyczała. Ból. Całe ciało płonęło żywym ogniem. Złapała się za bliznę, która paliła jak nigdy dotąd. Otworzyła oczy. Wszystko co widziała było rozmyte. Pewnie nie miała na sobie okularów... Hulk. Drzwi razem z futryną eksplodowały w wyniku zetknięcia się z zaklęciem.
Zaklęcie brzmiało "Smash", oczywiście.
Proszę, niech to, co weszło, zrobi bohaterce tak:


Wrzasnęła z bólu, który podwoił się. Pragnęła umrzeć. Oddałaby wszystko, byleby ktoś ją dobił.
Ja też niemało dołożę od siebie. Czy ktoś mógłby ją zabić? Proszę. Mam ciastka.
*dorzuca do puli żelki*

           W drzwiach stanęli ludzie, odziani w czarne szaty z białymi maskami na twarzach.
Gdzie szaty mają twarze?
Może o TAKIE COŚ chodzi?

Było ich dziesięciu. Naprzodzie stał natenczas  młody mężczyzna, wyglądał na około dwadzieścia lat. Nie miał maski, więc można było zobaczyć jego twarz. Niemożliwe! Cera młodzieńca była niezwykle blada, a czarne włosy jeszcze bardziej to podkreślały. Brązowooki zrobił parę kroków w stronę dziewczyny, a na jego przerażającej, a jednocześnie przystojnej twarzy można było odczytać tylko jedno – tryumf.
- Minęło dwanaście lat... – wyszeptał, wpatrując się w rudowłosą z teatralnym zafascynowaniem. – Co, boli? – zakpił, kiedy Rose ponownie zwinęła się z bólu.    Błagam... niech ktoś przyjdzie... ktokolwiek... Aurorzy, policja... pani Figg!
           Voldemort spojrzał z pogardą na mugoli.
Więc to był Voldemort. Przystojny dwudziestolatek z nosem i brązowymi oczami. Przecież on miał wtedy prawie siedemdziesiąt lat... nie wspominając o tym, że kanonicznie odrodzi się dopiero za rok.
Kanonicznie to tej bohaterki tu nie powinno w ogóle być.
Tak jak Voldemorta, w końcu dom był chroniony blokadą antyvoldkową.
Tylko mi nie mówcie, że z tego będzie Truloff albo coś w ten deseń.
Trochę się na to zanosi, z innych powodów nie występowałby w wersji Young&SoDamnHot.

Ciotka Petunia nadal była nienaturalnie blada, a pozostała dwójka wpatrywała się na nowoprzybyłych z olbrzymim strachem. A Potter miała dość.
Tiaa, teraz dopiero im pokaże. Będzie zrzędzić i narzekać i fochać się o wszystko i wpatrywać się NA nich złowieszczo i posępnie, aż Voldi z rozpaczy potnie się gumochłonem.

- Zabić ich – rozkazał Riddle, a Rosalie nagle oprzytomniała.
- NIE!!! Błagam! – wrzasnęła, otwierając oczy. Mimo palącego bólu blizny odszukała okulary, założyła je i spojrzała na Toma.
- Dlaczego nie? – Mężczyzna kucnął obok niej z kpiną, a potem poważnie wstał i wykonał patetyczną jaskółkę. – Dlaczego mam ich nie zabijać?
           Potter po raz kolejny wrzasnęła.
Rycz, mała, rycz
Płacz maleńka, płacz
Masz to u mnie od dziś...

– Zrobię wszystko... tylko ich nie zabijaj.
           Nie wiedziała dlaczego miała takie uczucia do Dursley’ów. Cichy głosik podpowiadał jej, by rzucić ich w cholerę. Przecież od zawsze traktowano ją u nich jak dziwoląga. Nie okazywali jej choć złamanego grosza szacunku i miłości.
I poprawnego używania związków frazeologicznych też jej nie nauczyli.

Nic. Jednak... gdyby nie oni... No właśnie... nie zawdzięczała im niczego... chociaż był tylko jeden powód – przygarnęli ją dwanaście lat temu do swojego domu.
           Voldemort spojrzał na sługi ze wzrokiem „nie zabijajcie ich”.
Sługi ze wzrokiem "zabijcie wszystkich" wciąż czyniły swą powinność.
A wąż o imieniu Niekąsaj radośnie wbił zęby w nogę ciotki Petunii.

Sam nie wiedział dlaczego to robi, przecież nienawidził mugoli. Po prostu chciał zobaczyć reakcję tej smarkuli.
Voldi, ale wiesz, że zaliczasz właśnie najważniejszy punkt z listy "Rzeczy, których nie będę robił jako Czarny Lord"? Po prostu ją zabij, damnit!
Nie wymagajmy od niego zbyt wiele. Kanonicznemu zajęło to 6 lat, a i tak zdupił na koniec.

- Przepraszam za moje maniery, panno Potter – powiedział, prostując się i lekko jej się pokłonił. – Mam nadzieję, że ugościsz mnie w tym... mieszkaniu. – Oczywiście było widać i słychać, że mówił to z ironią.
PIERDZIELISZ?!

– Dwanaście lat... Szmat czasu, co nie?
           Jednak Rose połowy wypowiedzi nie ogarniała. Ciągle czuła przerażający ból, który był nie do zniesienia. Chciała jedynie śmierci. A to, co Tom mówił, miała za przeproszeniem w czterech literach.
Bo w końcu od tego zależy tylko, ja pierdolę, życie twoich krewnych i twoje. Jasne, miej to w dupie. I umrzyj.
Ale zobacz, już jest per “Tom”. Ja ci mówię, on ją jeszcze w sobie rozkocha.

- Widzę, że nie chcesz mnie słuchać, Rosalie – zauważył Voldemort z uśmiechem, który nie oznaczał nic dobrego. Dziewczyna wzdrygnęła się i zamknęła oczy, oczekując ciosu. – Och, już myślałaś, że będę cię torturował? – zapytał z udawanym urazem łękotki Riddle. – Nie jestem niekulturalny, Rose. Zrobią to za mnie moi... towarzysze.
Moja wesoła kompania.
Moja drużyna wojów.
Mój chór wujów.

           Dlaczego nikt mi nie pomoże? – zapytała w myślach i próbowała zatuszować swój szloch.
Wiesz, mogłabyś na przykład słuchać tego, co się do ciebie mówi...
Albo nie wiem, miotnąć w nich jakimś zaklęciem, czy coś...

Marzyła tylko o jednym, jednak śmierć nie była łaskawa i specjalnie opóźniała ich spotkanie.
           Klątwy, zaklęcia, kopniaki, złośliwe słowa, śmiechy, krew, błagania o litość, łzy, upokorzenie. Tylko to było w domu przy Privet Drive.
Wiesz co? Wciąż mnie to nie obchodzi.
A mnie przeogromnie:


Sąsiedzi nawet nie mieli zielonego pojęcia co się dzieje, gdyż śmierciożercy użyli odpowiednich zaklęć, by to zatuszować. Petunia zatykała uczy, tak samo jak Dudley, by nie słyszeć krzyków dziewczyny, jednak nie dawało to żadnych rezultatów. Kobieta nie miała pojęcia, że świat tych dziwaków może być taki okrutny.
Znaczy, już zapomniała, że jej siostra rzeczywiście nie zginęła w wypadku? Że jeden z tych dziwaków chciał zabić roczne dziecko?
I ostatecznie - czy sama wraz z mężem nie robiła wszystkiego, by zrobić dzieciakowi z życia piekło?

           Kolejne klątwy, kolejny ból, który nigdy nie zniknie. Rose powoli uświadamiała sobie, że nie ma sensu walczyć. Przecież i tak Riddle ją zabije.
Hmmm.


Dumbledore jej nie pomoże. Nikt tego nie zrobi. Tym razem nie wyjdzie z tej potyczki cało.
Jakiej potyczki? Przecież Voldemort wali w nią jak w bęben a nie widzę, by ona choć raz mu oddała.

- Crucio!
           Kolejny wrzask. Gdy śmierciożercy zrobili sobie przerwę, rudowłosa pomyślała o bliskich. Ciekawe co robił Syriusz... Może rzeczywiście styknie się z jakąś kobitką?
Tak, na pewno na takie nonszalanckie rozważania stać torturowaną nastolatkę. Czekam, aż przejdziemy do kontemplacji wzoru na kafelkach i wyższości masła nad margaryną.

Pewnie gdy dostanie list, to jej już nie będzie. (...)
           Kolejne zaklęcie. Kolejny ból.
- Proszę... nie – szepnęła dziewczyna ostatkiem sił.
- Że co? Nie usłyszałem? – Voldemort zmarszczył brwi, przybliżając się do niej. - (...) Mam taki układ. – Kucnął obok niej i wykrzywił głowę, jakby przyglądał jej się dokładnie. – Oszczędzę cię, w zamian za życie tej trójki – wskazał wzrokiem na Petunię, jej męża i syna. Tym jeszcze bardziej zabiło serce. Teraz mieli pewność, że zginą.
Tak bardzo im współczuję.


           Rose zamknęła oczy. Pokusa była wielka, ale przecież Voldemortowi nie można było ufać. I tak umrze, więc po co skazywać na to innych. Wiedziała, że Dursley’owie też pójdą pod różdżkę, więc była tylko jedna odpowiedź. No... jedna odpowiedź, ale można było ją wyrazić w różnych słowach.
- Pieprz się z królową Elką, Tom – warknęła i zaniosła się ostrym kaszlem.
Ofiarowanie się za innych jest ze wszech miar szlachetne i godne podziwu... ale pieprzyć to. Jesteś tak niesamowicie głupia, arogancka i irytująca, boCHaterko, że po prostu  nie mogę wykrzesać z siebie nawet odrobiny sympatii. Na miejscu Voldemorta przejechałabym cię kombajnem. Proszę, umrzyj.
I nie mieszaj do tego Elki. Nie ma gustu do kapeluszy, ale to jeszcze nie powód, żeby ją wsadzać do tego opka.

- Myślisz, że Avada i po kłopocie? – zagadnął Tom i uśmiechnął się jeszcze szerzej. – (...) Pozdrów swoich rodziców, skarbie. Patiendoinipse! – Srebrny promień wyleciał z końca różdżki i trafił w rudowłosą. Śmierciożercy i mugole spodziewali się nieludzkich krzyków i wrzasków, lecz Rose tylko znieruchomiała. Jednak żyła nadal. Nie mogła ruszyć swoim ciałem, mogła tylko oddychać i patrzeć się w swojego oprawcę.
O, był taki motyw w Criminal Minds. To niezły odcinek był.

           Rose jęknęła, gdy poczuła nieprzyjemne mrowienie palców u rąk. Jednak te uczucie powoli się zmieniało. Zmieniało się w ból. Ogień. Tylko ogień. Chciała wrzeszczec, lecz jej się nie udawało. Pragnęła wiccanką zostać i tarzac się na podłodze z Tarzanem bólu, lecz była unieruchomiona.
- Żegnaj, skarbie – powiedział Voldemort, uśmiechając się tryumfalnie i zniknął, uprzednio wypowiadając dziwne zaklęcie.
           Po chwili dom stanął w płomieniach.
           Rose słyszała, jak Dursley’owie umierają, jak wrzeszczą w ogniu, krzycząc pomocy. Ogień dosięgał także i ją, lecz nie czuła różnicy. Klątwa była taka sama jak ogień.
           Ostatnią myślą dziewczyny byli bliscy. Muszą przeżyć tę wojnę...
Jak długo ona będzie martwa - dla mnie spoko.
 

______________
Blog jest dedykowany internetowej.33, Yokicie, Mike’owi, Rockowej Pumci, Linkowypotwórr (pewnie źle napisałam ;D), AnaRose, Shizu-chan, Czarnej, Kai i wszystkim komentującym.
Buziaki, buziaki i jeszcze raz buziaki! :**
Biedne dziewczyny.

Rozdziały będą się pojawiać w dużych odstępach czasowych, gdyż piszę Zaklinacza. A notki będą długie, po dziesięć stron, więc kolejnego rozdziału spodziewajcie się za kilkadziesiąt lat xD
Dzięki ci, dobry zielonolistny Borze.

Mam nadzieję, że się spodobało. :) To mój najdłuższy prolog jaki napisałam... ;D
Komentujcie! xD
No a myślisz że co robiłam przez ostatnie kilka godzin?!

146 komentarzy:

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

O rany, rany, rany...
Gdzie mój mózg... GDZIE MÓJ MÓZG!
[oddawaj mi mózg, aŁtoreczko...!]
Ja chcę więcej. Ale to po terapii... jakiejś. Jakiejkolwiek...
Gdzie jesteś kochana Gramatyko? Gdzie jesteś Święty Sensie i Błogosławiona Logiko?
Opko jest ciekawe i potwierdza tezę, że Harry Potter też była kobietą... Gdyby tylko miało sympatyczniejszą boCHaterkę i choć odrobinę sensu...
Będzie love story^^?
Szalona
SS&S

Ewa Tomaszewicz pisze...

PS Umrzyj.
Kocham Wasz hejt.

Anonimowy pisze...

Poczytałbym fanfik do tego fanfika. Wizja Kozy obrywającej od kanonicznego, beznosego Voldemorta i jego miłej kompanii jest nader frapująca.

Ro

Anonimowy pisze...

Analiza świetna, śmiałam się do rozpuku jak zwykle :) Jesteście świetne dziewczyny, ale po jakimś czasie wyszła już trochę frustracja Kalevatar ;) Ja wszystko rozumiem, aŁtorka głupia jak mój lewy but, ale powtarzanie już co chwila, czy co drugi komentarz "umrzyj" przestało być śmieszne... Ale poza tym super! :)

Serenity pisze...

Och, umarła. Wreszcie. I niech pozostanie martwą na wieki, bo ożywionej-boCHaterki bym nie zniosła

Anonimowy pisze...

\m/ fuck yea.
Umarła.
Tyle kurna wygrać.
Umarłam przy "Starej Upierdliwej Ciotce Anieli, Która Zawsze Wpiernicza Się w Życie Reszty Rodziny." :D
W końcu no- Aniela.
Ale jedna z najfajniejszych analiz :D.
Już czuję tę miłość </3.
Klaszcze z zachwytu, wyję ze śmiechu.
Cudowne.

Anonimowy pisze...

"Umrzyj" było cudne.
Taka Mary Sue zdecydowanie zasługuje na jeszcze więcej miłości, mam nadzieję, że będzie kolejna część.

Bloody Fang

Anonimowy pisze...

Frustracja Kalevatar? Nie wiem, mnie osobiście te powtarzane 'umrzyj' jakoś urzekło, rozbawiło, zwłaszcza że boChaterka jest tak niesamowicie irytująca, że sama chętnie przejechałabym ją jakimś samochodem. Albo czołgiem. Opancerzonym. I umrzyj, Kozo. A analiza, zwyczajowo już, przecudna!

Anonimowy pisze...

@Bloody Fang
Z kontynuacją może być lipa, bo ten blog to świeżynka, a ałtoreczka zapowiedziała, że następna notka na kilkanaście lat ;)
Przyznam się, że od momentu z mordowaniem kotków ziałam ogniem tak jak Kalevatar. Niech zginie sucz.
Wkur... Jadźka.

Anonimowy pisze...

Z tego opowiadania mogłoby nawet coś wyjść, gdyby nie główna bohaterka i jej nieskończona głupota, których jednak nie da się przetrawić. Tak czy siak - byłyście dzielne.

Tonks

Anonimowy pisze...

Drogie Panie- to było piękne.
Opko przecudnie absuldarne... Będzie druga część? XD Jestem ciekawa, jak autorka pozbawi charakteru resztę postaci. Przecież zagnie swoją gadką nawet Snape'a!
PS. A może umrze?
Rukia

Anonimowy pisze...

Tak. Panienka była zaiste urocza, dobra i szlachetna ale na to wszystko nakładała maskę arogancji żeby nie wyszło że jest taka, wiecie, pozytywna, co nie?
~ Sol

Anonimowy pisze...

Przeczytałam ledwie kawałek, doszłam do kotków i już mam ochotę osobiście pojechać do aŁtoreczki, związać ją, zakneblować, zawinąć w czarną szmatę i położyć na torach. Po czym czekać obok, z radością wdychając odór szczyn. To się po prostu w głowie nie mieści >.>

No, tyle hejta. Idę masochistycznie poczytać dalej...

Nadira

Anonimowy pisze...

No, uff, skończyłam. Obrazki trochę poprawiły sytuację, ale... tylko trochę. Niech ona już umrze >.<
A aŁtorka niech nie pisze NIC więcej, świat na tym zyska...

Nadira

Dreamcatcher pisze...

To takie okropne, że już nawet nie zabawne (znaczy, historyjka, nie wasze komentarze ;-)). Już dawno nie widziałam, by ktoś aż tak uokropnił własnego bohatera! Tfu, przepadnij, maro nieczysta...

Babatunde Wolaka pisze...

"Czasami miała ochotę złapać kilka, ukryć się w krzakach i podrzucać je wprost pod koła samochodów."
Słyszycie ten dźwięk? To styl od łopaty uderzający o ścianę tunelu.

"*wyobraża sobie Maerysójkę łapiącą myszy po piwnicach* Wspaniała wizja..."
Od kiedy przeczytałem na Armadzie analizę opka, w którym Draco przynosił Krzywołapowi szczura w zębach, nic mnie nie zdziwi...

"Ciekawe, czym sobie zasłużyła. Meczy? Ma brodę?"
Ma wielokomorowy żołądek i niewielkie wymagania pod względem pomieszczeń i żywienia, a z jej mleka można wyrabiać masło, twaróg i sery. (źródło: R. Kopański, "Chów kóz", Warszawa 1985).

"Z bólem wypisanym na całym ciele
Znaczy... ktoś tam jej zrobił przyśpieszoną skaryfikację?"
Czyli jednak krzak dzikiej róży.

"Gramatyka za to zsiniała i padła trupem."
Mówi się "gramatyka zdechło".

Wąż o imieniu Niekąsaj, nie wiedzieć czemu, przypomniał mi pewną powieść, pastisz Philipa K. Dicka, w której występował wąż o imieniu Mój Najdroższy Ściskacz.

Gościnne występy Hulka i Tarzana mi się podobały. A boCHaterkę należałoby poćwiartować, aby mieć pewność, że jakiś niepełnosprytny nekromanta jej nie ożywi.

Miss Derisive pisze...

Rule 63 works!

Harry zmienił płeć i realizuje się w roli swatki dla Syriusza. AŁtoreczka, niestety, zapomniała o akcji i skupiła się na zrobieniu z bohaterki jak największej hejterki - prawie jak smerf Maruda ("Nie cierpię wuja Vernona!").

Analiza w porządku, odrobinę za dużo "die, bitch, die" - choć w pełni uzasadnionego...

Krasnoludek pisze...

OMG - Młodzieży, gdzie są wasze mózgi??!! Gdzie wasze serce dla biednych czytelników??? Ratunku, pomocy i ratunku!!! Idę się leczyć, czekając na następny wpis;)

burleska pisze...

Pierwszy raz nie cieszę się z analizy potterowego opka. Znaczy komentarze i obrazki prześwietne, ale rzygać mi się chce od wyobrażenia autorki o byciu zajebistym. Serio, ta dziewczyna jest zbyt bardzo hipsterska dla mnie i pewnie dlatego nie mogę jej ogarnąć, ale wolę już głupie błędy w tekstach niż takich głównych bohaterów.

Anonimowy pisze...

Mało zabawne to opko,nic go nie ratuje.

Chomik

Anonimowy pisze...

Autorka właśnie ukryła blog przed światem. Tylko wybrani gość o nieskazitelnym guście będą mogli obcować z Literaturą i zostawiać komcie. Reszta paszła won... :)

Anonimowy pisze...

Świetna analiza, aczkolwiek "ból czterech liter" Kalevatar był trochę męczący ;) Po co spinać się i przejmować jakimś bohaterowatym tforem, który nie dożył prologu? Czyżby taka cienizna była w stanie sprowokować Analizatorki? :P
Btw., highfive za Criminal Minds!

Yokita pisze...

Serio?
Poniżacie ludzi przed tysiącami osób tylko po to by się z nich pośmiać? Oceniacie kogoś, nawet go nie znając! Przez takie idiotyczne osoby jak wy, autorki nie mogą spać po nocach, zastanawiając się nad tym ile osób właśnie teraz się z nich nabija. To co wy robicie jest okrutne i dziecinne! Na prawdę publikując coś takiego nie myślicie, o uczuciach innych? Zachowujecie się jak nadęte lalunie w mini spódniczkach, które sądzą, ze są najlepsze, a inni niech się odpierdolą. Macie coś poprzestawiane w głowach! Każdemu normalnemu już dawno włączyłoby się sumienie! Życzyłabym wam "umrzyjcie" ale nie chcę zniżać się do waszego poziomu. Niech was piekło pochłonie.. Nieee... Wsadźcie sobie gdzieś te wasze irracjonalne logiki... Za mało. Dla mnie jesteście mrówkami, które chętnie bym zdeptała. Bo to wy zanieczyszczacie blogosferę.
Serdecznie pozdrawiam nadęte panie, Yokita.

Babatunde Wolaka pisze...

The butthurt has landed!

Zadanie dla Yokity: znajdź w całej analizie chociaż jeden przypadek, w którym słowo "umrzyj" jest adresowane do autorki, a nie do buchaterki. See the difference?

Jeżeli "autorki nie mogą spać po nocach, zastanawiając się nad tym ile osób właśnie teraz się z nich nabija", to się nie nadają do tego biznesu, sorry.

A dlaczego autorce nie włączyło się sumienie, kiedy pisała te świństwa?

Yokita pisze...

A miało się jej włączyć? To jej własne opowiadanie! I ona nie obraża w nim nikogo! Nie upublicznia czegoś, co pogrąża innych. Główna bohaterka tego opowiadania to wymysł autorki. Ona ją "stworzyła". Mogła równie dobrze napisać o dwóch dziewczynach. Przyjaciółkach, które nie mają co robić w życiu, więc nabijają się z innych. Wtedy by wam pasowało?

A co do tego, że nie nadają się do tego biznesu. To wcale tego nie oznacza! Wręcz przeciwnie. Takie osoby mają uczucia, których niektórym brakuje...

Anonimowy pisze...

Ten blog jest żałosny, tak samo jak autorki. Nie czepcie się autorki bloga, którego linczujecie, bo na serio niektóre osoby są wrażliwe i przez takie pisaniny mogą sobie coś zrobić.
Z poważaniem,
jedna inteligentna (za wyjątkiem Yokity)

Mignon pisze...

Nosi mnie po tej analizie (dokładniej po szczeniackim zachowaniu głównej bohaterki), a wypowiedź Yokity jeszcze mnie dobiła, przepraszam, muszę coś powiedzieć.

@Yokita
Zastanawiam się, skąd wzięło się przeświadczenie, że aby ocenić TWÓRCZOŚĆ jakiejś osoby, trzeba najpierw ją poznać. Czy znasz osobiście autorów wszystkich książek, które w życiu przeczytałaś? Nie sądzę. A czy to znaczy, że nie możesz ich skrytykować? No nie, mamy wolność słowa. W tym komentowania.
No i tak to już jest w internecie, pisząc opowiadania trzeba liczyć się z tym, że różni ludzie je przeczytają i będą mieć o nim różne opinie. Jeśli autorki naprawdę nie są gotowe przyjąć ani słowa krytyki pod swoim adresem, dlaczego w ogóle upubliczniają swoją twórczość? Chcesz być pisarzem - licz się z tym, że prędzej czy później usłyszysz prawdę o swoim warsztacie literackim. A ta prawda zaboli, bardzo.
Poza tym, po co od razu się unosić? Czy nauczycielce w szkole też powiedziałabyś, że "ma coś poprzestawiane w głowie", stawiając jedynkę uczniowi, który na to ZASŁUŻYŁ?
Ach, i Analizatorki ani razy nie życzyły autorce bloga śmierci, tylko fikcyjnej bohaterce, którą ona wykreowała, natomiast Ty, droga Yokito, obraziłaś realne osoby. Piszesz o sumieniu, więc powiedz mi proszę, co jest nie tak z Twoim, skoro chcesz deptać ludzi? I uważasz, że nie można oceniać kogoś, kogo się nie zna? Więc dlaczego porównujesz Analizatorki do "nadętych laluń w mini spódniczkach", poznałaś kiedyś którąś z nich?

Leleth pisze...

Ja też mogę sobie coś zrobić, jak czytam takie brednie jak takie opowiadania. Jak jest wrażliwa, niech nie publikuje. Och, co za szok, że istnieje coś takiego jak krytyka.

Babatunde Wolaka pisze...

Skoro to jej własne opowiadanie, niech zatrzyma je przy sobie. Jeżeli już upublicznia, niech się liczy z krytyką.

A wrażliwe osoby niech sobie zrobią meliski.

Anonimowy pisze...

A myślałam, że nigdy nie pojawi się tutaj tak soczysty butthurt! Dawno nie było :3

Yokita pisze...

Mignon.
No więc masz trochę racji. Przyznaję. Poniosło mnie.
Ale analizatorki nie krytykują! One naśmiewają się z innych. A to złą cecha. Dobrze, może i dodają swoja opinię(krytykę) ale prócz tego dopisują swoje dopowiedzenia. Przykład; Rzęsy, wyglądające na pomalowane tuszem,( a tu dopowiedzenie) ale tak naprawdę pomalowane smołą [...]
Zwyczajnie irytują mnie tacy ludzie. I ja również -widząc, że z pośród 23 komentarzy nikt nie skrytykował tego bloga- postanowiłam oddać swoją opinię.

Babatunde Wolaka pisze...

Poprawka: nie "z innych", tylko z utworu. Jeżeli autorka napisała "Rzęsy, wyglądające na pomalowane tuszem", to sugeruje, że w rzeczywistości były pomalowane czym innym - bo skoro tylko "wyglądające"...

Yokita pisze...

Okey, może spróbuję w inny sposób.
Przy okazji spróbuję się uspokoić.
Macie racje. Nie mam sumienia, jestem wredna. Może w ogóle nie powinnam dodawać tych komentarzy??
Ale wiem, że zawsze wśród nas będą ludzie, którzy właśnie "oceniają" i "krytykują" pracę innych. Na swój sposób. Dlatego też wiem, ze są ludzie dobrzy, źli Ci pośredni. Mam nadzieję, że analizatorki mają lepsze plany na przyszłość.
A, i może ocenicie moje blogi? Prowadzę ocenialnie i dwa opowiadania. Z chęcią poczytałabym waszą krytykę, na mój temat. Mówię szczerze. jeśli w którymkolwiek z moich blogów znajdziecie coś co według was się nadaje na "materiał". To śmiało. Czekam.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z Yokitą, choć bohaterka opowiadania jest odpychająca w najwyższym stopniu. Sama idea takich analiz zdaje mi się niesympatyczna i nastawiona na robienie przykrości, lub - co gorsza - reperowanie własnego ego.
Pozdrawiam, Wypłosz

Anonimowy pisze...

Yokitko, umieszczając komentarz "tej innej osoby" pod swoim jakąś minutę po napisaniu pierwszego nie stworzysz wrażenia, że ktokolwiek Cię broni.

Yokita pisze...

Niestety muszę Cię rozczarować, ale to nie ja. Znam tę osobę i znam również bloga którego prowadzi.

anulka406 pisze...

Dziś WYJĄTKOWO kiepskie opowiadanie, choć analiza jak zwykle zacna. Opowiadanie to jednak bije na głowę nawet te z o wiele gorszą gramatyką. Bezsens po prostu mnie przytłacza, aż nie wiem co powiedzieć. Dzieci oglądają stanowczo za dużo telewizji, aż wyżera im mózgi... Jak można tak lekko podchodzić do tak ważnych spraw jak śmierć czy rodzina? I to przeklinanie... Autorka pewnie jest w wieku, w którym uważa, że to fajne.

Anonimowy pisze...

Ta analiza nie była śmieszna, ok. może ten blog nie jest arcydziełem, ale autorka ma inne naprawdę dobre blogi. Choćby Zaklinacze Dusz, o których pisze. Ale może trzeba dać takim opowiadaniom szanse. Przecież to tylko prolog, blog się może rozkręcić, a niezwykle denerwująca bohaterka zmienić. Na razie jest tylko prolog, a po waszej analizie raczej dalsze rozdziały się nie pojawią :| Nie chcę się z nikim kłócić czy próbować was przekonać, że analizy są złe, bo przyznaję sama je czytam, a raczej czytałam.
Pozdrawiam :)
Joaska

Anonimowy pisze...

Do anonima pode mną - nie jestem Yokitką.
Może Ty jesteś alter ego Yokitki ;)?
Pozdrawiam, Wypłosz

Yokita pisze...

Dzięki Sylwia xD Nie chce mieć żadnego alter ego! ;D
A z Joaską się zgadzam. Sam blog nie jest doskonały, ale Niezrównoważona ma bloga, który podbił moje serce i on jest świetny. Niestety po tej analizie zastanawia się, czy nie przestać pisać Zaklinaczy...

Anonimowy pisze...

To znów ja (ale chyba ostatni raz). Zaszło nieporozumienie - co prawda nie jestem Yokitką, ale nie jestem też żadną Sylwią, choć używamy tego samego (jak rozumiem) pseudonimu :).
Przepraszam autorki bloga za offtop i pozdrawiam.
PS Ciekawi mnie, co takiego jest w niesympatyczności bohaterów, że wiele osób piszących blogi stara się tę cechę tak dobitnie eksponować.

Babatunde Wolaka pisze...

Co to ma do rzeczy, że "autorka ma inne naprawdę dobre blogi"? Nas tu interesuje ten jeden zły ]:-D Ergo - sama widzisz, że nie o osobę autorki chodzi. Dobrych utworów się tutaj nie glanuje, bo po co?

Yokita pisze...

O jejku *.*
To przepraszam xD Rzeczywiście musicie używać tego samego nicku.

Wolaka...
No niech będzie..."Zakopmy topór wojenny". Mnie zbyt poniosło.. To prawda, ale takie analiz też dobre nie są :/

Anonimowy pisze...

Znowu ból tyłka aŁtoreczki, jakie to klasyczne! Taki brak odporności na krytykę to efekt komciów zdobywanych na zasadzie wzajemnego słodzenia. Jak aŁtoreczka tysiąc razy przeczyta, że dobrze pisze, to w końcu w to uwierzy i nie daj Borze otworzyć takiej oczy na prawdę. Yokita, nie broń koleżanki, popełniła głupie opko z paskudną boChaterką i wrzuciła je do sieci, sama sobie winna. Na przyszłość może pomyśli dwa razy, zanim coś napisze, tylko jej to na dobre wyjdzie.
Rumcajs

anulka406 pisze...

Odsuwam na bok inne zajęcia, więc co tam, wezmę udział w tej dyskusji, którą rozpoczęła Yokita. Szczerze mówiąc wspomnianego "butthurtu", jak został tu nazwany, ja sama jeszcze w komentarzach na tym blogu nie uświadczyłam, może jestem świeżym czytelnikiem. Ale do rzeczy.
Ja osobiście rozumiem uczucia Yokity, która wczuwa się w sytuację autorki ocenionego bloga. Sama, czytając notki tutaj, niejednokrotnie zastanawiałam się, czy to jest fair - śmiać się z tego, jak jedna osoba publicznie wytyka błędy innej. Myślę jednak, że w gruncie rzeczy to nikogo aż tak strasznie nie boli. Ja wiem, że są ludzie wrażliwi, którzy wezmą to do siebie, ale ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś, kto miał odwagę założyć bloga i publicznie pisać na nim swoje opowiadanie, będzie się ciął w łazience po krytyce na jego temat. Może to trochę siądzie na ambicję, ale większej krzywdy nie wyrządzi. Jedni ludzie po takiej krytyce przemyślą sprawę i zaczną poprawiać swoje błędy, a inni załamią się i poddazą - widać nie dla nich pisanie. Może to okrutne, ale tak działa ten świat. I naprawdę nie uważam, że bronienie interesów ocenianych autorów przez osoby trzecie ma sens, gdyż jest to indywidualna sprawa dla każdego. Nie można zarzucać innym, że krzywdzą ludzi, kiedy nie jest się tego pewnym. Uważam również, że to, czy coś jest dobre, czy złe, poznajemy dopiero po skutku, a nie po samym czynie, dlatego nigdy nie możemy innym wytknąć, że robią coś złego. Sam cel tego bloga również, moim zdaniem, odbiega od tego, co zarzuca Yokita. Myślę, że tego typu analizatornie mogą w gruncie rzeczy przynieść wiele dobrego, pokazać błędy osobom, które piszą i chyba każdy, kto głębiej zastanowi się nad sprawą już po wyciszeniu pierwszych emocji dojdzie do podobnego wniosku. W stuprocentach zgadzam się również z wypowiedzią mignon, która w pięknych słowach ujęła to, co sama również myślę i udało jej się trochę uspokoić wzburzenie Yokity. Analizatorki oceniają jedynie twórczość autorek analizowanych blogów, a do tego każdy ma prawo i każdy, kto umieści coś w sieci, powinien się tego spodziewać. To prawda, że analizatorki piszą swoje oceny specyficznie, mogą sprawiać wrażenie wrednych, choćby poprzez - jak to już zostało wspomniane - dopowiedzenia mające pokazać bezsens tekstu. W gruncie rzeczy jednak prawdą jest, że wstrząs prędzej przemówi komuś do głowy, niż klepanie go po główce. Czasem trzeba powiedzieć pewne rzeczy stanowczo. Poza tym ciężko oczekiwać pobłażliwości od kogoś, kto ma już dużo doświadczenia, bo jest już zmęczony i nabrał dystansu do pewnych spraw. To normalne dla ludzi nie jest niczym dziwnym. Ja sama również piszę, choć nie prowadzę bloga, i chciałabym, aby ktoś w początkach mojej twórczości zabrał się za szczegółowe zanalizowanie mojego tekstu i wytknął mi wszystkie błędy - poprawiłabym się szybciej.

Anonimowy pisze...

Co to jest "butthurt"? Znaczy - wiem, co to znaczy, ale nie rozumiem znaczenia w kontekście.
Pozdrawiam, Wypłosz

Babatunde Wolaka pisze...

Powiedzmy - "nieproporcjonalne oburzenie".

Yokita pisze...

Anulko, zgadzam się z tobą w 100 procentach. Jednak martwi mnie jeszcze jedna sprawa. Zaraz po poinformowaniu autorki o analizie jej bloga przez Anonimowego bloggera, zaczęła się krótka dyskusja na blogu "A kysz mi z tym cholerstwem". Również anonimowi komentatorzy lekko naśmiewali się z bohaterki bloga. A ostatni komentarz dodany przez anonima prosił by Niezrównoważona (autorka bloga) przestałą pisać. Bo nie warto. I ten komentarz jest dołujący.Nie wiem czy to analizatorki, czy nie. I nie chcę wiedzieć. Jednak to akurat jest nie fair.

Majks0n pisze...

Siemandero, słyszałem że autor owej analizy jest bardzo ale to bardzo odważny , do tego stopnia że ocenia coś bez wiedzy autorki , bardzo chciałbym zobaczyć jakiegoś bloga, opka, FF'a , osoby która tutaj wypisuje te brednie,
Wytykać błędy jest łatwo ale samemu coś stworzyć już nie tak prosto. jeśli stworzyłaś lub stworzyłeś , zwracam honor i poproszę o link , też się chętnie pośmieje jeśli nie, proponuje wsadzić sobie swoje oceny do kieszeni i nie wychylać noska poza dziurkę :)

pa :* czekam na fale hejtu

Anonimowy pisze...

Poza dyskusją toczącą się wyżej: analiza była troszkę męcząca przez ten gniew/irytację i "umrzyj". Coś za często powtarzane traci siłę przekazu, a od pewnej chwili zwyczajnie nuży.
Ale i tak z niecierpliwością czekam na następną analizę
Tajga

Anonimowy pisze...

Babatunde Wolaka - dziękuję za wyjaśnienie :).
Wtrącę jednak swoje trzy grosze:
Anulka - myślę, że wytykanie błędów w taki sposób nie skłoni nikogo do ich przemyślenia. Odnoszę wrażenie, że analizatorki nie są nastawione życzliwie do autorek blogów, które analizują - świadczy o tym chociażby sposób, w jaki je nazywają - więc trudno oczekiwać, by autorki (rzadziej autorzy) potraktowali analizę inaczej niż jako atak. A komentarze w stylu: "A myślałam, że nigdy nie pojawi się tutaj tak soczysty butthurt! Dawno nie było :3" świadczą moim zdaniem o tym, że i komentujący cieszą się z tego, że ktoś poczuł się (słusznie lub niesłusznie) zraniony. Nie wierzę zatem w dobroczynny wpływ analiz.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz :)

Anonimowy pisze...

Babatunde Wolaka - dziękuję za wyjaśnienie :).
Wtrącę jednak swoje trzy grosze:
Anulka - myślę, że wytykanie błędów w taki sposób nie skłoni nikogo do ich przemyślenia. Odnoszę wrażenie, że analizatorki nie są nastawione życzliwie do autorek blogów, które analizują - świadczy o tym chociażby sposób, w jaki je nazywają - więc trudno oczekiwać, by autorki (rzadziej autorzy) potraktowali analizę inaczej niż jako atak. A komentarze w stylu: "A myślałam, że nigdy nie pojawi się tutaj tak soczysty butthurt! Dawno nie było :3" świadczą moim zdaniem o tym, że i komentujący cieszą się z tego, że ktoś poczuł się (słusznie lub niesłusznie) zraniony. Nie wierzę zatem w dobroczynny wpływ analiz.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz :)

Anonimowy pisze...

Babatunde Wolaka - dziękuję za wyjaśnienie :).
Wtrącę jednak swoje trzy grosze:
Anulka - myślę, że wytykanie błędów w taki sposób nie skłoni nikogo do ich przemyślenia. Odnoszę wrażenie, że analizatorki nie są nastawione życzliwie do autorek blogów, które analizują - świadczy o tym chociażby sposób, w jaki je nazywają - więc trudno oczekiwać, by autorki (rzadziej autorzy) potraktowali analizę inaczej niż jako atak. A komentarze w stylu: "A myślałam, że nigdy nie pojawi się tutaj tak soczysty butthurt! Dawno nie było :3" świadczą moim zdaniem o tym, że i komentujący cieszą się z tego, że ktoś poczuł się (słusznie lub niesłusznie) zraniony. Nie wierzę zatem w dobroczynny wpływ analiz.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz :)

Leleth pisze...

Nie rozumiem, dlaczego trzeba (według niektórych) samemu pisać, żeby móc wytykać błędy innych. Nie muszę być przecież murarzem, żeby widzieć, że ktoś mi krzywo ścianę stawia. Fuszerkę należy tępić.
"ocenia coś bez wiedzy autorki" - gratulacje, właśnie odkryłeś konsekwencje publikacji.
Poza tym radziłabym nauczyć się najpierw samemu poprawnie pisać.

Leleth pisze...

Wypłosz - a wiesz, że kilkukrotnie zdarzyły się tu nawrócone autorki, dziękujące za analizy? Nie masz, jak widać, racji :)

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Anulka: myślę, że nie tylko wskazanie błędów jet celem tego bloga.
Tak, wyśmiewanie w sposób bolesny i napiętnowujący autora może być wobec niego nie fair. Nikt z nas nie przeczytałby tego opowiadania, gdyby nie Analizatorki, albo zarzuciłby je po dwóch akapitach.
Dla mnie ten blog ma charakter głównie rozrywkowy, satyryczny: tak jak satyryk na scenie bierze w obroty osoby publiczne (vipów, polityków, gwiazdeczki), tak nasze kochane Analizatorki robią z ludźmi, którzy upubliczniają swoje teksty.
To raz.
A dwa - krytyka boli, a taka, jaką praktykują tu dziewczyny, boli jeszcze bardziej. Albo doprowadzi ona do zaprzestania pracy (przy większości fanfików uważam, ze nie byłaby to strata: jeśli nie stać Cię na wymyślenie własnych postaci - nie pisz; ale ja po prostu nie lubię fanfików jako ogółu), albo gruntownego przemyślenia swojej działalności i, miejsmy nadzieję, poprawy na lepsze. Och, można jeszcze rozpętać wojnę na komentarze, strzelić focha i dać się przekonać, że "hejters gona hejt", po czym radośnie publikować dalej - kto co woli.

Anonimowy pisze...

Z analiz nauczyłem się cholernie dużo, przede wszystkim sprawdzania własnego tekstu pod każdym względem, wyszukiwania nielogiczności i zwykłych głupot i konstruowania dość sensownych bohaterów. Nauczyłem się też, że zamiast wrzucać na bloga każdą głupotę która mi przyjdzie do głowy, najpierw piszę dla siebie, potem sprawdzam kilka razy i wrzucam do sieci dopiero jak minie co najmniej tydzień od napisania.
Rumcajs

Anonimowy pisze...

Leleth - no cóż, nie jest to zatem pierwszy ani (zapewne) ostatni raz... choć kto wie z tym ostatnim razem ;).
Maja Córka Zegarmistrza - zatem chodzi o to, aby bolało, jak rozumiem? Dziwi mnie myślenie - skoro nie lubię fanfików, to zakładam anallizatornię, która (przepraszam za wyrażenie) objeżdża wszystkie fanfiki po równo, aż wszystkie znikną z blogosfery.
Apropo satyry - w satyrze silny jest pierwiastek dydaktyczny - należy ją więc wiązać ze śmiechem retorycznym, mającym skłonić do zmiany na lepsze. Mówiąc metaforycznie - satyra ma uzdrawiać, choć lekarstwo jest gorzkie. W analizach ten pierwiastek jest moim zdaniem słabo widoczny. Problem polega na tym, że analizować w takiej formie, w jakiej robią to Autorki bloga, można wszystko i wszystko wyda się bełkotliwym grafomaństwem.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz :)

Babatunde Wolaka pisze...

@Majks0n
He, he! Powiedziałeś/aś "honor"!

(sorry, nie mogłem się powstrzymać, ale to i tak była najbardziej oryginalna część tego komentarza)

Devis pisze...

O matko jakie brudy XD
Pierwsze co zrobię jak napiszę swoje wielkie opko, które się tworzy i tworzy wybłagam na kolanach o którąś analizatorkę, by mi je chociaż okiem przejrzała. Ba, ze zwykłym planem to zrobiłam.

Ktoś kto publikuje jest automatycznie narażony na konsekwencje bycia ocenianym. Nie każdemu musi się podobać to, co autor wypłodził, uroki różnorodności gustów.
I dobrze! Ale jeśli chcesz tworzyć coś co wszystkim będzie się podobało to... zostaw to w szufladzie, albo daj do poczytania swojemu chłopakowi/koleżance/rodzicom.

Btw. jak można oceniać kogoś kogo się nie zna. Ano normalnie, recenzując film nie mam zamiaru spotykać się z jego reżyserem czy obsadą i zastanawiać się "co kierowało nimi tworząc to coś?".

Do jednego zaś się zgodzę, armia hejtów pod blogiem opka jest zła. (nie widziałam ich, widzę tylko po komentarzach).

A analiza, naturalnie śliczna XD!

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Ajajaj, Wypłosz, mieszasz dwie części mojej wypowiedzi, które wyraźnie od siebie oddzieliłam.

Co więcej, z któregoś z komentarzy wyżej wynika wyraźnie, że niektórym przynajmniej taka analiza pomogła w poprawie swojej twórczości.

Nie lubię fanfików, więc ich nie czytuję. Czytam natomiast śmieszny tekst, który powstał poprzez wyśmianie i wytknięcie błędów takiego fanfika. Dobitnie, wręcz karykaturalnie pokazujący co jest z tym tekstem nie tak. Ludzie płacą artyście na deptaku za karykaturę, w której ich nieco za duży nos jest wyolbrzymiony tak, że zajmuje pół strony... Ale odbiegłam od tematu. Ten blog jest dla mnie formą rozrywki, z dodatkiem sporej ilości uwag stylistycznych. Kto nauczy autora, co w tekście wypada a co nie? Co jest dobrym opisem, a co nie? Przecież nie nauczycielki w gimnazjum/liceum, którym czasu nie starcza na program a co dopiero na czyjąś własną twórczość? A przecież nie każdy rodzi się z ogromnym talentem, nie każdy potrafi go wykorzystać - należy go wypracować, poprzez pisanie, analizę i poprawę. I czytanie dobrych tekstów. Zmierzch (również zanalizowany tutaj) do takich nie należy.

Z uszanowaniem,
Maja

Anonimowy pisze...

Maja - jeśli Cię źle zrozumiałem, to zwracam honor :) Cóż, co kto lubi.
Poruszyłaś ciekawą kwestię - analizy chyba bardziej pomagają nie analizowanym, a tym, którzy je czytają.
Natomiast nie zgadzam się z tym, że umiejętność pisania można wypracować. Sadzę, że z tym można się tylko urodzić.
Apropo "Zmierzchu" - czekam na literaturę, która podejmie temat nie paniczykowatych, zniewieściałych, werteryzujących wampirów, a krwawych, przerażający i obrzydliwych słowiańskich wąpierzy.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz :)

Ewa Tomaszewicz pisze...

@Wypłosz
Uwielbiam fanfiki. Zaczytuję się w nich. Maniakalnie. Ale na boba - fanfiki, a nie koszmarne opka jak to coś powyżej.

Zrozumienie, czym się różni opko od fanfika to pierwszy krok, by przestać pisać te pierwsze, a zacząć te drugie.

Anonimowy pisze...

Ewa Tomasiewicz - ale ja nie twierdzę, że Pani czyta "koszmarne opka" :).
Czym się zatem różni "opko" od fanfika?
Pozdrawiam i kłaniam się nisko :)

anulka406 pisze...

Widzę, że kilka ciekawych rzeczy zostało powiedzianych wyżej. Mówiąc, że analizy pomagają, miałam oczywiście na myśli również czytelników. Muszę przyznać, że analizy mnie także dały trochę do myślenia, przez co zaczęłam bardziej myśleć nad tym, co piszę (nawet jeśli, jak już wspomniałam, nie publikuję tego). Co do satyry... Zgadzam się, na wyśmiewanie przymknąć oka się nie da, ale moim zdaniem w dużej mierze ma ono na celu nie tylko zapewnienie rozrywki czytelnikom, ale też pokazanie im typowych błędów i tym samym przyczynienie się do poprawy umiejętności pisarskich młodych ludzi.
Co do pisania... Nie, z tym nie trzeba się urodzić. Naprawdę, jeśli się dużo czyta i pisze, można nauczyć się pisać dobrze - to się nazywa wyrabianie warsztatu. Nikt nie rodzi się z umiejętnością chodzenia czy jedzenia - wszystkich tych rzeczy musimy się nauczyć. Każdy szary Kowalski może bardzo dobrze malować, rzeźbić, pisać, jeśli tylko włoży w to odpowiednią ilość pracy. Mówienie, że to wszystko kwestia talentu to tylko robienie sobie wymówek, żeby do niczego nie dążyć - "nie umiem, więc nie będę tego robić". Oczywiście rodzą się ludzie z wybitnymi predyspozycjami w jakimś kierunku, ale to nie zmienia faktu, że każdy inny człowiek też może w tym kierunku coś osiągnąć.

A tak propo, czekam na dzień, kiedy w końcu ludzie zrozumieją, że aby coś ocenić, nie trzeba samemu umieć zrobić tego lepiej.

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Opko: skrót (jak rozumiem) od opowiadania, ale z kontekstu sądząc - nie zasługującego na to miano. Tak jak AŁtorka nie zasługuje na miano autorki a BoCHaterka bohaterki.
Temat w literaturze może jeszcze nie został poruszony, ale przez (ehem?) literatów - tak. Była rozmowa na Pyrkonie ze trzy lata temu: Ćwiek, Orbitowki (chyba, nie jestem pewna), Pilipiuk. Zmierzch i "ryżowe wampiry" (tzn te stworzone przez Anne Rice) oczywiście wypłynęły. Zresztą, Pilipiuk jest wietnym przykładem rzemieślnika. Jest to chyba najbardziej produktywny pisarz fantastyki na polskim rynku. Sam siebie określa nie jako artystę, ale rzemieślnika.

Anonimowy pisze...

Wypłosz, talent to tylko kilka procent, reszta to ciężka praca. Nikt nie rodzi się z umiejętnością pisania, tę umiejętność można i trzeba wypracować.
Anonimowy, opko od fanfika różni się jakością. Tekst niespójny, nielogiczny, z bohaterami o bezsensownych cechach nie wynikających z niczego poza chęcią zrobienia z nich merysójek to opko.
Rumcajs

Anonimowy pisze...

Boziu kochany, co tu się wyrabia... tu nawet nie ma o czym dyskutować - publikujesz coś w internecie, licz się z konsekwencjami. Myślenie nie boli, czytanie tysiąc razy tego co się napisało też nie, poprawki, zasięganie porad innych również - w przeciwnym razie powstaje taki cudny tworek. Nie umiesz, nie pisz, chcesz pisać, pisz - tylko na litość boską, licz się z krytyką. Oraz, muszę to napisać, coś mi cichutko podpowiada (być może źle, ale jednak), że gdyby nie "blog jest dedykowany [...] Yokicie", to panna Yokita nie byłaby tak oburzona analizą tego, wątpliwej jakości, dzieła.

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

O, to jeszcze dodam: proszę, nie zaczynajmy dyskusji nad tym, czy trzeba się "z tym" urodzić, czy wypracować - psycholodzy od co najmniej pół wieku się o to sprzeczają (przepraszam: dyskutują i publikują) i jakoś nie widać końca w tym sporze. Znamy osoby, które piszą dobre teksty bez wysiłku, znamy takie, które z biegiem czasu piszą coraz lepiej. To, gdzie kto skończy, nie zawsze zależy od tego, gdzie zaczął.

Ewa Tomaszewicz pisze...

@Wypłosz
Ekhem - TomaSZewicz. Opko to "literatura" blogaskowa, której przykład mamy powyżej. Aby dowiedzieć się więcej o tymże stworzonku, przeczytaj np. ABC analizatorni (u góry po lewej).

Fanfik to opowiadanie (ba, czasami cała powieść) nawiązujące do określonego utworu lub opowiadające historie realnych postaci. Opowiadanie zakorzenione w kanonie, dobre literacko, które po prostu "się czyta". Szukasz dobrych fanfików? Wejdź na Forum Literackie Mirriel (znajdziesz tam też sporo porad, jak dobrze pisać). Albo - jeśli czytasz (głównie) po angielsku - na fanfiction.net.

Nie twierdzę, że twierdzisz. Po prostu, inaczej niż Maja, jestem wielbicielką fanfików, a i tak (a może właśnie dlatego) znęcanie się nad blogaskami zdecydowanie popieram.

Anonimowy pisze...

Anulka, Maja - zgadzam się, każdy może konstruować fabułę i układać zdania, ale bez talentu nie będzie w tym dobry. Za przykład może służyć - moim zdaniem - Trudi Canavan, której powieści są napisane zgodnie z jednym schematem, nieciekawe, nieoryginalne; nie wypowiem się nt. stylu, bo nie czytałem oryginału, ale stawiam srebrne dolary przeciw orzechom, że także nie zachwyca. Co do wyrabiania warsztatu - oczywiście, że talent sam w sobie jest niczym i wymaga pracy. Można się urodzić z idealną budową ciała do, powiedzmy, boksu, ale i tak podstawą jest trening. Liliput o krótkich rękach nigdy nie będzie jednak dobry, choć może i uda mu się takiego poudawać - tak jak Canavan może udawać dobrą pisarkę.
Czyli - mogę wziąć kurs rysunku i nauczyć się kreślić, ale nie stworzę sztuki, a rzemiosło.
Co do "opka" - dość śliski termin; kojarzy mi się z łatkami, jakie łatwo się przylepia różnym ludziom w przestrzeni publicznej (np. lewak). Taki język - opka, boCHaterowie, aŁtorki - jest raczej niezachęcający do dyskusji moim zdaniem.
Swoją drogą - sporo "opowiadań" w internecie to nie opowiadania, a powieści w odcinkach - Sienkiewiczczyzna, można by rzec ;).
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz
PS Pilipiuk to dla mnie artysta. Żeby wymyślić menela egzorcystę (mojego prawie-że sąsiada, pochwalę się ;)), który dzielnie walczy z duchami, byłymi esesmanami i wszelkim innym złem - trzeba być artystą ;).

Ewa Tomaszewicz pisze...

PS Talent - jasne, przydatny. Ale dobre teksty to w większości przypadków efekt ciężkiej pracy i lat doskonalenia warsztatu.

Yokita pisze...

Nie ;)
Zobaczyłam komentarz informujący o analizę. Weszłam i przeczytałam również inne analizy. Skomentowałam to chcąc wyjaśnić, ze nie jest dobre naśmiewanie się z autorów.
Pozdrawiam.

Babatunde Wolaka pisze...

A ponieważ, jak już wielokrotnie wspominano, analizatorki naśmiewają się nie z autorów, a z ich dzieł, to tym samym nie ma żadnego problemu.

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Wypłosz - widzisz, ja jestem idealną czytelniczką "kiepskich" powieści: jeśli fabuła jest sprawnie skonstruowana, bohaterowie dość interesujący, a język przyzwoity - jestem w stanie zarwać nockę. Tak, przy Trudi Canavan. Nie, nie przy Zmierzchu. Tak, przy Pilipiuku i Ćwieku.
Pilipiuk siebie sam określił jako rzemieślnika, zauważ. Polecam jego prelekcje i spotkania autorskie na konwentach. Zawsze zabawne, sprawnie opowiedziane/poprowadzone. Jego darem nie jest jednak talent pisarski, a wielkie poczucie humoru. Jak również autoironia.
I zgadzam się, że terminy przez Ciebie wymienione są łatkami. Ale Cthulhu i wszyscy Przedwieczni! ZASŁUŻENIE.
Co więcej, znam grafików, którzy po wielu latach ciężkiej pracy zaczęli tworzyć prawdziwe dzieła, przyznających się do "nienawiści" wobec ludzi, którym osiągnięcie tego poziomu zajęło pół roku. Talenty należy rozwijać, owszem. Ale jeśli nie jesteś tzw "beztalenciem" to nie po kurie, ale po wielu latach praktyki i pracy jesteś w stanie osiągnąć poziom artysty.
Ale, jak wspominałam, wchodzimy w teorie psychologiczne. A skoro mądrzy, łysi panowie w okularach nie mogli się przez tyle lat dogadać, to my się o to nie kłóćmy.

Zresztą, Wypłoszu, nie powiesz chyba, że to opowiadanie było dobre? Czy przyznasz, że jest po prostu kiepskie? Że zgrzyta po mózgu, zębach i kręgosłupie? Mi tak robi. (Z ciekawostek - lubię Ćwieka i polecam Ci go, jeśli jeszcze nie czytałaś, opowiadania o Kłamcy są przednie; kiedy jednak po dwóch tygodniach nadrabiania tolkienowskich zaległości przerzuciłam się właśnie na niego - też mi zgrzytał niemiłosiernie. Kwestia perspektywy czasem)

Anonimowy pisze...

Opko wyjątkowo niesympatyczne, ale analiza tym razem mało zabawna. Wkurz Kalevatar jest dla mnie jak najbardziej zrozumiały, ale jego podkreślanie zrobiło się w którymś momencie męczące. Czekam z niecierpliwością na kolejne analizy i życzę powodzenia w wyszukiwaniu kolejnych zacnych tforów :D
Pozdrawiam,
K.

Anonimowy pisze...

xD laski miażdżycie mnie psychicznie.
Z czegoś takiego potraficie zrobić arcydzieło. Ubawiłam się jak nigdy :) Chwilami zginałam się w pół ze śmiechu. Rewelacyjne jesteście dziewczyny.
Pozdro

Sherly

Anonimowy pisze...

Ewa Tomaszewicz - przepraszam za pomyłkę w pisowni.
Forum Mirriel znam, aczkolwiek w fanfiction raczej nie gustuję. Wolę autorów, którzy kreują własne światy.
Rumcajs - zdaję sobie z tego sprawę. Naprawdę ;)
Baaaardzo daleko odbiegliśmy od tematu i chyba zabrnęliśmy w rejony nierozwiązywalnych sporów :). W każdym razie uważam, że "opko" czy "Mary Sue" jest warte raczej badań, niż wyśmiania ;).
Pozdrawiam i dziękuję za miłą dyskusję, Wypłosz

Weronika Sniadecka pisze...

Świetna analiza dziewczyny. Może nie aż tak jak zielona szkoła w Zakopanem, ale i tak super:)
@Yokita
Nie wcinam się w dyskusję, bo nie mam czasu, ale... informujący o analizę? For me it makes no sense...
Norka

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Czego wymagać od osoby, która pisze że słońce ustąpiło "burzliwym chmurą" a jej bohaterka "Od kąt" zaczyna -__- dziewczyno, popraw choć oczywiste błędy, bo przyjdą złe Analizatorki i będziesz nam żyły sobie cięła!

Anonimowy pisze...

Maja - ja Trudi Canavan nie mogłem znieść, choć "Zmierzch" skończyłem. Ale ani przy jednym, ani przy drugim nie zarwałbym nocki.
Co do opowiadania - owszem, jest kiepskie. Głównie ze względu na konstrukcję głównej bohaterki, która jest (jak sądzę) niezamierzenie niesympatyczna. Trzeba jednak powiedzieć, że po prologu trudno ocenić całość. Nie wiem tylko, czy naprawdę zasługuję na taką porcję złośliwości i, hm, jadu ;).
Łatki moim zdaniem nigdy nie są zasłużone. Ale to chyba także rzecz gustu ;).
Propo Ćwieka i Tolkiena - nie znam tego pisarza, ale wydaje mi się, że ten "zgrzyt" to własnie różnica między rzemieślnikiem a artystą, abstrahując już od tego, czy tym drugim się rodzimy ;).
Pozdrawiam, Wypłosz

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Może nie między rzemieślnikiem i artystą co między dwoma rodzajami stylów - wysokim (Mistrz Tolkien) i gorszym (Ćwiek, którego Kłamcę naprawdę polecam, zwłaszcza pierwszy tom opowiadań).
Wydaje mi się, że Analizatorki nie oceniały całości tylko konkretny tekst. Nawet dobry autor pisze czasem kompletną szmirę, fakt. Ale można nadziać się na nią, skrytykować, przejechać walcem i nie chcieć już nic więcej jego czytać - czy zasłużenie? Cóż, z perspektywy czytającego, owszem.

Przyznam się - sama mam dość jadowite poczucie humoru, również osobiście (nie należę więc do internetowych kozaków ;) ), więc lubię czytać i oglądać rzeczy, które się w nie wpasowują. A ten tekst na nie zasłużył - nie tylko jeśli chodzi o główną bohaterkę, ale i o styl, w jakim został napisany.

Anonimowy pisze...

Maja - zgadza się, konkretny tekst. Ale gdyby z "Ferdydurke" ocenić tylko
"Filidora dzieckiem podszytego", to trudno na jej podstawie wyrabiać sobie opinię o autorze i wyzywać go od pisaków ;).
Jeśli chodzi o styl - moim zdaniem w większości to błędy, które się eliminuje od razu po przeczytaniu tego, co się napisało. Co prawda to tylko pogrąża autorkę, jednak nie są to kolosalne błędy.
Maju, wierz mi, mój humor także bywa ostry, tyle że ja igiełki wystawiam wyłącznie wobec tych, którzy potrafią boleśnie się odwinąć.
Tylko wtedy słowna szermierka rozgrzewa krew ;).
Pozdrawiam i słodkich snów życzę, Wypłosz :)

Maja Córka Zegarmistrza pisze...

Ferdydurke nie zniosłam - za dużo abstrakcji na centymetr kwadratowy :D
I masz rację - pogrążyłaś ją. Miło by było, gdyby nauczyła się jednak "sczytywać" teksty przed publikacją. Zamiast lokować bloga dla obcych.

Co do szermierki - zgadzam się, jak najbardziej. To nie zostawia posmaku... kopania leżącego.

Gdyby jednak autorka przyszłą tutaj i walnęła posta, w którym (korzystając z zasad ortografii, gramatyki i interpunkcji oraz zdrowego rozsądku) uzasadniła wybór każdego boleśnie wyśmianego zabiegu/rozwiązania - nic, tylko przyklasnąć, uchylić kapelusza, zatrzeć palce i dyskutować! rozwijać się!
Zamiast tego pojawia się tu osoba (a pod innymi analizami same autorki to robią), która pisze: "Och, to nieładnie się tak wyśmiewać! Och, nie macie prawa! Och, robicie miernym pisarzom przykrość! Och!"... No cóż, taki jest świat dorosłych. (I nawet mój brat w piątej klasie podstawówki pisze lepsze teksty niż ta panienka. Nawet bez sczytywania, bez poprawy przez rodziców. I lepiej przyjmuje krytykę.)

Anonimowy pisze...

Dziwne że analizatorki się nie przyczepiły, bo aż się prosi:
"zostaną zbezczeszczone w rzece" ale przez kogo? Bobra,krokodyla czy pana Mietka wesołego nekrofila z pobliskiego prosektorium???

Co do tej dyskusji i wypowiedzi Yokitki, w którym momencie autorki tej analizy krytykowały twórczynię tego opka? Zrównała ci się bohaterka z autorką a to raczej źle o tobie świadczy a nie o analizatorkach. A jeśli analiza dzieła tak boli autorkę to niech jej nie czyta. Każdy ma prawo krytykować i tu specjalnie podkreślę DZIEŁO a nie autora. Jest wielu artystów. których dzieła podziwiam, ale sami jako osoby są antypatyczni (patrz R.A.Z. jego stare opowiadania są super, a to że jego analizy sytuacji politycznej to brednie wyssane z palca nie oznacza że opowiadania przestaną mi się podobać)

Ryokosha

Anonimowy pisze...

Początek na temat wrzucania kotów pod koła samochodów jest tak bezdennie głupi i bezsensownie okrutny, że nawet nie wiem jak to do końca skomentować... Czy aŁtorce przez to wydaje się, że boCHaterka dostanie +100 do zajebistości? Pod koła przydało by się chyba wrzucić kogoś zupełnie innego... Świat stał by się piękniejszy.

Osa

SW33 pisze...

Rozwaliło mnie tarzanie się z Tarzanem... *szuka butli z tlenem* Normalnie Wasz blog jest jak gaz rozśmieszający, jak słońce w mhroczne dni...
PS. Gest O-w K bardziej przypominał Spierdalaj.
PS2. Nie umrzajcie.

Anonimowy pisze...

OMFG. Takiej naparzanki dawno nie było, to prawda. Aż przez chwilę pomyślałem, że pierwsza wypowiedź Yokity jest żartem. Po prostu nie spodziewałam się takiego poglądu, takich sformułowań, takiego komentarza na serio. Ale po pierwszym szoku przyszło zrozumienie - że to tak na poważnie. Po takim komentarzu musiałem przeczytać całą dyskusję. I powiem tylko, że z mojej strony wygląda to tak:
-prolog jest marnej jakości
-powtarzające się "umrzyj" powszedniało straszliwie
-inne komentarze i dopowiedzenia były dość trafione
-to już nie to samo, co starsze analizy
-robienie heroiny na marudne hejterskie dziecko, które uważa się za reformatora świata i dobroczyńcę ludzkości wyszło z mody, niestety :C
-kompletny brak przygotowania i ukierunkowania postaci sprawia, że postać jest nieprzewidywalna i nie można się w nią wczuć żadną miarą, chyba że ma się umysł kalejdoskopicznego zmieniacza RPGowych charakterów.
Podsumowując: "prolog" jest tragiczny pod każdym względem, a analiza średnia i wymuszona. Ja bym użył sformułowań "zgiń" "ZGIŃ" "wspominałem już że zgiń?" A ja nie miałbym nic przeciwko analizie jakiejkolwiek mojej twórczości. W jedynym powstającym właśnie opowiadaniu zamierzam urządzić nagonkę, szczucie i traumę, którą przeżyłem, zawszeć w fanfiku. Nie będę tu straszyć linkiem, niestety, ale przecież nie tak trudno człowieka namierzyć.

Ross

Anonimowy pisze...

Przebrnęłam przez analizę (która, moim zdaniem, nie była najwyższych lotów, ale w niektórych miejscach rzeczywiście mnie rozbawiła - najlepszy był Hulk) i 34759873987319 komentarzy. Sama piszę o porze tak późnej, że aż porannej, i mam cichą nadzieję coś wnieść do tej dyskusji, która się nam tu wywiązała i tajemniczo rozpłynęła.

Po pierwsze, zgodzę się z tym, że obrabianie dupy ludziom, których nie znamy, to brzydka rzecz. Ale analizatorki tego nie robią, biorą na warsztat twór, który został przez autora wystawiony na publiczną krytykę. Kiedy autor czegokolwiek publikuje cokolwiek - albo w inny sposób pokazuje to ludziom - musi być przygotowany na to, że nie wszystkim się koniecznie spodoba. Jeśli to tylko kwestia gustu, dla mnie nie ma problemu, ale zdarzały się blogasy bezdennie głupie, gdzie w jednym zdaniu nasadzone było więcej błędów wszelkiej maści, niż mieszka ludzi w moim powiecie - zarówno ortów i intów, jak i po prostu spapranie całej treści i formy (po takie kwiatki odsyłam do Lochy Snejpa). To jeśli chodzi o ideę analiz, która moim skromnym zdaniem jest słuszna. Sama piszę, ale jak czasem patrzę na początki mojego bloga, załamują mi się ręce.

Po drugie, uważam, że ten konkretny tekst, zwany dalej Prologiem, nie był wcale taki zły. Wątku z wrzucaniem kotów pod auta nie wybaczam. Ale reszta jest do przełknięcia i strawienia. Dla mnie Voldemort tutaj i bohaterka poważnie rozważająca śmierć Dursleyów to niezły freak, poza tym rzeczywiście warto fabułę dzieła przemyśleć, zanim się go gdziekolwiek wrzuci. No i niektóre zdania musiałam czytać po kilka razy.

Ale analizę, denerwujące "umrzyj", wściekłą Kalevatar i naśmiewanie się z literówek albo udowadnianie, jak głupi jest blog, w miejscach, które nie są specjalnie złe, uważam za lekką przesadę. Jeżeli chcemy już śmiać się z tej twórczości, to proszę, znajdźmy sobie kilka naprawdę zabawnych punktów zaczepnych, a nie produkujmy flejmów na siłę. Jeśli Prolog jest kiepsko napisany, to znajdźmy coś naprawdę fatalnego, z czego można się pośmiać. Jak na mnie dobra analiza ma wytknąć błędy tekstu, nie dodać hejt. Tak można z czymkolwiek, co ma wady (i tak, próbowałam poczytać sobie "Portret damy" na olimpiadę i przy każdym zdaniu dopisywał mi się mentalnie komentarz), a o ile mi wiadomo, nie ma tekstu bez wad.

I tym optymistycznym a przydługim akcentem sugeruję zakończyć listę komentarzy pod notką, przewijanie strony trwa tyle, że świt przyjdzie, zanim grzebnę w archiwum. Czekam, oczywiście, jak wszyscy, na kolejną analizę - mam nadzieję, że dla wszystkich strawniejszą i kwikaśną.

Pozdrawiam,
sandunguea

Anonimowy pisze...

Przepraszam za niekonstruktywny może komentarz, ale... musicie to zobaczyć: http://nicolas--cruz.blogspot.com Weźcie na warsztat, błagam, bo opko przednie moim skromnym zdaniem (uwaga - bez typowej merysójki, ale za to z Wybrańcem-Merysujem bez imienia, choć wszelkie znaki na niebie i na ziemi, wskazują, że będzie to ostatecznie Nicolas Cruz). Odpiszcie w miarę możliwości, bo jak się nie będzie nadawać, to spróbuję to może podsunąć innej analizatorni. Razem z siostrą ubawiłyśmy się przy tym dziele setnie i marzymy, żeby to teraz zobaczyć w Waszych łapkach.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku :).
H.

Anonimowy pisze...

sandunguea, gusta są oczywiście różne, ale pokaż mi proszę, w którym miejscu to opko jest dobre O_o
Jadźka

Anonimowy pisze...

Muszę przyznać, że mam podobnie jak Tajga - kilka razy "umrzyj" i "nie obchodzi mnie to" męczy.
No dobra, gif z Deanem mnie położył.
Bywały lepsze analizy.

I znowu flame jest? O matko. Jak zwykle ten sam argument - stwórzcie coś same. Nuda. Ciekawe, że jak jakiś film zostanie zjechany przez krytyka, to reżyser mu z takim tekstem nie wyjeżdża. :P Dopóki ktoś chwali, to nie ma problemu, że sam niczego nie stworzył, ale jak już wytknie błędy (i jeszcze zrobi to dowcipnie) to jak bumerang wciąż to samo. *ziew*

- thin

Anonimowy pisze...

Jadźka - nie powiedziałam, że jest dobre. Powiedziałam tylko, że nie jest fatalne. :)

sandunguea

Anonimowy pisze...

Czytając te komentarze od ałtorek i ich przyjaciółek wyobrażam sobie Tolkiena, który odstawia focha z przytupem, odrzutem i melodyjką na każdego, komu nie podoba się wykreowany przez niego świat. Rowling, która tnie się gumochłonem, bo ktoś skrytykował Pottera. A taka Meyer to już pewnie wypowiedziała wojnę połowie świata.

Ludzie, tworzycie coś i to publikujecie. Mało tego, sami prosicie o komentarze i ocenę. A potem jest ból dupy, płacz i zgrzytanie zębów. Jeśli publikujecie coś gdziekolwiek musicie się liczyć z tym, że ktoś może wasze dzieło skrytykować. I to niekoniecznie w miły i bezbolesny sposób.

Poczytajcie sobie trochę recenzji. Takich, które są pisane przez 'zawodowych' krytyków - np. filmowych, kulinarnych lub sztuki. Czy wam się wydaje, że krytycy liczą się z uczuciami twórcy? Haha. Jeśli dzieło im się nie podoba i jest tak złe, że przyprawia ich o ból zębów - mogą zjechać je z góry do dołu, z lewej na prawą i jeszcze na skos. A potem nasrać na zarówno dzieło, jak i twórcę. I powiedzieć autorowi w twarz, że jego praca to kompletne gówno.
I często tak robią. Za to im przecież płacą.

Podsumowując - jeśli nie jesteś w stanie stawić czoła temu, że ktoś może twoją pracę 'obsmarować' (tu nawet nie było tak źle jeśli chodzi o ostrą krytykę, serio.) to nie dorosłaś jeszcze żeby cokolwiek publikować. Tyle. Life is brutal and full of zasadzkas.

(By the way - mam nadzieję, że ałtorka nie uważa wrzucanie kotów pod rozpędzone samochody za rzecz 'lekką' i w sumie zabawną, bo jeśli tak, to zasługuje na wszystko co ją tu spotkało.)

Do Analizatorek: będę szczera i powiem, że analiza raczej średnia. Spekuluję, że było robiona raczej z przymusu niż z chęci, by nie zostawiać czytelników bez analizy przez kolejny tydzień. Poziom wkurzenia był całkiem zrozumiały, bo ja sama zgrzytałam zębami w trakcie czytania i odpędzałam nachalną wizję wbijania boCHaterce nosa w mózg. Jednakże powtarzane wciąż 'umrzyj' i 'I don't care', choć na początku zabawne, przy czwartym razie z kolei stało się męczące i nieśmieszne. Skupiłyście się bardziej na hejtowaniu Marysi Zuzanny niż na samym analizowaniu opka, a to IMO nie dobrze.
Już po świętach, ale życzę wam szybkiego powrotu do formy ;)

Odmeldowuję się.

Ogryzek.

Anonimowy pisze...

widocznie kwestia gustu, dla mnie analiza wyborna, UMRZYJ nie irytowało, a bawiło. A opko, cóż. Starałam się wykrzesać z siebie odrobinę empatii, zrozumienia i współczucia dla autorki tego, ekhm, dzieła, naprawdę starałam się zrozumieć punkt widzenia Yokity...bardzo się starałam, serio! Ale przypominając sobie fragment o kotach, list do Syriusza, a także zdanie PIEPRZ SIĘ Z KRÓLOWĄ ELKĄ! (no co. lubię Elżunię!... Nie. Po prostu NIE. Zero litości, zrozumienia, sympatii. No dobra, a serio - moim zdaniem analizatornie są dobre. Bolesne, fakt, ale dobre. Jak inaczej taka dziewczyna może zacząć pisać lepiej, jak otoczona jest słodkimi komciami swoich koleżanek, które utwierdzają ją w przekonaniu, że pisze dobrze? I co potem, pójdzie taka do szkoły, na test gimnazjalny czy nie daj Boże maturę, napisze wypracowanie takie, że komisji włosy dęba staną...Tak lepiej? Fakt, małolata się trochę przejmie taką analizą, ale może WYCIĄGNIE Z TEGO WNIOSKI. Że może bohaterka I HATE THEM ALL nie jest dobrym pomysłem, że może trzeba się zastanowić nad tym, CO naprawdę chce się napisać, żeby to jakiś sens miało... A że przy okazji setki ludzi się przy okazji trochę pośmieją, naprawdę nie widzę w tym nic złego. Nie chcesz dać powodów do śmiechu - albo pisz dobrze, albo tego nie upubliczniaj. A skoro to robisz, licz się z krytyką, nawet tą bolesną.

Piafka pisze...

>>*podaje Kal meliskę, a bochaterce wciska do gardła odbezpieczony granat*

Pigmejko, zwykły granat tu nie pomoże. Zaczekaj chwilę... *otwiera sejf za obrazem i wyciąga stamtąd Święty Granat Ręczny* Trzymaj, zachowałam go specjalnie dla najbardziej irytującej Merysójki świata. Gorzej już chyba być nie może...

Ale się porobiło. Jak zobaczyłam licznik komentarzy, myślałam, że Blogger znowu ma jakiś problem. Szczęka mi opadła. Ciekawe, czy dobije do 100? :)

Anonimowy pisze...

^Długi komentarz jest długi i co za tym idzie ciężko się w nim poprawia błędy. Za niewłaściwe samogłoski w końcówkach ('wrzucaniE', 'byłO') serdecznie przepraszam. ;)

Ogryzek.

Anonimowy pisze...

A tak nawiasem to lubię, kiedy tak spamujecie obrazkami i GIFami - wtedy raz, że łatwiej mi się czyta a dwa, że zawsze znajdę jakąś graficzną perełkę do zachowania ;)

*chce dobić do setki*
^u^

Ogryzek.

Piafka pisze...

Co minutę odświeżam stronę. Spamuję, wiem, ale czekam na setny komentarz. Kto go opublikuje, kto? :D

Anonimowy pisze...

Już komentowałam, ale właśnie zauważyłam, że najwyraźniej nic się nie zapisało, więc się naprodukuję jeszcze raz.
Jako wierna fanka plusa i analiz jako takich chciałam jednak zauważyć, że część oburzających się może mieć trochę racji. Chociaż, owszem, wyśmiewacie twór, a nie twórcę, to jednak trudno uznać, że zwrot "aŁtor" nie jest nacechowany negatywnie. Czasem trudno jest postawić granicę między opowiadaniem, a opowiadającym i pewnie przez to wynikają nieporozumienia. Analizatorzy myślą, że biorą się tylko za opka, a co wrażliwsi piszący dostrzegają też osobiste przytyki "między wersami".
Co do samej analizy, to chociaż bohaterka-kotobójczyni jest jaka jest i tu się zgadzam, to jednocześnie "zgiń i umrzyj" analizatorek też nie wzbudza we mnie szczególnej sympatii. Co za dużo to niezdrowo i kiedy kwikanie zostaje zastąpione przez hejtowanie to jakoś przechodzi ochota do czytania (w każdym razie mi przechodzi).
Pozdrawiam i życzę więcej radości i dystansu do bohaterek w Nowym Roku :)
Goma

Anonimowy pisze...

Coś wygrałam? xD
Goma

Piafka pisze...

Uff... przebrnęłam przez tę całą dyskusję i właściwie powinnam się jakoś do niej odnieść, ale ponieważ komentarz Gomy w 100% pokrywa się z moim zdaniem, to może już nie będę więcej zaśmiecać forum (chyba, że ktoś ma ambicję dobić do następnej okrągłej liczby ;)). Przy okazji, Gomo, moje gratulacje. :)

Anonimowy pisze...

Mimo że jestem fanką 'przyczajonej logiki' już nie raz miałam uczucie, że analizatorki, zamiast wytykać błędy to właśnie dają po raz setny ten sam komentarz (typu 'umrzyj')lub wyśmiewają blogasek. To nie jest do końca ok. Tzn mnie, jako czytelnika nauczyły wielu rzeczy, ale ja widzę ałtorkowe błędy gramatyczne. Ałtorki nie. I widząc komentarze naśmiewające się z jej bohaterki (słusznie!) nie wiedzą że zrobiły błędy w zdaniach bo analizatorki o tym nie piszą.
Plus setny koment pt 'umrzyj' był niesmaczny :-(

Ther pisze...

O rety... Jak można coś takiego zrobić... im wszystkim. Nawet Dursleyów mi żal, a już najbardziej Syriusza, który nie ma innych zmartwień, niż oglądanie się za Latynoskami. I ta niby super-cool-ekstra bohaterka, rzucająca brązowookiemu (o zgrozo!) Voldkowi przekleństwa w twarz. Smutne, że są ludzie, którzy to pochwalają...

Zwykle czytam wszystkie komentarze, coby się nie powtarzać, ale tym razem jest ich tyle, że jeszcze nie przebrnęłam. ;) Mam pytanie, czy w związku z panującym szałem na "Hobbita" nie zanalizowałybyście znów jakiegoś opka osadzonego w realiach para-Śródziemia?

jasza pisze...

> Nie do końca to pamiętała. Chociaż... tak, zaśpiewała pewną idiotyczną piosenkę i jej przyjaciel zaczął nazywać ją Kozą.

***
Chyba wiem, co zaśpiewała:

#Beczy koza, beczy,
z dupy jej się kurzy
drogi Jubilacie
żyj nam jak najdłużej!

Remia pisze...

Wszystkim nie dogodzisz. Mi się ciągłe "umrzyj" podobało niezmiernie i wyrażało moje własne odczucia.
Czasami marzę o ustawie zakazującej publikacji wszelakich tekstów bez zgody rodziców i polonisty...
Btw, ja przez całą analizę myślałam o tych demotach: http://img2.demotywatoryfb.pl/uploads/1247401648_by_stuai__600.jpg
http://img2.demotywatoryfb.pl/uploads/818_600.jpg
(przy tym drugim democie mamy od razu kocią zemstę na boCHaterce)

Anonimowy pisze...

Przyznam, że ubawił mnie nieintencjonalnie komiczny fragment: "Twarz kogoś, kogo przez Kozę została nazwana Prosiakiem W Ubraniu Senior" i nieco bardziej intencjonalne "tarzanie się z Tarzanem". Ale poza tym wyszedł trochę przygnębiający akcent na koniec roku :( Zamiast czystej nieskrępowanej radości i lawiny absurdalnych żartów, jak to było przy Batmanie, czy Robin Hoodzie, tutaj wyszedł potok ponurego hejtu. Trochę go rozumiem - też odniosłam wrażenie, że bohaterka jest obrzydliwą, aspołeczną sadystką, w dodatku z problemem kontrolowania agresji. Ale gdy z całej analizy, zamiast dowcipnego podkreślania różnych błędów - gramatycznych, stylistycznych, merytorycznych - zostaje niewiele poza wkurzeniem analizatorów na zachowanie bohaterki, to analiza trochę rozmija się z założeniami. OK - przekonanie autorek, że świat nie potrzebuje więcej antypatycznych, nadąsanych bohaterów, to też dobry cel, ale... może dałoby się go osiągnąć w inny sposób? W każdym razie powtarzanie co kilka akapitów "umrzyj" i "nic nas to nie obchodzi" jest mało edukujące i daje argument do ręki tym, którzy uważają, że chodzi tu przede wszystkim o wyzywanie i gnębienie autorów. Aha: jestem zwolennikiem bardzo wyraźnego oddzielania autora od jego utworu, dlatego ZAWSZE piszę "autor/ka" i "tekst".

Adawinry Chou Kurineko pisze...

Kalevatar - miałam wrażenie, że masz okres i jesteś zbyt zestresowana. Następnym razem, kochanie, oddaj analizę do rąk Pigmejce, bo trochę przegięłaś. Dodałaś jedynie oliwy do ognia tym, co uważają analizatornie za bezsensowne.

A teraz drogie hejtujące analizatornie Yokity i inne osobistości - zgadzam się, ta analiza jest przegięta, jednak ja np. wyniosłam z tej analizatorni kilka drobnych faktów:
a) pisze się "tę", nie "tą"
b) "przynajmniej" i "bynajmniej" to nie synonimy
c) lepiej sprawdzić 1234567890 to, co się napisało, niż przegapić jakąś głupotę (ja ostatnio w swoim opowiadaniu przyuważyłam "przebiegł pół metra", to mało co nie zapadłam się pod ziemię ze wstydu)
d) plus kilka innych drobnostek, których już w sumie nie pamiętam

J.K.Rowling też przeszła swoje. Ludzie ją krytykowali, śmiali się z jej książek, nie chcieli tego wydawać. Ale nie cięła się pod mostem zardzewiałą żyletką. Jak mnie ostatnio zjechała jedna czytelniczka, bo wg niej rozdział był za krótki, to tylko jej wyjaśniłam, dlaczego taki był i wzruszyłam ramionami. Przecież nie będę się z nikim kłócić, zwłaszcza o taką pierdołę, jak długość rozdziału. A jeśli ktoś jest słaby psychicznie, to nie powinien, dla swojego własnego dobra, publikować swoich opowiadań w internecie.

Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że nikogo nie obraziłam. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

To przykre widzieć ten stary, ograny, szowinistyczny tekst o okresie napisany przez kobietę.

Anonimowy pisze...

"Skoro lubisz bardziej swojskie imiona, nazwij się Warząchiew, będzie pasować do nazwiska."

Maj fejwryt, absolutnie, zakwikłam przy nim na dłuższą chwilę.

A swoją drogą, ja sądzę, że w owym "Umrzyj", które tak chętnie jest wytykane Analizatorkom było coś głębszego poza prostym hejtem. Przekaz: "14-letnia bohaterka, która ma na wszystko wysrane, jest sadystką, ględzi jak stara ciotka i miewa dziwne napady szlachetności nie jest dobrym materiałem na głównego protagonistę". Tylko w bardzo uproszczonej wersji - takiej, która ma szansę trafić do kogoś, do kogo wersja rozszerzona by nie trafiła.

L.

Anonimowy pisze...

Adawinry Chou Kurineko: obawiam się, że obraziłaś jak diabli i to już w pierwszym zdaniu. Każdy może mieć gorszy dzień i nie nam spekulować, czy to z powodów osobistych czy jakich. A bonusowo pojechałaś obrzydliwym stereotypem, że oczywiście okres, hehehe, bo jak wiadomo, kobiety innych powodów do stresu nie miewają. Czy do faceta tak samo bez zastanowienia napisałabyś: "analizatorze, kochanie, odnoszę wrażenie, że przegiąłeś, bo w nocy miałeś polucję?" Nie? A dlaczego nie?

Lola :* pisze...

Hahahahaha, zajebiste jesteście :D

Gallifrey pisze...

Szczerze mówiąc, nie pojmuję problemu Yokity. Tak jak napisano już powyżej, publikując w internecie automatycznie zgadzasz się na to, że twoja twórczość może być przetwarzana, analizowana i interpretowana. Jednym się spodoba, innym nie. Takie jest życie, i nie zawsze będzie usłane różami. Nauczycielka może wstawić ci ocenę negatywną za coś, nad czym naprawdę się napracowałaś. Znajomi mogą wyśmiać twoje artykuły do gazetki szkolnej. Internauci mogą hejcić twoje opowiadania. Pracodawca może uznać, że twój projekt jest do dupy, mimo, że spędziłaś nad nim cholernie dużo czasu. Świat nie jest sprawiedliwy, i nikogo nie będzie obchodzić, że ktoś jest wrażliwy i może się to odbić na jego psychice. Zamiast wylewać potoki angstu i szukać dziury w całym, trzeba pracować nad sobą i starać się, żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Face it.

Co do analizy, bo głównie po to zdecydowałam się skomentować - momentami faktycznie wygląda na odrobinę wymuszoną, ale to akurat zrozumiałe. Opko jest wystarczająco ciężkie dla zwykłego czytelnika, więc dla analizatorek musiała to być katorga. Wściekły hejt Kalevatar i "umrzyj" nie przeszkadzały mi zbytnio, a momentami nawet wzbudzały ataki niekontrolowanego chichotu.
Główna bohaterka to wręcz esencja tego, czego nienawidzę w ludziach. AŁtorka przekroczyła tą cienką granicę, oddzielającą "cool" postać od nadętej, bezczelnej małolaty. Często zdarza się, że dobrze skonstruowana postać ratuje kiepską fabułę - tu, niestety, zesłała ją na same dno piekła.
Nie rozpisując się dłużej, przy analizie bawiłam się naprawdę wybornie. Duża ilość obrazków na plus. Pozdrawiam, i, przy okazji, życzę szczęścia w nowym roku. Niech moc będzie z wami.

Anonimowy pisze...

wtrącę się nieśmiało pomiędzy tymi dyskusjami, chciałam tylko powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo chciałabym zobaczyć, jak analizujecie pewien modny ostatnio porno koszmarek, czyli "50 twarzy Greya". Naprawdę, przemyślcie to !

Anonimowy pisze...

A ja za to rzucę od siebie, że bardziej od ciągłego "umrzyj" (które jak dla mnie było bardzo ok) znużyły mnie wszystkie te komentarze traktujące o tym samym.

Szajn pisze...

Cóż, wszystkim nie dogodzisz. [2] Opko jest przerażające, czternastolatka rzucająca kotami i przekleństwami na każdym kroku jakoś do mnie nie przemawia. Wściekłość Kalevatar jest jak najbardziej uzasadniona - ja sama syczałam ze złości prawie przez cały czas i naprawdę bardzo, bardzo głęboko miałam dalsze problemy boCHaterki. Postać została tak wykreowana, że zraziła mnie do siebie całkowicie od samego początku.
Problemu Yokity zrozumieć w żadnym razie nie mogę - jak już zostało wcześniej wspomniane, publikując coś w Internecie trzeba liczyć się z tym, że ktoś ten twór może skrytykować. Dosadnie. Boleśnie. Bo zwykle wtedy, i tylko wtedy, autor lub autorka uświadomi sobie, że to było zrobione źle. I najprawdopodobniej tych błędów w przyszłości nie popełni.
Bo naprawdę, jak można uważać, że rzucająca niewinnymi zwierzętami pod jadące samochody nastolatka wzbudzi poklask publiczności?

Z innej beczki - analiza jak zwykle świetna, wtrącane "Umrzyj" było, jak dla mnie, jak najbardziej na miejscu. Czekam niecierpliwie na kolejne analizy i życzę szczęśliwego Nowego Roku! ^^

Anonimowy pisze...

A ja się niestety podpiszę pod tymi, których bulwers analizatorek zaskoczył i znudził. Naprawdę, dziewczyny, nie łapię, w czym rzecz. Bohaterka jest niesympatyczna? Owszem, jest, ale - na mój gust - pod tym względem do pięt nie dorasta jestnociowej Sakurze, niektórym Mionkom Riddle czy pannie Alic (to akurat z innej analizatorni, ale poziom wkurwu ten sam).
Jest sadystką? E tam. Toż dziewoja, jak same zauważyłyście, mocna jest tylko w gębie, pyskuje w myślach, a odgraża się na poziomie "Żebym cię dorwała, to bym nogi wyrwała, flaki wypruła, oczy wydziobała łyżeczką i.. tego? Naprawdę mogę? Nie no, ja przecież tak tylko mówiłam..."
IMHO jak wielu prawdziwych ludzi. I serio, wolę już pyszczenie i odgrażanie się w myślach od klasycznej Ciętej Riposty.

Kolejny zarzut: rzucanie książką. Tutaj wkurw jest dla mnie kompletnie niezrozumiały, ale rozumiem, że to kwestia systemu wartości. Może jednak trzymajmy się tego, co jest powszechnie rażące, a nie tylko dla wąskiego grona? Obserwowanie czyjegoś wkurwienia to żaden fun i żadna nauka.


Życzę grubszej zwierzyny na przyszłość

Hasz

Anonimowy pisze...

A może by tak skończyć już te dyskusje? To już się robi nudne, każdy powtarza w kółko to samo. Naprawdę, niczego odkrywczego już nie napiszecie, więc błagam, SKOŃCZCIE.

anulka406 pisze...

Popieram.

Katarzyna Kowalczyk-Zaleśna pisze...

Dobry dowcip: aŁtoreczka jest tak wrażliwa, że krytyka jej utforów wpędza ją w bezsenność, ale nie na tyle wrażliwa, żeby dojrzeć coś złego w tym, ze jej boCHaterka z chęcią by się poznęcała nad zwierzętami.
Opko poniżej jakiegokolwiek poziomu, ale boCHaterka umierająca już w prologu daje nadzieję na to, że kontynuacji nie będzie :) A może zaklęcie Voldiego ma ją uchronić przed płomieniami? Oby nie!

Anonimowy pisze...

Uniżenie przepraszamy, że tak znudziliśmy Waszą Anonimową Wysokość swoimi opiniami, które okazały się zbyt podobne do siebie. Następnym razem skonsultujemy się przed faktem i rozpiszemy komentarze na role, żeby każdy napisał co innego.
Może być?

Babatunde Wolaka pisze...

I tylko jedna straszna myśl mnie nawiedza: a co, jeśli w dalszych rozdziałach boChaterka miała odpokutować swoją bucerę?

Anonimowy pisze...

W końcu dotarłam do końca. YES YES YES jak to powiedział kiedyś były premier :) Od września zaczytuję się w PLUSie i mam mieszane uczucia. Z jednej strony przerażnenie na myśl o tym jakie "cudowne" twory czychają w czeluściach internetu gotowe brutalnie zaatakować bezbronnych i niewinnych czytelników. Z drugiej strony podziw dla szanownych analizatorek za wytrwałość i odporność psychiczną podczas swojej pracy. Co do analizy to mi się podobała. Sama cały czas mamrotałam "zgiń, przepadnij", także powtarzane "umrzyj" nie było (moim zdaniem) nadużywane. Jeśli chodzi o oburzenie koleżanki autorki to raczej bezcelowe. Tak jak napisało wyżej pare osób jeśli wrzuca się swoje twory do internetu, w którym są one dostępne dla wszystkich, trzeba się liczyć nie tylko z komentarzami typu: "super nocia, pisz dalej, itp., itd.", ale również z krytyką, która zdarza się , że boli bardziej niż wyrąbanie w ścianę. Bywa. Jak nie umiesz pisać- nie pisz, albo zacznij tłumaczyć. Chociaż jak pomyśle o autorkach, kóre uważają że wrzucanie kotów pod rozpędzone auta jest fajne i daje bohaterce +100 do zajebistości, to radziłaby przestać pisać. Względnie można podłączyć klawiaturę pod prąd. Nie mam pojęcia co trzeba brać, żeby mieć takie wizje, więc następnym razem radzę skontakować się z lekarzem bądź farmaceutą. A jak widać pare osób doznało olśnienia po przeczytaniu analizy swojego dzieła co pokazuje, że Pigmejka i Kal to takie "ciocie samo zło" z dobrymi intencjami. Same wielokrotnie podkreślały, że krytyka dotyczy tworu a nie autora.
Do analizatorek: kochane kobietki wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Trochę spuźnione życzenia ale szczere.

Pozdrawiam brygida

Anonimowy pisze...

Może mój KOLEJNY komentarz utonie wśród innych komentów, ale chciałabym zwrócić uwagę osoby Adawinry Chou Kurineko: nie PISZE SIĘ TĘ ZAMIAST TĄ! To są inne przypadki! TĄ + narzędki, tzn. idę z TĄ kobietą, TĘ + biernik, tzn. widzę TĘ kobietę.
Jadźka

Anonimowy pisze...

jeżu, narzędnik, oczywiście, a nie narzędki :D

Anonimowy pisze...

@up: Narzędki = narządy wędki?
R.

Anonimowy pisze...

Wasza Anonimowa Wysokość łaskawie przebacza. Pragnie również zaznaczyć, iż być może istnieją lepsze rozwiązania, aniżeli podział na role. W pełni rozumie fakt, że dla niektórych jak widać używanie pewnego specyficznego, acz użytecznego organu, może być bolesne, wszak jak wiadomo, myślenie to skomplikowany proces, i najwidoczniej nie każdy sobie z nim radzi. Mimo to Wasza Wysokość radzi zastanowienie się, czy Twój komentarz aby na pewno jest niezbędny, skoro poprzedza go cała masa podobnych. Jeżeli nie masz nic nowego ani ciekawego do dodania, po co piszesz? Bo możesz? Bo fajnie jest pozaśmiecać internet? Skoro WSZYSTKO zostało już powiedziane, po co jeszcze ciągnąć dyskusję na siłę? Chciałabym poznać chociaż jeden sensowny powód. JEDEN.

Amya pisze...

Nie dałam rady dotrzeć do końca. Zabili ją? Błagam powiedzcie że tak!

Babatunde Wolaka pisze...

Cóż, droga Anonimko, Twoje komcie też nie za wiele wnoszą do dyskusji, a nawet drugi z nich niewiele wnosi w porównaniu z pierwszym. A co do zaśmiecania internetu, to autorki tego bloga z pewnością mają możliwość usunięcia tego, czego na blogu mieć nie chcą.

Anonimowy pisze...

I dlatego właśnie piszę ostatni komentarz (nie ostatniego komcia, z łaski swojej, Szanowny Panie Babatunde). Nie mam zamiaru tracić nerwów, próbując uciąć bezsensowne dyskusje, bo takie miałam intencje. Miłych dyskusji życzę, mam nadzieję że następnym razem będę mogła napisać komentarz dotyczący analizy bez konieczności przewijania kilometrowych wywodów. Pozdrawiam, mimo wszystko.

Babatunde Wolaka pisze...

Jeżeli nie lubisz przewijać, polecam Ctrl+End.
Słodkich snów.

Seraf pisze...

Czemu anonimowy komentator, piszący komentarze, burzy się, że inni piszą komentarze?

Lubię butthurtowe panienki, które nie łapią różnicy między autorką a bohatyrką oraz między poniżaniem a wytykaniem głupot w tekście.

Analizy też lubię, chociaż tego "Umrzyj" cośkolwiek dużo było.

Anonimowy pisze...

"Skoro WSZYSTKO zostało już powiedziane, po co jeszcze ciągnąć dyskusję na siłę? Chciałabym poznać chociaż jeden sensowny powód. JEDEN."

A proszę bardzo (nie licząc banalnego stwierdzenia, że każdy ma prawo wypowiedzieć własną opinię, własnymi słowami, nie oglądając się na innych): bardzo ciekawe jest porównanie tych opinii w ujęciu ilościowym. Ile osób docenia analizę o takiej specyfice (glanowanie antypatycznej bohaterki)? Ile osób było tym rozbawionych czy usatysfakcjonowanych? A ile zmęczonych? Których było więcej? Dużo więcej? Czy to dobry pomysł robić kolejne analizy w tym stylu? A może nie odchodzić od tego całkowicie, bo niektórym jednak się podoba? Analizatornie nie funkcjonują w próżni i oprócz edukowania autorów starają się też dopieścić swoich fanów, więc dobrze jest, jeśli jak najwięcej fanów się wypowie. Dyskusja składająca się z dwóch postów "kiepska analiza, za dużo umrzyjów", "dobra analiza, umrzyjów w sam raz" może jest łatwa do przewijania, ale za dużo informacji nie daje.

Szalona Marzycielka pisze...

Sorry, sorry, ale to wasz blog jest *#%^#%$# ! Nie mam zamiaru przeklinać, ani nic, ale wy jesteście okropne! Nie rozumiecie? No i przepraszam bardzo, ale nie mam zamiaru więcej wchodzić na to.... To ,,coś''
Odczepcie się od Niezrównowazonej i innych!
A jak spróbujecie tego z moim blogiem to %$#$%%^%%%&* !

Anonimowy pisze...

Nie wiem, jak pozostali, ale ja bardzo chętnie popatrzę, jak Szalona Marzycielka %$#$%%^%%%&*.

Babatunde Wolaka pisze...

Tylko niech nie przesadza, za dużo %$#$%%^%%%&* szkodzi zdrowiu.

Anonimowy pisze...

Ja też z uśmiechem tak szerokim, że kąciki warg stykną mi się na karku popatrzę na to całe %$#$%%^%%%&*. Marzycielko? Podrzuć bloga!

Szalona Marzycielka pisze...

O soreczka, komuś się podoba ? No to spróbujcie z moim blogiem, a zobaczycie :) Chcecie znać linka? A może za małe z was dzidziusie?

SM z http://zycie-bez-marzen.blogspot.com/

Monomotapa pisze...

Z zasady prowokacji się nie analizuje.

Szalona Marzycielka pisze...

I bardzo dobrze, bo by było krucho.

Nefariel pisze...

Ej, ta groźba marzycielki to niegłupia jest. ;) &%&^^R#@ oznacza "zrobicie z siebie debili, którzy zanalizowali prowokację". xD
W kwestii opeńka - od początku wiedziałam, że będzie tu drama. W zasadzie nawet nie wiem skąd, ale tak jakoś mi przyszło do głowy. BoChaterka koszmarna straszliwie.

Anonimowy pisze...

Sam hejt nie jest dość śmieszny. Zazwyczaj ma się wrażenie, że poziom analizy jest o parę poziomów lepszy od opka, w tym przypadku są raczej zbliżone.

Brat Lester pisze...

Jak dla mnie to najgorsza dotychczasowa analiza chyba jeszcze nigdy nie byłyście równie wkurwiające i mało śmieszne

Anonimowy pisze...

Zastanawia mnie jedna rzecz. Tom "wygląda na 20 lat". 12 lat temu zabił rodziców boChaterki, pozostawiając jej bliznę. Zagadka - ile lat miał Voldemort u szczytu władzy?
Marta

Angelika Carstairs pisze...

Padłam. I nie zamierzam wstawać XDDD

lady Delphie:3 pisze...

Chcę napisać fika do tego fika.