poniedziałek, 15 października 2012

Zabił go i uciekł, czyli Człowiek z Toporem Na Wierzchu

Witajcie!
Z tygodniowym poślizgiem, ale jesteśmy! I przygotowałyśmy dla Was opeczko uroczo odmóżdżające. Opowiada ono o małym wiejskim chłopcu, który zostaje niewolnikiem, a potem gladiatorem, a potem... nie, nie Conanem Barbarzyńcą, lecz Cyronem Walecznym, człowiekiem z toporem na wierzchu. Cyron jest potężnym wojownikiem i nigdy nie przepuszcza okazji, by pogłaskać taką małą kaczuszkę albo przeprowadzić staruszkę przez ulicę, a w wolnych chwilach konwersuje ze szlachtą, zbiera haracz od mrocznych elfów i chowa się za kamieniem. Z pewnością ucieszy Was fakt, że opko pisane jest na podstawie gry "Sacred" i w zasadzie jest wariacją na temat początku kampanii przeznaczonej dla postaci Gladiatora. Jako że opka powstałe na podstawie gier mają już na Przyczajonej Logice solidną renomę, myślę, że dłużej do lektury zachęcać Was nie trzeba.
Miłego!

Zanalizowali: Pigmejka, Kalevatar i Vivaldi.

Adres opka: http://forum.sacred.pl/viewtopic.php?t=4995

Cyron Zwany Walecznym

Porwanie

Był sobie chłopiec z biednej wsi. Miał na imię Cyron. Został on gladiatorem, a było to tak: bociana dziobał szpak, a baba siała mak Pewnej ciepłej i letniej nocy Cyron usłyszał krzyki i zobaczył płomienie.
Ot, tak znienacka mu te płomienie wyskoczyły, tuż przed nosem. Bo przecież nie wiemy, gdzie w tym momencie był bohater i co płonęło.
Płomienie wyskoczyły zza winkla, a krzyki czaiły się tuż za brzozą.

Wyszedł przed dom, a tu jeździec go zobaczył. Cwałem przygnał do chłopca i powiedział do niego:
-Ha! Zabijemy cię!
Jakeśmy nędzni synowie parchatej maciory!
- HahaHaHaHAHA! - dodał jeszcze dla lepszego efektu.

-Tato!- Zawołał Cyron ojca kowala.
Ojciec Cyrona był kowalem? Cyron miał wielu ojców, w tym kowala? Cyron zwracał się do ojca człowieka, który był kowalem? Pisak nie ułatwia nam zadania...
Cóż poradzić... przecinki pewnie spłonęły w pożarze.

Ojciec spojrzał na syna, a potem na jeźdźca. Już, już kawalerzysta miał chłopca zabić, ale jego ojciec, zwany Etey, wyciągnął kuszę i bełtem zabił żołnierza,
Nie mogę oprzeć się wizji kowala w jednej ręce trzymającego kuszę, a w drugiej bełt, którym żga napastnika w słabiznę.
Tia, a innego zabił rewolwerem. Rzucił celnie i trafił nim wroga między oczy.
To był bełt z czeskiego importu.

wypowiadając słowa:
-Giń, przepadnij popleczniku diabła!
No, to się rozgadał. Ja na jego miejscu ograniczyłabym się do wrzeszczenia, żeby syn uciekał, no ale to nie ja jestem kowalem w jakiejś wiosce, mającym zawsze naładowaną kuszę na podorędziu.
- Chrześcijaństwo w każdym uniwersum... - mruknęła ze znudzeniem Pigmejka i zapadła w zimowy sen.

Kamraci jeźdźca widząc to, przybyli i zabili Eteya.
Szast prast i po krzyku.
A nawet bez krzyku - ot, Etey był i nie ma.
Bez zbędnego gadania (i opisów i jakiegokolwiek dramatyzmu sceny). Ha, zaraz widać, że profesjonaliści.

-Nie! Tato!- Rozpaczał Cyron.
Jeden z żołnierzy podbiegł do niego i tymi gorzkimi słowami mordercy (Cukiernik ma słowa słodkie, a nauczyciel - takie trochę zalatujące kredą do tablicy)  powiedział:
-Słuchaj, jesteś dzieckiem, bierzemy cię do nas do niewoli!
Będzie koks, dziwki i rock & roll!
- Juhu!
. . .
Podsumowując: jest sobie wiocha, nagle wybucha w niej pożar, chłopiec wybiega z domu, jakiś jeździec deklaruje wobec niego mordercze zamiary, ale ojciec chłopca (albo kowala albo... nieważne) zabija go kuszą i bełtem, egzorcyzmując go przy okazji, zaś koledzy jeźdźca zabijają ojca i oznajmiają chłopcu, że jest dzieckiem i biorą go w niewolę. Do siebie. Nie wiadomo, kim są, co się dzieje z pozostałymi wieśniakami, czy zbrojni przybyli tu po niewolników, tylko po dziecięcych niewolników, czy może dla tego jednego zrobili wyjątek... Matka i ewentualna dalsza rodzina chłopca również została pominięta milczeniem. Słowem: wygląda to równie sensownie jak to:
No ale jak? Przecie Pisak korzysta z dorobku Dawida Bordwella wychodząc z założenia, iż czytelnik dysponuje odpowiednim doświadczeniem i sam sobie dopowie konieczne szczegóły. W końcu sama wiesz doskonale, że porządny bohater MUSI przeżyć najazd na swą wioskę, śmierć rodzica i wzięcie do niewoli, czyż nie?
Wolałabym, by mi tego oszczędzono chociaż CZASEM.

Sprawiedliwość

Mijały lata. Cyron Wyrósł dorobił się nazwiska na wysokiego, czarnowłosego, silnego gladiatora.
O, czyli nie mieli tam lepszych pomysłów na to, co zrobić z chłopcem niewolnikiem, niż zapewnienie mu długiego, kosztownego i niebezpiecznego szkolenia na gladiatora, w którym to zawodzie pierwsze zyski  - jeśli takie w ogóle by się pojawiły - zacząłby przynosić dopiero po kilku lub kilkunastu latach. Wspaniale.
Ale, jak nie patrzeć, jest szansa, że spełnią pierwszą daną mu obietnicę - że go zabiją.

Chodził ze swoim toporem.
…na wierzchu!
Hołubiąc go w miejscach publicznych!
I majtając nim w powietrzu.
A jako że topór był wielki, panny mdlały na jego widok.
Był niewolnikiem, ten topór nie należał do niego. Czyli... chwila, moment... chodził z cudzym toporem... na wierzchu.

Miał też miękkie serce do dzieci i starców, kaleków.
Napad na rodzinną wioskę, zamordowanie ojca i sprzedanie w niewolę, by szkolić się w brutalnej walce, zwykle tak działają na ludzi. Haha, nie.
Dlatego w karczmach po kątach nazywano go “Plastusiem”.

Zawsze jak widział potrzebującego młodziana albo staruszka, to musiał pomóc.
Nie każcie mi nawet wspominać o takich małych kaczuszkach.
Ej, ale zwróćcie uwagę, że kobietom nie pomaga. Więc może jednak ma jakąś dewiację...?
Bo to szatańskie feministki były.

Puszczali go za arenę gdzie mieszkał bardzo rzadko, i to jeszcze na ich specjalny ogród, gdzie nie było widoku na miasto.
Wyszło mi na to, że bardzo rzadko mieszkał za areną, na specjalnym ogrodzie. Nie prościej byłoby w celach niewolników? Chyba że mieszkanie w ogrodzie miało utrwalić w nim dobroć serca.
I wrażliwość na punkcie małych żółtych kaczuszek. Wszystko się zgadza.
Długi łańcuch miał to i do ogrodu dojść mógł. Całkiem to wygodne, nie trzeba było z nim na spacery wychodzić, a i trawnika specjalnie nie paskudził.

Nigdy nie widział miasta.
To gdzie on widział te dzieci i starców? Na arenie?
Turyści wszędzie się wcisną.

Wreszcie nadszedł ten dzień. Ten zawsze przez Cyrona oczekiwany, szansa na nowe życie, na wolność! Cyron wszedł na arenę, stał tam Jukan, mistrz gladiatorów. Cyron przelotnie spojrzał na obok stojących swoich kolegów. Nazywali się: Zekdarrath, Cariso, Wulflior, Zackar i Tyurst.
Narrator dołożył wszelkich starań, by na większości z nich można było sobie połamać język. Wtedy jest najbardziej true i fantastycznie.
I te tłumy skandujące “Dalej Kalafiorze!”, “Zabij, Zakatarze!”, “Zgiń Turysto!”

Uśmiechali się do niego, bo cieszyli się z jego szczęścia, że będzie wolny.
I oczywiście żaden z nich nie zazdrościł mu, ani nie czuł do niego urazy ani nic. Wszyscy z wierzchu wyglądali twardo i groźnie, ale w środku byli mięciutcy jak pianki marshmallow.
Niech zgadnę: jak jeden mąż chowali też pod siennikami małe kotki, jakie karmili resztkami z obiadu, a niektórzy nawet po kryjomu tępili swoje miecze, żeby nikomu nie zrobić krzywdy.

Podszedł do Jukana i zapytał:
-Co waszmość ode mnie chce?
Spotyka się dwóch wielkich barbarzyńców: mięśnie ze stali, harde spojrzenie, żelastwo w łapie i krzywa gęba. Spoglądają na siebie wilkiem, krew i testosteron buzują, wreszcie jeden się odzywa:
- No waszmości, azaliż zawżdy przyciąć ci wąsa?
- Dalejże sir, proszę się nie krępować i z broni swej zrobić użytek tak jak i ja to czynię!

-Słuchaj, acan Cyron. Powiem krótko. Wyjdziesz, jak zabijesz Galona, najlepszego gladiatora w krainie. – Powiedział stanowczo Jukan.
-Nie było o tym mowy! – Cyron patrzył mistrzowi w oczy.
- No dobra, to choć wypij galon soku z cytryny, niech gawiedź ma jakąkolwiek rozrywkę...
-Dobra, jak go szybciej zabijesz, to szybciej wyjdziesz. Idź i go zabij!
Brzmi to tak, jakby nawet jegomość Jukan nie wierzył, że najlepszy w całej krainie (jakiej, u licha?!) rębajło nie da rady temu gołowąsowi. No ale on pewnie zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z głównym bohaterem.
Galon nie zauważył przy podpisywaniu umowy, że dostał rolę w opku. Poor bastard...

-Dobrze. Jeżeli robię to dla wolności zrobię to. Bo dla kasy nawet by mi się z pryczy wstać nie chciało. Hm, to on wcześniej nikogo nie zabił? Moja teoria z tępieniem mieczy zyskuje na wiarygodności... -Powiedział Cyron i poszedł w stronę wielkich drewnianych drzwi, gdzie czeka go śmierć albo wolność.
 

Otworzył drzwi i spojrzał na krzyczący tłum: „Galon! Galon! Chcemy za trzy centy!”.
Cyron spojrzał w oczy Galonowi. Patrzyli na siebie jakiś czas.
Walczyli w swych umysłach. Publiczność zaczęła buczeć ze zniecierpliwieniem.
A co bardziej radykalne yaoistki zacierały z zadowoleniem ręce.

-Zginiesz nędzna kreaturo! – Krzyknął Galon i zamachnął się toporem na Cyrona. Cyron zdążył jednak odskoczyć. Wziął zamach i silnie uderzył w nagolenniki Galona tak mocno że usłyszał chrzęst łamanej kości.
No to chyba obuchem mu w te golenie przyłożył, skoro je złamał, a nie przerąbał. Najlepszy gladiator w krainie daje się pokonać pierwszym ciosem? Daje się rąbać po łydkach toporem? Toż Cyron musiałby podejść do niego i się schylić, żeby go jakoś w miarę sensownie w te golenie trafić, a byłby jednocześnie całkowicie wystawiony na cios. Czemu oni w ogóle nie mają tarcz, ja się pytam?
Podsumowując: bullshitus.
Bo prawdziwy bohater nie wie, co to obrona, nie potrzebuje strategii, zawsze prze do przodu i nigdy się nie wycofuje.
A może Galon miał kościane nagolenniki? Jako zbroja - bez sensu, ale przynajmniej scena by zyskała na logice. :D

-Aaa! – Zwijał się z bólu Galon. – Zginiesz!
To nie był Galon, to Czarny Rycerz. Bez najmniejszej wątpliwości.
 

Wyciągnął miecz bo na topór nie miał już siły.
Że co? To on miał przy sobie jednocześnie oba? Chyba dlatego, żeby się przypadkiem za szybko nie poruszał.
Za pazuchą trzymał jeszcze morgenstern, pikę i łopatę. (Co chcecie - dobra, mocna łopata bywa czasem bardzo skuteczna.)
A w portkach trebusz. Tak przynajmniej twierdziły panie z zamtuza.

Wstał trzymają się ściany, i uderzył Cyrona robiąc mu szramę na szyi.
Który znosił to ze stoickim spokojem, bowiem nie była to jego tura.
Podziwiam koncepcję miecza, który nie powoduje ran, ale od razu blizny. To bardzo eleganckie.
No i sprawa wagi się wyjaśniła - Galon nosił przy sobie miecz świetlny.
I najwyraźniej chciał tylko ogolić przeciwnika.

Cyron uderzył bo teraz nadeszła jego tura najmocniej jak umiał przeciwnika odcinając mu nogę poniżej kolana. Galon spadł na ziemię.
Siup! Nie no, to jest groteskowe.
I teraz na drugą nóżkę! A nie, przepraszam, nie masz drugiej nóżki... peszek.

-Nie! Proszę! Nie zabijaj mnie! – Błagał.
Twardy jest. Ja bym chyba była zajęta w tym czasie wyciem z bólu.

Lud, który znał Galona, podniósł kciuki do góry oznaczając żeby go oszczędzić.
Bo w każdym uniwersum znają rzymskie zwyczaje, prawda.
I teraz jak rozumiem Galon będzie dostawał emeryturę z Funduszu Ubezpieczeń Wojowników i opowiadał dzieciom, jak to użynał łby lwom na arenie?

-Prawo mówi, że Cyron wygrał. – Ogłosił nadzorujący walkę uzbrojony po zęby żołnierz.
Cyron już miał iść do Jukana, kiedy Pu przed oczyma ukazał się wielki ork.
Pu wygląda mi na Chińczyka, ale skąd się wziął w narracji?
Z tego samego miejsca, z którego przyszedł ork - z Ciemnej Narracyjnej Dupy.

Wbrew pozorom poszło z nim łatwiej, bo był większy, to znaczy że wolniejszy.
To znaczy że tamten poprzedni, dający się okładać z każdej strony, był SZYBKI?!
BTW, Wy też czujecie ten dramatyzm towarzyszący walce niewolnika o odzyskanie wolności?
Tak, czuję ten dramat, dramat... yzm.
Ja czuję! ...a nie, to zgaga.

Cyron poszedł do Jukana. Jukan gdy go zobaczył zdziwił się.
-To ty żyjesz?! Ten ork miał cię zabić! Nie, nie wyjdziesz stąd! Jesteś moją własnością! - Krzyczał ze złości.
Chwilamoment. Ten cały Jukan widział, że jego człowiek pokonał najsilniejszego gladiatora i tak dalej, a mimo to wolał go zabić, zamiast przekonać, żeby dla niego walczył w zamian za kasę i luksusy? Zabić go, chociaż przez te wszystkie lata płacił za jego szkolenie i utrzymanie? I ktoś taki prowadzi interesy?
Wymagasz od “Tego Złego” logiki i racjonalności? Wstydź się.
Może to był Bezdennie Głupi Właściciel Niewolników Johnson?

-Co?! To ty kłamałeś?! – Pluję w twarz kłamcom i zdrajcom! (powiedział narrator) Giń pomiocie szatana!
Oho, to chyba jeden z popularniejszych okrzyków bojowych w tym utfforku. No i kolejny dowód na siłę akcji Chrześcijaństwo W Każdym Uniwersum.

I Jednym Uuderzeniem Wwymierzył mu Ssprawiedliwość.
Bo wolno mu było stać z bronią w obecności pana, a on nie miał żadnej straży ani nic.
Ani zdolności uchylania się przed ciosem.

Potem kilku żołnierzy rzuciła się na Cyrona, ale bez skutku.
Odbili się?
Skrypt nie zaskoczył.
Cyron grał na kodach.

Reszta uciekła. Cyron podniecony wyszedł z areny.
Podniecenie było widać po toporze, który ściskał kurczowo.
Facet ubija swego właściciela, kilku żołnierzy, a potem wychodzi jakby nic się nie stało. Nie ma co, fajnie rządzą tą krainą.
Oj tam, widowisko jest? Jest. Tłuszczę łatwo zadowolić.

Cyron spojrzał na ludzi kręcących się koło straganów i kupującyh żywność.
Brutalne morderstwa na arenie, ucieczka z niewoli dzikich, żądnych krwi gladiatorów.

Cyron krzyczał:
-Wolność! Nareszcie zasmakowałem wolności! Ptaki śpiewają i dzieci się bawią wesoło! – Krzyczał z niepowstrzymanej radości.
Dzieci się bawią wesoło? Serio, to właśnie mówi zmuszany do brutalnych walk niewolnik, który właśnie odzyskał wolność?
Normalny człowiek pewnie poszedłby jakąś babę sobie znaleźć, ale wiesz, skoro tym toporem majtał i majtał...
Już dawno zauważyłam, że on zwracał uwagę tylko na staruszków i dzieci. Co to mieszkanie w ogrodzie robi z ludźmi...

-Ale zaraz, zaraz, gdzie moi przyjaciele? - Wrócił się na arenę i poszedł po kolegów. A strażnicy kłaniali mu się w pas. Otworzył drzwi ich lochu i cała piątka jego kolegów odskoczyła do tyłu.
On mieszkał w jakimś ogródku, a oni gnieździli się w piątkę w jednej celi. Fajny kumpel, nie ma co.
Ja to widzę tak, że cała piątka stała tuż pod drzwiami, walcząc o przywilej patrzenia przez dziurkę od klucza.

-Cyron, po co przyszedłeś? – Zapytał Zekdarrath.
-Jak to po co? Po was! – Radośnie powiedział
-Ale że niby jak? Że Jukan pozwolił nas zabrać czy co?-Zackar nie wiedział o co chodzi.
-Jukan nie żyję, zdradził mnie, on wcale nie chciał mnie puścić. Zabiłem go. – Echo odbijało się o ściany opustoszałej areny.
Same się odbijało, jak piłeczka pingpongowa.
Tłum widzów bowiem wziął i chwilę wcześniej wyparował.

-Czyli jesteście wolni!
-„Nareszcie” - krzyknęli i uciekli w miasto.
Ale nie okazujcie tak wylewnie tej radości, bo dostaniecie czkawki.
Czy tylko ja widzę grupę gości popylających po ulicach, piszczących i wymachujących rękami w powietrzu jak małe dzieci, które dostaną głupawki?
Absolutnie nie.

Zatrzymali się przed sklepem kowala.
-Dobra nadszedł czas rozstania. Moją misją jest pomszczenie mojego ojca i odnalezienie matki. 
Znaczy, wygrałeś nagrodę na najbardziej sztampowe rozwinięcie akcji. Rozumiem, że informacja o tej misji pojawiła się w twoim dzienniku. Ale i tak dobrze wiedzieć, że w ogóle masz matkę.
I że jakieś szujstwo ją zajumało.

Zekdarrath mój przyjacielu, wiem, że twoją pasją jest ogrodnictwo, idź i zacznij nowe życie. – Zekdarrath otarł łzę wzruszenia i stanął obok Cyrona.
Ogrodnictwo.
Wiem, to możliwe, ale seriously - ogrodnictwo? Facet bez domu i grosza przy duszy, potrafiący jedynie rozbijać ludziom łby, nagle ma zacząć nawozić petunie? I gdzie on się tego niby nauczył? I on nie ma rodziców do pomszczenia?
Może dorabiał na boku jako grabarz i sadził kwiatki na grobach wrogów?
Wtedy Cyron podszedł do Zekdarratha i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idź więc i naucz się sadzić rzodkiewkę, podlewaj ją nawozem i zabijaj szkodniki. Ucz się robić wszystko, co Ci przykazałem. A oto Ja jestem z Tobą przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

-Cariso, ty opowiadałeś mi że jak byłeś mały lubiłeś z braćmi i siostrami bawić się w kupców, zatem do roboty.-Uśmiechnął się do Cyrona Cariso.
A kapitał początkowy, dostawców i rynki zbytu przejmiesz od tego oto kowala, którego zaraz zamordujemy. A tak w ogóle to ty potrafisz liczyć?
Tego dnia narodziło się pojęcie “agresywnego marketingu”.
Jak byłem mały, bawiłem się w sklep, więc wiem co to marketing, dziwko!

-Wulflior, ty jesteś odważny i nieustraszony, zostaniesz żołnierzem.
To rozkaz. Czemu, u licha, on im mówi, co mają robić ze swoim życiem?
Dana jest Mu jest wszelka władza w niebie i na ziemi, przecież mówię.
Ale tato, ja wolę zostać gwiazdą rocka!

-Zackar mało o tobie wiem, ale słyszałem że lubisz rządzić- zaśmiał się Cyron
-Tyurst, niewiem kim zostaniesz. Mało o sobie mówisz. A więc żegnajcie przyjaciele! – Cyron powstrzymywał wzruszenie. Każdy poszedł w inną stronę.
Dwaj ostatni tylko kręcili się w kółko, bowiem Herr Bohater nie wyznaczył im konkretnej drogi życiowej.
Od tego są DLC.
Obijali się o ściany tak długo, że w końcu Cyron musiał ich potopić w basenie, jak Simy.

[od Pisaka]
Jest to kontynuajca znanej sagi (xD) mojego opowiadania.
A ja piszę epos mojej analizy.
Nic specjalnego, większość studentów tworzy tragedie ich magisterek.

Po dość nie za dobrych komentarzach, postanowiłem poprawić akcje książki. Najlepiej przeczytać pierwszą część, bo wtedy będzie wiadomo o co w tej opowieści chodzi. Zapraszam do czytania i oceniania.
Książki. *ponure milczenie*
*ponuro czyta i ocenia*

Rozdział III
Cyron skierował się w stronę karczmy, ciągle patrząc się na przyjaciół.
Każdy poszedł w inną stronę, a wszyscy do karczmy, czy może Cyron szedł tyłem?
Machał chusteczką na pożegnanie.
I zaśpiewał:


Ocknął się uderzając głową w drzwi.
No tak. Ha ha.
Czemuż on sobie nie rozłupał tu czaszki, czemuż?!

Mozolnie otworzył je, wszedł do karczmy i usiadł na ławce przy stole. Rozwiązał mieszek i wysypał zawartość na stół. Miał tam tylko kilka sztuk złota znalezionych w mieszku Jukana. Posiadał również swoje największe skarby: pamiątki po kolegach.
Bo oczywiście dla każdego zbiegłego niewolnika pamiątki po kolegach z celi są o wiele ważniejsze niż złoto, nie wspominając już o jedzeniu czy broni. No przecież.
A skąd wiesz, czy te pamiątki to nie były złoty pierścień, sznur pereł i inne takie? ;>

Nagle przypomniał mu się moment „wymiany”. Każdy dał każdemu coś, co miał. Oczywiście bez przymusu, oni tego chcieli.
A to oni w ogóle coś mieli? Niewolnicy? Bwahahaha, zaraz dowiemy się, że jeszcze przed rozstaniem każdy każdemu wpisał się do "złotych myśli".
No jasne. Połamali też na kilka części monetę i każdy z nich schował swój kawałek do mieszka noszonego przy sercu.

-Podać coś? – Zapytał karczmarz sprzątając stół.
-Yyy tak, tak. – „Przebudził” się Cyron.-Jest może kaczka i kasza?
-Tak, mamy.  - Po chwili przed nosem Cyrona wylądował kwaczący drób i worek jęczmiennej. - A do picia?
- Kefir z winem. Będzie pasować do kaczki i kaszy.
-Piwo poproszę.- Bez wahania odpowiedział.
Z należytą kurtuazją, którą był nabył piorąc ludzi po mordach na arenie. To zamawianie jedzenia też mi bardziej przypomina zakupy w spożywczaku na rogu.

Po dziesięciu minutach jedzenia było gotowe. Cyron pożywił się.
I popatrzył z zadowoleniem na napełniającą się kulę zdrowia.
A potem słoneczny zegar odmierzający czas wybił trzecią po południu.
Kaczkę, jak rozumiem, przez te 10 minut podgrzewali w mikrofalówce?

-Dobrze. Pokrzepiłem się ile się należy?
- Niee, powinieneś jeszcze trochę popracować łychą - ocenił karczmarz fachowo.
Cyron ma jeszcze odruchy niewolnika, nie zrobi nic bez pozwolenia.

-Razem siedem sztuk złota.
Mam nadzieję, że to była królewna zaklęta w złotą kaczkę. Albo magiczna kasza, która będzie się magicznie pojawiać w jego żołądku za każdym razem, jak zgłodnieje. Jeśli nie, to Cyron może i walczyć umie, ale jeśli chodzi o rozbój w biały dzień, może brać od karczmarza lekcje.
Ktoś tu chyba za dużo grał w cRPG. Karczmarz zapewne trzymał pod ladą mały skarbiec i pół zbrojowni. A na zapleczu miał jeszcze kilku najemników.

Cyron zapłacił i odszedł. Idąc myślał: „Zaraz,, jeżeli chcę się dowiedzieć gdzie mieszkałem i czy w ogóle moja matka żyje…właśnie, co mam zrobić?
Zacznij od przegonienia tego przecinka na właściwe miejsce.
A najlepiej spierniczaj z tego opka gdzie pieprz rośnie.

Historię zapisują… kronikarze, a więc trzeba zobaczyć kronikę! Tak, to jest to! Kronika! Tylko gdzie mieszka kronikarz? 

 Haha, nie. Raz - skąd niewykształcony kmiotek w ogóle wie o czymś takim? Dwa - w kronikach spisywano rzeczy ważne dla państwa. Powodzie, susze, wojny, nowych królów, takie tam. Z pewnością nie byłoby tam informacji, dokąd łowcy niewolników zabrali Marychnę, żonę Józwy kowala ze wsi Gnojowniki Małe. Trzy - kronikarz przebywa na dworach królewskich i książęcych, stąd wie, co się w świecie dzieje. To nie jakieś lokalne źródło plotek.
Może mu się kronikarz z kościelnym pomylił? Kościelny ma choć księgi parafialne, może coś wie.

Trzeba się popytać szlachtę albo tych bardziej wykształconych.”
Z pewnością udzielą wyczerpującej odpowiedzi zbiegłemu niewolnikowi.
Topór przy gardle bywa całkiem niezłym argumentem w dyskusji.
Niech do króla od razu idzie, co się będzie obcyndalać.

I poszedł w stronę dworku szlacheckiego, gdzie był szlachcic siedzący w ogrodzie na ławeczce.
A w cieniu Jankiel na cymbałach grał.
I tak sobie tam podszedł, niezatrzymywany przez nikogo. Gościnność i otwartość jak na amerykańskim przedmieściu, choć dworek wskazuje, że to raczej Polska.
A nie była to aby lipa z Kochanowskim? Ta sielska wizja mi jakoś do niego pasuje. Wsi spokojna, wsi wesoła...

„Jak tu do niego zagadać? Hm…” –myślał.
Cyron wszedł do ogrodu.
-Witaj panie ty jedyny mi możesz pomóc.-Ukłonił się
-Precz mi stąd! – Władczo krzyknął szlachcic.
No raczej.
Realizm dogorywał w kącie. Walczył dzielnie mimo wielu odniesionych ran. Teraz szarpnął się gwałtownie, w nadziei na ratunek...

Cyron bez słowa odszedł, lecz zobaczył młodzieńca, z miło wyglądającym wyrazem twarzy.
-Wojowniku.-Zagadał młodzieniec – Mój ojciec nie lubi ludzi, przepraszam, jeśli cię urażę, zwykłych.
Bo my, szlachta, to na ogół z gminem obchodzimy się jak z jajkiem, chuchamy i dmuchamy... tylko on się tak jakoś zawziął, nie wiedzieć czemu. Anyway - zbiegły niewolnik w dom, bór w dom!
Czekam na poczęstunek chlebem, solą i najlepszym bimbrem.
Pomijając kwestię, że jako były niewolnik, nawet do tych “zwykłych” tak średnio się łapał.

-Nie ma sprawy.-Odpowiedział łaskawie Cyron.
-Może ja ci pomogę. Mam do wyrobienia jeszcze dziesięć godzin prac na rzecz prostego ludu. A w ogóle to ostatnio czytam bardzo interesujące dzieło Carolusa Marksusa... Jaka to była ta sprawa?
Dziwnie pomocni ci NPC...

-A, więc ja szukam kronikarza. Może wiesz gdzie on mieszka?
-Tak, wiem. Mieszka w Brohertah, naszej stolicy. Ma na imię Linmiror.
-A stolica to w którą stronę?
-Nie wiesz?
-Nie. Bo ja byłem gladiatorem i całe życie spędziłem w lochach.
TAK, tak, rwa, opowiadaj o tym wszystkim napotkanym po drodze!!!
Spoko, młody szlachciura to jakiś pozytywista musi być, że drogę wskazuje zamiast dziada spętać i zamiast konia do orania pola wykorzystać.
Jak znam opka, to Cyron jeszcze od niego konia na podróż może dostać.

-Aha, to idź na północ.-Młody szlachcic wskazał drogę.
-Dziękuje bardzo. Żegnaj.
-Powodzenia.
Cyron poszedł piaszczystą drogą wskazaną przez młodzieńca. W około otaczały go lasy i niezmierne piękno kwiatów, i krajobrazu. A także całkiem sporo okolicy. Jak okiem sięgnąć nie było widać miasta. Może syn szlachcica się pomylił?
No nieeee, bo przecież jedno miasto zawsze zaczyna się tam, gdzie kończy poprzednie. Zwłaszcza w realu. Opuszczasz Wawę, mijasz niewielki zagajnik, i już Łódź.
Swoją drogą fajne miasto - niby wypizdów, ale z własną areną!
Cóż, to by tłumaczyło panujące na niej dziwne zasady: jakie miasto, taka arena...

Cyron czekała długa droga i żmudna deklinacja.


Rozdział IV
„Uff, jak gorąco.”- myślał Cyron zatrzymawszy się przy źródle. Już ledwo sapie, już ledwo zipie, a jeszcze palacz węgiel weń sypie... A nie, to nie ta bajka. - „Dalej nie widać miasta, chociaż stoję na wysokim pagórku”.
Sprawdź za tym wielkim kamieniem, może się schowało. Ale nie, serio - wiem, że w grach od jednej lokacji do drugiej jest rzut beretem, ale rzeczywiste miasta (tym bardziej, jeśli przyjmiemy za czas akcji to typowe, growe biedaśredniowiecze) oddziela od siebie wiele dni drogi, zwłaszcza jeśli podróżuje się pieszo.

- Rozejrzał się wokół za poszukiwaniem noclegu. – „Może ten las da mi schronienie?”
Skąd, wykopie go za drzwi. W ogóle ciekawa jestem, czy bohater wziął jakieś żarcie na drogę, czy liczył na karczmy rozmieszczone wygodnie co godzinę drogi.
Oj weź, to poziomki i inne leśne owoce nie będą do niego machać zachęcająco, a zając sam nie wskoczy na rożen? Bez sensu jakiś ten las...
Może niedźwiedź coś przyniesie, w końcu całkiem towarzyski bywa.

Poszedł do lasu. Szedł w głąb lasu, aby znaleźć w najlepszym wypadku jakiś opuszczony dom.
Tych, jak wiadomo, w każdym lesie jest jak naplute. Na każde drzewo przypadają dwa.
Niech wypatruje takiego zrobionego z piernika albo stojącego na kurzej nóżce, tam go na pewno z chęcią przyjmą.

Nagle zatrzymał się. Zobaczył jakieś istoty podobne do ludzi. Grzybiarzy? Istoty ludziopodobne? UFO? Może wybierze się z nimi do Brohertah?
Tak, to doskonały pomysł, przyłączać się do obcych, ludziopodobnych typów spotkanych w lesie. Na pewno są całkowicie godni zaufania.

Zbliżał się w ich stronę. Przypatrzył się im z dala. I cofnął się. To były mroczne elfy.
Raz w miesiącu dostawał takiego do lochu na obiad, więc wiedział doskonale, jak takowy wygląda. Logiczne, nie?

„Co teraz robić? Uciekać? Jest ich jakieś dziesięć. To na pewno nie ich wioska. Wtedy było ich by z kilkaset” - rozmyślał.
Las = być może wioska Mrocznych Elfów. Elementarne.

Miał już uciec, ale zobaczył dwóch ludzi przywiązanych do pala. „Nie mogę ich tak zostawić na śmierć.”
Tak bardzo lepiej jest zginąć razem z nimi!
To nie elfy, to Rzymianie! A na palu sterczy Spartacus!
Raczej Azja Tuhajbejowicz.

Z tyłu usłyszał szelest i chrzęst łamanych gałęzi. Obejrzał się i szybko schował się za kamień.
Powinnam się cieszyć, że nie pod niego?
Ja się cieszę, że nie schował głowy w piasek.
Dobrze, że w ogóle wpadł na pomysł żeby się schować, a nie szarżować na elfy, rycząc jak zarzynany łoś.

To był następny elf. Pewnie zwiadowca.
Oczywiście. Starannie ślepy i głuchy na wielkiego faceta z toporem na wierzchu, próbującego ukryć się za kamieniem.
Nie ślepy, tylko się rozczulił. Albowiem Cyran na kamieniu wyglądał tak:

Gdy elf odszedł trochę dalej, Cyron cicho podszedł go od tyłu, i złapał go za szyję. I zaczął tulić! I szeptać do uszka czułe słówka. Elf próbował się bronić, ale bez skutku. Trzymając go za szyję podeszli bliżej jego kumów.
Kumów.

W tym miejscu tekst i Pisak odkleili się od rzeczywistości.
Świetnie, teraz widzę mroczne leśne elfy w pasiastych spódnicach, z kwiecistymi chustami na głowach, skubiące kury, albo siedzące przy kołowrotkach czy innych takich i pokrzykujące do siebie rzeczy w stylu “Kumo, podaj no mi tę dzieżę!”

Elficcy wojownicy namierzyli łuki na Cyrona, lecz zobaczyli że trzyma topór przed szyją ich przyjaciela.
Bo przecież mroczne elfy nigdy nie krzywdzą swoich przyjaciół!
Może wziął na zakładnika ich jedyną samicę?

-Czego żądasz w zamian za puszczenie naszego oficera? - Zapytał się elf, który torturował ludzi.
-To wasz oficer? – Zdziwił się Cyron. – Więc puśćcie tych dwojga ludzi i dajcie 100 sztuk złota na głowę.
- Za taką cenę? Niech zdycha.

-Ale te złoto… One nam jest potrzebne… - Jąkał się elf.
To już pewne. To nie mroczne elfy, tylko jakieś miękkie faje.
Elf przestępował z nogi na nogę, rumienił się i był już prawie bliski płaczu.

Cyron przybliżył topór do elfickiego oficera.
-Rób, co karze! – Rozkazał oficer.
Sadząc wielkiego, soczystego ortografa.
A może chodzi o to, że też kazał mu przystawić topór do czyjejś szyi?

Jeden z elfów rozwiązał sznur i wydostał ludzi. Gdy elf zapłacił, cała trójka rzuciła się w te pędy za las. Skoczyli za las, a potem jeszcze przeskoczyli kilka rzek i dwa pasma górskie. Ludzie mieli bowiem siedmiomilowe buty. Mściwe to były elfy, więc oficer rozkazał ich gonić.
To wcale nie było do przewidzenia. Znaczy, podobno elfy miały łuki, więc mogli ich powystrzelać w chwili, gdy Cyron puścił oficera... no ale trzeba brać poprawkę na miękkie faje.

Ze względu na lekkość i spryt elfów, dogoniły Cyrona i dwójkę uciekinierów. Cyron krzyknął żeby schować się do drewnianego domu.
- Którego?! - odkrzyknęli ludzie, wskazując na piętnaście budynków w najbliższej okolicy.
Tego pośrodku wioski Smerfów jak mniemam.
Nie! To był DOM W GŁĘBI LASU! *trzyma kciuki za to, żeby tak było rzeczywiście*

Gdy zobaczyli że elfy już są koło nich, Cyron odwrócił się i zabił elfa jednym uderzeniem w twarz toporem. Widząc siłę Cyrona i rozharataną twarz kolegi umierającego w konwulsjach, zrezygnowali z zabicia Cyrona i uciekli.
Ja pierdolę. Od czego macie łuki, lebiegi?! Może nie umieli nimi rzucać? ;D Obstawiam, że byli krótkowidzami. Miękkie faje... *kiwa ze smutkiem głową*

-Uff. – Zmęczył się – Kim wy jesteście i co chciały od was elfy?
-Ja jestem Tihdas, kupiec, a to mój najemnik Dasfah. Dla znajomych Dafuq.
-Witam. – Przywitał się najemnik.
-To czego chciały od was elfy? – Dopytywał się Cyron.
-Torturowali nas, bo chcieli się dowiedzieć gdzie stacjonują nasze wojska. W lesie gdzie nas porwali, jest ich baza zwiadowcza.
Nasze kupieckie wojska?
Może to handlarze bronią?

-Aha… a gdzie wy podróżujecie?
-Do Brohertah sprzedać tą wspaniałą zbroję.
Tę jedną. A wojsko wzięło się stąd, że... po prostu każdy wojownik chciał ją przymierzyć, taka jest zajebista!

Kupiec pokazał wspaniałą zbroję błyszczącą i połyskującą jak tysiąc diamentów.
Wyklepana ze skóry zdartej z Edwarda Sparklemastera.
Biorąc pod uwagę, że elfy przywiązały ich do pala, to tę zbroję chyba z kieszeni wyciągnął.
No ba, zbroja.zip. Dlatego była taka cenna.

-To czeka nas wspólna podróż. Pozwól, że też będą twoją strażą. – Zaśmiał się Cyron.
I poszli w bezkres świata, gdzie w oddali jest Brohertah.
Mam nadzieję, że w tym opku świat jest płaski i jak dojdą do krawędzi, to polecą w pizdu.




28 komentarzy:

DocHunter pisze...

>Wyszedł przed dom, a tu jeździec go zobaczył.
>Wolność! Nareszcie zasmakowałem wolności! Ptaki śpiewają i dzieci się bawią wesoło!

Brzmi to jak zdania z Kownackiej lub z jakiejś innej umoralniającej czytanki sprzed II Wojny.

>-Słuchaj, jesteś dzieckiem, bierzemy cię do nas do niewoli!

No, tak bywa czasem!

>niektórzy nawet po kryjomu tępili swoje miecze, żeby nikomu nie zrobić krzywdy.

Chyba powinni ostrzyć żeby mniej bolało? :)

Scena epickiego pojedynku jest boska! Widać że chłopak oglądał Monty Pythona, brakuje mi jeszcze stwierdzenia - ale nie stracił hapeków. :) Ogólnie dobry tekst, sztywny jak mało co i przez to prześmieszny.

Anonimowy pisze...

Ale fajnie,ze jest analiza!I to taka zacna!
Wątek gladiatorów i ogródków- klasa!

Chomik

Borówka pisze...

Umarłam. Mroczne elfy, "kumów", szlachta, ogrody, staruszki, dzieci i radosny gladiator za kamieniem (lasem?).

W dzieciństwie bawiłam się z bratem w sklep! Wygląda na to, że bez obaw mogę postawić na nową ścieżkę kariery zawodowej! Tylko czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że to tak działa? :(

To opko jest piękne. Wasze komentarze także na świetnym poziomie :)

Planujecie może następną część?:>

Anonimowy pisze...

Ostatnie zdanie komentarza sprawiło, że po prostu nie wytrzymałam i wybuchłam gromkim śmiechem, mimo późnej pory i ryzyka obudzenia współlokatorów :D Genialna analiza, genialna! A i opcio zacne!

Unknown pisze...

Jeszcze żadne zanalizowane opko nie wyglądało mi tak bardzo na podpuchę :). Konsekwentnie poprowadzenie Dobrego, Miłego i Uczynnego gladiatora rządzi.

(a analiza świetna - jak zawsze!)

Falco pisze...

"Świetnie, teraz widzę mroczne leśne elfy w pasiastych spódnicach, z kwiecistymi chustami na głowach, skubiące kury, albo siedzące przy kołowrotkach czy innych takich i pokrzykujące do siebie rzeczy w stylu “Kumo, podaj no mi tę dzieżę!”"
*padła*

"Gdy zobaczyli że elfy już są koło nich, Cyron odwrócił się i zabił elfa jednym uderzeniem w twarz toporem. Widząc siłę Cyrona i rozharataną twarz kolegi umierającego w konwulsjach, zrezygnowali z zabicia Cyrona i uciekli.
Ja pierdolę. Od czego macie łuki, lebiegi?! Może nie umieli nimi rzucać? ;D Obstawiam, że byli krótkowidzami. Miękkie faje... *kiwa ze smutkiem głową*"
Zastanawiałam się, skąd mroczne elfy w lesie. Już rozumiem- takich fujar nigdzie indziej nie chcieli, to spierdzieliły do lasu...

To opko tak rozwala taką słodko-naiwną głupotą, że brak mi słów :D I ten gladiator zacieszający do kwiatków i bawiących się dzieci... Nie mogę...

Anonimowy pisze...

Albo mi coś umknęło, albo nie przedstawiłyście trzeciej siły analizującej w tym opku ;) kim jest tajemniczy/a Vivaldi ? :)
Amster

Anonimowy pisze...

Jesteście pewne, że ten tekst to nie prowokacja, albo coś pisanego dla żartu?

ethelien pisze...

Bardzo kwikaśna analiza. A najlepsze, jak supersilny pan Gladiator cieszy się, bo zobaczył bawiące się dzieci i usłyszał śpiewające ptaki. I ja też się rozczuliłam na widok kotka! Słodki jest. Pozdrawiam

Pigmejka pisze...

@Unknown & Anonimowy-nad-ethelien: nie, to nie prowokacja. Pisak stworzył to jak najbardziej na serio - wystarczy przeczytać rozmowę, jaka toczy się na forum, z którego pochodzi opko: http://forum.sacred.pl/viewtopic.php?t=5122&postdays=0&postorder=asc&start=0

@Amster: Vivaldi to nasz pomocnik, dodatkowe wsparcie, że tak powiem. Pojawiał się już kilka razy we wcześniejszych analizach. ;)

Cieszymy się ogromnie, że analiza się Wam podoba! :D

MrsFindlay pisze...

Analiza cudna! Scena z mrocznymi elfami i zbroja.zip mnie umarły. :D
Aż mi wstyd, kiedy pomyślę, że kiedyś udzielałam się na forum, z którego pochodzi opko.
Czy macie w planach analizy innych Sacredowych historyjek?

Frej pisze...

Komentując na bieżąco przedstawiam prawie sensowne wyjaśnienie sceny z toporem:
a) topór miał baaardzo długi trzonek, przy czym:
b) ostrze było za ciężkie, żeby podnieść go na odpowiednią wysokość, tak więc:
c) bohater mógł broń wykorzystać jedynie do podcinania przeciwnika, co:
d) było elementem komicznym walki, który publiczność kochała, w związku z czym Cyron nie miał szans na inną broń już do końca kariery.
To wyjaśnia również, czemu tak się zdziwił, kiedy kazali mu zabić przeciwnika: zwykle wystarczało zwalić gościa z nóg i wszyscy byli zadowoleni.

Babatunde Wolaka pisze...

Imię bohatera ciągle czytam jako "Cyfron" (była taka postać w "Kaczych opowieściach" - nieciekawy księgowy łamane przez superhiroł). Ewentualnie "Cyceron".

"Wyszedł przed dom, a tu jeździec go zobaczył. Cwałem przygnał do chłopca i powiedział do niego:
-Ha! Zabijemy cię!"
Bardzo udana stylizacja językowa na baśń ludową...

"- Chrześcijaństwo w każdym uniwersum... - mruknęła ze znudzeniem Pigmejka i zapadła w zimowy sen."
E tam, diabeł to jeszcze nie całe chrześcijaństwo (chociaż świadkowie Jehowy mogą się ze mną nie zgodzić).

"Chodził ze swoim toporem.
…na wierzchu!
Hołubiąc go w miejscach publicznych!
I majtając nim w powietrzu."
Albowiem był drwalem i był OK. Jak mówi poeta - "Ciężko pracuję swoim małym toporkiem / I szwendam się po barach z rozpiętym rozporkiem".

"Zawsze jak widział potrzebującego młodziana albo staruszka, to musiał pomóc."
Bo staruszek zawsze miał jakieś drewno, którego nie dawał rady sam porąbać.

"Nazywali się: Zekdarrath, Cariso, Wulflior, Zackar i Tyurst.
(...)
I te tłumy skandujące “Dalej Kalafiorze!”, “Zabij, Zakatarze!”, “Zgiń Turysto!”"
Zakatar mnie ómarł. Może imiona były generowane za pomocą rzutu kostką?

"- No dobra, to choć wypij galon soku z cytryny, niech gawiedź ma jakąkolwiek rozrywkę..."
Ómarcie #2.

"A może Galon miał kościane nagolenniki? Jako zbroja - bez sensu, ale przynajmniej scena by zyskała na logice. :D"
Fandom Elder Scrolls przesyła pozdrowienia :)

"Może to był Bezdennie Głupi Właściciel Niewolników Johnson?"
Na pewno nie był to Nogę Sobie Obcinam Poniżej Kolana Dibbler.

"Jest to kontynuajca znanej sagi (xD) mojego opowiadania.
A ja piszę epos mojej analizy.
Nic specjalnego, większość studentów tworzy tragedie ich magisterek."
And the winner is... Vivaldi!

"To mieszkanie splądrował offscreen, czy jakoś zawczasu, bo nie było o tym wcześniej ani słowa?"
Pardon, ale tam nie ma nic o mieszkaniu...

"-Witaj panie ty jedyny mi możesz pomóc.-Ukłonił się
-Precz mi stąd! – Władczo krzyknął szlachcic."
Pradziadku, co pradziadek robi w tym syfie?

"-Wojowniku.-Zagadał młodzieniec – Mój ojciec nie lubi ludzi, przepraszam, jeśli cię urażę, zwykłych."
Jest i stryjeczny dziadek - działacz robotniczy. Wszystko się zgadza :)

"Obejrzał się i szybko schował się za kamień."
Ómarcie kolejne.

Opka na podstawie gier zdecydowanie mają w sobie "te cuś".

rinoasin pisze...

O boru, jakie piękne opko! Opłacało się na nie czekać, oj, opłacało! Nie wiem co mnie najbardziej ucieszyło, bo co chwilę śmiałam się jak szalona, ale gdybym miała wybrać, to stawiam na rady boChatera dla jego przyjaciół wojowników, a szczególnie: "-Cariso, ty opowiadałeś mi że jak byłeś mały lubiłeś z braćmi i siostrami bawić się w kupców, zatem do roboty.-Uśmiechnął się do Cyrona Cariso." - jak byłam mała lubiłam się bawić w Czarodziejkę z Księżyca... chyba znalazłam swoje życiowe powołanie XD.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam jeszcze raz,zarykując się ze śmiechu!
Pamiątki po kolegach!Gladiator!Suszone kwiatki pewnie zbierali i mieli zielniki!
Ja nie mogę!!!

Chomik

Anonimowy pisze...

Dafuq. <3 Opka pisane przez samczyków zawsze mi się bardziej podobały, poproszę więcej takich. ^^

Winky

Anonimowy pisze...

Cudna analiza, jedna z lepszych ostatnimi czasy. Viv też świetnie wypadł. A opko samo w sobie jest tak słodko durne, że nawet nie miałam siły robić facepalmów - cóż, jednak opka na podstawie gier rządzą :D

Tonks

Niofomune pisze...

"Pewnej ciepłej i letniej nocy Cyron usłyszał krzyki i zobaczył płomienie."
Gorzej by było, gdyby płomienie usłyszał, a krzyki zobaczył.

Optuję za większą ilością opek gierczanych, bo są nad wyraz miodne.

Patrycja Stankowska pisze...

Analiza zacna jak zawsze, zaś opko straszliwie drętwe. I pewnie przez ten kontrast świetnie się całość czyta. Gladiator i pląsy na łące... Ja nie mogę...

Dzidka pisze...

"Miał też miękkie serce do dzieci i starców, kaleków.

Dlatego w karczmach po kątach nazywano go “Plastusiem”.
"

*siedzi w strumieniach łez, usiłując wziąć się w garść i być dzielną*

Procella pisze...

Mieszek Wam się zmienił w komentarzu w mieszkanie, jakieś cuda się dzieją ;) Ale pomijając tę małą wpadkę - spłakałam się ze śmiechu.

Kalevatar pisze...

Dzięki za zauważenie błędu, nie mam pojęcia, jak mi się ten mieszek przeistoczył w mieszkanie. Komć poleciał, podobnie jak komentarze Vivaldiego i Pigmejki, również sugerujące się tą pomyłką.

Goma pisze...

Jeśli czekanie na analizę nieco dłużej ma zawsze oznaczać tak znakomitą jakość, to ja już zupełnie nigdy nie będę miała pretensji o zwłokę. Cudo!

Anonimowy pisze...

Jak wyglądają mroczne elfy w tej bajce? Bo wyobraziłam sobie załogantów z Menzoberranzan z kwiecistymi chustkami i trochę ten, dziwnie mi się zrobiło...
Nefariel

MrsFindlay pisze...

@Nefariel: Wyglądają tak: http://free.of.pl/a/adi_max/images/sacred%20postacie/mroczny_elf2.JPG

Anonimowy pisze...

Przeczytałam dwa razy, za każdym razem zwijając się ze śmiechu :)

Dziękuję za cudną analizę!

Agusz

minimysz pisze...

Dziecię moje właśnie uświadomiło mi, że mroczne elfy mogły mieć zbyt niski poziom, by móc skutecznie zmierzyć się z Cyronem.
A kotek bardzo rozczulający jest :)

Anonimowy pisze...

No matter if some one searches for his necessary thing,
therefore he/she desires to be available that in detail, therefore that thing is maintained over here.
kliknij po szczegóły,
http://wiki.bertha.adista.fr/DorthySpa