piątek, 2 listopada 2012

Muffiny atakują, czyli horror zielonej szkoły w Zakopanem - cz. 2


Witajcie!

W tym tygodniu mamy dla Was drugą (i ostatnią!) część przygód tajemniczego chłopca, który miał moc z dupy wziętą i został mrocznym agentem w wieku 12 lat. Teraz robi się jeszcze ciekawiej: na scenę wkracza wreszcie zespół One Direction, a wraz z nim - terrorystyczny atak "muf finkowy" i magiczny deszcz, tak nietypowy dla Anglii. Poza tym poznacie naprawdę niezwykły budynek, w którym najpierw buduje się windę, a dopiero później kolejne kondygnacje, zaś sam szyb zapycha się starymi meblami... i żeby tylko to!

Indżojcie, jeśli macie odwagę.

Opko zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Rozdział 1 Początek znajomości, Tajemniczy nieznajomy, Muffiny atakują
  Trzask, świst, pisk opon, ostre hamowanie, pojazd wykonuje dziwny ruch, do złudzenia przypominający stepowanie nagle słychać głos wściekłego kierowcy starającego się zatrzymać pojazd (“PRRRR!!!”)  i jak najbliżej pobocza się zatrzymać.
Mężczyzna klnąc dosyć donośnym głosem, wybiegł z autobusu i zaczął oglądać, koło które oczywiście było przebite.
Przez mściwy przecinek postawiony w niewłaściwym miejscu.

Kilku chłopaków, dokładnie pięciu tworzących pewien zespół muzyczny, wybiegło z autobusu, aby sprawdzić, co się dzieje.
Czekam z utęsknieniem, aż autor przestanie robić tajemnicę z tożsamości swoich bohaterów. Znaczy, nie żeby w samym wstępie napisał, o kim będzie to opko... Co ma na celu to uporczywe nazywanie bohaterów "chłopakami"?
Może ich status płciowy jest niepewny? Wszystkie te młodzieżowe zespoły wyglądają tak jakoś...

-Przepraszam - jeden z nich, blondyn spojrzał na kierowcę - Przepraszam, ale czy zdążymy dojechać do Londynu na umówiona godzinę?
-Nie wiem - odburknął mężczyzna - to zależy od tego ile mi zajmie zmiana koła i tego czy mamy zapasowe, ale zapasowe jest, więc może pójdzie sprawnie!
Chłopcy nie, co się uspokoili czyli nie ci, którzy się uspokoili, tylko jacyś inni?  i zaczęli ze sobą rozmawiać w czasie, kiedy kierowca poszedł o schowka, aby wyciągnąć koło, nagle usłyszeli krzyk i przekleństwa kierowcy, po chwili również trzask i brzęk kilku narzędzi, które wylądowały w pewnej odległości od nich na twardej ziemi. Trzask narzędzi? Z czego były, z drewna?
-Nie mamy koła zapasowe - warknął - Niech to wszystko piekło pochłonie!
Kierowca braki w deklinacji zastępował wyjątkowo literackim złorzeczeniem.

Jeden z nich, Brunet o nieco ciemniejszej karnacji niż pozostali, chciał zadać pytanie, lecz został uprzedzony przez nieznanego im osobnika.
No cóż, gdyby moi bohaterowie nazywali się Brunet, Blondyn i Szatyn, też wolałabym jakoś uniknąć nazywania ich po imieniu.
Może to Mr Brown pod przykrywką?

-A to się nada - pytanie padło gdzieś zza stojących przy autobusie chłopaków, więc wszyscy jak na komendę spojrzeli w tamtym kierunku.
-Witam - uśmiechnął się uspokajająco - Pytałem czy to się nada?
Kierowca spojrzał na dziwnego osobnika a następnie rozglądną (...)  się po okolicy oczekując jakiegoś pojazdu, samochodu czy motocyklu, jednak niczego takiego nie dojrzał, po za tym skąd u licha on się tutaj wziął z kołem zapasowym i to w ułamku sekundy (SPISEG!), mężczyzna był pewny, że nie spostrzegł go wcześniej i skąd on u licha wiedział o kole, te pytania nie dawało kierowcy spokoju.
Proponuję na dobry początek je  zadać. Tylko nie jednym zdaniem, jak powyżej, bo do uduszonego narratora dołączy uduszony bohater.
Niech się facet cieszy, że to tylko opona, a nie trotyl.

-Przepraszam, jeżeli coś złego powiedziałem, mój angielki jest raczej kiepski - mówiąc to jego twarz przyjęła nieco poważniejszy wyraz, gdyż wykręcił ją źle użyty imiesłów - ale sądzę, że koło się nada, możliwe, że śruby mogą nie pasować do tego typu felgi, ale nie ma się, co martwic, mam śruby, odpowiedni klucz i nawet podnośnik się znajdzie - wskazał tutaj na walizkę zawieszoną na jego lewym ramieniu i skrzynkę trzymaną w lewej dłoni.
Kierowca zdawał sobie sprawę, że niema, co jęczeć, muszą zdążyć do Londynu na umówioną godzinę, bo inaczej może być nie ciekawie a wręcz krytycznie.
Noo, jeszcze niema zacznie jęczeć i co wtedy.
Zakładam, że ekipa jedzie na jakiś koncert albo inny podobny event. I co? Fani im się rozlezą po mieście, bo stwierdzą, że czekanie przez akademicki kwadrans na ulubiony zespół to aż nadto?

Will, bo tak miał na imię kierowca, odebrał od nieznajomego narzędzia i koło odmawiając jednak pomocy, twierdząc, że z tym już sobie poradzi.
Jeeee, pierwsze męskie imię w opku! Uczcijmy je brawami!

Pięciu chłopców przyglądało się dziwnie nieznajomemu wybawcy, najwidoczniej i oni zdążyli już zauważyć brak pojazdu lub innego środka transportu, którym mogłyby się tutaj dostać ten dziwny osobnik.
Może to był Mechanik Samochodowy Wieczny Tułacz? Skazany na pomaganie nieznajomym przez setki lat za to, że kiedyś nie naprawił wozu, jakim jechał [Tu_Wstaw_Dowolne_Nerwowe_Bóstwo]?
Albo pracownik agencji Deus Ex Machina, zajmującej się bezbolesnym rozwiązywaniem intryg fabularnych.

Wszędzie tylko pola i łąki, chociaż w oddali dało się spostrzec pojedyncze sztuki bydła, pasące się na rozległym łąkach.
Sztuki pasły się i pasły, że by stać się dorodnymi sztukami mięsa.

Sam nieznajomy nie zwracał wietrzej uwagi na chłopków, tylko tę bezwietrzną, podrażając się we własnych myślach.
W myślach jego wartość wzrosła trzykrotnie. Oto co może zdziałać wybawienie bohaterów opka z opresji!
Ciekawe określenie na “ego mu się napompowało pod sam sufit”.

Cóż należało wspomnieć, że nie tylko jego zachowanie mogłoby się wydać dziwne, ale i stój był nie typowy, (znaczy... wyjątkowo nabrzmiały, duży i sterczący, a ponadto z kolcami?) szczególnie jak na te porę roku i na to, że ten dzień był szczególnie słoneczny.
Nie znajomy miał na sobie ciemny kombinezon, dokładnie o barwie nieba przed burzą bez rękawów,
Burze bez rękawów są, rzecz jasna, o wiele mniej gwałtowne niż te na naramkach.
A jak taka burza założy rurki i zrobi letki makijaż, to klękajcie narody...

czego chłopcy nie postrzegli i cienki acz długi prawie, że do kostek, płaszcz z obszernym kapturem, obecnie opadającym gładko na plecy a za obuwie robiły mu wojskowe oficerki, chociaż te były krótsze niż to zazwyczaj bywało w przypadku tego typu obuwia i były tego samego koloru, co kombinezon, no może ciemniejsze, tylko płaszcz był czarny.
No już, narratorze, oddychaj, oddychaj.
Ale strój składający się z granatowego kombinezonu (roboczego? narciarskiego? ochronnego?), takich też oficerek długości kaloszy i takiego płaszcza z pewnością robił piorunujące wrażenie i był niesamowicie praktyczny.
Hm, to mi bardziej pasuje do Mrocznego Kanalarza, a nie Mechanika...

Twarz wybawcy była trupio blada a oczy przysłaniały ciemne okulary przeciw słoneczne, nieco dłuższe czarne włosy, związane z tyłu czarną tasiemką, opadały na plecy, był podobnego wzrostu i dobrze zbudowany, chociaż nienapakowany.
Typowy osobnik, jakiego można spotkać na poboczu. Ciekawi mnie tylko, do czego był podobny jego wzrost. Do kozy? Do oszczepu? Do naleśnika z czekoladą?
Do bigosu z grzybami.

-Witaj jestem Lou i miło cie poznać - brązowo włosy uśmiechając się zawadiacko wyciągną (Wrrrrr...) dłoń ku nieznajomemu, ten spojrzał na nie nie przychylnym wzrokiem, ale przyjął ten gest.
I wsadził do plecaka.

Co prawda miał zamiar odpowiedzieć, ale usłyszał ciche przekleństwo kierowcy, któremu zwiała gdzieś ostatnia śruba (przebierając szybko nóżkami), widać było, że się na tym zna, chyba?. Ta śruba? Na uciekaniu? Noo, potknęła się o serię źle postawionych znaków interpunkcyjnych.

-Należałoby odpowiedzieć, dobre maniery tego oczekują - chłopak o brązowych loczkach spojrzał na nieznajomego z jawną dezaprobatą - Chyba, że nie zostałeś tego nauczony!
No krwa. Mało ci, szczeniaku, że wam całkiem bezinteresownie uratował tyłki? Co ma jeszcze zrobić, skłonić się w pas?
Oj bo on jest GWIAZDOM. No i śmiecham z młodych mężczyzn rozmawiających na poboczu drogi o dobrych manierach. Podaj mi klucz francuski, milordzie.

Wybawca spojrzał na niego złowrogą źrenicą trzymając wciąż dłoń, Lou, którą powoli począł puszczać.
Czy mnie się zdaje, czy tam jest jakaś samobieżna dłoń, którą chłopcy trzymają z obu stron?

-Jestem Vianox i was również miło poznać!
Pozostali chłopcy nie bardzo wiedząc jak się zachować, pokiwali głowami, mrucząc przy tym swoje imiona.
I kto teraz pokazuje braki w wychowaniu...?

Lou za to wciąż patrzył na Vianoxa z tym swoim zawadiackim uśmiechem.
Nagle Liam postanowił przejąć pałeczkę.
-Dzięki za pomoc i za koło i sorry za Harrego - tutaj skinął głową na chłopaka o brązowych liczkach (Eee Hindusa tam mają?) - po prostu wszyscy jesteśmy zmęczeni i koncert się nam przedłużył i plany poszły w łeb (wzięły w łeb albo poszły się @#$%^, oba naraz nie da rady) - spojrzał na nieznajomego, chcąc coś wyczytać z jego twarzy, ale ciemne okulary, doprowadzały go do lekkiej irytacji. Zwłaszcza, że ten model wyszedł z mody dwa sezony temu.
A skąd właściwie jesteś twój akcent brzmi jakoś inaczej - to pytanie padło od Nialla blond własnego chłopaka, który chyba był jego niewolnikiem?,  jako jedyny odważył się o to zapytać - Zresztą sam powiedziałeś, że twój angielski jest słaby, chociaż mówisz świetnie w tym języku tylko ten akcent, skąd pochodzisz?
-Jestem z Polski!
-Dokowe możemy jechać - głos kierowcy przerwał tę trutką wymianę zdań - Myślę, że jeszcze zdążymy!
Czyli to nie z oponą było coś nie tak, a z lampą?
Przerwał trutką wymianę zdań? Znaczy, nakarmił gwiazdeczki strychniną?

-Extra
Nastała ogólna radość od strony zespołu w końcu niebezpieczeństwo minęło i oni jednak powinni zdążyć, oczywiście, jeżeli znowu nie pojawi się jakaś przeszkoda.
Na przykład kolejne przecinki leżące na drodze albo poluzowany szyk zdania... albo nieszczelna gramatyka.
Albo zmutowane konstrukcje typu "radość od strony zespołu".

Zespół odwrócił się w stronę autobusy i szybkim krokiem tam pobiegli dokowi do dalszej podróży
Dokowi? Zaraz, to oni są w jakimś porcie? Myślałam że na polu!
To był zielonego przestwór oceanu, a pobocze było portem. Chyba.
(A ci spece od dobrych manier nawet się nie pożegnają?)

-Zaczekajcie!
Zatrzymali się i odwrócili nie rozumiejąc, o co chodzi nieznajomemu osobnikowi.
Ej no, przedstawił się, tak trudno użyć jego imienia?
No ale wciąż razem nie pili, nie zjedli beczki soli itp. Samo imię się nie liczy.

-Zapomniałem wam to przekazać a i Niall muf finy to nie tylko brzydkie ciasteczka to również bardzo nie bezpieczna broń, wybiegając z autobusu, skierujcie parasole na tłum, szczególnie w chwili usłyszenia głośne “Czadu” i biegiem do studia!
Nie no, to już się robi niedorzeczne. Ktoś zamierza przeprowadzić zamach za pomocą muf finów? Ja wiem, że jak się da za dużo sody, to się robią niejadalne, ale bez przesady... *czeka na rycerzy, którzy mówią "Ni!"*
Może to muffiny krasnoludzkiej produkcji? Nie od dziś wiadomo, że ich pieczywo balistyczne to potężna broń.
(Ewentualnie może chodzić o fińską Mafijną Unię “Fistaszki”.)

Podniósł duża czarną korbę treningowa, z której wyciągnął parasole i je im przekazał,
Może się nie znam, ale wie ktoś, jak z czegoś takiego wyciągnąć parasol?
A jak pojawić się znikąd z kołem do autobusu?

kierowca spoglądając na nich zdziwił się widokiem torby, dałby sobie głowę uciąć, że jej tak wcześniej stojącej obok chłopaka nie zauważył.
-Stała za kołem - odpowiedział uśmiechając się do Willa, który na te słowa zdziwił się myśląc przy tym czy nie wypowiedział czegoś na głos - Ok. to nie istotne życzę miłego wywiadu i ruszajcie i pamiętajcie o parasolach a Lou, wysoki facet o zielonych włosach postawionych na żel pamiętaj tym dobrze?
Nie zrozumieli, o czym mówił,
Ja też nie, serio. Czy on powiedział "Lou, wysoki facet o zielonych włosach postawionych na żel pamiętaj tym dobrze"? To jakiś szyfr?
Yyy... najlepsze kasztany są na placu Pigalle, ale Zuzanna lubi je tylko jesienią.

ale nie było czasu, odebrali parasole i szybkimi skinięciami podziękowali, wbiegając do autobusu.
Ruszyli a on rozpłynął się w powietrzu tak samo jak narzędzia.
I nowe koło?
I uciekająca śruba.

  Cała drogę rozmawiali o nieznajomym, Lou twierdził ze to był wampir, na co wskazywałyby dłuższe kły i blada cera a także ciemne okulary, pozostali raczej w to wątpili, bo nie wierzyli we wszystko, co zobaczyli w telewizji, i słuchali tej, na której była mowa o porfirii ale jednak coś było w nim nie tak głownie chodziło o to, że był dziwny w najprostszym tłumaczeniu i jakiś taki cichy a zarazem nie przyjemny i jakoś negatywnie do nich nastawiony a zarazem pozytywny, na co wskazywałyby, co niektóre momenty ich krótkiej wymiany zdań, bo rozmową jakoś ciężko było to nazwać.
Może po prostu był creepy stalkerem (takim z rozdwojeniem jaźni - jedna jaźń ich lubiła, druga paliła ich płyty na stosach, stąd te zmiany w nastawieniu), który specjalnie podłożył na drodze coś, żeby przebić oponę, a potem objawił się z zapasowym kołem? Znaczy, oni chyba nie wierzą, że to przypadek, że spotkali na poboczu kolesia, który ot tak sobie akurat miał ze sobą podnośnik i koło do autobusu?

Will twierdził opona i felga ogólnie koło nie zostało wyprodukowane przez żadna znaną w europie i możliwe, że na świecie firmę zajmującą się tego tym częściami samochodowymi. I właśnie dlatego części pasowały do samochodu. Przecież to logiczne.
Wiele firm produkujących opony umieszcza nazwy i logo w tym wypadku było podobnie z tym ze firma nie istniała w żadnym indeksie (Sprawdźcie w tym Ksiąg Zakazanych, może za tym stoją sataniści!) a taką informacje uzyskał od właściciela warsztatu samochodowego, który zdążył już sobie wyrobić dobre zdanie u klientów i pewna renomę szczególnie, jeżeli chodzi o wysoka, jakość usług.
I z tym właścicielem kierowca miał połączenie telepatyczne, czy też może kierując autobusem jeszcze zadzwonił do niego, bo przecież nie było w tym momencie nic ważniejszego niż określić pochodzenie nowego koła?
Może boją się, że ktoś im podrzucił oponę?

Will wspominał jego przyjaciel sprawdził dla nie go nazwę firmy produkującej opony a także firmę, która wypuściła na rynek dosyć nie typowa felgę (miała wzorek w heloł kicię?) - wyglądał jakby była dopracowana w każdym szczególne osoba znająca się na tego typu elementach od razu zauważyłby pewne uszczerbki a kierowca mógł się poszczycić tym, że posiadał już pewne doświadczenie, ale jak się okazało obie filmy nie istnieją (może zachowała się gdzieś kopia zapasowa... w jakimś kinie czy coś.)  a właściciel warsztatu nigdy nie widział takiej felgi na pierwszy żuk oka normalna, ale nawet na chrząszcz spojrzenia cyfrowym obrazie dało się zauważyć pewne niewielkie różnice.
Tiaa, kierowca był super masterem w temacie opon i felg, ale pojechał w trasę bez koła zapasowego. Biegnę wierzyć. Tak samo już biegnę wierzyć w cudowny indeks wszystkich firm na świecie produkujących felgi.

I tak na dyskusji na temat dziwnego nieznajomego a także koła i tych narzędzi, które zaskoczył kierowcę swoim idealizmem, czasami takie narzędzia ulęgają wypadkowi w tym wypadku jest coraz bardziej pomijana, liczy się sztuka i to, aby przetrwała przynajmniej tydzień.
Co? Narzędzia kierowały się wzniosłymi ideałami, ale czasem ulegały przykrym wypadkom (ani chybi usuwały je z rynku podłe, pragmatyczne narzędzia z marketów), coś jest pomijana, a sztuka ma trwać przynajmniej tydzień (zanim jej nie zdejmą z afiszy). Seriously, WTF?
Ja mam do powiedzenia jedno:


W końcu pojawili się w studiu a raczej pod jego budynkiem, gdzie już zdążył się zebrać spory tłum.
Teren został ogrodzony i obstawiony ochroniarzami i policją (...)
Liam wyjrzał przez okno i aż pożałował swojego zakładu z Lou, zielonowłosy chłopak w włosami postawionymi na żel, stał w tłumie z czymś jakby tacą trzymaną w rekach wszystko wskazywało na to, że Vianox mówił prawdę a parasole bardzo mogą się przydać w takiej sytuacji. (...)
Gdzieś z tłumu dobiegł go mocny męski głos i nagle zauważył lecące w swoją stronę ciastko, ale na szczęście był szybszy i z skierowanym parasolem trzymanym dosyć mocno, wbiegł do budynku, przy czym oddał parasol komuś z pracowników i prósząc o jego wyczyszczenia i o to, aby zaczekał na pozostałych.
Pracownik się zgodził, lecz nie maił pojęcia skąd chłopak wziął parasol i skąd wiedzieli o tej akcji, co prawda on sam obserwował tłum i zauważył muf finy trzymane prze, co niektóre osoby, ale nawet przez myśl by mu nie przyszła taka akcja.
To, że w gwiazdeczki fani będą rzucać ciastkami? Bo parasole, gdy ostatnio sprawdzałam, nie było towarem wybitnie deficytowym i nie widzę nic dziwnego w tym, że ktoś je ma.
Za to fakt, że ludzie w tłumie trzymają ciastka na TACY, zamiast normalnie w siatce, nie wydał mu się podejrzany.
Zespół powinien chyba pomyśleć nad zatrudnieniem innych pracowników...

Pracownik odebrał parasole o obiecał, że im je zwróci po wywiadzie.
Chłopcy podziękowali i udali się do studia, oczywiście nie odbyło się bez bardzo szybkiego makijażu, cóż nawet tutaj kamera TV była niezbędnym wynalazkiem.
Wynalazkiem? Kurczę, w jakim roku to się dzieje? Albo może spytam: w jakim stuleciu?

  W tym samym czasie w tłumie zapanował chaos i ogólny szok, parasole, atak muffin owych pocisków, szybki bieg do studia to nie była normalna sytuacja, ale tym wszystkim najbardziej zdziwieni byli ludzie zaangażowani w akcje.
Czy choć raz zobaczę poprawnie napisane słowo "muffiny"?
A muffinowi terroryści byli zdziwieni, gdyż...? Spodziewali się może, że chłopcy z zespołu zamiast uciekać i się osłaniać, wystawią swe młodzieńcze piersi na ciosy?

Wszystko zostało dobrze zaplanowane i utrzymane w tajemnicy do ostatniej sekundy, nawet muf finy pojawił się jak tylko autobus był kilka metrów od studia.
Zmaterializowały się w cudowny sposób?
Tace miały ukrytą klapkę, z której wyskoczyły? Terroryści trzymali je pod kapeluszami?

-Eric a gdzie masz muf finy - pytanie zostało skierowane przez ładna rudowłosą dziewczynę do zielonowłosego chłopaka, który spojrzał na dziewczynę nie rozumiejąc pytania - pytam serio gdzie się podziały muf finy?
-Przecież - szybkie spojrzenie na muf finy - jeszcze przed chwila tutaj były!
Nagle brązowowłosa dostała sms-a

“Akcja się nie powiodła, zniknęło trzy tace z muf finami w niewyjaśnionych okolicznościach”
Spotkałam się już z muffinkami w czekoladzie albo w posypce kokosowej, ale w niewyjaśnionych okolicznościach jeszcze nie.

-Nie tylko tobie muf finy zwiały - mruknęła - ktoś dał im cynk i się przygotowali nie wiem, jak ty, ale ja wracam do domu może następnym razem się uda to na razie!
Eric wpadł na ten sam pomysł i pożegnał się z przyjaciółką, wracając do domu.
Pozwólcie mi to podsumować: chłopcy dostają cynk, że ich fani mogą zechcieć obrzucić ich muffinkami (wtf? czemu akurat muffinkami?), oraz parasole, by się przed nimi osłonić. Widzą w tłumie muffinki (już widzę, jak w stadzie piszczących fanek napierających na barierki da się utrzymać przed sobą tacę z muffinkami), biegną do studia pod parasolami, te oddają obsłudze, by je wyczyściła z resztek ciastek. Obsługa się dziwi, skąd też oni mają te parasole, a nie, czemu w gwiazdki rzuca się ciastkami. Po czym okazuje się, że nikt żadnym ciastkiem nie rzucił, bo muffinki cudownie zniknęły z tac.
Zaczynam podejrzewać, że ktoś pisał to na prochach.
 

    Cóż nawet kierowca chłopaków nie spostrzegł nagłego pojawienia się czterech tac z muf finami i tacy z sosami a także dużej tacy pełnej przekąsek z mała karteczką i kilku butelek wody mineralnej, ale za to zauważył dużą kanapkę leżącą w pobliżu kierownicy i litrowy karton pomidorowego soku oczywiście karton był odkręcany, dzięki czemu picie wprost z niego było ułatwione i mała karteczkę z napisem

                                                        “SMACZNEGO!!!”
*trwa w stuporze* Dziękuję za wyjaśnienie, po co na kartonach są nakrętki, w życiu bym na to nie wpadła.
Powiedzcie, że okaże się, że sos był tak naprawdę żrącym kwasem, a w kartonie na sok jest bomba. Chcę wierzyć, że to, co czytam, ma jakikolwiek sens... :(

  Po skończonym wywiadzie i zaśpiewaniu jednej piosenki zespól wyszedł ze studia odbierając parasole i dziękując za ich wyczyszczenie szybkim krokiem skierowali się go autobusu mając nadzieje, że atak został zakończony. (...)
Pierwszy do autobusu wbiegł Zain i raptownie się zatrzymał, czym zatarasował drogę pozostałym.
-Niall właśnie spełniły się twoje marzenia!
Za nim do autobusu wskoczył Liam również dziwiąc się nie, co widokiem przekąsek i raczej nic nie wskazywało, że to była sprawka Willa, który ze zdziwieniem spoglądał na tace.
Marzeniem Nialla było żarcie? Ktoś ich głodził?
(Chyba nie rzucą się na jedzenie niewiadomego pochodzenia ot tak, prawda?)


Postali wskoczyli do autobusy i przez chwilę spoglądał na przekąski nie bardzo wiedząc jak się zachować.
Boru, czy to wymiana szkolna z Etiopii czy wschodzące gwiazdeczki popu? Zjawisko kateringu nie powinno być im obce, jak sądzę.
Może do tej pory dostawali tylko szampana i kawior - i nie wiedzą, co zrobić z ciastkami?

Liam zauważył mała karteczkę leżącą przy przekąskach jej treść bardzo go zainteresowała.

                           Sądzę, że zgłodnieliście!
Pozwoliłem sobie na przygotowanie kilku małych przekąsek

                                               Vianox
Biedne wschodzące gwiazdki, muszą jeść to, co podsuną im creepy stalkerzy... Oczywiście nikogo nie zdziwiło, jak facet, który przecież nie miał żadnego środka transportu, zjawił się tam zaraz po nich, ani jak wszedł do autobusu niezatrzymany przez ochronę i niezauważony przez kierowcę.
A weź, to by było przecież logiczne. Logika ssie.
(...)

   Następnego dnia media w całej Angli mówiły tylko tajemniczej muffin owej akcji a także o tym skąd chłopcy z One Direction wiedzieli o ataku, na co wskazywałyby parasole.
No krrwa, media w całej Anglii z całą pewnością nie mają ciekawszych tematów. :/
Może media chcą wmówić odbiorcom, że One Direction to tak naprawdę drużyna jasnowidzów? Taka plotka mogłaby ewentualnie wzbudzić jakieś zainteresowanie... na Pudelku.

Lecz Liam z uśmiechem odpowiedział, że według prognozy pogody miało padać ubiegłego dnia.
Była to bzdura, chociaż czy na pewno, wieczorem około ósmej przez część Anglii przeszła ulewa, która zaatakowała również Londyn
Co jest w Anglii rzeczą niesłychaną, prawda.
Nom. Przecież tam pada tylko średnio 13 dni w miesiącu.

Chłopaki planując swoje wypowiedzi na temat ataku, cóż, należy wspomnieć, że żadnemu z nich nawet przez myśl nie przeszło, że media nie zainteresują się tą sprawą a przecież prawdy powiedzieć nie mogli, bo kto by uwierzył, skoro nic nie wskazywało na to, że ktoś widział Vianoxa wchodzącego do autobusu.
Wzmianka o burzy wydawała się najbardziej wiarygodna, przecież nawet meteorolodzy mogą się mleć.
Jeśli dadzą się wkręcić w żarna, to owszem, jak najbardziej.
Na miejscu chłopaków bardziej bym przemyślała zeznania. Co się stanie, jeśli w końcu zainteresują się nimi Służby Jej Królewskiej Mości?

Harry zdążył wypowiedzieć te słowa a nagle zerwał się mocny wiatr i pojawiły się pierwsze krople deszczu, które szybko zmieniły się w ulewę.
Następnego dnia chłopcy starali się nie myśleć o tym, że tajemnicza ulewa była sprawką ich wybawcy, ale jednak wszystko na to wskazywało.
Bo przecież w Anglii NIGDY nie pada. Ja pierdolę, oni są jeszcze większymi ćwokami niż Bella.
Może deszcz padał naprawdę tajemniczo? Albo tak naprawdę padało nietypowymi felgami?

Meteorolodzy byli zdziwieni tą burzą, nic nie wskazywało, że nadejdzie tak duża ulewa, ale gdy sprawdzali wieczorem dane pogodowe z niewyjaśnionych powodów (Meteorolodzy sprawdzający dane pogodowe to rzeczywiście niesamowitość!), znaleźli informacje o południowej burzy, jeden z meteorologów dałby sobie głowę uciąć, że tej informacji w systemie wcześniej nie było.
One Direction się tym nie zdziwili, wszystko wskazywało na to, że Vianox pracuje dla kogoś wysoko postawionego i ma dbać o ich bezpieczeństwo, co prawda nie do końca to rozumieli, bo przecież nikt nie wspominał o jakieś dziwnej firmie ochroniarskiej z Polski, która posiada takie środki, ale to nie było teraz ważne, niech inni się tym zajmą oni planują poświęcić czas muzyce, więc tak też się stanie.
Tajemniczy creepy koleś objawia się z kołem do autobusu, gada o rzucaniu ciastkami, które okazuje się prawdą, ale wcale nie, bo ciastkami nikt nie rzucił, ale za to teleportuje im do autobusu żarcie i stwarza magiczną burzę?
WHO CARES. My tu tylko gramy.
*wyje ze zgrozy nad głupotą blogaska*

S. O - Rozdział 2 - Początki, Wspomnienia, Kim oni są i dlaczego ja mam się tym zajmować? - Część I   Vianox po bardzo długim dniu pracy i dbaniu o życie chłopaków i pomocy ochroniarzom i policji, cóż jedyne, co było miłe w tym wszystkim to, że fanki nie miały pojęcia, co je odciągało do tyłu trochę za bardzo podsunęły się metalowych blokad lub strażnicy zaczęli naciskać i jeszcze bardziej stawiać opór na dziewczyn, aby te się trochę odsunęły i takich momentach Vianox wkraczał do akcji będąc nie widzialnym odciągał bądź lekko odpychał i patrzył jak fanki robią dziwne miny, gdy nie widzą nikogo, kto na przykład mógł je odciągnąć, bo na pewno nie inne fanki, które również miały podobny dziwny wyraz twarzy.
 
Pomagał ochronie. Super. To naprawdę było warte całego akapitu pierdolenia?
Nom. Bo miał fetysz konfundowania nastolatek i to było takie cool.

Ale w  końcu ten koszmar się skończył i wrócił do swoich kwater.[Fragment o tym, że bohaterowi na meblach zebrały się pajęczyny mimo użycia folii ochronnych, i o tym, że kwiatki podlewał tylko zwykłą wodą, bo był słaby w ogrodnictwie - ciach.]

  Kiedyś jego kwatery były magazynem, ale na dwa lata przed jego przybyciem do agencji zostały opróżnione i zamknięte z powodu szybu windy, w którym winda wiecznie szybowała stawa i nie miała zamiaru nigdzie jechać. Tupała nóżką i fochała na polecenia. Nie znaleziono żadnych racjonalnych powodów (Może to ta mityczna winda z Koterskiego, co miała jechać w bok?), ale budowa nowych kondygnacji trwała i zbudowano już nowe magazyny (Mimo niedziałającej windy? Gratuluję samozaparcia. PS. Windę buduje się na końcu.) a także znacznie wietrze garaże i wodne biura Śladowska o.O, dzięki czemu można było opróżnić magazyny.
  Lecz problemem były mieszkalne kwatery w czasie, kiedy Vianox przybył do agencji właśnie wykańczano kilka kwater, lecz jego opiekun chciał, aby chłopak mógł się zadomowić i postanowił zrobić mu kwatery tym czasowe w starych magazynach.
- Czuj się jak w domu! Nie zwracaj uwagi na worki z azbestem i betoniarkę w prawym rogu!
Nie ma to jak zadomowić się w magazynie. Może przechodził właśnie kurs przysposobienia do roli żula?

Problemem był szyb windy i to, co tam pozostawiono. Zwłoki? Mysie gniazdo? Ducha? Windę?
Mężczyzna był pewny, że wyniesiono wszystko, ale jak się okazało zostało tam dużo starych i niemodnych mebli.
...aha. Znaczy... meble były w szybie, tak? Nikt nie wpadł na to, że może to one blokowały windę?
Jakim cudem w nowopowstałym budynku znalazły się stare meble?

  Ale Vianox powiedział, że dla niego szyb windy bez windy i te meble to nie problem lubi starocie i samotność, ale takie kwatery z dala od innych bardzo dobrze na niego wpłyną.
Czy ja dobrze rozumiem - on ma zamiar zamieszkać w tym zagraconym szybie?
Tak. Uwielbia zapach kurzu i stęchlizny o poranku.

Olaf dobrze wiedział, o czym mowa w końcu Ellsa była jego narzeczona i po wielu prośbach wyznała, czego dowiedziała się dzięki temu, że Vianox pozwolił jej wejść do umysły, co prawda wiedział, że nie powinna mówić o tym Olafowi, ale wiedział również mężczyzna pomorze mu przejść przez to i mazowsze zrobi wszystko by Śląśk Vianox poczuł się dobrze i chociaż po części zapomniał o problemach.
Gratuluję. Dowiemy się, kim jest Olaf? Oraz Ellsa (kuzynka tej z afrykańskiego buszu?). A to nie ta, która go zdybała na ławce na Krupówkach?

Cóż - w końcu po to wymyśli te dwa miesiące obozy wakacyjnego gdzieś nad jeziorem (…)   Dwa miesiące treningów i nauka panowania na ukrytą mocą  a także podstawowe szkolenia ogólne mające na celu wtopienie się tradycyjne środowisko społeczne.
Brzmi to tak, jakby dzieciaka zamierzali wysłać gdzieś w dorzecze Amazonki. Inną opcją jest przyznanie, że dzieciaka, który 12 lat spędził jako typowe polskie dziecko, trzeba było wtórnie socjalizować. (Co to jest tradycyjne środowisko społeczne?)
No ale domyślam się, że opanowanie mocy z dupy było jednak dość ważne.

Olaf wciąż nie mógł uwierzyć, że ktoś nawet po alkoholu mógłby się dobrać do dziesięcioletniego chłopca, co prawda Ellsa powiedział mu, że chłopiec ma dwanaście lat, ale gdy pozyskali jego papiery okazało się, że ma jedenaste urodziny w lipcu a jak na razie był piękny maj i chłopiec wciąż miał dziesięć lat w końcu nie miał jeszcze jedenastych urodzin. (No taaa, bo gdyby miał jedenaście lat, to by to tak w wuj wiele zmieniło, że hoho.)
Vianox stał się samotnikiem i chyba tak naprawdę tylko inni pracownicy Agencji zdawali się to zauważać, bo ludzie z prywatnego życia chłopaka zdawali się być na to ślepi i zauważać tego a sam chłopka często zmieniał płeć coś grał i ogrywał jakieś sceny, aby chociaż po części móc wczuć się pozytywizm, który wszyscy spostrzegali, przecież nic złego na razie się nie działo i po co wywoływać nastroje romantyczne albo renesansowe albo wręcz młodopolskie wilka z lasu a w ich okolicy bardzo rzadko zdarzały się złe rzeczy jak kradzież czy morderstwo i wszyscy ogólnie się cieszyli, że to tylko w filmach i gdzieś po za ich zasięgiem, (“Lalalala, znów zabili kogoś w innym mieście, juhu”!) ale Vinaox szybko Zorientował się, że świat jest inny niż mówią wszyscy ludzie z jego prywatnego otoczenia.
O ja pieprzę, nowy świeżo oświecony Budda?
A to nie było tak, że jeszcze przed obudzeniem mocy z dupy bohater wiedział, że "mężczyźni którzy szanują alkohol bla bla bla"?

Chyba miedzy innymi, dlatego pokochał samotność, chociaż czasami starał się nawiązywać kontakty, ale pokochał również swój ogród w którym medytował, by osiągnąć nirvanę.
Chwila, bo się zaplątałam - on w tym szybie windy miał ogród?

W końcu opróżnione duży magazyn, który miał stanąć pusty, ale Vianox poprosił Olafa o udostępnię jego osobie tej przestrzeni w końcu miał stanąć wolna.
Bo przecież przeznaczeniem magazynów jest to, by stały puste po kres czasu.

Po rozmowie z zwierzchni mężczyzna przekazał, że szefostwo zgadza się na jego prośbę, ale coś za coś, bo przecież nie ma nic za darmo.
A domowej roboty praliny to najlepsza cena.
I na tym, kurna, koniec. <3 span="span">
Chwalmy pana.

35 komentarzy:

Anonimowy pisze...

O... Yyyy... Aha.
Żekurdeco? Co ja właśnie przeczytałam?
Kłaniam się w pas i podziwiam za analizę.

Serenity pisze...

Mózg rozjebany.
Przy pomorzu, mazowszu i Śląsku o mało się nie zakrztusiłam na śmierć... Pozwę was o to, że dybiecie na moje życie!

Anonimowy pisze...

http://media.tumblr.com/tumblr_m99bu8bp9V1qc1ap3.gif

To jest... To boli T_T
Nie wiem co właśnie przeczytałam, aŁtor pisze jak na amfie, ale za to analiza świetna :D
Blogasek o One Directon, brr

Banshee pisze...

Buahaha! Nic, a nic nie rozumiem o co chodzi w tym blogasku. Koleś ratuje boysband przed spóźnieniem się na wywiad (czy coś), ubrudzeniem sobie kurteczek muffinami (A pierwsze zdanie drugiego rozdziału mówi, że "dbał o ich życie") i cieszy się, że fanki nie mają pojęcia, że stał się niewidzialny i odepchnął je od barierki. Potem chce zamieszkać w magazynach, a szefowie pozwalają mu na to w zamian za praliny domowej roboty.
Dżizas!
Opko jest masakryczne, ale analiza boska.Potraficie rozwalić człowieka na łopatki >D
PS. Z chęcią przeczytałabym jak analizujecie blogaska o Zmierzchu, bo Naruto (a właściwie Sakura i Sasuke) i Harry Potter troszkę mi się przejedli :3

Patrycja Stankowska pisze...

Gif z kotem doskonale oddaje mój nastrój w trakcie czytania analizy. I żeby tylko to... Ale, moim zdaniem, do spłodzenia takiego potworka też trzeba mieć talent :DDD Analiza piękna, chylę czoła i podziwiam waszą odporność psychiczną, która do analizy tego tffforu była absolutnie niezbędna.

Anonimowy pisze...

Pozwólcie mi to podsumować: chłopcy dostają cynk, że ich fani mogą zechcieć obrzucić ich muffinkami (wtf? czemu akurat muffinkami?), oraz parasole, by się przed nimi osłonić. Widzą w tłumie muffinki (już widzę, jak w stadzie piszczących fanek napierających na barierki da się utrzymać przed sobą tacę z muffinkami), biegną do studia pod parasolami, te oddają obsłudze, by je wyczyściła z resztek ciastek. Obsługa się dziwi, skąd też oni mają te parasole, a nie, czemu w gwiazdki rzuca się ciastkami. Po czym okazuje się, że nikt żadnym ciastkiem nie rzucił, bo muffinki cudownie zniknęły z tac.
Zaczynam podejrzewać, że ktoś pisał to na prochach.

Przecudne!Intryga jak u Hitchocka!Palce gryzłam!

Chomik

domka pisze...

wtf?! nikt chyba nie wie o co w tym chodziło :P szkoda tylko, że nie zdążyłam obczaić blogaska, bo Ałtorka zdążyła go usunąć:(

troszkę tęsknię za analizami fanficków z HP :3 *wcale nie sugeruje tematu następnej analizy*

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Yyyyy... Że niby what?, jak mawia nasza geograficzka. Co tu jest grane?
Owszem, zdarza mi się pisać dość długie zdania, ale BEZ PRZESADY! Czegoś takiego nie da się czytać...W każdym razie, ja nie jestem w stanie (pokłony dla Was).
"żuk oka" wymiata po prostu... BTW ile można ględzić o OPONIE?! Pół rozdziału? No way!
"Czy choć raz zobaczę poprawnie napisane słowo "muffiny"?" - obawiam się, że to wcale nie były muffiny. "Muf finy" to straszna i śmiercionośna broń biologiczna, jak mniemam...
"Pierwszy do autobusu wbiegł Zain i raptownie się zatrzymał..." - ch... jasna! I to niby pisze fan?! Do jasnej Anielki, jak taki z niego fan, że pisze opko, to chyba powinien wiedzieć, że to jest ZAYN, a nie ZAIN...!
"Marzeniem Nialla było żarcie? Ktoś ich głodził?" - tu akurat muszę wtrącić, że Niall myśli TYLKO o jedzeniu. I o spaniu czasem też.
Gratuluję. Dowiemy się, kim jest Olaf? Oraz Ellsa? - Eeee... raczej nie. Choć podejrzewam, że to jakieś ludki z agencji-ochorny-osób-sławnych-lub-jakiejś-tam-innej-z-siedzibą-w-bliżej-nieokreślonym-zakątku-Polski. Czyżbym odkryła zdolności jasnowidzenia...?
Ech... mózg mi się zlasował. Czekam na piątek ;)
Szalona





Anneke pisze...

Część tych bezsensownych słów to chyba inwencja autokorekty w wordzie (trutka itp.), ale całość, owszem, i bez tego jest mocno absurdalna.

Bolo pisze...

Przeczytałem. Mam krótką reakcję dotyczącą opka (bo analiza zacna): "ja pierdolę". Tyle w temacie ;)

Anonimowy pisze...

Śmiałem się przez cały czas, ale jak dotarłem do mebli w szybie, to już się dusiłem (prawie jak narrator) ze śmiechu i łzy miałem w oczach. Zarąbista analiza.

Babatunde Wolaka pisze...

To było mocne... Pisak najwyraźniej tworzył pod wpływem, a szalejąca autokorekta dołożyła swoje.
Dygresja o oponie albo wątek z "muf finami" (żaglówkami będącymi częścią złączek prostych?) po prostu wbijają w podłogę. W tym kontekście "trutka wymiana zdań" oznacza po prostu, że rozmówcy strasznie truli.
"przecież nawet meteorolodzy mogą się mleć." - bezmyślnych poprawek było w tym opku wiele, ale jak dla mnie, ta właśnie w tym tygodniu wygrywa internety.
Żuk oka i chrząszcz spojrzenia <3


Miss Derisive pisze...

Może to był Mechanik Samochodowy Wieczny Tułacz? Skazany na pomaganie nieznajomym przez setki lat za to, że kiedyś nie naprawił wozu, jakim jechał [Tu_Wstaw_Dowolne_Nerwowe_Bóstwo]?

=> Nieee, to była samochodowa wersja tego pana:

https://www.youtube.com/watch?v=5Lwjv_VRM7A


... chodziło o to, że był dziwny w najprostszym tłumaczeniu i jakiś taki cichy a zarazem nie przyjemny i jakoś negatywnie do nich nastawiony a zarazem pozytywny, na co wskazywałyby, co niektóre momenty ich krótkiej wymiany zdań, bo rozmową jakoś ciężko było to nazwać.

=> Bo nie rzucił się na nich z piskiem, wywrzaskując: "autografy albo życie"?


... oczywiście nie odbyło się bez bardzo szybkiego makijażu...

=> Nowa ewolucja "letkiego makijażu".


Wzmianka o burzy wydawała się najbardziej wiarygodna, przecież nawet meteorolodzy mogą się mleć.

=>*podśpiewuje, natchnięta ciągiem skojarzeń*
These are probably the worst pies in London!
I know why nobody cares to take them,
I should know, I make them,
But good? No!
*przestaje śpiewać, zaniepokojona* Zaraz, czy ktoś już zadał pytanie, z czego były te muffiny?

Shariana pisze...

Za cholerę nie mam pojęcia, o czym ja właściwie czytałam. o.o'
Analiza genialna, kłaniam się!

Dzidka pisze...

Boszszsz...
Chciałabym wiedzieć, na czym polega czyszczenie parasoli szybkim krokiem.

Anonimowy pisze...

Cuuudo! :3 Nie wiem, o co chodzi, kto z kim i za ile, wiem tylko, że meble w szybie i pojebana winda. Dzika autokorekta z worda szaleje i czyni to... to coś jeszcze bardziej pokrętnym i zrytym. Dziękuję, że zrobiłyście mi dzień :)
PS. Chętnie przeczytałabym analizę blogaska Klaudynki, ewentualnie coś z "Władcy Pierścieni",,.
Pozdrawiam,
Miv

Piafka pisze...

"Will, bo tak miał na imię kierowca, odebrał od nieznajomego narzędzia i koło odmawiając jednak pomocy, twierdząc, że z tym już sobie poradzi.
Jeeee, pierwsze męskie imię w opku! Uczcijmy je brawami!"
Niekoniecznie... http://digilander.libero.it/swf/witch/immy/will6.JPG

"Burze bez rękawów są, rzecz jasna, o wiele mniej gwałtowne niż te na naramkach.
A jak taka burza założy rurki i zrobi letki makijaż, to klękajcie narody..."
KWIIIK!!!

"Hm, to mi bardziej pasuje do Mrocznego Kanalarza, a nie Mechanika..."
A myślałam, że Mroczny Szambonurek to tylko wytwór mojej chorej wyobraźni. Nawet balladę chciałam o nim pisać.

"Spotkałam się już z muffinkami w czekoladzie albo w posypce kokosowej, ale w niewyjaśnionych okolicznościach jeszcze nie."
Ja chcę przepis na muffiny w niewyjaśnionych okolicznościach!

"Może deszcz padał naprawdę tajemniczo? Albo tak naprawdę padało nietypowymi felgami?"
Uou, w tym kontekście powiedzenie "it's raining cats and dogs" nabiera całkiem nowego znaczenia. :)

Z początku próbowałam ogarnąć i przegrzały mi się styki. Pod koniec już nawet nie próbowałam. Dziewczyny, podziwiam Was.

@ Babatunde Wolaka: Teoria na temat trutki mnie ómarła ostatecznie.

Anonimowy pisze...

Myślałam, że to ja cierpię na syndrom faulknerowskiego wielokrotnie złożonego zdania, ale ten Pisak leczy mnie z kompleksów. Podziwiam, że dałyście radę. Uff. Bolało.
Pozdrowienia
Lobo, stała czytelniczka

Anonimowy pisze...

Niesamowity blogasek. Ciekawe, czy autor coś brał, czy też takie są efekty pisania kotem.



Pozdrawiam

Gosia

rinoasin pisze...

Muffiny... a przepraszam, muf finy, to jajka XXI wieku:D Analiza przepiękna, co się uspokoiłam, śmiałam się od nowa. Najbardziej ubawiły mnie śladowska, pomorze i pozytywizm. Oj, szkoda, że to już koniec, szkoda!

Niofomune pisze...

Ej, a mi się ten blogasek podoba, autentycznie. Może dlatego, że podobnego bełkotu w życiu nie widziałam, a z drugiej strony on jest tak kuriozalnie porypany, że to się aż nie zdarza. On jest INNY od tych wszystkich Sakur, Harrych i Kałliców, że aż mi się, normalnie, podobał. Poza tym potrzebowałam ostatnio zrobienia sobie z mózgu sieczki.
Poza tym nadal uważam, że Pisak jest w stanie się wyrobić. Przynajmniej stara się składać zdania złożone i konstruować oryginalną intrygę (tak oryginalną, że aż absolutnie niedorzeczną), zamiast klepać: "Hermenegilda wstała. Zrobiła letki makijaż i zeszła na śniadanie. Zjadła śniadanie i poszła do szkoły."
Widzę naszego pisaka jako przyszłego autorka bestsellerów pure nonsense.
Też sobie zamontuję taki szyb windowy z ogrodem. Podoba mi się.

Anonimowy pisze...

Nie wiem, czy nazwałabym to "staraniem się"; dla mnie cały ten blogasek to sraczka językowa, pisana co ślina na klawiaturę przyniesie.
Prawdpodobnie zaś pisana kotem.

Podziwiam samozaparcie, dziewczyny, ale proponuję dla odmiany wziąć na warsztat coś lekkiego i ogłupiającego na następny weekend ;)

Ściskam,
Nadira

Annorelka pisze...

Dziewczyny, podziwiam Was i Wasze analizy już od roku i jak zwykle trzymacie poziom. Nieziemski poziom. Analiza jest moją ulubioną zaraz po Sakurze wśród piratów. :D
Moim faworytem jest oczywiście Śląsk.
Zwykle nie komentuję wpisów, bo po prostu nie wiem jak, mam pustkę w głowie. I boję się, że mój komentarz będzie dorównywał poziomowi analizowanego opka.
Ale tym razem zdecydowałam się odezwać - znalazłam bowiem dość ciekawego blogaska, o tematyce jeszcze tu nie poruszanej - sailor Moon. Jestem wielką fanką Czarodziejki z Księżyca, więc to dzieUo tym bardziej mnie boli. No i przy okazji masakruje moją ulubioną postać. Może Was to zainteresuje...
http://sailormoon654.blog.pl/2012/10/08/wstep/

wrona pisze...

http://saga-krwi.blogspot.com/ Blogasek może nie tak przerażający jak ten ale do analizy w sam raz. Pozdrawiam serdecznie. Niech muf finy będą z wami!

Xis pisze...

Miałam nadzieję, że opko skończy się jakimś yaoiem, ale niestety nie. :(

Corneille pisze...

Grafomania szerzy się coraz bardziej O_o. Opko beznadziejne, nielogiczne i niespójne, ale wy po prostu rozłożyłyście je na łopatki >D Świetna analiza! Chrząszcz spojrzenia oraz cała 'sprawa' z windą - boskie, po prostu epickie.
PS. A ja bym poczytała w tym tygodniu jakieś yaoi :>

Anonimowy pisze...

Zabijecie mnie kiedys, jak sie udusze od potajemnego smiechu. To. Bylo. Boskie.

Gayaruthiel

Borówka pisze...

Nadal nic nie rozumiem. Wasze podsumowanie trochę pomogło, ale chwilę później wszystko znowu wróciło do "normy" :P

jasza pisze...

Zabiłyście opko! Pisak jak widać ciężko przeżył obie części analizy, skoro zdecydował się wysłać Kota Mentalnego w Kosmos, razem z tym arcydziełem...

minimysz pisze...

Ómarłam. Kto znęcał się nad tymi biednymi słowami, tnąc je na kawałki i wstawiając im przecinki w środek?!?
Czy wystarczy upiec muffinki i przeciąć je na dwie części, by uzyskać muf finy?

Anonimowy pisze...

Jeden komentarz mi przychodzi do głowy:

Ale jak to się nie da.. Na koniec jeszcze w tym tygodniu? Czy nie ma problemu z tym, jakoś się nie chce mi się, czy to jest to dla mnie to nie tylko ja nie mam, to musi zaciągnąć... Na własną stronę internetową, która nie jest tak ze względu na wiek i stan konta na razie to tylko dlatego, żeby się dogotować?

Tyle w temacie logiki tego opka:-)

lipshit pisze...

Jak długo pracuję z prozą, tak nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. Jestem absolutnie zakochana w surrealistycznej anarchii językowej tego tekstu. Mechanizm aroganckiej logiki jest niemal Joyce'owski. Nie byłam do tej pory świadoma, że Joyce najwyraźniej też pisał kotem.
Czy ktoś wie, czy ktoś ma więcej tych tekstów? Szkoda, że autor wycofał się z prozy. Naprawdę trzeba się postarać aby pisać tak źle.

Anonimowy pisze...

Thanks for sharing your thoughts about thumping.
Regards dowiedz się więcej, http:
//truebloodrc.com/modules.php?name=Your_Account&op=userinfo&username=Rene0190

Lexie Nettle pisze...

"Ktoś zamierza przeprowadzić zamach za pomocą muf finów?"
Próbowałam znaleźć w tym zdaniu logikę. Na początku wydawało mi się, że muf to jest po prostu błąd ortograficzny i powinno być "mów". Wtedy: mowy Finów = mów Finów, a tutaj... muf finów. Tylko nie wiem, jak tym się rzuca.
Potem jednak wyszukałam samo słowo "muf" no i wtedy wszystko nabrało sensu. "Muf" jest liczbą mnogą od "mufa", czyli inaczej: złączka/tulejka/nasadka. A zatem z tego wynika, że nie rzucano w muzyków ciastkami, tylko fińskimi tulejkami. Ma więcej sensu. I jest nawet niebezpiecznie. Brrr. :P

Anonimowy pisze...


S. O - Rozdział 2 - Początki, Wspomnienia, Kim oni są i dlaczego ja mam się tym zajmować? - Część I Vianox po bardzo długim dniu pracy i dbaniu o życie chłopaków i pomocy ochroniarzom i policji, cóż jedyne, co było miłe w tym wszystkim to, że fanki nie miały pojęcia, co je odciągało do tyłu trochę za bardzo podsunęły się metalowych blokad lub strażnicy zaczęli naciskać i jeszcze bardziej stawiać opór na dziewczyn, aby te się trochę odsunęły i takich momentach Vianox wkraczał do akcji będąc nie widzialnym odciągał bądź lekko odpychał i patrzył jak fanki robią dziwne miny, gdy nie widzą nikogo, kto na przykład mógł je odciągnąć, bo na pewno nie inne fanki, które również miały podobny dziwny wyraz twarzy.

Ten akapit mi rozjebał mózg. Będę miał traumę do końca życia.