piątek, 14 grudnia 2012

Jak skolonizować Kosmos i zrazić do siebie ludzi, czyli proroctwo na każdą okazję

Witajcie!

Dziś mamy dla Was coś naprawdę niezwykłego. Jak powiedziałby Pisak: nieprawdopodobną historię, legendę, może bajkę, jednym słowem: opowiadanie z innej planety.  Znajdziecie tu podróże kosmiczne, jaskinię w grocie, planetę z cywilizacją do środka, promieniotwórcze czerwone jeziora, zanikający czas, prawa dziewicze, proroctwa z rzyci wzięte oraz króla Kamela, z braku laku robiącego poddanych z siostrami i córkami. I żeby tylko to...


Adres blogaska: http://cargos.blog.onet.pl/Tilbox-Zloty-Eden,2,ID402102962,n

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka, na moment wtrącił się też Vivaldi.

Tilbox, Złoty Eden.
I zupełnie zbędna kropka na końcu tytułu.
To tylko kosmiczny pył się osadził.

 Czasami słyszymy nieprawdopodobne historie, jakieś legendy może bajki.
A czasem opowieści o ruskiej maszynie do robienia mgły.
A czasem jest to książka telefoniczna z wątkiem kryminalno-obyczajowym.

Czasem opowiadania, niczym z innej planety.
Fakt, czasem gdy czytam blogaski mam wrażenie, że aŁtor/ka ostatnie sto lat spędził/a na Marsie. ( zbędne przecinki są bardzo kosmiczne)
Zaraz, czyli całą beletrystykę napisali kosmici?!

Słyszymy o zdarzeniach z innego świata…albo snów. Czasem tajemnicze przepowiednie, które ciężko zrozumieć.
I które są całkowicie bezużyteczne, bo nie mają orzeczenia w zdaniu? wyjaśniają się dopiero po fakcie.

Jednak niektóre te rzeczy są prawdą, ale nie myślimy o nich dłużej niż kilka chwil. A przepowiednie się sprawdzają lub akurat sami się w nich odnajdujemy.
Analiza wstępu w toku...

Ilość zdań: sześć
Ilość treści: zero
Ogólny sens: śladowy
Interpunkcja: zła
Prawdopodobieństwo blogaskowatości: wysokie
Irytacja analizatorek: dość wysoka i rośnie


 W nieznanym zakątku wszechświata, powstała miliony lat temu pewna planeta.
Wyewoluowała z porzuconego przecinka krążącego w pustce Kosmosu.
Niczym zamknięta w kosmicznej muszli perła - z ziarnka piasku... tylko że nie.

Pozornie niezamieszkana, ale wewnątrz, pośród potężnych, nieprzyjaznych gór, zrodziła się cywilizacja niczym nieskażona.
Zwłaszcza myśleniem. Znaczy... istoty ożywione mieszkały w jej środku, do tego planeta miała góry do wewnątrz? Może stwórca jej po prostu zapomniał odwrócić na drugą stronę po wyjęciu z kosmicznej pralki?
Takie coś?
 

Jednak wszystko zaczęło się od rodzinnego nieszczęścia.
Wszystko co? Cywilizacja? Planeta?
Kosmos. W sumie się zgadza, u nas też albo bóg-ojciec pożerał swoje dzieci, albo zsyłał je do otchłani za nieposłuszeństwo...

A powstałe miasto jest legendarnym Edenem.
Powiedziałabym raczej, że mitycznym. Czyli znowu wracamy do koncepcji, że Jahwe był ufoludkiem?
Tia. Darthem Vaderem (trzymając się teorii o rodzinnym nieszczęściu).
Od Vadera to się proszę odstosunkować. On jest niewinny. W końcu to Jedi są źli (z jego punktu widzenia).

 Według niemal nieznanej legendy, miasto, które zbudowano od podstaw (bo inne miasta budowano tak tylko trochę, albo zaczynano od dachów albo robiono kopiuj-wklej z innych, np. klik i Big Ben jest w Kambodży!), założył wiele tysięcy lat temu człowiek, będący jedynym ocalałym rozbitkiem z pierwszego istniejącego statku kosmicznego.
I po tej katastrofie z braku czego lepszego do roboty wziął i zbudował sobie miasto we wnętrzu góry. A potem na pustych placach i alejach ćwiczył kroki poloneza, bo raczej nie miał z kim pracować nad zaludnianiem tego miasta.
Chyba że jakimś kosmicznie magicznym cudem trafił na planetę kobiet.

 Statek ten wystartował w nieosiągalną podróż (Znaczy... niemożliwą do zrealizowania już na wstępie? “Bilbo, chodź z nami w podróż, w którą nie da się wyruszyć”?) w poszukiwaniu innej, ludzkiej cywilizacji na innych planetach, z niewielkiej gwiazdy zwanej Ozin.
Ludzie żyjący na gwieździe. Faktycznie, brzmi jak bajka. (Tyyyyle dużo Małych Księciów!) Tylko czemu oni tacy wybredni? Nieludzkie cywilizacje nie są dość dobre?

Wraz z legendarnym pilotem leciało na tym statku jeszcze dziewięć osób. Byli to bracia, żony i dzieci.
To się dopiero nazywa nepotyzm.
Ale wszystko to - zwłaszcza te żony i dzieci - z jednego pilota (może jeszcze takiego do telewizora)?
 Wahadłowiec uległ bardzo poważnej awarii i rozbił się na nieznanej planecie pozbawionej Słońca, pomiędzy dwoma olbrzymimi, czerwonymi jeziorami.
Planeta pozbawiona Słońca, ot tak sobie latała w przestrzeni to tu, to tam. Z pewnością były na niej znakomite warunki do życia. Fascynują mnie też dwa czerwone jeziora, między którymi leży planeta.
Mnie ciekawi, co pluskało w tych jeziorach. Kosmiczna krew stwórcy wszechświata? Intergalaktyczny keczup?
Esencja komunizmu.

Niezauważeni bracia wydostali się z wraku i zapuścili w głąb świata po rozgrzanym gruncie, z nadzieją odnalezienia ratunku.
Zapuszczanie się wgłąb nieznanej, latającej sobie po Wszechświecie planety w poszukiwaniu stacji serwisowej. Brzmi jak doskonały plan. (Brzmi jak fabuła “Prometeusza”, muihihi. Noo, tamtejszy plan też nie miał słabych punktów. ^^)
A ja się pytam: co rozgrzewało grunt, skoro nie było słońca? Mieli tam jakieś podziemne gorące źródła?

Jedyny sprawny radar wykrył w oddali czwórkę braci, którzy po niedługiej podróży zmarli w męczarniach na wskutek zabójczego promieniowania.
Radar oczywiście wykrył, że w męczarniach. Była do tego specjalna aplikacja.
To nie mógł w porę wykryć, że to promieniowanie jest, żeby ćwoki nie szły na pewną śmierć?
Toż w kosmiczne podróże w poszukiwaniu miejsc do skolonizowania nie zabiera się mierników promieniowania, no coś Ty.
(I co tam promieniowało, nieznana czerwona ciecz w jeziorach?)

 Na wahadłowcu pozostało 6 osób. Sam pilot, dwie żony (czyje?) oraz troje dzieci, ale w tym tylko jedna córka.
Co stwarzało kiepskie perspektywy na rozród.
Może w wyniku promieniowania zaczną mutować i rozmnażać się przez pączkowanie?

Pilot miał na imię Kamel i postanowił zadomowić się w swoim statku, a raczej w jego wraku. Niestety nie był to już wystarczająco szczelny pojazd i po paru miesiącach synowie zmarli z powodu nieznanej choroby.
Jeśli nie był szczelny, to pewnie zmarli na chorobę popromienną. Na tej planecie grasuje jakieś wyjątkowo złośliwe promieniowanie, dybiące wyłącznie na facetów. Ani chybi feministyczne!
Perspektywy na rozród stały się jeszcze gorsze.

 Kamel, będący księciem, co jest w tych okolicznościach kluczowe, zdecydował bez względu na wszystko odnaleźć schronienie z daleka od promieniujących źródeł.
A to te jeziora nie otaczały planety, tylko statek? Może się przemieszczały. Czemu szanowny książę nie wpadł wcześniej na to, żeby stamtąd spierniczać?

W kilka dni odnalazł grotę (szkoda że tamci faceci co wcześniej umarli na nią nie wleźli) okutą jasnym minerałem a od wewnątrz obitą pluszem i wyłożoną zielonym mchem, do której spróbował przenieść ocalałą rodzinę.
A to on wylazł na kilka dni i androfobiczne promieniowanie go nie dopadło? Oto co może zdziałać pancerz fabularny...

Niestety jedna z żon zmarła w cierpieniach, gdyż promieniowanie zniszczyło jej zdrowie.
Przynajmniej wiemy, że promieniowanie porzuciło brzydkie szowinistyczne zwyczaje.

Pozostała druga żona i córka.
O perspektywach na rozród szkoda już gadać.

 Zamieszkali w półmrocznej (w połowie była mroczna, w połowie różowa i w kwiatki?) jaskini, zimnej i mokrej, gdzie ocalała żona podupadła poważnie na zdrowiu. Kamel zagłębił się w dalszych stronach i natknął się na wielką grotę
Grota w grocie? A w tej drugiej, niech zgadnę, jeszcze jaskinia?
Nie, grota była na dalszych stronach, pomiędzy ostatnim rozdziałem i spisem treści.

pośród błyszczących kamieni. W tym miejscu dotknęły go wspomnienia miziając po karku w tych kamieniach mieściła się kolonia retrospekcji i w tajemniczych okolicznościach otrzymał pewną przepowiednię.
Kamienie do niego przemówiły. A potem nadleciał Latający Potwór Spaghetti i zabrał go do Krainy Kucyponków.
Odkrył sekretny poziom Diablo III!
 
W każdym razie okoliczności te były tak tajemnicze, że narrator nie ważył się ich opisać.

Leżący na końcu jaskini głaz ozdobił runami, zapisując słowa tego, co usłyszał od duchów.
Tak, to są zdecydowanie te rzeczy, na które ma się czas, gdy szuka się ratunku dla umierającej żony.

Gdy skończył, wewnątrz jaskini otoczyła go wielka moc magii, którą rozpoznał w błękitnej poświacie jaskrawego światła.
Stuff był naprawdę mocny. (Albo to skutki promieniowania.)
Albo przypadkiem trafił paluchem we włącznik światła.

 Przeprowadził się w końcu z rodziną do swoistej świątyni i tu mieszkali kilka następnych lat bez światła słonecznego.
No to życzę im wszystkim zdrowia. I dobrego wzroku. I kondycji fizycznej, bo na planecie bez atmosfery chyba dość trudno żyć, nawet w jaskini.
I w ogóle to co oni tam jedli i pili?

Urodzony w którymś czasie syn w wieku trzech lat opuścił dom i uciekł wraz z kilkoma magicznymi runami do ogromnego lasu, oddalonego o dziesiątki kilometrów.
Las. Ogromny las, na planecie bez słońca, za to z promieniowaniem. Las, do którego ucieka trzylatek, targając runy.
 
Ja w pierwszej chwili  pomyślałam, że te runy biegły razem z nim, na takich małych nóżkach. To "Wraz z runami" brzmi jak "wraz z kolegami". No i gratulacje: tajemnicza planeta bez Słońca, zabójcze promieniowanie i w ogóle samo zło, a ci się rozmnażają. Geez.

Minęło kilka następnych lat, gdy Kamel otrzymał w spadku proroczy sen, w którym była mowa o jego bliskiej śmierci i zdobyciu tronu przez uzurpatora, jego dziedzica.
Mhm, to o tym trzylatku, co polazł przez tereny skażone promieniowaniem do lasu?
Jakiego, szmurwa, tronu? Tronu wielkiego księstwa składającego się z czterech osób? Tak, w wypadku zaginionej kolonii na planecie dość niezdatnej do życia sprawa sukcesji jest zdecydowanie priorytetowa.
Ciekawa jstem, czy AŁtor/ka pamięta, że na początku opka była mowa o ostatnim ocalałym rozbitku. Jak widać, kobiety i dzieci nie są brane pod uwagę.

Było również powiedziane, że za jedną ze ścian powstanie Złota Kraina, w której nie będzie istniał czas.
Ścian czego? *wyobraża sobie Złotą Krainę schowaną za przepierzeniem obok kuchni*
Ścian lasu, oczywiście. Czy tylko ja mam wrażenie, że oni jakoś podejrzanie mało uwagi poświęcają własnemu przeżyciu, a zdecydowanie za dużo totalnym pierdołom w stylu mętnych proroctw i taniego mistycyzmu?

Miał w niej panować spokój i nie będą w niej istniały konflikty. Ludzie z różnych stron wszechświata będą się tu osiedlać.
Nie będzie konfliktów, bo wszyscy wymrą za sprawą promieniowania. Genialnie proste.
A będą wiedzieć o tej planecie z...? Promieniowanie będzie rozsyłało ulotki i publikacje do biur turystycznych?
(“Przyjedź do nas na wczasy! Jeden weekend na naszej planecie i nie poznasz sam siebie! PS. Planeta nie bierze na siebie odpowiedzialności za dodatkowe kończyny i inne zmiany, jakie dotkną cię w czasie pobytu.”)

 Wkrótce otrzymał jako darowiznę nieopodatkowaną! następny sen, widział w nim przybyszów, którzy ocalą całe królestwo, uratują tron i posadzą na nim jedną z kobiet.
Całe czteroosobowe królestwo, przypomnijmy.

Nieistniejący czas zacznie wówczas dopiero płynąć dalej.
To chyba dobrze. Takie niestarzejące się żarcie może narobić dużo problemów żołądkowych.
Nie no, ale widzisz: kobieta na tronie = koniec bezczasowości, starzenie się, śmierć, zło i fiskus.  Co za niespodzianka.

W tym śnie miał powiedziane, że będzie żył jeszcze tylko PIĘĆ KRÓTKICH I JASNYCH LAT.
W tej podziemnej jaskini na planecie pozbawionej słońca lata (jakie lata, skoro to drańswo wokół niczego nie krąży?) rzeczywiście musiały być JASNE.

 W niedługim czasie Kamel przypadkiem odnalazł jeszcze głębszą jaskinię. KWI! Zgadłam! :D Jej ściany płonęły złotem, olbrzymia przestrzeń (nieźle musiała być zakamuflowana ta gigantyczna jaskinia w grocie w grocie) (to jakaś planeta - matrioszka) okalała pojedyncze złote skały i bloki pustych wewnątrz głazów.
Zbudujemy kosmiczną cywilizację z kosmicznych pustaków!
Przestrzeń okalała skały. Brzmi to jak definiowanie lufy jako "słupu powietrza otoczonego metalem".

Od tego dnia osiadł się właśnie w odkrytej krainie, z daleka od wilgoci, chłodu i półmroku, gdyż złoto dawało tyle blasku, że nie potrzeba było im się martwić o oświetlenie.
Obawiam się, że złoto samo z siebie nie świeci. Może to nie było złoto, tylko lawa...?
To jemu się oczy świeciły na widok takiej kupy szmalu.

Spłodził zarówno ze starszą żoną i młodą córką wielu synów oraz wiele córek.
Kolonizowanie Kosmosu, Joseph Fritzl Style.

Od chwili, gdy się tu wprowadzili i po proroczych snach, nie obowiązywała ich więź krwi ani ciała.
Genetyka się magicznie wzięła i pierdolnęła.
Jakie to wygodne, prawda.
Tiaa, po prostu abstynencja mu się na mózg rzuciła. Po kilku latach robót ręcznych nawet najdziksze wykręty zaczęły brzmieć przekonująco. :/

Kamel ustanowił swoje prawo wolne od wszelkich zmartwień i niepokoju.
Prawo było wybitnie niefrasobliwe i na każde jego przekroczenie można było usłyszeć "E, daj spokój, jakoś to będzie".

Nie przewidywał, zgodnie z prorokami, że zaistnieje tu kiedykolwiek wojna lub bunt.
Prawo nie przewidujące jego łamania, przeznaczone na czasy pokoju... Gdzie oni żyją, w idealnie zindoktrynowanym świecie, gdzie istoty ludzkie nie mają wolnej woli? (Bo tylko tam takie prawo miałoby rację bytu.)
Ja wciąż cierpliwie czekam, aż oni skończą zajmować się duperelami i popracują na przykład nad zapewnieniem sobie jedzenia i picia.

Zdecydował, że będzie tu małe, złote miasteczko zagubione pośród gwiazd.
Zaludnione przez jego kazirodczo spłodzonych potomków. How sweet.

Że nigdy nie będą tu obowiązywać prawa dziewicze (Znaczy... Prawa niewinne, niezdeflorowane przez Zepsucie i Upadek?) i będzie to jedyne miejsce zwane swojskim rajem.
Bardzo specyficznym, bo z dupy wziętym i nie mającym prawa istnieć, ale zawsze - rajem.
A jakim swojskim - wszyscy będą baardzo bliskimi krewnymi! No i fajnie, że do stworzenia raju wystarczy tylko wprowadzić niefrasobliwe prawa. Zalatuje Korwinem.

 Nad planetą zdarzył się pięć razy cud.
Tylko pięć razy? Jak na raj to słabo...

Tuż nad horyzontem pojawiło się niewielkie jasne, ale bardzo zimne słońce (gwiazda emitująca zimno, zaraz szczeznę), które zamroziło wszystko na planecie? swe promienie kierowało daleko i tylko w jedną stronę.
Przebór, widzę to!
 

Każdy taki wschód obliczano jako jeden rok, a każdy rok trwał bardzo krótko, i pojawiał się co osiem lat.
Przepraszam, że znów obrazek, ale jedyne, co mam do powiedzenia, to
 
Nie no, jeden krótki rok co osiem krótkich roków, to przecież... no dobra, to totalny bullshit.

W czwartym roku Kamel rozkazał swoim synom i córkom wykonać zapis przeszłości i przyszłości, na ścianach świątyni.
A tę przyszłość to skąd mieli sobie wziąć? Zmyślić?

W jego widzeniach przesłano taką wolę bogów.
Już nawet nie pytam, skąd ci bogowie. Nie mam siły.

 W szóstym jasnym roku, król Kamel zmarł pozostawiając pusty tron
To dobrze. Dobrze, że nie zostawił tam swojego ciała astralnego. Następcę musiałaby wkurzać sącząca się ektoplazma.

pozostawiając pusty tron i nie wyrażając swojego testamentu.
Jak na odpowiedzialnego władcę przystało.
A mógł przecież ten testament wyrazić śpiewem lub tańcem.

Tuż po ukryciu się słońca za horyzont w królestwie pojawił się niepokój z powodu braku władcy. Zabrakło różnych materiałów i odzieży,
Kwik, to był władca czy Główna Szwaczka?
Króla nie ma i zaraz świat się wali, kury się nie niosą i nikt nie wie, gdzie wrzucać brudne skarpetki, nie wspominając już o tym, gdzie jest cukier. Kataklizm na skalę globalną. Nawet w raju ludzie po prostu muszą czuć władzę nad sobą. :)

Zabrakło różnych materiałów i odzieży, więc dzieci przestały się ubierać, a kobiety jedyne jedwabne i przeźroczyste sukna zakładały na specjalne święta.
A nie mogły uszyć nowych, gdyż...? Władca był tak naprawdę plantacją bawełny, kolonią jedwabników może?
Nikt im nie powiedział, że można. Ja się dziwię, że oni wszyscy nie pomarli jeszcze - bo wygląda na to, że podstawowym obowiązkiem władcy było mówienie każdemu poddanemu "wdech - wydech".

Ku pamięci swojego ojca i zarazem króla, a także na pamiątkę prawa dziewiczego, dzieci zbudowały na ołtarzu w świątyni niewysoki pomnik przedstawiający brata i siostrę w miłosnych objęciach.
Król musiał czuć się zaszczycony.
Ja pierdziu, pomnik kazirodczego seksu ku czci króla. Świątynia powinna mieć kształt piwnicy. :/

W krótkim czasie odnaleźli dyskretne przejście ze świątyni do Złotego Miasta,
Aaaa zaraz, to ta świątynia nie była w Złotym Mieście? To czym władał ten cały Kamel?
Którąś z warstw Matrioszkowej Jaskini. Niestety, narrator sam się w tym gubi.

jednak pomimo tajemnicy o tunelu, do królestwa wtargnął dyktator, dawny syn króla Kamela, który osiadł na tron i z ukrycia rozporządza małym krajem.
Osiadł i rozsiadł się całą mocą swej rzyci, a że miał wielką i ciężką, to nikt nie dał rady go obalić. Nie pomogło nawet upchnięcie tronu w składziku na miotły - Dyktator uparcie i skrycie rządził dalej.
Skitrał się z tym tronem za przepierzeniem i rządził, skubany. I nie dało mu się wytłumaczyć, że oni tu chcieli feudalizm, a nie dyktaturę.

Od tej czas się zatrzymał i już nigdy nie powstało zza horyzontu nawet zimne słońce.
Znowu? Borze, przecież wegetacja i klimat na tej planecie całkiem zwariują.
Oj bo tu są ważniejsze Motywy Mityczne i to, że zły koleś na tronie = kosmiczna katastrofa, brak zbiorów i ogólny upadek obyczajów (zwłaszcza skromności niewieściej). Wszystko się zmieni, gdy objawi się Dobry Król, zobaczysz.
 Zgodnie z przepowiednią zachowaną na ścianach świątyni, na planecie Tilbox wyląduje potężny żelazny ptak, który wyłoni się spośród gwiazd.
No bez jajec - żelazny ptak? Serio?
 

Niestety ostatnie znaki na skale są zatarte i nikt nie wie, co one mogą znaczyć. Prawdopodobnie są to liczby 3, 5 lub 8.
Numery Totolotka? Proporcje składników na ciasto?
Szyfr do pamiętniczka króla Fritzla Kamela?

To oznaczenie tajemniczych wybawców mieszkańców, a mają to być Ziemianie i to tylko parę osób, sami wybrani.
Poddani wcześniej szczegółowej selekcji w programie Top Saviour.
A konkurencja była zażarta: król Artur, Neo, Jezus...

 Któregoś dnia na powierzchni planety zmuszony był lądować międzygwiezdny prom, pochodzący z Ziemi, z którego kilka osób odnalazło zdobiony szlachetnymi kamieniami ołtarz.
I, jak przystało na Ziemian, dokładnie do złupiło.
Co za niesłychany zbieg okoliczności... Oczywiście zabójcze androfobiczne promieniowanie nie zabiło ich, bo...?

Mieszkańcy Tilbox odebrali to jako swoją zbawienną przyszłość (dostali ją w próżniowych plastikowych pudełeczkach) ("współczynnik zbawienności: 97%", głosiła etykieta), gdyż w przepowiedni napisane było, że to ten ptak ma ocalić ludzkość Złotego Edenu.
Ocalić przed czym? Kryzysem w branży tekstylnej?

 Niektóre kobiety ubrały swe jedwabne sukna i poszły na spotkanie przybyszom.
E, fajniej by było, jakby przyszły nagie, co im się cenny materiał ma marnować.
Pamiętajmy o zabójczym promieniowaniu i raczej niskiej temperaturze (brak Słońca). Jedwab brzmi idealnie.

Wszystkie były z krwi i kości swojego dawnego króla.
Nie żeby był tam ktokolwiek z nim niespokrewniony, prawda.

Przedstawiły krótko streszczenie przepowiedni i w Złotej Krainie rozegrała się krótka, ale krwawa bitwa.
Przebór, co w przepowiedni tak wkurzyło Ziemian, że aż chwycili za broń? (i oni tak na te kobiety w jedwabnych kieckach...?)
Nie uśmiechał im się powrót do feudalizmu?

W ten sposób spełniła się następna część proroctwa. Tuż po bitwie odbudowano miasto i na tron osiadła niczym muszla niesiona falą przypływu ku plaży najmłodsza z księżniczek.
Niestety zbiegł z krainy uzurpator.
No fakt, straszne nieszczęście się stało.
Cieszmy się, że nie zbiegł razem z tronem...

 Była jeszcze jedna przepowiednia, która w tajemniczy sposób zapisała się na ścianach komnaty. Nikt jej nie pisał i nikt nie potrafił zrozumieć.
Oj, graficiarzowi się ręka omsknęła i tyle...
Ja pierdziu, tych przepowiedni tam jak naplute. Człowiek rano wstaje z łóżka, a tam na ścianie napis: "I oto pobieżysz do wychodka i załatwisz Sprawę i Czynności Poranne dokonane będą; tak oto rozpocznie się twój dzień."

 Według kapłanów runy zapisane na tle diamentowych ścianach wróżyły zły obrót spraw i życia w Złotym Edenie.
Ktoś się musiał nieźle namachać, żeby je w diamencie wyryć. A mógłby w tym czasie zrobić tyle pożytecznych rzeczy...

Jednak niektóre linie mówiły o powrocie żelaznego ptaka na Tilbox w najtrudniejszej chwili jego istnienia.
Przybywał zawsze, jak zaczynało brakować papierosów, wina i prezerwatyw.
I gdy nie było komu wyrzucić śmieci.

 Olbrzymi statek powrócił już raz na planetę Tilbox. Królowa Sara, pokochała ziemskiego przybysza i pozostawiając królestwo pod opieką starszej siostry, wyruszyła z ukochanym w kilka następnych misji, po czym zamieszkała z nim na Ziemi. Założyła rodzinę, zapomniała o swej Złotej Krainie, ale jej nadzwyczajne umiejętności nadal pozostawały nadzwyczajne.
Umiejętności tak nadzwyczajne, że w toku narracji nie wspomniano o nich ani razu. Szał.

28 komentarzy:

Leleth pisze...

Eee... ale o co, tak w ogóle, chodzi w tym opku? Chyba wolę stare, dobre historie o Mionce córce Voldzia itepe, przynajmniej nie mam ciężkiego wtf "co ałtor miał na myśli".
Pomnik kazirodczego seksu mnie ómarł, a astrologiczne obrazki są urocze :D.
PS Co prawda, nie lubię zostawiać spamu, ale gdybyście miały kiedyś ochotę na analizy złych książek, to zapraszam serdecznie na http://cafe-gorgona.blogspot.com/ :)

Deszczowyjka pisze...

Jeżu, o co chodzi w tym opku? Całą analizę czekałam na rozwój jakiejkolwiek akcji i nic. Co nie znaczy, że się nie pośmiałam.

Anonimowy pisze...

Czytając to opko momentami wydawało mi się, że słyszę rozpaczliwe krzyki moich umierających w męczarniach komórek mózgowych...

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Zgadzam się, pomnik był przedni. Ogólnie nielogiczna logika nowej cywilizacji umieszczonej gdzieś we wszechświecie, przecząca wszelkim prawom fizyki i logiki (e... masło maślane, ale wczułam się w klimat), jakoś do mnie nie przemawia. to znaczy przemawia obuchem kociokwiku, zrzucając z krzesła.
Genialne obrazki, zwłaszcza świat wywrócony na lewą stronę...
Szalona

Vatelema pisze...

Rany Bora... co ja właśnie przeczytałam? Mój mózg się przegrzał, uciekł z krzykiem i pewnie teraz dogorywa w głębokiej zaspie pod jakimś płotem... :P

Rysunek słońca, które wysyła swoje promienie daleko i w jedną stronę, jest absolutnie cudowny :D

Fraa Farara pisze...

Ale ja nie ogarniam... To jest opowiadanie czy jakaś zajawka/streszczenie/coś w ten wzorek? o.O

A z tą cywilizacją wewnątrz to nie ma co się śmiać - Rolf Keppler zaciera łapki. :P

Anonimowy pisze...

Ależ to było mocne! Nie jest łatwo jednocześnie śmiać się i popadać w głębokie WTF, ale przy tym opku ten stan okazał się być OSIĄGALNY.
Nie wiem co zażył Pisak, ale ja raczej za to podziękuję. Jednak chwała mu oraz PLUS-owi. To było najlepsze co mnie dzisiaj spotkało. Dzięki :)

Kot Pik pisze...

Ja tam nic nie mówię, ale to była opkoidalna Narnia, tak coś mi się widzi ;)
Co prawda z daleka i schowana w matrioszce, ale jednak Narnia.

anulka406 pisze...

Opowiadanie bez sensu, to prawda. Analiza przednia :) Ale gdzie wtrącił się Vivaldi? Czyżbym przysnęła na moment? ;)

anulka406 pisze...

Odwołuję, olśniło mnie :D Jedyne wyjaśnienie tej chwilowej ślepoty, które przychodzi mi do głowy, to takie, że brak logiki przyćmił mi mózg i nie odróżniłam fioletowego od zielonego/pomarańczowego. Na tym powinno być ostrzeżenie :D

Babatunde Wolaka pisze...

Na moje oko aŁtor musiał wypalić ziele zaprawione domestosem. Swoją drogą, opka Pisaków mają w sobie coś. Pisacy nie rozdrabniają się na szczegółowe po dziesięciokroć opisywanie stanów uczuciowych (czytaj: fochów), tylko skupiają się na akcji, prosto i na temat... Tylko że nie.

Rysunek planety z górami do wewnątrz do mnie przemawia. Ja to widzę tak: jądro jako słońce, płaszcz gazowy pełniący rolę atmosfery, a cywilizacja rozwija się po wewnętrznej stronie skorupy. Czy to wykonalne? Who really cares...

"Wahadłowiec uległ bardzo poważnej awarii i rozbił się na nieznanej planecie..."
DKJP, to oni w tak daleką podróż lecieli wahadłowcem? Nic dziwnego, że się rozwalili.

"w wieku trzech lat opuścił dom i uciekł wraz z kilkoma magicznymi runami do ogromnego lasu, oddalonego o dziesiątki kilometrów."
Hmm... Nie jest powiedziane, że chodzi o ziemskie lata.

"A będą wiedzieć o tej planecie z...? Promieniowanie będzie rozsyłało ulotki i publikacje do biur turystycznych?"
W promieniowaniu będzie zaszyfrowany przekaz radiowy. Od tyłu, żeby działał na podświadomość.

"Tuż nad horyzontem pojawiło się niewielkie jasne, ale bardzo zimne słońce (gwiazda emitująca zimno, zaraz szczeznę)"
Bo to było antysłońce.

Wyrażanie testamentu tańcem mnie ómarło. Wyobraziłem sobie owego Kamela jako pszczołę tańczącą w powietrzu przed wejściem do ula.

"Władca był tak naprawdę plantacją bawełny, kolonią jedwabników może?"
Stawiam na kądziołki przędne, czyli jednak pająk, nie pszczoła.

"Oczywiście zabójcze androfobiczne promieniowanie nie zabiło ich, bo...?"
Bo oni mieli inną biologię, pochodząc z Ziemi, a nie z gwiazdy Ozimin, czy jak jej tam.

"Ja pierdziu, pomnik kazirodczego seksu ku czci króla. Świątynia powinna mieć kształt piwnicy. :/"
No w sumie planeta nazywała się Tilbox. Till w pudełku -> piwnica, to jasne.

Będzie ciąg dalszy?

Nimrodel pisze...

A mnie się nazwa planety Tillbox kojarzy tylko z jednym - http://i2.pinger.pl/pgr353/fc6821e5002acb694b3101f8/rammstein-box.gif :D

Hersilia pisze...

Niektóre kobiety ubrały swe jedwabne sukna Jedwabne sukna! Gratulacje. Tego się nie udało wyprodukować nawet Chińczykom ani mistrzom flandryjskim, którzy zadowalali się znacznie tańszą wełną!
Od chwili, gdy się tu wprowadzili i po proroczych snach, nie obowiązywała ich więź krwi ani ciała. (...) Wszystkie były z krwi i kości swojego dawnego króla.
Genetyka się magicznie wzięła i pierdolnęła , a potem co? Pokornie wróciła i zawstydzona wymamrotała "przepraszam, to było ostatni raz"?

zen_OFF pisze...

Ratunku, głowa mnie rozbolała...

Nawet nie mam siły tego komentować jakoś normalnie :/

RATUNKU!!!

An-Elenel pisze...

Dostałam totalnej głópawki ;] Najlepsze momenty: rok po ośmiu latach (czy coś w ten deseń), pomnik kazirodczego seksu i przepowiednia dnia w wykonaniu Kalevatar
Będzie może więcej? ;)
Pozdrawiam!

Niofomune pisze...

Powiem wam, że o wiele bardziej lubię opka Pisaków. One są jakieś takie... inne. Nie ogarniam ich. Powiedzcie, ta analiza, była na podstawie kilku rozdziałów, czy samego wstępu? Bo długość sugeruje to pierwsze, a sposób narracji - drugie (tj. opisać legendarium i miejsce akcji we wstępie, a potem jechać z normalną akcją opowiadającą historię któregoś z królewskich bachorów mieszkających na planecie czy whatever).

Anonimowy pisze...

Przeszłyście dziś same siebie;-) to było bosko/rajsko dojechane w (nomen omen) kosmos opko,z którego nic nie wynika,nic się kupy (i planety) nie trzyma i nic nie ma sensu ... No ale takie są właśnie przepowiednie przyszłości,czyż nie? tradycja długa(od ućpanej dymem Pytii począwszy) to się nie należy dziwić;-)
A gdyby jednak nie o to tutaj szło,to mam hipotezę roboczą- to opko jest zapisem takiej zabawy(na nudne godziny lekcyjne) o dowolnej liczbie uczestników- ktoś pisze zdanie, zawija kartkę,by było widać ostatnie słowo i daje następnemu,kto dopisuje następne parę słów i postępuje jak wyżej.Kiedy się kartka zapełni, to się ją rozwija i jest sporo(teoretycznie) zabawy. Ałtor/ka rzeczonego opka przedstawia nam zapis takiej "sesji". Czy to brzmi logicznie?

Anonimowy pisze...

http://magical-world-by-maruufo.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Boru złoty, analiza genialna, bełkot nieziemski (dosłownie), ale jeśli komuś mało WTF-a, to powinien się wybrać na blog naszego Pisaczka i poczytać sobie o Apokalipsie 2012. Śmiech to zdrowie XD

Nadira

Anonimowy pisze...

Chciałam się poskarżyć, że obrazek odnoszący się do Diablo III ni zarazy nie chce mi sie pokazać. :(

Planeta-matrioszka mnie zabiła, tak samo jak świątynia w kształcie piwnicy.
A będzie dalszy ciąg? Bo się wkręciłam w przepowiednie. Swoją szosą miło ze strony króla, że zszedł był z tego łez padołu, bo jak by wieszczył dalej z takim zacięciem, to by ścian w tych grotach zabrakło. :P
- thin

Anonimowy pisze...

"ale jej nadzwyczajne umiejętności nadal pozostawały..."
kolejne zdanie w opku: na świat przyszła córeczka.
Cóż, może w tamtym społeczeństwie narodziny dziecka były czymś nietypowym? W społeczeństwie o tak małej zmienności genetycznej to całkiem możliwe.

Analiza przednia. Też lubię opka Pisaków. Chociaż nie za często, nagromadzenie tego rodzaju absurdu na zbyt długo zakłóca funkcjonowanie mózgu.

Pozdrawiam,
Lothwena

Anonimowy pisze...

Kalevatar, Pigmejko podziwiam Was. Nie wiem jak Wy przez to przeszłyście, ale mnie brak słów... Gdyby nie Wasze przednie komentarze, nie byłabym w stanie przeczytać nawet pierwszego zdania.
Róża

Ther pisze...

Em...koniec? A gdzie jest akcja opka? Czy ktoś widział akcję? Gdyby tę całą historię o księciu Kamelu (który nieodmiennie kojarzył mi się z rodzimym celebrytą) skrócić, od biedy nadawałaby się na jakąś legendę o powstaniu owego Edenu (pomijając oczywiście wszystkie niedorzeczności i nielogiczności), wtrąconą w toku akcji. A tak... ponawiam pytanie: nie natknął się ktoś na fabułę tego tForu?

Pozdrawiam i dziękuję za Wasze komentarze - bez nich ciężko byłoby cokolwiek z tego pojąć...

Anonimowy pisze...

To jest piękne! Kazirodczo poczęte potomkinie w jedwabnych strojach na planecie bez słońca, za to z selektywnie zabójczym promieniowaniem, rokiem co osiem lat i jaskinią w jaskini w jaskini... Pisanie tego tekstu musiało przypominać budowanie takiej ogromnej wieży z klocków: przy każdym kolejnym zdaniu Pisak zastanawiał się, czy zdoła dołożyć do tej konstrukcji jeszcze jedną cegiełkę absurdu i okazywało się, że owszem, może! Komentarze analizatorek bardzo celnie eksploatowały co lepsze kwiatki, pozwalając w pełni cieszyć się walorami dzieła. Po przeczytaniu człowiek ma wrażenie, jakby wypalił wywrotkę trawy. Wię-cej, wię-cej!

Anonimowy pisze...

Zdazycie z analiza przed koncem swiata?:p

Kami

Anonimowy pisze...

Właśnie!Dacie radę opublikować następną porcyjke ubawu,zanim nam coś spadnie na głowę/zaleje/ zdmuchnie/ogólnie wszystko rozpirzy? ;-)Obyście zdążyły,wszak umierać z uśmiechem na twarzy to najlepszy rodzaj śmierci...

Anonimowy pisze...

Hi there just wanted to give you a quick heads up.

The words in your post seem to be running off the screen in Ie.
I'm not sure if this is a formatting issue or something to do with internet browser compatibility but I thought I'd post to let you know.
The design look great though! Hope you get the issue resolved soon.
Cheers kliknij po więcej, http:
//m.printingkorea.or.kr?mid=domestic&page=2&document_srl=54284

Sławomira pisze...

Mam pytanie - czy to nie było streszczenie? W ogóle akcji brak, z takiej gamy bohaterów tylko dwa imiona i... prawie brak opisów ubrań, a już na pewno nie ma kolorów włosów i oczu.